Coup de foudre panny Stansfield - Ewa Pocierznicka - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Coup de foudre panny Stansfield ebook i audiobook

Ewa Pocierznicka

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Effie Stansfield i jej ciotka, Augusta Umpleby, wracają do rodzinnej Anglii luksusowym transatlantykiem Argos. Tym samym statkiem podróżuje ekscentryczny kapitan kawalerii JKM, Winston Osbourne, którego matka usiłuje wyswatać z Evelyn Peabody, dziedziczką potężnej fortuny. Kiedy ojciec panny Peabody zostaje zaatakowany, a napastnik kradnie bezcenny diament, Oko Sechmet, podejrzenie pada na przyjaciela kapitana Osbourne’a, Harry’ego Joyce’a. Effie i Winston łączą siły, by rozwiązać zagadkę kradzieży klejnotu... To pierwsza część serii o przygodach Effie Stansfield.
Ewa Pocierznicka – z wykształcenia anglistka, z zawodu nauczycielka, z pasji i zamiłowania pisarka. Wielka miłośniczka kultury brytyjskiej i dobrej, gorącej herbaty, głaścicielka licznych kotów, uwielbia historyczne odmiany róż, pasjonuje się historyczną modą i ekspedycjami polarnymi okresu heroicznego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 235

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 57 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Marcin Popczyński

Oceny
4,3 (36 ocen)
20
7
9
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Ewaor

Dobrze spędzony czas

Trochę kryminału, trochę romansu, można się pośmiać. Ale spokojnie na relaks książka dobra. Jeśli ktoś szuka kryminału prawdziwego to nie ten adres.
10
ELAMARITA

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam .
10
babka12

Nie oderwiesz się od lektury

ok
10
MalgorzataGallas

Dobrze spędzony czas

Można się pośmiać.
10
bleblata

Nie oderwiesz się od lektury

Super
10

Popularność




Ewa Pocierznicka

Coup de foudre panny Stansfield

@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału: Coup de Foudre Panny Stansfield

Seria: Przygody Effie Stansfield (t. 1)

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana

ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana

w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody

Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.

Ten e-book jest zgodny z wymogami

Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

Wydanie I, 2026

Opracowanie redakcyjne: Katarzyna Pruska

Projekt okładki: Daniel Rusiłowicz

(Grafiki na okładce częściowo wygenerowane przy użyciu AI)

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026

ISBN 978-83-68524-92-5

Rozdział 1

Sezon na męża

2 grudnia 1912 roku, Nowy Jork

Cioteczka Augusta po raz pięćdziesiąty nerwowo przekopywała swoją torebkę. Jej bratanica Effie Stansfield uznała w duchu, że torebka to wybitnie nieadekwatna nazwa dla czegoś o rozmiarach średniej walizki. Prędzej bagaż podręczny. Albo przenośna składnica wszystkiego, co może się przydać.

– O mój Boże, gdzie ja mam bilety, przecież je tu włożyłam – jęczała cioteczka, nie przestając ryć w czeluściach swego bagażu podręcznego. Effie się zlitowała.

– Ciociu, przecież ciocia włożyła bilety do kieszeni salopy. Tej wewnętrznej.

Augusta na odmianę pomacała się po wszystkich kieszeniach wymienionej części odzieży. Istotnie, dwa bilety klasy pierwszej na trasie Nowy Jork – Liverpool, hojny dar kuzynki Augusty, Emilii (która przed laty nieprawdopodobnie szczęśliwym trafem poślubiła najprawdziwszego amerykańskiego milionera), tkwiły spokojnie w wewnętrznej kieszeni.

Pożegnawszy się wcześniej ze wspaniałomyślną Emilią i jej nie mniej wspaniałomyślnym, wciąż potwornie bogatym mężem, Effie i Augusta tkwiły teraz w kolejce do trapu dla pasażerów pierwszej klasy wsiadających na pokład transatlantyku Argos. Nie był on tak obłąkańczo ogromny i luksusowy jak Olympic czy niesławnej pamięci Titanic, ale i tak niezmiernie wytworny.

– Mam tylko nadzieję, że nie będzie tam pluskiew – westchnęła Augusta.

Właściciele taniej krypy, którą przypłynęły do Ameryki, najwyraźniej oszczędzali na dezynsekcji, bo w pluszach na pozór eleganckich saloników i kabin kryły się dorodne, wypasione pluskwy. Niestety, mimo wypasienia wciąż były żądne krwi, w związku z czym podróż minęła paniom głównie na rozpaczliwym drapaniu się po wszystkim, po czym dało się podrapać bez naruszania zasad przyzwoitości. A mimo że wiek dwudziesty zdążył wkroczyć w drugą dekadę, zasady te wciąż były dosyć surowe, co w tym konkretnym przypadku ograniczało drastycznie możliwość drapania się po czymkolwiek. Pozostawało cierpienie z zaciśniętymi zębami.

Poruszona tą swędzącą gehenną kuzynka Emilia postanowiła zaoszczędzić krewniaczkom podobnego losu w drodze powrotnej i dlatego właśnie cioteczka Augusta oraz Effie szykowały się teraz do wstąpienia na pokład renomowanego statku, czyli na Argos.

Statek dymił z obu kominów wprost w bure, grudniowe niebo. Pasażerowie oczekiwali mniej lub bardziej cierpliwie przed trapami, stewardzi machinalnie oddzierali paski papieru od biletów i przepuszczali kolejnych wchodzących. Effie nudziła się jak mops, dziękując przy okazji, że nie musi na dokładkę marznąć, bo temperatura była wręcz wiosenna.

Od strony miasta, z kłapaniem podkutych ćwiekami, roboczych buciorów, nadbiegł jakiś mężczyzna. Nie wyglądał na pasażera pierwszej klasy, a jednak usiłował się przebić przez skłębiony tłumek eleganckich kolejkowiczów przed Effie.

– Steward! – ryknął poirytowany jegomość o twarzy buldoga, którego ów człowiek trącił łokciem. – Jakiś obdartus się tu pcha!

Effie stanęła na palcach, poprawiła okulary, wyciągnęła szyję i przeklęła w duchu swój nikczemny wzrost.

– Co tam się dzieje? – dopytywała się cioteczka. – Nic nie widzę, spójrz no, moja droga!

Jeden ze stewardów pofatygował się sprawdzić zażalenie człowieka-buldoga. Obdarzył przeciągłym spojrzeniem spóźnialskiego, jego obdarty, tweedowy melonik, sfatygowany garnitur myśliwski typu norfolk i robocze buty.

– Trap dla pasażerów klasy trzeciej jest tam – rzekł krótko.

Oberwaniec nie drgnął.

– Mam bilet – oznajmił spokojnie, niskim, głębokim głosem.

– To idź do swojego trapu. – Głos stewarda był lodowaty.

– To jest mój trap – odparł oberwaniec, wciąż z niezmąconym spokojem. – Szukam matki.

Wiedziona czystą ciekawością Effie gapiła się zachłannie na dziwnego mężczyznę. Stał spokojnie, na szeroko rozstawionych, długich nogach, patrząc na stewarda nieco z góry, albowiem był wysoki, a steward wręcz przeciwnie. Pod rondem kapelusza Effie mogła dostrzec kawałek opalonej na brązowo twarzy i lśniące oczy.

– A ja ojca – parsknął steward. – Zjeżdżaj!

Obdartus sięgnął do kieszeni sfatygowanej marynarki i wyjął bilet. W tym samym momencie tłum za jego plecami zafalował.

– Winnie! – Przepojony oburzeniem niewieści okrzyk spłoszył kilka najbliższych mew, które z wrzaskiem poderwały się do lotu.

Odziana w czerń matrona, niewątpliwie zakuta w gorset, co zdradzała jej sylwetka i ruchy, przebiła się niczym okręt wojenny przez oczekujących, po czym spiorunowała oberwańca wzrokiem.

– Pan wybaczy – zwróciła się teraz do ogłupiałego stewarda. – Nazywam się Frances Osbourne, a to mój syn, Winston. Zapewniam, że oboje posiadamy stosowne bilety. Mój syn po prostu nie ma pojęcia, jak się należy ubierać.

– Mam pojęcie – mruknął tamten.

– Milcz, młodzieńcze. – Palec urękawiczonej dłoni matrony uniósł się w jego stronę oskarżycielsko. – Narobiłeś mi wstydu. Kapitan kawalerii, a wygląda jak obwieś! Dobrze przynajmniej, że tym razem nie masz butów związanych drutem. Dlaczegoś się, nicponiu jeden, nie ubrał normalnie?

Kapitan westchnął.

– Nie zdążyłem – powiedział.

– Nie trzeba się było szwendać po podejrzanych miejscach do białego rana! – prychnęła matrona.

– Nigdzie się nie szwendałem. Siedziałem w stajni do późna.

– Temu tylko konie w głowie – westchnęła dama w czerni. – Winnie, kiedy ty dorośniesz?

– Już dorosłem, mamo – odparł uprzejmie kawalerzysta-abnegat.

Matka bez słowa wciągnęła go do kolejki.

– No cóż tam się stało, mów, dziewczyno! – Cioteczka szarpnęła Effie za rękaw.

– A, nic takiego – odrzekła Effie powoli. – Przyszedł jakiś dziwny mężczyzna i…

– I co, i co? – Czubek nosa Augusty zadrgał w podnieceniu. Cioteczka kochała skandale i ploteczki.

– Nic, steward myślał, że to pasażer trzeciej klasy, ale on miał bilet na pierwszą. I matkę – odpowiedziała Effie cokolwiek nieuważnie, usiłując zlokalizować w tłumie przed sobą obszarpany melonik.

– Każdy ma matkę – zdziwiła się cioteczka.

– On miał w kolejce – wyjaśniła. – To kapitan kawalerii.

– Pewnie Amerykanin – prychnęła cioteczka lekceważąco. – Amerykanie tacy są.

Effie nie zdążyła nawet jęknąć głośno w odpowiedzi na ten potężny nietakt, gdy ktoś odezwał się gdzieś z tyłu.

– Ależ skąd – rzekł miły alt. – To rasowy Anglik, dżentelmen z dobrej rodziny.

– Zubożałej? – zdziwiła się Effie. Znani jej dżentelmeni nie chadzali w kapeluszach nadających się wyłącznie do cedzenia atramentu ani w roboczych buciorach.

Dama roześmiała się perliście.

– Zubożałej? Paradne! Kochana, Osbourne’owie to jedna z najbogatszych rodzin w Sussex! Och, Boże drogi, ja tu stoję i plotkuję, a nawet się nie przedstawiłam, wybaczcie mi, drogie panie, ten brak manier. Jestem Violet Harrison, a ten zaspany niedźwiedź tutaj to mój mąż, Thomas.

Effie i Augusta odwróciły się do rozmówczyni, niewysokiej kobiety w średnim wieku, obok której stał mężczyzna istotnie o posturze niedźwiedzia i zdecydowanie nieprzytomnym spojrzeniu.

– Również się nie popisałyśmy. – Cioteczka spłonęła rumieńcem. – Niegrzecznie doprawdy tak stać tyłem do rozmówców. Augusta Umpleby, a to moja bratanica, Euphemia Stansfield.

Effie dygnęła odruchowo. Pani Harrison uśmiechnęła się, zaspany niedźwiedź zaś skłonił głowę i coś wymruczał pod nosem.

– Wracamy do domu, z wesela najmłodszej siostry Tommy’ego – wyjaśniła pani Harrison konfidencjonalnym tonem. – Zakochało się niebożę w amerykańskim doktorze, co zrobić.

– Nie rymować bez sensu – mruknął kwaśno Tommy.

– Zawsze jest taki rano, niech panie nie zwracają uwagi. – Jego połowica wyraźnie się rozkręcała, wyczuwszy w Auguście pokrewną, złaknioną ploteczek duszę. – O czym to ja…? Ach, Osbourne’owie!

– No właśnie. – Effie natychmiast uczepiła się nurtującej ją kwestii. – Dlaczego kapitan Osbourne nosi się tak… e… niecodziennie?

Violet Harrison wzruszyła ramionami.

– Winnie Osbourne to ekscentryk. Taki już jest.

Zanim Effie zdążyła wycisnąć z niej coś więcej, na nabrzeże zajechał lśniący od złoceń samochód. Wysiadła z niego młoda, złotowłosa kobieta w olśniewającym bladozielonym kostiumie spacerowym i kapeluszu o rozmiarach koła młyńskiego. Pani Harrison obrzuciła to wstrząsające nakrycie głowy zachłannym spojrzeniem, po czym z niejakim żalem dotknęła czubkami palców swego znacznie skromniejszego kapelusza, Effie zaś spojrzała na elegantkę z niekłamaną zawiścią. Kostium bowiem był ostatnim krzykiem mody, wąski długi żakiet i nie mniej wąska i długa spódnica, wszystko skrojone na sylwetki wysokie i smukłe, by nie rzec: podobne greckim kolumnom. Niska, szerokobiodra Effie przypominała posturą raczej pithos, gliniany dzban do przechowywania oliwy, niż marmurową kolumnę, więc o przywdzianiu takiego krawieckiego arcydzieła mogła tylko marzyć. A w tym gigantycznym kapeluszu wyglądałaby jak grzyb, prawdopodobnie muchomor.

Nie żeby w swoim praktycznym tweedowym kostiumie i takimż kapelusiku wyglądała dużo bardziej olśniewająco, co to, to nie. W swoim praktycznym kostiumie, Effie była gotowa przyznać to wprost, wyglądała jak niewielka, dość nastroszona sowa, które to podobieństwo podkreślały duże, okrągłe okulary w rogowej oprawce.

Tymczasem młoda piękność o posturze kolumny dumnie sunęła przed siebie, zadowolona z wrażenia, jakie zrobiła na zebranych. Effie poczuła natychmiastową, kompletnie irracjonalną niechęć. Ma taką sylwetkę charta, jada zapewne jak wróbelek, a na statku traci kompletnie apetyt na cały rejs, może nosić wyszukane i modne kreacje, a jakby tego było mało, w bladej zieleni wygląda oszałamiająco. Większość znanych Effie blondynek wyglądałaby w tym kolorze jak zwiędła sałata, ta tutaj czarowała cerą jak płatek róży. Co za… co za hetera!

Za heterą truchtała pulchna kobieta w zaawansowanym wieku średnim spowita w obłędnie drogie futro i chudy mężczyzna wyglądający, jakby go najpierw zasuszono, a następnie zamarynowano w occie.

– Proszę, proszę, państwo Peabody – mruknęła pani Harrison.

– Ci Peabody? – Na policzki Augusty wybiły rumieńce. – Od browarów?

– Tak jest, właśnie ci – przyświadczyła pani Harrison. – Polowanie w Stanach się nie udało, jak widzę…

Porozumiała się spojrzeniem z Augustą.

– Oho – mruknęła cioteczka. – To się zacznie sezon myśliwski na statku!

Effie, wciąż jeszcze rozproszona kuriozalnym kapitanem Osbourne, teraz straciła wątek do reszty.

– Jakie polowanie? – zapytała z najwyższym zdumieniem. – Jaki sezon myśliwski? Na morzu?!

Obie panie uśmiechnęły się z pobłażaniem.

– Na męża, moja droga – wyjaśniła cioteczka. – Evelyn Peabody poluje na męża.

DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ

Spis treści

Rozdział 1

Sezon na męża

Rozdział 2

Oblicza kapitana O.

Rozdział 3

Obłąkany pingwin

Rozdział 4

Występki grzeszne i niemoralne

Rozdział 5

Szejkowie i bandyci

Rozdział 6

Jajecznica

Rozdział 7

Eliksir prawdy

Rozdział 8

Sodoma i Gomora

Rozdział 9

Fiu-bździu

Rozdział 10

Wygibasy i figle migle

Rozdział 11

Dynksiki, słabostki i nocne spacerki

Rozdział 12

Zmartwychwstanie albo zgon

Rozdział 13

Zupa orgiowa

Rozdział 14

Uwolnić krakena!

Rozdział 15

Gdzie diabeł nie może, tam ciotkę pośle

Epilog