Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
177 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 403
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Remigiusz Mróz, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka prowadząca: Joanna Zalewska
Marketing i promocja: Wiktoria Jadziewicz, Natalia Angier, Marta Kujawa
Redakcja: Karolina Macios
Korekta: Paulina Jeske-Choińska, Magdalena Białek
Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl
Projekt okładki i strony tytułowe: © Tomasz Majewski
Zdjęcie autora: © Olga Majrowska
Fotografie na okładce: © Matt Seymour | Unsplash, Photoholgic | Unsplash, Eva Wilcock | Unsplash, Rafael Garcin | Unsplash, Steve Gale | Unsplash
Wszelkie podobieństwa do prawdziwych postaci i zdarzeń są przypadkowe.
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68692-20-4
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Epilog
Posłowie
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Dla tych,
którzy nie boją się rozświetlać mroku.
Zbyt wieleśmy widzieli zbrodni,
Byśmy się dobra wyrzec mogli
Czesław Miłosz, Traktat moralny
1
ul. Walecznych, Saska Kępa
Śmierć odarła ją ze złudzeń, choć sama była złudzeniem. Nawet po parunastu miesiącach Karolina Siarkowska wciąż budziła się w środku nocy, przeżywając na nowo to, co było finałem sprawy Ozyrysa.
Olgierd w szpitalu, podłączony do aparatury, z wyciętym kawałkiem wątroby. Nagłe ustanie funkcji oddechowych, nieprzerwany pisk urządzeń monitorujących czynności życiowe, personel medyczny wpadający do sali i rozpoczynający walkę o Paderborna.
Kolejne dni niepewności, czuwania przy jego łóżku. Sztucznie podtrzymywane życie, które wedle jednego z lekarzy już się zakończyło.
– Oddycha za niego respirator – mówił profesjonalny, chłodny głos w kitlu. – Całkowicie przejął odpowiedzialność za dostarczanie tlenu i usuwanie dwutlenku węgla. Musi pani mieć świadomość, że gdybyśmy teraz go odłączyli, nie wyszedłby z tego. Cała ta aparatura pozwala zastąpić pracę niektórych organów, ale nie ma zdolności leczenia. Pozostaje jedynie kupowanie czasu. I liczenie na to, że pacjentowi uda się skorzystać z tej waluty, by organizm sam zaczął czynności naprawcze.
Głos mówił dalej, opisywał kolejne ewentualności, kroki, scenariusze, ale Siarka robiła wszystko, by wymazać je z pamięci. Na jawie często jej się udawało. W snach wracały sycząca pompa infuzyjna, niewystarczająco wysokie linie na EKG, w końcu – informacja o niedostatecznym ciśnieniu krwi i saturacji.
Nocami wszystko wciąż ożywało na nowo, mimo że od tamtych chwil minął rok.
Rok, podczas którego Karolina starała się żyć swoim życiem, a nie jedynie je pozorować. Rok, w którym zmieniło się tak wiele rzeczy, że nie potrafiła poukładać ich na nowo. Rok, który miał zakończyć się tym, czego tak długo pragnęła – skazaniem Piotra Langera na karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Po ujęciu go przez Ninę Pokorę trafił do tego samego szpitala, w którym próbowano ratować Olgierda. W przeciwieństwie do niego Langer wylizał się stosunkowo szybko i został przekazany w ręce oficerów Służby Więziennej.
Natychmiast zapadła decyzja o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania. Po tym, jak uciekł z konwoju transportującego go do sądu, a następnie długo unikał organów ścigania, nikt nie miał zamiaru stosować półśrodków.
Piotr Langer stał się najpilniej strzeżonym oskarżonym, który w areszcie wydobywczym nadal czekał na to, aż rozpocznie się jego proces. I był to jeden z momentów, kiedy Siarka nie miała nic przeciwko nadużywaniu tego środka karnego. Europejskie trybunały mogły wieszać na polskich sądach tyle psów, ile im się żywnie podobało – osoby takie jak Langer powinny gnić w więzieniu nawet bez wyroku sądu.
Ze wstydem myślała o tym, jak niewiele brakowało, by Sadysta z Mokotowa po raz kolejny uniknął odpowiedzialności. Zgubił pościg, zorganizowawszy całe mrowie czerwonych mustangów, podczas gdy sam odjechał innym autem. Dzięki pomocy seryjnego zabójcy o pseudonimie Ozyrys zaszył się w niewielkiej wsi na Pojezierzu Drawskim i prawdopodobnie uciekłby stamtąd za granicę, gdyby nie Nina Pokora.
Nina Pokora, którą chciał zabrać ze sobą. Zaoferował jej wspólną przyszłość, a ona pozwoliła mu wierzyć, że ta ich czeka. W pewnym momencie sama w nią uwierzyła. Kiedy siedziały na szpitalnym korytarzu, otworzyła się przed Siarką, przyznała, że przez chwilę rozważała nawet ucieczkę z Piotrem. Zostawienie wszystkiego, całego ciążącego na niej bagażu. Zaznanie spokoju i bezpieczeństwa u boku człowieka, który potrafił je zapewnić, choćby kosztem życia innych.
Ostatecznie jednak zrobiła to, co powinna. Nad brzegiem jeziora zaatakowała Langera, ale nie poprzestała na pozbawieniu go przytomności. Pękła, coś z głębi niej wyrwało się na światło dzienne, pozwoliła sobie na więcej, niż wynikało to z konieczności. Obrażenia głowy, które odniósł, stawiały pod znakiem zapytania jego szanse na przeżycie.
Karaluch jednak zawsze znajdzie sposób. Przetrwa nawet dzień sądu ostatecznego. Siarka starała się nie myśleć o tym, jaką ulgę zobaczyła na twarzy Niny, kiedy lekarze przekazali tę informację w nieco zgrabniejszych słowach.
Kiedy Langer został wypuszczony ze szpitala, Olgierd wciąż walczył o życie. Chyłka, która odwiedzała go wówczas dość często, powiedziała coś, co zapadło Karolinie w pamięć.
– Wiesz, dlaczego Jezus nigdy nie wrócił na ziemię? – spytała ją, siedząc przy szpitalnym łóżku. – Bo nie podoba mu się, co tu się odpierdala.
Siarkowska nie ujęłaby tego w ten sposób, ale co do oceny ogólnej kondycji świata się zgadzała. Szczególnie jeśli chodziło o ich fach. Odnosiła wrażenie, że mimo chęci czynienia dobra ściągają na siebie i innych jedynie zło. Może coś było w stwierdzeniu, że kiedy zaczynasz zbliżać się do ciemności, ona zbliża się do ciebie.
Dzisiejszej nocy wróciła do Karoliny ze zdwojoną mocą.
Siarka na nowo przeżyła nie tylko sceny ze szpitala, ale także te, kiedy znalazła Olgierda Paderborna w kryjówce Ozyrysa. Wyraźnie zobaczyła jego nieruchome ciało na stole chirurgicznym, rozpłataną jamę brzuszną, organy wewnętrzne wystawione jak na żer. Krew spływającą do pojemnika pod spodem, wypełnionego już niemal po brzegi.
Zbudziła się zlana potem, od razu zapaliła światło i poszła do łazienki. Ochlapała twarz wodą, powtarzając sobie, że Ozyrys został ujęty. Wincenta Magnowskiego zatrzymano na gorącym uczynku, moment przed tym, jak zabrał się do usuwania innych organów z ciała Padera.
Akt oskarżenia był gotowy w rekordowym tempie, sąd okręgowy także nie zwlekał z czynnościami. Magnowski został skazany na dożywocie, choć do końca procesu utrzymywał, że nie on jest Ozyrysem i został wrobiony.
Bzdury. Kompletne bzdury, skwitowała bezgłośnie Siarka, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Woda ściekała jej po twarzy, włosy były mokre, a oczy zmęczone. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio przespała całą noc.
Jedno w sprawie Wincenta Magnowskiego nie dawało jej spokoju. Brak wyciętego narządu. Nigdy nie znaleźli kawałka wątroby, którą zabójca usunął z ciała Paderborna.
W innych okolicznościach być może miałoby to znaczenie. W tych jednak wszyscy uczestnicy postępowania byli świadomi, z kim mają do czynienia. Każdy chciał zemsty za to, że uderzono w jednego z nich.
Może w magazynie grasował jakiś szczur, może w pewnym momencie do środka wbiegł pies. Nikt nie przywiązywał wagi do brakującego elementu układanki, która była dostatecznie wyraźna bez niego.
Karolina ruszyła do kuchni po papierosy, w sypialni zobaczyła jednak, że komórka rozświetliła się za sprawą przychodzącego połączenia.
Zerknęła na budzik na szafce nocnej. Piąta czterdzieści trzy.
Nic dobrego nigdy nie spotkało nikogo, kto o tej porze odbierał telefon. Siarkowska zrobiła to jednak bez wahania, widząc, czyje nazwisko pojawiło się na wyświetlaczu.
– Tak? – rzuciła.
– Lepiej przyjedź do Łazienek.
– A dzień dobry?
– Jest zbyt źle na dobry i zbyt ciemno na dzień – odparł rozmówca. – Poza tym obawiam się, że dzisiaj mrok zostanie z nami na dłużej.
Siarka podeszła do okna i wyjrzała na ogródek, który dzieliła z rodziną zajmującą drugą część budynku. Słońce jeszcze się nie zaanonsowało, dopiero około szóstej trzydzieści pojawi się na nieboskłonie. O ile oczywiście ocena jej podwładnego nie była na wyrost.
Westchnęła cicho.
– Co mamy? – rzuciła do słuchawki.
– Podwójne zabójstwo, kobieta i mężczyzna w średnim wieku. Ciała nagie. Liczne znaki wskazujące na maltretowanie ofiar przed śmiercią. Oboje wiszą na drzewach nad Stawem Północnym.
Karolina zastygła w bezruchu, na moment gubiąc słowa.
– Mają usunięte gałki oczne – kontynuował podwładny. – W ich miejscu kłębi się cały rój pająków.
– Co? – wydusiła w końcu.
– Podobnie w ustach.
– Jezus Maria…
– Nie wygląda to najlepiej, Siarka.
Potrząsnęła głową, a potem szybko odwróciła się od okna, jakby dzięki temu zewnętrzny świat nie mógł jej sięgnąć.
Kolejny zwyrodnialec? Rok po tym, jak rozprawili się z poprzednim? Nie, to niemożliwe. Coś takiego nie miało prawa się dziać. Usunęli dwóch najniebezpieczniejszych psychopatów, którzy zagrażali obywatelom. Zapewnili miastu bezpieczeństwo. Zapewnili sobie bezpieczeństwo.
– Jesteś? – rozległ się głos w słuchawce.
Karolina nie miała dla niego odpowiedzi. Nie wiedziała, jak brzmi.
– Ciała dostrzegła jedna z osób sprzątających Pałac na Wyspie, mają tam dzisiaj zdjęcia do jakiejś produkcji – podjął prokurator. – Postawiliśmy już na nogi kryminalistyków, za pół godziny powinni być.
– Okej.
Tylko na tyle było ją stać? Wiedziała, że podwładny oczekuje czegoś więcej, ale wszystkie myśli gdzieś się w niej gubiły.
– Powinnaś tu być – dodał.
– Tak.
– Tak?
Chrząknęła nerwowo, czując, że jeśli tego nie zrobi, głos ugrzęźnie jej w gardle. Z Saskiej Kępy miała niedaleko. O tej porze, przy zerowym ruchu, to właściwie rzut kamieniem.
– Będę za parę minut – odezwała się. – Otwórzcie mi bramę od Agrykoli.
– Jasne. Poczekam tam na ciebie.
Rozłączyła się, a potem czym prędzej się zebrała. T-shirt, jeansy, kurtka. Odhaczała szybko kolejne rzeczy, jakby bez tej listy miała zapomnieć o czymś zgoła podstawowym.
Samochód stał na ulicy. Nowy MG ZS był niebieskim chińskim SUV-em, którego zakup miał poprawić to, co poprawiają zakupy. Czym ten element duszy człowieka konkretnie był, Siarka nie wiedziała. W każdym razie chińczyk niespecjalnie się mu przysłużył.
Przemknęła szybko przez Most Łazienkowski, zjechała w Czerniakowską i po chwili była już na zamkniętej dla ruchu Agrykoli. Zaparkowała przed samym wejściem do Łazienek, obok dwóch policyjnych radiowozów i samochodu, który wyróżniał się z tłumu.
Niebieski Plymouth Barracuda z sześćdziesiątego szóstego, z ośmiocylindrowym silnikiem o pojemności czterech i pół litra i dwustu trzydziestoma pięcioma końmi pod maską wciąż robił wrażenie.
Na masce przeciętej białymi liniami siedział Olgierd Paderborn. Podniósł się, kiedy tylko przełożona wysiadła z auta.
– Gotowa? – spytał.
2
Agrykola, Śródmieście
Wciąż patrzyła na niego tak, jakby umierał. Nieważne, jak wiele czasu upłynęło od momentu, gdy otarł się o granicę śmierci, być może ją przekroczył, we wzroku Siarki nadal kołatał się strach.
Ten sam, który Olgierd widział, kiedy ocknął się w szpitalu. Minęły tygodnie, nim się wybudził, choć z jego punktu widzenia cała ta wielka walka o życie trwała jedynie okamgnienie.
Jedyne, co pamiętał, to sufit opuszczonej hali magazynowej na obrzeżach miasta, w której dzięki Langerowi odnalazł go Michaił Olmow. Rosjanin z przeszłością w służbach specjalnych uratował go i obezwładnił Ozyrysa, zanim na miejscu zjawili się Siarka i reszta.
Widok, jaki zastała, musiał być porażający. I to on sprawiał, że wciąż patrzyła na niego tak, jakby oszukane przeznaczenie miało go dopaść.
Minęli bramę i poszli w kierunku Stawu Północnego. Olgierd miał świadomość, że za niecałe dwieście metrów bez trudu będą mogli dostrzec ciała wiszące nad wodą, oświetlone policyjnymi latarkami.
– Jest jeszcze coś – odezwał się.
– Co?
– Na gałęziach wiszą tylko tułowie.
Siarka zatrzymała się na ścieżce między drzewami i za pomocą samego spojrzenia sprawiła, że również przystanął.
– Obydwu ofiarom odcięto połowę ciała – dodał Paderborn. – Od pasa w dół.
Karolina sprawiała wrażenie, jakby ziemia, na której stała, zamieniała się w ruchome piaski.
– I nie mogłeś powiedzieć mi o tym wcześniej?
– Wolałem dozować informacje.
– Kurwa, Pader…
Może nie było to najlepsze wyjście, ostatecznie jednak chodziło mu jedynie o to, by nie doprowadzić jej do stanu przeciążenia emocjami. Zbyt często w ostatnim czasie obserwował, jak Siarka się z nimi zmaga.
Podszedł do niej i lekko dotknął jej ramienia.
– Widok nie jest piękny – dodał.
– Tego już się sama domyśliłam.
– Może wolałabyś jednak…
– Wolałabym, żebyś od razu mówił mi wszystko od początku do końca.
Cofnął rękę i skinął głową, licząc na to, że tyle wystarczy. Siarka sięgnęła do kieszeni kurtki, wyjęła paczkę Marlboro, a potem zapaliła. Obserwował, jak smugi dymu rozpływają się w przedświcie.
– Znaleźliście resztę tych ciał? – zapytała z papierosem w ustach.
– Nie.
– A szukaliście?
– Wysłałem dwóch funkcjonariuszy do sprawdzenia terenu, jak tylko zjawiły się radiowozy. Ale czekamy na dostawę mundurowych, Łazienki to spory teren, ponad siedemdziesiąt hektarów. Spora część, szczególnie na skarpie, jest zalesiona i zakrzewiona, do tego mamy prawie pięć hektarów zbiorników wodnych. Je też trzeba przeszukać.
Siarka wypuściła dym, a potem kiwnęła głową w kierunku stawu, przy którym doszło do makabrycznego odkrycia. Ruszyli.
Ofiary zawieszono na grubych gałęziach starych drzew – zasadzonych w szpalerze kasztanowców, prawdopodobnie pamiętających jeszcze zbrodnie popełniane przez nazistów kilkaset metrów dalej w kierunku Mokotowa.
Siarka i Pader stanęli przed pierwszym z nich, po czym przesunęli wzrokiem po twarzy ofiary. Kobieta ledwo przekroczyła czterdziestkę, miała krótkie blond włosy z widocznymi odrostami i szczupłą twarz.
– W oczodoły wszyto jakąś drobną siatkę przypominającą pajęczynę – odezwał się Olgierd. – Dlatego pająki nie uciekły.
Miał trochę czasu, by przed przyjazdem Siarki się temu przyjrzeć. Właściwie dość długo się wahał, czy do niej dzwonić. Teoretycznie nie musiał, dowiedziałaby się wszystkiego, kiedy stawiłaby się rankiem w prokuraturze.
Sądził jednak, że chciałaby sama zobaczyć miejsce zbrodni, nim zajmą się nim kryminalistycy.
– Nieco grubsza siatka jest przytwierdzona od spodu ciała – dodał. – Dzięki temu organy wewnętrzne nie wypadły do wody.
Sięgnął po jedną z latarek, które funkcjonariusze ustawili przy pniu drzewa, a potem oświetlił dolną część ciała. Dało się dostrzec poskręcane jelita trzymające się na napiętej siateczce.
Karolina się wzdrygnęła.
– Wygląda to trochę tak jak popiersia na okolicznych monumentach – ciągnął Pader. – Może mieć z nimi jakieś związek.
– Jaki? Temu psycholowi spodobał się, kurwa, postument Norwida i postanowił przebić Keilową?
– Keilową?
– Ona zaprojektowała pomnik.
– Skąd wiesz?
– Sprawdzałam przy pewnej sprawie. Zresztą mniejsza o to, nie widzę tu związku.
– Bo jesteś normalna – odparł Olgierd.
Zaciągnęła się, mrużąc oczy, on blado się uśmiechnął.
– W każdym razie sama wiesz, jakie są motywacje psychopatów. Jeden atakuje osoby z wystającymi górnymi jedynkami i je wybija, bo ktoś z podobnymi krzywo na niego spojrzał w podstawówce. Drugi upycha lego w odbytach ofiar, bo molestowano go w dzieciństwie w otoczeniu klocków. Trzeci obcina nosy, bo sam ma lekko skrzywiony.
Karolina milczała.
– Dahmer wiercił dziury w głowach i wlewał tam, co się dało, bo był przekonany, że tworzy armię zombie. Berkowitz latami utrzymywał, że pies sąsiada przemawiał do niego demonicznym głosem i kazał zabijać. Kemper pomyślał, że jak zamorduje ileś kobiet, będzie sławny w całych Stanach, a Ed Gein…
– Dobra, dobra – ucięła Siarka. – Ale gdyby ten miał jakieś skrzywienie z postumentami, raczej umieściłby te torsy na podestach, a nie wieszał je nad stawem.
Paderborn zgodził się krótkim skinieniem głowy, po czym oboje zbliżyli się do wody. On schował ręce do kieszeni spodni, ona wsparła się pod boki.
– Istotniejsze wydają się te pajęczaki – dodała.
– Pewnie są.
– Ściągnąłeś kogoś obeznanego w temacie?
– J. Jonah Jameson już jedzie.
– Kto?
Paderborn odczekał chwilę, by Siarka sama zaskoczyła, po czym uznał, że najwyraźniej nie jest obeznana w uniwersum Spider-Mana. Może nie spędziła dużej części dzieciństwa na zgłębianiu komiksów jak on.
– Feruś już kogoś szuka – odparł.
– Budziłeś Paulinę?
– Budziłem każdego.
Nie miał żadnych oporów. Kiedy tylko dotarł na miejsce zdarzenia, stało się jasne, że trzeba postawić na nogi każdego w okręgówce. Langer siedział w areszcie, Ozyrys w więzieniu – jedyną logiczną konkluzją było, że mają nowego seryjnego.
Czy też formalnie dopiero będą mieli, gdy dojdzie do kolejnego zabójstwa i liczba ofiar przekroczy dwie. Pader nie miał co do tego złudzeń. Takie zbrodnie nie były dokonywane w afekcie ani odosobnione. Stanowiły początek serii.
Karolina przez chwilę patrzyła na kłębiące się w ustach i oczodołach pająki. Niektóre miały włoskowaty głowotułów, inne nie. Jedne cechowały się grubym odwłokiem i dużymi odnóżami, inne były cienkie, przywodzące na myśl raczej samice komarów. Wchodziły na siebie, próbowały wydostać się przez siatkę, inne szukały przejścia w głąb ciała ofiary. Najlepiej widoczne były te, które poruszały się po przednich zębach.
Siarkowska w końcu się wzdrygnęła.
– Co za pierdolona ohyda – rzuciła.
Olgierd obrócił się do niej i posłał jej niepewne spojrzenie.
– No co? – dodała pod nosem. – Nie mów, że to cię nie rusza.
– Nie mam nic do pająków. To pożyteczne stworzenia.
Karolina opuściła na to zasłonę miłosierdzia.
– Przydają się nawet w domu – ciągnął. – Eliminują komary, muchy i inne insekty, a w ogrodach są jak naturalne pestycydy, przetrzebiają owady żerujące na roślinach. W dodatku słyszałem, że z ich jadu syntetyzuje się jakieś leki, które w przyszłości mogą…
– Dałeś się zwieść lobby arachniowemu.
Paderborn wzruszył ramionami.
– Ich argumenty do mnie trafiają.
– Czyli jesteś jednym z tych psycholi, którzy ich nie zabijają, jak zobaczą na ścianie przy łóżku?
– Oczywiście, że nie.
– Mogłeś wcześniej powiedzieć.
– I co byś zrobiła?
– Nie byłabym tak frywolna w rozwijaniu relacji z tobą.
Olgierd cicho prychnął, wciąż przypatrując się ciału. Pająki kłębiły się coraz żywiej, jakby wyczuwały padający na nie ludzki wzrok i brały go za zapowiedź problemów.
– To jest podstawowy test człowieczeństwa, Padre – dodała Siarka.
– Jaki?
– To, czy zabiłbyś dla mnie pająka, czy nie.
Posłał jej krótkie spojrzenie.
– Dla ciebie nawet szczura – odparł.
Pokręciła głową, jakby powiedział rzecz skrajnie głupią, a zarazem niestosowną, po czym oboje przeszli na bok, by pod innym kątem przyjrzeć się ciałom. Niedługo potem zjawili się technicy, a wraz z nimi komisarz Szczerbiński, z którym wymienili serdeczne uściski dłoni.
– Skąd on wziął tyle pająków? – rzucił oficer.
– Zapewne z własnej hodowli – odparł Paderborn. – Wątpię, żeby ryzykował duże zamówienie na Allegro.
Szczerbiński zawahał się, jakby niepewny, czy prokurator aby sobie z niego nie dworuje. Olgierd i Siarka byli nieco do przodu, przed momentem sprawdzili, gdzie można wyposażyć się w odpowiednią liczbę pajęczaków.
Ogłoszeń na portalach znaleźli rzeczywiście sporo, do tego reklamowały się sklepy terrarystyczne i zoologiczne. Nazwa jednego z nich brzmiała Arachnohobbia i urzekła Paderborna, Karolinę nieco mniej.
– Możemy ich ściągać? – spytał jeden z techników.
– Najwyższa pora – odparł Olgierd.
Podczas gdy on ze Szczerbińskim przyglądali się, z jakim trudem kilku osobom to przychodziło, Siarka odebrała telefon i od razu przełączyła na głośnik.
– Feruś – rzuciła bezgłośnie.
Paderborn nadstawił ucha, spodziewając się, że przez cały ten czas, który oni poświęcili na niewiele mówiące oględziny wiszących trupów, wieloletnia podwładna dotarła do czegoś przydatnego.
Okazało się jednak, że dzwoni w zupełnie innej sprawie.
– Langer się obudził – oznajmiła.
Siarka i Pader wymienili się krótkim spojrzeniem.
– A spał? – mruknął Szczerbiński.
Nie był na bieżąco, właściwie nikt poza kilkoma prokuratorami i sędzią nie wiedział, co w areszcie dzieje się z Piotrem Langerem. Media trzymano na odległość, policja również się nie angażowała.
– Można tak powiedzieć – włączyła się Siarka. – Od roku z nami nie gada. Właściwie z nikim.
– Hm?
– Nie zatrudnił adwokata, nie zgodził się na obrońcę z urzędu. Nie złożył żadnych wniosków, nie nawiązuje kontaktów ze współosadzonymi, nie uczestniczy w zajęciach… właściwie zachowuje się, jakby nie istniał.
– Zachowywał się – sprostowała Paulina. – Dziś rano najwyraźniej się to zmieniło.
Paderborn poczuł nieprzyjemne ciarki na plecach, jakby rozmawiali nie o podjęciu jakiegoś działania przez aresztanta, ale przebudzeniu mitycznego potwora, dotychczas czyhającego na nich gdzieś w głębi morskich toni.
– Co zrobił? – rzuciła Karolina.
– On właściwie nic. Zgłosił się do nas jego adwokat. A właściwie adwokatka.
Nieprzyjemne wrażenie, które czuł Pader, naraz się wzmogło.
– Mecenas Joanna Chyłka – dodała Feruś.
Nad stawem zaległa cisza, przerywana jedynie stęknięciami mężczyzn ściągających z gałęzi torsy ofiar.
– Z jakiegoś powodu podjęła się jego obrony – dodała Paulina.
