Sekretna wojna. Z dziejów kontrwywiadu II RP -  - ebook

Sekretna wojna. Z dziejów kontrwywiadu II RP ebook

0,0
39,00 zł

lub
Opis

Historia polskich służb specjalnych w okresie międzywojennym cieszy się dużą popularnością wśród badaczy i czytelników. Najczęściej jednak autorzy koncentrują się na historii służb wywiadu lub rozpatrują działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą łącznie.

Twórcy niniejszego tomu postanowili przybliżyć czytelnikom rzadziej omawiane zagadnienia ochrony przed aktywnością obcych służb, w tym przed działalnością szpiegowską. Zamieszczono tu artykuły napisane przez blisko trzydziestu uznanych specjalistów. Omawiają oni nie tylko okres II Rzeczpospolitej, ale także Polskiego Państwa Podziemnego, które było jej kontynuatorem. Szeroki zakres tematyczny prezentowanych prac pokazuje zarówno kruchość suwerennego bytu przedwojennej Polski, jak i warunki, w jakich przyszło działać ludziom służb specjalnych walczącym o jego zachowanie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 798




Pod redakcją Zbigniewa Nawrockiego Sekretna wojna Z dziejów kontrwywiadu II RP ISBN Copyright © by Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralny Ośrodek Szkolenia im. gen. dyw. Stefana Roweckiego ,,GROTA’’, Emów 2013, 2014 All rights reserved Zespół redakcyjny Zbigniew Nawrocki (redaktor naczelny), Damian Szlachter (sekretarz redakcji) Izabela Laskus, Grażyna Osuchowska, Anna Przyborowska (redakcja i korekta) Recenzenci prof. dr hab. Zbigniew Wawer, dr Paweł Skubisz Projekt okładki Izabella Marcinowska Opracowanie graficzne i techniczne Barbara i Przemysław Kida Wydanie 1 w tej edycji Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 faks 61 852 63 26 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 [email protected] Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Szanowni Państwo!

Niniejsze opracowanie to kolejna inicjatywa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego związana z popularyzacją historii polskich służb specjalnych. Materiał, który trzymacie Państwo w ręku, jest efektem konferencji naukowej pod nazwą KontrwywiadIIRP (1914) 1918–1945 (1948), która odbyła się w dniach 7–8 listopada 2012 r. w Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW im. gen. dyw. Stefana Roweckiego „Grota” w Emowie. Wzięli w niej udział historycy z różnych środowisk, których połączyła jedna pasja — badanie historii polskich służb specjalnych. Cieszę się, że w tym znamienitym gronie znaleźli się również funkcjonariusze ABW.

Myślę, że ta publikacja przybliży Państwu nieznane fakty z historii polskich służb specjalnych dwudziestolecia międzywojennego i okresu II wojny światowej. Zachęcam do lektury nie tylko pasjonatów historii służb, lecz także wszystkich miłośników historii Polski.

szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

płk Dariusz Łuczak

Od redakcji

Dorobek polskiej historiografii obejmującej badania historii polskich służb specjalnych, szczególnie okres Drugiej Rzeczpospolitej, w tym II wojny światowej, można dzisiaj określić jako bogaty. Badania naukowe obejmujące dwudziestolecie międzywojenne i okres istnienia Polskiego Państwa Podziemnego — naturalnego kontynuatora niepodległej Rzeczpospolitej — do tej pory dotyczyły przeważnie historii służb wywiadu lub rozpatrywały działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą łącznie. Zagadnienia ochrony przed aktywnością obcych służb, w tym przed działalnością szpiegowską, były w zasadzie poruszane w publikacjach o charakterze przyczynkarskim —prezentowano jedynie wybraną tematykę, badano funkcjonowanie komórek polskiego kontrwywiadu na określonych kierunkach geograficznych, zestawiano biografie oficerów wywiadu i kontrwywiadu, przedstawiano zmiany w strukturach służb prowadzących działania operacyjne, zwłaszcza Oddziału II Sztabu Generalnego (Głównego) Wojska Polskiego. Podejmowano też — nie do końca przejrzyste — próby opracowania wydawnictw słownikowych i leksykonów poświęconych polskim służbom specjalnym.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznaje za istotne budowanie etosu służby w nawiązaniu do tradycji Wojska Polskiego z okresu Drugiej Rzeczpospolitej oraz Armii Krajowej, a także wzorowanie się na oficerach Oddziału II Wojska Polskiego niepodległej Rzeczpospolitej i Armii Krajowej. Stąd też pomysł zorganizowania przez Centralny Ośrodek Szkolenia ABW cyklu corocznych spotkań historyków zajmujących się badaniem historii służb specjalnych. Byłyby one, w zamyśle organizatorów, forum, na którym prezentowano by najnowsze wyniki badań nad historią polskiego kontrwywiadu, a ich celem nadrzędnym byłoby opracowanie i wydanie monografii poświęconej temu zagadnieniu.

Publikacja, którą przekazujemy do rąk Czytelników, jest początkiem tej drogi. Jest ona zbiorem materiałów, które zostały zaprezentowane przez historyków na pierwszym spotkaniu zorganizowanym przez COS ABW w dniach 7–8 listopada 2012 r. Materiałów, przyznajmy, różnorodnych, przekraczających cezury czasowe przyjęte dla Drugiej Rzeczpospolitej, zarówno dotyczących spraw międzynarodowych, ogólnokrajowych czy terenowych, jak i zawierających biografie wybitnych postaci historycznych, a także bibliografię. Całość jest plonem pracy 27 historyków reprezentujących różne środowiska badawcze i mających, najczęściej, uznany dorobek naukowy w tej dziedzinie. W spotkaniu brali udział zarówno ci, którzy tematykę działalności służb specjalnych podjęli już w latach 90. ubiegłego wieku, niezwłocznie po zaistnieniu warunków do nieskrępowanego badania tych zagadnień, jak i przedstawiciele pokolenia, dla którego służby specjalne Drugiej Rzeczpospolitej stały się tematem zainteresowań dopiero w ostatnich latach.

Jako inicjatorzy, a zarazem organizatorzy konferencji mamy nadzieję, że nasze przedsięwzięcie spotka się z przychylnością środowisk naukowych oraz ze zrozumieniem i życzliwością ze strony Czytelników. Wierzymy, że lektura pierwszego, z założenia, tomu materiałów pozwoli przybliżyć zarówno kruchość suwerennego bytu przedwojennej Polski, jak i warunki, w jakich przyszło działać ludziom służb specjalnych walczącym o jego zachowanie.

Dyrektor Centralnego Ośrodka Szkolenia ABW

im. gen. dyw. Stefana Roweckiego „Grota”

mjr dr Zbigniew Nawrocki

Włodzimierz Suleja

Służby specjalne II Rzeczpospolitej. Ideowy rodowód

W historii II Rzeczpospolitej jej służby specjalne zapisały wyrazistą, znaczącą kartę. Rezultaty ich dokonań można dostrzec na długo przed listopadem 1918 roku, a ogromny wkład w wywalczenie kształu granic i pokonanie zewnętrznego wroga, którym była przede wszystkim bolszewicka Rosja, jest nie do przecenienia. Dzięki wysiłkowi badawczemu sporej grupy historyków, nie tylko zajmujących się sprawami wojskowości, wiemy, kto je tworzył i jak funkcjonowały, biorąc udział w niewidocznej „bitwie o tajemnice”1 czy, jak ujął to Grzegorz Nowik, „rozszyfrowując rewolucję”2. Wiemy, jak przedstawiały się drogi karier zawodowych najbardziej znaczących ludzi służb i jak potoczyły się ich losy po 1939 roku. Z tego powodu warto zadać pytanie o ich ideowy format i rodowód, o zestaw nie tyle nawet poglądów politycznych, co ideałów, które ich ukształtowały, dyktując wybór drogi życiowej w służbie dla Niepodległej. Służbie więcej niż trudnej i nie zawsze należycie docenionej.

Przed listopadem 1918 roku ideałem każdego świadomego Polaka (wprawdzie przed wybuchem I wojny światowej nader rzadko eksponowanym) była wolna, niepodległa Polska. Ten cel, choć traktowany jako mało realny i czasowo odległy, stawiali sobie członkowie polskich partii politycznych we wszystkich zaborach, uczestnicy samokształceniowych kółek czy zwolennicy irredentystycznych wystąpień. A przecież spór o drogi wiodące do Niepodległej i sens walk toczonych w całym porozbiorowym okresie dzielił nie tylko polityków czy publicystów, ale też i artystów, przenosząc się na karty powieści i strofy wierszy, między ramy malarskich dzieł, znajdując również swe miejsce pod przysłowiową strzechą, nie wspominając o kawiarnianym stoliku.

Z godną podziwu regularnością przeświadczenie, że „ta, co zginęła, wyrośnie z naszej krwi” przez całe XIX stulecie kierowało do powstańczych szeregów kolejne pokolenia, obficie płacące daninę krwi. Polskim niepodległościowym doświadczeniem była też Syberia i kazamaty austriackich oraz pruskich twierdz. Z drugiej jednak strony obok irredentystycznych tradycji w palecie narodowych doświadczeń mieści się i gospodarczy dorobek Królestwa Kongresowego, i ciche, a wytrwałe zmagania toczone w Wielkopolsce podczas „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”, i wreszcie podejmowane już w XX wieku przez zwolenników Ligi Narodowej próby zbudowania społeczeństwa zdolnego do podjęcia walki o narodowy byt, zwartego wewnętrznie i solidarnego. Nie ulega zatem wątpliwości, że każdy z późniejszych uczestników zmagań prowadzonych na „tajnym froncie”3 — czy wymienimy tu Ignacego Matuszewskiego, Tadeusza Pełczyńskiego czy Karola Bołdeskuła — wyrastał w klimacie ideowych sporów i niełatwych decyzji. W motywach działań podejmowanych przez te postacie można dostrzec poczucie obowiązku wynikające z przynależności do narodowej wspólnoty, uleganie naciskowi narodowej tradycji, ale też element przygody, egoistyczne pożądanie sławy czy altruistyczną skłonność do poświęceń.

Charakterystyczne jest to, że ci wszyscy, którzy po listopadzie 1918 roku współtworzyli polskie służby specjalne, należą do grupy wiekowej przychodzącej na świat w dwu ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku. Zaliczają się zatem do pokolenia „niepokornych”, wnikliwie sportretowanego najpierw przez Bohdana Cywińskiego4, a następnie przez Romana Wapińskiego5. Wprawdzie trudno zaliczyć ich do generacji „ludzi podziemnych” (dla znacznej ich części pokoleniowe doświadczenie rozpoczynało się od strajku szkolnego, a obywatelską szkołą stawał się udział w ruchu strzeleckim bądź drużyniackim), niemniej jednak nawet ta relatywnie mniej obciążona personalnym ryzykiem decyzja o osobistym zaangażowaniu musiała się wymykać jakimkolwiek ocenom czynionym w kategoriach zdrowego rozsądku politycznego. Podkreślmy, że przed pokoleniem tym nie stała charakterystyczna dla pierwszej połowy XIX stulecia alternatywa: bić się czy nie bić? Dla większości z nich, zwłaszcza zaangażowanych w irredentystyczną konspirację, wybór był oczywisty — walkę orężną należy skorelować z momentem wybuchu wojny powszechnej, podczas której sprawa polska straciłaby swój lokalny, międzyzaborowy charakter, a stała się kwestią międzynarodową. Pozostawała wtedy kwestia zadbania o niezbędne siły własne i wyboru tymczasowego, taktycznego sojusznika. To zaś generowało, również w obrębie pokolenia ówczesnych dwudziesto- czy trzydziestolatków, pojawienie się ostrego sporu politycznego. Sporu orientacyjnego.

Polskimi politykami, którzy uosabiali ten spór, byli Roman Dmowski i Józef Piłsudski. Poza nimi w spór angażowali się także wszyscy ci, którzy dostrzegali bodaj minimalną szansę na zmianę statusu ziem polskich w momencie, gdyby w Europie doszło do zderzenia dwu wielkich bloków militarno-politycznych. To oznaczało, że przeciwko sobie musieliby stanąć zaborcy.

Opowiedzenie się po stronie orientacji antyniemieckiej, której teoretyczne podwaliny stworzył właśnie Dmowski (głównie na łamach wydanej wówczas pracy Niemcy, Rosjaikwestiapolska) było psychologicznie trudniejsze, gdyż przywódca Ligi Narodowej zrywał ze sposobem zhierarchizowania wrogów sprawy polskiej, tak typowego dla całego XIX stulecia6. Argumenty wysuwane przez Dmowskiego — militarna potęga Niemiec, a zwłaszcza ich konsekwencja w prowadzeniu antypolskiej akcji germanizacyjnej — musiały przemawiać do wyobraźni tych, którzy dostrzegali słabość carskiego imperium i jego relatywnie mniejszą skuteczność w walce z polskością. Nader ważne, choć dla względnie wąskiego kręgu wtajemniczonych, było też przekonanie, że tylko w czasowym, taktycznym powiązaniu z Rosją (a pośrednio, co także miało znaczenie, również z zachodnimi demokracjami) można będzie po zwycięskiej wojnie zjednoczyć ziemie wszystkich trzech zaborów, co traktowano jako niezbędny, a zarazem wstępny etap na drodze do uzyskania niepodległości. I choć sam Dmowski wyraźnie nie doceniał rusyfikacyjnych zabiegów caratu, a ich destrukcyjny wpływ, zwłaszcza w sferze moralnej, lekceważył, to w gronie przyszłych kreatorów służb specjalnych II Rzeczpospolitej mógł mieć zwolenników.

Znacznie bardziej widoczni byli jednak zwolennicy orientacji antyrosyjskiej. Głosili oni, ustami nie tylko Piłsudskiego, konieczność prowadzenia polityki walki czynnej. Stali też na stanowisku doprowadzenia do kolejnego powstania narodowego, tradycyjnie skierowanego przeciwko Rosji. Po doświadczeniach z lat 1904–1907 nie byłoby to masowe, rewolucyjne starcie, lecz regularna wojna, prowadzona przez zorganizowaną uprzednio armię powstańczą, „z fizyczną przemocą, którą carat na zdławienie ruchu rewolucyjnego wystawi”7. Terminologia stosowana przez Piłsudskiego i jego otoczenie jest wciąż głęboko zanurzona w PPS-owskiej tradycji, niemniej jednak rewolucja nie jest dla nich niczym innym, jak właśnie narodowym powstaniem. Zamysły Piłsudskiego i ruch przez niego stworzony znacznie silniej niż wywody Dmowskiego trafiały do umysłów aktywnych młodych ludzi ze wszystkich zaborów, którzy przypominali pod tym względem swoich dziadów śniących „sen o szpadzie”. Był to główny powód ideowych secesji z obozu narodowego pomiędzy 1908 a 1912 rokiem, secesji, które znaczne grupy aktywnych politycznie młodych ludzi zaprowadziły w szeregi polskiej irredenty, a później, w niepodległej już Polsce, w szeregi polskiego wojska i, co oczywiste, również do służb specjalnych.

Orientacyjne wybory, co należy szczególnie mocno podkreślić, nie prowadziły jednak do utożsamiania własnych celów politycznych z tymi, które mógł mieć na widoku taktyczny sojusznik. I Rosja, i monarchia Habsburgów zamierzały wprawdzie wykorzystać polską aktywność dla własnych celów, ale wsparcie czy to planów zjednoczeniowych, czy łudzenie perspektywą budowy trialistycznej monarchii z silnym, rozbudowanym terytorialnie polskim segmentem w ostatecznym rozrachunku położone było na drodze wiodącej zwolenników obu opcji do finalnego celu — niepodległości.

Lektura życiorysów tych wszystkich, którym w wywiadzie i kontrwywiadzie powierzano funkcje kierownicze, przekonuje o tym, że najliczniejszą grupę w służbach specjalnych stanowili oficerowie mający za sobą doświadczenie strzeleckie, a następnie legionowe. Nie oznacza to monopolu — z armii rosyjskiej wywodzili się na przykład Ignacy Matuszewski8, Mieczysław Mackiewicz czy Stanisław Gano, z armii austriackiej zaś Karol Bołdeskuł — niemniej jednak odwołania w życiorysie do Związku Walki Czynnej, Związku Strzeleckiego, drużyn, wreszcie formacji legionowych (w tym miejscu można przywołać nazwiska Jerzego Ferek-Błeszyńskiego, Tadeusza Schaetzela, Teodora Furgalskiego, Józefa Smoleńskiego, Jana Ciastonia czy najmłodszego w tym gronie Jerzego Niezbrzyckiego) są szczególnie częste. Tę swoistą reprezentację może do pewnego stopnia tłumaczyć szczególna polityka personalna, prowadzona w armii po maju 1926 roku, ale jest to raczej błędny wniosek. Do służb specjalnych nie kierowano ludzi przypadkowych, a ideowa postawa była bez wątpienia bardzo liczącym się elementem. Wypracowana, dodajmy, przed listopadem 1918 roku.

Trudno zatem nie dostrzec, że kierowniczy trzon służb specjalnych II Rzeczpospolitej stanowili ci, którzy, wyrastając w ideowej, patriotycznej atmosferze w ruchu paramilitarnym, stworzonym przede wszystkim przez Piłsudskiego, dostrzegli realną szansę na wyruszenie z bronią w ręku do jawnej, otwartej walki o Polskę. Gotowi byli uczestniczyć w kolejnym zbrojnym zrywie narodowym, podobnym do niemal wszystkich poprzednich powstań o wyraźnie antyrosyjskim charakterze. Rosja bowiem niezmiennie pozostawała dla nich wrogiem głównym, zagradzającym drogę do niepodległości. Nie oznaczało to utożsamiania się z celami „tymczasowych sojuszników”, w tym przypadku Austro-Węgier, przy czym działaniem, które byłoby w stanie zniwelować, w ich przekonaniu, niekorzystną różnicę sił, mogłoby być zbrojne wystąpienie społeczeństwa na terenie Królestwa. Trudno orzec, czy stosunkowo młody, zaangażowany w ruch strzelecki człowiek liczył na swoisty automatyzm powstańczego wybuchu w państwie cara, choć właściwy wiekowi idealizm czy też optymizm skłaniają do udzielenia odpowiedzi twierdzącej. Ich przywódca doskonale zdawał sobie jednak sprawę, zwłaszcza wobec braku reakcji zniewolonego społeczeństwa na irredentystyczne sygnały, wysyłane przed sierpniem 1914 roku, że strzelecka powstańcza awangarda musi podjąć ryzyko i swym wystąpieniem uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Nawet jeśli okazałaby się ona negatywna. W tym wypadku planowane powstanie zamieniłoby się w zwykłą demonstrację zbrojną, droga wiodąca do niepodległości uległaby zaś znacznemu wydłużeniu.

Dla tych wszystkich, którzy śladem „kadrówki” wkroczyli do Królestwa, sierpień 1914 roku oprócz euforii przyniósł też olbrzymie rozczarowanie. Łoskot pospiesznie zamykanych okiennic w miejscowościach, które leżały na trasie przemarszu żołnierzy na długo utkwił w ich pamięci, podobnie jak żal do rodaków poddających się biernie rozwojowi wypadków. Zakończona w obozach jenieckich legionowa epopeja przyniosła jednak niewspółmiernie duże korzyści do relatywnie nieznacznego liczbowego udziału społeczeństwa w żołnierskim wysiłku w stosunku do ogromu ludzkich środków zaangażowanych przez armie walczących mocarstw. Kształtował się wówczas polski żołnierz, walczący o jasno wytyczony cel. Uwidoczniały się najlepsze cechy młodego, nie obciążonego rutyną wojska, takie jak śmiałość, szybkość działania, budząca podziw fantazja. Odradzała się, co szczególnie należy podkreślić, polska tradycja militarna.

Nie ulega wątpliwości, że najważniejszy impuls, promieniujący z czasem na inne polskie formacje w Rosji i we Francji, dały Legiony. Były one, a zwłaszcza I Brygada, formacją szczególną, nie tylko ze względu na procentowo dużą liczbę osób z wyższym i średnim wykształceniem w porównaniu z pozostałymi ochotnikami. Celowo pielęgnowane odrębności w umundurowaniu, zwyczaju wojskowym czy stosunkach międzyludzkich służyły nie tylko integrowaniu oddziału i utrzymywaniu wciąż rosnącego dystansu wobec tymczasowego, czarno-żółtego sojusznika, ale i budowaniu właśnie owej tradycji, zagubionej po styczniowym zrywie. I choć, czego nie sposób bagatelizować, w całych Legionach, a zwłaszcza w I Brygadzie, można także dostrzec wyraźne symptomy kształtowania się kultu wodza, to z drugiej strony należy pamiętać, że nigdy nie przybrał on charakteru bezrefleksyjnego, sami zaś legioniści nie przekształcili się w ludzi ślepo wykonujących niezrozumiałe polecenia Komendanta. To prawda, że Piłsudski był dla swoich podkomendnych niekwestionowanym autorytetem, zarówno politycznym, jak i moralnym. Wszelako i legioniści, i członkowie powołanej do życia jesienią 1914 roku podziemnej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), nie należeli do zbiorowości irracjonalnie akceptującej stanowisko swojego Brygadiera. Trudno też znaleźć wojsko bardziej od I Brygady rozpolitykowane, a przy tym tworzące tak rzutką i dynamiczną zbiorowość młodych ludzi, zdolnych do objęcia w nowych, „cywilnych” już warunkach, istotnych, wymagających intelektualnych i organizacyjnych kwalifikacji, posterunków. Stąd często przywoływana w oskarżycielsko-demaskującej konwencji formuła „Komendant wie, co robi”, mająca jakoby ukazywać celowe uchylanie się od samodzielnego myślenia, nie była rozpaczliwą próbą ucieczki od niejednoznacznej, częstokroć wrogiej rzeczywistości, lecz szczególnego rodzaju poświadczeniem słuszności w pełni świadomie obranej drogi. Tej drogi, u której kresu to właśnie pokolenie spodziewało się dotrzeć do własnego, niepodległego państwa.

Lata strzeleckich przygotowań, niepodległościowej konspiracji i legionowych zmagań zaowocowały wypracowaniem jeszcze jednej, fundamentalnej cechy — zrozumienia, czym jest służba. Ojczyźnie służono na każdym, najskromniejszym i obciążonym najskrajniejszym ryzykiem, posterunku. Nie można było się od niej uchylać, przesłaniać partykularnym wyborem, lekceważyć. Służono nie dla zaszczytów i korzyści. Nagrodą było dobre imię i świadomość przybliżania się finalnego celu. Obserwacja ta dotyczy wszystkich tych, którzy uformowali się ideowo w dobie walki o Niepodległą, a w czasach budowy zrębów II Rzeczpospolitej i w obronie jej suwerenności zostali skierowani na „tajny front”. Niewidoczny, choć równie ważny jak wszystkie inne cywilne i wojskowe odcinki.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 Co zaznaczył w tytule swej monografii Władysław Kozaczuk, zob. W. Kozaczuk, Bitwa o tajemnice. Służby wywiadowcze Polski i Rzeszy Niemieckiej 1922–1939, Warszawa 1975.

2 G. Nowik, Zanim złamano Enigmę, rozszyfrowano Rewolucję. Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920, Warszawa 2010.

3 Tak z kolei ukazywał wywiadowczą działalność Jerzy Gaul, zob. J. Gaul, Na tajnym froncie. Działalność informacyjno-wywiadowcza polskich organizacji niepodległościowych w latach 1914–1918, Warszawa 2001.

4 B. Cywiński, Rodowody niepokornych, Warszawa 1971.

5 Zob. zwłaszcza R. Wapiński, Pokolenia Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław 1991.

6 Szerzej na ten temat zob. K. Kawalec, Roman Dmowski 1864–1939, Wrocław 2002.

7 J. Piłsudski, Pisma zebrane, t. 2, Warszawa 1937, s. 294.

8 Na temat tej wybitnej postaci zob. W. Suleja, Ignacy Matuszewski, „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” 2011, nr 4, s. 199–203.