Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
184 osoby interesują się tą książką
Po śmierci ukochanego ojca Ashley Davis nie może liczyć na wsparcie najbliższej rodziny. Matka wraz z bratem wyjeżdżają z miasta, zostawiając osiemnastolatkę zupełnie samą. Jedynym wsparciem dziewczyny stają się Skyler i Weston – najlepsi przyjaciele, którzy towarzyszą jej w najtrudniejszych chwilach.
Po dwóch latach nieobecności do Denver wraca Brandon Evans, chłopak owiany złą sławą. Ashley szybko się przekonuje, że czas nie zmienił go ani trochę. Nadal jest nieprzewidywalny i niebezpieczny.
Dodatkowo Brandon skrywa bolesną tajemnicę związaną z przeszłością Westona. Wszystko wskazuje na to, że jego powrót to nie przypadek, a Ashley może stać się jego kolejnym celem.
Jak wiele w życiu dziewczyny zmieni ponowne pojawienie się Brandona?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 319
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Katarzyna Wiśniewska
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Łakuta-Rudzka
Korekta: Karina Przybylik, Wiktoria Garczewska, Martyna Góralewska
Skład i łamanie: Paulina Romanek
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-878-1 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Miłości pragnął chyba każdy człowiek na tej planecie, choć większość z nas tak naprawdę nie znała prawdziwej definicji tego słowa. Nie wiedzieliśmy, czy była warta poświęceń, nieprzespanych nocy, cierpień i tego uczucia pustki, które nieustannie kłuło serce małymi igiełkami.
Moje życie szybko zamieniło się w pustą i nic nieznaczącą egzystencję, gdy straciłam swoją definicję miłości. Znalazłam powody, dla których wstawałam z łóżka, choć tak naprawdę mentalnie wcale go nie opuszczałam. Byłam tylko ja, wschodzące słońce i kolejna paczka papierosów, która stała się moim kompanem do życia od kilku dni. Czasami ciało zadrgało na znajomy już odgłos krzyków dochodzących z kuchni, gdzie szesnastoletni brat kłócił się z mamą. Nie zdołałam doszukiwać się powodów tych sprzeczek, bo stały się nieodłącznym elementem mojej codzienności. Może właśnie tak odreagowywali tę chorą sytuację, ale tylko „może”, bo nie zamieniłam z nimi słowa od kilkudziesięciu godzin. Zupełnie jakbyśmy się wzajemnie nie potrzebowali, choć uczeni psycholodzy z pewnością sądzili inaczej.
Cała nasza trójka była samolubna, ale to ja zajmowałam w tym konkursie pierwsze miejsce. Zamknęłam się w swojej jaskini na dobre kilka dni, mając totalnie gdzieś, co czują inni. Nie pytałam, nie rozmawiałam, nawet na nich nie patrzyłam… bo to w jakiś sposób dzięki temu wydawało się łatwiejsze do zniesienia, a oni po prostu odpłacili mi się tym samym. I choć nie miałam prawa mieć do nich o to pretensji, to jak na prawdziwą egoistkę przystało… gdzieś w głębi kryłam żal do mamy i brata. Nie panowałam nad tym, co myślałam i czułam albo jak powinnam myśleć i czuć. Straciłam nad tym kontrolę.
Bo jak miałam się zachowywać, skoro tak niedawno ojciec umarł mi na rękach?
Minęło dziesięć dni, co do godziny, odkąd nie opuściłam progu swojego pokoju. Szkoda, że nikt wcześniej nie powiedział mi, że to może tak bardzo boleć i że tak bardzo zatracę siebie w tym wszystkim. Nie byłam już tą samą Ashley Davis, która kochała życie. Teraz przypominałam ją tylko z wyglądu, a cała reszta zniknęła nieodwracalnie. Chciałam o siebie zawalczyć, póki miałam jeszcze siłę, więc wróciłam do rzeczywistości pozbawionej kolorów… ale wróciłam. Zebrałam się na odwagę, by włączyć telefon, jednak szybko zrezygnowałam z odczytywania wiadomości, które – jak można się było spodziewać – okazały się dość przytłaczające. Tata odszedł nagle. Bez pożegnania. Tak po prostu, z dnia na dzień już go nie było, a ja musiałam iść dalej i chyba to wydawało się najbardziej przerażające w tej nowej rzeczywistości.
Promienie słoneczne przebijające się przez okno delikatnie padały na moją bladą twarz. Długo jeszcze siedziałam na łóżku, zanim zdecydowałam się wstać i wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Chłodna woda uderzyła w delikatną skórę z impetem. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio się kąpałam. Bałam się, że zmyję z siebie jego ostatni dotyk i zapach, a gdy w końcu przyszedł na to czas… nie okazało się to tak trudne, jak myślałam. Mocno szorowałam ciało, chcąc zacząć żyć na nowo. Pozbyć się wszystkiego, co stare i trudne. Chciałam, by te wszystkie flegmatyczne emocje odeszły w niepamięć. Pragnęłam zaczerpnąć świeżego powietrza, zaznać prawdziwego życia raz jeszcze.
Wyszłam spod prysznica, owijając się ręcznikiem. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam okropnie. Sińce pod oczami, włosy wypadające garściami przez znikome ilości jedzenia i obojczyki, które wyglądały tak, jakby zaraz miały przebić się przez skórę. Pokręciłam tylko głową i zaczęłam suszyć brązowe kosmyki, niegdyś tak gęste, że żaden fryzjer nie chciał podjąć się strzyżenia. Teraz, choć wciąż sięgały do piersi, mogłam je złapać w jedną dłoń.
Przeciągnęłam rzęsy tuszem i włożyłam wcześniej zgarnięte z podłogi ubrania. Czarne rurki i tego samego koloru bluza przywołały wspomnienie, na które uśmiechnęłam się ledwo zauważalnie.
– Tato, czemu zawsze nosisz czarne ubrania? To smutna barwa, bez wyrazu.
– Wcale nie. Barwy, które nosimy, często nas odzwierciedlają, poza tym czarny zawsze będzie elegancki, cukiereczku.
Do dziś pamiętałam, jak bawiliśmy się w noski-eskimoski. Kiedyś się tego wstydziłam, gdy zwykł robić to przy moich znajomych. Teraz oddałabym wszystko za ten gest, a to niestety już nigdy nie wróci.
Starałam się jednak odrzucić negatywne myśli. Bez śniadania wyszłam z domu i wsiadłam do czarnego Mercedesa, którego dostałam w prezencie od taty. Wszystko mi o nim przypominało, ale to były dobre wspomnienia i choć na chwilę wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Ten jednak szybko zniknął, gdy dojechałam pod szkołę.
Wcale nie chciałam tam wchodzić, ale wiedziałam, że w jakiś sposób to okaże się dla mnie dobre. Potrzebowałam innej przestrzeni niż dom, pokój i cisza, ale całe miasto wiedziało, jaka tragedia mnie spotkała. Wyjęłam czerwone Marlboro i siedząc w samochodzie, odpaliłam papierosa, chcąc jakkolwiek się na to przygotować. Na te obleśne wytykanie palcami, krępujące spojrzenia i szepty za moimi plecami. Chyba po raz pierwszy miałam zostać zauważona przez innych. Cóż, bardzo to było pocieszające.
– Ashley! Ash! – Usłyszałam wołanie, jak tylko wysiadłam i zamknęłam drzwi samochodu.
Przestałam myśleć i tak po prostu stałam wciąż odwrócona plecami do przyjaciół, których od razu poznałam po głosie. Czułam, jak dwie pary oczu wywiercały we mnie dziurę, aż w końcu odważyłam się na nich spojrzeć.
– Och, cześć – powiedziałam słabo. Zapomniałam, że pierwsze miejsce w konkursie na egoistę zajęłam również w tej kategorii, i było mi za to cholernie głupio. Unikałam patrzenia im w oczy, nie miałam odwagi skonfrontować się z tą dwójką. – Skyler, Weston. Dobrze was w końcu zobaczyć, ja…
Nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo szybko zamknęli mnie w szczelnym uścisku, który od razu odwzajemniłam.
– Nie musisz nic mówić. Jesteśmy po prostu… szczęśliwi, że wróciłaś.
Skyler złapała mnie za ramiona i lekko potrząsała, jakby nie wierzyła, że to naprawdę ja. Weston podzielał jej energię, na co lekko się uśmiechnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że tęskniłam za tymi głuptasami.
– Ale, proszę, nigdy więcej nie znikaj w ten sposób. Chociaż daj znać, że żyjesz.
Moje zachowanie było poniżej jakiejkolwiek normy. Wymagałam wsparcia od bliskich i miałam do nich żal, że go sobie nie okazaliśmy, a najlepszych przyjaciół odtrącałam, chociaż to oni byli moim jedynym oparciem.
– Nie chciałam was ignorować, tylko…
– Wiemy.
Odpowiedzieli jak w chórku, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Skyler wciąż trzymała moje ramiona, jakbym miała za chwilę odlecieć. Odsunęłam się parę kroków, by wydostać się z uścisku.
– Jest okej. Staram się, by tak było – powiedziałam szczerze, nie wiedząc nawet, czy te słowa adekwatnie opisywały mój stan.
Przyjaciele patrzyli na mnie tak, jak nie chciałam, by to robili. Jak na ofiarę, która musi ułożyć sobie życie na nowo. Nieważne, czy to prawda, czy też nie. Nie chciałam, by ktokolwiek tak mnie postrzegał.
– Nie patrzcie tak…
– Co?
– Stop, serio – odparłam, lekko zdenerwowana. – Doceniam troskę i wiem, że macie dobre intencje, ale nie chcę się skupiać na tej jednej rzeczy. Wystarczy, że w domu muszę o tym myśleć. Nie chcę tego tutaj i nie chcę tego przy was.
Oboje pokiwali głowami, ale wciąż dostrzegałam ich zakłopotanie.
– Więc? – zapytałam, biorąc Skyler i Westona pod ramię. – Dokąd idziemy? Co mamy pierwsze?
– Moje piękne panie, gotowe na matematykę? – Chłopak od razu podłapał moją aluzję, za co podziękowałam mu w myślach.
– Za tym akurat nie tęskniłam.
Weszliśmy do środka i ruszyliśmy jednym z głównych korytarzy. Mocno zaciskałam dłonie na ramionach przyjaciół. Właśnie rozpoczęło się piekło. Szepty i palące spojrzenia, które ignorowałam, znalazły lukę w mojej barierze i jakoś przedarły się do mnie, powodując złość i wkurzenie. Chowałam to w sobie na tyle, na ile mogłam. Sztucznie się uśmiechałam, starając się nie nawiązać z nikim kontaktu wzrokowego. Odnosiłam wrażenie, że jestem w jakiejś iluzji, a ci ludzie stojący przy szafkach w kółko odtwarzali tę samą scenę.
Odetchnęłam z ulgą, gdy weszliśmy do klasy. Co prawda tutaj też napotkały mnie te spojrzenia, ale było ich znacznie mniej. Tyle mogłam znieść. Usiadłam razem ze Skyler, która zaczęła opowiadać mi o swoich ostatnich dniach. Cieszyłam się, że rozmawiała ze mną normalnie. Nie zniosłabym, gdyby robiła ze mnie ofiarę, na co nie mogłam sobie pozwolić. To fałszywe budowanie otoczki współczucia, jakby każdy chciał mi powiedzieć, że wie, przez co przechodzę… a tak naprawdę tylko ja miałam świadomość, co działo się w mojej głowie. Nikt nie rozumiał, jak naprawdę się czułam.
Skupiłam się na Skyler, która nawijała jak nakręcona.
– Umówiłam się z Lukiem. Dziś na siódmą. – Odwróciła wzrok, jakby bała się mojej reakcji.
– Tym Lukiem?
Pokiwała głową, wciąż błądząc gdzieś spojrzeniem.
Skyler zawsze do niego ciągnęło. Lubiła taki typ facetów. Wystarczyło, że był niebezpieczny, toksyczny i zaborczy, a już na niego leciała. Nie mogłam decydować za nią, ale wszechświat co chwilę mi podpowiadał, że to nieodpowiedni chłopak dla niej.
Luke wydawał się specyficzny, a to i tak delikatne określenie. Zresztą plotki roznosiły się szybko i mówiły, że podobno handlował narkotykami i uczestniczył w jakichś nielegalnych i podejrzanych interesach. Nie podobało mi się to, że moja Skyler za nim szalała, bo to nie wróżyło niczego dobrego.
– Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Znasz moje zdanie na jego temat. Uważam, że jest dup…
Nie dokończyłam, bo dziewczyna zasłoniła mi usta dłonią. Spojrzałam na nauczycielkę, która rozpisywała działania na zielonej tablicy. Nie była zbyt zainteresowana tym, co robią jej uczniowie. Wydawała się w swoim żywiole, zapisując kredą skomplikowane równania. Odwróciłam od niej wzrok, gdy Skyler pociągnęła mnie za rękaw bluzy.
– Nie możesz go cały czas wyzywać, Ash!
– Kto tak powiedział?
– Ja?! Twoja przyjaciółka?
Przewróciłam oczami, unikając jej karcącego spojrzenia.
– Ash, ja… nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale czuję, że on wcale nie jest taki zły, jak wszyscy o nim mówią, a poza tym noszę gaz pieprzowy. Nic mi nie będzie.
– Zawsze tak się tłumaczysz i za każdym razem chcę w to wierzyć, ale nie potrafię.
– Daj już spokój.
Poczułam, że telefon wibruje mi w kieszeni, więc sięgnęłam po niego.
Weston:
Nienawidzę, że na tej cholernej matmie muszę siedzieć z przodu. Wy sobie plotkujecie, a ja muszę znosić towarzystwo obleśnego Ryana.
Pokazałam Skyler wiadomość i uśmiechnęłam się pod nosem. Dobrze było wrócić do tej dwójki. Zupełnie jakby nic się nie zmieniło. Przez resztę dnia trzymało mnie to uczucie znajomego spokoju i zrozumienia.
***
Po lekcjach pojechałam do Skyler, by pomóc jej przygotować się do randki. Nadal nie pałałam zapałem co do tego spotkania, a jednocześnie chciałam, by przyjaciółka była szczęśliwa. Tak się stresowała i tak dużo gadała, że już nie wiedziałam, czy mówi do mnie, czy do siebie.
Weston dołączył do nas nieco później. Zamierzaliśmy razem zostać na posterunku, w razie gdyby randka Skyler miała okazać się nieudana. Zaproponowałam więc chłopakowi nocowanie u mnie. Matki raczej nie było w domu, a brat zapewne pojechał do babci. Nie chciałam przebywać tam sama, to przywoływało złe wspomnienia.
– Czerwona czy różowa? – zapytała Skyler, pokazując sukienki.
– Czerwona.
– Tak. Zdecydowanie czerwona – zgodził się ze mną Weston.
Ten kolor idealnie podkreślał jej urodę. Blond włosy i zielone oczy tworzyły z nim wyraźny kontrast. Dziewczyna natychmiast włożyła obcisłą sukienkę i przyjrzała się sobie w lustrze.
– Okej. Stresuję się i to tak na serio – wymamrotała.
– Uspokój się – powiedział Weston, unosząc jej podbródek. – Wyglądasz zabójczo. Tylko proszę cię, bądź ostrożna.
– Będę.
– A, jeszcze jedno. – Uniósł ostrzegawczo palec. – Nie śpij z nim na pierwszej randce.
Skyler uderzyła go w klatkę piersiową, kręcąc głową ze śmiechu. Była gotowa odpowiedzieć czymś równie złośliwym, ale sobie odpuściła. Cicho westchnęła i sięgnęła po torebkę. To stanowiło znak, że powinniśmy już iść. Nie chciałam spotkać się z Lukiem, a tym bardziej narobić przyjaciółce wstydu czy postawić jej w niekomfortowej sytuacji.
– Dobra, Wes, zbieramy się.
Chłopak skinął głową bez komentarza. Doskonale wiedział, że był to idealny moment na odwrót. Jeszcze raz przytuliliśmy Skyler i przypomnieliśmy, że gdyby coś się działo, to jesteśmy pod telefonem.
Czułam się podle, puszczając dziewczynę na tę randkę, choć wiedziałam, że nie miałam żadnego prawa decydować za nią. To jej życie i jej wybory, a jednak coś się we mnie buntowało na samą myśl o podejrzanym chłopaku. Może dlatego, że czułam zobowiązującą odpowiedzialność względem niej, a to wszystko dlatego, że była moją najlepszą przyjaciółką. Kochałam ją tak mocno, jak kocha się ludzi, których szczęście odruchowo stawia się nad swoim.
– Wes, na pewno dobrze robimy? – zapytałam, gdy szliśmy do samochodu. – Boję się o nią.
– Ash, nie jesteś jej matką. Nie możesz jej zabronić.
– Och, no wiem. – Westchnęłam. – Ale… zawsze możemy ich trochę poobserwować. No wiesz, tylko dla bezpieczeństwa Skyler, zero podtekstów.
– Tak, pozwolę ci stracić zaufanie naszej przyjaciółki.
Weston miał niezły charakter, a w gronie najbliższych uchodził za najzabawniejszego. Tego, który pierwszy rzucał żartem. Nigdy nie potrafiłam go rozgryźć, choć znaliśmy się tyle lat.
– Oczywiście, że nie. Nie patrz tak na mnie. Koniec dyskusji – wyrzucił poirytowany.
– Lepiej pomyśl, jaki film dzisiaj będziemy oglądać, a ja skupię się na przekąskach.
Wiedziałam, że nic więcej nie uda mi się ugrać, więc nawet nie próbowałam. Po kilku minutach jazdy wysiadłam z auta i poszłam za Westonem do supermarketu. Rozdzieliliśmy się. Ostatecznie to on miał szukać przekąsek, a ja czegoś płynnego o nieco mocniejszym charakterze. Wino było pierwszym alkoholem, jakiego spróbowałam jako małolata, i nie wspominałam tego dobrze, ale to stało się naszą tradycją. Wino, żelki i stary, dobry film.
Nie potrafiłam się zdecydować, wybór okazał się za duży. Kątem oka widziałam przechadzające się panie w uniformach z logo marketu i biorąc jedno wino z wyróżniającą się etykietą, rzuciłam cicho pod nosem:
– Myśli pani, że to się nada?
Cisza. Rozejrzałam się dookoła, ale nie spotkałam żywej duszy. Sklep opustoszał. Słyszałam tylko odgłos lodówek i rozmów, które jednak nagle ucichły.
Wzruszyłam ramionami, biorąc ze sobą butelkę, którą tak namiętnie oglądałam. Szukałam Westona po alejkach ze słodyczami. Rozglądałam się to na prawo, to na lewo, aż uderzyłam w coś twardego, a raczej w kogoś.
Odbiłam się od szerokich pleców odzianych w skórzaną kurtkę, a ja zamiast przeprosić i iść dalej, po prostu stałam w miejscu jak ofiara losu. Mężczyzna powoli się odwrócił i posłał mi zawadiacki uśmiech, przez co cała zesztywniałam. To ostatni człowiek na tej planecie, którego chciałam zobaczyć, i przysięgam, że tata musiał nade mną czuwać, bo na całe szczęście mnie nie rozpoznał.
Z przerażeniem wyminęłam bruneta, nerwowo szukając Westona. Cała zadyszana wbiegłam w alejkę, po której spacerował.
– Większe czy mniejsze? – zapytał, skupiając wzrok na żelkach.
Próbowałam uspokoić oddech, jednocześnie nasłuchując, czy mężczyzna się nie zbliża. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Ten facet to największy koszmar mojego przyjaciela. Wiedziałam o nim niewiele. Poza tym, że miał na imię Brandon, kojarzyłam tylko kilka faktów, które rozniosły się po całym Denver. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie, bym wiedziała, że to on. Wrócił.
– Weston.
– Nie no, chyba większe, nie?
– Weston!
Pociągnęłam chłopaka za bluzę, by zwrócił na mnie uwagę. Jeszcze przez chwilę skupiał się na wrzuceniu paczek do koszyka, zanim się odwrócił, ale wtedy było już za późno. Czułam na swoich plecach palące spojrzenie. Wiedziałam, że facet stał tuż za mną, i wskazywał na to nie tylko wyraz twarzy Westona, lecz także ciepły oddech sięgający mojego ucha.
Przyjaciel zachował pozory bycia silnym mężczyzną, którego nic nie ruszało. Nie zdradził emocji. Zacisnął zęby i pociągnął mnie za swoje plecy, by zmierzyć się z Brandonem twarzą w twarz.
– Evans – warknął, zaciskając pięści.
Wróg nie zwlekał. Podszedł do Westona i chwycił go za bluzę, by z impetem przyciągnąć do siebie. Odruchowo zrobiłam krok w stronę przyjaciela, na co Brandon nieco się zdziwił. Badał mnie spojrzeniem i uniósł kąciki ust w drwiącym uśmiechu. Nie przejął się tym, gdzie jesteśmy. Musiał myśleć, że jest najważniejszym klientem tego sklepu i że nikt mu nic nie zrobi za tę jawną napaść.
I najwyraźniej miał rację, bo sklep nadal wydawał się tak samo opustoszały jak jeszcze przed chwilą.
– A ty jesteś…? – Wskazał na mnie brodą.
Chciałam to puścić mimo uszu, ale im dłużej milczałam, tym mocniej trzymał Westona.
– Ash – wymamrotałam. – Ashley… mam na imię Ashley.
Uśmiechnął się triumfalnie i puścił Westona, wciąż na mnie patrząc. Od razu podbiegłam do przyjaciela, wiedząc, że bardzo to przeżywał. Brandon odebrał mu siostrę i matkę. To był chyba pierwszy raz od dwóch lat, gdy spojrzał mu w oczy. Nie chciałam wiedzieć, jak okropnie musiał się czuć.
Gdy do mnie podszedł, słyszałam jego ciężki oddech, w reakcji na co aż serce mi się krajało.
– Może my po prostu pójdziemy i nie będziemy sobie wchodzić w drogę? – Zabrzmiało to jak pytanie, choć tego nie planowałam i naprawdę nie czekałam na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Brandona.
Chwyciłam przyjaciela za rękę i odwróciłam się na pięcie. Udało nam się zrobić pięć kroków, gdy silna ręka oplotła mój nadgarstek. Krzyknęłam z bólu i upadłam na kolana, błagając w myślach, żeby mnie puścił, ale ucisk zdawał się tylko zacieśniać.
– Nie powiedziałem, że możecie odejść.
Patrzyłam na jego ciemne oczy z dołu i musiałam przyznać, że z tej pozycji wydawał się jeszcze wyższy i straszniejszy. Chciałam się mu wyrwać, ale był o wiele silniejszy.
– Puść ją. – Weston stanął w mojej obronie. – Nie chcesz nic od niej. Daj jej stąd wyjść i załatwmy to, co mamy załatwić, ale sami.
W końcu mogłam swobodnie poruszać ręką i wstałam. Ta dwójka przede mną wpatrywała się w siebie intensywnie, nic nie mówiąc, ale ta cisza była wymowna. W końcu jednak Brandon zaczął się od nas oddalać. Cofał się tak, by do ostatniej chwili móc na nas patrzeć, po czym zniknął w mroku na zewnątrz.
– Wszystko w porządku? – zapytałam przyjaciela, który wciąż wpatrywał się w drzwi supermarketu. Nie odpowiedział. – Weston?
– Co? – mruknął zdezorientowany.
– Pytałam, czy wszystko w porządku.
– Ach, tak. Chodź, Ash. Zabieramy się stąd.
Wszystko stało się nieważne. Wyszliśmy ze sklepu z pustymi rękoma. Przyjaciel ciągnął mnie do samochodu, co chwilę rozglądając się na boki, i puścił dopiero przy drzwiach. Zajął miejsce za kierownicą, a ja miałam usiąść na fotelu pasażera, gdy ktoś niespodziewanie pociągnął mnie za włosy i przyłożył sztylet do mojej szyi. Poczułam zapach dymu papierosowego i usłyszałam szelest skórzanej kurtki.
Brandon nie odpuszczał. Nie zapowiadało się na to, że to spotkanie będzie jednorazowe.
Próbowałam się wyrwać, a wtedy on pochylił się do mojego ucha.
– Nie radzę – powiedział ostro. – Chyba że chcesz, bym oszpecił twoją piękną buźkę.
Spanikowana patrzyłam na Westona, który w mgnieniu oka wyskoczył z auta i stanął przed nami z wyciągniętymi rękoma.
– Brandon. Po co mieszać Ashley w to wszystko? Ona nie jest niczemu winna. Daj spokój, załatwmy to po męsku. – Grał łagodnie, bo taką miał naturę.
Nie obawiałam się napastnika. Gdyby zależało mu na skrzywdzeniu mnie czy mojego przyjaciela, zrobiłby to od razu. Przypuszczałam, że po prostu chciał przysporzyć nam kłopotu i nie dać o sobie zapomnieć. Sprawiał wrażenie niedowartościowanego dupka, który kochał wzbudzać zainteresowanie.
– Może i nie jest. – Wzruszył ramionami, wciąż mnie trzymając. – Ale ją lubisz.
– Więc zabijesz każdego, kogo polubię?! – wykrzyczał Weston. – Jesteś chory, Brandon! Twoje miejsce jest w piekle!
– W piekle, powiadasz?
– W najgorszych męczarniach. Za wszystko, co mi zrobiłeś!
– Cóż, mam nadzieję, że Maddie zadbała w tym piekle o specjalne miejsce tylko dla mnie.
Schował sztylet do kieszeni i popchnął mnie, ale byłam w zbyt dużym szoku, żeby utrzymać równowagę, i znów upadłam.
Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że wypowiedział to jedno imię, będące dla Westona granicą, której nikt nie mógł przekroczyć. Nawet najlepsi przyjaciele. To coś, przed czym bardzo długo się wzbraniał. Imię zmarłej siostry wzbudziło w nim ogromną wściekłość. Momentalnie rzucił się na Brandona i trafił go pięścią w szczękę, jednak ten nie zwlekał i oddał mu z taką samą zaciekłością. Ciosy padały chaotycznie. W żebra, brzuch, twarz i tak w zapętleniu. Raz nie trafiał jeden, raz drugi.
To nie była bójka o honor, tylko o to, kto pierwszy odpuści. Znałam Westona i wiedziałam, że on tego nie zrobi. Podniosłam się więc i podeszłam do niego, chcąc jak najszybciej go odciągnąć. Wkroczyłam między nich i z całej siły pociągnęłam za rękę zmęczonego już przyjaciela, zanim padł kolejny cios. Podtrzymywałam go, choć był naprawdę ciężki. Brandon patrzył na mnie z tym irytującym uśmiechem, gdy pakowałam jego rywala na miejsce pasażera.
– Do zobaczenia – rzucił cicho, zanim się odwrócił.
Wieczór potoczył się zupełnie inaczej, niż oboje zakładaliśmy. Nie było filmu ani serialu. Niczego, co zwykle robiło za tło. Teraz nastała już tylko cisza i przerażenie, które paraliżowało nasze ciała. Weston nie odezwał się słowem, a zasnął dopiero po piątej rano. Ja natomiast nie zmrużyłam oka. Nie ze strachu, lecz ze świadomości, jak wiele to, co się stało, go kosztowało. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co musiał czuć.
To przez Brandona Weston stracił dwie ukochane osoby w krótkim odstępie czasu i wiedziałam, że nigdy się z tym nie pogodził. To nie jest coś, z czym człowiek mógł się pogodzić. Śmierć to coś strasznego, a ta zabierająca znienacka naszych najbliższych wierciła dziurę, o której nie zapominało się już nigdy. Z czasem rana potrafiła się zasklepić, ale istniały osoby i wydarzenia, które mogły ją otworzyć w okamgnieniu.
Powrót Brandona do Denver nie mógł okazać się przypadkiem i chyba to w tym wszystkim było najgorsze. Nie wiedzieliśmy, po co wrócił ani czy zamierza się zemścić na kimś jeszcze. Wydawał się nieobliczalny, a my czekaliśmy jak myszy pod miotłą, aż zacznie działać. Zupełnie bezradni i pełni obaw chowaliśmy się w moim domu, wyczekując tego, co jeszcze miało się wydarzyć.
Siedząc przy oknie i wypalając papierosa, patrzyłam na swój nadgarstek, na którym pozostał czerwony ślad. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Ktoś wchodził do domu. Niemal bezszelestnie wyszłam z pokoju, nie chcąc budzić Westona. Zbiegłam na dół, by zobaczyć, czy to moja matka.
Zdziwiłam się, gdy na parterze nikogo nie zastałam. Zaglądałam do kuchni i salonu, ale tam też nikogo nie było. Dopadł mnie za to okropny ziąb w przedpokoju i dopiero wtedy zorientowałam się, że drzwi zostały otworzone na oścież.
– Co, do… Przecież Weston je zamykał – mówiłam do siebie w niedowierzaniu.
Zamknęłam drzwi na trzy spusty. Pociągnęłam jeszcze za klamkę, by się upewnić, że wszystko jest w porządku. Musiałam być zmęczona po wydarzeniach w supermarkecie i uroić sobie, że przyjaciel je zamknął. Wprowadzając go do mieszkania, nie domknęłam ich, stworzył się przeciąg i dlatego się otworzyły. Wychodziło na to, że powinnam pójść spaść, bo traciłam zmysły i przerażałam samą siebie.
Pobiegłam na górę, wpadłam do sypialni, gdzie wciąż spał Weston, i wślizgnęłam się do łóżka obok niego. On, czując, jak się wiercę, nakrył mnie kocem.
Kilka chwil później już wchodziłam w stan głębokiego snu, aż nagle przypomniałam sobie o jednej, kluczowej rzeczy z wczorajszego wieczoru.
– Skyler – pomyślałam na głos, przechodząc szybko do pozycji siedzącej. – Wes, Weston!
Chciałam jak najszybciej go obudzić, bo zaczęłam martwić się o przyjaciółkę, która nie odezwała się po randce.
Chłopak wstał powoli, przecierając oczy. Zrzuciłam z nas koc, zmuszając go do opuszczenia łóżka. Zaczęłam chodzić po pokoju jak opętana, zastanawiając się, co powinniśmy zrobić. Nie chciałam panikować, ale po ostatnich wydarzeniach moja głowa pisała same najgorsze scenariusze.
– Co się stało? – zapytał, ledwo na mnie patrząc przymrużonymi oczami.
– Skyler się nie odzywała.
Nie zwlekał. Natychmiast wstał i szybko złapał za spodnie. Zaczął się gorączkowo ubierać, ale sprowadziłam go na ziemię, zmuszając do spojrzenia na mnie.
– Ashley, musimy do niej pojechać.
Przerażenie chłopaka tylko potęgowało moje obawy, że coś naprawdę złego mogło się przydarzyć Skyler. Nie chciałam jednak nastawiać się w ten sposób. Przecież nie umawialiśmy się na to, by napisała, jak będzie po wszystkim. Miała dzwonić, gdyby coś się działo, ale tego nie zrobiła, więc wszystko powinno być w porządku.
– Kładź się – nakazałam, biorąc koc do ręki. – Trochę mi odbiło. Na pewno wszystko w porządku. Miała dzwonić, gdyby coś się działo, pamiętasz?
– Tak, ale…
– Weston, nie będę czekać wieki – ponaglałam go, gdy wciąż stał w miejscu. – No dalej, Wes, do łóżka.
– Musimy jechać.
– Daj spokój. Będzie zła. Może nadal są razem i co wtedy? Sam mi mówiłeś, że nie jestem jej matką, więc przestań się zachowywać, jakbyś to ty nią był.
– Musimy jechać! – krzyknął ze łzami w oczach. Patrzył na mnie z poczuciem winy i to mi wystarczyło, bym zrozumiała, że wiedział więcej niż ja.
– O czym mi nie powiedziałeś?
– Ja…
– Weston! No mów!
– Luke jest tak jakby… – przerwał, jakoby to, co miał powiedzieć, paliło jego gardło – …starym przyjacielem Brandona.
– Ty sobie ze mnie żartujesz?!
– Chciałbym.
– Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?
– To stare dzieje, a Luke wyszedł na prostą… Skyler mnie poprosiła, bym nic nie mówił, i jak ostatni głupiec jej posłuchałem. Ash, ja naprawdę chciałem dobrze. Dla niej.
Byłam wściekła. Rzuciłam koc na łóżko i zaczęłam szukać telefonu. Nie patrzyłam na Westona. Co prawda jego tłumaczenia miały sens i może nie wściekłabym się aż tak, ale przecież dzisiaj zupełnie przypadkowo spotkaliśmy Brandona. Nie dość, że i tak miałam złe przeczucia co do Luke’a, to jeszcze teraz się dowiedziałam, że ten lowelas przyjaźnił się z Brandonem.
– Zadzwonię do niej. Siadaj.
Wykręciłam numer do przyjaciółki, nie zważając na to, która była godzina. Z każdym kolejnym nieodebranym sygnałem gula w gardle rosła coraz bardziej.
– Halo?
Odebrała. Westchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam jej głos. Wzięłam ją na tryb głośnomówiący.
– Skyler? Jesteś cała? Martwiłam się.
– Tak – odpowiedziała zaspanym głosem. – Wróciłam szybciej, niż planowałam, bo Luke’owi coś wypadło. Możecie spać spokojnie, widzimy się jutro. Buziaki, paa!
Rozłączyła się, a ja spojrzałam na chłopaka, który był blady jak ściana.
– Jest cała, dzięki Bogu.
– Tak. Przepraszam, Ashley, ja…
– Odpuść – odpowiedziałam chłodno. – Ta „sprawa”, która nagle wypadła Luke’owi na randce? Chyba nie muszę mówić, że to dość oczywiste.
– Powinniśmy jej powiedzieć. Ten lowelas nie jest dobrym wyborem. Ona musi wiedzieć.
Pokiwałam głową. Chciałam być na niego zła, odwrócić się na pięcie i w spokoju poukładać roztrzepane myśli, ale nie mogłam. Nie, gdy zobaczyłam, jak pojedyncza łza spływa z jego policzka.
Podszedł do mnie skruszony i wskazał na mój nadgarstek.
– Boli? – zapytał ze współczuciem i chwycił mnie za dłonie.
– Tylko trochę.
Nie wiedziałam, jak inaczej zareagować. Wiele wydarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin i bardzo wiele słów chciałam powiedzieć, ale nie mogłam. Nie chciałam wpychać go w jeszcze większe poczucie winy.
– Wiesz, w tym supermarkecie… to, co tam zrobiłaś…
– Nie, Weston – przerwałam mu.
– Właśnie że tak, Ashley. To, co tam zrobiłaś, jak byłaś za mną i nie zwątpiłaś we mnie ani razu… Dziękuję ci za to. Czułem się sparaliżowany, ale obiecuję, że więcej nie dopuszczę do tego, by cię skrzywdził. Możesz być tego pewna.
Przytuliłam się do niego i pogładziłam jego plecy. Nie mówił nic więcej.
Zmusiłam go w końcu do położenia się w łóżku, bo została nam zaledwie godzina snu. Zbyt mało, by odpocząć, ale wystarczająco, by jakkolwiek przetrwać nadchodzący dzień.
***
Przebudziłam się po szóstej, gdy usłyszałam szum prysznica. Weston zajmował łazienkę. Nie chcąc tracić czasu, zeszłam na dół z zamiarem przyrządzenia śniadania. Gdy znalazłam się na parterze, znów poczułam chłód. Stanęłam jak wryta, widząc otwarte drzwi.
– To niemożliwe – wymamrotałam pod nosem. – Przecież je zamykałam…
Usiadłam na krześle przy wyspie kuchennej i pustym wzrokiem patrzyłam na skrzydło, które uprzednio zamknęłam. Tysiące myśli generowały się w mojej głowie i każdą z nich starałam się analizować. To przypominało dziwny zbieg okoliczności. Wszystko sprowadzało się ku Brandonowi, ale istniała jedna rzecz, która nie pasowała do tej układanki. Ktokolwiek otwierał te drzwi… musiał użyć kluczy. Nie było możliwości, by Brandon je miał. Tym razem nie mogłam umieścić go w gronie podejrzanych. Może to mama wpadała do domu nocami i zapomniała je zamknąć? Chciałam w to wierzyć.
Zrobiłam tosty na śniadanie, bo tylko na tyle było mnie stać z obolałym nadgarstkiem. Weston w samą porę zszedł na dół.
– Mój specjał kulinarny. – Zaśmiałam się, podsuwając talerz w jego stronę.
– Och, tak. Pamiętam, jak robiliśmy je o drugiej w nocy i twój tata… – Urwał w pół zdania, gdy zorientował się, co powiedział. – Przepraszam.
– W porządku – odparłam spokojnie. – To chyba dobrze, że mamy z nim te cudowne wspomnienia. – Widziałam, że nie czuł się komfortowo z zaistniałą sytuacją, więc postanowiłam wziąć to na siebie. – Tata zawsze krzyczał, że pożałujemy tego jedzenia po nocach! To były czasy.
– Nadal pamiętam, jak zrobiłaś nam tosty ze spleśniałym serem. Cała nasza trójka wymiotowała, ale tak, by przypadkiem nikt nie usłyszał.
Odpowiedziałam szczerym uśmiechem.
Gdy zjedliśmy, włożyłam naczynia do zlewu i razem poszliśmy na górę. Zastanawiałam się, czy powinnam powiedzieć Westonowi o stale otwierających się drzwiach, jednak póki nie byłam pewna, że to nie jest sprawka mojej matki albo brata, nie chciałam niepotrzebnie siać paniki. Szczególnie teraz, gdy przyjaciel miał poważniejszy problem na głowie.
Poszłam do łazienki się odświeżyć. Włożyłam czarne rurki z wysokim stanem i beżowy golf, zakrywający zaledwie połowę mojego brzucha. Delikatnie się pomalowałam, by zakryć skutki prawie nieprzespanej nocy, a włosy puściłam wolno wzdłuż ramion.
Zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Wes. Włożyłam czarne trampki i wyszliśmy do samochodu.
– Ja poprowadzę. Daj kluczyki – powiedział stanowczo. Tak naprawdę to było jego auto, ale traktowaliśmy je czasem jako nasz wspólny środek transportu, choć posiadałam swój.
Zasiadłam na miejscu pasażera i zapięłam pasy. Rzuciłam okiem na przyjaciela, który ewidentnie się denerwował. Zbladł i bez wyrazu wpatrywał się w jezdnię.
– Wszystko w porządku?
– Nie – mruknął. Nie spodziewałam się innej odpowiedzi. – Evans wrócił i wydaje mi się, że cały świat zaczął się walić. Tak samo jak wtedy, gdy odeszła Maddie, a mama trafiła do psychiatryka. – Wiedziałam, jak trudno jest mu o tym mówić. – Mam wrażenie, jakby wszystko znowu było świeże, wiesz? Jakby tamte wydarzenia nigdy się nie skończyły i właśnie działy się po raz kolejny.
– To normalne. Czujesz się ponownie skrzywdzony.
– Tak. I to boli, wręcz pali od środka.
– Mogę się tylko domyślać. – Dotknęłam jego kolana. – Ale jestem tutaj i zrobię wszystko, by ci pomóc.
– O nie, nie. Zrobiłaś już wystarczająco dużo. Zabraniam ci w jakikolwiek sposób angażować się w tę sprawę. Zrozumiałaś?
W odpowiedzi tylko pokiwałam głową.
Wjechaliśmy na dobrze nam znany podjazd. Widziałam Skyler, która do nas machała. Z uśmiechem na twarzy podeszła do tylnych drzwi.
– Weston, Ashley – powiedziała dostojnie. – Wiem, że tęskniliście.
Wydawała się szczęśliwa po wczorajszej randce. Gdyby tylko wiedziała…
– Oczywiście, że tak – odparłam, nie chcąc wprowadzać napiętej atmosfery.
Po minie Westona wiedziałam jednak, że zamierza popsuć moje plany. Przymknęłam oczy, czekając, aż zacznie mówić.
– Skyler – odezwał się ostrym tonem. – Musimy pogadać. Teraz.
Wkrótce dotarliśmy pod szkołę, ale nie wyszliśmy z auta. Skyler była zdezorientowana. Patrzyła raz na mnie, raz na poobijanego Westona, ale nie odnalazła w naszych spojrzeniach żadnej odpowiedzi.
– Boże… ale macie grobowe miny. Wyjaśnicie, co się stało?
– Brandon Evans się stał.
Na wzmiankę o chłopaku spoważniała. Oparła się o siedzenie, kładąc rękę na czole.
– Nie, przecież wyjechał po… – Nie zdołała dokończyć, nie potrafiła.
– Po śmierci Maddie – dopowiedział Weston.
Skyler czujnie się nam przyglądała, jakby chciała się upewnić, że nie robiliśmy sobie z niej głupich żartów, choć ślady bójki na twarzy chłopaka mówiły same za siebie.
– Ash, pokaż jej nadgarstek.
Dwie pary oczu skupiły się na mnie. Odsunęłam rękawy swetra, odczuwając ból przy dotykaniu wrażliwej skóry. Teraz wyglądała jeszcze gorzej, obrzęk robił się coraz bardziej fioletowy, co nie wyglądało najestetyczniej.
– Co ty zrobiłaś?!
– Stanęła w mojej obronie, kiedy Brandon niespodziewanie znalazł się w tym samym miejscu co my – wyjaśnił chłopak. – Po co się tam pojawił? Nie wiemy, ale mogę się domyślać, że wraca na stare śmieci albo węszy.
– Ashley… – Spojrzała na mnie ze współczuciem. – On ci to zrobił?
– Tak.
W końcu wyszliśmy z samochodu, ale nikt z nas się nie odzywał.
Dla Skyler musiał to być szok. Weston i ja choć trochę oswoiliśmy się z tą wiadomością.
– Więc co teraz? – zapytała niepewnie.
– Nie wiem – wypaliłam. – Po prostu nie wiem.
– Ale ja wiem – rzucił przyjaciel, stając przed nami na szkolnym dziedzińcu. – Skyler, musisz zerwać kontakty z Lukiem.
– Dlaczego?
– Powiedziałem wszystko Ashley.
– Weston?!
– Sky, bądź rozsądna – upomniałam ją pomimo rozgoryczenia. – Brandon wrócił i będzie szukał kłopotów, a Luke jest jednym z nich. Myślisz, że dlaczego wczoraj wcześniej wyszedł z randki? Wierzysz, że to tylko głupi przypadek?
Zamilkła.
– Umowa jest jasna – podsumował Weston. – Nie chodźcie nigdzie same. Nie chcę, byście musiały stawać z nim twarzą w twarz. Jasne?
Spojrzałyśmy na siebie i obie cicho westchnęłyśmy.
– Idziemy – zadecydowałam i ruszyłam do szkoły.
***
Lekcje mijały szybko, ale kompletnie nie potrafiłam się na nich skupić. Moje myśli wciąż wędrowały ku Brandonowi. Nawet nie usłyszałam, kiedy profesor Lawrence wywołał mnie do odpowiedzi. Skyler szturchnęła mnie ramieniem i powtórzyła pytanie, dzięki czemu szybko opowiedziałam o gatunkach literackich.
– Wszystko okej? – zapytała, patrząc na mnie swoimi wielkimi oczami.
– Tak, tylko… – Zawahałam się. – Wszystko się skomplikowało.
– Wiem, o czym mówisz, Ash.
Zaczynałam czuć dziwne znużenie. Nadgarstek bolał mnie coraz bardziej.
To była moja ostatnia lekcja, ale Weston miał jeszcze historię i moje klucze. Po dzwonku szybkim krokiem poszłam w kierunku jego sali. Odnalazłam go siedzącego w ławce z Mattem, jednym z naszych dobrych znajomych. Od zawsze był szkolnym podrywaczem; elegancko ubrany, sympatyczny i uprzejmy. Ideał w oczach wszystkich dziewczyn z mojego rocznika. Nie wyleczył się jednak po tym, jak złamałam mu serce w szóstej klasie podstawówki, i wciąż próbował to naprawić, przez co zawsze doprowadzał mnie do śmiechu.
Od razu do nich podeszłam.
– Cześć, Matt – rzuciłam z uśmiechem. – Weston, skończyłam lekcje, a ty masz klucze do mojego domu.
– A już dobrze się czujesz? – Wlepił we mnie jasne tęczówki. Chciał mi dać do zrozumienia, że nie jest przekonany do mojego samodzielnego powrotu do domu.
– A co się stało? – wtrącił się Matt.
– Nic takiego. Dziękuję, że pytasz. – Posłałam mu wdzięczne spojrzenie i zwróciłam się do przyjaciela: – Już jest lepiej. To tylko powrót do domu, nic mi nie będzie.
– Dobrze – odparł, szukając kluczy po kieszeniach. – Weź mój samochód, nie ma potrzeby, byś wracała pieszo. Napisz od razu, gdy dotrzesz do domu.
Wiedziałam, o co mu chodziło. Martwił się i całkowicie to rozumiałam.
Uśmiechnęłam się do obu chłopaków i wyszłam z sali. Dziedziniec opustoszał przez trwające lekcje. Złapał mnie skurcz w już i tak obolałym nadgarstku, a niewyspanie tylko potęgowało złe samopoczucie. Stanęłam przy samochodzie, przyglądając się siniakom, które się powiększały.
– Boli?
Załam ten głos. Znieruchomiałam, gdy zorientowałam się, do kogo należał.
Brandon stał za moimi plecami, czułam na sobie jego palący wzrok i słyszałam szelest skórzanej kurtki.
– Nie przywitasz się?
Odwróciłam się powoli. Promienie podkreślały rysy jego twarzy. Między zębami trzymał wykałaczkę, którą co raz obracał. Badał mnie zaciekawionym spojrzeniem. Uważnie, jakby chciał wyczytać wszystko, co malowało się na mojej twarzy.
Gdy nerwowo bawiłam się rękawem swetra, zerknął na moje nadgarstki.
– Auć. Trochę cię poturbowałem, co?
– Czego chcesz? Co tutaj robisz?
– Lubisz zadawać pytania – mruknął pod nosem. – Ale wybacz, złotko, to raczej moja sprawa. Istotne jednak, że znowu się spotykamy, Ashley.
Posłał mi cyniczny uśmieszek, zanim odwróciłam się, by wejść do samochodu. Nie zdążyłam jednak, bo zimną dłonią chwycił mnie za nadgarstek, przysparzając mi ogromnego bólu. Ten człowiek wręcz żywił się cudzą krzywdą.
Oczy szybko mi się zaszkliły, ale zaraz Brandon po prostu mnie puścił.
– Do zobaczenia, Ash.
Po chwili odjechał swoim Ferrari z sześćdziesiątego piątego roku.
Do zobaczenia? Co to niby miało znaczyć?
