Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
199 osób interesuje się tą książką
Miłość, która przyszła za późno. Nienawiść, która odebrała wszystko.
Tyler King miał przed sobą wspaniałą przyszłość, zanim brutalnie mu ją odebrano, skazując go za zbrodnię, której nie popełnił. Jako młody, bezbronny chłopak trafił do piekła za kratami – miejsca, które dzień po dniu odbierało mu nadzieję, że kiedykolwiek zazna sprawiedliwości. Stracił ludzi, których kochał, i wszystko, co miało dla niego znaczenie. Gdy wreszcie dostaje szansę na wolność, przysięga, że jej nie zmarnuje. Początkowo wszystko wydaje się proste – aż do chwili, gdy na jego drodze staje Kira Wilson. Zbuntowana, piękna i nieprzewidywalna. Dziewczyna, która przyciąga kłopoty jak magnes.
Teraz Tyler musi wybrać: miłość, która jest na wyciągnięcie ręki, czy rozsądek, który może ocalić go przed powrotem do piekła, z którego tak bardzo pragnął się wyrwać.
To opowieść o tym, że miłość nie zawsze wystarcza, by ocalić przed złem świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 253
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dla każdego, kogo miłość uczyniła złoczyńcą.
Batman może się pieprzyć, i tak wszyscy wolą Jokera.
Hozier – Cherry wine (live)
Rina Sawayama – Holy (Til you let me go)Boyce Avenue acoustic cover – Hurt
Sleeping at last – Saturn
James Blake – Retrograde
Ben Howard – Promise
Banks – Beggin for thread
Lana Del Rey – Ultraviolence
G–Eazy & Halsey – Him & I
The Neighbourhood – Daddy issues
Damien Rice – 9 Crimes
Billie Eilish – Bury a friend
Linkin Park – Shadow of the day
Ruelle – War of hearts
Kaleo – Way down we go
Ben Howard – Oats in the water
Ostrzeżenie
Kochany Czytelniku, książka ta porusza trudne i bolesne tematy, takie jak przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, a także bory-kanie się z depresją i myślami samobójczymi. Jeżeli czujesz, że treści te są dla ciebie nieodpowiednie, proszę, przemyśl lekturę tej pozycji. Zadbaj o siebie i rozważ powrót do tej historii, kiedy poczujesz się na to gotowy.
Prolog
Czekałem na ten dzień osiem lat – na szansę, która pozwoli mi wrócić do domu, choć w sumie to za dużo powiedziane. Ja już nie miałem domu, rodzina nie chciała mieć ze mną nic wspólne-go, znajomi odwrócili się ode mnie, a świat, który niegdyś znałem, przestał dla mnie istnieć. Kiedy siedząc na niewygodnym krześle w małym i ciasnym pomieszczeniu z obdartymi, szarymi ścianami, wreszcie odważyłem się podnieść wzrok, poczułem pa-raliżujący strach. Troje ludzi, dla których byłem tylko plikiem do-kumentów, wpatrywało się we mnie z wymalowaną na twarzach obojętnością. Troje ludzi, których miałem przekonać do tego, że się zmieniłem, poniosłem karę i zasługuję na drugą szansę. Nie spieszyli się z rozpoczęciem spotkania, a nieznośna cisza otaczała nas jak pieprzona bańka, z której nie było ucieczki.
– Panie King, odbył pan już karę ośmiu z dwunastu lat pozba-wienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci – powiedziała moja kuratorka, starsza kobieta w okularach na nosie i z lekko siwiejącymi już włosami.
Starałem się zachować spokój, zapanować nad drżącym ciałem, ale okazało się to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Przełknąłem głośno ślinę, starając się brzmieć na opanowanego, choć gardło zaciskało mi się przy każdej próbie zaczerpnięcia oddechu.
– Dokładnie tak – przyznałem zgodnie z prawdą.
– Jest pan dziś gotowy wrócić do społeczeństwa, aby prowadzić życie zgodne z prawem? – Głos zabrał siedzący pośrodku
10 Kinga Boruczkowska
podłużnego stołu mężczyzna, który otaksował mnie nieprzychyl-nym spojrzeniem. Miałem wrażenie, jakby w ten sposób chciał mi zakomunikować, że wcale nie chciał marnować na mnie swojego cennego czasu.
– Zgadza się, proszę pana. – Ponownie skinąłem głową, utrzymując z mężczyzną kontakt wzrokowy.
Na krótką chwilę w pomieszczeniu ponownie zapadła nie-zręczna cisza, która zawisła w powietrzu niczym niewidzialna kurtyna, będąca barierą między mną a upragnioną wolnością.
Przygotowywałem się na tę rozmowę miesiącami, a kiedy wreszcie nadeszła, wszystko, co chciałem powiedzieć, nagle wydawało się bez sensu.
– Nie przyznał się pan do winy, a skorzystał z ugody – wy-tknęła mi rudowłosa kobieta siedząca na samym końcu stołu. Ob-serwowała mnie z ciekawością, jakbym był dla niej fascynującym obiektem eksperymentu.
Zamilkłem i wbiłem wzrok w swoje dłonie, które spokojnie spoczywały na moich udach, choć czułem zbierający się na nich pot, spowodowany stresującą sytuacją, w której się znalazłem.
Bardzo nie chciałem podążać drogą, którą obrał dla mnie umysł, ale nim zdążyłem odsunąć od siebie te mroczne obrazy, głowa już rozpoczęła wycieczkę po przeszłości.
Znów tam byłem, słyszałem stłumione dźwięki muzyki, do-biegające z pobliskiego klubu, i czułem to ciężkie powietrze, zwia-stujące nadchodzącą burzę.
***
Było kilka minut po pierwszej w nocy, kiedy postanowiłem wrócić
do domu i nie nadużywać cierpliwości już i tak bardzo pobłażliwych
Fleeting time 11
rodziców. Tylko tydzień dzielił mnie od wyjazdu na wymarzone studia do Nowego Jorku i chciałem jak najwięcej czasu spędzić z przyjaciółmi, nim wszyscy na dobre rozjedziemy się po kraju. Jeszcze dwalata temu byłem przekonany, że nigdy nie wyrwę się z Lititz – małego,choć urokliwego miasteczka w stanie Pensylwania. Przeżyłem poważnywypadek samochodowy, w którym straciłem najlepszego przyjaciela,i choć sam bardzo długo walczyłem o powrót do zdrowia, to pewnychran, a zwłaszcza tych na duszy, wciąż nie wyleczyłem. Kiedy lekarzeuświadomili mi, że otarłem się o śmierć, zacząłem bardziej doceniaćżycie i ludzi, którzy mnie otaczali. Zrozumiałem, że drugiej szansymogło nie być. Chciałem, aby rodzice byli ze mnie dumni, marzyłemo dziennikarstwie i snułem masę fantazji, w których osiągam wszystkieswoje cele, piszę najlepsze reportaże, a moje nazwisko staje się rozpo-znawalne.
– Pomocy! – Usłyszałem kobiecy głos, ale chwilę mi zajęło przy-swojenie tego, czy ta sytuacja rozgrywała się naprawdę, czy tylko w mojej głowie, w której szumiały procenty.
Zatrzymałem się i zacząłem rozglądać się po opustoszałej ulicy,jednak w oddali widziałem jedynie sygnalizację świetlną i migającyneon reklamowy z pobliskiego motelu, którego stan wizualny raczej niezachęcał do spędzenia w nim nocy.
– Błagam, niech mi ktoś pomoże! – Wołanie wybrzmiało ponownie, dobiegając z ciemnego zaułka oddalonego ode mnie o niecałe stometrów. Ruszyłem więc chwiejnym krokiem, ale kiedy przechodziłemna drugą stronę ulicy, zmierzając w kierunku cichnącego nawoływa-nia, potknąłem się o krawężnik i przewróciłem. Nabawiłem się zadra-pań na dłoniach i policzku, ale nie powstrzymało mnie to przed tym,aby iść dalej. Kiedy się podniosłem, krzyki ustały, a mnie ogarnęłodziwne, złowrogie przeczucie, które nasilało się z każdym kolejnymkrokiem, który zbliżał mnie do miejsca docelowego.
12 Kinga Boruczkowska
– Halo, jest tu kto? – zawołałem, starając się dostrzec coś w ciemności.
Miałem wrażenie, że słyszałem coś pokroju ciężkiego oddechu, alenikt nie odpowiadał. Szedłem więc przed siebie, choć rozum kazał braćnogi za pas. Czułem silną potrzebę, aby upewnić się, czy faktycznie niktnie potrzebował pomocy, w końcu często słyszy się o napaściach, gwałtach,rabunkach i morderstwach… Po prostu nie mogłem się zatrzymać, jakbyjakaś niewidzialna siła pchała mnie w stronę tego cholernego zaułka.
Kiedy poczułem, że wdepnąłem w kałużę, przekląłem pod nosemi wyjąłem z kieszeni telefon, aby rozjaśnić sobie drogę. Gdy tylko włą-czyłem latarkę, niemal natychmiast wytrzeźwiałem, widząc leżąceprzede mną ciało młodej dziewczyny, tonącej w kałuży własnej krwi.
Wpatrywała się we mnie błagalnie szklistymi od łez oczami, którychwidoku nie zapomnę do końca życia. W jej ciele, na wysokości pępka,znajdowało się głęboko osadzone ostrze.
Zamarłem, czując, jak moje ciało zaczyna ogarniać panika, a myśli galopują z taką prędkością i intensywnością, że ciężko było mi jezebrać. Nie myślałem trzeźwo, chciałem po prostu pomóc, dlatego klęk-nąłem obok nieznajomej. Nie wiedziałem, czy powinienem złapać jąza rękę, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, czy po prostu zacząćsię wydzierać w nadziei, że ktoś mnie usłyszy i przybędzie na ratunek.
Byłem w takim szoku i pod wpływem takich emocji, że kompletnie za-pomniałem o trzymanym w dłoni telefonie, przez który to ja mógłbymtę pomoc wezwać. Zamiast tego chwyciłem za rękojeść ostrza i jednym,szybkim ruchem wyciągnąłem go z ciała dziewczyny. Byłem przekonany, że jest to najlepsze rozwiązanie. Zadziałałem instynktownie, niemając bladego pojęcia, że tylko pogorszyłem sprawę. Jednak w chwili,kiedy to zrobiłem, pojawiło się jeszcze więcej krwi, która zaczęła wsią-kać w moje spodnie, a kilka kropli znalazło się też na mojej koszulce.
Dokładnie widziałem moment, kiedy w oczach tej młodej kobiety zaczęło gasnąć życie, a twarz zastygła w grymasie bólu i przerażenia.
Fleeting time 13
– Hej, nie umieraj… Nie możesz umrzeć, słyszysz? Wytrzymaj.
Ratunku! – krzyczałem, wciąż trzymając w dłoni nóż, który wyciągnąłem z jej ciała.
– Co tu się dzieje? – zawołał męski, zachrypnięty głos, a po chwili z ciemności wynurzył się postawny mężczyzna. Jeszcze kilka minuttemu widziałem go w klubie, do którego dostaliśmy się wraz z przyjaciółmi za pomocą fałszywych dowodów osobistych.
– Ona chyba nie żyje – wykrztusiłem z siebie, czując, jak całemoje ciało i głos zaczynają niekontrolowanie drżeć.
Mężczyzna nie odpowiedział, za to jego wzrok zatrzymał się natrzymanym przeze mnie przedmiocie i dopiero wtedy, zupełnie jakbyktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody, uświadomiłem sobie, jak źleto wygląda.
Wypuściłem z ręki ostrze, które z głośnym łoskotem uderzyłoo ziemię, a następnie spojrzałem na swoje dłonie i ubranie pokrytekrwią. Panika zaczęła oplatać się wokół mojego ciała jak pieprzonyboa dusiciel i nim zdążyłem zarejestrować, co się dzieje, pędziłem przedsiebie, ile sił w nogach. Słyszałem za sobą ledwo rejestrowane krzyki,że jestem mordercą i mam się zatrzymać. Jednak nie potrafiłem tegozrobić, nie miałem odwagi i bałem się, że ktoś pomyśli, że naprawdę był-bym zdolny do odebrania komuś życia. Choć jeszcze do niedawna ulicaświeciła pustkami, kiedy rzuciłem za siebie szybkie spojrzenie, dostrzegłem sporą grupkę gapiów, którzy postanowili sprawdzić, co się dzieje.
W tej samej chwili moje ciało zderzyło się z policyjnym radiowozem,który zablokował mi drogę. Runąłem z impetem na maskę auta, aby pochwili się od niej odbić i stoczyć niezdarnie na ziemię.
– Ręce za głowę i nie ruszaj się! – warknął jeden z funkcjonariuszy,który dopadł mnie, jakbym był najgroźniejszym na świecie kryminalistą.
Poczułem jego kolano wbijające się boleśnie w kręgosłup. Choćnie stawiałem oporu, skuł mnie w kajdanki, przeszukał, a następnie
14 Kinga Boruczkowska
szarpnięciem zmusił do podniesienia się z ziemi. Na oczach gapiówwrzucono mnie do radiowozu jak worek ziemniaków, kompletnie ignorując moje błagania i prośby, aby pozwolono mi wyjaśnić całą sytuację.
Serce dudniło mi w piersi jak oszalałe, a łzy przesłoniły świat. Wystar-czyła chwila, abym stał się mordercą w oczach tych wszystkich ludzi,a przecież to nie była prawda. Gardło zaczęło mi się zaciskać w przypływie emocji, targały mną mdłości, nad którymi z całych sił próbowałemzapanować.
– Mogą panowie zadzwonić do moich rodziców? – wykrztusiłemłamiącym się głosem.
– Jak ją mordowałeś, nie potrzebowałeś konsultacji z mamusią,prawda? Więc zamknij mordę i odzywaj się tylko wtedy, jak zadam cipytanie – warknął policjant, który potraktował mnie jak najgorszegozbrodniarza, kiedy przeglądał moje dokumenty. Wyciągnął je z czar-nego, skórzanego portfela, który wypadł z kieszeni moich spodni, gdyprzeszukiwał mnie po zakuciu w kajdanki.
Widziałem w jego oczach czystą furię, był tak rozjuszony, że zacząłem się zastanawiać, czy gdyby nie to, że w samochodzie był obecnytakże jego partner, uszedłbym z tego spotkania z życiem. Nienawiść biłaod tego mężczyzny z taką mocą, że czułem najprawdziwszy strach o siebie i swoje życie. Nie potrafiłem zrozumieć, skąd w nim tyle niechęci domojej osoby, skoro nawet mnie nie zna, nie zna też mojej wersji wydarzeń, bo nie dał mi szansy jej przedstawić. Bałem się jednak odezwać,aby nie rozjuszyć go jeszcze bardziej, bo Bóg jeden wie, do czego byłbyw stanie się posunąć.
– Masz prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiesz, możezostać użyte przeciwko tobie – odezwał się wreszcie drugi funkcjonariusz, który nawet na mnie nie spojrzał, a następnie odpalił silniki włączył się do ruchu.
Fleeting time 15
Byłem skołowany, nie wiedziałem, co się dzieje. Czy powinienem sięodzywać i powiedzieć prawdę, czy po prostu milczeć, aby nie wpakowaćsię w jeszcze większe kłopoty? Zwiesiłem głowę, zaciskając usta w wąskąlinię, i pozwoliłem łzom popłynąć. Jeszcze nigdy nie bałem się tak bardzo,jak w tej jednej chwili, kiedy mogłem stracić dosłownie wszystko.
W radiowozie panowała ciężka atmosfera, ale co jakiś czas uda-ło mi się zaobserwować, jak ten bardziej rozjuszony funkcjonariuszniespokojnie porusza się na przednim siedzeniu pasażera. Był spięty,a mięśnie jego szczęki zaciśnięte, jakby bardzo starał się nie wybuch-nąć. Kiedy po mniej więcej dwudziestu, może dwudziestu pięciu mi-nutach samochód wreszcie zatrzymał się przed komisariatem policji,znów zostałem potraktowany w niedelikatny sposób. Niemal wyszarp-nięto mnie z samochodu, nie zważając na to, że przy próbie wsiadaniai wysiadania uderzyłem głową w górną framugę drzwi, a kajdanki byłyzaciśnięte tak mocno, że raniły moje nadgarstki. Mężczyźni wprowa-dzili mnie na posterunek, a następnie ciągali mnie z pokoju do pokojui kazali czekać. Byłem przerażony, nie wiedziałem, co się dzieje, kiedywreszcie podszedł do mnie kolejny funkcjonariusz.
– Wstań, weź do ręki tabliczkę i ustaw się profilem w stronę obiek-tywu – rozkazał chłodno, podając mi plastik, na którym napisane byłomoje imię i nazwisko wraz z datą zatrzymania. Potulnie wykonałemjego polecenie.
Błysk flesza był oślepiający, odruchowo zmrużyłem oczy, ale funk-cjonariuszom, którzy mnie zatrzymali, i temu, który mnie identyfiko-wał, wydawało się to nie przeszkadzać. Następnie, kiedy zdjęcia zostałyjuż wykonane, ten sam mężczyzna rzucił mi paczkę mokrych chuste-czek i oparł się o blat, obserwując mnie z założonymi na torsie rękami.
– Dokładnie wytrzyj ręce, następnie podejdź do zlewu i używającpłynu do dezynfekcji, umyj je. Pobiorę od ciebie odciski palców i całejdłoni. Jeśli odmówisz, według prawa mogę wykonać tę czynność siłą.
16 Kinga Boruczkowska
Lepiej dla ciebie, jeśli będziesz współpracował – ostrzegł szybko i pona-glił mnie.
Nie miałem nawet zamiaru protestować, chciałem krzyczeć,wyć i przede wszystkim wrócić do domu, ale nie byłem tak głupi, abystawiać opór policjantom, zwłaszcza że jeden z nich pokazał mi już,do czego są zdolni. Kiedy doprowadziłem swoje dłonie do porządku,mężczyzna ciężko westchnął, jakby jego praca była nieznośnie męczą-ca, i kazał mi podejść do biurka. Każdy mój palec maczał pojedynczow pojemniczku z tuszem i odciskał go na karcie daktyloskopijnej. Następnie to samo zrobił z całą moją dłonią, napierając na nią bez krztydelikatności.
Byłem dla nich śmieciem i nawet nie starali się tego ukryć, kiedyspoglądali na mnie z pogardą – jakbym był gumą do żucia, która przy-warła do podeszwy ich buta. Każde słowo, jakie padło z ich ust, spojrzenia, jakimi mnie obdarzali, sprawiały, że czułem się jak kompletnezero. Nie mogłem się przed tym bronić, a oni doskonale o tym wiedzielii skrupulatnie to wykorzystywali. Chęć płaczu ściskała mi gardło, alewalczyłem z całych sił, aby nie pokazać słabości i nie dać się obedrzećz resztek godności.
– Dobra. Z mojej strony wszystko – powiedział mężczyzna.
Spojrzałem na swoje dłonie umazane w tuszu i zacząłem wycieraćje o i tak brudne już spodnie – jednak nieważne, jak bardzo chciałempozbyć się tuszu z rąk, on wciąż tam był. Zupełnie jakby wsiąkł w mojąskórę i już na zawsze mnie naznaczył, żebym nigdy nie zapomniał tego,co się stało.
– Zbieraj się – mruknął policjant, który obezwładnił mnie na ulicy, i szturchnął mnie, abym ruszył w stronę drzwi.
Kolejny raz tej nocy wykonałem polecenie, działając jak na au-topilocie, nieustannie rozmyślając, co ze mną będzie i kiedy wreszcieprzyjadą moi rodzice, aby mnie stąd zabrać. Bo przecież musiałem
Fleeting time 17
wrócić do domu, za tydzień rozpoczynałem studia, nie mogłem pozwolić sobie na nieobecność już na starcie.
– Stój – powiedział ten sam nieprzyjemny funkcjonariusz,wręcz wpychając mnie do kolejnego pokoju, przypominającego gabi-net zabiegowy.
Zwróciłem uwagę na urzędującą w nim kobietę w białym fartu-chu, która kazała mi usiąść, a następnie założyła lateksowe rękawiczkii podeszła do mnie z patyczkiem przypominającym ten do czyszczeniauszu, ale jej był dłuższy.
– Proszę otworzyć usta i nie przygryzać patyczka, pobiorę terazwymaz z policzka, a później krew – powiedziała, a następnie zrobiładokładnie to, co zapowiedziała.
Kiedy było po wszystkim, kazano mi wstać i kolejny raz wypro-wadzono mnie na korytarz, na którym przewijało się wielu innychfunkcjonariuszy.
– Odprowadź go do sali przesłuchań, Dan, a ja złożę raport –
odezwał się ten spokojniejszy z mężczyzn.
Poczułem, jak cała krew odpływa mi z twarzy, kiedy dotarło domnie, że przez jakiś czas zostanę z tym człowiekiem sam na sam. Ogar-nęła mnie fala zimna, gdy posłusznie pozwoliłem się prowadzić przezpół komisariatu. Dotarliśmy do pokoju, w którym znajdował się tylkostół i trzy krzesła. Czułem na sobie te wszystkie oskarżycielskie spojrzenia, gdymijaliśmy pozostałych stróżów prawa, kiedy prowadzono mniekorytarzem wstydu. Miałem wrażenie, że nikt z tych wszystkich ludzi,których mijałem, nie wierzył w moją niewinność… Oni z góry spisalimnie na straty, nim jeszcze zdążyli poznać moją wersję wydarzeń.
Kiedy funkcjonariusz Dan zamknął nas w pokoju przesłuchańi kazał mi usiąść, czułem się jak w cholernej pułapce. Nie wiem, ileczasu przesiedzieliśmy w ciszy, ale wydawało się to wiecznością, a jaz każdą mijającą minutą czułem się coraz bardziej zmęczony. Miałem
18 Kinga Boruczkowska
wrażenie, że moje powieki zamieniają się w ołów. Kiedy zaczynałemprzysypiać, choć bardzo starałem się z tym walczyć, funkcjonariuszDan skutecznie postawił mnie na równe nogi. Mężczyzna z całej siłyuderzył w blat stołu, sprawiając w ten sposób, że podskoczyłem na krześle, a serce utkwiło mi w przełyku. Uśmiechnął się złowieszczo, a następnie natychmiast przeszedł do rzeczy, nie spuszczając ze mnie oce-niającego spojrzenia.
Zapytał mnie o imię, nazwisko, wiek, miejsce zamieszkania i o to,czym aktualnie się zajmuję. Wyglądał przy tym, jakby w ogóle go tonie interesowało. Każda spędzona z tym człowiekiem sekunda byłakoszmarna, ponieważ nie tylko czułem się przez niego zagrożony, alei znieważony poprzez jego zachowanie. Kiedy otwierałem usta, cynicz-ny uśmiech pojawiał się na jego twarzy, a dłoń zaciskał w pięść, jakbybardzo się starał mi nie przyłożyć. Byłem przekonany, że nie tak powinien zachowywać się policjant w stosunku do oskarżonego.
– Gdzie byłeś między godziną pierwszą a pierwszą czterdzieści?
– O pierwszej byłem jeszcze na pewno z przyjaciółmi w klubieGate of hell, wyszedłem stamtąd około pierwszej piętnaście, może dwa-dzieścia? Nie pamiętam dokładnie – przyznałem uczciwie, zabierającskute ręce ze stolika, aby mężczyzna nie widział ich niekontrolowanegodrżenia.
Byłem jednak naiwny, sądząc, że uda mi się przed nim ukryć swoje zdenerwowanie, ponieważ on tylko zaśmiał się kpiąco i zmrużył oczy,nie spuszczając ze mnie spojrzenia swoich intensywnie niebieskichoczu.
– Co, dopadła cię nagła amnezja, że nie wiesz, co robiłeś nieca-łą godzinę temu? Masz mnie za durnia, czy może wreszcie dotarło dociebie, że jesteś w gównie po uszy i zaczynasz grać idiotę? – mruknął,krzywiąc się z obrzydzenia.
Fleeting time 19
Szybko zaprzeczyłem, kręcąc głową. Chciałem się bronić. Chciałem, żeby ten człowiek zrozumiał, że to była potworna pomyłka i to nieja stałem za zaatakowaniem tamtej dziewczyny. Musiał mi uwierzyć,w końcu byłem niewinny, a jego praca polegała na tym, aby dociecprawdy.
– Nie kłamię, proszę pana, to nie tak, że nie odrywałem oczu odzegarka i pamiętam, co do sekundy każdy swój krok. – Spojrzałem naniego błagalnie, ale on tylko odchylił się na krześle i cmoknął z nieza-dowoleniem, jakby nie tej odpowiedzi się spodziewał, i zaczął rozglądaćsię po pomieszczeniu.
– Dobrze, nieskazitelny chłopcze, więc co wydarzyło się, kiedy wy-szedłeś z klubu? – zapytał, ponownie używając opryskliwego tonu.
Miałem ochotę powiedzieć mu, że ma przestać traktować mniez góry, jakby już mnie skazał, i dać wreszcie szansę na wytłumacze-nie tego ogromnego nieporozumienia. Cała ta jego pogardliwa postawasprawiała, że naprawdę zaczynałem czuć się jak przestępca i nie podo-bało mi się to. Ten człowiek zabijał we mnie wolę walki i choć nie mówił
tego wprost, traktował mnie, jakby już wiedział, jak skończy się ta noc.
– Chciałem wrócić do domu, aby nie martwić rodziców, więc wyszedłem z klubu sam, bo moi dwaj przyjaciele postanowili jeszcze zostać.
Kiedy znajdowałem się na ulicy, ale wciąż w pobliżu klubu, usłyszałemkobiecy krzyk, ktoś wzywał pomocy – tłumaczyłem. – Początkowo myślałem, że mi się wydawało, że to omamy słuchowe czy coś, bo przecieżwyszedłem z miejsca, w którym strasznie głośno grała muzyka. Jednakkrzyk się powtórzył, a ja ruszyłem za źródłem dźwięku i kiedy dotarłemdo tego zaułka i wyciągnąłem z kieszeni telefon, zobaczyłem na ziemidziewczynę w kałuży krwi, z nożem wbitym w brzuch.
Spojrzałem na mężczyznę, aby zobaczyć, czy mi wierzy, ale on wyglądał na rozbawionego, a jego spojrzenie było puste, niemal przeraża-jące. Mimo to kontynuowałem.
20 Kinga Boruczkowska
– Spanikowałem, dziewczyna wyglądała, jakby bardzo cierpiała,a ja w przypływie emocji po prostu wyciągnąłem ostrze, ale wtedy zaczęło pojawiać się jeszcze więcej krwi i usłyszał nas ten facet… Patrzył
na mnie, jakby to była moja wina i ja… Spanikowałem, wyrzuciłem nóżi uciekłem. – Zwiesiłem głowę, żałując podjętych wcześniej decyzji, bo towłaśnie przez moją ucieczkę wszyscy myśleli, że jestem sprawcą.
Zapadła długa cisza, która wydawała się trwać wieczność.
W uszach słyszałem jedynie tykanie zegara ściennego i szaleńcze bi-cie swojego serca, które miałem wrażenie, że rozerwie mi klatkę pier-siową. Usiłowałem zrozumieć, dlaczego trafiło właśnie na mnie. Cotakiego zrobiłem, że życie znów postanowiło wystawić mnie na ciężkąpróbę?
– Wygodnie to sobie zaplanowałeś… Al… – urwał policjant, kiedy drzwi do pokoju przesłuchań otworzyły się i stanął w nich wysoki,ciemnowłosy i wyglądający na zaspanego, mężczyzna. Przeskakiwał
spojrzeniem ze mnie na funkcjonariusza Dana i nie wyglądał na za-dowolonego z jego obecności. W rękach trzymał neseser i teczkę, a jegowargi zacisnęły się w wąską linię, kiedy zażarcie pojedynkował się naspojrzenia z przesłuchującym mnie gliną.
– Co ty tu robisz, Young? Doskonale wiesz, że nie powinno cię tubyć – zbeształ go nowo przybyły mężczyzna.
– Podobnie jak pana, panie prokuratorze. Dlatego cieszę się, żezdążyłam na to bezprawne przesłuchanie mojego klienta. – W drzwiachpojawiła się kolejna osoba. Była to drobniutka i młoda kobieta, z bardzo zaciętym wyrazem twarzy, która natychmiast do mnie podeszła,wyciągając w stronę mężczyzn swoją wizytówkę.
– Mecenas Lili Green, jestem obrońcą pana Kinga i chyba niemuszę panom mówić, jak źle to wygląda, prawda? – Uśmiechnęła się,wyglądając przy tym na bardzo zadowoloną z siebie.
Fleeting time 21
Kompletnie nie rozumiałem, co ją tak bawiło i skąd ona się tu, docholery, wzięła, ale poczułem ulgę nie do opisania. Chciałem wierzyć,że dzięki tej kobiecie moje wyjście z komisariatu to tylko formalność, boza chwilę ci dwaj mężczyźni w końcu zrozumieją, że traktując mnie jakpodejrzanego, popełnili błąd. Jednak wysoki mężczyzna wydawał sięniewzruszony całą sytuacją i zajął miejsce naprzeciwko mnie, kompletnie ignorując moją obrończynię. Wyjął ze swojego neseseru nóż, którywyciągnąłem z ciała dziewczyny, zapakowany w plastikowy, przezro-czysty worek, i spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć „mam cię”.
– Nazywam się Michael Stevens i jestem prokuratorem. To będzie bardzo krótka rozmowa, w której złożę ci propozycję, ale na decyzjębędziesz miał minutę, więc radzę myśleć szybko. Widzisz to? – Wskazał
na leżące przede mną ostrze z wciąż widniejącymi na nim szkarłatny-mi plamami.
Przełknąłem ślinę i bezgłośnie kiwnąłem twierdząco głową. Niemal natychmiast zaczęło mi ciemnieć przed oczami, bo w głębi sercawiedziałem już, dokąd zmierzała ta rozmowa. W oczach ponowniewezbrały mi łzy i niczego tak bardzo nie pragnąłem, jak wybudzić sięz tego koszmaru. Jednak choćbym nie wiem, jak mocno się szczypał czydrapał, nie śniłem – to była jawa.
– Co pan insynuuje, panie prokuratorze? – zaprotestowała ostromoja obrończyni.
– Posłuchaj, chłopcze… Ta dziewczyna nie żyje, na miejscu zna-leźliśmy twoje ślady krwi, na narzędziu zbrodni są twoje odciski palcówi mam świadka, który cię widział, więc darujmy sobie zaprzeczania,dobrze? I ty i ja chcemy mieć to z głowy, dlatego posłuchaj… Przyznaszsię do winy… – zaczął mężczyzna, ale moja pani mecenas natychmiastweszła mu w słowo.
– Nawet mowy nie ma! – warknęła ostro.
22 Kinga Boruczkowska
Ja jednak myślami byłem już kompletnie gdzie indziej… W uszachdudniły mi słowa prokuratora, który brzmiał na bardzo pewnego siebie. On już wiedział… Wiedział, że się nie wywinę, a przynajmniej niemiał zamiaru mi na to pozwolić. Warga niebezpiecznie mi zadrżała,a z oczu popłynęły łzy, kiedy dotarło do mnie znaczenie słów mężczyzny.
Zacząłem przecząco kiwać głową, nie zamierzałem pozwolić na to, abywrobiono mnie w morderstwo. BYŁEM NIEWINNY!
– Wiem, że to dla ciebie trudne, i myślę, że w głębi serca wcalenie chciałeś jej skrzywdzić. Zdenerwowała cię, a ty nie wiedziałeś, cozrobić, więc ją dźgnąłeś.
– Proszę przestać, panie prokuratorze! – Lili uderzyła dłoniąw stół, podczas gdy ja cały czas tępo wpatrywałem się w zakrwawionynóż, który przede mną leżał.
– Mam na ciebie silne dowody, Tyler, a co za tym idzie? Najlepszelata swojego życia spędzisz w więzieniu, chyba… Chyba że przyznasz siędo winy i zawrzemy ugodę. Zamiast dwudziestu pięciu lat, dwanaściez możliwością warunkowego zwolnienia po odbyciu ośmiu lat kary – za-proponował mężczyzna, nie spuszczając ze mnie wzroku. Moja obrończyni natychmiast zaprotestowała, ale kątem oka dostrzegłem, że i jejzrzedła mina na słowa mężczyzny, który wyraźnie był już pewny tego,że ma mnie w garści. Zakryłem twarz skutymi dłońmi i wybuchłem pła-czem, bo cała ta sytuacja wydawała się niedorzeczna.
– Bądźmy szczerzy, pani mecenas… Oboje wiemy, że potrzebnywam cud, który pomoże podważyć zebrane przeze mnie dowody. Dajęchłopakowi szansę, której sąd nie da mu na pewno… Ale na odpowiedź
nie będę czekał wiecznie – powiedział, brzmiąc stanowczo.
Starałem się opanować i choć targały mną emocje, a przedewszystkim rozpacz i strach, zwróciłem się w stronę swojej prawniczki,która spiorunowała prokuratora wzrokiem, jakby chciała urwać mugłowę.
Fleeting time 23
– Wyciągnie mnie pani z tego? – zapytałem, wściekle wycierającmokrą od łez twarz.
– Wyciągnę, obiecałam to twoim rodzicom i obiecuję też tobie –
powiedziała z determinacją w głosie, ale coś w wyrazie jej twarzy jązdradziło. Sprawiło, że nie potrafiłem uwierzyć w jej zapewnienia.
Zagryzłem z całej siły zęby, spoglądając na siedzącego naprzeciwko mnie mężczyznę i wciąż obecnego przy całej rozmowie funkcjonariusza Younga, który dosłownie mordował mnie wzrokiem. Pociągnąłemnosem i skinąłem głową, patrząc na prokuratora, choć słowa wciąż niemogły przejść mi przez gardło.
– Jeśli się przyznam…
– Zostaniesz potraktowany łagodniej i jeśli ci się poszczęści, wyj-dziesz na wolność przed trzydziestką. Wciąż będziesz mógł ułożyć sobie życie i zacząć od nowa – powiedział, podsuwając mi przygotowanyprzez siebie dokument.
Tamtej nocy, wraz ze złożeniem podpisu na tej przeklętej ugodzie,moje życie się skończyło, choć nie dosłownie… Wciąż byłem człowiekiemz krwi i kości, ale przepadły wszystkie marzenia i plany, a wraz z nimiczęść mnie… Aż wreszcie więzienie zabrało i tę drugą połowę, pozosta-wiając jedynie ból, nienawiść i poczucie niesprawiedliwości.
***
– Panie King?
Moją uwagę ponownie przyciągnęła rudowłosa kobieta, która wciąż oczekiwała na odpowiedź.
– Tak, poszedłem na ugodę… Ma pani rację, ale jeżeli ma pani wątpliwości co do tego, czy mogę wrócić do funkcjonowa-nia w społeczeństwie, to zapewniam panią, że tak. Byłem mło-dy i głupi, a każdy dzień w więzieniu boleśnie uświadomił mnie
24 Kinga Boruczkowska
w tym, co zrobiłem. Ta dziewczyna umarła i tylko to się liczy… Nie pomogłem jej, nie wezwałem pomocy, tylko uciekłem. Uciekałem zbyt długo i jestem tym już naprawdę zmęczony. Nie powiem, że jestem nieskazitelny, bo nikt z nas nie jest. Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy, ale proszę państwa o drugą szansę, o to, abym mógł udowodnić wam i sobie, że mogę się zmienić. Nie zwrócę jej życia, ale chcę działać, zrobić coś dobrego – mówiłem, patrząc im w oczy. Pierwszy raz od wielu, wielu lat miałem wrażenie, że ktoś naprawdę mnie słuchał.
Już nie byłem niewidzialny, dostałem głos, szansę, aby wreszcie wyjść na wolność, i zamierzałem to wykorzystać. Doświadczy-łem w murach tego budynku wiele krzywd i zła, ale przetrwałem, choć jestem już kimś zupełnie innym niż lata temu.
– Załóżmy, że panu wierzymy i pański wniosek zostanie roz-patrzony pozytywnie. Co dalej? Ma pan gdzie spać i z czego się utrzymać? – Głos ponownie zabrała moja pani kurator.
– Tak, mój mentor zaoferował mi pomoc na start i zamie-rzam z tej pomocy skorzystać. Udało mi się zrobić w więzieniu kilka kursów, które mogą mi pomóc w szybszym znalezieniu pra-cy, ale dopóki nie znajdę czegoś nowego, będę pomagał w maga-zynie w sklepie spożywczym i przy wykładaniu towaru – wyjaśni-łem, spoglądając na komisję.
Niczego tak bardzo nie pragnąłem, jak wreszcie stąd wyjść i zrobić wszystko, aby zapomnieć o tym miejscu. Jednak niektóre wspomnienia nie blakną, ranią umysł, serce i duszę, zakorzeniając się w nas dogłębnie, a jedynym sposobem, aby się ich pozbyć, jest śmierć.
Playlista
Ostrzeżenie
Prolog
