Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Layla uczęszcza na terapię. Spokojna. Opanowana. Poukładana kobieta.
Przynajmniej tak wygląda w teraźniejszości.
Przeszłość wraca fragmentami. Dzieciństwo naznaczone milczeniem. Wspomnienia, które bolą bardziej, gdy próbuje się je wymazać. A potem Ronnie – i jego nagła, niewyjaśniona śmierć.
Policja w Edinburgh’u wciąż szuka sprawcy. Media nie przestają mówić o sprawie. Każdy detal jest analizowany, każde nowe doniesienie podsyca napięcie.
Layla słucha tych wiadomości uważnie.
Jest absolutnie pewna, że nikt nie zapuka do jej drzwi.
W tej historii granica między ofiarą a sprawcą zaciera się powoli – jak makijaż zmywany po długiej nocy.
A Ty ile jesteś w stanie zrobić, by sięgnąć sprawiedliwości?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 42
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zapłacisz mi za to
N G Dentchev
Tytuł: Zapłacisz mi za to
Autorka: N G Dentchev
Redakcja: Joanna Borek (IG: @joanna_redaktorka)
Korekta: Joanna Borek (IG: @joanna_redaktorka)
Skład: Joanna Postój (IG: @po.czytanna)
Korekta po składzie: N G Dentchev (IG: @ngdentchev)
Projekt okładki: Kamila Polańska
(IG: @design_your_cover_with_me, @ksiazka.sercem.w.dloni)
Fotografia na okładce: ©adobestock.com
Wydanie pierwsze
Cavan 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oznacza naruszenie praw autorskich.
Ostrzeżenie: Tekst zawiera nawiązanie do przemocy psychicznej i fizycznej u dziecka, molestowanie oraz gwałt.
– Dobrze, Laylo, proszę, byś usiadła tutaj – kobieta przed pięćdziesiątką wskazuje ręką na kanapę naprzeciw jej flanelowego fotela – i oparła wygodnie plecy.
Wykonuję jej polecenie z cieniem zwątpienia. Nie jest to moja pierwsza wizyta u psychologa, chociaż tę kobietę widzę dopiero drugi raz.
– Spróbuj ułożyć się tak, by było ci komfortowo przy zamknięciu oczu.
Zakładam nogę na nogę, posyłając kobiecie niezrozumiałe spojrzenie. Szybko reflektuje się pod intensywnością mojego spojrzenia i dodaje:
– Oczywiście nie musisz tego robić, zaznaczę tylko, że większość moich klientów lepiej powraca do starych wydarzeń właśnie w taki sposób.
Jednak ja nie chcę do nich powracać. To one nękają mnie co noc, przed zaśnięciem i w snach.
Nie kłócę się mimo to tylko robię, o co wcześniej poprosiła, by za moment usłyszeć kolejne słowa z jej ust:
– Wygodnie ci?
Kiwam głową w odpowiedzi, łącząc ze sobą palce obu dłoni, które układam pod piersiami. Tył mojej głowy opieram
o ramię niewygodnej kanapy. Mebel zdaje się zbyt mały na mój wzrost.
– Dobrze, Laylo. W takim razie proszę, powiedz mi, czy coś zmieniło się w twoim nastawieniu od naszej ostatniej rozmowy?
Moje milczenie najwidoczniej robi za odpowiedź, bo nim zdążę, chociażby odwrócić wzrok do Charlotte, ona już wtrąca swoje wymowne sapnięcie:
– Laylo?
Jej wymowny ton zmusza mnie, bym przerzuciła na nią wzrok.
– Pamiętasz, o czym rozmawiałyśmy na poprzedniej wizycie?
– O nauce wybaczania? – Odpowiadam z łatwością.
– Owszem. – Kobieta spuszcza spojrzenie na notes
w twardej oprawie, leżący na jej kolanie, po czym bazgroli na szybko jakąś notatkę. – I naprawdę nie masz żadnych wniosków?
Kątem oka dostrzegam, jak poprawia swoje okulary
o wąskich szkłach i metalowych oprawkach. W pomieszczeniu panuje taka cisza, że niemal słyszę, jak nasze oddechy – mój ciężki, a jej opanowany – mieszają się ze sobą. W tle dudni tykanie zegara, na który normalnie nie zwróciłabym uwagi. Za oknem ktoś coś krzyczy. A może jedynie rozmawia z drugą osobą, a ja odbieram to inaczej. Wbijam nieobecny wzrok
w brudną kropkę na ścianie, tuż nad moją twarzą i moje myśli momentalnie obierają inny tor, zastanawiając się, od czego się tam pojawiła.
– Laylo?
Zachrypły głos przywołuje mnie myślami do tej przeklętej kozetki, gdzie zgodziłam się przychodzić tylko po to, by Kyle dał mi święty spokój. Charlotte nagle kaszle, a dźwięk z jej zakrytych dłonią ust prawie rozrywa mi bębenki w uszach przez dotychczasową ciszę, do jakiej zdążyłam się przyzwyczaić.
– Przepraszam – mówi wreszcie z trudem, po porządnym napadzie gruźliczego kaszlu.
Akurat nad jego przyczyną nie muszę się nadmiernie zastanawiać, bo od kobiety czuć woń papierosów chyba
z drugiego końca korytarza. I może kiedyś by mnie to brzydziło – taki mechanizm obronny przed przeszłością – ale przecież Ronnie również palił, a ja zdążyłam do tego smrodu przywyknąć.
Ronnie. Największy sukinsyn, jakiego poznałam w moim trzydziestoletnim życiu. No, drugi największy. Ma specjalne miejsce zaraz po moim ojcu. Czy, jak powinnam poprawnie to określić – tatusiu… A przynajmniej to wpajała mi matka przez całe moje dzieciństwo.
Odwracam głowę, po czym zmuszam ciało do tego samego ruchu. Leżę na boku, przodem do Charlotte. Nasz wzrok spotyka się gdzieś w połowie pomieszczenia. Nie wiem, która
z nas wygrywa. Pojedynek jest równy, a kobieta jest godnym przeciwnikiem tej gry.
– Opowiesz mi o tym, co aktualnie czujesz?
Mlaskam językiem o podniebienie, co tworzy charakterystyczny dźwięk przez uchylone usta. Odruchowo trę palcami skroń, a na twarzy pojawia mi się grymas niezadowolenia, wymieszanego ze skupieniem.
– Chyba złość.
– Nie jesteś pewna? Więc może być to coś innego? – dopytuje, przypominając mi tym samym, co sprawiało moją irytację na poprzedniej wizycie.
Gdybym mogła, chętniej spotkałabym się ze Stephanem. Ten młodszy o jakieś dziesięć lat facet jakoś umiejętniej potrafił ze mną rozmawiać… Jednak nie jest to możliwe, bo rozchorowała mu się żona i zapowiedział, iż przez najbliższe miesiące na pewno nie wróci do pracy. Uznałam to za urocze, co dodatkowo zapunktowało Stephana w moich oczach. Opiekuńczość to cecha, której ja nigdy nie zaznałam. Nawet
w związku z Ron…
– Jestem pewna. Tak, to z pewnością jest złość.
Po skupionym na mojej dłoni spojrzeniu Charlotte orientuję się, że ściskam ją na wspomnienia, które nieproszone pchają mi się przed oczy, zasłaniając wizję rzeczywistości.
– Na koniec spotkania zaproponuję ci dwa ćwiczenia. Dobrze by było, gdybyś faktycznie pracowała nad nimi w domu.
Przytakuję ledwo zauważalnym kiwnięciem i wyczuwam dziwną niechęć od strony Charlotte. Jest w jej postawie coś, co coraz mocniej popycha mnie w przekonanie, że ona już się poddała. Że w moim przypadku nie da się nic zrobić. Wpędza mnie w myśli, iż dla mnie nie ma już ratunku.
A to przecież dla Ronniego nie było. To ja wyszłam z tego cało...
Spoglądam znudzona na zegarek. Czas ciągnie się niemiłosiernie, a tykanie wskazówek zaczyna przyprawiać mnie o ból głowy. Przymykam oczy i próbuję wyprzeć ze świadomości ten przeklęty dźwięk. I wtedy ponowie zakłóca go zachrypnięty głos.
– Na co jesteś zła?
Nie spodziewałam się tego pytania, choć może powinnam. Przecież właśnie po to tutaj jestem, by znaleźć sposób na moje problemy. A żeby to osiągnąć, musimy najpierw przez nie przejść.
– Na siebie.
