Klub zaginionych tropów. Sprawa Agaty Maciejewskiej - Bożena Sińczak - ebook

Klub zaginionych tropów. Sprawa Agaty Maciejewskiej ebook

Bożena Sińczak

0,0

Opis

Zaginięcie Agaty Majewskiej miało być tylko kolejną policyjną sprawą. Szybko okazało się jednak, że to początek niebezpiecznej gry, w której nic nie jest oczywiste.

Lena i Maks – przyjaciele od dzieciństwa – coraz głębiej wplątują się w śledztwo, które odsłania mroczne tajemnice dorosłych, niewygodne pytania i fakty, które ktoś za wszelką cenę próbuje ukryć. Próba porwania, anonimowe groźby i tajemnicze telefony od samej Agaty sprawiają, że stawką przestaje być tylko prawda… a zaczyna być bezpieczeństwo – i życie.

W cieniu narastającego zagrożenia rodzi się uczucie, które wystawione zostaje na najtrudniejszą próbę.
Bo gdy każdy krok może być obserwowany, a zaufanie staje się luksusem – jedno pytanie brzmi najgłośniej:

Czy warto szukać prawdy, jeśli może ona wszystko zniszczyć?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 195

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



ROZDZIAŁ 1

Słońce zachodziło nad małym miasteczkiem, oświetlając czerwonym blaskiem dachy domów i taflę jeziora. Maksymilian Nowicki siedział w swoim pokoju, jak zawsze pochylony nad laptopem. Jego biurko było zasypane kablami, częściami od starych telefonów i małymi narzędziami. Ciszę przerywało jedynie ciche tykanie zegara. Maks od zawsze uwielbiał rozkładać i składać rzeczy. Był typem osoby, która więcej robi, niż mówi.

Lena Kowalska pojawiła się w jego życiu, zanim jeszcze oboje nauczyli się alfabetu. Byli sąsiadami, a ich mamy często spotykały się na kawę, przez co dzieci spędzały ze sobą dużo czasu. Dziewczyna była kompletnym przeciwieństwem Maksa – głośna, energiczna, zawsze gotowa na przygodę. Kiedy wolał siedzieć w kącie z puzzlami, ona ciągnęła go na wyprawę do lasu, gdzie opowiadała straszne i tajemnicze historie o duchach czy ukrytych skarbach.

Ich przyjaźń przetrwała lata, choć z czasem się zmieniała. Lena dorastała z ciekawością świata, a Maks z fascynacją do technologii i wiedzy. Mimo że od zerówki dzielili szkolną ławkę, to po lekcjach rzadziej się spotykali. Ona otaczała się ludźmi, on cenił sobie prywatność i ciszę. Jednak jedno łączyło ich zawsze – uwielbienie do zagadek i tajemnic. Pierwszą „sprawę” rozwiązali, gdy mieli po dziesięć lat. W ich miasteczku zaginął Puszek, stary kot sąsiadki. Lena natychmiast ogłosiła, że to porwanie, a Maksowi w końcu udzielił się jej entuzjazm i stworzył prowizoryczną mapę okolicy, aby prześledzić, gdzie widziano kota po raz ostatni. Znaleźli go pod jednym z mostów i odnieśli właścicielce, ale Lena nie mogła powstrzymać się od wymyślenia historii o tym, jak Puszek został porwany przez szajkę złodziei kotów, a potem im uciekł i ukrył się pod mostem. To właśnie wtedy narodziła się ich fascynacja do zagadek, tajemnic i ciekawych przygód, podczas których mogli pobawić się w detektywów.

Teraz, sześć lat później, oboje byli na skraju dorosłości, a życie było już bardziej skomplikowane. Maks odciął się od większości kolegów zaangażowany w swoje projekty i naukę programowania. Jego ojciec od lat pracował za granicą, a matka wracała późno z pracy, więc większość czasu spędzał sam. Lena wciąż wolała towarzystwo rówieśników, choć nigdy nie pozwalała nikomu za bardzo się do siebie zbliżyć. Ich drogi często się rozchodziły, ale w trudnych chwilach zawsze do siebie wracali.

Pewnego wieczoru, pod koniec maja, Lena pojawiła się pod drzwiami Maksa bez ostrzeżenia, co nie było niczym niezwykłym. Zapukała energicznie, po czym, nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. Z kieszeni jej kurtki wystawała latarka. Ciemne, brązowe włosy były nieco rozwichrzone, a spojrzenie mówiło więcej niż słowa – coś się wydarzyło.

– Maks, mamy sprawę – oznajmiła, jakby to było coś oczywistego.

Chłopak uniósł wzrok znad laptopa. Przez chwilę patrzył na nią z lekkim znużeniem, jakby chciał powiedzieć: „Lena, mam na głowie ważniejsze rzeczy”, jednak coś w jej wyrazie twarzy przykuło jego uwagę. Nie była to zwykła ekscytacja, jak wtedy, gdy rzekomo znalazła w lesie stary skarb. Teraz jej spojrzenie było poważne.

– Co się stało? – zapytał w końcu.

– Agata Majewska zaginęła. Znaleźli tylko jej rower i plecak nad jeziorem. Policja mówi, że to wypadek, ale ja w to nie wierzę.

– Jak zwykle policja ma swoją teorię, a ty swoją. – Maks wzruszył ramionami, po czym wrócił do swojego komputera.

– I właśnie dlatego musimy się tym zająć – powiedziała Lena, nachylając się nad jego biurkiem. – Nie udawaj, że cię to nie obchodzi. Agata to nasza koleżanka.

– A ty w ogóle skąd o tym wiesz?

– Wujek Marek został wezwany do tej sprawy. Słyszałam, jak wspominał o tym mojej mamie, kiedy dziś po południu zajrzał do nas na kawę.

Maks westchnął. W głębi duszy wiedział, że Lena ma rację. Historia z nagłym zniknięciem Agaty była dziwna.

– Dobra, od czego zaczniemy? – zapytał, a kąciki ust dziewczyny uniosły się w lekkim uśmiechu.

– Od jeziora. Musimy sprawdzić miejsce, gdzie znaleziono jej rzeczy.

Maks spojrzał na zegar. Była już prawie dwudziesta.

– Jesteś niepoważna – mruknął, ale mimo wszystko zaczął zbierać sprzęt: latarkę, telefon i mały notes, który prawie zawsze miał przy sobie. Lena miała ten dar, że zawsze udawało jej się go wciągnąć w swoje palny, nawet jeśli nie był do nich do końca przekonany.

Dotarli nad jezioro tuż przed całkowitym zapadnięciem zmroku. Woda była spokojna, a chłodny wiatr niósł ze sobą zapach wilgoci i trawy. Miejsce, w którym znaleziono rower i plecak Agaty, było oznaczone taśmą policyjną, ale w małych miasteczkach nikt nie pilnował takich rzeczy zbyt długo. Policja szybko zakończyła sprawę, zakładając, że dziewczyna utonęła. Wszystko na to wskazywało, ale z racji zbliżającego się wieczoru przeszukanie jeziora przełożono na następny dzień.

– Jak myślisz, dlaczego nie szukali dalej? – spytała Lena. – Wujek Marek nigdy tak łatwo nie odpuszczał. – Dziewczyna miała w ręce latarkę, którą teraz omiotła ziemię w poszukiwaniu śladów.

– Bo to najprostsze wytłumaczenie – odparł Maks, chowając ręce do kieszeni. – Ciemność, gałąź na drodze, nie wyhamowała, wpadła do wody i utonęła. Koniec sprawy. Ludzie wolą nie drążyć.

– A jeśli to nie był wypadek? Jeśli ktoś pomógł jej zniknąć?

– Co masz na myśli?

– Jechała na rowerze, wpadła do wody i zaczęła się topić? Raczej w takiej chwili nie myślałaby o tym, aby ściągnąć plecak i rzucić go na brzeg.

Maks nie odpowiedział, ale wyciągnął telefon i zaczął robić zdjęcia miejsca, gdzie znaleziono rzeczy nastolatki. Zwrócił uwagę, że parę metrów dalej gałęzie na krzakach przy ścieżce prowadzącej do lasu były połamane. Podszedł bliżej i przywołał Lenę ruchem ręki.

– Popatrz tutaj – powiedział w końcu, wskazując na ziemię.

Dziewczyna podeszła bliżej i zmrużyła oczy. Na miękkim podłożu widać było coś, co bez wątpienia było śladami butów.

– Ktoś tu był – mruknęła, kucając. – To nie Agata. Ona zawsze nosi trampki, a to – przesunęła palcem po śladzie – wygląda na eleganckie buty. Męskie, eleganckie buty.

Maks skinął głową.

– Dobra, coś mamy, ale to jeszcze niczego nie dowodzi. Wcześniej kręciło się tu sporo osób.

– Maks, pobudka! To nie są buty policyjne ani tym bardziej do spacerów po lesie. Myślę, że to może mieć jakiś związek z tą sprawą. – Lena spojrzała na jezioro, w którym odbijało się nikłe światło księżyca. Wyglądało pięknie, ale i przerażająco… zupełnie jak historia, która mogła się tu wydarzyć. – Wiesz, co jeszcze jest dziwne? – zapytała. – Znaleźli jej plecak, ale nie było w nim telefonu.

Maks uniósł brew.

– Telefonu?

– Tak. Agata nigdy się z nim nie rozstawała. Jeszcze go nie znaleźli. Nie wiem, czy sprawdzali ostatnią lokalizację, czy nie. W tej sprawie jest coś dużo zaniedbań. – Maks zaczął coś szybko wpisywać w swoim telefonie.– Co robisz? – zapytała.

– Sprawdzam, czy jej telefon jest wciąż aktywny – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu. Po chwili pokręcił głową. – Wyłączony, ale…

– Ale co? – Dziewczyna wiedziała, że chłopak coś odkrył.

– Ostatnia aktywność telefonu nie miała miejsca tutaj. – Maks wskazał na mapę. – Według zapisu ostatnio był aktywny wczoraj wieczorem, bliżej chaty rybackiej.

Lena spojrzała na niego z determinacją.

– Czyli musimy tam pójść.

– Oczywiście, że musimy. – Maks westchnął.

Chata rybacka była opuszczona od lat. Kiedyś należała do miejscowego rybaka, który zajmował się połowami na tutejszych jeziorach. Zginął w wypadku i od tego czasu chata stała pusta i niszczała. Drzwi były uchylone, skrzypiały lekko przy najdelikatniejszym podmuchu wiatru. Lena spojrzała na Maksa, a on tylko skinął głową, jakby chciał dać jej znak, że to ona powinna wejść pierwsza. Bez wahania pchnęła drzwi.

Wnętrze było ciemne, a latarki w ich dłoniach ledwo rozjaśniały przestrzeń. Powietrze było ciężkie, przesycone zapachem wilgoci i czegoś, co przypominało stęchliznę. Ze ścian odpadała farba, a na podłodze leżała warstwa brudu i liści, które dostały się tu przez niewielką dziurę w dachu.

– Boisz się? – spytał Maks. W jego głosie dało się wyczuć napięcie.

– Tylko trochę – przyznała Lena, a jej głos odbił się echem w pustej przestrzeni. – A ty?

– Ja? Nigdy – odparł, choć jego oczy cały czas błądziły po ciemnych kątach, jakby spodziewał się, że zaraz coś stamtąd wyskoczy.

Stary obdrapany stół stał pośrodku pomieszczenia pokryty grubą warstwą kurzu. Na ścianie wisiała zardzewiała lampa naftowa, a w kącie stała rozlatująca się szafa z wgniecionymi drzwiami. Na jej szczycie leżały stosy pożółkłych i zawilgotniałych gazet. Lena podeszła do stołu i przesunęła po nim palcem.

– Wygląda, jakby nikogo tu nie było od bardzo dawna.

– Sugeruję jednak, byśmy przeszukali chatę, skoro już tu jesteśmy – powiedział Maks.

Lena otworzyła drzwi szafy, które nie dość, że zaskrzypiały tak głośno, że niemal podskoczyła, to jeszcze prawie odpadły. W środku znajdowały się stare ubrania, rybackie kurtki i spodnie, para kaloszy, a także zardzewiałe haki. Nic z tego nie należało do Agaty.

– Nic – mruknęła z irytacją.

– Sprawdźmy tam – powiedział Maks, wskazując na drzwi do kolejnego pomieszczenia, które były częściowo uchylone.

Przeszli ostrożnie do następnego pokoju. Był mniejszy i bardziej zagracony, ale wydawał się czystszy. W rogu znajdowało się nieduże łóżko z poszarzałym materacem i stertą koców. Na podłodze stała miska z resztkami jedzenia. Wyglądało to tak, jakby niedawno ktoś pomieszkiwał w tym pokoju.

– Nie podoba mi się to – szepnęła Lena. – To miejsce jednak nie jest tak opuszczone, jak myślałam.

Maks zignorowała jej słowa i ruszył w stronę biurka, które stało przy oknie. Na blacie leżały przedmioty, które przyciągnęły uwagę obojga.

– To jest… jej kurtka – powiedziała dziewczyna, podchodząc bliżej. – Jeszcze w piątek była w niej w szkole.

Obok granatowej puchówki znajdował się notes z pokreślonymi kartkami. Dziewczyna otworzyła go ostrożnie i zobaczyła rysunki. Z początku wyglądały normalnie – przedstawiały drzewa, jezioro i chatę – ale na kolejnych stronach pojawiły się dziwne symbole i rysunki geometryczne. To samo przedstawiały rysunki na powyrywanych i leżących na podłodze kartkach.

– Maks, popatrz na to – szepnęła, pokazując notes.

– To nie wygląda na coś, co Agata zazwyczaj rysowała – zauważył, pochylając się nad rysunkami.

Lena przełknęła ślinę, czując, jak ciarki przebiegają jej po plecach.

– A może ktoś kazał jej to narysować? – dodała dziewczyna, przeglądając notatnik do końca.

– Jeśli tak, to pytania brzmi: kto, dlaczego i co to znaczy? – powiedział Maks, rozglądając się po pomieszczeniu, po czym podszedł do łóżka.

Lena spojrzała na niego zaciekawiona tym, co zamierza zrobić. Chłopak najpierw zajrzał pod łóżko, świecąc tam latarką, a potem podniósł materac.

– Telefon jest tutaj – rzekł triumfalnie, podnosząc urządzenie. Był pęknięty i rozładowany.

– Mam powerbank – powiedziała Lena, szukając przez chwilę w plecaku, po czym podała go Maksowi. Czekali chwilę.

– Działa! – Maks niemalże krzyknął. – Spróbuję go uruchomić… Znasz może jej PIN?

– Spróbuj jeden, dwa, zero, sześć. To jej data urodzenia. Kiedyś mówiła, że nie ma pamięci do kodów i wszędzie używa daty urodzenia.

Maks odblokował telefon, korzystając z ciągu cyfr, który podała Lena. Przejrzał wiadomości, a potem wszedł w galerię. Natrafił na zdjęcie zrobione mniej więcej w tym czasie, kiedy zniknęła – poprzedniego wieczoru nad jeziorem. Zapadał zmrok i selfie nie było zbyt wyraźne, ale ich uwagę przykuł zarys sylwetki w tle.

– To drzewa się tak układają czy rzeczywiście ktoś tam stoi? – zapytała dziewczyna, patrząc na ekran telefonu.

– Wydaje się, jakby ktoś tam był, ale nie jestem pewny – odpowiedział, ale jego głos był dziwnie cichy. – Musimy się stąd wynosić.

Lena spojrzała na niego pytająco, ale wtedy usłyszała to samo co on – kroki na zewnątrz, a następnie trzask gałęzi. Ktoś zbliżał się do chaty.

– Maks… – wyszeptała, ale on już zgasił latarkę i pociągnął ją w stronę drzwi na tyłach budynku.

Nie mieli czasu, by się zastanawiać. Ktokolwiek był na zewnątrz, musiał się zorientować, że są w środku. Maks i Lena stali przez chwilę w ciszy i bezruchu, nasłuchując kolejnych dźwięków. W końcu chłopak chwycił dziewczynę za rękę i wskazał tylne drzwi chaty.

– Musimy stąd wyjść, zanim ten ktoś nas znajdzie – wyszeptał niemal bezgłośnie.

Lena skinęła głową i starając się nie wydać żadnego dźwięku, ruszyli w stronę drzwi. Poruszali się powoli, omijając porozrzucane po podłodze przedmioty. Maks szedł pierwszy. Ostrożnie otworzył drzwi – zawiasy wydały cichy jęk. Mieli nadzieję, że ten, kto właśnie wszedł do chaty, nie usłyszał tego.

Na zewnątrz było już całkowicie ciemno. Las, który otaczał chatę, wydawał się teraz mroczniejszy i gęstszy niż wcześniej.

– Biegniemy do lasu – szepnęła Lena. Maks zawahał się.

– Jeśli pójdziemy do lasu, możemy się zgubić. Lepiej wrócić tą samą drogą, którą przyszliśmy.

Lena spojrzała na niego.

– W lesie łatwiej będzie się nam schować. Zaufaj mi, znam go jak własną kieszeń. Chodź już.

Nie było czasu na dalszą dyskusję. Kroki wewnątrz chaty stały się głośniejsze – ktoś szybko zbliżał się do tylnego wyjścia. Lena pociągnęła Maksa za rękę i biegiem ruszyli w stronę drzew.

Przedzierali się przez gęstwinę, starając się trzymać blisko siebie. Gałęzie smagały ich twarze, a pozostałości suchych liści chrzęściły pod stopami. Chłopak zerknął przez ramię, ale nie widział nic poza plątaniną drzew. Mimo to miał wrażenie, że ktoś za nimi podąża.

– Szybciej – wydyszała Lena.

W końcu zatrzymali się za drzewem o grubym pniu. Dziewczyna usiadła na chwilę, próbując uspokoić oddech, podczas gdy Maks nasłuchiwał.

– Myślisz, że go zgubiliśmy? – wyszeptała.

Chłopak uniósł palec do ust, dając znak, żeby była cicho. Wtedy znowu usłyszeli trzask gałęzi gdzieś niedaleko. Nie wiedzieli jak blisko, ale dźwięk był wyraźny.

– Co robimy? – zapytała cicho.

Chłopak rozejrzał się dookoła, próbując znaleźć jakąś drogę ucieczki. Wtedy zauważył coś dziwnego – słabe światło w oddali. Wyglądało jak latarka, ale w ogóle się nie poruszało.

– Tam coś jest – szepnął, wskazując na światło. Lena spojrzała w tym kierunku.

– Może jakaś chata…? Ale nie pamiętam, by coś takiego znajdowało się w okolicy. Chodź, musimy to sprawdzić.

Światło okazało się pochodzić z małej latarni wiszącej przy wejściu do niewielkiego magazynu. Budynek wyglądał jeszcze bardziej ponuro niż chata rybacka.

– Co to za miejsce? Znam ten las dobrze, ale tego nie kojarzę – szepnęła dziewczyna.

– Nie wiem, ale spójrz tam. Ta ścieżka wygląda, jakby ktoś często nią chodził.

Zanim jednak zdążyli zrobić kolejny krok, dobiegł ich głos zza budynku. Był niski i chropowaty, jednak Lena i Maks byli za daleko, by zrozumieć, co mówi.

– Podejdźmy bliżej – szepnęła Lena.

– Nie możemy wyjść z ukrycia.

– Musimy się dowiedzieć, co tu się dzieje. Chodź, schowamy się za tamtym drzewem.

W końcu usłyszeli coś wyraźniej.

– Będzie trzeba to wszystko zrobić w nocy. Bóg jeden wie, co się wydarzy.

Lena spojrzała na Maksa z szeroko otwartymi oczami.

– O czym oni mówią? – zapytała cicho.

Maks nie odpowiedział, ale jego twarz zdradzała zaciekawienie. Teraz jednak wiedzieli, że wplątali się w coś, w co nie powinni.

– Musimy to zgłosić – powiedział.

– Nie. Jeszcze nie. Najpierw dowiedzmy się, kim oni są i o co w ogóle tu chodzi. Co niby powiemy? Że w lesie stoi magazyn i jakiś mężczyzna rozmawiał przy nim przez telefon?

Po chwili gdzieś w pobliżu znowu usłyszeli odgłos kroków. Ktoś zbliżał się do magazynu.

ROZDZIAŁ 2

Trzask gałęzi był wyjątkowo głośny w otaczającej ich ciszy. Lena i Maks zamarli, a ich serca zaczęły bić jak szalone. Zza drzew wysunęła się sylwetka – wysoka, szczupła postać z latarką, a blask światła omiótł ziemię tuż przed nimi. Dziewczyna poczuła, jak kolega chwyta ją za rękę i powoli ciągnie w gęstwinę drzew, starając się zrobić to tak cicho, jak tylko to możliwe. Mężczyzna z latarką jednak coś usłyszał. Odwrócił się w ich stronę, znowu omiatając latarką ziemię tuż przed nimi. Odezwał się:

– Wiem, że gdzieś tu jesteście. Przestańcie węszyć, zanim zrobię coś, czego pożałujecie.

Nie mieli wyboru. Maks rzucił się biegiem między drzewa, a Lena za nim. Ignorowali gałęzie, które drapały ich twarze i ręce. Dopiero gdy dotarli do znajomej polany nad jeziorem, zatrzymali się, próbując złapać oddech.

– Kim on był? – spytała, opierając dłonie na kolanach.

Maks nie odpowiedział od razu. Jego umysł wciąż analizował sytuację: telefon Agaty, dziwne rysunki, magazyn w lesie i ten człowiek. Wszystko to układało się w coś, co zdecydowanie wykraczało poza zwykłe zaginięcie.

– Nie wiem – odezwał się w końcu. – Ale jedno jest pewne. To nie przypadek, że znaleźliśmy telefon Agaty właśnie tam.

– Trzeba koniecznie rozwiązać tę zagadkę. – Lena spojrzała na niego.

W drodze powrotnej do domu nastolatkowie ledwo zamienili kilka słów. Emocje po wydarzeniach w lesie wciąż wisiały w powietrzu. Chłopak wyraźnie był zmęczony, za to dziewczyna była pełna energii. Nie mogła przestać myśleć o tym, co odkryli, i o tajemniczym mężczyźnie.

– Spotkajmy się rano – powiedział Maks, kiedy odprowadził Lenę pod jej dom. – Musimy to wszystko spokojnie przeanalizować.

Skinęła głową, ale wiedziała, że trudno jej będzie wytrzymać do rana.

***

Agata siedziała w ładnie urządzonym, nowoczesnym mieszkaniu i czekała. Wiedziała, że zaraz przyjdzie. Zawsze się pojawiał, kiedy to obiecał. W końcu przyszedł mężczyzna w garniturze. Poprawił mankiety koszuli i usiadł obok niej.

– Mamy problem – powiedział cicho, a Agata spojrzała na niego z niepokojem.

– Jaki?

– Ktoś zainteresował się twoim zniknięciem. Para dzieciaków, chłopak i dziewczyna. Około piętnaście, szesnaście lat. Może trochę starsi. Węszyli przy jeziorze i w chacie rybackiej. Próbują być sprytni.

Agata poczuła, jak ściska ją w żołądku.

– Jak wyglądają? – spytała.

– Dziewczyna ma brązowe włosy, wygląda na bystrą i dużo mówi. Chłopak ma ciemne włosy, jest wysoki. Robił zdjęcia i notatki.

Agata zamknęła oczy. Już wiedziała.

– Lena i Maks – westchnęła.

– Znasz ich? – Mężczyzna uniósł brew.

– Niestety tak – mruknęła. – To moi znajomi ze szkoły. Lubią bawić się w detektywów, ale nie są świadomi, w co się pakują.

Mężczyzna milczał przez chwilę, jakby analizował sytuację.

– Wiesz, że jeśli nie przestaną, mogą wpaść w poważne kłopoty?

Agata przygryzła wargę. Wiedziała, że jej znajomi nie mają w zwyczaju odpuszczać. A skoro się wmieszali, oznaczało to, że sytuacja stała się bardziej skomplikowana.

***

O świcie Lena była już w szklarni za domem Maksa. To miejsce od dawna było ich bazą – przestrzenią pełną notatek i sprzętu, które zbierali od ich pierwszej sprawy zaginionego kota. Dziewczyna rozłożyła na stole wszystkie zdjęcia, które wydrukowała z telefonu Agaty, oraz notatki, które zrobiła. Maks wszedł chwilę później, ziewając i niosąc kawę.

– Naprawdę nie mogłaś poczekać chociaż do ósmej? – zapytał, zerkając na rozłożone zdjęcia.

– Mówisz, jakbyś mnie nie znał. – Lena uniosła brew. – Myślałam, że już wiesz, jak działa moja ciekawość. A tak w ogóle to od kiedy pijesz kawę?

– Od kiedy budzisz mnie w niedzielę o nieprzyzwoitej godzinie. Dobra, to co masz? – zapytał, stawiając kubek na stoliku i przeciągając się.

Lena wskazała na zdjęcie, na którym widniał fragment szklanego budynku odbijającego światło księżyca.

– Zobacz, to zdjęcie zostało zrobione noc przed jej zaginięciem. Ten budynek to akwarium. Odkąd stoi puste, kręcą się tam dziwne typy. Może zobaczyła coś, czego nie powinna… – powiedziała.

– Myślisz, że coś zobaczyła, a dzień później ktoś ją dopadł?

Dziewczyna westchnęła, jakby chłopak nie rozumiał oczywistego związku.

– Słuchaj, akwarium zostało zamknięte kilka lat temu. Wszyscy wiemy, że to miejsce jest zrujnowane. Właściciel przestał się tym interesować, ale nie sprzedał terenu. Kręcą się tam bezdomni i narkomani, a niewykluczone, że może być to też miejsce spotkań jakiejś grupy. Widziałam na lokalnym forum różne zdjęcia: ślady ognisk, ściany pomazane graffiti.

– Grupy? Jakie grupy? Masz na myśli sekty? – Maks spojrzał na nią sceptycznie.

– Mogą być sekty, jakieś gangi, fanatycy religijni, a może… coś gorszego.

– Gorszego? – Chłopak uniósł brwi.

Lena pochyliła się nad stołem, jakby to, co miała powiedzieć, było ściśle tajne.

– Pomyśl o tym. Akwarium jest opuszczone, właściciel go nie sprzedaje i Bóg jeden wie, co może się tam dziać. Może ktoś wykorzystuje to miejsce do ukrywania kogoś albo czegoś.

Maks patrzył na nią przez chwilę, próbując wyczuć, czy naprawdę wierzy w to, co mówi. Nauczył się już jednak, że teorie Leny, choć czasem bywają szalone i nieprawdopodobne, często są trafne.

– Myślisz, że ktoś porwał Agatę i ją tam ukrywa? – spytał.

– Mam taką teorię, że tam była, coś widziała i ją porwali albo…

– Lena, stop. – Maks podniósł rękę. – Nie fantazjujesz za bardzo? To brzmi jak scenariusz filmu.

– A czy to, co wydarzyło się w nocy w lesie, nie wyglądało jak scena z filmu? – Lena rzuciła mu wyzywające spojrzenie.

Maks westchnął. Podejrzewał, że w tym przypadku Lena zaczyna przesadzać i że idąc w tym kierunku, na pewno niczego nie odkryją, ale postanowił ustąpić.

– Dobra, powiedzmy, że masz rację. Co proponujesz?

– Musimy tam pójść. Zobaczyć na własne oczy, co dzieje się w akwarium. – Lena wskazała zdjęcie na stole.

– Teraz? – zapytał Maks. – Nawet nie wiemy, co dokładnie mamy znaleźć i czy to ma coś wspólnego z Agatą.

– Ktoś tam bywa, a zakładając, że moja teoria jest prawdziwa, musimy działać szybko. Może Agata wciąż żyje.

Chłopak zamilkł. Myśl o tym, że mogliby uratować Agatę, trudno zignorować, ale był trochę zawiedziony, że na podstawie jednego zdjęcia Lena wysnuła tak rozbudowaną teorię. Nigdy przecież nie dawała się ponosić emocjom, tym bardziej że teraz mieli jedynie skrawek informacji i jedno zdjęcie.

– Dobra – powiedział w końcu. – Ale tym razem planujemy wszystko dokładnie. Nie możemy znowu wpaść w coś, czego nie jesteśmy w stanie ogarnąć.

Dziewczyna uśmiechnęła się triumfalnie.

– O to mi chodziło.

Przez cały dzień Lena i Maks przygotowywali się do przeszukania akwarium. Chłopak znalazł na lokalnym forum kilka wzmianek o tym, że okolica budynku zrobiła się podejrzana. Czasami dało się dostrzec w nocy światła latarek i parkującą w pobliżu ciężarówkę lub kilka samochodów osobowych. Lena z każdą minutą dorzucała nowe teorie – od nielegalnych laboratoriów, przez kryjówki przestępców, aż po sekty.

– Serio, Lena? Sekty? – zapytał Maks, kiedy usłyszał teorię.

– Dlaczego nie? – odpowiedziała. – Wiesz, jak takie grupy uwielbiają opuszczone miejsca.

Maks przewrócił oczami.

– Obiecaj mi tylko jedno. Jeśli zobaczymy coś podejrzanego, nie próbujemy być bohaterami. Robimy zdjęcia, zbieramy dowody i zgłaszamy to policji albo twojemu wujkowi.

Lena westchnęła, ale ostatecznie skinęła głową.

Pod wieczór, gdy słońce zaczęło zachodzić, ruszyli w stronę dawnego akwarium. Maks niósł plecak z latarkami, telefonami i dyktafonem, a Lena mapę, na której zaznaczyła wszystkie wejścia do budynku.

– Coś mi się zdaje, że to będzie długa noc – powiedział Maks, zerkając na koleżankę.

– I obyśmy znaleźli coś, co zaprowadzi nas do Agaty lub choć trochę podpowie, o co w tym wszystkim chodzi.

Droga do akwarium przebiegła w ciszy, a nocne niebo pełne gwiazd dawało złudne poczucie spokoju. Kiedy dotarli na miejsce, stary budynek wyglądał jeszcze bardziej złowieszczo niż na zdjęciach. Gigantyczne szklane ściany pokryte pajęczynami odbijały nikłe światło księżyca. Powybijane szyby i odpadający tynk zdradzały lata zaniedbania, choć kiedyś akwarium było największą atrakcją turystyczną miasta. Lena i Maks zatrzymali się przed bocznym wejściem.

– Wygląda na to, że drzwi są otwarte – zażartowała Lena, widząc ich całkowity brak. Chłopak zmarszczył brwi.

– To nie jest dobry znak. Jeśli ktoś tu jest, możemy wpaść w kłopoty.

– Dlatego musimy zachowywać się cicho i ostrożnie – odpowiedziała Lena, wyciągając z plecaka latarki i podając jedną Maksowi.

Weszli do środka. Powietrze było wilgotne, a zapach stęchlizny drażnił ich nosy. Odgłos kroków odbijał się echem od ścian, choć starali się iść najciszej, jak się dało. Wewnątrz budynku wszystko wyglądało, jakby było porzucone wieki temu, a nie zaledwie siedem lat wcześniej – puste zbiorniki na ryby, połamane ławki i tablice informacyjne, z których część wciąż wisiała na ścianach.

– Niewiarygodne, jak to miejsce teraz okropnie wygląda – szepnęła Lena, rozglądając się dookoła z niedowierzaniem. Maks skinął głową.

– Masz pomysł, gdzie szukać? To ogromny budynek.

Lena wyciągnęła mapę, którą wcześniej wydrukowała.

– Największe zbiorniki i pomieszczenia służbowe są na tyłach. Może sprawdźmy tam. Jeśli dziś nie uda nam się przeszukać całości, możemy wrócić jutro.

Ruszyli w stronę głównego korytarza, mijając kolejne zrujnowane pomieszczenia. Na podłodze widniały ślady, sporo śladów, jakby ktoś często tędy przechodził. Mogły one jednak należeć zarówno do bezdomnych szukający schronienia, jak i do kogoś niebezpiecznego. Lena kucnęła, świecąc latarką po podłodze i przyglądając się śladom.

– Co robisz? – zapytał Maks.

– Sprawdzam, czy któryś ze śladów pasuje do tych z lasu, ale nie. Żadne nie wyglądają jak od eleganckich butów. Większość wygląda na buty robocze.

Dotarli do dużej hali, w której znajdował się jeden z największych zbiorników na ryby. Ogromny, szklany pojemnik, kiedyś pełen egzotycznych ryb, teraz stał pusty. W środku, na betonowej podłodze zbiornika zobaczyli stół, krzesła, łóżko i kilka metalowych regałów. Zeszli ostrożnie po metalowych stopniach prowadzących na dół akwarium. Na blacie leżały różne przedmioty: mapa okolicy, trudne do odczytania zapiski na kartkach i mały stary plecak, brudny i lekko podarty. W środku znaleźli kilka drobiazgów: ołówki, długopis i notes. Lena otworzyła go drżącymi rękami.

– Nic w nim nie ma – szepnęła rozczarowana.

– To, że ma zdjęcie na tle akwarium zrobione dzień przed zniknięciem, wcale nie musi nic znaczyć, wiesz o tym – powiedział Maks.

– Wiem, ale jednak miałam nadzieję, że coś znajdziemy.

– Żeby tylko nikt nie znalazł nas… – mruknął chłopak.

Nagle usłyszeli kroki. Tym razem nie było żadnych wątpliwości – ktoś wchodził do hali. Lena i Maks zamarli, wpatrując się w siebie. Zupełnie nie wiedzieli, co mają zrobić.

– Musimy się szybko schować – szepnął, ciągnąc Lenę za sobą.

Ukryli się za jednym z metalowych regałów. Stamtąd mieli ograniczony widok na wejście, ale słyszeli, co się dzieje. Usłyszeli jak ktoś wchodzi do hali.

– Tutaj to zostawimy – powiedział jakiś mężczyzna, stawiając pakunek na stole.

– Szef mówił, że wczoraj po lesie kręciły się jakieś dzieciaki. Myślisz, że to przypadek, czy może szukali tej dziewczyny?

Maks poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła, a Lena lekko pobladła.

– Nie wiem i szczerze nie bardzo mnie to interesuje. My tylko mieliśmy przygotować magazyn, nie płacą nam za zadawanie pytań.

Chłopak dotknął ramienia koleżanki, jakby chciał powstrzymać ją przed gwałtownym ruchem.

– My mamy swoją robotę, a co do tamtego, to pewnie za kilka dni sprawa przycichnie – odezwał się znowu jeden z mężczyzn.

Lena przymknęła oczy. Musieli działać i przede wszystkim się stąd wydostać. Ale jak, skoro każde poruszenie się mogło zdradzić ich obecność. Oczywiste było, że nie mogą wrócić tą samą drogą, którą przyszli, musieli wymyślić coś innego. Maks rozejrzał się, po czym ostrożnie wyjrzał zza regału. Wskazał Lenie metalowe schody prowadzące do wyjścia na dach. Mężczyźni wciąż byli zajęci rozmową, ale jeden z nich przeglądał także przedmioty na stole, jakby czegoś szukał.

– Musimy sprawdzić, czy nie zostały tu żadne ślady – powiedział jeden z przybyszów, a drugi odszedł kilka kroków w stronę wyjścia, trzymając latarkę.

Nastolatkowie wykorzystali moment, kiedy część pomieszczenia, w której się znajdowali, została częściowo osłonięta cieniem. Poruszali się pochyleni, cicho jak myszy, zmierzając w stronę schodów. Ich serca biły jak oszalałe. Wystarczył jeden nieostrożny ruch, by zostali zauważeni. Kiedy dotarli do metalowych stopni, Maks wskazał dziewczynie ruchem ręki, by szła pierwsza. Cała drżała, ale powoli zaczęła się wspinać. Schody były stare i zardzewiałe. Każde ich dotknięcie wydawało ciche dźwięki. „Byle tylko nie spojrzeli w tę stronę” – powtarzała w myślach Lena, zaciskając zęby. W połowie drogi jednak nie zauważyła leżącego na stopniu pręta. Kopnęła go, a on spadł na posadzkę z głośnym brzdękiem.

– Co to było?! – zawołał jeden z mężczyzn, odwracając się w ich stronę.

Maks błyskawicznie minął dziewczynę i pociągnął ją za sobą, ignorując jej ciche przekleństwo, kiedy prawie ją przewrócił.

– Hej! Kto tam jest?! – krzyknął drugi, przeczesując schody światłem latarki. Teraz obaj dostrzegli uciekającą parę i ruszyli za nią.

Maks i Lena wbiegli na górę, zrzucając za sobą metalową beczkę, która z hukiem potoczyła się po schodach.

– Szybciej! – krzyknął chłopak, ciągnąc za sobą koleżankę w stronę drzwi.

Mężczyźni okazali się szybcy i nawet zrzucona przed chwilą beczka niewiele ich opóźniła.

Na zewnątrz powietrze było lodowate, ale Lena i Maks zdawali się tego nie zauważać. Znaleźli się na wąskiej platformie otaczającej górną część budynku. Pod sobą mieli zarośnięty teren na tyłach dawnego akwarium, a nieco dalej las, który wydawał się jedyną szansą na ucieczkę.

– Jak stąd zejdziemy? – szepnęła dziewczyna, rozglądając się w panice.

– Tam? – Wskazał na drabinkę pożarową prowadzącą na dół.

Pobiegli do niej, ale ledwo Lena zaczęła schodzić, a drzwi awaryjne otworzyły się z hukiem.

– Tu są! – krzyknął jeden z mężczyzn, a światło z latarki padło prosto na Maksa. Nie było czasu na myślenie. Musieli się pośpieszyć.

– Szybko, chodź za mną! – krzyknęła do chłopaka Lena.

Mężczyźni nie odpuszczali, ciągle biegli ich śladem. Kiedy nastolatkowie dotarli na dół, ruszyli w stronę zarośli. Gałęzie co chwilę zahaczały o ich ubrania, a buty grzęzły w błocie, ale nie zatrzymywali się nawet na chwilę. Za plecami wciąż słyszeli odgłosy kroków i krzyki.

– Musimy się rozdzielić! – zawołał Maks, łapiąc oddech.

– Nie ma mowy! – odpowiedziała.

– To jedyny sposób! Tak może łatwiej ich zgubimy. Spotkamy się tam, gdzie zawsze – rzekł chłopak, odpychając ją lekko w lewo, a sam pobiegł w prawo.

Lena przez sekundę się wahała, ale wiedziała, że Maks ma rację i zmusiła się, by skręcić i pobiec w inną stronę. Kiedy w końcu dotarła do szklarni, była wyczerpana i brudna. Jej serce waliło jak młotem, a dłonie drżały. Czekała na Maksa, co chwilę spoglądając w stronę drzew. Dopiero po piętnastu minutach, które wydawały się ciągnąć w nieskończoność, usłyszała kroki i go zobaczyła. Zdyszanego i ubłoconego, ale całego.

– Udało się – wydyszał, opadając na skrzynkę obok. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję, śmiejąc się przez łzy ulgi. – Nigdy więcej takich pomysłów – wyszeptał.

Lena tylko uśmiechnęła się słabo, po czym spytała:

– Myślisz, że nas widzieli?

– Mnie na pewno.

Teraz musieli wymyślić, jak wykorzystać to, co wiedzą, by uratować Agatę i dowiedzieć się, kim są ludzie, którzy kręcą się po akwarium.

***

Telefon zadzwonił trzy razy, zanim po drugiej stronie odezwał się cichy, powściągliwy głos.

– Co tam?

– Szefie, byliśmy właśnie w oceanarium – zaczął mężczyzna o niskim, nieco zachrypniętym głosie.

– I? – Głos szefa brzmiał cierpliwie, ale z nutą znużenia.

– Była tam dwójka dzieciaków. Chłopak i dziewczyna.

Po drugiej stronie zapanowała chwila ciszy, a potem ciche westchnięcie.

– Wiem…

– Jak to? – Mężczyzna uniósł brwi, zerkając na kompana.

– Wiem, o kogo chodzi. Na razie nie warto się nimi przejmować – powiedział, po czym się rozłączył.

– No świetnie! – warknął. – Szef twierdzi, że mamy się nimi nie przejmować.

***

Lena przewróciła się na bok, wpatrując się w ekran telefonu. Serce wciąż biło jej szybciej niż zwykle. Nie mogła przestać myśleć o tym, co stało się w akwarium. Ci mężczyźni… Kim oni byli? Ekran rozświetlił się, wibrując cicho. Wiadomość od Maksa.

Maks: Trzymasz się?

Lena: Tak, ale ledwo. A ty?

Maks: Ja też. Prawie zawału dostałem, kiedy nas gonili.

Lena: Myślisz, że to ma coś wspólnego z Agatą?

Maks: Musimy to założyć, bo jeśli to przypadek, to najgorszy w historii. Ale jeśli nie…

Lena: To znaczy, że mogą wiedzieć, czego szukaliśmy.

Maks: A jeśli wiedzą coś więcej? Może to oni stoją za jej porwaniem, bo coś o nich wiedziała?

Lena: Musimy dowiedzieć się, kim są, zanim oni dowiedzą się, kim my jesteśmy.

Copyright © Bożena Sińczak, 2026

Projekt okładki: Dawid Duszka

Zdjęcie na okładce: www.stock.adobe.com

Redakcja: Magda Ceglarz

Korekta: ERATO

ISBN 978-83-68750-14-0

Wydawca

tel. 512 087 075

e-mail: [email protected]

www.bookedit.pl

facebook.pl/BookEditpl

instagram.com/bookedit.pl

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

Strona redakcyjna

Oładka tylna

Punkty orientacyjne

Okładka