Take. Pokusa. Tom 2 - Ella Frank - ebook

Take. Pokusa. Tom 2 ebook

Frank Ella

4,4

21 osób interesuje się tą książką

Opis

Logan i Tate są w związku, jednak wolą unikać tego określenia.

Życie w lekkim niedopowiedzeniu wydaje się dla nich odpowiednim rozwiązaniem. Kiedy Diana, była Tate’a, wraz z jego siostrą odkrywają ich relację, nadchodzi czas, by zmierzyć się z nieuniknionym.

Rodzina Tate’a nie przyjmuje do wiadomości tego, że jest on w związku z mężczyzną. Zupełnie inaczej reagują bliscy Logana – doceniają to, że wreszcie trafił na osobę, z którą jest szczęśliwy. Nie może jednak czuć się w pełni spełniony, widząc niepewność partnera związaną z brakiem akceptacji.

Jeśli ich relacja ma przetrwać, muszą stanąć twarzą w twarz z przeciwnościami. Tylko czy każdemu z nich zależy na tym tak samo?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 372

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
azutodragon

Z braku laku…

Typowe romansidło. Można przeczytać jak się komuś nudzi. Spoko oczyszczacz umysłu, ponieważ w ogóle nie trzeba przy tej książce myśleć co jest niebywałą zaletą.
00

Popularność




To proste. Dla Logana i Tate’a.

1

Kiedy Logan budził się w nie swojej sypialni, zazwyczaj działo się tak z jednego z dwóch powodów. Albo wypił za dużo i poszedł do domu z kimś, z kim nie powinien był iść, albo świadomie udał się tam z kimś, zerżnął go i był zbyt zmęczony, by wymknąć się bladym świtem. Jednak tego ranka, kiedy usiadł na niewielkiej sofie pod oknem, powodem nie była żadna z tych dwóch rzeczy.

Nie. Powód, dla którego nadal tutaj był, był bardzo prosty… chociaż może tylko pozornie. Tate Morrison.

Słońce zaczynało wschodzić i jego promienie przeświecały przez zasłony, oświetlając miodową skórę na plecach Tate’a. Logan poczuł nagłą potrzebę, by z powrotem wejść do łóżka, przesunąć ustami po kręgosłupie mężczyzny, a potem wsunąć nos w te brązowe włosy, które tak kochał.

Moment… kochał?

Nie ruszył się jednak. Zamiast tego, ubrany tylko w spodnie do pracy, pozostał na miejscu sparaliżowany własnymi myślami i patrzył na leżącego w białej pościeli i śpiącego spokojnie Tate’a.

Ostatnia noc wpłynęła na dynamikę ich związku i Logan wiedział, że czekały decyzje – poważne decyzje – które trzeba było podjąć.

Potarł palcami brodę i się uśmiechnął. Tacie Morrison, skąd się pan wziął?

Kiedy ta myśl pojawiła się w głowie Logana, Tate poruszył nogami pod prześcieradłem i odwrócił głowę na poduszce tak, że teraz leżał zwrócony do niego twarzą. Nadal miał zamknięte oczy, lecz Logan wiedział, że niedługo się obudzi, wykorzystał więc ten czas, by dobrze mu się przyjrzeć.

Tate sprawił, że Logan całkowicie zmienił sposób, w jaki do tej pory patrzył na związki. Nadszedł czas, by odsunąć na bok wszelki niepokój i ruszyć do przodu, jeśli naprawdę zamierzał uczynić Tate’a swoim.

Kiedy Tate otworzył swoje ciepłe brązowe oczy i napotkał jego wzrok, Logan wstał i pogładził się dłońmi po udach. Podszedł do łóżka i kucnął przy brzegu, by znaleźć się bliżej wpatrującego się w niego, zaspanego mężczyzny. Wyciągnął rękę i odsunął na bok zbłąkany lok, po czym zbliżył usta do jego ucha.

– Zadzwoń do matki. Powiedz jej, że w niedzielę na obiedzie będzie jeszcze jedna osoba.

Tate przewrócił się na plecy i podłożył sobie rękę pod głowę, lecz zaraz usiadł. Dzieliło ich zaledwie kilkanaście centymetrów.

– Jesteś pewien?

Logan pokręcił głową i położył dłonie na łóżku, po czym przycisnął usta do warg Tate’a i się roześmiał.

– Kurwa, nie. Ale pójdę tam… dla ciebie.

– Nie bój się… – zaczął Tate, dotykając odpiętego guzika przy jego spodniach. – Ale brzmisz niemal jak mój prawdziwy chłopak.

Logan pochylił się i ponownie go pocałował, a Tate opuścił plecy na materac.

– No popatrz – powiedział. Poczuł, jak Tate przesuwa dłoń na jego tyłek.

Mężczyzna kiwnął głową.

– Tak. Tylko że Logan, którego znam, z pewnością nie leżałby w moim łóżku, mając na sobie spodnie.

Logan odsunął się i ukląkł, po czym pod chciwym spojrzeniem Tate’a rozpiął rozporek. Cofnął się, a gdy ponownie wsunął się między jego uda, z jego gardła wyrwał się niski pomruk. W tej chwili wiedział już… z tym mężczyzną chciał mieć wszystko.

Wszystko, o czym niegdyś marzył, było w jego zasięgu. I musiał jedynie wyciągnąć rękę i to chwycić.

Później tego ranka Logan wyszedł z windy i ruszył w stronę swojego biura wzdłuż wyłożonego marmurem korytarza Mitchell & Madison.

– Dzień dobry, panie Mitchell – powitała go radosna recepcjonistka.

– Dzień dobry, Tiffany.

Z aktówką w ręku, pogwizdując, pchnął podwójne szklane drzwi kancelarii.

Był w fantastycznym nastroju.

– Och, dobrze. Jesteś już.

Cole.

Nie zrobił nawet kroku do środka, a jego brat i wspólnik już miał na twarzy wyraz, który nie wróżył nic dobrego.

– Tobie również dzień dobry, Cole – odpowiedział Logan, po czym minął kilka rzędów biurek i zatrzymał się przed Sherry.

– Dzień dobry, panie Mitchell.

– Rzeczywiście dobry, prawda, Sherry? Mogłabyś przekazać mu wiadomość? – Wskazał na brata. – Chyba ją przeoczył. – Uśmiechnął się do swojej asystentki i wziął koperty, które trzymała w ręku.

Nie zadając sobie trudu, by zapytać swojego rosłego brata, czego chce, odwrócił się, ominął go i otworzył drzwi do swojego biura. Wszedł do środka i położył aktówkę na biurku, po czym rozpiął szarą marynarkę, zdjął ją i powiesił na wieszaku.

– Musimy pogadać – powiedział w końcu Cole.

– Tyle się domyśliłem po tym, jak tak nade mną wisisz.

Logan odwrócił się i zobaczył, jak brat staje pośrodku biura i krzyżuje ramiona na piersi.

– Och, na litość boską, Cole. Wyrzuć to z siebie.

– Dzisiaj rano dostałem telefon.

Ledwie opanowując chęć, by przewrócić oczami, Logan wyjął z aktówki potrzebne mu dokumenty, po czym odstawił ją na podłogę i usiadł. Oparł łokcie na biurku i ze splecionymi dłońmi czekał.

– I?

– Od pani Cline.

Logan wbił w niego wzrok, absolutnie nieporuszony tą informacją.

Cole westchnął przeciągle i usiadł w fotelu naprzeciwko niego, zakładając nogę na nogę.

– Byłej żony Tate’a.

Na wzmiankę o Tacie serce Logana zabiło mocniej.

– Wiem, kim ona jest.

Boże, sama myśl o wyrazie twarzy Tate’a, kiedy powiedział, że spotka się z jego rodziną…

– Halo? – Cole zamachał ręką. – Ziemia do Logana. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

– Nie bardzo – przyznał Logan, zajęty rozmyślaniem o nadchodzącej niedzieli. – Powiedziałbyś, że jestem towarzyski?

– Słucham? Właśnie ci powiedziałem, że Diana Cline, była żona twojego chłopaka, zadzwoniła i przeniosła swoją sprawę do innej kancelarii, a ty pytasz mnie o coś takiego?

Logan z zaciśniętymi ustami i powagą na twarzy zastanowił się nad uwagą brata.

– Jakbyśmy nie wiedzieli, że tak się stanie. Niech sobie zabiera sprawę. Powiedziałbym, że to świetnie, że się od niej uwolnimy. A on nie jest moim…

– Chłopakiem?

– Tak. Nie używamy żadnych określeń. Sprawiają, że wszystko jest…

– Prawdziwe? – zaryzykował sugestię Cole, bębniąc palcami po kolanie.

– Skomplikowane – poprawił go szybko Logan.

– Jak chcesz. Tate będzie musiał ponownie przejść przez to całe gówno, a tym razem Diana z pewnością wspomni, że jesteście razem.

– No i, kurwa, co z tego? Zaczęliśmy być razem już po złożeniu pozwu, nie przed. Chociaż powiedzmy sobie szczerze: nigdy nie miałaby ze mną szans. Naprawdę świetnie obciągam.

Cole zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Logan przypomniał sobie nadętą kobietę z poprzedniego dnia. To z kolei sprawiło, że pomyślał o siostrze Tate’a i jej reakcji i poczuł, jak przeszywa go dreszcz.

– To… powiedziałbyś, że jestem towarzyski?

Jego brat podrapał się po brodzie i w końcu uśmiechnął.

– Chodzi o spotkanie z rodziną Tate’a, prawda?

Logan odchylił się w fotelu i postukał palcami o oparcie.

– Po prostu odpowiedz na pytanie.

– To ty odpowiedz na moje.

– Zapytałem pierwszy, a moje jest ważniejsze.

Cole przyglądał mu się przez chwilę.

– Czy jesteś towarzyski? Czasami.

Logan pochylił się i zapytał:

– Co to, do cholery, ma znaczyć?

– To znaczy, że czasami potrafisz być czarujący.

Logan poczuł, jak komórka wibruje mu w kieszeni. Sięgnął po nią i zobaczył na wyświetlaczu imię Tate’a.

– Możesz już iść – powiedział, odbierając połączenie i przykładając telefon do ucha, po czym dodał: – Wcale mi nie pomogłeś. Wielkie dzięki!

Cole otworzył drzwi i od niechcenia machnął ręką.

– Tak jak ty mnie z moim problemem. Miłego dnia, bracie.

– Tak, tak. Nieważne, dupku.

Dwie godziny. Minęły dwie godziny, odkąd Logan opuścił jego łóżko, a Tate już zaczynał za nim tęsknić. Jak to w ogóle możliwe? Ten arogancki, wygadany prawnik wepchnął się w jego życie i wdarł do jego serca… które waliło właśnie jak młotem w oczekiwaniu na rozmowę z nim.

Dlaczego jestem tak kurewsko zdenerwowany?

To przecież nie była dzisiaj jego pierwsza rozmowa z Loganem. Nawet nie pierwszy raz, kiedy obudzili się razem w łóżku. Po raz pierwszy jednak przyznał, że sprawy dramatycznie się zmieniły… szczególnie odkąd Logan zgodził się spotkać z jego rodziną.

Ostatnia noc była… niesamowita. Logan był niesamowity.

Był taki opanowany i delikatny, a potem namiętny i zdecydowany, gdy powiedział mu, że jest gotów na więcej.

Wziął wszystko, czego Tate się obawiał, i sprawił, że to zaakceptował. A w gruncie rzeczy nawet zaczął tego pożądać.

Tate nie potrafił wyjaśnić Loganowi, jak się czuje, zamiast tego więc tylko leżał, wspominając, jak zaledwie kilka godzin wcześniej razem byli w tym samym łóżku. Teraz został sam, w pachnącej Loganem pościeli, z szalejącą erekcją, która przypominała mu, jak bardzo ten facet na niego działał.

Sięgnął do szafki nocnej, wziął do ręki komórkę i wybrał jego numer. Poczuł potrzebę, by usłyszeć jego głos. Rozległo się kilka sygnałów, po czym usłyszał:

– Wcale mi nie pomogłeś. Wielkie dzięki!

Uśmiechnął się do siebie.

– W czym dokładnie potrzebuje pan pomocy, panie Mitchell?

Gdy ze słuchawki dobiegł głos Logana, Tate wyobraził sobie pełen humoru uśmiech, jaki pojawił się na jego ustach.

– No, no. Patrzcie, kto się w końcu obudził… po raz drugi.

Opierając się o wezgłowie, Tate przeciągnął dłonią po włosach.

– Wcale nie spałem, kiedy wymknąłeś się dzisiaj rano.

– Nie wymknąłem się. Pomyślałem, że potrzebujesz nieco więcej snu, by odzyskać siły.

Usta Tate’a drgnęły, kiedy starał się powstrzymać śmiech.

– Chcesz mi powiedzieć, że nie nadążam za tobą?

– Chcesz mi powiedzieć, że nadążasz? Bo jeśli tak jest, to dzisiejszego wieczoru zdecydowanie powinniśmy przetestować to stwierdzenie. – Głos Logana był aksamitny. Tak aksamitny, że kiedy Tate go usłyszał, ponownie wsunął się pod okrycie.

– Zdajesz sobie sprawę, że jesteś ode mnie starszy? – zażartował, odprężywszy się, skoro już wrócili do typowych dla siebie przepychanek.

– Naprawdę? A niby skąd o tym wiesz?

– Któregoś dnia widziałem na blacie w kuchni twoje prawo jazdy, staruszku.

Logan zachichotał cicho, a Tate roześmiał się razem z nim.

– To jak? Ile masz lat? Skoro już wiesz, że jestem niemal z epoki kamienia łupanego…

– Trzydzieści cztery lata to jeszcze nie starość. No, może dla kogoś, kto ma… dwadzieścia kilka – powiedział znacząco.

W słuchawce zapadła cisza, a po chwili Logan powiedział:

– Błagam, powiedz, że masz ponad dwadzieścia pięć.

– Dlaczego? A co byś zrobił, gdybym nie miał?

– Na początek byłbym cholernie zdumiony – poinformował go Logan, jakby już zaskoczony.

To komiczne, że nigdy nie porozmawiali o sprawie takiej jak wiek. Teraz cholernie bawiło Logana, że nigdy nie zaświtało mu w głowie, by Tate’a o to zapytać.

– Tate – upomniał go Logan, jego głos obniżył się o oktawę czy trzy.

Tate nie mógł się powstrzymać i nadal się z nim drażnił.

Poza tym odwracało to jego uwagę od poważniejszych spraw, jak na przykład dwie wiadomości na jego skrzynce głosowej.

– To znaczy… na pewno mam ponad dwadzieścia jeden, skoro wolno mi sprzedawać ci alkohol. A to, co robiliśmy zeszłej nocy, nadal byłoby legalne, nawet, gdybym nie miał dwudziestu jeden lat. Dlaczego więc to ma takie znaczenie?

– Tate.

– Tak, Logan?

– Ile masz lat? – Mężczyzna praktycznie warknął.

– Dwadzieścia dziewięć. W przyszłym tygodniu będę miał trzydzieści.

Ze słuchawki dobiegło go głębokie westchnienie ulgi.

– Ty skurwielu.

Tate wybuchnął śmiechem.

– A co byś zrobił, gdybym ci powiedział, że dwadzieścia jeden?

– Pewnie bym odszedł…

– Gówno prawda! – przerwał mu Tate. – Nie odejdziesz ode mnie, tak jak ja nie odejdę od ciebie.

Kiedy dotarło do niego, co właśnie powiedział, natychmiast zamilkł. Wtedy w pokoju, który wydawał się pusty bez Logana, otulił go jego głos.

– Tate?

Przełknął ślinę i położył dłoń na piersi, w której szaleńczo biło jego serce.

– Tak?

– Nawet na chwilę nie zatrzymałem się, by pomyśleć, ile masz lat. Po prostu musiałem cię mieć. To powinno powiedzieć ci wszystko.

Jezu… i mów tu o przebudzeniu. Dla Logana było jasne, że czas najwyższy, by zaczęli się ze sobą poznawać. Nawet nie wiedział, ile lat ma Tate. To naprawdę, kurwa, źle, nawet jak na niego.

Teraz chodziło już o coś więcej, a Logan nie był głupcem. Po tonie Tate’a poznawał, że coś go gnębi, a gdyby miał się założyć, postawiłby na…

– Co do niedzieli…

Tak, dobrze zgadł.

– Nie chcę, żebyś tam szedł, bo czujesz się do tego zmuszony.

Kiedy Tate zamilkł, Logan odwrócił się z fotelem tak, że wpatrywał się teraz w ogromne, sięgające od podłogi do sufitu okno. Nie był pewien, jak się czuł z tym ostatnim stwierdzeniem.

Czy idę tam tylko dlatego, że uważam, że muszę?

– To znaczy… to, co jest między nami, jest naprawdę świeże. Byłem wściekły po wszystkim, co Jill…

– Tate? – przerwał mu Logan.

– Tak?

Logan wyobraził sobie powagę, jaka w tej chwili prawdopodobnie gości na twarzy Tate’a, i poczuł, jak unoszą mu się kąciki ust.

– Chcesz, żebym poszedł tam z tobą w niedzielę? Tak czy nie?

Wiedział, że jeśli będzie bezpośredni, mężczyzna po drugiej stronie linii będzie brutalnie szczery. Tate go nie zawiódł.

– Tak, chcę.

Uśmiech, jaki pojawił się na jego ustach, zaskoczył jego samego.

– W takim razie pójdę.

Kiedy między nimi zapadła cisza, Logan wyczuł zmianę nastroju.

Był zajęty rozmyślaniem o niedzieli i zastanawiał się, czy Tate również. Słyszał, jak mężczyzna oddycha, i chciał zapytać, czy gnębi go coś jeszcze, lecz użył tego co zawsze, kiedy czuł się niepewnie – sarkazmu.

– To nie znaczy, że muszę iść do kościoła, prawda?

W słuchawce rozległ się śmiech Tate’a i dźwięk ten niejako przyniósł mu ulgę.

– Boże broń. Logan Mitchell w kościele? Pewnie trafiłby cię piorun. A tego bym nie chciał.

Logan skinął głową, zgadzając się z nim.

– Cóż, nigdy nie twierdziłem, że jestem aniołem.

Tate ponownie się roześmiał.

– Nie. Z pewnością tego nie zrobiłeś. – Zamilkł, a potem zapytał: – A w ogóle jesteś religijny?

Sprawa wyglądała tak, że Logan nie był w żadnym przypadku, formie ani kształcie religijny, ale zastanawiał się, jak Tate, porządny katolik, będzie się z tym czuł.

– Achhh. Oto i poważne pytania. Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze kilka minut temu nawet nie wiedziałem, ile masz lat?

Gdy rozległo się pukanie do drzwi biura, usłyszał, jak Tate mówi:

– I nadal nie znasz mojego prawdziwego imienia.

Sherry wsunęła głowę przez drzwi, a gdy słowa Tate’a w końcu do niego dotarły, Logan poczuł, jak opada mu szczęka.

– Co to znaczy, że nie znam twojego prawdziwego, kurwa, imienia?

– Dokładnie to, co powiedziałem – odparł swobodnie Tate, a Logan wyczuwał, że mężczyzna świetnie się bawi jego kosztem. – Spójrz, która godzina… muszę kończyć.

– A gdzie niby idziesz? Nawet się nie waż rozłączać…

Było już za późno. Tate – czy kto to tam, do cholery, był po drugiej stronie linii – rozłączył się, zostawiając go przepełnionego ciekawością i naprawdę, kurwa, skołowanego.

Zdecydowanie nadszedł czas, by zaczęli ze sobą rozmawiać.

Kilka godzin później, kiedy Tate przyszedł do pracy i ruszył na zaplecze podbić kartę zegarową, nadal był rozbawiony. Logan dzwonił i pisał jakiś tuzin razy, a w każdej wiadomości wydawał się bardziej zirytowany niż zazwyczaj.

Logan: Myślisz, że taki jesteś zabawny, co?

Logan: A więc nie masz na imię TATE?

Logan: Nie sypiam z ludźmi, których imienia nie znam.

Mam swoje zasady. Pamiętaj o tym, Morrison.

Logan: Gdzie Ty, kurwa, jesteś?

Tate wiedział, że gdy tylko Logan wyjdzie z biura, pojawi się w barze, by wydusić z niego tę informację i, mówiąc szczerze, nie mógł się tego doczekać. Miał aż nazbyt dużo czasu, by rozmyślać o gównoburzy, która miała miejsce poprzedniego dnia, i jedyne, do czego cały czas wracał, to odraza na twarzy jego siostry.

Poirytowanie kochanka przyjemnie go odświeży, a ponadto zdążył już stworzyć niezłą fantazję na temat Logana w pełnym trybie prawniczym.

Czterdzieści minut po rozpoczęciu się jego zmiany drzwi do After Hours otworzyły się i do środka wszedł Logan. Tak jak Tate przewidział, mężczyzna był podenerwowany, co poznał już z daleka. Bystrymi błękitnymi, skrytymi za okularami oczami rozejrzał się po stolikach i lożach, po czym dostrzegł go za barem, razem z jego współpracownicą, Amelią.

– Oj, uważaj. Nie jest zbyt szczęśliwy. Co zrobiłeś? – zapytała stojąca obok niego kobieta, wypychając policzek językiem.

Tate z szerokim uśmiechem odwrócił się do Amelii.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

Nieznacznie uniosła kącik ust, lecz nadal wydawała się wątpić.

– Jasne. Mam sobie pójść? Czy będziesz potrzebował wsparcia?

Tate spojrzał w kierunku, gdzie Logan przeciskał się do baru, zmierzając prosto w ich stronę. Potrząsnął głową.

– Nie. Dam sobie z nim radę.

– Ależ w to nie wątpię. Zostawię cię, a gdybyś mnie potrzebował, wołaj.

Tate z roztargnieniem skinął głową i Amelia odeszła. Logan w końcu dotarł do przeciwległego krańca mahoniowego baru. Oświetlenie w After Hours było przyćmione, nadając otoczeniu charakter przytulny i kameralny. Gdy Logan spojrzał na niego przez bar, do głowy przyszło mu inne słowo… intymny.

– Dobry wieczór – zaczął Tate, lecz nim zdołał powiedzieć coś więcej, Logan położył dłonie na barze i przechylił głowę na bok.

– Przestań pieprzyć, Morrison.

– „Morrison”, hmm? Już drugi raz mnie tak dzisiaj nazwałeś. Muszę przyznać, że nie jestem fanem tego określenia.

– Trudno. Tak właśnie będę cię od tej pory nazywał. Najwyraźniej to jedyna prawdziwa rzecz, którą o tobie wiem. Zepsuł ci się telefon?

Na widok jego rozdrażnienia Tate z ogromnym trudem zachowywał powagę.

– Jestem całkiem pewien, że w swoim biurze masz dostęp do moich danych. Moje nazwisko widniało na dokumentach. A może o tym zapomniałeś, staruszku? I nie, nie zepsuł mi się telefon.

– W takim razie mnie ignorujesz? – zapytał Logan, mrużąc oczy. – I obrażasz.

– Nie. Rozmawiam z tobą i stwierdzam fakty. – Tate poczekał kilka sekund, po czym lekko pochylił się nad barem. – Co cię bardziej gryzie? To, że nie znałeś mojego wieku, czy że nie znasz imienia?

Logan spojrzał na niego, po czym powiedział oskarżycielsko:

– Świetnie się bawisz, prawda?

– Całkiem nieźle.

Logan usiadł na jednym z barowych stołków i położył telefon na blacie.

– W takim razie w porządku. Niech ci będzie. Nie zadałem sobie trudu, by zapytać cię o wiele spraw, rozumiem.

– Cóż, to nieprawda. Sporo pytałeś. Tylko że głównie o to, jak możesz mnie rozebrać i zaciągnąć do łóżka.

Logan gwałtownie uniósł rękę i przeciągnął nią po swoich czarnych włosach, po czym z niedowierzaniem lub odrazą – Tate nie potrafił tego odróżnić – potrząsnął głową. Chciał się z nim trochę zabawić, a nie go zdenerwować, wyciągnął więc dłoń i położył ją na ręku mężczyzny.

– Hej, tylko żartuję.

Ot tak, po prostu, role się odwróciły. Logan rozciągnął usta w zmysłowym uśmiechu i przyciągnął Tate’a lekko do siebie, obiecując mu cicho:

– Och, wiem, kiedy się ze mną pogrywa. Ale jeszcze zanim ta noc dobiegnie końca, podasz mi swoje pełne imię.

W tej chwili Tate poznał, że Logan nie jest zły. Był zirytowany, że czegoś nie wie, a Tate nie wątpił, że przed nastaniem świtu wyśpiewa wszystko, o co tylko mężczyzna go zapyta.

– Cóż, podoba mi się twoja pewność siebie, ale muszę ci powiedzieć… nie poddam się bez walki.

Kiedy jego własne słowa rozbrzmiały mu w głowie, a Logan uniósł brew, z pełną mocą uderzyło go to, co właśnie powiedział.

– Walkę można ustawić, jeśli tego trzeba.

Tate roześmiał się i odsunął, rzucając znacząco:

– Chcesz drinka? A jeśli nie, to czy możesz sobie pójść? Muszę popracować, a ty mnie cholernie rozpraszasz.

– Jeśli wyjdę, to przyjdziesz do mnie później?

Tate zastanawiał się, czy słowo „tak” kiedykolwiek przyszło mu równie łatwo. Logan wciąż czekał na odpowiedź, a Tate już wiedział: nie, jeszcze nigdy tak nie było. Skinął głową i zaczął odchodzić, lecz w ostatniej chwili odwrócił się i zobaczył, że Logan cały czas wpatruje się w niego zza tych cholernie seksownych okularów.

– Tak – rzucił krótko.

2

Kilka godzin później Logana obudziło pukanie do drzwi. Otworzył oczy i spojrzał na lecącą w telewizji reklamę informacyjną implantów włosów. Podniósł rękę i przeciągnął nią po swoich kosmykach, przez co natychmiast pomyślał o – puk, puk, puk – lokach Tate’a.

Ziewając i wyciągając ramiona na boki, zdjął nogi ze szklanego stolika i ruszył przez salon do drzwi.

Kiedy je otworzył, w progu zobaczył Tate’a, który właśnie uniósł rękę, jakby ponownie chciał zapukać.

Mając na sobie tylko okulary i spodnie od dresu, Logan otworzył szeroko i się przeciągnął. Jego kutas drgnął w reakcji na spojrzenie, jakim obrzucił go Tate, zamiast jednak przyjąć zaproszenie kryjące się w tym wzroku, najpierw czegoś chciał.

– Mogę w czymś pomóc? – zapytał, zwracając się jakby do nieznajomego.

Z czerwonym kaskiem w jednej ręce i w rozpiętej skórzanej kurtce narzuconej na strój After Hours Tate był kurewsko seksowny. Uśmiechnął się lekko, lecz nie zrobił nawet kroku naprzód. Oparł się ramieniem o framugę i nie przestawał mu się przyglądać.

Logan czuł, jak pod tym spojrzeniem krew napływa mu do coraz bardziej nabrzmiałej erekcji, zamiast jednak zrobić to, czego tak pragnął, i dotknąć Tate’a, czekał. Miał wrażenie, że minęły długie minuty, a nie zaledwie sekundy, nim Tate w końcu się odezwał.

– No nie wiem. Wydaje się, że jednak to ja mógłbym pomóc tobie.

Logan nonszalancko wzruszył ramionami i pokręcił głową.

– Możliwe. Ale widzi pan, nie przyjmuję takiej pomocy od nieznajomych. Już nie.

– Nie można powiedzieć, że się nie znamy. Choć ze względu na swój podeszły wiek mogłeś zapomnieć o tych wszystkich nieprzyzwoitych szczegółach.

Dupek.

– Pamiętam wszystkie szczegóły, dziękuję ci bardzo. Wydaje mi się jednak, że pochłonięty nieprzyzwoitą zabawą zostawiłeś kilka rzeczy dla siebie.

Tate przeciągnął językiem po ustach, po czym pochylił się i powiedział zdecydowanie:

– Jestem pewien, że nie zostawiłem dla siebie niczego, kiedy byliśmy razem.

Rozdarty między podnieceniem a czystą frustracją Logan się poddał. Nie było mowy, żeby osiągnął cokolwiek, kiedy Tate był w swoim flirciarskim nastroju.

– Pieprz się, Morrison. Po prostu powiedz mi, jak masz, do cholery, na imię.

– Zgadnij.

Logan uniósł brew, gdy Tate odepchnął się od framugi i zrobił krok do przodu. Nie zawracał sobie głowy pytaniem, czy może wejść… Wiedział już, że jest tu mile widziany. Gdy Logan zamknął za nim drzwi i patrzył, jak mężczyzna rusza do salonu, owiał go zapach wody kolońskiej.

– „Zgadnij”, tak?

Tate obejrzał się przez ramię i uśmiechnął z wyższością.

– Pewnie. Zgadnij.

Logan boso podszedł do kanapy, na której wcześniej leżał, i usiadł, podczas gdy Tate zdejmował kurtkę.

– Harry.

Z kurtką w dłoni Tate zamarł.

– A wyglądam ci na Harry’ego?

– A niby skąd mam, kurwa, wiedzieć? Dla mnie wyglądasz jak Tate. – Logan zamilkł i przeciągnął spojrzeniem po jego czarnej kamizelce, krawacie i białej koszuli. – Mój Tate.

Tate rzucił kurtkę na oparcie kanapy i ściągnął buty.

– Nawet nie próbuj wyciągnąć tego ze mnie swoim czarem.

– Twierdzisz, że jestem czarujący? – zapytał Logan już po raz drugi tego dnia, po czym odwrócił się do stojącego za nim mężczyzny.

– Nie. Powiedziałem, żebyś nie próbował taki być. To nie w twoim stylu. Lepiej wypadasz, kiedy jesteś cichy i skromny.

Logan prychnął.

– Mądrala.

Rozpinając kamizelkę, Tate się zgodził.

– Może i tak, ale lepsze to, niż być głupkiem, nie sądzisz?

– Dobra już, dobra. Pozwól, że trochę pomyślę nad imieniem, które mam krzyczeć, kiedy ty…

– Nie kończ tego zdania – przerwał mu Tate.

Logan zamknął oczy i przejrzał w myślach kilka imion, lecz za nic nie mógł sobie przypomnieć nazwiska na dokumentach Tate’a. To go wkurwiało.

Kiedy kanapa za jego plecami się ugięła, obrócił głowę i spojrzał w pełne wyczekiwania oczy, które się w niego wpatrywały, oraz na lekki zarost, po którym miał ochotę przeciągnąć dłonią.

– Przepraszam, ale gówno mnie obchodzi, jak nazywają cię inni. Dla mnie zawsze będziesz Tate’em.

Już bez krawata i kamizelki, Tate odpiął dwa górne guziki koszuli i wyciągnął ją z rozpiętych spodni.

– To mi się podoba – powiedział, po czym usiadł i zamknął oczy, zmęczony po swojej zmianie.

Logan zdusił ziewnięcie, wyciągnął rękę i przyciągnął Tate’a do siebie tak, że mężczyzna leżał tuż przy nim.

– Co ci się podoba?

– Że masz w dupie to, co myślą inni.

Logan zaczął bawić się lokami, które łaskotały go w ramię.

– Gówno prawda. Nienawidziłeś tego, gdy się poznaliśmy.

– Nie. Zawsze mi się to w tobie podobało.

– Tylko nie wtedy, kiedy obejmowało także ciebie – zażartował Logan. – No dobra. Może David?

Tate potrząsnął głową.

– Nie. Naprawdę nie pamiętasz?

Logan zmrużył oczy.

– Najwyraźniej. Lance, Blake, Todd?

– Nie, nie i nie. Daj spokój. Naprawdę sądzisz, że matka nazwałaby mnie Todd Tate?

Logan wplótł palce we włosy, które gładził, i zacisnął je na pasmach, pochylając się do ucha Tate’a.

– Powiedz. Jak. Masz. Na. Imię – zażądał.

Uwielbiał sposób, w jaki Tate mu odpowiedział – z rozchylonymi ustami i wyzwaniem w oczach.

– Zmuś mnie.

Przewrócił Tate’a na plecy, po czym pochylił się i pocałował go mocno, przesuwając językiem po krawędzi jego warg. Gdy Tate otworzył usta, wsunął w nie język i posmakował go.

Achhh. Czuł cynamon. Lekki ślad tytoniu. A kiedy Tate uniósł biodra, przyciskając je do jego ciała, Logan jęknął. To był właśnie Tate.

Zanim jednak posunął się dalej, odsunął się i zmusił do tego, by wstać.

Tate powoli uniósł się na łokciach i spojrzał na niego z pytaniem w oczach.

– Powiedziałem ci już – wyjaśnił Logan. – Nie uprawiam seksu z kimś, kogo imienia nie znam.

– Och, cóż za przyzwoitość. Masz rację. Zasady są bardzo ważne.

Tate ponownie opadł na kanapę i nie spuszczając wzroku z Logana, zaczął powoli rozpinać sobie spodnie.

– Mówisz mi więc, że przez całą noc będziesz leżał w łóżku i mnie nie dotkniesz? Nie będziesz uprawiał ze mną seksu?

Logan oparł dłonie nisko na biodrach i skinął głową.

– Wiesz, naprawdę jestem zdolny do samokontroli.

Podążał wzrokiem za Tate’em, który podniósł się, rozpiął koszulę, po czym wstał i ją z siebie ściągnął. Kiedy odrzucił materiał na kanapę, zrobił krok do przodu i położył dłoń na piersi Logana.

– Nigdy nie twierdziłem, że tak nie jest.

– Nie sądzisz, że dam radę. Uważasz, że nie zdołam ci się oprzeć?

Tate przesunął palcami w dół, aż do krawędzi jego spodni. Następnie zahaczył palcem o ściągacz, uśmiechnął się z wyższością i powiedział:

– Nie, nie sądzę. Ale niedługo się chyba o tym przekonamy, prawda?

Logan patrzył w milczeniu, jak Tate obszedł go dookoła i ruszył korytarzem w stronę głównej sypialni, po czym zatrzymał się w drzwiach, zsunął spodnie i bokserki z bioder i wyszedł z nich.

Logan skrzywił się i potarł erekcję, która właśnie nabrzmiała mu w spodniach. Wiedział, że ten skurwiel doprowadzi go do pieprzonego szaleństwa, zanim mu się podda, bo kiedy Tate coś sobie postanowił, był uparty jak osioł.

Tate czuł się rewelacyjnie, kiedy wsunął się do łóżka Logana i spojrzał w stronę drzwi. Przewaga nad Loganem zawsze go podniecała. Nie zdarzało się to często, lecz doprowadzenie faceta do stanu, w którym tracił mowę, zawsze było dla niego pewnym osiągnięciem.

Dopóki nie przypomniał sobie minionego dnia.

Zignorował kilka telefonów od swojej rodziny i odłożył to, co nieuniknione, wmawiając sobie, że potrzebuje dnia dla siebie.

Dnia, by wymyślić jakieś wytłumaczenie na to, co dokładnie widziała jego siostra.

Nie miał pojęcia, co konkretnie im powie, ale zdawał sobie sprawę, że musi to zrobić, i to szybko. Nie mógł się wiecznie ukrywać, nawet jeśli świetnie mu szło odsuwanie od siebie tego tematu.

Kiedy ta niechciana myśl pojawiła mu się w głowie, Logan wszedł do pokoju i zbliżył się do swojej strony łóżka. Zatrzymał się przy materacu, zahaczył kciukami o szlufki spodni i przyjrzał mu się uważnie.

– Wyglądasz rewelacyjnie w moim łóżku.

Słysząc te kilka słów, Tate pomyślał: Jak mogę zaprzeczać temu, co czuję?

– Naprawdę?

Nigdy nikt nie pociągał go tak bardzo jak mężczyzna, który w tej chwili przed nim stał. Miał sporo na głowie, ale odkładanie tych spraw nie przyniesie mu nic dobrego. Lepiej było się z nimi zmierzyć…Cóż, ale może za minutę.

Logan zsunął z siebie spodnie i podniósł ręce, by zdjąć okulary. Zanim jednak zdołał to zrobić, Tate obrócił się na bok i powiedział:

– Zostaw.

Logan opuścił ręce i wsunął się pod okrycie, po czym położył na boku i oparł głowę na ręku, tak by byli zwróceni do siebie twarzami.

– Podobają mi się. Kiedy je nosisz, tak poważnie wyglądasz.

– W przeciwieństwie do wyglądania niepoważnie, kiedy je ściągam?

Tate opadł na plecy i wbił wzrok w sufit.

– Nie. Kiedy je zdejmujesz, wyglądasz…

Logan pochylił głowę i potarł nosem o jego ucho.

– Tak?

Odwróciwszy głowę na poduszce, Tate spojrzał w niebieskie oczy, które wpatrywały się w niego uważnie.

– Seksownie. Jakbyś za kilka sekund miał wpakować się w kłopoty. Przestań – westchnął, kiedy Logan dotknął ustami jego szyi. – Nie mogę myśleć, kiedy tak robisz.

– Czyli okulary na nosie sprawiają, że wyglądam mniej seksownie i łatwiej ze mną rozmawiać? Dobrze wiedzieć. Chyba powinienem kupić soczewki.

– Nie – jęknął Tate. Nic w Loganie, nagim i przywierającym do jego ciała, nie sprawiało, że łatwiej było z nim rozmawiać. Tylko się na niego napalił.

– W takim razie co?

– Dzięki nim wydaje się mniej prawdopodobne, że… sam nie wiem… coś zrobisz.

Słysząc głęboki śmiech Logana, Tate szturchnął go lekko w ramię.

– Mówię poważnie.

– Owszem, widzę – odparł Logan, kiedy przestał się śmiać. – Twój nastrój zmienił się dosłownie o sto osiemdziesiąt stopni.

Tate milczał, patrząc nieobecnym wzrokiem.

Logan pozostawił zapaloną lampkę na szafce nocnej, a w pokoju panowała cisza, kiedy tak leżeli, obaj doskonale wiedząc, co zaprzątało myśli Tate’a.

– Dzwoniłeś dzisiaj do mamy?

Ze sposobu, w jaki Logan zadał to pytanie, Tate wywnioskował, że denerwuje się odpowiedzią tak samo jak on, który miał jej udzielić.

Pewnie, kiedy przyjechał, zabawa była pierwszą rzeczą, o której myślał. Może mogliby powiedzieć „Do diabła ze wszystkimi problemami” i pieprzyć się w diabły, ale tak naprawdę wszystko sprowadzało się do tego, że Tate chciał poważnego związku i pragnął, żeby Logan również tego chciał. Wiedział jednak, że pragnienie i ziszczenie tego pragnienia nie są takie proste, i zaczął się zastanawiać, jakim cudem, do cholery, jego życie tak bardzo się skomplikowało.

– Tate?

Kręcąc głową, odpowiedział:

– Nie. Nie dzwoniłem.

Logan się nie odezwał. Wyciągnął tylko rękę i odsunął pasmo włosów z jego czoła.

– Za to ona dzwoniła do mnie. Kilka razy.

Cisza w pokoju była wręcz namacalna, kiedy leżeli, wpatrując się w siebie. Nie przychodziło mu do głowy nic, co mógłby powiedzieć, lecz wtedy Logan zasugerował:

– Jeśli łatwiej będzie ci temu zaprzeczyć…

– Zamknij się. – Tate wiedział, że to nie jest rozwiązanie.

– Mówię tylko…

– To nie mów. Nie będę ich okłamywał. Po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby wymyślić, co im powiedzieć. – Tate zamknął oczy i próbował się skupić.

W dwa pieprzone tygodnie jego życie stanęło na głowie. Jak to się stało, do diabła… Lecz kiedy ciepłe usta dotknęły jego czoła, a Logan przyciągnął go do siebie tak, że wtulał teraz twarz w zagłębienie jego szyi, zdał sobie sprawę, że ma to gdzieś.

– Myśl, jak długo chcesz.

Nieustannie go zaskakiwało, gdy dobiegały go wypowiadane przez Logana szeptem słowa wsparcia. Tate położył niepewną dłoń na jego piersi i czując pod nią rytmiczne bicie serca, powiedział cicho:

– Mam na imię William. 

Logan poruszył się lekko, a Tate na niego spojrzał. 

– William Tate Morrison.

Bez słowa Logan zdjął okulary, po czym wyciągnął rękę, odłożył je na szafkę nocną i zgasił lampkę. Kiedy ponownie się ułożył, Tate poczuł, jak swoim zwyczajem mężczyzna gładzi go po włosach.

– To bardzo dobre imię, panie Morrison. Podoba mi się.

Tate uśmiechnął się z ustami przy jego piersi.

– Tak?

– Tak, naprawdę – mruknął Logan, a kiedy Tate pomyślał, że mężczyzna zaraz go odwróci i przeleci, Logan ponownie go zszokował. – A teraz odpocznij trochę. Już późno.

Zapadając w sen, Tate po raz pierwszy w życiu poczuł, że jest tam, gdzie powinien być, i nie obchodziło go, co myślą sobie inni.

Następnego ranka, kiedy Logan stał w kuchni, robiąc sobie kawę, cały czas myślał o poprzedniej nocy.

William. Nigdy by nie zgadł. Takie dystyngowane imię, takie…

– Logan?

Seksowne.

Odwrócił się i zobaczył Tate’a, który w założonych, lecz niezapiętych jeansach wyszedł z sypialni.

– Hmm? – mruknął jedynie, poprawiając sobie krawat.

Tate stanął obok niego.

– Wstałeś wcześnie, nawet jak na ciebie. Jest jeszcze ciemno.

Logan odwrócił się na pięcie i wcisnął przycisk na ekspresie nieco mocniej, niż to potrzebne.

– Nie mogłem spać – przyznał, sam nieco zaskoczony. Ostatniej nocy był zmęczony jak diabli.

– Masz dużo na głowie?

Spojrzał na Tate’a.

– Tak, Williamie. Mam teraz bardzo dużo na głowie.

Tate przewrócił oczami i oparł się biodrem o blat.

– Jedyna osoba, której wolno nazywać mnie Williamem, to moja matka.

Logan wsunął palec w szlufkę jego jeansów i przyciągnął go do siebie.

– Od teraz też ja.

Tate położył dłoń na blacie, o który się opierał.

– Nie wydaje mi się.

Logan całkiem zapomniał o kawie, gdy stanął przed nim, zmuszając go, by przycisnął tyłek do krawędzi kontuaru. Wsunął palce w szlufki jego spodni i nie odrywając od niego oczu, naparł na niego, mocno przywierając do niego biodrami.

– Owszem, Williamie. – Logan się uśmiechnął. – Mam wrażenie, jakbym był z kimś zupełnie innym. Kimś… dystyngowanym.

Kiedy wsunął rękę w jego jeansy i zacisnął dłoń wokół erekcji, którą tam znalazł, Tate rozchylił wargi, odchylił głowę i oparł ją o szafkę. Nie mogąc się powstrzymać, Logan pochylił się i przesunął językiem po jego szyi, aż do ucha.

– Achhh, kurwa, Logan.

Kutas Logana zaczął pulsować w odpowiedzi na zaproszenie. Wtedy przygryzł płatek i cofnął rękę.

– Może dzisiaj w nocy. A tymczasem zbieraj siły.

Pocałunkami wyznaczył ścieżkę w dół jego szyi, aż po ramię, a potem zszedł jeszcze niżej, do sutka. Tate położył rękę na blacie za sobą, a Logan pociągnął mocno za szlufki i gwałtownym ruchem ściągnął mu spodnie aż do kolan, po czym klęknął na kuchennej podłodze. Palcami otoczył maszt Tate’a i szybko przesunął językiem po obrzmiałej główce.

Gardłowy jęk, jaki dobył się z ust mężczyzny, sprawił, że Logan rozciągnął usta w nikczemnym uśmiechu i podniósł wzrok. Tate stał napięty, gotowy na jego zmysłowy atak.

– Dlaczego przestałeś?

Logan pocałował jego kość biodrową, po czym przygryzł napiętą skórę.

– Chciałem się upewnić, że poświęcasz mi należytą uwagę, Williamie.

Tate opuścił rękę i szarpnięciem odchylił jego głowę, tak że Logan musiał na niego spojrzeć.

– Mówiłem, żebyś tak do mnie nie mówił.

Logan wiedział, że na jego twarzy maluje się zadowolenie. Bez cienia skruchy.

– A ja już ci mówiłem, że istnieje tylko jeden sposób, by mnie uciszyć.

– Owszem, mówiłeś.

Tate przyłożył drugą dłoń do jego twarzy i skierował ją ku swojemu kutasowi.

Logan się nie wahał. Pocierał nosem i ssał skórę u podstawy sztywnej męskości, która ocierała się o jego policzek. Dręczył Tate’a szybkimi liźnięciami i dynamicznym ssaniem, przez co mężczyzna gwałtownie wypchnął biodra do przodu. Kiedy w końcu wziął w usta nabrzmiałą główkę, z gardła Tate’a wyrwało się głośne przekleństwo. Logan zamknął oczy i poczuł, jak palce Tate’a zaciskają się na jego włosach, gdy w końcu zsunął usta w dół masztu mężczyzny.

Kurwa, tak. Wykorzystaj mnie, pomyślał Logan i nie zdołał powstrzymać pomruku aprobaty, kiedy Tate narzucił tempo.

Przesunął dłonie na tył jego mocnych ud i ścisnął tyłek, a Tate nie przestawał wbijać się w jego gardło. Logan wpił palce w umięśnione pośladki i rozkoszował się sposobem, w jaki mężczyzna całkowicie poddał się chwili.

Tate trzymał jedną dłoń na jego głowie, a drugą gładził go po twarzy, jakby masując go i upewniając się, że nie dostanie szczękościsku, lecz nie miał się czym martwić.

Jego szczęki miały się świetnie, zaspokajając kochanka.

Logan pozbawi go sił, nim wybije siódma rano.

Tate spojrzał w dół, by upewnić się, że sobie tego nie wyobraża, ale nie… nie wyobrażał.

Tam, w swojej wyprasowanej, eleganckiej koszuli, szarych spodniach i błękitnym krawacie, klęczał Logan, ssąc go w taki sposób, jakby miał na to nieograniczone zasoby czasu.

Wiedział, że zmierzwił jego doskonale ułożone włosy, lecz gdy Logan cofnął się i wypuścił z ust jego kutasa, by zaraz ponownie zanurzyć go w swoich ustach, Tate miał to w dupie. Przesunął palcami po krawędzi jego twarzy i nieświadomie przeciągnął nimi po jego okularach. Wtedy poczuł, jak Logan wsuwa palec między jego pośladki.

Jezu. Jakby to, co robił, nie wystarczyło. Coś w tym, że Logan był wyszykowany do pracy, a wciąż chętny, by zrobić mu dobrze, trafiało we wszystkie czułe miejsca Tate’a. Okulary również miały swoją rolę i Tate wiedział, że Logan udowadnia swoje słowa z minionej nocy. To, że je założył, gówno znaczyło, jeśli chodziło o sięganie po to, czego pragnął.

– Tak – syknął Tate, gdy Logan nacisnął na jego wejście, po czym zsunął palec po napiętej skórze pomiędzy jego jądrami. – Dokładnie jak… achhh – jęknął, gdy Logan poruszał na nim dłonią i ssał go dotąd, aż w końcu stracił nad sobą kontrolę. Chwycił głowę mężczyzny w obie ręce i z przekleństwem krzyknął jego imię, dochodząc prosto w jego chciwe usta. – O Boże, Logan! Kurwa mać…

Nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, Tate miękkim ruchem przeciągnął po jego włosach.

– Mmm. Jeśli nie przestaniesz mnie tak gładzić, powalę cię na podłogę i nie pójdę do pracy.

Tate spojrzał w dół, na przyglądającego się mu mężczyznę. Pragnął powiedzieć Loganowi, co czuł. Że od chwili kiedy pojawił się w jego życiu, wszystko wydawało się bardziej intensywne, bardziej pochłaniające. Lecz kiedy z chytrym uśmieszkiem na ustach Logan wstał i przycisnął dłoń do swojej erekcji, Tate wiedział, że teraz nie była na to pora.

– Naprawdę muszę już iść.

Tate podciągnął spodnie i zapiął rozporek, a Logan szybko pocałował go w usta. Smakował odrobinę jak on sam i Tate zaczął się zastanawiać, od kiedy to stało się dla niego takie podniecające.

Zdołał podać mu kubek termiczny, którego Logan używał, i patrzył, jak mężczyzna napełnia go kawą.

– To… – zaczął Tate, a Logan wbił w niego płonące spojrzenie.

– Tak?

– Zobaczymy się dzisiaj?

Logan uniósł ciemną brew.

– A chciałbyś się ze mną dzisiaj zobaczyć?

Tate przesunął wzrokiem po niemal doskonale wyglądającym prawniku i powoli skinął głową.

– Tak, chciałbym.

– W takim razie chyba da się to załatwić.

Logan poprawił krawat i podniósł kubek do ust, po czym nie spuszczając oczu z Tate’a, cofnął się. Kiedy opuścił kubek, oblizał usta i mrugnął do niego.

– Tylko taką kawę ze śmietaną lubię.

Tate otworzył usta, lecz zaraz je zamknął. Ta nieokrzesana strona Logana, której zaczynał łaknąć, nadal go zdumiewała.

W milczeniu patrzył, jak Logan pochyla się, podnosi stojącą przy kanapie aktówkę i rusza w stronę drzwi.

– Logan? – zawołał, kiedy mężczyzna dotarł już do wyjścia.

– Tak?

– Mam zrobić coś szczególnego, żeby zamknąć drzwi, kiedy będę wychodził?

Wyraz twarzy Logana przepełniły seks i obietnica. Zapytał:

– A kto powiedział, że musisz wyjść?

Tate nie odezwał się, myśląc nad odpowiedzią.

To pierwszy raz, kiedy Logan zasugerował, że może zostać dłużej niż tylko do kolejnego poranka, a mimo to wydało się to takie… właściwe.

Na szczęście dla niego Logan nigdy nie miał problemu z wypełnieniem ciszy.

– Osobiście jestem zdania, że o wiele bardziej wyjątkowe będzie, jeśli zostaniesz. – Logan otworzył drzwi, a kiedy wyszedł na korytarz, zawołał: – Ale gdybyś wychodził, po prostu zatrzaśnij za sobą drzwi. Do zobaczenia wieczorem, Williamie!

Wygadany sukinsyn, pomyślał Tate, uśmiechając się mimowolnie.

Jak, do diabła, kiedykolwiek myślałem, że zdołam mu się oprzeć?

Nie miał żadnych szans.

3

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Część I. Ignorancja
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Część II. Akceptacja
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Take

(The Temptation Series 2)

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Zyszczak.pl Paulina Zyszczak

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Volles (Shutterstock.com)

Copyright © 2014. TAKE by Ella Frank

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Gabriela Jakubowska, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66611-79-5

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek