Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
771 osób interesuje się tą książką
Koszmarny wypadek splótł ich losy na zawsze.
Maximus Trevisan, ochroniarz Famiglii, nie ma oporów przed krzywdzeniem innych, ale jego życie zaczyna się komplikować, gdy zostaje zmuszony do zadania bólu komuś, kogo miał chronić.
Sara zaplanowała już swoją przyszłość. Chciała poślubić mężczyznę, któremu została obiecana, mieć z nim gromadkę dzieci i stworzyć szczęśliwą rodzinę. Kiedy jednak jej marzenia zostają roztrzaskane, kobieta nie ma innego wyboru i aby chronić honor bliskich, musi poślubić Maximusa.
Mroczna przeszłość wciąż prześladuje tę dwójkę. Czy zdołają pokonać demony przeszłości, czy pozwolą, by ich zniszczyły?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Sin and Redemption
Copyright © Cora Reilly 2025
Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Anna Łakuta-Rudzka, Wiktoria Garczewska, Magdalena Kłodowska
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-989-4 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Maximus
Sara nigdy nie miała zostać moją żoną.
Oczywiście, że zauważyłem ją wcześniej. Trudno ją przeoczyć. Była naturalną pięknością o dużych, jasnobrązowych oczach i cudownych karmelowych włosach. Dzieliło nas tylko kilka lat, ale została już obiecana komuś innemu, podczas gdy ja nie chciałem nawet brać małżeństwa pod uwagę. Studiowała i opiekowała się swoim rodzeństwem, a ja za dnia torturowałem wrogów jako egzekutor, z kolei w nocy imprezowałem i posuwałem przypadkowe dziewczyny. Nasze drogi rzadko się krzyżowały, aż pewnego dnia zderzyły się w najbardziej druzgocący sposób. Gdybyśmy do tego dopuścili, ten dzień mógłby zniszczyć nas oraz naszą przyszłość.
Sara
Ponownie spojrzałam na zegarek. Czekałam przed głównym wejściem do Barnard College już od dziesięciu minut. A przecież na Flavia nigdy nie musiałam czekać. Gdy już zapięłam górne guziki płaszcza i poprawiłam szalik, zeszłam po schodach, a następnie skierowałam się w stronę kutych bram wyznaczających koniec kampusu i wychodzących na Broadway.
Nie zdziwiło mnie, gdy nie zobaczyłam jego samochodu. Zawsze zatrzymywał się tuż przed wjazdem, więc z łatwością dostrzegałam go chwilę po wyjściu z budynku. Ludzie chodzili w tę i z powrotem, ale nikogo nie kojarzyłam. Wraz z początkiem semestru do całkiem znajomych twarzy dołączyło wiele nowych. Poza sporadycznymi przyjaznymi skinieniami głową nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nawiązywanie relacji poza światem mafijnym to trudna sztuka. Wiązało się to ze zbyt wieloma tajemnicami, obawami dotyczącymi bezpieczeństwa oraz strachem, że dana osoba może okazać się policjantem pracującym pod przykrywką. To moje rodzeństwo, kuzyni i mama byli moimi przyjaciółmi i przed nimi nigdy nie musiałam ukrywać tego, kim jestem.
Spojrzałam ponownie na zegarek.
Flavio, gdzie jesteś?
Ogarnął mnie niepokój.
Wyjęłam telefon z plecaka, żeby do niego zadzwonić, a wtedy na ekranie pojawiło się jego imię. Uśmiechnęłam się w reakcji na to idealne wyczucie czasu.
– Spóźniasz się – oznajmiłam bez cienia wyrzutu. Zwykle tak bardzo pochłaniały mnie różne zadania, że zapominałam pilnować czasu, więc Flavio niejednokrotnie musiał czekać. Brat był świętym człowiekiem (przynajmniej dla mnie), więc nigdy nie narzekał, a ja na pewno nie zamierzałam tego robić z powodu jednej wpadki. – Obiecałam Alei i Inessie, że upiekę z nimi ciasteczka.
– Po pracy samochód zepsuł mi się na kompletnym odludziu, Saro. Nadal czekam, aż ktoś mnie odbierze.
Zawsze czułam smutek, gdy słyszałam, z jaką swobodą wspomina o pozostawaniu członkiem mafii, jakby wcale nie miał siedemnastu lat i nie powinien siedzieć w szkole. Ale tak wyglądał świat, w którym się urodziliśmy, i jak dotąd okazywał się dla nas łaskawszy niż dla innych członków rodziny.
– Bez obaw. Po prostu wyślij tatę. Albo mogę pojechać pociągiem.
– Na pewno nie pojedziesz komunikacją miejską. Tata jest na spotkaniu, zbyt daleko od kampusu. Powiedział mi, żebym zadzwonił do Maximusa. Miał robotę niedaleko ciebie, więc jest w drodze, żeby cię odebrać i zawieźć do ojca. Mama, Alea i Inessa są już w Hamptons.
– Maximus? – zapytałam zaskoczona.
Rozmawiałam z Maximusem Trevisanem tylko kilka razy podczas spotkań towarzyskich. Ledwo go znałam. Ale skoro tata i Flavio mu ufali, to nie miałam żadnego powodu, by również tego nie robić.
– Jest godny zaufania. Nic ci się nie stanie.
– Wiem. Nie martw się. Nie obawiam się o swoje bezpieczeństwo. Uważaj na siebie i jedź bez przeszkód do Hamptons. Dam sobie radę.
– W porządku. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się i w tym samym momencie czarny pick-up zatrzymał się przede mną mimo trąbienia taksówki, która musiała gwałtownie go wyminąć, oraz bardzo nieprzyjaznych gestów kierowcy. Szyby miał przyciemnione, więc nie widziałam, kto siedział za kierownicą. Wypolerowany chrom felg odbijał promienie słońca. Zasłoniłam oczy i zmrużyłam je, patrząc na wóz. Szyba po stronie pasażera zaczęła się opuszczać, a ja dostrzegłam w środku twarz Maximusa. Miał krótkie, ciemne włosy, nieco dłuższe na czubku głowy i potargane, ale to z pewnością nie efekt osiągnięty za pomocą produktów do stylizacji. Wyglądało na to, że potargał je rękami.
– To ja, Maximus Trevisan. Twój ojciec mnie przysłał – odezwał się głębokim barytonem, a jego głos wywołał u mnie lekki dreszcz.
Odchrząknęłam, zdezorientowana reakcją własnego ciała. Zacisnęłam palce na skórzanej torbie i podeszłam do samochodu, lecz zanim zdążyłam sięgnąć do klamki, Maximus wyskoczył z pojazdu, okrążył maskę i otworzył mi drzwi.
– Proszę bardzo.
Za nami zatrzymała się kolejna taksówka, której kierowca gestykulował energicznie, aby mężczyzna przestawił wóz. Po jednym groźnym spojrzeniu ze strony Maximusa taksówkarz przecisnął się obok.
Spojrzałam na Trevisana, czując ciepło rozlewające się po policzkach. Był ode mnie o ponad głowę wyższy, a jego obcisła biała koszulka nie zakrywała muskulatury ani tatuaży. Zastanawiałam się, ile godzin musiał spędzić na siłowni, żeby tak wyglądać, ale uznałam, że nie mam prawa nad tym rozmyślać. Odwróciłam wzrok i usiadłam na miejscu pasażera, zdezorientowana ciepłem rozlewającym się po moim ciele.
Mężczyzna zamknął drzwi, potruchtał na drugą stronę i wsiadł do samochodu.
– Zapięłaś pasy? – zapytał niewzruszony.
Przytaknęłam, wciąż próbując zrozumieć, dlaczego w jego obecności odczuwałam lekkie zawroty głowy. Owszem, był przystojny. Miał wyraziste rysy twarzy, ostre kości jarzmowe, wydatny podbródek i idealnie wyrzeźbione ciało. Najmocniej przykuwały jednak uwagę jego oczy. Niezwykły bursztynowy kolor wyraźnie kontrastował z ciemnymi brwiami i gęstymi, czarnymi rzęsami. Nie podobały mi się tatuaże, nie tylko jego, a na pierwszy rzut oka miał ich wiele i prawdopodobnie jeszcze więcej ukrytych pod ubraniem, a historie usłyszane o Amie i jego imprezowaniu nie sprawiły, że wydawał się atrakcyjniejszy.
– Twój tata mnie przysłał. Wie, że jesteśmy sami – wyjaśnił, odpalając samochód.
Najwyraźniej sądził, że moje milczenie wynikało z niepokoju, a to nieprawda. Przynajmniej nie z powodu, o którym myślał.
Posłałam mu lekki uśmiech i delikatnie objęłam rękami skórzaną torebkę. Dotyk miękkiej faktury pod palcami zadziałał uspokajająco. Moja młodsza i bardziej towarzyska siostra, Inessa, często mi zarzucała, że jestem zbyt wygodnicka, ponieważ nigdy nie próbowałam nawiązać kontaktów z ludźmi spoza naszej rozległej rodziny, nawet podczas imprez. Teraz, kiedy zostałam sam na sam z kimś, kogo ledwo znałam, zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi obycia przez moje „lenistwo”.
– Wiem. Dziękuję, że zgodziłeś się pomóc.
Wyjechał z parkingu. Jedną rękę oparł niedbale na podłokietniku, a drugą kierował.
– Nie ma za co. Musisz dotrzeć bezpiecznie do ojca.
Kiedy wyjeżdżaliśmy z ruchliwej części Manhattanu, w samochodzie panowała cisza. O tej porze Broadway stawał się koszmarem dla kierowców.
Nie wiedziałam, o czym z nim rozmawiać. Po całym dniu wypełnionym zajęciami mój mózg stał się zbyt wyczerpany, żeby wymyślić tematy interesujące dla nas obojga. Prawdopodobnie Trevisan nie chciałby słuchać o tym, jak sztuka średniowieczna przedstawiała zarazę i eschatologię. Zamiast tego rozsiadłam się wygodnie w fotelu i patrzyłam na krajobraz za oknem. Liczyłam, że mężczyzna nie poczuje się urażony. Wiedziałam o nim tak niewiele, a i tak wydawał mi się typem stawiającym na ciszę, a nie bezsensowne pogawędki.
– Będziemy musieli jechać okrężną drogą ze względu na wypadek przed nami, a spotkanie twojego ojca odbyło się poza Manhattanem – wyjaśnił Maximus.
Kiwnęłam tylko głową i zamknęłam oczy.
***
– Kurwa!
Jego krzyk sprawił, że podskoczyłam z zaskoczenia, mimo że już zaczynałam zasypiać. Zanim zdążyłam zapytać, dlaczego przeklął, skręcił gwałtownie w lewo. Wrzasnęłam przerażona i chwyciłam torebkę. Spojrzałam na Maximusa, licząc na jakieś wyjaśnienie, ale jego uwaga pozostawała podzielona między tylnym lusterkiem a ulicą przed nami.
Odwróciłam się na fotelu, żeby sprawdzić, co się dzieje. Tuż za nami jechały trzy samochody, a ich kierowcy najwyraźniej nie przejmowali się przepisami ruchu drogowego. Maximus skręcił ostro i chwycił telefon.
– Śledzą nas…
Otworzyłam szeroko oczy, kiedy jeden z pojazdów zaczął przyspieszać.
Stuknął w tył naszego, a moja głowa uderzyła o boczną szybę.
Wszystko zniknęło w czerni.
Maximus
Czyjeś palce przeczesały moje włosy. Kojący dotyk sprawił, że zachciało mi się mruczeć jak ten bezdomny kot, który od czasu do czasu odwiedzał schronisko moich rodziców i doprowadzał nasze psy do szału. Chciałem zamknąć oczy i rozkoszować się tym dotykiem, ale zapach krwi i fakt, że nie wiedziałem, gdzie się znajduję, wyrwały mnie ze stanu ukojenia. Otworzyłem oczy. Powieki mi ciążyły, a kiedy w końcu wzrok mi się wyostrzył, tuż nade mną pojawiła się twarz kobiety o wielkich brązowych oczach. Zajęło mi chwilę, zanim rozpoznałem Sarę Cancio. To jej palce ponosiły odpowiedzialność za ten delikatny dotyk, a zapach krwi, który wyczułem, musiał pochodzić od niej, ponieważ lewa strona jej brązowych włosów została splątana przez uraz głowy.
– Jesteś ranna – wymamrotałem.
Mój głos stał się głębszy i bardziej szorstki niż zwykle. Odchrząknąłem, ale odniosłem wrażenie, jakbym nie pił nic od wielu dni.
– Ty bardziej – wytknęła z lekkim uśmiechem. Wyglądała blado i chociaż nie znałem jej mimiki, widziałem, że się boi.
Usiadłem, podnosząc głowę z ciepłych ud dziewczyny. W miejscu, gdzie wcześniej spoczywała moja głowa, jej ubranie pokrywała krew. Dotknąłem czaszki, a następnie twarzy – okazały się lepkie od posoki. Nie potrafiłem sobie przypomnieć, co się stało. Pamiętałem tylko rozmowę z Romeo i odebranie Sary na jego prośbę. Rozejrzałem się, a moje ciało przeszło w stan najwyższej gotowości. Znajdowaliśmy się w klatce, wyglądającej i pachnącej tak, jakby mieszkało w niej dzikie zwierzę, może dziki kot. Bratwa zajmowała się przemytem zagrożonych gatunków. Biorąc pod uwagę, że sporą liczbę większych dzikich zwierząt dostarczano w kontenerach przewozowych, klatka prawdopodobnie mieściła się w dużym magazynie w pobliżu portu. Ściany pokryto dźwiękochłonnym materiałem. Obok naszej znajdowały się trzy kolejne więzienia. Wszystkie puste.
Nie. Na podłodze w najbardziej oddalonej od nas celi leżała półżywa, zakrwawiona postać. Mężczyzna nadal oddychał, ale sądząc po jego stanie i ilości krwi wokół, wiedziałem, że nie przetrwa długo, jeśli nikt mu nie pomoże. Czy to mógł być jeden z naszych?
Schwytany przez wroga.
Mieliśmy ich wielu. To nie mogło być jednak dzieło oddziału Outfit. Ich szef, Dante, nigdy nie pozwoliłby skrzywdzić kobiety. Camorra i Remo z pewnością okazaliby się zdolni do wszelkich możliwych okrucieństw, lecz nie sądziłem, żeby to byli oni. Pozostawali więc Rosjanie albo Motocykliści. Żadna z tych opcji nie wydawała się dobra. Żadna z nich nie oszczędziłaby Sary. Ponownie powędrowałem spojrzeniem w stronę dziewczyny, gdy skuliła się obok na podłodze. Bluzkę i spódnicę miała pokryte krwią – moją i jej.
– Wyciągnę nas stąd – obiecałem bez zastanowienia.
Nie miałem kompleksu bohatera. Moja praca rzadko pozwalała na heroiczne gesty. Wykonywałem brudną robotę. Okaleczałem i zabijałem. Nie ratowałem ludzkiego życia.
Zwilżyła językiem usta.
– Czy to sprawka Outfitu?
W jej głosie wyczułem nutkę nadziei. Byliby dla niej najlepszą opcją.
Kurwa, żałowałem, że to nie oni. Niezależnie od tego, kim pozostawałby wróg, mój los wyglądałby tak samo, ale dla bezpieczeństwa Sary miało to znaczenie.
Rozważałem kłamstwo, aby złagodzić jej strach, jednak moja twarz musiała zdradzić prawdę.
W oczach dziewczyny pojawiło się rozczarowanie.
– Nie jest, prawda?
– Nie – powiedziałem wprost. Na jej nieszczęście beznadziejny ze mnie kłamca, tak samo jak bohater.
Wstałem i spojrzałem na nieprzytomnego mężczyznę w sąsiedniej celi. Z tego miejsca mogłem dostrzec pozostałe klatki na drugim końcu magazynu. Spały w nich pantery śnieżne, orangutany i kilka niedźwiedzi o czarnej sierści, prawdopodobnie odurzonych ogromną dawką narkotyków.
Sara podniosła się i podążyła za moim wzrokiem. Otworzyła szeroko oczy.
– Dlaczego tu są zwierzęta?
– To kontrabanda.
– A kim my jesteśmy? – szepnęła.
Nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Przynętą? Kartą przetargową? Krwawą wiadomością, która wkrótce zostanie wysłana?
Spojrzała na klatkę z zakrwawionym ciałem człowieka i głośno przełknęła ślinę.
– Ani razu się nie poruszył. Jest martwy?
– Nie. Jego klatka piersiowa się unosi. – Wyglądało jednak na to, że nie pożyje długo. Być może później nakarmią nim lamparta. To dobry sposób na pozbycie się dowodów.
– Czego oni od nas chcą?
Spojrzałem na nią, piękną, młodą, nietkniętą. Nietrudno zgadnąć, co niektórzy z naszych wrogów by jej zrobili. Czy to ona stanowiła cel? A może ja? Wśród wrogów pozostawałem znany z brutalnego traktowania jeńców. Wielu chciało mnie dopaść, żeby się zemścić. Ale nie planowałem wciągać w to tej dziewczyny. Ta zmiana zaszła w ostatniej chwili. Czy ktoś mnie śledził i tego nie zauważyłem?
To jednak problem do rozwiązania później. Jeśli nadejdzie jakieś później.
Z pewnością zostałbym poddany torturom. Nie przejmowałem się tym, bo zdołałbym je znieść, lecz wykorzystaliby też Sarę, a tego nie mogłem przewidzieć. Musiałem ją chronić za wszelką cenę. Obiecałem Romero, że bezpiecznie dostarczę ją na miejsce, a widząc tę przerażoną twarz, poczułem jeszcze większą potrzebę chronienia dziewczyny. W ostatnich latach dwie panny z rodziny Famiglii, które powinny być bezpieczne, stały się celem ataków. Musiałem obronić Sarę przed staniem się kolejną ofiarą tej wojny.
Rozległ się brzęk kluczy i drzwi po naszej stronie otworzyły się ze skrzypnięciem.
W chwili gdy zobaczyłem twarz pierwszego z mężczyzn wchodzących do pokoju, wiedziałem, że sprawy mają się cholernie źle. Gdybym siedział sam w tej przeklętej celi, sytuacja i tak stałaby się gówniana, ale gdy w grę wchodziła Sara, robiła się tragiczna.
Jabba przechylił głowę. Zawsze zapominałem jego prawdziwe imię. Wszyscy nazywali go Jabbą, ponieważ wyglądał jak ten paskudny stwór z Gwiezdnych wojen.
– Cóż za nieoczekiwany gość! Cóż za nieoczekiwany gość – odezwał się z silnym rosyjskim akcentem i zabrzmiał przy tym dwa razy durniej niż zwykle, co wydało mi się nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę, jaki z niego idiota.
Nie czyniło go to jednak mniej niebezpiecznym. Brak inteligencji rekompensował bezwzględną brutalnością, która niejednokrotnie doprowadzała do śmierci jego ludzi. Pozostawał jednym z najważniejszych żołnierzy Bratwy na naszym terytorium. Kiedy pakhan żeglował gdzieś po Europie, ci idioci próbowali wykonywać jego obowiązki. Jabba niejednokrotnie w przeszłości przysporzył nam bólu głowy.
Z tego względu znajdował się bardzo wysoko na naszej liście osób do zabicia i o tym WIEDZIAŁ. Pewnego dnia mógł skończyć na moim stole tortur, tak jak kilka tygodni temu jego kuzyn i wuj. Teraz sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze ani dla mnie, ani dla Sary. Motywem mogła być zemsta, a dziewczyna znalazła się na linii ognia. Nie odważyłem się spojrzeć w jej stronę. Nie chciałem, żeby Jabba zwrócił na nią uwagę. Oczywiście natychmiast zatrzymał na niej paskudne, wyłupiaste oczy.
Trudno na nią nie patrzeć. Nawet jeśli wydawała się nieświadoma własnej urody, przypominała promień światła w tym ponurym miejscu.
– Spójrz na siebie – mruknął, po czym zagwizdał i uśmiechnął się do niej obleśnie. – Nie tak wyglądał plan, ale myślę, że dam radę. – Potaknął, a jego podwójny podbródek zadrżał. – Dam radę.
Zatrzymał się o krok od krat.
Napiąłem mięśnie w oczekiwaniu.
– Boisz się podejść za blisko? – zadrwiłem.
Zaśmiał się, ale nie dał się sprowokować, żeby stanąć bliżej. Był głupi, lecz nie aż tak.
– Nie dzisiaj, diable. – Uśmiechnął się złośliwie. – Nie dzisiaj, diable.
– Do kurwy nędzy, przestań się powtarzać, Jabba. – Miałem ochotę zamknąć mu usta na dobre, najlepiej odcinając język.
W jego oczach rozbłysnął gniew.
– Jak masz na imię, laleczko?
Sara zbladła jak ściana. Ręce jej drżały, ale głowę trzymała wysoko i starała się wyglądać na niewzruszoną, lecz bezskutecznie. Kurwa, prezentowała się, jakby wyszła prosto z mokrych snów Jabby: białe wełniane rajstopy, śliwkowa spódnica w szkocką kratę i biała bluzka. Chociaż nie kręciły mnie fantazje o uczennicach, ona spełniała wszystkie wymagania.
– Sara Cancio.
Poczułem ucisk w środku. Cancio to nazwisko znane Rosjanom. Romero przez dziesięciolecia lojalnie wspierał Lucę w jego dążeniu do zabicia ich na długo przed tym, zanim wojny z Motocyklistami i Outfitem pochłonęły nasze zasoby.
– Tak, tak – mruknął, błądząc wzrokiem po ciele dziewczyny, a moje mięśnie napięły się z czujności.
Kurwa. To może się skończyć bardzo źle. Musiałem wymyślić, jak wyciągnąć ją z tej sytuacji.
– Jesteś prawdziwą laleczką. Prawdziwą… – Powstrzymał się przed powtórzeniem tego słowa, rzucając mi spojrzenie.
Uśmiechnąłem się złośliwie. Jeśli skieruję jego gniew na siebie, ona może przeżyć do momentu przybycia pomocy. Mogłem tylko liczyć, że ją wezwałem, zanim nas złapano, bo nadal nie zdołałem sobie nic, kurwa, przypomnieć.
Jabba przechylił łeb jak tłusty buldog i cmoknął językiem, wpatrując się w Sarę.
Cofnęła się o krok.
– Chciałbym zanurzyć kutasa w jej włoskiej cipce – skomentował mężczyzna stojący obok tego oblecha.
Był wysoki i miał muskularne ciało. Wyglądał na kogoś, kto trenował kickboxing albo inny sport walki, co czyniło go większym zagrożeniem niż Jabba.
– Padłbyś martwy, zanim zdążyłbyś wyciągnąć tego małego fiuta – warknąłem, stając przed dziewczyną.
Musieliby wejść do środka, żeby ją zabrać. To dałoby mi szansę na atak.
– Nie jesteście zaręczeni, zgadza się? – mruknął Jabba.
– Zdecydowanie nie jesteśmy – odparła stanowczo Sara.
Nie podobała mi się decyzja Sary, by odpowiedzieć tak szybko, jakby perspektywa zaręczyn ze mną wydała jej się nie do zniesienia. Wiedziałem, że niektórzy członkowie Famiglii wciąż uważali moją rodzinę za mniej wartościową ze względu na przeszłość ze strony taty. Natomiast ojciec Sary, Romero, nigdy nie sprawiał wrażenia, że do nich należy.
Jabba przechylił głowę, zamyślony.
– Nie przemęcz się zbytnio myśleniem – sarknąłem z drwiącym uśmiechem.
Uśmiechnął się szeroko.
– Uwielbiam młode cipki. Ale jestem też biznesmenem. Wiem, że wy, Włosi, uważacie się za mądrzejszych od nas, Rosjan.
– Zdecydowanie MĄDRZEJSZYCH od ciebie – zadrwiłem.
W przeszłości spotkałem wielu niezwykle inteligentnych żołnierzy Bratwy. Pod obecną władzą pakhana inteligencja nie pozostawała już priorytetem.
Sara spojrzała na mnie zaniepokojona. Najwyraźniej uznała, że prowokacja pogorszy sytuację. Nie znała tych ludzi. Nie okazaliby nam litości. W tej sytuacji mogłem tylko nakłonić ich do głupich działań, a te dałyby mi szansę na zabicie ich i umożliwienie jej ucieczki. A przynajmniej na zyskanie dla niej trochę czasu. Jeśli zaczęliby mnie torturować i przez jakiś czas ją ignorowali, mogłoby to wystarczyć, by oszczędzić dziewczynie sporo bólu i upokorzenia. Robiło mi się niedobrze na samą myśl o tym, że Jabba albo jeden z jego ludzi dotknąłby Sary.
Ten skurwiel uśmiechnął się głupio.
– Luca nie jest już tak poważanym przywódcą imperium jak kiedyś. Niektórym nie podoba się to, że wdał się wojnę z nami, Motocyklistami, Camorrą i Outfitem. Ma wielu wrogów.
– Luca ma lojalnych ludzi. Oddaliby za niego życie.
– Myślę, że okażę dziś cierpliwość – oświadczył. – Nie interesują mnie dziewice, wiecie? Ich piski i jęki działają mi na nerwy, czaicie? Poza tym mam nową żonę. Nie mogę tak szybko zacząć się pieprzyć.
Ścisnęło mnie w żołądku.
Sara wyglądała na jeszcze bledszą. Była bystra. Wiedziała, że sytuacja zmierza w bardzo, bardzo niebezpiecznym kierunku. Kurwa. Jak mogłem ją uratować?
– Luca niezwykle ufa wam, mężczyznom z rodu Trevisan. A twój ojciec to jeden z jego najbardziej lojalnych zwolenników. – Wypowiadając ostatnie zdanie, rzucił dziewczynie gniewne spojrzenie. – Sianie niezgody, oto, co robią mądrzy ludzie. To niszczy człowieka od środka.
Nie miałem pojęcia, o czym on, kurwa, mówi. Sądząc po pustych wyrazach twarzy jego ludzi, oni też tego nie wiedzieli. Jeśli wykonywali rozkazy tego dupka, to nie byli najbystrzejsi.
– Oto, co się stanie, Maximusie. Zerżniesz tę ślicznotkę. Założę się, że potajemnie pożądałeś tak elitarnej cipki. Z twoją pieprzniętą historią rodzinną taka suka znajduje się poza twoim zasięgiem, prawda?
Wpatrywałem się w niego. Żyła na skroni mi pulsowała. Kątem oka dostrzegłem przerażoną minę Sary.
– Nie dotknę jej – wycedziłem.
– Nie? – Uniósł krzaczaste brwi. – Myślę, że dotkniesz. A może chcesz, żeby Jewgienij zrobił to pierwszy?
Rzuciłem się w kierunku krat. Chwyciłem je i szarpałem jak szaleniec, aż zadrżały pod moim naciskiem. Opadło trochę tynku, ale pręty nie ustąpiły. Jabba cofnął się o krok.
– Nikt jej nie dotknie!
– Ty to zrobisz – wyszydził. – Albo wszyscy zerżniemy ją na twoich oczach. A może po prostu wpakujemy jej kulkę w łeb, skoro nie stanowi części naszego planu.
I tak ją zerżną. Jeśli nikt nas nie uratuje albo nie dorwę gnoja, stanie się to nieuniknione.
– Jewgienij udokumentuje wszystko dla Romera i Luki. Słyszałem, że tak się teraz robi. Nagrywa się nieprzyzwoite rzeczy i publikuje je wszędzie.
Zacisnąłem usta, a gniew i rozpacz ogarnęły moje ciało. Nie chciałem patrzeć na Sarę. Byliśmy, kurwa, straceni.
– Nie zgrywaj bohatera, Maximusie. Jesteś złym człowiekiem. A źli ludzie zawsze chcą tego, czego nie powinni – wytknął Jabba.
Miał rację. Uchodziłem za jednego z najgorszych członków Famiglii, tak złego, jak tylko można, ale nigdy nie pragnąłem tej dziewczyny. Nie pozwalałem sobie myśleć o niej w ten sposób. Polowałem na dostępne cipki w klubach. Po co miałbym skazywać się na rozczarowanie?
Cofnąłem się o krok od krat i ponownie naparłem na nie całym ciężarem. Spadła na nas kolejna warstwa tynku.
Dwaj mężczyźni wycelowali we mnie broń, ale znowu rzuciłem się na kraty. Rozległ się strzał. Ominął głowę Sary o kilka cali, na co dziewczyna krzyknęła i upadła na kolana. Zamarłem.
– Weź telefon i nagraj wszystko – polecił Jabba Jewgienijowi.
– Motocykliści nie zniszczyli Famiglii, kiedy nagrali Marcellę, tylko podsycili naszą wściekłość. Bez względu na to, co teraz uwiecznisz, ta nienawiść zapłonie jeszcze bardziej.
– Oczywiście, ale tym razem to jeden z was skrzywdzi biedną kobietę z Famiglii. A to zaboli. Słyszałem historię o tym, jak afrykańscy wodzowie łamią morale swoich wrogów. Zmuszali ojców i braci do gwałtu na własnych rodzinach. Sprytne, prawda?
Skrzywiłem się, usłyszawszy jego słowa, jednak nic nie odpowiedziałem. Sytuacja nie wyglądała dobrze i wiedziałem, że zrobi się jeszcze gorzej, jeśli pomoc zaraz nie nadejdzie.
Jewgienij wyjął telefon i go podniósł, gotowy do rozpoczęcia nagrywania.
Miałem pustkę w głowie. Nie wiedziałem, co zrobić.
Nigdy nie zmusiłem kobiety do niczego. Nie potrafiłem zrozumieć, jak facet może czerpać z tego przyjemność. Spojrzałem w końcu na Sarę. Siedziała nieruchomo na posadzce, twarz miała bladą, a oczy pełne strachu. Jej białe rajstopy zostały zniszczone – podarte i pokryte brudem i krwią. Kiedy spotkaliśmy się wzrokiem, przełknęła głośno ślinę.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Maximus
– Czas ucieka. Masz dokładnie pięć minut, żeby ją zerżnąć, albo sami to zrobimy, być może trochę ją przy tym okaleczając. Nigdy nie próbowałem zabaw z krwią. Więc pewnie warto spróbować.
Postawiłem krok w kierunku Sary. Znieruchomiała jeszcze bardziej niż przedtem, o ile to w ogóle możliwe.
Podczas gdy trójka mężczyzn bacznie nas obserwowała, podszedłem do dziewczyny, mimo że to ostatnie, czego w tej chwili pragnąłem. Wyryłem w pamięci każdą z tych trzech twarzy. Pewnego dnia wszystkie wykrzywią się w agonii, błagając mnie o litość.
Uklęknąłem tuż przed Sarą.
– Żadnych tajnych wiadomości ani szeptów! – ryknął Jabba.
Spojrzała mi prosto w oczy, a ja z trudem się powstrzymałem, by nie odwrócić wzroku. Jej łagodne, a zarazem przerażone spojrzenie zabiło mnie swoją delikatnością.
– Będę udawał – wyszeptałem, licząc, że mimo zdenerwowania zrozumie, co mówię. Nigdy nie symulowałem, że się z kimś pieprzę.
Nie zareagowała, a strach na jej twarzy się pogłębił.
Spróbowałem ponownie.
Pokręciła powoli głową.
Najwyraźniej nie rozumiała. To pieprzona katastrofa.
– Zostały ci tylko cztery minuty. Lubisz szybkie numerki, Max?
Dotknąłem jej ramienia, ale zanim zdążyłem ją pokierować, położyła się na plecach na brudnej betonowej podłodze.
Spojrzałem jej w oczy, sięgnąłem pod spódnicę i chwyciłem za gumkę rajstop i bielizny. Zesztywniała, gdy zsuwałem materiał z nóg, lecz nie stawiała oporu. Wiedziała, że to jedyna szansa, by uchronić ją przed dotykiem Rosjan, a może nawet przed śmiercią. Oni nie zamierzają udawać.
Leżała nieruchomo, kiedy rozpiąłem i ściągnąłem swoje spodnie. Mój penis był wiotki, jednak nie potrzebowałem erekcji do tego, co planowałem. Przesunąłem się między gładkie nogi, podciągnąłem spódnicę, a następnie udawałem, że wchodzę w Sarę.
Zamknęła oczy, wyraźnie się krzywiąc. Nie wiedziałem, czy jej reakcja albo moje pchnięcia wypadły przekonująco. Nie mogłem się skupić. Krążyłem myślami wyłącznie wokół dwóch rzeczy: zabicia Jabby i naszej ucieczki. Te dupki zabrały mi nawet nóż, który miałem w małej kaburze przy kostce. Zostało mi do dyspozycji tylko własne ciało. Przez wiele lat trenowałem, aby uczynić je jak najbardziej śmiercionośnym, i pozostawało groźniejsze od wielu broni, ale potrzebowałem bliskiej odległości, by z niego skorzystać. Szloch Sary sprawił, że ponownie przeniosłem wzrok na nią.
Poczerwieniała na policzkach, a gdy ponownie pchnąłem, odwróciła wzrok. Moja naga skóra dotknęła wewnętrznej strony jej uda. Nie mogłem znieść myśli, że musiała przez to przechodzić.
– Masz mnie za głupca?
Zamarłem w połowie pchnięcia i spojrzałem przez ramię na Jabbę. Jego twarz zrobiła się purpurowa, a żyła na czole pulsowała.
– Twój kutas nawet nie dotknął tej dziewiczej cipki. Masz dwie minuty, żeby ją zerżnąć tak, jakbyś naprawdę tego chciał, albo wezwę swoich ludzi i pozwolę im się z nią bawić w każdy chory sposób, na jaki będą mieć ochotę. A niektórzy z nich to naprawdę zwyrodniali skurwiele, wierz mi. Po wszystkim wrzucę ją do klatki z niedźwiedziami albo lampartem. Na pewno okażą się głodne po długiej podróży.
– W porządku. Zrób to – wyszeptała Sara.
Spojrzałem na nią, ale zamknęła oczy i odwróciła twarz, jakby nie chciała na mnie patrzeć.
– No już, rozbieraj ją.
Sekundy mijały. Wszystko w moim wnętrzu buntowało się przeciwko temu, czego musiałem się dopuścić. Wyłączyłem myśli i zacząłem działać. Zerwałem dziewczynie spódnicę, zostawiając ją nagą od pasa w dół. Następnie zrzuciłem własne spodnie. Czy to uratuje ją przed gorszym losem? Czy pozostawałem lepszą opcją niż którykolwiek z dupków stojących w kolejce, aby ją zerżnąć? To było złe pod wieloma względami.
Głowa mi pulsowała, a penis nawet nie zbliżał się do stanu erekcji. Zamknąłem oczy, ignorując telefon nagrywający moje działania i wszystko wokół – nawet Sarę. Nie mogłem myśleć o jej przerażonych oczach, kiedy chciałem się podniecić.
Chwyciłem kutasa i zacząłem go gwałtownie masować, wyobrażając sobie wszystkie seksowne dziewczyny pieprzone w przeszłości. Nie miałem pewności, ile czasu zajęło mi doprowadzenie się do właściwego stanu. Śmiech Jabby w tle sugerował, że zbyt długo. Pieprzyć go. Pieprzyć to.
Kiedy już mi stanął, otworzyłem oczy i pożałowałem, że to zrobiłem, ponieważ widok Sary pod sobą, z opuszczonymi powiekami, czekającej, aż ją wezmę, prawie przegonił moją erekcję.
– Dziesięć sekund. Mało imponujące.
Nie wahałem się. Wziąłem głęboki wdech i pchnąłem tak głęboko, jak tylko pozwalało jej ciało. Wydała z siebie zduszony szloch, skrzywiła się z bólu i zacisnęła usta.
– To najnudniejszy seks, jaki kiedykolwiek widziałem. Obyś sprawił, że zacznie krzyczeć, bo inaczej poczuję się rozczarowany.
– A tego nie chcesz. – Jewgienij zaryczał śmiechem jak pawian.
Wbiłem się w nią ponownie, ale nie odwróciłem wzroku. Zasługiwałem na to, by zobaczyć ból i łzy na twarzy Sary, nawet jeśli mnie to dobijało. Zasługiwałem na coś znacznie gorszego.
Ogarnęło mnie odrętwienie, czułem jedynie szorstki beton pod palcami i cienką warstwę potu na czole. Kiedy w końcu zamknąłem oczy jak tchórz i wróciłem do sceny z wyimaginowaną kobietą, odniosłem wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Podczas treningu wytrzymywania tortur nauczyłem się przenosić myślami w inne miejsce. To swego rodzaju hipnoza pozwalająca przez długi czas ignorować ból. Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi użyć swoich umiejętności w takiej sytuacji.
Drzwi uderzyły o ścianę. Ktoś krzyknął po rosyjsku. Zrozumiałem tylko słowo „Włosi”, ponieważ słyszałem je wcześniej od żołnierzy Bratwy. Moja fantazja prysła i wróciłem do rzeczywistości.
– Szybko! – ryknął ten zwyrol.
Otworzyłem oczy, odepchnąłem Sarę i podniosłem się chwiejnie na nogi. Jabba, Jewgienij i trzeci mężczyzna wybiegli przez drzwi, przez które wcześniej weszli. Drugi z nich miał przy sobie telefon. Kilkukrotnie rzuciłem się na kraty, próbując je wyrwać i ich dogonić. W głowie dzwoniło mi od uderzeń. Krew tryskała mi z nosa i rany na głowie, ale nie przestawałem. Ból wydawał się cholernie przyjemny. Zasługiwałem na to. A nawet na więcej. Cała trójka zniknęła za wąskimi drzwiami na końcu korytarza. Znieruchomiałem, a w głowie dzwoniło mi z bólu. Kątem oka widziałem, jak Sara podniosła się do pozycji siedzącej. Miała łzy na policzkach i skrzywiła się z dyskomfortu, kiedy się poruszyła. Drzwi obok naszej celi otworzyły się z hukiem i kilku żołnierzy Famiglii wtargnęło do środka z wyciągniętą bronią.
Oczywiście Romero znajdował się wśród nich. Wypuściłem gwałtownie powietrze, odwróciłem się plecami do krat i opadłem na podłogę. Nadal byłem nagi od pasa w dół.
Usłyszałem dźwięk kluczy, a chwilę później Romero wszedł do celi.
Nie ruszyłem się z miejsca, gdzie leżałem na podłodze.
Wychwycił wzrokiem wszystko. Majtki i spódnicę Sary porzucone w kącie celi. Mój półnagi stan. To, jak ona skuliła się przy ścianie, przyciskając nogi do ciała, aby zachować skromność. Nie trzeba być geniuszem, żeby się domyślić, co zrobiłem. Nie powstrzymałbym Romero przed zasłużoną zemstą. Kurwa, przygotowałem się na kulę z jego ręki albo na tortury. Nie próbowałbym nawet uciekać w świat fantazji. Przyjąłbym ten ból.
Ktoś uklęknął przede mną. Przez chwilę myślałem, że to mój najlepszy przyjaciel Amo, ale blond włosy szybko mi uświadomiły, że to Valerio, jego brat.
– Wszystko w porządku?
Spojrzałem na niego.
– Po tym, jak z litości wpakujesz mi kulkę w łeb, wszystko będzie dobrze.
Zmrużył oczy i rzucił mi spodnie. Na jego twarzy nie ujrzałem śladu współczucia. Pozostawał Vitiellim na wskroś. Współczucie nie wpisywało się w ich naturę.
– Ubierz się. Musimy iść. Mój ojciec ma mnóstwo pytań.
Włożyłem spodnie, a potem pozwoliłem mu pomóc sobie wstać. Spojrzałem na Sarę. Romero obejmował ją ramieniem. Była już ubrana, ale nie patrzyła w moją stronę, gdy wyprowadzał ją z celi. On też nie, choć podejrzewam, że z zupełnie innych powodów. Prawdopodobnie nie chciał zabić mnie na oczach swojej wstrząśniętej córki. Patrzyłem, jak opuszczają magazyn, a potem wyszedłem z celi za Valerio.
– Złapaliście któregoś z Rosjan? – zapytałem.
– Jednego. Strażnika.
– Nie Jabbę.
– Nie.
Skinąłem głową. Może Luca pozwoli mi pomóc im w polowaniu na tego sukinsyna i jego ludzi w ramach ostatniej służby. Wiedział, jak dobrze wykonuję swoją pracę. Na pewno nie zrobiłby tego z dobroci serca.
***
Valerio zabrał mnie do miejsca spotkań na Brooklynie. Dotarliśmy tam jako pierwsi. Skóra mnie swędziała, a głowa pulsowała niemiłosiernie, ale nic nie powiedziałem. Marzyłem o wzięciu prysznica.
Razem z Valerio poszliśmy do pokoju wykorzystywanego czasem do spotkań. Usiadłem na jednym z drewnianych krzeseł.
– Lekarz jest w drodze, żeby cię zbadać.
Pokręciłem głową.
– Niech zajmie się Sarą.
– Myślę, że Romero i Liliana zabiorą ją do lekarki.
Skinąłem i opuściłem wzrok na swoje stopy.
Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Odgłos ciężkich kroków dwóch osób rozległ się po pokoju. Rozpoznałem je. Wstałem na nogi i zmusiłem się, żeby podnieść spojrzenie, bo nie chciałem zachowywać się jak pieprzony tchórz. Amo i Luca się zbliżyli. Jaki ojciec, taki syn: szare oczy, czarne włosy. Choć mina Luki wyrażała gniew, Amo wydawał się pozbawiony wszelkich emocji. Przez chwilę rozmawiali ze sobą cicho.
Nie zdziwiło mnie, że skrywali tajemnice.
Kiedy kumpel w końcu do mnie podszedł, wyglądał na mocno wkurzonego. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi przez połowę naszego życia. Zawsze wiedziałem, że tylko coś naprawdę poważnego mogłoby to zmienić.
Położył mi rękę na ramieniu.
– Ci dranie się przeliczyli. Motocykliści nie zwyciężyli i nie zwyciężą.
Po skołowaniu nadeszło zaskoczenie, a wtedy wszystko do mnie dotarło.
– Filmik?
Skinął głową z powagą. Szukał szarymi oczami moich. Ilu z nich już widziało to, co się wydarzyło?
– Wysłali go mojemu ojcu, mnie i kilku innym osobom.
– Nie opublikowali go w mediach społecznościowych?
– Jeszcze nie. Ukrywają się. Może da nam to trochę czasu.
– Muszę wiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło. Każdy pieprzony szczegół – powiedział Luca.
W tym momencie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Romero, a za nim Flavio i Matteo. Ten ostatni, jako doradca, znał zapewne każdy szczegół wydarzeń.
– Chcę tam być – zastrzegł stanowczo Romero.
– Ja też – zgodził się Flavio.
Żaden z nich nie spojrzał w moją stronę. Rysy ich twarzy, włosy, a nawet kolor oczu przypominały mi Sarę, przez co z trudem na nich patrzyłem.
Luca zmarszczył brwi, ale po chwili skinął głową. Matteo zerknął na mnie tylko na chwilę, po czym dołączył do bossa.
Amo nadal stał obok, nawet gdy inni ustawili się przede mną jak sędziowie na rozprawie. Chciałem zapytać o Sarę. Musiałem wiedzieć, czy wszystko z nią w porządku, przynajmniej na tyle, na ile to możliwe, lecz słowa utknęły mi w gardle. Zamiast tego zwróciłem się do Ama:
– Powinieneś do nich dołączyć.
– Stoję przy tobie, bo wygląda na to, że potrzebujesz wsparcia.
– Obejrzałeś film?
– Wiem, co się wydarzyło.
– Nie wiesz, bo inaczej nie stałbyś przy mnie. Obejrzyj go.
Zmarszczył brwi.
– Nie zrobię tego. Nie muszę.
Luca przeczesał włosy palcami i posłał mi groźne spojrzenie. Nie odwróciłem wzroku. Byłem gotowy zaakceptować wszelkie następstwa jego decyzji. Zazwyczaj nie poddawałem się bez walki, ale w tym przypadku…
– Aby natychmiast wymierzyć zemstę, musimy zdobyć wszelkie informacje, najprędzej, jak to, kurwa, możliwe – oświadczył boss.
W jego głosie dało się usłyszeć ledwo powstrzymywaną wściekłość. Wyglądał na bardziej rozjuszonego od Romera i Flavia. Żaden z nich nie słynął z wybuchów agresji, chyba że wymagała tego sytuacja, ale napięte mięśnie ciała i zaciśnięte usta wskazywały, że pod powierzchnią krył się potok emocji, gotowy do eksplozji.
– Powiem ci wszystko, co wiem, żebyś mógł wybrać odpowiednią karę. Zanim jednak podejmiesz decyzję, chciałbym porozmawiać z rodziną. – Mój głos wydawał się spokojny i beznamiętny, a wnętrze odzwierciedlało ten ton.
Czułem się odrętwiały. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego stanu, mimo wielu brutalnych czynów, których musiałem dokonać w imieniu Famiglii.
Luca wypuścił powoli powietrze, po czym spojrzał na Romera i Flavia.
– Wiem, że sytuacja jest trudna i emocje biorą górę. – Zrobił krótką pauzę i zwrócił się do mnie: – Nie udało ci się ochronić Sary i siebie przed schwytaniem. To jedyne, co, moim zdaniem, zasługuje na karę. To, co stało się potem… – przeniósł wzrok na Romera, który wpatrywał się w niego z udręką w oczach – … stało się, ponieważ nie miałeś wyboru.
Pokręciłem głową, niepewny, czy mnie zrozumiał.
– Powinienem był ją zabrać – mruknął Flavio. – Ochroniłbym ją. – W jego głosie zabrzmiało oskarżenie, a kiedy w końcu nasze spojrzenia się spotkały, ujrzałem je również w oczach mężczyzny.
Nie miałem pewności, czy to prawda. O ile dobrze pamiętałem, znajdowało się tam zbyt wielu wrogów. Nie ulegało jednak wątpliwości, że to ja stałem się celem Bratwy, a Sara jedynie przypadkową ofiarą.
– Albo nie, a wtedy znalazłbyś się w tragicznej sytuacji, w której musiałbyś zrobić swojej siostrze to, do czego zmuszono Maxa – wtrącił stanowczo Amo.
Nadal stał przy mnie. Czułem się mu dozgonnie wdzięczny za lojalność.
Flavio skrzywił się z obrzydzeniem.
– Nigdy bym nie…
– Pozwoliłbyś Rosjanom ją skrzywdzić? – przerwał mu Amo.
– A ty zerżnąłbyś Marcellę, gdyby Motocykliści was porwali?
Mężczyzna napiął całe ciało, a jego twarz przybrała kamienny wyraz. Luca wyglądał, jakby miał zaraz odejść od zmysłów. Jabba skutecznie zasiał niezgodę. Może nie był tak głupi, jak mi się wydawało. W kwestii brutalnych czynów wykazał się większą kreatywnością, niż się spodziewałem.
Matteo skrzyżował ramiona i popatrzył na mnie ze stoickim spokojem. Do tej pory zachowywał się dziwnie milcząco. Brak żartów z jego strony i fakt, że nie zadbał o perfekcyjną fryzurę jak model z wybiegu, sugerowały, że sytuacja nie mogła stać się gorsza.
– Ta dyskusja prowadzi nas donikąd. Maximus nie jest spokrewniony z Sarą i zrobił to, co konieczne w tej kurewsko gównianej sytuacji. Nawet Sara to wiedziała. Słyszałeś, co mu powiedziała.
Słysząc jej imię, przełknąłem ślinę.
– Jak ona się czuje? – wykrztusiłem ochrypłym, niskim głosem, a każde słowo drapało w gardle. Być może tak właśnie czuł się tata, kiedy mówił.
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał. Może nie zasługiwałem, by wiedzieć.
– Liliana zabrała ją do lekarza. Czuje się dobrze… fizycznie – odparł cicho Romero.
Patrzył na mnie brązowymi oczami z powściągliwością.
Skinąłem głową.
– Dziękuję, że mi powiedziałeś.
Zawsze darzyłem tego faceta ogromnym szacunkiem. Był lojalnym i niezwykle doświadczonym członkiem mafii. Dzisiaj zacząłem go podziwiać jeszcze bardziej. Utrzymanie spokoju w takiej sytuacji nie mogło okazać się łatwe. Gdyby nasze role się odwróciły, już dawno zabiłbym go w przypływie gniewu.
Drzwi otworzyły się gwałtownie. Wszedł tata. Kiwnął tylko głową w stronę pozostałych i podszedł do mnie. Niewiele dało się wyczytać z jego wyrazu twarzy. Zawsze mnie wspierał, ale nie miałem pewności, co czuje dzisiaj. Wiele osób twierdziło, że nie tylko wyglądam jak on – ciemne włosy, wysoka sylwetka i bursztynowe oczy – lecz także mam podobny charakter. Chwycił mnie za ramię i spojrzał w oczy. Zacisnął mocniej palce i skinął lekko głową.
– Jestem tutaj.
Poczułem kłucie w sercu. W odpowiedzi pochyliłem się z wdzięcznością. Nie byłem typem człowieka, który potrafił wyrazić słowami, jak wiele to dla mnie znaczyło. A on nie był typem, który lubił słuchać wzruszających wyznań.
– Musimy się zastanowić, w jaki sposób chcemy się zemścić. To teraz najważniejsze. Nie cofniemy tego, do czego doszło, ale możemy zadbać, aby każdy skurwysyn biorący w tym udział dostał to, na co zasługuje – oznajmił Amo.
Luca przytaknął.
– Zemsta to nasz główny cel. Stanie się to naszą pierwszą myślą rano i ostatnią wieczorem. Nie obchodzi mnie, ile może kosztować, żeby zabić każdego skurwiela, który brał w tym udział.
Romero spojrzał mi w oczy.
– Chcę, żebyś pomógł mi się zemścić. Jesteś jednym z najlepszych, gdy chodzi o polowanie i tortury.
Coś ścisnęło mi się w piersi.
– Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zapewnić Sarze i twojej rodzinie zemstę, na co zasługujecie. Nie spocznę, dopóki każdy skurwysyn z Bratwy żyjący w tym mieście nie umrze najboleśniejszą śmiercią, jaką można sobie wyobrazić.
Ojciec skinął głową.
– Odegramy się. To będzie brutalna i bezlitosna zemsta.
– Musimy też im uświadomić, że nie jesteśmy łatwym łupem tylko dlatego, że mamy wrogów na każdym pieprzonym rogu – rzucił groźnie Amo. Nie zgadzał się z decyzją ojca, by zaatakować Camorrę i uczynić ją kolejnym przeciwnikiem. – Właśnie dlatego wybrali ten moment na atak. Myślą, że zostaliśmy osłabieni zbyt wieloma wojnami.
Na twarzy Luki malowała się wściekłość. On i Amo już wcześniej spierali się w tej sprawie. Nie miałem pewności, czy Amo miał rację, że Rosjanie zaatakowali, ponieważ mieliśmy kolejnego wroga w Camorze.
– Nie jesteśmy słabsi niż wcześniej. Camorra nigdy nie pomagała nam w sprawach dotyczących naszego terytorium.
– Ale nie możemy skupić się na Bratwie tak jak wcześniej, ponieważ teraz musimy uważać na siebie. Remo w końcu zaatakuje.
– On nie jest teraz moim pieprzonym zmartwieniem. Gdybyś nie zaczął niczego z Gretą, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
– Nie obchodzi mnie, co do tego doprowadziło – warknął Romero. – Obchodzi mnie wyłącznie moja córka, a ona cierpi za niewinność. Chcę zemsty, i to jak najszybciej. To nie pomoże Sarze, ale jeśli to jedyne, co mogę teraz zrobić, niech tak się stanie.
Skinąłem głową. Nie mogłem cofnąć tego, co się stało, ale zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, aby zabić Jabbę i jego ekipę. To nie sprawiłoby, że dziewczyna by mi wybaczyła, zresztą nie odważyłbym się nigdy jej o to prosić.
