Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
705 osób interesuje się tą książką
Aria Miller przez całe swoje nastoletnie życie pielęgnowała uczucie do mężczyzny, który jako jedyny potrafił poruszyć jej serce. Kochała go w ciszy, karmiąc się nadzieją, że pewnego dnia spojrzy na nią inaczej – nie jak na dziewczynkę z przeszłości, lecz jak na kobietę, której nie chce stracić. Nigdy jednak nie przypuszczała, że osoba, której oddała swoje zaufanie, stanie się tą, która złamie ją najmocniej.
Lucas Keller nosi w sobie ciężar, który zmienił go na zawsze. Śmierć ojca, a potem bolesna zdrada matki nauczyły go jednego – nie ufać nikomu. Nikomu poza nią – dziewczyną, którą chronił od lat, wychowując się u jej boku. Jedyną, przy której potrafił oddychać bez bólu. Wojsko miało być dla niego ucieczką. Sposobem, by zagłuszyć przeszłość i stać się kimś, kto już nigdy nie poczuje się słaby.
Aria ze złamanym sercem rzuca się w wir studiów pielęgniarskich, próbując odnaleźć sens i odbudować siebie na nowo. Lucas znika w świecie rozkazów, treningów i wojskowej dyscypliny, przekonany, że to jedyny sposób, by zapomnieć o tym, co wydarzyło się między nimi.
Ale niektórych historii nie da się zostawić za sobą.
Czy przeznaczenie może być silniejsze niż strach, ból i lata milczenia?
A co, jeśli ich miłość zaczęła się na długo przed tym, zanim któreś z nich odważyło się ją nazwać?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 443
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
PROLOG
ARIA
Wyczytałam kiedyś w jednej z książek, że miłość nie ma granic. To uczucie obezwładniające, które czujesz całym sobą. Coś, co wsiąka w nasz krwiobieg, i dzięki temu, możemy żyć. Całym sercem kocham moich rodziców i braci. Dorastałam w domu, gdzie słowa „Kocham cię” były czymś naturalnym. Tata mówił to mamie codziennie, kiedy wychodził do pracy w jednostce, a ona, miałam wrażenie, ubóstwiała go samym spojrzeniem. Mimo upływu lat tata nadal skrada mamie całusy, a przy tym doprowadza ją do tak pięknego śmiechu, że ciężko przejść obok tego obojętnie. To jest miłość. Nie musiałam czytać romansów, aby ją zrozumieć – wystarczyło, że spojrzałam na rodziców, i wiedziałam, że kiedyś będę chciała przeżyć coś równie pięknego.
Dla mamy jestem cudem, który pojawił się w najgorszym momencie jej życia i dał jej nadzieję.
Dla taty jestem księżniczką, którą pragnie chronić za wszelką cenę.
Dla moich braci jestem starszą siostrą, która stara się dawać im jak najlepszy przykład.
Kiedy wychowujesz się otoczony miłością, wyrastasz na szczęśliwego człowieka. Nie, poprawka. Stajesz się nim. W naszym domu panowały zasady, jednak nie były one czymś, co nas ograniczało. Bardziej chodziło o nasze bezpieczeństwo, które dla taty jest najważniejsze. Lata spędzone w wojsku wpłynęły na jego psychikę, a misje tylko pogłębiły jego potrzebę chronienia rodziny. Mama z kolei jest naszym sprzymierzeńcem, kiedy tata trochę przesadza. Tylko ona może wpłynąć na tatę, aby zmienił zdanie lub lekko nagiął swoje zasady. Wystarczy jedno spojrzenie jej ciepłych oczu, aby natychmiast złagodniał. Tak jest, odkąd pamiętam.
Oprócz naszej piątki do pewnego czasu mieszkali u nas synowie przyjaciela taty z wojska. Lucas i Caden wychowywali się z nami, odkąd sięgam pamięcią. Całe moje dzieciństwo kojarzę z zabawami i wspólnym czasem, jaki razem spędzaliśmy. Caden był jednak bardziej wycofany. Choć niekiedy się ze mną bawił, nie widziałam w nim tej iskry, którą Lucas miał za każdym razem, gdy wyciągał mnie na plac zabaw.
Byłam szczęśliwa, kiedy miał czas pobawić się ze mną w moim pokoju czy poczytać mi bajkę. Pozwalał mi nawet bawić się u siebie i nie przeszkadzały mu rozwalone na podłodze zabawki. Często chodziliśmy na spacery razem z Blue – moim pieskiem – do pobliskiego parku. Jedliśmy lody, wygłupialiśmy się i robiliśmy psikusy tacie albo Cadenowi. Traktowałam ich jak starszych braci i to uczucie było dla mnie najlepsze na świecie.
Jednak czas robi swoje.
Każde z nas dorastało, zbierało doświadczenia, snuło plany na przyszłość. Wybieraliśmy sercem i podążaliśmy za jego głosem.
Ja chcę zostać pielęgniarką, aby pomagać innym, a Lucas, tak jak nasi ojcowie, wstąpił do wojska. Caden staje się coraz lepszy w systemach komputerowych i szeroko pojętej informatyce. Asher z kolei ma trzynaście lat i wkurza mnie niemiłosiernie swoim aroganckim uśmieszkiem – zdecydowanie odziedziczonym po tacie. Nadal chodzi do szkoły, ale nie mam wątpliwości, że tak jak tata i Lucas wybierze wojsko. Mój drugi brat Aaron skończył w tym roku dziesięć lat. Choć z wyglądu, podobnie jak Asher, przypomina tatę, ma łagodne usposobienie po mamie.
Nasza rodzina nie jest szablonowa, ale kochamy się i mamy siebie, a to więcej, niż możemy pragnąć. Moja mama zawsze powtarza, że trzeba być wdzięcznym za to, co się ma. Z kolei ciocia Amy uważa, że na szczęście trzeba ciężko pracować, bo nie każdy zakochuje się tak szaleńczo jak mama.
Byliśmy zgraną paczką do czasu, aż beznadziejna strzała amora uderzyła mnie w najmniej odpowiednim momencie. Aż świat ucichł, kiedy zdałam sobie sprawę, dla kogo bije moje serce. Zrozumiałam, że każde spojrzenie, którym go obdarowywałam, jest krzykiem słów miłości, które zostały zamknięte w klatce moich myśli.
Miałam siedemnaście lat, kiedy pierwszy raz popatrzyłam na Lucasa inaczej niż zazwyczaj. Zwróciłam uwagę na szczegóły, które kiedyś nie miały dla mnie znaczenia. Jego ciemne, niesforne włosy, których kosmyki opadały na czoło. Oczy, które potrafiły przybrać najpiękniejszy odcień ciemności, jaki istniał. Wysoki, przystojny, umięśniony i…
…nie mój.
Pragnęłam z całej siły, aby mój sen kiedyś się spełnił. Fantazje o nim spędzały mi sen z powiek, a każda z wizji podsuwanych przez moją wyobraźnię doprowadzała mnie do wrzenia. Marzyłam wielokrotnie o tym, aby Lucas popatrzył na mnie jak na kobietę, a nie jak na córkę Maxa, przyjaciółkę, czy – broń Boże – młodszą siostrę. Gdzieś w głębi serca czułam, że to on. Mama zawsze powtarza, że serce jest najlepszym kompasem wyznaczającym nam drogę, jednak w moim przypadku nie wiem, czy mam za nim podążać.
Dla niego jestem promyczkiem. Blaskiem pośród wielu innych.
Niczym więcej, ale też niczym mniej.
A ja chciałam stać się dla niego wszystkim. Pragnęłam, aby patrzył na mnie tak, jak ja na niego – z oddaniem, czułością, może nawet miłością.
Najgorsze jednak było to, że mogłam rozświetlać tylko chwilę, ale nigdy całą jego rzeczywistość.
ROZDZIAŁ 1
ARIA
Lato w Virginii w tym roku jest wyjątkowo piękne i słoneczne. Nie chodzi o to, że wcześniej takie nie było, ale sądząc po tym, jak roślinność w naszym ogrodzie cudownie kwitnie i nabiera niesamowitych barw, mogę śmiało stwierdzić, że to dzięki słońcu, które od kilku tygodni nas nie opuszcza.
Opalam się na leżaku na tyłach naszego domu, łapiąc cudowne promienie i przyswajając witaminę D. Obok leży książka, którą zgarnęłam od mamy z regału, jednak stwierdziłam, że muszę kompletnie zresetować głowę. Otworzyłam pierwszą stronę i od razu się poddałam. Moje oczy potrzebują odpoczynku. Uwielbiam okres wakacyjny, bo wtedy mogę odpocząć od szkoły, a ostatnia klasa liceum dała mi nieźle popalić. Dla mnie jest to wyjątkowo trudny czas, bo zakuwałam dniami i nocami, aby jak najlepiej zdać egzaminy końcowe.
Od zawsze chciałam zostać pielęgniarką, dlatego musiałam mocno zasuwać z materiałem, żeby potem móc przebierać w ofertach najlepszych uczelni w Stanach. Przy wyborze nie patrzyłam tylko na ich prestiż, ale również na położenie, kulturę oraz ogólne opinie, jakie krążyły o danym uniwersytecie. Chciałam poznać nowych znajomych, bawić się, a studia miały dać mi tę możliwość. Jak na razie moje podanie zostało rozpatrzone pozytywnie we wszystkich miejscach, do których aplikowałam, więc jestem z siebie dumna. Teraz najgorszy moment – decyzja, którą uczelnię wybrać.
– Dzień dobry, księżniczko.
Podskakuję na leżaku, słysząc dobrze mi znany głos. Unoszę wzrok i dostrzegam uśmiechniętego tatę, który patrzy na mnie z góry. Ubrany jest w mundur polowy, ponieważ prowadzi ostatnio ze swoją jednostką ćwiczenia w terenie. Podnoszę się z leżaka i siadam prosto, łapiąc się za serce.
– Mógłbyś się tak nie skradać? – pytam lekko oburzona, jednak zdradza mnie mój uśmiech. – Mogłam dostać zawału albo nie wiem… czegoś innego.
Tata kręci głową, a potem pochyla się i całuje mnie w czoło. Dla niego zawsze jestem małą księżniczką i choć mam już prawie osiemnaście lat, to on nadal traktuje mnie jak swoją malutką córeczkę.
– Twoja mama też cały czas narzeka, że się skradam, a jednak lubi ten element zaskoczenia w naszym małżeństwie. – Przenosi swój wzrok na ogród i wzdycha. – Muszę ogarnąć drzewka, bo z tego, co widzę, wołają mnie o pomoc. Szczególnie magnolia.
Tata od zawsze miał rękę do roślin. Kiedy byłam mała, chodziłam z nim pracować do naszego ogrodu. Razem sadziliśmy drzewka, krzewy czy różnego rodzaju kwiaty. Wtedy myślałam, że to jego pasja, jednak z wiekiem rozumiałam, że oprócz swoistego rodzaju hobby, tata szukał w tym ukojenia. Ojciec jest mężczyzną wzbudzającym podziw, który przeżył w swoim życiu wiele misji. Wielokrotnie odznaczany przez prezydenta, wzbudzający podziw mężczyzna, który nigdy nie zatracił się w chwale. Tata pozostał sobą i za to kocham go najbardziej na świecie.
– Pomogę ci.
Wstaję i uśmiecham się do niego, a on od razu obejmuje mnie ramieniem, przez co zostaję w miejscu.
– Nie musisz, skarbie. Odpocznij, a ja zajmę się krzewami. Idę się przebrać i znaleźć mamę.
Rusza w stronę domu, a jego delikatny głos jest dla mnie niczym balsam dla duszy. Niemniej pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałam podniesiony głos taty – krzyczał na swoich podopiecznych w wojsku. Jego wysoki tembr mnie przeraził, jednak wiedziałam, że chcąc utrzymać swoją jednostkę w ryzach, musi taki być. Dom jednak nie obejmował rządów taty, ponieważ tu władzę dzierżyła mama. Choć nie afiszowała się ze swoją pozycją, tata zrobiłby dla niej wszystko.
Moja mama jest niesamowitą osobą. Ciepłą, kochaną i absolutnie oddaną naszej rodzinie. Jest dla mnie wsparciem we wszystkich momentach życia. Kiedy dla taty było nie do pojęcia, dlaczego chcę wyjechać na studia, a nie wybrać uczelnię, na której studiowała mama, to właśnie ona od razu stanęła murem za moim wyborem. Chce, żebym przeżyła swoje życie na własnych zasadach, zbierała doświadczenia. Jednak tata nie jest zachwycony. On woli, kiedy jestem w domu – uważa, że tu jest moje miejsce. Pośród ludzi, których kocham i znam. I faktycznie tak jest. Jednak wbrew wszystkiemu chcę spróbować osiągnąć coś sama. Koneksje mojego taty są ogromne, a ja przez sam fakt noszenia nazwiska Miller jestem traktowana inaczej niż moi rówieśnicy. Pragnę sama zapracować na swoje nazwisko, a przede wszystkim móc zaznać trochę luzu od wiecznie czujnego spojrzenia ojca.
Zerkam przed siebie i postanawiam dołączyć do rodziców w domu. Kiedy wchodzę na korytarz, z oddali słyszę cichy śmiech mamy i zbyt niski głos taty. Wiem, co w tym momencie mogą robić, dlatego postanawiam zaznaczyć swoją obecność.
– Cokolwiek robicie, jestem w domu! – krzyczę na tyle głośno, aby mnie usłyszeli.
Idę do salonu, a następnie odkładam książkę na regał. Po chwili z kuchni wychodzi tata. Jego włosy są w lekkim nieładzie, podąża za nim zarumieniona mama. Moi rodzice mimo upływu lat potrafią zachowywać się jak zakochani nastolatkowie.
– Nie wiem, po co te krzyki – burczy tata. – Pomagałem mamie przy obiedzie.
Przewracam oczami.
– Jasne – odpowiadam, kręcąc głową z rozbawieniem. – A ja mam sześć lat i kręcone włosy.
Tata patrzy na mnie, a w jego oczach dostrzegam całą gamę emocji. Za każdym razem, kiedy wspominam o tym, że nie jestem już dzieckiem, wiem, że on nie potrafi się z tym pogodzić. Dla niego mogłabym nigdy nie dorosnąć. Nie ma problemu z chłopakami, ale ze mną już tak.
– Dla mnie zawsze będziesz małą Arią. Moją księżniczką.
Wzdycham, bo dyskusja z tatą o moim wieku albo o tym, że mam już prawo umawiać się z chłopakami, nie ma sensu. On zawsze wie, co jest dla mnie najlepsze, i moje argumenty do niego nie przemawiają.
– Nie spodobała ci się książka? – pyta mama, dotykając czule mojego policzka.
Kręcę głową. Ona zawsze patrzy na mnie z wymalowaną w spojrzeniu troską.
– Moje oczy chyba potrzebują odpoczynku.
– I dobrze! Powinnaś bardziej o siebie dbać, aniołku – stwierdza tata. – Masz najlepsze wyniki w szkole, a co za tym idzie, każda uczelnia stoi dla ciebie otworem.
Ostatnie słowa tata wypowiada z lekkim przekąsem. Według niego powinnam studiować w Virginii i najlepiej zostać dziewicą do końca życia. Mama całuje mnie w policzek i udaje się do kuchni. Tata z kolei siada w fotelu i włącza telewizor.
– Chciałam wyjechać ze znajomymi na dłuższy wypad, ale stwierdziłeś, że to nie najlepszy pomysł.
Unosi wysoko brwi.
– Przecież masz zaplanowany wyjazd do Seattle. Lucy nie może się doczekać, aż przyjedziesz.
Parskam śmiechem.
– Nie jesteśmy dzieciakami, tato, i doskonale wiemy, co robicie z wujkiem Damonem.
Odkąd tylko pamiętam, mogłam bez problemu wyjechać jedynie do Seattle, gdzie mieszka moja przyjaciółka Lucy wraz z ciocią Isą i wujkiem Damonem. Ewentualnie to ona przyjeżdżała do nas. Dla naszych ojców to jest to wygodne rozwiązanie, ponieważ któryś z nich zawsze ma nas na oku.
– Czy to takie złe, że chcę, abyś była bezpieczna?
Podchodzę do niego bliżej i siadam na oparciu fotela. Czy naprawdę ojcom tak ciężko zrozumieć fakt, że dziewczyny również dorastają?
– Nie, ale potrzebuję swobody, tato. Za niedługo kończę osiemnaście lat, wiesz?
– Jak na razie nie dopuszczam tego do siebie. Udaję, że wiek oddziałuje tylko na mnie.
Choć moich rodziców dzieli spora różnica wieku, to tata nadal jest przystojny i wysportowany. Pomimo kilku siwych kosmyków we włosach, wciąż jest marzeniem niejednej sąsiadki. A mama wygląda z każdym dniem coraz piękniej i mam wrażenie, że to się nie zmieni.
– Nie masz obiekcji do tego, że Asher i Aaron z roku na rok są coraz starsi.
Tata przewraca oczami.
– To chłopcy.
– To nie jest argument – kontruję.
Nagle rozlega się dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili do salonu wchodzi Asher. Kiedy tylko mnie widzi, posyła mi swój uśmieszek. Ubrany jest w sportowe ciuchy, a więc zapewne był na siłowni albo pobiegać. Wchodzi w swój szalony wiek, a według taty aktywność fizyczna pomaga rozładować napięcie.
– Co tam, siorka?
Biorę głęboki oddech, a następnie postanawiam iść do mamy. Wiem, że z chłopakami nie wygram. Szczególnie jeśli jest ich dwóch i każdy z nich na swój sposób uważa, że jest mądrzejszy ode mnie.
– Nic ciekawego – mruczę pod nosem, a potem kiwam głową na jego stopy. – Masz brudne buty.
Brat zerka na nie, a potem na ojca, który rzuca mu poirytowane spojrzenie. Trudno strofować swoją kopię, a tym bardziej wychowywać kogoś, kto odziedziczył jego charakter niemal jeden do jednego.
– Lepiej idź je zmień, zanim mama wpadnie w furię.
Furia mamy nie jest czymś często spotykanym. Musimy naprawdę nieźle narozrabiać, żeby zobaczyć gniew w jej oczach.
– Taaa…chociaż może…
– Bez dyskusji, Ash.
Chłopak teatralnie wzdycha, a następnie na luzaku schodzi z dywanu i idzie na korytarz. Ja w tym czasie dołączam do mamy, która zaczyna rozkładać talerze. Na mój widok uśmiecha się szeroko.
– Ash wrócił z treningu – informuję ją. – Dobrze, że chociaż on może chodzić bez GPS-a w tyłku.
Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale nadopiekuńczość taty jest czasami przytłaczająca. Kocham go, ale trochę żałuję, że nie mogę po prostu skupić się na szalonych imprezach czy chłopakach, bo tata jednym spojrzeniem mrozi ich na starcie.
– Aria, słoneczko. – Podchodzi bliżej i pociera dłońmi moje ramiona. – Wiesz, jaki jest tata. Staram się, jak mogę, aby troszkę spuścił nogę z gazu, ale wiesz dobrze, że jeśli chodzi o ciebie, nie mam takiej siły przebicia.
– Asher ma trzynaście lat, a ma więcej wolności ode mnie!
– Tata wychodzi z założenia, że chłopcy muszą dawać sobie radę. Powinni być twardzi i stara się nauczyć ich samodzielności – tłumaczy spokojnie. – Jeśli Asher sparzy się na czymkolwiek, to dla niego będzie to lekcja, a jeśli coś stałoby się tobie, to tata poruszyłby niebo i ziemię, abyś nie cierpiała.
Pokręcona logika, ale zdaję sobie sprawę, że mama ma rację. Nie jestem typem imprezowiczki, jednak chcę nareszcie poczuć dreszczyk adrenaliny. Zaznać pierwszej randki czy pocałunku, bo nawet tego nie mam jeszcze za sobą. Faktycznie ostatnimi czasy skupiłam się na nauce, ale te wakacje miały być dla mnie okresem szaleństwa i odpoczynku.
– Lepiej zakończmy ten temat – mruczę sama do siebie, a potem podchodzę do blatu, biorę sałatkę i stawiam ją na stole.
– A co z imprezą u Hazel?
Wzruszam ramionami i siadam przy stole. Praktycznie każdy z nas ma swoje stałe miejsce. Nie zmienialiśmy ich, odkąd sięgam pamięcią.
– To dopiero w sobotę, ale Hazel bardzo się nią ekscytuje.
Mama woła chłopaków z salonu, a także poleca tacie skoczyć po Aarona – młody zaczął namiętnie grać w jakąś gierkę, którą sprezentował mu Caden.
Hazel jest moją przyjaciółką. Tak naprawdę jedyną, jaką mam w szkole. Nie jestem zbyt popularna i nigdy tego nie chciałam. Gdybym faktycznie oczekiwała sławy, dołączyłabym do grona tych najbardziej rozchwytywanych dziewczyn, jednak poziom, jaki one sobą prezentują, jest daleki od moich priorytetów.
– Z pewnością. Kupiłaś jej już prezent?
– Tak. Ostatnio tata odbierał mnie z zajęć i podjechaliśmy do centrum handlowego. Kupiłam jej zestaw do kaligrafii. To ostatnio jej nowe hobby i mam nadzieję, że się jej spodoba.
Mama nakłada każdemu na talerz kurczaka, wsłuchując się w to, co jej opowiadam. Lubię nasze wspólne chwile z Hazel i zdecydowanie pomagają mi one przetrwać czas, kiedy nie ma przy mnie Lucy. To ona jest pierwszą powierniczką moich sekretów. Wychowywałyśmy się razem. Mimo że mieszkamy daleko od siebie, to nasi rodzice odwiedzają się bardzo często. Uwielbiam spędzać czas w Seattle, ale moje serce zawsze należało do Virginii.
Po chwili do kuchni wchodzą tata, Asher oraz Aaron. Ten drugi ma mokre włosy po prysznicu, a kropelki wody spadają na jego czoło.
– Pychota! Kurczak! – krzyczy radosnym głosem Aaron, na co starszy brat przewraca oczami. – Dziękuję, mamo.
Kobieta podchodzi i całuje go w głowę, a potem Ashera. Rodzinne posiłki to coś, co zawsze było wspólnie celebrowanym przez nas czasem. Nie jemy w osobnych pokojach czy przed telewizorem. Staramy się wtedy rozmawiać o bieżących troskach oraz tym, co się ostatnio wydarzyło.
– Kiedy masz imprezę u Hazel? – pyta tata, wkładając do ust porcję kurczaka.
– W sobotę.
Tata kiwa głową, a Asher unosi wysoko brwi.
– Babskie pogaduchy?
– Coś w tym rodzaju, choć z pewnością zaprosiła kilku kolegów ze szkoły – mówię ostrożnie. – Ale nie mogę się doczekać.
Przy tacie wystarczy na moment stracić czujność, aby potem zaczął wymyślać powody, dla których akurat tego dnia jestem mu potrzebna. Na tej imprezie będzie sporo osób ze szkoły. Hazel chciała, aby to jej impreza była tą najlepszą w sezonie.
– Ja również się cieszę. W końcu się rozerwiesz – stwierdza mama, posyłając tacie ostrzegawcze spojrzenie. – Cały czas siedzisz w książkach, więc odrobina szaleństwa ci nie zaszkodzi.
Uśmiecham się pod nosem. Właśnie za takie momenty kocham moją mamę. Bez słów potrafi postawić tatę do pionu i sprawić, że nie odezwie się ani słowem.
– Jaki czas dzisiaj osiągnąłeś? – pyta tata, zerkając na Ashera.
Brat dumnie wypina pierś. Od kilku miesięcy uczęszcza z tatą na siłownię, a ostatnimi czasy zaczęli również biegać.
– Pół godziny.
– Doskonale. Szybkość i zwinność są bardzo potrzebne.
Asher, tak jak tata, chce pójść do wojska i choć ma dopiero trzynaście lat, to dba już o formę i bardzo chce się do tego przygotować.
– Ja też pobiłem dzisiaj rekord – mówi nieśmiało Aaron. – Wygrałem dwie bitwy w ciągu godziny.
Tata spogląda na niego i choć nie jest zachwycony, że brat coraz częściej siedzi przed komputerem, posyła mu delikatny uśmiech.
– Bitwy też trzeba umieć wygrywać.
Mam ochotę parsknąć śmiechem na jego dyplomatyczny głos. Dojadamy w spokoju obiad, aż nagle rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Rodzice zerkają na siebie, a potem tata wstaje i rusza w kierunku przedsionka.
– Spodziewamy się kogoś?
Mama zbiera talerze i kręci przecząco głową.
Aaron z Asherem idą w kierunku taty, ciekawi, kto do nas przyszedł. Ja z kolei pomagam mamie szybko ogarnąć kuchnię. Jak zawsze moja rodzicielka chce, aby wszystko było idealnie, a niezapowiedziani goście doprowadzają ją do zawału. Nagle z głębi domu dochodzą śmiechy, a znajomy głos uderza we mnie z siłą rozpędzonej ciężarówki. Mama zerka na mnie, a ja staram się zapanować nad drżeniem mojego ciała. Trudno oszukać kogoś, kto nosił cię pod sercem przez dziewięć miesięcy i ma siódmy zmysł. Sophia Miller potrafi wyczuć kłamstwo na kilometr. Nigdy jednak nie zapytała mnie wprost o całą sytuację. Jak zawsze daje mi czas, bo wie, że w końcu sama do niej przyjdę.
– To Lucas – stwierdza, jakby chciała wybadać moją reakcję.
Ta jednak nie nadchodzi, bo miałam rok na opanowanie odpowiedniego zachowania przy nim do perfekcji. Doprowadziła do tego jedna pieprzona sytuacja. Wszystko zdarzyło się na moich siedemnastych urodzinach, kiedy zapomniałam, do cholery, kim on dla mnie jest, i zapragnęłam czegoś, czego z pewnością nie miałam dostać. Nie od niego. Przekroczyłam wtedy granicę i od tej pory postanowiłam trzymać go na dystans. O ile się dało. On z kolei nadal chciał mnie takiej jak dawniej.
Koleżanki.
Przyjaciółki.
Ale nigdy nie dziewczyny. Tego nie mógł mi dać, choć gdzieś w sercu nadal nie przestałam go chcieć. Serce jest idiotycznym organem.
– Idziemy?
Kiwam głową i ruszamy wspólnie, aby przywitać naszego gościa. W duchu daję sobie mentalnego liścia w twarz. Cholera, jestem Aria Miller i nie mam zamiaru chować się z powodu chłopaka. Kiedy wchodzimy do salonu, panowie już w nim są.
– Popatrz, Soph, kto w końcu przyjechał – mówi tata, klepiąc chłopaka po plecach.
Mama podchodzi i przytula go z całej siły, a ten odwzajemnia uścisk. Od kilku lat Lucas służy w marines, a ostatnio coraz częściej jest wysyłany na misje czy szkolenia. Teraz wrócił z Włoch, gdzie odbywał się trening jego jednostki. Jest nieco opalony, więc z pewnością spędził sporo czasu, delektując się sycylijskim słońcem.
– Pół roku, Lucas! – krzyczy mama. – Ile można na ciebie czekać?!
Mężczyzna posyła jej nieśmiały uśmiech.
– Cieszę się, że cię widzę, ciociu.
Całuje ją w czoło i obejmuje delikatnie ramieniem. Już dawno zrównał się wzrostem z tatą, a nawet mam wrażenie, że jest od niego wyższy.
– Ale super, że przyjechałeś! Będziemy mogli pograć w nową grę! – stwierdza rozradowany Aaron. – Dostałem ją od Cadena.
– Tak? – pyta, jednak kompletnie nie jest zaskoczony. – W takim razie będę musiał ją wypróbować.
Lucas mierzwi włosy mojemu młodszemu bratu, a ten patrzy na niego jak na superbohatera. Zresztą nie tylko on, ponieważ Asherowi zawsze imponował upór mężczyzny.
– Jak tak dalej nie będziesz się ruszał, to twoje cztery litery nie zmieszczą się w fotelu.
Policzki Aarona czerwienieją ze złości.
– Ash… – mówi ostrzegawczym głosem mama. – Uważaj.
Ten jedynie wzrusza arogancko ramionami i nawet surowe spojrzenie ojca nie robi na nim wrażenia. Lucas odsuwa się nieznacznie od mamy, a jego wzrok pada na mnie. Jako jedyna nie podeszłam go przywitać, a moja mina z pewnością nie świadczy o tym, że cieszę się na jego widok. Lucas podchodzi do mnie, a ja rejestruję każdy najmniejszy ruch, jaki wykonuje.
– Promyczku…
Przywołuję na twarz napięty uśmiech. Mężczyzna to najwyraźniej dostrzega, jednak bez ostrzeżenia przytula mnie mocno do siebie. Całe moje ciało się spina, co chłopak wyraźnie wyczuwa. Nie za bardzo wiem, co mam zrobić ze swoimi dłońmi, jednak po chwili z dozą niepewności dotykam jego pleców. Zapach jego perfum od razu drażni moje nozdrza, a miarowe bicie jego serca doprowadza mnie do szału. Jak on może być spokojny, skoro we mnie szaleje istne tornado?
– Cześć – mamroczę, odsuwając się do niego. – Dobrze cię widzieć.
Lucas przewierca mnie swoim spojrzeniem, jakby chciał zajrzeć wprost w moje serce, ale ono nie jest już tak odkryte jak kiedyś. Mam wrażenie, że jego oczy wyrażają smutek, a także tęsknotę za dawną mną. Kiedyś rzuciłabym się na niego, ciesząc się jego obecnością, ale dzisiaj to niemożliwe.
– Aria… – zaczyna, jednak w tym momencie podchodzi tata.
Jego uśmiech odzwierciedla podekscytowanie, że nareszcie Lucas jest z nami. Tata traktuje jego i Cadena jak swoich synów, więc z pewnością nie może się doczekać opowieści z frontu.
– To jak? Usiądziemy i porozmawiamy?
Mężczyzna odrywa niechętnie swoje spojrzenie i przytakuje.
– Zaraz nałożę ci obiad – rzuca mama, ruszając do kuchni. – Na pewno jesteś głodny.
Lucas, tata i Ash siadają na kanapie, a ja postanawiam się ulotnić. Nie mam zamiaru słuchać opowieści z frontu. Czasami te historie były bardzo nieprzyjemne, a ja wolałam tego dnia nie nadwyrężać swojej głowy. Ruszam do wyjścia, jednak głos taty zatrzymuje mnie w miejscu.
– Aniołku? Nie usiądziesz z nami?
Przygryzam nerwowo wargę, kiedy wbijają we mnie zaciekawione spojrzenia.
– Jestem umówiona na FaceTime z Lucy – wymyślam na poczekaniu. – Zaraz powinnam do niej zadzwonić.
Uśmiecham się i pędzę do swojego pokoju, aby jak najszybciej znaleźć się sama. Dopiero za zamkniętymi drzwiami wypuszczam nagromadzone powietrze. Podchodzę do łóżka i siadam na nim, chowając twarz w dłoniach.
– Dobrze cię widzieć… – powtarzam swoje słowa sprzed chwili, kręcąc głową. – Idiotka.
Wzdycham, a potem niewiele myśląc, piszę do przyjaciółki. Ona jako jedyna zna całą sytuację i z pewnością pomoże mi uporać się z emocjami.
Do Lucy:
Lucas przyjechał.
Od Lucy:
Cholera! Nie był na jakimś szkoleniu?
Do Lucy:
Był, ale wrócił. Wszyscy są szczęśliwi! Mama, tata, Asher i Aaron, a ja…
Od Lucy:
A Ty siedzisz zapewne w pokoju? Aria, daj spokój. To było rok temu i z tego, co wiem, Lucas chce o tym zapomnieć.
Do Lucy:
Szkoda, że mi nie jest tak łatwo wrócić do tego, co było wcześniej.
Od Lucy:
Najwidoczniej jemu zależy bardziej na Tobie niż na rozpamiętywaniu tego, co się stało.
Do Lucy:
Przeżyję te kilka dni. Potem i tak pojedzie, więc znowu będzie spokój.
Od Lucy:
W domu tak, ale w Twojej głowie będzie jeszcze większy chaos.
Wzdycham. Do cholery! Od tamtego momentu zawsze się tak działo. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować, kiedy on był obok. Postanowiłam więc jak zawsze unikać go najlepiej, jak potrafiłam.
Do Lucy:
FaceTime dzisiaj o 20:00? 😊
Od Lucy:
21:00? Idę z Gem na paznokcie i nie wiem, czy się wyrobię.
Do Lucy:
Okej. Buziaki!
Kocham Lucy jak siostrę i gdyby nie ona, już dawno bym ześwirowała. Choć dzieli nas tysiące mil, potrafi mnie pocieszyć i zawsze możemy na siebie liczyć. Jest tak, odkąd pamiętam. Postanawiam spożytkować czas na coś przyjemnego i zaczynam czytać książkę, którą dostałam ostatnio w prezencie od Cadena. Jest to typowa książka o ciekawostkach ze świata.
Choć Caden i Lucas się wyprowadzili, to nadal mają u nas swoje pokoje. Rodzice nie chcą im ich odbierać, bo zawsze twierdzą, że to ich dom, do którego będą mogli wracać. Nikt nie będzie zadawać im pytań – tylko i wyłącznie oni będą podejmować w tej kwestii decyzje. Lucas – choć ma mieszkanie w mieście – i tak zawsze po misji przyjeżdża do nas. Wydaje mi się, że tamto miejsce służy mu jedynie do pieprzenia chętnych panienek i organizowania imprez. Caden z kolei przyjeżdża na niedzielne obiady, ale rzadko kiedy zostaje na noc. Wzdycham, zamykając książkę. Mam dość tej atmosfery i muszę w końcu wyjść z mojego pokoju, inaczej tata ogarnie, że coś jest nie tak. Zwlekam się z łóżka, kiedy rozlega się pukanie do drzwi.
– Proszę.
Poprawiam włosy, gdzieś w środku martwiąc się, że być może to Lucas, ale w drzwiach staje mój najmłodszy brat.
– Mogę?
Uśmiecham się do niego i gestem ręki wskazuję, aby wszedł do środka. Aaron zamyka za sobą drzwi, a w ręku trzyma dwa batoniki. Wskakuje od razu na moje łóżko i siada po turecku.
– Zobaczyłem, że nie ma cię na dole, i pomyślałem, że przyjdę.
Siadam obok niego, a on wysuwa w moją stronę czekoladowego batonika. Odbieram go od niego i mierzwię burzę jego ciemnych włosów.
– Dziękuję, że przyszedłeś.
Mówię to zupełnie szczerze. Choć Aaron ma tylko dziesięć lat, to mam wrażenie, że drobnymi gestami dba o wszystkich w naszym domu. Ja zresztą traktuję go z największą delikatnością, bo jest moim małym braciszkiem.
– Dlaczego nie chciałaś siedzieć razem z nimi na dole?
Wgryzam się w batonik.
– Nie lubię słuchać o tym, co dzieje się na szkoleniach czy froncie. To nie jest miłe.
– To prawda – odpowiada od razu brat. – Asher lubi tego słuchać, ale… – Zerka na mnie, przysuwa się bliżej i szepcze: – Ja boję się tak samo jak ty.
Muskam delikatnie jego policzek.
– Dlatego wyszłam.
Wiem, że teraz posuwam się do kłamstwa, ale nie mogę wyznać mojemu bratu prawdziwego powodu, dla którego wolę koczować w swoim pokoju sama, niż spędzać czas z tatą i resztą rodziny.
– Fajnie, że Lucas przyjechał, prawda?
Odchrząkuję, odsuwając papierek z batonika.
– Jasne.
– Lubię go. Wiesz, że znowu przywiózł mi pamiątkę?
Unoszę wysoko brwi. To taka tradycja, którą zapoczątkował Lucas. Po każdym wyjeździe wszystkim nam kupował po jakimś drobiazgu. Ja ostatnich dwóch nie odpakowałam. Leżą na dnie mojej komody i tam mają pozostać.
– Co takiego?
Aaron wyciąga z kieszeni nieśmiertelnik nawiązujący do marines z wygrawerowanym jego imieniem.
– A do tego dostałem model samolotu do złożenia! – mówi podekscytowany. – Muszę go jak najszybciej złożyć. Jak nie będę umiał, to mi pomożesz?
– Oczywiście.
Kiedy zerkam w jego rozradowane oczy, wiem, że zgodziłabym się na wszystko.
– Ale nie powiesz Asherowi? On lubi się ze mnie śmiać.
Wyciągam mały palec do brata, a on od razu zaplata swój palec wokół mojego.
– Słowo.
Choć kocham obu braci, to bez wątpienia Aaron jest tym, który nie zjada mi tyle nerwów, co Ash. On ma wrodzoną pewność siebie i arogancję. Czasami jest ogromnym wrzodem na tyłku. Po chwili brat schodzi z łóżka, a następnie odwraca się do mnie.
– Idę, bo umówiłem się z kolegami na granie.
Przewracam oczami.
– Nie za dużo tych gier?
Chłopak kręci głową z łobuzerskim uśmiechem, a potem wypada z mojego pokoju jak burza. Uśmiecham się pod nosem, a potem z duszą na ramieniu postanawiam zejść do salonu. Tam tata wraz z Ashem i Lucasem prowadzą ożywioną rozmowę. Posyłam obiektowi moich rozterek sekundowe spojrzenie. Rozglądam się i nie widzę wśród nich mamy.
– Co tam, aniołku?
Przystaję na środku, skupiając się na tacie. Staram się nie patrzeć na Lucasa i choć wiem, że w tym momencie go ranię, to z łatwością potrafię przywdziać swoją chłodną maskę.
– Gdzie mama?
Tata wskazuje głową na taras.
– Zadzwoniła ciotka Amy – burczy niezadowolony. – Nie wiem, jak Anderson może z nią wytrzymywać. Na dodatek teraz po ciąży jest jeszcze bardziej rozchwiana hormonalnie, chociaż minął już ponad rok od narodzin Selene.
Parskam śmiechem, a Asher z kolei rozciąga wargi w szerokim uśmiechu. Choć tata lubi mówić o cioci Amy jak o małym wrzodzie na tyłku, to wiem, że ceni ją równie mocno.
– Przestań, tato.
– Naprawdę! Kiedy mama was urodziła, to promieniała i nie była tak upierdliwa jak Amelia!
To prawda. Mama w czasie ciąży i po niej wyglądała pięknie, a dzięki albumom, które robili z tatą, możemy wspominać z nimi ten czas.
– Okej, idę do mamy.
Odwracam się i nie patrząc w stronę Lucasa, wychodzę na taras. Mama siedzi na wiklinowym fotelu i zerka na mnie, jednocześnie cały czas słuchając cioci. Nawet się nie odzywa, tylko po prostu daje jej czas na wygadanie się. Siadam w drugim fotelu i patrzę przed siebie.
Liczyłam, że te wakacje będą spokojne. W roku szkolnym było mi łatwiej ignorować Lucasa. Mogłam bez przeszkód zwalać swój brak czasu na naukę, ale teraz? Wolnego czasu mam ponad stan i boję się, co się wydarzy, kiedy będę musiała wejść z nim w interakcję. Nie wyobrażam sobie tego. Nie chcę, żeby tu był i nadal mieszał mi w głowie. Bo ilekroć mam nadzieję, że w końcu się z niego wyleczyłam, to rzeczywistość rzuca mi rękawicę.
I nie byłabym sobą, gdybym jej nie podniosła.
ROZDZIAŁ 2
LUCAS
Powrót do domu zawsze jest dla mnie szczęśliwym momentem. Dzięki wujkowi i ciotce mieliśmy z Cadenem tutaj swój kąt. Choć obaj mamy już swoje mieszkania, to ja uwielbiam tu wracać. Kocham ciocię, która z matczyną troską potrafi przyjąć mnie do domu i cieszyć się tak, jakby to jej rodzony syn wrócił z misji. Kocham wujka za jego pomocną dłoń, która zawsze jest wyciągana w moją stronę – niezależnie od sytuacji. Uwielbiam Ashera i Aarona, bo dla mnie są moimi młodszymi braćmi, i… kocham Arię, która jest moim promyczkiem, odkąd sięgam pamięcią.
Pamiętam czasy, kiedy przyjeżdżałem z misji czy szkolenia i to ona, jako pierwsza, wybiegała z domu i wpadała w moje ramiona. Za każdym razem, kiedy mnie obejmowała, demony mojej przeszłości oraz wojenne obrazy bladły przy jej świetle. Było idealnie do czasu jej pieprzonych siedemnastych urodzin, kiedy wszystko się, kurwa, posypało jak domek z kart…
Dom wypełniony jest balonami, a z ogrodu dochodzą rozmowy zaproszonych gości. Przyjechaliśmy z Cadenem nieco później, ponieważ on jak zawsze musiał dokończyć coś w firmie. Od dwóch lat pracuje jako informatyk i z tego, co wiem, dobrze na tym wychodzi. Co rusz chodzi na nowe kursy i zdobywa potrzebną mu wiedzę.
– Ciocia jak zawsze się postarała – mówi, kiedy wchodzimy do bajkowego królestwa. – Chociaż z każdym rokiem jest coraz mniej różu.
Parskam śmiechem.
– Bo Aria dorasta – stwierdzam po prostu. – Trudno mi uwierzyć, że ma już siedemnaście lat.
Nie wiem dlaczego, ale czuję jakąś nostalgię w wypowiadanych przez siebie słowach. Chyba chcę, aby zawsze była małą dziewczynką.
– Pamiętam, jak plątała się w moich kablach w pokoju. – Caden kręci głową rozbawiony. – Zawsze przychodziłeś ją ratować. Byłeś jej bohaterem.
Wzruszam ramionami, kiedy nagle zostaję zaatakowany przez samą jubilatkę. Aria rzuca się na mnie, a ja łapię ją w locie. Jej ręce oplatają się wokół mojego karku. Kiedy odsuwam ją od siebie, na jej twarzy widnieje piękny uśmiech. Jak zawsze wygląda ślicznie, jednak mam wrażenie, że się zmieniła od naszego ostatniego przyjazdu. Dojrzała. Na jej twarzy dostrzegam delikatny makijaż, który podkreśla jej wielkie brązowe oczy, a ciemne włosy spływają falami na jej ramiona. Ubrana jest w biały T-shirt i spodenki z wysokim stanem.
– Wszystkiego najlepszego, promyczku.
Dziewczyna przygryza wargę, a następnie z takim samym zapałem przytula Cadena. Mój brat jednak nie jest tak podatny na gesty Arii jak ja, dlatego z rozbawieniem obserwuję, jak lekko przytula ją do siebie.
– Sto lat, mała.
– Dziękuję! Tak się cieszę, że jesteście – mówi z wyraźną ulgą. – Bałam się, że coś wam znowu wyskoczy.
Nigdy nie miałem wcześniej ustalonych wyjazdów. Wojsko wiązało się z bezwzględnym poszanowaniem rozkazów. Nie było mowy o tym, abyś na spokojnie mógł zaplanować sobie urlop, chyba że byłeś doświadczonym wojskowym. Czasami nie udało mi się zjechać na rodzinne uroczystości, ale tym razem na szczęście jest inaczej.
– Nie mogliśmy nie przyjść – odpowiadam dość dyplomatycznie. – Cieszymy się, że możemy świętować twoje urodziny, choć mam wrażenie, że w zeszłym roku było więcej osób.
Aria przewraca oczami.
– Powiedzmy, że kurczy się grono moich znajomych.
Kiwam głową, a potem wyciągam w jej stronę prezent. Małe pudełeczko owinięte jest różową kokardą. Nie wiem, co strzeliło mi do głowy, ale pierwszy raz postanowiłem kupić jej biżuterię. Postawiłem na złotą bransoletkę z czterolistną koniczynką.
– Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Caden również wyciąga do niej pakunek, owinięty w mniej krzykliwy papier. Zapewne to książka z jakimiś nowościami albo coś zdecydowanie związanego z jego konikiem, czyli szeroko pojętą technologią informatyczną.
– Ja wiem, że ci się to spodoba – stwierdza dumnie. – Najwidoczniej znam cię lepiej niż Lucas.
Dziewczyna zaczyna się śmiać, a potem odbiera od nas prezenty. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że Aria spogląda na mnie inaczej. Tak jakby… głębiej. Nigdy wcześniej nie dostrzegłem u niej tak pełnego iskier spojrzenia.
– Dziękuję wam. Wasza obecność wiele dla mnie znaczy.
Nagle w korytarzu pojawia się wujek Max, który, kiedy tylko nas widzi, podchodzi bliżej. Mimo wieku nadal potrafi położyć nas na macie w ciągu chwili, a jego postawa nic się nie zmieniła.
– Nareszcie! – krzyczy z ulgą. – Bałem się, że będę sam w tym babińcu.
– Tato…
Aria patrzy na niego z rozbawieniem, po czym kręci głową zażenowana.
– Uciekaj do gości, księżniczko. Ja zajmę się chłopakami.
Dziewczyna kiwa głową, posyłając nam piękny uśmiech, a następnie kieruje się do głośniejszej części imprezy. Za każdym razem, kiedy Max mówi coś do cioci Sophii albo do Arii, jego głos staje się delikatniejszy. Tylko one owinęły go sobie wokół palca. Idziemy razem za wujkiem do kuchni, gdzie krząta się jego żona. Kiedy ciocia nas dostrzega, od razu się uśmiecha i podchodzi bliżej.
– Dobrze was zobaczyć.
Obejmuje najpierw mnie, a potem Cadena. Choć matka się nie popisała przy naszym wychowaniu, to Sophia odwaliła za nią robotę z nawiązką. Jest dla nas najcudowniejsza na świecie. Nigdy nie oceniała nas przez pryzmat tego, co stało się lata temu i czego byliśmy świadkami. Kocha nas tak, jak swoje własne dzieci.
– Schudłeś, Caden – stwierdza po zlustrowaniu nas ciocia. – Stres? Coś się dzieje w pracy?
Brat wzrusza ramionami.
– Wydaje mi się, że moja waga jest bez zmian.
– Tak, oczywiście – burczy pod nosem, a potem zerka na mnie. – U ciebie nie widzę zmian.
Zaczynam się śmiać, a wujek Max patrzy na mnie ze współczuciem.
– Bo ja ćwiczę, ciociu. Odżywiam się dobrze i nie siedzę kilka godzin na tyłku jak Caden.
Brat obrzuca mnie poirytowanym spojrzeniem, a potem wszyscy idziemy do ogrodu. Pomagamy cioci zanieść dzbanki z lemoniadą oraz słodkości. Kilka dziewczyn zerka w naszą stronę, jednak od razu odwracają zawstydzone spojrzenia. No cóż, nie ukrywam, że nie mam problemów z płcią przeciwną. Kobiety zawsze do mnie lgnęły, jednak nie były to, do cholery, siedemnastolatki. Wolę kobiety w swoim wieku lub starsze. Młode dziewczyny wykazują się niedojrzałością i chcą czegoś, czego zdecydowanie na ten moment nie mogę żadnej dać.
Mój wzrok ucieka do rozbawionej Arii. Siedzi na murku wraz ze swoją przyjaciółką Hazel oraz Lucy – córką wujka Damona i cioci Isy. Pozostali zbici są w paczki i choć są na jednej imprezie, to każdy rozmawia w swoim gronie. Na moment spojrzenia moje i jubilatki przecinają się, a ta posyła mi nieśmiały uśmiech. Jej policzki lekko się czerwienią, a potem jakby otrząsa się i wraca do rozmowy.
Mrużę oczy. Co jest, do cholery? Zachowanie Arii nigdy nie było tak dziwne jak dzisiaj. Albo to może ja sobie coś wkręcam? Nie mam pojęcia, ale zdecydowanie coś jest nie tak. Znam ją od dziecka i po prostu wiem, kiedy coś się dzieje.
– Nie wierzę, że tak szybko dorastacie, gówniarze – stwierdza wujek, upijając łyk lemoniady. – Dopiero co chodziliście do szkoły, a teraz każdy z was ma swoje życie i obowiązki.
– Chyba z naszym wiekiem szybko się pogodziłeś, ale widząc, na jak piękną kobietę wyrasta Aria, ciężko ci będzie odganiać potencjalnych kandydatów na chłopaka.
Wujek wybucha śmiechem na słowa Cadena – zupełnie tak, jakby opowiedział dowcip roku. Brat patrzy na nas lekko zdezorientowany.
– Aria nie będzie miała żadnego chłopaka. – Wzrusza ramionami, ale jego szczęka jest napięta. – Nie ma takiego człowieka na tej ziemi, który stanąłby przede mną i powiedział, że ją kocha, a co najważniejsze, udowodnił mi, że będzie ją traktował jak królową.
Jego słowa są twarde i nie ma w nich krzty zawahania. Wiem, że Aria na to zasługuje.
– W takim razie już jej współczuję – mówię rozbawiony. – Każdy cię zna i samo powiedzenie ci tego w twarz równa się zbiciem na kwaśne jabłko.
Max posyła mi ironiczną minę.
– Skoro ktoś nie potrafi być na tyle odważnym, aby stanąć przede mną i powiedzieć mi prawdy prosto w twarz, to znaczy, że nie ma jaj i tym bardziej nie zasługuje na moją córkę.
Znam zasady wujka i wiem, że zupełnie inaczej podchodzi do wychowywania swoich synów, a inaczej jest w kwestii jedynej córki. Aria jest mieszanką swoich rodziców. Potrafi być łagodna i słodka jak ciocia Sophia, ale dumę, upór i cięty język zdecydowanie odziedziczyła po ojcu. Wujek chroni ją za wszelką cenę i choć czasami rozumiem, dlaczego Aria się buntuje, to wiem też, że jej tata darzy ją morzem miłości, o którym niejedna córka może tylko pomarzyć.
– Na szczęście Aria ma dopiero siedemnaście lat – kwituje Caden. – Ma jeszcze czas na szaleństwa.
– Oby – burczy wujek pod nosem. – Nawet nie wiem, kiedy to zleciało. Cieszę się, że przyjechaliście.
W jego tonie słychać nuty ojcowskiej opiekuńczości.
– I nie chodzi tutaj tylko o urodziny Arii. Cieszę się, bo tutaj jest wasz dom. Niezależnie od tego, gdzie was poniesie życie oraz jak się ono potoczy, wiedzcie, że tutaj drzwi są zawsze otwarte – dopowiada. – Idę ogarnąć grill, bo młodzież musi zjeść coś konkretnego.
Posyła nam lekki uśmiech i zostawia nas samych. Idziemy z Cadenem siąść obok cioci Sophii oraz jej koleżanek i dołączamy do rozmowy. Od czasu do czasu rzucam spojrzenie rozradowanej Arii, która dyskutuje ze swoimi znajomymi. Potem przychodzi faza na tańce, dzięki czemu mogę obserwować parkiet.
Nie wiem, ile czasu zajmuje mi ogarnięcie, że patrzę na ruchy Arii już od kilku minut. Kurwa, wcale się nie dziwię, że wujek Max już zaczyna świrować. Jego córka jest przepiękna. Mam wrażenie, że mijają długie chwile, zanim otrząsam się z amoku. Mój brat oczywiście mnie obserwuje, posyłając mi pytające spojrzenie. Nawet nie chcę mu mówić, co dzieje się w mojej głowie. On pierwszy wysłałby mnie, kurwa, najbliższym możliwym lotem jak najdalej od Virginii, a potem upewnił się, że nigdy tutaj nie wrócę.
Potem wraz z wujkiem wypijamy w domu po piwie. Większość znajomych zdążyła się już ulotnić, a Aria została ze swoimi najbliższymi przyjaciółkami. Przez sporą część wieczoru starała się nie zwracać na mnie uwagi, a to dla mnie coś nowego. Dotąd uwielbiała być w centrum mojego zainteresowania, a teraz wyraźnie go unika. Kiedy impreza dobiega końca, pomagamy po niej posprzątać. Aria co rusz dyskutuje z Hazel i Lucy, która szepcze jej coś do ucha. Dziewczyny się uwielbiają i wiem, że jeśli ktokolwiek miałby wiedzieć, co dzieje się z moim promyczkiem, to tylko ona.
– Skończone! – Klaszcze w dłonie ciocia Sophia. – Dziękuję wam za pomoc.
– Nie ma sprawy – rzuca z uśmiechem Hazel, a potem zerka na zegarek. – O kurczaki, muszę już iść, bo mama z tatą zawiadomią wszystkie służby w kraju, jeśli nie zjawię się na czas.
– Odwiozę cię – odzywa się Max, zgarniając kluczyki z komody. – Dasz sobie radę, Soph?
Odwraca się do cioci, która przytakuje, nadal wkładając naczynia do szafek. Hazel podbiega do Arii i Lucy, a potem żegna się z nimi i wychodzi. Caden rusza na górę do swojego dawnego pokoju, zapewne chcąc się położyć.
– Możecie iść już spać, zajmę się wszystkim – stwierdza Sophia, a potem kieruje swój wzrok na córkę. – Podobała ci się impreza?
Dziewczyna przytula się do mamy, a ta obejmuje ją mocno.
– Jak zawsze, mamuś, dziękuję. Tobie i tacie.
Obserwując ich relację, zdaję sobie sprawę, ile ominęło mnie chwil z własnymi rodzicami. Tata był cudowny i kochający. Wspierał nas i choć wujek starał się być dla nas oparciem, nie był w stanie go zastąpić. Nikt nie był. A na domiar matka stała się wariatką, obsesyjnie pragnącą wujka na tyle, aby zagrozić życiu cioci Sophii.
– Dobrej nocy!
Otrząsam się z letargu, kiedy dziewczyny wspólnie ruszają na górę. Aria zerka na mnie przelotnie, a potem skupia się tylko na Lucy. Kurwa, co się dzieje?
– Mam nadzieję, że Aaron już śpi, bo w przeciwnym razie Max nie będzie zadowolony, kiedy znowu okaże się, że czyta do nocy komiksy.
Unoszę wysoko brwi.
– Nowe hobby?
– Oni co chwila mają nowe zainteresowania. – Ciocia kładzie ściereczkę na blacie, a na jej twarzy dostrzegam zmęczenie. – Cieszę się, że zostaliście. Jutro spędzimy razem dzień i zjemy wspólnie obiad jak za starych czasów.
Odchrząkuję. Sophia zawsze taka jest. Niezależnie, gdzie jesteśmy i co robimy, martwi się niczym prawdziwa mama.
– My też się cieszymy.
Uśmiecha się do mnie.
– A teraz idę sprawdzić, co z chłopakami. Mam nadzieję, że uda mi się ich ogarnąć, zanim Max przyjedzie.
– Jeśli potrzebujesz wsparcia, mogę iść z tobą – proponuję. – W sumie nie mam nic innego do roboty.
Ciocia przystaje w progu salonu.
– Odpocznij, Lucas.
Po chwili zostaję sam w salonie. Podchodzę do szafki, po czym wyciągam szklankę i nalewam sobie wody. Cholera, chciałbym porozmawiać choć przez chwilę z Arią, jednak kiedy w pobliżu jest Lucy, ciężko będzie to zrobić. Wypijam duszkiem całą wodę i idę do swojego pokoju. Ciocia z wujkiem nadal je pozostawili, mimo naszych wyprowadzek. Nie czuli potrzeby zaadaptowania ich na coś innego, mimo że Aaron chętnie zrobiłby sobie pokój do gier.
Pierwsze, co czuję, to zapach nowej pościeli. Zapewne ciocia ją wymieniła, licząc po cichu, że przenocujemy u nich. Cały pokój lśni, więc tym bardziej cieszę się, że zostaliśmy. Zdejmuję koszulkę oraz spodnie dżinsowe i zmieniam je na wygodne dresy. Rzucam się na łóżko, a oczy same mi się zamykają.
Najwyraźniej potrzebuję drzemki.
***
Budzi mnie odgłos cichych kroków na korytarzu. Intuicyjnie podrywam się do góry i nasłuchuję dźwięku. Niestety, ale szkolenia i misje sprawiły, że jestem wyczulony na wszelkiego rodzaju dźwięki, szczególnie w nocy. Wstaję cicho i podchodzę do drzwi, a potem naciskam na klamkę. Na korytarzu panuje ciemność. Nikogo nie widać, jednak skrzypnięcie na dole upewnia mnie w przekonaniu, że ktoś tam jest. Schodzę bezszelestnie, obserwując wszystko uważnie. Kiedy jestem na parterze, dostrzegam otwarte drzwi tarasowe. Robię kolejne kroki do przodu, aż nagle dostrzegam postać leżącą na leżaku. W pierwszej chwili zastanawiam się, kto, do cholery, o pierwszej w nocy idzie do ogrodu poleżeć, jednak podchodząc bliżej, zamieram w miejscu.
– Aria?
Dziewczyna podskakuje na leżaku, niemal z niego spadając. Łapie się za serce i zamyka oczy.
– Oszalałeś? Chcesz, żebym dostała zawału?
Niweluję odległość między nami i klękam przed nią, łapiąc ją za rękę.
– To ja się ciebie pytam, czy oszalałaś, przychodząc tutaj w nocy? – Zerkam wprost w jej oczy, a potem dodaję łagodnie: – I nie, nie chcę, żebyś dostała zawału.
Aria parska śmiechem, a potem kręci głową. Kiedy ponownie na mnie spogląda, coś się zmienia, bo w momencie wyrywa mi swoją dłoń i kładzie ją na swoich kolanach. Nieco sfrustrowany jej zachowaniem pytam:
– Co się dzieje, promyczku?
Dziewczyna patrzy w dal, a jej oddech staje się nierównomierny. Ewidentnie jest zdenerwowana.
– Nic – szepcze.
Postanawiam nie pozwolić jej się wycofać, tylko odważnie odwracam jej głowę, dzięki czemu teraz patrzę w jej wielkie i… przerażone oczy.
– Widzę, że coś jest nie tak. Odkąd przyjechałem z Cadenem, czuję, że jesteś spięta, a przez większość imprezy nawet na mnie nie spojrzałaś. To do ciebie niepodobne.
– Ja… – duka. – Ja nie…
– Bez kłamstw.
Aria przygryza nerwowo wargę, a jej dłonie zaczynają się zaciskać.
– Cokolwiek sprawiło, że tak się zachowujesz, musisz mi powiedzieć. Jesteś dla mnie ważna, wiesz? – Dotykam jej ramienia i znowu to się dzieje. Spięcie. – Nigdy nie pogodziłbym się z utratą ciebie. Twojej przyjaźni.
Dziewczyna parska smutno.
– No właśnie. – Wstaje gwałtownie. – To, co się dzieje w mojej głowie, nigdy nie może wyjść, rozumiesz?
Marszczę brwi.
– Dlaczego?
– Bo stracimy to, co mamy – szepcze.
Mimo że jest noc, to dostrzegam, jak w jej oczach pojawiają się łzy. Wstaję powoli i robię krok w jej stronę. Jej słowa mnie niepokoją. Cholera, co takiego zrobiłem, że jej zachowanie jest tak dziwne?
– Nie pozwolę na to – deklaruję. – Powiedz mi.
Kręci głową nieprzekonana.
– Powiedz mi, Aria, a obiecuję, że zrobię wszystko, aby znowu zobaczyć uśmiech na twojej twarzy.
Dziewczyna uśmiecha się smutno. Cenię ją sobie tak bardzo, że dla niej zrobiłbym wszystko, ona jedyna potrafiła naginać moje zasady. Nikt inny tego nie robił, a ona wykorzystywała to perfekcyjnie. Po chwili niepewnie robi kilka kroków w moją stronę, aż w końcu staje przede mną i podnosi wzrok. Jej oczy wyrażają tak wiele emocji, a jedna z nich to coś, czego nie potrafię zdefiniować. Dopiero po chwili widzę, jak jej spojrzenie pada na moje usta, a potem ponownie na mnie. Niemal dostaję obuchem w głowę, kiedy zdaję sobie sprawę, co się dzieje.
– Aria, co…?
Urywam, bo w tym momencie jej usta atakują moje i na moment świat zamiera w miejscu. Jej ruchy są niepewne, badające, jednak ja stoję jak słup, kompletnie nie wiedząc, co się tu dzieje.
Aria.
Moja Aria.
Mój promyczek.
Córka mojego wujka.
Dopiero kiedy uderza mnie rzeczywistość, odsuwam się od niej gwałtownie, odpychając ją od siebie. Dyszę jak parowóz, a moje oczy utkwione są w dziewczynie. Jestem teraz tak wściekły, że zaraz coś rozpierdolę.
– Coś ty zrobiła?
Podchodzę do niej gwałtownie i łapię za ramię. Być może teraz nie obchodzę się z nią delikatnie, ale mam to gdzieś.
– Pytam, kurwa.
– Postawiłam na prawdę – stwierdza tak po prostu. – Sam tego chciałeś.
Mój puls tak napierdala, że w tym momencie lepiej, żeby nikogo nie było w pobliżu.
– Co ci odbiło?! Kurwa, Aria, wiesz, co ty zrobiłaś?! Ja pierdolę, co ci strzeliło do głowy?!
Ponownie odsuwam się od niej i zaczynam chodzić tam i z powrotem. Czy ona zdaje sobie sprawę, co by było, gdyby ktoś to zobaczył?! Dlaczego to zrobiła, do cholery?! W głowie wszystko układa mi się w jedną całość. Jej zalotne spojrzenie, zarumienione policzki. Kurwa, jest gorzej, niż myślałem.
– Nie chcę, żebyś był zły, ale… ja coś czuję, Lucas – szepcze, czym kieruje moją uwagę na siebie. – Do ciebie.
Jej wyzwanie mrozi mi krew w żyłach.
– Słucham?
Aria podchodzi bliżej, jednak nadal trzyma większy dystans.
– Czuję coś do ciebie.
Unoszę oczy ku niebu.
– Aria, przyjaźnimy się. Ja też mam do ciebie masę uczuć, ale… – Z trudem przychodzi mi wypowiedzenie tego słowa. – Nie takich.
Dziewczyna śmieje się smutno i kręci głową.
– Właśnie o tym mówię. Prawda nie zawsze jest właściwa.
Odwraca się i rusza przed siebie, a ja oszołomiony stoję nadal w miejscu. O nie, kurwa. Teraz nie będzie mnie zostawiać. W kilku krokach jestem przy niej i zaciskam dłoń na jej ramieniu.
– Masz pieprzone siedemnaście lat, dziewczyno. Nie baw się w dorosłość, bo nawet nie rozumiesz słowa „miłość”. Kieruje tobą zauroczenie, choć, ja pierdolę, Aria, to nawet brzmi beznadziejnie. To, co wydarzyło się dzisiaj, ma zostać zapomniane, jasne? – pytam nadal wkurwiony.
Dziewczyna nadal uparcie patrzy w moje oczy. Upór to wszystko, co w nich widzę.
– Rozumiesz?
– Nie będziesz mi mówił, co rozumiem, a czego nie, Lucas. Wiem, co czuję – stwierdza pewnie, a potem dodaje łagodnie: – Rozumiem, co masz na myśli. Nie chcesz mnie teraz, ale ja poczekam. Ja…wiem, że warto.
Prycham.
– Masz zabić to, co do mnie czujesz, Aria. Wszystko, co poczułaś, ma zostać przez ciebie zabite w zalążku. Walcz z tym i nie pozwól, aby to przejęło nad tobą kontrolę. Nie jestem dla ciebie i nigdy nie byłem. Jestem twoim przyjacielem i tym chcę dla ciebie pozostać. Niczym więcej. – Wbijam w nią desperackie spojrzenie. – Nie chcę cię stracić, ale to, co się dzisiaj wydarzyło, musi zostać zapomniane. Nigdy o tym nie wspomnisz. Nikomu. Nawet Lucy.
Dziewczyna przełyka głośno ślinę, a w jej oczach dostrzegam zalążek łez. Najwyraźniej dotarły do niej moje słowa. Mija chwila, kiedy puszczam jej rękę.
– Poza tym… spotykam się z kimś.
Otwiera oczy szerzej, a ból w nich staje się nie do zniesienia. Wiem, że ją ranię, ale to jedyny sposób, aby wyrzuciła z głowy wszystko, co sobie ubzdurała. Spotykałem się z dziewczynami tylko na seks, ale w tym momencie to kłamstwo wydawało mi się odpowiednie. Musiała ponownie widzieć we mnie przyjaciela, nikogo innego.
– Dobrze – mówi po chwili i unosi wysoko głowę. – Pójdę już.
– Aria…
Wystawia rękę przed siebie, nie chcąc, abym się do niej zbliżył.
– Nikomu o niczym nie powiem. Wiem, z czym by się to wiązało, dlatego nie musisz się martwić.
Dziewczyna odwraca się ode mnie i robi kilka kroków w stronę wyjścia, a mnie zaczynają dopadać wyrzuty sumienia.
– Nie chcę cię stracić.
Moje słowa zatrzymują ją w miejscu. Po chwili odwraca się nieznacznie, jednak na mnie nie patrzy.
– Już mnie straciłeś.
Minął prawie rok od tamtego czasu, a ona dotrzymuje swojej obietnicy. Ignoruje mnie i daje mi do zrozumienia, że nie chce mnie w pobliżu siebie. A ja… łamię to, co sam sobie założyłem. Bo kiedy ja kazałem jej zabić wszystko, co czuła, w moim sercu pojawiło się dla niej miejsce.
Tak po prostu.
Nigdy nie myślałem o niej inaczej niż jak o rodzinie. Choć po tej sytuacji trudno by było nazwać ją siostrą. Kurwa, to jest najbardziej pojebana historia w życiu. Teraz jest już za późno na odpokutowanie swoich win.
Zaciskam dłoń na prezencie, który dla niej przywiozłem. Zawsze, kiedy wracałem do domu, wszystkim chciałem podarować jakiś drobiazg. Pamiętam, jak Aria cieszyła się z każdej najmniejszej rzeczy, jaką ode mnie dostała, a teraz? Wszystkie prezenty ode mnie lądują na dnie w jej szafie. Nieodpakowane. Porzucone jak śmieci. Gdyby otworzyła choć jeden, być może zrozumiałaby, co chcę jej przekazać.
Ale ona ma na nazwisko Miller. Jest uparta i raz zraniona nie pozwoli tego powtórzyć. Z duszą na ramieniu idę do jej pokoju. Wszyscy są czymś zajęci, więc wykorzystuję okazję. Podchodzę niepewnie do drzwi i biorę głęboki oddech. Nie wiem, co tutaj robię, ale zdecydowanie padło mi na głowę. Pukam ostrożnie i czekam. Kiedyś wchodziłem bez ceregieli, ale… to było kiedyś.
Po chwili Aria otwiera drzwi i posyła mi zaskoczone spojrzenie. Ubrana jest w różową piżamkę, a na T-shircie ma Myszkę Miki.
– Coś się stało? – pyta podejrzliwie.
Kręcę głową zestresowany. Muszę się jak najszybciej pozbierać.
– Mogę wejść?
– Nie – stwierdza bez mrugnięcia okiem.
Biorę głęboki oddech, po czym wysuwam w jej stronę pakunek. Z nienawiścią spogląda na kartonik.
– Dla ciebie. Mam nadzieję, że będą pasowały do reszty – mówię łagodnie.
Aria po chwili niepewności odbiera ode mnie prezent. Gdzieś w środku tli się nadzieja, że skusi się na jego otwarcie.
– Otworzysz?
– Nie.
Kolejny cios. Celny. Kurwa, mam prawie trzydzieści lat, a stresuję się jak gówniarz.
– Aria, nie możemy tak dalej. Ty… mnie to dobija, wiesz?
Dziewczyna wzrusza ramionami.
– W takim razie porozmawiaj z ojcem. Z pewnością da ci kilka rad, jak radzić sobie z traumą. Jako wojskowy ma w tym doświadczenie.
Już chce zamknąć drzwi, jednak ja nie mam zamiaru dać się jej spławić. Wchodzę z impetem do środka i zamykam za sobą. Nie umyka mi zaskoczone spojrzenie Arii.
– Mam tego dość. – Przeczesuję włosy z frustracji. – Oboje jesteśmy dorośli, więc błagam, porozmawiajmy. Jesteś dla mnie… Kurwa, nazwij to, jak chcesz, ale… kiedy wyjeżdżam, to prześladuje mnie myśl, że gdyby cokolwiek mi się stało, to… rozstalibyśmy się w gniewie. Nie chcę tego, rozumiesz?
– Wybrałeś to – kontruje od razu. – Nie ja to zrobiłam.
– Kurwa, Aria, myślisz, że to takie proste?
Ponownie wzrusza niedbale ramionami.
– Nie interesuje mnie to. Wyjdź, proszę. – Chłód w jej głosie jest nie do zniesienia. – Bądź porządnym mężczyzną i wracaj do swojej kobiety.
Parskam śmiechem.
– Zazdrość? – Podchodzę bliżej, a w jej oczach dostrzegam czysty ogień. – Nie mam żadnej kobiety.
Mruży oczy.
– Od kiedy?
– Wiesz, od kiedy.
Aria otrząsa się i odsuwa ode mnie, tak jak powinna rok temu, i oplata się rękami w pasie.
– Wyjdź, Lucas, nie chcę cię tutaj.
Już mam się odezwać, kiedy ucisza mnie ruchem ręki.
– Kazałeś mi zabić wszystko, co do ciebie czułam. Posłuchałam cię. A teraz ty zrób to, o co ja cię proszę. Wyjdź i nie mieszaj mi w głowie bardziej. Daj mi żyć i nie wchodź mi w drogę. Staram się przy rodzicach, aby niczego się nie domyślili, więc odpuść.
Parskam śmiechem.
– Mam to gdzieś – stwierdzam. – Nie chcę, abyśmy żywili do siebie takie uczucia.
Wpatrując się w nią, mam wrażenie, że teraz wygląda na jeszcze bardziej bezbronną niż rok temu. Kurwa, niedługo kończy osiemnaście lat.
– Dla ciebie jestem dzieckiem. Nieważne, co teraz powiesz czy zrobisz. Nie mam ci nic do zaoferowania. Możesz spotykać się, z kim chcesz, i robić to, co ci się żywnie podoba. Za niedługo wyjeżdżam na studia i nie mam zamiaru rozdrapywać starych ran. Chcę być szczęśliwa i tak będzie, niezależnie co ty o tym myślisz!
W tym momencie wychodzi jej charakterek. Surowy, pełen dumy – prawdziwa córka Millera. Nic dodać, nic ująć. Gdyby teraz stwierdziła, że chce zdobyć Mount Everest, to właśnie byłaby w trakcie przygotowań. Taki jest jej upór i podziwiam to w niej od początku.
– Chcę, żebyś była szczęśliwa. Ale… – Podchodzę bliżej. – Nie chcę takiego spojrzenia. To nie tak powinno wyglądać. Przepraszam, że wtedy…
Aria unosi wysoko dłoń.
– To przeszłość, a ja nie lubię do niej wracać. Tata powtarza, że przeszłości nigdy nie zmienimy, niezależnie jak bardzo byśmy tego chcieli.
– Wiem – mruczę. – Byłem wtedy zaskoczony… – Kręcę głową. – Nie mogłem pojąć, jak mogłaś…
Prycha.
– I co z tego? Twoje stanowisko było jasne. Nie rozumiem, po co przychodzisz i marnujesz mój czas. Nie mam ci nic do zaoferowania. Nic, co powiesz, nie wymaże twoich słów.
Ból. Czuję go w każdej komórce mojego ciała. Zdaję sobie sprawę, że… jej słowa ranią mnie okrutnie. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, ale teraz? Aria patrzy na mnie z chłodem, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem, ale wiem, że to moje dzieło.
– Czego ty ode mnie chcesz? – pyta po chwili. – Przebaczenia? Tego, abyśmy wrócili do przyjaźni? Czy może dostanę jakieś inne polecenie, co mam robić, aby umilić ci pobyt w naszym domu?
Przewracam oczami, a następnie szarpię ją za rękę, dzięki czemu wpada prosto na mnie. Jej brązowe oczy spoglądają z czystą furią.
– Nigdy nie zwracałaś się do mnie w ten sposób.
Wpatruję się w nią i nie wierzę, że to ta sama dziewczyna, którą znam od zawsze. Od kiedy to się zaczęło?
– Czas przeszły, teraz jest inaczej. – Próbuje wyswobodzić się z moich objęć. – Puść mnie.
– Dlaczego ma być inaczej?
– Bo tego chciałeś.
Uśmiecham się lekko.
– Czas przeszły.
Zaczyna się szarpać w moich ramionach, jakbym sprawiał jej ból. Kiedyś uwielbiała się do mnie przytulać, ale wtedy to było zupełnie coś innego. Po chwili jej opór ustaje. Przytulam ją do siebie i choć jest spięta, nie wypuszczam jej z ramion.
– Jesteś dla mnie najważniejszym promyczkiem pod słońcem. Nie chcę wyjeżdżać z myślą, że mnie nienawidzisz.
Dziewczyna zaczyna drżeć w moich ramionach, a pozostałe słowa duszą się w moim gardle.
– Proszę, Aria…
Nagle odsuwa się ode mnie z taką siłą, że zatacza się do tyłu. Jej oczy wyrażają czystą nienawiść. Tak, jakby była na siebie wściekła za to, że pokazała mi odrobinę słabości i czułości.
– Wyjdź stąd!
– Aria…
– Wypieprzaj, Lucas! Nie chcę cię widzieć, rozumiesz?! – Wygląda, jakbym sprawiał jej najgorszy ból. – Zachowaj się jak człowiek honoru i bądź wierny słowom, które powiedziałeś mi rok temu!
Te słowa zatrzymują mnie w miejscu. To prawda. Ja kazałem jej wymazać mnie z pamięci. To ja kazałem jej zniszczyć wszystkie uczucia do mnie. Robię krok w tył. Nigdy nie chciałem sprawiać jej bólu, ale najwyraźniej udało mi się to zrobić.
– Wyjeżdżam za tydzień – mówię szeptem. – Jeśli będziesz chciała porozmawiać, to moje drzwi są zawsze dla ciebie otwarte, promyczku.
Zanim zdążę jeszcze cokolwiek powiedzieć, wychodzę z jej pokoju, czując się kompletnie pokonany. Kurwa, gdybym mógł cofnąć czas, nie powiedziałbym tylu gorzkich słów. Rozegrałbym to inaczej, ale wtedy myślałem pod wpływem impulsu. Moja Aria. Mój promyczek. Dziewczyna, którą traktowałem jak siostrę, wyznała mi miłość.
Kiedy ja kazałem jej zdusić uczucia do mnie, moje zaczęły nabierać innego kształtu. To ironia losu, która nie daje mi żadnych możliwości. W tamtym momencie wybierałem mniejsze zło. Wmawiałem to sobie, że, kurwa, Aria, jest dla mnie jak siostra, choć po ostatnich wydarzeniach sam zaczynam wątpić w ten stan rzeczy. Idę do swojej dawnej sypialni, a złość buzuje we mnie do granic możliwości.
Nie zostaje mi nic innego, jak przespać się tutaj i jutro wyjechać, aby jeszcze bardziej jej nie denerwować. Wiem, że nie chce mnie widzieć, a kolejne odrzucenia będą dla mnie tylko gorsze. To, co powiedziałem, to prawda. Nie chcę wyjeżdżać na kolejną misję bez jej przebaczenia. Choć może prędzej nastąpi wybuch słońca, niż ona mi wybaczy. Aria jest uparta, ale w głębi serca jest zraniona. Będzie się bronić, atakując mnie przy każdej możliwej okazji. Jednak czy mogę ją za to winić?
