Odpowiedź kryje się w tobie - Katarzyna Wolwowicz - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Odpowiedź kryje się w tobie ebook i audiobook

Wolwowicz Katarzyna

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

36 osób interesuje się tą książką

Opis

Aneta Konieczna wiedzie poukładane życie. Ma męża, którego zazdroszczą jej wszystkie kobiety, dorosłą córkę, która właśnie wyjechała na studia i dobrą pracę, a jednak jej życie przepełniają ból i cierpienie. Pewnego dnia wstaje rano, pije kawę, zabiera pieniądze z konta i nikogo nie informując, wyjeżdża na drugi koniec Polski, by zacząć od nowa. Sama. 

Monika szuka apartamentu nad morzem. Jest młoda, energiczna i radosna. Nie da się jej nie lubić. Kiedy poznaje Anetę, między kobietami zawiązuje się przyjaźń. Kupują mieszkania na tym samym osiedlu, żywiąc nadzieję, że dla obu  będzie to początek nowej, lepszej przyszłości. Ale czy na pewno? 

W jednym z nowoczesnych apartamentowców w Dziwnowie dochodzi do zbrodni. Znana influencerka zostaje pozbawiona życia, a sprawa niebezpiecznie przypomina tę, którą nadkomisarz Bożydar Kowalski prowadził dwadzieścia lat temu i która dotyczyła zabójstwa jego ukochanej żony. Echa przeszłości nie dają mu spokoju, a niszczący życie nałóg, który kiedyś był jedyną ucieczką od rozpaczy, znowu w niego uderza. 

Czy  pozostawiony we Wrocławiu mąż Anety rzeczywiście jest tak wspaniałym człowiekiem, za jakiego wszyscy go mają? I czy Monika naprawdę pojawiła się w jej życiu przypadkowo? Czy odkrywając, że w kompleksie, w którym obie kupiły apartamenty, mieszka Maksymilian, przed laty podejrzewany o zabójstwo żony, mogą czuć się bezpiecznie? I jaką tajemnicę skrywa miejsce, na którego terenie wybudowano apartamentowiec?  

Wyparte wspomnienia, niezawinione krzywdy i walka z bólem, przepełniającym serce po stracie… A do tego strach przed tym, co jeszcze może się wydarzyć. Wszystko wskazuje na to, że problemy Anety dopiero się zaczynają... 

Bestsellerowa pisarka Katarzyna Wolwowicz prezentuje nowy, zaskakujący thriller psychologiczny. 

 

***

KatarzynaWolwowicz, urodzona w 1983 roku. Magister stosunków międzynarodowych i psychologii klinicznej. Absolwentka studiów podyplomowych z mediacji.              

Dorastała w malowniczej górskiej miejscowości – Szklarskiej Porębie. Kocha przestrzeń, wolność i naturę, ale także ogień trzaskający w kominku, saunę i morsowanie w górskich wodospadach. Uwielbia sport, zwłaszcza narciarstwo alpejskie, a także taniec towarzyski i latynoamerykański.              

Autorka serii kryminalnych z Olgą Balicką, TymonemHanterem, Carmen Rodriguez i Rupertem Ogrodnikiem oraz thrilleraW otchłani.   

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 311

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 13 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Filip Kosior

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Odpowiedź kryje się w tobie

© Copyright by Katarzyna Wolwowicz, Warszawa 2026

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2026

Redakcja: Anna Jeziorska

Korekta: Justyna Teterwak

Skład i łamanie: Sylwia Rogowska-Kusz, Magraf sp.j., Bydgoszcz

Zdjęcie autorki: Weronika Kosińska

Projekt okładki: Eliza Luty

Redaktor inicjująca: Blanka Wośkowiak

Wszelkie podobieństwa zdarzeń, instytucji i osób są przypadkowe i niezamierzone.

Opowieść stanowi fikcję literacką.

Wydawnictwo nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec osób lub podmiotów za jakiekolwiek ewentualne szkody wynikłe bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania, zastosowania lub interpretacji informacji zawartych w książce.

ISBN: 978-83-8132-754-1

Dyrektor produkcji: Robert Jeżewski

Druk: Drukarnia Abedik, Żerniki k. Poznania

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o.

ul. Widok 8, 00-023 Warszawa

tel. 603-798-616 

Dział handlowy:

[email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Wydanie I, 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

PROLOG

Nie wiedziała już, co jest prawdą, a co nie. Podnosząc głowę znad poduszki, nie potrafiła ocenić, czy obudziła się naprawdę, czy nadal tkwiła we śnie. Zresztą jakie to miało znaczenie? Zarówno jawa, jak i sen były tak samo przerażające. Nie radziła sobie z tą sytuacją. Dusiła się. Czuła ucisk w gardle, który nie pozwalał jej spokojnie oddychać. Jej ciało – napuchnięte i ociężałe – zdawało się teraz dodatkowo odrętwiałe. Mięśnie piekły ją żywym ogniem, a kości i stawy bolały tak, że co rusz wybudzała się w nocy. Była pewna, że cierpi na jakąś rzadką chorobę, której lekarze nie potrafią prawidłowo zdiagnozować, a która z każdym dniem trawi jej ciało coraz bardziej. Ale nie to było teraz jej największym koszmarem. Wydarzenia ostatnich dni zlewały się ze sobą, podświadomość przenosiła ją do wspomnień sprzed kilkudziesięciu lat, a w głowie szumiał natłok pytań, które wciąż pozostawały bez odpowiedzi.

Położyła głowę na poduszce i nakryła się kołdrą, bo zaczęła drżeć z zimna. Nienawidziła tego. Nocne poty, uczucie palącego skórę ognia, a potem nagłe drżenie i przejmujący chłód. W duchu próbowała osadzić się w rzeczywistości. Wokół panowała ciemność. Gdzie była? W domu we Wrocławiu czy nad morzem? Kupiła apartament, tak jak planowała, czy to jej się tylko śniło? A Monika? Bożydar? Czy naprawdę istnieli?

Zacisnęła mocno powieki. Tak bardzo pragnęła, by obudzić się rano w skąpanej w słońcu sypialni. Tak bardzo chciałaby w końcu żyć szczęśliwie i spokojnie. Przed jej oczami pojawiły się nagle obrazy, które zmieniały się co kilka sekund. Robert łapiący ją za ramiona, potrząsający nią i krzyczący coś, czego nie potrafiła rozszyfrować, odrapany mur gdzieś w środku mrocznego lasu, z którego szczytu spływała lepka, intensywnie czerwona krew, Monika śmiejąca się perliście i biegająca wśród fal. Zamyślony Bożydar pochylający się nad zwłokami.

Ręce trzęsły jej się tak bardzo, że nie była w stanie tego opanować, a serce zaczęło mocno łomotać w piersi. A więc to się stało. Wszystko, co chciałaby, żeby pozostało jedynie sennym koszmarem, wydarzyło się naprawdę. Objęła się mocno ramionami, nie mogąc zapanować nad drżeniem. Kto zabił? To pytanie wciąż dźwięczało jej w głowie.

DOM ANETY I ROBERTA

Przetarła czoło dłonią i poczuła, że jest cieplejsze niż zwykle. Nie czuła się chora, ale wiedziała, że tłamszone głęboko emocje dochodzą teraz do głosu, wywołując stan podgorączkowy. Pomyślała, że musi to jakoś przetrwać, spiąć się w sobie, wykrzesać resztki energii i wytrwać jeszcze te dwie, góra trzy godziny, zanim ostatni goście opuszczą dom.

Dziś w południe pochowała matkę i pewnie każdy by zrozumiał, że nie jest w stanie podawać do stołu czy wycierać rozlanego przez gości wina, że musi położyć się do łóżka i wypłakać, skryć w ramionach męża, które powinny przynieść jej ulgę, ale Aneta nigdy nie odpuszczała. Wykonywała swoje obowiązki starannie i kiedy uważała, że ma jakieś powinności, po prostu przystępowała do działania – bez względu na swój stan emocjonalny czy fizyczne zmęczenie. Złośliwi powiedzieliby, że nie odczuwa emocji, że jest zimna niczym lód, że nikt tak jak ona nie potrafi udawać perfekcjonizmu i trzymać gardy. A złośliwych wśród gości obecnych na stypie nie brakowało. Kilka razy słyszała już dzisiaj szeptane ukradkiem słowa, że to dziwne, że ani razu nie zapłakała albo że niczego nie powiedziała, kiedy ksiądz spytał, czy w ostatnich słowach chciałaby pożegnać swoją rodzicielkę przed tabunem żałobników. Nie oddała hołdu mamie, nie pożegnała jej, a jedynie wrzuciła do grobu pierwszą łopatę ziemi, jakby jej ulżyło, że Reginy już przy niej nie ma. Tak właśnie mówili ci „życzliwi”.

Bolały ją te słowa, ale wiedziała, że nie powinna na nie reagować. Nie zamierzała wchodzić w polemikę z ludźmi, którzy nie mieli pojęcia o jej życiu, którzy nawet nie przypuszczali, ile wycierpiała i nie wyobrażali sobie, że może jej już brakować siły, by być słabą i że wyczerpały się już łzy do wypłakania – te wypłynęły z niej dawno temu. Czasem udawanie silnej było prostsze niż dopuszczenie do siebie myśli, że już nie da się rady dźwigać swojego ciężaru.

Poza tym była jeszcze Patrycja. To dla niej Aneta starała się trzymać gardę. To jej chciała udowodnić, że ktoś, kogo dotykają nieszczęścia, może iść dalej i być szczęśliwym. To przy niej musiała najbardziej udawać, że życie po stracie nadal może być normalne i że zawsze, ale to zawsze można się pozbierać po tragedii.

Aneta wytarła garnek, który przed chwilą umyła w zlewie, i włożyła go do szafki. Spojrzała przez okno na ogród, na budzącą się do życia przyrodę i z całą mocą pragnęła przekonać samą siebie, że będzie dobrze. Życie to cykl – coś się kończy, a coś się zaczyna. Zmiany są nieuniknione, ona zaś stała właśnie na progu największej życiowej rewolucji. Już dawno podjęła decyzję. Nie poinformowała o niej jeszcze swojego męża i sama nie wiedziała, czy chce to zrobić. Jeszcze tylko dwa, góra trzy miesiące i będzie mogła przystąpić do realizacji planów. Nie mogła się tego doczekać.

Spojrzała na swoją prawą dłoń, która od kilku tygodni znów była opuchnięta, i ucieszyła się, że tak mocno ją boli. Ból fizyczny pozwalał skoncentrować na sobie uwagę i oddalić ją od bólu duszy.

– Mamuś? – Usłyszała za plecami głos Patrycji, a chwilę później poczuła na ramieniu jej zimne dłonie.

Odwróciła się i spojrzała córce w oczy. Podkrążone, zaczerwienione od płaczu. Przytuliła ją mocno i pogładziła po głowie.

– Już dobrze, moja mała. Babci będzie teraz lepiej. Przecież wiesz, że choroba przysporzyła jej mnóstwo bólu, a teraz nic jej już nie boli – powiedziała i zdziwiła się, że Patrycja tak mocno przeżywa odejście jej matki.

Owszem, córka miała złote serce i wykazywała się ogromną wrażliwością, ale mimo to jej reakcja wydała się Anecie zbyt silna.

– Cała drżysz. – Spojrzała na nią zaniepokojona. – Przynieść ci sweter? – zapytała, jakby chciała jej wmówić, że to z zimna, a nie z emocji. – Usiądź tutaj. – Wskazała wysokie krzesło przy kuchennej wyspie. – Zrobię ci gorącej herbaty i przyniosę coś do ubrania. Poczekaj.

Chciała odejść, ale poczuła, że córka niespodziewanie łapie ją za rękę.

– Mamuś… – zaczęła ze łzami w oczach. – Czy myślisz, że babcia Regina zajmie się teraz w niebie Norbertem? – wyszeptała z drżeniem w głosie, jakby bała się jej reakcji.

Aneta zamarła w bezruchu. Mięśnie momentalnie jej się spięły, a nogi zrobiły się sztywne, jakby ktoś zalał je betonem. Chciała uniknąć konieczności rozmowy na ten temat, udawać, że nie słyszała słów Patrycji, uciec z kuchni i poszukać tego cholernego swetra dla córki, która przecież trzęsie się z zimna, a nie z emocji, ale nie mogła. Nie potrafiła zmusić swojego ciała do żadnego ruchu.

Poczuła, że do jej oczu napływają łzy, że głowa staje się ciężka, że kotłują się w niej dziesiątki pytań, na które nie znała odpowiedzi, między innymi na to zadane jej przez córkę. Zacisnęła mocno powieki i z trudem przełknęła ślinę, starając się jakoś opanować. Policzyła w myślach do dziesięciu i otworzyła oczy.

– Przepraszam, ja… – Patrycja wstała pospiesznie z krzesła i przytuliła matkę. – Nie chciałam. Mamo, naprawdę przepraszam – wymawiała te słowa z taką mocą, jakby popełniła wielki nietakt i sama nie mogła się z tym pogodzić.

– Nie masz za co – odparła sztywno i z trudem się uśmiechnęła.

Poczuła, że powoli zaczyna odzyskiwać fason. Zawsze potrafiła się opanować i teraz też musiała dać radę. To przecież normalne pytanie, chociaż jej córka nie miała już czternastu lat, a dziewiętnaście i tak naprawdę niezbyt wierzyła w Boga. A przynajmniej wiele razy jasno wyrażała swoje wątpliwości co do Jego istnienia.

– Babcia Regina z pewnością zajmie się teraz Norbertem – powiedziała spokojnie Aneta i poczuła, że jej oddech zaczyna się normować. – Jestem tego pewna. A teraz siadaj i pozwól mi zrobić herbatę, żebyś mi tu nie zamarzła. Potem pójdę do gości, bo czekają na sernik. Już dawno powinnam im go zanieść – dodała, jakby chciała usprawiedliwić fakt, że nie zamierza z nią zostać.

Włączyła czajnik elektryczny i wyciągnęła z piekarnika blachę ciasta. Spojrzała na córkę łagodnie i uśmiechnęła się ponownie.

– Z sokiem?

W nocy długo nie mogła zasnąć. Najpierw uparła się, żeby od razu posprzątać po gościach, potem stwierdziła, że musi zrobić porządki w ręcznikach i pościeli znajdujących się w garderobie, a kiedy już z ulgą odkryła, że jej mąż i córka pogrążyli się we śnie, usiadła w salonie na kanapie i pozwoliła dojść do głosu swoim emocjom. Wiedziała, że ta noc będzie ciężka. Ledwo widziała na oczy przez płynące strumieniami łzy. Otworzyła wino i nalała sobie do kubka. Nie zawracała sobie głowy tym, by wziąć kieliszek z kredensu. Za dnia i przy ludziach nie pozwoliłaby sobie na takie faux pas, ale teraz mogła w końcu być sobą. Miała gdzieś to, w czym pije się wino białe, a w czym czerwone i jak niewiele powinno się go nalewać. Napełniła winem cały pokaźny kubek i chciała od razu wypić je duszkiem, ale kiedy zanurzyła usta w szkarłatnym napoju, stwierdziła, że nie da rady. Od kwaśnego posmaku przeszły ją ciarki i skrzywiła się z niesmakiem.

– Cholera – zaklęła i spojrzała na butelkę.

Z żalem stwierdziła, że otworzyła nie tę, którą chciała, ale nie miała już siły, by iść po właściwą.

– Niech to szlag! – Na jej twarzy pojawił się grymas, zacisnęła powieki i zrobiła na raz trzy duże łyki, jakby piła niedobre lekarstwo.

Cierpki napój rozlał się po jej wnętrzu, przynosząc uczucie ciepła i pieczenia, a później chwilową ulgę. Odstawiła kubek na stolik i oparła głowę o poduszki kanapy. Przez moment zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna jej odkurzyć, ale dała sobie spokój, bojąc się, że obudzi męża i córkę. Nie chciała tego, bo przy nich znów nie mogłaby płakać. Bo musiałaby się trzymać i udawać, że ze wszystkim sobie poradzą. Że właściwie już sobie poradzili, a ona wcale nie myśli o tym, co wydarzyło się pięć lat temu.

W jej głowie zaczęły pojawiać się niepokojące myśli, a przed oczami znów widziała te same co zawsze, przeskakujące co kilka sekund sceny. Chwyciła kubek i zmusiła się do wypicia kolejnej dawki alkoholu. Marzyła o tym, by zapomnieć, by w końcu móc przestać o tym myśleć, ale sceny nadal się wyświetlały, a po policzkach wciąż płynęły łzy.

– Jeszcze tylko kilka miesięcy. Dasz radę! – wyszeptała. – Jesteś już prawie na finiszu. A ty zawsze doprowadzasz sprawy do końca. Przecież się nie poddasz, będąc tak blisko celu. A może…? – dyskutowała sama ze sobą.

Nerwowo wstała z kanapy, bo nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Musiała coś zrobić, coś, co ją zajmie, co odwróci uwagę od wpadania w obłęd rozpaczy, co pomoże jej przetrwać. Już tyle razy udawało się jej oszukać własny umysł… Tym razem też się jej uda.

Podeszła do okna w salonie i odchyliła firankę. Noc była spokojna, jakby nic się nie wydarzyło. Na zewnątrz wszystko wyglądało normalnie, a ulicę oświetlały pomarańczowe światła latarni. Już od pewnego czasu przyroda powoli budziła się do życia i Aneta wiedziała, że po kilku cieplejszych dniach gałęzie na rosnącym przy ich posesji kasztanowcu zaczną lśnić zielenią, a kwiaty na rabatkach dodadzą kolorów monotonnemu jeszcze ogrodowi. Przyroda dostanie kolejną szansę na rozkwit, bo takie jest jej odwieczne prawo. Po każdej zimie zawsze przychodzi wiosna, po wiośnie – lato, a po lecie – jesień. Życie jest takie samo. Niesie ze sobą dużo radości i dużo cierpienia i tylko godząc się z tym, człowiek jest w stanie codziennie wstawać z łóżka i nie pogrążać się w rozpaczy. Każdy czasami doświadcza bólu i każdy dostaje kolejną szansę na nowy początek.

Powtarzała to sobie od kilku lat i z uporem funkcjonowała dalej, jak by świat wcale się dla niej nie zatrzymał. Ale prawda była taka, że gdyby nie obecność Patrycji, pewnie już dawno by się poddała. To dla niej udawała silną. To jej chciała zapewnić normalny dom i dobre warunki do dorastania i to na jej wyprowadzkę czekała jak na zbawienie. Za kilka miesięcy jej córka dostanie się na wymarzone studia i wyjedzie z rodzinnego domu. Nie martwiła się wynikami egzaminów. Nie musiała. Patrycja była laureatką dwóch olimpiad i Aneta wiedziała, że i tak dostanie się na studia. Dziewczyna musiała tylko wybrać, czy woli politechnikę czy Szkołę Główną Handlową, bo decyzję, że wyprowadzi się do Warszawy, podjęła już dawno. Anecie nawet to pasowało. Miała świadomość, że Pati od dawna o tym marzy i że nie będzie w stolicy sama. To zapoczątkuje dorosły rozdział w życiu jej córki, a przed nią otworzy nowe możliwości. Dzięki temu nareszcie nie będzie musiała udawać.

Zmrużyła oczy i przyjrzała się uważniej idącej wolnym krokiem postaci. Czy nie było już za późno na takie przechadzki? Spojrzała na złoty zegarek na przegubie lewej ręki. Trzecia trzydzieści. Idealna pora, by wydarzyło się coś złego. W horrorach zawsze najgorsze rzeczy działy się po trzeciej w nocy. Ale Aneta się nie wystraszyła. Przeżyła już w swoim życiu taką tragedię, że nic nie mogło jej przerazić. Tajemnicza postać jedynie ją zaintrygowała. Miała wrażenie, że to ktoś znajomy, że już go gdzieś widziała, ale z pewnością nie był to żaden z jej sąsiadów. Ich znała doskonale, bo mieszkała w tym domu od niemal dwudziestu lat, a w tej dzielnicy rzadko dochodziło do sprzedaży nieruchomości.

Idący chodnikiem człowiek nagle przystanął i spojrzał w jej kierunku. Przez chwilę zastanawiała się, czy ją widzi i czy nie powinna schować się za firanką, ale niby dlaczego miałaby to zrobić? Musiał ją dostrzec, bo w salonie świeciły się nocne lampki i nawet jeżeli nie widział dokładnie jej rysów, to z pewnością jej sylwetka wystarczająco wyraźnie odznaczała się na tle delikatnie oświetlonego pokoju.

Nie potrafiła stwierdzić, czy ta postać to mężczyzna, czy kobieta, czy jest stara, czy młoda. Ubiorem przypominała jej szpiegów z międzywojennych filmów. Długi prochowiec, kapelusz. Wrażenie to potęgowała unosząca się wokół niej mgła. Przez chwilę wydawało się jej, że na dłoniach tajemniczej osoby dostrzega skórzane rękawiczki, jednak nie była tego pewna. Jej twarz pozostawała w mroku, a mimo to Aneta odniosła wrażenie, że przygląda się jej wnikliwie. Przez moment zastygła w bezruchu, czując z nią pewien rodzaj porozumienia. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Otarła dłońmi mokrą od łez twarz i przyjrzała się uważniej. Tajemnicza postać dotknęła kapelusza, skłoniła się lekko i odeszła. Czy przypadkiem nie widziała tej osoby na pogrzebie? Czy nie stała na końcu alei, w której pochowano jej matkę i nie świdrowała jej wzrokiem dokładnie tak, jak zapewne czyniła to przed chwilą? Sama już nie wiedziała. Tego dnia zbyt dużo się działo, a ona nie zwracała szczególnie uwagi na otaczającą ją rzeczywistość. Realizowała ustalone zadania jak robot, chcąc, by ten dzień jak najszybciej się skończył. Jednak teraz miała przeczucie graniczące z pewnością, że ten człowiek faktycznie był dzisiaj na pogrzebie jej matki.

Westchnęła głośno i zaciągnęła zasłony. Powinna położyć się już spać, jeżeli chce jutro normalnie funkcjonować. Posprzątała po sobie wino i kubek, ułożyła na kanapie poduszki, tak, by rano – gdy wszyscy wstaną – wyglądały idealnie, i poszła na piętro do sypialni. Całe szczęście, że od paru lat ona i mąż zajmowali osobne pokoje. Miała już dosyć tego udawania. Nie dałaby rady położyć się dzisiaj do łóżka obok niego. Nie po tym, jak znów wcielił się w rolę cudownego i opiekuńczego mężczyzny, którego zazdrościła jej każda koleżanka. Gdyby wiedziały… Gdyby tylko wiedziały, co zrobił…

BIURO ARCHITEKTONICZNE CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Ten dzień okazał się jakimś koszmarem. Najpierw zaspał do pracy, bo żona zapomniała go obudzić, a potem okazało się, że przybył na ważne spotkanie bez prezentacji, którą omyłkowo wrzucił do innej teczki. Owszem, mógł świecić oczami, roztaczać wizje wspaniałego projektu, który przecież miał w głowie i pokazać choćby część jego wizualizacji na zdjęciach zrobionych iPhonem podczas przeglądania ostatecznej wersji kilka dni temu. Nie chciał jednak odwalać takiej prowizorki. Postanowił przeprosić klientów i przełożyć spotkanie, chociaż nie czuł się z tym komfortowo. W duchu klął, że nie dał Anecie dostępu do laptopa i nie może teraz do niej zadzwonić, żeby poprosić o przesłanie prezentacji mailem. Mógłby to zrobić, ale… Ryzyko było zbyt duże.

Aneta już od jakiegoś czasu zachowywała się dziwnie. Rzucała niewybredne, ciche komentarze, obserwowała go, kiedy wydawało się jej, że Robert tego nie widzi, zawieszała się, jakby nad czymś rozmyślała. Nie chciał, żeby po wysłaniu mu dokumentacji przeszukała galerię zdjęć i znalazła to, czego nie powinna odkryć. Dopóki pewne sprawy pozostawały w sferze domysłów, niczego nie mogła mu udowodnić. A on bardzo nie chciał, by znalazła na wszystko dowody. Zresztą nie tylko o galerię tu chodziło. Był wkurzony, bo kolejny raz okazał się gorszy od niej. Wiedział, że Aneta nigdy nie pozwoliłaby sobie na podobną sytuację. Ona była perfekcyjna, zawsze przygotowana, doskonale radziła sobie z presją i stresem. Nawet jeżeli przechodzili przez kryzysy czy kiedy chorowała, nigdy niczego nie zapominała, ogarniała pracę zawodową, dom i ich wszystkich. Dzisiaj pierwszy raz, odkąd byli razem, nie obudziła go. Pomyślał, że to dziwne, bo zawsze uważała to za swój obowiązek. Ale odkąd Patrycja tydzień temu wyjechała do Warszawy, Aneta stała się jakaś inna. Owszem, pewne codzienne rytuały pozostały niezmienne, ale jego żona ewidentnie nie była sobą, jakby nie mogła sobie poradzić z pustką panującą teraz w domu i musiała się na nim wyżywać.

Właściwie nie mógł jej za to winić. Matki często reagują dziwnie na wyprowadzkę dorosłych dzieci – jest na to chyba nawet jakiś termin w psychiatrii, syndrom opuszczonego gniazda czy coś w tym stylu. Oczywiście, może to dotyczyć obojga rodziców, ale Robert cieszył się, że Patrycja zaczyna nowe, samodzielne życie. Była jego oczkiem w głowie i dołożył wszelkich starań, żeby zorganizować w Warszawie wszystko tak, by czuła się komfortowo. Załatwił jej nawet weekendową pracę w jednej z największych firm projektowych i nie martwił się o córkę, wiedząc, że Pati jest inteligentną i zaradną młodą dziewczyną, która do stolicy wyjeżdża ze swoim narzeczonym. Owszem, jako ojciec z trudem zniósł fakt ich zaręczyn rok temu. Uważał, że są za młodzi, że mając osiemnaście lat, nie wie się jeszcze, czego się chce od życia, ale przez ostatnie miesiące oboje udowodnili mu, że jest inaczej. Mateusz okazał się nie tylko porządnym chłopakiem, ale i synem szanowanej wrocławskiej rodziny, co dało Robertowi pewność, że Pati trafiła w dobre ręce.

Nie wiedział, jak teraz będzie wyglądać jego życie z Anetą. Od dziewiętnastu lat nie przebywali sami w domu dłużej niż kilka dni i wizja tego, że z ich relacji zniknął temat zastępczy w postaci córki, poruszany wtedy, gdy nie chcieli rozmawiać o problemach, trochę go przerażała. Nie był jednak gotów na szczerą rozmowę. A może po prostu się jej bał? Może obawiał się, że gdy Patrycja wyjedzie, jego żona w końcu zacznie mówić do niego nie to, co powinna, ale to, na co ma ochotę albo, nie daj Boże, to, co naprawdę czuje? Może w końcu wyrzuci mu w twarz wszystko, co od lat skrywała głęboko w sobie? A może nie byłoby to wcale takie złe rozwiązanie…?

Usłyszał ciche pukanie do drzwi i do jego gabinetu weszła Alicja, sekretarka, którą powinien już dawno zwolnić, ale do tej pory tego nie zrobił.

– Cześć – powiedziała oschle, podeszła i rzuciła mu na biurko teczkę.

– Składasz rezygnację? – zapytał głosem, w którym zbyt mocno wybrzmiała nadzieja.

– Ta! Chciałbyś! Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? Pamiętaj, że jeżeli to zrobisz… – zaczęła zdenerwowana.

– Wystarczy! – Przerwał jej gestem ręki. – Nie mam zamiaru teraz o tym dyskutować i tobie też nie radzę. Co to za teczka?

Może i ta młoda siksa go szantażowała, ale w pracy to on był szefem i nigdy nie pozwoli, by o tym zapomniała.

– Dokumenty z wydziału geodezji, na które czekałeś – odparła lekko urażona.

– Dobrze. Dziękuję. Możesz już iść, chyba że masz dla mnie coś jeszcze?

– A jakie „coś” masz na myśli? – Pozwoliła sobie na nieco zalotny ton.

– Alicja, dobrze wiesz, że nie lubię takich akcji w pracy. Zachowaj, proszę, profesjonalizm.

– Tak jak ty zachowałeś rok temu, kiedy posuwałeś mnie na tym biurku?

W jej głosie znów wybrzmiała uraza. Ale było w nim coś jeszcze. Cholerna pewność siebie i przekonanie, że może go szantażować, że ma na niego haczyk i może się na nim wyżywać, a on i tak nic jej nie zrobi, bo za bardzo się boi, że prawda wyjdzie na jaw. Może nawet, gdyby w głębi duszy nie liczyła na powtórkę z rozrywki, złożyłaby na niego oficjalną skargę i z rozkoszą patrzyłaby, jak wspólnicy myją mu głowę, bojąc się pozwu o molestowanie podwładnej i złej sławy, jaka mogłaby spaść na całą spółkę.

– Ciszej, do cholery… – Poderwał się z krzesła, wyjrzał na korytarz przez półprzymknięte drzwi i odetchnął z ulgą, widząc, że nikt za nimi nie stoi. – Opanuj się. Co się z tobą dzieje? Przecież powiedziałem ci, że to był błąd, przecież… – Buzowały w nim emocje, których nie potrafił opanować. – Alicjo – zaczął miękko po chwili milczenia. – Jesteś cudowną, młodą kobietą i wiesz, że gdybym nie był żonaty, to… – Podszedł do niej i położył dłonie na jej ramionach, a potem lekko je potarł. – Przecież wiesz, że moja żona… Ona wciąż nie czuje się dobrze. Nie mógłbym jej zostawić. Nie jestem potworem. Zbyt wiele wycierpiała, również przeze mnie… – Udawał zbitego psa, by Alicja chociaż trochę się nad nim rozczuliła i przestała go atakować.

– Czyli Aneta musi umrzeć, żebyśmy byli razem? – zapytała nagle, czym kompletnie go zaskoczyła.

Poczuł zimny dreszcz przechodzący mu po plecach i spojrzał na nią, jakby widział ją pierwszy raz w życiu.

– Co ty, do cholery, mówisz? – syknął karcąco i odsunął się od niej, jakby nie mógł znieść jej obecności po tym, co zasugerowała.

– Na dwójce masz połączenie od Igora Rzeczyńskiego – odpowiedziała, patrząc na niego pustym, pozbawionym emocji wzrokiem.

– Dziękuję. Jeżeli to wszystko, możesz wziąć sobie wolne na resztę dnia. I tak nie mamy na dzisiaj zaplanowanych klientów. – Postanowił nie wracać do tego, o czym przed chwilą rozmawiali.

Zaklął w duchu, przypominając sobie, że odwołane spotkanie miało mu zająć większą część dnia, który teraz spędzi, siedząc bezczynnie w biurze. Mógł oczywiście wrócić do domu, ale szczerze mówiąc, nie miał na to ochoty. Może po prostu pochyli się nad kolejnym projektem? W kolejce czekało ich zaledwie kilka. Starał się nie pracować dla zbyt wielu klientów na raz, tym bardziej że jego zlecenia zawsze były duże. Specjalizował się w budynkach użyteczności publicznej, galeriach handlowych, fabrykach i magazynach wielkopowierzchniowych. Na takie projekty trzeba było przeznaczyć często wiele miesięcy i nie dało się ciągnąć kilkunastu naraz, jak w przypadku domków jednorodzinnych. Jego firma, a właściwie spółka Golden Project, której był współwłaścicielem, zatrudniała dziesięciu młodych architektów i radziła sobie całkiem nieźle. Może nie byli monopolistami rynku, ale szło im na tyle dobrze, że nigdy nie musiał brać kredytu na wypłaty dla pracowników i starczało mu na normalne życie, a nawet odkładał niewielkie sumy na koncie.

Telefon od Igora Rzeczyńskiego, jego opiekuna z banku, mógł oznaczać tylko jedno: mężczyzna chciał mu przedstawić nową cudowną ofertę, dzięki której Robert zaoszczędzi na przelewach czy transferach online albo będzie chciał go namówić na założenie kolejnych kont. Robert nie rozumiał, po jaką cholerę pracownicy banku ciągle dzwonią z takimi propozycjami, ale i tak nie miał nic do roboty, a telefon od Rzeczyńskiego zdarzył się w idealnym momencie. Nie musiał dłużej patrzyć na Alicję ani z nią rozmawiać.

– Panie Igorze… – powiedział po podniesieniu słuchawki telefonu stacjonarnego. – Co tam słychać w wielkim świecie finansów? – Starał się udawać lekki ton i miał nawet ochotę poświęcić mężczyźnie tyle czasu, ile będzie potrzebował, bo wiedział, że zazwyczaj spławiał go bardzo szybko.

– Panie Robercie, dlaczego nie powiedział mi pan, że będziecie potrzebować nowego konta? – zapytał z lekkim wyrzutem, jakby miał pretensje, że jego klienci stracili wspaniałą okazję do posiadania kolejnego rachunku w ich banku. – Przecież Bank ZKO nie gwarantuje takich dobrych warunków, jakie są u nas. No i ta kwota. Oj… coś mi się wydaje, że planują państwo zakup nieruchomości. A firma ubezpieczeniowa, z którą współpracuje nasz bank, ma najlepsze na rynku warunki ubezpieczenia mieszkań i domów…

– To chyba jakaś pomyłka – wszedł mu w słowo, nieco skonsternowany. – Kompletnie nie wiem, o co panu chodzi.

– No, ale jak to? – Tym razem to jego rozmówca wydał się zaskoczony. – Ze wspólnego konta pana i pańskiej małżonki wyszedł dzisiaj przelew w wysokości siedmiuset tysięcy złotych na rachunek pani Anety, założone w Banku ZKO – wymówił powoli, jakby chciał dać mu czas na przypomnienie sobie tego zlecenia. – Panie Robercie, halo…? Jest pan tam? Chyba nie chce mi pan powiedzieć, że…

– Nie – rzucił sztywno. – To znaczy tak. Przepraszam, mam klienta – skłamał, gdy po początkowej chwili szoku odzyskał mowę. – Zdzwonimy się później, dobrze? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, odłożył słuchawkę.

Był wściekły. Zachodził w głowę, jak to możliwe, że jego żona zrobiła sobie tak duży przelew z ich wspólnego konta i nie raczyła go o tym poinformować. Nie. Ona nigdy by się tak nie zachowała. Nie mogłaby…? Zawsze postępowała racjonalnie. Zawsze wszystko dobrze przygotowywała i miała świetnie przemyślane. Chyba że to jakaś pomyłka…?

Sięgnął po smartfon i natychmiast wyszukał aplikację banku. Miał dostęp do kilku różnych kont, ale Rzeczyński wyraźnie powiedział, że chodziło o wspólne konto małżonków, a takie było tylko jedno – oszczędnościowe, na które od dwudziestu lat wpłacali pieniądze, by cieszyć się nimi na emeryturze. Rok temu zaproponował nawet, żeby kupili coś pod inwestycję – kilka działek albo sztabki złota. Obejrzał parę tutoriali na ten temat i w każdym była mowa o tym, że w dzisiejszych czasach i przy tak dużej inflacji nie opłaca się trzymać funduszy na koncie. Ale Aneta się nie zgodziła. Twierdziła, że gotówka to zawsze gotówka i jeżeli któreś z nich zachoruje i będą potrzebowali dużych pieniędzy, to od razu będą mieli do nich dostęp, a w niełatwych czasach trudno jest tak od razu sprzedać nieruchomości. Zgodził się z nią, bardziej dla świętego spokoju niż dlatego, że też tak uważał. Zresztą miał wtedy inne, poważniejsze problemy na głowie niż dyskusje o wspólnym koncie, z którym i tak nic się przecież nie działo. Właściwie nigdy nie zaglądał tam sam z siebie. Logował się jedynie wtedy, gdy musieli dokonać jakiegoś większego zakupu i nie mieli wystarczających środków na kontach osobistych. Pomyślał chwilę, zanim wstukał PIN, bo odniósł wrażenie, że z nerwów go zapomniał. Udało się dopiero za trzecim razem.

– Co, do cholery? – mruknął pod nosem, widząc, że na koncie zostało jedynie trzysta tysięcy złotych. Nie był pewny, ile powinno na nim być, ale zdecydowanie kilka razy więcej.

Wszedł w historię i upewnił się, że milion złotych został przelany na konto jego żony dziś rano. Serce zaczęło mu szybciej bić, a po plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Dlaczego Aneta nic mu nie powiedziała? Dlaczego wyprowadziła te pieniądze na swój rachunek? Mieli rozdzielność majątkową i wiedział, że to, co znajduje się na jej kontach i tak mu się nie należy, więc… Czy ona mu te pieniądze ukradła? Tylko po co?

Wylogował się z aplikacji i drżącymi palcami wybrał numer do żony. Musiał natychmiast z nią porozmawiać. Powinna mu wyjaśnić, do czego była jej potrzebna taka suma. Nagle przez głowę przeszła mu niepokojąca myśl. Natychmiast się rozłączył, bo gdyby to było prawdą, nie wiedziałby, jak powinien zareagować. Co, jeśli Anecie coś grozi? Może ktoś ją porwał i kazał wypłacić te pieniądze? Tylko dlaczego na jej konto? Nie. To nie trzymało się kupy. W takich wypadkach raczej idzie się do banku osobiście, a czasem ktoś zostaje zatrzymany w domu jako zakładnik. Tak przynajmniej pamiętał z filmów. Potem oddaje się wypłacone pieniądze bandytom. Ponownie sięgnął po telefon i spróbował skontaktować się z żoną.

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji