Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Marzenie o wolności może stać się więzieniem
Joshua każdą wolną chwilę poświęca na remont rancza odziedziczonego po dziadku. To miejsce miało być spełnieniem jego marzeń o niezależności i wolności, ale póki co, przynosi tylko straty i frustrację. Ciężar inwestycji, spoczywający w całości na barkach mężczyzny, zaczyna go przytłaczać. Wszystko się zmienia, gdy pewnego deszczowego wieczoru w drzwiach rancza staje rudowłosa piękność. Patricia, tak samo jak Joshua, ucieka od zgiełku miasta i stresującej pracy, szukając wyciszenia w długich spacerach leśnymi ścieżkami. Mogłoby się wydawać, że ci dwoje są dla siebie stworzeni… A jednak każde z nich ma swoje powody, aby odsuwać od siebie myśl o poważnym związku. Czy uda im się pokonać lęk i otworzyć na prawdziwą miłość? Czy jedyne, co im pozostanie, to wspomnienia upojnych nocy?
„Zdecydowanie nie powinnam myśleć o nim pod prysznicem. Od razu wyobrażam sobie jego ręce na mojej skórze. Zaczynam czuć się sfrustrowana. Mój oddech staje się płytki i przyspieszony. Przykładam na chwilę czoło do szyby, aby się opanować.
Wracam do mycia, chociaż czuję w sobie ogień i niezaprzeczalną potrzebę orgazmu. Mówi się trudno, w życiu nie można mieć wszystkiego. W tym przypadku ani przyjemności, ani Joshuy”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 291
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Patrzę na niebo. Na moich oczach delikatne chmury przeobrażają się w ogromną, ciemną burzę. Ta siła wiatru, przechodząca przez moje ciało, daje mi uczucie mocy. Wszystko wokół mnie jest w ruchu i ja też. Zaczynam w zaskakujący sposób czuć jedność z otaczającą mnie naturą.
Zdaję sobie sprawę, że jestem osobą spragnioną bliskości z przyrodą, ale na co dzień w moim życiu nie ma na to miejsca. Jestem kobietą, która swoją karierę traktuje bardzo poważnie.
– I zaczyna być nudna – stwierdzam rozgoryczona.
Jak zatem zachować balans między pracą, rodziną – a w moim przypadku niestety jej brakiem – i miłością do spędzania czasu wolnego w tak pięknym otoczeniu, które daje mi to uczucie wolności? Na to pytanie nie znajdę tak szybko odpowiedzi. Teraz nie ma czasu na analizę moich uczuć.
Schodzenie z gór w czasie deszczu nie jest taką frajdą. Moje odkryte nogi zaczynają marznąć, mięśnie drętwieją z wysiłku, a oddech staje się nierówny. Nagle ześlizguję się i upadam, ale szybko wstaję. No dobrze, moja kondycja fizyczna nie jest najlepsza, ale byłam pewna, że nie jest też najgorsza.
– Gdzie są te budynki? – pytam sama siebie.
Mój plan jest prosty. Zapukać do drzwi mijanego rancha, zanim na niebie zaczną błyskać pioruny. Mam nadzieję, że ktoś mi otworzy i nie zdenerwuje się na bezmyślną turystkę.
– Gdzie jest ta zrównoważona bizneswoman, którą tak pragnę być?
Zapominam o niej. Mój zmarznięty nos jest teraz ważniejszy.
W końcu widzę rancho i modlę się, aby ktoś był w domu. Nagle zaczynam się zastanawiać:
„Hm, mieszkańcy tego regionu są przyjaźni, prawda?”
Przynajmniej mam nadzieję, że to pytanie jest retoryczne.
„Przestań analizować! – wkurzam się na siebie w myślach. – Jak ktoś ci otworzy, będziesz reagować spontanicznie i dopasujesz się do sytuacji. Przecież robisz to na co dzień. Koleżanki i koledzy w pracy oraz ich zmiany humoru, klienci i ich potrzeby lub wymagania, wszystkim tym na co dzień super żonglujesz”.
Tak na co dzień… ale nie kiedy jestem przemarznięta, głodna i sfrustrowana.
– Niestety, ja i przyroda nie należymy dzisiaj do tej samej drużyny – stwierdzam rozgoryczona.
Docieram do ogrodzonej posiadłości z prześlicznym szyldem: Dream River Ranch[1].
Piętrowy budynek jest w remoncie. Jednak moją uwagę przyciąga jego piękna, ludowa architektura. Drewniane belki są prawie czarne, dach ogromny, a weranda wygląda po prostu jakby była ze snu. Chętnie bym usiadła na jednej z wiszących ławek, którymi porusza wiatr, ale się powstrzymuję.
Pukam do drzwi, najpierw kulturalnie i nie za głośno. Jednak to nic nie daje. Po jakimś czasie zaczynam walić pięściami i wołać:
– Halo, jest tu ktoś?
Kurczę! Zaczynam się denerwować i jest mi najzwyczajniej w świecie zimno.
I ponownie krzyczę poirytowana:
– Hej, jest tu ktoś?
Drzwi gwałtownie się otwierają i czuję, jakbym występowała w jakimś filmie. Z nieba leje, a ja nie słyszę nic oprócz ciężko spadających kropel. Moje serce dudni jak oszalałe. Para unosi się z ust. Nie wiem, co mam powiedzieć. Czuję się jak idiotka, a te ciemnobrązowe oczy, patrzące na mnie ze zniecierpliwieniem, potwierdzają moje wrażenie.
Okej, dobra, jestem idiotką, ale idiotką potrzebującą schronienia. Zatem wychodzę z tego letargu, bo on mi przecież w niczym nie pomoże, i w końcu się odzywam:
– Hej! Mam na imię Patricia.
Oczywiście, brązowe oczy spoglądają na mnie jak na kretynkę, jakby to była moja wina, że pogoda jest okropna.
– Hm, mogłabym wejść i przeczekać burzę? – pytam niepewnie.
Brak odpowiedzi, ale duża dłoń otwiera mi szerzej drzwi, a mężczyzna przesuwa się na bok. Zatem wchodzę, ale nie jestem pewna, czy to nie jest najgorsza decyzja mojego życia.
Stoję teraz w przedpokoju w moim mokrym ubraniu, do tego zmęczona i być może w towarzystwie niebezpiecznej osoby.
W końcu jednak zaczynam się rozluźniać i rozglądać wokoło. Spoglądam na ogromny pokój z kominkiem, jak również na otwartą kuchnię. A może bar? Przynajmniej tak mi się wydaje, bo wszystko jest w remoncie. Widać potencjał tego miejsca i jestem pewna, że pomieszczenie po zakończeniu prac będzie się fantastycznie prezentować.
Stała w moim przedpokoju taka mokra kura, z której ciekło. Jaka idiotka wybiera się na wędrówkę w taką pogodę? Przecież zapowiadali burzę! Wiem, że się mnie boi. No dobra, powinienem być bardziej kulturalny i przynajmniej powiedzieć jej, jak się nazywam.
– Patricia – powtarzam głośno jej imię, a ona zaskoczona podskakuje.
Widzę, że będę miał frajdę ze straszenia jej. Może nawet zmieni zdanie i nie zostanie tutaj długo. Z drugiej strony dawno nie miałem towarzystwa – szczególnie towarzystwa kobiety.
Znów mnie zaskoczył, tym razem wymówieniem mojego imienia. Co jest ze mną nie tak? Przecież pracuję z mężczyznami i z niektórymi nawet wychodzę na przerwę obiadową. Ale ktoś w mojej głowie mi odpowiada: „Tak, z mężczyznami, ale nie z takimi jak on”.
Ściągam z głowy kaptur i patrzę na mojego wybawiciela. Zaciska mocniej szczękę. Pewnie ma metr dziewięćdziesiąt, do tego potężne ramiona. Podwinięte rękawy koszuli ukazują pięknie umięśnione ręce.
„Może ma tatuaże? – pytam samej siebie. – Jego robocze dżinsy ładnie na nim wyglądają” – stwierdzam w myślach i uśmiecham się, co powoduje, że na zarośniętej twarzy nieznajomego pojawia się jeszcze większe niezadowolenie.
Zaciskam szczękę jeszcze mocniej. Moje serce zaczyna łomotać i mam nadzieję, że Patricia go nie słyszy. Mam przecież trzydzieści sześć lat, a nie siedemnaście. Powinienem umieć zapanować nad swoimi hormonami. A w tym momencie właśnie z tym walczę!
„Czy ona wie, że jest bardzo atrakcyjną kobietą?”
Te rude włosy, które wymykają się z kitki… Najchętniej bym ich dotknął…
Otrząsam się i w końcu wracam do rzeczywistości. Widzę, że jej usta są już fioletowe, a ogromne piwne oczy patrzą na mnie błagalnie. Biorę sprawy w swoje ręce i proponuję:
– Może zdejmij swoją kurtkę? Powieszę ją, żeby wyschła.
Następnie podaję jej ciepłe bambosze i zauważam, że się trzęsie.
– Zrobić ci gorącą kawę lub herbatę?
Po tym pytaniu zostaję nagrodzony tysiącwatowym uśmiechem.
Gdy bierze ode mnie kurtkę i proponuje coś ciepłego do picia, moje serce podskakuje z zadowolenia. Może ten stojący przede mną mężczyzna nie jest taki zły? Uśmiecham się i szybko odpowiadam:
– Tak, poproszę herbatę!
– Hm, wejdź do środka. Jak widzisz, jestem w trakcie remontu. Tylko nie przejmuj się, znajdzie się dodatkowe miejsce siedzące.
Patrzę na niego zaskoczona, gdy żartuje, mówiąc tym swoim niskim głosem.
– Super! Ale czy mogłabym skorzystać najpierw z łazienki? I, niestety, mam dodatkową prośbę. Moje spodenki są mokre. Znalazłby się jakiś koc? A może miałbyś coś dla mnie do przebrania?
Słysząc to, mój wybawca wybrał się na poszukiwania. Po chwili wrócił z czarno-różowymi legginsami i niebieskim ręcznikiem.
– Twojej żony? – wyskakuję z pytaniem. – Nie będzie jej to przeszkadzać?
– Należą do mojej upartej siostry. Nie będzie miała nic przeciwko – odpowiada z nieznacznym uśmiechem.
– Wiem, wiem. Nazwijmy rzeczy po imieniu, zmokła kura to ja! Nie ma się co oszukiwać.
Pomiędzy nami wytwarza się luźniejsza atmosfera, ale pewnie ją zepsuję swoim prostym, a zarazem wścibskim pytaniem:
– Wiesz, ty już znasz moje imię, a czy mogłabym poznać twoje? – Po chwili rzucam z uśmiechem: – Na razie nazywam cię Wybawicielem. Zatem?
– Nazywaj mnie Wybawiciel Joshua – odpowiada niskim barytonem. – Lub po prostu Joshua – dodaje już normalnym głosem.
Podając mu moją rękę, odpowiadam:
– Bardzo mi miło cię poznać, Joshua.
Patricia podaje mi swoją dłoń i jakiś niesamowity impuls przechodzi między nami. Przytrzymuję ją trochę dłużej i lekko ściskam. Moje ciało reaguje natychmiast. Czuję, jak narasta we mnie podniecenie. Wow! Zapowiada się interesujący wieczór, a może i noc. W końcu wypuszczam jej dłoń z uścisku i pokazuję łazienkę.
W ostatniej chwili podaję jej legginsy i ręcznik, dodając jeszcze:
– Hm, powinnaś wziąć prysznic, wyglądasz na zmarzniętą.
Ponownie w odpowiedzi uśmiecha się promiennie. Wychodzę, a moje myśli same opowiadają historię:
„Zamknięte drzwi, a za nimi rozbierająca się kobieta w twojej łazience. Zaraz wejdzie pod prysznic i będzie myła swoje gładkie ciało twoim żelem…”
Potrząsam głową i sam siebie pouczam:
– Idź i lepiej zrób kolację, może coś jeszcze znajdziesz w kuchni do jedzenia…
Wchodząc do łazienki, myślę ze smutkiem:
„Szkoda, że nie jestem złą dziewczynką i nie zaproszę go pod prysznic”.
Mówi się trudno, wpojonych zasad nie pozbywamy się tak szybko, a ja niestety należę do tych grzecznych dziewczynek. Czasami wręcz nudnych, bo przecież nic ekscytującego nie robię. Oczywiście, nie biorę pod uwagę wyprawy w góry bez sprawdzenia wcześniej pogody, bo to już jest głupota…
Z zadowoleniem zauważam, że jego łazienka jest wyremontowana i elegancka: na ścianach położono białe kafelki, a na podłodze granatowe.
Mam nadzieję, że nie ma limitu ciepłej wody. Nic mi o tym nie powiedział.
„Jakby co, to on będzie brał zimny prysznic – myślę i zaczynam się rozbierać. – Joshua, śliczne imię. Ciekawe, czy ma tak umięśnione ciało, jak sobie to wyobrażam, i czy jego ręce potrafiłyby mnie zadowolić?”
– Och tak! – pomrukuję.
Zdecydowanie nie powinnam myśleć o nim pod prysznicem. Od razu wyobrażam sobie jego ręce na mojej skórze. Zaczynam czuć się sfrustrowana. Mój oddech staje się płytki i przyspieszony. Przykładam na chwilę czoło do szyby, aby się opanować.
Wracam do mycia, chociaż czuję w sobie ogień i niezaprzeczalną potrzebę orgazmu. Mówi się trudno, w życiu nie można mieć wszystkiego. W tym przypadku ani przyjemności, ani Joshuy.
Wycieram się i teraz jestem sobie wdzięczna za to, że spakowałam do plecaka dodatkową parę fig i skarpetek. Zakładam tą samą jasną, sportową koszulkę z krótkim rękawem i do tego legginsy. Mam nadzieję, że nie będzie o mnie źle myślał. Przecież moje ubranie niewiele będzie zakrywało.
„Czy to mu się spodoba? A może będzie jeszcze bardziej ze mnie niezadowolony?” – zastanawiam się.
Szukam w szafkach czegoś, co mógłbym jej zaproponować. Okazuje się, że mam kilka puszek gulaszu i bochenek chleba. A może sałatka lub surówka by się znalazła? Jest ogórek, pomidor, pieczarki i fasolka w puszce. Jestem w trakcie podgrzewania jedzenia i krojenia pieczywa, gdy słyszę Patty wychodzącą z łazienki, więc mówię:
– Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianką, bo na kolację będzie gulasz i… chleb. No dobra i kilka warzyw.
Uśmiecham się przy tym, gdyż jedynie to mam do zaproponowania. Odwracam się, aby zobaczyć jej reakcję i… zamieram w bezruchu. Ona jest chodzącym marzeniem każdego faceta, a ja jestem przecież prostym mężczyzną. Legginsy i ta obcisła koszulka podkreślają jej krągłości! Zaciskam szczękę, bo nie jestem pewien, czy mi wcześniej nie opadła z wrażenia.
„Jak wytrzymam ten czas sam na sam bez rzucenia się na nią, jakbym był jakimś barbarzyńcą? – zastanawiam się w myślach. – Cholera jasna, weź się w garść!”
Staram się skoncentrować na jedzeniu i pytam ponownie Patricii:
– Jesteś wegetarianką?
Wchodzę do kuchni i widzę seksownego Joshuę, o którym jeszcze przed chwilą fantazjowałam. Przestałam po prostu myśleć. Ma męską twarz, która, chociaż nie jest piękna, ma w sobie to coś. Jego nos jest prosty, a szczęka wydaje się kwadratowa. Wygląd ma dość niechlujny, ale oczy przenikliwe, inteligentne, które teraz ponownie patrzą na mnie z poirytowaniem.
„Zrobiłam coś nie tak?”
Zadaje mi pytanie dotyczące jedzenia, ale nie reaguję natychmiast. Może to jest powodem?
– Jesteś wegetarianką?
Tym razem szybko odpowiadam:
– Nie, nie jestem wegetarianką. Nie dość, że ci przeszkadzam, to jeszcze chcesz mnie nakarmić.
– Znów „Wybawiciel” pasuje do twojego opisu.
Nie widzę uśmiechu na jego pochmurnej twarzy i nie wiem, jak mam zareagować, więc pytam o pogodę:
– Myślisz, że ta burza potrwa jeszcze długo?
Pytanie dość głupie, bo leje i słychać grzmoty, ale należę do osób niepotrafiących wytrzymać długo w tak nieprzyjemnej ciszy.
Patricia, seksowna Patricia… Widzę, że nie czuje się swobodnie. Jednak to nie moja wina, że prawie widzę ją rozebraną w tym obcisłym sportowym ubraniu. Staram się rozluźnić, oddychając głęboko, i zapanować nad moim libido.
„Pytanie o pogodę padło – przypominam sobie w myślach. – Przydałaby się jakaś inteligentna reakcja z twojej strony, idioto” – karcę się w duchu, a na głos odpowiadam:
– Niestety, nie powinnaś się nastawiać na szybką poprawę pogody. Zapowiadali burze, ale nawet ja nie spodziewałem się takiej ulewy – tłumaczę. – Przyjechałaś autem?
– Tak. Już nie raz byłam w tych stronach, ale wybierałam inne szlaki – wyjaśnia.
Zauważa, że jestem zainteresowany tym, co mówi, więc kontynuuje:
– Tutaj zawsze nabieram sił na następne tygodnie w mieście. Nie wiem co, ale coś mnie zawsze tu ciągnie. Dzisiaj pierwszy raz jestem w twojej okolicy.
Po chwili zadaje mi wścibskie pytanie:
– Powiedz mi, wychowałeś się tutaj?
Rozmawiając, wspólnie kładziemy sztućce oraz chleb na stole. Jedzenie nakładamy w kuchni i przynosimy do… powiedzmy, że do jadalni.
– Nie i tak – odpowiadam. – Urodziłem się i wychowałem na ranchu moich rodziców niedaleko stąd, ale tutaj spędzałem mnóstwo czasu. To miejsce należało do mojego dziadka, który mi to rancho przepisał.
Przypominam sobie, że nie zapytałem o napoje.
– Piwo, woda, kawa? Masz spory wybór, więc się porządnie zastanów.
Patricia odpowiada poważnym głosem:
– Czy będę mogła u ciebie przeczekać noc? Wiem, że stawiam cię w niekomfortowej sytuacji, ale wydaje mi się, że będzie mądrzej przeczekać do rana. Co o tym myślisz?
Kurczę, ma rację. Czuję, że zasycha mi w gardle i nie mogę wydusić z siebie żadnego słowa. Otwieram butelkę z piwem, aby się napić.
– Tak, to jest dobry pomysł. Chętnie zaoferuję ci nocleg, ale niestety nie będzie zbyt wygodnie. Zatem piwo? – dopytuję. – Będziesz bardzo bezpiecznym kierowcą dzisiaj, bo siedzącym w domu…
– Myślisz, że gorzej jeżdżę od ciebie? – dopowiada zamurowana.
– Z mojego doświadczenia… – zaczynam. – Jak coś jest nie tak na ulicy, to najczęściej kobieta jest za kierownicą.
Obydwoje nie możemy powstrzymać się od uśmiechu, a Patricia mówi:
– Poproszę w takim razie piwo. A jedyne, co wynika z tej konwersacji to to, że jesteś szowinistą. Zmieńmy temat, bo jeszcze powiem coś nie tak, ty się wkurzysz i mnie wyprosisz na zewnątrz.
Och, tak! Powinienem wysłać ją na zewnątrz na konkurs miss mokrego podkoszulka. Zdecydowanie muszę zmienić temat, więc zadaję pytanie:
– Powiedziałaś, że przyjeżdżasz tutaj się zrelaksować. Potrzebujesz odpoczynku od pracy, rodziny? Czego ci brakuje? I co dokładnie ciągnie cię w te strony?
Szybko opanowuję się, bo przesadziłem z listą pytań. Patty już zaczęła jeść, więc po chwili ciszy odpowiada:
– Dość sporo tych pytań – żartuje. – Nie mam rodziny, jeżeli o to pytałeś. Potrzebuję oderwać się od codzienności, w szczególności od mojej pracy. Jestem księgową i ta praca mnie satysfakcjonuje. Atmosfera w biurze jest w porządku, a koledzy są naprawdę fajni, chociaż zdarzają się szczególne przypadki. Ale jednak czegoś mi brakuje. – Na chwilę przerywa, ale wkrótce mówi dalej: – I zamiast przewracać swoje życie do góry nogami w poszukiwaniu tego czegoś, zaczęłam jeździć w góry. Wiem, że kilka rzeczy chcę i powinnam zmienić, ale… na spokojnie.
Przyglądam się z niedowierzaniem, gdyż takiej otwartości się nie spodziewałem.
– Dlaczego jeżdżę w te strony? – pyta siebie zamyślona. – Po pierwsze, mam blisko z Denver. A tak naprawdę to nie wiem. Tutaj odczuwam więź z naturą, dzięki czemu poznaję siebie lepiej. Może to brzmi surrealistycznie, ale to właśnie tutaj odczuwam szczególną energię wewnętrzną. – Nagle Patricia prostuje się i zwraca się do mnie: – Już się wystarczająco nasłuchałeś. Lepiej powiedz mi coś o sobie. Dlaczego robisz remont?
„Pytanie jednocześnie proste i skomplikowane” – myślę.
– Ja też mieszkałem w Denver i po śmierci dziadka nic mnie tam nie trzymało. Na razie jestem bezrobotnym facetem, remontującym swój dom.
– Nie wiem, jak duży jest ten dom, ale zastanawiam się, czy będziesz chciał wynajmować pokoje turystom – rzuca podekscytowanym głosem.
Nie jestem zobowiązany jej odpowiadać, ale czuję, że jest między nami jakaś wyjątkowa nić porozumienia. Skończyłem swój posiłek i delektuję się zimnym piwem. Wiem, że czeka na odpowiedź i w końcu zaczynam:
– Główny budynek, w którym się znajdujemy, jest duży, ale teoretycznie nie ma pokoi przeznaczonych dla gości. Mój dziadek, któremu pomagałem, dobudował kilka domków gościnnych. Chciałbym kontynuować rozbudowę, ale niestety będę musiał niedługo zacząć ponownie pracę, żeby sfinansować remont.
– Wow! Fantastyczna sprawa z tymi domkami. – Patty wydaje się bardzo zainteresowana tematem. – Gdyby nie padało, to już byś mi je pokazywał. A co z twoim powrotem do pracy? Wiem, że jestem zbyt ciekawa, ale masz konkretny zawód? Gdzie wcześniej pracowałeś? Może mieszkaliśmy niedaleko?
– Boże, obydwoje jesteśmy naprawdę wścibscy – mówię wprost i zaczynam się śmiać, a ona razem ze mną.
Czuję się przy niej swobodnie, chętnie bym przedłużył tę rozmowę, ale stwierdzam, że to nie ma sensu. Przecież ona niedługo wróci do swojego życia. Zatem wstaję i zaczynam sprzątać.
– Chodź, pokażę ci twój pokój. Niestety, muszę jeszcze znaleźć i napompować materac.
Patricia też się podnosi i zaczyna mi pomagać. Wspólnie myjemy naczynia i wycieramy je, bo jeszcze nie mam zmywarki. Naprawdę chętnie bym z nią porozmawiał jak z kumplem, ale obawiam się, że będę chciał, aby do mnie wróciła. Jaki ze mnie pieprzony romantyk. Może nie powinienem myśleć o przyjaźni, a po prostu ją zauroczyć i zwabić do mojej sypialni, gdzie moglibyśmy się lepiej poznać? Niestety, to nie wchodzi w grę.
„Przynajmniej nie teraz”.
Uśmiecham się do swoich myśli. Nie jestem tego typu mężczyzną, ale poznanie siebie nawzajem nikomu nie zaszkodzi, więc zaczynam jak gdyby nigdy nic:
– Wychowałem się na ranchu oddalonym o pół godziny drogi stąd. Chociaż mam piękne wspomnienia i kocham tamto miejsce, niestety, nawał pracy spowodował, że chciałem stamtąd uciec.
Patricia patrzy na mnie z zainteresowaniem. Wskazuje na krzesło, dając do zrozumienia, żebym usiadł i kontynuował. Widzi jednak, że umilkłem, więc zachęca mnie, mówiąc:
– Proszę, usiądź i mów dalej. – I dodaje, jakby czytała mi w myślach: – Naprawdę mnie intrygujesz. Czuję pomiędzy nami nić porozumienia.
– Czy może masz na myśli wzajemne przyciąganie?
Zaczynam się śmiać, a ona odpowiada, mocno się rumieniąc:
– Może i zgodzę się z tobą w tej sprawie… Ale i tak uważam, że lubimy przebywać w swoim towarzystwie. Zatem mów dalej. Jak już wiesz, jestem wścibską osobą. Proszę!
Uśmiecham się i biorę następne dwie butelki piwa z lodówki. Otwieram je i podaję jedną Patricii, mówiąc:
– Jeśli tak ładnie prosisz… Wychowałem się w Kolorado na ranchu, które kochałem i nienawidziłem. Jedynym sposobem, żeby uciec, było pójście do wojska, aby sfinansować moje studia informatyczne.
– Byłeś też zawodowym żołnierzem? – dopytuje z zainteresowaniem.
– Bałem się prawdziwej wojny – odpowiadam szczerze. – Trening był ok. Nie było lekko, ale wyjazd i uczestnictwo w wojnie to nie dla mnie.
Patricia patrzy na mnie, a jej odpowiedź mnie intryguje:
– Ja też chciałam pójść do wojska.
Przyglądam jej się zdziwiony, więc kontynuuje:
– Uwierz mi, że naprawdę marzyłam o pójściu do wojska, ale tak jak ty nie chciałam iść na wojnę.
Oczywiście, muszę ją o to zapytać:
– Czemu nie wstąpiłaś do wojska, co cię powstrzymało?
W odpowiedzi wzrusza delikatnie ramionami:
– Po prostu życie – stwierdza i tłumaczy dalej. – Dostałam stypendium, dorabiałam jako kelnerka, mieszkałam u rodziców w trakcie studiów. To było najłatwiejsze rozwiązanie.
Patrzymy tak na siebie i Patty znów pyta:
– Jesteś na tym ranchu szczęśliwy?
Trochę się rozmarzyłem, ale odpowiadam:
– Teraz już nie chcę uciekać. Wierzę, że znalazłem swoje miejsce w Dream River Ranch.
Uśmiecham się i delektuję się jej bliskością, gdy dotyka mojej dłoni. Ściska ją mocniej i niestety po chwili zabiera rękę. Czuję się przez to osamotniony. Otrząsam się z tego uczucia. Teraz ja chcę jej zadać kilka pytań. Sama się o to prosiła, zadając mi ich tak dużo.
Siedzę przed Joshuą i stwierdzam jedno – im bardziej go poznaję, tym bardziej go lubię. Co ja mówię – najchętniej schrupałabym go jak ciasteczko! Ale oczywiście zadając mu osobiste pytania, proszę się o to samo. Oj nie! Może musi nakarmić zwierzęta? Jakieś musi tu mieć… Moje życie jest tak zwyczajne i nudne.
Gdy otwiera usta, wiem, że będę musiała się za chwilę przedstawić słowami: „Tak! Szara myszka to ja!”.
To oczywiste, że chcę kontynuować naszą rozmowę. Chcę lepiej poznać Patricię i jestem ciekawy, dlaczego tak seksowna kobieta wybrała się na wyprawę sama, więc zadaję pytanie:
– Tak się zastanawiam i nie mogę dojść do żadnych wniosków… Co taka osoba jak ty robi sama na wyprawie w górach? I do tego obstawiam, że nie pierwszy raz.
– Hm, a co takiego szczególnego w tym, że sama chodzę na wędrówki?
– Starasz się wymigać od odpowiedzi – stwierdzam z uśmiechem, na to Patricia reaguje, wzdychając.
– Co chciałbyś wiedzieć? Jestem singielką i gdy mam czas oraz ochotę, wybieram się na jednodniowe wycieczki.
Patrzę na nią z lekkim uśmiechem i dalej przeprowadzam moje przesłuchanie:
– Jak to się stało, że nie jesteś mężatką z przynajmniej dwójką dzieci?
– Wyglądam tak staro? – Ponownie się uśmiecha.
Muszę przyznać jej rację, że to było nietaktowne pytanie i zaczynam się śmiać.
– Szukasz komplementów?
– Możliwe. Każda kobieta kocha komplementy.
– Nie powinienem pytać cię o wiek, ale i tak ci zadam to pytanie. Ile masz lat?
– Normalnie nie dzielę się z obcymi takimi szczegółami – stwierdza. – Ale zrobię dla ciebie wyjątek. Mam dwadzieścia dziewięć lat.
– Zatem jesteś aż siedem lat młodsza ode mnie. Czuję się przy tobie staro – komentuję i śmiejemy się obydwoje. – Dlaczego nie jesteś w związku? Trudno mi uwierzyć, że jakiś mężczyzna nie zarzucił lassa na ciebie. Jesteś atrakcyjna, fajnie się z tobą rozmawia, masz dobrą pracę. Coś jest nie tak z facetami z Denver?
Krzywi się i stwierdza:
– Mówisz tak, jakby ktoś tutaj był winny. Po prostu nie spotkałam nikogo, kto by mnie pociągał i interesował. Ci, którzy mi się podobali, nie odwzajemniali moich uczuć. A zainteresowani mną, nie interesowali mnie… Proste, a zarazem skomplikowane. Czasami sama zadaję sobie to pytanie: dlaczego nie mogę założyć rodziny z fajnym partnerem? I powoli zaczynam szukać winy w sobie. Może jestem nieatrakcyjna lub po prostu nudna? Sama nie wiem, ale na siłę nie chcę się wiązać z jakimś idiotą.
W duchu dziwię się, że Patricia może uważać się za nudną i nieatrakcyjną. Niebywałe, jak kobiety zaczynają siebie nisko oceniać, kiedy nie są w związku. Z takimi myślami to ja powinienem już chodzić od dawna do psychologa, więc staram się ją przekonać:
– Ja mogę powiedzieć jedno… – zaczynam. – Jesteś naprawdę atrakcyjna i każdy zdrowy mężczyzna zwróci na ciebie uwagę. Czy jesteś nudna? Jak dla mnie osoby, które podejmują się wyzwań, nie są nudne. Ty nie siedzisz zamknięta w czterech ścianach i nie płaczesz nad swoim losem.
Po chwili ciszy zastanawiam się na głos:
– A tak w ogóle… dlaczego mówimy tu o jakimś losie? Ja i ty nie założyliśmy rodziny, to przykre, ale to nie koniec świata. Więcej cierpienia przynoszą nieudane małżeństwa, w których partnerzy na końcu walczą ze sobą jak pies z kotem. Muszę ci wyznać, że ostatnimi czasy ja też przestałem szukać swojej połówki i zacząłem mieszkać jak jakiś mnich. Jednak nachodzą mnie inne wątpliwości. Zastanawiam się, czy mój wybór był słuszny i czy miejsce zamieszkania nie odstrasza potencjalnych partnerek. Kto by chciał wieść takie życie na ranchu z dala od innych ludzi? – kończę i dochodzę do wniosku, że zdecydowanie muszę zmienić temat.
Już chciałam Joshui odpowiedzieć na głos: „Ja chętnie dzieliłabym z tobą takie życie”. Ale dopiero się poznaliśmy i należymy do różnych światów. Nie powiem… ja już teraz mogłabym się do niego wprowadzić, remontować z nim dom oraz wspólnie inwestować w ten projekt, ale… to są tylko moje marzenia. Rzeczywistość najczęściej ma więcej szarych odcieni. To, co ci się wydaje jasne i proste, okazuje się ciemne i skomplikowane. Oczywiście, nie chcę na życie patrzeć pesymistycznie, ale założenie różowych okularów nie pomaga. Zatem jaki złoty środek należy znaleźć, aby być szczęśliwym? Tym razem mówię na głos:
– Masz rację. Nie mogę płakać nad moim losem… – Przerywam, patrząc na niego, gdyż i jego to dotyczy: – Obydwoje nie możemy płakać nad swoim losem, bo nasze życie jest naprawdę dobre. Powinniśmy się nauczyć cieszyć z każdej dobrej chwili. Doceniać znajomości, które wpływają na nas pozytywnie lub konstruktywnie. Szkoda tylko, że czasami to nie jest takie łatwe… – wzdycham na koniec.
Patrzę na Patricię zamyślony. Czuję, że marzy o założeniu rodziny z porządnym facetem. Ja też chciałem założyć rodzinę, ale im jestem starszy, tym ten plan staje się trudniejszy do zrealizowania. Chciałbym jej powiedzieć: „Jesteś jeszcze młoda, przyjdzie czas i na twój ślub!”.
Jednak niektóre marzenia nie spełniają się tak łatwo. Patrzę na swoje życie i widzę tylko kilkuletni związek i długo nic, a potem kilkumiesięczne znajomości i ponownie długo nic. A teraz nawet nie mam ochoty, aby pójść do baru i poderwać dziewczynę tylko na jedną noc. „Czy to już starość?” – pytam się sam siebie, a na głos mówię:
– Pozytywne spojrzenie na życie i marzenia są bardzo ważne. Dlaczego? Samo życie jest serią interesujących zbiegów okoliczności, na które nie można mieć wpływu w stu procentach. A teraz powinniśmy wznieść toast za tę cholerną pogodę, która cię do mnie przyprowadziła. Cieszę się, że zyskałem piękną i miłą towarzyszkę wieczoru!
Podnoszę moje piwo do góry. Patricia też wznosi toast:
– Zatem za pogodę i towarzystwo!
Delektujemy się jeszcze chwilą ciszy i oczywiście piwem.
Zaczyna być późno, a ja jestem przyzwyczajony do innego trybu dnia. Rano wstaję i karmię konie, wieczorem jak prawdziwy ranczer idę wcześnie spać. Szkoda, że muszę zakończyć naszą rozmowę.
– Słuchaj, chętnie posiedziałbym z tobą dłużej, ale najzwyczajniej w świecie powieki zaczynają mi się same zamykać. – Wstaję i proponuję: – Chodź, pokażę ci twój pokój.
Podnoszę się razem z nim. Wchodzimy na pierwsze piętro, gdzie znajduje się łazienka z prysznicem i kilka pokoi. Joshua otwiera jeden z nich i prosi, abym chwilę poczekała. Dochodzę do wniosku, że pewnie szuka tego dmuchanego materaca.
Mój pokój jest duży i pomalowany na beżowo. Przez okno spoglądam na ciemne niebo, które co jakiś czas rozdzierają błyskawice. Rozmowa z Joshuą poprawiła mi humor, ale i dała do myślenia. Już teraz żałuję powrotu do mojej rzeczywistości w Denver.
Jestem zmęczony, ale chciałbym, aby Patricia dobrze wspominała nocleg na ranchu. Staram się przynieść wszystkie potrzebne jej rzeczy, takie jak: materac, pościel, koc, ręcznik i nową szczoteczkę do zębów. Pasta jest już w łazience.
Pukam delikatnie i wchodzę. Patricia stoi przed oknem, wpatrując się w burzę. O czym myśli? Mam ochotę podejść do niej i ją przytulić. Naraz odwraca się do mnie i chociaż się uśmiecha, widzę, że coś jej leży na sercu. Kładę na podłodze koc, a na nim pościel, do materaca podłączam pompkę i czekamy, aż się nadmucha. Nie rozmawiamy. Wspólnie ścielimy łóżko. Życzę jej dobrej nocy, na co ona podchodzi do mnie i całuje mnie w policzek, mówiąc:
– Dziękuję za ratunek, dobranoc.
[1] Rancho Rzeki Marzeń.
Nie spodziewałam się tego, ale przespałam całą noc bardzo spokojnie i czuję się teraz naprawdę wypoczęta. Obawiałam się, że moje myśli będą krążyć wokół Joshui.
„No właśnie, a gdzie on teraz jest? – myślę, po czym sama ściągam się na ziemię: – Bez pośpiechu. Masz przecież wolne i możesz jeszcze poleżakować następne piętnaście minut. Świat się przecież nie zawali”.
Cieszę się z promieni słońca, które przebijają się przez żaluzje.
„I po burzy przychodzi słońce!” – przychodzi mi na myśl. Czy to nie jest piękne i pełne optymizmu zdanie?
W dobrym humorze wstaję, zdejmuję pościel i idę do łazienki.
„Ciekawe, czy Patricia już wstała?” – zastanawiam się. Dzień jest słoneczny i chętnie podzieliłbym się z nią marzeniami dotyczącymi rozbudowy rancha… Spodobała mi się ta wścibska, urocza i seksowna kobieta. Tak wiele dziewczyn rozczarowało mnie już po jednym dniu znajomości, że czasami mam wątpliwości, czy to nie są tylko pozory.
Jeszcze analizuję szybko, czy wykonałem wszystkie poranne prace. Dziś jest niedziela i oprócz nakarmienia koni nie mam innych zobowiązań oprócz remontu. Uśmiecham się pod nosem, bo to wygląda jak jakaś niekończąca się opowieść i zawsze coś nowego jest do naprawy.
Idę prosto do kuchni, która okazuje się pusta.
„Śpiąca królewna jeszcze w łóżku? Chętnie bym się wkradł na kilka sekund do jej pokoju. No dobra… może na dłużej”.
Przygotowuję śniadanie, zaczynam smażyć bekon, jajka i pieczarki. Wyjmuję chleb, masło oraz zaparzam kawę dla siebie, a dla niej gotuję wodę w czajniku.
Wygląda to tak, jakbym była bohaterką komedii romantycznej. Schodząc do kuchni, wyczuwam aromat parzonej kawy. W powietrzu unosi się również zapach smażonego bekonu…
Okej, nie wiem, czym będę nakarmiona, ale co tam… W kuchni odwrócony do mnie plecami stoi barczysty mężczyzna. Mój mózg na chwilę się wyłącza. Po prostu delektuję się widokiem atrakcyjnego faceta, który do tego gotuje. Już drugi raz widzę go w kuchni w takiej akcji. Czy codziennie byłby tak pomocny, gdybym tutaj zamieszkała?
– Dzień dobry! – witam się głośno. – Do takiego widoku każda kobieta mogłaby się przyzwyczaić. Mężczyzna czujący się pewnie w kuchni, który poświęca czas na przygotowanie posiłku dla innych. Oczywiście, mam nadzieję, że to śniadanie jest również i dla mnie! – dodaję z uśmiechem.
Tak, jest taka, jak pamiętam. Uśmiechnięta i niebiorąca siebie zbyt poważnie.
– Fajnie, że potrafisz marzyć, ale to rzadki widok w moim przypadku. Potrafię gotować, ale tylko proste potrawy – odpowiadam żartobliwie. Naprawdę nie można mnie nazwać mistrzem gotowania: – Jak spałaś? Wyglądasz na wypoczętą i pełną zapału.
Nalewając wody do kubka, odpowiada:
– Przyznam szczerze, że bałam się nieprzespanej nocy. Jednak, o dziwo, nie miałam z zaśnięciem najmniejszych problemów, nawet burza mi nie przeszkadzała. – Patrzy na mnie przez chwilę i dodaje: – Czyżby właściciel oczekiwał komplementów dotyczących jego posiadłości?
Moja reakcja jest natychmiastowa:
– Złapałaś mnie! Interesują mnie tylko komplementy i nie muszą dotyczyć mojego domu.
Patricia trochę się czerwieni. Podaję jej talerz z jedzeniem.
– Nie za dużo ci nałożyłem? Będziesz dzisiaj potrzebowała dużo siły, jeżeli chcesz dotrzymać mi kroku.
Przekrzywia głowę i patrzy na mnie pytającym wzrokiem.
– Jeżeli masz czas i ochotę, mogłabyś zostać u mnie przynajmniej do południa – proponuję. – Chciałbym ci pokazać moje ulubione miejsca na ranchu. Może następnym razem wybrałabyś moje rancho jako swój cel wędrówki? Co o tym myślisz?
Chwila ciszy… Wygląda na to, że propozycja spędzenia niedzieli w moim towarzystwie to nie był dobry pomysł.
Zaskoczył mnie! Może się tylko domyślać, że przyjeżdżając w te okolice, delektuję się ich pięknem i zdecydowanie chciałabym tutaj spędzić więcej czasu. Okej, jeżeli chce mnie na swojej ziemi, to ja jestem za.
– Jeszcze nie znudziłeś się moim towarzystwem? Chętnie przyjmę twoją propozycję, a nawet zaoferuję swoją pomoc przy gospodarskich obowiązkach.
Uśmiecha się w odpowiedzi.
– Mam tylko kilka koni i już je nakarmiłem – tłumaczy. – Co do remontu tego miejsca, to nawet dziś nie zaczynam. A gdybyś chciała mi przy tym pomóc, to musiałabyś zostać tutaj przynajmniej kilka dni. Nawet dostałabyś stanowisko mojego głównego pomocnika – wyjaśnia uśmiechnięty. – Dziś wolałbym zaproponować przejażdżkę konną po ranchu, jeżeli masz ochotę. A potrafisz w ogóle jeździć konno?
Patrzy na mnie pytająco, a ja niestety muszę dać mu niezbyt satysfakcjonującą odpowiedź:
– Czy lekcje jazdy konnej w szkole będą wystarczającą przepustką, żeby wsiąść na konia? Przykro mi, że nie mam lepszej odpowiedzi. Ale bardzo chętnie spróbuję.
– Zatem ustalone! – odpowiada nadal pełnym optymizmu głosem. – Wybieramy się na wyprawę, ale muszę ci zadać kilka dodatkowych pytań.
Wzruszam ramionami, zastanawiając się, o co mu chodzi.
– Wal śmiało!
– O której chciałabyś wyruszyć do Denver? Weź pod uwagę korki uliczne.
„Dlaczego musi mieć rację?” – zadaję sobie w myślach pytanie i przypominam, że w mojej pracy dni wolne muszą zostać wcześniej przedyskutowane z szefostwem.
– Tu mnie masz! – stwierdzam. – Naprawdę chętnie wybrałabym się na całodniowy wypad, ale niestety dzisiaj muszę wracać. A do tego nie chcę jeździć po nocy. Tym bardziej że ty i tak idziesz spać z kurami – dodaję, żartując. – Zatem do wieczora nie ma po co zostawać.
– Opis mojej osoby wygląda mizernie. Zachowuję się jak staruszek – stwierdza ponuro. – Albo jak prawdziwy ranczer… – Wypina swą pierś, prostuje się i dodaje: – Dobrze być ranczerem i panem samego siebie.
A ja myślę, że też bym tak chciała powiedzieć, nawet jeżeli wiązałoby się to z pracą fizyczną.
– Muszę przyznać, że trochę ci zazdroszczę. Chociaż ten remont wygląda na duży projekt, to jest twój i masz ogromną szansę na dobre przychody z turystyki.
Chcę jeszcze dokończyć, ale dzwoni mi telefon, na co Joshua reaguje:
– Odbierz.
Odsuwa się kilka kroków. Odbieram, a w telefonie słyszę siostrę:
– Masz jutro gorącą randkę, siostra!!!
A ja z zażenowaniem patrzę na Joshuę, który przygląda mi się z wielkim zainteresowaniem. Oczywiście słyszy każde słowo mojej ukochanej siostry.
Tym razem to ja odsuwam się od nieumyślnie podsłuchującego mężczyzny i odpowiadam jej:
– Hej, Sylvio, miło cię słyszeć.
– Ten facet jest fantastyczny – ciągnie dalej temat. – Nie dość, że przystojny, to do tego prawnik!
– Jeżeli jest taki fantastyczny, to czemu ty nie pójdziesz z nim na randkę? – pytam z ciekawości.
Jak zwykle Sylvia ma gotową odpowiedź:
– Przecież wiesz, że jestem w związku z Thomasem. Mamy teraz dobrą fazę i wierzę, że to właśnie on jest tym Jedynym!
„Czy ona naprawdę nie widzi, jakim idiotą jest Thomas?” – myślę, jednak to nie jest ani miejsce, ani czas na pouczanie jej. Tym bardziej w momencie, gdy chcę spędzić czas z Joshuą.
Zastanawiam się, czy w ogóle powinnam spotykać się z tym nieznajomym, gdy najzwyczajniej w świecie spodobał mi się Joshua.
„Nie analizuj, przecież dopiero go poznałaś. Jest pomiędzy wami chemia, ale co dalej? Pewnie i tak nie jest tobą zainteresowany” – stwierdzam w myślach.
– I kiedy miałabym się spotkać z tym przystojniakiem?
– Och, siostra, nie przejmuj się szczegółami! – wykrzykuje radośnie. – Już wszystko ustalone. Jedyne, co musisz zrobić, to się pojawić w poniedziałek o dziewiętnastej w twojej ulubionej, meksykańskiej restauracji. Jeżeli nie polubisz tego faceta, w co wątpię, to przynajmniej jedzenie będzie dobre!
– Hm, nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy płakać, że moja młodsza siostra musi szukać mi partnera – komentuję z irytacją w głosie. – A do tego organizować szczegóły mojej randki, jakbym sama nie była w stanie tego zrobić. Oczekujesz podziękowań?
– Podziękujesz mi po spotkaniu z Philipem – stwierdza. – Chcę znać każdy pikantny szczegół tej randki!
Oczywiście, że wyciągnie ode mnie wszystkie informacje – czy tego chcę, czy nie.
– Okej, daj znać Philipowi, że będę punktualnie w restauracji. Wyślij mi, proszę, jego zdjęcie na Facebooku – dodaję szybko. – A teraz muszę kończyć, bo wybieram się na przejażdżkę konną.
– Przecież nie umiesz jeździć! – słyszę przerażony głos mojej siostry. – A gdzie ty tak w ogóle jesteś?
– Słuchaj, dziś wieczorem przedzwonię do ciebie i pogadamy na spokojnie, a teraz kończę. Do usłyszenia!
Nie czekam na jej odpowiedź i wyłączam telefon. Mam nadzieję, że Joshua się nie rozmyślił. Podchodzę do niego, pytając:
– Będę potrzebowała coś więcej niż legginsy twojej siostry? Obstawiam, że krótkie spodnie to nie będzie najlepszy pomysł?
Patrzę na nią i chcę natychmiast wypytać o szczegóły tej rozmowy telefonicznej.
„Mogę to zrobić później – postanawiam. – Pod warunkiem, że będzie chciała ze mną na ten temat rozmawiać. Masz szansę miło spędzić czas z Patricią i nie zmarnuj tego, myśląc o jej randce” – pouczam się w myślach.
Gdy podchodzi do mnie z tymi rudymi włosami związanymi w koński ogon, podaję jej kapelusz.
– Nie chcę, abyś spaliła swoje piegi! – żartuję.
– Ha, ha, ha… możesz śmiało powiedzieć, że jestem ruda, ale piegów za dużo nie mam! – stwierdza, lekko mrużąc oczy.
Wychodzimy. Kierujemy się do stajni i zaczynam tłumaczyć:
– Wybrałem dla ciebie bardzo spokojną klacz, ma na imię Biała Gwiazda. Podejdź do niej i pozwól jej powąchać swoją dłoń.
Patricia wyciąga rękę. Stara się nie okazać zdenerwowania, ale niestety widać, że się boi.
– A teraz dam ci smakołyk i podasz go na otwartej dłoni – instruuję.
Robi to, o co ją proszę.
– Witaj, Biała Gwiazdko! – zaczyna delikatnym głosem. – To ja będę dziś twoją partnerką. Tylko mnie nie zrzuć, proszę.
Odchodząc od konia, zwraca się do mnie:
– Biała Gwiazdka jest śliczna! Ale lepiej powiedz mi, w czym mam ci pomóc?
– Naprawdę chcesz wiedzieć? – pytam z lekkim rozbawieniem w głosie.
– Oczywiście! – odpowiada z oburzeniem. – Nie chcę przecież tutaj tylko stać i się przyglądać.
Wiem, że nie będzie zadowolona z mojej odpowiedzi, ale co tam. Chciała wiedzieć.
– Możesz mi pomóc, stojąc z boku i nie przeszkadzając. – Patrzę na nią i stwierdzam w duchu, że zdecydowanie zabawnie wygląda, gdy jest zdziwiona, więc dodaję: – I największą pomocą będzie, jeśli utrzymasz się w siodle.
Nie czekam na jej odpowiedź i staram się jak najszybciej osiodłać konie, abyśmy w końcu wyruszyli.
– Ależ dowcipny jesteś! – rzucam lekko poirytowana.
