Cisza nad jeziorem - Klimek Mariusz - ebook
NOWOŚĆ

Cisza nad jeziorem ebook

Klimek Mariusz

0,0

73 osoby interesują się tą książką

Opis

Kiedy po wielu latach nieobecności Mariusz Keller wraca do rodzinnego Sarnowa sprzedać dom po zmarłym ojcu, nie spodziewa się, że w tym małym, sennym miasteczku natychmiast upomni się o niego przeszłość. Odkryte nad brzegiem jeziora zwłoki kobiety, niezamknięta sprawa zaginionej przed laty dziewczyny i zmowa milczenia wśród mieszkańców – to wszystko wciąga go w konieczność przeprowadzenia prywatnego śledztwa, gdzie każda zdobyta informacja może kosztować kolejne życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Mariusz Klimek
Cisza nad jeziorem
* darmowy fragment *
© Copyright by Mariusz Klimek 2025Projekt okładki: Robert KuderaFotografia autora na tylnej okładce: Franek Bednarczyk
ISBN 978-83-7564-736-5
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl

Rozdział 1Powrót

Silnik samochodu warknął niechętnie, gdy skręcał z głównej drogi na wąski, zasypany liśćmi dukt prowadzący do jeziora. Jeszcze kilka zakrętów i zobaczy dom – ten sam, w którym jako nastolatek pisał swoje pierwsze piosenki i pił pierwszą wódkę ukradzioną ojcu z barku. Teraz wracał do niego po dwudziestu latach, starszy o siwe włosy, kilka nieudanych związków i jedną niewydaną powieść. Mariusz Keller – kiedyś muzyk z ambicjami, dziś dziennikarz śledczy w zawieszeniu – nie planował wracać do rodzinnego Sarnowa, ale ojciec nie żył, dom trzeba było posprzątać, sprzedać, zamknąć rozdział. Zatrzymał się na szczycie pagórka. Jezioro leżało nieruchome, jakby zasnęło. Nad taflą unosiła się mgła, a cisza była gęsta jak śmietana. I wtedy ją zobaczył – kobietę leżącą tuż przy brzegu, ubraną w czerwoną sukienkę, całkowicie nieruchomą. Przez chwilę myślał, że to przywidzenie, ale gdy wysiadł z auta i ruszył w dół, wiedział już, że coś jest nie tak. Bo gdy podszedł bliżej, zobaczył, że kobieta nie oddycha. Mariusz uklęknął przy ciele. Skóra była zimna, nienaturalnie blada, a oczy otwarte, wpatrzone w coś, czego już nie było. Czerwona sukienka kontrastowała z szarością poranka i mgłą, która wciąż snuła się nad jeziorem jak duch. Włosy kobiety były długie, ciemne i częściowo mokre. Nie znał jej… a może znał. Twarz wydawała się znajoma, jakby z przeszłości, z koncertu, z baru… albo z lokalnych plotek. W Sarnowie wszystko prędzej czy później obracało się w plotkę.

Mariusz sięgnął po telefon, ale zasięgu nie było. Typowe. Spojrzał na taflę jeziora – teraz wydawała się dziwnie niespokojna, jakby drżała. Przeszedł go dreszcz. Stał tak chwilę, zanim ruszył w stronę domu, by wezwać pomoc z telefonu stacjonarnego, który o dziwo, działał lepiej niż nowoczesne cuda technologii.

Kiedy odkładał słuchawkę, usłyszał znajomy dźwięk. Skrzypienie drzwi wejściowych. Odwrócił się i zamarł.

– To naprawdę ty? – zapytała kobieta w progu. Była niższa, niż zapamiętał, ale oczy te same. Zielone i przenikliwe.

– Julia? – powiedział cicho.

Uśmiechnęła się smutno.

– Myślałam, że już nigdy tu nie wrócisz.

Stała w progu jak cień z przeszłości. Ta sama sylwetka, choć nieco drobniejsza, włosy wciąż rude, splecione w niedbały warkocz, Kiedyś śpiewała z nim w zespole, zanim wszystko się posypało, zanim wyjechał, zanim ona została i zamilkła. Ich ostatnia rozmowa skończyła się trzaśnięciem drzwi, butelką rozbitą o ścianę i… ciszą, która trwała dekadę.

– Co ty tu robisz? – zapytał.

– Słyszałam, że wróciłeś.

– Czy coś się stało? Wyglądasz na przerażonego.

– Tak, znalazłem martwą kobietę nad brzegiem jeziora…

– Wiadomo już, kto to?

– Nie. To się stało dosłownie kilka minut temu, dopiero co dzwoniłem na policję.

Zamilkli. Cisza znów rozlała się między nimi, ciężka jak mgła. Julia weszła do środka, bez pytania.

– Nie myślałeś, że to jezioro… że ono coś w sobie ma? – zapytała, patrząc przez okno.

– Co masz na myśli?

– Że przyciąga śmierć. To nie pierwszy raz.

Mariusz odwrócił się gwałtownie.

Julia spojrzała mu prosto w oczy.

– Moja siostra zniknęła dziesięć lat temu, miała wtedy siedemnaście lat. Też nad jeziorem. I nikt nigdy jej nie znalazł.

Mariusz usiadł ciężko na fotelu – tym samym w którym ojciec przesiadywał wieczorami z gazetą i kieliszkiem nalewki. Spojrzał na Julię z mieszaniną zdziwienia i niepokoju.

– Twoja siostra… przecież mówiłaś kiedyś, że wyjechała za granicę.

– Bo tak było łatwiej powiedzieć. Łatwiej, niż przyznać, że zniknęła bez śladu. – Julia podeszła do okna, jakby szukała tam odpowiedzi. – Ostatni raz widziano ją właśnie tutaj. W czerwonej sukience.

Zamilkł. Serce zabiło mu mocniej. Spojrzał w stronę jeziora – martwa kobieta miała na sobie czerwoną sukienkę. Taką samą?

– Myślisz, że to może być…

Julia pokręciła głową.

– Nie. Ale może to nie przypadek. Może to ma z tym związek.

Zanim zdążył odpowiedzieć, usłyszeli dźwięk syren. Radiowóz podjechał pod dom, a z niego wysiadł komisarz Peter – człowiek, który wyglądał, jakby urodził się zmęczony, kurtka z przetartym emblematem policji.

– Pan Keller? – zapytał, wchodząc bez zaproszenia.

– Tak. To ja znalazłem ciało.

Peter spojrzał na Julię, potem znów na Mariusza.

– Będę potrzebował, żeby pan pojechał ze mną. Mamy trochę pytań. A państwa znajomość z ofiarą może być istotna.

– Nie znałem jej – rzucił Mariusz.

– Możliwe, ale ona znała pana.

Komisarz wyciągnął z kieszeni foliowy woreczek z pogniecioną kartką.

– Znaleźliśmy to w jej kieszeni. Kartka z pana nazwiskiem i numerem telefonu.

Rozdział 2Dziesięć lat wcześniej

Było duszno jak na wrzesień. Niebo było błękitne, a słońce miało odcień starego złota, jakby świat oglądany był przez lekko przydymione szkło. Julia miała wtedy dziewiętnaście lat. Jej siostra Natalia – siedemnaście. Tamten dzień pamięta jak kadr wyrwany z filmu – dźwięki, zapach, obraz w zwolnionym tempie. Kłóciły się o chłopaka, oczywiście o wyjazd, o przyszłość, o wszystko, co wtedy wydawało się wielkie i ostateczne. Julia nie pamiętała już słów, ale pamiętała trzask drzwi i echo kroków Natalii, gdy ta wybiegła z domu w czerwonej sukience. Wieczorem nie wróciła. Julia najpierw pomyślała, że się obraziła, że wróci nad ranem – ale nie wróciła. Ani wtedy, ani nigdy. Ostatni raz ktoś widział ją nad jeziorem, samotnie siedzącą na pomoście. Potem zniknęła, jakby woda ją pochłonęła. Policja przeszukała okolicę, wypytywano mieszkańców, przeczesano jezioro. Bez śladów. Bez ciała. Bez odpowiedzi. Rodzice zamknęli się w sobie. Julia też. Po latach przestała mówić o Natalii – tak było łatwiej, bez ciągłego „może” i „co jeśli”. Aż do dzisiaj. Bo ciało kobiety w czerwonej sukience, mimo że nie była to Natalia, obudziło coś, co Julia trzymała głęboko. Coś, co nie dawało spokoju. Instynkt. Albo lęk. A może jedno i drugie.

Rozdział 3Powiązania

Mariusz przyglądał się kartce w przezroczystym woreczku. Pismo było kobiece, lekko pochylone w prawo. Bez podpisu. Sam numer, jego imię i nazwisko. Żadnych innych notatek.

– Nigdy wcześniej jej nie widziałem – powtórzył, patrząc na komisarza Petera.

– Może, ale ona pana znała. – Komisarz nie wyglądał na przekonanego. – Zidentyfikowaliśmy ją. Nazywała się Magdalena Sawicka. Mieszkała w Gdańsku, przyjechała tu trzy dni temu. Niby na urlop. Wynajęła pokój w agroturystyce u państwa Gruszków.

– Nic mi to nie mówi – powiedział Mariusz, choć coś w środku zadrżało. To nazwisko brzmiało znajomo.

Julia, dotąd cicho stojąca z boku, odezwała się:

– Sawicka? Ona była dziennikarką. Pisała kiedyś tekst o zaginięciu Natalii, ale nie pod własnym nazwiskiem. Używała wtedy pseudonimu Marlena Sowa.

Mariusz spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– I nie powiedziałaś mi tego wcześniej?

– Nie wiedziałam, że to ona… Nie sądziłam, że wróci do tej sprawy. – Julia spuściła wzrok. – Myślałam, że już nikt nie wróci.

Peter zapisał coś w notatniku.

– Pytanie tylko, dlaczego teraz. I dlaczego zginęła w sukience takiej samej jak ta, w której zniknęła Natalia.

Zapanowała cisza. Każde z nich czuło, że to nie był przypadek, że coś zaczęło się poruszać. Coś, co przez lata leżało głęboko zakopane pod warstwą wspomnień i milczenia.

Peter schował notatnik.

– Zanim wyjedzie pan z miasta, proszę mnie poinformować i… radzę nie zbliżać się do śledztwa. Oficjalnie nie ma pan z tym nic wspólnego.

Ale kiedy drzwi się zamknęły, Julia spojrzała na Mariusza wymownie.

– Ona tu nie przyjechała przypadkiem. I nie pisała tylko o Natalii. Pisała też o tobie.

Mariusz poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy.

– Co masz na myśli? – zapytał powoli, jakby każde słowo ważyło więcej niż poprzednie.

– Magdalena pisała bloga – powiedziała Julia, sięgając do torebki. – Pamiętam, że po zaginięciu Natalii trafiłam na jej tekst. Pisała o sprawach, które wyglądały jak zmyślone, ale niektóre szczegóły były zbyt precyzyjne. Zbyt nasze.

Wyciągnęła telefon, odblokowała go i podała Mariuszowi. Na ekranie widniał wpis sprzed dwóch tygodni.

Wracam do Sarnowa. Dziesięć lat temu zniknęła dziewczyna, ale może nie była jedyną. Może klucz leży w muzyku, który wtedy opuścił miasto. W tym, który nigdy nie napisał swojej ostatniej piosenki.

Mariusz poczuł ścisk w żołądku. To o nim. Magdalena wiedziała, że wróci. Wiedziała, że coś ukrywa.

– Skąd ona to wszystko wzięła?

Julia wzruszyła ramionami.

– Może z rozmów z ludźmi. Może z notatek mojej matki – ona długo nie mogla pogodzić się ze zniknięciem Natalii. Pisała dzienniki, pisała listy… Była gotowa mówić z każdym, kto chciał słuchać.

Mariusz oddał telefon. Spojrzał przez okno w stronę jeziora. Mgła powoli się podnosiła, ale w powietrzu wciąż coś wisiało, coś ciężkiego, jak tajemnica, która czekała, żeby wyjść na powierzchnię.

– Muszę się dowiedzieć, co ona powiedziała – powiedział cicho. – Skoro prowadziła śledztwo, musiała zostawić notatki. Laptop, dokumenty, coś.

– W agroturystyce? – zapytała Julia

– Tak. Jedziemy tam.

Rozdział 4Nie budź demonów

Droga do agroturystki była wąska, prowadziła między polami i niskim lasem. Julia siedziała za kierownicą, a Mariusz siedział obok, nerwowo bawiąc się zapalniczką. Milczeli. Każde z nich miało w głowie inne pytania, ale jedno uczucie było wspólne – niepokój. Na zakręcie, tuż przed tabliczką „Gospodarstwo Gruszków – pokoje gościnne”, zza drzewa wyszedł mężczyzna i zatrzymał samochód ruchem ręki. Wysoki, z krępą sylwetką, w roboczym swetrze i szelkach. Miał twarz zmęczoną życiem i oczy, które nie mrugały zbyt często.

Julia opuściła szybę.

– Tolek, co się stało?

Mężczyzna przyjrzał się jej, potem spojrzał na Mariusza i nie mówił nic przez chwilę. W końcu odezwał się chropawym głosem:

– Pamiętam pana. Graliście kiedyś razem w kościele na jakimś festynie. Młody wtedy był pan.

Mariusz skinął głową ostrożnie.

– Możliwe.

– Nie wraca się tu po tylu latach bez powodu – ciągnął mężczyzna.

Jego głos nie był groźny, ale coś w tonie sprawiało, że Mariusz poczuł lodowaty dreszcz. Julia zmarszczyła brwi.

– Pan coś sugeruje?

– Nic nie sugeruję. Ostrzegam. Magdalena tu była, zadawała pytania. Chciała wiedzieć, co wtedy się wydarzyło. I co? Teraz już nie będzie chciała. Bo nie żyje.

Cisza była jak po uderzeniu gromu.

– Kim pan jest?

– Nazywam się Tolek. Ludzie tu mnie znają. Wiem, kto kłamie, a kto nie śpi przez stare grzechy.

– A pan? – zapytał Mariusz cicho. – Pan śpi?

Tolek uśmiechnął się krzywo.

– Nie śpię od dziesięciu lat.

Po tych słowach odszedł między drzewa, znikając bez śladu.

Julia spojrzała na Mariusza z niepokojem.

– Co to było?

– To była groźba i wskazówka – odpowiedział. – Bo przeszłość nie znika. Czasem tylko czeka, aż ktoś ją znów obudzi.

– Jedźmy. Zobaczymy, co Magdalena zostawiła, zanim ktoś to zniszczy.

Spis treści - fragment

Strona tytułowa

Rozdział 1 Powrót

Rozdział 2 Dziesięć lat wcześniej

Rozdział 3 Powiązania

Rozdział 4 Nie budź demonów