Tachykardia - Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Łukasz Dubaniowski, Monika Fudali, Norbert Góra, Maciej Klimek, Jarosław Klonowski, Wojciech Kulawski, Dariusz Ludwinek, Graham Masterton, Ksawery Meister, Karolina Mogielska, Jarosław Adam Pankowski, Joanna Pypłacz, R.G. Sawicki, Hubert Smolarek, Flora Woźnica - ebook
NOWOŚĆ

17 osób interesuje się tą książką

Opis

Tachykardia to antologia opowiadań grozy i thrillera medycznego, skupiona wokół tematu choroby, leczenia i granic ludzkiego ciała oraz psychiki.

Autorzy zabierają czytelnika do świata szpitali, gabinetów lekarskich i zamkniętych społeczności, gdzie rutynowe procedury zamieniają się w źródło strachu, a diagnoza bywa początkiem tragedii. W zbiorze znalazły się historie o tajemniczych schorzeniach, nieetycznych terapiach, obsesjach lekarzy oraz pacjentach, których los wymyka się wszelkim regułom.

To propozycja dla miłośników mrocznej literatury, którzy cenią nie tylko mocne emocje, ale również psychologiczną głębię i niepokojący klimat. Tachykardia pokazuje, że największy horror może kryć się w tym, co pozornie służy ratowaniu życia.

OPIS WYDAWCY

Nie każda rana jest widoczna. Nie każda choroba daje się opisać kodem w dokumentacji medycznej.

Tachykardia to zbiór opowiadań o ciele, które przestaje być bezpiecznym schronieniem, i o umyśle, który buntuje się przeciw diagnozie. Szpitalne sale, gabinety lekarzy i prowincjonalne domy stają się tu sceną dramatów, w których nauka styka się z wiarą, a troska o życie z lękiem przed tym, co nieznane.

Autorzy prowadzą czytelnika przez historie ludzi stojących na granicy: między zdrowiem a chorobą, nadzieją a rezygnacją, rozumem a obłędem. Każde opowiadanie to osobny zapis doświadczenia – intymny, niepokojący i boleśnie prawdziwy.

To książka o strachu, który rodzi się wtedy, gdy serce bije za szybko, a odpowiedzi przychodzą za późno.

SPIS TREŚCI

  1. Joanna Pypłacz – Bitwa
  2. Łukasz Dubaniowski – Zespół Capgrasa
  3. Dagmara Adwentowska – Pakt felczera Zawady
  4. Wojciech Kulawski – Pacjent numer 11
  5. Hubert Smolarek – Ze znalezionych notatek
  6. Sylwia Błach – Nadzieja umiera ostatnia
  7. Dariusz Ludwinek – Wieczne ukojenie
  8. Flora Woźnica – Liczy się tylko miłość
  9. R.G. Sawicki – Bezoar
  10. Maciej Klimek – Sanus Sictus Puer
  11. Ksawery Meister – Japanese style!
  12. Jarosław Klonowski – Cesarskie cięcie
  13. Norbert Góra – Ciało szepcze, że to koniec
  14. Monika Fudali – Krew
  15. Graham Masterton, Karolina Mogielska – Diagnoza: GROZA
  16. Jarosław Adam Pankowski – Rana

 

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 309

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TACHYKARDIA

Dagmara Adwentowska

Sylwia BłachŁukasz Dubaniowski

Monika Fudali

Norbert GóraMaciej Klimek

Jarosław Klonowski

Wojciech Kulawski

Dariusz Ludwinek

Graham Masterton

Ksawery Meister

Karolina Mogielska

Jarosław Adam PankowskiJoanna Pypłacz

R.G. Sawicki

Hubert Smolarek

Flora Woźnica

Spis treści

Od wydawcy7

Joanna Pypłacz

Bitwa9

Łukasz Dubaniowski

Zespół Capgrasa11

Dagmara Adwentowska

Pakt felczera Zawady33

Wojciech Kulawski

Pacjent numer 1159

Hubert Smolarek

Ze znalezionych notatek121

Sylwia Błach

Nadzieja umiera ostatnia141

Dariusz Ludwinek

Wieczne ukojenie173

Flora Woźnica

Liczy się tylko miłość199

R.G. Sawicki

Bezoar209

Maciej Klimek

Sanus Sictus Puer237

Ksawery Meister

Japanese style!255

Jarosław Klonowski

Cesarskie cięcie267

Norbert Góra

Ciało szepcze, że to koniec287

Monika Fudali

Krew299

Graham Masterton, Karolina Mogielska

Diagnoza: GROZA315

Jarosław Adam Pankowski

Rana343

Jarosław Klonowski

Cesarskie cięcie

Doktor Wejmer nigdy nie był psem na baby. Był to typ wiecznego kawalera, skupionego raczej na swojej pracy i licznych, dosyć niszowych hobby, czekający na kolejny sezon „Wiedźmina” i następną produkcję z MCU . Zdecydowanie nie sposób wyobrazić go sobie na zakrapianej imprezie z kolegami, z którymi szukałby potencjalnej dziewczyny w jakiejś wypełnionej ostrymi światłami i kiczowatą muzyką warszawskiej knajpce czy na dyskotece. Mimo to, gdy wspominał, jaki jest jego zawód, mógł liczyć na względy wielu kobiet, choć jedynie tych oglądających się bardziej za kasą. A to go zwyczajnie nie pociągało.

Nigdy nie był przystojniakiem. Mimo to okrągła twarz o szeroko rozstawionych oczach, patrzących z miękką łagodnością, podobała się pacjentkom, budząc natychmiastowe zaufanie. Niekoniecznie tyczyło się to już jednak kobiet w jego wieku. Innymi słowy, budził zaufanie, ale już nie zainteresowanie. Prawie nie ćwiczył, a cotygodniowy basen nie rekompensował godzin spędzonych przed ekranem komputera w pracy i po pracy. Tłuszczyk odkładał się, a lata leciały. Miał prawie czterdziestkę i żadnych widoków na poważny związek. Pomimo dochodowej pracy i częstych okazji do flirtu, wszak pracował w szpitalu w poradni ginekologicznej, nigdy się nie zdobył na jakikolwiek gest w stronę kobiet. Piotr Wejmer był bowiem… nieśmiały. Czasami podejrzewał nawet, że można by zdiagnozować u niego jakieś niewielkie spektrum autyzmu. Ale tego nie śmiał przyznać otwarcie przed nikim. Czasem nawet i przed sobą samym.

Swoją specjalizację z ginekologii i neonatologii wybrał właściwie przez przypadek. Miały mu one co prawda trochę pomóc w przełamywaniu lodów, ale miał wrażenie, że jedynie pogłębiły u niego problem w relacjach z innymi. Niestety rodzice byli lekarzami, więc syn nie mógł skręcić w inną stronę, co było dość oczywiste dla doktora Wejmera Seniora. Ojciec – właściciel prywatnej kliniki. Matka – wzięta specjalistka od dietetyki i chirurgii plastycznej. I syn – trochę nieudany, trochę otyły, trochę z innej bajki niż to doskonałe dziecko, którego od zawsze para lekarzy skrycie pragnęła. Rodzice chyba nawet podejrzewali, że jest gejem, na co wskazywało jego przyjazne dla otoczenia, nieco miękkie usposobienie. Był też inteligentny, choć dość mało pilny. Nie taki znów nieatrakcyjny, mimo wszystko zaczynający łysieć. W dodatku te jego gry komputerowe i konwenty fantastyki… I dystans dootoczenia.

– Piotr Wejmer – przedstawił się, z trudem przełykając ślinę. Do jego ciasnego gabinetu, do jego świata wewnętrznego, jego Jaskini Nietoperza właśnie weszła… kobieta doskonała.

Zaparło mu dech w piersiach. Piękność drobnej figury, z uwypuklającym się spod wiosennego cienkiego płaszcza, świadczącym o siódmym albo nawet ósmym miesiącu ciąży brzuchem, z błękitem jej oczu, była… istotą, nie człowiekiem. W nieco rozciągniętym ciemnobrązowym swetrze z grubej włóczki, wyciętym u góry tak, że ukazywał jej naturalne powaby, sprawiała wrażenie osoby niekoniecznie świadomej tego, co widzi otoczenie. I te jeansy. Nie jakaś tam sobie byle para spodni ciążowych, tylko takie drogie, markowe, idealnie dopasowane do figury. Mustang, Wrangler albo Lee. Słowem – jeansy idealne.

Z oczami jak migdały, wielkimi jak u niektórych postaci z jego ulubionej mangi Naruto. Nie wiedział, że to możliwe, żeby tak wyglądać – do tej pory sądził, że takie obrazy mogą jedynie istnieć jako wytwór sztucznej inteligencji. Że ich zwyczajnie… nie ma. Oszołomiony aż nie mógł się oderwać od tych intensywnie błękitnych, niemal odbijających każde możliwe światło oczu skrytych pod najdłuższymi naturalnymi rzęsami, jakie kiedykolwiek w życiu widział.

Wstał z krzesła. Kiedy wyciągał rękę przez biurko, poczuł się dziwnie. Nieswojo. Jakby fotel ginekologiczny znajdujący się za nim był czymś, czego powinien się wstydzić. Chyba jeszcze nigdy nie był tak skrępowany. Nawet podczas rozmowy o pracę.

Gdy piękność uścisnęła mu same palce, poczuł ciepło dotyku i gładkość jej skóry. Posłała mu najbardziej promienny uśmiech, jaki w życiu widział, ale gdy przyjrzał się jej uważnie, zauważył, że kąciki ust delikatnie drżały, a jej spojrzenie uciekało. Była speszona.

Lekarz opadł z powrotem na fotel. Nie potrafił pojąć, co się z nim dzieje. Przecież badał tyle kobiet przed nią! Ale ta blondynka… Uśmiechnęła się niepewnie, na co kolana Piotra ugięły się. Poczuł ogromną wdzięczność i ulgę, gdy w swoim wyciętym u góry sweterku przestała pochylać się nad biurkiem.

Do głowy przyszła kolejna i już nieco mroczniejsza refleksja. Wraz z tą myślą poczuł się mocno zawstydzony figurką wiedźmina Geralta z trzeciej części jego komputerowych przygód, głową Dartha Vadera, Mandalorianinem, małym Baby Yodą oraz innymi gadżetami, które zajmowały półkę wiszącą tuż za jego plecami. Zazwyczaj napawały go dumą, teraz jednak poczuł się dokładnie tak samo, jak lata temu podczas urodzinowej imprezy starszej siostry, na której pomiędzy koleżankami stała ona, Żaneta.

Kiedy dziewczyna ujrzała tego wieczoru jego kolekcję Lego i komiksów (och, jak bardzo był z nich wtedy dumny), spojrzała z pełnym rezerwy pobłażaniem i prawie natychmiast przestała mu się podobać. Mimo że wcześniej śnił o niej. Mimo że myślał o niej, tęsknił do niej i wyobrażał ich sobie razem. Były to sny dziwne i… mokre. Gdyby istniała szansa, że nikt by tego nie zauważył, pewnie powiesiłby plakat z Żanetą tuż obok drugiego, przedstawiającego członków drugiej formacji X–Men.

Po tym urodzinowym wieczorze całe marzenie legło jednak w gruzach. A on? Zmienił się. I już nigdy nie zaufał żadnej kobiecie.

„Jezu, skup się” – pomyślał. Rozbłysk jasnego światła odciągnął go momentalnie od przykrych wspomnień z czasów podstawówki i obrazu małego Piotrka, zafascynowanego rysownikami, Baranowskim i Christą. Dorosły doktor Piotr powrócił na ziemię.

Wziął wdech i poczuł zapach perfum pacjentki. Nie narzucające się, ale ani też słodkie. To był zapach prawdziwego stylu. Takiego, który kosztuje nie tylko złote, ale i dolce. Dokładnie Dolce & Gabbana czy inne tej klasy.

Uniósł spojrzenie. Kobieta nie miała na sobie chyba ani grama makijażu, a może był on tak dyskretny, że nie w sposób było go zobaczyć. Wysoko sklepione policzki, nieskazitelnie blada skóra, długa szyja i wprost idealne usta, niewymagające pomadki, wręcz stworzone do całowania… I te jej półdługie włosy, ułożone w niesforną fryzurę, która kojarzyła mu się z jego pierwszą młodzieńczą miłością, detektyw Harriet Makepeace ze słynnego serialu „Dempsey & Makepeace na tropie”. Słowem – rozpływał się. Miał ogromną nadzieję, że nie było tego po nim widać.

Czuł, jakby przeżywał stan przedzawałowy. Jego ciało nie nadążało, pływając w malignie uwielbienia dla tej cudownej nimfy… kobiety… nie – bogini.

Wziął się w garść.

Czy raczej… próbował.

– Mogę usiąść? – zapytała, widząc jego na wpół otwarte usta i oczy jak dwie duże monety.