Ukryty utwór - Walentina Nazarowa - ebook
Opis

Kiedy Nika miała trzynaście lat, jej starsza siostra, Żenia, zaginęła bez wieści. Po raz ostatni widziano ją na festiwalu w Glastonbury w 2007 roku. Po latach Nika publikuje na Facebooku filmik z koncertu, licząc, że ktoś rozpozna jej siostrę i pomoże jej odkryć, co naprawdę stało się tamtego lata. Wiadomość od kobiety, która twierdzi, że była najlepszą przyjaciółką Jen, zwabia Nikę do Notown, sennego robotniczego miasteczka na przedmieściach Londynu. Historie dawnych znajomych Jen, w tym byłego frontmana lokalnego zespołu rockowego, The Red Room, odsłaniają przed Niką zupełnie nowy obraz jej ukochanej siostry… Amatorskie śledztwo prowadzi bohaterkę na kolejną edycję słynnego festiwalu. Triumfy święci tam The Red Room pod wodzą nowego lidera i dawnego przyjaciela Jen. Nika udaje się w podróż z rockowymi rytmami płynącymi ze znalezionego w rzeczach siostry iPoda w tle.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 482

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Hidden Track

© Valentina Nazarova, 2016

The publication of the book was negotiated through Banke, Goumen & Smirnova Literary Agency (www.bgs-agency.com)

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2019 for the Polish translation by Justyna Kukian (under exclusive license to Wydawnictwo Sonia Draga)

Projekt graficzny okładki: Anna Slotorsz / artnovo.pl

Zdjęcia na okładce: © enjoynz/adobe stock, © Eugenio Marongiu/adobe stock,

© Jerzy Czarkowski/adobe stock

Redakcja: Grzegorz Krzymianowski

Korekta: Izabela Sieranc, Marta Chmarzyńska

TA PUBLIKACJA OTRZYMAŁA WSPARCIE SHARJAH INTERNATIONAL BOOK FAIR TRANSLATION GRANT FUND

ISBN: 978-83-8110-859-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:[email protected]

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2019

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Chłopakom z zespołu

Toż ja teraz nie wiem nawet, co piszę, zupełnie nie wiem i nie odczytam, i stylu nie poprawię, piszę tylko, żeby pisać, tylko żeby jak najwięcej pani pisać… Ptaszyno, kochanie moje, serdeńko moje!1

FIODOR DOSTOJEWSKI, Biedni ludzie

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Poniedziałek, 27 kwietnia 2007 roku

Privet, Żenia!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, siestra! Skończyłaś dwadzieścia jeden lat i mama mówi, że jesteś już dorosła. Uśmiecha się, ale widzę, że jest jej trochę smutno.

Dobrze się bawisz? Jak na uniwerku? Jak pogoda w Anglii? Dość ciepło na niebieską sukienkę od mamy?

Dzięki, że założyłaś mi konto na Facebooku. Możemy teraz częściej rozmawiać.

A tak w ogóle, świetny pomysł, żeby pisać do siebie po angielsku. Jakbyśmy miały swój sekretny język, niczym bohaterowie książki albo filmu.

Pozdrowienia i buziaki z Sankt Petersburga,

Nika i mama

Status: przeczytano

Od: Jen Lukina

Do: Nika Lukina

Czwartek, 28 kwietnia 2007 roku

Cześć, siestriczka!

Dzięki za urodzinowe życzenia! Obiecuję, że niedługo prześlę zdjęcia, żebyś zobaczyła, jak wyglądam w niebieskiej sukience! Pogoda jest doskonała – słońce świeci, na niebie żadnej chmury. Mam przeczucie, że to będą wyjątkowe wakacje.

Jak tam sytuacja w domu? Może przyjadę w sierpniu! Cieszysz się? Ja bardzo.

Uściski dla mamy.

Buziaki,

Żenia

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Piątek, 4 maja 2007 roku

Żenia,

u nas w porządku. W końcu zrobiło się ciepło! Wiesz, tak ciepło, że wystarczy katana. Nie mogę się doczekać Twojego przyjazdu w sierpniu!

Znalazłam Twój stary odtwarzacz CD. Mogę go sobie wziąć?

Buziaki,

Nika

Status: przeczytano

Od: Jen Lukina

Do: Nika Lukina

Sobota, 6 maja 2007 roku

Nika,

jasne, jest Twój. Ale obiecaj mi, że nie będziesz na nim słuchać tych beznadziejnych kapeli emo, okej? Wiem, że dzieciaki w Twoim wieku je uwielbiają, ale te kapele są gówniane i już. Poszukaj w moim pokoju płyt. I przesłuchaj je uważnie.

Zacznij od:

The Libertines – mam dwie płyty. Nie umiem stwierdzić, która lepsza. Obydwie uwielbiam tak samo.

Oasis – (What’s the Story) Morning Glory?

Radiohead – Kid A i Hail to the Thief

Placebo – Sleeping with Ghosts

Nirvana – Nevermind

Muzyka pomoże Ci przetrwać wszystko. W życiu czasem pojawiają się trudności. Ludzie sprawiają, że czujesz się bezwartościowa i przygnębiona. Sytuacja się gmatwa, tracisz wszelką nadzieję i nie widzisz światełka w tunelu. Ale muzyka Ci pomoże. Zawsze. Czasem to będzie Twój jedyny przyjaciel.

I musisz wiedzieć, że na świecie są tysiące zespołów, które jedynie udają. Udają, że ich muzyka ma znaczenie. Wydaje się, że na czymś im zależy, mówią odpowiednie rzeczy i noszą odpowiednie ubrania. Ale to oszuści. Nie daj się nabrać. Udawacze, którzy zajmują się muzyką z niewłaściwych powodów. Tacy ludzie nie mają własnych dusz i z radością odbiorą Ci Twoją.

Kocham Cię.

Buziaki,

Ż.

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Sobota, 6 maja 2007 roku

Żenia,

dziękuję Ci bardzo. Postaram się wszystko zapamiętać, chociaż chyba nie spotkałam w życiu człowieka pozbawionego duszy.

Pożyczyłam od Ciebie jeszcze jedną płytę: Hot Fuss The Killers. Na razie podoba mi się najbardziej, chociaż nie było jej na Twojej liście. Grają taką żywiołową muzykę, a ich piosenki opowiadają historie. Nie rozumiem tekstów w całości, ale z tego, co załapię, wydają się w porządku. Wzięłam Twój słownik, żeby sprawdzać wyrazy, których nie znam.

Czy oni mają duszę? Chciałabym zobaczyć ich na żywo, kiedy odwiedzę Cię w Anglii. Możemy się wybrać?

Proszę, zgódź się.

Twoja młodsza siestra,

Nika

Status: przeczytano

Od: Jen Lukina

Do: Nika Lukina

Czwartek, 10 maja 2007 roku

Cześć, skarbie,

oczywiście, że możemy! The Killers to prawdziwi rockmeni. W wakacje zobaczę ich na festiwalu. Bilo i Biggles też zagrają!

A tak w ogóle to mam pomysł. Dawaj znać, czego właśnie słuchasz, gdy do mnie piszesz. W ten sposób zadbam, żebyś wyrobiła sobie przyzwoity gust muzyczny. Chcę, żebyś była porządną rockową laską, kochana!

Ucałuj ode mnie mamę!

Kocham Cię bardzo.

Buziaki,

Żenia

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Środa, 13 czerwca 2007 roku

Radiohead – Kid A

Żenia,

jadę na wakacje z rodzicami. Biorę Twoje płyty, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Obiecuję, że będę ostrożna i ich nie porysuję. Napiszę do Ciebie przy najbliższej okazji. Nie jestem pewna, czy na greckich wyspach jest wi-fi.

Bardzo za Tobą tęsknię, siestra. Od jakiegoś czasu słucham do snu Radiohead. Gdy słucham ich po ciemku, dostaję gęsiej skórki. Uwielbiam to.

Buziaki,

N.

Status: przeczytano

Od: Jen Lukina

Do: Nika Lukina

Czwartek, 14 czerwca 2007 roku

Nika,

udanych wakacji.

Poproś mamę o iPoda. Mam tyle świetnych piosenek, które musisz usłyszeć.

Do zobaczenia wkrótce. Kocham Cię!

Żenia!

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Wtorek, 19 czerwca 2007 roku

The Libertines – Music When The Lights Go Out

Żenia,

jak się masz? Skończyłaś już zajęcia? Masz wakacje?

Uwielbiam morze – jego zapach i hipnotyzującą barwę. Ma w sobie moc, jak muzyka. Teraz słucham The Killers i czasem The Libertines. Inne zespoły grają albo za smutno, albo za agresywnie jak na letnią porę.

Bardzo za Tobą tęsknię. Nie mogę się doczekać spotkania w sierpniu!

Buziaki,

N.

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Sobota, 23 czerwca 2007 roku

The Killers – Jenny Was a Friend of Mine

Cześć, siestra,

jak się masz? Trochę mi się tu nudzi. I wczoraj, i dzisiaj nie poszliśmy na plażę. Spędzam czas sama ze sobą i słuchawkami w uszach. Zaczyna mi się to podobać.

Jutro wybieramy się na rejs, nie wiem, kiedy znowu będę mogła do Ciebie napisać. Mam nadzieję, że gdy znowu zajrzę na FB, znajdę długą odpowiedź od Ciebie i tonę zdjęć.

Buziaki,

Nika

Status: przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Piątek, 29 czerwca 2007 roku

Placebo – English Summer Rain

Chciałam Cię tylko poinformować, że mama nie czuje się najlepiej, więc może przyjechałabyś wcześniej.

Ściskam,

Nika

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Poniedziałek, 2 lipca 2007 roku

Oasis – Hello

Żenia,

mama się strasznie martwi. Proszę Cię, naładuj telefon i zadzwoń do niej.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Środa, 4 lipca 2007 roku

Radiohead – Sail to the Moon

Wszystko w porządku? Gdzie jesteś? Czemu masz wyłączony telefon?

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Czwartek, 10 lipca 2007 roku

Nirvana – Something in the Way

Żenia, proszę, odpowiedz. Po prostu daj znać, czy wszystko w porządku.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Czwartek, 26 lipca 2007 roku

Radiohead – I Will

Żenia,

gdzie jesteś? Mama jest chora, od jakiegoś czasu coraz częściej chodzi do lekarza. Wszystkim tu się zdaje, że jestem głupia i nie rozumiem, co się dzieje. Ale ja doskonale rozumiem! Wiem, że mnie okłamują, nawet mama to robi. To coś poważnego, Żenia, boję się. Błagam Cię, odpisz i wróć szybko do domu.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Poniedziałek, 12 listopada 2007 roku

Nirvana – Endless Nameless

Mama umarła wczoraj. Na raka. Zdiagnozowali go w lipcu, ale było już za późno. Tata mówi, że nie dawali jej żadnych szans.

Ostatni raz rozmawiałyśmy ponad trzy miesiące temu. Gdzie jesteś?

Pogrzeb jest w piątek. Proszę, przyjedź. Wszystkim tutaj totalnie odbija. Szczególnie tacie. Płacze. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby płakał.

Mama do samego końca wypytywała o Ciebie. Wydzwaniała do ludzi z pytaniem, czy się do nich odzywałaś. Wreszcie tata zabrał jej telefon, bo ją to wykańczało.

Powiedział jej, że policja się wszystkim zajmuje i że na pewno nic Ci nie jest, bo przecież nie jesteś już małą dziewczynką.

Tydzień temu mama straciła przytomność i już się nie obudziła.

Słucham ostatnio sporo Nirvany.

Nie płaczę. Zdaje mi się, że wszystkich to dziwi, ale ja nie potrafię. Ludzie mnie przytulają i mówią, jak im przykro. Nie cierpię tego. Czy to oznacza, że jestem płytka? Że nie kochałam mamy?

Słucham po ciemku Twoich płyt. Nic innego nie pomaga.

Wróć do domu, siestra.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Sobota, 17 listopada 2007 roku

Nirvana – Polly

Pochowali wczoraj mamę. Leżała w trumnie z lakierowanego drewna w naszym kościele, a ja nie mogłam przestać się na nią gapić. Nie mogłam oderwać wzroku od jej twarzy. Miałam wrażenie, jakby to nie była ona. Znaczy się, wiem, że to była ona, nie jestem wariatką, ale wydawało mi się inaczej. Wiesz, o co mi chodzi? Miała sporo tapety, to nie w jej stylu. I na głowę założyli jej ohydną perukę z lokami. Uśmiałaby się na swój widok. To wszystko było takie sztuczne.

Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Tata zadzwonił do szkoły i pozwolił mi dziś zostać w domu. Wszystko wydaje się takie nierealne. Czy to się kiedyś skończy? Czy kiedyś znowu będzie dobrze, Żenia?

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Wtorek, 1 stycznia 2008 roku

Tokio Hotel – Don’t Jump

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU, TY GŁUPIA SUKO!

Jak mogłaś nas zostawić w takim momencie? Kurewsko Cię nienawidzę, słyszysz?

PS Słucham Tokio Hotel na Twoim najukochańszym odtwarzaczu, więc może wróć i mi za to walnij, suko. Mam nadzieję, że nie żyjesz, jak mama.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Środa, 2 stycznia 2008 roku

Radiohead – Where I End and You Begin

Jen, przepraszam bardzo za ostatnią wiadomość. Nie to miałam na myśli. Brakuje mi Ciebie. Połamałam płytę Tokio Hotel i ją wyrzuciłam. Wczoraj w nocy wzięłam tacie whiskey i po raz pierwszy w życiu napiłam się alkoholu. To dlatego tak się wkurzyłam i to nie tylko na Ciebie, na wszystko. Czuję się taka bezradna.

Kocham Cię, siestra. Proszę, wróć do domu.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Środa, 23 kwietnia 2008 roku

The Libertines – I Get Along

Kończysz dziś dwadzieścia dwa lata. Wszystkiego najlepszego, siestra. Świętujesz? Ja tak. Kupiłam kawałek ciasta marchewkowego i czerwoną świeczkę.

Słucham w kółko I Get Along The Libertines. Zgadnij, który fragment lubię najbardziej. Chyba zaczynam rozumieć, co mają na myśli, gdy śpiewają w refrenie „walić ich”.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Czwartek, 23 kwietnia 2009 roku

My Chemical Romance – Welcome to the Black Parade

Cześć, Żenia!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

Mam wieści. Tata się żeni. Ona ma na imię Olga i jest kierowniczką sali w jego ulubionej restauracji. Naprawdę ładna. Moim zdaniem jest miła, ale i tak jej nienawidzę.

Ostatnio dużo słucham My Chemical Romance. Pewnie uważasz ich za gówniany zespół emo – gowno, jak to mówiłaś – ale nie obchodzi mnie to. Dzięki ich muzyce czuję, jakbym miała jakieś swoje miejsce, jakbym nie była sama. Nic innego nie pomaga.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Piątek, 23 kwietnia 2010 roku

Green Day – Boulevard of Broken Dreams

Cześć, Żenia!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, siestra!

Mam więcej ważnych wieści. W zeszłym tygodniu urodził się nasz przyrodni brat. Wszyscy są podekscytowani. Aż robi mi się niedobrze. Ale przynajmniej zostawili mnie w spokoju. Balony, kartki, kwiaty, papier ozdobny – wszystko w jasnoniebieskim kolorze i śmierdzi tu kupą i talkiem. Z tego wszystkiego ufarbowałam włosy na czarno, srogo się upiłam i zarzygałam całą podłogę w łazience. W tym czasie przyjaciele Olgi popijali sobie kawę w salonie. Nie mogę uwierzyć, że tata tak łatwo zapomniał o Tobie i mamie. Przez to czuję się taka słaba, mała i bezwartościowa.

Tata próbuje kupić moją miłość, to żałosne. Ale uwielbiam mojego nowego iPoda. Ściągnęłam trzy albumy Green Day. Nie umiem powiedzieć, czy oni udają, ale chyba by Ci się spodobali.

A poza tym nie wiem, czy słyszałaś, że Oasis się rozpadło. To już oficjalne. Noel opuścił zespół, podobno miał dość.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Sobota, 23 kwietnia 2011 roku

Placebo – Song to Say Goodbye

Czuję to teraz wyraźnie – nie żyjesz. Słyszałam, że czasem osoby pozostające w bliskich relacjach doświadczają czegoś takiego. Po prostu jedna czuje, że tej drugiej stało się coś złego. Podejrzewam, że było to latem, cztery lata temu. Wydaje mi się, że nawet znam datę: 13 lipca 2007 roku. Ktoś odebrał Ci wtedy życie.

Ale brytyjska policja jest odmiennego zdania. Jakoś niedawno tata się uchlał (w gowno), podpuściłam go i opowiedział mi o śledztwie. Dowiedziałam się, że po wielu tygodniach od zniknięcia ktoś włączył Twój telefon. Trzynastego lipca 2007 roku namierzyli go w Kent, gdzieś w pobliżu kanału La Manche. Podejrzewają, że uciekłaś do Paryża albo Amsterdamu. Może wpadłaś w kłopoty, a może po prostu miałaś taki kaprys. A według innej teorii to w ogóle porwali Cię kosmici. Dasz wiarę? Nic ich to nie obchodzi, Żenia.

I szczerze mówiąc, tatę też nie. Policja stwierdziła, że byłaś w grupie wysokiego ryzyka: młoda, z zagranicy, z dala od rodziny i z podejrzanymi znajomymi. Jakby wiedzieli, że coś się stanie. Takie przypadki jak Twój utrudniają zdobycie wizy do Wielkiej Brytanii.

Często mam przed oczami taki obraz – stoisz na krawędzi białego klifu w Dover, wieje wiatr, a ty rozpościerasz ramiona i z całych sił krzyczysz „Tak, kurwa”, niczym gwiazda rocka do rozszalałego tłumu. Piękna i niezwykła.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Piątek, 13 lipca 2012 roku

My Chemical Romance – The Ghost of You

Jest piąta rano. Siedzę na dachu i oglądam wschód słońca. Miasto budzi się do życia. W słuchawkach gra głośno MCR (i co z tego?), czerwono-różowe promienie padają na moją twarz. To jest prawdziwe. Tylko tu i teraz. To jest teraz moje życie. To znaczy, jestem zalana, ale kogo to obchodzi? Przez to wszystko nie jest mniej prawdziwe.

Pięć lat, Żenia. Nie umiem sobie przypomnieć Twojej twarzy – jest rozmyta, tak pięknie rozmyta. Przestałaś już mnie nawet nawiedzać w snach.

Staram się o Tobie nie myśleć, tak jest łatwiej. Ale czasem takie drobnostki jak piosenki, zapachy czy słowa zasłyszane w zatłoczonym metrze przypominają mi o Tobie. Albo o mamie. Przechodzi mnie dreszcz i czuję to piekące, niepokojące kłucie w żołądku. Potem zamykam oczy i pozwalam się ponieść wspomnieniom. Wracam do kuchni naszego dawnego mieszkania, w której mama słuchała tych głupich piosenek na przedpotopowym kaseciaku, a my tańczyłyśmy razem na środku pokoju, niczym leśne wróżki. Głównie jednak udaję, że nie byłaś prawdziwa, jakbyś żyła tylko w mojej wyobraźni. Nie mogę być ofiarą, Żenia. Nie mogę być dziewczyną, która straciła matkę. Dziewczyną, której siostra zaginęła. Biedactwem. Nie mogę znieść, kiedy ludzie robią ze mnie ofiarę. Chciałabym rozkwasić im gęby. Chcę wyrzucić Twoje płyty. Chcę zapomnieć. Chcę być szczęśliwa i normalna i być sobą w pełni… a nie tylko kimś, kogo zostawiłaś Ty i kogo zostawiła mama.

Żegnaj.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Niedziela, 31 maja 2015 roku

03:56

Jenia Lubich – Russian Girl

Hej,

próbowałam. Próbowałam z całych sił udawać, że wszystko będzie dobrze. I przez chwilę prawie tak było, ale życie zawsze w zabawny i okrutny sposób przypomni nam, kim jesteśmy i ile jesteśmy warci.

Przydarzyło mi się coś złego, siestra. I okazuje się, że tylko z Tobą, moją dawno zaginioną siostrą, mogę podzielić się swoim bólem pewna, że nie będziesz się nade mną litować czy mnie oceniać.

Nie byłyśmy sobie bliskie. Zazdrościłam Ci – włosów, cery, tego, jak mama Cię traktowała. Zawsze byłam u niej na drugim miejscu i nienawidziłam tego. Wiem, że miałyście swoje sekrety. I że nagle coś pękło, stała się Twoim wrogiem, więc spakowałaś ciuchy do dużej czarnej walizki i zabukowałaś bilet na samolot w jedną stronę do obcego kraju. Nikt się nie sprzeciwiał. I wyjechałaś, tak po prostu. Na początku się cieszyłam, ale potem zdałam sobie sprawę, jak bardzo za Tobą tęsknię. Bez Ciebie zrobiło się nudno i cicho i jedynie Twój tygodniowy pobyt w domu dwa razy w roku wprowadzał do niego trochę światła i życia.

Wspomnienia o Tobie są niewyraźne, jakbym oglądała je przez okno pociągu i dostrzegała jedynie niewielkie fragmenty między mijanymi drzewami.

Miałam trzynaście lat. Wiosenna przerwa świąteczna dobiegała końca i tata miał zawieźć Cię na lotnisko. Mnie nie pozwolono jechać, więc ze swojego pokoju obserwowałam, jak wkładasz do bagażnika wypchaną walizkę. Już miałaś usiąść na przednim siedzeniu obok taty, ale nagle się obróciłaś, jakbyś poczuła na sobie mój wzrok, i pomachałaś mi na do widzenia. Niektórzy ludzie odchodzą jak mama, po długim, bolesnym pożegnaniu, i pozostawiają bliskich oniemiałych. Z Tobą było całkowicie inaczej. W jednej chwili stałaś tu przede mną, a potem w okamgnieniu odeszłaś. Bez pożegnania, niczego.

Pamiętam, jak wybrałyśmy się raz na zakupy do centrum handlowego. Ty, ja i mama, która kupiła mi wtedy pierwsze w życiu latte. Byłam taka podekscytowana, a wy zaśmiewałyście się do łez. A potem poszłyśmy do tego butiku z ciuchami boho i mama kupiła Ci tę niebieską sukienkę, którą miałaś na sobie w dniu zaginięcia. Gdybym tylko wiedziała, że ostatni raz spędzamy czas w trójkę. I to był też ostatni raz, gdy ktoś zabrał mnie na zakupy. Obydwie odeszłyście kilka miesięcy później. Potem nikogo tak naprawdę nie obchodziło, jak się ubieram, o ile nie chodziłam z tyłkiem na wierzchu i nie śmierdziało ode mnie. Tata dawał mi pieniądze za każdym razem, gdy o nie prosiłam. Nadal to robi. Odkryłam, chyba za wcześnie, że tata zrobi wszystko, o co go poproszę, bylebym tylko przestała go ośmieszać przed jego albo Olgi przyjaciółmi. Będę więc kryć naszą zniszczoną rodzinę za mieszczańską fasadą.

Przez lata czułam jedynie nienawiść i złość. Przeklinałam, piłam i dawałam się obmacywać przypadkowym chłopakom. I słuchałam dużo muzyki.

Dzięki Twoim płytom przeszłam przemianę. Muzyka dała mi siłę, by to wszystko przetrwać. Muzyka ma zdolność nadawania wszystkiemu dookoła niewyjaśnionej dokuczliwej głębi, dwuznaczności, celu. Podejrzewam, że byłam typowym emo – wściekłym, emocjonalnym, obsesyjnym. Nadal trudno mi zaufać ludziom, gdy nie wiem, czego słuchają. (Wiesz, że istnieje ogromna różnica między tym, co ludzie mówią, że słuchają, a tym, kogo mają na koszulkach albo co włączają o piątej rano, gdy są sami i nawaleni po kolejnej piątkowej katastrofie? Zawsze chcę dowiedzieć się tego ostatniego, bo w ten sposób poznaje się ich prawdziwe oblicza).

Nadal buntowałam się wobec ludzi, przez których czuję się mała i niepewna. Sprawiało mi to wielką radość, ale w końcu kilka lat temu postanowiłam się ogarnąć. Poszłam do łazienki, stanęłam przed lustrem i ścięłam kruczoczarne włosy. Zapisałam się na korepetycje, żeby nadrobić zaległości w szkole, i przestałam słuchać Twojej muzyki. Życie może być łatwe, a nawet przyjemne, jeśli człowiek się czymś zajmie i nie myśli za dużo.

Powiedziałam ojcu, że chcę zrobić sobie rok przerwy i pojeździć po świecie. Wywrócił oczami na ten pomysł. Ale czy zostawiłam mu jakiś wybór? Nie chciał, bym się kręciła w pobliżu, dobrze to wiem. Chciał cieszyć się swoją nową rodziną. I tak skończyłam w Londynie. W sumie nadal tu jestem. Myślałam, że tata się wścieknie i zażąda natychmiastowego powrotu, ale poradził mi jedynie, żebym była ostrożna i unikała kłopotów. A potem przelał mi pieniądze. Pozbycie się mnie nie jest wcale tanie. Widzisz, Żenia, ile poświęca mi uwagi.

Żebyśmy miały jasność, nie przyjechałam tutaj za Tobą. Nawet za bardzo o Tobie nie myślałam, aż do teraz. Potrzebowałam odmiany. Anglia wydaje się spoko. Więc czemu nie? No i jestem na tyle rozgarnięta, że dostałam się na przyzwoitą uczelnię i otrzymałam pokaźne stypendium. Tata zobowiązał się płacić resztę. Zadbałby o wszystko, co by mnie uszczęśliwiło i sprawiło, że będę się trzymać z dala od jego nowego perfekcyjnego życia.

Londyn jest dziwny. Po pierwsze, roi się tu od Rosjan – są dosłownie wszędzie. Rosyjskie gazety, dentyści, ginekolodzy, szkoły, sklepy, przedszkola i Bóg wie co jeszcze. I Rosjanie są przyjaźni. Naprawdę przyjaźni. Zapraszają mnie na imprezy, koncerty i występy artystyczne, a na ich twarzach pojawia się współczujący uśmiech za każdym razem, gdy pytają, co słychać w Rosji. Sztuczność do potęgi.

W szkole za to wszyscy mnie znienawidzili, gdy dowiedzieli się, że tata jest tak zwanym Nowym Ruskim – czyli takim, który wzbogacił się po upadku żelaznej kurtyny. Nawet jeżeli zarobił swoje pieniądze staromodną nudziarską harówką, a nie pracując dla mafii. Ludzi to nie obchodzi. Kiedy przestała im przeszkadzać zamożność mojej rodziny, zaczęli mi współczuć straty. Ach, siestra, nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam dać im w zęby, że traktują mnie jak małą biedną dziewczynkę, która potrzebuje pomocy. Nie potrzebowałam niczyjej pomocy, potrafiłam w pełni o siebie zadbać. Ci brytyjscy Rosjanie zachowują się jak członkowie sekty. Próbują Cię omamić, żebyś porzuciła swoje wartości.

W Londynie żyje masa ludzi z postsowieckich krajów. Mówią po rosyjsku, a przynajmniej rozumieją rosyjski. Zorientowałam się po ich złowrogich spojrzeniach, gdy się odzywam. Jakby to była moja wina, że siedemdziesiąt lat temu egotyczny dyktator pozbawił ich suwerenności (wywracam oczami).

Dlatego gdy to tylko możliwe, wolę nie wspominać, że jestem Rosjanką. Za dużo tu uprzedzeń. Chociaż, jak zapewne wiesz, trudno ukryć swoją narodowość przed Brytyjczykami – no chyba że kłamie im się w żywe oczy. Chodzi o to, że gdy słyszą obcy akcent, szczególnie tak dziwny jak mój, muszą zapytać o miejsce pochodzenia. A swój nabyłam, przesłuchawszy te wszystkie piosenki, które mi polecałaś, Twoich bożyszczy indie rocka. No i oczywiście miałam licznych korepetytorów języka angielskiego – dziewczynę z Bristolu, Australijczyka, dwie amerykańskie studentki (jedna z Nowego Jorku, druga z Georgii). Faceci przyjeżdżają do Rosji głównie, żeby zaliczyć. A dziewczyny, bo za dużo razy widziały Wojnę i pokój z Keirą Knightley. Ze wszystkich poznanych nacji najbardziej lubię Brytyjczyków. Oni naprawdę nie przejmują się innymi i nawet nie udają, że się przejmują. Doceniam ich szczerość.

Mam teraz dwadzieścia jeden lat, czyli tyle co Ty, gdy zniknęłaś. Może to jakaś rodzinna klątwa. Nie wiem, do cholery. Mama urodziła Cię w wieku dwudziestu jeden lat. Może to jakiś istotny wiek w naszej rodzinie. Nie wiem.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Niedziela, 31 maja 2015 roku.

04:41

Nirvana – Rape Me

Przepraszam, wcisnęłam enter przez przypadek.

W każdym razie, gdzie ja to skończyłam? Aaa, tak. To stało się w marcu, ostatniego dnia semestru. Wszyscy następnego ranka wyjeżdżali do domu na Wielkanoc. Cieszyłam się, że będę mieć bibliotekę tylko dla siebie. Ciemne korytarze rozświetlone przez żółte promienie wiosennego słońca, odgłosy moich kroków, ostry zapach ozonu i trzask kserokopiarek.

Nie przepadam za studenckimi pubami, są dość żałosne, ale tamtego dnia dałam się namówić na wyjście dziewczynom, z którymi chodzę na zajęcia z analizy rynku. W knajpie było tłoczno i unosił się smród taniej wódy. Zamówiłam najsłabszy dostępny koktajl i stanęłam przy barze, nucąc piosenkę Love Spreads The Stone Roses. Dziewczyny obgadywały właśnie dziekana, który niedawno się rozwiódł. Naprawdę, typowy wieczór. Potem zadzwonił mój telefon i wyszłam na zewnątrz, żeby odebrać. Była ósma. Stałam przed pubem dosłownie kilka minut. Potem pamiętam tylko, że napiłam się drinka i zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Gdy je otworzyłam, znajdowałam się już w swoim pokoju. Zasłony były zaciągnięte. Panowała grobowa cisza, żadnych odgłosów z kuchni, żadnych śmiechów, przekleństw czy muzyki. Po omacku sięgnęłam po telefon, ale nie leżał tam, gdzie zwykle, czyli na nocnej szafce. Szafki też zresztą nie było. Wstałam i się rozejrzałam. Wszystkie moje rzeczy zniknęły. Uchyliłam zasłonę i wyjrzałam na zewnątrz. Zobaczyłam pusty parking. Słońce świeciło. Zdałam sobie sprawę, że to wcale nie mój pokój, ale podobny w innym skrzydle budynku, bliżej pubu. Kilka minut po prostu gapiłam się przez okno, miałam pustkę w głowie. Wstałam z łóżka i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Moje ubrania były w tragicznym stanie: bluza z kapturem wywrócona na lewą stronę, a długi boczny zamek sukienki odsunięty do połowy. Przy łóżku leżała torba, a na niej legginsy. Przetarłam twarz, zebrałam swoje rzeczy z podłogi i po cichu wyszłam z pokoju. W pustym holu było cicho. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakimś postapokaliptycznym filmie, w którym światem zawładnęli zombie. Wiesz, o czym mówię? Pierwsza scena, gdy bohater budzi się ze śpiączki i odkrywa, że nic już nie będzie takie samo.

Cała się trzęsłam, zrobiło mi się sucho w ustach, gardło bolało mnie z pragnienia. Weszłam do pustej kuchni, odkręciłam kran i piłam, aż byłam pełna i nie mogłam przełknąć już ani kropli. Wszystko wydawało się takie nierzeczywiste. Przeszłam przez opustoszały kampus, żeby wrócić do swojego pokoju, moje kroki odbijały się echem. Powietrze było ciężkie i niemal lepkie, a światło ledwo przebijało się przez zielonkawoniebieskie chmury przypominające morską wodę przy dnie. Gdy w końcu wróciłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i podeszłam do lustra – takie samo znajdowało się w pokoju, w którym się obudziłam. Nie miałam wielu siniaków czy zadrapań, ale moja skóra śmierdziała czymś obcym – słodkim, nieokreślonym, odrażającym.

Weszłam pod prysznic i powoli odkręciłam kurek. Czekałam, aż woda zrobi się gorąca. Maleńką łazienkę wypełniła para. Zwinęłam się w kłębek na środku brodzika i trwałam w tej pozycji przez dłuższą chwilę, by ustały dreszcze, a zapach się ulotnił.

Było południe, więc straciłam jakieś szesnaście godzin. Słyszałam o takich rzeczach nieraz – ochrona kampusu ostrzegała nas wcześniej, a na lodówce w akademiku wisiała ulotka informacyjna: nigdy nie zostawiaj swojego drinka bez nadzoru. To, co zaszło wczoraj, wydawało się oczywiste, ale nie miałam odwagi wypowiedzieć tych słów na głos.

Straciłam szesnaście godzin z życia. Straciłam kontrolę nas sobą i swoim ciałem na szesnaście godzin. Ktoś mnie wykorzystał. Ta myśl doprowadzała mnie do wściekłości, tak że miałam ochotę coś rozwalić.

Mój telefon milczał – żadnych powiadomień, nieodebranych połączeń, esemesów. Jak się okazało, do nikogo też nie dzwoniłam. Położyłam się do łóżka i nakryłam kołdrą po samą głowę. Sięgnęłam po laptopa i poszukałam swojej starej playlisty na Spotify. Twoja ulubiona muzyka zawsze potrafiła mnie uspokoić.

Minęły dwa tygodnie. Korytarz mojego akademika powoli zapełniał się ludźmi, ale ja większość czasu spędzałam w swoim pokoju. Nikt mnie nie szukał, żadnych telefonów ani esemesów, żadnych pytań i odpowiedzi. Dla innych tamtej nocy nic się nie wydarzyło. Ale wydarzyło się, kurwa, Żenia. W pierwszym dniu semestru wynajęłam pokój od pewnej Amerykanki imieniem Laura, którą poznałam na zajęciach. Nie mogłam dłużej mieszkać na terenie kampusu. Samo spojrzenie na ten budynek wywoływało we mnie gniew i rozpacz.

Staram się nie myśleć o tamtej nocy. Ale to jednak tak nie działa. Im bardziej próbuję o tym zapomnieć, tym częściej to powraca. Jest i w mojej głowie, i pod skórą. To jak historia o Kopciuszku, ale mroczna – ktoś rzuca na dziewczynę urok, przez co ta zmienia się w przedmiot, bez własnej woli. Staje się ofiarą. Ale ja nie jestem ofiarą, Żenia. Można nazwać mnie wszystkim, ale nie ofiarą. Jestem silna. Moje życie należy do mnie. To już wolę być łajdakiem niż ofiarą.

Nie mam pewności, czy zostałam zgwałcona. Wygooglowałam, jak to poznać, ale nie byłam w stanie stwierdzić. Ale przynajmniej mnie nie pobił. A może nie opierałam się specjalnie, sama już nie wiem. Chyba wolę nie wiedzieć. Następnego dnia poszłam do apteki po tabletkę dzień po. Farmaceuta, z pochodzenia Hindus czy Pakistańczyk, spojrzał na mnie ze współczuciem, gdy spisywał moje dane. Kilka tygodni później udałam się do przychodni. Nic nie złapałam. Nie było sensu o tym więcej myśleć. Nie chcę wiedzieć, co mi zrobili. Jestem ponad to.

Sprawdziłam nazwisko osoby, która wynajmuje ten pechowy pokój, ale ponieważ dowody zmyły gorąca woda i czas, nie mogłam nic więcej zrobić. Musiałam o wszystkim zapomnieć. W przeciwnym razie zostałoby mi użalanie się nad sobą i opinia puszczalskiej. Jedynym słusznym rozwiązaniem było o tym zapomnieć.

Tyle że ja kiepsko sobie radzę z zapominaniem.

Zaginęłam na szesnaście godzin i nikt, dosłownie nikt, tego nie zauważył, nie mówiąc już o zamartwianiu się czy wezwaniu policji. Nikt nie przejmował się mną na tyle, by zauważyć, że źle się czuję. Gdy od niechcenia pytałam dziewczyn, z którymi wtedy wyszłam, jak się bawiły, odpowiadały, że świetnie i że głupio zrobiłam, wychodząc wcześniej, do tego bez pożegnania.

Gdy wróciłam do tej knajpy za dnia, zauważyłam kamery monitoringu. Były wszędzie – jedna przy wejściu, dwie przy barze, kilka przy stanowisku didżeja i nad parkietem. Gdyby coś złego, ale naprawdę złego, mi się przydarzyło, policja mogłaby obejrzeć nagranie i znaleźć osobę, która mnie odurzyła. Tak jak osiem lat temu obejrzeli nagranie z przystanku autobusowego w Notown, gdzie tamtego czerwcowego dnia widziano Cię po raz ostatni przed zaginięciem. Mam problemy z zapisaniem poprawnie słowa „zaginięcie”. Może to jakiś znak.

Te ostatnie wydarzenia uruchomiły coś w moim mózgu. Nie mogę ich cofnąć, ale mogę się dowiedzieć, co się z Tobą stało, i przestać być w końcu młodszą siostrą tej zaginionej dziewczyny. Jestem silna i sprytna i wiem, że sobie poradzę. Dowiem się prawdy.

To mogłoby się zdarzyć każdemu. Bar, obcy facet, tabletka gwałtu, znajomi, którzy mają to w dupie. Straciłam szesnaście godzin. Ty straciłaś osiem lat. Szesnaście godzin to dość czasu, by wywieźć kogoś bardzo daleko. Słyszałam, że wystarczy od trzech do pięciu, by wywieźć człowieka z kraju. I kolejne dwanaście, by ulokować go w jakimkolwiek miejscu w Europie. Równie dobrze mogłam się obudzić w maleńkim mieszkaniu w wieżowcu socjalnym na przedmieściach jakiejś metropolii. Trzymana w klatce dla psów. I wynajmowana na godziny szacownie wyglądającym mężczyznom. Płatność tylko gotówką. Po kilku tygodniach wykorzystywania i głodowania w końcu bym się załamała. W zasadzie każdy by się załamał. Albo umarł.

Nie przestaję analizować chronologii zdarzeń przed Twoim zniknięciem. Spisałam sobie wszystkie znane mi informacje. Jest tego niewiele. Wyszłaś z domu z niewielkim plecakiem 23 czerwca około 7.50. Poszłaś na przystanek autobusowy w centrum miasta, kamery zarejestrowały Cię ostatni raz o 8.15. Twój telefon zdechł mniej więcej w tym samym czasie. A potem, 13 lipca, ponownie go włączyłaś w Kent w pobliżu białych klifów w Dover. Czy próbowałaś wezwać pomoc, Żenia?

Mam w głowie kilka scenariuszy, co mogło się z Tobą stać, siestra.

Pierwszy: mogli Cię uprowadzić handlarze ludźmi. Według Wikipedii szacunkowa roczna wartość rynku handlu ludźmi wynosi ponad trzydzieści miliardów dolarów. To dość dochodowy biznes. Czytałam historie porwanych, którym udało się uciec. Jeśli faktycznie mam rację, ktoś musiał Cię zwabić czymś, czego bardzo pragnęłaś, a potem porwać. Jeśli to prawda, pewnie już nie żyjesz. Ale to niczego nie zmienia. Przynajmniej nie dla mnie.

Kurwa, Żenia, gdyby z naszego ojca był chociaż krutoj, twardziel jak pieprzony Liam Neeson. Oglądałaś kiedyś Uprowadzoną? Ja chyba widziałam za dużo razy. Czemu tata Cię nie szukał? Czemu tata nigdy Cię nie kochał, Żenia?

Drugi scenariusz wymyśliłam pewnej nocy, gdy nie mogłam zasnąć i oglądałam jakiś kiepski true crime na ITV4. Po Twoim zniknięciu uzależniłam się od takich seriali. Te wszystkie wyblakłe wycinki z gazet, księgi pamiątkowe ze zdjęciami uśmiechniętych zaginionych dzieciaków, kontur ciała odrysowany kredą na poplamionej krwią podłodze, podejrzani z numerami w trakcie okazania, pogodne ofiary morderstwa. Godzinami analizowałam sprawy przedstawione przez wąsatych policjantów w skórzanych kurtkach. Większość morderców złapali, bo pojawił się szczegół, który się nie zgadzał, albo mieli po prostu przeczucie.

A potem ujrzałam jej twarz. Kobieta znalazła się na najnowszej liście „Najsłynniejsze nierozwiązane sprawy morderstw w Wielkiej Brytanii”. Niedawno pojawiły się nagłówki w gazetach: „Martwa dziewczyna w piwnicy rozebranej wiktoriańskiej kamienicy”. Nie znali jej tożsamości ani daty śmierci. Owinięto ją w gruby akrylowy dywan, który chronił ciało przed wilgocią i dopływem powietrza. Oznacza to, że do morderstwa mogło dojść zarówno w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, jak i na początku kolejnego stulecia. Lekarze sądowi nie mogli się w tej kwestii porozumieć. Mieli pewność jedynie co do przyczyny zgonu – uderzenie w skroń tępym, ciężkim przedmiotem. Gdy ją odnaleziono, była naga. Jej rzeczy – niebieska sukienka na ramiączkach, pusta torebka i jeden but na wysokim obcasie – leżały obok ciała. Zwłoki znalazł budowlaniec. Może pewnego dnia Ciebie również znajdzie ktoś taki. Piękną, pękniętą rzeźbę w betonie, niczym zamrożony Han Solo. Zgwałcona i zamordowana.

Po dziś dzień policja nie poznała tożsamości tamtej kobiety. Nikt też nie zgłosił się po zwłoki, chociaż technicy kryminalistyczni zrobili rekonstrukcję jej twarzy. Nie była do Ciebie podobna, ale mogłaś skończyć tak samo, siestra. Może po prostu kogoś wkurzyłaś. Może, w przeciwieństwie do mnie, walczyłaś za bardzo. Może czekasz na mnie w jakiejś piwnicy owinięta w pomarańczowo-purpurową wykładzinę samochodową z czyjegoś forda contoura. Odnajdę Cię.

Na pewno ktoś wie, co się stało. Dotrę do tej osoby i zmuszę ją do mówienia. Obiecuję ci, Żenia. Jestem to winna mamie.

Ciągle wspominam Twoją ostatnią wizytę w domu. Coś było nie tak. Nie byłaś do końca sobą. Być może wiedziałaś już coś, miałaś jakiś sekret, który zatruwał ci spokój i rzucał się mrocznym cieniem na nasze ostatnie dni razem. Cokolwiek to było, nigdy mi o tym nie powiedziałaś. Ale na pewno zostawiłaś jakąś wskazówkę – drobną, ale na tyle ważną, że jedynie osoba, która Cię naprawdę kocha, ją zauważy. I tą osobą jestem ja. I w końcu zauważę.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Sobota, 20 czerwca 2015 roku

23:49

Joy Division – Shadowplay

Hej!

Ulżyło mi, gdy podzieliłam się z Tobą wszystkim. Nie bezpośrednio z Tobą, ale napisałam to wszystko do Ciebie na Messengerze, gdzie wyświetla się Twoje zdjęcie.

Wspominałam ci, że musiałaś zostawić jakiś ślad, cokolwiek, jakąś wskazówkę, którą tylko ja bym zauważyła. Jakiś tajny kod. Gdyby coś miało być naszym trwałym i sekretnym kodem, to byłaby to muzyka.

W jednej z ostatnich wiadomości wspominałaś, że jedziesz na festiwal, na którym zagrają The Killers i Bilo i Biggles. Przez te wszystkie lata sądziłam, że Bilo i Biggles to pseudonimy jakichś Twoich kolegów. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia, czemu wcześniej ich nie wygooglowałam. Ale w końcu to zrobiłam. Billy Bilo i Biggles to ksywki Petera Doherty’ego i Carla Barâta z The Libertines. I potem bez problemu znalazłam informację, na który festiwal się wybierałaś. Ponieważ The Libertines w tym czasie nie grali już razem, pewnie chciałaś posłuchać ich nowych zespołów: Babyshambles i Dirty Pretty Things. Sprawdziłam ich trasy koncertowe z 2007 roku, a potem festiwale, na których występowali z The Killers. Tylko jeden event w Wielkiej Brytanii pasował: festiwal Glastonbury. Odbywał się w weekend, w który zaginęłaś. Wszystko się zgadzało: wyjechałaś z Notown w piątek rano, żeby zdążyć na koncerty.

Nie wiem, czy po prostu mi się poszczęściło, czy pozostawiłaś po sobie ślady. W każdym razie wygląda na to, że świat da człowiekowi, czego pragnie, i nie są to do końca wierzenia szaleńca. Przez trzy tygodnie przeszukiwałam sieć i godzinami oglądałam relacje z festiwalu, aż w końcu natrafiłam na Twój ślad. Właśnie siedziałam w swoim pokoju owinięta w koc jak burrito, popijałam herbatę i oglądałam filmiki na YouTubie. Pod hasłem Glastonbury 2007 wyskakuje ponad pół miliona relacji. Wiele z nich nie jest nawet powiązana z tematem, niektóre mają złą datę, a niektóre trwają trzy godziny. Siestra, zamierzałam obejrzeć je wszystkie, gdyby miało mi to pomóc odkryć prawdę.

Oglądałam relację z występu The Killers i wyobrażałam sobie, że jesteśmy tam razem, jak mi kiedyś obiecałaś. Pogrążałam się w ponurych, nostalgicznych myślach, bolały mnie oczy i naprawdę nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje na monitorze. Na wpół śniłam, na wpół zatapiałam się we wspomnieniach. Moja herbata zdążyła już wystygnąć.

Filmik się skończył i od razu włączył się kolejny. To był wywiad z The Killers. Stali za sceną, na błotnistym polu, otoczeni ludźmi, a za nimi rozciągało się zielone ogrodzenie. Brandon Flowers z dziwnymi wąsami wyglądał na zboczeńca. Miał na sobie kurtkę w złote cekiny i uśmiechał się do kamery w ten swój uroczy, dziecięcy sposób.

I wtedy zobaczyłam Ciebie.

Aż podskoczyłam, kubek wypadł mi z dłoni. Odsunęłam koc, na którym pozostała ciemna brązowa plama. Zatrzymałam klip w momencie, gdy Brandon opowiadał coś z szatańskim uśmieszkiem na idealnej twarzy. Chuda, bosa dziewczyna w niebieskiej sukience, z wiankiem ze stokrotek na głowie stała jakieś dziesięć metrów za nim. Żenia, to byłaś Ty. Wcisnęłam play. Zauważyłaś kamerę, uśmiechnęłaś się i pomachałaś, a potem odeszłaś, wymachując rękami i krzycząc do kogoś w oddali coś, czego nie dało się usłyszeć. Filmik się skończył.

Glastonbury to jeden z największych, najstarszych i najmodniejszych festiwali muzycznych na wolnym powietrzu. W 2007 roku gościł 175 tysięcy widzów. Przeszukałam wyniki wyszukiwania grafiki dla hasła Glastonbury 2007. Wyskoczyły zdjęcia dziewczyn i chłopców w hipisowskich ubraniach, śmiali się i tańczyli, całowali i palili marychę wokół ogromnej sceny w kształcie piramidy, przypominającej trochę statek kosmiczny pośrodku gospodarstwa mlecznego. Występowali różni artyści: Björk, Arctic Monkeys, starcy o wyglądzie ważniaków, Amy Winehouse. Wiesz, że umarła i że Pete Doherty napisał o niej wspaniałą piosenkę? Przepraszam, to nie jest istotne, ale pomyślałam, że może chcesz wiedzieć. Błoto pojawia się na każdym zdjęciu z Glastonbury. Lepka brązowa masa pokrywa twarze, ubrania, buty, instrumenty – w zasadzie wszystko. Co za świetny kamuflaż.

Więc byłaś tam, Żenia. Obejrzałam wideo setki razy, próbując znaleźć coś, co będzie kolejną wskazówką. Kto był z Tobą, siestra? Ktoś musiał. Za każdym razem, gdy widziałam Twoją twarz na ekranie, zadawałam Ci głośno to pytanie. Ale nie odpowiadałaś. Uśmiechałaś się jedynie, machałaś i poruszałaś swoją ustrojoną kwiatami głową.

Napisałam maila do informacji festiwalowej, czy się zarejestrowałaś. Wiem, że w 2007 roku wprowadzili nowy system rejestracji, co oznacza, że posiadali dane wszystkich uczestników, którzy zakupili bilety. Jeśli miałaś wejściówkę, musieli o tym wiedzieć. W ciągu godziny otrzymałam krótką, ale uprzejmą odpowiedź. Zapewnili mnie, że żaden z Twoich dwóch znanych mi adresów mailowych nie został użyty do rejestracji. To samo tyczyło się Twojego nazwiska, a podałam im pięć różnych opcji, łącznie z panieńskim nazwiskiem mamy. Po prostu oficjalnie Cię tam nie było. Ale przecież wiem, że to nieprawda. Ktoś musiał Cię przemycić na teren festiwalu. Kto to był, siestra?

Poszłam do kuchni, żeby wrzucić do pralki zalaną herbatą pościel, chociaż miałam pewność, że raczej się nie dopierze. Światło się świeciło, moja współlokatorka była w domu. Nie przyjaźniłyśmy się, ale nie dlatego, że jej nie lubiłam. Po prostu straciłam wiarę w przyjaźń po tym, co zdarzyło się wtedy w barze. Kto potrzebuje wrogów, skoro ma takich przyjaciół? Na pewno to rozumiesz.

– Nika, nie wiedziałam, że jesteś w domu. Jak leci? – Laura uśmiechnęła się, ale nie oderwała wzroku od laptopa.

– Nieźle. A u ciebie? – Również odpowiedziałam uśmiechem. – Byłaś kiedyś w Glastonbury, prawda?

– Tak, byłam. – Teraz, kiedy powiedziałam coś interesującego, spojrzała na mnie z zaciekawieniem. – W zeszłym roku. Ale w tym roku też się wybieram. A co?

– Nic. Chciałam tylko wiedzieć, jak tam jest. Czy tam jest… niebezpiecznie?

Odsunęła od siebie laptopa.

– Hmm… niebezpiecznie? – Zmarszczyła brwi. – No cóż, nie powinnaś się szwendać sama, jeśli o to ci chodzi. Wiesz, przyjeżdża tam bardzo dużo ludzi, więc statystycznie rzecz biorąc, niektórzy okażą się dupkami. I każdy jest nawalony. Ale nie powiedziałabym, że jest niebezpiecznie. Różni się jednak od wszystkich festiwali, na których byłam. Pełno tam hipisów. I atmosfera jest dość dziwna, wszyscy udają, że nadal jest tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty dziewiąty rok. Ale jest lepszy niż Coachella. Lista wykonawców jest zwykle imponująca. Przyjeżdżają tylko najlepsze zespoły.

Laura zmrużyła oczy w oczekiwaniu na wyjaśnienie. Moje nagłe zainteresowanie tematem musiało zrodzić w niej pytania.

Kocham muzykę. W zasadzie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Miałaś rację, że to będzie jedyny przyjaciel, który nigdy mnie nie zawiedzie. Dzięki muzyce, czuję, że żyję, czasem tak bardzo, że pozbawia mnie to spokoju. Tracę przez nią głowę, przywołuje wspomnienia, które staram się blokować, sprawia, że nie potrafię udawać tej szczęśliwej energicznej osoby, za którą chcę uchodzić. I bardzo łatwo mnie zranić. Na koncercie czuję się podobnie jak w chwili, gdy chłopak zaczyna mnie lizać na dole, a moje ciało wygina się mimowolnie i narasta w nim ta przerażająca energia. To jak egzorcyzmy. Chcę, żeby to się skończyło, bo tracę przez to kontrolę, Żenia. Taki wpływ ma na mnie muzyka na żywo – przestaję być sobą albo tracę taką siebie, jaką chcę być. Rzadko więc chodzę na koncerty.

Muzyka jest formą sztuki, a nie zniewolenia. Można ją uwielbiać, nie poddając się jej. Na koncercie zawsze stoję wśród tych ludzi przy barze, którzy wrzucają dużo zdjęć na Instagrama i nigdy nie śpiewają. Po prostu nie mogę pozwolić, żeby muzyka dostała się do mojego krwiobiegu, tak jak kiedyś, gdy byłam młodsza. Muzyka rockowa wywołuje prawdziwą radość, ale też prawdziwy ból. No i tak jak płacz czy seks, jej słuchanie to intymna sprawa, której człowiek nie oddaje się publicznie. Wśród innych nie sprawia mi to przyjemności.

Laura kiedyś zapraszała mnie na koncerty, ale zawsze odmawiałam. Dlatego nie dziwi mnie jej zaskoczenie, kiedy zapytałam o Glastonbury.

– Więc czemu w zasadzie pytasz?

Chciałam jej opowiedzieć o Tobie. Już wielu osobom chciałam o Tobie opowiedzieć, ale ciężko mi to przychodzi. Nie lubię, gdy ludzie okazują mi współczucie. Przez to czuję się mała, bezbronna i obnażona. Wiem, że dzielenie się trudnymi sprawami pomaga sobie z nimi radzić, ale naprawdę staram się tego nie robić i unikam tematu. Moja mroczna strona jest tylko moja. Nie pozwolę, by inni ludzie ją poznali. Nikt nie musi wiedzieć, że codziennie o czwartej rano budzę się sparaliżowana strachem albo że czasem czuję się tak, jakby ktoś stał w ciemnej uliczce i mnie obserwował. Nikt nie musi wiedzieć, jak co noc oszukuję swój umysł, żeby zasnąć, i że trzymam stary odtwarzacz płyt pod poduszką niczym pobłogosławiony wodą święconą srebrny krzyż. Chcę, żeby inni ludzie postrzegali mnie jako silną, szczęśliwą, beztroską osobę, która nie ma tajemnic. Ale do diabła z moimi uczuciami! Miałam misję do wykonania i musiałam porozmawiać z osobą, która była wcześniej na Glastonbury.

– Mogę? – Pochyliłam się w stronę laptopa Laury. Skinęła głową. Otworzyłam YouTube’a, wpisałam tytuł filmiku i wcisnęłam play. Zatrzymałam go po kilku minutach.

Wskazałam na ekran, zostawiając odcisk spoconego palca na nowiutkim wyświetlaczu.

– To moja siostra, Żenia.

– Myślałam, że to Brandon Flowers.

Skarciłam ją wzrokiem. Laura uśmiechnęła się przepraszająco.

– Super. Twoja siostra buja się z gwiazdami rocka. Wspaniale! I to na Glastonbury. W którym to było roku?

– W dwa tysiące siódmym. – Przełknęłam głośno ślinę, szykując się na powiedzenie prawdy, której nigdy wcześniej nikomu nie zdradziłam. – Odeszła.

– Odeszła? – Wyraz twarzy Laury przypominał teraz smutnego emotikona. – Masz na myśli, że nie żyje?

– Możliwe. Zaginęła w dwa tysiące siódmym roku. Właśnie tego dnia.

– O Boziu! – Laura zasłoniła usta dłonią. – Cholera, kochana, to straszne. Tak mi przykro. Jak… Co się stało?

Może za długo ukrywałam się przed światem, a może tak naprawdę potrzebowałam jedynie przyjaciela, ale wystarczyło, że zadała to pytanie, i nie mogłam przestać mówić. Opowiadałam długo, nawet na nią nie patrząc. W pewnym momencie poczułam, że oczy zaszły mi łzami.

– Ta dziewczyna w niebieskim to moja siostra Jen. W zasadzie jej imię po rosyjsku brzmi Żenia, ale lubi, gdy ludzie nazywają ją Jen. Jest osiem lat starsza ode mnie. Miałam tylko jedenaście lat, gdy wyjechała do Anglii, żeby studiować literaturę. Ale tak naprawdę ta decyzja wiązała się z jej pasją do muzyki rockowej. Przyjeżdżała do domu w odwiedziny, ale rozmawiałyśmy też na Facebooku, no i potem to wszystko się skończyło. Zaginęła. Nie znamy dokładnej daty, ponieważ byliśmy wtedy na rejsie statkiem. Popłynęliśmy na maleńką wysepkę na Morzu Śródziemnym, gdzie był słaby zasięg. Gdy wróciliśmy do domu, mama zadzwoniła do Jen, ale jej telefon był wyłączony. Potem dzwoniła na jej uczelnię i wreszcie na policję. Nigdzie nie udało się jej znaleźć. W końcu wysłali nam nagrania z monitoringu miejskiego. W piątek rano stała na przystanku autobusowym z plecakiem. A potem zniknęła. Nie mieliśmy pojęcia, dokąd się udała ani co się stało. Aż zobaczyłam to wideo.

Włączyłam je jeszcze raz. Brandon opowiadał, Ty się uśmiechałaś.

– Boże drogi, to straszne… Tak… tak mi przykro, Nika. – Laura poklepała mnie po ramieniu. – Co powiedziała policja?

– Niewiele. – Wyglądałam przez kuchenne okno, wpatrując się w migoczące światła masztu radiowego BT Tower. – Jej telefon został włączony na chwilę w połowie lipca w Kent. Założyli więc, że popłynęła promem do Francji albo innego kraju Europy Zachodniej. Albo ktoś ją do tego zmusił. W zasadzie nie powiedzieli tego jasno i wyraźnie, ale wiedziałam, o co im chodzi. – Spojrzałam wymownie na Laurę. – Handel ludźmi.

– Skarbie, ale to wszystko popieprzone. – Laura wyglądała na oniemiałą. – A mogła również z własnej woli wsiąść na pokład promu albo do pociągu i… uciec?

– No cóż, to nie jest takie proste. Widzisz, w takim wypadku przy przekraczaniu granicy Wielkiej Brytanii otrzymałaby pieczątkę w paszporcie. Jesteśmy Rosjanami, co oznacza, że nie możemy sobie podróżować, gdzie nam się podoba, jak wy. Potrzebujemy wiz i musimy stać w kolejce na lotnisku do okienka dla obywateli spoza Unii.

– Czy znaleźli jej paszport?

– Nie. Ani paszportu, ani torebki, ani gotówki czy karty. To wystarczyło policji, żeby zaprzestać poszukiwań. Młoda dziewczyna z kraju Trzeciego Świata, bez pracy, mieszkania czy męża jest w grupie najwyższego ryzyka. Ja pewnie też jestem. To kolejny powód, by zaostrzyć przepisy wizowe. Tacy ludzie jak my to tylko statystyka.

Laura otoczyła mnie ramieniem, co wprawiło w zakłopotanie nas obydwie. Wcisnęłam znowu play i zobaczyłyśmy, jak machasz, uśmiechasz się i odchodzisz.

– Byłyście ze sobą blisko? To musiało być dla ciebie trudne.

– Blisko? Dosyć, ale nie jakoś bardzo. Wydaje mi się, że z czasem zbliżyłybyśmy się do siebie. Ale… może po prostu nie było nam to pisane. Pamiętam, że zawsze troszkę jej zazdrościłam i chciałam być nią, bo była taka super.

Laura nadal mnie obejmowała i poczułam nagłą chęć, by uwolnić się z tego uścisku współczucia, więc sięgnęłam po leżącą za laptopem zjedzoną do połowy paczkę chipsów.

– Wiem, że pojechała do Glastonbury dwudziestego drugiego czerwca i następnego dnia jeszcze żyła, bo ten wywiad kręcono dwudziestego trzeciego właśnie. To bardzo ważne. Była tam, ale nie kupiła biletu. Trudno tam wejść bez niego?

Laura zaśmiała się pod nosem.

– Trudno? To w zasadzie niemożliwe!

– W takim razie robi się jeszcze dziwniej. – Westchnęłam.

– Zamierzasz pokazać to glinom?

Laura nastawiła czajnik i wyciągnęła dwie filiżanki z szafki. Ja w tym czasie zjadłam do końca jej chipsy o smaku soli i octu.

– Nie wiem. Osiem lat temu nie zrobili za wiele. Co by to teraz zmieniło?

Laura postawiła przede mną filiżankę z parującą ziołową herbatą i włączyła jakąś wprawiającą w zadumę melodię bez tekstu. Nie rozpoznałam jej.

– Więc co zamierzasz z tym zrobić?

Wzruszyłam ramionami. Naprawdę nie miałam okazji się nad tym zastanowić.

– Myślisz, że osoba, która zaginęła osiem lat temu, może nadal żyć?

Jakby jej opinia miała jakiekolwiek znaczenie. Laura odwróciła wzrok. Mieszałam łyżeczką cukier w herbacie. Piosenka się skończyła.

– Naprawdę nie wiem.

– Oczywiście…

– Ale wiem, Nika, co powinnaś teraz zrobić. – Jej twarz nagle pojaśniała. – Opublikuj coś na Facebooku. To wideo, kilka zdjęć, wszystko, czym właśnie się ze mną podzieliłaś. Dodaj kilka hashtagów, jak Glasto albo The Killers i jakieś inne powiązane. Po prostu złóż wszystko do kupy, ale zadbaj, żeby było krótko, merytorycznie i wzruszająco. I może, ale tylko może, kiedy ludzie zaczną udostępniać twój post, ktoś go zobaczy i coś sobie przypomni. W każdym razie ja bym tak zrobiła.

– Myślisz? To było tak dawno temu. – Wstałam, żeby włączyć kolejny kawałek. Cisza mąciła mi w głowie. – Znaczy się, kto pamięta, co działo się osiem lat temu?

Wcisnęłam przycisk i poczekałam chwilkę. Niech wszechwładna funkcja odtwarzania losowego zdecyduje, co poleci następne. Piękny, przejmujący głos wypełnił kuchnię. To było Shadowplay Joy Division.

– Ty na pewno. Na twoim miejscu nie przestawałabym szukać, nie odpuściłabym, zanim nie poznałabym prawdy albo nabrała pewności, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by znaleźć siostrę.

Znowu spojrzałam w okno, w świetle lamp wszystko przybrało kolor pomarańczowy, charakterystyczny dla instagramowego filtra o nazwie Kelvin. Kocham mrok i zarazem go nienawidzę, czasem za nim tęsknię, czasem od niego uciekam.

– Nika? – Głos Laury wydawał się dobiegać z bardzo daleka. Piosenka się skończyła, zaraz potem włączyła się nowa. Typowy gitarowy postrockowy kawałek, taki, jakich Laura często słuchała – za głośny jak na mój nastrój. No i miał zbyt wymyślny tytuł, trzy słowa, z czego jedno to „czerwony”. Zatopiłam się w myślach, odgradzając od dźwięków. Musiałam stać przy oknie dość długo.

– Wszystko w porządku? – Zza moich pleców dobiegł głos Laury.

– W porządku. Pójdę teraz na trochę do mojego pokoju.

Zalogowałam się na Facebooku i znalazłam Twój profil. Wyglądał jak typowa porzucona strona – pełno spamu i jakieś tandetne życzenia urodzinowe. Nigdy nie mogłam się zmusić, żeby nadać mu status „in memoriam”. Przejrzałam Twoje posty. Nie było tego wiele, a i tak widziałam je tysiące razy. Żyłaś w ciemnym okresie przed iPhone’em, kiedy ludzie nie relacjonowali wszystkiego, co robili i widzieli. Wybrałam Twoje zdjęcie, które lubiłam najbardziej. Ostatnie, które opublikowałaś. Zrobiono je słonecznego dnia na tyłach czyjegoś domu. Rozpuszczone włosy przerzuciłaś na jedną stronę, wyglądałaś uroczo i tak jak ludzie nosili się w 2007 roku. Z uśmiechem na twarzy zasłaniałaś oczy przed słońcem, papieros w Twojej dłoni niemal spalił się do filtra.

Dodałam zdjęcie i filmik do mojego posta. Napisałam: „Cześć wszystkim! Potrzebuję waszej pomocy. Moja siostra Żenia (Jen) Lukina zaginęła latem 2007 roku. Odkryłam, że ostatnim razem widziano ją na festiwalu Glastonbury 23 czerwca. Miała na sobie błękitną sukienkę na ramiączkach, a na głowie wianek ze stokrotek. Jeśli ktoś z was ją znał albo widział, proszę o kontakt. Jeśli nie, a nadal chcecie pomóc, udostępnijcie ten post. Wspólnymi siłami odnajdziemy moją siostrę. Dziękuję”.

Wcisnęłam „udostępnij”, bo jeszcze bym się rozmyśliła. Po raz pierwszy od miesięcy nie przykryłam się cała kocem. Wcale nie było za gorąco, chciałam po prostu wypuścić strachy spod łóżka.

Status: nie przeczytano

Od: Nika Lukina

Do: Jen Lukina

Niedziela, 21 czerwca 2015 roku

17:31

Radiohead – How to Disappear Completely

Privet, siestra!

Piszę do Ciebie z pociągu, co oznacza, że nie ma już odwrotu. Za oknem nieciekawy widok: przedmieścia, budynki komunalne, szare wielopiętrowe parkingi, w oddali groźnie majaczy stadion Wembley. Nawet słońce niczego nie zmienia. Może Anglia wcale nie jest taka przyjemna. Założyłam słuchawki, wybrałam odpowiedni do okoliczności przyrody kawałek i nacisnęłam play.

Moim zdaniem to całkiem dobry pomysł, żeby zapisywać na Facebooku wszystko, co zamierzam robić. Gdyby coś mi się stało, będzie to stanowić dowód. Co za pozytywna myśl i obiecujący początek podróży! Pisanie do Ciebie ma też efekty terapeutyczne. Spójrz na mnie. Po raz pierwszy od miesięcy wyszłam z domu nie tylko po to, żeby pójść na uczelnię albo do Tesco. A może po prostu desperacko próbuję usprawiedliwić swoje rozmowy z trupem. Prawdopodobnie chciałabyś wiedzieć, czemu wsiadłam do tego pociągu i dokąd zmierzam, bo pewnie już się domyśliłaś, że ma to związek z moim śledztwem. Czy naprawdę przed chwilą nazwałam swój skromny projekt śledztwem? Czy robi to ze mnie detektywa? Ha!

Tego ranka obudziłam się gwałtownie i od razu wstałam z łóżka. Głowa mi ciążyła, jakbym piła całą noc. Sięgnęłam po telefon. Było południe. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio spałam tak długo. Zawsze miałam problemy ze snem. Śpię maksymalnie sześć godzin, nawet w weekendy. Jak każdy człowiek uzależniony od social mediów, najpierw sprawdziłam Facebooka. Post, który opublikowałam zeszłej nocy, cieszył się wielkim zainteresowaniem, szczególnie że pojawił się na moim wallu w sobotnią noc. Lajki, udostępnienia, komentarze. „Łał” – pomyślałam. „Jestem, cholera, popularna”. A potem to do mnie dotarło. Większość z moich 367 znajomych nie miało pojęcia o Twoim istnieniu, nie wspominając już o tym, że zaginęłaś. Nawet moi znajomi z Rosji i ludzie, z którymi chodziłam do szkoły, o tym nie wiedzieli. A teraz dwadzieścia procent znajomych zareagowało na mój post. To robiło wrażenie. Wydaje mi się, że wcześniej nie miałam tylu powiadomień. Było ich tak wiele, że niemal przegapiłam najważniejszą wiadomość. To było zaproszenie do grona znajomych od niejakiej Hannah Bellamy. Nie miałaś jej w znajomych, ale mieszkała w Notown. Przyjęłam zaproszenie i poszłam do kuchni po kawę.

Przywitałam się z Laurą i opowiedziałam jej o zainteresowaniu postem.

– Tak, widziałam go i udostępniłam. Wydaje mi się, że oficjalny profil festiwalu również to zrobił. To robi wrażenie – powiedziała, nalewając sobie gorącego mleka do świeżo zaparzonego espresso. – Wiesz co, Nika, to się nadaje na temat twojej pracy dyplomowej.

Rozmawiałyśmy o naszych pracach bez przerwy. W zasadzie to nas połączyło – fakt, że obydwie mocno się tym przejmowałyśmy i chciałyśmy zacząć już je pisać, ale przy okazji nie byłyśmy obsesyjnymi kujonkami. Martwiły mnie wysokie wymagania na studia magisterskie, które wybrałam. Konkurencja będzie duża, więc naprawdę muszę włożyć serce w tę pracę, jeśli nie chcę skończyć na jakiejś miernej uczelni.

– Jaki to ma związek z moją pracą dyplomową? – zapytałam zamyśloną Laurę, która właśnie przeżuwała pukiel blond włosów.

– Odnalezienie zaginionej osoby przy wykorzystaniu siły oddziaływania social mediów. Zastanów się nad tym przez chwilę. Mogłabyś się dzielić postępami i odkryciami na Facebooku i analizować szybkość i skalę rozprzestrzeniania się pierwszego postu i kolejnych. Mogliby ci nawet zaproponować staż albo coś takiego.

– Mówiąc oni, masz na myśli Facebooka? Taa, na pewno. – Zaśmiałam się. – Sam Zuck zadzwoni do mnie i zaprosi do swojego teamu.

– Nie umniejszaj własnej mocy, Nika. Przy pomocy social mediów możesz wywrócić świat do góry nogami. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, ile można w ten sposób uzyskać informacji. Nawet jeśli niczego się nie dowiesz, będzie to dobrze wyglądać w twoich dokumentach aplikacyjnych.

– To ostatnia rzecz, o której teraz myślę – powiedziałam. Ale Laura miała rację.

– Jestem pewna, że… czegoś się dowiesz. Raz mówili w wiadomościach, jak jakaś Amerykanka odnalazła na YouTubie swoją bliźniaczkę w Korei Południowej. Rozdzielono je zaraz po narodzinach czy coś takiego. Więc poszukiwanie rodzeństwa w internecie to już trend. – Zachichotała Laura. – Przepraszam, jeśli wydałam ci się płytka, naprawdę nie taki był mój zamiar – powiedziała, zauważywszy mój wyraz twarzy. – Próbuję cię rozweselić. Pomyśl o tym, jak o swojej pracy zaliczeniowej.

– Tyle że ja studiuję marketing, a nie kryminologię. – Uśmiechnęłam się złośliwie i wróciłam do swojego pokoju.

Jak zwykle, po pierwsze sprawdziłam swój telefon. Czekała na mnie wiadomość od Hannah: „Cześć. Dzięki za przyjęcie do znajomych. Jak się masz? Nazywam się Hannah, Jen była moją najlepszą przyjaciółką. Z chęcią bym pogadała, jeśli masz ochotę. Pozdrawiam”.

Mój iPhone niemal wyślizgnął mi się ze spoconych dłoni. Od razu jej odpisałam: „Cześć, Hannah, dzięki za kontakt. Chętnie porozmawiam. Wiedziałaś, że Jen pojechała do Glasto? Mogłabyś mi powiedzieć wszystko, co wiesz?”.

„Pewnie, żaden problem”.

„Możemy pogadać dzisiaj?”

„Dzisiaj? Niech no sprawdzę”.

Zamilkła na chwilę. „Błagam, zgódź się”, pomyślałam. Potem na ekranie mojego telefonu pojawiły się trzy kropki oznaczające, że coś właśnie pisze.

„Proszę”, dodałam pospiesznie.

Znowu chwila przerwy i w końcu pojawiła się wiadomość:

„Okej. Poszukam jej rzeczy teraz”.

„Jej rzeczy?”

„Tak. Nikt nigdy ich nie odebrał. Powinnam je gdzieś mieć”.

„Więc chcesz się spotkać osobiście?”

„No, tak. To problem?”

„Nie, żaden”.

„To dobrze. Jesteś w Londynie?”

„Tak”.

„Złap jakikolwiek pociąg z Euston do Nottingham. Wszystkie się tu zatrzymują. To godzina drogi”.

„Okej. Pewnie”.

„Notown”.

„Wiem”.

Zgodziłam się, zanim dała mi szansę to faktycznie przemyśleć. Samotna podróż do zapadłej dziury pośrodku niczego, żeby spotkać się z kimś całkowicie obcym, kto twierdzi, że jest najlepszą przyjaciółką mojej siostry. To jak skok do lodowatej wody – robisz to i się nie zastanawiasz albo nie robisz tego wcale.

„O której mogłabyś tu być?”

„Czy siedemnasta Ci odpowiada?”

„Taa. Do zobaczenia wkrótce”.

„Dzięki, Hannah”.

W wiadomości podała mi numer telefonu i się wylogowała. Kupiłam bilet na pociąg, miejsce przy oknie, i zajrzałam na jej profil. Musiała przekroczyć trzydziestkę. Miała włosy w odcieniu zimnego blondu, jeden z tych, które uzyskuje się w drogich salonach fryzjerskich. Jej twarz była spuchnięta, w jasnoszarych oczach czaiła się nerwowość. Wyglądała jak typowa Brytyjka, czyli przypominała wystraszonego gryzonia. Miała córeczkę w wieku około pięciu lat ze słodką trójkątną buzią i rudymi włosami.

Przeskrolowałam jej walla, taką facebookową tabelę stratygraficzną, aż do wpisów z 2007 roku. Serce zaczęło bić mi szybciej. Zobaczyłam Cię na zdjęciach, taką szczęśliwą, pijaniutką i żywą. Nigdy wcześniej ich nie widziałam.

Album ze zdjęciami nosił nazwę „Halloween w The Queen 2006”. Twoje ostatnie Halloween. Przebrałaś się za Ziggy’ego Stardusta i wyglądałaś odlotowo. Uśmiechałaś się szeroko. Kolejny album nazywał się „Sylwester 2007”. Zawierał typowe prześwietlone zdjęcia z imprezy, gdy na świecie nie było jeszcze hipsterów. Na jednej fotografii siedziałaś na kolanach długowłosego chłopaka bez koszulki, z wytatuowaną różą na klatce piersiowej. Dotykałaś jego ust swoimi, ale przypominało to raczej gryzienie niż pocałunek. W pomieszczeniu było ciemno, ale widzę z tyłu Hannah pijącą piwo z wysokim facetem w filcowym kapeluszu, fotograf nie uchwycił jego twarzy. Za Twoimi plecami znajdowały się wielkie świecące litery, które składały się w napis „Szczęśliwego Nowego Roku 2007”. Album zawierał jeszcze jedno zdjęcie, tym razem grupowe. Wyprostowałaś włosy i włożyłaś kwiecistą sukienkę na ramiączkach. Jakiś łysy koleś w okularach i z bródką obejmuje Cię w talii. Wygląda trochę jak czarodziej Merlin z książki, którą czytałyśmy w dzieciństwie. Kto to jest? Wydajesz się beztroska i szczęśliwa, zaśmiewasz się do łez, popijasz szampana i wywracasz oczami.

Znalazłam jeszcze jeden album o nazwie „Telefon”. Kupa rozmazanych zdjęć. Na jednym z nich tańczysz z papierosem w dłoni. W tle widać jedynie ogromny napis nad sceną – „rzeźnia”. Patrzysz gdzieś w górę, powieki masz na wpół otwarte, z twoich ust wydobywa się dym. Zamknęłam oczy i zaczęłam sobie wyobrażać, że jestem tam z Tobą. Prawie czułam woń Twojego papierosa i słyszałam ostre gitarowe brzmienie. Żenia, chciałabym zobaczyć świat Twoimi oczami, chociaż na chwilę. To musiało być dla Ciebie magiczne miejsce.

Zarzuciłam jakieś ubranie na siebie, wzięłam plecak i weszłam do salonu. Laura oglądała telewizję i pisała coś na laptopie. Spojrzała na mnie lekko zaskoczona. Nieczęsto się zdarzało, żebym wychodziła w weekend.

– Dokąd się wybierasz?

– Do Notown.

– Gdzie to jest? – Zmarszczyła brwi.

– To miasto, w którym mieszkała moja siostra. Pośrodku niczego.

– A więc dostałaś jakąś odpowiedź? – powiedziała z szeroko otwartymi oczami.

– Tak. Dostałam wiadomość od koleżanki Jen. Zobaczyła mój post i zaoferowała mi pomoc.