Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
241 osób interesuje się tą książką
Opis wydawcy
Klara przez lata była więziona za murami klasztoru, gdzie wbrew jej woli umieścił ją własny ojciec.
Ucieczka miała dać jej wolność.
Zamiast tego trafia w sam środek niebezpiecznej rozgrywki i staje twarzą w twarz z Adrianem „Szachistą” – bezwzględnym królem krakowskiego półświatka. Mężczyzna od początku zamierza wykorzystać ją przeciwko jej ojcu, a ona staje się pionkiem w grze, której zasad nie zna.
Między manipulacją, niebezpieczeństwem i narastającym pożądaniem rodzi się uczucie, którego żadne z nich nie planowało.
Bo w tej grze każdy ruch może oznaczać zdradę…
…albo całkowite zatracenie.
Krótkie opowiadanie 18+
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 87
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
@Joanna Bubiak-Kaszuba
@Wydawnictwo „Krople Czasu”, Tarnowskie Góry 2026
Redakcja: Marta Ręczkowska
Korekta: Kamila Kalan
Okładka i Skład: Iwona Imiołek-Fidyk
Obraz: canva.com
ISBN 978-83-68883-06-0
Wszystkie wydarzenia są jedynie wytworem wyobraźni autorki, natomiast podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Wydawnictwo i autorka nie zezwalają na kopiowanie i udostępnianie opowiadania, a szczególnie w serwisach hostingowych. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wydanie I
Wydawca: Wydawnictwo Krople Czasu
Kontakt: [email protected]
PATRONAT MEDIALNY
ROZDZIAŁ 1
Klara
W przedziale panował półmrok. Ukradkiem przyglądałam się parze siedzącej przy przesuwnych drzwiach przedziału. Kobieta uśmiechała się do mężczyzny, którego dłoń spoczywała zdecydowanie zbyt blisko brzegu jej nieprzyzwoicie krótkiej spódnicy. Szeptała mu coś do ucha, a ja nie potrafiłam skupić się na jej słowach. Byłam zbyt oszołomiona jej ubiorem i tym, jak swobodnie się zachowywali. Bez skrępowania przekraczali granice, których mnie nie wolno było przekraczać.
Pocałunki, którymi się obdarowywali, wprawiały mnie w zakłopotanie. Czułam, jak moje policzki oblewają się rumieńcem, a mimo to, nie potrafiłam odwrócić wzroku. Z każdą chwilą coraz bardziej gardziłam własną ciekawością i uczuciem, które mnie owładnęło.
Przez ostatnich kilka lat, uczyłam się nie okazywać emocji, i zachowywać tak, jakby potrzeby cielesne nie istniały. Dziś jednak, nie udawało mi się tego ignorować, zwłaszcza w obecności tak atrakcyjnego mężczyzny. Młody blondyn był dobrze zbudowany, a dopasowana koszulka podkreślała jego sylwetkę. Oboje zdawali się zupełnie nie przejmować obecnością innych ludzi w przedziale.
Poza mną w przedziale siedział jeszcze tylko jeden pasażer – mężczyzna w garniturze. Jego widok budził we mnie niepokój i znajome, nieprzyjemne napięcie. Garnitury kojarzyły mi się z autorytetem, kontrolą i wszystkim tym, przed czym właśnie uciekałam. Oddychał miarowo i sprawiał wrażenie pogrążonego we śnie, dlatego po chwili przestałam zwracać na niego uwagę.
Oparłam głowę o zagłówek, a równomierny stukot kół działał niemal uspokajająco. Każde ich uderzenie oddalało mnie od miejsca, które przez lata było moim domem, choć tak naprawdę, od pierwszego dnia zamieniło się w więzienie. Nie było już odwrotu. Powrót do dawnego życia oznaczał śmierć, a ja byłam teraz zdana wyłącznie na siebie. Siedziałam sztywno, a ból karku pulsował coraz mocniej.
Ponownie spojrzałam w szybę, i w jej odbiciu próbowałam dyskretnie obserwować parę. Mężczyzna delikatnie okrył nogi kobiety swoją kurtką, a chwilę później kobieta ułożyła jedną z nich na jego kolanach.
Zamarłam.
Serce zabiło mi szybciej, gdy zrozumiałam, co się dzieje. Odwróciłam wzrok i przeżegnałam się, rozpoczynając modlitwę do Matki Boskiej o wybaczenie i… przerwałam. Ciekawość okazała się silniejsza, a gdy ponowne spojrzałam na parę, poczułam się jak zahipnotyzowana. Ruch jego dłoni nie pozostawiał wątpliwości, a napięcie malujące się na twarzy kobiety, mówiło więcej niż tysiąc słów. Może myśleli, że są dyskretni, ale przez ostatnie lata nauczyłam się dostrzegać wszystko, co działo się wokół mnie.
Kiedy krótki, urywany jęk przerwał ciszę, gwałtownie odwróciłam wzrok. Wtedy go zauważyłam. Mężczyzna siedzący naprzeciwko nie spał, lecz patrzył prosto na mnie. Nie na parę. Na mnie. Jego spojrzenie było spokojne, a zarazem przenikliwe i niepokojąco uważne. W słabym świetle dostrzegłam ostre rysy twarzy, wyraźnie zarysowaną szczękę i oczy, które zdawały się błyszczeć ledwie skrywanym rozbawieniem. Sprawiał wrażenie starszego ode mnie może o dziesięć lat, ale przy mnie wydawał się wręcz nieznośnie dojrzały. Miałam dwadzieścia cztery lata, choć przez brak makijażu i skromny ubiór, często wyglądałam jeszcze młodziej. Pod jego spojrzeniem ta różnica wieku stawała się boleśnie wyraźna.
W przedziale zrobiło się duszno.
Gdy dobiegł nas kolejny cichy jęk kobiety, na jego ustach pojawił się ledwie zauważalny uśmiech. Wiedział, że ich obserwowałam. Wiedział też, jak bardzo próbowałam z tym walczyć. Nie potrafiłam się poruszyć, a między nami zawisło napięcie, którego nie rozumiałam, ale czułam całą sobą. Kobieta zaczęła całować chłopaka, a ja mimowolnie zwilżyłam usta językiem. Miałam nadzieję, że to, co we mnie tak intensywnie pulsowało, w końcu osłabnie. Choć sama nie wiedziałam, czego właściwie pragnę najbardziej.
– Ciekawość bywa silniejsza niż modlitwa.
Jego głos był niski i spokojny, pozbawiony grama oskarżenia. Nie oceniał mnie, jedynie stwierdzał fakt. Każde wypowiedziane przez niego słowo trafiało we mnie głęboko i otulało niczym habit zarzucony na nagą skórę.
Jego słowa skutecznie przerwały to, co działo się między parą. Dziewczyna poprawiła ubranie, chłopak odchrząknął i w pośpiechu oboje opuścili przedział. Zostałam sama z nieznajomym.
Powinnam poczuć ulgę, lecz zamiast niej ogarnął mnie niepokój. Mężczyzna pochylił się lekko w moją stronę. Nie naruszył jeszcze mojej przestrzeni, lecz zbliżył się na tyle świadomie, bym nie miała wątpliwości, że doskonale zdawał sobie sprawę, jaki ma na mnie wpływ.
Oparł dłonie na kolanach, a dobrze skrojony garnitur podkreślał jego sylwetkę, czyniąc go jeszcze bardziej intrygującym. Ale to nie jego wygląd był najbardziej niebezpieczny, lecz pewność siebie i sposób w jaki mi się przyglądał. Nasze kolana prawie się stykały, więc powinnam się odsunąć, a jednak nadal trwałam w bezruchu, rozdarta między lękiem, a czymś bardziej niepokojącym. Pokusą, by zrozumieć, dlaczego jego obecność burzyła wszystko, co w ostatnich latach pozwoliło mi przetrwać...
Pochylił się jeszcze bardziej. Instynktownie cofnęłam się, przywierając plecami do oparcia, ale nie uciekłam. Jeszcze nie.
– Gdybym cię teraz dotknął, nie odsunęłabyś się... – powiedział cicho, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Byłabyś taka sama jak ona...
Jego słowa brzmiały jak prowokacja. Sprawdzał i testował mnie, patrząc mi w oczy, jakby z każdą chwilą obnażał moje myśli. Wiedziałam, że jeśli zostanę, zrobię dokładnie to, co powiedział. Nogi miałam ciężkie, a ciało ospałe, jakby chciało się poddać. Jakby zapomniało, że powinno uciekać. Wytarłam wilgotne dłonie o granatową spódnicę i wygładziłam materiał. Potem szybko zerwałam się z miejsca, chwytając plecak i wyszłam. Nie ruszył się.
– Następna stacja: Kraków Główny – rozległ się komunikat.
Głos dobiegający z głośnika spowodował, że wreszcie wypuściłam powietrze, które od dawna nieświadomie wstrzymywałam. Moja stacja i moje nowe życie. Oby nie okazało się kolejną pułapką. Podeszłam do drzwi, lecz natychmiast zdałam sobie sprawę ze swojej bezradności. Nie wiedziałam, jak je otworzyć, bo nigdy wcześniej nie podróżowałam sama, a tym bardziej pociągiem. Zawsze jeździłam autem z ojcem albo jego ochroniarzem, a później już w ogóle nie opuszczałam miejsca, które stało się moim nowym domem – klasztoru, będącego kolejną formą zniewolenia.
Palce zaczęły mi sztywnieć, a oddech stawał się coraz płytszy. Rozglądałam się nerwowo, lecz korytarz pozostawał pusty. Narastająca panika ściskała mnie pod żebrami.
– Pozwól.
Znieruchomiałam.
Jedno słowo.
Ciche i stanowcze.
Odwróciłam się, niemal na niego nie wpadając. Był tuż obok. Jego bliskość nie tylko wytrąciła mnie z równowagi, lecz także sprawiła, że zapomniałam o otaczającym mnie świecie. Nie wykonał żadnego ruchu, a mimo to czułam się osaczona i dziwnie bezpieczna. Gdy nachylił się, by otworzyć drzwi, otarł się o mnie ramieniem. Lekko, zauważalnie, ale ten drobny kontakt sprawił, że zesztywniałam. Ciepło rozlało się po moim ciele, docierając do każdej komórki, a ja nie rozumiałam, dlaczego tak reaguję.
Pociąg się zatrzymał. Mężczyzna wysiadł pierwszy, po czym odwrócił się i wyciągnął do mnie rękę. W świetle peronu mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Miał może trzydzieści pięć lat i ostre rysy twarzy, wyraźnie należącej do dojrzałego mężczyzny. Nie było w nim nic z chłopca. Emanował pewnością siebie, której nie sposób było pomylić ze zwykłą pozą. Budził respekt, a może nawet lęk.
Niepewnie podałam mu dłoń, a on pomógł mi zejść po stromych schodach. Jednak jego dotyk był pewny, niemal władczy. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, odsunęłam się i ruszyłam przed siebie, wchodząc między tłum ludzi opuszczających peron. Dopiero po kilku krokach przycisnęłam dłoń do klatki piersiowej. Nadal czułam na skórze jego rozpalający dotyk.
Początkowo podążałam za ludźmi, których mimo późnej pory, było zaskakująco dużo. Szłam pod zadaszeniem starając się nie zostawać w tyle, aż dotarłam do ruchomych schodów. Patrzyłam na nie nieufnie, ale wzięłam głęboki oddech i ostrożnie weszłam na nie, kurczowo trzymając się poręczy. Kiedy prawie dotarłam na sam dół, zeskoczyłam, czując krótką ulgę. Zaraz jednak dotarło do mnie coś gorszego. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani w którą stronę iść. Tłum się rozpłynął, kroki ucichły, a dźwięki stawały się coraz bardziej obce i przytłaczające. Billboardy, oślepiające światła i hałas. To wszystko było zbyt intensywne i zbyt nowe. Stałam nieruchomo, próbując podjąć jakąś decyzję.
Wtedy uderzyła we mnie nowa fala przerażenia. Zobaczyłam ich. Czterech dobrze zbudowanych mężczyzn zbliżało się do mnie. Szli chwiejnym krokiem i domyśliłam się, że są pijani. Żołądek ścisnął mi się ze strachu, ale zanim zdążyłam się cofnąć, otoczyli mnie. Jeden z nich uśmiechał się w sposób, który odebrał mi resztki złudzeń co do ich zamiarów.
– Zgubiłaś się, maleńka?
Pozostali parsknęli śmiechem.
– Możemy pomóc ci się odnaleźć.
Dwóch z nich przesunęło się za moje plecy, skutecznie odcinając drogę ucieczki.
– Pomożemy ci też dobrać coś bardziej odpowiedniego – powiedział jeden, ślizgając się po mnie swoim obleśnym spojrzeniem. – Ten strój zdecydowanie nie nadaje się na taki wieczór.
Zawahał się teatralnie, po czym wyszczerzył zęby i dodał:
– Ale najpierw pomożemy ci się rozebrać.
Serce waliło mi tak mocno, że prawie zagłuszyło ich głosy. Rozglądałam się desperacko w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby mi pomóc, ale bezskutecznie. Zamknęłam oczy, rozpaczliwie chwytając się tego, co znałam. Modlitwa – tylko ona mi pozostała.
I wtedy poczułam na ramionach silne, męskie dłonie. Chwilę później znalazłam się za jego plecami, oddzielona od tego całego niebezpieczeństwa. Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, że to on.
– Nie sądzę, żebyście naprawdę tego chcieli.
Jego głos brzmiał spokojnie, ale nie było w nim ani grama łagodności, jaką słyszałam wcześniej. Otworzyłam oczy. Stał przede mną wyprostowany i niewzruszony, zasłaniając mnie przed napastnikami. Groźny w sposób, który nie wymagał przemocy, by budzić strach.
Jeden z napastników zamarł, drugi zbladł i zaklął pod nosem. Cofnęli się gwałtownie.
– Przepraszamy… Nie wiedzieliśmy...
Czego nie wiedzieli? Nie rozumiałam, co mieli na myśli, ale oni najwidoczniej tak. Zaczęli się cofać, nie odwracając się do nas plecami i po kilku sekundach już ich nie było.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że cała drżę. Nieznajomy objął mnie i przytrzymał, żebym nie upadła. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa. W jego ramionach mięśnie stopniowo się rozluźniały, ale w środku coś krzyczało, bym nie czuła przy nim ulgi. Dał mi namiastkę bezpieczeństwa, którego teraz potrzebowałam, choć on sam powinien przerażać mnie w równym stopniu co tamci, a może nawet bardziej.
Trzymał mnie pewnie. Nie było w tym czułości, lecz wyraźna dominacja i pełna kontrola. Nie puścił mnie od razu, a gdy po chwili ruszyliśmy, jego dłoń spoczęła w dole moich pleców, stanowczo popychając naprzód. A ja zbyt oszołomiona, by zaprotestować, szłam posłusznie.
– Nie masz dokąd pójść, prawda? – zapytał, domyślając się, jak jest w rzeczywistości .
Nie odpowiedziałam, tylko lekko pokręciłam głową, potwierdzając jego słowa. Mój plan kończył się na ucieczce. Nie wiedziałam, dokąd zmierzam. Wiedziałam jedynie, przed czym uciekam i że muszę to zrobić.
– Zostaniesz ze mną. Na kilka dni – zdecydował.
– Nie mam pieniędzy, by ci zapłacić…
– Czy ja mówię o pieniądzach?
– Nie, ale…
– To żaden problem. Chodź.
Ku mojemu zdziwieniu poczułam ulgę, a wraz z nią pojawiła się nadzieja, że skoro stanął w mojej obronie, może być kimś, komu mogę zaufać.
*
Drogę pamiętam jak przez mgłę. Jechaliśmy taksówką i początkowo chciałam przyglądać się nieznanemu miastu, ale nie potrafiłam się skupić na niczym innym, niż na obecności nieznajomego. Nie śmiałam spojrzeć mu w twarz, choć czułam na sobie ciężar jego wzroku.
Gdy dotarliśmy na obrzeża miasta, taksówka zatrzymała się, a moim oczom ukazał się budynek przypominający bardziej elegancką, odizolowaną rezydencję niż zwyczajny dom. Był duży i zadbany, ale jednocześnie utrzymany w surowym, niemal chłodnym stylu. Jasna elewacja kontrastowała z ciemnym dachem, a w oknach dostrzegłam ciężkie zasłony. Budynek wyglądał jak miejsce, które miało oddzielać jego właściciela od reszty świata.
