Milionerka - Kamila Pazgrat - ebook + książka
NOWOŚĆ

Milionerka ebook

Kamila Pazgrat

3,3

17 osób interesuje się tą książką

Opis

„Milionerka” to mocna, wciągająca opowieść o upadku, sile i odwadze dziewczyny, która musi przejść przez piekło, żeby odnaleźć własną wartość.

Jej życie nigdy nie było bajką… Marisa dorasta w domu, w którym nikt jej nie kocha, i tylko marzenie o ucieczce trzyma ją przy życiu. Gdy traci chłopaka i jedyną szansę na wymarzony casting, jej świat rozsypuje się na kawałki.

Wtedy pojawia się propozycja, która może odmienić wszystko. Klub Mars. Błysk świateł, głośna muzyka i obietnica szybkich pieniędzy.

Są jednak zasady, o których nikt nie mówi głośno, oraz ludzie, którzy widzą w niej nie talent, lecz towar.

Wciągnięta w niebezpieczną grę, Marisa odkrywa, że aby przetrwać, będzie musiała walczyć o siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. A każdy jej krok zbliża ją do decyzji, która może kosztować ją wolność – albo życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 352

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,3 (3 oceny)
1
1
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
andasrsl

Nie oderwiesz się od lektury

Ten debiut pochłania! Historia dziewczyny, która po śmierci rodziców trafia do piekła zgotowanego przez chciwą ciotkę i kuzynkę. Wszystko przez wielki spadek... Gdy rani ją ukochany, zostaje sama z marzeniami. Dopiero tajemniczy ON otwiera jej oczy na intrygi rodziny. Później pojawia się drugi – facet o przeszywających oczach, który wciąga ją w mrok. Świetna, spójna akcja z wątkami przeszłości. Czytałam z zachwytem do ostatniej strony!
00



Spis treści

I

II

III

IV

Kamila Pazgrat

Milionerka

Milionerka

Text © Kamila Pazgrat, 2026

BOOKEA POLAND sp. z o.o.

Romana Dmowskiego 3/9

50-203 Wrocław

www.lavapublishing.pl

ISBN 978-83-68590-03-6

Spis treści

Wspaniałym czytelniczkom,Bernadecie Trudzik i Kryszyndzie

I

Obudziła się zlana potem.

Nienawidziła tych nocy, kiedy nawiedzał ją koszmar z dzieciństwa i musiała go przeżywać na nowo.

Przytulny niebieski pokój.

Wiszący przed nią obraz pola usłanego czerwonymi makami.

Nieznany jej dotąd zapach szpitalnej sali.

Jeśli we śnie pojawiały się te trzy detale, oznaczało to, że czeka ją długa i niespokojna noc.

Pochylający się nad nią obcy ludzie i ten natłok myśli bombardujący jej głowę.

Gdzie ja jestem? Kim są wszyscy wokół i dlaczego szepczą? Przecież ja nie śpię!

Kobieta, której nigdy wcześniej nie spotkała, siada obok niej na białej pościeli i głaszcze ją po głowie. To głaskanie, nie wiedzieć czemu, przyprawia ją o dreszcze. Kobieta płacze, zakrywając twarz. Jej makijaż rozmazuje się od łez, przez co wygląda w oczach dziecka jak potwór.

Na szczęście wtedy dziewczynka zdaje sobie sprawę, że ma pod ręką niebieskiego, pluszowego misia. Ściska go mocno małymi rączkami, naiwnie wierząc, że maskotka ochroni ją przed tym, co ma za chwilę nadejść.

Za każdym razem ma nadzieję, że zdarzenia zmienią bieg i obudzi się w innej, lepszej rzeczywistości. Ale tak się nie dzieje – sen kończy się jak zwykle tymi samymi słowami, które wypowiada kobieta-potwór:

– Mój brat nie żyje. Mała została sama.

*

Usiadła na łóżku i przetarła ręką zmęczone oczy. Potem spojrzała na wiszący nad biurkiem kalendarz z myszkami. Miała słabość do gryzoni, ale ciotka nigdy nie pozwoliłaby jej na trzymanie pod swoim dachem „szkodnika”, więc musiała pocieszyć się tylko rysunkami i figurkami.

Zwlokła się z łóżka i podeszła do kalendarza. Sobota. Data 13 grudnia była grubo zakreślona czarnym flamastrem. Jakby miała kiedyś zapomnieć… Objęła wzrokiem bałagan w pokoju, aż natrafiła na leżącą na ziemi miarę krawiecką. Wzięła ją do ręki, stanęła przed lustrem i zmierzyła talię. Chociaż tyle pocieszenia w tym tygodniu, że nie przytyła. Była dość wysoką zgrabną blondynką marzącą o tym, żeby gdzieś zaistnieć. Marzenie każdej nastolatki? Być może, ale usilnie trzymała się tej myśli i robiła wszystko, żeby w końcu ktoś ją zauważył. Ciotka wiedziała o co trzecim castingu, w którym brała udział. Odbywały się w różnych częściach Polski i dziewczyna miała problemy, głównie finansowe, żeby tam dojechać. Wiedziała, że ciotka nie da jej złamanego grosza na zachcianki, które wynikają z tego, że ma „bujną wyobraźnię”. Aby móc brać udział choć w niektórych castingach, zaczęła dorabiać sobie jako hostessa, co zmuszało ją do wybłagania u ciotki na to zgody, bo była niepełnoletnia.

Do jej osiemnastych urodzin zostało kilkanaście dni. Wtedy wszystko się zmieni. Wiedziała to. Nie zamierzała mieszkać już z ciotką i jej wredną córką Anną. Liczyła na to, że gdy tylko jej chłopak skończy liceum, zamieszkają razem i raz na zawsze wyrwie się z tego piekła.

– Hej!

– Hej… – W telefonie rozbrzmiał zaspany głos Kacpra.

– Jeszcze śpisz? Już dwunasta!

– Wczoraj długo się uczyłem.

– Spotkamy się?

– Nie dam rady.

– Wiesz, że dzisiaj będę miała kiepski dzień… – Spojrzała smutno na kalendarz.

– Wiem. Przepraszam cię, ale mam zaraz trening. Dzisiaj gramy ostatni mecz turnieju.

– Przecież wygracie.

– Postaram się wypaść jak najlepiej. Zobaczymy się wieczorem przed twoim występem.

Zapadła chwila milczenia. Podeszła do okna. Biały puch okrył dachy i drzewa miasta. Zima w tym roku okazała się niezwykle szczodra w kwestii śniegu. Zapowiadano, że ten utrzyma się w Poznaniu najprawdopodobniej do samych Świąt.

– Odezwali się? – zapytał cicho.

– Nie.

Kacper westchnął.

– Wiesz…

W tym momencie usłyszała, że ciotka woła ją na obiad. Dobrze się złożyło, bo doskonale wiedziała, co Kacper chce powiedzieć. Ma sobie dać spokój z mrzonkami o byciu modelką i zacząć myśleć o przyszłości. Tej prawdziwej.

– Muszę iść, skarbie. Napisz, jak wstaniesz – poprosiła.

– Jasne. Trzymaj się i w razie czego dzwoń.

Zakończyli rozmowę i znów ogarnął ją smutek. Miała nadzieję na to, że spędzi popołudnie z Kacprem, tym bardziej że ostatnio mało się widywali przez jego międzyszkolny turniej koszykówki i przygotowania do matury. Gdyby nie to, że miała kiedyś problemy z nauką i musiała w podstawówce powtarzać klasę, być może przygotowywaliby się do egzaminów razem. Z drugiej strony nie sądziła, żeby udało jej się zdać wszystkie obowiązkowe przedmioty, bo nie była prymuską i jej oceny nie przedstawiały się imponująco.

– Maria! – krzyknęła z dołu ciotka Karolina. I znowu nazwała ją Marią, choć ma na imię Marisa i chciała, aby właśnie tak się do niej zwracano. Miała gdzieś, że to „takie niepolskie i do niej niepasujące”.

Zastanawiała się, jak ciotka zdołała namówić nauczycieli, żeby również zwracali się do niej inaczej. Długo z tym walczyła, ale w końcu odpuściła. Sama już czasem wątpiła w to, kim naprawdę jest.

– Idę! – Zbiegła ze schodów.

– Specjalne zaproszenie dla księżniczki? – zapytała ciotka zgryźliwie.

– Księżniczki – parsknęła kuzynka, rozsiadając się na krześle.

Marisa spojrzała na nią krytycznie. Dziewczyny nigdy nie przypadły sobie do gustu, a z biegiem lat było tylko gorzej. Praktycznie ze sobą nie rozmawiały. Mimo że Anna była tylko o dwa lata młodsza, Marisa cieszyła się, że nie musi dzielić z nią pokoju – chociaż tyle ciotka była w stanie dla niej zrobić.

– Jedz, Mario – powiedziała kobieta, patrząc, jak dziewczyna porusza tylko łyżką w zupie. – Źle się czujesz?

Marisa zdobyła się na wymuszony uśmiech i podniosła łyżkę z pomidorówką do ust. Uważała, że ciotkę Karolinę nie bardzo obchodziło to czy je, czy też nie, zwłaszcza że już po chwili kobieta i córka zajęły się oglądaniem śmiesznych filmików w telefonie. Ich codzienna rutyna denerwowała Marisę, tym bardziej w takim dniu. Dziewczyna była przekonana, że ciotka pamięta o dzisiejszej rocznicy. Nie widziała, żeby ta kiedykolwiek opłakiwała śmierć jedynego brata. Prędzej ubolewała nad tym, że zgodziła się być dla Marisy „matką”. „Mój życiowy błąd” – powiedziała kiedyś w przypływie szczerości.

Zupa przestała jej smakować. Odsunęła talerz i wróciła do swojego pokoju. Po chwili usłyszała zza ściany głośną muzykę. Położyła się na łóżku i nakryła głowę poduszką. Dzisiaj jedyne, czego pragnęła, to cisza. Anna niczego ani nikogo nigdy nie szanowała, miała małe grono samozachwalających się przyjaciółek i rozpieszczającą ją matkę. Marisa nie widziała szans na żadną zmianę w ich wzajemnych relacjach, a czasem nawet żałowała, że nie trafiła do domu dziecka. Ganiła się potem za tę myśl, ale ta nawiedzała ją coraz częściej. Wyobrażała też sobie, jakby to było mieć rodzeństwo, na przykład brata. Marzyła, że trzymaliby się razem i nigdy nie czułaby się już samotna. Niestety – była jedynaczką. I sierotą.

Marisa czuła, że nigdy nie dowie się, jak naprawdę wyglądały relacje łączące ciotkę Karolinę z jej bratem. Czy w ogóle spotykali się przed jego śmiercią? Gdy doszło do tragedii, Marisa miała zaledwie cztery lata i jej jedyne wspomnienie związane z tym wydarzeniem od lat nawiedza ją we śnie. Jej rodzice zginęli na miejscu, kiedy podczas podróży samochodem wjechał w nich ciężarówką pijany kierowca. Z wypadku ocalała tylko ona. Mimo iż od tamtego feralnego dnia minęło blisko czternaście lat, to nadal bolało. Zostało jej kilka fotografii i niebieski pluszowy miś, w którego miękkie futerko często się wypłakiwała.

Cieszyła się, że miała przy swoim boku prawdziwą przyjaciółkę i chłopaka. Kacper był dla niej sporym wsparciem. To właśnie on i Klaudia trzymali jej życie w ryzach. Podejrzewała, że gdyby nie oni, szybko zeszłaby na ścieżkę, która mogłaby być dla niej równią pochyłą. Zanim poznała Kacpra, bawiła się facetami. Nie posiadała dużych oszczędności i dawała się zapraszać na znakomite randki. Czasem spotykała się z kilkoma chłopakami naraz. Była to dla niej odskocznia i sposób na przetrwanie. W wieku piętnastu lat przeżyła swój pierwszy raz. Była wtedy samotna i nie miała bliskich koleżanek. Klaudia i Kacper nieco ją wyprostowali i pokazali, że żeby być wartościowym człowiekiem, niekoniecznie trzeba być majętnym. W szkole średniej jej życie się nieco zmieniło. Szybko zaroiło się wokół niej od nowych koleżanek i chłopaków. Była w szkolnej drużynie cheerliderek, a to dodawało sporo punktów do atrakcyjności. Częściej zapraszano ją również na imprezy. Chodziła na nie, ale nie lubiła się spoufalać. Któregoś dnia jej pewność siebie gdzieś zniknęła. Zalecających się do niej facetów odsyłała z kwitkiem, nie przebierając w słowach. Jeśli któryś wpadał jej w oko, to tylko na chwilę. Aż poznała Kacpra. I to przy nim nieco się zmieniła, bo był chłopakiem, na którym naprawdę jej zależało.

Prawie podskoczyła w miejscu, kiedy zadzwonił telefon. Czekała na wiadomość od organizatorów jednego z castingów do reklamy wody mineralnej. Starała się chwytać każdą okazję, żeby móc się przed kimś pokazać i zostać w końcu zauważoną. Wiedziała, jak działa ta branża i że najgorsze, co można zrobić, to z góry nastawić się na jakikolwiek sukces. Takich jak ona było na pęczki. Grunt to się nie poddawać. Gdy spojrzała na ekran, wypuściła ze świstem powietrze. Okazało się, że to tylko Klaudia. Przyjaciółka zapytała, jak się czuje i czy chce wcześniej wyjść. Odmówiła. Wolała trochę się nad sobą poużalać i popłakać w poduszkę. Miała wrażenie, że wraz z biegiem lat każda kolejna rocznica śmierci jej rodziców traci magię, a osoby, po których płacze, wydają się coraz mniej realne, jakby nigdy nie istniały, a ona od zawsze była samotna.

Przerażały ją te myśli i zarazem uspokajały.

*

Marisa znów spojrzała w lustro i zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Kacper powinien być właśnie na boisku, a ona za godzinę wyjść, żeby zatańczyć na zamknięcie rozgrywek koszykarskich. Każda szkoła biorąca udział w turnieju miała swoje cheerliderki. Musiała przyznać, że jak do tej pory, dziewczyny z jej szkoły były najlepsze. Cieszyła się, że została częścią zespołu. Ubrała się, sięgnęła po swoją sportową torbę i zbiegła na dół.

Anna siedziała przy stole i nieudolnie próbowała nałożyć na twarz makijaż. Marisa uznała, że dziewczyna była dzisiaj jakaś dziwna. Nie dogryzała jej za bardzo, a nawet więcej – nie wykazywała nią żadnego zainteresowania.

– Powodzenia! – rzuciła swobodnie Anna.

– Wszystko z tobą OK? – zapytała zdziwiona Marisa.

– Jak najbardziej. – Anna wstała.

Według Marisy wyglądała komicznie z niebieskimi cieniami na powiekach i różową szminką niemieszczącą się na ustach. Dziewczyna była też bardzo blada i pulchna, mogłaby żywić się samymi słodyczami i byłby to pewnie szczyt jej marzeń. Marisa nigdy nie powiedziała jej, jaką ma ksywkę w szkole, chociaż nieraz miała to na końcu języka.

– Niedługo twoja osiemnastka. Chyba zrobisz jakąś imp­rezę, co?

– Raczej nie. Idę. – Zamknęła za sobą drzwi, obawiając się dalszej rozmowy z kuzynką. Mimo jej najszczerszych chęci, żadna nie kończyła się dobrze.

*

Na parkingu kłębiły się tłumy. Szkoła łączyła klasy zawodowe, technikum i klasy licealne. Turniej międzyszkolny zazwyczaj rozgrywał się tutaj, ponieważ budynek mógł pomieścić największą liczbę uczestników zawodów i kibiców. Kacper i Klaudia już czekali na nią przy jej szafce.

– Jak poszło, skarbie? – Marisa pocałowała chłopaka w usta.

Przed wejściem nałożyła jego ulubiony malinowy błyszczyk. Kacper był wysokim dobrze zbudowanym blondynem i zawsze musiała stawać na palcach, żeby go pocałować.

– Zajęliśmy drugie miejsce – powiedział zniesmaczony.

– Ale w jakim stylu! – wtrąciła Klaudia.

Marisa uśmiechnęła się do niej. Klaudia zawsze starała się każdego pocieszyć.

– Widziałam końcówkę, żałuj!

– Nie martw się, wynagrodzę ci to. – Dziewczyna mrugnęła do chłopaka.

– Dobra, za chwilę twój występ. – Kacper spojrzał na zegarek, po czym cała trójka zaczęła przeciskać się przez tłum na korytarzu.

Nagle Kacper zderzył się ramieniem z innym chłopakiem.

– Ej, patrz, jak łazisz! – warknął na niego.

Marisa chciała go powstrzymać, ale było już za późno. Facet przystanął i odwrócił się w ich stronę, po czym podszedł do Kacpra, który wydawał się trochę zaskoczony jego odwagą, i zatrzymał się krępująco blisko niego. Był szczupły, ale pod cienką bluzą było widać jego napinające się mięśnie.

– Jakiś problem? – rzucił, wbijając w Kacpra przenikliwy wzrok. Potem spojrzał na dziewczyny i nie czekając na odpowiedź, odszedł.

– Palant – powiedział Kacper po wszystkim.

– Widziałaś jego oczy? – Klaudia uczepiła się ręki Marisy, kiedy zmierzały w stronę szatni.

Dziewczyna obejrzała się za siebie, ale nieznajomy zniknął już w tłumie.

– Nie zwróciłam uwagi – skłamała. Ona również zatrzymała wzrok na jego ciemnych oczach. Miały coś w sobie ujmującego. Musiała przyznać rację przyjaciółce, że był przystojny, ale i chamski. Była trochę zawiedziona postawą Kacpra i brakiem bardziej stanowczej reakcji z jego strony.

– Widzimy się po występie.

– Trzymam kciuki! – pisnęła Klaudia.

Marisa miała czasem wrażenie, że przyjaciółka emocjonuje się jej występami bardziej niż ona sama.

Dziewczyny z grupy były już przebrane w swoje stroje. Miała szczęście, że udało jej się zakwalifikować do drużyny szkolnych cheerliderek. Zawdzięczała to swojej ciężkiej pracy i może trochę urodzie. Nie była jednak zżyta z resztą. Wiedziała, że dziewczyny spotykają się po treningach na plotki. Pochodziły z wpływowych rodzin i miały zawsze świadectwa z paskiem. Marisie było do nich daleko. Cieszyła się, że należy do składu, ale odczuwała, że dziewczyny ją jedynie tolerują i nie ma szans na przyłączenie się do ich paczki. Po raz kolejny gdzieś nie pasowała.

Na trybunach zebrał się większy tłum, niż się spodziewała. Na tyle duży, że ze stresu zaczęła obgryzać paznokcie. Koleżanki z grupy miały już swój występ zagrzewający chłopaków do boju, w którym Marisa nie wzięła jednak udziału. Wuefistka prowadząca grupę uznała, że jej umiejętności są jeszcze niewystarczające do tak trudnego układu. Dziewczyna nie zgadzała się z nią, ale nie miała w zespole żadnego sprzymierzeńca, który by ją poparł, więc pozostało jej pogodzić się ze zdaniem nauczycielki i brać udział w pokazach z mniej skomplikowaną choreografią.

Wzięła głęboki wdech. Kiedy wyszła z dziewczynami na środek parkietu, by przedstawić ćwiczony miesiącami układ, chwilowa trema szybko przerodziła się w euforię. Po występie uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nabierała nowej energii, kiedy mogła pokazać, co potrafi i zebrać za to oklaski. Wspaniale było chociaż przez moment poczuć, jak to jest być podziwianą. Pragnęła uwagi i poklasku, jak każda dziewczyna w jej wieku.

– Byłaś świetna! – Klaudia dopadła do niej, jak tylko Marisa opuściła szatnię.

Nastolatka była jej wdzięczna. Jej przyjaciółka była chyba jedyną osobą, która prawdziwie cieszyła się z jej sukcesów. Sama nie wiedziała, jak to się stało, że się zaprzyjaźniły. Ona była wulkanem energii, za to Klaudia konserwatywną oazą spokoju. Były jak ogień i woda.

– Ten koleś, który zaczepił Kacpra na korytarzu, jest z jedną z dziewczyn, z którymi tańczyłaś. Widziałam go na trybunach, nagrywał filmik, jak tańczycie. Potem go zgubiłam.

– Chcesz mi powiedzieć, że go śledziłaś?!

Na twarzy Klaudii pojawił się rumieniec. Marisa spojrzała w jej duże oczy. Kasztanowe, falowane długie włosy opadały kaskadą na ramiona dziewczyny. Kojarzyła jej się z aniołem. Gdyby tylko była odrobinę bardziej przebojowa, miałaby szansę podbić serce każdego faceta. Nawet przystojniaka, którego sobie upatrzyła.

– Zabawmy się! Zostańmy na szkolnej imprezie! – zaproponowała przyjaciółce.

– Nie… To nie dla mnie.

– A co, jeśli pojawi się na niej facet, który ci się spodobał?

– I który pewnie ma dziewczynę?

– Boże, to nie problem. – Marisa przewróciła oczami. – Proszę, nie chcę siedzieć dzisiaj sama w domu i ryczeć do poduszki.

– Sama nie wiem… Michał wrócił ze studiów, chciałam spędzić z nim trochę czasu.

Michał. Brat Klaudii. Marisie zrobiło się cieplej na sercu. Cały rok się w nim podkochiwała, kiedy chodził do maturalnej klasy. Potem wyjechał na studia i rzadko go widywała.

Klaudia nagle wyprostowała się i jakby spoważniała. Chrząknęła.

– Anna za tobą.

Jeszcze jej tu brakowało – pomyślała Marisa, odwracając się za siebie i siląc na uśmiech.

– Świetnie ci poszło! – zawołała kuzynka trochę za głośno.

Klaudia zrobiła zdziwioną minę. Jej również zachowanie Anny wydawało się nieprawdopodobne.

– Dzięki – bąknęła Marisa.

– Widziałam Kacpra. Kazał ci przekazać, że czeka na ciebie w męskiej szatni. – Anna oddaliła się.

– W męskiej szatni… – powtórzyła za nią Klaudia z przekąsem. – Chyba będę wam tam tylko przeszkadzać.

– Daj spokój. Chodź.

Znów przedzierały się przez zatłoczony korytarz. Kiedy weszły do szatni, spojrzały na siebie i zaczęły nasłuchiwać.

– To chyba nie ta szatnia – zachichotała Klaudia, słysząc, że przebywające w niej osoby najwyraźniej spotkały się tutaj na randkę.

Chciały już wyjść, kiedy nagle między pocałunkami rozbrzmiały słowa, które zatrzymały je w półdrogi do drzwi.

– Co z Marisą?

– Powiem jej.

– Boisz się? Kacper, z nikim nie będę się tobą dzielić!

– Daj mi trochę czasu. Będzie robić sceny.

– Taka z niej histeryczka? – Po pustej szatni rozniosło się echo śmiechu. – Ona serio myślała, że ty z nią będziesz? Jest większą idiotką, niż myślałam. I ta jej kuzynka! Jak na nią mówią? Peppa?

Marisa nie wytrzymała i wbiegła do zaułka, który para wybrała sobie na miejsce schadzki. Kacper odsunął się gwałtownie od dziewczyny, którą jeszcze przed chwilą przyciskał do ściany w namiętnym pocałunku.

– Jak mogłeś! – Chciała uderzyć go w twarz, ale ten zdążył chwycić jej rękę. – Co to za wywłoka?!

– Uważaj! – Nieznajoma podeszła do niej, ale Kacper zatrzymał ją. Rude włosy dziewczyny były w nieładzie. Musieli spędzić tu dłuższą chwilę.

– Lui, zostaw nas samych.

– Lui?! Kim ona, do cholery, jest?!

– Luiza, zostaw nas. – Kacper złapał Marisę za rękę, by nie zrobiła czegoś, czego mogłaby później żałować.

Rudowłosa opuściła pomieszczenie. W ślad za nią udała się, stojąca do tej pory w drzwiach, Klaudia.

– Co to ma znaczyć?!

– Wszystko ci wyjaśnię, tylko się uspokój. – Puścił jej nadgarstek. – Musimy pogadać.

– Pogadać?! Przyłapałam cię z jakąś rudą wywłoką, i to jeszcze tylko dlatego, że… – urwała.

Była taka naiwna. Teraz rozumiała zachowanie Anny. Kuzynka wiedziała o tym, że Kacper ją zdradza, udawała miłą tylko po to, żeby potem wbić jej nóż w plecy. Anna specjalnie kazała jej przyjść do szatni, żeby zobaczyła Kacpra w ramionach innej dziewczyny.

– Usiądź – poprosił, zajmując miejsce na ławce.

Przysiadła obok niego, czując, jak trzęsie jej się broda. Początkowa wściekłość przechodziła niebezpiecznie w dziką rozpacz. Jej Kacper. Jej ostoja.

– Od jak dawna to trwa? – zapytała wprost, patrząc przed siebie.

– Od niedawna. Poznaliśmy się na kółku matematycznym.

– Na czym? – parsknęła śmiechem. – O czym ty mówisz?!

– Zaczęliśmy się spotykać, a potem… – urwał.

Marisa czuła, że pęknie jej serce.

– Przepraszam – powiedział skruszony. – Nie chciałem cię zranić. – Chwycił jej dłoń. – Chciałem ci powiedzieć, ale…

– Doszło między wami do czegoś więcej? – przerwała mu.

– Co?

– Spałeś z nią?

– Nie!

– OK. – Otarła łzy i mocniej ścisnęła jego dłoń. – Powiem jej swoje. Jeśli myśli, że może mi ciebie odbić, to się myli. Przestaniesz się z nią spotykać.

– Ale…

– Nie zrezygnuję z ciebie przez głupi wybryk.

– Daj mi dojść do słowa! – Wstał. – Ja chcę z nią być, rozumiesz?!

Nie rozumiała.

– Chcę, żeby była moją dziewczyną. Zależy mi na niej! Ty i ja byliśmy parą, coś nas łączyło, ale…

Marisa poczuła, że jej świat się rozpada. Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie dopuszczała do siebie słów Kacpra. Czarny tusz spływał po jej policzkach wraz ze słonymi łzami.

– To koniec, Mariso.

– Przecież nam się układało! Chodzi o twoich starych, co? Pewnie znowu suszyli ci głowę, żebyś ze mną zerwał, bo nie jestem dla ciebie dość dobra! Dlaczego? Bo jestem sierotą bez kasy?! – krzyknęła, a potem zaszlochała.

Rodzicie Kacpra wykładali na jednym z uniwersytetów. Marisa od początku im się nie podobała i jawnie dawali jej to odczuć.

Podeszła do niego bardzo blisko.

– Od zawsze miałeś ich gdzieś i tylko czekałeś na to, żeby się od nich wyprowadzić.

– Tak, ale ja – powiedział z naciskiem na „ja”– niebawem zdam maturę i pewnie stąd wyjadę, więc i tak nie będziemy się spotykać.

Patrzyła na niego bezradnie, nie mogąc pojąć, co stało się z jej Kacprem.

– Spójrz na to z innej strony – ciągnął. – Jak wyobrażasz sobie nas dalej? Ja będę studiował, a ty?

– Przecież się staram. Nie każdy jest tak uzdolniony jak ty. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby moja kariera nabrała tempa.

– Kariera? – parsknął. – Jaka kariera? Zejdź w końcu na ziemię, Mariso!

Dziewczyna spuściła głowę. Przez krótką chwilę czuła, że stanęła na nogi. Myślała, że może być pewna, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Teraz to WSZYSTKO rozbiło się w drobny mak.

Kacper objął ją.

– Zostańmy przyjaciółmi. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną, ale Lui i ja… – urwał.

– Lui i ty – powtórzyła gorzko. Nie było już Marisy i Kacpra.

– Proszę, nie płacz. – Pocałował ją w czoło.

Rozum podpowiadał jej, że powinna się wyrwać, wykrzyczeć mu w twarz, jakim jest draniem i zostawić go samego. Tkwiła jednak w bezruchu, chłonąc jak najwięcej z jego dotyku. Wtuliła głowę w jego tors.

– Przykro mi, Mariso. Naprawdę, bardzo cię przepraszam – powiedział, a potem powoli odsunął się od niej i w milczeniu wyszedł z szatni. Tak po prostu.

Nie wiedziała nawet, kiedy wpadła w objęcia przyjaciółki.

– Słyszałam wszystko. – Klaudia tuliła ją. – Nie płacz. Dobrze się stało. – Odgarnęła z czoła jej włosy. – Potrzebujesz kogoś lepszego.

– Lepszego? Słyszałaś, co on powiedział? Zmieszał mnie z błotem! A widziałaś Lui?! Jest ruda! Kacper nienawidzi rudych lasek! Może jeszcze to przemyśli?

– Co?! Chcesz go prosić o drugą szansę?! Nie pozwolę ci na to!

– Co ja zrobię, kiedy ciotka mnie wyrzuci? Miałam zamieszkać z Kacprem! Nie mam gdzie się podziać. Nie poradzę sobie!

– Cokolwiek zrobisz, na pewno poprawisz swój los, bo czy może być coś gorszego niż mieszkanie z ciotką i tą jędzą Anną? Będzie dobrze, zobaczysz.

Kiedy wróciła do domu, Anny jeszcze nie było. Zamknęła się w pokoju i płakała wtulona w ulubioną maskotkę. Myślała, że ten dzień nie może być gorszy. Uznała, że Klaudia ma rację i nie powinna prosić Kacpra o miłość. Tak wybrał i jedyne, co mogła teraz zrobić, to wypłakać się i zamknąć ten rozdział. Mimo wszystko to bolało. Przeglądała w telefonie ich wspólne zdjęcia i nie wierzyła, że to koniec. Rano płakała za rodzicami, wieczór przyniósł jej tęsknotę za chłopakiem.

Po kilku minutach rozmyślań o tym, jak to się stało, że ten związek się skończył, postanowiła przejrzeć ostatnie wiadomości od Kacpra. Może już wcześniej otrzymała jakąś wskazówkę, że coś się między nimi psuje, tylko ją przeoczyła? Otworzyła komunikator. W gąszczu różnych konwersacji jej uwagę przykuła pewna szczególna wiadomość. Pochodziła z oficjalnej strony znanego w mieście klubu. Już ją dziś widziała, ale pomyślała, że to jakaś reklama.

Bardzo spodobały nam się Twoje zdjęcia na FB. Może byłabyś chętna na współpracę?

Usiadła na łóżku.

To znaczy?

Odpisała najszybciej, jak mogła.

Wpadnij ☺

Spojrzała na zegarek. Było tuż przed dwudziestą trzecią. Weszła na stronę internetową klubu. Trwała właśnie impreza, ale żeby wziąć w niej udział, trzeba było mieć ukończone osiemnaście lat.

Spojrzała w lustro na spuchnięte od płaczu oczy. Ile zajmie jej przygotowanie się do wyjścia? Czy zdoła złapać jeszcze jakiś autobus? Nie chciała pisać do Klaudii, bo wiedziała, że przyjaciółka spędza dzisiaj czas z bratem.

Przebrała się w małą czarną, zrobiła na nowo makijaż i wyszła cicho z domu. Nie sądziła, żeby ciotka coś podejrzewała, tym bardziej że wiedziała, że w szkole też odbywa się impreza i Anna nadal nie wróciła do domu.

W autobusie zerknęła na telefon, mając nadzieję, że Kacper się jednak odezwie i wszystko okaże się głupim żartem. Wylał na jej głowę kubeł zimnej wody, spychając ją do świata, który dobrze znała, choć bardzo nie chciała się w nim znaleźć. Świata, w którym historie zakazanych miłości zakończone udanym związkiem i szczęśliwym życiem się nie zdarzają. Zaczęła wątpić w to, czy on w ogóle coś do niej czuł. Tworzyli „ładną parę” i może tylko o to tutaj chodziło.

Mimo późnej godziny, kiedy dojechała na miejsce, przed klubem stała jeszcze dość spora kolejka. Ustawiła się na jej końcu. Nogi marzły jej w cienkich kozaczkach. Dziwnie czuła się sama wśród roześmianych i podpitych już nieco klubowiczów.

– Chyba nie powinno cię tutaj być – odezwał się ktoś stojący za nią.

Odwróciła się i zobaczyła przed sobą dość skąpo ubraną dziewczynę z papierosem. Wyglądała jak stojące przy drodze panie czekające na okazję. Do tego jaskrawoczerwone usta i odkrywająca pośladki spódniczka.

– Słucham?

– Nie jesteś za młoda na taką imprezę?

– Co cię to obchodzi?

Kobieta wypuściła z ust dym.

– Dostałaś zaproszenie? Olej je. – Nieznajoma rzuciła na ziemię papierosa, rozgniotła go butem i odeszła.

Marisa przez moment poczuła się niepewnie. Rozejrzała się wokół, zdając sobie sprawę, że nikogo tutaj nie zna. Kiedy kolejka się ruszyła, zapomniała o swoich obawach. Została poproszona o dowód.

– Niedługo kończę osiemnastkę – rzuciła, kiedy kazali jej wracać do domu.

– Sorry, młoda. Nie mogę cię wpuścić.

– Proszę. Dostałam od was wiadomość, że mam przyjść.

Wyciągnęła telefon i pokazała im konwersację.

– OK. Trzy dychy wstęp.

– Ile?! – zapytała, wiedząc, że nawet tyle przy sobie nie ma.

– Żartuję. Masz. To twoja karta VIP. Wejdź, zajmij wolny boks przy barze i poczekaj.

– Dzięki.

Wślizgnęła się do środka. Czuła się tak, jakby miała nie siedemnaście lat, lecz dwanaście. Musiała się prosić nawet o wejście do klubu, gdzie chodzą jej koleżanki z grupy tanecznej. Jak one się tutaj dostają? Czy też ktoś przysyła im takie zaproszenia? Brakowało jej Klaudii, chociaż ta omijała raczej tego typu imprezy szerokim łukiem.

Po przejściu przez próg uderzył ją zapach dymu papierosowego i mieszanki perfum. Kiedy przeszła szatnię, wszelkie rozmowy zagłuszała głośna muzyka. Bawiących się ludzi było więcej, niż się spodziewała. Zajęła miejsce, które wskazał jej ochroniarz i czekała. Obok niej w sąsiednim boksie siedziały lekko pijane już dziewczyny. Piszczały co chwilę i rozlewały na stół alkohol. Marisa zauważyła, że jedna z nich ma założoną różową szarfę z napisem „Panna młoda”. Dziewczyny pewnie imprezowały na wieczorze panieńskim.

Widziała, że kilku przechodzących obok mężczyzn przyglądało jej się z zainteresowaniem. Nagle nabrała ochoty, żeby się zabawić. Wiedziała jednak, po co tu przyszła i musiała najpierw porozmawiać z osobą, która napisała do niej wiadomość. Zaczęła obracać w ręce winietkę z napisem VIP, którą ochroniarz wręczył jej przy drzwiach.

– Ten jest niezły, podejdź do niego – powiedziała dziewczyna z sąsiedniego stołu, przy którym trwał wieczór panieński.

– Który?

– Ten przy barze.

– Podbijamy?

Marisa z niechęcią spojrzała na faceta obranego przez imprezowiczki za cel i zamarła.

Przecież to ten gość, na którego wpadł Kacper! – pomyślała nieco podekscytowana.

Mężczyzna odwrócił się do niej w tym samym momencie, więc ich spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały. Czy ją rozpoznał? Podniosła wzrok jeszcze raz, ale facet miał już telefon przy uchu i z kimś rozmawiał. Stał do niej teraz bokiem.

Chciała już napisać do Klaudii, że spotkała jej przystojniaka z pięknymi oczami, kiedy ktoś się do niej przysiadł.

– Cześć. – Uśmiechnięty mężczyzna podał jej rękę. – Marisa? Fajnie, że wpadłaś!

– Ja… Dostałam wiadomość.

– Nie mam zbyt wiele czasu, muszę przypilnować interesów, więc może przejdziemy do rzeczy?

– Jasne.

– Rozbudowuję mój klub.

„Mój klub”. Marisie zrobiło się gorąco na myśl, że rozmawia z kimś ważnym. Nie schrzań tego – mówiła sobie w myślach.

– Szukamy tancerek. Ktoś mi cię polecił, widziałem na twoim profilu zdjęcia i filmy, jak tańczysz. Powiem ci, że na żywo robisz jeszcze lepsze wrażenie – przyznał otwarcie, po czym poprosił kelnerkę, żeby przygotowała dla Marisy drinka. – Byłabyś zainteresowana? Jest z tego niezła kasa. Taniec i powrót do domu, tylko weekendy. Jeśli się spiszesz, mogę cię polecić dalej.

– Dalej?

– No wiesz… Dziewczyny występują w różnych klipach i tym podobnych.

– Nie jestem jeszcze pełnoletnia – powiedziała skruszona. Wolała tego nie ukrywać.

– Nie martwiłbym się o to. Dostajesz perukę, przyciemnimy światła i nikt cię nie rozpozna.

– Pewnie macie sporo chętnych.

– Tak, ale szef ma też sporo klubów w całej Polsce, zarządzam też tym, ale jeśli jakaś dziewczyna się spisze, to przerzucamy ją do większych miast. Tak więc wciąż potrzebujemy kogoś nowego. – Mężczyzna zauważył, że ktoś zbliża się do boksu i wyprostował się. – Masz okazję poznać szefa.

– Dzień dobry, kogo mamy przy vipowskim stole?

Marisa wstała zmieszana. Wysoki, dobrze ubrany łysy mężczyzna wzbudził w niej lęk.

– Robert. – Wyciągnął w jej stronę rękę.

– Marisa.

– Będzie naszą nową tancerką.

– To znaczy… – Miała zamiar zaprzeczyć, bo na nic takiego się nie zadeklarowała, ale Robert chwycił ją już za rękę.

– Świetnie się składa. Potrzebuję dzisiaj pięknej towarzyszki, więc oprowadzę cię po klubie.

Nawet nie zauważyła, że będący z nią wcześniej mężczyzna gdzieś się ulotnił. Nie pozostało jej nic innego, jak oddać się pod opiekę Roberta. Przecież po to tu przyszła. Chciała znaleźć pracę, a ta oferta wydała jej się kusząca.

Podeszli do baru. Robert wyglądał na szczerze zainteresowanego jej osobą. Wypytywał o szkołę, pasje i plany na przyszłość. Sprawił, że dystans między nimi błyskawicznie zmalał, mimo że dzieliła ich spora różnica wieku. Według dziewczyny mógł być tuż przed czterdziestką.

– Może swoją osiemnastkę zrobisz tutaj w klubie?

Zaśmiała się. Zdała sobie sprawę, że w drinku było chyba więcej alkoholu, niż myślała.

– Chyba mnie nie stać.

– Na mój koszt. Jesteś śliczna, mądra, energiczna. Potrzebuję tutaj takich osób jak ty.

Oprowadził ją po klubie. Nie sądziła, że co weekend bawiło się tutaj aż tak wielu ludzi. Obserwowała tłum skaczącej i tańczącej młodzieży. Zapragnęła, żeby znaleźć się wśród imprezowiczów. Oczami wyobraźni widziała, jak zaciąga na parkiet Klaudię i obie poddają się rytmowi głośnej muzyki. Słyszała o tym klubie już wcześniej. Mars był bardzo popularny, a historie o tym, co tam się czasem działo opowiadane przez dziewczyny z zespołu, wydawały jej się nieprawdopodobne. Nie wiedziała, że koleżanki miały znajomości i w ten sposób zdobywały wejściówki. Bez problemu kupowały alkohol i podobno łatwo było tam załatwić sobie jakieś prochy. Marisie daleko było do ich stylu życia i nie przypuszczała, że mogłaby kiedykolwiek być zainteresowana takim spędem ludzi. Teraz jednak, kiedy widziała to wszystko na własne oczy, chciała być tego częścią i po prostu zatracić się w zabawie. Cudownie byłoby zapomnieć o wszystkich kłopotach dnia codziennego.

Razem z Robertem zobaczyła bar i jego zaplecze, potem przeszli na drugie piętro, gdzie znajdowały się również boksy. Z dołu widziała jedynie ciemne szyby, na górze okazało się, że działały na zasadzie lustra weneckiego i przebywający w nich klubowicze mogli obserwować cały parkiet, pozostając niezauważeni. Na piętrze znajdował się osobny bar, gdzie pracowały inne kelnerki niż na dole. Podczas tej wizyty spotkała tam zaledwie kilku dobrze ubranych imprezowiczów.

– To dla wybranych? – zapytała.

– Czuj się wyróżniona.

Zanim stamtąd wyszli, zwróciła uwagę na stroje kelnerek. Dziewczyny były roznegliżowane, a krótkie spódniczki ledwo zasłaniały ich jędrne pośladki. Podejrzewała, że na tym piętrze działo się więcej niż tylko zabawa przy muzyce, ale cóż, wszystko jest dla ludzi. Potem przeszli antresolę, następnie zeszli na dół i przystanęli obok tańczących przy didżejce dziewczyn. Patrzyła na ich wyginające się w rytm muzyki, wygimnastykowane ciała. Wiedziała, że byłaby w tym dobra.

– To Klara i Elwira. Są tutaj od początku. – Skinął na nie.

Marisa rozpoznała w jednej z nich dziewczynę, która zaczepiła ją przed klubem. Gdy tancerka zobaczyła szefa, zeszła po schodach, upiła łyk drinka i obdarzyła nastolatkę szerokim uśmiechem.

– Marisa chciałaby zapytać o waszą pracę – ciągnął Robert.

– Zapraszamy! Jest luzacko i przyjemnie. Na pewno nie pożałujesz – rzuciła swobodnie nieznajoma.

Marisa zrobiła zdziwioną minę, ale nie odezwała się. Dziewczyna najpierw kazała jej stąd odejść, żeby za chwilę zachęcać ją do przyjęcia pracy. Podejrzewała, że ta obawiała się konkurencji i chciała się jej pozbyć, zanim będzie za późno. Raczej się już nie zaprzyjaźnią.

– Chyba powinnam już wracać – powiedziała Marisa, kiedy mężczyzna odprowadził ją do boksu.

– OK. Masz jakąś podwózkę?

– Nie, ale zaraz ogarnę taksówkę.

– Daj spokój. Nie pozwolę ci jechać w środku nocy z byle kim. W tym mieście nie jest bezpiecznie, trzeba uważać. Poczekaj chwilę, poproszę, żeby przysłali kogoś zaufanego – powiedział i zostawił ją samą w boksie.

Po chwili kelnerka przyniosła Marisie kolejnego drinka. Nastolatka powiedziała jej, że nic nie zamawiała, ale wtedy dziewczyna uśmiechnęła się i poinformowała, że to na koszt firmy. Marisa usiadła i włożyła słomkę do ust, kiedy nagle znów zauważyła nieznajomego ze szkoły. Ubrany na czarno mężczyzna stał jak wcześniej obok baru i obserwował parkiet. Uznała, że musiał być tutaj ochroniarzem. Po chwili podeszła do niego tancerka, z którą rozmawiała. Pogadali chwilę i odeszła, a mężczyzna wbił wzrok w telefon.

Pomyślała, że taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Będziesz mi piekła za to moje ulubione babeczki przez miesiąc – zwróciła się w myślach do przyjaciółki i ruszyła przed siebie.

Kiedy podeszła do baru, mężczyzna nadal tonął w swoim telefonie.

– Hej! – Próbowała przekrzyczeć muzykę.

– Hej… – Podniósł wzrok znad wyświetlacza.

Jego powaga trochę ją onieśmieliła. I tak, był faktycznie piekielnie przystojny.

– Pamiętasz mnie?

– Nie za bardzo – odparł.

– Wpadłeś dzisiaj w szkole na mojego… chłopaka.

– To raczej on wpadł na mnie.

Odniosła wrażenie, że jego twarz się nieco rozjaśniła. A może to te migające światła?

– Wiesz, moja koleżanka… – zaczęła, kiedy nagle podeszła do nich ciemnowłosa, ścięta na krótko dziewczyna, która oparła się o ramię mężczyzny i wbiła w Marisę wzrok.

– Twoja znajoma? – rzuciła brunetka, nie pozwalając nastolatce dokończyć zdania.

Marisa spojrzała na jej tatuaże. Dziewczyna była piękna i nie sprawiała wrażenia miłej.

– Powiedzmy – odparł sucho.

– Szukają cię.

– Idę.

– Teraz – dodała, po czym zmierzyła Marisę od stóp do głów.

Dziewczyna poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. Kiedy tamta odeszła, mężczyzna zbliżył się do niej.

– Poczekasz?

– Co?

– Poczekaj tu chwilę na mnie. Zaraz wrócę i pogadamy.

Patrzyła, jak odchodzi. Nie zamierzała na niego czekać. Uznała, że nie jest wart jej przyjaciółki i prawdopodobnie jest zajęty. I to przez niejedną.

Wróciła na miejsce i skończyła pić swojego drinka.

– Dziewczyny zamówiły dla ciebie taksówkę. To zaufany kierowca – powiedział Robert, kiedy wrócił.

– Dzięki.

Pożegnała się i zapewniła, że przemyśli propozycję pracy.

*

Kiedy dojechała do domu, było tuż przed trzecią w nocy. W oknie salonu świeciło się światło, co nie wróżyło nic dobrego.

– Ile płacę? – zapytała kierowcę.

– Już opłacone. Dobranoc.

Była zaskoczona, że Robert opłacił jej przejazd. Czy gdzieś był haczyk? Nie była w stanie teraz o tym myśleć.

Nie zdążyła przekroczyć progu domu, kiedy w korytarzu pojawiła się ciotka. W różowym za dużym szlafroku wyglądała jak zjawa.

– Gdzie byłaś?! Wiesz, która jest godzina?!

– Mieliśmy dyskotekę w szkole.

– Kłamiesz! Ania cię tam nie widziała. Już dawno jest w domu!

– Wróciłam, więc o co chodzi?! – Marisa również podniosła ton. Marzyła, żeby znaleźć się w swoim łóżku i móc zamknąć oczy.

– Jesteś spita! Jak śmiesz wracać do domu w takim stanie?!

– Ciesz się, że w ogóle wróciłam. Od kiedy obchodzi cię to, co się ze mną dzieje?!

Dziewczyna poczuła nagle mocne uderzenie w twarz. Zatoczyła się i przyłożyła dłoń do rozgrzanego policzka.

– Poświęciłam się dla ciebie, a ty zachowujesz się jak wywłoka! Pieprzona niewdzięcznica! Mój brat by się za ciebie wstydził! Nawet nie byłaś dzisiaj na cmentarzu przy jego grobie!

– Zamknij się! – wrzasnęła Marisa, zanosząc się płaczem. – Nienawidzę cię, rozumiesz?! Nienawidzę! – krzyknęła ciotce prosto w twarz, po czym uciekła na górę. Na schodach minęła Annę. Zanim trzasnęła drzwiami do swojego pokoju, zdążyła podsłuchać ich wymianę zdań.

– Co jej odwaliło?

– Nie martw się. To się niedługo skończy. Musimy dotrwać do jej urodzin i się wyprowadzimy.

– Dokąd?

– Zobaczysz, to niespodzianka.

– A ona?

– Niech sobie radzi. To już nie będzie nasz problem.

Marisa trzy razy wstawała w nocy, żeby zwymiotować. Albo alkohol jej nie służył, albo ją poniosło. Często stres odbijał się na kondycji jej żołądka. Zasnęła dopiero nad ranem, a kilka godzin później obudziły ją padające na twarz promienie słoneczne. Nie miał kto jej założyć rolety, która spadła ponad miesiąc temu. Brakowało w tym domu męskiej ręki, a Kacper nie lubił tutaj przychodzić.

Kacper. Na myśl o nim w jej oczach zebrały się łzy. Mimo wszystko z nadzieją zaczęła przetrząsać pościel w poszukiwaniu telefonu. Przecież on na pewno sobie wszystko przemyślał i poprosi ją, żeby do siebie wrócili. Czy powinna zgodzić się na kolejną szansę? Wiele by dała, żeby móc się schować w jego ramionach.

Znów zebrało jej się na wymioty. Przeszukała swoje rzeczy i szafkę nocną, aż w końcu pognała do łazienki. Jej telefon leżał na zlewie. Musiała go tu zostawić, kiedy siedziała na podłodze, obejmując rękami sedes. Przygryzła nerwowo wargę, odblokowując ekran – nadal miała na tapecie wspólne zdjęcie z Kacprem. Nie czekała jednak na nią żadna wiadomość. Zawiedziona wróciła do pokoju i otworzyła social media.

Wyprostowała się, kiedy zobaczyła, że na profilu społecznościowym agencji marketingowej udostępniono informację o wynikach castingu, z którym wiązała nadzieje. Sami jej przecież powiedzieli, że szukają kogoś takiego jak ona. Zwrócili uwagę na jej delikatne rysy twarzy, naturalne włosy w kolorze jasnego blondu i niebieskie oczy. Większość startujących w takich castingach dziewczyn przesadzała z makijażem i zgrywała pewne siebie, wyrachowane panny. Marisa miała wrażenie, że ginie w ich tłumie, a z drugiej strony wiedziała, że wyróżnia się na tle innych kandydatek i czekała na to, aż ktoś w końcu zauważy jej naturalność.

Z zamyślenia wyrwał ją telefon.

– Dzwonili?! – zapytała bez zbędnych wstępów przyjaciółka.

– Nie…

– Nie? Czytałam, że już koniec.

– Może jeszcze… – Marisa urwała myśl. Przypomniało jej się, że zostawiła telefon w łazience na noc i głośno przełknęła ślinę. – Muszę kończyć!

Rozłączyła się i weszła szybko w ostatnie rozmowy. Okazało się, że na liście jest połączenie sprzed dwóch godzin. Co najdziwniejsze, zostało ono odebrane i trwało ponad minutę!

Anna.

Z żołądkiem podchodzącym do gardła nacisnęła na zieloną słuchawkę. Czekała. Oczami wyobraźni jednak widziała, jak jej szansa znów się oddala. Przeczuwała, co się stało, kiedy spała.

– Dzień dobry, z tej strony Marisa Maik. Ja w sprawie castingu na…

– Przecież rozmawiałyśmy. – Szorstki kobiecy głos nie brzmiał przyjaźnie. W tle rozlegał się jakiś hałas.

– Odpadłam tak?

– Nie rozumiem. Powiedziała pani, że rezygnuje i nie weźmie udziału w reklamie.

– To… – Marisa poczuła, że zaraz znowu zwymiotuje. – To pomyłka! Ktoś odebrał mój telefon!

– Przykro mi, ale mamy już kogoś innego na pani miejsce. Do widzenia.

– Proszę pani, ja naprawdę… – Próbowała ratować sytuację, ale połączenie zostało przerwane.

Mocno ścisnęła telefon w dłoni, myśląc o tym, że właśnie zmarnowała swoją szansę. Rzuciła go na łóżko i wybiegła z pokoju wprost do sypialni kuzynki.

– Ty suko! – Dopadła do dziewczyny siedzącej z laptopem na łóżku i chwyciła ją za włosy. – Zabiję cię!

– Puszczaj! – Anna próbowała się bronić, ale została zrzucona na podłogę.

Marisa usiadła na niej okrakiem, nie przestając jej szarpać.

– Puszczaj!

– Odebrałaś mój telefon!

– Co?! Złaź ze mnie!

– Jak mogłaś?!

Anna zebrała w sobie siły i wyswobodziła się. Wtedy Marisa wiedziała już, że nie ma z nią szans. Co prawda była dość wys­portowana, ale kuzynka ważyła swoje.

– Rzygam tobą, rozumiesz?!

– W głowie ci się poprzestawiało?! Nie dziwię się, że Kacper cię zostawił!

– Zamknij się! – Marisa znów na nią naparła. Wtedy poczuła mocne szarpnięcie za kark.

– Ja to zrobiłam! – Ton głosu ciotki był śmiertelnie poważny. – Ja odebrałam twój telefon!

– Co?! – Marisa nie wierzyła. – Jak mogłaś?!

– Masz się teraz uczyć i wybić sobie z głowy te durne castingi! Nikt ci jeszcze nie powiedział, że się do tego nie nadajesz? Zobacz, jak wyglądają dziewczyny z reklam, nie dorastasz im do pięt! Kiedy to w końcu zrozumiesz?!

Anna patrzyła na matkę z zaskoczeniem. Wyglądało na to, że nie wiedziała, że to ona odebrała telefon z agencji.

– I powinnaś zacząć sobie szukać porządnej pracy, bo nasze drogi za chwilę się rozejdą – dokończyła ciotka, po czym opuściła pokój.

Kuzynka wciąż siedziała na podłodze z rozdziawioną buzią. Marisa czuła, że rozsypuje się na drobne kawałki. Miała już dość bycia upokarzaną. Tak się starała, chciała robić coś, w czym jest dobra i okazało się to mrzonką. Dotarła do niej smutna prawda, że nie ma szans na osiągnięcie w życiu czegoś więcej. Nie miała potrzebnego wsparcia ani pewności, że jej starania zostaną docenione. Za chwilę będzie musiała pójść do pracy i ułożyć swoje życie inaczej, niż chciała. Bez ciotki i kuzynki. I bez Kacpra.

– Od kiedy wiedziałaś o Kacprze? – zapytała nagle Annę.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– Wszyscy wiedzieli.

Marisa powoli wstała i przeszła do swojego pokoju. Jeszcze tydzień temu spędziła u Kacpra noc, kiedy jego rodzice wyjechali na weekend. Wydawało jej się wtedy, że wszystko jest w porządku. Równie dobrze mógł w tym samym czasie spotykać się z rudą i również z nią sypiać. Mógłby, ale czy tak było?

Zadzwoniła do przyjaciółki.

– Wiedziałaś wcześniej o Kacprze? – zapytała bez ogródek.

– Nie.

– Nie?

– Nie, ale podejrzewałam, że coś jest nie tak. Jak się czujesz?

– Chujowo. – Marisa wytarła ręką nos. – Jesteś w domu?

– Wyjeżdżam zaraz z Michałem za miasto. Chcę z nim spędzić trochę czasu. Może masz ochotę z nami jechać?

– Nie, bawcie się dobrze.

Nie chciała im wchodzić w paradę. Wiedziała, że Klaudia jest bardzo związana z bratem. Zazdrościła im tej relacji. Zawsze mogli na siebie liczyć i pewnie nigdy nie czuli się samotni. Jej przyjaciółka miała też doskonały kontakt z rodzicami. Byli dość konserwatywni i religijni, ale w żaden sposób nie ujmowało to im otwartości na innych.

Chciała się położyć, kiedy zauważyła wysuniętą z torebki wizytówkę z numerem telefonu. Nie pamiętała, żeby dostała ją od kogokolwiek w klubie. Była aż tak pijana? Wzięła ją do ręki i zaczęła obracać między palcami.

Czy miała coś do stracenia? Czy taniec w klubie był jakąś skazą na honorze? Przecież nie byłaby tam naga. Zresztą, przed kim niby miałaby się wstydzić? Przed ciotką? Byłym chłopakiem? Potrzebowała gotówki, i to był teraz jej priorytet.

Wykąpała się i zrobiła makijaż. Przebrała się szybko w jakiś luźny dres i postanowiła podjechać pod klub. I tak nie miała nic innego do roboty, a nie zamierzała siedzieć w domu i użalać się nad sobą.

Tak jak się spodziewała, przed Marsem kręciło się dość sporo pracowników i usługodawców. Była niedziela i przygotowywano się na kolejną imprezę. Postanowiła, że wejdzie do środka i może uda jej się porozmawiać z kimś o pracy, jaką miałaby wykonywać. Byłoby super, gdyby mogła jeszcze raz pogadać z którąś z tancerek.

Kiedy dochodziła do szatni, ktoś mocno chwycił ją za łokieć.

– Au! – Odwróciła się.

– Ty znowu tutaj?

Stała przed nią ta sama dziewczyna, która wczorajszego wieczoru zaczepiła ją w kolejce przed wejściem.

– Czego ode mnie chcesz? Boisz się konkurencji? Pracujesz tutaj dłużej i nie zamierzam ci wchodzić w drogę, OK? – powiedziała Marisa wprost.

– Konkurencji? Nie wiesz, w co się pakujesz. Lepiej odejdź stąd, póki jeszcze możesz.

– Zostaw mnie!

– Robert szuka takich naiwniaczek jak ty. Zrobi ci krzywdę.

– Tak? To co w takim razie tutaj robisz?! – Marisa wyswobodziła się z jej uścisku i ruszyła przed siebie.

Zaczęła się zastanawiać, czy dziewczyna ma aby na pewno równo pod sufitem.

W klubie panowała cisza i dopiero, kiedy przeszła korytarz prowadzący na parkiet usłyszała, że z głośników dochodzi dźwięk jakiegoś utworu. Lokal wydawał się upiorny bez bawiących się ludzi, głośnej muzyki i charakterystycznego zapachu papierosów i perfum. Na podłodze nadal leżały śmieci i potłuczone szkło.

Poczuła się nieswojo. Obejrzała się za siebie, ale nie było już śladu po dziewczynie, która ją zaczepiła.

Nagle usłyszała męski głos. Podążyła za nim i po chwili znalazła się przy barze.

– Co to miało, kurwa, być?! – grzmiał mężczyzna.

Marisa w pierwszej chwili przystanęła zlękniona i nasłuchiwała.

– Pojebało cię?!

Przygryzła wargę. Postanowiła, że się wycofa i poczeka na kogoś przy wejściu do klubu albo skorzysta z wizytówki, którą dostała. Skierowała się w stronę szatni i już miała ruszyć przed siebie, kiedy usłyszała damski drżący głos.

– Przepraszam! Dobierał się do mnie!

– Trzeba było mu dać, czego chciał i wysłać go w cholerę!

– Ale…

– Zajebię cię, jeśli facet ściągnie tutaj psy! Nie myśl sobie, że zapłacę ci za cały miesiąc!

– Nie! Proszę!

Nagle rozległ się dźwięk uderzenia ręką w policzek, a potem płacz. Marisa ostrożnie weszła za kontuar. Drzwi na zaplecze za barem były lekko uchylone. Zobaczyła za nimi klęczącą na podłodze brunetkę. Dziewczyna wycierała rękawem krew z wargi.

Marisa zrobiła krok w tył i prawie przewróciła stojące pod blatem puste butelki po wódce. Brunetka usłyszała ją i odruchowo zerknęła w kierunku dźwięku, co musiało zwrócić uwagę jej rozmówcy. Mężczyzna natychmiast wybiegł z pomieszczenia. Marisa od razu rozpoznała w nim Roberta. Jego głos nie był dla niej żadną wskazówką, podczas wczorajszej imprezy ich rozmowa polegała na przekrzykiwaniu się, więc nie miała pewności, że to właśnie on.

Teraz stała przerażona.

– Hej, Marisa! – Mężczyzna przywitał się. Wyglądał na niezadowolonego i nieco zmieszanego.

– Hej… – Jej pierwszą myślą było, żeby zrobić dobrą minę do złej gry i powoli się wycofać. Zmieniła jednak zdanie, widząc zmierzających w jej stronę dwóch osiłków.

Nie mieli ani trochę przyjaznych min.

Zrobiła znów dwa kroki w tył, a potem odwróciła się na pięcie i ruszyła biegiem w stronę wyjścia.

– Łapcie ją! – krzyknął Robert.

Marisa zdążyła usłyszeć jego polecenie, przemierzając korytarz. Prawie poślizgnęła się na rozlanym na podłodze alkoholu. Serce biło jej jak oszalałe, kiedy dobiegła do drzwi wyjściowych. W głowie miała najczarniejsze scenariusze. Również ten, że drzwi okażą się zamknięte. Odetchnęła, kiedy wydostała się na zewnątrz, a zimowe powietrze zmroziło jej nozdrza. Kilkanaście metrów od klubu był przystanek autobusowy. Zdążyła zatrzymać uprzejmego kierowcę, który na nią poczekał. Wbiegła na schodki, z trudem łapiąc wdech. Trzymając się kurczowo poręczy, wbiła wzrok przed siebie.

Ani razu nie zerknęła w tył.

*

Dotarła do domu z łomoczącym w piersiach sercem.

Na podjeździe stał samochód. Czarne audi wyglądało na auto, które dopiero co opuściło salon. Była zaskoczona, tym bardziej że ciotka rzadko kogoś zapraszała. Ich częste przeprowadzki odbijały się na życiu towarzyskim domowników.