Whispers of Pain - Klaudia Cyrafińska Aleksandra Bednarz - ebook
NOWOŚĆ

98 osób interesuje się tą książką

Opis

Czasem to, co boli najbardziej, jest jedyną drogą do prawdy.

Ofelia Rivero dorastała w świecie, gdzie perfekcja była ważniejsza niż szczerość, a uczucia – zbyt ryzykowne, by je okazywać. Kiedy rodzice tracą wszystko, dziewczyna zostaje wysłana do małego miasteczka w Pensylwanii, by rozpocząć nowe życie pod dachem dawnej znajomej matki.

Nowy dom miał być ucieczką.
Zamiast tego przynosi spotkanie z Williamem – chłodnym, milczącym synem gospodyni, którego obecność od pierwszej chwili budzi w Ofelii niepokój i fascynację. Z pozoru obojętny, skrywa w sobie tajemnice, które mogą zniszczyć ich oboje.

Gdy przeszłość zaczyna dopominać się o uwagę, a jedno nagranie może obrócić życie w ruinę, Ofelia staje przed wyborem: zaufać sercu, czy chronić to, co jeszcze zostało z jej świata.

Mroczna, emocjonalna i hipnotyzująca – „Whispers of Pain” to opowieść o winie, odkupieniu i miłości, która potrafi zranić równie głęboko, jak uleczyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 450

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
skazaninaczytanie

Nie oderwiesz się od lektury

Jestem po prostu zakochana. Kocham ich wszystkich całym serduszkiem🥹💛
31
Aga_z_ksiazka14
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Są książki, które się czyta i te które się przeżywa. Ta należy do tej drugiej kategorii. Autorki świetnie oddały klimat odkupienia, winy a także zdrady czy miłości, a nie każdy to potrafi. Czekam na tom 2 ❤️
31



Copyright © Stargard 2026

Klaudia Cyrafińska

Aleksandra Bednarz

Wydawnictwo Black Dragon

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być kopiowana, reprodukowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

All rights reserved

Wulgarny język, mrok, emocje, które bolą. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Dla pełnoletnich czytelników (18+).

redakcja i korekta:

Daria Raczkowiak (@daria.raczkowiak.korekta, www.dariaraczkowiak.pl)

okładka, skład i łamanie:

Szymon Bolek (Studio Grafpa, www.grafpa.pl)

www.wydawnictwobd.pl

@wydawnictwoblackdragon

@aut0rka_cyrafinska

@autorkalola

ISBN 978-83-977652-7-6

Dla wszystkich chcących poczuć coś więcej niż samotność.I dla tych, którzy poczuli prawdziwy ból po stracie

Playlista

lovely – Billie Eilish & Khalid

Born to Die – Lana Del Rey

Control – Halsey

Daddy Issues – The Neighbourhood

505 – Arctic Monkeys

Never Let Me Go – Florence + the Machine

Youth – Daughter

Waiting Game – BANKS

I Bet on Losing Dogs – Mitski

The Hills – The Weeknd

Prolog

Od dziecka wpajano mi, że muszę być idealna, bo inaczej niczego nie osiągnę. Jako mała dziewczyna zapytałam rodziców czy jestem wystarczająco dobra. Nie usłyszałam od nich nic, co by mnie zadowoliło. Po prostu powiedzieli, żebym zadała im to pytanie raz jeszcze, kiedy będę już duża.

Nigdy o to nie zapytałam, bo z roku na rok było tylko gorzej – wymagali więcej i więcej. A ja ledwo dawałam radę.

W szkole nazywali mnie dziwadłem, bo w porównaniu do innych uczniów lubiłam zimę, czerń, noc i morze w ponurą pogodę.

Od tamtego czasu kompletnie nic się nie zmieniło. Nadal ciągnie mnie do wszystkiego, co zimne, złe i pozbawione jakichkolwiek emocji.

Nigdy nie pomyślałam o tym, że teraz będę za kimś tak okropnie tęsknić i nie mam na myśli rodziców, a jego. To właśnie on skrzywdził mnie bardziej niż moi rodzice. Najpierw stopił lód w moim sercu, żeby ponownie je zamrozić. Pokazał mi mroczną stronę świata i uczuć.

Ta historia to całe moje życie przed nim i po nim. Opowieść o pogrążeniu się w mroku i strachu, a przede wszystkim o uczuciu, które złamało mi serce.

Rozdział 1Nowy początek

Ofelia Rivero

Georgia, Chester. 10.08.2014r.

Siedziałam przy stole, słuchając kolejnej kłótni rodziców. Łzy powoli napływały do moich oczu, ale dzielnie z tym walczyłam. Spuściłam głowę w dół i cichutko liczyłam do dziesięciu, zaciskając przy tym dłonie tak mocno, że paznokcie wbijały się w moją skórę.

– Ofelia! – Matka spojrzała na mnie z wyższością. – Dlaczego wciąż tu siedzisz? Kazałam ci iść do swojego pokoju! – Przeniosła wzrok na tatę i westchnęła. – Widzisz Marco, twoja córka wcale nas nie słucha…

– Przepraszam. – Uniosłam nieznacznie kącik ust, wstając. – Dobranoc.

Nie obracając się, szłam przed siebie. Chciałam jak najszybciej wejść do swojego pokoju i zamknąć drzwi, ale zanim to zrobiłam, usłyszałam głośny krzyk ojca.

– Stój! Zapomniałaś o czymś?

– Dziękuję za dzisiejszą kolację – wydusiłam, czując jak żołądek coraz mocniej mi się ściska. – Czy mogę już wrócić do swojego pokoju, tato?

– Pamiętaj, że nie akceptujemy z matką takiego zachowania – syknął rozgniewany. – Ostatni raz toleruję taki brak szacunku, rozumiesz!?

– T­-tak – wyjąkałam.

Wchodząc do pokoju, od razu wyciągnęłam klucz, który miałam schowany w kieszonce swojej sukienki. Bez chwili wahania zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Popatrzyłam na swoje dłonie, które krwawiły. Kolejny raz wbiłam paznokcie tak głęboko, że spłynęła po nich krew. Obiecałam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię, ale nie umiałam tego powstrzymać.

Robiłam to, bo kłótnie rodziców mnie przerastały. Samookaleczanie przynosiło mi w pewnym sensie ukojenie. Wtedy nie myślałam o problemach, ale o bólu, który sama sobie sprawiałam. Problem polegał na tym, że my byliśmy rodziną, która ciągle dążyła do perfekcjonizmu i w oczach innych właśnie tacy byliśmy. Obrzydliwie bogaci, obrzydliwie porządni i idealni. Niestety prawda była taka, że każdy z nas zakładał codziennie maskę na swoje prawdziwe oblicze.

Tata udawał, że zarabia tysiące, pracując w domu. Mama chodziła w nędznych podróbkach znanych firm, a każdemu mówiła, że kupiła te rzeczy na wystawie w Paryżu. Ja jako córka idealna miałam swoje sekrety, których bacznie musiałam strzec. Jednym z nich było między innymi samookaleczanie.

Uczyłam się z najlepszymi nauczycielami w domu, bo mama twierdziła, że zwykła szkoła do mnie nie pasuje. Żeby zapłacić za nauczanie domowe musiała sprzedać złote kolczyki, które dostała w spadku po swojej zmarłej mamie.

Codziennie musiałam słuchać, że nie okazuję wdzięczności za to, co dla mnie robią. Wymagali ode mnie rzeczy, których nie byłam w stanie osiągnąć jako jedenastolatka.

Nie mogli pogodzić się z tym, że jestem za młoda na jakiekolwiek konkursy piękności. Choć innym mówili, że jestem idealna, to wcale taka nie byłam. Jako mała dziewczynka uznałam, że jestem zepsuta, bo nie potrafię być taka, jak oni chcą. W dzień uśmiechałam się sztucznie, a w nocy cichutko płakałam, przytulając poduszkę, bo pluszaki były oznaką słabości w oczach matki.

Z biegiem czasu zaczęło nam brakować pieniędzy, więc nie miałam wyboru, musiałam pójść do normalnej szkoły. Nie sądziłam, że tam zobaczę dzieci, które nie są ubrane elegancko. Biegały i cieszyły się, kiedy ja siedziałam sama w kącie z książką. Nauczyciele byli pod wrażeniem moich zdolności jak na jedenastolatkę. Często pytali czy w domu nie dzieje mi się żadna krzywda, ale ja byłam przyzwyczajona do udawania, więc nigdy nie mówiłam źle o swoich rodzicach.

Mijały dni, miesiące, lata, a ja na przerwach wciąż siedziałam sama, w kącie z książką w rękach. Czasami słyszałam, jak inni mnie obgadują. W ich oczach byłam dziwadłem, nikim więcej niż zwykłą obłąkaną dziewczyną z lasu. I to był w pewnym sensie fakt, bo ponad połowę swojego czasu spędzałam w pobliskim lesie.

Pewna dziewczyna odważyła się do mnie zagadać, ale szybko odeszła po tym, jak usłyszała, że fascynują mnie zwierzęta, które są brzydkie. Po tym incydencie wołali na mnie wiedźma. I gdy on również zaczął, to pokochałam to przezwisko…

W domu kompletnie nic się nie zmieniło oprócz tego, że miałam teraz trzynaście lat.

– O mój Boże! – Mama pisnęła, patrząc na wyświetlacz telefonu. – Mój ojciec… on nie żyje.

– Kochanie, tak mi przykro. – Ojciec podszedł do matki, muskając ustami jej policzek. – Wszystko się…

– Zamilcz! – Mama krzyknęła, przerywając ojcu. – Nie słuchasz mnie? Mój ojciec nie żyje, a to oznacza, że cały majątek jest nasz. Jesteśmy bogaci, rozumiesz, Marco?

– Jak to? – zapytał zdziwiony, uważnie lustrując twarz mamy. – Mówiłaś, że nic nie dostaniesz, więc o co chodzi? Nie mówisz mi o czymś?

– Ale ty jesteś beznadziejny! – podniosła ton, a ja od razu spuściłam wzrok, udając, że wcale mnie tu nie ma. – Przecież mówię, że jesteśmy bogaci, nie słuchasz?

– Nie podoba mi się twój ton, Selene. Nie jesteś panią domu i chyba się zapomniałaś.

Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, a ja wciąż się zastanawiałam, czy powinnam coś powiedzieć. Stałam jak słup i znowu zaciskałam dłonie w piąstki. Matka w końcu spojrzała na mnie i wydusiła z siebie:

– Na co czekasz? Będziesz tu stać i słuchać? Nie powinnaś być w swoim pokoju?

– Skoro masz pieniądze to chciałabym nowe buty, bo te już zaczynają się rozwalać. – Spojrzałam w jej oczy z pewnością siebie. – Tacie też by się przydały.

– Podejdź – poleciła.

Podeszłam do niej bez strachu, bo na wylot ją znałam. Wiedziałam, że chce mnie uderzyć, ale gdy tylko podniosła dłoń, ja zrobiłam unik. Jej mina mówiła sama za siebie, była wkurzona.

– Nie będziesz mnie więcej biła – powiedziałam stanowczo. – Skoro wymagasz ode mnie tak wiele, to licz się z tym, że w moją przyszłość również będziesz musiała zainwestować.

Wróciłam do swojego pokoju i od razu zamknęłam drzwi na klucz. Wyciągnęłam z szafki małe pudełko w jednorożce i otworzyłam je. W środku znajdowała się paczka papierosów. Znalazłam je w lesie i grzechem byłoby ich nie wziąć.

To był pierwszy raz, kiedy zapaliłam. Dość szybko poczułam, że właśnie to mi pomaga i nie minął nawet tydzień, a ja miałam już kolejne dwie paczki.

Obca osoba powiedziałaby, że przechodzę jakiś bunt, a ja po prostu musiałam sobie jakoś radzić z pojebanymi rodzicami. To nic, że miałam dopiero trzynaście lat. Papierosy dawały mi spokój, którego nigdy wcześniej nie miałam.

09.07.2019 r.

– Mamo! – krzyknęłam głośno. – Gorset nie pasuje!

Szykowałam się właśnie na mój ostatni występ. Mama pięć lat temu zapisała mnie na balet i to była jedyna rzecz, którą pokochałam. Byłam tak dobra, że zawsze reprezentowałam naszą drużynę na większych wydarzeniach. Przez to mało kto mnie lubił. Tak naprawdę miałam tylko jedną przyjaciółkę, która wiedziała wszystko o mnie i o mojej rodzinie. Miała na imię Lily. Była aniołem z długimi rudymi włosami i jasnoniebieskimi oczami, który pomaga mi żyć w tym okropnym świecie przepełnionym jadem.

W ciągu tych pięciu lat przewinęło się kilku chłopców, którzy chcieli wejść ze mną w poważniejszą relację, ale żaden nie był w stanie w stu procentach zaakceptować tego, że ludzie po prostu się mnie bali. Nie wiem czy to przez długie czarne włosy, czy też przez bladą karnację.

Gdy stawałam przed lustrem, widziałam osobę, która jest martwa w środku. Zawsze miałam podkrążone oczy i lekko zaczerwienione usta, ale ja to akceptowałam i Lily też.

Największy problem sprawiało mi ubranie czegoś kolorowego, bo matka przyzwyczaiła mnie do czerni. Elegancją w jej oczach było ubieranie się na czarno, zazwyczaj z jakimś złotym lub czerwonym dodatkiem dla przełamania koloru. Nawet dziś musiałam ubrać czarny strój, bo biały nie leżał w mojej naturze.

– Musisz go ścisnąć… – westchnęła, przewracając przy tym oczami. – Złap się czegoś, to ci pomogę.

Chwilę później matka ścisnęła czarny gorset tak mocno, że nie mogłam oddychać.

– Za mocno – powiedziałam wraz z wypuszczanym powietrzem z płuc. – Zluzuj go, proszę.

– Masz być idealna. Pamiętaj, że idealny wygląd otwiera przed tobą wszystkie drzwi do sukcesu.

Kilkanaście minut później byłam już w garderobie. Ten dzień był dla mnie bardzo ważny, bo był ostatnim, który miałam spędzić na scenie i ostatni raz zagrać w spektaklu pt. „Jezioro łabędzie.” Nie stresowałam się, bo na pamięć znałam całą choreografię.

Wkurza mnie to, jak moi rodzice wszystkimi pomiatają. Wchodzą do garderoby, jakby byli tutaj zaproszeni. Niestety nikt nie chciał mieć z nimi na pieńku, bo teraz rodzina Rivero była znana, lubiana, a przede wszystkim miała kontakty z różnymi ważniakami, którzy bez problemu zamknęli by nie jednego osobnika w pace.

– Lily, to nie burdel. – Matka obróciła się w stronę mojej przyjaciółki i bezczelnie zmierzyła ją wzrokiem. – Zmień gorset, bo wyglądasz jak kur…

– Przestań! – Energicznie wstałam z krzesła i podeszłam do rodziców. – Jak ty możesz tak mówić? Nie jest ci wstyd? Miałam cię za porządną, a ty tymczasem wyzywasz moją przyjaciółkę!

Matka zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie oschle. Nic nie mówiąc, dotknęła ramienia swojego męża i się uśmiechnęła, czym dała mi do rozumienia, że w domu będzie bardzo boleć. Miałam to gdzieś, ojciec nie raz mnie uderzył i za każdym razem żałował trzy razy bardziej swojego zachowania. Musiałam stanąć w obronie Lily, bo ona sama nie dałaby rady. Jest osobą bardzo skrytą i mało asertywną. Najpewniej zaraz zaczęłaby płakać, a to popsułoby cały występ.

Mama z uśmiechem na twarzy pociągnęła mnie na zewnątrz, a ja oczywiście wyszłam razem z nią.

– Ojciec powiedział, że nie ma zamiaru karać cię za to zachowanie… – westchnęła. – Więc Nie dał mi wyboru.

Selene Rivero przeszła dziś samą siebie.

Matka wyciągnęła z torebki scyzoryk i chwyciła moją dłoń. Cierpliwie czekałam, aż coś zrobi, ale ona wyglądała, jakby całkowicie się zacięła. Patrzyła przed siebie, a jej usta lekko się rozchyliły.

– Co jest? – zapytałam zdziwiona, obracając się. – Kto to?

– Wracaj do środka – wysyczała, nerwowo schowała scyzoryk i popchnęła mnie w stronę drzwi. – Widzimy się w domu.

Po powrocie do garderoby usiadłam przed lustrem i zastanawiałam się nad tym, co przed chwilą się wydarzyło. Na widok mężczyzny w średnim wieku doznała jakiegoś paraliżu. Czy to możliwe, że moja mama miała kochanka?

***

Po spektaklu wróciłam do domu sama, bo rodzice w połowie wyszli. Było to spowodowane tym, że nowa dziewczyna, która miała mnie zastąpić na kolejne pięć lat, wywróciła się i zeszła ze sceny, psując całe show. Nikt nie zwrócił na to uwagi poza moimi rodzicami.

Wchodząc do domu, zastanawiałam się czy powinnam pójść do salonu, czy może od razu do swojego pokoju. Chciałam wybrać drugą opcję, ale usłyszałam głosy trzech osób, co trochę mnie zdziwiło, bo nie przypominałam sobie, że mieliśmy mieć gościa.

Ostrożnie podeszłam do drzwi, które prowadziły do salonu i zatrzymałam się, żeby podsłuchać rozmowę.

– Nie ma takiej możliwości. Stracą państwo więcej, jeżeli ta kwota nie zostanie zwrócona – powiedział mężczyzna.

– Ale skąd mamy wziąć aż milion? – odezwała się mama dość spokojnie. – Ja rozumiem, że mój ojciec miał długi, ale dlaczego to właśnie my musimy je spłacić?

– Odziedziczyła pani fortunę po śmierci ojca, prawda?

– No tak, ale pieniądze są mi potrzebne.

– Więc powinni państwo wiedzieć, że wraz z pieniędzmi odziedziczyliście również długi, których pani ojciec nie zdążył spłacić przez śmiercią. – Mężczyzna podniósł nieco ton. – Daję wam tydzień na uregulowanie długu.

– Niestety, nic pan od nas nie dostanie – oznajmiła matka. – Ja naprawdę potrzebuję tych pieniędzy. Dałam panu dokument wystawiony przez lekarza. To nic nie zmienia?

Dokument wystawiony przez lekarza? O co tu chodzi?

– Nie. Znam takie osoby jak wy, dlatego przed przyjściem tutaj kazałem wysłać pismo do sądu. Na początku sądziłem, że damy radę się dogadać, ale wyszło inaczej. – W jego głosie było słychać triumf. – Z racji tego, że nie stać was na spłatę długu, jesteśmy zmuszeni zająć cały wasz dobytek, ale tego dowiecie się z pisma, które wkrótce do was dotrze.

– Ja naprawdę wszystko rozumiem, ale to już przegięcie! – Ojciec nagle podniósł głos, a ja podskoczyłam, robiąc przy tym hałas, na który nikt nie zareagował. – Proszę natychmiast opuścić nasz dom!

– Kochanie, uspokój się – westchnęła kobieta. – Czyli mamy rozumieć, że straciliśmy wszystkie pieniądze?

– Pieniądze i resztę dobytku.

– To gdzie teraz mamy mieszkać? – zapytał zdenerwowany ojciec. – Nie mamy dokąd pójść. Jeżeli oddamy całe pieniądze, to nie będzie nas stać nawet na wynajem, nie wspomnę o leczeniu.

Nie miałam pojęcia o jakie leczenie chodzi, ale w tym domu nikt nie chorował. To pewnie ich kolejna zagrywka, żeby zatrzymać pieniądze przy sobie. Na szczęście ten mężczyzna nie był głupi i nie dał się wciągnąć w ich kolejne kłamstwo.

– Dług musi zostać uregulowany.

Na te słowa ucieszyłam się. Wiem, że to dziwne, ale dla mnie było to darem od Boga. Moja rodzina zbankrutowała, a to oznaczało, że w końcu będę miała święty spokój.

Odwróciłam się i na palcach powoli zaczęłam iść do swojego pokoju, ale zanim do niego doszłam, usłyszałam tylko ciche:

– Ofelia? Czy to ty?

Westchnęłam głęboko i obrałam kierunek do salonu. Tak bardzo nie chciałam z nimi rozmawiać. Chciałam nacieszyć się nowinami, które przed chwilą usłyszałam, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło.

– Dobry wieczór. – Uśmiechnęłam się, udając, że nie słyszałam ich rozmowy. – Wszystko w porządku? Nie wyglądacie najlepiej.

– Siadaj. – Poleciła, spoglądając na mnie zza szkieł swoich okularów. – Wspólnie z tatą chcielibyśmy ci coś powiedzieć. Jest to bardzo ważne i chciałabym żebyś wiedziała, że od tego zależy nasza… twoja przyszłość.

– Słucham? – zapytałam zdziwiona, mrużąc oczy. – O co chodzi? I kim jest ten pan?

– Ten pan jest komornikiem, który wkrótce zabierze nam wszystko. – Ojciec spojrzał na mężczyznę z widoczną na twarzy niechęcią. – Gdy skończysz siedemnaście lat to…

– Marco, ja to powiem – przerwała mama, po czym całkowicie wbiła we mnie lodowate spojrzenie. – Wspólnie z tatą zadecydowaliśmy, że po twoich siedemnastych urodzinach wyprowadzisz się do Pensylwanii.

– Co? Słucham? To chyba jakiś żart?! – prychnęłam pod nosem, ściągając brwi – Do jakiej Pensylwanii? Was już kompletnie powaliło!

– Język młoda panno! – wtrącił się ojciec, po czym spojrzał na mężczyznę i zakpił mu w twarz. – Panu już dziękujemy. Tam są drzwi.

Mężczyzna opuścił nasz dom z wyraźnym triumfalnym uśmiechem na twarzy. Czuł, że wygrał i chyba nie tylko on…

– W Pensylwanii mieszka nasza dobra znajoma – westchnęła na pozór obojętnie. – Ona wychowa cię na dobrą osobę, która poradzi sobie w życiu. Ma dużo pieniędzy i ogrom wiedzy, którą ci przekaże. My niestety nie możemy ci zagwarantować dobrej przyszłości, bo nas na to nie stać. – Mama głośno przełknęła ślinę. – Przez ostatnie pięć lat staraliśmy się dać ci wszystko co najważniejsze na start w dorosłość, ale jak widać te pięć lat to za mało.

– Chcecie mnie oddać, bo nie mamy pieniędzy? – zapytałam ochrypłym głosem, czując gulę w gardle. – Przecież to nic nie zmienia. Pieniądze nie są aż tak ważne w życiu. Mogę zostać tutaj z wami i też wiele się nauczę.

Dalsza konwersacja z rodzicami skończyła się wybuchem płaczu z mojej strony. Nie spodziewałam się, że są aż tak podli, że będą chcieli oddać własną córkę tylko dlatego, że nie mają pieniędzy. Oni naprawdę sądzili, że bez ich kasy nic nieosiągnę.

Położyłam się na łóżku i zapatrzyłam się na niebo za oknem. Łzy spływały po moich policzkach i nawet nie próbowałam ich ścierać. Chciałam zasnąć, a rano obudzić się z wiadomością, że miałam tylko popieprzony sen. Niestety rano okazało się, że wszystko jest rzeczywistością, a za rok zostanę oddana obcej babie w Pensylwanii.

Jak zawsze wstałam, ubrałam legginsy i wyszłam pobiegać. Ciągle myślałam o wydarzeniach z poprzedniego dnia. Nie potrafiłam się z tym pogodzić, a jedynym wyjściem z tej sytuacji była rozmowa z Lily lub jej mamą.

Zamiast biec, jak zawsze wyjątkowo zmieniłam trasę i pobiegam do domu przyjaciółki. Bez zawahania stanęłam przed drzwiami i zadzwoniłam kilka razy dzwonkiem.

– Dzień dobry. – Uśmiechnięta kobieta otworzyła drzwi, zapraszając mnie do środka. – Coś się stało?

Przyjaźń z Lily dała mi możliwość zdobycia osoby, która w pewnym sensie zastępowała moją mamę. Mam na myśli panią Rose, czyli mamę Lily. Odkąd zaczęłam do nich przychodzić, od razu wiedziałam, że się dogadamy.

Rodzina Lily wiedziała wszystko o moim życiu. Akceptowali mnie i wspierali, dlatego gdy coś się działo, zawsze mogłam na nich liczyć.

– Dzień dobry. – Kącik moich ust powędrował do góry. Usiadłam przy stole i rzuciłam prosto z mostu: – Stało się coś strasznego. Rodzice zbankrutowali.

– Czy ty nie chciałaś właśnie tego? – zapytała podejrzliwie, na co zacisnęłam usta. – Przecież zawsze mówiłaś, że chciałabyś żyć w normalnej rodzinie… Bez takiego parcia na życie na wysokim poziomie – dodała.

– Chcą oddać mnie swojej znajomej – mówiłam zrezygnowana. – Mam przeprowadzić się do Pensylwanii i tam zamieszkać. A wszystko dlatego, że nie mają pieniędzy.

– Słucham? – Pani Rose uniosła brwi i spojrzała na mnie wielkimi oczami. – Żartujesz sobie? Lily, zejdź na dół! – krzyknęła.

– Nie, niech pani jej nie budzi. Może lepiej, żeby o tym nie wiedziała.

– Co zamierzasz teraz zrobić? Znam twoich rodziców, oni zawsze tacy byli i nie wydaje mi się, żeby odpuścili.

– Nie mam pojęcia…

08.10.2020 r.

Zostały dwa dni do moich siedemnastych urodzin. Zdążyłam pożegnać się z Lily i jej mamą. Przez cały rok próbowałam znaleźć inne rozwiązanie, ale rodzice nie zmienili zdania.

Przeprowadziliśmy się do mieszkania, które totalnie do nich nie pasowało. Farba ze ścian odpryskiwała, a podłoga była w opłakanym stanie. Nie mieliśmy telewizora i telefonów, bo ojciec musiał wszystko sprzedać. Mieszkanie wynajął od kumpla, u którego dostał pracę. Wyglądało na to, że mama dość dobrze to znosi, bo często jej nie było. Kilka razy widziałam, jak wymykała się w nocy i wsiadała do samochodu jakiegoś mężczyzny. Ojciec wiedział, że matka go zdradza, zresztą ona nigdy się z tym nie kryła.

Właśnie kończyłam pakować ostatnie rzeczy do walizki. Miałam jeszcze spotkać się z Lily, bo chyba nie dałabym rady wyjechać bez ostatniego przytulenia jej. Poprawiłam włosy i wyszłam z pokoju.

– Ofelia! – Matka zawołała mnie z kuchni. – Spakowana?!

– Tak, właśnie wychodzę do Lily – oznajmiłam pewnie. – Będę później.

– Stój! – wrzasnęła, idąc za mną. – Nigdzie nie pójdziesz. Zaraz po ciebie będą.

– Kto ma po mnie być? – zatrzymałam się w pół kroku, powoli obracając się do niej twarzą i posyłając jej badawcze spojrzenie. – Przecież do moich siedemnastych urodzin jeszcze dużo czasu.

– O widzisz gapa ze mnie. – Wydobył się z niej cichy, drwiący śmiech. – Widocznie pomyliłam daty, ale przecież to nie jest problem. Pojedziesz dziś i będziesz miała jeszcze trochę czasu na oswojenie się w nowym otoczeniu.

– Ale ja nie chcę dziś jechać. Ja nawet nie wiem, gdzie mam się wyprowadzić. Nie znam tej osoby i nie chcę mieszkać tak daleko od was.

– No widzisz. Ja bardzo chciałabym dom z basenem i też nie mogę go mieć.

Słowa matki tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że wcale mnie tu nie chcą. Poczułam, że rzeczywiście muszę wyjechać. Muszę się od nich odciąć i żyć własnym życiem, nawet jeśli ma to być w Pensylwanii.

Ostatnie piętnaście minut spędziłam w swoim pokoju. Stojąc na środku, rozglądałam się i wspominałam. To było jedyne miejsce, w którym czułam się swobodnie. Teraz zostanie mi odebrane, na dodatek nie wiem na jak długo. Będę tęsknić za tymi niebieskimi ścianami, a przede wszystkim za widokiem, który miałam za oknem.

Zarzuciłam na ramię torbę i pociągnęłam za sobą walizkę. Wychodząc z pokoju, zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów. Przy drzwiach stała moja mama wraz z kobietą, która na mnie spoglądała. Na początku nie wiedziałam, jak mam się zachować, ale gdy tylko zobaczyłam na jej twarzy delikatny uśmiech, rozluźniłam się i podeszłam bliżej.

– To właśnie moja córka. Przedstaw się – poleciła.

– Dzień dobry, Ofelia. – Wyciągnęłam dłoń w kierunku kobiety, w geście powitania. – Miło poznać.

– Elizabeth Tess – odpowiedziała z łagodnością, ściskając moją dłoń. – Ciebie również miło poznać, Ofelio. Mam nadzieję, że masz wszystkie potrzebne rzeczy.

– Tak mi się wydaje. Nie mam zbyt wielu rzeczy, widać zresztą, bo mam jedną walizkę.

– Ofelia… – Matka westchnęła, po czym teatralnie chwyciła się za głowę. – Chyba nie myślisz, że pozwolę jechać ci w tych łachmanach?

Dla mamy łachmany to zwykły sweter i czarne jeansy. Nie miała pieniędzy, żeby zaopatrzyć mnie w porządniejsze rzeczy na wyjazd, ale nie byłaby sobą, gdyby się o coś nie przyczepiła.

– Włóż to. – Ojciec podał mi czerwone pudełko owinięte wstążką. – Będzie do ciebie pasować.

Zdziwiona odłożyłam torbę i walizkę, a następnie wróciłam do swojego pokoju, aby się przebrać. Z pudełka wyjęłam śliczny czerwony golf i czarną spódniczkę, na której ­przeplatały się czerwone, cienkie linie tworzące kratę. W środku była również czerwona kokarda, którą wplotłam we włosy. Z racji tego, że na zewnątrz pogoda nie należała do najcieplejszych, włożyłam również czarne rajstopy.

Po kilku minutach wyszłam z pokoju. Ojciec z uśmiechem na twarzy wręczył mi płaszcz i podał torbę.

– Nie będzie cię tu… – wzruszył ramionami, a jego oczy zalśniły. – Nie spodziewałem się, że kiedyś to powiem, ale… będę tęsknić.

Słowa ojca dziwnie trafiły do mojego serca, przez co łezka zakręciła się w moim oku.

– Ja też będę tęsknić.

Gdy wyszliśmy przed budynek, podszedł do nas starszy mężczyzna i zabrał moje bagaże. Zaczęłam się stresować, bo czułam się, jakbym wyjeżdżała na zawsze.

Po minie matki widziałam, że też jest wzruszona, ale bardzo starała się to ukryć. Nie miałam pojęcia, jak mam się z nią pożegnać i czy w ogóle to robić. W końcu nigdy nie byłyśmy ze sobą na tyle blisko, żebym teraz wpadła w jej ramiona.

– Elizabeth, pilnuj jej. – Matka chwyciła dłoń kobiety i spojrzała żywo jej w oczy. – Pamiętaj, co mi obiecałaś. Wychowaj ją na dobrego człowieka i nie pozwól jej popaść w depresję.

Depresja? Nie przesadzajmy…

– Nie masz się o co martwić, Selene – zapewniła, unosząc kącik ust do góry. – Myślę, że Ofelia szybko odnajdzie się w nowej rzeczywistości – westchnęła. – Dobrze kochani, musimy ruszać. Edward, walizki zapakowane?

– Tak, proszę Pani.

Do żadnego oficjalnego pożegnania nie doszło. Mama rzuciła tylko „miłej drogi” i wróciła do środka. Za to tata stał i patrzył, jak odjeżdżamy. Pomyślałam, że za nim chyba bardziej będę tęsknić.

Podczas podróży w ogóle się nie odzywałam. Wyciągnęłam książkę i czytałam w skupieniu. Po kilku godzinach ciągłej jazdy zatrzymaliśmy się na stacji, żeby zatankować i zjeść coś treściwego.

– Na co miałabyś ochotę? – Pani Elizabeth popatrzyła na mnie z uśmiechem na twarzy. – Hot Dog?

– Nie jestem głodna, dziękuję bardzo. – Posłałam jej szybki uśmiech, po czym odwróciłam wzrok.

– Musisz coś zjeść. W samochodzie zostały same przekąski i to słodkie, a raczej wątpię, żebyś tym się najadła. W domu będziemy późno.

– Dobrze – zgodziłam się, a następnie wzięłam wodę z półki i podeszłam do kasy. – Do tego chciałabym dwa tosty z serem i ciepłą herbatę – dodałam.

– Ja zapłacę – zaoferowała. – Poza tym chyba chcę wziąć to samo co ty.

– Wolę zapłacić sama – odparłam beznamiętnie, wyciągając banknot z portfela.

– Dla mnie będzie to samo i proszę połączyć rachunek wraz z benzyną – mówiła ze spokojem, a na jej ustach wciąż gościł szeroki uśmiech. Gdy położyła banknot, spojrzała na mnie pewnie. – Spokojnie, dopłacam za siebie.

Po skończonym posiłku wsiedliśmy do auta. Tym razem Elizabeth usiadła naprzeciwko mnie. Stresowałam się tym, że tak na mnie patrzy. Wstydziłam się napić herbaty czy w ogóle spojrzeć na jej twarz.

– Dziwne – stwierdziła, wykrzywiając usta. – Myślałam, że przez całą drogę będziesz siedziała z nosem w telefonie, a ty tymczasem wolisz książki i herbatę.

– Nie mam telefonu – mruknęłam, unikając jej spojrzenia. – Mama musiała go sprzedać i przyzwyczaiłam się do jego braku. Zdecydowanie wolę gapić się całymi dniami w książkę.

– No tak, twoja mama wspominała. Zapomniałam. – Za­­mrugała, najpewniej próbując ukryć zakłopotanie. – Wiem, że nie znamy się na tyle, żebym mogła o to pytać, ale czy nie sądzisz, że twoi rodzice są zbyt surowi?

– Wolę nie odpowiadać na to pytanie.

Na ten moment sądziłam, że to podstęp. „Pewnie chce mnie sprawdzić i powiedzieć moim rodzicom” – myślałam. Musiałam być bardzo ostrożna. Zwłaszcza że to osoba, która ma mnie „wychować”.

W trakcie jazdy zasnęłam z książką w rękach. Elizabeth po kilku godzinach delikatnie dotknęła mojego ramienia, szepcząc:

– Prawie jesteśmy.

Przeciągnęłam się, a następnie wzięłam łyk herbaty, która była już zimna.

– Spójrz przez okno.

Na prośbę Elizabeth spojrzałam i zobaczyłam las, w którym unosiła się gęsta mgła. Blask księżyca oświetlał ulicę, którą jechaliśmy. Poczułam się, jakbym była w jakimś przytulnym kokonie. Zawsze chciałam poczuć coś takiego. Obawę i strach, ale jednocześnie bezpieczeństwo i spokój. Może jednak spodoba mi się w Pensylwanii.

Wysiadając z auta, zobaczyłam przepiękny dom, który swoim wyglądem przypominał trochę stary gotycki zamek. Po budynku pełzały pnącza czerwonych róż, a całą posiadłość otaczał stary ceglany mur. Zdziwiłam się, bo sądziłam, że trafię do wielkiej, nowoczesnej willi z basenem i osobnym domem dla gości, a tymczasem stoję przed budynkiem, który wygląda jak wyjęty z jakiegoś horroru.

– Edward zaniesie twoje bagaże. – Posłała mi ciepły uśmiech, kierując się w stronę posiadłości. – Idziesz? – zapytała, zerkając przez ramię.

Kiwnęłam głową i poszłam za nią. Przekroczyłam próg domu delikatnie zestresowana, ale również podekscytowana. Od razu zauważyłam, że wystrój jest w bardzo starym stylu, co mi się podobało.

– Ofelio, twój pokój jest na górze. Korytarzem do końca i drzwi po lewej stronie.

– Dobrze, dziękuję.

– Jutro cię oprowadzę po domu, a teraz wypocznij. Miłej nocy.

Weszłam do pokoju i od razu zapaliłam światło. W oczy rzuciły mi się kolejne drzwi, a kiedy je otworzyłam, zobaczyłam prywatną łazienkę. Pokój był ogromny, stało w nim łóżko z baldachimem i spore biurko. Byłam zachwycona, bo miałam ogromne okno, przez które było widać cały las. Kochałam takie widoki. A najbardziej cieszyłam się z regałów, na których było tysiące książek.

Wypakowałam ubrania z walizki i poszłam wziąć prysznic. Woda była nieco zimna, ale to nie był dla mnie problem. Wiedziałam, że raczej prędko nie zasnę, więc postanowiłam, że poczytam książkę.

Założyłam na siebie biały szlafrok i usiadłam na łóżku, zastanawiając się, co teraz robi moja matka. Czułam się dziwnie na myśl, że jej nie ma. Może nawet trochę za nią tęskniłam, ale zdecydowanie wolałam jej brak w moim życiu.

Skłamałam mówiąc, że prędko nie zasnę, bo gdy tylko się położyłam, to odleciałam. Co dziwne, spało mi się naprawdę dobrze i nawet nie miałam koszmarów.

Wstałam dość wcześnie. Podejrzewałam, że jest około szóstej, ale nie dałabym sobie ręki obciąć, bo nie miałam zegarka. Po cichu wyszłam z domu ubrana w czarny dres. Miałam ochotę się przejść albo pobiegać. I tak też zrobiłam.

Biegłam przez cały czas główną drogą, ale postanowiłam skręcić i skończyłam w lesie. Szłam dość długo, ale nie byłam zmęczona, bo widoki, które co chwilę obserwowałam, były cudowne. Dzięki temu nie potrafiłam myśleć o jakimkolwiek zmęczeniu.

Szłam ciągle przed siebie, nie zwracając uwagi na to, czy na pewno pamiętam, jak wrócić. Chwilę później wyszłam z lasu, a moim oczom ukazało się wielkie zamglone jezioro ze starym drewnianym pomostem.

Chciałam podejść bliżej, ale to miejsce było już zajęte przez jakiegoś chłopaka. Próbowałam znowu wejść do lasu, ale nieszczęsna gałązka pod moim butem się złamała, a chłopak od razu się obrócił.

Trudno było zobaczyć jego twarz, bo miał kaptur. W końcu wzięłam głęboki wdech i podeszłam bliżej. Nie wiedziałam czy mogę wejść na ten pomost. Nie wiedziałam też, jak ten ktoś zareaguje i czy ta posesja do nikogo nie należy. Zestresowana postanowiłam, że jednak wejdę i będę udawać, że mnie tu nie ma. Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam.

– Cześć – rzucił pewnie, ściągając kaptur. – Możesz podejść bliżej, nic ci nie zrobię. Zresztą, sam przed chwilą znalazłem to miejsce.

– Myślałam, że należy do ciebie. – Zaśmiałam, czując jak moje policzki się rumienią. Chłopak również się uśmiechnął, a ja od razu dostrzegłam jego jasnoniebieskie oczy, które wyglądały jak z porcelany. Zamrugałam szybko i wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. – Jestem Ofelia.

– Ofelia… – Pokiwał głową nieco ściszając ton. – Piękne imię, ja jestem Nicolas. Nigdy cię tu nie wiedziałem, jesteś stąd?

– Nie, przyjechałam z Georgii. To znaczy, przeprowadziłam się. – Zacisnęłam usta, próbując ukryć uśmiech. – Jestem tu od wczoraj.

– Czekaj, jesteś Ofelia Rivero? – zapytał, marszcząc brwi. – I mieszkasz u Williama?

– Skąd znasz moje nazwisko? I u jakiego Williama?

– No, William mówił, że jakaś laska się do niego przeprowadza. – Wzruszył ramionami, badając wzrokiem moją twarz. – Więc to ty?

– Nie znam żadnego Williama – przyznałam zgodnie z prawdą. – Mieszkam u Pani Elizabeth i tak się składa, że nie wiedziałam tam żadnego chłopaka.

– Williama chyba często nie ma – stwierdził. – Przesiaduje u znajomych i u swojej dziewczyny. Na pewno będziesz miała okazję go poznać.

– Być może.

Naciągnęłam kaptur na głowę i wsadziłam ręce do bluzy, aby wyciągnąć paczkę papierosów. Jednego umieściłam między wargami, a następnie go przypaliłam. Dym od razu wypełnił moje płuca i poczułam się o niebo lepiej.

– Palenie chyba nie jest zbyt zdrowe. – Nicolas uśmiechnął się, po czym również odpalił papierosa. – Ale na coś trzeba umrzeć, prawda?

– Ja raczej wolałabym umrzeć jako staruszka. Zamknąć oczy i zobaczyć nicość, ale taką prawdziwą.

– To też jest jakiś plan. Zresztą, ja chyba chciałbym żyć wiecznie. Może do momentu aż świat się skończy.

– To jeszcze trochę musisz poczekać. – Parsknęłam śmiechem.

– Studiujesz? – zapytał zaciekawiony. – Jeśli tak, to jaki kierunek?

– Jeszcze chodzę do liceum. – Przyznałam, biorąc kolejny buch papierosa. – Mam siedemnaście lat.

– Sorry, nie chciałem być wścibski.

– Spoko, nie jestem zła. – Wzruszyłam ramionami. – Wiesz co, ja raczej powinnam już wracać. Nie ma mnie od kilku godzin chyba.

– To może sprawdź godzinę i przy okazji zapisz sobie mój numer. – Popatrzył na mnie z ekscytacją.

– Niestety nie mam telefonu – rzuciłam w rozbawieniu, po czym zeszłam z pomostu, uświadamiając sobie, że nie wiem skąd przyszłam. – Nicolas, czy ty może…

– Nie pamiętasz drogi? Chodź, odprowadzę cię.

Nicolas był miły i to chyba za bardzo. Widziałam, jak na mnie zerkał co chwilę. Zresztą, ja na niego też. Był bardzo przystojnym blondynem, który odprowadzał mnie do domu.

Dowiedziałam się o nim bardzo wiele. Mieszkał piętnaście minut drogi od naszego domu. Miał przyrodnią siostrę i tak jakby wychowała go babcia. Studiował psychologię i właśnie kupił nowe auto, którym chciał zabrać mnie na wycieczkę, ale się nie zgodziłam, bo ledwo go znałam.

– To tutaj. – Przygryzł wargę, spoglądając na dom. – Spotkamy się jeszcze?

– To zależy.

– Niby od czego? – zapytał zaciekawiony. – Zresztą wiem, gdzie mieszkasz.

– Mam sobie pomyśleć, że jesteś seryjnym mordercą? – zapytałam poważnie, choć wciąż byłam rozbawiona. – A tak serio to bardzo możliwe, bo mieszkamy niedaleko od siebie, prawda?

– Prawda. – Pokiwał głową.

Uśmiechnęłam się i otworzyłam furtkę, aby przez nią przejść. Wtedy też zobaczyłam chłopaka stojącego na schodach prowadzących do domu.

– Siema Will! – Nicolas krzyknął, machając przy tym ręką.

A więc to William.

Weszłam na jeden schodek i popatrzyłam na chłopaka, który wydawał się spięty. Jego włosy były czarne oprócz jednego białego pasma. Wyglądał dziwnie. Jego zapach od razu trafił do moich nozdrzy, przyprawiając mnie o dreszcze na całym ciele.

– Nie zdążyłaś na śniadanie, ale mama zostawiła ci ja­jecznicę – powiedział obojętnym, chłodnym głosem.

– Mama? – zapytałam zdziwiona.

– Moja mama – westchnął i zbliżył się do mojego ucha, a ja poczułam jego wodę kolońską. – Jeśli chcesz być cała, to się do mnie nie zbliżaj, a przy okazji jestem William.

– A ja Ofelia i dziękuję za jajecznicę, ale niestety odmówię – warknęłam i popatrzyłam na niego ostro. – To ja radzę ci się lepiej trzymać ode mnie z daleka, kutasie.

Wkurwiona, bo inaczej nie da rady tego opisać, weszłam do swojego pokoju. „Nie wiem, za kogo ten kutas się uważał, ale nie boję się go” – rozmyślałam nabuzowana. Było mi jedynie smutno, bo już wiedziałam, że mieszkanie tam będzie katastrofą.

Nie zdążyłam usiąść na łóżku, a już rozległo się pukanie do drzwi.

– Proszę!

– To ja. – Śmiejąc się, Will wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. – Słuchaj, może trochę źle zaczęliśmy, ale innej opcji nie było. Nie chcę się kłócić ze względu na moją mamę. Dużo przeszła i chyba wolę jej oszczędzić kłótni. Przyniosłem prezent powitalny. Mam nadzieję, że ci się spodoba.

– Ale kutas – burknęłam pod nosem. – Dzięki, wsadź se go.

– Ale kutas, tak? – zapytał zirytowany. – Żebym zaraz nie wsadził go tobie.

Że co?

– Nie chodziło mi o to, tylko o coś innego… – próbował wytłumaczyć, kiedy ja cisnęłam niezłą bekę. – Nieważne, kurwa! Bierz ten prezent i spierdalaj.

W ramach podziękowania wystawiłam środkowy palec. Wzięłam pudełko, które zostawił na łóżku i otworzyłam je. Był w nim laptop oraz telefon. Natychmiast spakowałam rzeczy ponownie do pudełka i zbiegłam schodami w dół. Weszłam do kuchni, gdzie była pani Elizabeth, William kutas i jakaś dziewczyna, która nie grzeszyła urodą. A to dlatego, że pofarbowała włosy na fioletowo.

– Ofelia? – Pani Elizabeth spojrzała badawczo na pudełko, które trzymałam. – Co to takiego?

– Prezent, który wręczył mi pani syn – oznajmiłam. – Muszę go zwrócić, jest zbyt drogi.

– Nie przesadzaj – rzucił William, uśmiechając się szyderczo. – Chcesz zwrócić, bo nie potrafisz tego obsługiwać? Jeśli chcesz to kupimy ci kurs korzystania z telefonu i laptopa, to dla nas żaden problem.

– William! – Kobieta krzyknęła bardzo głośno, karcąc syna. – Ja wszystko rozumiem, ale to już przegięcie! Ile razy prosiłam cię, żebyś był dla niej miły? Molly, jak ty go znosisz?

– Właściwie… nie znoszę – dodała dziewczyna z przekąsem. – Ale jeśli Ofelia nie potrafi z tego korzystać, to może warto zainwestować?

Ze łzami w oczach odłożyłam pudełko na stół i wróciłam do swojego pokoju. Byłam wściekła, więc sięgnęłam po książkę i zaczęłam czytać. Kilka razy usłyszałam, jak pani Elizabeth mnie woła, ale ignorowałam to.

Rozdział 2Szósta rocznica

William Tess

Williamsport, Pensylwania 07.10.2020 r.

Obudziłem się i od razu spojrzałem na zegar, który wskazywał, że jest dwie minuty po szóstej. Na dworze było jeszcze ciemno. Postawiłem stopy na podłodze, która cicho zaskrzypiała. Dom miał już „kilka” lat. Rodzice wybudowali go jeszcze zanim się urodziłem.

Mieszkałem z mamą mimo mojej „prawie” pełnoletności. Pewnie osoby w moim wieku uważałyby to za głupotę, jednak ja nie potrafiłem jej zostawić, bo gdy odszedł tata wszystko się zmieniło.

Elizabeth Tess to najbardziej rozpoznawalna prawniczka w całej Pensylwanii. Nieraz broniła kogoś sławnego i teraz z dumą może stwierdzić, że opłaciło się jej to bardziej niż malowanie obrazów. Zarabia bardzo dużo, ale tata dał nam wszystko, czego moglibyśmy potrzebować, więc odkładała latami, aż zostaliśmy jednymi z najbogatszych ludzi w Pensylwanii.

Co roku, siódmego października, bierze sobie wolne i ubolewa nad kieliszkiem czerwonego, wytrawnego wina.

Dzisiaj właśnie mijała szósta rocznica jego śmierci, więc postanowiłem, że nie zostawię mamy samej w ten dzień. Wiedziałem, że ciężko to znosi. Mimo że byliśmy do siebie bardzo przywiązani, to nigdy nie chciała ze mną o tym pogadać.

Gdy tylko udało mi się ruszyć, zgarnąłem ręcznik z krzesła i skierowałem się do własnej łazienki, która jakiś czas temu była jeszcze zwykłym składzikiem na miotły.

Wziąłem gorący prysznic, bo tylko taki pozwalał mi się obudzić, co było dziwne, bo zazwyczaj to właśnie zimny prysznic bardziej pobudza. Ja niestety wszystko robiłem na odwrót. Na przykład, wolałem najpierw wlać mleko, a dopiero później wsypać płatki.

Ubrałem czarne, długie spodnie oraz bluzę tego samego koloru. Stanąłem przed lustrem i poprawiłem włosy. Wyróżniałem się tym, że jedno pasmo moich włosów było całkowicie białe i z tego co pamiętam, miałem je od urodzenia. Pytałem mamę, dlaczego jest białe, a ona powiedziała, że to brak melaniny w jednym paśmie i że odziedziczyłem to po ojcu. Od tamtego momentu patrząc na nie myślę o tacie, którego już z nami nie ma.

Zszedłem po schodach, przytrzymując się poręczy. Zacząłem rozglądać się za mamą i w końcu dostrzegłem ją w kuchni. Siedziała przy dwóch filiżankach kawy. Wiedziałem, że jedna jest dla mnie, bo od długiego czasu mama specjalnie ją przygotowywała. Choć nie lubiłem kawy, to zawsze ją wypijałem. Nigdy nie miałem serca jej odmówić.

– Dzień dobry – odezwałem się pierwszy, bo nie zapowiadało się na to, żeby powiedziała do cokolwiek. – Jak się dziś czujesz?

– Nie pytaj…

– Wiem, przepraszam – westchnąłem bezsilnie. – Po prostu się martwię. Wiem, że jest ciężko, ale razem damy radę, mamo.

– Dziś szósta rocznica jego śmierci, Willi. – Mama nieco podłamana próbowała się uśmiechnąć, ale nie udało się jej. – Może lepiej będzie, jak nie będziemy dziś o tym rozmawiać.

– Jasne, a potrzebujesz dziś pomocy?

– Owszem. – Pokiwała głową, patrząc w jeden punkt. – Mógłbyś przynieść trochę drewna? Edward niestety nie da rady się tym zająć.

Edward był kimś w stylu lokaja, ale mama traktowała go bardziej jak przyjaciela. Pracował u nas sporo lat i był dobrym znajomym ojca. Po śmierci taty mama nie wyobrażała sobie, że Edward trafi na ulicę, więc urządziła dla niego pokój i dała mu pracę.

Chwilę później wróciłem do domu z całą torbą drewna. Tu, gdzie mieszkamy, jest spory las i tak się składa, że ponad jego połowa należy do nas. Drewna mieliśmy pod dostatkiem.

Usiadłem przy stole i patrzyłem, jak mama rozpala w ko­­minku. Byłem z niej ogromnie dumny, bo mimo tego nieszczęścia, ona i tak dawała sobie radę. Była dobrym człowiekiem.

Zazwyczaj nosiła sweterki, które kojarzyły mi się tylko z nią. I co kilka tygodni jeździła do fryzjera, żeby zakryć jasne odrosty na swojej głowie. Trzy lata temu postanowiła, że coś w sobie zmieni, więc zmieniła swoje jasne blond włosy i stała się brunetką. To sprawiło, że wyglądała na surową i ludzie po prostu się jej bali.

– Myślę, że powinieneś znaleźć sobie znajomych. – Mama spojrzała na mnie z troską. – Martwię się o ciebie.

– Ale ja mam znajomych.

– Will, nikogo oprócz Nicolasa tu nie widuje. No i Molly oczywiście.

– A to problem, że tylko ich tutaj przyprowadzam? – zdziwiłem się, posyłając mamie badawcze spojrzenie. Ona zawsze drążyła ten temat, a ja naprawdę nie chciałem o tym gadać. – Mam zrobić domówkę i ściągnąć tutaj wszystkich, żeby rozwalili ci pół domu?

– Aż tak to może nie, ale chciałabym ich poznać – westchnęła. – Molly mówiła mi, że też nie chciałeś jej tutaj przyprowadzić. Ogólnie twierdzi, że jej nie kochasz. Dlaczego?

– Ta laska sama sobie wmawia jakieś dziwne rzeczy, a to już nie moja wina.

– Znam cię – stwierdziła z pewnością. – Nie kochasz jej, bo jeśli na czymś ci zależy, to jesteś w stanie zabić za tego kogoś. U ciebie nie widać inicjatywy, to ona biega za tobą, a nie ty za nią. Jeśli masz zamiar ją krzywdzić, to zastanów się dwa razy i po prostu daj jej odejść.

– Ona kazała ci ze mną gadać? – zapytałem oskarżycielsko. – Powiedziałem, jak będę gotowy, to powiem jej te pierdolone dwa słowa.

– Koniec tematu. – Uniosła dłoń, po czym rzuciła mi krótkie spojrzenie. – Dziś nie będzie mnie w domu. Jadę z Edwardem odebrać Ofelię.

Kim, do cholery jest Ofelia?

– Jaką Ofelię? Kto to jest i dlaczego masz po nią jechać? – zapytałem, obrzucając ją pełnym podejrzliwości spojrzeniem. – Nie mówisz mi o czymś?

– Ofelia jest córką moich dawnych znajomych. Jej rodzice zbankrutowali i muszę im pomoc. Mam u nich pewien dług.

– Dług? Jak chcesz im niby pomóc?

– William… – zaczęła, ściągając brwi. – Ofelia z nami zamieszka na jakiś czas. Załatwię jej tu szkołę i wszystko się ułoży. Ona ma siedemnaście lat, więc na pewno nie będzie ci przeszkadzać. A co do długu, to moja sprawa i zabraniam ci się mieszać, rozumiesz?

– I jak ty sobie to wyobrażasz? – Pokręciłem głową z niedowierzaniem, krzyżując ręce na torsie. – Ona ma siedemnaście lat, a ja zaraz dwadzieścia jeden. Mam ją nazywać młodszą siostrą? Kurwa, to jakiś żart!?

– Posłuchaj, nie będziecie na siebie wpadać, bo to raczej ułożona dziewczyna. Myślę, że nawet będziecie mogli się zakolegować. W końcu ona potrzebuje pomocy, tak?

– Dobrze – westchnąłem bezsilnie. – To o której jedziesz?

– Za chwilę. – Na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. – Willi, czy mógłbyś kupić jej jakiś telefon? Ona niestety nie ma swojego, a jakoś będziemy musieli się z nią kontaktować.

– Nie ma problemu. I tak kupuje nowy, więc oddam jej swój. – Przewróciłem oczami i dosłownie na sekundę się uśmiechnąłem. – Ja dziś raczej nie wrócę. Wychodzę do znajomych.

– Nawet nie wiesz, jak dobrze słyszeć mi te słowa.

Skończyliśmy śniadanie i mama pojechała z Edwardem po tę dziewczynę. Ja wyszedłem przed dom i rozejrzałem się dokładnie. Mieszkamy przy samym lesie, a już kilka razy ktoś próbował nas okraść. Ludzie wchodzili na posesję mimo tego, że przy wjeździe była tabliczka z zakazem wstępu.

Wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Chwilę poczekałem, bo auto miało już swoje lata. Było mnie stać na lepsze, ale tego białego Jeepa dostałem od taty i nie chciałem się z nim rozstawać za wszelką cenę, więc bardzo o niego dbałem.

Jechałem dość szybko, dlatego droga nie dłużyła mi się zbytnio. Zawsze mam wrażenie, że czuję obecność taty w tym aucie i nie jest mi z tym dobrze, bo od razu zaczynam się chujowo czuć. Strasznie za nim tęsknię, a to mi nie pomaga.

Podjechałem pod dom Samuela i od razu poczułem się lepiej. Wysiadłem z auta i skierowałem się do drzwi. Kilka razy zapukałem i Bella otworzyła, co swoją drogą mnie nie zdziwiło.

– Co tu robisz? – zapytałem kpiąco, mrużąc oczy.

Izabella Miller była osobą, która uważała się za księżniczkę. Jeśli cię lubi, to masz szczęście. Jeśli zaszedłeś jej za skórę, to krótko mówiąc – masz przejebane. Ponadto nie lubiła swojego pełnego imienia, więc każdy musiał je zdrabniać. Nawet profesor, który średnio za nią przepadał. Na studiach każdy ją kojarzył, głównie z tego powodu, że pewnego razu na imprezie pofarbowała włosy szamponetką, która miała się zmyć po dwóch tygodniach. Od tamtego czasu jest ruda i twierdzi, że w rudym jej najlepiej.

– William, przestań. – Dziewczyna wyraźnie była podenerwowana. – Wchodzisz?

– William? – Usłyszałem głos przyjaciela, więc ściągnąłem buty i ruszyłem w jego kierunku.

Samuel Anderson był osobą, która lubiła wpadać w tarapaty. Nie było dnia, w którym by nie zadzwonił, że znowu ma jakiś przypał. Lubił mocniejsze narkotyki, ale nie był od nich uzależniony. Czasami sprzedawał towar, a także pisał do mnie, żebym wpadł, bo ma coś nowego – „co zmiecie nas z planszy”. Czasami ukrywał swoje blond włosy pod czapkami, ale odkąd pojawiła się w jego życiu Bella, zdecydowanie rzadziej sięga po nakrycie głowy. Z natury jest bardzo żywiołowy i chyba ma ADHD.

Stanąłem w progu i spojrzałem na mojego kolegę podpierającego się o blat kuchenny. Prowadził całkiem ciekawą konwersację z Miller, więc postanowiłem, że nie będę im przeszkadzał i posłucham co mają sobie do powiedzenia.

– Mówiłam ci, że zaraz będzie. – Dziewczyna próbowała szeptać, ale mówiła na tyle głośno, że nie dało się, tego nie słyszeć. – Chociaż byś założył koszulkę. Kurwa, z tobą jak z dzieckiem.

– Przestań. On zielonego pojęcia nie ma o tym, że coś między nami jest.

– Powiem wam, że wyglądacie jak stare, dobre małżeństwo. – Parsknąłem śmiechem. – Oczywiście nic nie słyszałem.

– Dobrze cię widzieć, stary. – Samuel wyglądał na speszonego, ale mimo wszystko ubrał koszulkę i podał mi dłoń. – Co słychać? Jak z Molly?

– Mamie odwaliło. – Podniosłem kubek z wodą i wziąłem łyk. Anderson od razu usiadł i czekał na kontynuację. – Przygarnęła pod nasz dach jakąś laskę i nawet mnie nie zapytała o zdanie. A co do Molly, jest w miarę okej.

– Aranżowane małżeństwo?! – Bella zaśmiała się głośno. – Tego nikt by się nie spodziewał. – Pokręciła głową i natychmiast usiadła obok Samuela.

– Daj mu spokój. – Mój przyjaciel przewrócił oczami i spojrzał na mnie. – A kto to w ogóle jest? Mieszka u ciebie?

– Wiem tyle, że ma na imię Ofelia – westchnąłem bezsilnie. – Jej rodzice zbankrutowali i mama postanowiła pomóc. To niby jej dawni znajomi i poprosili o przysługę.

– To masz przejebane. – Bella uniosła brwi do góry. – A w twoim wieku przynajmniej?

– Nie, ma kurwa siedemnaście lat.

– To chyba czas się wyprowadzić, co? – zapytał Samuel. – Ja szczerze nie dałbym rady mieszkać z nastolatką w jednym domu. Chociaż ty masz spory dom, ale na pewno nie raz na siebie wpadniecie.

– A Nico wie? – zapytała Bella. – Może on przemówi twojej mamie do rozsądku?

– Nie wie jeszcze. – Na mojej twarzy pojawił się niewielki grymas. – A poza tym mama właśnie po nią pojechała, ale zadzwonię do niego. Dajcie mi chwilę.

Wyszedłem do osobnego pomieszczenia, bo nie lubiłem rozmawiać przy kimś przez telefon. Dzwoniłem trzy razy, ale za każdym razem włączała się poczta głosowa, więc postanowiłem najebać mu wiadomości głosowe. Pewnie się wkurwi, bo nie lubił mieć zawalonego powiadomieniami telefonu, ale takie są skutki nieodbierania ode mnie.

Nicolas Rodrigo był moim najlepszym przyjacielem. Znałem go najdłużej i najwięcej o mnie wiedział. Miał wielkie serce i portfel wypchany po brzegi. Jako pierwszy wyrywał się do pomocy i jako ostatni głosował na zorganizowanie domówki. Był osobą, która wolała zawalić wieczór, ucząc się do kolokwium. Raczej rzadko wychodził, a jeśli już to robił to dlatego, że zajebiście coś napisał albo nauczył się czegoś nowego. Dziewczyny uważały go za najprzystojniejszego zaraz po mnie. Miał blond włosy i jasnoniebieskie oczy, dlatego dziewczyny prawie mdlały na jego widok. Od pół roku jest singlem, bo pewna dziewczyna zerwała z nim dla trenera piłki nożnej. Od tamtego czasu nie angażuje się w żadne związki.

Wróciłem do kuchni i znowu byłem świadkiem kłótni między Bellą i Samuelem. Oni naprawdę myślą, że nikt się nie domyślił, co ich łączy i to jest trochę komiczne.

– Izabella. – Samuel powtarzał imię dziewczyny, a ta coraz bardziej się denerwowała. – No co tam, Izabella?

– Nie mów do mnie tak! – krzyknęła. – Jestem Bella, rozumiesz kurwa? Samuel, dziś już wyczerpałeś limit na wkurwianie mnie. Jeszcze jeden raz i idę stąd.

– Dobra, przepraszam. Nie musisz za każdym razem mnie straszyć.

Chciałem dojebać im jakimś dobrym tekstem, ale mój telefon zaczął wibrować, więc spojrzałem na ekran z myślą, że może to Nico. Niestety była to Molly. Pewnie się wkurwiła, bo od rana jej nie odpisuje.

Molly: Dzień dobry! Jak się czujesz?

Molly: Wstałeś skarbie?

Molly: Twoja mama mi napisała, że wyjechałeś z domu. Czemu się nie odzywasz?

Molly: Mam twoją lokalizację. Przecież widzę, że jesteś u Samuela. Jadę tam!

Molly: Czekam pod bramą. Wyjdziesz czy mam zrobić ci jazdę przy koledze?

Harper Lee to właśnie Molly. Nazwałem ją tak, bo na początku naszej znajomości razem braliśmy MDMA. Ona pewnego dnia prawie przedawkowała i po wyjściu ze szpitala wszędzie przedstawiała się jako „Molly”. Od tamtego czasu każdy zaczął ją tak nazywać, a jej prawdziwe imię poszło w niepamięć.

Ta dziewczyna nie bała się niczego. Miała wielu wrogów i zdecydowanie mniej przyjaciół. Do tej pory każdy jej unikał, bo na początku studiów pobiła laskę, która do mnie zagadała. Była wulgarna i zdecydowanie wyróżniała się na tle wszystkich dziewczyn. Miała fioletowe włosy do ramion i mnóstwo minimalistycznych tatuaży. Uważała się za moją dziewczynę, ale nigdy oficjalnie jej o to nie zapytałem.

Po przeczytaniu ostatniej wiadomości zacząłem ubierać buty. Znałem ją i wiedziałem, że jeśli nie wyjdę to ona przyjdzie tu i zrobi niemałą zadymę.

– A ty, gdzie? – zapytał Samuel. – Zostań jeszcze. Przecież nawet godzina nie minęła, a ty już wychodzisz.

– Zaraz wrócę.

Wyszedłem na zewnątrz i nabrałem świeżego powietrza. Szykowała się niezła kłótnia, bo Molly od razu spojrzała na mnie spod byka.

– Nie odzywasz się do mnie, nie odpisujesz i nie odbierasz, dlaczego? – zapytała podniesionym tonem, a na jej twarzy malowała się istna wściekłość. – Traktujesz mnie jak jebanego ducha!

– Nie mam ochoty się kłócić – stwierdziłem znudzony. – Miałem chujowy dzień, przepraszam.

– Jakbyś nie był dupkiem, to byśmy się nie kłócili!

Chciałem ją pokochać, bo zasługiwała na to. Niestety z każdym kolejnym dniem przekonywałem się o tym, że nigdy nic do niej nie poczuję. Nie mam na myśli samej miłości, ale chociażby gniew za to jaka dla mnie była. Zamiast to zakończyć, ciągle daję jej nadzieję, że w końcu zacznę coś czuć.

Popatrzyłem na nią z lekkim uśmiechem i dostrzegłem, że złość ją opuszcza. Widać było, że oddała mi się całkowicie, niestety nie mogłem powiedzieć tego samego o sobie.

– Ja po prostu się o ciebie martwię – szepnęła. – Widzę, że coś jest nie tak. Coraz bardziej się zamykasz, ale na szczęście jesteśmy razem.

Trudno mi to przyznać, ale Molly i ja nie byliśmy w związku. Przespaliśmy się kilka razy i od tamtego momentu stwierdziła, że jestem tylko jej. Ma moją lokalizację, poznała moją mamę i znajomych. Robi mi jazdy, gdy jej nie odpisuję i wiem, że to wszystko wygląda jak związek, ale chyba tylko dla niej. Ja po prostu zgadzałem się na to wszystko, bo miałem nadzieję, że przy niej w końcu stanę się tym samym chłopakiem jakim byłem sześć lat temu.

Kilka razy zapytała, dlaczego nie mówię, że ją kocham. Trudno było mi ją okłamać, więc zazwyczaj nie odpowiadałem nic. Te dwa słowa mają dla mnie ogromną wartość i nie chciałbym wypowiadać ich zbyt pochopnie.

– Molly, muszę ci o czymś powiedzieć. – Odsunąłem się nieco dalej, obrzucając ją niechętnym spojrzeniem. – Zamieszka u mnie taka dziewczyna.

– Co?! – Na jej twarzy ponownie zagościła złość. – Jaka, kurwa dziewczyna? I co, będziecie mieszkać razem?

– Nazywa się Ofelia i ma siedemnaście lat. Nie wiem, jak długo u nas zostanie, ale nie musisz się obawiać.

– Ty chyba sobie żartujesz? Nie zgadzam się na to. Nawet nie ma takiej opcji.

– Molly, to jakaś siedemnastolatka. – Wzruszyłem ramionami, powstrzymując się od przewrócenia oczami. – I zapomniałem wspomnieć o tym, że jadę jutro odebrać telefon. Stary oddam jej.

Dziewczyna uniosła dłoń i zanim się zorientowałem, dostałem w pysk. Nawet to nie sprawiło, że poczułem złość.

– William, mi nigdy nie oddałeś telefonu! – warknęła, a ja na nią tylko patrzyłem. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Była cholernie zła.

Ufałem jedynie Nicolasowi, bo tylko on mnie rozumiał. Niestety przez zachowanie Molly nawet on zaczął postrzegać mnie jako największego kutasa na świecie. Wszyscy uważali, że źle traktuję dziewczynę, ale prawda była taka, że to ona źle traktowała mnie.

Wiedziałem, że ludzie postrzegają mnie jako bezdusznego, zimnego frajera, który wykorzystuje niewinną Molly. Problem w tym, że my nawet nie uprawiamy seksu. Nie nocujemy u siebie, a przede wszystkim, ja nic do niej nie czuję.

– Dobrze, kupię ci nowy telefon – zaproponowałem. – Pasuje ci?

– Naprawdę? – Dziewczyna nagle zaczęła się uśmiechać. Była cała w skowronkach. – Kocham cię William i to bardzo.

***

Dwa dni później pojechałem z Molly odebrać telefon. Całą drogę ekscytowała się tak bardzo, że musiałem zacząć słuchać muzyki. Podczas jazdy ciągle myślałem o tym, jak dam radę mieszkać z jebaną nastolatką. Wciąż byłem zły, że mama zataiła przede mną ten fakt.

Podczas gdy dziewczyna wybierała telefon, ja wyciągnąłem na chwilę swój z kieszeni. Nudziło mi się, więc postanowiłem popisać ze znajomymi na naszej grupie.

Bella: Co tam? Nudzi mi się!!!

Ja: Właśnie odbieram swój telefon i czekam, aż Molly sobie jakiś wybierze.

Samuel: A na chuja jej nowy?

Samuel: Bez sensu. Przecież ostatnio się chwaliła tym, że ojciec jej kupił.

Bella: Mogę się założyć, że mieli kolejną spinę i William kupuje jej telefon na przeprosiny.

Ja: Wkurwiła się o to, że stary telefon muszę oddać Ofelii. Zresztą wyjebane.

Schowałem telefon do kieszeni i podszedłem do kasy, żeby zapłacić. Molly bacznie przyglądała się moim dłoniom. Miałem wrażenie, że zależy jej tylko na kasie, której miałem całkiem sporo. Nawet jeśli, to i tak pieniądze nie są dla mnie zbyt ważne. Mógłbym ich nie mieć.

Molly przez całą drogę nawijała o tym, że podoba jej się nowy telefon. Miałem dość jej pierdolenia. Najchętniej wróciłbym już do domu.

– William, a powiesz mi czemu jesteś taki zły? – zapytała smutna. – Może chcesz, żebym pojechała z tobą do ciebie?

– Nie jestem zły, zdaje ci się. – Chrząknąłem, skupiając się na drodze. – I to chyba nie jest dobry pomysł. Jestem zmęczony.

– Ze mną będzie ci lepiej. Pojadę z tobą.

Ostatecznie do domu wróciłem z dziewczyną, która od razu położyła się na moim łóżku w pokoju. Najpewniej oczekiwała od mnie romantycznych chwil, ale ja nie miałem nastroju.

Zostawiłem ją na górze, a sam zszedłem na dół. Rozejrzałem się, ale nie było tu dziewczyny, która miała przyjechać z mamą. Wyszedłem przed dom, żeby zapalić, ale przed bramą stał Nicolas z czarnowłosą dziewczyną.

– Siema Will! – Nicolas krzyknął, machając przy tym dłonią.

Pierwsza myśl? W końcu znalazł laskę i chciał się pochwalić, ale moje domysły się nie potwierdziły. Czarnowłosa weszła na naszą posesję i od razu domyśliłem się, że to Ofelia.

Jej skóra była blada, a przez to było widać rumieńce na jej twarzy. Widoczne były też zasinienia pod jej oczami. Usta miała spierzchnięte, ale mimo wszystko odznaczały się różowym kolorem. Wyglądała jak śnieżka, tylko zamiast sukni miała zwykły dres. Włosy miała czarne jak smoła. Sięgały jej za łopatki. Była niska i strasznie szczupła.

Gdy podeszła bliżej, poczułem zapach wiśni. Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu i zrobiłem miejsce, żeby mogła wejść.

– Nie zdążyłaś na śniadanie, ale mama zostawiła ci ja­jecznicę – burknąłem bez zastanowienia.

– Mama? – zapytała zdziwiona. Zauważyłem, że też zaczęła mi się przyglądać. W pewnym momencie nasze spojrzenia się połączyły, a ja wtedy dostrzegłem jej smutne ciemnozielone oczy.

– Moja mama – westchnąłem i zbliżyłem się do jej ucha. Musiałem działać szybko i skutecznie, bo wyczuwałem, że będą z nią same problemy, których za wszelką cenę musiałem uniknąć. – Jeśli chcesz być cała, to się do mnie nie zbliżaj, a przy okazji jestem William.

– A ja Ofelia i dziękuję za jajecznicę, ale niestety odmówię – warknęła. – To ja radzę ci się lepiej trzymać z daleka, kutasie.

Tego się nie spodziewałem.

Widząc, że Nicolas nadal stoi przy bramie, poszedłem do niego.

– Znacie się? – zapytałem, witając się z przyjacielem.

– Kojarzysz jezioro na końcu lasu? – zapytał, a ja pokiwałem głową. – Tam ją zobaczyłem. Zdziwiło mnie, że laska sama przeszła taką drogę, więc zagadałem.

– A co ty, kurwa, robiłeś nad tym jeziorem? Przecież nawet ze mną nie chciałeś tam iść.

– Dzisiaj wyszedłem pobiegać i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. – Wyszczerzył się, kiwając głową. – Wyobrażałem ją sobie jako rozpieszczoną gówniarę, ale wcale taka nie jest. Widziałeś jej oczy, stary? Jest piękna.

– Pamiętaj, że jest nieletnia. – Spojrzałem na niego poważnie, chcąc przypomnieć, że dziewczyna ma tylko siedemnaście lat. – Mówię serio, Nico.

– Tak jest, szefie. – Przewrócił oczami i poszedł przed siebie. – Nara!

– Elo.

Wróciłem do pokoju, żeby spakować telefon i laptop, który mama przeznaczyła dla Ofelii i zauważyłem, że Molly nie ma. Niezbyt specjalnie się tym przejąłem, bo obiecałem dostarczyć te rzeczy Ofelii. Moja misja zakończyła się kolejnym spięciem.

Siedziałem w kuchni z mamą i Molly, gdy nagle Ofelia postanowiła zwrócić prezent, który jej dałem.

Gdy przyszedł wieczór, pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do swojego pokoju. Nie mogłem usiedzieć w miejscu, ciągle myślałem o tej przeklętej dziewczynie. Miała w sobie coś takiego przez co ciągle byłem spięty.

Obawiałem się, że Nicolas mnie nie posłucha i zrobi coś głupiego. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby Ofelia miała chociaż dziewiętnaście lat. On jest dorosły i gdyby zaczął ją podrywać, to nie wyglądałoby to najlepiej. Musiał zacząć myśleć logicznie, bo ta decyzja mogła wpłynąć na jego całe życie. Z racji tego, że był moim najlepszym przyjacielem, postanowiłem, że za wszelką cenę odwiodę go od pomysłu flirtowania z małolatą.

Wróciłem do swojego pokoju i usiadłem przed laptopem. Zacząłem sprawdzać media społecznościowe w nadziei, że znajdę jakiekolwiek informacje o dziewczynie. Niestety powiadomienia, które ciągle przychodziły, zawalały mi cały laptop.

Bella: Długo się nad tym zastanawialiśmy i wciąż nie wiemy czy to dobry pomysł mówić wam o tym, ale nie mamy innego wyboru. Ja i Anderson zostaliśmy parą. Coś zaczęło się między nami dziać i już nie mogliśmy się przed tym bronić. Mamy nadzieję, że nikt z was nie ma nic przeciwko.

Samuel: Tak, to prawda. Kocham Bellę i nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Nicolas: Wszystko fajnie, ale my o tym wiedzieliśmy wcześniej niż wy? Pieprzycie się od ponad roku. Sądziłem, że szybciej to ogłosicie. Tak czy siak życzę wam powodzenia i szczęścia. Ja też poznałem kogoś, kogo nie umiem wyrzucić z myśli.

Nie musiałem się długo zastanawiać, o kim pisał Nico. Nie wziął moich słów na poważnie i nie wie, jakie przykre konsekwencje go czekają.

Ja sam jeszcze nie wiedziałem o tym, że ta dziewczyna sprawi, że moje życie stanie się lepsze. Nie miałem pojęcia, że ma moc, która mogła mnie jeszcze uratować.

Rozdział 3Wiedźma

Ofelia Rivero

Siedziałam przy kominku, zastanawiając się jaką książkę dziś przeczytać. Nikogo nie było, bo pani Tess pracuje do późna, a William studiuje. Ja nadal czekam na decyzję o przyjęciu do liceum. Jest środek semestru, więc muszę liczyć się z tym, że mogą mnie nie przyjąć. Naprawdę bardzo chciałabym już zacząć wychodzić z tego domu.

Minął tydzień, odkąd się przeprowadziłam. Z jednej strony cieszyłam się, bo miałam spokój. Nikt nie stękał mi nad uchem ani nie kazał robić rzeczy, których nie chce. Z drugiej miałam dość ciszy i nawet trochę samotności. Nie gadałam z Williamem, a z jego mamą tylko wtedy, kiedy przychodził czas kolacji. Praktycznie ciągle byłam sama.

Bardzo dużo razy próbowałam wziąć do rąk pudełko od Williama i w końcu zacząć korzystać z telefonu. Problem polegał na tym, że nie chciałam nic od tego człowieka. Jest ostatnią osobą, która mogłaby mi dać jakikolwiek prezent, ale pomyślałam o Lily i o Nicolasie, którego niestety w ogóle nie widuję. Z tego powodu postanowiłam, że się przełamię i włączę telefon.

Zauważyłam, że nie był nowy, ale to wcale mi nie przeszkadzało. Wyjęłam rzeczy z pudełka i ostrożnie odłożyłam na biurko. Chciałam je zamknąć, ale dostrzegłam kawałek papieru, który wyciągnęłam i przeczytałam.

„Włożyłem instrukcje na wypadek, gdybyś jednak chciała pobawić się telefonem. Jest przywrócony do ustawień fabrycznych, więc możesz zrobić wszystko po swojemu. Mama zapisała ci swój numer i Nicolas też, co swoją drogą jest dziwne. Mojego nie dostaniesz, no chyba że ładnie poprosisz.”

Zirytowana odłożyłam kartkę i włączyłam telefon. Po kilku minutach miałam już wszystko ustawione. Wpisałam też numer pani Elizabeth i Nicolasa. Jeszcze nie wiedziałam, jak zdobyć numer Lily, ale na pewno coś wymyślę.

Nie czekając ani chwili dłużej, napisałam do Rodrigo. Nie wiedziała czy nie wyjdę na zdesperowaną, ale mimo wszystko i tak chciałam spróbować.