Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
857 osób interesuje się tą książką
Livia Rossi przysięgła sobie, że nigdy więcej nie wplącze się w skandal z szefem.
Przynajmniej tak myślała do momentu, gdy kilka dni później odkryła, że mężczyzna, z którym spędziła najbardziej impulsywną noc swojego życia, jest jej nowym szefem. Enzo De Santi to arogancki, kontrolujący Włoch i wygląda przy tym jak chodzący problem w perfekcyjnie skrojonym garniturze.
Po przeprowadzce do Rzymu Livia chce tylko jednego: zacząć od nowa. Zamiast tego trafia do świata, w którym nic nie jest tym, czym się wydaje. Prestiżowa galeria sztuki skrywa więcej niż tylko cenne dzieła. Kiedy jeden z obrazów znika, a Livia przypadkiem odkrywa fragment układanki, która nigdy nie miała zostać ujawniona, staje się częścią niebezpieczniej gry.
Granica między nienawiścią a pożądaniem zaczyna się zacierać, a Livia szybko odkrywa, że największym zagrożeniem może nie być świat, w który się wplątała, ale mężczyzna, który nie zamierza jej z niego wypuścić.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 292
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dziękuję, że zdecydowałyście się zostać częścią tej historii jeszcze zanim trafiła w ręce czytelników.
„Idź do diabła” to książka pełna chaosu, emocji i sekretów. Są tu trudne wybory, namiętność, gniew i uczucia, które pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy nie powinny.
Tym bardziej dziękuję, że zaufałyście mi właśnie przy tej historii.
Wasze wsparcie i wiara w tę książkę znaczą dla mnie więcej, niż potrafię ubrać w słowa. Dzięki Wam ten projekt stał się czymś więcej niż tylko kolejną napisaną historią.
Mam nadzieję, że podczas czytania będziecie śmiać się, przeklinać bohaterów, zakochiwać się w nich wbrew rozsądkowi i przewracać strony z bijącym sercem.
Dziękuję, że jesteście częścią tego świata 🖤
book_szonki
zaczytany.pingwinek
_nie.ma.lipy_
kikiksiazki
joanna.czyta
ksiazkowe_zielone_migdaly
ksiazki_po_mroku
story.be11e
Copyright © by Monika Czugała
Copyright © by Wydawnictwo MonArt
Wszystkie prawa zastrzeżone. Zakaz kopiowania i udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.
Redakcja i korekta: Monika Czugała
Przygotowanie e-booka: Anna Hat – anislowa.com.pl
Projekt graficzny okładki: Monika Czugała
Ilustracja na okładce: www.canva.com
Wydanie I, 2026
ISBN: 978-84-09-87049-3
MonArt
Po raz ostatni poprawiłam delikatnie pomalowane pomadką usta i cmoknęłam z zadowoleniem. Czy mogło być lepiej? Nie sądzę. Zerknęłam jeszcze na zegarek, po czym zaklęłam pod nosem. Za moment naprawdę się spóźnię.
W ostatniej chwili złapałam torebkę i wybiegłam z mieszkania. Znalazłam się na wąskiej uliczce. Ciepłe rzymskie powietrze pachniało winem, dymem papierosowym i czymś słodkim, czego nie potrafiłam nazwać. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Ubera, który powinien już na mnie czekać. Ruszyłam po nierównej kostce, po raz kolejny tego dnia klnąc pod nosem. Włoskie paskudztwo, położone jeszcze w starożytności. Przecież ja ledwo po tym szłam! W dodatku po wczorajszym spacerze miałam zakwasy!
Spiesząc na łeb na szyję i modląc się, aby po drodze nie zwichnąć kostki, próbowałam przekonać samą siebie, że to naprawdę nowy początek. Nowe miasto, nowa praca, nowe życie. Bez Nowego Jorku, plotek i cholernych nagłówków.
O ile rzeczywiście dostanę tę pracę, pomyślałam z przekąsem. W pierwszej kolejności muszę dotrzeć tam na czas. Co aktualnie wydawało mi się nieco skomplikowanym osiągnięciem…
Jeszcze miesiąc temu całe moje życie mieściło się w nowojorskim przepychu, kilka przecznic od galerii. Teraz byłam cały ocean dalej z jedną walizką, rozmową o pracę i reputacją, która ciągnęła się za mną jak cień. Karierowiczka, manipulatorka, dziewczyna, która sypia z szefem.
Prychnęłam cicho.
Kierowca podjechał w momencie, kiedy chciałam sięgnąć po telefon i złożyć na niego skargę. Elegancki Włoch w garniturze wysiadł i otworzył przede mną drzwi. Podziękowałam mu skinieniem, po czym wsunęłam się na tylne siedzenie. Jadąc, podziwiałam krajobrazy dzielnicy Trastevere, urokliwej części miasta pełnej brukowanych uliczek i klimatycznych knajpek. Włochy były piękne, a Rzym zachwycał światłem i kolorami.
Rodowici mieszkańcy prowadzili jak prawdziwi szaleńcy, ale dzięki temu dotarłam na czas. Wysiadłam pod samymi drzwiami galerii Vetro. Zanim weszłam, poprawiłam jeszcze czarną sukienkę, którą włożyłam na tę okazję. Dobrałam do niej botki w tym samym kolorze, bo bądźmy szczerzy, black is my happy color. To bardzo elegancki strój, w nim zawsze czułam się dobrze. A dziś zdecydowanie tego mi było trzeba.
W końcu wzięłam głęboki wdech i przekroczyłam próg. Od razu zauważyłam wpatrującą się we mnie kobietę. Bez namysłu ruszyłam w jej stronę.
– Dzień dobry, mam dziś rozmowę kwalifikacyjną – odezwałam się po angielsku. Niestety po włosku znałam jedynie kilka słów, a nie chciałam dawać przyszłemu pracodawcy złudnych nadziei.
– Olivia Rossi? – upewniła się, bez zerkania w notatki.
– Tak – potwierdziłam, dodając do tego uprzejmy uśmiech.
– Zapraszam. – Elegancka kobieta w średnim wieku odpowiedziała tym samym. Ubrana w ciemny kostium, włosy miała spięte w idealny kok, prezentowała się nienagannie. – Nazywam się Isabella i będę prowadzić rozmowę kwalifikacyjną.
Skinęłam jej głową. Po akcencie stwierdzam, że Włoszka.
– Bardzo mi miło, pani…
– Po prostu Isabella – dokończyła. – Chodź za mną.
Przeszłyśmy korytarzem, na którego ścianach dumnie prezentowały się zebrane dzieła. Biuro było pełne światła i starannie uporządkowanych katalogów. Usiadłam, zgrabnie zakładając nogę na nogę i rozejrzałam się dyskretnie. Dostrzegłam reprodukcje obrazów z prywatnych kolekcji, które na pewno nie zostały wystawione na sprzedaż.
– Proszę mi powiedzieć, dlaczego chcesz pracować w naszej galerii? – Isabella spojrzała na mnie uważnie. – I jak radzisz sobie z weryfikacją autentyczności dzieł sztuki?
Powściągnęłam cisnący mi się na wargi uśmiech. W Nowym Jorku rozpoznałam fałszywy obraz w galerii, w której pracowałam, jednak ówczesny szef nie podzielał mojego entuzjazmu. W ramach podziękowania dupek wmanewrował mnie w parszywy skandal.
– Mam oko, które nie pozwala mi przeoczyć nawet najmniejszych szczegółów – odpowiedziałam. – W poprzedniej pracy zauważyłam dzieło, które było duplikatem.
Isabella uniosła brew, notując coś w notesie.
– Hmm. Rozumiem, dobrze. Dlaczego wyjechałaś ze Stanów? Skąd tak drastyczna zmiana?
– Mój tata jest Włochem. Dorastając, wiele się nasłuchałam o tym pięknym kraju – odparłam bez zająknięcia. Spodziewałam się tego pytania. – Urodziłam się i dorastałam po drugiej stronie oceanu, ale teraz chciałabym spróbować swoich sił tutaj. I zrozumieć miłość taty do Rzymu.
– Chciałabym przeprowadzić mały test, jeśli nie masz nic przeciwko.
Test? Czego niby? Trzeźwości?
– Oczywiście – powiedziałam zamiast tego.
Isabella podniosła się i podeszła do obrazu na stojaku. Gestem zachęciła mnie, bym poszła w jej ślady. Zestresowana wstałam i ze spoconymi dłońmi zrobiłam kilka kroków. Zatrzymując się przed sztalugą, uważnie przyjrzałam się dziełu. Od razu dostrzegłam subtelne różnice w fakturze farby, w cieniu i sposobie, w jaki światło odbijało się od płótna. Była to kopia jednego ze znanych malarzy, ale nie dość dobrze wykonana. Przez lata pracy nauczyłam się wyłapywać takie niuanse.
Przesunęłam palcem po krawędzi ramy.
– To nie jest oryginał – stwierdziłam, zanim zdążyłam zapytać, o co właściwie chodziło.
Isabella milczała przez chwilę, po czym uniosła wzrok.
– Interesujące – mruknęła. – Cóż, gratuluję, Olivio Rossi. Dostałaś tę pracę.
Szok musiał odmalować się na mojej twarzy, bo kobieta zachichotała.
Udało mi się! Przepełniła mnie euforia.
– Naprawdę?
– Test był celowo ustawiony przez właściciela galerii – Isabella spojrzała na mnie surowo, ale z lekkim błyskiem w oku. – Chciał zobaczyć, czy naprawdę masz talent. I wygląda na to, że nie kłamałaś z tym dobrym okiem.
Teraz już nie zdołałam powstrzymać uśmiechu. Szczerzyłam się od ucha do ucha.
– Dziękuję! – zawołałam nieco zbyt entuzjastycznie. – Od kiedy zaczynam?
Isabella zerknęła w notatki.
– Od jutra – wyjaśniła.
– Cudownie! – pisnęłam.
Isabella wyciągnęła do mnie rękę, uścisnęłam ją pospiesznie.
– Jutro wprowadzę cię w twoje obowiązki.
Skwapliwie pokiwałam głową.
– Nie mogę się doczekać – powiedziałam zgodnie z prawdą.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę, aż przyszła pora, żeby się pożegnać. Cała w skowronkach opuściłam swoje nowe miejsce pracy. Słońce świeciło mi prosto w oczy, oświetlając kamienne elewacje Rzymu. Przez chwilę stałam nieruchomo, wciągając głęboko powietrze, by na końcu uśmiechnąć się szeroko. Naprawdę, cholera, naprawdę się udało.
Zamiast brać taksówkę, zdecydowałam się na spacer. Przechodziłam obok kawiarenki, gdzie kelnerzy wykrzykiwali coś po włosku, a dym papierosowy mieszał się z aromatem espresso. Wszystko wydawało się świeże, pachnące nowymi możliwościami.
Przemierzałam zatłoczone turystami ulice, ale nawet to nie było w stanie ostudzić mojego entuzjazmu. Jutro zaczynam pracę w galerii sztuki w samym sercu miasta. Nie była może ona największa, ale miała renomę i, co najważniejsze, ktoś był gotów mnie zatrudnić.
Pierwsza i najważniejsza pozycja z listy po przybyciu właśnie została odhaczona. Zostało mi porządnie to uczcić i znaleźć jakieś towarzystwo. Byłam w mieście już tydzień i strasznie brakowało mi koleżanki. Kogoś, z kim mogłabym wyskoczyć na kawę…
Rozpierała mnie dobra energia, słońce grzało pięknie z góry. Postanowiłam, że wieczorem znajdę jakieś przyjemne miejsce, wpadnę na drinka i uczynię z tego swój mały triumf. Przechodziłam obok niewielkiego placu, gdzie artyści uliczni grali na skrzypcach i gitarach. Ludzie śmiali się, pili wino z plastikowych kubków, a ja nagle poczułam, że Rzym naprawdę ma w sobie coś, czego nie da się wyczuć przez ekran komputera.
Nowe życie stało dla mnie otworem.
Nie popełnię tego samego błędu. Przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie wplącze się w romans z szefem. I dotrzymam słowa.
Drzwi baru, znajdującego się za moimi plecami, otworzyły się z hukiem i fala muzyki wylała się na ulicę. Ktoś roześmiał się głośno, inna osoba zaklęła po włosku.
Odsunęłam się od ściany i poprawiłam pasek sukienki. Mała czarna była moim ulubionym, sprawdzonym wyborem. Wysokie szpilki, złote kolczyki i czerwone usta sprawiały, że czułam się trochę bardziej jak ta dawna wersja siebie sprzed katastrofy.
Dzisiaj miałam świętować. Jednak na razie nie weszłam do żadnego baru. Sam spacer uliczkami Trastevere wprawiał mnie w stan bliski upojenia.
– Wyglądasz, jakbyś wahała się między wejściem a ucieczką. – Niski głos sprawił, że moje ciało pokryła gęsia skórka.
Odwróciłam się ostrożnie. Mężczyzna stał pół kroku dalej i opierał się ramieniem o framugę drzwi. W słabym świetle ulicznej lampy wyglądał niebezpiecznie, a kiedy podniósł głowę, zobaczyłam jego prawie czarne oczy. Postawa nieznajomego zdradzała cholerną pewność siebie. Był wysoki, dużo wyższy ode mnie, z szerokimi ramionami i ciemnymi włosami, które wyglądały, jakby przed chwilą przeczesał je palcami. Czarna koszula opinała się na jego ramionach, a rękawy miał niedbale podwinięte. Nie wyglądał jak turysta. Był Włochem z krwi i kości.
Uniosłam brwi.
– Zawsze zaczepiasz samotne kobiety? – rzuciłam.
Uśmiechnął się krzywo.
– Tylko te interesujące.
– Och? – Skrzyżowałam ręce na piersi. – A skąd wiesz, że jestem interesująca?
Mężczyzna powoli i zdecydowanie bez wstydu przesunął po mnie spojrzeniem.
– Stoisz przed barem od pięciu minut – powiedział w końcu. – I wciąż nie weszłaś do środka.
Ciekawe.
– Nie dość, że mnie zaczepiłeś, to jeszcze obserwowałeś?
– Wyglądałaś na znudzoną. – Delikatnie wzruszył ramionami.
– Może po prostu lubię świeże powietrze.
– W Rzymie? – Uniósł brew. – Odważnie.
Zapadła krótka cisza. Z baru znów dobiegł śmiech, ktoś w środku krzyknął coś po włosku. Mężczyzna wyprostował się i zrobił krok w moją stronę.
– Świętujesz coś? – zapytał.
– Skąd ten pomysł? – odparłam pytaniem na pytanie.
Znowu to niedbałe wzruszenie ramionami.
– Kobieta ubrana tak jak ty, stojąca samotnie przed barem, świętuje albo próbuje zapomnieć.
Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu, potem westchnęłam.
– Nową pracę.
Jego brwi uniosły się minimalnie.
– W takim razie powinnaś być w środku.
– Dlaczego ty nie jesteś? – odbiłam piłeczkę.
Jego uśmiech stał się drapieżny. Poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa.
– Ja już tam byłem.
– I?
– Uznałem, że potrzebuję czegoś ciekawszego. – Delikatnie zniżył ton.
Nasze spojrzenia spotkały się i powietrze nagle zrobiło się gęstsze. Poczułam, że serce bije mi trochę szybciej. Może to przez wino, które wypiłam wcześniej. A może przez sposób, w jaki ten facet na mnie patrzył.
– Jak masz na imię? – niemal wymruczał.
– Livia – przedstawiłam się, unikając podawania nazwiska.
– Tylko Livia?
Uśmiechnęłam się cwaniacko.
– Na razie nie zasłużyłeś na więcej.
Przez sekundę wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko wyciągnął rękę.
– Enzo.
Zawahałam się przez chwilę, ostatecznie jednak uścisnęłam jego dłoń. Jak tylko go dotknęłam, całe moje ciało przeszył prąd. Rozchyliłam usta i spojrzałam mu prosto w oczy. Co to, kurde, było?
– Więc, Enzo – powiedziałam, pospiesznie wyswobadzając rękę z uścisku. – Czy to jest moment, w którym proponujesz mi drinka?
Jego uśmiech pogłębił się odrobinę.
– Nie.
– Nie? – Zaskoczył mnie. To nie tak podrywa się kobiety?
Pochylił się minimalnie.
– To jest moment, w którym pytam, czy masz ochotę na coś znacznie ciekawszego.
Powinnam czuć się oburzona tą bezpośrednią aluzją, ale zamiast tego zatrzepotałam rzęsami.
– Najpierw postaw mi drinka, a potem zobaczymy.
Błysnął zębami w zwycięskim uśmiechu. Niespiesznie podszedł do drzwi i otworzył je przede mną.
– W takim razie zapraszam, Livio.
Posłałam mu kokieteryjny uśmiech i weszłam do środka. Enzo od razu znalazł się obok, położył dłoń na dole moich pleców i pokierował nas do baru.
– Na co masz ochotę? – zapytał kurtuazyjnie.
– Co polecasz? – Sunęłam wzrokiem po półkach z alkoholem. Zastanawiałam się nad Aperol Sprtitz, ale słyszałam, że jest przereklamowany.
– Pozwolisz, że wybiorę dla ciebie?
Zerknęłam na niego. Matko kochana, miej mnie w opiece. Jednym z jego przodków musiał być rzymski bóg. Ten facet to prawdziwy adonis. Wyraźnie zarysowana szczęka, pokryta kilkudniowym zarostem. Szerokie barki, wąska talia. Ciemne włosy miał lekko pofalowane i nieco dłuższe. Na nadgarstku zobaczyłam też drogi zegarek. Hmmm, czyli też bogaty.
– Jasne.
– Dla pani Negroni Sbagliato, dla mnie tylko Negroni – zamówił.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Wykorzystałam ten moment, aby rozejrzeć się po zatłoczonym wnętrzu. W tle grała nastrojowa włoska muzyka. W międzyczasie barman podał nam napoje. Drink przeznaczony dla mnie wyglądał smakowicie.
– Więc… – zaczął Enzo, obracając szklankę między palcami. – Świętujesz nową pracę, tak?
Skinęłam głową.
– Dokładnie. Jestem tym strasznie podekscytowana.
Jego oczy błysnęły, jakby był rozbawiony tym, że potrafię mówić otwarcie.
– Ty coś świętujesz? – zagadnęłam, przyglądając mu się znad kieliszka.
– Nie, ja tylko wiodę swoje włoskie życie – odparł, nie odrywając ode mnie wzroku.
Niech to szlag.
– Czyli jesteś prawdziwym Włochem?
Leniwy uśmiech zawitał na jego wargach.
– Nie widać? – Mrugnął porozumiewawczo. – Ty z kolej, jeśli miałbym zgadywać, Amerykanka?
Z cichym śmiechem pokiwałam głową.
– Dobry jesteś – pochwaliłam go.
– Powiedz mi. – Nachylił się w moją stronę, a jego głos stał się niższy, ciepły i drapieżny. – Czy wiesz, co to znaczy wpaść w pułapkę rzymskiej gry?
Zmarszczyłam brwi, niepewna, ale ciekawość zwyciężyła.
– Jaką pułapkę?
Matko, jego uśmiech sprawiał, że robiłam się mokra.
– Taką, z której nie ma łatwego wyjścia. Wiesz, w tym mieście wszystko jest grą.
Przesunęłam spojrzeniem po jego twarzy, próbując odczytać coś więcej, ale on pozostawał niewzruszony. Przez co, cholera, jeszcze bardziej mnie intrygował.
– To brzmi jak ostrzeżenie – mruknęłam, unosząc szklankę w geście toastu.
– Uznałbym to za propozycję – odparł, stukając kieliszkiem w mój.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
– Więc, Enzo – powiedziałam, smakując jego imię. – Będziemy się dobrze bawić?
– Ze mną nie będziesz się nudzić, miadolce Livia1.
Upiłam łyk. Cholera, mocne to. Muszę pić wolniej, inaczej wstawię się szybciej, niż planowałam.
– Na zdrowie – rzuciłam.
– Za cudowną noc – odparł.
1 Moja słodka Livio.
Kilka drinków później bar nieco opustoszał. Enzo namówił mnie też na limoncello i naprawdę kręciło mi się już w głowie. Nie tylko od alkoholu, ale też on elektryzującej obecności mężczyzny obok. Dłoń Włocha od jakiegoś czasu spoczywała władczo na moim nagim udzie.
W pewnym momencie mężczyzna odsunął krzesło, wstał i podał mi rękę.
– W porządku, dolce mia2? – zapytał.
– Tak – powiedziałam, choć serce waliło mi jak młotem.
Jak tylko stanęłam na nogi, Włoch objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Od razu uderzył mnie jego zapach. Mieszanka, którą czułam przez cały wieczór, przyprawiała o dodatkowy zawrót głowy. Uniosłam podbródek, aby móc spojrzeć mu w twarz. Nawet w obcasach sięgałam mężczyźnie tylko do ramienia!
– Gotowa na to, co dla ciebie zaplanowałem? – wymruczał.
– Wiesz co, Enzo?
– Tak? – spytał, mrużąc oczy.
– Właśnie na to liczyłam – powiedziałam słodkim głosem.
Jego oddech muskający moje ucho, sprawił, że ciało zareagowało samo. Piersi nagle stały się nad wyraz wrażliwe. Przylgnęłam do niego, pragnąc uzależniającego dotyku tego mężczyzny.
Pochylił głowę, odruchowo wspięłam się na palce. Całe moje ciało napięło się w oczekiwaniu. Enzo musnął wargami moje usta i niemal się rozpłynęłam. Chwyciłam go za koszulę i dopiero wtedy pocałował mnie naprawdę. Cały świat się zatrzymał, liczyło się tylko tu i teraz. Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że można tak całować! Rozchyliłam wargi, a gdy jego język wtargnął do środka, zadrżałam niekontrolowanie. Przesunął nim po podniebieniu, skubnął zębami dolną wargę.
Jego ręce zsunęły się wzdłuż moich pleców, mocno przyciągając mnie do siebie. Pocałunek był elektryzujący, pełen pewności i dominacji, które nie dawały mi szansy na opór.
– Zabieram cię stąd – warknął między kolejnymi pocałunkami. Jego głos drżał od napięcia.
Moje ciało płonęło, każdy centymetr krzyczał o więcej tego cudownego adonisa. Oderwał się na chwilę, żeby spojrzeć mi w oczy. Wplótł palce w moje blond włosy i patrzył tak, jakby mnie już zdobył, choć nic takiego jeszcze nie miało miejsca.
Przesunęłam dłońmi po jego klatce piersiowej, czując pod koszulą napięte mięśnie.
– Jestem na tak – powiedziałam, wspierając się na nim.
Enzo wyprowadził nas na ulicę, machnął ręką na przejeżdżającą taksówkę i wepchnął mnie do środka. Po włosku podał kierowcy adres, przez co wyłapałam tylko słowo albergo, czyli hotel. Mój otumaniony alkoholem umysł kazał mi się nad tym zastanowić. Zmarszczyłam brwi.
– Nie jedziemy do ciebie? – spytałam.
– Jedziemy tam, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał – mruknął, przesuwając dłoń w górę po moim udzie.
A jeśli miał żonę? Zerknęłam na rękę, ale nie widziałam obrączki.
– Jesteś w związku? – wypaliłam.
Enzo spoważniał i już myślałam, że wszystko spieprzyłam. Wstrzymałam oddech w oczekiwaniu na odpowiedź. Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu, aż w końcu pokręcił głową.
– Nie. – Jego dłoń zacisnęła się mocniej na moim udzie.
Ledwo zauważalnie wypuściłam powietrze z płuc.
– A gdybym był? – zapytał cicho.
– Wtedy wysiadłabym z tej taksówki – powiedziałam natychmiast.
Co do tego nie miałam wątpliwości. Może i był najseksowniejszym mężczyzną, jakiego widziałam, ale miałam swój kodeks moralny.
Nachylił się bliżej mojego ucha.
– Dobrze – mruknął. – Lubię kobiety z zasadami.
Zadrżałam, z trudem tłumiąc jęk.
– Tym bardziej kuszące jest ich łamanie.
Taksówka ruszyła gwałtownie, wciskając mnie w siedzenie. Rzym nocą przesuwał się za oknami jak rozmazany obraz. Wąskie uliczki, światło latarni i zabytkowe budynki. Enzo nadal trzymał rękę na moim udzie, kciukiem zataczając leniwe kręgi na skórze i wprawiając tym moją krew we wrzenie.
Zerknęłam na niego z boku.
Siedział rozluźniony, z jedną ręką opartą o siedzenie, drugą na mnie. Wyglądał tak, jakby robił to setki razy. Jakby nocne przejażdżki taksówką z kobietami były dla niego czymś zupełnie zwyczajnym.
Ta myśl nieco mnie otrzeźwiła.
Taksówka skręciła w spokojniejszą ulicę i po chwili zatrzymała się przed elegancką kamienicą. Nad wejściem świecił dyskretny szyld hotelu. Światło lamp odbijało się w marmurowych schodach prowadzących do środka.
Enzo zapłacił kierowcy, zanim zdążyłam sięgnąć po torebkę.
– Następnym razem ty – rzucił lekko.
Serce zabiło mi szybciej na te dwa słowa. Następnym razem.
Wysiadłam z samochodu. Nocne powietrze było ciepłe i pachniało jaśminem z pobliskiego patio. Enzo położył dłoń na moich plecach i poprowadził mnie w stronę drzwi. Wnętrze hotelu było niemal puste. Wysoki hol oświetlały kryształowe lampy, a na marmurowej podłodze odbijało się miękkie światło. Przy recepcji stała młoda kobieta w eleganckim uniformie.
Jej spojrzenie przesunęło się po nas szybko. Najpierw po Enzo, potem po mnie i zatrzymało się o sekundę za długo. Stojąc w holu, ubrana w małą czarną, z lekko rozmazaną szminką i w towarzystwie Włocha, sprawiałam wrażenie panienki lekkich obyczajów.
Recepcjonistka uniosła brwi w ledwie zauważalnym geście. Ciepło alkoholu w moich żyłach nagle zmieniło się w coś nieprzyjemnego. Na moment zwolniłam krok, Enzo natychmiast to zauważył.
– Hej. – Jego głos był niższy niż wcześniej. – Wszystko w porządku?
Spojrzałam na kobietę, która udawała, że sprawdza coś w komputerze. Przez głowę przemknęła mi absurdalna myśl. Wyglądałam jak dziwka. Prychnęłam w duchu na samą siebie, przecież sama tego chciałam. Przez cały wieczór flirtowałam z nim bez najmniejszych oporów.
– Tak – powiedziałam w końcu. – Po prostu wypiłam za dużo wina.
Obserwował mnie uważnie, szukając oznak fałszu. Nie wiem co znalazł, bo powoli skinął głową. Recepcjonistka podała mu kartę do pokoju, nawet na mnie nie patrząc.
– Buona notte3– powiedziała uprzejmie.
Enzo podziękował jej skinieniem.
– Buona notte.
Winda o tej godzinie była pusta. Gdy drzwi się zamknęły, przez chwilę słyszeliśmy tylko miękkie buczenie mechanizmu. Stałam obok niego, patrząc na zmieniające się numery pięter. Czułam ciepło bijące od mężczyzny, jego oszałamiający zapach. I nagle znowu zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam była jednak wrócić do domu.
Nie rozumiałam skąd te wątpliwości. W przeszłości zdarzało mi się miewać jednorazowe przygody.
Drzwi windy otworzyły się z cichym dźwiękiem. Korytarz był długi i wyłożony grubym dywanem w ciemnym kolorze. Światła przy ścianach rzucały złote refleksy na obrazy w ciężkich ramach.
Enzo zatrzymał się przy jednych z drzwi i przyłożył kartę. Zamek kliknął, mężczyzna otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Pokój był większy, niż się spodziewałam. Szerokie łóżko z białą pościelą stało na środku, a nad nim wisiał ogromny obraz przedstawiający fragment starego Rzymu. Przy oknie znajdowała się niska sofa i stolik z butelką wody oraz kieliszkami. Zasłony były ciężkie, w kolorze głębokiego granatu.
Z balkonu wpadało ciepłe światło miasta. Przez moment po prostu stałam w progu. Nowa praca. Nowe miasto. Nowe życie. Zabaw się, Rossi. Żyj.
Znalazłam się w pokoju hotelowym z nieznajomym Włochem, który patrzył na mnie tak, jakby zamierzał mnie zaraz zjeść. Za moimi plecami drzwi zamknęły się cicho.
2 Moja słodka
3Dobrej nocy.
Odwróciłam się i stanęłam twarzą z przystojnym adonisem. Enzo uśmiechnął się drapieżnie, w kilku krokach pokonał dzielącą nas odległość i wziął mnie w ramiona. W tej sekundzie wszystkie wątpliwości wyparowały mi z głowy.
Zarzuciłam mu ręce na szyję i przylgnęłam do niego. Tym razem Włoch nie zamierzał się patyczkować. Ścisnął moje pośladki i zaczął je ugniatać. Nie tracąc czasu, zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Przerwałam pocałunek, pragnąc podziwiać stojące przede mną dzieło natury.
Materiał rozsunął się powoli, odsłaniając fragment opalonej skóry. Z trudem przełknęłam ślinę. Gdy spadł z jego ramion i ujrzałam go w pełnej krasie, jęknęłam. Miał boskie ciało: szerokie barki, wyraźnie zarysowane mięśnie klatki piersiowej i brzuch tak napięty, jakby sam Michał Anioł wyrzeźbił go dłutem. Ciemna linia włosów znikała pod paskiem spodni. Na chwilę kompletnie zapomniałam, gdzie jestem. I po co tu przyszłam.
Enzo zauważył, że się gapię. Kącik jego ust drgnął lekko.
– Coś nie tak, moja słodka?
Z ogromnym wysiłkiem oderwałam wzrok od jego klatki piersiowej.
– Nie – mruknęłam. – Wręcz przeciwnie.
Jego uśmiech stał się niebezpieczny.
– Teraz moja kolej, abym odpakował swój prezent.
Sięgnął do suwaka sukienki i uporał się z nim bez problemu. Zadrżałam, kiedy kłykciami musnął nagą skórę. Materiał opadł na podłogę, odsłaniając moje ciało odziane w czarną koronkową bieliznę.
– Sei ancora più bella di quanto immaginassi4 – wymruczał, sunąc płonącym spojrzeniem po moich krągłościach.
Nasze usta po raz kolejny spotkały się w pełnym żaru pocałunku. Rozpięłam mu spodnie i wsunęłam w nie rękę. Poprzez materiał bielizny chwyciłam za twardego kutasa. Enzo sapnął, złapał mnie za ramiona i odsunął od siebie. Spojrzałam na niego zdezorientowana. Zrobiłam coś źle?
– Na kolana – rozkazał.
O mamusiu…
Te same ugięły się pode mną, słysząc apodyktyczny ton. Opadłam przed nim, a imponująca wypukłość znalazła się na wysokości mojej twarzy. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego.
Oddychał ciężko, miał rozchylone usta, a jego pierś falowała. Opuścił spodnie, wraz z nimi bokserki i moim oczom ukazało się to, co jeszcze kilka sekund temu trzymałam w dłoni. Gruby, z wyraźnymi żyłami zarysowanymi pod skórą, kutas prężył się dumnie. Zaschło mi w ustach, zwilżyłam je koniuszkiem języka.
– Ssij, Livio.
Mój oddech stał się płytki. Przybliżyłam do niego twarz i zamknęłam usta na samej główce. Enzo jęknął głośno, jego palce wplotły się w moje włosy. Zachęcona reakcją kochanka, wzięłam go głębiej, aż odbił się od tylnej ściany gardła. Wycofałam się powoli, tłumiąc odruch wymiotny.
Jedną ręką masowałam pełne jądra. Włoch poruszał biodrami, pieprząc moje usta. Pozwalałam mu na to, rozkoszując się jego przyjemnością.
– Dolce mia… mi farai impazzire5 – powiedział ochryple.
Ssałam i lizałam na zmianę, dając z siebie wszystko. W pewnym momencie wycofał się, dźwignął mnie z podłogi i zanim zdążyłam się zorientować, zaniósł na łóżko. Sam zajął miejsce między moimi udami, stanowczym ruchem rozkładając mi nogi. Pozbawił mnie stringów i w ten sposób leżałam przed nim naga, nie licząc skąpego stanika.
Jego język zaczął pieścić moją cipkę.
– Jesteś tak cudownie słodka… – wymruczał pomiędzy liźnięciami.
Chwyciłam pościel i zacisnęłam na niej palce. Poruszałam bezwiednie biodrami, znajdując się na krawędzi. Balansowałam między rozkoszą a chęcią przeciągnięcia tej chwili w nieskończoność.
Kiedy wsunął we mnie jeden palec, zobaczyłam fajerwerki. Krzyknęłam, poddając się orgazmowi. Wstrząsnął mną pierwszy spazm rozkoszy, moje mięśnie zacisnęły się na jego palcu. Enzo ani myślał przestać, aż zaczęły mi drżeć nogi. W końcu uniósł się nade mną, jego włosy były rozkosznie potargane od moich palców, a usta nabrzmiałe. Sam jego widok wystarczył, abym poczuła kolejny skurcz w podbrzuszu…
Obrócił mnie na brzuch, uniósł mi biodra i wykręcił ręce na plecy. Krzyknęłam, zaskoczona tą nagłą zmianą pozycji. Z twarzą wciśniętą w materac słyszałam, jak rozrywa opakowanie prezerwatywy. Cała się spięłam w oczekiwaniu na to, co miało zaraz nadejść.
Enzo wszedł we mnie szybkim i mocnym pchnięciem. Krzyknęłam po raz kolejny. Nie dał mi czasu, abym przywykła do jego rozmiaru i od razu zaczął się poruszać. Zacisnęłam powieki, kiedy ból mieszał się z rozkoszą. Odgłos uderzanych o siebie nagich ciał wypełnił pokój.
Jęczałam głośno, podczas gdy on pieprzył mnie ostro. Wciąż miałam na sobie czarne szpilki i starałam się nie dźgnąć go obcasem. Włoch naparł na mnie całym ciałem, jego ruchy były brutalne. Pędziłam w stronę kolejnego orgazmu.
Kiedy myślałam, że dojdę, on wycofał się bez ostrzeżenia. Jęknęłam z frustracji. Wtedy odwrócił mnie na plecy.
– Chcę widzieć twoją twarz, bella, kiedy będę się w tobie spuszczał.
Wbił się we mnie, oplotłam go nogami w pasie. W tej chwili było mi obojętne, czy wbijam mu obcasy w tyłek.
– Dalej, moja słodka Livio – wysapał.
Sięgnął ręką do mojej cipki i kciukiem potarł łechtaczkę. To wystarczyło, bym wybuchła. Ruchy Enzo stały się urywane, szybsze. Stracił kontrolę na sekundę przed tym, jak doszedł.
Zamknęłam oczy, czując, jak kropelki potu gromadzą mi się między łopatkami. Enzo wyrzucił zużytą prezerwatywę i upadł na materac obok. Nie planowałam zostawać na noc, ale byłam tak cholernie zmęczona…
Mężczyzna otoczył mnie ramionami i wtulił twarz w moje włosy. Zasnęłam sekundę później.
Obudziłam się nagle i przez chwilę nie wiedziałam nawet dlaczego. Pokój tonął w półmroku, tylko przez szparę między zasłonami wpadało miękkie światło rzymskich latarni. Na ulicy gdzieś daleko przejechał samochód, a potem znów zapadła cisza. Leżałam nieruchomo, próbując zorientować się w sytuacji. Potem poczułam ciężar ramienia przerzuconego przez mój brzuch.
Enzo.
Powoli odwróciłam głowę. Spał na prawym boku z jedną ręką pod głową, drugą wciąż obejmując mnie w talii. Oddychał spokojnie i głęboko. W półmroku widziałam zarys jego twarzy: mocną linię szczęki, cień zarostu i ciemne włosy opadające lekko na czoło.
– Brawo, Livia – mruknęłam do siebie.
Powinnam wyjść, najlepiej teraz, zanim zacznie się niezręczna rozmowa przy hotelowej kawie. Wstałam ostrożnie i zaczęłam zbierać rzeczy z podłogi. Sukienka, buty, torebka. Po chwili znów byłam ubrana.
Jeszcze tylko szybkie spojrzenie na łóżko.
Enzo dalej leżał na boku, a kołdra zsunęła mu się do połowy bioder. W słabym świetle jego tors wyglądał jeszcze bardziej imponująco niż wieczorem. Mięśnie brzucha napinały się lekko przy każdym spokojnym oddechu.
Boże. Naprawdę miałam szczęście w tej loterii genetycznej.
Sięgnęłam po telefon. Przez moment wahałam się, a potem uśmiechnęłam pod nosem. Cicho podeszłam bliżej łóżka, uniosłam komórkę i zrobiłam jedno szybkie zdjęcie. Na ekranie pojawił się obraz śpiącego Enzo. Potargane włosy, naga klatka piersiowa i absolutnie nieświadoma twarz mężczyzny, który wyglądał jak wcielenie grzechu. Idealna pamiątka z tej szalonej nocy.
Schowałam telefon do torebki.
– Ciao, diable – szepnęłam pod nosem.
Jeszcze przez sekundę patrzyłam na niego w ciszy, następnie odwróciłam się, wzięłam torebkę i na palcach podeszłam do drzwi. Zamknęłam je za sobą bezgłośnie, zostawiając w pokoju mężczyznę, którego już pewnie nigdy nie zobaczę.
4 Jesteś jeszcze piękniejsza, niż sobie wyobrażałem.
5 Moja słodka… doprowadzisz mnie do szaleństwa.
Obudziłam się zdecydowanie za wcześnie. Pierwsze, co poczułam, to pulsowanie w skroniach i dziwne zmęczenie w całym ciele. Kilka pierwszych minut leżałam na plecach, gapiąc się w sufit mieszkania. Wspomnienia atakowały mój zmęczony umysł. Bar, drink, hotel, niewiarygodny seks. Enzo. Jęknęłam cicho i zakryłam twarz poduszką.
– Genialnie, Livia – wymamrotałam. – Pierwszy dzień pracy, a ty zaczynasz go na kacu.
Obróciłam się na bok i sięgnęłam po telefon. Przez moment patrzyłam na ekran, aż w końcu otworzyłam galerię. Kliknęłam ostatnie zdjęcie i zobaczyłam Enzo. Serce zabiło mi szybciej. Boże, był absurdalnie przystojny.
Szybko zablokowałam telefon i rzuciłam go na obok.
– Nie myśl o nim – powiedziałam stanowczo do pustego pokoju.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Westchnęłam ciężko i zwlekłam się z łóżka. Szybki prysznic trochę mnie otrzeźwił, choć nie na tyle, żeby pozbyć się obrazów z poprzedniej nocy. Po chwili stałam już przed lustrem w sypialni. Włożyłam elegancką beżową sukienkę, która kończyła się kilka centymetrów nad kolanem. Do tego dobrałam klasyczne szpilki i delikatną biżuterię. Włosy spięłam w luźny kok, żeby wyglądać choć trochę profesjonalnie. Kiedy skończyłam, spojrzałam na swoje odbicie krytycznie.
– Nowe życie – mruknęłam, po czym chwyciłam torebkę i wyszłam z mieszkania.
Galeria Vetro wyglądała z rana jeszcze bardziej elegancko niż poprzedniego dnia. Słońce wpadało przez ogromne okna, odbijając się od jasnych ścian i wypolerowanej podłogi.
Isabella czekała już na mnie przy biurku.
– Dzień dobry, Olivio – powiedziała uprzejmie.
– Dzień dobry. – Starałam się brzmieć świeżo, choć w rzeczywistości potrzebowałam trzech litrów kawy i tygodnia snu.
Włoszka podała mi cienki segregator.
– Dzisiaj zaczniemy od czegoś prostego. Musimy uporządkować katalog do części naszej kolekcji. Sporo prac wymaga zaaktualizowania dokumentacji.
Otworzyłam segregator. Zawierał setki numerów, opisów obrazów, dat, autorów i kolekcjonerów. Och, czyli papierkowa robota.
– Będziesz sprawdzać zgodność dokumentów z bazą danych – kontynuowała Isabella rzeczowym tonem. – Czasami pojawiają się drobne różnice w opisach lub datowaniu.
Skinęłam głową.
– Rozumiem.
Usiadłam przy jednym z biurek i zaczęłam przeglądać katalog. Minęło może dziesięć minut, a ja już po raz trzeci przyłapałam się na tym, że zamiast czytać opis obrazu, widzę przed sobą ciemne oczy Enzo. Potrząsnęłam głową i przegoniłam natrętne wspomnienie.
– Wszystko w porządku? – zapytała Isabella, zauważając moją minę.
– Tak – odparłam szybko. – Źle spałam tej nocy – skłamałam.
Kobieta skinęła głową ze zrozumieniem. Przez chwilę pracowałyśmy w ciszy. W końcu odłożyłam długopis i spojrzałam na nią.
– Nie zapytałam o to wcześniej, ale kiedy poznam właściciela galerii?
Isabella uniosła wzrok znad dokumentów.
– Lorenzo De Santi?
– Tak.
Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
– Wątpię, że w ogóle go poznasz.
Poczułam ukłucie rozczarowania i zmarszczyłam brwi.
– Nie przychodzi tu?
– Och, przychodzi – wyjaśniła. – Po prostu rzadko spotyka się z pracownikami.
– Czyli jest… tajemniczy?
– Można tak powiedzieć. – Zamknęła folder i odłożyła go na bok. – Pan De Santi prowadzi wiele interesów jednocześnie. Galeria jest tylko jednym z nich.
– A kto kontaktuje się z nim w sprawach galerii?
Isabella poprawiła okulary.
– Ja.
– Tylko ty?
– Jestem jego osobistą asystentką – odparła. – Wszystkie sprawy związane z galerią przechodzą przez mnie.
Pokiwałam głową powoli. Czyli wielki szef, którego nikt nie widuje. Interesujące.
– Nie martw się – dodała po chwili. – Jeśli pan De Santi będzie chciał się z tobą spotkać, na pewno się o tym dowiesz.
Reszta dnia minęła mi w towarzystwie katalogów, numerów i dat. Po pierwszej godzinie zaczęłam rozumieć, dlaczego Isabella mówiła o tym z taką powagą. Każdy obraz miał swoją historię, ale dokumentacja była piekielnie szczegółowa. Autor, rok powstania, wcześniejsi właściciele, aukcje, konserwacje. Jeśli coś się nie zgadzało, trzeba było to zaznaczyć. Po trzech godzinach zaczęłam podejrzewać, że moje oczy zaraz eksplodują.
– Przyzwyczaisz się – powiedziała, kiedy po raz trzeci masowałam skroń. – Na początku wszyscy reagują tak samo.
– To pocieszające – mruknęłam.
Wróciłam do katalogu, ale koncentracja zaczęła mi się rozjeżdżać. Winne temu były trzy rzeczy: brak snu, za dużo kawy i jeden cholernie przystojny Włoch, który nie chciał wyjść z moich myśli. Potrząsnęłam lekko głową. Skup się, Livia.
W końcu zegar na ścianie pokazał koniec dnia. Zamknęłam segregator z wyraźną ulgą i przeciągnęłam się na krześle.
– Na dzisiaj wystarczy – rzuciła Isabella, zbierając swoje dokumenty. – Jutro pokażę ci magazyn galerii.
Magazyn? To brzmiało zdecydowanie ciekawiej niż katalogi.
– Do zobaczenia jutro – dodała.
– Do zobaczenia.
Kiedy wyszłam z galerii, słońce zaczynało już powoli zachodzić nad Rzymem. Ciepłe światło odbijało się od kamiennych budynków, a powietrze pachniało kawą i pieczonymi kasztanami z małego stoiska przy ulicy. Spacer do domu zajął mi kilkanaście minut. Kamienica, w której wynajmowałam mieszkanie, była niewielka i trochę schowana między większymi budynkami. Wyglądała jak inne: stare drewniane drzwi, wąskie schody i balkon z kutą balustradą.
W całym budynku były tylko dwa mieszkania. Moje usytuowane na drugim piętrze i jedno na pierwszym. Właściciel mówił mi o tym przy podpisywaniu umowy, ale od tygodnia nikogo tam nie widziałam. Dopiero teraz na kogoś wpadłam. Kiedy wchodziłam po schodach, drzwi na pierwszym piętrze otworzyły się nagle, a z mieszkania wyszła kobieta o ciemnych włosach i oliwkowej cerze. Miała na sobie dopasowaną sukienkę i trzymała w ręku torebkę. Na mój widok zatrzymała się na chwilę.
– Och! – Uśmiechnęła się szeroko. – Ty musisz być moją nową sąsiadką.
Jej angielski miał miękki włoski akcent.
– Livia – przedstawiłam się.
– Chiara.
Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
– Myślałam, że mieszkam tu sama – zaśmiała się. – Dopiero wczoraj wróciłam z Mediolanu.
– Wychodzi na to, że masz sąsiadkę – odparłam.
– I to bardzo ładną, jak widzę. – Chiara zmierzyła mnie spojrzeniem od stóp do głów. – Jesteś blondynką! – pisnęła.
Zdążyłam już przywyknąć do tego, że moje jasne włosy przyciągały spore zainteresowanie.
– Zauważyłam, że to dla was fascynujące.
Włoszka pominęła moją uwagę.
– Wracasz z pracy?
– Tak, pierwszy dzień w galerii.
Jej oczy rozbłysły.
– W takim razie musimy to uczcić.
Uniosłam brwi.
– Musimy? – spytałam z pewną dozą ostrożności. Amerykanie nie byli aż tak otwarci, jak Włosi i ciągle przystosowywałam się do ich kultury.
– Oczywiście. – Wskazała kciukiem w stronę ulicy. – Bar jest dosłownie obok, nie daj się prosić. Marzyłam, żeby mieć towarzyszkę do plotek.
Spojrzałam w dół schodów. Prawdę mówiąc, pomysł drinka po tym dniu brzmiał jak najlepsza rzecz na świecie.
– Tylko jeden – zastrzegłam. – Muszę się porządnie wyspać.
Chiara uśmiechnęła się triumfalnie.
– Jeden to we Włoszech bardzo elastyczne pojęcie – odparła ze śmiechem.
Kilka minut później siedziałyśmy już przy małym stoliku na zewnątrz. Bar był przytulny, z ciepłym światłem lamp i cichą muzyką sączącą się z wnętrza.
Kelner postawił przed nami dwa kieliszki.
– Za nową pracę – powiedziała Chiara.
Uniosłam swój.
– I nową sąsiadkę.
Szkło zadźwięczało lekko. Upiłam łyk i oparłam się wygodniej na krześle.
Rzym powoli pogrążał się w wieczornym gwarze, a ja nagle poczułam, że może to nowe życie naprawdę ma sens.
Nadszedł upragniony piątek. Gdyby ktoś zapytał mnie, jak minął mój pierwszy tydzień pracy w galerii Vetro, odpowiedziałabym jednym słowem: katalogi. Setki katalogów. Numery, daty, nazwiska kolekcjonerów i opisy dzieł, które brzmiały tak podobnie, że zaczynałam mieć wrażenie, iż czytam w kółko to samo zdanie. Westchnęłam cicho i przewróciłam kolejną stronę dokumentów.
