Tego dnia zrywaliśmy stokrotki - Liana Cincotti - ebook

Tego dnia zrywaliśmy stokrotki ebook

Liana Cincotti

4,3
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

30 osób interesuje się tą książką

Opis

Niepoprawna romantyczka zgadza się na udawany związek ze swoim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Ku jej nieszczęściu ON jest też jej pierwszą miłością.

Daniella Daisy Maria (l. 22) zawsze wierzyła w miłość idealną – aż zakochała się w swoim najlepszym przyjacielu. Levi był dla niej wszystkim… dopóki nie powiedział, że nic do niej nie czuje.

Cztery lata później spotyka go w zatłoczonym barze w Nowym Jorku. Jedno spojrzenie sprawia, że jej serce znów bije za szybko, ręce drżą i nie może złapać oddechu.

A potem Levi prosi ją, by udawała jego dziewczynę.

Dla niego to układ – potrzebuje partnerki na ślub swojej siostry. Dla niej ryzyko, że znowu będzie miała złamane serce.

I w ogóle jak tu udawać miłość… skoro nigdy nie przestało się kochać?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 309

Data ważności licencji: 5/22/2030

Oceny
4,3 (7 ocen)
3
3
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Kasiek_194

Całkiem niezła

Z przykrością muszę stwierdzić… że to najsłabsza książka z moim ukochanym motywem Friends to Lovers jaką przeczytałam 😢
00
Weronika8608

Dobrze spędzony czas

Bardzo infantylna, jak na studentów bohaterowie zachowywali się jak licealiści
00
GracjanaLasota

Nie oderwiesz się od lektury

Piekna 🩷 romantyczna 🩷 a na końcu mile zaskoczyła 🩷
00



Tytuł oryginału: Picking Daisies on Sundays

Projekt okładki: Liana Cincotti

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor inicjujący: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak

Redaktor prowadzący: Magdalena Zabrocka

Redakcja techniczna: Grzegorz Włodek

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zuzanna Pasikowska, Barbara Milanowska (Lingventa)

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2026

© for the Polish translation by Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik

ISBN 978-83-287-4158-4

MUZA SA

Wydanie I 

Warszawa 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Dla beznadziejnych i pełnych nadziei romantyków, którzy nie wiedzą, że są zauważani w zatłoczonym pomieszczeniu

Przycisnęła usta do mojego policzka i puściła dłoń. Nawet nie pamiętam, kiedy ją za nią ująłem. Lecz oddaliła się, tak po prostu. Biegła na górę po schodach, a jej długa suknia ciągnęła się za nią jak sztormowa fala oceanu, która rzuciła mnie samotnie na brzeg.

Prolog

Cztery lata wcześniej

Kochałam Leviego Coldwella. Byłam zakochana w Levim Coldwellu. Moim najlepszym przyjacielu od czterech lat.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, kiedy się poznaliśmy w pierwszej klasie. Tym bardziej że oboje mieliśmy aparaty ortodontyczne i hormonalny trądzik, który każdego dnia zmieniał swoje pozycje na naszych twarzach. Pierwszego dnia liceum dwukrotnie się okazało, że chodzimy na te same zajęcia i że oboje mamy trudności z którymś z tych przedmiotów.

Wystarczyło głośne westchnienie Leviego, gdy próbował nawlec nitkę na igłę, i moje C- z pierwszego zadania z angielskiego, żebyśmy zaczęli sobie wzajemnie pomagać.

Nauczyłam go szyć, a on pomógł mi redagować eseje. Przez pewien czas były to transakcje biznesowe odbywające się dwa razy w tygodniu, aż zaczęliśmy rozmawiać ze sobą o czymś więcej niż szycie lub pisanie.

Stworzyliśmy wspólną listę tego, co jest dla nas ważne: miłość do filmów, oddanie nauce, lojalność wobec rodziny i smutek, którego doświadczyliśmy – a raczej doświadczaliśmy. Każde z nas straciło ojca i chyba to nas do siebie na początku zbliżyło.

Poznałam Leviego trzy miesiące po śmierci taty, pana Coldwella zaś nie było już od dwóch lat.

Levi nadal nosił ze sobą żałobę jak pustą butelkę po winie.

Przewińmy szybko cztery lata do przodu – i oto byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, którzy mieli ukończyć razem liceum.

Lata codziennego pisania do siebie wiadomości, wspólnych sobotnich wieczorów spędzanych na oglądaniu filmów i jedzenia razem lunchów w szkole weszły nam w nawyk. Były moim odpowiednikiem porannych ćwiczeń albo wieczornej modlitwy.

Miesiące patrzenia na niego, gdy stał na trybunach i kibicował mi podczas zawodów softballu, kiedy strzeliłam cztery bramki, i wieczory dreptania po spękanym chodniku łączącym nasze domy.

Widziałam, jak piekł babeczki dla swoich sióstr na przedszkolne akcje, związywał im włosy w kucyki i siedział spokojnie, kiedy malowały nam paznokcie. Te chwile odsłaniały wszystkie aspekty jego osobowości. I, Boże, lubiłam każdy z nich.

Staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi, którzy co tydzień jadają wspólnie obiady i których mamy poznają nasze najświeższe dramaty, plotkując przy filiżance kawy na werandzie.

Mieszkał przy tej samej ulicy co ja, więc chodziłam do niego na rodzinny obiad w niedzielę; śmiałam się, gdy Trish wspominała dawne historie, a jego siostry rzucały w siebie czipsami nad stołem.

Ale to się zmieniło w przedostatniej klasie.

Levi wrócił wreszcie z Vermontu ze świątecznego wyjazdu z rodziną. Nudziłam się przez cały grudzień, czekając na niego. Dlatego w dniu jego powrotu po zajęciach z angielskiego popędziłam przez szkolny korytarz do drugiej szafki po lewej, żeby się z nim zobaczyć.

I zauważyłam, że się z kimś całuje.

Żołądek mi się zacisnął na widok Jennifer O’Brien. Oślepiło mnie to, jak przyciska Leviego do szafki, wodząc po nim dłońmi, jakby usiłowała wyryć na jego ciele jakiś sonet. Nie wiem, jak długo się gapiłam, ale nie mogłam przestać. Poczułam się, jakbym przyłapała jakiegoś celebrytę. W gardle mi zaschło, do oczu napłynęły łzy, stopy zaś nie chciały się ruszyć, dopóki ktoś na mnie nie wpadł i nie musiałam się przesunąć.

Widziałam Vi – Leviego – chodzącego na randki i bal z innymi dziewczynami i zupełnie mi to nie przeszkadzało! Owszem, zawsze pojawiało się ukłucie zazdrości, ale zbywałam je, traktując jako przejaw opiekuńczości wobec przyjaciela. Nigdy wcześniej jednak nie widziałam, żeby się z kimś całował. To… mi się nie podobało – było niepożądane.

A kiedy zobaczyłam, jak Jennifer wciąga jego usta w swoje, natychmiast tego pożałowałam, bo wszystkie emocje, których istnienia nawet nie podejrzewałam, wypłynęły na powierzchnię.

To się wydarzyło prawie rok wcześniej, a mimo to wciąż nie umiałam wymazać wspomnienia. Tyle że dzisiaj mieliśmy bal maturalny, a jutro uroczyste rozdanie świadectw ukończenia szkoły, więc nie mogłam tego dłużej od siebie odsuwać.

Nie pomógł scrapbooking, nie pomogło oglądanie bez końca romantycznych filmów, haftowanie i robienie narzut, a już na pewno nie pomogło sporządzenie listy wszystkich jego wad, bo ich po prostu nie miał.

Jego jedyną wadą, jaką potrafiłam wymienić, było to, że nie spróbował mnie pocałować po wrześniowym meczu futbolu zorganizowanym w ramach zlotu absolwentów szkoły. Siedzieliśmy w jego samochodzie przed moim domem i zerknęłam na jego usta co najmniej dwa razy.

Tak czy siak, nic nie podziałało. Wciąż go kochałam. I nie mogłam dłużej udawać, że serce nie tłukło mi się w klatce piersiowej, kiedy puścił do mnie oko w klasie albo musnął dłoń – a już na pewno nie wtedy, gdy nawijał sobie na palec kosmyk moich włosów, kiedy siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Nie mogłam udawać, że moje gardło nie zaciska się jak wyżymany ręcznik, gdy dziewczyny flirtowały z nim na imprezach.

Musiałam mu powiedzieć dzisiaj, zanim pożegnamy się jutro ze szkołą, a on wyruszy z końcem wakacji na studia. Nie mogłam cierpieć przez kolejne lato, a potem się zastanawiać „co by było, gdyby”, kiedy on wyjedzie i będzie mógł poznać miłość swojego życia.

Problem polegał na tym, że dzisiaj było dzisiaj i przepełniało mnie przerażenie. Poświęciłam wiele godzin na dopasowanie sukni, żeby leżała jak ulał, ale zrobiła się za ciasna po tym, jak pochłonęłam drugą szklankę napoju gazowanego z prądem – dzięki uprzejmości drużyny hokeja, która przemyciła wódkę do tego zalanego migotliwym światłem, przesadnie drogiego lokalu.

Proszę, nie pozwól, aby to wpłynęło na twoją opinię o mnie, bo to nie jest w moim stylu. Picie bynajmniej nie sprawiało mi przyjemności i zdecydowanie nie zaliczałam się do osób znanych drużynie hokeja. Niestety towarzystwo nie było dość wyrobione, by serwować drinki Shirley Temple, więc musiała nas zadowolić wódka z napojem gazowanym.

Widziałam kiedyś w filmie, że Molly Ringwald zrobiła coś takiego dla podbudowania pewności siebie, więc uznałam, że nie zaszkodzi. Tyle że kiedy patrzyłam na Leviego z pewnej odległości, gdy rozmawiał ze znajomymi, nadal ściskało mnie w żołądku i czułam lęk. Ciemnoszare spodnie od garnituru opinały jego długie nogi, a marynarka podkreślała kolor włosów i oczu, które dziś wydawały się jeszcze bardziej niepokojąco ciemne niż zwykle. Zawsze wyglądał cool, wysoki, z brązowymi lokami i orzechowymi oczami o hipnotyzującym spojrzeniu.

Chyba wyczuł mój wzrok, bo odwrócił się i przyłapał mnie na gorącym uczynku. Moje spanikowane serce zamarło, on jednak tylko rzucił niemo „cześć, smarkata”, puścił do mnie oko i kontynuował rozmowę.

Wyciągnęłam rękę do prezentującego się niebezpiecznie dojrzale hokeisty, by dał mi kolejnego drinka, i opróżniłam szklankę tak szybko, że mózg nawet nie zarejestrował jego smaku. Przyszłam tu z chłopakiem (relacja platoniczna) o imieniu Jeremiah. Pomagał mi wymyślić, co powinnam dzisiaj powiedzieć Leviemu, i w rezultacie w telefonie miałam zapisaną niesamowicie długą notatkę. Tak swoją drogą, gdzie on się podział? Ostatnio widziałam moją komórkę w jego dłoni.

Kurczę, kurczę, kurczę. Nie poradzę sobie bez niego lub telefonu.

Dlaczego miałam mokrą twarz? Musnęłam policzki dłonią i uzmysłowiłam sobie, że płaczę. No jasne, nie upiłam się tak, żeby poczuć ulgę i radość, tylko urżnęłam się na smutno i lękowo.

Zebrałam dół sukni w dłoń, żeby się nie potknąć, i wypadłam na jeden z korytarzy. Musiałam trochę się opanować. Znalazłszy ustronne miejsce, rozluźniłam się i łzy się ze mnie wylały. Gdzie ten Jeremiah z moim telefonem?

Stuk, stuk, stuk. Łzy przeszkadzały mi na tyle skutecznie, że nie zauważyłam zbliżającej się osoby. Usłyszałam tylko kroki. Zacisnęłam powieki, modląc się, by pokierowały się dalej. Może jeśli zamknę oczy, nikt nie dostrzeże, w jak żenującą kupkę nieszczęścia się przemieniłam.

– Hej, hej, hej, co się stało, Daisy?

Tylko trzy osoby na świecie zwracały się do mnie, używając mojego drugiego imienia, i tylko jedna z nich się tu dziś znajdowała.

Na dźwięk głosu Leviego jak na komendę podniosłam powieki i patrzyłam, jak ukucnął szybko naprzeciwko mnie. Natychmiast objął moją twarz i zmusił, bym spojrzała mu w oczy; miał zaniepokojoną minę. Serce mi łomotało, rozgrzewając policzki wtulone w jego dłonie.

To było za blisko; on był za blisko. Czy widział wypisaną na mojej twarzy miłość do niego? Czy po tym, jak drgnęłam, zorientował się, że każda komórka mojego ciała jest stworzona do tego, by jej dotykał?

Jak mogliśmy przejść od przyjaźni do czegoś takiego?

Łzy nie chciały się zatrzymać. Ale gdy zauważyłam absolutną rozpacz na jego obliczu, serce wypełniła mi nadzieja, że może czuć to samo.

A dziesięć minut później złamał mi serce. I nie widziałam Leviego przez kolejne cztery lata.

1

Jak mogłem pozwolić na to, by nie widzieć cię tak długo?

– Jia, nie usiądę z nimi przy jednym stoliku. Nie mam pojęcia, o czym rozmawiają – szepnęłam ze swojej kryjówki w boksie.

– To po co tam poszłaś? – zainteresowała się Jia, z którą rozmawiałam przez telefon.

– Żeby mieć pewność, że nikt nie zamorduje Gabe’a, oczywiście – stwierdziłam poważnie, obserwując z drugiego końca restauracji Gabe’a i towarzyszącą mu osobę.

– Jesteś w West Village, Dani. Nikt nikogo tutaj nie morduje. Jedyne przestępstwo w tej okolicy to ceny nieruchomości – oznajmiła Jia rzeczowo.

– Mamy po dwadzieścia dwa lata. Właśnie w tym wieku ludzie giną najczęściej. – Zerknęłam w stronę przyjaciela, który zaczął ściągać brwi. – Gabe patrzy na mnie znacząco.

– Znacząco? Czekaj, dlaczego się ubrałaś, jakbyś szła na randkę? – rzuciła zupełnie nie na temat, komentując moje (wyraźnie dla mnie nietypowe) dżinsy i bluzkę.

Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam wchodzącą do restauracji Jię. Chociaż nie nazwałabym tego wchodzeniem, bo Jia skradała się, zasłaniając twarz kartą dań, żeby się ukryć przed towarzyszem Gabe’a. Dyskretnie uniosłam rękę nad swoim menu, aby przyciągnąć jej uwagę.

– Gdzie byłaś? – spytałam.

Wyłączyłam telefon i przesunęłam się, żeby zrobić dla niej miejsce. Miała na sobie spódnicę maksi, skórzane kozaki i top, który ledwie osłaniał jej klatkę piersiową. Czarne z natury włosy farbowała na wszystkie kolory tęczy, zmieniając barwę co sezon. Zresztą w jej przypadku kolor włosów nie miał znaczenia, ponieważ wszystko pasowało do jej szczupłej twarzy i wysokiej sylwetki. Tej wiosny była blondynką. Rodzice Jii nie znosili tego farbowania, ale kwitowała to stwierdzeniem: „Pracuję w modzie, a to jedno z wymagań mojego zawodu”. Odpowiedź bardzo w jej stylu – i skierowana do mnie, rzecz jasna. Bo rodzicom nigdy by tak nie odpyskowała.

– Musiałam odebrać materiał dla diablicy i jej go podrzucić – poinformowała mnie i z westchnieniem oparła podbródek na dłoni zwiniętej w pięść.

– Dlaczego nie odejdziesz? Zyskałaś już dość dużo doświadczenia – napierałam, bo martwiło mnie, że goniła resztkami sił.

– Jeżeli jest szansa, że zabierze mnie na Met Galę w przyszłym roku, cały mój wysiłek okaże się tego warty – powiedziała z taką samą gwałtownością i jednocześnie troską.

Zanim zdążyłam na to zareagować, nasz kelner Josh podszedł do stolika i zgromił mnie wzrokiem. Słusznie. Siedziałam w tym boksie od trzydziestu minut i dotychczas zamówiłam wyłącznie wodę. Wokół były inne wolne miejsca i nikt nie czekał przy drzwiach, więc nie czułam się aż tak źle.

Nic się nie stało; zostawiałam mu za każdym razem suty napiwek, a za kilka dni przyniosę kwiaty.

Tak wyglądała nasza burzliwa relacja. Jia, Gabe i ja wykorzystywaliśmy ten stolik do obserwacji potencjalnych partnerów na wypadek, gdybyśmy potrzebowali wymiksować się z niezręcznej sytuacji (i uniknąć porwania), czym trochę wkurzaliśmy Josha, ale potem przynosiłam mu kwiaty, nad którymi się rozpływał.

Zanim doprowadził mnie do stolika, wspomniał, że ma ochotę na peonie.

– Drogie panie, musicie coś zamówić, jeśli chcecie korzystać ze…

– Dwie wody – rzuciłyśmy jednogłośnie.

– I koszyk frytek – dodała Jia.

Josh przewrócił oczami i się oddalił.

– Co się wydarzyło? – spytała z zainteresowaniem, opuszczając menu tuż poniżej linii oczu.

– Gabe dwa razy się zaśmiał, raz sprawdził telefon…

– Dobrze, dobrze…

– …i wypił cztery kieliszki wina – dokończyłam, zaciskając usta, by przybrać poważną minę.

Rąbnęła dłonią w czoło z rozczarowaniem.

– I posłał ci spojrzenie?

– Tak.

– W takim razie kończymy to – oznajmiła. Odłożyła kartę dań i wstała ze swojego miejsca. Jednak natychmiast się odwróciła, wysunęła palec wskazujący w moim kierunku i spojrzała na mnie groźnie. – Nie zapomnij o frytkach.

Przed nami najzabawniejsza część wieczoru.

Jia zmierzała w stronę stolika Gabe’a z rękami spuszczonymi wzdłuż boków i dłońmi zaciśniętymi w pięści. Szykowała się do przedstawienia.

– Jak śmiesz? – wykrzyknęła nagle, zionąc złością, i uderzyła w stolik między Gabe’em a jego partnerem. – Ja ci mówię, że jestem w ciąży, a ty postanawiasz wybrać się na randkę?

Gabe przycisnął dłoń do klatki piersiowej, dławiąc się krewetką. Blondyn naprzeciwko niego się przeraził; jego policzki zrobiły się różowe, a rzęsami praktycznie dotykał brwi.

Gabe z udawaną żarliwością przycisnął rękę do gardła, uwolnionego już od krewetki.

– Kochanie…

– Myślałem, że jesteś gejem! – wtrącił towarzysz Gabe’a z oburzeniem.

Muszę przyznać, że nie byłoby to pierwszą kwestią, która by mnie zaniepokoiła na dźwięk słowa „ciąża”…

Gabe przekrzywił głowę, słysząc tę bezczelność; najwyraźniej myślał dokładnie to, co ja.

Jia chwyciła go za koszulę.

– Po raz ostatni spuszczam cię z oka – kontynuowała tyradę, próbując wyciągnąć Gabe’a z wyraźnie okropnej randki i wyjść z nim na ulicę.

Gdy oboje wypadli z restauracji, Josh, jakby na dany sygnał, postawił na stoliku koszyk frytek. Szybko go spakowałam, zostawiłam gotówkę na blacie i pomachałam przepraszająco do kelnera.

Kiedy wyszłam z lokalu, Jia i Gabe czekali na mnie i rechotali.

– Ciąża? – spytał kumpel, praktycznie krztusząc się ze śmiechu. – Uzgodniliśmy, że jesteś moją dziewczyną, a nie mamą mojego dziecka!

Też parsknęłam śmiechem, słysząc ten komentarz.

– Jeśli byś mnie pytała, to był godny nagrody występ, Jia.

Ukłoniła się nisko.

– Chciałabym podziękować mamie i Danielli za ich wsparcie oraz Gabe’owi za potworny gust do facetów.

Otrzymawszy od niego kuksańca, jeszcze bardziej się zaśmiała.

– Wisisz mi za to drinka – oświadczyła, wskazując na Gabe’a.

– Tak, tak – odparł. – Już jest w drodze. – Przewrócił oczami i zmarszczył zadarty nos.

Przez to sprawiał wrażenie dzieciaka. Sam wzrost nadawał mu dziecięcego wyglądu, bo miał o pięć centymetrów mniej ode mnie, a to oznaczało, że był sporo niższy od Jii. Nikt by się jednak nie zorientował, bo nosił sneakersy na koturnach – dostał je w prezencie od firmy, w której odbywał staż jako asystent w dziale marketingu.

Skręciliśmy za kolejny róg i weszliśmy do baru, w którym jak zawsze panował tłok.

– Dwa piwa i Dirty Shirley – zwrócił się Gabe do barmana, wciskając się pomiędzy innych klientów zamawiających drinki.

Jia i ja wykrzyczałyśmy swoje podziękowania.

Przyjaciółka popatrzyła na mnie i wyciągnęła kolejną frytkę z koszyka.

– Nie wytłumaczyłaś się z tego rozkosznego stroju. – Omiotła wzrokiem moją kreację: obcisłe dżinsy i top z długim rękawem i głębokim wycięciem podkreślającym mój dekolt w sposób, który Jia na pewno pochwalała, a który budził mój opór. Całość mocno kontrastowała z moim typowym strojem składającym się często z kombinezonu, luźnych lnianych spodni, spódnic midi i tak dalej – nic nie mogło opinać mojego ciała.

Podciągnęłam top, żeby przysłonić dekolt, ale za to odsłoniłam pępek. Westchnęłam.

– Potrzebowałam przykładowej sylwetki, żeby sprawdzić, jak będzie wyglądała sukienka, którą szkicuję. Nie byłam pewna, czy podoba mi się połączenie tego dekoltu z obcisłym dołem.

Czy ona mnie słuchała? Wydawała się bardziej skupiona na tym, że nie mogłam przestać dotykać bluzki. Nagle też zaczęła ją ciągnąć, próbując naprawić chaos, jakim byłam w dopasowanym ubraniu.

– I do jakiego wniosku doszłaś? – spytała. Najwyraźniej jednak mnie słuchała.

– Sukienka będzie obcisła w talii i na biodrach, ale dalej rozkloszowana. Gdyby dekolt był mniejszy, podjęłabym inną decyzję, ale w zestawieniu wydaje mi się to przesadą, zgodzisz się?

Rozmowa o projekcie po godzinach zajęć nie służyła mojemu zdrowiu psychicznemu – pociłam się ze stresu – jednak musiałam to z siebie wyrzucić, bo o niczym innym nie mogłam myśleć. Jeżeli nie rozkminię tego teraz, w nocy będę pukała w swoje okienko jak zdesperowany Romeo podczas wizyty u Julii. A lubiłam spać spokojnie.

Wyszperałam w torebce klamrę w kształcie kwiatu i spięłam nią krótkie brązowe włosy.

– Nie, jak najbardziej… – kontynuowała Jia.

– O kurde.

Sapnęłam. Klamra jaskrawego koloru spadła na podłogę, więc postanowiłam jej poszukać. Schyliłam się, a kiedy się wyprostowałam ze zgubą w dłoni… Jasny gwint. Czy uderzyłam głową w denko czyjegoś kufla?

– Cholera – powiedziałam równocześnie z osobą trzymającą kufel.

Przeczesałam włosy palcami (dzięki Bogu nie było na nich piwa), a gdy chciałam przeprosić…

Jak mocno się walnęłam? Bo to nie mogło się dziać naprawdę.

– Daisy? – spytał Levi.

Levi Coldwell. Levi Coldwell stał naprzeciwko mnie.

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji