Na zawsze - T.L. Swan - ebook
NOWOŚĆ

Na zawsze ebook

T.L. Swan

4,7

985 osób interesuje się tą książką

Opis

To poruszające zwieńczenie serii i okazja stworzona przez autorkę, by ponownie spotkać się z bohaterami, którzy zdobyli serca czytelników. Książka stanowi zbiór rozbudowanych epilogów i dzięki ich lekturze możemy zobaczyć, jak bracia odnajdują się w nowych etapach życia, mierzą z codziennymi wyzwaniami i odkrywają kolejne odcienie miłości.

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                                     Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 257

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (12 ocen)
10
1
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MilenaB92

Nie oderwiesz się od lektury

To jest coś na co warto było czekać ❤️
10
EwaET1958

Nie oderwiesz się od lektury

choć jest słodko i happy-endowo to jest to przyjemna kropka nad "i", fajna do szybkiego przeczytania
00
EwaSG0

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00
Gulazyga
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Super podsumowanie wszystkich części. Jednak dla mnie zawsze będzie za mało historii Tristana i Claire.
00
Alexx95116

Nie oderwiesz się od lektury

Historia Elliota i Kate mnie totalnie rozwaliła. Piękne zakończenie serii.
00



Tytuł oryginału: Miles Ever After

Copyright © T.L. Swan 2023

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Magdalena Mieczkowska

Korekta: Karina Przybylik, Magdalena Kłodowska, Natalia Szoppa

Skład i łamanie: Michał Swędrowski

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-515-5 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Fragment

„Nieznajomy z samolotu”. Rozszerzony epilog

„Znienawidzony rywal”. Rozszerzony epilog

„Zadufany szef”. Rozszerzony epilog

Ostrzeżenie

„Nieznośny narcyz”. Rozszerzony epilog

Dodatkowy rozdział

Od autorki

Podziękowania

O autorce

Przypisy

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Chciałabym zadedykować tę książkę alfabetowi. To właśnie te dwadzieścia sześć liter całkowicie odmieniło moje życie.W tych dwudziestu sześciu literach odnalazłam siebie i dzięki nim mogę spełniać swoje marzenia.Gdy następnym razem wspomnicie o alfabecie, przypomnijcie sobie, jaka tkwi w nim moc.Ja robię to każdego dnia.

Wdzięczność

Cnota polegająca na docenianiu i okazywaniu życzliwości, a także na byciu gotowym do jej odwzajemniania.

ROZSZERZONY EPILOG

Emily

Drzwi windy się otwierają, a ja wychodzę na hol.

– Cześć, Sammia. – Uśmiecham się, przechodząc obok recepcji.

– Dzięki Bogu, że przyszłaś. – Sammia otwiera szerzej oczy.

Śmieję się, bo znam to spojrzenie.

– Ciężki dzień, co? – pytam.

– Można tak powiedzieć.

– Mój mąż jest naprawdę marudny.

– Jesteś cudowną kobietą. – Sammia uśmiecha się i odwraca z powrotem do komputera. – Jest w swoim biurze.

– Dzięki. – Ruszam korytarzem.

Wzięłam wolne popołudnie w pracy i przyszłam sprawdzić, co z Jamesonem, bo najwyraźniej coś nie gra.

Nie mam pewności, co się z nim obecnie dzieje, ale zawsze udaje mi się ocenić poziom jego stresu po sposobie, w jaki się kochamy. Im bardziej jest zestresowany, tym seks staje się ostrzejszy.

Nie kochaliśmy się od wielu tygodni, za to codziennie mocno się pieprzymy.

Wczoraj biegał trzy razy – z samego rana, po powrocie do domu i o dwudziestej drugiej, tuż przed tym, jak położyliśmy się spać… więc można śmiało uznać, że mój mąż jest ostatnio zestresowany.

Ale co w tym nowego?

Jameson Miles to chodząca kula niespożytej energii, którą nie sposób rozładować zwykłym bieganiem po Central Parku bez względu na to, jak szybko Jameson by biegł.

Pukam do jego drzwi.

– Puk, puk.

– O co chodzi?! – woła.

Jezu.

Uśmiecham się i otwieram drzwi, zastaję go wpatrzonego w ekran komputera.

– Czego chcesz? – pyta, nie podnosząc wzroku.

– Dział kadr wysłał mnie tutaj, bym się z panem spotkała, ponieważ przyłapano mnie na oglądaniu porno w pracy.

Podnosi głowę i przygląda mi się przez chwilę w milczeniu.

– Czyżby?

– Tak, proszę pana.

Zaciska zęby, po czym patrzy na moje palce u stóp, a potem znów przenosi wzrok na twarz. Przesuwa językiem po zębach.

Nie gram fair, ale przyszłam tu wyłącznie w jednym celu.

Chcę się pieprzyć na biurku z szefem.

Mam na sobie swój najseksowniejszy strój sekretarki, który tak uwielbia – szarą spódnicę i jedwabną bluzkę, a do tego pas do pończoch oraz majtki z wyciętym krokiem.

– A co oglądałaś? – odzywa się szorstko.

– Jak dziewczyna obciągała kutasa swojemu prezesowi.

Unosi brew, sięga po pilota i naciska przycisk, co sprawia, że słyszę, jak zamykają się za mną drzwi.

– A dlaczego oglądałaś dziewczynę obciągającą kutasa swojemu prezesowi? – dopytuje bez żadnych emocji.

– Ponieważ to moja fantazja, której jeszcze nie zrealizowałam.

– Czyżby?

– Ja… – robię krótką przerwę, żeby wzmocnić efekt – zawsze się zastanawiałam, jak pan smakuje… Wiem, że jest pan żonaty, ale… – Wzruszam ramionami.

Dlaczego bycie niegrzeczną jest takie zabawne?

– Ale co? – reaguje gwałtownie.

– Zastanawiałam się tylko, czy istnieje jakakolwiek szansa, bym mogła panu obciągnąć.

Robi głęboki wdech i odchyla się na krześle, gdy na siebie patrzymy. W powietrzu aż iskrzy.

Uwielbiam tę grę.

– To jest firma medialna, Emily, a nie jakiś burdel.

– Tak, proszę pana, wiem.

– Jeśli moja żona się dowie…

– Nie dowie się. – Oblizuję usta i kieruję wzrok na jego krocze. – Przysięgam na swoje życie.

Jameson wstaje i rozpina spodnie od garnituru.

– Na kolana, kurwa!

Padam na podłogę, starając się zapanować nad śmiechem. Nawet teraz, po ponad roku małżeństwa, odgrywanie ról jest moją ulubioną zabawą.

To naprawdę zboczone.

Podchodzi, a następnie odgarnia mi włosy z twarzy, patrząc na mnie z góry, i przesuwa kciukiem po moich wargach.

– Bądź grzeczną dziewczynką i pokaż mi, o czym marzysz.

Kiwam głową i otwieram usta, a on przejeżdża kutasem po moim języku, przez co czuję smak preejakulatu na kubkach smakowych.

Wydaje z siebie pomruk pełen aprobaty.

– Zamierzam zerżnąć tę twoją niewyparzoną buźkę, Emily.

Przechodzi mnie dreszcz podniecenia.

– I pożałujesz popełnionego przez siebie czynu. – Chwyta mnie brutalnie za włosy. – Czyż nie?

– Nie, proszę pana.

– Odmawiasz mi? – Unosi brew.

Przytakuję, czując motyle w brzuchu. Bez względu na to, jak dobrze znam tego mężczyznę i jak bardzo on mnie kocha, za każdym razem towarzyszy mi uczucie niepokoju, gdy tak igram z ogniem.

Ponownie kiwam głową.

– To wielki błąd. – Wsuwa mi penisa tak głęboko do gardła, że zaczynam się dławić, ale to go nie powstrzymuje. Napiera jeszcze mocniej, aż zaczynają mi łzawić oczy.

Odsuwam się od niego, kaszląc.

Wybucha śmiechem.

– Nie udawaj, bekso. – Ponownie wkłada mi kutasa w usta, po czym chwyta agresywnie za włosy i zaczyna posuwać.

Mocno i bez skrupułów.

Tak właśnie lubię.

Wyobrażam sobie, jak to musi wyglądać – ja na kolanach w jego biurze i on… rżnący mnie w usta. Wpycha go raz za razem w rytm swojego ciężkiego oddechu.

Czuję, jak jego kutas twardnieje jeszcze bardziej, więc zaciskam mocno uda, wiedząc, że mój mąż dojdzie za chwilę beze mnie.

– Ssij go – mówi chrapliwym głosem. – Mocniej. – Ściska mnie za włosy tak, że to prawie boli, i nagle podrywa mnie na nogi, pochyla nad biurkiem, zadziera mi spódnicę i syczy, kiedy dostrzega pas do pończoch i majtki z wyciętym krokiem. – To rozumiem, kurwa.

Wchodzi we mnie jednym gwałtownym ruchem, po czym kładzie otwartą dłoń na moim policzku, przyciska mi twarz do biurka i mnie unieruchamia.

– Och… – jęczę, całkowicie ulegając temu dominującemu facetowi.

Jest idealny.

Rżnie mnie tak mocno, że aż widzę przed oczami gwiazdy, wbija się we mnie grubym penisem i bierze dokładnie to, czego potrzebuje. Towarzyszące temu odgłosy doprowadzają mnie do szaleństwa i po chwili czuję falę rozkoszy zalewającą całe moje ciało.

Wchodzi we mnie z całej siły raz, drugi… trzeci… a potem zatrzymuje się, pozwalając na to, by jego ciało przejęło kontrolę. W tej samej chwili uwalnia nagromadzone w sobie emocje, mocno dochodząc.

Dyszymy, próbujemy dojść do siebie. Jameson stawia mnie na nogi i czule całuje.

Zupełnie inaczej niż przed chwilą.

Ale tacy właśnie jesteśmy. Tak wygląda nasz zwykły dzień.

Idealna sprzeczność.

Obejmuje moją twarz dłońmi i znów składa delikatny pocałunek na moich ustach.

– Dzień dobry, pani Miles. – Uśmiecha się z pożądaniem w oczach.

– Jesteś pieprzonym zboczeńcem – szepczę.

Zsuwa mi spódnicę i poprawia koszulkę.

– A ty masz w sobie moją spermę, więc wygrałem.

Opada na krzesło i sadza mnie sobie na kolanach, a następnie wtula głowę w moje piersi i tak po prostu siedzi przez chwilę.

Chociaż czuję się spełniona i zrelaksowana, wyczuwam bijący od niego niepokój. Ogarnia mnie zdenerwowanie, bo mój mąż jest naprawdę spięty. Lęk dosłownie sączy się z jego duszy.

Zerkam na biurko i dostrzegam w połowie opróżnioną szklankę szkockiej, a potem spoglądam na godzinę w komputerze – jest trzynasta.

– Dlaczego pijesz w środku dnia? – pytam.

Wzdycha z przesadną dramaturgią.

– Daj spokój.

– Jameson, nie prowokuj mnie. – Wstaję. – Jesteś zbyt zestresowany. To musi się skończyć.

– Nic mi nie jest. Nie ciągnij już tego tematu, bo zepsujesz tę wspaniałą chwilę.

– Zdajesz sobie sprawę, że dopóki się nie zrelaksujesz, nie możemy starać się o dziecko?

– Nie mam czasu na urlop, Emily.

– Masz. Zadzwonię do Tristana, może cię zastąpić.

Jameson przewraca oczami, niewzruszony tym, co powiedziałam.

– Przyszłaś tu, żeby zabrać mnie na lunch czy jak?

– Nie zmieniaj tematu – syczę, po czym biorę do ręki szklankę ze szkocką i wylewam jej zawartość do zlewu. – Właściwie to przyszłam, żeby ci obciągnąć, a nie patrzeć, jak pijesz w ciągu dnia. Koniec z tym – rzucam.

– Tak, mamo.

– Tak – odpowiadam stanowczo. – Właśnie tak, chcę być mamą. Wciąż mi powtarzasz, że marzy ci się dziecko, ale jesteś tak zestresowany, że popijasz whisky tylko po to, by jakoś przetrwać dzień. Nie chcę, żeby nasze maleństwo przyszło na świat w takich okolicznościach, Jay.

Wypuszcza powietrze z ust. Wie, że mam rację.

Rzecz w tym, że już od jakiegoś czasu potajemnie próbuję doprowadzić do poczęcia się dzidziusia. Kiedy tylko poinformował mnie, że chciałby mieć dziecko, odstawiłam tabletki antykoncepcyjne. Wiem, że powinnam była mu o tym powiedzieć, ale seks jest dla Jamesona bezpieczną przystanią, jedynym momentem, kiedy całkowicie zapomina o problemach i zatraca się w chwili.

Gdy potrzebuje odpocząć od ciągłej presji, ma mnie i razem doświadczamy czegoś wspaniałego.

Cudownego aktu między dwojgiem zakochanych w sobie ludzi.

Znam go i wiem, że gdybym mu powiedziała, że aktywnie staramy się o dziecko, to od razu obrałby sobie to za cel, zaczął się nakręcać i jeszcze bardziej stresować, jeżeli by się nam nie udało. Wolę zrobić mu niespodziankę, kiedy nadejdzie odpowiedni czas i będziemy mieli szczęście.

– Zarezerwuję dla nas wakacje. Musimy dokądś wyjechać.

Przewraca oczami.

– A teraz wracasz ze mną do domu.

– Nigdzie się nie wybieram.

Pochylam się nad nim i wyłączam komputer.

– Nie masz w tej kwestii nic do powiedzenia.

Siedzi nieruchomo w fotelu, a ja ponownie siadam mu na kolanach i obejmuję go ramionami.

– Kochanie… posłuchaj mnie. Kocham cię i chcę, żebyśmy spędzili razem długie i szczęśliwe życie. Nie pragniesz tego samego?

– Pragnę.

– Czas się trochę odizolować od tego wszystkiego. Naprawdę myślisz, że nie czuję, co się w tobie dzieje w tej chwili?

Patrzy mi prosto w oczy.

– Te ciągłe terminy, arkusze kalkulacyjne, rozmowy z dyrektorami… to wszystko nie ma znaczenia, jeśli nie zadbasz o jakość swojego życia. – Całuję go delikatnie i odgarniam mu włosy z czoła. – Masz niezwykle stresującą pracę i to naturalne, że się denerwujesz, ale musisz w końcu nauczyć się odpuszczać, bo zestresowany nie jesteś w najlepszej formie ani dla mnie, ani dla Miles Media, ani dla swoich braci i rodziców. A już najmniej dla siebie samego.

Jameson ściska mnie w talii, słucha uważnie.

– Nie byłoby cudownie przychodzić każdego ranka do pracy wypoczętym i pełnym energii i nie mieć w głowie miliona otwartych zakładek?

Robi głęboki wdech, zdaje sobie sprawę z tego, że mam rację.

– Jedziemy do domu. – Ciągnę Jamesona za rękę, a następnie porządkuję biurko.

Potem zbieram jego rzeczy i przewieszam teczkę przez ramię. Prowadzę go przez recepcję, a dziewczyny unoszą wzrok na nasz widok.

– Wychodzę dziś wcześniej – zwraca się do Sammii.

– Okej, w porządku – odpowiada dziewczyna z uśmiechem na ustach. – To w sumie bardzo dobry pomysł.

– I weźmie sobie trochę wolnego. Muszę tylko ustalić z Tristanem, kiedy może go zastąpić – oznajmiam.

– Jeśli chodzi o to, to jeszcze zobaczymy. – Jameson przewraca oczami. – Sammia, ona mnie porywa, nie widzisz tego?

Wchodzimy do windy, a dziewczyna się uśmiecha. Drzwi się po chwili zasuwają, odwracamy się w ich stronę.

– Wiesz, o czym teraz rozmawiają pracownice recepcji? – pyta swobodnym tonem.

– O tym, że cię kocham i dbam o zdrowie psychiczne swojego męża? – Posyłam mu szyderczy uśmiech.

– Nie. – Poprawia krawat. – Nic z tych rzeczy.

– To w takim razie o czym teraz rozmawiają?

– Że pachniesz spermą. – Łapie mnie za krocze.

– Przestań. – Śmieję się głośno, odpychając go od siebie, i zerkam na kamery. – Wcale nie pachnę spermą – wykrztuszam.

O mój Boże, naprawdę ją ode mnie czuć?

Puszcza do mnie zalotnie oko.

– Uwierz mi, pachniesz.

***

Taksówkarz wjeżdża autem na duży okrągły podjazd, a mnie boli żołądek z nerwów.

Zrobiłam to.

Przekonałam Jamesona, żeby wziął wolne i wyjechał ze mną na wakacje. Tristan zastępuje go w pracy i wszystko idzie zgodnie z planem.

Jest tylko jeden mały problem.

Jay myśli, że jesteśmy w Tajlandii, by spędzić czas w luksusowym resorcie. Nie powiedziałam mu, że tak naprawdę przyjechaliśmy tu, żeby wziąć udział w warsztatach wellness.

A to oznacza zero alkoholu, zdrowe jedzenie, medytację, codzienne sesje medycyny chińskiej, tai chi, pilates i masaże.

Czyli w skrócie – najgorszy koszmar Jamesona Milesa.

Jay patrzy przez szybę i marszczy brwi.

– Co to jest?

– Niespodzianka. – Uśmiecham się z nadzieją.

– Jaka znowu niespodzianka? – Unosi brew.

– No cóż. – Pochylam się nad nim i otwieram mu drzwi. – Chcieliśmy się zrelaksować, a to jest do tego idealne miejsce.

– Co masz na myśli?

Cholera, muszę mu w końcu powiedzieć.

– Zarezerwowaliśmy pobyt w ośrodku odnowy biologicznej, kochanie. Czy to nie wspaniałe?

– Co? – Zamyka drzwi. – Nie ma, kurwa, mowy, Emily.

– Jameson – zwracam się do niego stanowczo – wysiadaj z auta.

– Nie. – Naciska blokadę w drzwiach. – To są właśnie te odprężające wakacje, które nam zarezerwowałaś? – szepcze ze złością. – Nie wierzę, kurwa, po prostu nie wierzę.

Kierowca śmieje się z przedniego siedzenia.

– To nie jest śmieszne – odpiera Jameson. – Proszę jechać.

Mężczyzna spogląda na mnie w lusterku wstecznym, czekając na potwierdzenie.

– Nigdzie nie jedziemy – rzucam ostro. – Przestań zachowywać się jak rozkapryszony dzieciak. Wyjdź z tego samochodu, Jameson. Natychmiast.

– Nie ma mowy. – Krzyżuje ramiona na piersi. – Nie zostanę w tym zapomnianym przez Boga, hipisowskim miejscu.

– Cóż, a ja tak.

– Świetnie. Baw się dobrze, jedząc przepyszną trawę.

Serio?

– Jameson, chcę się odprężyć, a to miejsce jest do tego idealne. Nie możesz zostać tu ze mną?

– Nie.

Zaczynam się denerwować.

– Masz do wyboru to albo miesiąc pod namiotem w Tajlandii – ostrzegam stanowczym tonem. – Nie zapominaj, że teraz mamy porę deszczową i komary są wielkości tych z Parku Jurajskiego.

Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale przerywam mu.

– Nie żartuję, Jameson. Nie wkurzaj mnie – szepczę wściekła. – Mam już serdecznie dość życia z wiecznie zestresowanym facetem, więc jeśli nie możesz tu zostać i spróbować się dla mnie zrelaksować, to po co my w ogóle wzięliśmy ślub? Jaki to ma, kurwa, sens?

Mruży oczy i spogląda na mnie gniewnie.

Wysiadam wściekła z samochodu, po czym wchodzę do ośrodka. Jeśli odjedzie, to dojdzie do trzeciej wojny światowej.

Przygotuj się, skurwielu.

Kierowca również wychodzi z auta i otwiera bagażnik, żeby pomóc mi z walizkami.

– Wyciągamy tylko jedną? – pyta.

– Obie – odpowiadam błyskawicznie.

Jeśli Jameson ze mną nie zostanie, to może zapomnieć o swoich rzeczach. Pieprzyć go.

Na szczęście jestem sprytniejsza od niego.

Wiedziałam, że tak zrobi, więc podczas lotu, w ramach przemyślanego podstępu, wyjęłam mu z portfela wszystkie karty kredytowe. Musi tu zostać, czy mu się to podoba, czy nie.

Nawet jeśli teraz sobie pojedzie, to i tak będzie musiał wrócić.

Zaczynam ciągnąć dwie duże walizki po podjeździe i czuję, że Jay obserwuje mnie z samochodu.

Idzie?

Dochodzę do wielkich schodów wejściowych, a dwóch portierów wybiega mi na spotkanie.

– Serdecznie witamy. – Uśmiechają się do mnie, po czym biorą ode mnie bagaże. – Pani pozwoli, że je weźmiemy.

– Dziękuję. – Posyłam im delikatny uśmiech, a następnie zerkam w stronę auta i widzę przez szybę ponurą minę męża.

Nie mogę w to, kurwa, uwierzyć.

Podchodzę do recepcji.

– Dzień dobry, mogę w czymś pomóc? – odzywa się recepcjonistka z uśmiechem na twarzy.

– Tak – odpowiadam zakłopotana, podając jej kartę kredytową. – Chciałabym się zameldować. Nazywam się Emily Miles.

Spoglądam przez ramię i widzę, że auta już nie ma.

Odjechał?

Słyszę w uszach łomotanie rozwścieczonego serca. Zadałam sobie tyle trudu, błagając ich, by nas zakwaterowali, bo mieli już pełne obłożenie, a potem jeszcze musiałam to utrzymywać przed nim w tajemnicy. Odegrałam tę szopkę wyłącznie dla niego, a on tak po prostu odjechał, nawet nie fatygując się, by obejrzeć to miejsce? Typowe zachowanie upartego jak osioł Jamesona Milesa.

To oznacza wojnę.

Miła recepcjonistka wystukuje coś na klawiaturze, a ja czekam w milczeniu.

I dokąd on niby pojedzie? Przecież nie ma przy sobie żadnych pieniędzy… I nagle sobie przypominam, kim on jest.

Kogo ja oszukuję? Mógłby się wprosić do każdego pięciogwiazdkowego kurortu. Pewnie mają jego zdjęcie na plakatach w pokojach socjalnych.

Bum, bum, bum… moje wściekłe serce dudni mi w uszach.

– Rezerwacja obejmuje luksusowy apartament w bungalowie na cały okres pobytu.

Na moich ustach pojawia się wymuszony uśmiech.

– Dziękuję, brzmi wspaniale.

– Mój kolega zaprowadzi panią do apartamentu, a potem przyjdzie pani mistrz i pokaże obiekt.

– Okej? – Marszczę brwi zdezorientowana.

– Mistrz? – pyta Jameson za moimi plecami beznamiętnym tonem. – Mistrz czego?

Wzdrygam się, zaskoczona dźwiękiem jego głosu, odwracam się i ogarnia mnie niesamowita ulga.

Masz szczęście.

–Nie odzywaj się do mnie – mówi bezgłośnie, a następnie podchodzi do recepcji i próbuje przejąć inicjatywę. – Na jak długo mamy rezerwację?

– Na dwadzieścia jeden dni.

– Dwadzieścia jeden… – Stuka palcami w biurko, spoglądając na mnie z ukosa. – Nie, to nie wchodzi w grę. Jutro się wymeldujemy, dziękuję.

Dziewczyna uśmiecha się do niego, a potem do mnie, jakby już wiele razy słyszała podobne rozmowy.

– Bjorn, proszę odprowadzić państwa Milesów do apartamentu.

– Jasne. – Podchodzi do nas wysoki, postawny blondyn ubrany na biało. – Tędy proszę. – Rusza przodem, a ja próbuję chwycić Jamesona za rękę, ale on odtrąca moją dłoń.

– Nie dotykaj mnie.

– Państwa apartament znajduje się za ogrodem spokoju – oznajmia monotonnym głosem Bjorn. – Musimy okazać wdzięczność, kiedy przez niego przechodzimy i wkraczamy na kolejny etap swojego życia.

Jameson przewraca oczami.

– Kurwa mać – mówi, poruszając tylko ustami.

Przygryzam wargę, żeby ukryć uśmiech.

Podążamy za prowadzącym nas mężczyzną przez podwójne drzwi i najpiękniejszy ogród, jaki kiedykolwiek widziałam. Muszę przyznać, że jest tu naprawdę spokojnie.

Idealnie wypielęgnowane, soczyście zielone trawniki i perfekcyjne rabaty. Pośrodku znajduje się ogromna fontanna z wodospadem, którego strumień spływa do ogrodu położonego niżej, tam gdzie na wodzie unoszą się lilie. Bjorn zatrzymuje się przed fontanną, zamyka oczy i pochyla się z rękami złożonymi jak do modlitwy.

Jameson łapie się za krocze, a ja zakrywam twarz dłońmi.

O mój Boże.

– Proszę do mnie dołączyć. Niech złożą państwo podziękowania – odzywa się Bjorn.

– Okej. – Składam dłonie tak jak on i próbuję naśladować jego ruchy.

Jezu, to już naprawdę przesada.

Może Jameson miał rację i to będzie jedna wielka porażka.

– Gdzie znajduje się mój apartament? – pyta zniecierpliwiony Jay stojący za naszymi plecami.

Bjorn patrzy mu prosto w oczy i uśmiecha się do niego tak spokojnie, że aż robi się to trochę niepokojące.

– Tędy. – Znów idzie przed nami.

Jameson stuka się w skroń.

– Ma nierówno pod sufitem – mówi bezgłośnie. – To pewnie jakiś seryjny morderca.

Zaczynam się nad tym zastanawiać.

Idziemy za nim przez ogrody, krętymi ścieżkami, a następnie przez mostek. O mój Boże, ten pensjonat jest naprawdę magiczny.

W końcu docieramy do pięknej cabany z widokiem na morze.

– To będzie państwa dom na najbliższy czas.

– Wow – zachwycam się i odwracam, widzę, że nawet Jameson jest pod wrażeniem.

Bjorn otwiera drzwi wejściowe i pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to skrajna prostota – wszystkie meble, ściany, sufity i podłogi są białe.

Wchodzimy do środka i zaczynamy się rozglądać.

– Tu jest… wspaniale. – Uśmiecham się. – Wow.

Mężczyzna wskazuje na dwa duże kosze.

– Pierwszą rzeczą, którą musicie państwo zrobić, to zmyć z siebie brud otaczającego nas świata.

– Co mamy z siebie zmyć? – Jameson marszczy brwi.

– Proszę wziąć prysznic i użyć soli peelingującej z tych naczyń. Wciera się je w skórę, żeby ją oczyścić. Następnie niech państwo umyją się nawzajem i rozkoszują tym doświadczeniem.

Jameson posyła Bjornowi chłodne spojrzenie.

– Wszystkie swoje rzeczy proszę włożyć do tych koszy. – Stuka w jeden z nich, a następnie podaje nam białe stroje przypominające uniformy. – Będziecie państwo nosili te ubrania podczas pobytu w tym miejscu. Żadne rzeczy osobiste nie powinny państwa rozpraszać.

Jameson przygląda mu się tak, jakby nie dowierzał temu, co słyszy.

– To doświadczenie całkowicie pana wyzwoli, panie Miles.

– Albo umożliwi ci kradzież moich rzeczy.

– Proszę włożyć wszystkie urządzenia elektroniczne i ubrania do koszy, a bagaże zostawić przy drzwiach. Przechowamy je w magazynie na czas państwa pobytu. Kosmetyki mogą państwo zachować, ale zalecamy korzystanie z naszych produktów ekologicznych.

– Żadnych telefonów? – Marszczę brwi.

– Tak, zgadza się, bez telefonów i bez internetu – odpowiada mężczyzna. – I co najważniejsze: musicie się państwo również obejść bez zegarków i bez jakichkolwiek rozrywek. Nic nie może państwa rozpraszać.

– O ja pierdolę – wzdycha Jameson. – Wypisuję się z tej imprezy.

Bjorn uśmiecha się do niego ze spokojem.

– Proszę wziąć prysznic i zmyć z siebie brudy tego świata, a potem przyjdzie po państwa mistrz.

– Po co? – pyta mój mąż.

– Dziś wieczorem czeka państwa dwugodzinny masaż, następnie gorąca kąpiel z olejkami, cudowna kolacja, a później poczęstunek z tropikalnych owoców.

Jameson przenosi ciężar ciała na drugą nogę i dostrzegam, że nawet jemu się to podoba.

Obdarzam go żartobliwym uśmiechem.

– Dziękujemy, brzmi wspaniale.

Bjorn skłania głowę i wychodzi bez słowa, po czym zamyka za sobą drzwi.

– Co ty sobie, do cholery, myślałaś? – pyta Jameson.

– Przecież to fajna zabawa. – Wzruszam ramionami.

– Nie ma w tym, kurwa, nic zabawnego, Emily.

– Będziemy mogli zmyć z siebie brudy tego świata. – Próbuję załagodzić sytuację.

– Nigdy w życiu nie byłem mniej podniecony jak w tej chwili.

Zakrywam usta dłonią i się śmieję.

– Wejdź pod ten prysznic – mówię.

– Sama wejdź pod ten pieprzony prysznic – szepcze Jameson ze złością. – I nie włożę telefonu do tego cholernego kosza.

– Trzy dni.

– Co?

– Jeśli przez trzy dni zrobisz wszystko, o co cię poproszą, będziemy mogli stąd wyjechać. – Podaję mu ręcznik.

– Mam dla ciebie pewną wiadomość, zwodzicielko. Wyjadę stąd, kiedy tylko, kurwa, zechcę.

Kładę ręce na biodrach.

– Wejdź pod prysznic, zanim cię w nim utopię.

Przeciąga dłonią po twarzy, a ja znów zaczynam się śmiać.

– Musisz przyznać, że to całkiem zabawne.

– Ani trochę. – Wyrywa mi ręcznik z ręki. – Nie musisz mnie topić, sam się chętnie utopię. – Wbiega do łazienki i zamyka za sobą drzwi.

Otwieram je i zaglądam do środka.

– Myślałam, że mieliśmy się nawzajem umyć.

– Wynoś się, zanim doprowadzisz do morderstwa połączonego z samobójstwem.

Ponownie chichoczę.

Jameson bierze prysznic, potem wraca z ręcznikiem owiniętym wokół bioder i widzi, że włożyłam już swoje rzeczy do kosza.

– Naprawdę chcesz tam zostawić telefon?

– Mhm.

– A co, jeśli zdarzy się jakiś nagły wypadek.

– Tristan zadzwoni tutaj.

– On o tym wie?! – ryczy poirytowany Jay.

– Tak, to właśnie on znalazł mi to miejsce.

– Zabiję go, kurwa, własnymi rękami.

Staję na palcach i całuję go w te pełne, cudowne usta.

– Proszę, Jay, jeśli nie możesz tego zrobić dla siebie, zrób to dla mnie. – Kładę jego dłoń na swoim brzuchu. – Dla naszej wspólnej przyszłości.

Robi długi wydech i patrzy mi prosto w oczy.

– Proszę cię tylko o trzy dni.

Wyraźnie się waha i wiem, że chce stąd wyjechać, ale równocześnie jestem przekonana, że zrobiłby wszystko, żeby mnie uszczęśliwić.

– W porządku.

Podskakuję w miejscu.

– Dziękuję.

Podaję mu biały strój – luźne, lniane spodnie i dopasowaną koszulę – a on niechętnie go na siebie wkłada.

– Och, wyglądasz jak seksowny dentysta. – Uśmiecham się podekscytowana.

– To ironiczne, że tak mówisz – patrzy po sobie niezadowolony – bo właśnie wyobrażam sobie, jak wyrywam ci zęby, jeden po drugim.

Chichoczę. Naprawdę żałuję, że nie mogę nagrać jego reakcji, żeby później móc ją odtworzyć na filmiku – to byłaby komedia z prawdziwego zdarzenia.

– Włożyłeś telefon do kosza?

– Tak.

– A zegarek?

Unosi brew.

– Grzeczny chłopiec. – Uśmiecham się.

Jameson zamyka oczy, jakby szukał boskiego natchnienia.

– Nie pouczaj mnie, Emily. Czuję się tak, jakbym za chwilę miał skoczyć z pieprzonego klifu.

Puk, puk. Rozlega się pukanie do drzwi.

– Lepiej otwórz, przyszedł Mistrz Splinter – oznajmia oschle.

Otwieram drzwi i dostrzegam starszego Tajlandczyka ubranego w ciemnoczerwoną szatę, wyglądającego bardzo tajemniczo, niczym tybetański mnich.

– Witam.

– Witaj, moje dziecko. – Mężczyzna obdarza mnie spokojnym uśmiechem.

Serce zaczyna bić mi mocniej. Och, emanuje od niego niesamowita energia.

– Nazywam się Chakrii. Będę państwa mentorem podczas pobytu tutaj.

– Witaj, jestem Emily, a to mój mąż Jameson – przedstawiam nas.

Jameson wstaje i podaje mu rękę.

– Witam.

Mężczyzna uśmiecha się i ściska jego dłoń, a po chwili marszczy brwi.

– Pański umysł jest przepełniony mnóstwem myśli.

Trafił w sedno.

Jameson posyła mu gniewne spojrzenie.

– Tak, to prawda – mówię. – Właśnie dlatego tu jesteśmy. On musi odnaleźć spokój.

Chakrii obdarza nas serdecznym uśmiechem.

– Trafiłeś w odpowiednie miejsce, przyjacielu.

Jameson milczy, ale wiem, że musi wyczuwać obecność Chakriiego podobnie jak ja.

– Chodźcie ze mną, oprowadzę was.