Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jedno nagranie, sprawa sprzed lat, nowe dochodzenie
W domu Ryszarda Gawrona, dziennikarza i mordercy, zostaje znaleziony przenośny dysk, a na nim nagranie. Wynika z niego, że oskarżony o zabójstwo młodej dziewczyny mężczyzna, odsiadujący wyrok w miejscowym zakładzie karnym, może być niewinny.
Z oddziału psychiatrycznego jednego ze szczecińskich szpitali ucieka Kidnaper, do zatrzymania którego kilka miesięcy wcześniej w dużym stopniu przyczynił się komisarz Okoński. Dostaje on jednak zakaz podejmowania jakichkolwiek czynności w tym zakresie, dlatego postanawia na własną rękę zająć się zbadaniem dostarczonych mu tajemniczych materiałów.
Kto tak naprawdę popełnił zbrodnię? A może nagranie to tylko kolejna, ostatnia już, mistyfikacja dziennikarza? Komu zależy na tym, aby nie wyjaśniono, co wydarzyło się tamtego dnia?
***
Rafał Glina, urodził się w 1979 roku w Stargardzie, wówczas Szczecińskim. Mieszka w Suchaniu, niewielkim miasteczku w województwie zachodniopomorskim. Absolwent Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu na kierunku ekonomia. Szczęśliwy mąż, ojciec i właściciel Jack Russell teriera, z którym w wolnych chwilach spaceruje. Zadebiutował kryminałem pt. Jednorożec, który został nominowany do nagrody KRYMINALNY DEBIUT ROKU 2024. W 2025 r. miał już na koncie kolejne części serii z komisarzem Jackiem Okońskim: Imaginację i Zaszłość.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Martwi też mówią
© Copyright by Rafał Glina, Warszawa 2026 © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2026
Redakcja: Joanna Wysłowska
Korekta: Anna Jeziorska
Zdjęcie okładkowe: unsplash.com/Katelyn G (szyba)
Projekt okładki: Eliza Luty
Redaktor inicjująca: Blanka Wośkowiak
Dyrektor produkcji: Robert Jeżewski
Wszelkie podobieństwa zdarzeń, instytucji i osób są przypadkowe i niezamierzone. Opowieść stanowi literacką fikcję.
Wydawnictwo nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec osób lub podmiotów za jakiekolwiek ewentualne szkody wynikłe bezpośrednio lub pośrednio z wykorzystania, zastosowania lub interpretacji informacji zawartych w książce.
ISBN 978-83-8132-769-5
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o. o. ul. Widok 8, 00-023 Warszawa tel. 603-798-616 Dział handlowy: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I, 2026
Wszystkie te chwile zagubią się w czasie
jak łzy na deszczu.
Czas umierać.
ROY BATTY
– Proszę podać swoje imię, nazwisko i stopień służbowy. – Prokurator siedział wyprostowany w fotelu i spoglądał na młodego mężczyznę po drugiej stronie biurka. Wiedział, że ma dwadzieścia siedem lat, jest wysportowany i ambitny, a do policji wstąpił dwa lata temu.
Protokolant obok skrzętnie zanotował odpowiedź.
– Został pan pouczony o prawach podejrzanego, w tym o prawie do odmowy składania wyjaśnień. Czy rozumie pan te pouczenia?
– Tak, rozumiem – odpowiedział mężczyzna, który miał podkrążone oczy, był zmęczony i wyglądał na starszego o ponad dekadę.
– Proszę opisać przebieg interwencji od momentu przyjazdu na miejsce.
Funkcjonariusz poruszył się niespokojnie na krześle.
– Otrzymaliśmy zgłoszenie o awanturze domowej pod znanym nam adresem. To w ogóle jest taka dzielnica, gdzie co jakiś czas do czegoś dochodzi, dlatego dyżurny poinformował nas, że wezwał jeszcze jeden patrol oraz pracowników MOPS-u. Mieli do nas dołączyć.
– Dlaczego podjęliście decyzję o wejściu, nie czekając na wsparcie?
– Sąsiad, który to zgłosił, powiedział, że coś złego się dzieje obok niego. Słyszał straszne wrzaski, przewracanie mebli. Mówił, że u tych ludzi zdarzały się awantury, ale nigdy aż takie. A przecież tam są dzieci.
Prokurator ledwo zauważalnie skinął głową. Zapoznał się już z aktami tej rodziny. Mąż nadużywał alkoholu, a z ostatnich doniesień wynikało, że coraz częściej także narkotyków. Żona tylko trochę lepsza od niego, ale także nie stroniła od mocnych trunków. Obecnie toczyła się sprawa o odebranie rodzicom opieki nad dwoma córkami oraz umieszczenie ich w rodzinie zastępczej lub pogotowiu opiekuńczym. Jak zawsze, sytuacja nie była prosta. Tym bardziej że pracownicy MOPS-u jak dotąd nie mogli jednoznacznie stwierdzić, aby w tym domu panowały przemoc, chaos lub nie zapewniano dzieciom opieki, kwalifikujące do tak skrajnej interwencji. Mimo to, bazując na swoim doświadczeniu, skierowali sprawę do sądu.
– Nagle usłyszeliśmy tak przeraźliwy krzyk – relacjonował dalej policjant – że aż ciarki mi przebiegły po plecach. Natychmiast wezwaliśmy do otwarcia drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Podjęliśmy decyzję o użyciu siły. Zanim je wyważyliśmy, usłyszeliśmy jeszcze coś. Ktoś w środku nawoływał. Padło jakieś imię. Sąsiad, który nadal stał obok, stwierdził, że tak nazywa się jedna z córek. Drzwi okazały się stare, puściły od razu. Kazaliśmy sąsiadowi odejść i się nie zbliżać, a sami weszliśmy do środka. – Mężczyzna przełknął ślinę i znów niespokojnie się poruszył. Jego dłonie co chwila rozwierały się i zamykały. – Od razu je zobaczyliśmy. Leżały jedna obok drugiej. Matka i córka. Mój partner wybiegł z domu i zwymiotował, a ja stałem jak sparaliżowany.
Prokurator początkowo zdziwił się zachowaniem drugiego z funkcjonariuszy, wyższego stopniem i bardziej doświadczonego od swojego partnera. Jednak kiedy zobaczył zdjęcia z miejsca zbrodni, zrozumiał jego zachowanie.
– Co się stało później?
Młody policjant zamrugał, jakby ocknął się z jakiegoś letargu.
– Czy mam opisać, co zobaczyłem?
– Nie trzeba, na razie ustalamy tylko przebieg wydarzeń. Proszę kontynuować.
Mężczyzna odetchnął z ulgą.
– Usłyszałem krótki krzyk, jakby dziecka. Wiedziałem, że w domu jest jeszcze jedna dziewczynka, więc ruszyłem w stronę, skąd doleciał. Zrobiłem krok i wtedy w przejściu zobaczyłem mężczyznę z nożem. Stał w drzwiach do jednego z pokojów. W tej chwili on też mnie zauważył i ruszył w moją stronę. Dzieliły nas może ze trzy metry. Krzyknąłem, żeby się zatrzymał, bo będę strzelał, ale w ogóle nie zareagował. Parł dalej. Cofnąłem się, ale on rzucił się na mnie i zamachnął nożem. Oddałem strzał.
– Dlaczego nie użył pan innych środków przymusu przed oddaniem strzału?
Przesłuchiwany jakby nie rozumiał pytania, ale w końcu odpowiedział:
– Bo zabrakło czasu. Nie zdążyłbym wyciągnąć ani gazu, ani pałki. Był zbyt blisko.
– Ale pistolet pan wyciągnął. Dlaczego?
Mężczyzna wzruszył ramionami, rozłożył ręce, jakby sam nie wiedział. Zająknął się.
– Bo kiedy je zobaczyłem... Tę kobietę i jej córkę, leżące tam i... W sumie to też chciałem wybiec. Nie, żeby... No, wie pan, żeby zwymiotować, ale wiedziałem, że jest jeszcze jedna dziewczynka. Powstrzymałem się. Zresztą usłyszałem ten krzyk i jakoś tak, no może nie odruchowo, ale wyciągnąłem ten pistolet.
– Dlaczego nie oddał pan strzału ostrzegawczego?
– Przecież mówiłem. Uznałem, że sytuacja wymaga natychmiastowego działania, bo mężczyzna ruszył w moją stronę. Wyglądał jak szalony, jakby coś zażył.
– Czy pana partner był już wtedy w pomieszczeniu?
– Nie wiem. Wszystko rozegrało się w kilka sekund. Chyba jeszcze nie, nie wydaje mi się.
– Co wydarzyło się później?
– Zawołałem mojego partnera, chyba dopiero wtedy wszedł do środka, i powiedziałem mu, że szukam drugiej dziewczynki. Odkrzyknął, że zawiadomił dyżurnego i zaraz będziemy mieli wsparcie. I że w życiu czegoś takiego nie widział.
– Znalazł pan ją?
– Tak, zamknęła się w szafie. Siedziała wciśnięta w rogu, skulona i... – Zawahał się. – Chyba się zsikała ze strachu. Uspokoiłem ją, że jestem policjantem i nic już jej nie grozi. Nie chciała wyjść z szafy, więc okryłem ją kocem z tapczanu i siadłem obok. Oświadczyłem, że poczekamy na jakąś miłą panią, która jej pomoże.
Marcowy poranek był chłodny, ale dzień zapowiadał się na ciepły. Samochód zaparkował przy dużym, niewyróżniającym się domu w jednej z dzielnic Szczecina. Kierowca wysiadł pierwszy i rozejrzał się po okolicy, następnie omiótł wzrokiem budynek.
– Dom, jak dom. – Wzruszył ramionami i spojrzał na żonę, która w końcu wyszła z auta.
– A czego się spodziewałeś? Zwłok na elewacji?
– Nie, no, nie wiem. W końcu to dom mordercy. Czy taki koleś nie powinien mieszkać gdzieś na uboczu? Z dala od ludzi, tak żeby nikt nie słyszał wrzasków jego ofiar?
– Ty tak na serio czy już kompletnie ci odbiło? Przecież on nikogo tu nie zabił. Gdyby tak było, to policja zaplombowałaby wszystko i nie moglibyśmy wejść. – Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą i otworzyła bagażnik. – Może byś mi pomógł?
Przeszli przez furtkę, dźwigając torby z różnymi środkami czyszczącymi, szmatami i dwiema rolkami papierowych ręczników.
– Mam nadzieję, że znajdziemy odkurzacz i wiadro z mopem, bo jak nie, to będziesz drałował z powrotem do domu – burknęła kobieta, kiedy mąż otwierał drzwi wejściowe.
Dom z zewnątrz nijaki, w środku sprawiał takie samo wrażenie. Odłożyli torby i rozejrzeli się po pomieszczeniach. Meble miały już swoje lata, a ściany i sufity wymagały odświeżenia. Jedynie spory salon został odnowiony i nowocześnie wyposażony. Wielki narożnik, dorównujący mu telewizor z zestawem kina domowego i konsolą, ledowe żyrandol i lampy, duży stół. Nigdzie nie było żadnych roślin, regały na książki stały puste, żadnych fotografii.
– Może puścimy jakąś muzyczkę, będzie się lepiej sprzątać – zagadał mężczyzna, ale szybko pożałował.
– Weź mnie nie denerwuj nawet. Twoja kuzynka mogła wynająć profesjonalną firmę sprzątającą, ale zadzwoniła do nas, bo się zorientowała, że potrzebujemy kasy. A wiesz, że dobrze nam zapłaci. Babka, która odziedziczyła ten dom, mieszka w Stanach i zamierza go sprzedać, a my mamy tu wysprzątać na błysk, więc postaraj się i przestań wydurniać.
– Wyluzuj, kobieto. Skoro mieszka w Stanach, to i tak nie sprawdzi, jak nam poszło.
– Ale Magda sprawdzi i jak spieprzymy sprawę, to więcej nic nam nie załatwi, jarzysz? Obym nie żałowała, że cię zabrałam ze sobą. – Spojrzała groźnie na męża.
– Dobra, dobra, przecież żartowałem. – Machnął ręką. – Co mam robić?
– Najpierw poszukaj tego pieprzonego odkurzacza.
Był, schowany w niewielkim pomieszczeniu gospodarczym zlokalizowanym przy nowoczesnej kotłowni z piecem na pellet. Kobieta zaczęła od łazienki, a mężczyzna wziął się do odkurzania. Zgodnie z poleceniem żony odsuwał wszystkie szafki i komody i zaglądał w każdy zakamarek. Miało być czysto, będzie czysto.
Kiedy skończyli na dole, przenieśli się na piętro. Tutaj znajdowały się mała łazienka i dwie duże sypialnie. Kiedy weszli do jednej z nich, mężczyzna klepnął żonę w pośladek.
– A może tak szybki numerek? Sami jesteśmy, nikt nas nie goni...
Kobieta tylko się skrzywiła, przewróciła oczami i wyszła, a on wystawił za nią język i zrobił głupią minę. Po chwili chwycił odkurzacz i włożył wtyczkę do gniazdka. Dwuosobowe łoże miało wysokie nóżki, więc opadł na kolana, by odkurzyć podłogę pod spodem. Następnie odsunął szafkę nocną. Było za nią trochę pajęczyn, więc omiótł i ją. Obszedł łóżko i tak samo zajął się drugą szafką, ale kiedy wciągał pajęczyny, dostrzegł, że pod spodem, w przestrzeni między podłogą a dnem szafki, coś zostało przyklejone srebrną taśmą. Wyprostował się i rozejrzał, jakby to mogło mu pomóc w podjęciu decyzji, ale w końcu wsunął rękę i wyciągnął mały przedmiot. Zawinięty w folię.
– Elka, chono tu.
– Nie mam czasu na bzdury.
Wstał i poszedł do łazienki, gdzie żona właśnie czyściła sedes.
– Patrz, było przyklejone do szafki nocnej.
– Co to jest?
Odwinął folię.
– Chyba dysk przenośny. Taki do przechowywania danych.
– Wiem, co to dysk przenośny.
Oboje przez chwilę patrzyli na czarne pudełeczko.
– Może to jakaś jego nowa książka? Nie zdążył jej wydać, zanim go zastrzelili. – Mężczyzna wydawał się podekscytowany. – Co myślisz?
– Myślę, że musimy to oddać Magdzie.
– Najpierw to sprawdźmy. A jak da się na tym zarobić? Jak to coś o nim, to może gazety za to zapłacą?
– Tylko narobisz problemów swojej kuzynce. Nie dość, że załatwiła nam tę fuchę, chociaż nie musiała, to chcesz, żeby straciła pracę? Nie bój się, jak to coś cennego, to pewnie odpali nam znaleźne. A jak to coś związanego z tamtymi morderstwami albo, co gorsza, z jakimiś nowymi? Jeszcze nas zamkną. Nie, dzięki.
Mężczyzna nie zamierzał się kłócić. Niechętnie oddał dysk, a kobieta owinęła go w folię i schowała do torebki.
Magdalena Bułat-Soczówka, która zajmowała się postępowaniem spadkowym dotyczącym między innymi tego domu, przyjechała, jak tylko dostała telefon, że wszystko gotowe. Jej kuzyn z żoną już zapakowali swoje rzeczy do auta i czekali na nią przy wejściu.
– Podłogi świeżo umyte – ostrzegł ją mężczyzna z szerokim uśmiechem na ustach. – Cały dom wysprzątany i gotowy do inspekcji.
Spojrzała na jego żonę. Ta skinęła głową i wyciągnęła w jej kierunku rękę z jakimś zawiniątkiem.
– Jest czysto, a to znaleźliśmy przyklejone taśmą pod jedną z szafek nocnych. To dysk przenośny.
Magdalena uniosła brwi, wzięła paczuszkę.
– Dziwne, że nikt tego wcześniej nie znalazł, ale dzięki. Zajmę się tym. – Wyciągnęła portfel. – Tak jak się umawialiśmy.
Odliczyła odpowiednią kwotę i podała kobiecie.
– Jeśli to coś ważnego – uniosła dłoń z dyskiem – to postaram się, żeby pani Jones coś wam odpaliła, okej?
Oboje skinęli głowami.
Po powrocie do biura Magdalena Bułat-Soczówka rozwinęła dysk z folii i przyjrzała mu się. Podobnego modelu sama używała, więc nie musiała długo szukać kabla, którym podłączyła go do laptopa.
Przez całą drogę zastanawiała się, co może znajdować się na tajemniczym dysku. Jeśli nowy kryminał, to pani Jones się ucieszy. Pozostałe książki jej brata były bestsellerami, więc i ta nim zostanie. Tym bardziej że autor okazał się mordercą i już nie żył, co niewątpliwie zwiększało wartość dzieła. Trochę gorzej, jeśli zawartość będzie miała związek z przestępstwami, ale wtedy odda dysk policji i po sprawie.
Program antywirusowy nie wykrył zagrożeń, więc kliknęła ikonkę dysku. Pojawiło się mnóstwo folderów. Większość nazw zaczynała się od słów „sprawa” albo „morderstwo”. Otworzyła na chybił trafił jeden z nich. Na ekranie wyświetliło się kilka plików tekstowych, jakieś skany i trochę zdjęć. Kliknęła jedno z nich. Przez chwilę przyglądała się fotografii, nie rozumiejąc, na co patrzy. Zaraz jednak treść żołądka podjechała jej do gardła, a ona pożałowała swojej ciekawości.
Zdjęcie przedstawiało stół sekcyjny, na którym leżała poćwiartowana kobieta. Brakowało głowy, ale reszta była prawie kompletna i poukładana jak dobrze pasujące puzzle. Poszczególne części ciała miały ziemistoszary kolor, a pomiędzy nimi prześwitywała chłodna stal stołu. Szybko najechała myszką na przycisk „zamknij” i makabryczny obraz zniknął z ekranu. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że to wcale nie musiały być zwłoki kobiety.
Spojrzała na zegarek i szybko przeliczyła. W Chicago dochodziła dziesiąta rano, więc spokojnie mogła zadzwonić do pani Jones. W końcu to ona o wszystkim decydowała.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
