Maniak - Stéphane Bourgoin - ebook
NOWOŚĆ

Maniak ebook

Stéphane Bourgoin

0,0

Opis

Frank Zito tęskni za zmarłą matulą. Znęcała się nad nim straszliwie i zarabiała, sprzedając swoje ciało na ulicy, ale Frankowi wciąż jej brakuje. Aby nie zwariować z samotności, Frank otacza się manekinami, na które zakłada ubrania i skalpy swych ofiar. Czy powstrzyma się przed kolejną zbrodnią, kiedy pozna ambitną fotografkę Annę, czy też otaczające kobietę piękne modelki wyzwolą w nim najgorsze instynkty mordercy?

„Maniak” to klasyczny slasher z 1980 roku, nakręcony amatorsko i na mizernym budżecie, lecz tak brutalny i krwawy, że w wielu krajach zakazano jego wyświetlania. Literacka adaptacja Stéphane’a Bourgoina – specjalisty od true crime oraz seryjnych morderców – pogłębia portret psychologiczny Franka Zito i przedstawia napędzane upiornym dzieciństwem motywacje stojące za działaniami tytułowego maniaka: w połowie Kuby Rozpruwacza, w połowie Normana Batesa, acz w całości oryginalnego i głęboko, głęboko niepokojącego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 70

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Kolekcje



Tytuł: Maniak

Tytuł oryginału: Maniac – The Novelization

Autor: Stéphane Bourgoin na podstawie filmu Williama Lustiga

Copyright © by Stéphane Bourgoin

Copyright for the Polish translation

© 2025 by Kornel Mikołajczyk

Wszelkie prawa zastrzeżone.

All rights reserved.

Redakcja i korekta: Anna Dzięgielewska, Zeter Zelke

Przekład: Kornel Mikołajczyk

Projekt okładki: Łukasz Białek

Skład i łamanie: Krzysztof Biliński

Wydanie I

Wydawca: Planeta Czytelnika, Łódź 2025

planeta-czytelnika.pl

[email protected]

ISBN 978-83-68702-14-9

Rozdział pierwszyMordercze preludium

Na wydmie wznoszącej się ponad jedną z nowojorskich plaż podziwiać można – także poprzez publiczne lornetki na monety – krajobraz miasta na tle rozszumianego przyboju. Właśnie wstaje słońce, a zimny wicher łaskoczehoryzont.

Urękawiczniona dłoń wsuwa ćwierćdolarówkę do otworu i dźwigienką uruchamia mechanizm. Mężczyzna wolno studiuje okolicę. Zatrzymuje się na parze śpiącej w ubraniach na piasku, niedbale przykrytej ciężkim kocem. Obok przymierają resztki paleniska. Tak wczesnym świtem są jedynymi ludźmi nanabrzeżu.

Skwir mew, jazgot fal tudzież ostrość porannego powietrza wreszcie wybudzają koczujących. Poprzedniej nocy kochali się dwukrotnie, ukryci przed światem w tym odosobnionymzakątku.

Zanim noc napadła na nich chłodem i mrokiem, rozniecili ognisko, ażeby dodać ich azylowi aury romantyczności. Gasnące płomienie odbijają się teraz w pełnych pasji oczach kochanków. O tej porze roku nikt nie odwiedza plaż Wielkiego Jabłka, chyba że w pobliżu parków rozrywki takich jak ten na Coney Island, oni zaś upewnili się, że popularne miejsca zostały daleko, dalekostąd.

Kobieta mówi do swojego drogiego Steve’a:

– Spada temperatura, kotku. Ogień zgaśnie lada moment. Nie poszedłbyś podrewno?

– Wykończysz mnie. Ale faktycznie: ziąb. – Ziewa przeciągle. – Dobra, pójdę.

Waha się przez chwilę, kiedy dociera do niego, że zapomnieli zabrać termosu z kawą.

Zastanawia się, czy opłaca mu się wsiąść do auta i podskoczyć do najbliższej dzielnicy mieszkalnej po śniadanie, ale nie, przecież ona zamarznie na śmierć, zanim on wróci. Szkoda marnować czas: priorytet to ciepło. Wstaje i zmierza ku wydmom, żeby pozbierać wyrzucone na brzeg, wysuszone słońcemgałęzie.

Dziewczyna opatula się kocem i próbuje na powrótzasnąć.

Wyrasta nad nią kształt. Palce zamknięte w skórzanej rękawiczce gładzą młódkę powłosach.

– Och, już jesteś? Dziękuję, kotku.

Prześmiewcze mewy skrzeczą tak charkotliwie i tak głośno, że krzyk kobiety umiera w ich hałasie. Biedaczka usiłuje się podnieść, lecz nieznajomy jest szybszy. Przykłada nóż do jej gardła i tnie naodlew.

Ostatnie nuty wrzasku wylewają się z niej krwawymgulgotaniem.

Kiedy dziewka milknie, mężczyzna zaczyna z pietyzmem odrzynać skórę ze szczytu jej głowy – uważając, aby nie uszkodzić włosów, szczególnie że nieboraczka nadal podryguje w przedśmiertnychspazmach.

Na skutek skalpowania, przeprowadzonego profesjonalnie i bez najdrobniejszego drżenia ręki, morderca obnaża czaszkę. Biel kości okrywa lepka, wilgotnabłona.

Agonalne podrygi kończą się, akurat gdy i on kończy zadanie. Oczyszcza trofeum i wkłada je do torebki przygotowanej szczególnie na tęokazję.

Jego działania są na tyle precyzyjne i mechaniczne, że oczywistym jest, iż nie robi tego po raz pierwszy. Amator z łatwością by się zaciął czy pomylił przy podobnej rzeźnickiej robocie. Nieon.

Steve wraca tymczasem do obozowiska z naręczem drewna. Fale bijące o brzeg oraz zawodzenie ptaków wygłuszyły go na całezajście.

Cień wyłania się zza jego pleców. Garota zaciska się na gardle; stalowa lina wpija się głęboko w szyję. Ból otumania go mocą. Znieczula. Gęste strugi krwi tryskają wodospadami po skórze, kiedy zabójca podnosi go wysoko i przytula do siebie. Stopy Steve’a przestają dotykać piasku. Wymachuje rękoma, bezskutecznie usiłując wydostać się z objęć Ponurego Żniwiarza. Ponury Żniwiarz ma inne plany i przyjmuje go do swego królestwa. Ręce opadają bezwładnie. Wtedy morderca wreszcie wypuszczaofiarę.

* * *

Frank Zito budzi się przerażony w mokrym od potu łóżku. Tłuste krople spływają mu po twarzy i wsiąkają w grube wąsy. Nawiedzony wzrok nie potrafi skupić się na jednym punkcie. Oddycha łapczywie, żeby sięuspokoić.

Czy to podwójne morderstwo tylko mu sięprzyśniło?

Obok niego spoczywa żeński manekin. Plastikową twarz pokrywa krew, która spłynęła ze skalpu przytwierdzonego do głowygwoździem.

Naprawdę zdarł te włosy z młodej biedaczki naplaży?

Na towygląda.

Przesuwa spojrzeniem po obskurnym pokoiku z klaustrofobiczną łazienką. Jedynym źródłem światła są lampki i świece rozjaśniające zdjęcie ukochanej matuli, CarmenZito.

Na półkach zalegają dziesiątki lalek. Nagich, z powyrywanymi fryzurami. Frank Zito myśli o miłości, jaką darzyła je rodzicielka, kiedy żyła; o kolekcjonerskiej pasji, którą dzieliła z nią jego starsza siostra, Mona. Mona znienawidzona. Mona zazdrościądarzona.

Coś jeszcze rozjarza tę ponurą atmosferę. To telewizorek, na którego ekranie, w trzaskach i zakłóceniach odbioru, kończy się program. Poza tym brak tu okien, brak otworów. Jadowitozielona barwa ścian wsącza się do umysłu Franka. Ten odwdzięcza się jej, pokrywając ją niepokojącymi rysunkami i malowidłami, zalepiając porwanymi plakatami z magazynów dla dorosłych. Właścicielem tego lokum jest Śmierć. Frank: wiecznym-odwiecznym lokatorem.

Wstaje z trudem. Ogląda swe spracowane dłonie w poszukiwaniu śladów juchy, lecz nie znajduje nic. To nie oznacza, że nikogo nie zabił. Mógł po prostu, na wpół świadomie, wyszorować łapska po powrocie dodomu.

Zatacza się do łazieneczki, gdzie nad umywalką wisilustro.

Frank ściąga przepocony podkoszulek i zaczyna się oczyszczać. Gładzi się po głębokich bliznach i śladach po oparzeniach na piersi. Przeszłość powraca do niego porwanymifragmentami.

Oto pamiątki po upiornym dzieciństwie z ukochaną, acz okrutną matulą. Oraz z siostrą, Moną…