Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
681 osób interesuje się tą książką
Liam Cass to wzorowy uczeń, sportowiec, mistrz debat. Syn, jakiego każdy chciałby mieć.
Jednak podczas przesłuchań w sprawie zaginięcia nastolatki pojawiają się pewne niejasności. Zbyt wiele osób pamięta chłodne spojrzenie Liama. Zbyt wielu świadków powtarza te same niepokojące słowa. A w tle zawsze przewija się ta sama postać – matka, która wie więcej, niż mówi.
Czy Liam faktycznie jest bez skazy? Czy za jego perfekcyjnym wizerunkiem kryje się coś mrocznego? I jaki ma to związek z tajemniczym zaginięciem nastolatki?
Jedno jest pewne: najmroczniejsze sekrety skrywają się w samym sercu rodziny.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 313
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: The Perfect Son
Copyright © 2019 by Freida McFadden
First published in Great Britain in 2019 by Storyfire Ltd trading as Bookouture
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Copyright © for the Polish translation by Elżbieta Pawlik, 2026
Redaktorka inicjująca: Marta Kujawa
Redaktorka prowadząca: Joanna Zalewska
Marketing i promocja: Judyta Kąkol
Redakcja: Paulina Jeske-Choińska
Korekta: Agnieszka Czapczyk, Lidia Kozłowska
Projekt okładki i strony tytułowe: Tomasz Majewski
Fotografie na okładce: © Rayul | Unsplash
Fotografia autorki na skrzydełku: © Mira Whiting
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68692-16-7
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty
Rozdział szesnasty
Rozdział siedemnasty
Rozdział osiemnasty
Rozdział dziewiętnasty
Rozdział dwudziesty
Rozdział dwudziesty pierwszy
Rozdział dwudziesty drugi
Rozdział dwudziesty trzeci
Rozdział dwudziesty czwarty
Rozdział dwudziesty piąty
Rozdział dwudziesty szósty
Rozdział dwudziesty siódmy
Rozdział dwudziesty ósmy
Rozdział dwudziesty dziewiąty
Rozdział trzydziesty
Rozdział trzydziesty pierwszy
Rozdział trzydziesty drugi
Rozdział trzydziesty trzeci
Rozdział trzydziesty czwarty
Rozdział trzydziesty piąty
Rozdział trzydziesty szósty
Rozdział trzydziesty siódmy
Rozdział trzydziesty ósmy
Rozdział trzydziesty dziewiąty
Rozdział czterdziesty
Rozdział czterdziesty pierwszy
Rozdział czterdziesty drugi
Rozdział czterdziesty trzeci
Rozdział czterdziesty czwarty
Rozdział czterdziesty piąty
Rozdział czterdziesty szósty
Rozdział czterdziesty siódmy
Rozdział czterdziesty ósmy
Rozdział czterdziesty dziewiąty
Rozdział pięćdziesiąty
Rozdział pięćdziesiąty pierwszy
Rozdział pięćdziesiąty drugi
Rozdział pięćdziesiąty trzeci
Rozdział pięćdziesiąty czwarty
Rozdział pięćdziesiąty piąty
Rozdział pięćdziesiąty szósty
Rozdział pięćdziesiąty siódmy
Rozdział pięćdziesiąty ósmy
Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty
Rozdział sześćdziesiąty
Rozdział sześćdziesiąty pierwszy
Rozdział sześćdziesiąty drugi
Rozdział sześćdziesiąty trzeci
Rozdział sześćdziesiąty czwarty
Rozdział sześćdziesiąty piąty
Epilog
Podziękowania
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Dla Libby i Melanie (jak zawsze)
Transkrypcja przesłuchania policyjnego Eriki Cass:
– Proszę powiedzieć, co się wydarzyło, pani Cass.
– Czy jestem aresztowana?
– Dlaczego pani o to pyta?
– Wiem, co znaleźliście. Wiem, co musicie sobie myśleć.
– Co według pani znaleźliśmy, pani Cass?
– Z-zwłoki.
– A może nam pani wyjaśnić, jak do tego doszło?
– Ja…
– Pani Cass?
– Czy jestem aresztowana? Proszę mi powiedzieć.
– W tej chwili nie, nie jest pani aresztowana. Ale oczywiście musimy się dowiedzieć, co się stało.
– On został… zadźgany… na śmierć.
– Przez kogo?
– …
– Pani Cass?
– Przeze mnie. Ja go zabiłam, detektywie. I zrobiłabym to jeszcze raz.
Około tygodnia wcześniej
Erika
Nie powinno się mieć ulubionego dziecka.
Jeśli spytacie, większość matek odpowie coś w stylu: „Sammy jest bardzo bystry, za to Nicole ma wielkie serce”. Nie chcą wybierać. I niektóre z nich mówią szczerze. Niektóre matki naprawdę kochają swoje dzieci jednakowo.
Natomiast inne, jak ja, kłamią przez zaciśnięte zęby.
– Dzień dobry! – mówię, gdy moja czternastoletnia córka Hannah wpada do kuchni. Jest na bosaka, ma na sobie stare spodenki gimnastyczne, a rozczochrane rudobrązowe włosy powiewają wokół jej twarzy. Powinna być już ubrana i gotowa do wyjścia do szkoły, ale najwyraźniej coś poszło nie tak. Zawsze czeka do ostatniej sekundy. Lubi trzymać mnie w niepewności co do tego, czy zdąży na szkolny autobus, czy też nie. Jednak doświadczenie nauczyło mnie już, że poganianiem jej niczego nie wskóram – właściwie wtedy zaczyna robić wszystko jeszcze wolniej – więc odwracam się do kuchenki, na której mieszam jajecznicę.
– Mamo! – Wydaje się, że Hannah nie potrafi już wypowiedzieć tego słowa bez zawodzenia w głosie, które przeciąga to słowo o co najmniej dwie sylaby. Ma-aa-mo-oo. Pamiętam, jak się cieszyłam, kiedy po raz pierwszy wypowiedziała słowo „mama”. Kręcę głową, myśląc o własnej naiwności. – Czemu zawsze musisz to tak mówić?
– Jak mówić? Powiedziałam tylko „dzień dobry”.
– Właśnie – jęczy Hannah. – Właśnie tak.
– Jak?
– No jak… O rany, wiesz, o co mi chodzi.
– Naprawdę nie mam pojęcia, Hannah.
– Mówisz to jak… Nie wiem. Po prostu tak nie mów.
Nie wiem, co powinnam odpowiedzieć, skupiam więc całą uwagę na jajecznicy. Szczycę się tym, że robię najlepszą jajecznicę. To jedna z moich supermocy. Moja jajecznica jest tak dobra, że kiedy jedna z koleżanek Hannah zjadła ją rano po nocowance, powiedziała, że powinnam pracować w ich szkolnej stołówce. To był największy komplement.
Hannah ziewa głośno i drapie się po kołtunie na głowie.
– Co jest na śniadanie?
Puszczam ironię mimo uszu: gdybym to ja zapytała Hannah, co robi na śniadanie, w chwili gdy ewidentnie smaży jajecznicę, młoda dostałaby szału.
– Właśnie robię jajecznicę.
– Jajecznicę? Nie cierpię jajek!
– Co ty opowiadasz? Myślałam, że to twoje ulubione śniadanie.
– Było, gdy miałam jakieś osiem lat.
Odkładam drewnianą łyżkę, którą powoli mieszałam jajka na patelni. To trik, dzięki któremu robi się doskonałą jajecznicę. Trzeba mieszać powoli i na małym ogniu.
– Zrobiłam ci ją w ten weekend i jadłaś, aż ci się uszy trzęsły.
– Ale to nie znaczy, że to moje ulubione jedzenie. Boże, mamo.
Nie wiem, jak powinnam zareagować. Odnoszę wrażenie, że ostatnio każda moja rozmowa z córką jest ćwiczeniem wytrzymałościowym – jak długo wytrwam, żeby nie odgryźć się jej czymś niemiłym. Zamykam oczy i powtarzam sobie w duchu mantrę: Jestem dorosła. To tylko faza przejściowa.
Po czternastu latach coraz trudniej jest mi przekonać samą siebie, że to tylko „faza”.
– Co jeszcze jest na śniadanie? – pyta Hannah, chociaż znajduje się dwa kroki od lodówki i trzy od spiżarni.
– Mogę ci wrzucić gofry do tostera.
– Fuj. – Wyciąga język. – Co jeszcze?
– Możesz sobie zrobić płatki na mleku.
– Jakie płatki mamy?
Wzdycham.
– Nie wiem, Hannah. Idź do spiżarni i sprawdź.
Wstaje ze stęknięciem, przez które można by pomyśleć, że jest dziewięćdziesięcioletnią staruszką, a nie uczennicą pierwszej klasy liceum. Utykając, podchodzi do spiżarni i uważnie wpatruje się w pudełka z płatkami.
Podczas gdy córka przegląda wybór płatków, w kuchni pojawia się mój syn, Liam. W przeciwieństwie do siostry jest elegancko ubrany w bardzo ładną niebieską koszulę i materiałowe spodnie koloru khaki. W ciągu wakacji skompletowałam dla niego nową garderobę, ponieważ wystrzelił w górę aż o dziesięć centymetrów i jego stare ubrania stały się komicznie krótkie. Niedawno skończył szesnaście lat i w zeszłym miesiącu udał się z moim mężem do wydziału komunikacji, by uzyskać pozwolenie na naukę jazdy. Myślałam, że kiedy mój syn dostanie to pozwolenie, będę szalała z niepokoju, ale o dziwo, jestem zaskakująco spokojna. Liam będzie dobrym kierowcą. Ostrożnym, zwracającym baczną uwagę na sytuację na drodze. I nigdy nie wsiądzie za kierownicę po alkoholu. Mogę być tego stuprocentowo pewna.
Co innego martwi mnie w związku z tym, że będzie mógł prowadzić.
– O, jajecznica! Uwielbiam jajecznicę. Dzięki, mamo!
Usta Liama rozciągają się w uśmiechu. Zawsze był ślicznym chłopcem, a w ciągu ostatnich kilku lat wyrósł na prawdziwego przystojniaka. W zeszły weekend wybraliśmy się na rodzinny obiad do restauracji i przyłapałam pewną kobietę, na oko po dwudziestce, która się mu przyglądała. Dorosła kobieta! Jest coś w jego gęstych ciemnych włosach i czekoladowych oczach, w których pojawiają się iskierki, kiedy się uśmiecha. W przeciwieństwie do Hannah Liam nigdy nie potrzebował aparatu na zęby i jego uśmiech uwidacznia rząd idealnie prostych, białych zębów.
Według mojej mamy Liam wygląda bardzo podobnie do mojego taty, kiedy ten był w jego wieku. Tata zmarł, gdy byłam dzieckiem, i prawie go nie pamiętam, ale widziałam zdjęcia i zgadzam się, że podobieństwo jest uderzające. Trzymam jedną z tych fotografii w szufladzie mojej szafki nocnej i ostatnio za każdym razem, gdy na nią patrzę, czuję ukłucie w sercu. Wystarczająco trudno było mi z myślą, że tata nie widział, jak dorastam, a teraz jeszcze dochodzi świadomość, że nie pozna wnuka, który wygląda dokładnie jak on.
Hannah wyciąga ze spiżarni pudełko Cheeriosów i ze zmarszczonym nosem wczytuje się w etykietę.
– Co jest w Cheeriosach? – pyta mnie.
– Trucizna.
– Mamo! – To zdecydowanie było co najmniej czterosylabowe słowo. Ma-aa-moo-oo. – Wiesz, że próbuję zrzucić wagę i być zdrowa. Nie chcesz, żebym była zdrowa?
Hannah zawsze była lekko przy kości. Ja uważam, że wygląda uroczo, ale w ciągu ostatniego roku popadła w obsesję na punkcie zrzucenia pięciu kilogramów, chociaż nie zrobiła w tym kierunku absolutnie nic. A kiedy ostatnio przyniosłam do domu paczkę chipsów, które planowałam połączyć z guacamole i zabrać na spotkanie mam, Hannah opędzlowała je, zanim zdążyłam wyjść. Ostatecznie przyniosłam tylko pokrojone jabłka. Nie zaprosiły mnie już ponownie.
– Oczywiście, że chcę, byś była zdrowa – zapewniam ją.
Przewraca oczami. Hannah opanowała tę sztukę do perfekcji. To jej ulubiony sposób okazywania pogardy. Używa go, gdy proszę ją o coś, na co nie ma najmniejszej ochoty. Albo kiedy powiem coś tak żenującego, że nie jest w stanie tego znieść. A najlepiej sprawdza się wtedy, gdy okażę jej choć odrobinę czułości.
– Jajecznica będzie gotowa za dwie minuty – zwracam się do Liama.
– Nie ma pośpiechu. Napiję się soku pomarańczowego. – Liam podchodzi do lodówki, ale zbyt wolno. Hannah wyprzedza go i odpycha na bok, żeby dopaść do butelki mleka. Brat bez komentarza puszcza jej to płazem.
– Czemu się tak wystroiłeś, synku? – pytam, wyłączając ogień na kuchence. Zwykle ubiera się w dżinsy i T-shirt, bez względu na pogodę. Mnie wystarcza, że są czyste.
– Mam debatę. – Doczekał się na swoją kolej i wyciąga z lodówki sok pomarańczowy. Nalewa sobie pełną szklankę, tak pełną, że sok niemal przelewa się przez krawędź. Jak każdy nastoletni chłopiec na całym świecie, Liam ma ogromny apetyt, chociaż jego ciało jest szczupłe i wysportowane. – Ścieramy się po szkole z liceum Lincolna.
– Mogę przyjść posłuchać?
Hannah przewraca oczami.
– Serio? Debaty Liama są ultranudne.
Liam uśmiecha się zawadiacko i pociąga długi łyk ze swojej szklanki.
– Hannah ma rację. Żadna frajda dla ciebie.
Nakładam mu jajecznicę na talerz, dokładając porcję, którą przygotowałam dla Hannah. Mężowi zrobię później, jeśli będzie chciał – Jason wkrótce powinien wrócić ze swojej porannej przebieżki.
– Jeśli ty tam będziesz, na pewno będzie ciekawie.
– Okej, pewnie. – Liam dopada do jajecznicy. Z jakichś powodów czerpię ogromną satysfakcję z przyglądania się, jak moje dzieci jedzą. Zaczęło się to w czasach, gdy karmiłam je piersią. (Hannah twierdzi, że to krindż). – Jajecznica jest przepyszna, mamo.
– Bardzo ci dziękuję.
– Jaki jest twój tajny składnik?
Puszczam do niego oko.
– Miłość.
Hannah wydaje z siebie najbardziej przeciągłe westchnienie, jakie kiedykolwiek słyszałam. Trwa przez pełne pięć sekund.
– O rany, tajnym składnikiem jest parmezan. Mama zawsze dodaje parmezan do jajecznicy. Dobrze o tym wiesz, Liam. Ale z ciebie…
Liam unosi brew.
– Ale ze mnie co, Hannah?
– Wiesz co.
Przez chwilę oboje wpatrują się w siebie i w kuchni zapada taka cisza, że słyszę syczenie ekspresu do kawy. Jednak Liam zaraz prycha głośno i wraca do jedzenia. Zazdroszczę mu tej umiejętności ignorowania wkurzającej siostry. Jeśli moją supermocą jest jajecznica, to u Liama jest nią ignorowanie Hannah. Nigdy nie bierze do siebie tego, co ona mówi. A prawda jest taka, że pomimo przekomarzania się z nim Hannah uwielbia swojego brata. Odkąd tylko zaczęła chodzić, nie odstępowała go na krok. Dziś jest najprawdopodobniej jej ulubioną osobą w naszym domu. Podejrzewam, że ja zajmuję czwarte miejsce, po Jasonie i zapewne po jej telefonie.
– Cóż, uważam, że dziś jajecznica była wyjątkowo dobra – oznajmia Liam. A potem się uśmiecha i spogląda spod rzęs, o których Hannah mówi, że są niesprawiedliwie długie. – Dzięki, mamo. Jesteś najlepsza.
Na co Hannah przewraca oczami.
Kocham Hannah. Naprawdę ją kocham. Kocham ją bardziej niż własne życie. Jest moją córką. Moją małą dziewczynką.
Ale to Liam jest moim ulubionym dzieckiem. Nic na to nie poradzę. Odkąd się urodził i stałam się matką, wiedziałam, że niezależnie od tego, ile dzieci będę miała, on będzie moim ulubieńcem. Nikt inny nie miał z nim szans. Nawet gdyby Hannah lubiła moją jajecznicę i nie przewracała oczami, to nie miałoby znaczenia. Liam nadal byłby moim ulubionym dzieckiem.
To mój ulubieniec, mimo że wiem, do czego jest zdolny.
I będę chroniła go każdą cząstką siebie.
Erika
W chwili, gdy Hannah i Liam kończą śniadanie, rozlega się trzaśnięcie drzwi wejściowych. To Jason wrócił z joggingu.
Mniej więcej rok temu kupiłam do naszej łazienki wagę. Kiedy mój mąż stanął na niej po raz pierwszy, był przerażony. „Naprawdę jestem taki gruby, Eriko?” – zadał mi to pytanie co najmniej dwadzieścia razy w ciągu kilku kolejnych dni. A po nim następowało jeszcze: „Jak mogłaś pozwolić mi się tak spaść?”. Po tygodniu złożył uroczystą przysięgę, że wróci do formy. Zamierzał zdrowo jeść i ćwiczyć, żeby osiągnąć wagę, jaką miał, gdy braliśmy ślub. (Szczerze mówiąc, już wtedy miał co najmniej pięć kilo nadwagi).
Wtedy się z tego śmiałam. Ale on naprawdę się za siebie wziął. Codziennie rano biega. Nie kupuje już gigantycznych opakowań M&M’sów. Przerzucił się ze zwykłej coca-coli na dietetyczną. (Czy tam coke zero, która według niego smakuje lepiej niż dietetyczna, chociaż ja podchodzę do tego sceptycznie). Niespecjalnie się orientuję w tym, jakie liczby powinny się pojawiać na wadze, ale faktem jest, że w wieku czterdziestu pięciu lat Jason jest w najlepszej formie swojego życia. Nie zauważyłam, że dorobił się brzuszka, dopóki ten nie zniknął. A ostatnio, gdy spotkaliśmy się z innymi parami, czyjaś żona skomentowała, że mój mąż jest „hot”. O dziwo, poczułam się dumna. Chociaż przez to zaczęłam myśleć, że może powinnam spróbować kick-boxingu albo zumby, żeby trochę ujędrnić te miękkie, obwisłe partie mojego ciała, które przyszły wraz z wiekiem średnim.
– Erika! – Jason w swoim przepoconym T-shircie kuśtyka do mnie przy kuchence. Od kilku tygodni ma problem z kolanem, ale próbuje to ignorować. – Robisz jajecznicę? Umieram z głodu.
Wbijam jajko na skwierczącą patelnię.
– Zaraz będzie.
Nachyla się, by pocałować mnie w kark, co sprawia mi przyjemność, mimo że jest cały mokry od potu.
– Zajajeczniście.
Hannah jęczy.
– Rany, tato. Proszę cię.
– O co ci chodzi? – Jason puszcza do niej oko. – Jestem po prostu podjajecznicowany gotowaniem twojej matki.
Liam wybucha śmiechem. Przywykliśmy już do sucharów Jasona. Generalnie chodzi o to, że są beznadziejne, ale czasem są tak beznadziejne, że aż zabawne.
– Proszę cię, tato, przestań. – Hannah zdegustowana kręci głową. – To krindż.
Krindż to słowo, którego Hannah często używa, żeby opisać dosłownie wszystko, co robię ja lub Jason. Wkurza mnie to, choć Jason wydaje się całkiem nieźle przy tym bawić. Twierdzi, że nigdy nie był „cool”, więc dlaczego miałoby go obchodzić, że jego nastoletnia córka też nie uważa go za fajnego?
– Nie musisz się szykować do szkoły, Hannah? – zwraca się do niej Jason. – Nie masz czasami dzisiaj jakiegoś jajdzianu?
Tym razem nawet ja wybucham śmiechem, choć bardziej niż suchar Jasona rozbawia mnie wyraz twarzy córki.
Hannah zmywa się na górę, by się ubrać oraz – mam nadzieję – uczesać, żeby nikt mnie nie posądził o zaniedbywanie dzieci, a Liam w tym czasie wychodzi do salonu, ponieważ ma dar wyczuwania, kiedy potrzebujemy trochę prywatności. Mieszam jajecznicę dla męża. Powoli i na małym ogniu.
– Wiesz, że jem twoje jajka już od dwudziestu lat? – zauważa Jason, muskając mnie dłonią po karku. – Dwadzieścia lat jajek Eriki.
– Nie masz ich już dość? – Niby żartuję, ale w tym żarcie czai się odrobina powagi. W końcu w ciągu ostatniego roku Jason wypracował sobie naprawdę świetną formę. Stał się o wiele bardziej „hot”. Do kompletu potrzeba mu tylko nowego auta i soczewek kontaktowych, żeby pozbyć się drucianych oprawek, a kryzys wieku średniego ma jak w banku.
– W żadnym wypadku. – Przyciąga mnie do siebie i całuje w usta, co kompletnie zaburza proces smażenia jajecznicy, ale nie mam nic przeciwko. Jeszcze się nie ogolił i drapie mnie zarostem. – Mam nadzieję, że będę je jadł przez kolejne dwadzieścia lat.
– Rzyg! – Hannah schodzi z góry i przerywa miły moment małżeński pomiędzy mną i Jasonem. Ubrała się w dżinsy i oversize’owy T-shirt, a włosy związała w niedbały kucyk. Przypuszczam, że miał prezentować artystyczny nieład, ale jest po prostu niedbały. – Idźcie do hotelu.
– Hm, jak by ci powiedzieć? To NASZ dom. – Jason spogląda na nią z uniesionymi brwiami. – Jak zaczniesz się dokładać do czynszu, to będziesz mogła mi dyktować, kiedy mogę całować moją seksowną żonę.
Hannah tylko przewraca oczami.
– Dobra, Hannah – odzywam się. – Musisz się zbierać. Autobus będzie na przystanku za… – Zerkam na zegarek. Za minutę. – Jasna cholera.
– O nie. Chyba będziesz musiała nas zawieźć.
– Jejku, ciekawe, jak do tego doszło…
Hannah z całego serca nienawidzi szkolnego autobusu. Każdego dnia w ciągu tygodnia, gdy tylko otworzy rano oczy, knuje intrygę, bym to ja musiała zawieźć ją do szkoły. Zgodziliśmy się już na to, że kiedy tylko Liam dostanie prawo jazdy, będzie mógł ich codziennie wozić. Tylko że on za niecałe dwa lata będzie już w college’u. A myśl, że Hannah miałaby wsiąść za kierownicę, jest nieco więcej niż tylko niepokojąca.
Kończę przygotowywanie jajecznicy dla Jasona i niechętnie pakuję Hannah i Liama do mojej zielonej Toyoty 4Runner. Nigdy nie sądziłam, że będę jedną z tych mam, które jeżdżą SUV-em, zwłaszcza tak cholernie wielkim. Nawet gdy urodził się Liam, pozostałam przy mojej zwinnej Hondzie Civic. Ale potem Jason stwierdził, że zapinanie dwóch fotelików na tyle ciasnej Civic będzie wyzwaniem i że czas na zmianę samochodu. Więc kupiliśmy SUV-a. Wiem, że to brzmi jak tani melodramat, ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłam go zaparkowanego w garażu, niemal zalałam się łzami. Teraz jednak już do niego przywykłam. Sprawia, że czuję się bezpiecznie, co jest ważne, kiedy wozi się ze sobą dzieci. To dlatego, kiedy Jason zabrał Liama na lekcję nauki jazdy w zeszłym tygodniu, pojechali 4Runnerem.
Hannah zaklepała sobie miejsce z przodu, co średnio mi pasuje, ponieważ to oznacza, że będzie miała dostęp do zarządzania muzyką. Jest wielką fanką muzyki tworzonej przez młodych mężczyzn, którzy wyglądają tak, jakby nie byli jeszcze zdolni do wyhodowania zarostu na twarzach.
– Czy możemy, BARDZO PROSZĘ, posłuchać czegoś innego? – prosi Liam po jakichś dwóch minutach jazdy. Muszę się z nim zgodzić. – Czegokolwiek?
– Wiesz – odpiera atak Hannah – Justin Bieber jest bardzo utalentowanym artystą.
– Och, serio?
– Tak! – Poprawia sobie rozczochrany kucyk. – Ma fenomenalną skalę głosu.
Liam prycha.
– Jasne. Właśnie to w nim lubisz najbardziej. Jego skalę głosu.
– Okej, więc uważam, że jest śliczny. I co z tego? Tobie też w Olivii nie podoba się jej inteligencja.
Olivia? Kim jest Olivia? Zerkam w lusterko wsteczne w chwili, gdy twarz Liama przybiera buraczkowy kolor. Ostatnio wyrobił sobie niesamowitą umiejętność maskowania reakcji na różne rzeczy, ale tym razem nie zdołał jej ukryć. Odwracam wzrok na drogę i kiedy po chwili znów zerkam do tyłu, widzę, że zdążył się już ogarnąć.
Zatrzymujemy się na czerwonym świetle.
– Kim jest Olivia? – pytam najzwyczajniejszym tonem, na jaki mnie stać.
Liam wygląda przez okno.
– Nikim. Zwykłą dziewczyną.
Ale dzięki Bogu jest z nami Hannah.
– Zwykłą dziewczyną? – prycha. – Liam jest w niej totalnie zakochany.
Liam wybucha wymuszonym śmiechem.
– Wcale nie.
– O mój Boże, oczywiście, że tak! Nawet nie próbuj zaprzeczać. – Hannah rzuca mi porozumiewawcze spojrzenie, jakbym była jej nową powiernicą. – Powinnaś widzieć, jak na nią patrzy. Zabujał się po uszy.
– Nieważne.
Jeszcze raz zerkam w lusterku wstecznym na syna. Liam jest najbardziej ogarniętym szesnastolatkiem, jakiego znam. To dlatego tak świetnie radzi sobie w czasie debat, nie umniejszając jego wrodzonej inteligencji i sumiennemu przygotowaniu. Nigdy nie traci opanowania. Nigdy nie zdradza, co myśli. Ale ja znam go na tyle długo, że zwykle potrafię się domyślić. Zwykle.
Cieszę się, że pójdę na tę debatę po szkole. Chciałam zobaczyć wystąpienie Liama. To był powód, dla którego powiedziałam mu, że chcę przyjść. I tak było. Ale teraz mam jeszcze jeden, istotniejszy powód, by tam być.
Muszę się dowiedzieć, kim jest Olivia.
I muszę zapobiec temu, by przydarzyło jej się coś strasznego.
Transkrypcja przesłuchania policyjnego Sharon Anderson:
– Czy może mi pani powiedzieć, skąd zna Liama Cassa?
– Uczęszczał do przedszkola w szkole, w której jestem dyrektorką.
– Jak długo tam uczęszczał?
– Około czterech miesięcy.
– I to było jedenaście lat temu?
– Zgadza się.
– I wciąż pamięta pani dziecko, które chodziło do przedszkola przez cztery miesiące ponad dekadę temu?
– Tak. Pamiętam Liama. Bardzo dobrze.
– I jakie miała pani na jego temat zdanie?
– Z początku? Wydawał się świetnym dzieciakiem. Naprawdę uroczym. Bystrym. Właściwie najbystrzejszym w swoim roczniku. Pamiętam, że wstał podczas apelu i wygłosił z pamięci długą przemowę. Nie mogłam uwierzyć, że przedszkolak mógł to wszystko zapamiętać. Byłam pod wrażeniem.
– Dlaczego uczęszczał tam tylko przez cztery miesiące? Czy rok szkolny nie trwa dziewięć miesięcy?
– Liam został… wydalony.
– Przedszkolak został wydalony?
– To nietypowe. Ale okoliczności nas do tego zmusiły.
– Rozumiem. Jakie to były okoliczności?
– Doszło do incydentu.
– Czy może mi go pani opisać?
– Tak…
– Opisze mi pani ten incydent, pani Anderson?
– To było… Była taka dziewczynka…
– Tak…?
– Cóż, ona i Liam się przyjaźnili. Często bawili się podczas przerw, przynajmniej tak mi powiedziała jego wychowawczyni. A potem, podczas jednej z przerw, dziewczynka… znikła.
– Rozumiem. Ale znaleźliście ją państwo?
– Tak. Została odnaleziona. I… nic się jej nie stało.
– Gdzie ją znaleziono?
– Czy to ma coś wspólnego z tą dziewczyną z liceum? Z tą, która…?
– Obawiam się, że nie mogę udzielać takich informacji.
– Tak. Tak, oczywiście. Ale czy uważacie, że to Liam…?
– Powtarzam po raz kolejny, pani Anderson, nie mogę udzielać takich informacji.
– Oczywiście. Przepraszam.
– Czy może mi pani powiedzieć, gdzie została odnaleziona tamta dziewczynka?
– Więc… powiedziano mi, że Liam i tamta dziewczynka bawili się w dozorcę. Wymknęli się podczas przerwy i poszli do kantorka woźnego. Wyglądało na to, że mała była pod ogromnym wpływem Liama i on ją do tego namówił.
– I co się stało w tym kantorku?
– Znaleźli rolkę taśmy klejącej, tej srebrnej, mocnej. I bawili się nią.
– Jak się nią bawili?
– …
– Pani Anderson?
– Przepraszam. To było po prostu… szokujące. Wciąż nie mogę tego zrozumieć. Że przedszkolak mógł…
– Mógł co?
– Przekonał ją, żeby pozwoliła mu związać sobie nadgarstki tą taśmą. Potem zakleił jej też usta. A potem…
– Tak…?
– Cóż, nie mamy pewności, co stało się później. Wiemy na pewno, że zamknął ją w tym kantorku i odszedł. A kiedy zauważono jej zniknięcie i nauczyciele zaczęli jej szukać, nikomu nie powiedział, gdzie ona jest. Znaleziono ją dopiero po kilku godzinach. Leżała związana na podłodze i nie chciała z nikim rozmawiać. Właściwie nie odzywała się przez kilka dni.
– Co według pani zrobił Liam?
– Nie wiem. Był małym chłopcem. Trudno sobie wyobrazić, by mógł zrobić coś bardzo złego, ale wzrok tej małej, gdy ją znaleźliśmy…
– Rozumiem.
– Oczywiście jej rodzice wpadli w furię. I biorąc pod uwagę wszystko, co zaszło, nie miałam innego wyjścia, niż wydalić Liama z placówki.
– Gdy skonfrontowała się z nim pani w sprawie tego, co zrobił, jak zareagował?
– Przeprosił. Oczywiście, że przeprosił. Oświadczył, że to była tylko zabawa i że ona się na to zgodziła. Nawet płakał. Ale…
– Ale co?
– Ale nie uwierzyłam mu. Nawet wtedy, gdy szlochał w moim gabinecie, to wydawało się niesamowicie nieszczere. Nie sądzę, by było mu choć odrobinę przykro. Ani troszeczkę. Wydaje mi się, że jedyne, czego żałował, to że ją odnaleźliśmy.
Erika
Docieram do szkoły jakieś sześćdziesiąt sekund po szkolnym autobusie. Hannah żegna się szybko i wypada z samochodu. Pamiętam, że kiedy była w zerówce, codziennie rano przywierała do mnie obiema rączkami i nie chciała puścić. Kiedy próbowałam odejść, darła się na całe gardło, jakby ją obdzierali ze skóry. Teraz, gdy próbuję ją choćby cmoknąć w policzek, odbiera to tak, jakbym chciała ją upokorzyć przed całą szkołą.
Liam jest jej zupełnym przeciwieństwem. Kiedy był młodszy, nigdy nie miał problemów z rozstaniem się ze mną, gdy zaprowadzałam go do szkoły. Całował mnie na pożegnanie, po czym biegł się bawić, nawet się za siebie nie oglądając. Teraz też nachyla się z tylnego siedzenia i całuje mnie w policzek, nie zważając na to, kto może być świadkiem jego wylewności.
– Pa, mamo. – Otwiera drzwi. – Kocham cię.
Uśmiecham się. Liam ma niesamowity dar mówienia tego, co właściwe.
– Ja ciebie też kocham, synku.
Zarzuca sobie plecak na ramię i kieruje się pośpiesznie do wejścia, zanim rozbrzmi pierwszy dzwonek. Spoglądam za nim i szukam wzrokiem dziewczyny, która może być Olivią. Cokolwiek, co ułatwi mi zadanie. A nie jest łatwe. Im jest starszy, tym robi się trudniej.
– Czy to Erika Cass?
Podrywam głowę. Przed moim samochodem stoi Jessica Martinson i zagląda przez uchyloną szybę. Nie wiem, skąd się wzięła, bo jej samochodu nie ma nigdzie w zasięgu wzroku. Musiała mieć spotkanie z kimś w szkole, co nie jest niczym niezwykłym, ponieważ jest przewodniczącą Rady Rodziców. Jessica i ja kiedyś byłyśmy blisko, kiedy Liam i jej syn Tyler się przyjaźnili.
Nasza znajomość zacieśniła się wyłącznie z powodu przyjaźni Liama i Tylera, więc kiedy chłopcy przestali spędzać ze sobą czas, my również się od siebie oddaliłyśmy. Spytałam Liama, dlaczego nie zaprasza już Tylera Martinsona do nas, a on tylko wzruszył ramionami. Gdybym to samo pytanie zadała Hannah, otrzymałabym w zamian godzinny wykład na temat tego, co Tyler zrobił nie tak. Ale Liam taki nie jest. Nie mówi o sprawach, nad jakimi rozwodzi się jego siostra.
Drogi dzieci się rozchodzą. Obaj są starsi i nie mają wspólnych zainteresowań. Tyler jest bardziej popularny niż Liam i obracają się w innych kręgach. Tyler gra w futbol, podczas gdy Liam uprawia lekkoatletykę i bierze udział w debatach. Ponadto Liam nie ma żadnych bliskich przyjaciół – wydaje się niezainteresowany nawiązywaniem bliskich znajomości, jak inne dzieciaki. Ale zawsze martwiłam się tym, co spowodowało rozpad ich przyjaźni. Oddalili się od siebie i to jest w porządku. Natomiast przeraża mnie to, co Liam mógł zrobić, żeby szybciej położyć kres tej znajomości.
Nie byłby to pierwszy raz.
– Właściwie cieszę się, że cię widzę, Eriko – mówi Jessica. – Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać. To ważne.
Ważne? Żołądek zwija mi się w pętelkę. Co tym razem nabroił Liam?
– Och…
Zakłada kosmyk swoich blond włosów za ucho. Uczesana jest w niedbały kucyk, jak Hannah, ale w przeciwieństwie do fryzury mojej córki, jej jest bardzo stylowy.
– Pójdziemy na kawę? Masz czas?
Mam długą listę spraw do załatwienia na dzisiejszy poranek, ale nie mogę odmówić.
– Jasne.
– Świetnie. Może w Charlie’s?
Charlie’s to knajpka jakieś pięć minut drogi stąd. Świetna, żeby wpaść na szybką kawkę z rana. Przez lata Jessica i ja często się tam spotykałyśmy.
– Jadę prosto tam.
Mruga do mnie.
– To widzimy się za pięć minut.
Podczas gdy Jessica pędzi do swojego własnego monstrualnego SUV-a, ja spoglądam na swoje dłonie ściskające kierownicę. Trzęsą się. O czym Jessica chce ze mną rozmawiać? To nie może być nic złego, prawda? Wydawała się dość przyjazna. Ale Jessica taka już jest. Potrafi powiedzieć najgorszą rzecz prosto w twarz, nie przestając się przy tym uśmiechać. Widziałam to na własne oczy.
Wrzucam bieg i kieruję się w stronę Charlie’s.
Olivia
Przez Liama Cassa zawalę semestr z matematyki.
No dobra, może nie zawalę, ale nie wygląda to dla mnie dobrze. Jestem dobra z matmy – zawsze dostaję piątki, jeśli nie szóstki. Ale w tym semestrze będę miała szczęście, jeśli wyciągnę tróję. A to wszystko z powodu Liama. Ponieważ od chwili, gdy o dziesiątej trzydzieści przekraczam próg klasy, aż do momentu, gdy czterdzieści minut później rozbrzmiewa dzwonek na przerwę, mogę się skupiać wyłącznie na chłopaku siedzącym przede mną.
Nigdy nie interesowałam się chłopakami. Nie mogę powiedzieć tego samego o mojej przyjaciółce Madison, która nie myśli o niczym innym. Madison zdecydowanie zawaliła niejeden sprawdzian z powodu jakiegoś przystojniaka siedzącego przed nią. Wolała wychodzić z chłopakami, którzy jej się podobali, niż wziąć się do nauki. Taka już po prostu jest. Zawsze się z niej naśmiewałam. No bo jak można stawiać chłopaka ponad nauką? Przecież chłopcy w naszym wieku to sami idioci i nawet nie znowu tak przystojni – większość z nich ma pryszcze na twarzy i zarost przypominający włosy łonowe.
Chcę się dostać do dobrego college’u, to mój priorytet. Jak można zaprzepaścić całą swoją przyszłość z powodu jakiegoś tam chłopaka? To żałosne.
Ale kiedy pierwszego dnia tego roku szkolnego Liam Cass usiadł przede mną na lekcji matematyki, odwrócił głowę i błysnął do mnie uśmiechem, przepadłam. Nie miał pryszczatej twarzy ani łoniaków na brodzie. Był cudownie piękny. Nienawidzę się za to, ale nie jestem w stanie przestać się w niego wgapiać. Za każdym razem, gdy się do mnie uśmiecha, moje serce zaczyna sprint. Ma przepiękny uśmiech. I naprawdę piękne brązowe oczy. Są jak niekończące się stawy pełne płynnej, mlecznej czekolady. Mogłabym napisać fatalny wiersz o tym chłopaku. W przyszłym miesiącu będę pewnie próbowała wyryć na ławce nasze inicjały otoczone serduszkiem – tak daleko już to zaszło.
Kilka dni temu pisaliśmy test i to była prawdziwa katastrofa. Nie mogłam się skupić na nauce, ponieważ kiedy tylko otwierałam książkę i widziałam te wszystkie sinusy i cosinusy, moje myśli wędrowały do Liama. Podczas testu oczywiście też nie byłam w stanie się skupić – w końcu on we własnej osobie siedział tuż przede mną. Ledwo zdałam, dostałam siedemdziesiąt dwa procent. Liam, który nie skupiał się na żałosnej mnie siedzącej za nim, wyciągnął dziewięćdziesiąt osiem.
Muszę przestać myśleć o tym chłopaku. Jest zwykłym facetem. Moja edukacja jest dużo ważniejsza. Muszę się skupić.
Skup się, Olivio.
Tylko że kiedy dziś Liam wchodzi do klasy, nie ma na sobie zwykłych dżinsów i T-shirta. Włożył eleganckie spodnie w kolorze khaki i koszulę. Oraz krawat. O Boże, on ma krawat. Zazwyczaj jest śliczny, ale teraz, ubrany tak elegancko, wskoczył na wyższy poziom. To jak zapowiedź tego, jaki będzie przystojny jako dorosły. Wbrew mojej woli w żołądku zaczynają harcować mi motyle.
Skup się, Olivio!
Zajmując swoje miejsce przede mną, Liam uśmiecha się do mnie, a mnie miękną kolana.
– Cześć – mówi.
– Cześć – odpowiadam. Szperam w głowie, szukając czegoś błyskotliwego albo zabawnego do powiedzenia. Większość lekcji matematyki upływa mi właśnie na tym. – Ale się wystroiłeś.
Brawo, Olivio.
– Mamy dzisiaj debatę – wyjaśnia. – Dość ważną. Przeciwko innej szkole.
– Wow. Denerwujesz się?
– Trochę. – Śmieje się, choć w jego głosie da się wysłyszeć drżenie, które upewnia mnie, że jest bardziej zestresowany, niż chce się do tego przyznać. – Jeśli wygramy, pojedziemy na stanową debatę w Albany. Super sprawa.
– Na czym polega taka debata?
Drapie się po swoich ciemnobrązowych włosach.
– Głównie na kłóceniu się. Jest całkiem zabawnie. – Unosi brwi. – Czy… eee… chciałabyś przyjść posłuchać?
– Ja? – mówię żenująco piskliwym głosem.
Rany boskie, co za idiotyczna reakcja. Oczywiście, że zaprasza MNIE. Do kogo innego miałby się zwracać?
I co to w ogóle ZNACZY?
– Eee… – Jego uśmiech staje się odrobinę spięty. – To znaczy, jeśli chcesz. Dla ciebie będzie to pewnie nudne. Raczej nie będziesz chciała.
O nie, on się wycofuje.
– Nie, nie, brzmi interesująco. Nie mam innych planów.
To wierutne kłamstwo. Dziś po szkole powinnam być na próbie chóru. Ale szczerze mówiąc, trochę straciłam do tego serce, gdy nie dostałam dwóch ostatnich solówek, na których mi zależało. Ale nawet gdybym je dostała, nie mogłabym odmówić Liamowi. To pierwszy raz, gdy mnie gdziekolwiek zaprosił.
Jego wzrok się rozjaśnia.
– Byłoby super. To znaczy, jeśli możesz. Bo jeśli coś ci wypadnie, to też spoko. To nic takiego.
Nie wierzę. Naprawdę wydaje się zadowolony, że przyjdę. O Boże, teraz to już na pewno nie skupię się na lekcji. Będę miała fatalne oceny z matmy w tym semestrze. A najgorsze jest to, że w tym momencie nie mogłoby mnie to obchodzić mniej.
