Uwikłana - Katarzyna Wolwowicz - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Uwikłana ebook i audiobook

Wolwowicz Katarzyna

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

59 osób interesuje się tą książką

Opis

Tymon i Joanna wyruszają na długo wyczekiwany urlop. Przez niemal miesiąc będą podróżować statkiem wycieczkowym i zwiedzać różne kraje. Ich miłość kwitnie, a ekscytacja podróżą sięga zenitu. Nie spodziewają się jednak, że w kajucie obok zamieszka rodzina, której długo skrywane sekrety wkrótce doprowadzą do tragedii. 

Lygia i Adam wydają się zgodnym małżeństwem. Choć przez ostatnie lata borykali się z problemami zdrowotnymi córki i kłopotami finansowymi, wytrwali i wyszli na prostą. W końcu mogą sobie pozwolić na prawdziwe wakacje i mają nadzieję, że pasmo nieszczęść dotykających ich rodzinę zostanie przerwane, lecz życie potrafi pisać najgorsze scenariusze. Po zwiedzaniu Stambułu Lygia zaczyna źle się czuć, a jej stan z każdą godziną się pogarsza. Następnego dnia zostaje zabrana do szpitala, gdzie lekarze podejrzewają otrucie. Adam zdaje się cierpieć z powodu choroby żony, jednak Joanna mu nie ufa. Przekonuje Tymona, że dla dobra Lygii powinni zająć się tą sprawą i poprowadzić ją jak prawdziwe śledztwo.  

Czy jednak zdołają odkryć, co tak naprawdę doprowadziło do tragedii? Czy przeszłość, zwłaszcza ta bardzo odległa, może wpłynąć na dzisiejsze decyzje? I czy kłamstwa i tajemnice, nawet te skrywane głęboko, wyjdą w końcu na jaw…?  

Tymon Hanter powraca, by udowodnić, że dobro i zło nie zawsze są od razu widoczne, a gdy zawierzamy pierwszemu wrażeniu, możemy się srogo pomylić… 

 

 ***

KatarzynaWolwowicz, urodzona w 1983 roku. Magister stosunków międzynarodowych i psychologii klinicznej. Absolwentka studiów podyplomowych z mediacji.               

Dorastała w malowniczej górskiej miejscowości – Szklarskiej Porębie. Kocha przestrzeń, wolność i naturę, ale także ogień trzaskający w kominku, saunę i morsowanie w górskich wodospadach. Uwielbia sport, zwłaszcza narciarstwo alpejskie, a także taniec towarzyski i latynoamerykański.               

Autorka serii kryminalnych z Olgą Balicką, TymonemHanterem, Carmen Rodriguez i Rupertem Ogrodnikiem oraz thrillerów:W otchłani i Odpowiedź kryje się w tobie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 333

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 45 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Kosior FilipFilip Kosior

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Uwikłana

© Copyright by Katarzyna Wolwowicz, Warszawa 2026© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2026

Redakcja: Anna Jeziorska

Korekta: Joanna Wysłowska

Zdjęcia okładkowe: unsplash.com/Alex Azbache (meczet), pexels.com/Taryn Elliot (kobieta)

Projekt okładki: Eliza Luty

Redaktor inicjująca: Blanka Wośkowiak

Dyrektor produkcji: Robert Jeżewski

Wszelkie podobieństwa zdarzeń, instytucji i osób są przypadkowe i niezamierzone. Opowieść stanowi literacką fikcję.

Wydawnictwo nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec osób lub podmiotów za jakiekolwiek ewentualne szkody wynikłe bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania, zastosowania lub interpretacji informacji zawartych w książce.

ISBN 978-83-8132-777-0

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o. o. ul. Widok 8, 00-023 Warszawa tel. 603-798-616 Dział handlowy: [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Wydanie I, 2026

Londyn. Rok wcześniej

Serce biło jej jak oszalałe i obawiała się, że przez jego łomot nie zdoła uśpić dziewczynek. Myślała, że one też słyszą ten dźwięk, że wyczuwają jej zdenerwowanie, że przejmą jej emocje, które narastały w niej od wielu dni, a dzisiaj osiągnęły punkt kulminacyjny. Przecież wszędzie piszą o tym, że dzieci przejmują emocje rodziców. Myślała, że będą tak samo zlęknione, niespokojne i podekscytowane, że podobnie jak ona przez kolejne noce nie zmrużą oka, nie wiedząc, co powinny dalej robić i jak postąpić. Ale na szczęście tak się nie stało.

Vicky i Hannah zasnęły spokojnie, jak tylko usłyszały pierwsze tony głosu czytającej im bajkę mamy. Spojrzała na nie zaskoczona i zaczęła się zastanawiać, jakie to cudowne uczucie – mieć czyste sumienie. Jak dobrze musi być osobom, które nie mają sobie nic do zarzucenia, które każdy dzień witają z ufnością w to, że będzie cudowny, które zawsze są radosne i szczere, które cieszą się chwilą i nie zastanawiają się, za co przeżyją do kolejnej wypłaty i czy starczy im na rachunki albo lekarstwa. Ona nie była szczera. Nie była też radosna, choć przy dzieciach właśnie taką udawała. Nie chciała psuć im dzieciństwa, okazywać frustracji, a z powodu tego, jak potoczyło się jej życie, złościć się na los, że spotkała ją taka niesprawiedliwość. Zamiast tego robiła wszystko, żeby jej córeczki jak najdłużej żyły w przekonaniu, że świat jest dobry i przyjazny, a otaczający je ludzie pomocni i wspaniałomyślni.

Czasem się zastanawiała, czy to dobrze. Bo czy nie lepiej przygotować dzieci na prawdziwe życie? Czy wychowując je pod kloszem i oszczędzając im cierpień, nie sprawia się, że nieuniknione zderzenie z rzeczywistością w przyszłości będzie jeszcze boleśniejsze? Czy nie powinna wprost wyjaśniać im od najmłodszych lat, że świat czasem bywa okrutnym miejscem, w którym dobrych ludzi spotyka wielka niesprawiedliwość? Miejscem, w którym cierpienie, zmęczenie i bezsilność są niekiedy jedynymi towarzyszami każdego dnia? Może powinna, może nawet podjęła już decyzję, że kiedy trochę podrosną, będzie im to mówiła, żeby ustrzec je przed jeszcze większym cierpieniem, spowodowanym rozczarowaniem. Lepiej dla wszystkich, jeżeli wiedzą, czego mogą się spodziewać. Ale jeszcze nie teraz. Teraz dziewczynki były zbyt małe. Hannah miała zaledwie rok, a Vicky trzy latka. Obie takie słodkie i rozkoszne, ale Lygia wiedziała, że nie zostaną takie na zawsze. Kiedyś świat dopadnie je tak samo, jak dopadł ją. I ona nie będzie w stanie zrobić nic, żeby im tego oszczędzić. Jedyne, co może zrobić, to dobrze je na to przygotować.

Zamknęła drzwi do ich pokoiku drżącymi dłońmi, uważając, żeby nie obudzić dziewczynek, i po cichu weszła do salonu, w którym stały otwarte kartony. Do końca tygodnia musieli się wyprowadzić, ale właściwie jeszcze niczego nie spakowali. Chciała rozpocząć porządki tej nocy, czekając, aż jej mąż Adam wróci z pracy, ale ręce jej się trzęsły, a serce waliło tak mocno, że w tym momencie nie dałaby rady niczego spakować. Trzeba się uspokoić, wziąć kilka głębokich wdechów, napić się gorącej herbaty, by ustały zimne dreszcze, które przechodziły jej po plecach. Wolałaby napić się wina lub czegoś mocniejszego, ale wiedziała, że nie może. Była sama z dziećmi, a Vicky mogła w każdej chwili potrzebować jej pomocy. Nieraz z powodu zbyt silnego skurczu mięśni albo gwałtownych drgawek wzywała do niej karetkę pogotowia. Nie powinna być przecież po alkoholu, kiedy lekarz i sanitariusz zjawią się w jej domu, bo od razu ściągnęliby pomoc społeczną i zabrano by jej dzieci.

Czasem miała do siebie pretensje, że ten scenariusz jawił jej się niczym wybawienie. Ale wiedziała, że to tylko z powodu przemęczenia i ogromnego poczucia bezsilności. Nie mówiła tego mężowi, który z pewnością by jej nie zrozumiał. On nie rozumiał wielu rzeczy. Poślubiła dobrego człowieka, dla którego świat był przyzwoitym miejscem, w którym czasem ludzi spotyka coś złego, ale dzięki miłości i wsparciu najbliższych całe zło można przezwyciężyć. Ona odbierała świat jako dużo bardziej skomplikowany. Ludzie też byli skomplikowani, a ona chyba najbardziej z nich wszystkich. Dlatego wiedziała, że Adam by jej nie zrozumiał. Nie przyjąłby dobrze informacji, że ona ma już tego wszystkiego dosyć, że nie daje rady, że przecież wcale nie chciała mieć dzieci, że nigdy nie marzyła o małżeństwie i macierzyństwie. To jednak nie znaczyło, że nie kochała swoich córek. Kochała je, i to bardzo, i robiła dla nich wszystko. Tylko gdzie w tym całym trudzie i znoju była ona? Jej potrzeby, jej plany i marzenia, jej emocje i przemyślenia, które musiała chować głęboko w swojej duszy?

Doskonale rozumiała tych, którzy nie chcą zakładać rodzin i stawiają wyłącznie na siebie. Może nawet rozumiała te dziwne osoby, które pod wpływem narastającej potrzeby opiekowania się kimś, kto obdarzy je bezgraniczną miłością, kupują sobie psy i wożą je w wózkach. Ludzie coraz częściej zdawali sobie sprawę, że posiadanie dzieci to ogromna odpowiedzialność, strach i ból, i potwornie się tego bali.

Ona też zawsze się tego bała. Wiedziała, że nie będzie dobrą matką, że nie jest stworzona do tego, by poświęcić siebie dla drugiego człowieka, ale kiedy Vicky urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym, Lygia poczuła w sercu tak ogromny ból, że uświadomiła sobie, iż musi zrobić wszystko, by pomóc córce. I robiła. Robiła wszystko kosztem siebie, kosztem swojej kariery i wcześniejszych marzeń, których już nigdy nie będzie w stanie zrealizować. Koszty były jednak znacznie większe i bardziej przyziemne. Kwoty potrzebne na rehabilitację i leczenie nigdy nie malały, a ona, siedząc cały dzień z dziewczynkami, nie mogła pracować.

Adam, który pozostał marzycielem, ciągle wierzył w to, że im się uda. Zakłamywał rzeczywistość. Mówił i zachowywał się tak, jakby nie potrafił, a może nie chciał trzeźwo ocenić sytuacji. Ale Lygia widziała, że sytuacja się pogarszała.

Poszła do kuchni i wstawiła wodę na herbatę. Rozejrzała się po stylowo i nowocześnie urządzonej przestrzeni i zaczęła się zastanawiać, jak dadzą sobie radę w mieszkaniu trzy razy mniejszym od tego, w kuchni, która ma jedynie kuchenkę gazową i mikrofalówkę, w salonie, który będzie nie tylko miejscem ich rodzinnych zabaw, ale także salą rehabilitacyjną dla Vicky oraz ich sypialnią, w łazience, w której zamiast wanny znajduje się jedynie wąski prysznic, więc dziewczynki trzeba będzie myć w salonie w wanience dla niemowlaków. Na lokal, w którym żyli obecnie, nie mogli już sobie pozwolić. Zbyt dużo wydawali na lekarzy, rehabilitacje i nowoczesne leki, które miały zwiększyć komfort życia ich córki. I zwiększały. Od miesięcy silne ataki się nie powtarzały i Lygia, choć nie była religijna, modliła się w duchu, by tak zostało. Oboje z Adamem wiedzieli, że ten spokój wart jest każdych pieniędzy, ale kiedy pomyślała o tym okropnym, obskurnym mieszkaniu na przedmieściach, które zajmą od przyszłego miesiąca, momentalnie robiło jej się niedobrze.

Nalała wrzątku do kubka, wrzuciła do niego herbatę Earl Grey i drżącymi rękoma wyjęła z kieszeni list, który dziś rano znalazła w skrzynce. W serii wszystkich nieszczęść, które ich ostatnio nawiedziły, to wydawało jej się w tej chwili największym. Wywoływało nie tylko strach i złość, ale także ogromne wyrzuty sumienia. Afir ją znalazł. Afir do niej napisał. Nigdy wcześniej nie mówiła Adamowi o tym mężczyźnie i drżała na samą myśl, że mąż pozna kiedyś tę historię. Do tej pory nie potrafiła otworzyć listu, bo zbyt dobrze wiedziała, że pomimo upływu wielu lat wiadomość od tego człowieka całkowicie rozstroi ją psychicznie. Przeszłość była zbyt okrutna i zbyt bolesna, by chcieć ją sobie przypominać, ale uczucia, które jej towarzyszyły, wciąż tkwiły w Lygii i paliły ją żywym ogniem.

A jednak musi otworzyć kopertę. Chciała to zrobić. I jednocześnie się bała. Dopadały ją skrajnie silne emocje, które całkowicie ją paraliżowały. Jeżeli to zrobi i w środku znajdzie to, czego się spodziewa, nie będzie już odwrotu. Przez moment przeszło jej przez myśl, żeby wyrzucić ten list. Podrzeć, spalić, zniszczyć i zapomnieć, że w ogóle go widziała. Niedługo się przeprowadzają i Afir się nie dowie, gdzie mieszka. Nie, to złe rozumowanie. Teraz też przecież nie powinien wiedzieć. A mimo to ją znalazł.

Wzięła głęboki wdech i już miała zebrać się na odwagę, by rozerwać kopertę, gdy na klatce schodowej usłyszała hałas, który po chwili wybrzmiał w mieszkaniu.

– Lygia!

Drzwi trzasnęły, a ona pomaszerowała szybkim krokiem do salonu.

– Boże! Coś się stało? – Serce zamarło jej w piersi, bo Adam doskonale się przecież orientował, że dziewczynki o tej porze śpią i że takim zachowaniem je obudzi.

Była przekonana, że los znowu doświadczył ich w jakiś okrutny sposób i jej mąż już nie próbuje nawet zachowywać pozorów. Ale kiedy mu się przyjrzała, nie potrafiła odczytać emocji malujących się na jego twarzy.

– Lygia! – krzyknął ze łzami w oczach, podbiegł do niej i mocno ją uścisnął.

– Co się stało? Adam! Przerażasz mnie, mów – poleciła, czując, że mąż drży.

– Udało się! W końcu coś nam się udało! – odparł z płaczem, nadal mocno ją obejmując.

– Udało się? – Nie pojmowała, co ma na myśli. – O czym ty mówisz? Co się udało? Mów!

Chwycił ją za rękę i zaprowadził na kanapę, a potem spojrzał jej w oczy i szeroko się uśmiechnął.

– Dostałem taką propozycję pracy, że nie uwierzysz! Wreszcie skończą się nasze problemy! Lygia, sam w to nie wierzę! Ale to prawda. Podpisałem już umowę i zaczynam od przyszłego tygodnia. Jestem taki szczęśliwy! – Po jego twarzy spływały łzy radości, a oczy błyszczały blaskiem, którego dawno w nich nie widziała. – Prywatna opieka zdrowotna dla całej rodziny, i to największy pakiet! Łącznie ze wszystkimi specjalistami, rehabilitacją i stomatologiem, wyobrażasz sobie? I nie musimy nigdzie się wyprowadzać. Ba! Może nawet niedługo wykupimy to mieszkanie, jeżeli po roku podpiszę kontrakt na stałe i będzie nas stać na kredyt.

– Co ty mówisz?

Nie wierzyła własnym uszom. To wszystko brzmiało zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe, ale Adam tak się ekscytował, że poczuła cień nadziei.

– Naprawdę, kochanie. Naprawdę! – Chwycił jej twarz w dłonie i mocno pocałował. – Przecież nie można wiecznie mieć pod górkę. Przecież zawsze ci powtarzałem, że w końcu los się dla nas odmieni. I stało się tak, jak mówiłem. Jestem pewien, że teraz już wszystko dobrze się potoczy.

Uczucie ulgi rozlało się po jej ciele i pierwszy raz od dawna poczuła, że może przestać się martwić. Może nawet mogła pozwolić dziś sobie na radość, i to właśnie zamierzała zrobić. Zgniotła trzymany w rękach list i dyskretnie wsunęła go do kieszeni spodni. Teraz nie będzie się tym zajmowała. Teraz przyszedł czas na dobre dni...

Southampton, Wielka Brytania. Obecnie

O matko! Ale ogromny!

Joanna spojrzała zza szyby taksówki na imponujący statek wycieczkowy, czekający na nich w porcie. Zdecydowanie była to największa jednostka pływająca, jaką kiedykolwiek widziała. Zdawała się również najpiękniejsza.

– No, przyznam, że robi wrażenie nawet na mnie – zawtórował jej Tymon.

– Nawet na tobie? A co to za jakiś protekcjonalny tekst? – obruszyła się. – Bo co? Że niby ja, bidulka, nigdy statku nie widziałam? – Spojrzała na niego spod byka, a potem roześmiała się, dając do zrozumienia, że tylko żartowała. – Nie mogę się już doczekać chwili, kiedy na niego wejdziemy! Bary, restauracje, teatry i kina, a do tego aquapark i dyskoteki tylko dla dorosłych. Boże, Tymek, wiesz, co to znaczy?! Tyle szaleństwa tylko dla nas! W końcu spędzimy trochę czasu we dwoje. Tak bardzo się cieszę. O! A wiedziałeś, że ten statek ma dwadzieścia dwa piętra? I nawet jest na nim przychodnia i galeria handlowa – przeczytała szybko informacje z ulotki, a na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie. – O matko, i sala z trampolinami, i sztuczne lodowisko! Tutaj piszą, że to takie małe pływające miasto.

– „Tylko we dwoje” brzmi bardzo dobrze. – Tymon wyłapał kilka słów, które najbardziej mu się spodobały, i puścił do niej oko.

Poklepał ją dyskretnie po udzie. Rozpierała go duma. Zrobił jej niespodziankę, na jaką zasługiwała od dawna, i udało mu się utrzymać ją w tajemnicy tak długo, jak sytuacja tego wymagała. Dopiero dzisiaj powiedział Asi, jak spędzą miesiąc urlopu, na który w końcu się wybrali. Nie było łatwo zabezpieczyć sprawy we Wrocławiu i w Warszawie, żeby wyjechać na tak długo, ale starał się ze wszystkich sił, by mogli sobie na to pozwolić.

– Tymon! Tak bardzo się cieszę! – zapiszczała, podskakując na siedzeniu jak mała dziewczynka. – To będzie najpiękniejszy, najbardziej szalony i najspokojniejszy miesiąc naszego życia.

– Najbardziej szalony i najspokojniejszy? – Zaśmiał się, chociaż dobrze rozumiał, co miała na myśli. – Należało ci się, kochanie. Nikt nie zrobił dla mnie tyle, ile zrobiłaś ty, i najwyższy czas, żebym ci za to podziękował.

Może chciał powiedzieć coś więcej, może powinien odnieść się do uczuć, jakie do niej żywił, wyznać, że jest dla niego wszystkim i zasługuje na to, co najlepsze, ale słowa wyrażające emocje nie przychodziły mu tak łatwo jak jej. Poza tym nie byli przecież sami. Siedzieli w taksówce z kierowcą, który co chwila łypał na nich w lusterku wstecznym i Tymon nie czuł się na tyle swobodnie, by rozmawiać o pewnych sprawach przy mężczyźnie w zielonym turbanie. Hanter podświadomie czuł, że nie powinni być przy nim tacy wylewni. Przez chwilę przeszło mu nawet przez myśl, że widok Hindusa przypomni Joannie historię ze spa bogini Parwati i jego ukochana straci dobry nastrój. Ale tak się nie stało. A poza tym czyny mówią więcej niż słowa i nie potrzebował zapewniać jej o swojej żarliwej miłości, skoro udowodnił ją tą wycieczką.

Kochał Joannę najbardziej na świecie i gdyby nie ona, jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej. To ona scaliła ich rodzinę po tym, co odwalił jego brat Wojtek; to ona znosiła trudy mieszkania z teściową, kiedy jego zrozpaczona matka ubzdurała sobie w zeszłym roku, że musi przyjechać im pomóc w opiece nad dzieckiem; to ona stała się mamą dla Jagody, córki jego brata, odsiadującego obecnie wyrok za zabicie żony. W ostatnich latach w życiu Tymona wydarzyło się bardzo wiele i gdyby nie Joanna, pewnie nie dałby sobie z tym rady. Zawsze go wspierała, motywowała i dawała mu dużo ciepła i uśmiechu. Pomimo że to przecież ona dorastała w sekcie i w dzieciństwie nie doświadczyła ani wsparcia, ani poczucia bezpieczeństwa. Nie wiedział, jak to możliwe, że tak pięknie to wszystko się dla nich poukładało, ale dzisiaj chciał po prostu cieszyć się urlopem. Ich pierwszym wspólnym urlopem bez dziecka. I pierwszym tak długim czasem relaksu, odprężenia, braku obowiązków, a co najważniejsze – czasem bez zbrodni, śledztw i pościgów.

– Myślisz, że twoi rodzice dadzą sobie radę z Jagódką? – zapytała Joanna i spojrzała badawczo na Tymona. – Mała ostatnio nieźle dokazuje.

– Nawet jeżeli to okaże się wyzwaniem, my szczęśliwie już niebawem znajdziemy się kilka tysięcy kilometrów od nich i nijak nie będziemy mogli interweniować – odpowiedział i oboje się zaśmiali. – A poza tym na morzu chyba nie ma zasięgu, więc nie dotrą do nas żadne niepokojące sygnały. Oczywiście tylko żartuję – zapewnił ją, kiedy zauważył, że ta informacja ją zaniepokoiła. – Dlaczego mieliby nie dać sobie z nią rady? Przecież to jej dziadkowie. Raz w miesiącu przyjeżdżają do wnuczki i się z nią bawią. Miliony dzieci wychowywały się, spędzając wakacje u dziadków, i jakoś przeżyły.

– Mogłabym podać kilka realnych przyczyn, dla których może być ciężko, jak choćby bunt dwulatki, ale w sumie wolę nie zapeszać. O! Chyba jesteśmy – rzuciła, widząc, że kierowca zatrzymał się na parkingu i wysiadł z samochodu, by wyjąć z bagażnika ich bagaże.

Tymon złapał Asię za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował.

– Niech to będzie cudowny dzień – wyszeptał jej do ucha.

Gdy wchodzili na statek, podziwiali jego ogrom, stąpając po przeszklonych, długich schodach, przypominających im rękaw, którym pasażerowie wsiadali na pokład samolotu.

– Ciekawe, czy tak czuli pasażerowie Titanica – zaciekawiła się Joanna, ale szybko zauważyła karcące spojrzenie Tymona. – Oj, przecież nie mówię, że zatoniemy. Chodzi mi po prostu o zachwyt tą wielkością i ekstatyczne wręcz doznania.

– Ekstatyczne doznania... – wymówił powoli Tymon. – A wiesz? Mogę się z tobą zgodzić. Też czuję coś takiego.

– Welcome at Queen of the Sea. – Ubrana w granatowy marynarski garnitur kobieta o azjatyckich rysach uśmiechnęła się do nich przyjaźnie, a druga stojąca obok niej stewardesa w białej bluzce z kołnierzem wyciągnęła w ich kierunku tacę, na której stały kieliszki z szampanem.

– Thank you – odparł Hanter.

– Przynajmniej będziemy mieli szansę poćwiczyć angielski – zauważyła Asia, przechodząc w głąb statku.

Trzymali w dłoniach broszury z wypisanymi wszystkimi atrakcjami i mapką, które dostali przy odprawie paszportowej, oraz karty pokładowe, z którymi, jak uprzedziła ich wydająca je kobieta, musieli wszędzie chodzić. Nie tylko otwierały drzwi do ich kajuty, ale okazane w barze czy restauracjach zapewniały im darmowe drinki i posiłki.

– Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko tu zwiedzimy. O matko, popatrz, jak tu pięknie! – pisnęła i przyłożyła dłonie do ust.

Tymon rozejrzał się po rozległej klatce schodowej, do której właśnie dotarli. Same schody nie były może czymś szczególnym, ale wystrój statku przypominał mu bardziej wnętrza ekskluzywnego, pięciogwiazdkowego hotelu niż jakiejkolwiek jednostki pływającej.

– Rany, tu jest aż osiem wind! – Policzyła szybko elewatory ozdobione ażurowymi ornamentami.

– I chyba każde piętro nazywa się jak któreś ze słynnych miast portowych – zauważył Tymon, wskazując napis na ścianie.

– Piętro piąte. Milano – przeczytała Joanna. – A my na którym mamy kajutę?

Hanter spojrzał na kartę zawieszoną na smyczy na szyi, by upewnić się, że dobrze pamiętał.

– Jedenaste. Rzym – odparł. – To co? Jedziemy windą czy idziemy po schodach?

– Po schodach! – powiedziała z przekonaniem. – Korzystajmy, dopóki jeszcze nie jesteśmy pijani. – Zaśmiała się i chwyciła Tymona za rękę.

Na każdym piętrze ścianę zdobiły inne fototapety ze zdjęciami miejsc, którymi nazwane zostały pokłady. Kiedy dotarli do Rzymu, byli już nieco zziajani.

– Całe szczęście, że nie mamy na dwudziestym drugim – zażartowała Asia.

– Oj, tak – sapnął Tymon. – Chociaż najwyższe piętra z kajutami dla pasażerów to chyba szesnaste. Ja wziąłem to, gdzie oprócz balkonów zapewniono dostęp do dużych tarasów zimowych.

– Tarasy zimowe?

– Tak. Widziałem na filmiku na stronie operatora. Kajuta jest piękna, dokładnie taka jak pokój hotelowy, ale między nią a balkonem znajduje się coś jakby oranżeria, taka zabudowana przestrzeń z dwoma leżakami, stolikiem i donicami z roślinnością i oczywiście przeszklone ściany od strony morza. Wyglądało to naprawdę wspaniale. Ale wiesz, jak może być. Czasem te filmiki nijak się mają do rzeczywistości – uprzedził, bo trochę się obawiał, że wystrój może jej się nie spodobać.

Podeszli do drzwi z numerem swojej kajuty i otworzyli je, przykładając kartę do czytnika.

– Proszę. – Tymon przytrzymał drzwi przed Joanną, by weszła pierwsza, a ona natychmiast zaniemówiła z wrażenia.

Przez dwie minuty rozglądała się szeroko otwartymi oczami, nie mogąc wyjść z zachwytu, po czym nagle wskoczyła Hanterowi na ręce i oplotła go w pasie nogami.

– Kocham cię! Tu jest bosko!

Padli na łóżko, które okazało się nieco twardsze, niż się spodziewali, i zaczęli się głośno śmiać.

– Nooo, tak to można żyć! – wymruczała, wtulając się w niego. – Ale Tymek... Ile za to dałeś? Taka wyprawa musiała kosztować majątek.

– Tak – rzucił, kiwając głową, po czym szeroko się uśmiechnął. – Ale już widzę, że było warto.

Przez następne godziny zwiedzali statek, jedli, pili, kąpali się w basenie, opalali się, podziwiali zachód słońca, kiedy statek wypływał z portu, i kochali się nocą w swojej kajucie. Tymon pierwszy raz od dawna poczuł się bardzo szczęśliwy. Nie dlatego, że zazwyczaj tak się nie czuł, wręcz przeciwnie – doceniał to, co miał, ale ten dzień był dla nich wyjątkowy, bo zakończył się jego oświadczynami, które Joanna z radością przyjęła. Zasypiał przepełniony radością i wiarą w to, że ich życie, a zwłaszcza nadchodzący miesiąc, będzie wspaniałe i że fala nieszczęść, które w ostatnich latach doświadczały ich rodzinę, wreszcie się skończyła.

– Dzień dobry – powiedział, wychodząc na taras, na którym opalała się jego świeżo upieczona narzeczona. – Wyglądasz pięknie w tym bikini i z tym pierścionkiem. – Podszedł do niej, usiadł na skraju leżaka i pocałował ją w usta.

– Jak spałeś? – Pogłaskała go z czułością po głowie i przesunęła się, robiąc mu miejsce.

– Jak niemowlę. – Oparł się o nią plecami i złapał ją za rękę. – Mógłbym tak leżeć cały dzień. – Zamknął oczy i pozwolił, by gorące promienie słońca padały mu na twarz.

– A śniadanko? – Asia poklepała go po udzie, dając mu znak, że pora już szykować się do wyjścia.

– Mmm... – zamruczał. – Musimy? Nie słyszałaś, że zakochani mogą żywić się jedynie miłością?

Aśka zaśmiała się i pocałowała go w policzek.

– Tak. Miłością, owocami i szampanem. Dlatego szoruj pod prysznic i wskakuj w jakieś szorty i koszulkę, bo zgłodniałam już jak wilk.

Zza ścianki oddzielającej ich taras od balkonu sąsiadów usłyszeli nagle głosy i śmiechy bawiących się dzieci.

– Ciekawe, co słychać u Jagódki. – Aśka spojrzała z czułością na Tymona.

– O nie, nie, nie – zaprotestował od razu. – Jesteśmy na wakacjach all inclusive i dopóki nie będziemy umierać z tęsknoty za nią, koncentrujemy się wyłącznie na dorosłych tematach.

Zaśmiała się i złapała turlającą się w kierunku ich leżaka kauczukową piłeczkę.

– Mummy, mummy! – Usłyszeli cienki dziewczęcy głosik, a po chwili w przestrzeni pomiędzy podłogą a przegródką pojawiły się małe rączki.

Asia podniosła zabawkę, klęknęła i spojrzała przez szparę. Była dosyć duża i pozwalała jej dostrzec twarz dziewczynki. Miała około dwóch lat, może nieco mniej, i bardzo przypominała jej Jagódkę.

– Proszę, to chyba twoje? – Zapomniała, że goście na statku pochodzą z różnych krajów, i odezwała się do niej po polsku, podając jej piłeczkę.

– Dziękuję – odpowiedziała dziewczynka, czym bardzo zaskoczyła Joannę.

– Miłego dnia. – Uśmiechnęła się do niej.

– Miłego dnia – powtórzyła mała słodkim tonem. A przynajmniej Joannie zdawało się, że to właśnie powiedziała, bo jej wymowa nie była wyraźna.

– Słyszałeś? – zwróciła się podekscytowana do Tymona. – Pewnie mają rodziców o różnych narodowościach. Mała mówi i po angielsku, i po polsku. Boże, jakie to musi być świetne, móc od małego uczyć dziecko dwóch języków.

– Asiu... kochanie... – Tymon wstał i przyciągnął ją do siebie. – Czego nie zrozumiałaś w określeniu „dorosłe tematy”? – Pocałował ją w usta, a ona, nie mogąc się powstrzymać, wybuchnęła śmiechem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki