37,00 zł
Wiceprokurator Imma Tataranni powraca, by zmierzyć się z podwójną, mroczną zagadką osadzoną w malowniczych przestrzeniach włoskiej Matery.
Co łączy zagadkową śmierć dawnej koleżanki Immy, Stelli Pisicchio, z tajemniczymi szklanymi negatywami z XIX wieku, dokumentującymi zapomniane rzezie cywilów? Dlaczego ciało Stelli znajduje się w mieszkaniu zamkniętym od wewnątrz?W toku śledztwa ta z pozoru banalna sprawa szybko się komplikuje. Morderstwo łączy się bowiem z bolesną młodzieńczą namiętnością prokurator, a dodatkowo odsłania mroczny sekret skrywany przez groty Basilikaty. Czy to właśnie one mają związek z zaginięciem chłopca z sąsiedztwa – Eustacchio Quaratino? I czy wiceprokurator zdoła go odnaleźć?
W trakcie tego zawiłego śledztwa Imma musi zmierzyć się nie tylko z duchami włoskiej historii, ale i z własnymi uczuciami. Długo tłumione pożądanie prowadzi do wydarzeń, które mogą zagrozić całemu jej światu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 313
Tytuł oryginału:Rione Serra Venerdì
Copyright © 2018, 2021 Mariolina Venezia First published in Italy in 2018 by Giulio Einaudi editore s.p.a., Torino This edition published in agreement with Piergiorgio Nicolazzini Literary Agency (PNLA) and Book/Lab Literary Agency, Poland For the Polish edition copyright © 2026 Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-8403-091-2
Opieka redakcyjnaDorota Jabłońska
Opracowanie redakcyjneAnna Suligowska-Pawełek
KorektaAnna Burger, Sylwia Chojecka
Projekt okładkiKatarzyna Kaczmarek
Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.
Tak jak prokuratura w Materze nie jest tam, gdzie być powinna, tak też każde odniesienie do ludzi, faktów, stanowisk jest jedynie wytworem fantazji. Postaci, które zaludniają te strony: prefekci, zastępcy prokuratorów, kaprale i niebezpieczne gospodynie domowe, są wymyślone, wszelkie odniesienia do rzeczywistości to dzieło przypadku.
Komendantura regionalna karabinierów, posterunek w Materze. Z obowiązku służbowego informujemy, że w dniu 19 stycznia 2006 roku o godzinie 11 karabinierzy z ww. posterunku, zaalarmowani przez straż pożarną, udali się do mieszkania Stelli Pisicchio, znajdującego się przy ulicy Gianturco 2 w dzielnicy Serra Venerdì...
Imma nie była w stanie tego pojąć. I ciągle czytała raport, mimo że znała go już na pamięć. Stella Pisicchio, rocznik 1962, tak jak ona, ale z października, znaleziona na swoim łóżku, w pozycji leżącej, na brzuchu. Ubrana tylko w czarną koronkową bieliznę. Siniaki na nadgarstkach, jeden szczególnie widoczny. Została uduszona.
Podczas gry erotycznej: to była pierwsza myśl wszystkich, poczynając od sierżanta Calogiuriego, który – gdy mówił o tym – odwrócił wzrok, czerwieniąc się, jakby miał coś na sumieniu. I do tego momentu wszystko wydawało się normalne. Szczegóły nieznanych praktyk tej zatwardziałej singielki, no cóż, powiedzmy sobie szczerze: starej panny, i dynamika morderstwa miały zostać wyjaśnione po powrocie lekarza sądowego. Ten zaś dzień wcześniej musiał pilnie udać się do Padwy, gdzie jego syn został poważnie ranny w wypadku drogowym. Doktor Taccardi podpisał tylko zgodę na pochówek i wyjechał, nie dostarczywszy nawet pierwszych wyników autopsji. A nikt nie odważył się do niego zadzwonić, żeby o nie zapytać.
Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak później. Mieszkanie było zamknięte od wewnątrz na zamek z blokadą. Żadnych śladów włamania. Kilka otwartych szuflad, może to nieśmiała próba zmylenia tropu, a może morderca czegoś szukał i ktoś go spłoszył. Pomieszczenie było w miarę uporządkowane, okna zamknięte. Tak wynikało również ze zdjęć rozrzuconych teraz na biurku w gabinecie Immy. Leżały między aktami: pomarańczowymi stosami dokumentów dotyczących nieznanych sprawców, zielonymi ze sprawami prowadzonymi tylko przez jednego sędziego, a także białymi, brązowymi, niebieskimi. Wszystkie opatrzone jej nazwiskiem: magister Immacolata Tataranni, zastępca Prokuratora Republiki.
Z pozłacanej kuli stojącej na biurku – prezentu z okazji przeniesienia od sycylijskich kolegów – patrzyły na nią zamyślone żółte oczy. Imma zacisnęła usta i zmarszczyła nos, który w odbiciu wydawał się jeszcze bardziej kartoflowaty. Zbyt wiele dziwnych rzeczy tu się zebrało, poczynając od osobowości ofiary, a przynajmniej tego, w jaki sposób postrzegali kobietę ci, którzy ją znali, co niewiele miało wspólnego z pikantnymi scenariuszami przebiegu morderstwa. „Znali” to zresztą za dużo powiedziane...
Czy kiedykolwiek rozumiałaś ludzi? Immę dręczył natrętny głosik. Zapytaj swoją córkę...
Udając, że go nie słyszy, ignorując egzystencjalne refleksje, w których mogłaby ugrzęznąć, i oceny, które z pewnością byłyby mało obiektywne, starała się trzymać faktów i zadawała sobie jedno pytanie, zawsze to samo: jak morderca opuścił miejsce zbrodni?
Nikt nie zauważył podejrzanych osób na schodach. Nawet krawcowa. To ona odkryła ciało. Mieszkała na parterze budynku w Serra Venerdì, jednego z tych wzniesionych po ewakuacji Sassi. Podczas szycia widziała przez okno każdego, kto wchodził do bramy lub z niej wychodził. To właśnie jej – Rosie Staffieri – Stella Pisicchio zostawiała klucze do domu. Dopiero co go wyremontowała, ale wciąż było tam coś do zrobienia.
Kiedy krawcowa, rankiem w dniu znalezienia ciała, poszła na górę, żeby wpuścić hydraulika, zastała drzwi zaryglowane od środka. Nikt nie odpowiadał na jej wołania. Zaniepokoiła się, o tej porze Stella powinna być w domu. Pomyślała, że sąsiadka może zasłabła, i natychmiast wezwała karetkę oraz straż pożarną.
Incydent wydarzył się najwyraźniej po południu dnia poprzedniego, w poniedziałek. Lekarz sądowy nie zdążył podać dokładniejszego przedziału czasowego. Błądząc myślami bez żadnych dowodów, Imma wysunęła kilka hipotez.
A: Pisicchio udusiła się sama; B: morderca rozpłynął się w powietrzu. C:...
– Co robimy, pani prokurator? Już jesteśmy spóźnione.
Diana pojawiła się w drzwiach oddzielających ich biura. Płaszcz zapięty pod szyję, torebka, kapelusz i szalik dopasowane do butów. I stosownie poważna mina.
Imma odpowiedziała po chwili, zamyślona:
– Znasz drogę. A może mam ci narysować mapę?
Asystentka spojrzała na nią, wyciągnęła szyję, jakby chciała coś dodać, po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Tataranni otrząsnęła się i zerknęła na zegarek. Musiała przyznać, jak za czasów liceum, że obecna kierowniczka kancelarii znowu miała rację.
Imma niechętnie porzuciła akta, włożyła puchówkę i poszła za asystentką, myśląc o czekoladce Pisicchio, zamkniętej na klucz w szufladzie szafki nocnej razem z dokumentami i dwoma tysiącami euro w banknotach. Poczuła głód. Fakt, pora obiadowa dawno minęła, dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę.
W połowie korytarza natknęła się na Calogiuriego, który wymruczał powitanie i poszedł dalej. „Matko Boska! Nadal masz do mnie pretensje o tę dziewczynę?”, miała ochotę go zapytać. „Minął rok. Była morderczynią, musiałam ci kazać, byś oddał ją w ręce sprawiedliwości. I nie zmusiłam cię do uwiedzenia jej. Ani tym bardziej do zakochania się”. Twój las, twoje drzewa! Pierwszy krok nie należał do niej. Żarty jakieś.
– Calogiuri!
Sierżant zatrzymał się i zawahał przez ułamek sekundy, zanim się odwrócił. Imma zawróciła i ruszyła w jego stronę, przynajmniej w ten sposób nabierała odwagi.
– Co tam z Pisicchio? – spytała.
Spojrzał na nią zdezorientowany.
– Coś nowego?
– Działamy.
Wielkie dzięki. To było pierwsze morderstwo, które Calogiuri prowadził od czasu awansu. Robił to z maksymalnym zaangażowaniem, ale między nimi nie istniała już ta chemia, która słusznie lub niesłusznie wywoływała w całej prokuraturze plotki.
Przekazał jej dwie lub trzy rzeczy, o których już wiedziała: badanie odcisków palców na miejscu zbrodni, poczynając od tych z płyty Lucia Battistiego, która leżała na stole, nie ujawniło niczego interesującego. A okno dachowe na antresoli, jedyny otwór, który zamykał się od zewnątrz, pomieściłoby dorosłego, ale tylko przeciętego na pół. Jeśli chodzi o poluzowane dachówki, to pewnie były efektem padającego wcześniej przez kilka dni deszczu.
Obserwując sierżanta, szukała w spojrzeniu jego niebieskich oczu jakiegoś śladu dawnego czułego chłopaka. Calogiuri dodał, że jedynie badania komputera ofiary dały wynik godny uwagi: Stella Pisicchio – właśnie ona, tak – była zalogowana na stronie randkowej.
Imma przypomniała sierżantowi o sprawdzeniu billingów telefonicznych, a ten odpowiedział, że już się tym zajęli. Tataranni nagle zauważyła, że jeśli Pisicchio spotkała kogoś w ostatnich miesiącach, to trzeba go wezwać do prokuratury. Nie mając nic więcej do dodania, ruszyła do wyjścia, bo już była spóźniona. Ale zdążyła zrobić tylko kilka kroków.
– Dlaczego według ciebie ktoś trzyma czekoladkę zamkniętą na klucz w szufladzie szafki nocnej?
– Może była głodna w nocy.
Imma szła korytarzem, przeklinając dzień, w którym wpadła na pomysł użycia swojego najlepszego człowieka jako przynęty, bo w tym momencie nie miała bladego pojęcia, co powinna zrobić, by odzyskać zaufanie sierżanta oraz jego szacunek, nie mówiąc już o czymś więcej. Szczęśliwy ten, kto zna odpowiedź.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
