Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Pokój z widokiem na... rodzinne sekrety
Kitty Underhay jedzie odwiedzić krewnych ze strony ojca, o których istnieniu do niedawna nie miała pojęcia. Wizyta w majestatycznej rezydencji jest intrygująca, jednak pod pozorną życzliwością gospodarzy wyczuwa się narastające napięcie.
Gdy dziewczyna przypadkiem odkrywa, że przed laty przebywała tutaj jej zaginiona matka, pytania z przeszłości natrętnie domagają się odpowiedzi. Wkrótce znikają poufne dokumenty należące do wuja, a przy schodach dla służby zostaje znalezione ciało niani, która znała rodzinne tajemnice...
Kitty zwraca się o pomoc do kapitana Matthew Bryanta. Czy uda im się wspólnie odnaleźć mordercę?
Kto skorzysta na kradzieży dokumentów? A kto wkrótce może stracić życie?
Zbrodnia w rezydencji to druga część serii kryminalnej, której akcja rozgrywa się w latach 30. XX wieku w eleganckich wnętrzach hoteli, zamków i sal balowych.
DOSKONAŁA POWIEŚĆ DLA WIELBICIELI AGATHY CHRISTIE, RETRO KRYMINAŁÓW I NIEBANALNYCH BOHATEREK.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 270
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
TAJEMNICE PANNY UNDERHAY
ZBRODNIA W REZYDENCJI
HELENA DIXON
PRZEŁOŻYŁA EMILIA NIEDZIESKA
Zbrodnię w rezydencji dedykuję Panu Coxowi, mojemu nauczycielowi języka angielskiego w liceum. Zawsze wierzył, że pewnego dnia będę pisać książki, i mówił, że chce być uznany za tego, który najwcześniej dostrzegł mój talent. Zachęcał mnie do pisania i poszukiwania nowych doświadczeń.
Zatem, Panie Cox, ta książka jest dla Pana.
Torbay Herald
10 CZERWCA 1933
UPORCZYWY ZŁODZIEJ KLEJNOTÓW POJMANY
Mieszkańcy i goście Torquay mogą spać spokojnie po tym, jak zatrzymano Laurence’a Hollanda, wielokrotnego międzynarodowego złodzieja klejnotów. Mężczyzna został aresztowany dzięki informacjom otrzymanym od kapitana Matthew Bryanta z firmy „Prywatne Usługi Detektywistyczne”. Odważny kapitan Bryant, bohater Wielkiej Wojny, ściśle współpracował z policją w celu ujęcia osobnika odpowiedzialnego za kradzieże w pobliskich luksusowych hotelach. Był również zaangażowany w zatrzymanie osób zamieszanych w serię wyjątkowo brutalnych morderstw w Dartmouth na początku tego roku. Siedziba „Prywatnych Usług Detektywistycznych” mieści się przy Fore Street w Torquay.
AUKCJA CENNEGO RUBINU
W zeszłym tygodniu w Nowym Jorku odbyła się aukcja bajecznego rubinu należącego do maharadży Ethsindi. Został sprzedany za dwadzieścia tysięcy funtów, co jest rekordową sumą za nieoszlifowany kamień. Uważa się, że rubin jest jednym z największych, jakie znaleziono w ostatnim wieku. Zanim trafił z powrotem w ręce prawowitego właściciela, zaginął na kilka lat w tajemniczych okolicznościach. Znalazca, który pragnie pozostać anonimowy, otrzymał pokaźną nagrodę od wdzięcznego byłego władcy.
Lato, Dartmouth, rok 1933
Pani Treadwell zacisnęła usta i skupiła się na liście wręczonym jej przez wnuczkę Kitty. Kitty Underhay jadła śniadanie z babcią i jej siostrą, Livvy, w prywatnym apartamencie tej pierwszej w hotelu Delfin. Kilka tygodni wcześniej Livvy spadła ze schodów, łamiąc stopę i ramię. Zatrzymała się u siostry, aby odpocząć i zregenerować siły przed powrotem do domu w Szkocji.
Niebo za wykuszowym oknem ze szprosami było jasnoniebieskie i bezchmurne, a poranne słońce już nagrzało powietrze wpadające przez otwarty górny lufcik. Livvy uśmiechnęła się po tym, jak jej siostra ponownie przeczytała list będący de facto zaproszeniem od rodziny ojca Kitty.
– Nie wiem, moja droga. Wybór należy do ciebie. Jeśli chcesz pojechać do tych ludzi na tydzień, to przypuszczam, że jakoś sobie bez ciebie poradzimy. – Starsza dama odrzuciła na stół list, który o milimetry minął talerzyk z marmoladą.
– Myślę, że Kitty przydałyby się małe wakacje po tych strasznych wydarzeniach z ostatnich tygodni. W końcu nie co dzień ktoś zostaje wplątany w morderstwo – zauważyła Livvy, zerkając na siostrę znad brzegu porcelanowej filiżanki. Wyciągnęła zabandażowaną kontuzjowaną stopę i od razu się skrzywiła.
Kitty uznała ten komentarz za coś w rodzaju niedopowiedzenia, biorąc pod uwagę trzy brutalne morderstwa, podpalenie, włamanie i próbę zamachu na jej życie. Wszystko miało związek z jej ojcem, Edgarem Underhayem, który zniknął, gdy miała zaledwie cztery lata.
To właśnie za jego sprawą na stole przed nią leżało teraz zaproszenie do Enderley Hall. Edgar, w ramach zadośćuczynienia za swoją długą nieobecność i zachowanie w stylu najgorszego łobuza, a nie dżentelmena, przekonał swoją siostrę, lady Medford, aby zaprosiła do siebie bratanicę. Kitty nie była pewna, jak udało mu się tego dokonać, ponieważ relacje rodzeństwa nie należały do najcieplejszych. Cokolwiek zrobił, wyglądało na to, że odniósł sukces.
Stąd też Kitty otrzymała ostrożnie sformułowane zaproszenie do posiadłości niedaleko Exeter, gdzie miała spędzić tydzień z ciotką, wujkiem i kuzynką Lucy.
– Tak czy inaczej, byłoby miło ich poznać. Jeśli się sobie nie spodobamy, zawsze mogę znaleźć jakąś wymówkę i skrócić wizytę – powiedziała Kitty. Szalenie pragnęła dowiedzieć się więcej o swoich krewnych, o których istnieniu jeszcze do niedawna nie miała pojęcia. O rodzinie ojca wiedziała bardzo niewiele.
Pani Treadwell nie wyglądała na przekonaną.
– Lord Medford cieszy się dużym poważaniem, moja droga. Dokonał wielkich rzeczy podczas wojny, jak wiesz, dostarczał amunicję i opracował kilka rozwiązań technicznych, które znacząco wspomogły Ministerstwo Wojny – zauważyła łagodnie Livvy.
– Wiem, ale Edgar Underhay nie jest osobą, którą można obdarzyć zaufaniem. Kto wie, co też naopowiadał swojej siostrze, byleby tylko nakłonić ją do wysłania tego zaproszenia? Czy po tej całej sprawie z rubinem, przez którą Kitty prawie zginęła, można ufać takiemu człowiekowi? Ile warte jest to zaproszenie? Jeszcze tydzień temu nic nie wiedzieliśmy o jego siostrze i jej rodzinie. – Pani Treadwell spojrzała na list podejrzliwie.
– Bardzo chętnie się z nimi spotkam i poznam rodzinę mojego ojca. Poza tym Lucy wysłała telegram, w którym namawia mnie do przyjęcia zaproszenia, zanim jeszcze ono do mnie dotarło. – Kitty posmarowała masłem kolejny trójkątny tost, unikając wzroku babci. Wcześniejsze poczucie niepokoju zaczęło ostatnio na powrót jej doskwierać, przez co czuła się znudzona i jak w potrzasku.
Starsza kobieta westchnęła, jakby pogodzona z porażką.
– Cóż, chyba istotnie dobrze byłoby lepiej ich poznać. Przynajmniej wydają się przyzwoitymi ludźmi. Wyglądasz mizernie, więc odrobina towarzystwa dobrze ci zrobi.
Livvy zdrową stopą stuknęła pod stołem w kostkę Kitty.
– Myślisz, że powinnaś wziąć pokojówkę, moja droga? Taki wspaniały dom, mogłabyś pożyczyć moją Esther.
Kitty nie zachwycił pomysł towarzystwa ponurej Esther, narzekającej na lumbago i bezsenność.
– Ciotka Hortense na pewno ma wystarczająco dużo służby, a poza tym jestem przyzwyczajona do samodzielności.
Babcia Kitty prychnęła, unosząc się gniewem.
– Jeszcze gotowi pomyśleć, że nie stać nas na utrzymanie służącej. Nie musisz nikogo prosić o jałmużnę.
Kitty wiedziała, że jeśli nie będzie ostrożna, zostanie obarczona Esther.
– A może zabiorę ze sobą Alice? – Miała na myśli młodą pokojówkę z ich hotelu; pochodziła z biednej rodziny, miała szesnaście lat i była najstarszym z ośmiorga dzieci. Kitty lubiła towarzystwo tej bystrej, wesołej dziewczyny. Z pewnością ucieszyłby ją zarówno pobyt w pięknej rezydencji, jak i możliwość oderwania się od codziennej rutyny.
– Sądzę, że mogłabym przystać na taki pomysł. Poradzimy sobie bez Alice przez tydzień – powiedziała seniorka. Jej urażona duma została udobruchana.
Kitty zauważyła, że Livvy próbuje ukryć uśmiech.
– Powinnaś też kupić ze dwie nowe suknie, Kitty, żeby zaprezentować swoją piękną, zgrabną figurę. Wiele młodych kobiet mogłoby ci pozazdrościć wspaniałej cery i naturalnych blond włosów. Z tego, co słyszałam, to teraz bardzo na czasie, a spodziewam się, że nie zabraknie tam osób z towarzystwa. – Livvy do niej mrugnęła. – Jaka szkoda, że młody kapitan Bryant nie został uwzględniony w zaproszeniu.
– Livvy! Matthew jest tylko przyjacielem, dobrze o tym wiesz – Kitty zganiła ciotkę, czerwieniąc się z zakłopotania na usłyszaną aluzję.
Kapitan Matthew Bryant przebywał wcześniej w Delfinie. Pani Treadwell zatrudniła go po serii morderstw, aby chronić zarówno Kitty, jak i hotelowych gości. Jego rodzice byli jej starymi znajomymi. Matt po niedawnej rezygnacji ze stanowiska w rządzie nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc zgodził się zostać w Dartmouth. To on uratował Kitty i jej ojca przed zabójcą, narażając się na ogromne niebezpieczeństwo.
Po rozwiązaniu sprawy przeprowadził się do niewielkiego domu w pobliskim Galmpton i otworzył własną firmę świadczącą usługi ochroniarskie i detektywistyczne. Obecnie zaangażował się w śledztwo dotyczące serii kradzieży klejnotów w luksusowym hotelu w Torquay. Choć był wdowcem o dekadę starszym od dwudziestotrzyletniej Kitty, dzięki statusowi bohatera wojennego oraz stabilności finansowej uchodził za świetną partię wśród miejscowej socjety. Obie seniorki zdawały się być tego aż nazbyt świadome.
Podczas wspólnego śledztwa w sprawie morderstw Kitty zauważyła, że Matta wciąż prześladuje przeszłość. Rzeczy, które widział i robił podczas wojny, a także straszna osobista tragedia, za sprawą której owdowiał w młodym wieku. Żałowała, że nie otworzył się przed nią bardziej, ale wiedziała, że uznałby to za oznakę słabości, czego zdecydowanie wolał uniknąć.
– W takim razie lepiej napiszę do cioci Hortense, że przyjmuję zaproszenie, i powiem Alice, że wybieramy się na wycieczkę. – Kitty wytarła kąciki ust lnianą serwetką i wstała, sięgając po leżący na stole list.
Wiedziała, że ledwie wyjdzie z pokoju, a obie damy zaczną dyskusję na temat wizyty w Enderley Hall i mieszkańców posiadłości.
– Wiesz, Matt, ludzie zaczynają plotkować – powiedziała później tego popołudnia, kiedy zjawił się w hotelu, aby wybrać się z nią do herbaciarni w Dartmouth Castle. Elegancko skrojony garnitur, a także wysoka i szczupła, acz umięśniona sylwetka, sprawiały, że miał w sobie coś z nonszalanckiego łobuza.
– Zdefiniuj słowo „ludzie”. – Uśmiechnął się szeroko, gdy sięgała po rękawiczki i torebkę. W jego policzkach pojawiły się dołeczki, ciemnoniebieskie oczy rozbłysły.
– W porządku, tak naprawdę miałam na myśli ciocię Livvy. – Odwzajemniła uśmiech, wychodząc z chłodnego, wyłożonego dębowymi panelami hotelowego lobby na rozświetlony słońcem nadrzeczny bulwar.
Światło skrzyło się na falach rzeki Dart, która nieopodal wpadała do morza. Zamek w Dartmouth z szarą kamienną wieżą stał na straży po jednej stronie wody, a na przeciwległym brzegu znajdował się jego mniejszy odpowiednik w Kingswear. Obie budowle niezmiennie od wieków strzegły ujścia rzeki i położonych za nimi miast.
Matt podał Kitty ramię, na którym lekko oparła swoją dłoń. Kiedy mięśnie napięły się pod jej dotykiem, poczuła ulgę, że uraz barku, jakiego doznał kilka tygodni wcześniej podczas szamotaniny z mordercą, został wyleczony. Wciąż nie mogła uwierzyć, że te przerażające wydarzenia działy się w tak spokojnym miejscu.
– Przeszkadza ci, że twoja ciotka snuje podobne przypuszczenia? – droczył się z nią.
Kitty się roześmiała.
– Przecież wiesz, że nie. Cieszę się z naszej przyjaźni. I nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć o twojej ostatniej sprawie. Czytałam w gazecie, że kogoś aresztowano.
Minęli zatoczkę i odbyli przyjemny półgodzinny spacer pod górę, na której znajdował się zamek. W herbaciarni panował spory ruch i musieli poczekać kilka minut, aż kelnerka przygotuje dla nich stolik.
– O nie, chyba nas zauważyła – mruknęła Kitty, gdy znajoma kobieca postać przywołała ich władczym gestem do stolika po drugiej stronie sali.
Pogodzeni z losem podeszli przywitać się z panią Craven, byłą burmistrzynią Dartmouth i bliską przyjaciółką babci Kitty.
– Kapitanie Bryant, jak miło znów pana widzieć. I ciebie, moja droga.
Kitty wiedziała, że pani Craven nigdy tak naprawdę nie darzyła jej sympatią, a teraz prawdopodobnie lubiła ją jeszcze mniej, zwłaszcza po tym, jak złodziej w poszukiwaniu rubinu, który ukryła jej matka, włamał się do domu seniorki i ją zaatakował.
– Wygląda na to, że doszła już pani do siebie, pani Craven – zauważył Matt.
– Nie dzięki temu łotrowi, który mnie zaatakował. Przez niego na myśl o powrocie do własnego domu robiło mi się słabo. – Piórko w jej kapeluszu zadrżało z oburzenia.
Kitty trudno było sobie wyobrazić, aby srogą panią Craven mogło cokolwiek przestraszyć. Krzepka dama o surowym wyrazie twarzy zasiadała w każdym ważnym komitecie w mieście.
– Ufam, że twoja babcia i Livvy mają się dobrze? – Dama przekierowała uwagę na Kitty.
– Tak, dziękuję. Myślę, że ciocia Livvy wkrótce odzyska pełnię sił. Ostatnio udało jej się nawet odrobinę pospacerować o lasce.
– Mam nadzieję, że za przyzwoleniem doktora Cartera. Livvy zawsze była porywcza, zresztą tak jak twoja matka. Zadzwonię do nich jutro przed lunchem.
– Przekażę im, że się pani do nich odezwie – obiecała Kitty, z ulgą zauważając, że ich stolik jest już gotowy.
– Nie tak szybko, młoda damo. Jakieś wieści na temat twojego ojca? Przypuszczam, że jest już w Ameryce? – Ton pani Craven nie pozostawiał złudzeń, co dokładnie myśli o Edgarze Underhayu. Ale Kitty bynajmniej to nie zdziwiło. Jej ojciec – jak sam przyznał – nie był zbyt dobrym człowiekiem, dlatego pani Treadwell tak bardzo obawiała się spotkania Kitty z jego rodziną.
– Raczej tak, jego statek wypłynął kilka dni temu. – Czytała w „Heraldzie” o aukcji rubinu maharadży w Nowym Jorku. Nie sposób uznać za przypadek, że jej ojciec miał przy sobie akurat ten kamień, gdy wsiadał na statek.
Pani Craven prychnęła.
– Jeśli chcesz znać moje zdanie, to kłopot z twoim ojcem polega na tym, że zawsze liczył na łut szczęścia, najlepiej pod postacią statku załadowanego po brzegi złotem, klejnotami i tancerkami ubranymi w pawie pióra. Nie mogę pojąć, co twoja matka w nim widziała, i przypuszczam, że już nigdy się tego nie dowiemy.
Kitty wciągnęła powietrze i policzyła w myślach do trzech.
– Na pewno wkrótce do mnie napisze. Obiecał, że sprawdzi pewne informacje i spróbuje ustalić, co się mogło stać z moją matką. – Pani Craven nie miała pojęcia, jak bliska była prawdy.
Elowed, matka Kitty, zniknęła bez śladu w tysiąc dziewięćset szesnastym roku. Pomimo oferowanych nagród, licznych śledztw i apeli nie natrafiono na żadne nowe wskazówki, a wszystkie tropy szybko się urywały.
– Nasz stolik jest już gotowy, pani Craven. Miło widzieć panią w tak dobrej formie. – Matt złapał Kitty za ramię i odciągnął, zanim obie rzuciłyby się sobie do gardeł.
– Nieznośna kobieta. Zastanawiam się, jak mogłam jej współczuć, kiedy była w szpitalu. – Kitty zajęła miejsce przy stoliku. Zdjęła białe bawełniane rękawiczki i starannie ułożyła je na torebce, po czym skupiła się na menu.
– Czytałem o aukcji. Myślisz, że twój ojciec się z tobą skontaktuje? – zapytał Matt po tym, jak zamówili u kelnerki kanapki, herbatę i scone.
Najpierw rzuciła mu ostre spojrzenie, ale po chwili wzruszyła ramionami.
– Chciałabym w to wierzyć, ale kto wie? Wszyscy wiedzą, że nie można na nim polegać. Dlatego koniecznie chcę pojechać do Enderley Hall i poznać jego siostrę. – Zastanawiała się, czy ciotka Hortense będzie do niego podobna. Gdy tylko zaczynała myśleć o spotkaniu z ludźmi, których właściwie nie znała, choć łączyły ją z nimi więzy krwi, żołądek aż jej się skręcał z nerwów.
– Czyli czeka cię spoufalanie się z wielkimi i wpływowymi? – zażartował Matt. – Lord Medford obraca się w najwyższych kręgach. Słyszałem, że opracowuje nowe technologie dla Ministerstwa Obrony. Krążą nawet plotki o tajnym laboratorium w Enderley.
– W takim razie dobrze, że nie jestem szpiegiem. – Uśmiechnęła się do kelnerki, która przyniosła ich zamówienie. – Ale dość o mnie. Jak firma „Prywatne Usługi Detektywistyczne” radzi sobie ze ściganiem podejrzanych? – Nalała do filiżanek herbatę.
– Nauczyłem się, że nigdy nie należy ufać trenerowi tenisa. Złapaliśmy go na gorącym uczynku z diamentową broszką lady Cronshaw. Aresztował go nasz przyjaciel, inspektor Greville.
– A więc sukces. – Kitty uniosła filiżankę i delikatnie stuknęła nią o porcelanowe cacuszko w jego dłoni. – A jak twój nowy dom?
– Bardzo dobrze, ale wciąż jest mnóstwo do zrobienia. Mam też gosposię, panią Milden, poważaną starszą wdowę z Galmpton, na którą spadło to „mnóstwo do zrobienia”. Tak więc wdrażam się. Zacząłem nawet grać w golfa w Churston. Byłabyś pod wrażeniem, z jaką wprawą gospodarzę.
– Hmm. – Kitty nie dała się zwieść błyskowi w jego oczach.
– Mam też nowy środek transportu.
Jego słowa natychmiast ją zaintrygowały.
– Brzmi ekscytująco, powiedz coś więcej. Nie widziałam przed hotelem zaparkowanego automobilu.
– Bo to nie automobil, tylko motocykl. – Roześmiał się na jej zdziwioną minę. – Miałem motocykl podczas wojny i tuż po niej. Kupiłem Sunbeama. W zeszłym roku maszyny te całkiem nieźle radziły sobie na wyścigach TT na wyspie Man. Może kiedyś wybrałabyś się ze mną na przejażdżkę?
Jej serce zabiło mocniej i nie była pewna, czy z podniecenia, czy ze strachu.
– Wtedy to dopiero zaczęliby plotkować. Zawsze możesz odwiedzić mnie w Enderley Hall, to niedaleko. Lucy, moja kuzynka, na pewno by się ucieszyła.
– Może skorzystam z zaproszenia. Przyznaję, że chciałbym zobaczyć to miejsce. Twoja ciotka jest znana jako zapalona ogrodniczka. Jej ogród jest podobno spektakularny.
Kitty odstawiła filiżankę na spodek.
– Czyli jednak się zadomowiłeś. Tylko patrzeć, jak za chwilę poprosisz o wskazówki dotyczące pielęgnacji róż – droczyła się.
Po tym, jak Matt odprowadził ją z powrotem do Delfina, Kitty udała się na poszukiwanie Alice, aby poinformować ją o tymczasowej zmianie w jej obowiązkach.
Znalazła ją w magazynie, uwijającą się w pocie czoła pod czujnym okiem pani Homer.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę na chwilę porozmawiać z Alice.
Pani Homer nie była zbytnio zachwycona przydzieloną jej pomocą przy liczeniu oraz rozdzielaniu pościeli i ręczników, uważając młodą dziewczynę za zbyt roztrzepaną, więc wydała się zadowolona, że się jej pozbędzie. Najwyraźniej pomyślała, że czeka ją reprymenda za jakieś uchybienie.
Kitty zaprowadziła Alice w cichy kąt korytarza.
– Stało się coś, panienko? – zapytała zaniepokojona pokojówka, otwierając szeroko oczy. – Jeśli chodzi o to, że w dwudziestce rano nie było ręczników, to nie moja wina, panienko, słowo daję!
– Nie, nie chodzi o ręczniki. Nie masz żadnych kłopotów.
Kościste ramiona dziewczyny rozluźniły się, a ona sama odetchnęła z ulgą.
– Mam dla ciebie propozycję. Moja ciotka i jej mąż, lady i lord Medford, zaprosili mnie do swojej wiejskiej posiadłości niedaleko Exeter. Moja babcia i ciotka Livvy uważają, że powinnam zabrać ze sobą kogoś do pomocy, i zastanawiam się, czy nie chciałabyś mi towarzyszyć?
Twarz Alice rozjaśniła się z podekscytowania.
– Że niby ja prawdziwą osobistą pokojówką, jak w jakimś filmie?
Kitty rozbawił jej entuzjazm.
– Tak, no cóż, na to wygląda. Musiałabyś zajmować się moimi ubraniami, załatwiać drobne sprawy i dbać o różne rzeczy.
Alice klasnęła w dłonie z zachwytu.
– W takim wielkim, eleganckim domu, panienko?
– Tak. – Kitty poprawiła biały koronkowy kołnierzyk mundurka dziewczyny. – Myślę, że zanim wyjedziemy, będziemy musiały coś zrobić z twoim ubraniem. – Alice była szczupła i ubranie wisiało na niej jak na wieszaku.
Pokojówka natychmiast zabrała się do upinania kędzierzawych włosów w kok i wygładzania fartuszka.
– Zajmę się tym, panienko, z igłą to ja sobie radzę. Będę ładnie mówić i w ogóle zachowywać się jak należy, tak jak w filmach. Bo w filmach to czasem te pokojówki to Francuzki są.
– Nie musisz udawać Francuzki. – Kitty zdusiła uśmiech, licząc, że Alice nie będzie się siliła na francuski akcent podczas pobytu w Enderley.
Wyglądała na nieco rozczarowaną tym stwierdzeniem.
– A taki mały koronkowy czepeczek to mogłabym mieć? – zasugerowała z nadzieją w oczach.
– Zobaczę, co da się zrobić – obiecała Kitty i pozwoliła młodej pokojówce wrócić do pani Homer do magazynu. Sama była bardzo podekscytowana podróżą, choć nie wolna od obaw, jak zostanie przyjęta.
Pani Treadwell nalegała, aby Kitty i Alice pojechały taksówką, a nie pociągiem.
– Nie chcę, żeby rodzina twojego ojca pomyślała, że jesteś jakimś biedactwem z sierocińca. Bóg jeden wie, jakich też bzdur mógł im naopowiadać Edgar. Pojedziecie z panem Potterem.
Alice aż kipiała z tłumionego podniecenia, nadzorując pakowanie bagaży z całą powagą należną swojemu nowemu stanowisku. Zakupiono jej nowe buty i pończochy, a upragniony koronkowy czepek został starannie wykrochmalony i schowany w walizce. W związku z tym była w znakomitym humorze, zajmując tylne miejsce taksówki.
Podekscytowanie pokojówki cieszyło Kitty, ponieważ łagodziło jej zdenerwowanie przed spotkaniem z rodziną ojca.
– O rety, to jest lepsze niż ten cały omnibus czy pociąg. – Alice zaczęła wiercić się na skórzanym siedzeniu, aby mieć lepszy widok z okna. – Jeszcze nigdy nie jechałam automobilem.
Taksówka wjechała na wzgórze i opuścili Dartmouth, którego domy po chwili ustąpiły miejsca polom uprawnym znajdującym się między dwoma miastami. Pan Potter jechał ze stałą, choć raczej mało ekscytującą prędkością. Kitty starała się uspokoić i cieszyć podróżą do Exeter. Zanim przyszło zaproszenie, dostała przecież od swojej niewiele młodszej kuzynki Lucy zachęcający do odwiedzin telegram, dzięki czemu poczuła się co najmniej mile widziana. Skąd więc ten irytujący niepokój? Przypuszczała, że wywoływała go sama myśl o podróży w nieznane.
– Będzie tam dużo służby, panienko? I inne osobiste pokojówki też?
– Spodziewam się, że lady Medford ma swoją garderobianą i prawdopodobnie moja kuzynka Lucy także. Ale nie wiem, kto oprócz rodziny tam będzie, kogo jeszcze zaprosili. – Spojrzała na dziewczynę, która wyglądała na zaniepokojoną jej słowami. – Wszystko będzie dobrze, Alice. Słuchaj się kamerdynera i gospodyni lorda Medforda, ale pamiętaj, że przede wszystkim jesteś moją osobistą pokojówką. Nie martw się, na pewno świetnie sobie poradzisz. Przeżyjemy wspaniałą przygodę.
Uśmiech wrócił na twarz Alice, gdy ta uzyskała od swojej pracodawczyni kredyt zaufania. Rezydencja Enderley Hall znajdowała się nie tyle w samym Exeter, co w pobliżu Crediton, niedaleko wioski Newton St Cyres, zaledwie pięćdziesiąt mil1 od Dartmouth. Kitty odwróciła się w stronę okna, patrząc w tym samym kierunku co Alice.
Wzdłuż długiego, żwirowego podjazdu po obu stronach ciągnęły się rzędy drzew, a na przyległych do nich polach pasły się owce. Dom był dużym budynkiem z czerwonej cegły, znacznie starszym, niż się spodziewała. Okna ze szprosami były głęboko osadzone w kamiennych ramach przedzielonych pionowymi słupkami, a liczne kominy wznoszące się nad szarym łupkowym dachem dodawały posiadłości majestatu. Przód rezydencji wydawał się ponury i groźny nawet w jasnym słońcu.
Kitty wzięła głęboki wdech i dyskretnie położyła dłoń na przeponie, próbując zapanować nad zdenerwowaniem. Miała wrażenie, jakby w jej brzuchu trzepotały skrzydełkami tysiące motyli.
– O rety, jest tak duży jak Delfin, ale mniej przytulny – skomentowała oszołomiona widokiem Alice, gdy taksówka zatrzymała się przed wejściem.
Pan Potter wysiadł i otworzył tylne drzwi, ale Kitty dosłownie wrosła w fotel i tłumiła dreszcz. Dom górował nad nimi, okna przypominały puste i bezduszne spojrzenie. W oddali na drzewach zaskrzeczały gawrony.
Alice tymczasem zdążyła wysiąść i stała przy bagażniku gotowa do tego, aby nadzorować wypakowywanie bagaży. Duże dębowe drzwi wejściowe otworzyły się i do taksówki podszedł wysoki, dystyngowany służący o siwiejących skroniach. Szybko wyprzedziła go młoda kobieta w tweedowej spódnicy i kremowej jedwabnej bluzce. Miała falujące ciemne włosy i roziskrzone oczy, towarzyszył jej umorusany brązowo-biały piesek nieokreślonej rasy.
– Panie Harmon, szybciej. – Ponagliła służącego, po czym odwróciła się i uśmiechnęła do Kitty. – Och, tak się cieszę, że przyjechałaś. Jestem Lucy, twoja kuzynka. Witamy w Enderley Hall.
– Cudownie cię wreszcie poznać – zdołała wydusić z siebie Kitty, wysiadła z samochodu i od razu utonęła w żywiołowym uścisku.
– Muffy, przestań szczekać! – Lucy zwróciła się do psa. – Nie mogę uwierzyć, że mam kuzynkę. – Puściła ją i cofnęła się, aby przyjrzeć się jej twarzy. – Jesteś bardzo ładna. Ale to raczej po twojej mamie, bo w ogóle nie przypominasz wujka Edgara.
– Znając reputację mojego ojca, to raczej dobrze. – Kitty uśmiechnęła się, gdy jej komentarz wywołał salwę śmiechu.
– Chyba masz rację. Matka mówi, że twój ojciec doprowadza ją do rozpaczy, a papa kategorycznie zabrania mu nas odwiedzać. – Lucy objęła Kitty ramieniem. – Czytaliśmy w gazecie o twoich przygodach po tym, jak wujek Edgar wysłał telegram do mamy. Nalegałam, żebyś tu przyjechała. Tak się cieszę, że cię poznałam. Przyjechałaś w samą porę, za chwilę będzie lunch. Wejdź do środka i poznaj resztę. Pan Harmon albo pani Jenkinson, nasza gospodyni, pokażą twojej pokojówce wasz pokój i zajmą się bagażami.
Kitty nie miała innego wyboru, jak zostawić Alice i wejść do domu z kuzynką i Muffy. W środku wzięto od niej kapelusz i płaszcz, po czym zaprowadzono do dużej toalety na dole, gdzie mogła się odświeżyć. Umyła dłonie chłodną wodą, która pomogła jej nieco uspokoić myśli, a następnie dołączyła do kuzynki czekającej na nią w ogromnym czworokątnym holu z masywnymi dębowymi schodami i posadzką wyłożoną czarno-białymi kafelkami.
Lucy poprowadziła ją do skąpanego w słońcu salonu urządzonego w najnowszym stylu. W pomieszczeniu dominującą rolę odgrywał ozdobny kominek z włoskiego marmuru, na stolikach ustawiono świeże kwiaty.
– Mamo, zobacz, kto przyjechał – zawołała Lucy.
Wysoka, elegancka dama o siwych włosach odwróciła się od przeszklonych drzwi, przez które kontemplowała kamienny taras z balustradą. Na widok Kitty zbladła i dotknęła sznura pereł zdobiącego szyję.
– Lady Medford, dziękuję za zaproszenie. – Kitty podeszła, aby się przywitać. Zastanawiała się, co takiego było w jej wyglądzie, że tak bardzo zaskoczyło ciotkę.
– Proszę, mów mi ciociu Hortense. W końcu jesteśmy rodziną. – Z trudem przełknęła ślinę, zanim się nachyliła i złożyła chłodny pocałunek na policzku Kitty. – Witamy w Enderley Hall.
Lucy skierowała się do dobrze zaopatrzonego barku obok kominka.
– Właśnie mówiłam Kitty, że nie jest zbyt podobna do wujka Edgara.
Na twarzy starszej kobiety pojawiła się odrobina koloru.
– Nie, nie jest. Urodę zdecydowanie masz po matce, moja droga.
– Też tak sądzę – zgodziła się Kitty, z trudem klecąc w miarę sensowną odpowiedź.
Lucy podała jej szklankę.
– Aperitif przed lunchem, kochana. – Zerknęła na ozdobny zegar na kominku. – Gdzie u licha są Rupert i Daisy? Pewnie ciągle na korcie tenisowym.
Kitty ścisnęła szklankę, starając się nie okazywać zdezorientowania.
– Przyjaciele Lucy z Londynu. Zaprosiła ich – wyjaśniła ciotka Hortense, przyjmując drinka od córki.
W tym momencie do pokoju weszła niska, pulchna kobieta w podeszłym wieku i zwróciła się do lady Medford.
– Znalazłam twoje okulary, kochana. Były w bibliotece, gdzie przeglądałaś katalogi ogrodnicze z panem Hendersonem. – Podała jej haftowane etui na okulary, po czym spojrzała na Kitty, mrużąc oczy.
– Kitty, poznaj naszą ukochaną Thoms. Była moją nianią, a teraz pomaga mamie i jest naszą najserdeczniejszą przyjaciółką. Thoms, to jest Kitty.
– Córka Edgara, jak mniemam. Miło cię poznać, kochanieńka. – Zmrużyła oczy i spojrzała na Kitty. – Obawiam się, że moje oczy nie są już takie jak kiedyś, ale twoja twarz wydaje mi się znajoma, jakbyśmy się już kiedyś spotkały.
Lady Medford opróżniła szklankę, gdy z korytarza dobiegł dźwięk gongu.
– Gdzież się podziała cała reszta? Jest już pora lunchu.
Kitty uświadomiła sobie, że zgłodniała. Miała nadzieję, że ktoś będzie pamiętał, aby zaproponować Alice coś do jedzenia.
Lucy wzięła kuzynkę pod ramię.
– Papę poznasz na kolacji, rzadko robi sobie przerwę w pracy, żeby zjeść z nami lunch. Jest teraz bardzo zajęty, jakieś sprawy rządowe. Ale będzie Aubrey, jego sekretarz. Dostał niezłego bzika na punkcie Daisy, sama zobaczysz, zakochał się po uszy.
Gdy weszli do jadalni, dołączył do nich wysoki, chudy, poważny młody mężczyzna w okrągłych okularach, który okazał się Aubreyem. Następnie pojawiła się szczupła młoda kobieta z utlenionymi włosami w najnowszym hollywoodzkim stylu Jean Harlow i towarzyszący jej wysoki jasnowłosy przystojniak w pasiastej marynarce.
– Kitty, poznaj moich przyjaciół, Daisy i Ruperta Banksów.
– Jestem zaszczycony. – Rupert przytrzymał jej dłoń o ułamek sekundy za długo, przyglądając się jej twarzy.
– Lucy tyle nam o tobie mówiła. Tajemnicza kuzynka, to takie ekscytujące. – Daisy zajęła miejsce przy stole, napotykając zimne spojrzenie pani domu.
– Czy Viola do nas dołączy? – zapytała lady Medford, układając serwetkę na kolanach.
– Zje kanapki. Pracuje nad jakimś niebywale trudnym fragmentem. Coś związanego z łuszczeniem się. – Rupert przewrócił oczami.
– Frau Fiser, Viola, zajmuje się konserwacją malatury, która znajduje się na górze. Jest ohydna i lepiej byłoby ją zamalować, ale papa uparł się, żeby została – wyjaśniła Lucy.
– Jest bardzo cenna i stanowi część historii tego domu. – Aubrey zmarszczył brwi i spąsowiał, jakby się zawstydził, że powiedział coś nie tak.
– Po lunchu musisz zabrać Kitty na górę. Może chciałaby zobaczyć członków rodziny Underhayów – zauważyła lady Medford.
– Cóż, z pewnością wyglądają lepiej niż niektórzy z Medfordów. – Zachichotała Lucy.
– Pan Henderson nie zje z nami? – zapytała Daisy.
– Pojechał po kilka roślin na rabaty. Zleciłam mu zaprojektowanie ogrodu zupełnie od nowa. Wróci przed kolacją. – Lady Medford dała znak służącym, by zaczęli podawać do stołu.
Nakrycie wydało się Kitty zbyt wystawne jak na lunch. Na wyprasowanym, eleganckim białym lnianym obrusie leżały w idealnym porządku srebrne sztućce. Zajęła miejsce z prawej strony ciotki, która siedziała u szczytu stołu. Lucy usiadła po jej lewej stronie, a Rupert naprzeciwko nich. Zastanawiała się, czy ktoś zauważył Muffy, która zakradła się pod krzesło niani Thoms. Przy stole dało się wyczuć chłodną atmosferę, ale Kitty nie wydało się, aby była jej przyczyną.
– Lucy, to musiało być dla ciebie nie lada zaskoczenie, kiedy się dowiedziałaś, że masz kuzynkę? – zagaił Rupert, rzucając się na jagnięce kotleciki. Miał głęboki, przyjemny głos i podobnie jak jego siostra mówił bardzo ładną, poprawną angielszczyzną.
– Wujek Edgar od dłuższego czasu był raczej postrzegany jako persona non grata – powiedziała Lucy.
– Twój ojciec groził, że go zastrzeli. – Lady Medford wydała z siebie ciche, mało kobiece prychnięcie.
– Wygląda na to, że mój ojciec tak działa na ludzi. Zniknął, gdy miałam cztery lata. I nagle pojawił się kilka tygodni temu.
– O tak, czytałam o tym w gazetach. Biedactwo, wplątać się w morderstwo, coś okropnego. – Daisy spojrzała na Kitty szeroko otwartymi oczami. – A wiadomo, co się stało z rubinem?
Kitty wzruszyła ramionami.
– Nie, nikt nic nie wie. – Nie była to do końca prawda, ale Kitty nie zamierzała dzielić się żadnymi informacjami. Wyglądało na to, że przynajmniej Daisy, nawet jeśli czytała w gazecie o aukcji w Nowym Jorku, nie skojarzyła faktów.
– To rzeczywiście musiałaś być zaskoczona, kiedy pojawił się twój ojciec. W gazetach pisali chyba coś o tym, że twoja matka zaginęła w tysiąc dziewięćset szesnastym roku? To prawda? – Rupert upił łyk ze szklanki.
– Niestety tak. Trwała wojna, a policji brakowało rąk do pracy. Początkowo zakładano, że pojechała odwiedzić przyjaciół. Mnóstwo osób się wtedy przemieszczało, więc trudno było kogokolwiek odszukać. Moja babcia zatrudniła prywatnych detektywów i dała kilka ogłoszeń, ale bez rezultatu.
– Biedactwo – powtórzyła Daisy.
Niania Thoms zmarszczyła czoło.
– Czy to nie wtedy pojechaliśmy do Londynu? W tysiąc dziewięćset szesnastym? Lordowi Medfordowi zlecono jakąś bardzo ważną pracę dla rządu, coś związanego z amunicją. – Kobieta wpatrywała się w Kitty. – Wyglądasz tak znajomo, moja droga.
– Nianiu, czy ty czasem nie karmisz tego nieszczęsnego psa? – zażądała odpowiedzi lady Medford.
Pani Thoms, przyłapana na gorącym uczynku, natychmiast oparła ręce na stole. Kitty podejrzewała, że zniknęła pod nim spora część jagnięciny.
– Tak czy inaczej, jestem wprost zachwycona, że mam kuzynkę. Zawsze marzyłam o siostrze, więc jestem przeszczęśliwa, że spędzimy razem trochę czasu. – Lucy uśmiechnęła się do niej promiennie.
Kitty liczyła, że rzeczywiście tak będzie. Jedno nie ulegało wątpliwości – z tak nietuzinkową grupą zapowiadał się interesujący tydzień.
Daisy i Rupert postanowili dołączyć do Kitty i Lucy, które – z Muffy na doczepkę – udały się na górę obejrzeć obrazy.
– To jedna z najstarszych części domu. Pochodzi z czasów Tudorów, oczywiście przodkowie papy dodawali różne rzeczy, w tym zlecili wykonanie tego okropnego bohomazu. – Lucy machnęła ekspresyjnie ręką na dzieło sztuki, które zaczynało się blisko szczytu schodów i pokrywało ścianę i sufit. Gdy weszli do długiego korytarza, przed nimi rozciągała się barwna, klasyczna, idylliczna scenka przedstawiająca greckie bóstwa. Widać było, że przeprowadzono szeroko zakrojone prace renowacyjne, a do odrestaurowania pozostała tylko niewielka część.
Przy ścianie stał stół pokryty różnymi słoiczkami, szczoteczkami i buteleczkami. Znaleźć tam można było także różnej wielkości lupy i lampy. Muffy, merdając ogonem, ruszyła w stronę szczupłej kobiety po czterdziestce w luźnym roboczym fartuchu, pod którym widać było ekstrawaganckie ubranie.
– Jak mam pracować, skoro cały czas ktoś mi przeszkadza? – Kobieta rzuciła nowo przybyłym gniewne spojrzenie.
– Frau Fiser, chciałam pani przedstawić moją kuzynkę Kitty Underhay – powiedziała Lucy, ignorując wyraźną irytację konserwatorki wywołaną ich obecnością.
Patrząc na Kitty, Viola Fiser wydała z siebie zniecierpliwione westchnienie. Muffy podeszła do niej, merdając ogonem.
– Och, proszę zabrać ode mnie tę przeokropną bestię. Cały czas próbuje ukraść mi pędzle – poskarżyła się, bezskutecznie odganiając czworonoga.
– Kochana Muffy, uwielbiasz Frau Violę, prawda? – Lucy uśmiechnęła się pobłażliwie do swojego pupila. – Chcemy pokazać Kitty portrety rodziny Underhayów, które mama przywiozła z Irlandii.
Viola prychnęła lekceważąco.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Powieść Zbrodnia w rezydencji jest fikcją literacką. Odniesienia do prawdziwych osób, wydarzeń, miejsc, organizacji mają na celu jedynie stworzenie pozorów autentyczności. Pozostałe postacie, wydarzenia, dialogi są wytworem wyobraźni i skutkiem zamysłu literackiego autorki.
Originally published under the title Murder at Enderley Hall
Copyright © 2020 Helena Dixon
All rights reserved
Published in Great Britain in 2020 by Bookouture, an imprint of Storyfire Ltd.
Copyright for this edition © Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Agnieszka Ćwieląg-Pieculewicz
Redakcja: Sylwia Kajdana
Korekta: Katarzyna Onderka, Anna Śledzikowska
Projekt okładki: Ania Jamróz
Skład: Lucyna Sterczewska
ISBN EPUB 978-83-277-4591-0
ISBN MOBI 978-83-277-4592-7
MANDO
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
www.wydawnictwomando.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
