Obrona - Hope Paisley - ebook + książka
NOWOŚĆ

Obrona ebook

Hope Paisley

4,8

833 osoby interesują się tą książką

Opis

Kobieta, która wraca z bliznami.
Mężczyzna, który je zostawił.
Powrót do rodzinnego miasta miał być dla Violette Taylor nowym początkiem. Zostawiła za sobą bolesną przeszłość, skupiając się na tym, co najważniejsze – swoim dziecku i pracy pielęgniarki na oddziale oparzeń.
Nie planowała jednak spotkania mężczyzny, który kiedyś złamał jej serce. Rowan Kingsley jest cenionym strażakiem i człowiekiem, który żyje z piętnem dawnych decyzji.
Kiedy przypadkowe spotkanie w lokalnym pubie ponownie splata ich drogi, oboje uświadamiają sobie, że są uczucia, od których nie da się uciec.
Violette robi wszystko, by trzymać się z dala od ludzi przypominających jej o tym, co było. Zwłaszcza od mężczyzny, który znał ją lepiej niż ktokolwiek inny. Rowan natomiast wie coś, czego ona jeszcze nie chce przyznać – życie rzadko daje drugie szanse.
A gdy los po raz kolejny zmusza ich do współpracy, odkrywają, że niektóre płomienie, raz rozpalone, nigdy naprawdę nie gasną.
 
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 482

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (4 oceny)
3
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
gmarzena

Oceń książkę

Fantastyczna jak zawsze i uwielbiam takie grube tomy bo przynajmniej jest na chwilę dłużej treść porywa i chce się więcej proszę kontynuować czekam z niecierpliwością na kolejny tom
30
Jopaw2024

Oceń książkę

najlepsza . zaskakujące zmiany akcji . jak zwykle przebiegła Chyłka. polecam
30
Iva80

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniała
30
lolita89

Oceń książkę

Nie dałam rady dobrnąć do końca ze względu na ogromną i nieuzasadnioną ilość wulgaryzmów. Nie da się tego ani czytać ani tym bardziej słuchać. Czemu ma to służyć ?
aniam91

Oceń książkę

Czekalam na to a zakonczenie hmmm chce wiecej
20



Tytuł oryginału: Protect

Copyright © 2025 PROTECT by Paisley Hope

Copyright © for the Polish translation by Klaudia Wyrwińska, 2026

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Redaktorka inicjująca: Joanna Jeziorna-Kramarz

Redaktorki prowadzące: Zuzanna Sołtysiak, Joanna Zalewska

Marketing i promocja: Natalia Angier

Redakcja: Patryk Białczak

Korekta: Magdalena Białek, Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Patryk Białczak

Ilustracje na froncie i zadruku wnętrza: Anna Niemczak

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68800-17-3

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Playlista

Sleeping on the Blacktop – Colter Wall

Indigo– Sam Barber feat. Avery Anna

Angel from Montgomery– John Prine

Phoning Heaven– Waylon Wyatt

Break My Bones– Wyatt Flores

Burn, Burn, Burn– Zach Bryan

It’s True– Gavin Adcock

Beautiful Lies– Tanner Usrey

Back in Black– AC/DC

Jersey Giant– Evan Honer, Julia DiGrazia

Always Been You– Jessie Murph

I’m on Fire– Nate H

Motywy w fabule i bodźce

• sceny erotyczne (+18)

• lekkie poniżenie

• zabawa nasieniem

• śmierć członka rodziny (nieopisana)

• radzenie sobie z żałobą

• lęk i ataki paniki, radzenie sobie ze strachem związanym z pracą ukochanej osoby

• dokładnie opisana scena, w której bohater doznaje obrażeń podczas walki z pożarem

• proces leczenia obrażeń doznanych w trakcie walki z ogniem

Słowniczek

Akcja (ang. roll) – wysłanie do pożaru.

Buggy – pojazd służący do transportu, bez zasobu wodnego. Ma osiem miejsc siedzących i umożliwia przetransportowanie dużej grupy w stronę pożaru.

Chrząszcze podążające za ogniem lub owady pirofilne (ang. fire-chasing beetles or Melanophila beetles)– owady przyciągane przez ogień. Wykorzystują świeżo spalone drewno (czasami takie, które wciąż się tli) do składania jaj. Zbierają się blisko ognia i mocno gryzą, często atakują strażaków podczas gaszenia pożarów.

Deszcz żaru (ang. ember wash) – niesiony przez wiatr gorący żar, często umożliwiający ogniowi przeskakiwanie przez linię obrony przeciwpożarowej i tworzenie nowych zarzewi. Żar może pokonywać w powietrzu duże odległości, nim opadnie.

Dowódca akcji ratowniczej (ang. incident commander) – osoba dowodząca i jedna z nawet kilkunastu osób zajmujących się szczegółowym planowaniem, bezpieczeństwem, strategią i nadzorowaniem operacji w miejscu pożaru.

Dół z popiołem (ang. ash pit)– dziura w ziemi wypełniona gorącym popiołem i żarem.

Droga ucieczki (ang. escape route) – wcześniej wyznaczona trasa umożliwiająca strażakom dostanie się w bezpieczne miejsce, jeśli sytuacja stanie się niebezpieczna.

Efekt pochodni (ang. torching)– sytuacja, gdy jedno lub więcej drzew staje w płomieniach.

Elitarna jednostka strażacka (ang. hotshot) – zespół specjalistycznie wyszkolonych strażaków walczących z pożarami lasów; głównym zadaniem tej jednostki jest bezpośrednie starcie z ogniem i przygotowywanie pasów przeciwpożarowych.

Kontrolowane wypalanie (ang. prescribed or controlled burn)– ogień podkładany celowo i w sposób kontrolowany. Jego zadaniem jest zmniejszenie ryzyka pożarów i odbudowanie naturalnych ekosystemów.

Linia obrony przeciwpożarowej (ang. control or containment line) – każda sztuczna lub naturalna bariera służąca do zatrzymania rozprzestrzeniania się pożaru.

Łańcuch (ang. chain) – jednostka miary stosowana podczas pożarów lasów. Osiemdziesiąt łańcuchów równa się jednej mili (około 1,609 kilometra), więc jeden łańcuch ma długość sześćdziesięciu sześciu stóp (około 20,12 metra).

Nomex (ang. również Yellows)– potoczna nazwa żółtej koszulki noszonej przez strażaków. Nomex to zastrzeżona nazwa ognioodpornej tkaniny wykorzystywanej w przemyśle oraz do produkcji wyposażenia przeciwpożarowego.

Paliwa drabinowe (ang. lader fuels) – materiały łatwopalne, takie jak małe drzewa albo krzewy, umożliwiające ogniowi przedostanie się z poszycia lasu w korony drzew, co zwiększa jego intensywność i potencjał do rozprzestrzeniania się. Gdy taki ogień staje się większy i wspina się po drzewach, może dojść do powstania pożaru wierzchołkowego.

Pas przeciwpożarowy (ang. fire line) – pas ziemi oczyszczony z roślinności, który ma zatrzymać albo przekierować ogień. Strażacy tworzą je z pomocą Pulaskich (toporów strażackich) oraz innych narzędzi.

Piarg, osypisko (ang. scree) – duża liczba luźnych kamieni pokrywających zbocze góry.

Pojazd gaśniczy (ang. engine) – pojazd transportujący wodę i pompujący ją przez węże w stronę ognia.

Posusz (ang. snag) – martwe, często strawione przez ogień stojące drzewo, które stwarza zagrożenie dla strażaków pracujących na ziemi.

Pożar wierzchołkowy (ang. crown fires) – ogień rozprzestrzeniający się w koronach drzew. Ten rodzaj pożaru często jest większy i trudniejszy do opanowania, w dodatku rozprzestrzenia się najszybciej. Ogień obejmujący jedną koronę może zacząć przenosić się z drzewa na drzewo.

Przeciwogień (ang. backburn, backfire, burnout) – termin określający celowe podkładanie ognia przed frontem pożaru, by wypalić roślinność i pozbawić go paliwa.

Pulaski – wielofunkcyjne narzędzie, połączenie topora i ciesaka.

Punkt zaczepienia (ang. anchor point)– strategiczne miejsce, w którym rozpoczyna się tworzenie pasa przeciwpożarowego, począwszy od naturalnego niepalnego obszaru, jak skalne osypiska, strumienie, ścieżki. Celem punktu zaczepienia jest powstrzymanie ognia od wypalenia obszaru wokół pasa przeciwpożarowego i uwięzienia strażaków.

Racja żywnościowa (ang. MRE– Meals Ready-to-Eat) – indywidualna lekka racja żywnościowa zapewniająca pełnowartościowy posiłek dla jednej osoby.

Raki (ang. crampons) – metalowe nakładki z kolcami, które mocuje się do butów. Przeznaczone do chodzenia po lodzie i do wspinaczki.

Spalenisko (ang. black)– obszar strawiony przez ogień.

Stihl – marka pił łańcuchowych wykorzystywanych przez strażaków walczących z pożarami lasów do cięcia zarośli, posuszów, powalonych pni i konarów, gałęzi itp.

UTV (ang. Utility Terrain Vehicle) – terenowy pojazd silnikowy, zwykle większy niż ATV (All Terrain Vehicle) i częściej wykorzystywany w pracy niż w celach rekreacyjnych.

Wyszukiwacz Ognia Osborne’a (ang. Osborne Fire Finder) – rodzaj alidady, wykorzystywany w wieżach obserwacyjnych do odnajdowania kierunku, z którego nadciąga dym, co pozwala na poinformowanie zespołu gaśniczego o pożarze lasu.

Zapalarka (ang. drip torch) – ręczne narzędzie służące do kontrolowanego wypalania; ogień podkłada się, rozprowadzając po ziemi podpalone paliwo.

Zarzewie (ang. spot fire) – sytuacja, w której żar przedostaje się przez linię obrony przeciwpożarowej i opada na roślinność albo inne łatwopalne materiały, tym samym wzniecając ogień.

Zespół naziemny (ang. hand crew) – uniwersalny zespół strażaków gaszących lasy. Zwykle składa się z osiemnastu do dwudziestu osób, a jego zadaniem jest wykopywanie pasa przeciwpożarowego, ścinanie drzew, oczyszczanie terenu i podkładanie kontrolowanego ognia za pomocą zapalarek.

Zespół pojazdu gaśniczego (ang. engine crew) – grupa licząca do dziesięciu strażaków, przypisana do pojazdu gaśniczego, której zadaniem jest wstępne i bezpośrednie zajęcie się pożarem. Grupa ta wykorzystuje różne narzędzia, głównie węże z wodą.

Zespół powietrzny (ang. helitack crew) – zespół wyspecjalizowanych strażaków upoważnionych do obsługi helikopterów podczas walki z pożarami.

Schemat struktury organizacyjnej

W walkę z pożarami lasów zaangażowane są tysiące osób z różnych zespołów, ale dla ułatwienia przedstawiamy jedynie te role, które wspominane są w serii Sky Ridge Hotshots.

Strażacy walczący z pożarami lasów wykazują się niezachwianym oddaniem na rzecz chronienia naturalnych zasobów, środowiska, własności i społeczności. Nie chcieliby być nazywani bohaterami, choć tak naprawdę właśnie nimi są (tak, wiem, S. Ale nie będę przepraszać!).

Bezinteresowność, odwaga i praca zespołowa w obliczu zagrożenia czynią ich niezastąpionymi strażnikami. Poświęcają nie tylko swój rodzinny czas, ale też dosłownie całe życie i wygodne warunki, a w wielu przypadkach – także zdrowie psychiczne.

Pielęgniarki to anioły zesłane na ziemię. Zapewniają pacjentom niezbędną opiekę medyczną, a przy tym oferują im pocieszenie i wsparcie emocjonalne. Często robią to w bardzo trudnych warunkach, ignorując własne emocje.

Dla mężczyzn i kobiet w takich zawodach praca nigdy się nie kończy. Towarzyszy im oraz ich rodzinom w każdej sekundzie życia, bez względu na to, gdzie się znajdują.

Dla każdego, kto jest na tyle odważny, by zdecydować się na taką ścieżkę zawodową – niesamowicie was szanuję i jestem wam ogromnie wdzięczna.

Prolog

ROWAN

Prawie 6 lat temu

– Myślisz, że wiedział, że przyszedł jego czas? – Mój najlepszy przyjaciel, Jacob, nachyla się w moją stronę, tak by nikt poza mną go nie usłyszał.

Tak trudne pytanie odrywa moją uwagę od kilku zadrapań na butach. Wczoraj wyszorowałem je tak dokładnie, jak to tylko możliwe. Byłem cholernie zdeterminowany, by wyglądały nieskazitelnie dla mojego naczelnika. Byłego naczelnika.

Kurwa mać. Nic nie może równać się z zaakceptowaniem tej nowej rzeczywistości.

– Nie wiem, stary, ale odszedł jak bohater – odpowiadam ponuro i biorę łyk z do połowy pustej butelki tequili, po czym podaję ją Jacobowi. Nie mam w zwyczaju pić od samego rana, żaden z nas tego nie robi, ale przekroczenie progu domu pogrzebowego będzie nas wiele kosztować.

– Dwanaście tygodni – mówi mój nowy kapitan, Callahan, i z niedowierzaniem kręci głową.

– Odszedłby na emeryturę z końcem tego sezonu.

Cal wygląda paskudnie. Tak jak my wszyscy. Naczelnik Garret Macomb był naszym mentorem, liderem, przyjacielem, a teraz po prostu nie żyje. Jego stara kurtka w kratę wciąż wisi w naszej bazie, a on już nigdy po nią nie przyjdzie.

Zabieram butelkę Jacobowi i biorę kolejny bardzo potrzebny łyk, by powstrzymać pieczenie w nosie. Tequila drapie w gardło, ale to odczucie jest bardzo mile widziane.

Sznur samochodów i ciężarówek jadących w deszczu zdaje się nie mieć końca, gdy wszystkie po kolei wjeżdżają na parking, podczas gdy mój zespół stoi dookoła i rozmawia.

– Laney twierdzi, że nic się nie dzieje bez powodu. Dla mnie to jedna wielka gówno prawda. Gdzie był ten deszcz tydzień temu? To wszystko nie ma sensu – stwierdza Jacob, strzepując wilgoć z rękawów.

Wszyscy ubraliśmy się w nasze stroje robocze – standardowe spodnie Nomex i żółte koszulki. Wyróżniamy się z tłumu ciemnych garniturów i sukienek, ale w ten sposób okazujemy solidarność i szacunek.

– To zadanie twojej dziewczyny. Ona tylko chce, żebyś poczuł się lepiej. Chce ci pomóc – odpowiada Cal i klepie go po ramieniu. Już zachowuje się jak kapitan.

Jacob przytakuje, walcząc ze łzami. Przyjaźnimy się od podstawówki i poza dniem dzisiejszym tylko raz widziałem go płaczącego.

– Naczelnik powyrywałby wam nogi z tyłków za to, że pijecie o jedenastej, chłopcy – mówi tata Jacoba, Jack, zamykając swoją ciężarówkę pilotem.

Jest weteranem z dwudziestoletnim doświadczeniem i dowódcą naszego zespołu. W jego włosach widać coraz więcej siwizny, ale wciąż pozostaje bardzo silnym mężczyzną. Jacob powiedział mi, że jego ojciec rozważa przejście na emeryturę wraz z końcem tego sezonu – po prostu chce przepracować jeszcze jedno lato z synem.

Żona Jacka, Mae, idzie razem z nim, w ręce trzyma kartkę z kondolencjami. Długie ciemne włosy zebrała w kok, a po jej twarzy można poznać, że płakała. Rozglądam się po parkingu ze świadomością, że skoro są tutaj Jack i Mae Taylorowie, to zaraz pojawi się też moja największa życiowa porażka.

– Jak się trzyma Molly, skarbie? – Mama Jacoba zwraca się do Cala, którego przytula.

Jack i Mae są właścicielami baru „U Shifty’ego”, gdzie wszyscy spędzamy o wiele więcej czasu, niż powinniśmy. Biorąc pod uwagę te częste pobyty i to, że praktycznie dorastałem w ich domu, przez lata stali się dla mnie drugimi rodzicami. Nie tylko dla mnie, ale też dla reszty chłopaków.

– Wszystko z nią w porządku, jest gdzieś w środku – odpowiada z wymuszonym uśmiechem Cal i wskazuje w stronę budynku, do którego weszła jego narzeczona.

Stoję w deszczu i wpatruję się w góry, przez kilka minut słuchając rozmów, i po raz tysięczny wypycham z głowy wspomnienie z chwili mojego ostatniego spotkania z naczelnikiem. Siedział na górce i zajadał się kanapką z indykiem, tak jak podczas każdej innej przerwy. Śmiał się i rzucał żartami, a jego zmrużone oczy wyglądały niczym dwa półksiężyce. Biorę kolejny łyk Patrona, po czym wylewam trochę alkoholu na ziemię, wznosząc toast za człowieka, który nauczył mnie wszystkiego, co wiem.

Już za tobą tęsknię, wielki skurczybyku.

Jesteśmy elitarnymi strażakami, walczymy z pożarami lasów. Śmierć i doznawanie obrażeń to nieodłączna część naszej pracy, co wcale nie oznacza, że pożegnanie nie jest przez to trudne jak cholera. Chociaż dzisiaj tequila sprawia, że wszystko przychodzi trochę łatwiej.

Biorę ostatni łyk i dokładnie w tej samej chwili słyszę jej seksowny głos. Oczywiście, że to ja stoję z butelką alkoholu w ręce jeszcze przed południem, gdy się pojawia.

– Nigdy nie widziałam was tak czystych, chłopcy – mówi do nas wszystkich, wchodząc na chodnik.

Jej twarz pozostaje ukryta pod krawędzią parasolki, którą się osłania, a końcówki długich, miodowobrązowych włosów wyłaniają się spod spodu. Odwracam się przodem do niej, prostuję i oddaję butelkę jednemu z chłopaków z zespołu, Calebowi.

Violette Mae Taylor, siostra bliźniaczka Jacoba, wygląda olśniewająco, choć ponuro w czarnej sukience, która idealnie na niej leży. Sięga kolan i podkreśla wąską talię. Długie rękawy kończą się mankietami, dekolt ma zabudowany, ale ten krój nie maskuje jej ciała na tyle, bym nie musiał przełknąć śliny. Z trudem.

W końcu na mnie zerka, ale szybko odwraca wzrok.

– King – mówi krótko na przywitanie, a ja się krzywię, bo kiedyś nazywała mnie Rowanem.

Zapach kokosów wypełnia moje nozdrza, gdy Violette mnie mija i uśmiecha się do reszty chłopaków, ale nie do mnie. Minęło bardzo dużo czasu od tych dni, gdy to ja byłem adresatem tego ślicznego uśmiechu.

Siostra Jacoba przytula Cala i mówi do niego coś tak cicho, że nic nie słyszę, a następnie odwraca się do reszty grupy, żeby się przywitać. Ci, którzy znają ją wystarczająco długo, tulą ją na powitanie, a ona przekazuje wyrazy współczucia.

– No, dobrze. – Jack odchrząkuje i sprawdza godzinę na zegarku. – Czas, żebyście wzięli się w garść, chłopcy. Chodźmy pożegnać naczelnika, jak należy.

Dookoła rozlegają się różne odpowiedzi, od „no to jazda”, po „za naczelnika”.

Cal jako kapitan prowadzi nas przez ciemne podwójne drewniane drzwi. Za nim idziemy Jacob, ja, Jack oraz Mea, a Violette jest zaraz za nami.

Gdy tylko nasz zespół wchodzi do środka, wszyscy na nas patrzą.

Kiwam głową do Xandera, syna naczelnika. Przejmuje stanowisko po swoim ojcu w trybie natychmiastowym. To, ile osób się pojawiło, by pożegnać Garetta i wyrazić swoje współczucie Xanderowi, jego braciom i mamie, naprawdę robi wrażenie.

Mój wzrok przykuwa żółty kask naczelnika Macomba. Leży tuż przy podwyższeniu, na którym ustawiono urnę. Mama Xandera stoi zaraz obok. Walczę ze łzami, chociaż wiem, że i tak zaraz się pojawią, i czekam cierpliwie, pracując nad tym, by się nie rozsypać. Cal i Jacob ściskają rękę Xandera, po czym nadchodzi moja kolej. Klepie mnie po ramieniu, jakbym to ja potrzebował pocieszenia.

– Tak strasznie mi przykro, stary. – Tylko tyle jestem w stanie z siebie wykrztusić, bo zaczynam się dławić łzami.

– Mój tata cię kochał, King. Był dumny z ciebie i Jacoba. – Zwraca się do mnie przezwiskiem, przełamując własny żal. – Wiesz, co by powiedział? – W jego oczach mimo przeżywanej żałoby majaczy uśmiech.

Walczę ze łzami.

– Że jestem Rowanem cholernym Kingsleyem i powinienem wziąć się w garść. I nie pozwolić na to, by ktoś zobaczył, że coś mi doskwiera.

– Dokładnie. Ty i Jacob jesteście nowym pokoleniem. Chciałby, żebyście pozostali silni – mówi Xander, już kontynuując spuściznę swojego ojca bardziej, niż zdaje sobie z tego sprawę.

– Dam z siebie wszystko, naczelniku – odpowiadam dumnie, choć jego nowy tytuł jeszcze nie do końca mi pasuje.

– Już czas. – Podchodzi do nas duchowny z miejscowego kościoła i wskazuje na ławki po lewej stronie.

Kiwam głową, po czym wraz z całym zespołem zajmujemy miejsca. Pierwsze dwa rzędy to morze żółci i zieleni.

Chryste, to dopiero mój drugi sezon. Nie jestem w stanie nie myśleć o tym, ile jeszcze pogrzebów czeka mnie w mojej karierze. A potem przychodzi kolejna myśl – czy któryś z nich będzie moim?

Nasza praca nie jest dla słabych. Znamy ryzyko i z dumą się na nie narażamy. Przyglądam się swoim braciom i w duchu obiecuję im, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by ich chronić, nawet za cenę własnego życia.

1

VIOLETTE

Obecnie

Wpatruję się w sufit, po raz dwudziesty śpiewając cicho piosenkę z ulubionego serialu animowanego Hollie z nadzieją, że zaśnie. Po kilku minutach jestem niemal pewna, że do dwudziestu razy sztuka, bo w końcu zamyka te śliczne piwne oczy. Blond loczki rozsypują się na poduszce, a ja przyglądam się jej uroczej buzi i oceniam, kiedy będzie najlepsza chwila na to, by uciec z łóżka.

Do Sky Ridge przeprowadziłyśmy się prawie miesiąc temu i potrzebowała aż tyle czasu, by przywyknąć do nowej wieczornej rutyny. W swoimi niemal czteroletnim życiu zawsze bardzo dobrze spała. Przysięgam, że to dziecko po prostu uwielbiało leżeć w łóżeczku, tulić ulubionego pluszaka i odpływać do krainy snów. Ale jest jedna rzecz, której moja Hollie bardzo nie lubi – zmiany. A ostatni rok przyniósł nam ich wiele.

Spełzam z łóżeczka mojej córki niczym zwinna ninja mama i podnoszę barierkę, modląc się o to, by nie skrzypnęła, jak się nieraz zdarza, i nie obudziła małej. Są takie wieczory, kiedy zasypiam razem z córką, ale dzisiaj muszę iść do pracy, choć mówiąc szczerze, jest to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę. Po dwóch weekendach wciąż nie przywykłam do dorabiania w barze rodziców.

Czy wyobrażałam sobie, że w wieku dwudziestu ośmiu lat będę nalewać i podawać drinki, by dorobić w knajpie? W żadnym wypadku, ale tak się to wszystko potoczyło. I nie mogę nawet użyć wymówki, że robię to, by pomóc rodzicom, co byłoby zwyczajną nieprawdą. To oni pomagają mnie. Byli na tyle kochani, że pozwolili mi pracować w weekendy wraz z ich barmanem Lou, by wpadło mi trochę dodatkowej gotówki.

Na szczęście to niejedyne moje źródło dochodu. Pracuję jako pielęgniarka na oddziale poparzeń w szpitalu Bakersfield, co jest w sumie niezłą ironią, skoro ogień i trauma to dwie rzeczy, przez które opuściłam to miasto.

Co dziwne, praca z ofiarami poparzeń okazała się w pewien sposób oczyszczająca. Moja mama jest przekonana, że to wyleczy moje emocjonalne rany. Nie jestem pewna, czy to kupuję.

Jako pielęgniarka, w przeciwieństwie do barmanki, mogę liczyć na dobre wynagrodzenie, ale nawet z alimentami od byłego mój budżet jest mocno napięty, bo żłobek kosztuje naprawdę dużo, a do tego spłacam resztki kredytu studenckiego. Sky Ridge w Waszyngtonie to miejsce, gdzie koszty życia są wysokie, a w bardzo ładnej i popularnej części miasteczka, w której chciałam, by Hollie dorastała, ceny nieruchomości wystrzeliły w kosmos.

Nasz parterowy dom w stylu rzemieślniczym z lat dwudziestych na rogu Pine Street i Maple kosztował mnie małą fortunę, więc im więcej napiwków, tym lepiej. Stąd mój strój na dzisiejszy wieczór – wskoczyłam w najobciślejsze wypłowiałe dżinsy oraz obcisłą podkoszulkę z prążkowanego materiału z nazwą baru na piersiach i bardzo głębokim dekoltem. Dziesięć lat temu za nic w świecie nie czułabym się komfortowo w takim stroju w miejscu publicznym, ale teraz nauczyłam się lubić swoje krągłości i nawet z dumą je prezentuję. Dlatego jeśli pokazanie odrobiny piersi ma pomóc mojemu kontu oszczędnościowemu, to nie mam nic przeciwko takiemu ubraniu.

Zmierzam w stronę drzwi ze wstrzymanym oddechem i zamieram na chwilę w progu, by się upewnić, że Hollie rzeczywiście śpi.

Mierzwię moje złocistobrązowe fale, wdzięczna za to, że wcześniej zajęłam się włosami, bo dzięki temu nie musiałam się z tym spieszyć teraz, po położeniu Hollie spać.

Gdy kręcę się po domu i sprzątam zabawki, w telewizji mam włączony lokalny program informacyjny. Od kilku dni relacjonują pożary w Pinafore Creek, które trawią roślinność w górach na obrzeżach Spokane. Normalnie bym to wyłączyła, ale jestem zbyt skupiona na szybkim ogarnięciu domu, zanim rodzice przyjadą doglądać mojej córki, dlatego nie zmieniam kanału.

– Strażacy ze Sky Ridge, elitarnej jednostki stanu Waszyngton, udostępnili nagranie przedstawiające pracę zespołu, który przekierował pożar w Pinafore Creek, zapobiegając jego rozprzestrzenieniu się w strefie niechronionej. Dzięki temu ogień nie dostał się późnym sobotnim popołudniem do zamieszkanej górskiej okolicy. Grupa ze Sky Ridge pracowała wraz z zespołami z Arizony oraz Wyoming i wspólnymi siłami zdołali stworzyć linię obrony przeciwpożarowej, która według naczelnika, Xandera Macomba, ostatecznie pomogła zapanować nad szybko rozprzestrzeniającym się i potencjalnie śmiercionośnym pożarem. Sam widok tego nagrania zdołał uspokoić pobliskich mieszkańców.

Wzdrygam się odruchowo na słowa reportera, kończąc sprzątanie. Lęk ściska mnie za gardło i jest to bardzo dobrze znane mi uczucie, które od siebie odpychałam niezliczoną ilość razy od czasu, gdy niemal pięć lat temu tragicznie zginął mój brat bliźniak, Jacob. To było najokropniejsze lato w historii Sky Ridge. W jednym sezonie zginęło dwóch członków załogi. Zaciskam powieki i staram się zaczerpnąć powietrza, odzyskać równowagę i przepędzić to niepokojące uczucie.

Łzy mogą poczekać,powtarzam sobie w myślach tak długo, aż ucisk przemija.

Mój wzrok przykuwa przystojna twarz naczelnika Xandera Macomba, który stoi na spalenisku – obszarze leśnym strawionym przez ogień – a za nim zaczyna zachodzić słońce. W ręce trzyma telefon, na uszach ma słuchawki, a w tle pracuje jego zespół. Nic nie mogę poradzić na to, że zaczynam przyglądać się mężczyznom – wszyscy są silni, muskularni, wysportowani. Mają na sobie oliwkowe spodnie i żółte koszulki z długim rękawem, ciężkie buty oraz kaski, a od stóp do głów pokrywa ich brud.

Szybko odwracam wzrok od telewizora i besztam się za to, że w ogóle się za nim rozglądałam. Reporter zadaje Xanderowi pytanie przez telefon, ale ja akurat sięgam po pilota i zmieniam kanał.

Nie mam nic przeciwko Xanderowi – to dobry człowiek, który pracował z moim tatą i bratem, ale słuchanie o zabójczym ogniu to dla mnie po prostu za dużo, gdy muszę przykleić do twarzy uśmiech i zmierzyć się w barze z sobotnim tłumem klientów.

– Hej, Vivi. Ślicznie wyglądasz – szepcze moja mama zaraz po wejściu do domu. Całe szczęście, że wiedziała, że musi mówić szeptem.

Ściąga sandały i odstawia torebkę na ławeczce przy drzwiach.

– Ty również – odpowiadam i ją ściskam.

Mama wygląda prawie identycznie jak ja, tyle że jest po prostu starsza. Włosy wciąż ma długie i ciemne. Choć dobiega sześćdziesiątki, nadal jest w fantastycznej formie, ale to pewnie dlatego, że nie potrafi usiedzieć w miejscu. Tata lubi powtarzać, że gdy tylko mama rano wstaje, diabeł aż się trzęsie.

– Wciąż nie przywykłam do tego, że mam tak krótką drogę do przejechania. Miło jest wsiąść do samochodu i pokonać kilka ulic, żeby odwiedzić moje dziewczynki.

Posyłam jej uśmiech.

– Ja też to bardzo lubię.

Przez ostatnie pięć lat mieszkałam w Seattle, półtorej godziny drogi stąd, a i tak rzadko ich odwiedzałam. To rodzice przyjeżdżali do nas. Od niemal roku żyję w separacji z moim prawie byłym mężem, doktorem Troyem Staffordem. Z początku bardzo chciałam, żeby Hollie mieszkała blisko niego, ale biorąc pod uwagę jego grafik w pracy, to Troy pierwszy zgodził się z tym, że muszę znowu zamieszkać blisko rodziny. Potrzebowałam lepszego systemu wsparcia, a Troy obiecał, że w dni wolne będzie pokonywał tę półtoragodzinną trasę, by widywać córkę. Rzecz w tym, że odkąd skupia się głównie na awansie na szefa rezydentów, praktycznie nie ma wolnego czasu.

Potrzebowałam kilku miesięcy, żeby wszystko załatwić, ale teraz, po prawie miesiącu, który minął od powrotu, jestem przekonana o słuszności tej decyzji, zwłaszcza że Troy nie dotrzymuje swojej części obietnicy. Przez ostatnie cztery tygodnie widział Hollie tylko raz. Mam nadzieję, że z czasem to się zmieni. Na tę chwilę skupiam się na swoim życiu w rodzinnym mieście, bo wiem, że prędzej czy później będę musiała zmierzyć się z czekającymi tu na mnie duchami.

Żywymi i martwymi.

Wciągam na nogi najwygodniejsze czarne buty, jakie mam, i idę za mamą do kuchni. Gdy włącza światło, od razu sobie o czymś przypominam.

Naczynia. Cholera. Zapomniałam pozmywać.

Mama nie komentuje bałaganu w zlewie i zaczyna krzątać się po raczej czystym pomieszczeniu – otwiera białe szafki, potem lodówkę, po czym przygotowuje sobie deskę serów i krakersów.

– Nie wiem, jak późno wrócę – mówię, podchodząc do zlewu, bo równie dobrze mogę opłukać te naczynia. – Zależy, ilu będzie klientów.

W zeszłym tygodniu skończyło się na tym, że rodzice przenocowali w wolnym pokoju.

– Gdzie tata? Myślałam, że będzie ci dzisiaj dotrzymywał towarzystwa? – Kradnę jej krakersa i wrzucam go szybko do ust, po czym zaczynam nalewać ciepłą wodę do zlewu i dodaję do niej płynu do naczyń.

– Zostaw to, ja pozmywam. A twój tata siedzi w samochodzie i rozmawia z Xanderem. Nie chciał budzić Hollie. Za chwilę przyjdzie.

Przytakuję, walcząc z chęcią, by zadać jedno pytanie, a gdy w zlewie jest już wystarczająco dużo wody, zakręcam kran. Moja potrzeba jest jednak silniejsza niż duma. Za każdym cholernym razem.

– U ekipy wszystko dobrze? – pytam tak niezobowiązująco, jak to możliwe, i wyjmuję z kieszeni różowy błyszczyk.

Wykorzystuję drzwi mikrofali jako lusterko, a po pomalowaniu ust zerkam na mamę przez ramię. Uśmiecha się ze smutkiem, bo doskonale wie, co tak naprawdę znaczy moje pytanie.

– Tak, kochanie. Wszyscy są cali i zdrowi.

Odwraca się z powrotem do deski, a ja ocieram usta chusteczką. Wypuszczam oddech, który wstrzymywałam, gdy czekałam na jej odpowiedź.