Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
32 osoby interesują się tą książką
Poznań. Eksplozja kamienicy na Dębcu wstrząsa miastem, a to dopiero początek koszmaru.
Gdy sekcja zwłok ujawnia, że jedna z ofiar została brutalnie zamordowana jeszcze przed wybuchem, sprawa przestaje być uważana za tragiczny wypadek. W śledztwie bierze udział mentor Krystiana Feusette'a, profesor Czesław Lasota, który odkrywa przerażającą prawdę. Ginie on jednak w zamachu na oczach tłumu, nim zdoła ją wyjawić.
Feusette i Emilia – córka zamordowanego profesora – ścigani przez policję i zmuszeni działać poza systemem, próbują odkryć, kto naprawdę pociąga za sznurki. Ślady prowadzą ich do zamkniętej radykalnej społeczności działającej w ukryciu. Im bliżej są prawdy, tym wyraźniej widzą, że zagrożenie jest znacznie większe, niż przypuszczali.
A czasu jest coraz mniej...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© Copyright by Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje Sp. z o.o., 2026 © Copyright by Adrian Ksycki
Wszelkie prawa zastrzeżone
All rights reserved
Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.
Redakcja: Justyna Jakubczyk
Korekta: Aleksandra Płotka
Projekt graficzny okładki: Izabela Surdykowska-Jurek
Grafiki na okładce: Copyright © by KYR (Stock.adobe.com)
ISBN 978-83-68249-92-7
Warszawa 2026
Wydawnictwo Prozami e-mail: [email protected] www.literaturainspiruje.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Byłem sam na tym cmentarzu dominującym nad wsią, gdy weszła tam kobieta w ciąży. Wyszedłem natychmiast, żeby nie musieć patrzeć z bliska na tę nosicielkę trupa ani medytować nad kontrastem między wystającym brzuchem i zapadłymi grobami, między fałszywą obietnicą a kresem wszelkich obietnic.
O niedogodności narodzin, Emil Cioran, tłum. Ireneusz Kania
Kobiecie zostało pięć minut życia, ale o tym nie wiedziała. Podniosła się z zimnej drewnianej ławki przy przejeździe kolejowym na Dębcu. Każdy ruch kosztował ją wysiłek – starość nie miała litości. Musiała chwilę odsapnąć, zanim ruszy dalej. Do kościoła miała ponad kilometr, ale nigdy nie opuszczała niedzielnej mszy. Była porządną katoliczką – z różańcem w dłoni i wiarą w sercu.
Szła wzdłuż szarych kamienic. Poranek był leniwy, niewiele aut na drodze, jeszcze mniej ludzi na chodnikach. Cisza, spokój. Niedziela. Słońce wspinało się po bezchmurnym niebie, błyszczało jak złoty klejnot, lecz chłód wiosennego poranka wciąż trzymał się uparcie ziemi.
Na minutę przed śmiercią zatrzymała się przy ogrodzeniu placu budowy. Odruchowo sprawdziła, czy wzięła różaniec. Oczywiście. Wychowano ją w szacunku do krzyża, dziesięciu przykazań i pokory wobec losu. „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” – powtórzyła w myślach. Różaniec znalazła na dnie torebki. Wyjęła go i ucałowała.
Nie wiedziała – bo i skąd – że miłość do Boga okaże się dla niej zgubna. Myślała o wnuku, który miał dziś przyjechać na obiad. Widziała go oczami wyobraźni – jak wcina schabowego z pyrkami i buraczkami, uśmiechnięty, zadowolony jak zawsze.
Ta myśl uleciała w jednej chwili.
Z drugiej strony ulicy rozległ się ogłuszający grzmot. Niewidzialna fala cisnęła nią o płot. Twardy odłamek wszedł w jej głowę z bezlitosną precyzją, jakby los tylko na to czekał.
W ostatnich sekundach życia spoglądała na drugą stronę ulicy. Na kamienicę. Na wychodzące z niej płomienie. Na chmurę dymu wznoszącego się na tle turkusowego nieba.
Potem zamknęła oczy.
Nie było nic, jedynie ciemność.
Strażacy pędzili na miejsce, przekonani, że to kolejny z serii wybuchów gazu. W Wielkopolsce takie incydenty zdarzały się niemal co tydzień – zwykle kończyło się na obrażeniach, czasem ktoś cudem wychodził bez szwanku. Tym razem miało być inaczej.
Siła eksplozji była tak potężna, że załamała konstrukcję kamienicy. Budynek w każdej chwili mógł się zawalić. Ale to nie było najgorsze. Na krawędzi trzeciego piętra, wśród zwisających belek i resztek tynku, tkwiło dziecięce łóżeczko. A w nim – dwuletnia dziewczynka. Płakała. Żyła. Jeszcze żyła. Pokryta pyłem, z ustami pełnymi kurzu, słabła z każdą sekundą.
Dowódca akcji nie wahał się ani chwili. Wiedział, że decyzja, którą zaraz podejmie, może kosztować życie jego ludzi. Złamał protokół – ale prawo dawało mu na to przyzwolenie. „Dobro ratowane przewyższa dobro poświęcone”.
Dwóch strażaków ruszyło przez ruiny. Gdy dotarli na trzecie piętro, dziewczynka ledwie oddychała. Jeszcze kilka sekund i byłoby za późno. Jeden z ratowników przyznał potem: „Jakaś opatrzność musiała nad nią czuwać”.
W tym samym czasie głębiej w rumowisku rozgrywał się inny dramat. Prawie wszyscy mieszkańcy zostali uwięzieni pod tonami betonu i stali. Ręczne wydobycie było niemożliwe, a użycie ciężkiego sprzętu groziło zawaleniem reszty kamienicy. A przecież ktoś tam mógł jeszcze żyć.
Spośród dwudziestu pięciu lokatorów większość została ranna, pięcioro zginęło. Jeden z ocalałych – mężczyzna w szoku – siedział oparty o zniszczoną ścianę swojego mieszkania na drugim piętrze. Był przytomny, ale zszokowany. Mamrotał coś o żonie i dziecku. Później się okazało, że właśnie tutaj doszło do wybuchu. Chłop przeżył tylko dlatego, że fala uderzeniowa wypadła przez drzwi i okna. Doznał jednak ciężkich poparzeń dróg oddechowych – tak poważnych, że mógł umrzeć w ciągu kilku godzin. Zabrano go natychmiast do szpitala.
Jego żona nie miała tyle szczęścia.
Jej zwłoki znaleziono dwa piętra niżej. Zdekapitowane.
Dowódca akcji już zaczął coś podejrzewać. Wybuch urywa głowę z taką siłą, że zwykle strażacy znajdują jedynie fragmenty. W tym przypadku głowa kobiety została niemal równo obcięta. Taka rana nie mogła powstać przy spalaniu kinetycznym gazu, mogła za to powstać przy użyciu ludzkich rąk.
Dlatego wezwano policję i prokuratora.
Była końcówka maja 2025 roku.
Profesor Czesław Lasota z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przeprowadził sekcję zwłok kobiety. Autopsja, przy której obecni byli prokurator i policjanci z komendy wojewódzkiej, trwała trzy godziny.
– To bestialstwo – stwierdził potem.
Obrażenia wykraczały daleko poza skutki wybuchu. Kobiecie oprócz głowy odcięto piersi, uszy, nos. Wydłubano oczy. Ale zanim do tego doszło, ktoś pozbawił ją narządów płciowych.
Profesor Lasota, choć widział martwych w różnych stadiach rozkładu – po wypadkach samochodowych, zmiażdżonych, przeciętych, spalonych – nigdy nie spotkał się z czymś takim. Usiadł ciężko na krześle, wpatrując się w zwłoki kobiety.
– Tego nie mógł zrobić człowiek.
Medyk sądowy, który przez lata oglądał śmierć bez mrugnięcia okiem, miał teraz łzy w oczach.
– Była w wieku mojej córki.
Podkomisarz Artur Makowski i starszy aspirant Filip Jankowiak z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu niemal natychmiast skierowali podejrzenia na ocalałego mężczyznę w szpitalu. Był nim Marcin Wąsik, lat trzydzieści cztery, notowany za groźby i pobicie żony.
Kryminalni chcieli porozmawiać z nim „po męsku”, zanim do akcji wkroczy prokuratura i adwokat. Nie zdążyli. Zanim dotarli do szpitala, Wąsik zmarł na skutek poparzeń dróg oddechowych. Nigdy nie zdradził, co naprawdę wydarzyło się w dniu wybuchu.
Makowski i Jankowiak szybko połączyli kropki. Ustalili, że tydzień wcześniej w rodzinie Wąsików doszło do wypadku samochodowego. Wąsik prowadził, a obok siedział jego kilkuletni syn. Chłopiec cudem przeżył zderzenie, lecz zapadł w śpiączkę.
Wtedy nikt nie przypuszczał, że ojciec mógł to zrobić celowo. Gdyby śledczy wiedzieli więcej, być może Wąsik już wtedy siedziałby w areszcie, a kamienica – wciąż stałaby na swoim miejscu.
Chłopiec obudził się dopiero następnego dnia, gdy było już po wszystkim. Opowiedział, że ojciec tuż przed wypadkiem powiedział mu: „Mama chce odejść. Skoro tak, to nie ma po co żyć”. Po tych słowach skręcił gwałtownie na lewy pas i z impetem uderzył w nadjeżdżające auto.
Okazało się, że kobieta wniosła o rozwód, uciekając przed Wąsikiem – zaburzonym, narcystycznym skurwysynem, który ją bił i poniżał. Potrafił przywdziewać maskę normalności: porządny ubiór, dobra praca, czysty dom. Na zewnątrz był przykładnym mężem i ojcem. W środku – oprawcą, którego przemoc trudno było udowodnić.
Tego feralnego dnia kobieta miała lecieć do Berlina. Chciała zniknąć, choćby na chwilę, uciec od niego, nawet kosztem pozostawienia nieprzytomnego syna. Kamery z ulicy zarejestrowały, jak Wąsik wchodzi za nią do kamienicy wieczorem przed wybuchem. Był to ostatni raz, gdy widziano ją żywą.
Motyw był oczywisty – zemsta. Ale Makowskiemu spokoju nie dawało jedno: jakim cudem Wąsik przeżył eksplozję?
Makowski podejrzewał, że mężczyzna się edukował. Ludzie planujący zbrodnie często korzystają z internetu. Jeśli Wąsik zaplanował wybuch, musiał użyć swojego telefonu – w końcu ludzie wykorzystują dziś je niemal do wszystkiego.
Wąsik miał iPhone’a. Aparat cudem ocalał z gruzów, ale był wyłączony. Laboratorium kryminalistyczne z rozbrajającą szczerością stwierdziło, że próba analizy danych może przepalić procesor, a Apple jest znane z zabezpieczeń nie do złamania – przynajmniej w Polsce.
Prokurator zwrócił się do firmy z prośbą o podanie PIN-u do tego modelu, lecz w odpowiedzi usłyszeli, że Apple „współpracuje tylko z CIA i FBI”.
– To chuj im w dupę – powiedział Makowski łagodnie, jakby zamawiał kawę. – Dajmy to chłopakom z Izraela.
Z pomocą przyszła grupa NSO – twórcy Pegasusa. Firma zatrudniała byłych agentów Mossadu, najlepszych inżynierów i ekspertów cyberbezpieczeństwa.
Za piętnaście tysięcy dolarów prokurator otrzymał PIN w ciągu tygodnia.
W środku znaleziono wszystko to, czego się spodziewali. Wąsik przeglądał strony o mechanizmach wybuchu, schematy detonatorów, poradniki dla „samobójców”. Zaplanował wszystko drobiazgowo, chcąc, by wyglądało na wypadek. Był pewien, że sam zginie.
Nie przewidział tylko jednego – profesora Lasoty. To on, po śladach obrażeń, zrekonstruował prawdę o bestialstwie, które poprzedziło eksplozję.
W telefonie znaleziono coś jeszcze – zawartość tak przerażającą, że skrzętnie ukryto ją przed opinią publiczną. Coś, o czym miało wiedzieć jedynie kilku wybranych.
Adrian Ksycki
Strzyga
W tej fascynującej opowieści o zbrodni, tajemnicach i ludzkich słabościach jedno jest pewne – nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Na poznańskim cmentarzu ktoś otworzył grób i sprofanował pochowane w nim szczątki. Czaszkę przeniósł między nogi denatki, a w klatkę piersiową wbił dwie zaostrzone kości.
O sprawie zostaje powiadomiona policja. Na prośbę podkomisarz Natalii Turkot do akcji wkracza Krystian Feusette, wybitny antropolog sądowy, który kilka lat wcześniej pomógł złapać długo nieuchwytnego Złodzieja Czaszek z Pomorza. Wkrótce do podobnego zbezczeszczenia zwłok dochodzi na kolejnym cmentarzu. Okazuje się, że znalezione kości należą do dawnych członkiń poznańskiego kowenu wicca. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec tego typu profanacji, a tajemniczy sprawca stanowi zagrożenie również dla żywych.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. Feusette i Turkot, wspierani przez doświadczoną archeolożkę, muszą zmierzyć się z zagadką, która dzień po dniu okazuje się coraz bardziej złożona. Czy odkryją prawdę ukrytą w ciemnościach przeszłości?
Adrian Ksycki
Przeklęty
Poznań. W Lasku Dębińskim ktoś morduje kobiety. Ślady na ich ciałach wskazują, że zostały zabite w ten sam sposób. Policja wie tylko jedno: to nie jest przypadek.
Kiedy pierwszą z ofiar okazuje się przyjaciółka nowej partnerki Krystiana Feusette’a, sprawa zaczyna się komplikować. Kasia – doktorantka antropologii – zostaje odsunięta od oficjalnego śledztwa, więc podejmuje ryzykowną decyzję: będzie działać na własną rękę. Wkrótce trafia do miejsca, w którym spodziewa się znaleźć ludzi mających wiedzę na temat tych tragicznych wydarzeń. Tymczasem to, co miało być próbą odkrycia prawdy, zamienia się w walkę o życie.
Feusette musi zmierzyć się nie tylko z mordercą, lecz także z własnymi lękami. Gdy trop prowadzi do człowieka o niepokojąco zmiennym kolorze oczu i przeszłości pełnej traum, granice między rozumem a szaleństwem zaczynają się zacierać.
Czy prawda o zbrodniach okaże się bardziej przerażająca niż wydarzenia, od których wszystko się zaczęło?
Powieści obyczajowe, kryminały, thrilleryWciągające i niebanalneZaczytaj się!
www.prozami.pl
Księgarnia wysyłkowawww.literaturainspiruje.pl
