REI - Monika Fudali - ebook

REI ebook

Monika Fudali

0,0

Opis

Japońskie demony są różne. Jedne potrafią koegzystować z ludźmi, inne ich pożerają, a niektóre – wbrew naturze – próbują przedrzeć się do świata żywych, wykorzystując ludzkie ciała jako naczynia.

Naoko widzi to, co ukryte przed ludzkimi oczami: istoty o złych intencjach, pasożytujące na emocjach i wierzeniach ludzi. Gdy odkrywa kobietę noszącą w sobie byt wymykający się wszelkim klasyfikacjom, rozpoczyna śledztwo prowadzące do świata dawnych mitów, zakazanych rytuałów i wiedzy, o której lepiej byłoby zapomnieć.

Do sprawy zostaje wciągnięty Keisuke Kurokawa – medium obciążone winą po wydarzeniach sprzed lat. Jego powrót w rodzinne strony staje się początkiem konfrontacji nie tylko z własną przeszłością, lecz także z istotą rozwijającą się w łonie kobiety – bytem, którego narodziny mogą zachwiać granicą między bogiem a potworem. Wraz z kolejnymi odkryciami Naoko i Keisuke trafiają na ludzi gotowych poświęcić wszystko, by doprowadzić do tych narodzin, wierząc, że przyniosą one światu cud.

REI to horror osadzony we współczesnej Japonii, łączący motywy mitologii i thrillera paranormalnego. Opowieść o tym, co rozwija się w ukryciu – w ciałach, umysłach i legendach, które nigdy nie przestały być żywe.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 224

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



MONIKA FUDALI

REI

Yamanba1

– Mój wnuk został porwany przez górską wiedźmę – bez wstępów odezwał się roztrzęsiony przez emocje głos. Informacja ta zawisła w eterze linii telefonicznej, przerywana leciutkimi trzaskami.

–  Skąd ta pewność, Mariko?

–  Poszedł w góry Nabekura i nie wrócił. Szukają go od dwóch dni. Choć nikt mi nie wierzy, ja wiem, że to ONA. Kiedy byłam mała, to porwała mojego kolegę z klasy. Uciekł od niej po tygodniu, ale to nie był już ten sam chłopiec...

–  To niczego nie dowodzi – odparła łagodnie Magumi Kurokawa. – Bardzo mi przykro, że dosięgła cię taka tragedia. Mam nadzieję, że go znajdą.

– Musisz mi pomóc – ton koleżanki przybrał błagalną barwę. – Jeżeli nie odnajdziemy jej jaskini na czas, to ona go pożre!

Megumi musiała się poddać. Nie miała serca odmówić zdesperowanej koleżance z czasów szkolnych. Ich znajomość trwała przez pięćdziesiąt lat, a co najważniejsze – była jedną z niewielu osób, które zaakceptowały jej nietypowe zdolności.

–  Jestem lekko niedysponowana, więc nie mogę przyjechać osobiście, ale wyślę kogoś, aby zbadał sprawę. Jednak niczego nie obiecuję – wyznała szczerze. – Twój wnuk mógł po prostu się zgubić albo mieć wypadek...

–  Czuję, że to ONA – wtrąciła z mocą Mariko. – Nie jestem medium jak ty, ale nieraz w życiu miałam silne przeczucia, które się sprawdzały. Jak wtedy, gdy mój ojciec zmarł i kiedy siostra otarła się o śmierć. Musisz mi uwierzyć, kto jak nie ty?

Megumi nie mogła temu zaprzeczyć, w sprawach paranormalnych jej koleżanka mogła liczyć tylko na nią.

–  Dobrze, jeszcze dzisiaj wsadzę kogoś do pociągu.

–  Dziękuję bardzo! – z ulgą wydusiła Mariko. – Tylko pospiesz się. Czas nagli!

Pożegnały się i Megumi odłożyła słuchawkę na widełki telefonu stacjonarnego. Relikt przeszłości zostawiony w tle za erą komórek. Kobieta westchnęła i ruszyła korytarzem. Zatrzymała się przed rozsuwanymi drzwiami i delikatnie zastukała w ramę.

–  Keisuke? Jesteś tam? – zapytała.

–  Tak, wejdź, babciu.

Otworzyła i przekroczyła próg. Mężczyzna siedział przy niskim stoliku. Przed nim piętrzyły się jakieś notatki, które starał się zgarnąć w jedno miejsce. Spojrzał na nią wyczekująco. Czarne jak węgiel włosy opadały niesfornie na prawą stronę twarzy, domagając się wizyty u fryzjera. Keisuke odgarnął je z brązowych oczu swoimi długimi palcami.

–  Wiem, że przyjechałeś do mnie na urlop, ale mam prośbę – powiedziała Megumi. – Znowu – dodała ze skruchą.

–  Urlop urlopem, ale i tak się uczę – odparł z uśmiechem. – Wbrew pozorom odpoczywam, ostatecznie zwiedziłem Hiroshimę i okolice.

–  Cóż, możliwe, że przyda ci się praktyka na tle okolicznych problemów, nasze demony znacznie różnią się od tych występujących w Europie – powiedziała. – Co do sprawy, to jest całkiem prawdopodobne, że to fałszywy alarm.

–  Mimo to chcesz, abym to sprawdził – stwierdził, odgadując jej myśli. – Powiedz tylko, gdzie mam jechać.

***

Keisuke wysiadł w miejscowości Kamaishi położonej w prefekturze Iwate. Podróż, przez liczne przesiadki, trwała prawie pięć godzin. Stacja Dosen leżała pośrodku niczego, dosłownie. Las z przodu, las z tyłu i jedna samotna drewniana budka będąca poczekalnią. Nawet przez moment zwątpił, czy dobrze wysiadł. Rozejrzał się.

Na żwirowanym parkingu stała Toyota Yaris pamiętająca lepsze czasy. Wysiadła z niego mała, korpulentna kobieta w średnim wieku, wyglądająca jak rasowa pracownica biurowa. Miała na sobie grafitowy komplet, śnieżnobiałą koszulę i płaskie, czarne czółenka.

–  Dzień dobry – przywitała się ukłonem. – Pan musi być Keisuke Kurokawa?

–  Zgadza się – odwzajemnił ukłon.

–  Nazywam się Naomi Tamura. Jestem siostrą Shiro Tamury, który zaginął – wyjaśniła.

–  Przykro mi z powodu tego, co się stało – powiedział Keisuke. – Mam nadzieję, że uda mi się pomóc.

–  Bardzo dziękuję – ukłoniła się ponownie, po czym wskazała auto. – Jedźmy do mojego domu. Babcia chce z panem porozmawiać.

***

Mariko Tamura okazała się zasuszoną siedemdziesięciopięcioletnią kobietą z wyraźnym wdowim garbem. Ubrana w jednolite brązowe kimono i ciemnoczekoladowy pas obi bez zdobień wręcz wtapiała się w tło ciemnych mebli swojego domostwa. Cienkie, czarne włosy poprzetykane pasmami siwizny miała upięte w ciasny kok, podkreślający sieć zmarszczek znaczących twarz. Przyglądała się uważnie gościowi znad opadających powiek.

–  Shiro został porwany przez Yamanbę – odezwała się po zakończeniu wszelkich japońskich formalności słownych oraz podaniu herbaty i poczęstunku.

Słodki zapach sernika owiał nozdrza Keisuke. Popatrzył na ciastko. W niczym nie przypominał sernika babci z Polski, wyglądał raczej na ucierane ciasto z wściekle żółtym środkiem i brązową skórką na wierzchu. Przez moment zatęsknił za grubą masą sera nadziewaną rodzynkami. Dawno nie był w Polsce. Możezbyt dawno…

–  Tak zostało mi to przekazane – odparł po zdecydowanie za długiej chwili, orientując się, że sernik go zdekoncentrował. – Legendy o wiedźmie z gór opiewają właśnie te okolice – dodał, prędko kryjąc zażenowanie.

Staruszka przytaknęła gorliwie, a nadmiar skóry przy żuchwie zafalował.

–  Dokładnie. Yamanba mieszka w jaskini u podnóża góry Nabekura. Zwykły śmiertelnik nie może znaleźć do niej wejścia. Zwykła policja w tym więc nic nie wskóra.

Keisuke nie był zaskoczony rozległą wiedzą starszej pani. Podobno dawna przyjaciółka z dzieciństwa babci miała bardzo otwarty umysł i interesowały ją sprawy paranormalne. Szczególnie lokalne.

–  Czy w ostatnich latach były przypadki niewyjaśnionych zaginięć? – zapytał i napił się herbaty. Niestety zbyt wcześnie, bo oparzył sobie język.

Gospodyni wyprostowała się zdziwiona.

–  Co to ma do rzeczy?

–  Jeżeli porywała ludzi regularnie, to zaginięcia tylko potwierdzą jej aktywność w tych rejonach – wyjaśnił cierpliwie. Babcia Megumi przestrzegała go przed nadmierną wiarą koleżanki w swoją teorię o czarownicy.

–  Nie przypominam sobie nikogo innego oprócz mojego kolegi z dzieciństwa. Megumi mówiła ci o tym?

–  Wspominała – przyznał zgodnie z prawdą, odkładając kubek z herbatą na stolik. – Czy on nadal mieszka w tej okolicy?

Mariko spochmurniała, wyciągnęła z rękawa kimona jednorazową chusteczkę i zaczęła ją miętosić między zgrabiałymi palcami.

–  Niestety popełnił samobójstwo. Podobno prześladowała go w snach i na jawie. – Przesunęła w jego stronę po stole jakiś dokument. – To zgoda mojej córki na współpracę w poszukiwaniach z policją. Nie powinni robić panu problemów.

–  Czy mogę prosić o aktualną fotografię pani wnuka? – zapytał.

Staruszka z pewnym trudem wstała i, posuwając stopami po matach tatami, wysunęła szufladę kredensu. Szperała w niej przez chwilę, coś do siebie mamrocząc, po czym wróciła z lakowym pudełkiem o odcieniu ciemnej wiśni. W środku było dużo zdjęć. Stękając, kobieta usiadła i przejrzała fotografie. Po chwili odszukała właściwą.

–  O, jest. – Podała mu żylastą dłonią. – Shiro ma dziewiętnaście lat.

Keisuke popatrzył na zdjęcie. Był to portret wykonywany do księgi pamiątkowej pod koniec każdej klasy. Chłopak miał wyraźnie zarysowaną szczękę i jabłko Adama. Na bladej twarzy roiło się od młodzieńczych pryszczy. Czarne włosy miał przystrzyżone dość krótko, przez co odstawały w różne strony.

–  Dziękuję. – Mężczyzna zerkną za zegarek. – Jeszcze dziś pójdę na posterunek. Chciałbym dowiedzieć się, na jakim etapie są poszukiwania.

Staruszka ukłoniła się lekko. Samotny kosmyk włosów wymknął się z ciasnego upięcia i zafalował nad zmarszczonym czołem.

–  Czas jest naszym wrogiem – powiedziała w napięciu.

–  Zawsze nim jest, jeżeli chodzi o demony pożerające – odparł Keisuke. Nie tknąwszy ciasta, wstał gwałtownie. – Zostało nam może pięć dni.

–  Dlaczego akurat tyle? – nie rozumiała Mariko.

–  Yamanba tuczy swoje ofiary przez siedem dni, zanim... je zje.

***

Czuł smród własnego potu, moczu i kału. Działał tylko zmysł węchu, dotyku i słuchu. Wzrok, pomimo szeroko otwartych powiek, przepadł. Nie docierało do niego żadne załamanie światła, szarości, totalnie nic. Jakby oślepł. Już kilkukrotnie zbadał okoliczną przestrzeń. Mógł wykonać trzy kroki, nim wpadł na wilgotne, kamienne ściany o ostrych krawędziach. Na dłoniach, ramionach i nogach miał liczne skaleczenia w wyniku własnej nieostrożności. Nie na tyle głębokie, aby obficie krwawiły, ale na tyle, aby piekły intensywnie po zetknięciu z potem. Śliskość kamieni, woń wilgoci i przejmujący chłód sugerował, że znajduje się w jaskini. Problem w tym, że bez wyjścia. Próbował wpinać się na oślep, ale nad głową wymacał jedynie sufit. Po ostrym napadzie paniki poddał się. Nic więcej nie mógł zrobić.

Nie wiedział, jak się tu znalazł. Pamiętał tylko, że idąc szlakiem, usłyszał damski głos wołający o pomoc. Zszedł ze ścieżki, zbliżył się do krawędzi urwiska, a na jego dnie dostrzegł kobietę w czerwonym kimonie. Uśmiechnęła się do niego dziwnie lubieżnie, a po kolejnym mrugnięciu powiek ocknął się w tej zalanej ciemnością pułapce.

Nie wiedział, ile czasu upłynęło. Jego iPhone był martwy, choć przecież naładował go przed wyjściem w trasę. Tak samo bateria w latarce. Jakby coś rozładowało pełne akumulatory. Mimo tego był jednak pewny, że musiało minąć wiele godzin, gdyż co jakiś czas odczuwał parcie na pęcherz. Wybrał jeden punkt, w którym załatwiał swoje potrzeby. Jak najdalej od swoich fekaliów, leżał na twardych kamieniach wyścielających podłogę. Drzemał, to na przemian myślał. Jak to możliwe, że nie odczuwa głodu, mimo że pochłonął całą rację żywnościową i wodę? Jego żołądek bezustannie wydawał się przyjemnie pełny. Cieszyło go to, ale i przerażało. Lęk nie opuszczał go nawet wtedy, gdy zapadał w niespokojny sen.

***

Chudy policjant w okularach z tak grubymi szkłami, że Keisuke zastanawiał się, jak przeszedł badania medycyny pracy do zawodu, nie okazywał nawet odrobiny zdziwienia, gdy zobaczył jego dokumenty. Zaprosił go do pokoju przesłuchań, mikroskopijnego pomieszczenia z maleńkim białym stolikiem i dwoma krzesłami. Przez wąskie okno ledwo wpadało światło dzienne.

Zaserwowano standardowo zieloną herbatę. Japonia to chyba jedyny kraj, w którym na komisariacie uraczą cię kubkiem ciepłego naparu. Keisuke wypełnił formularze zgodne z procedurami współpracy z Organizacją Zwalczania Zjawisk Paranormalnych. Policjant zapytał, jakich informacji potrzebuje, po czym wyszedł. Wrócił po piętnastu minutach z naręczem teczek.

–  Oto akta wszystkich zaginionych osób z ostatnich dziesięciu lat – powiedział, poprawiając okulary. – Potrzebuje pan czegoś jeszcze?

–  Tak, mam pytanie: kto prowadzi poszukiwania pana Tamury?

–  Komendant Matsuoka.

–  Mogę z nim porozmawiać?

Policjant zerknął na zegarek.

–  Jest w terenie. Kiedy wróci, dam panu znać.

–  Dziękuję. Zajmę się teraz przeglądaniem dokumentacji – powiedział Keisuke, policjant zrozumiał aluzję i wyszedł.

Kiedy został sam, otworzył pierwszą teczkę. Wszystko było ułożone chronologicznie i alfabetycznie z pedantyczną precyzją. Ktokolwiek wypełniał raporty, miał nieskazitelne pismo, dzięki czemu Keisuke nie miał w ogóle problemu z ich odczytaniem. Niekiedy sprawdzał dany znak kanji w słowniku na telefonie, jego Japoński nie był już na tyle płynny. Znaki wypadają z głowy, gdy się ich nie używa, niczym formuły matematyczne.

Już po przeanalizowaniu dokumentów z dwóch lat wstecz dostrzegł pewną regularność. W ciągu roku ginęły cztery osoby. Większość przypadków zdarzyła się po wyjściu w góry, pojedyncze w trakcie nocnego powrotu do domu. Żadnej z tych osób nigdy nie odnaleziono.

Keisuke zatrzymał się nagle przy jednym z raportów sprzed dziewięciu lat. Dziewczynka, jedenaście lat, Saki Iwano. Odnaleziona w siódmym dniu po zniknięciu. Objawy fizyczne: otarcia na ciele, infekcja dróg moczowych, wychłodzenie. Wyniki krwi wykazały niedobór witaminy D3. Brak aspektu wykorzystania seksualnego, odwodnienia czy niedożywienia. Jedyne zaobserwowane przez lekarza objawy to załamanie nerwowe, zaniki pamięci, problemy z mową.

Rozległo się pukanie.

–  Proszę wejść – powiedział Keisuke, unosząc głowę.

Skrzypnęły drzwi i w progu pojawił się ten sam policjant co wcześniej.

–  Podać panu jeszcze herbaty? – zapytał uprzejmie.

–  Dziękuję, nie ma takiej potrzeby. Mam jednak pytanie odnośnie tego zdarzenia – odparł Keisuke, podając mu dokument. – Może pan sprawdzić, czy ta dziewczynka jeszcze tutaj mieszka?

Mężczyzna zmarszczył brwi, po czym uniósł wprost na niego zniekształcone przez okulary oczy.

–  Tak, mieszka – odpowiedział. – To moja córka.

***

Saki Iwano była dwudziestoletnią panną o aparycji szarej myszy. Czarne włosy miała obcięte na pazia, twarz nie wyróżniała się z tłumu, a okulary z grubymi szkłami sugerowały, że wadę wzroku odziedziczyła po ojcu.

1yamanba (z jap.) – górska wiedźma