Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Biuro matrymonialne premium. Tysiące euro. Intercyza. Zero uczuć, zero seksu, zero komplikacji. Tyle mówiła umowa. Tyle tylko, że rzeczywistość nigdy nie trzyma się scenariusza.
On – syn potentata kosmetycznego imperium K Beauty, utracjusz z historią skandali, narkotyków i jednej bardzo publicznej nocy z kimś, kto mu chce bardzo zaszkodzić.
Ona – doktorantka biotechnologii, która właśnie odkryła pornografię w koszu komputera swojego byłego i postanowiła, że dość przypadkowych związków.
„Po dwóch stronach lustra” to romans obyczajowy o cenie prawdy, sile bliskości i o tym, że czasem największy skandal to zwyczajnie… kochać naprawdę.
Alicja nigdy nie wierzyła w bajki o idealnej miłości. A jednak podpisała kontrakt na małżeństwo z mężczyzną, którego ledwo znała.
Gdy Adam wprowadza Alicję do rodzinnej willi na Wilanowie, ojciec patrzy na nią jak na upragnioną synową, a młoda macocha – jak na wroga numer jeden. Gdy Alicja wchodzi do laboratorium K Beauty i w kilka godzin rozwiązuje problem, nad którym zespół męczył się miesiącami, wszyscy zaczynają widzieć w niej ducha zmarłej matki Adama. A kiedy w końcu zostają sami – za zamkniętymi drzwiami, bez fleszy i bez publiki – okazuje się, że najtrudniej jest udawać, że nic do siebie nie czują. Między kontraktem a prawdziwą miłością jest tylko jedno lustro. Pytanie, po której stronie chcesz stanąć.
Projekt okładki: Olga Bołdok.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 137
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Paweł Jurek
PO DWÓCH STRONACH LUSTRA
Wydawnictwo Estymator
www.estymator.net.pl
Warszawa 2026
ISBN: 978-83-68790-16-0
Copyright © Paweł Jurek
E-book zgodny z Europejskim Aktem Dostępności EAA
Motto:
Dla wszystkich, którzy kiedyś patrzyli w lustro i widzieli po drugiej stronie kogoś, kim chcieli się stać. Dla tych, którzy uwierzyli, że prawdziwa miłość nie przychodzi z kontraktem – tylko z odwagą, by go podpisać sercem.
Spis treści
Rozdział 1. Odkrycie
Rozdział 2. Dno
Rozdział 3. Cienie przeszłości
Rozdział 4. Imperium w lusterku
Rozdział 5. Matka
Rozdział 6. Rada przyjaciela
Rozdział 7. Kolacja z propozycją
Rozdział 8. Sny
Rozdział 9. Perspektywa Adama
Rozdział 10. Zgoda
Rozdział 11. Pierwsze starcie
Rozdział 12. Podejrzenia
Rozdział 13. Cienie macochy
Rozdział 14. Irmo
Rozdział 15. Zwykły dzień
Rozdział 16. Alicja przed Adamem
Rozdział 17. Zaproszenie
Rozdział 18. Reakcja Adama
Rozdział 19. Patrycja
Rozdział 20. Plan Patrycji
Rozdział 21. Spotkanie z Irmo
Rozdział 22. Burza Adama
Rozdział 23. Pożegnanie z uczelnią
Rozdział 24. Reakcja Adama
Rozdział 25. Gniew Patrycji
Rozdział 26. Pierwsze zadanie
Rozdział 27. SMS
Rozdział 28. W jego świecie
Rozdział 29. Sława
Rozdział 30. Magda
Rozdział 31. Mama
Rozdział 32. Piekło bliskości
Rozdział 33. Męski weekend
Rozdział 34. Odrzucenie
Rozdział 35. Sprawdzenie
Rozdział 36. Ucieczka do matki
Rozdział 37. Reakcja Adama
Rozdział 38. Reakcja Leonarda
Rozdział 39. Przyjazd Adama
Rozdział 40. Rozmowa
Rozdział 41. Prawda
Rozdział 42. Triumf Patrycji
Rozdział 43. Zbliżenie
Rozdział 44. Pierwsza noc
Rozdział 45. Poranek
Rozdział 46. Konflikt
Rozdział 47. Nowe początki
Rozdział 48. Pierwszy mecz
Rozdział 49. Ostatni cios Patrycji
Rozdział 1. Odkrycie
Alicja nigdy nie uważała się za pruderyjną. Widziała w życiu sporo – zarówno na ekranie, jak i w rzeczywistości – i wiedziała, że mężczyźni mają swoje potrzeby. Ale kiedy opróżniała kosz na komputerze Piotra i jej wzrok zatrzymał się na tytułach kilku plików, które właśnie tam wylądowały, poczuła, jak coś w niej pęka.
Nie chodziło o samą pornografię. Chodziło o to, że Piotr nigdy nie powiedział ani słowa. Zero rozmowy, zero żartu, zero „wiesz, czasem sobie włączam”. Nic. Jakby to była wstydliwa tajemnica, którą trzeba ukrywać przed dziewczyną, z którą spędza się noce. Jakby ona miała być tą czystą, nieskalaną wersją kobiety, a on – tym, który w samotności oddaje się czemuś, o czym nie wolno wspomnieć.
Zamknęła laptopa mocniej, niż zamierzała. W kuchni coś skwierczało – Piotr przygotowywał bakłażany z parmigiano, jak obiecał. Zapach był obłędny, ale Alicja nagle straciła apetyt.
– Skończyłaś? – zawołał z kuchni wesoło.
Nie odpowiedziała. Wzięła torebkę, włożyła buty i wyszła, cicho zamykając drzwi. Na klatce schodowej dopiero odetchnęła. Telefon zawibrował – wiadomość od niego: „Gdzie jesteś? Bakłażany czekają :)”.
Zablokowała numer. Po raz setny otworzyła aplikację randkową, przytrzymała ikonkę i przesunęła do kosza. Koniec na dziś.
W drodze do domu kupiła sobie kebaba u Syryjczyka na rogu Senatorskiej i usiadła na ławce w parku Saskim. Było zimno, styczeń, ale przynajmniej nikt nie pytał, dlaczego je samotnie.
Następnego dnia Magda, jej przyjaciółka z biotechnologii, nie zostawiła jej wiele czasu na żale.
– No i co, znowu się rozstałaś? – zapytała Magda, mieszając latte w campusowej kawiarence. – Idealizujesz ich, bo tata cię zostawił, a potem się rozczarowujesz, że są… no właśnie, mężczyznami. To klasyczna pułapka patriarchatu.
Alicja przewróciła oczami.
– Magda, proszę cię. Nie każdy facet, który ogląda porno, jest od razu produktem patriarchatu.
– Ale żaden z nich nie rozmawia o tym otwarcie – odparła Magda z przekonaniem osoby, która przeczytała wszystkie ważne książki na ten temat. – Słuchaj, to jak z tymi wszystkimi romansami, które czytasz: on jest tajemniczy, ona naiwna, a na końcu okazuje się, że to tylko maska. A ty co? Wpadasz w to po uszy.
– Może lubię maski? – odparowała Alicja z błyskiem w oku. – Przynajmniej pod nimi jest coś do odkrycia, a nie tylko latte z sojowym mlekiem i manifesty feministyczne.
Magda roześmiała się, mimo wszystko. – Wiesz co? Mam dla ciebie coś idealnego. Warsztaty w Pracowni Oddechu w Zwierzyńcu. Jeszcze jedno miejsce. Tylko pięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć.
– Pięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych za tydzień oddychania? – Alicja uniosła brew. – Dzięki, ale mówię pas. Oddycham za darmo, a za te pieniądze mogę kupić sobie nowe laboratorium.
Magda westchnęła teatralnie i wyciągnęła z plecaka książkę w miękkiej okładce.
– Przynajmniej to przeczytaj. „Kobiece fantazmaty jako droga do zatracenia”. Otworzy ci oczy.
Alicja wzięła książkę, głównie po to, żeby zakończyć temat. Wiedziała, że Magda lubi ją – nie tylko jako przyjaciółkę – i czuła się z tym trochę niezręcznie. Ale nie zamierzała się zmieniać. Lubiła mężczyzn. Lubiła ich zapach, ich ramiona, ich śmiech. Lubiła czuć się przy nich mała i bezpieczna, nawet jeśli potem okazywało się, że bezpieczeństwo było iluzją.
Tydzień później dostała zaproszenie, którego się nie spodziewała. Doktor Sabina Kozak, promotorka kilku jej koleżanek z roku, organizowała wieczór panieński. Alicja znała Sabinę słabo – głównie z seminariów – ale miejsce brzmiało kusząco: Long Bar w Raffles Europejskim.
Poszła.
Hotel pachniał luksusem – dyskretnym, niekrzykliwym. Za barem przystojni barmani mieszali gin z tonikiem w dziesiątkach wariantów. Przy stolikach siedzieli ludzie, którzy wyglądali, jakby właśnie wrócili z zakupów na Moliera 2. Alicja w swojej czarnej sukience z Zary nagle poczuła się trochę zbyt skromnie, ale kilka drinków później przestało jej to przeszkadzać.
Narzeczony Sabiny podwiózł ją pod hotel – wysoki, zadbany, z lekką siwizną na skroniach. Nie w typie Alicji, ale obiektywnie mógł się podobać.
– Skąd go wytrzasnęłaś? – zapytała Alicja, kiedy już były same przy stoliku.
Sabina się roześmiała.
– Z biura matrymonialnego. Premium. Nazywa się „BelleMarriage”. Zero Tindera, zero scrollowania w piżamie. Tylko mężczyźni z klasą, którzy wiedzą, czego chcą.
– Brzmi jak agencja towarzyska dla bogatych – zażartowała Alicja, popijając gin. – A co, jeśli trafisz na wilka w owczej skórze?
– Wilki w owczych skórach są w Tinderze – odparowała Sabina z błyskiem w oku. – Tutaj przynajmniej sprawdzają konta bankowe.
- I to działa?
– Zobaczysz za pół roku – Sabina pokazała pierścionek. – Ale już wiem, że tak.
Następnego ranka, jeszcze z lekkim kacem, Alicja wpisała nazwę w wyszukiwarkę. Biuro miało stronę elegancką, bez tandetnych serduszek. „Dla osób o wyższych wymaganiach”. „Oszczędność czasu”. „Dyskrecja”.
Zadzwoniła. Umówiła się na spotkanie tego samego dnia.
Biurowiec na Placu Europejskim lśnił szkłem i stalą. W poczekalni podano jej prosecco w wysokim kieliszku. Alicja usiadła na skórzanej sofie i zaczęła się zastanawiać, ile par trzeba zeswatać, żeby płacić czynsz za takie miejsce.
Pani Irmina, właścicielka, wyglądała jak połączenie Dody z luksusową wersją samej siebie – opalona, szczupła, w idealnie skrojonej garsonce. Alicja od razu poczuła lekką nieufność, ale kobieta okazała się zaskakująco inteligentna. Zadawała pytania precyzyjne, czasem zbyt osobiste, ale zawsze z klasą.
– A czego pani szuka w mężczyźnie? – zapytała Irmina, notując coś w eleganckim notesie.
– Kogoś, kto nie ukrywa pornografii w koszu – odparła Alicja z sardonicznym uśmiechem. – I może kogoś, kto wie, że życie to nie tylko bakłażany z parmigiano.
Irmina uniosła brew, ale się roześmiała. – Szczerze. Lubię to.
Potem była sesja zdjęciowa – długa, męcząca, ale profesjonalna. Żadnych póz w bieliźnie, na szczęście, bo tego dnia Alicja miała na sobie najmniej seksowną bieliznę w swojej szafie.
Na koniec rozmowa o pieniądzach.
– Roczny abonament to tysiąc euro – powiedziała pani Irmina spokojnie. – Plus dwa tysiące kaucji, zwracanej, jeśli w ciągu roku nie znajdzie się odpowiedni kandydat.
Alicja przełknęła ślinę. To była spora suma. Ale miała oszczędności po stypendium naukowym i premii z ostatniego projektu. I nagle zrobiło jej się głupio wycofywać. Zapłaciła Blikiem, zanim zdążyła się rozmyślić.
Wyszła z biura z lekkim zawrotem głowy. Co ona najlepszego zrobiła? Tysiące euro za nadzieję, że ktoś inny znajdzie jej miłość?
Telefon zadzwonił tego samego wieczora.
– Pani Alicjo – głos pani Irminy był ciepły i pewny. – Mam dla pani pierwszą propozycję. Jutro wieczorem, jeśli pasuje. Bardzo obiecujący kandydat.
Alicja stała przy oknie swojego małego mieszkania na Mokotowie, patrząc na światła miasta.
– A jeśli to będzie kolejny Piotr? – zapytała, półżartem.
– Proszę mi zaufać – odparła Irmina. – Ten jest inny. Pasuje?
– Pasuje – powiedziała, zanim zdążyła się zawahać.
Odłożyła telefon i uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Może tym razem będzie inaczej.
Rozdział 2. Dno
Adam otworzył oczy i natychmiast tego pożałował. Głowa pulsowała jak po wybuchu granatu, a świat wirował w rytmie, który przypominał mu najgorsze afterparty w Sopocie. Leżał na czymś miękkim – łóżko? Kanapa? – w pokoju, którego nie poznawał. Ściany pokryte były plakatami z koncertów drag queen, a na stoliku obok stała butelka szampana, pusta, z dwoma kieliszkami. Jeden z nich miał ślad szminki. Czerwonej, krzykliwej.
– Co do cholery... – wymamrotał, siadając ostrożnie. Gardło miał suche jak papier ścierny, a w ustach smak, który mógł być mieszanką wódki, kokainy i czegoś, co nie powinno być w ludzkim organizmie.
Obok niego, na poduszce, leżał telefon. Nie jego. Ekran migał powiadomieniami. Adam sięgnął po niego odruchowo, ale zanim zdążył go dotknąć, drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem.
KONIEC BEZPŁATNEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI
