Walcz o mnie - Patrycja Różańska - ebook
BESTSELLER

Walcz o mnie ebook

Patrycja Różańska

4,2

618 osób interesuje się tą książką

Opis

„– Na twoim miejscu nie wyrywałbym się tak.

– Bo co?

– Skarbie, uwierz mi, że nie chcesz wiedzieć”.

 

Emily jest młodą, zamkniętą w sobie kobietą, która cały czas próbuje się uporać z koszmarną przeszłością. Zmiany zachodzące w jej życiu nie budzą jej entuzjazmu, a nagła propozycja nowej pracy wywołuje niezłe zamieszanie. Kiedy do świata Emily wkracza tajemniczy Alex, rozpętuje się prawdziwe tornado.

 

Alex jest zimnym, nieprzystępnym mężczyzną, wręcz otoczonym murem nie do przebicia. Pozostaje obojętny, szczególnie kiedy ma do czynienia z kobietami. Nigdy niczego nie obiecuje ani nie bierze odpowiedzialności za czyny innych. Jednak nowo poznana Emily niezmiernie go intryguje. 

 

Alex nie ma pojęcia, przed czym Emily ucieka, i jeżeli myśli, że spotkał kobietę, która będzie tylko idealnie wyglądać w jego łóżku, bardzo się myli. 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 433

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Copyright ©

Patrycja Różańska

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Redakcja:

Patrycja Siedlecka

Korekta:

Kamila Recław

Katarzyna Olchowy

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-419-1

Rozdział 1

Emily

Czterdzieści siedem, czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt…

– Młoda, wystarczy! – słyszę z oddali marudzenie trenera.

 – Jeszcze jedna seria. – Czuję, jak pot spływa mi po plecach.

Wdech... Wydech... Wdech... Wydech...

– Powiedziałem, że wystarczy! – Jejku, znowu to samo! Padam wykończona na matę.

– Jesteś moim trenerem, nie powinieneś czasem zachęcać mnie do ćwiczeń? – pytam z przekąsem, jednak lekko się uśmiecham.

– Tak, jasne! Powinienem, ale nie w przypadku, kiedy doprowadzasz swój organizm do wycieńczenia. Która to seria brzuszków, piąta? I to po tak intensywnym treningu?!

– Okej, okej! Rozumiem, szefie. – Uśmiecham się do Matta. Jest fajnym gościem, ale czasami mam go dość, tak jak teraz. Lubię aktywność fizyczną, uwielbiam ten wycisk, który sobie daję. Trwa to już od ponad roku, i tak zostanie. Przynajmniej taką mam nadzieję.

– Jutro jak zwykle?

– Nie rozumiem pytania.

– Okej, mała. Pytałem dla zasady – mówi, po czym wybucha śmiechem – To do jutra!

– Cześć, Matt! – wołam za nim, a następnie idę do szatni.

Zaprzyjaźniliśmy się już w pierwszej chwili. Dla ścisłości od momentu… Tego wielkiego momentu, kiedy postanowiłam wziąć się za siebie i moje ciało, które teraz jest już całkiem zgrabne i wyćwiczone. Trener ma rację, może za dużo ćwiczę, ale jest to do przeżycia. Ważne, że widać efekty.

Przebieram się szybko, a następnie bięgnę do domu wziąć prysznic, bo nie cierpię robić tego na siłowni. Do domu mam niecały kilometr, więc nie stwarza to problemu. Mieszkam w małej kamienicy w dość porządnej części miasta. Mamy wrzesień, ale wieczór jest wyjątkowo chłodny. Wpadam do domu i wskakuję pod strumień ciepłej wody. Jeszcze tylko lekka kolacja, łóżko, dobra książka i będę zadowolona.

Już prawie zasypiam, kiedy słyszę dźwięk wiadomości. Domyślam się, kto napisał. Alison, bo któż by inny.

Alison: Jutro impreza! Pamiętasz?

Jasne, jak mogłabym zapomnieć? Słucham o tym od miesiąca. Moja przyjaciółka jest zafascynowana jakąś nową, jeszcze mało znaną kapelą rockową. I może nie tyle zespołem, co wokalistą. Okazało się, że jutro mają grać w naszym ulubionym klubie. A co się z tym wiąże? Oczywiście ciągnie mnie tam ze sobą. Mimo wszystko nie narzekam, lubię spędzać z nią czas, nawet na imprezach, które niekoniecznie muszą mi się podobać. Zresztą lepsze to niż siedzenie samej w domu. Wystukuję odpowiedź:

Emily: Jak śmiałabym zapomnieć?

Alison: Taaa, bardzo śmieszne! :-) Będę po Ciebie o dwudziestej, okej?

To oznacza, że przyjedzie po mnie, ale taksówką. Alis na pewno nie chce być kierowcą, zresztą tak samo jak ja. Mimo że zdrowo się odżywiam, czasem pozwalam sobie na małe szaleństwo, takie jak na przykład alkohol.

Emily: Oki ! Jakie ciuchy założymy?

Alison: Jak zawsze, szaaaałowe! :-) Faceci padną na kolana z wrażenia!

Emily: Pff! Jasne.

No i znowu ten sam problem. Przez jakiś czas po wypadku miałam nadwagę. Nie była to otyłość, ale i tak zżerały mnie przez nią kompleksy. To jeden z powodów, przez który brak mi pewności siebie, mimo że moje ciało nabrało już ładnych kształtów. Tragedia, którą przeżyłam, doprowadziła mnie niemal do depresji. Już nawet nie chodzi o wygląd, a stan psychiczny. Na szczęście mam Alison i jej rodziców, którzy pomogli mi stanąć na nogi.

Alison: Znowu zaczynasz! Jesteś fajną i ładną dziewczyną.

Może teraz już tak, ale to, co się ze mną działo po tym wypadku, miało swoje skutki. Zpuściłam się do granic możliwości. Najgorsze są blizny, które ciągną się od lewej piersi aż do uda. Wiem, że powinnam się cieszyć, że przeżyłam, a one powinny być najmniejszym problemem, ale tak nie jest. Stały się moją tragedią. Przypominają mi o tym, co się wydarzyło. Nie potrafię spokojnie patrzeć na siebie w lustrze, bo wtedy myśli odpływają w niebezpieczne rejony. Szybko jednak się reflektuję i odpisuję przyjaciółce. Jest gotowa zadzwonić, ale nie chcę, aby wyczuła, że jestem smutna.

Emily: Dobra, mądralo, będę szałowa. Do jutra! xo xo

Wtulam się w swoją cieplutką pościel i zasypiam.

***

Wstaję jak zawsze o ósmej, żeby zdążyć na dziewiątą do pracy. Pracuję w jednej z mniejszych bibliotek w Londynie. To zajęcie nie do końca mnie satysfakcjonuje, jednak sam fakt, że mogę pracować przy książkach, sprawia mi radość. Uwielbiam czytać, jednocześnie zatopić się w świat bohaterów i dzięki temu oderwać od reczywistości. I właśnie dlatego nie spotkałam jeszcze mężczyzny, z którym chciałabym być? Żyję w świecie idealnych postaci i w realnym życiu nie mogę odnaleźć tego, czego naprawdę potrzebuję. Gdzieś tam jednak w głębi duszy wiem, w czym tkwi problem. Po tragedii, która mnie spotkała, nie potrafię się odnaleźć. Do tego fakt, że jestem oszpecona, zrobił swoje.

Dość tych rozmyślań!, karcę samą siebie. Idę do swojej małej łazienki szykować się. Biorę szybki prysznic, rozczesuję czarne długie włosy, robię szybki makijaż i pospiesznie udaję się do pracy. Docieram na miejsce po jakichś piętnastu minutach. Do dziś nie mogę się nadziwić, jakie mam szczęście, że mieszkam tak blisko. Jest piątek, więc nie liczę na małą ilość pracy.

Kiedy wchodzę do środka, kierowniczka Ellen wita mnie skinieniem głowy. Jest starszą kobietą, która pracuje tu już piętnaście lat. Wręcza mi kopertę nadaną na moje nazwisko. Kto, do licha, przysłał do mnie list na adres biblioteki? Hmmm… Odbieram go i gdy tylko znajduję się przy swoim stanowisku, czytam. Nie dowierzam własnym oczom! Co, do cholery?! Jakie stanowisko? Jakie przyjęli? Przecież nie szukałam nowej pracy, dobrze mi tu, gdzie jestem. W roztargnieniu nie zauważam, że stoi przy mnie pani Ellen.

– I co? – pyta.

– Co… Co? O co tu chodzi, pani coś wie?

Oczywiście, że wie, widzę to po jej przebiegłym uśmieszku.

– Oczywiście, że wiem. Razem z Alison…

To nie wróży nic dobrego, jeżeli wymyśliła to właśnie ona!

– Słucham?!

– Oj, nie denerwuj się, dziecinko. Wysłałyśmy twoje zgłoszenie na staż do tego wielkiego wydawnictwa ALY. Szukali osoby, która będzie wyszukiwała im dobrze zapowiadających się pisarzy po tych wszystkich blogach, czy jak to się zwie. A wiesz, że ty się do tego najlepiej nadajesz. U nas ciągle organizujesz jakieś spotkania młodych pisarzy, kółka poetyckie i tak dalej.

Nie, no chyba zwariuję! Co one kombinują? Faktycznie, organizowałam, ale robić to dla małej grupki osób, które dzielą się uwagami, omawiają swoje małe sukcesy, to co innego, niż zajmować się tym zawodowo. Co one sobie wyobrażają?

– Ale ja tego nie chcę, dobrze mi tu!

– Jesteś ambitną, inteligentną osobą. Wiesz dobrze, że się u nas marnujesz ze swoim wykształceniem.

– Jeeejku! Kawy, muszę napić się kawy!

– Ty nie pijesz kawy!

– Już piję. Nie mogę wypić o dziewiątej rano drinka, więc chcę kawę, muszę ochłonąć.

Gnam do kuchenki zrobić sobie ciepły napój i piszę do tej małej, przebiegłej…

Emily: Coś Ty sobie myślała?!

Alison: Też Cię kocham! Jaka była odpowiedź?

Emily: Pozytywna. Zabiję Cię! Ja wcale tego nie chcę!

Alison: Chcesz! 

Taaa! Od kiedy ona wie lepiej, czego ja chcę? Nienawidzę zmian. Po co mi to, tak jest dobrze? Pensja jest skromna, ale wystarcza na życie.

Po chwili dostaję kolejną wiadomość.

Alison: Pogadamy wieczorem. Głowa do góry! To Twoja szansa, na wszystko!

Jak to na wszystko? O co jej znowu chodzi? Nie pozostało mi nic innego, jak zabrać się do pracy. Mojej ulubionej pracy, dopóki jeszcze ją mam.

Rozdział 2

Emily

Dzień w miarę szybko zleciał. Po dotarciu do domu zabieram się za gotowanie kurczaka i warzyw – mojego ulubionego dietetycznego dania. Potem trochę sprzątam i idę przygotować się na imprezę. Kwadrans przed dwudziestą odczytuję SMS-a:

Alison: Złaź!

Tak! Lecę, pędzę, biegnę! Jeszcze makijaż, przecież miałam wyglądać „szałowo”.

Emily: Makijaż!

Zawsze potrafiłyśmy dogadać się, używając pojedynczych słów.

Szybko mi odpisuje:

Alison: Spóźnimy się! Przystojniak mi zwieje!

Jasne, akurat mu pozwolisz. Zaśmiałam się sama do siebie. Schodzę na dół ubrana w ciemne rurki i skórzany top, który delikatnie odsłania mój brzuch. Na stopach mam ulubione szpilki. Nie do końca wiem, czy wyglądam w tym wystarczająco dobrze, ale szczególnie się tym nie przejmuję, raz się żyje.

Wsiadam do taksówki. Gdy docieramy na miejsce, Alison obrzuca mnie krytycznym spojrzeniem.

– Wyglądasz super, ale już nie zakrywaj tak tego dekoltu. Masz czym oddychać, a faceci to lubią.

– Odwal się – warczę w odpowiedzi i ruszam do baru po jakiś alkohol. Według mnie ta bluzka jest naprawdę odważna i faktycznie ma głęboki dekolt.

Do występu zespołu zostało jeszcze trochę czasu, więc po raz kolejny zamawiamy drinki. No, może o kilka za dużo, bo zaczyna nam lekko szumieć w głowach. Alison zaciąga mnie pod samą scenę w oczekiwaniu na zespół. Taaa, raczej na wokalistę. Gdzieś około dwudziestej trzeciej zaczynają grać. Naprawdę robią to dobrze. Wykonują klasyczny, dobry rock. Wokalista, Brayan, ma niesamowity, pociągający głos. Aż ciarki przechodzą po plecach. Nic dziwnego, że kobiety na niego lecą. Jest przystojnym facetem z zadziornym uśmiechem. Z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, jak na nie działa. Sama nie wiem jak, ale po koncercie obie lądujemy w loży VIP-owskiej. Chłopaki z zespołu okazują się zabawnymi kompanami do picia. Czuję, że trochę przesadzam z alkoholem, ale kto by się tym przejmował, kiedy tak dobrze się bawimy.

W pewnym momencie dołącza do nas nieznajomy mężczyzna. Jak się okazuje, przyjaciel Brayana. Na jego twarzy dostrzegam sporą bliznę.

– Hej, Alex! Siadaj! – woła Adam, gitarzysta zespołu. – Co do picia?

– Nic, dzięki – odpowiada ponuro.

Aha, przyjemniaczek z niego, myślę i wpatruję się w jego przystojną, a zarazem groźną twarz. Chyba robię to zbyt długo, bo omiata mnie groźnym, przeciągłym spojrzeniem. O cholera! Pewnie pomyślał, że przyglądam się jego bliźnie. Jak zwykle strzeliłam gafę. Zresztą co tu się dziwić, nie mam żadnego doświadczenia w obcowaniu z nowo poznanymi facetami.

– Alex, to jest Alison i jej przyjaciółka Emily. Przyłączyły się do nas po koncercie – mówi Brayan i według mnie zbyt poufale obejmuje Alis. Jejku, szybko im to idzie.

– Cześć – odpowiadamy zgodnie.

– Siema – rzuca przyjemniaczek, po czym dosiada się do nas. – Sorry, chłopaki, że nie dotarłem na koncert.

– Spoko, stary. Wiemy, jak jest. W pracy wszystko w porządku ? – pyta jeden z nich.

– Tak, jak najbardziej. Dużo roboty, jak zawsze.

– Żadna nowość – mówi z uśmiechem Scott, który jest perkusistą – Dobra, dzieciaki, nie wiem, jak wy, ale ja bym potańczył. Muzyka, którą grają, nie jest tak dobra jak nasza, ale lepsze to niż nic! Co nie?

Wstaje, ciągnąc mnie za sobą. Już mam zamiar się wyrwać i zostać przy stoliku, ale w tym momencie napotykam groźny wzrok pana z blizną. I… O nie, nie chcę z nim siedzieć. Brayan i Alison idą razem z nami. Trochę kręci mi się w głowie, więc muszę wytańczyć wszystkie wypite drinki. Bawimy się przy muzyce klubowej. Moje klimaty, myślę z uśmiechem i zaczynam tańczyć. Nie trwa to jednak długo, bo czuję, że robi mi się niedobrze. No nie! Tylko nie to! Muszę wyjść na zewnątrz, i to szybko. Krzyczę do Alis i gnam przed klub.

Siadam na murku w rogu budynku i wdycham świeże powietrze. Na szczęście na dworze nie ma zbyt wielu ludzi. Zapewne wszyscy w tym czasie szaleją na parkiecie. Czuję się coraz gorzej. Schylam głowę między kolana, przeklinając własną głupotę. Matko! Po co tyle piłam?! Nie mogłam skończyć na dwóch drinkach?!

Słyszę czyjeś kroki i podrywam się na równe nogi, co nie jest dobrym posunięciem. Silne ręce łapią mnie w ostatniej chwili, inaczej bym upadła. Momentalnie wtulam się w obce ciało. Robię to w pijackim odruchu, ale, mój Boże, jak ten ktoś pachnie! Nawet nie umiem tego opisać. To wyjątkowo świeży zapach, który pobudza zmysły. Szybko odskakuję. O matko, co ja wyprawiam? To alkohol, tak, to zdecydowanie przez alkohol. Przecież to nie ten facet tak na mnie działa, prawda?

– Za dużo się wypiło, co? – pyta kpiąco Alex.

– Wszystko jest okej – odpowiadam trochę niewyraźnie.

– Właśnie widzę. Zbieraj się, odwiozę cię do domu.

– Nigdzie nie idę. Wrócę z Alison, zresztą nie wsiądę do samochodu z facetem, którego nie znam.

Wpatruję się we mnie intensywnie, aż czuję się nieswojo.

– Jakoś w klubie nie miałaś oporu pić z facetami, których nie znasz.

– Słucham?! – Spoglądam na niego groźnie, a przynajmniej próbuję, on jednak wygrywa w tej konkurencji.

– Może nie mam racji?

– Nie będę tego słuchać. – Odwracam się gwałtownie, chcąc jak najszybciej wrócić do klubu.

I to jest kolejny błąd. Czuję nową falę mdłości. Wiem, że jestem bliska tego, żeby zwymiotować. Opieram się o drzewo i unoszę głowę, intensywnie wdychając powietrze.

– Jeżeli nie zarzygasz mi tapicerki, to nadal mogę odwieźć cię do domu – mówi i uśmiecha się z wyższością.

Co za dupek. Mam ochotę walnąć go w tę jego pewną siebie buźkę, jednak tak źle się czuję, że nie mam siły się sprzeczać. Chcąc nie chcąc, muszę wrócić do domu. Inaczej skończy się to niezbyt przyjemnie.

– Okej, jeśli możesz…

Patrzy na mnie z lekkim zaskoczeniem, jakby się dziwił, że godzę się na jego propozycję.

– Zaprowadzę cię do auta, a potem powiem… Hmmm, Alison? Powiem jej, że jedziesz do domu.

– Dzięki – mruczę po nosem. – Jeśli możesz, to zgarnij moją torebkę ze stolika.

Kiwa tylko głową. Chwyta mnie za łokieć i powoli prowadzi do auta. Przed moimi oczami ukazuje się mercedes. Ale jaki! To musi być model CLA z 2019 roku. Cholera, co za maszyna! Znam się trochę na samochodach. Uwielbiam je oglądać, chodzić na różne wystawy i tym podobne. Co tu dużo mówić – motoryzacja to takie moje małe hobby. Marzy mi się mustang GT, ale kurczę, ten mercedes jest po prostu piękny. Czarny z ciemnymi szybami, robi nieziemskie wrażenie. Alex musi spać na kasie. Nie dziwię się, że jest takim pewnym siebie dupkiem. Chyba zauważa moje podekscytowanie, bo lekko się uśmiecha. Otwiera mi drzwi i sadza stanowczo, lecz delikatnie na siedzeniu pasażera.

– Zaraz wracam. – I już go nie ma.

Opieram głowę o siedzenie i modlę się, żeby dotrwać do domu oraz by mój szofer nie okazał się seryjnym mordercą. O rany! Z jego przeszywającym, groźnym spojrzeniem byłoby to bardzo możliwe. Mimo męczących myśli przegrywam z przemożną potrzebą snu i nawet nie wiem, kiedy zasypiam. Budzi mnie jakieś szturchnięcie w ramię.

– Hej, obudź się, jesteśmy na miejscu – szepcze męski głos.

– Mhm… – Tylko tyle jestem w stanie odpowiedzieć.

– Cholera – słyszę. Po chwili znajome już, męskie ręce unoszą moje ciało, co działa na mnie jak wiadro zimnej wody. O Boże! Nie, nie, nie! Tylko nie to, on nie da rady, jestem za ciężka!

Mówię to chyba na głos, bo mój wybawca śmieje się w najlepsze.

– Chyba nie myślisz, że jestem słabym facetem?

– Nie… Tylko proszę, postaw mnie. Dam radę, dojdę sama, miałeś mnie tylko podwieźć.

– To prawda, dlatego korzystaj, póki możesz. Baaardzo rzadko jestem taki miły i wcale nie jesteś tak ciężka, jak sobie wmawiasz.

Gdy docieramy pod drzwi, podaje mi torebkę, którą trzyma w prawej ręce, i mruczy coś o kluczu. Wyciągam go, a Alex przysuwa mnie do drzwi.

– Otwieraj.

− Okej. Słuchaj… Dzięki, ale wejdę sama. Naprawdę chciałabym, żebyś mnie już postawił. – Chyba zaraz spalę się ze wstydu. Nie dość, że się upiłam, prawie wymiotowałam, odleciałam w samochodzie, to jeszcze on niósł moje ciężkie dupsko. Świetnie, Emily. Serio. Brawo!

– Otwieraj, bo cierpliwość mi się kończy i jeszcze na serio cię upuszczę, a tego byś nie chciała.

Jeszcze bardziej przysuwa mnie pod drzwi, a ja je otwieram. Znowu czuję mdłości, przez co odruchowo wtulam się w szyję Alexa. Och, znów ten jego zapach. Wyzwala we mnie wszystkie niesamowite emocje. Czuję dreszcze, ale mam nadzieję, że on tego nie zauważył.

– Numer cztery – szepczę, a on już po chwili stawia mnie ostrożnie przed drzwiami mieszkania.

– Poradzisz sobie?

– Tak. Dziękuję. Mam nadzieję, że nic sobie nie uszkodziłeś – Cholera! Po co ja to powiedziałam? Zabrzmiało tak głupio.

– Raczej nie. Liczę, że wyciągniesz wnioski z dzisiejszego pijackiego wybryku. Mogłaś trafić na kogoś gorszego niż ja.

Znowu zaczynam się wkurzać.

– Słuchaj…

– Dobranoc. – I już go nie ma.

– Dupek!

Jak miał czelność tak po prostu zniknąć?! Jeszcze nie skończyłam rozmowy! Wkurzona wpadam do mieszkania, biegnę prosto do łazienki, po czym zwracam wszystko, co wypiłam dzisiejszego wieczoru. Ledwo wlokę się do sypialni, padam na łóżko i zasypiam.

Rozdział 3

Emily

Budzę się w południe z ogromnym kacem. Po tym, ile wypiłam, nie ma się co dziwić. Łapię za butelkę wody, którą zawsze mam przy łóżku. Powoli zaczynam sobie wszystko przypominać. Impreza, zespół, facet z blizną… O cholera! To on mnie odwiózł do domu, jaki wstyd! A co z Alison? Boże, co z Alison?! Ruszam gwałtownie w poszukiwaniu telefonu. O szlag, moja głowa! Udaje mi się odnaleźć komórkę. Nie ma na niej żadnych wiadomości od przyjaciółki, więc piszę SMS-a:

Emily: Proszę napisz, że żyjesz!

Alison: Ledwo, ale żyję, a Ty jak się czujesz?

Emily: Wariatka! Przepraszam, że Cię zostawiłam, ale odleciałam. Śmiem twierdzić, że bawiłaś się wyśmienicie z… Jak mu tam? Brayanem?

Alison: Och… No raczej! Odwiózł mnie bezpiecznie do domu, a na koniec dał zbyt krótkiego buziaka.

Emily: O, porządny facet. Wspaniale. ;-)

Alison: A jak pan groźny Alex?

Emily: Też to zauważyłaś? Nawet nie pytaj… Odjechałam, a on wniósł mnie do domu.

Alison: O kurde! Odważny jest. :-) Nie myślałam, że będzie tak miły. Brayan mówił, że nie należy do przyjemnych.

Emily: Nie wiem, zresztą mniejsza o to, i tak go więcej nie zobaczę, na szczęście, bo chyba spaliłabym się ze wstydu. Idę spać dalej. Xo xo

***

Praktycznie przesypiam całą sobotę. Pod wieczór zmuszam się, aby w końcu coś zjeść. Nawet mi się to udaje; jem owocową sałatkę, dzieki której nabieram trochę energii. Potem układam się na kanapie i oglądam jakąś komedię romantyczną, jednak ktoś zaprząta moje myśli, co wcale mi się nie podoba. To oczywiście pan z blizną.

Jest naprawdę przystojnym mężczyzną, choć blizna ciągnie mu się od prawego oka aż po policzek. Powoduje to, że jego twarz wydaje się groźna, a zarazem hmm… piękna? Tak, piękna. Odtwarzając w pamięci postać Alexa, przypominam sobie, że jest dobrze zbudowany i wysoki. Uwielbiam wysokich meżczyzn. Sama mierzę zaledwie sto sześćdziesiąt pięć centymetrów. Och! Nie mogę tak o nim marzyć. Widziałam go zaledwie raz w życiu i już zaprząta mi głowę. Niedobrze! Poza tym prawdopodobnie już nigdy go nie zobaczę. Przez to, że moje ciało jest oszpecone, nie pozwoliłam sobie na żaden poważny krok z jakimkolwiek mężczyzną. Pamiętam kilka pocałunków z czasów szkolnych z moim ówczesnym chłopakiem, ale to tyle. Nie można tego porównać do intymnych relacji z prawdziwym facetem. Po wypadku już nie miałam do tego głowy, teraz za to wyglądam okropnie.

Uświadamiam sobie, że nawet nie zapytałam Alis o staż. Co ona sobie myślała, komplikując mi tak życie? Chwytam za telefon i wybieram jej numer. Odbiera dopiero po piątym sygnale, przez co zaczynam się irytować. Dokładając do tego jeszcze ten zwariowany pomysł z nową pracą, jestem już naprawdę zła.

– Halo? – odzywa się podniesionym tonem, co mnie trochę dziwi. Po chwili dobiega mnie odgłos dudniącej muzyki. Jest chyba w jakimś klubie, cała ona.

– Hmm, no halo! Co tak długo? Słuchaj, jeżeli chodzi o ten staż…

– Nie mogę teraz rozmawiać.

– Dlaczego?

– Jestem z Brayanem i resztą w klubie, zaraz będzie ich występ. – No fajnie. Jak czuła się niepewnie, ciągnęła mnie ze sobą. A teraz, kiedy obiekt jej westchnień wykazał inicjatywę, jestem zbędna. Nie żebym miała ochotę iść, ale mogła chociaż zapytać.

– Aha – mruczę tylko.

– No… Yyy… Przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale myślałam, że nie będziesz chciała wychodzić drugi dzień pod rząd, tym bardziej że Alex też się pojawił. I myślałam, że po wczorajszym będzie ci głupio się z nim spotkać.

− Mogłaś chociaż zapytać! Ale dzięki, baw się dobrze! I ten staż jest głupim pomysłem. Pa!

Wiem, że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, jednak trochę mnie to zabolało, no i ostatnio ciągle bywam poddenerwowana. Nie ułatwia mi to życia, nie powinnam też krzyczeć na przyjaciółkę. Nie zrobiła nic złego, ale sama myśl, że Alex też tam jest i nie mogę na niego popatrzeć, wkurza mnie.

Hej, Emily! Co się z tobą dzieje?! To tylko facet, na którym na pewno nie zrobiłaś żadnego wrażenia, a tym bardziej dobrego po tym, jak się upiłaś, a on wniósł twoje dupsko do mieszkania. Cholera, no!

Wstaję z kanapy, idę się wykąpać, po czym kładę do łóżka. Faktycznie, może ten staż to nie taki zły pomysł. Poznam różnych ludzi, nauczę się czegoś nowego, wyrwę się z mojego małego, zamkniętego świata. A kto wie, może się zakocham?

Przeraża mnie to, jak bardzo jestem spragniona miłości. Marzę o tym, żeby mieć kochającego męża, a potem gromadkę dzieci. Niby proste, zwyczajne plany na przyszłość, ale jakże dla mnie odległe. Nigdy nawet nie poznałam dotyku ani czułości, jakim kobieta może być obdarzona przez kochającego mężczyznę. Jest mi to tak bardzo obce, że aż nierealne.

Śmieję się żałośnie, a po policzku spływa mi łza. Tak, być kochaną to zapewne niebywałe uczucie. W tym momencie cholernie tęsknię za rodzicami. Za mamą, która była promykiem słońca w naszej rodzinie, zawsze uśmiechnięta, taka pełna życia. Tata był na co dzień poważnym człowiekiem, ale bardzo kochał mnie i mamę. Okazywał to na każdym kroku. No i mój mały braciszek…

Cóż, kiepsko ułożyło się to moje życie. Najpierw rodzice i brat, później kochana ciocia, która się mną opiekowała… Tak zostałam sama. Mimo wszystko nie mogę się użalać. Mam pracę, mieszkanie, prowadzę spokojne życie. Ciągle mi jednak czegoś brakuje. Wiem, czym jest miłość bliskiej osoby, i strasznie za nią tęsknię.

W końcu ocieram łzy i zasypiam.

W poniedziałek zaraz po pracy wpada do mnie Alison. Na początku udaję obrażoną. Wiadomo, że już nie jestem na nią zła, bo i o co? To jednak nie powstrzymuje mnie przed tym, żeby ją trochę pomęczyć. Przygotowuję coś na szybko do jedzenia i razem rozkładamy się wygodnie w moim małym salonie.

– To co, wybaczysz swojej niereformowanej, okrutnej przyjaciółce, że cię olała w sobotę?

– A w życiu − odpowiadam. Wydaje się wystraszona moją reakcją. Wcześniej nigdy się nie kłóciłyśmy. Pomijając jakieś drobne chwilowe sprzeczki, które nigdy nie wpływały negatywnie na naszą przyjaźń.

– Nie? Och…

– Oj, żartuję. Byłam trochę zła, ale przecież nie miałam o co. Myślałam o tym stażu i tak dalej, i to mnie tak podminowało. Bo mówiąc szczerze, nie podoba mi się to, nie lubię zmian i wolę moją obecną pracę. Coś ty sobie myślała, co? – Alison milczy przez chwilę.

– Po pierwsze, ta praca jest za mało ambitna jak na ciebie i twój poziom inteligencji. Po drugie, musisz zmienić otoczenie. Myślisz, że nie widzę, jak zamykasz się w swoim małym świecie, do którego tylko ja mam dostęp? A po trzecie, masz znaleźć sobie faceta, a w bibliotece nie ma na to szans – mówi z uśmiechem na ustach.

– Hmm. − Tylko na taką odpowiedz mnie stać. Jestem zaskoczona, nie myślałam o tym w ten sposób.

– To co, zaczynasz od przyszłego miesiąca?

– Że co? Już?! Mamy końcówkę września, czyli już za jakieś… pięć… pięć dni! O nie, ja się nie nadaję, za szybko!

– Emily Olsen! Zrobisz to, przyjmiesz tę posadę. Mało tego, powalisz ich tam wszystkich na kolana i wyrwiesz jakieś ciacho.

− Ta praca wywróci moje życie do góry nogami − stwierdzam z rozpaczą, choć już wiem, że jednak ją przyjmę. Muszę coś zmienić, ruszyć z miejsca. Może taki lekko wywrócony świat to nic złego?

Rozdział 4

Emily

Pięć kolejnych dni mija bardzo szybko. W międzyczasie idę na rozmowę w nowej firmie. Muszę potwierdzić, czy przyjmuję wygrany staż, i załatwić wszystkie formalności. Mam się stawić pierwszego października, we wtorek, na ósmą rano. Ostatniego dnia w mojej ukochanej pracy drogie koleżanki robią mi małe pożegnanie. Bardzo się wzruszam.

W ostatni weekend przed nową pracą Alison wyciąga mnie na kolejną imprezę. Kiedy pojawiamy się w klubie, ludzie z zespołu już siedzą przy stoliku. Mało tego, pan Alex również. Brayan wita się z moją towarzyszką, oczywiście według mnie zbyt ostentacyjnie. Na sam widok aż się wzdrygam, na co Alex reaguje parsknięciem. Cała się czerwienię i spoglądam na niego groźnie, lecz on wygląda na bardzo zadowolonego z siebie. No cóż, nie podejrzewałam go o tak dobry humor.

Przysiadamy się do ekipy i zaczyna się impreza. Tym razem decyduję się tylko na jedno piwo. Za to Pan Dobry Humor nie żałuje sobie i jest dziś naprawdę wyluzowany. Nie znałam go z tej strony. Wróć, ja go w ogóle nie znam, ale co tu ukrywać, mimo wszystko autentycznie mnie do niego ciągnie. Podoba mi się. Oczywiście nigdy nic z tym nie zrobię i poprzestanę na przyglądaniu się.

Wieczór mija przyjemnie, chłopaki zabawiają nas nietypowymi historiami. W pewnym momencie tak mnie rozśmieszają, że nie wytrzymuję i muszę udać się do toalety. Załatwiam swoje potrzeby, poprawiam makijaż i przyglądam się sobie w lustrze. Założyłam czarną koronkową sukienkę, do tego czarne płaskie botki i czerwone dodatki. Dziś mogę przyznać, że naprawdę się wystroiłam. Bardzo rzadko noszę sukienki. Nie wiem, dlaczego akurat dziś wybrałam taki strój, może po cichu liczyłam na obecność Alexa.

Gdy wychodzę z toalety, ktoś nagle chwyta mnie za łokieć i wciąga w małą wnękę tuż obok. Już chcę protestować, jednak gdy spoglądam z przerażeniem na twarz „porywacza”, widzę zabójczo przystojnego Alexa, który spogląda na mnie z góry i ma bardzo poważny wyraz twarzy.

– Och… – Nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Alex wwierca się we mnie swoim ciężkim wzrokiem i przyciska do ściany, przez co nawet gdybym chciała uciec, nie miałabym jak. Jego ręce znajdują się po obydwu stronach mojej głowy.

– Jesteś piękna – mówi, a ja jak głupia nastolatka wzdycham, zadowolona. Cholera, Emily! Ogarnij się!

– Ja…? – Taa, bardzo inteligentna odpowiedź, nie ma co.

– Tak. Gdybym tylko mógł, wziąłbym cię tu i teraz. Coś mi się jednak zdaje, że nie byłabyś z tego powodu zadowolona.

Zamieram. Udaje mi się, jak zwykle bardzo inteligentnie, odpowiedzieć:

– Ja…

Cmoka z dezaprobatą.

– Nie udawaj zaskoczonej. Myślisz, że nie zauważyłem, jak przez cały wieczór spoglądasz na mnie wygłodniałym wzrokiem?

– Ja?! – Ems, ogarnij się i skończ z tym żałosnym „ja”!

– Słuchaj, nie mam pojęcia, o co ci chodzi, i szczerze już nie chcę wiedzieć. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę do reszty… Och! – Alex przyciska mnie jeszcze bardziej do ściany, o ile jest to w ogóle możliwe. Czuję jego oddech na szyi, kiedy szepcze: – Jeszcze się spotkamy i nie będę już taki delikatny.

Z wrażenia miękną mi kolana. Gdyby nie wciśnięte we mnie ciało i ściana, nie ustałabym. Jego słowa zamiast mnie wkurzyć, tylko podniecają. O mój Boże! Odpycham go gwałtownie i czym prędzej udaję się do reszty znajomych.

– O, Emily! Gdzie ty byłaś? Właśnie wymyśliłam z chłopakami, że przenosimy się do innego klubu, z bardziej im przyjazną muzyką. – Alison uśmiecha się – Co ty na to?

– Hmm, nie… Wiesz, ja już będę uciekać, zaraz zamówię sobie taksówkę.

– Co? Ale dlaczego? Przecież tak dobrze się bawimy.

– Wiem, ale coś głowa mnie rozbolała, nie będę się męczyć.

– Ojej, wszystko okej? Może pojadę z tobą?

– Nie… Nie, dam sobie radę.

– No dobrze, w takim razie już zamawiam ci taksówkę i cię do niej chociaż odprowadzę.

– Nie trzeba – wtrąca się mój prześladowca – Mój kierowca już po mnie jedzie, odwieziemy twoją przyjaciółkę po drodze.

– Och, to wspaniale! Nie będę się o nią tak martwiła – stwierdza Alison.

Nie. Nie. Nie. Nie mogę z nim jechać. On na mnie tak mocno działa, a zarazem tak wkurza, że nie wróży to nic dobrego.

– To nie jest konieczne, z pewnością ci nie po drodze. Nie będę robić problemu, ale dzięki za propozycję.

– Żaden problem, idziemy. – Chwyta mnie za łokieć i delikatnie, lecz stanowczo prowadzi do wyjścia i ku mojemu zaskoczeniu nikt nie reaguje, nawet Alison! Tylko odprowadzają nas wzrokiem, z głupimi uśmiechami na twarzy. Próbuję wyrwać się Alexowi, ale jego stalowy uścisk mi nie pozwala. Matko, jestem wściekła!

– Puść mnie, natychmiast!

– Na twoim miejscu nie wyrywałbym się tak.

– Bo co?

– Skarbie, uwierz mi, że nie chcesz wiedzieć. – Znajdujemy się już przed klubem, gdzie mało nie wybucham ze złości. Z reguły jestem opanowaną osobą, ale dzisiaj po prostu nie wytrzymuję.

– Po pierwsze, nie jestem twoim skarbem. Po dru…

– Radziłbym ci przyzwyczaić się do tego – odpowiada spokojnie, jednocześnie wystukując coś na telefonie.

– Że co?! Co ty sobie wyobrażasz?! Najpierw obmacujesz mnie w klubie, a potem siłą z niego wyciągasz. Nie jestem twoją własnością. Ledwo znasz moje imię!

– Już ci powiedziałem, że powinnaś się przyzwyczaić. A co do własności, to kłóciłbym się z tym stwierdzeniem.

– Nie, no nie wierzę! Zmywam się do domu! Żegnam!

Cudem wyrywam się z jego uścisku i kieruję w stronę taksówek, ale w tym momencie podjeżdża samochód i nawet nie wiem kiedy, Alex wsadza mnie na tylne siedzenie i sam siada obok. Nie wierzę! Co ten człowiek wyprawia?

Rozdział 5

Emily

Już chcę znowu na niego nakrzyczeć, ale odzywa się kierowca:

– Dokąd, panie Maxwell?

– Standlander czternaście – odpowiadam szybko. Szofer patrzy na mnie zaskoczony. Alex wydaje się rozbawiony, ale potwierdza moją decyzję skinieniem głowy.

– Skąd wiedziałeś ostatnio, gdzie mnie zawieźć? – Nagle mi się przypomina.

– Zadzwoniłem do Brayana, a on był z tą twoją koleżanką.

– Z Alison! Ona ma imię! Słuchaj, to wszystko było serio dziwne. Na co dzień nie zdarzają mi się takie przygody, więc będę wdzięczna, jak odwieziesz mnie do domu i… – Alex w ogóle się mną nie przejmuje. Wciska jakiś guzik, a między nami i kierowcą wysuwa się czarna szyba. Odwraca się w moją stronę i przeszywa swoimi pięknymi oczami.  Tak… Są piękne. Tak intensywne, że widzę je nawet w niezbyt jasnym wnętrzu auta. Nie wiem, co ze sobą zrobić, krępuje mnie to.

– Proszę, nie przyglądaj mi się tak. Nie czuję się z tym dobrze – mówię już spokojnie, bo może tym tonem coś wskóram. On milczy. Chwyta mnie za rękę i przyciąga do siebie. Nasze twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Zaczynam szybciej oddychać i nie podoba mi się moja reakcja na tego człowieka. Czuję go całą sobą. Przechodzą mnie dreszcze. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie mam pojęcia, jak się zachować. Nie wiem, co robić, moje oczy obserwują jego usta.

– Kusisz – szepcze i całuje mnie tak gwałtownie, że na moment zamieram, ale już po chwili jestem obezwładniona smakiem jego ust. Alex zwalnia pocałunek, który staje się teraz cudownie delikatny. Muska językiem moją dolną wargę, a ja po prostu rozchylam usta i poddaję się bez reszty. Jest to mój pierwszy pocałunek, od czasu kiedy byłam nastolatką, i wiem, że na pewno nigdy go nie zapomnę. Nawet nie wiem, dlaczego z taką łatwością mu go oddaję. Nigdy wcześniej nie robiłam tego tak bardzo intensywnie, a z nim przychodzi mi to naturalnie. Co prawda zdaję sobie sprawę, że robię to dość niezdarnie, ale… O mój Boże! On całuje doskonale!

Błądzi rękoma po moim ciele, a ja jak głupia i naiwna poddaję się temu. Jestem podniecona. Właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, że nie mogę tak się zachowywać. Nie ja. Osoba, która oczekuje od mężczyzny czegoś więcej niż jednej nocy w łóżku. Bo póki co, do tego to wszystko zmierza.

Odsuwam się gwałtownie, łapczywie łapię powietrze i patrzę na niego, wystraszona swoim zachowaniem. Alex ma bardzo rozbawioną minę.

– Nieładnie tak przerywać w trakcie. – Już chcę coś odpowiedzieć, kiedy przerywa mi kierowca, delikatnie stukając w szybę, która nas dzieli.

– Wygląda na to, że już dotarliśmy. – Delikatnie głaszcze moją rękę. – Ale uprzedzam, że jeszcze się spotkamy, a wtedy na pewno…

– A kto powiedział, że ja tego chcę, co?! – Oszaleję przez tego faceta! Z jednej strony rozbudza we mnie wszystkie te uczucia, jak pożądanie i tak dalej. A  z drugiej najzwyczajniej w świecie działa mi na nerwy.

– Ja. I to wystarczy. A teraz dobranoc, panno Emily. – Drzwi otwiera kierowca, a ja, z otwartymi z wrażenia ustami, czym prędzej wychodzę. Gdy już mam mijać szofera, odwracam się jednak i mówię:

– Jesteś bardzo pewny siebie. A to cię kiedyś zgubi i wtedy nie licz na mnie, kolego.

W tym momencie spodziewałabym się wszystkiego, ale nie tego, że zobaczę jego uśmiech. Tak boski uśmiech w całej okazałości.

– Pyskata… Ale z tym też sobie poradzimy. Do zobaczenia, kochanie. – Uśmiecha się głupio, a szofer zamyka drzwi. Stoję jak kretynka i próbuję zrozumieć, co to wszystko, do cholery, ma znaczyć.

Z wrażenia nie mogę zasnąć. Myślę o tym, co się stało, i uświadamiam sobie, że właśnie przeżyłam pierwszy prawdziwy pocałunek, i to jaki! Oczywiście jako nastolatce zdarzyło mi się obściskiwać z jakimś młodzieńcem, jednak te gówniarskie buziaki nie mają porównania z tym, który wydarzył się dzisiaj.

Cały czas czuję smak Alexa. Niby nic wielkiego, ale dla mnie to ogromnie ważna sprawa. Już zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że u mnie w tych sprawach nic się nie dzieje, i w sumie nie było mi z tym źle. Ale teraz, po tym wszystkim, wiem, że chcę więcej, i to jest dość problematyczne.

Pragnę tego mężczyzny. Zdążyłam to zrozumieć, ale nie poddam się temu. Nie mogę! To wbrew moim zasadom. Nie że jakoś chcę czekać z tym do ślubu czy coś, ale, kurczę, ja potrzebuję miłości, stabilności, a nie faceta, który wpadnie, namiesza i zniknie. Tak! Muszę się trzymać tego postanowienia. Po prostu nie będę już chodziła na spotkania z nim i z zespołem, żeby mnie nie kusiło, a on przecież nie będzie mnie szukał. To znaczy wie, gdzie mieszkam i w ogóle, ale przecież nie będzie się fatygował i szukał ze mną kontaktu.

W poniedziałek rano wstaję dość wcześnie, bo planuję dłuższą wyprawę moim motocyklem. Mówiąc krótko, kocham go i nie potrafię bez niego żyć. A skąd mi się to wzięło? Mój kochany tatuś wpoił to we mnie. Odkąd tylko pamiętam, ciągle coś majstrował przy swoim modelu, a ja z chęcią mu asystowałam. Uwielbiałam to i zawsze mu powtarzałam, że jak dorosnę, będę miała taki sam. Po jego śmierci ciotka sprzedała jego motor, a ja wówczas i tak nie miałam na to wpływu. Zresztą, wtedy było mi wszystko jedno. Do dziś mam pieniądze z tej transakcji.

Jestem już w trasie i czuję zadowolenie. Nie ma nic lepszego niż wolność, jaką odczuwam podczas jazdy. Zamykam się we własnym świecie. Często właśnie wtedy wracają wspomnienia z tego, co mi się przydarzyło. Nie chcę o tym pamiętać, ale tak się nie da.

Wspomnienia są okrutne do tego stopnia, że czuję ten sam piekący ból, gdy palił mnie ogień pożaru. Słyszę krzyki rodziców i cichutkie błaganie o pomoc mojego małego braciszka. A ja stoję sparaliżowana i nie mogę nic zrobić! Czuję, jak ogień mnie pali, ale nie robię nic. W momencie, kiedy odzyskuję siłę, żeby ruszyć i odszukać Maxa, spadają sufitowe belki. Przygniatają mnie i znowu nie mogę zrobić nic, a ogień pali moje ciało. Pali żywcem.

Dodaję gazu, jadę dwieście kilometrów na godzinę. Znowu to samo. Pozwoliłam wedrzeć się niechcianym wspomnieniom i pędzę przed siebie jak szalona. Minęło już tyle lat, a ja nie mogę się od tego uwolnić. To wszystko tkwi głęboko w moim środku.

Kończę swoją stałą trasę i wracam do mieszkania. Jutro ważny dzień, a przede mną jeszcze trening.

Na dziewiętnastą docieram na siłownię.

– Hej, Matt! – witam się z przyjacielem.

– No siema, mała! Jak leci?

– A nic nie mów, szaleństwo! Jutro zaczynam ten staż, o którym ci wspominałam, stresuję się.

– Nie martw się, dasz radę, wierzę w ciebie. Swoją drogą, ta twoja przyjaciółka nieźle ci namieszała w życiu – mówi z uśmiechem.

– Taaaa… Ale wiesz co? Myślę, że ostatecznie wyjdzie mi to na dobre. Bardzo lubię pracę w bibliotece, ale w głębi duszy chcę czegoś więcej. Chcę się rozwijać, ale jak wiadomo, zmiany są trudne i ciężko jest podjąć właściwe kroki. Dlatego Alison zrobiła to za mnie!

– Tak, ta szalona kobieta potrafi zmobilizować człowieka.

– Akurat! Stawia go przed faktem dokonanym! To jest jej mobilizacja!

Wybuchamy śmiechem. Uwielbiam te beztroskie chwile z moim trenerem. Przyjaźń z nim jest samą przyjemnością.

– To co, zaczynamy trening, mała?

– Zawsze, Matt!

– Okej, to jedziesz z rozgrzewką.

– Się robi, szefie!

Matt się uśmiecha i podchodzi do innych ćwiczących na siłowni, a ja po rozgrzewce zaczynam swój stały zestaw ćwiczeń. Po dwóch godzinach wracam do domu. Szybki prysznic i do łóżka.

Jutro czeka mnie ważny dzień, muszę być wypoczęta!

Rozdział 6

Emily

– Emily… Emily, pomóż mi!

– Gdzie jesteś, Paul? Paul!

Budzę się zlana potem i próbuję zaczerpnąć powietrza. Znowu miałam ten sam koszmar. Zawsze wraca, gdy się czymś denerwuję. Cholernie tego nienawidzę. Siedzę na łóżku, kołysząc się w przód i w tył, bo to mnie nieco uspokaja. Spoglądam na zegarek, dochodzi szósta. Czas wstawać. Biorę prysznic i próbuję wymyślić, co dziś założyć, ale kompletnie nie mam pomysłu.

Wiem, wiem, wczoraj powinnam sobie wszystko przygotować, ale byłam tak wykończona treningiem, że padłam na łóżko i już nie wstałam. Oczywiście Mattowi nie podoba się, że tyle ćwiczę, próbuje mnie pilnować. Twierdzi, że przemęczam swój organizm. Wcale tak nie uważam. Trenuję do upadłego, zdrowo się odżywiam i dzięki temu jestem z siebie zadowolona.

Ostatecznie decyduję się na czarne rurki, błękitną koszulę z dłuższym tyłem oraz botki na małym obcasie. Całości dopełni lekki makijaż. Włosy zostawiam rozpuszczone. Dobrze, że nowa praca zajmuje mi głowę, przez co tak intensywnie nie myślę o Aleksie i jego gorącym pocałunku.

Znów spoglądam na zegarek, już dziesięć po siódmej! Muszę się zbierać, jeżeli chcę zdążyć. Do centrum mam jakieś trzydzieści minut spacerkiem, a potem to już moment do wydawnictwa. Najchętniej pojechałabym moim ducati monsterem, ale do tego muszę założyć odpowiednie buty, które nijak mają się do mojego dzisiejszego stroju. Zresztą nie chcę zwracać na siebie zbytniej uwagi pierwszego dnia.

Na miejscu jestem dziesięć minut przed czasem. Siedziba wydawnictwa znajduje się na trzecim piętrze. Budynek robi niezłe wrażenie. W środku na pewno jest elegancko. O matko, co ja tutaj robię?! Stres zaraz zeżre mnie na śniadanie.

W recepcji siedzi blondynka w średnim wieku.

– Dzień dobry. Nazywam się Emily Olsen, od dziś zaczynam staż w wydawnictwie.

– Dzień dobry. Czekałam na panią. Proszę za mną, przejdziemy do pani przełożonej.

Idziemy przez hol w stronę długiego korytarza. Na ścianach znajdują się oprawione zdjęcia autorów książek. Jako mól książkowy rozpoznaję większość z nich i jestem z tego dumna. Niby nic wielkiego, ale dzięki temu czuję się pewniej.

Stajemy przy drzwiach jednego z pomieszczeń.

– To gabinet pani Julii Song. Od dziś to ona będzie pani przełożoną – stwierdza blondyna, po czym wchodzimy do środka.

– Pani Julio, to Emily Olsen, nasza nowa stażystka.

– Dzień dobry, Emily! Pozwól, że od razu będę się zwracać do ciebie po imieniu. Myślę, że tak będzie nam łatwiej. Ty też się tak do mnie zwracaj. Jestem Julia.

– Oczywiście, miło mi cię poznać – odpowiadam z uśmiechem.

Od razu czuję, że będzie nam się dobrze współpracować. Julia jest piękną kobietą, jakoś przed trzydziestką, i dobrze jej z oczu patrzy. Kiedy przyglądam się nowej przełożonej, recepcjonistka wychodzi.

– A więc, Emily, zaczniemy od zakresu twoich obowiązków. Pracujesz od ósmej do siedemnastej. Jednym z twoich zadań będzie redagowanie, poprawianie i wybieranie dobrych tekstów na książkę, co jest dość przyjemną pracą. O ile teksty są ciekawe. – Uśmiecha się.

– Tak, oczywiście, Julio.

– Praca czasami możne być lekko problematyczna. Gdy terminy wydania książki nas gonią, mamy prawdziwy kocioł, ale jest to warte naszego zaangażowania. Nic nie cieszy bardziej niż sukces wydania powieści. Dostaniesz swój gabinet naprzeciwko mojego.

Robię wielkie oczy.

– Swój gabinet? – pytam zaskoczona.

– Tak. Wygrałaś konkurs. Na twoje stanowisko jest masa chętnych osób. Jeżeli wybrałam ciebie, to znaczy, że musisz być dobra. Staż trwa sześć miesięcy. Jeśli się spiszesz, dostajesz umowę na stałe, z dwa razy większym wynagrodzeniem niż obecnie.

Tym razem udaje mi się ukryć zdziwienie. Za sam staż dostanę dwa razy tyle, co w poprzedniej pracy, i to już jest dla mnie sukcesem.

– Rozumiem – odpowiadam nieśmiało.

– Świetnie, cieszę się na naszą współpracę. Twoje osiągnięcia podczas studiów robią wrażenie. Nie zrozum mnie źle, ale dziwię się, że poprzestałaś na pracy w bibliotece. Nie żeby było to coś nieodpowiedniego, ale stać cię na więcej.

– Hm. No tak, nieraz ciężko podjąć odpowiednie kroki, ale na szczęście w końcu się zmobilizowałam i wylądowałam u was.

– I to mi się podoba, Emily! Chodź, oprowadzę cię po wydawnictwie, a potem pokażę gabinet.

Ruszamy na zwiedzanie firmy.

W wydawnictwie pracuje sporo osób. Nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich imion. Ludzie wydają się sympatyczni, lecz są tak zajęci pracą, że w sumie nie zwracają na mnie większej uwagi.

– A tu jest gabinet szefa.

No tak. Przecież musi być jakiś facet, który tym wszystkim zarządza.

– To Max Brown. W miarę sympatyczny gość – oznajmia Julia ze śmiechem i puka do drzwi.

– Wejść!

– Dzień dobry. Chciałam ci przedstawić naszą nową stażystkę, która wygrała konkurs. Poznaj Emily Olsen.

– Dzień dobry – mówię uprzejmie z lekkim skinieniem głowy.

– Miło mi, panno Olsen. Jestem Max Brown. – Podaje mi rękę. Jest wysokim i naprawdę przystojnym facetem, ale nie tak bardzo jak Alex. Przynajmniej w moim odczuciu. O matko! O czym ja myślę! Jaki Alex?! Szybko dochodzę do siebie po tak niechcianej refleksji i odpowiadam:

– Również mi miło. Cieszę się, że mogę tutaj pracować.

– To się jeszcze okaże. – Śmieje się Max. – Nie wie pani, co tu się może dziać. Mam nadzieję, że da pani sobie radę.

– Oczywiście, panie Brown.

– Max, nie strasz nam pracowników! – woła Julia ze śmiechem. – Dobrze, Emily, chodźmy do twojego gabinetu. Tam dokładnie powiem ci, co i jak.

Ruszamy do drzwi, które nagle otwierają się, a ja szeroko otwieram oczy.

Przede mną staje Alex. Ten Alex!

Rozdział 7

Emily

O Mój Boże! Co on tutaj robi?! Spoglądam na niego niepewnie. Dziś znowu jest tym poważnym Alexem. Usta ma zaciśnięte w wąską linię, a jego oczy świdrują moją twarz, przez co momentalnie oblewam się rumieńcem.

– Stary! Jesteśmy w mojej firmie, tutaj się puka! – mówi mój nowy szef i z krzywym uśmieszkiem kiwa głową. – No tak, ale czego się po tobie spodziewać.

– Cześć, Alex – wita się z nim przełożona.

– Julio – rzuca ze skinieniem głowy, po czym odwraca się w moją stronę.

– Ems… – Patrzy na mnie uważnie. – Co ty tutaj robisz?

Że niby co?! Od razu się wkurzam. Mówi to takim tonem, jakby się o coś złościł. Co jest nie tak z tym człowiekiem?

– To wy się znacie? – pyta niepewnie Max.

– Tak!

– Nie!

Odpowiadamy równocześnie. Nie trzeba zgadywać, która odpowiedź jest moja.

– No to tak czy nie?

– Tak, Max. Znamy się. Prawda, Emily? – mówi Alex, cedząc słowa.

– Tak, mieliśmy okazję się poznać. Julio, czy możesz pokazać mi moje miejsce pracy? – zwracam się do niej, po czym żegnam panów i wychodzę.

Odchodzę parę metrów i czekam na przełożoną. Słyszę, że jeszcze o czymś dyskutuje z Maxem. W sumie to nie wiem, dlaczego tak zareagowałam, ale sam widok Alexa mnie zdenerwował. Przy nim czuję się niepewnie, a na dodatek ten mężczyzna mi się podoba. Poza tym wiem, że nie jest dla mnie, i w tym tkwi problem.

– Emily? – Dzięki Julii wracam na ziemię. – Chodź, zaprowadzę cię do twojego gabinetu. Po drodze znajdziesz mały aneks kuchenny, gdzie można przygotować sobie kawę.

Moje biuro jest dość małe, ale ładnie urządzone. Biurko znajduje się przy oknie, skąd mam świetny widok. Są tu dwa regały z książkami, stolik i dwa fotele. Bardzo mi się podoba.

– Rozgość się. Moja asystentka przyniesie ci parę dokumentów do wypełnienia oraz wypociny naszego potencjalnego autora. Chcę, żebyś zrobiła notatki z ewentualnymi uwagami. Zresztą, myślę, że sama będziesz wiedziała, co z tym zrobić. A teraz zostawiam cię i życzę miłego pierwszego dnia pracy. – Uśmiecha się i wychodzi. Siadam przy biurku z głębokim westchnieniem. Boże, naprawdę to robię! Zmieniam swoje życie.

Po piętnastu minutach niska brunetka zostawia mi wszystko, co niezbędne, po czym biorę się do pracy. Głód kawy jednak robi swoje. W małej kuchni nie ma nikogo, więc robię sobie pyszne latte z ekspresu i wracam do siebie. Otwieram drzwi i aż się wzdrygam.

– Emily…

Siedzi jak król przy biurku i wygląda przy tym tak seksownie, że aż miękną mi nogi. Minę ma jak zwykle ponurą, przy czym jeszcze bardziej rzuca się w oczy jego blizna. Tak bardzo chciałabym zapytać, skąd ją ma, ale oczywiście się nie odważę. Czasami pyskuję, co jest bardziej mechanizmem obronnym, bo z reguły jestem nieśmiała, tym bardziej gdy chodzi o facetów. Ale co się dziwić? Mój wcześniejszy wygląd i to, co siedzi mi w głowie, robią swoje.

– Alex – odpowiadam, tym razem niepewnie.

– Gratuluję nowego miejsca pracy.

– Dziękuję.

Wpatruje się we mnie minutę, dwie, a może i więcej. Jestem jak zahipnotyzowana i dlatego wiem, że muszę z tym walczyć, bo mogę skończyć ze złamanym sercem.

– Wiesz… – szepcze, skradając się jak pantera. – Nie mogę przestać o tobie myśleć.

Czuję, że drżę. On tak pięknie pachnie, a ja z czystym sumieniem mogę przyznać, że jak będzie mnie tak czarować, to kiedyś się w nim zakocham.

– To dobrze czy źle? – pytam.

– Zależy…

– Od czego?

– Czy mnie chcesz, czy nie?

Nie wiem, co odpowiedzieć. Stoję przed nim ze spuszczoną głową. Żaden facet nigdy tak na mnie nie działał. Mało tego, praktycznie nigdy nie miałam takiego kontaktu z mężczyzną. Byłam tak zamknięta w sobie, że nie mogłam się przemóc. Wiadomo, kiedy wyglądałam źle i miałam depresję, nikt nie zwracał na mnie specjalnej uwagi. W końcu się zmobilizowałam, znalazłam w sobie ukrytego wojownika, który chciał coś zmienić. Ciężkie treningi i dieta zdziałały cuda, ale w głowie wszystko zostało. Tragiczna śmierć mojej rodziny to jedno. Ale oprócz tego kompleksy urosły na taką skalę, że nawet teraz, gdy moje ciało wygląda naprawdę dobrze, nie mogę przestawić się na inny tok myślenia.

– Zadałem ci pytanie, Emily. – Jego głos wyrywa mnie z moich myśli. Nadal nie wiem, co powiedzieć. Unoszę niepewnie głowę i spoglądam mu w oczy.

– Nie wiem, co ci odpowiedzieć.

– Prawdę, tylko prawdę, kotku.

– Też nie mogę przestać o tobie myśleć.

– I to mi wystarczy – mówi i natychmiast wpija mi się w usta. Dziś całuje dziko, jakby nie mógł się nasycić. Chwytam go szybko, bo boję się, że z wrażenia upadnę. Serce bije mi tak gwałtownie, że chyba mi wyskoczy z piersi. Nigdy jeszcze się tak nie czułam.

Nagle jakby porażony odrywa się od moich ust i wpatruje się, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Spojrzenie ma dzikie, wręcz przerażone.

– Alex?

Nie reaguje. Nie mam pojęcia, co się dzieje. Czy zrobiłam coś nie tak? Wiem, że nie mam praktycznie żadnego doświadczenia, no ale jednak to on tu przyszedł i zaczął mnie całować. Boże! On nie całował, on mnie pożerał i to pierwszego dnia w moim nowym miejscu pracy! A gdyby ktoś nas nakrył? Nagle wszystko sobie uświadamiam. Przy tym człowieku tracę kontrolę.

Alex stoi sztywno, jakby toczył wewnętrzną walkę.

– Wszystko w porządku? – pytam i zaczynam trochę panikować.

On nagle wyrywa się ze swojego transu i pospiesznie wychodzi.

Co to w ogóle było, do cholery?

Stoję oszołomiona i nie wiem, co mam o tym myśleć. Co jest nie tak z tym facetem? Najpierw mnie całuje, a potem ucieka, jakby się paliło. Jak to się stało, że w moim, jak dotąd nudnym życiu, nagle dzieje się tyle, że nie ogarniam? Takie zachowanie nie wróży nic dobrego. Czuję, że to się źle dla mnie skończy.

– Emily? Emily! Słyszysz mnie?

Podskakuję wyrwana z moich rozmyślań.

– Tak, tak. O co chodzi ? – To Julia.

– Chciałam ci tylko powiedzieć, że o czternastej mam zebranie z klientem i chciałabym, żebyś poszła tam ze mną, potem jesteśmy wolne.

– Tak, oczywiście. Czy muszę się jakoś przygotować?

– Niekoniecznie. Chcę, żebyś zobaczyła, jak prowadzę rozmowę z klientem, na co zwracać uwagę i tak dalej. W przyszłości sama będziesz miała takie spotkania.

– Dobrze, Julio, o której mam być gotowa?

– O trzynastej trzydzieści wychodzimy.

Przytakuję, po czym przełożona wychodzi. Siadam za biurkiem i próbuję jeszcze popracować, ale marnie mi to wychodzi. W głowie mam Alexa i to, co się wydarzyło.

Udaje mi się napisać parę uwag odnośnie do czytanego tekstu, a później jedziemy na spotkanie. Naszym klientem okazuje się kobieta w średnim wieku. Jej pierwsza książka zostanie wydana, dlatego omawiamy dużo szczegółów. Czas mija mi szybko. O szesnastej wracam do domu.

Dzisiaj wydarzyło się tyle, że jestem emocjonalnie wykończona. Mimo tylu różnych spraw związanych z pracą, ciągle wracam myślami do Alexa. Magluję  to na okrągło, licząc, że wymyślę jakieś wytłumaczenie na jego zachowanie, co oczywiście mi nie wychodzi.

Padam na kanapę. Nie mam ochoty na żaden posiłek, chociaż wiem, że muszę coś zjeść, żeby mieć siły na trening, którego na pewno nie przepuszczę. Idę na łatwiznę i zamawiam sałatkę grecką z pobliskiej restauracji. Jest pyszna, same warzywa z kawałkami grillowanego kurczaka. Kiedy zajadam, dzwoni Alison.

– Hej, Emily! Jak pierwszy dzień w pracy?

– Hm… W sumie dobrze.

– W sumie?

– No, tak… Nie licząc jednego incydentu.

Przyjaciółka jest na bieżąco, jeżeli chodzi o Alexa. Nic się przed nią nie ukryje, dlatego nie ma mowy, żebym nie opowiedziała jej o dzisiejszym wydarzeniu. Zresztą muszę się komuś wygadać.

– Moja przełożona przedstawiła mi naszego szefa, no wiesz, właściciela ALY.

– To chyba normalne, nie?

– No tak… Tyle że w trakcie rozmowy pojawił się Alex.

– Alex? Ten Alex?! A co on tam robił?

– Wychodzi na to, że kumpluje się z moim szefem.

– No i?

– No i czekał na mnie w moim gabinecie, dziko całował, a potem uciekł, jakby się paliło – mówię na jednym wydechu.

– O, kurde! Że co? Właśnie mi oświadczasz, że ty, moja najlepsza przyjaciółka, która prowadzi tak poukładane życie, że już bardziej się nie da, już pierwszego dnia w nowej pracy całowała się z Panem Tak Bardzo Mroczno-Przystojnym? Kim ty jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą?

– Sama nie wiem, co z tym począć.

– Żartujesz? Boże, kobieto! W końcu coś się u ciebie dzieje! Ale jazda.

– Matko! Alison, masz mnie wspierać i przemówić do rozumu.

– W żadnym wypadku! Piona, Alex, bierz ją w obroty.

Chichoczę do telefonu. Alison to straszna wariatka.

– No tak, ale nie wiem, czy do końca dotarło do ciebie to, co mówiłam? Czy tylko skupiłaś się na tym, że mnie pocałował?

– Racja! Dlaczego twierdzisz, że uciekł, jakby się paliło?

Opowiadam jej wszystko z detalami.

– Cholera… Sama nie wiem. Ogólnie Brayan wspominał, że twój adorator do najprzyjemniejszych nie należy, ale stwierdził, że ty jesteś dla niego czymś dobrym i życzy wam jak najlepiej.

– Tu nie ma nic do życzenia. Widziałam go parę razy w życiu i z jednej strony już mam go dosyć, ale z drugiej kiedy go widzę, miękną mi kolana.

– Fiu, fiu… Emily, chyba się zabujałaś. Ale czad, kobieto!

Ta moja przyjaciółka jest nieznośna, ale i tak ją kocham.

– Dobra, dobra! Nie przesadzaj! Nie rozmawiajmy już o tym. A swoją drogą, jak z Brayanem? – Szybko zmieniam temat, bo robi się niebezpiecznie.

– Och, dziewczyno! Cudownie!

– Cieszę się, tylko… Alison? Nie pakuj się w coś, czego nie jesteś pewna.

Dziewczyna ma skłonności do maksymalnego angażowania się w związki, co zwykle druga strona potrafi wykorzystać.

– Tak, Emily, wiem – mówi już bez entuzjazmu. Podejrzewam, że naprawdę jej zależy i boi się, czy znowu nie okaże się to błędem.

– Dobrze, a tymczasem muszę lecieć na trening, bo Matt z pewnością na mnie czeka.

– Ty i ta twoja siłownia! Jak raz sobie odpuścisz, to świat się nie zawali! Martwię się o ciebie.

Znowu to samo. Dlaczego inni nie potrafią zrozumieć tego, że to jest mi potrzebne? Bez tego już nie potrafię funkcjonować. Mój umysł zakodował sobie, że nigdy nie mogę dopuścić, żeby być gruba! Nie i koniec! Zresztą w tym przypadku nie liczę się z tym, co myślą inni, ja swoje wiem.

– Spokojnie, jest dobrze. Panuję nad sytuacją.

– Skoro tak mówisz. Ale nie myśl, że ten temat jest zamknięty.

– Okej, okej, ale już naprawdę muszę kończyć.

– Dobrze, jutro wpadnę na kolację!

– Czekam! Pa.

Przebieram się i biegnę na siłownię.