37,00 zł
Tommaso Pagano stworzył wciągający kryminał sycylijski, w którym zmagania ze złem i walka o ocalenie własnego ja rozgrywają się w cieniu wszechobecnego kłamstwa. To historia o życiu w dżungli zła, gdzie czarne myśli niczym jaguary czają się w ciemności gotowe do skoku w każdej chwili.
Anna Musumeci, komisarz policji, odebrała sobie życie − przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja potwierdzona pożegnalnym listem. Jedynie jej ojciec wierzy, że nie mogła popełnić samobójstwa: zbyt wiele w niej było witalności, zbyt wiele pasji, zbyt wiele ciekawości. Dziesięć lat później trzynastoletni syn Anny, Tommaso, przekonuje dziadka, który nigdy nie pogodził się ze stratą córki, do rozpoczęcia prywatnego śledztwa. Chłopak martwi się o ojca pogrążonego w cichej depresji i ma nadzieję, że ulży mu w cierpieniu, jeśli odnajdzie zabójcę.
W tym samym czasie Vito Prestia, zastępca komisarza policji, były podwładny Anny, dostaje serię anonimowych listów, które podważają tezę o samobójstwie policjantki. Doprowadza do ponownego otwarcia sprawy. Od tego momentu wydarzenia zaczynają się komplikować, a z kłębowiska tropów prowadzących przez szeregi skorumpowanych policjantów i interesy sycylijskiej mafii wyłania się nieprzewidywalna, szokująca prawda.
Co odkryje Prestia? Czy przypuszczenia Tommasa się potwierdzą? Jak poznanie prawdy zmieni życie syna, męża i ojca Anny?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 252
Prezentowana książka jest wytworem wyobraźni. Wszyscy bohaterowie oraz miejsca, w których rozgrywa się akcja, są wymysłem Autora, a ich jedynym celem jest nadanie fabule pozorów realizmu. Wszelkie podobieństwa do wydarzeń, miejsc oraz osób, żyjących bądź zmarłych, są całkowicie przypadkowe.
Tytuł oryginału:Ovunque giaguari
Copyright © 2025 Mondadori Libri S.p.A., MUaho For the Polish edition Copyright © 2026, Noir sur Blanc, Warszawa For the Polish translation Copyright © Lucyna Rodziewicz-Doktór
ISBN 978-83-8403-095-0
Opieka redakcyjnaMonika Szewczyk
Opracowanie redakcyjnePaweł Piestrzeniewicz
KorektaAgata Nocuń, Jolanta Rososińska
Projekt okładkiUrszula Gireń
Na okładce wykorzystanoA narrow alley way with a light on,Eberhard Grossgasteiger / Unsplash
Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.
Dla Vita
Nagle dociera do niego, że niewiele mu życia zostało.
Podnosi wzrok znad książki, wpatruje się w biel ściany naprzeciwko i wzdycha w ten swój osobliwy sposób: długo i jednostajnie wypuszcza powietrze z nadętych policzków, wprawiając wargi w drżenie.
To niespodziewana i gwałtowna myśl.
A właściwie coś więcej niż myśl: dreszcz bezsilności, który nagle przenika jego ciało w konkretnym miejscu pod sercem, pod żołądkiem, by na koniec wwiercić się gdzieś w okolicach trzustki. Tak z grubsza.
Zaczyna więc liczyć na palcach, powoli, jeden za drugim, rok za rokiem.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć...
Nie ma się czego wstydzić, nauczycielka Fontani powtarzała mu to setki razy: „To się nazywa daktylonomia, Tommaso, technika jak każda inna, nawet neuronaukowcy tak twierdzą”.
Sześćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt sześć, sześćdziesiąt siedem, sześćdziesiąt osiem...
Kciuk i środkowy palec prawej dłoni zatrzymują się na palcu wskazującym lewej ręki: jeśli naprawdę średni wiek życia we Włoszech wynosi tyle, ile właśnie wyczytał w swojej książce do geografii, zostało mu jeszcze sześćdziesiąt dziewięć lat.
To raczej za mało.
Myśli o tym, co spotkało jego matkę.
I dochodzi do wniosku, że nie ma takiej ilości czasu, która by wystarczyła.
Znowu dopada go dreszcz przeszywający trzewia.
Tymczasem za zamkniętym oknem na parapecie siada mewa: porusza szyją, strzepuje skrzydła, przechyla głowę w prawo, potem w lewo, wygląda tak, jakby przyleciała tylko po to, żeby ją podziwiano.
Ale on nie widzi mewy ekshibicjonistki, jedyne, na co go w tym momencie stać, to dalej gapić się w ścianę.
Ptak otwiera dziób, zamyka, znowu otwiera, może chce coś powiedzieć, może próbuje do niego przemówić przez dźwiękoszczelne szyby.
S-z-e-ś-ć-d-z-i-e-s-i-ą-t d-z-i-e-w-i-ę-ć. W ciszy panującej w pokoju Tommaso Coco słyszy jedynie mroźne brzmienie liczby dzielącej go od końca, od pustki, od nicości.
Czasami lepiej byłoby nie być ateistą.
Za mało tych lat, myśli sobie, a jego ojciec ma ich jeszcze mniej, o wiele mniej, kto wie, dwa, dziesięć, czterdzieści. Nie chce mu się liczyć, bo i tak każdy może się zabić, kiedy tylko będzie miał na to ochotę, i zniweczyć całą kalkulację. Myśli więc o wszystkim, co jeszcze mu zostało do zrobienia w tak krótkim czasie, i jednocześnie, mimowolnie, znowu dotyka palców.
Kciuk. Misja. Trzeba się spieszyć. Misja, cholera, misja.
Wskazujący. Pora nauczyć się pisać i liczyć jak normalny człowiek, bez posługiwania się palcami jak debile. I jak neuronaukowcy.
Środkowy. Spotkać Jury’ego Chechiego1 i o wszystko go wypytać. O Atlantę z dziewięćdziesiątego szóstego. O wypadki. O ścięgno Achillesa, o Barcelonę, Sydney, a na koniec o Ateny, o brąz zdobyty w Atenach.
Serdeczny. Porozmawiać z Barbarą Lo Curzio. Pocałować Barbarę Lo Curzio. Pieprzyć się z Barbarą Lo Curzio. Ożenić się z nią i mieć z nią potomstwo.
Mały. Komórka. Nie da się w wieku trzynastu lat żyć bez komórki. Naciskać, żeby ją wreszcie kupił. Obalić jeden po drugim ojcowskie argumenty o tym, jak bardzo jest szkodliwa.
Kiedy przechodzi do drugiej ręki, już wie, że na nic się zda przeliczanie i planowanie przyszłych dekad, trzeba po prostu ruszyć dupę z krzesła, wziąć się do roboty, działać i to jak najszybciej.
Podnosi więc swój twardy tyłek lewego obrońcy, zamyka podręcznik do geografii, rozgląda się przez chwilę po pustym pokoju, a potem błyskawicznym ruchem rzuca się jak chomik głową naprzód pod łóżko i znika w panujących tam mrokach.
Za oknem pozbawiona publiczności mewa odrywa z rozczarowaniem głowę od szyby.
Trzepocze skrzydłami silniej niż to konieczne, z dezaprobatą dla ludzkiej nieuwagi, potem stawia krok w pustkę i – fruuu – leci w bezchmurny błękit.
Cudowne uczucie móc szybować nad Ortygią o siódmej rano tego piątkowego poranka na początku maja: wiatr pod lotkami, jeszcze zimny, bulgot wody pod leniwie rozkołysanymi łódkami w zatoczce Cala Rossa, połyskującej słońcem i sardynkami, podczas gdy spocona dziewczyna w krótkich spodenkach i ze słuchawkami na uszach biegnie wzdłuż wijącej się drogi wschodniego wybrzeża.
Tommaso Coco wypełza spod łóżka z kartonowym pudełkiem w rękach i znowu siada przy biurku.
Odrywa taśmę klejącą, podnosi wieko i wyciąga pisaki, klej, dyktafon, plik wycinków. Wkłada rękawiczki, sięga po białą kartkę i bierze się do roboty, nie zamierza tracić czasu.
Przez dobre pięć minut pracuje z wysuniętym językiem. Im mocniej się koncentruje, tym bardziej go wysuwa. Trzy centymetry poza linią ust wskazują na najwyższy poziom skupienia.
Kiedy kończy, zapala lampkę i przygląda się swemu dziełu: czarno-biały wydruk artykułu z Internetu przyklejony na dole kartki. Powyżej czerwony, pochylony i koślawy napis: „TOJA JĄ ZABIŁEM A TY NIE ÓMIAŁES MIE ARESZTOWAC, KIEBSKI SCIEBIE POLICIANT”.
Pisanie anonimowych listów to wielka frajda, jeśli jesteś dyslektycznym zabójcą. Błędy ortograficzne są jak najbardziej na miejscu, zadają szyku.
Zakleja kopertę, kaligrafuje na niej to samo nazwisko i ten sam adres co zawsze i wsuwa do plecaka razem z dyktafonem. Potem zamyka pudełko i wrzuca je z powrotem pod łóżko.
– Jesteś gotowy? Już późno. – Ojciec zagląda do pokoju.
Ledwo zdążył. Musi być bardziej ostrożny.
– Pukać nie łaska?
– Proszę o wybaczenie, jeśli pogwałciłem twoją nastoletnią prywatność. Jesteś gotowy?
– Urodziłem się gotowy – odpowiada, poprawiając plecak na ramieniu.
– W rękawiczkach? To nie Sztokholm.
– Moim dłoniom tak dobrze, pewnie są ze Szwecji.
Musi bardziej uważać, żeby kiedyś nie wpaść.
– Trening po południu?
– Taa.
– Ruchy, szybko, jesteś już spóźniony. – Podaje mu dziesięć euro i odprowadza do drzwi.
– Idę. A ty co dziś robisz?
– To co zwykle.
– To co zwykle.
– Właśnie, co zwykle.
– Dobra. To na razie, ojcze ten, co zwykle.
– Cześć synu, ten co zwykle.
Czeka, aż drzwi się zamkną, a tata wróci przed komputer, potem wyciąga kopertę z plecaka i schodzi dwa piętra niżej. Zatrzymuje się pod numerem trzy i wciska dzwonek. Nikt nie reaguje, ale on nie odpuszcza.
Po paru minutach w drzwiach pojawia się para orzechowych oczu, takich jak jego, z tą różnicą, że otoczonych pomarszczoną twarzą starca w szlafroku.
– Dzień dobry, Imienniku.
– W dupie mam twoje dzień dobry. Spałem. Czego chcesz?
– Mamy misję do wykonania – odpowiada, pokazując kopertę.
– Wiedziałem, psia mać. Powiedziałem ci, że nie ma mowy. A poza tym mówiłeś, że tylko w niedzielę. Czy dzisiaj jest niedziela? Zapierniczaj do szkoły.
Lokator z pierwszego piętra uśmiecha się, demonstrując nowiutką sztuczną szczękę, i wyciąga rękę z wyprostowanym kościstym środkowym palcem, po czym zatrzaskuje mu drzwi przed nosem. Tommaso Coco ani drgnie, zakłada plecak na ramiona i przywiera do dzwonka. Zna go, wie, że znowu otworzy.
I faktycznie otwiera.
– Czego chcesz?
– No weź, nie możemy czekać. Mamy tylko sześćdziesiąt dziewięć lat.
– Ja mam osiemdziesiąt dwa, ćwoku.
– Serio? Czekaj.
Tommaso ponownie liczy na palcach, stojąc na wycieraczce z napisem WELCOME obróconej w kierunku mieszkania.
– W takim razie muszę ci z przykrością zakomunikować, że, statystycznie rzecz ujmując, został ci tylko rok życia – odzywa się po kilku sekundach.
– Statystycznie rzecz ujmując, odpierdol się. – Osiemdziesięciolatek chwyta się przesądnie za jądra2.
– I zwracam ci uwagę, że twoja wycieraczka leży na odwrót.
– A ja ci zwracam uwagę, że to świat ma mnie witać za każdym razem, gdy wychodzę, a nie na odwrót.
– Obiecałeś, że mi pomożesz – przypomina Tommaso Coco i wpycha się do mieszkania, korzystając z faktu, że staruszek nadal trzyma się ręką za jądra pod szlafrokiem.
– A ty mi obiecałeś, że pobaraszkujesz z koleżanką ze szkoły. Zrobiłeś to już?
– Nie.
– Wziąłeś przynajmniej od niej numer?
– Po co? Nawet nie mam komórki.
– Odezwałeś się chociaż do niej?
– Nie, sir.
– Tommaso, masz trzynaście lat. Ile jeszcze zamierzasz czekać z baraszkowaniem?
Podczas gdy oni rozmawiają, z wiszącego w przedpokoju plakatu spogląda na nich Selen3 jako królowa słoni, siedząca z obnażonym cycem na grzbiecie potulnego zwierzęcia.
– Nie jestem jeszcze w pełni rozwinięty seksualnie.
– Pieprzenie. – I dotyka chłopaka po pierwszym meszku na policzkach, rudym jak jego włosy. – Jesteś po prostu trochę niski.
– Jury Chechi też był trochę niski i pięć razy z rzędu zdobył tytuł mistrza świata.
– Moim zdaniem Jury Chechi posuwał wszystko, co się rusza.
– A poza tym...
– Poza tym co?
– A poza tym dzisiaj jest inaczej niż wtedy, gdy ty byłeś młody. Dzisiaj to nie takie proste.
– Słucham?
– To nie takie proste, powiedziałem. Moje pokolenie jest płynne.
Sam nie wie, czy naprawdę tak uważa, czy mówi tak tylko po to, żeby starego wkurzyć.
– Słucham?
– Płynne. Płynne pokolenie. Chyba wiesz, co to znaczy.
Niestety wie. Ogląda telewizję.
– Pieprzenie, a nie płynne po...
Nagle starzec przestaje oddychać. Podnosi rękę i kładzie na szlafroku, na wysokości serca. Jego oczy stają się zamglone.
Nogi się pod nim uginają, zaczyna się zataczać po pokoju, z kącików ust wypływa spieniona ślina.
Próbuje coś powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle, wydaje z siebie tylko charkot.
Wtem leci na podłogę. Bum. Jak długi.
Twarzą do góry, na marmurową posadzkę w przedpokoju, na oczach wrytego jak kamienny posąg wnuka i pod miłosiernym spojrzeniem Selen.
Martwy.
W szlafroku, pewnego majowego poranka w Syrakuzach.
Prawie na czas, zaledwie trzynaście miesięcy przed datą wyznaczoną przez włoskie statystyki.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 Jury Chechi – włoski gimnastyk, złoty medalista olimpijski (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki). ↩
2 Gest mający przegnać pecha, uchronić przed urokiem. ↩
3 Selen, właściwie Luce Caponegro – włoska aktorka filmów erotycznych. ↩
