Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
653 osoby interesują się tą książką
Lena DeLuca przyjechała do Las Vegas, żeby udowodnić, że jest kimś więcej niż córką trenera. Nowa praca na stanowisku specjalistki ds. PR zaczyna się od gaszenia medialnego pożaru. Ale znacznie gorętszy ogień wybuchł noc wcześniej, w hotelowym łóżku nieznajomego mężczyzny, któremu podała fałszywe imię.
Knox Wilder, kapitan Diabłów, gra według prostych reguł: jedna noc, zero powtórek, żadnych uczuć. Ten system działał bez zarzutu, dopóki do sali konferencyjnej nie weszła kobieta, z którą spędził noc. Wtedy zmieniło się dosłownie wszystko.
Oboje wiedzą, że to, co między nimi iskrzy, powinno zgasnąć. Ona pracuje dla drużyny, której trenerem jest jej ojciec. On ma reputację, którą sam sobie wykreował, i tajemnice, których strzeże od początku swojej kariery. A jednak żadne z nich nie potrafi trzymać rąk przy sobie.
W sezonie, w którym stawką jest Puchar Stanleya, ich sekret staje się równie niebezpieczny, co uzależniający. Liga nie wybacza skandali. Ojciec nie wybacza kłamstw. A serce nie przestrzega żadnych zasad gry…
Nowelka z Grzesznej kolekcji Inanny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 135
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Puck me harder
Nina Frost
Wydawnictwo Inanna
Dedykacja
KNOX
LENA
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Dla wszystkich dziewczyn, które kochają niegrzecznych hokeistów.
I tych, które nie mogą przestać oglądać rozgrzewek na lodzie…
Kurwa, wygrywamy ten mecz. Nie na punkty, nie dbając o pozory, dosłownie miażdżymy przeciwnika. Trybuny eksplodują, jak zawsze, gdy gramy u siebie, kibice krzyczą, słychać gwizdy, skandowanie naszych nazwisk. A my świętujemy, ciesząc się z kolejnego zwycięstwa.
W szatni panuje chaos. Ręczniki latają w powietrzu, śmiech i przekleństwa przebijają się przez muzykę dudniącą z głośnika. Jeden z moich kumpli krzyczy, że stawiam pierwszą kolejkę, jak zawsze po zwycięstwie. I po przegranej. Taka rola kapitana. Muszę dbać o swoich chłopaków.
Siadam na ławce i zaczynam rozpinać ochraniacze. Serce bije mi jak szalone, ciało jest rozgrzane, a noc jest jeszcze młoda, i wiem, że jeszcze wiele przed nami.
Wygrana zawsze działa na mnie jak najmocniejszy narkotyk.
Im większa presja, trudniejszy przeciwnik i cięższy mecz, tym mój głód jest większy. Pragnę zabawy. Alkoholu. I jeszcze raz zabawy. Czyjegoś ciała rozpadającego się z rozkoszy pod moimi dłońmi. Tego właśnie teraz potrzebuję.
Nie jestem romantykiem i nie zamierzam kogoś takiego udawać. Liczy się dla mnie jedynie kilka rzeczy: drużyna, zwycięstwo, fajnie spędzony czas. Najchętniej w towarzystwie pięknej kobiety. O drużynę i zwycięstwo już zadbałem, teraz pora znaleźć kogoś, kto się mną zajmie.
Jestem pieprzonym hokeistą po zwycięskim meczu, a to oznacza bar, whisky, głośną muzykę i poszukiwania seksownej kobiety, która na chwilę zapomni o wszystkim razem ze mną.
Uwielbiam te noce. Bez zobowiązań, bez pytań, bez wymiany numerów czy obietnic. Tylko ja, ona i potrzeba, która napędza mnie i na lodzie, i w łóżku.
– To gdzie dziś uderzamy? – pyta Dominic Russo, lewoskrzydłowy napastnik.
– Uuuuuu, pora na losowanie! – wykrzykuje Callahan, już podchodząc z telefonem w ręce.
Tak, mamy system, dzięki któremu wybieramy jeden z ulubionych barów. Dzięki temu nikt nie może przewidzieć, w którym lokalu wylądujemy. A to oznacza odrobinę większą anonimowość. Odrobinę.
Diabły z Las Vegas są gwiazdami tego miasta. Wygrywamy dla naszych kibiców, a oni pięknie się nam odpłacają, wypełniając trybuny za każdym razem. Widok fanów oglądających tłumnie nasze mecze to jeden z zajebistszych obrazów w moim życiu. Zaraz po dochodzącej w moich ramionach kobiecie.
– Spadajmy, nim trener nas dopadnie i zacznie tę swoją pogawędkę – rzuca Dom.
Callahan losuje jeden z barów, więc pakujemy się do wezwanego wcześniej minibusa i jedziemy świętować.
Golden Hour jest głośne, pełne życia i alkoholu. W telewizorze zawieszonym nad barem lecą komentarze sportowe, ale nikt nie zwraca na nas szczególnej uwagi. Zajmujemy miejsce przy zarezerwowanym stoliku w rogu i zamawiamy nasze drinki.
– A ty znowu nie pijesz? – pytam naszego bramkarza, Masona Pirce’a.
– Ktoś musi was pilnować, żebyście nie zrobili nic głupiego – odpowiada.
Parskam śmiechem, a reszta chłopaków razem ze mną. Nasz grzeczny chłopiec za każdym razem się łudzi, że uda mu się nas przypilnować. A i tak za każdym razem ponosi porażkę. Nie mogę nic poradzić na to, że imprezujemy dokładnie tak, jak gramy – na całego, dając z siebie wszystko.
– Mason, wrzuć na luz, dziś będziemy grzeczni… No, prawie – śmieje się Jaxon, moja prawa ręka na lodowisku i poza nim.
Wszyscy wiemy, że to ściema.
– Świętujemy, Pirce, wypij za nasze zwycięstwo – mówię, stawiając przed nim shota.
Śliczna hostessa stawia nam na stoliku całą tacę shotów, a druga przynosi whisky i piwo. Dziękuję jej, posyłając uśmiech, który musi na nią działać, bo patrzy na mnie jak na łakomy kąsek. Mam jednak zasadę, że nie pieprzę pracownic barów, do których często chodzimy. To psuje relacje i może powodować niepotrzebne kwasy.
Jeszcze przez chwilę musimy namawiać naszego bramkarza, by napił się razem z nami, ale w końcu ulega i zaczynamy prawdziwe świętowanie.
Przerzucamy się żartami i obelgami, gadamy o hokeju, pijąc kolejne drinki, aż w końcu zaczynam się rozglądać po barze. Roi się tu od pięknych kobiet, jednak ja szukam czegoś, co mnie do siebie przyciągnie. Jakiejś iskry. Muszę poczuć przyciąganie. Rozglądam się więc po sali niespiesznie, aż mój wzrok trafia na grupkę kilku kobiet. Piją shoty i tańczą przy barze, a jedna z nich wyrzuca głowę do tyłu, śmiejąc się w głos. Cholernie seksowna, różowowłosa piękność porusza biodrami w rytmie zwiastującym świetną łóżkową zabawę.
– Knox znalazł kolejną ofiarę! – krzyczy Jaxon.
Pokazuję mu środkowy palec, ale śmieję się. Zna mnie zbyt dobrze. Aż się zastanawiam, co będzie, gdy jeden z nas zmieni drużynę. Czy znajdę kogoś, kto mi go zastąpi? Kogoś, kto będzie odwracał uwagę koleżanek kobiety, którą mam zamiar uwieść i zaprosić na wspólną noc?
– Która to? – pyta już ciszej.
– Tam, różowe włosy – mówię, wskazując głową na kobietę, od której nie mogę oderwać oczu.
– Łał, stary, nie twoja liga – śmieje się, klepiąc mnie po ramieniu.
– Może nie twoja – parskam, po czym dopijam drinka i wstaję.
Jaxon idzie za mną i od razu zagaduje do koleżanek mojej różowowłosej.
– Hej, piękna – rzucam, stając obok niej i opierając się o bar.
– Hej, słodziaku – odpowiada, śmiejąc się cicho.
– Tego jeszcze nie słyszałem – przyznaję. – Jestem Knox – dodaję, wyciągając do niej dłoń.
Od tego się zaczyna. Jeśli poda mi rękę i się przedstawi, jestem w domu. A raczej jesteśmy w łóżku.
– Bunny – odpowiada, ściskając moją dłoń.
– Oryginalne imię dla pięknej kobiety.
– Co powiesz na to, żebyśmy skończyli te uprzejmości, wypili po shocie i poszli zatańczyć?
Patrzę na nią zaskoczony. Zwykle to ja to proponuję. To ja sugeruję cielesny kontakt.
– No dalej, słodziaku, nie daj się prosić! – Podaje mi kieliszek.
Przyjmuję go i wznoszę w geście toastu.
– Idealnie, idziemy tańczyć.
Bunny pociąga mnie na parkiet i od razu kieruje moje dłonie na swoje biodra. Podoba mi się to – kobieta, która wie, czego chce. Tańczymy tak przez dwie piosenki, nasze biodra ocierają się o siebie, a ja czuję się coraz bardziej nakręcony. Kurwa, pragnę jej, gdyby tylko ode mnie to zależało, wsunąłbym dłonie pod jej sukienkę tu i teraz. Chowam twarz w zgięciu jej szyi, a później delikatnie ją tam całuję, badając jej reakcję. Odchyla głowę, dając mi lepszy dostęp. Uśmiecham się. Idealnie się składa, bo wygląda na to, że pragniemy tego samego.
– Co powiesz na to, żebyśmy się stąd urwali? – pyta.
– Jak dużo wypiłaś? – odpowiadam pytaniem na pytanie między pocałunkami składanymi wciąż na jej szyi.
– Wystarczająco dużo, by dobrze się bawić i nie myśleć o jutrze, ale na tyle mało, by wiedzieć, że chcę, żebyś mnie przeleciał.
Śmieję się cicho i przygryzam delikatnie jej ucho.
– Pożegnaj się z koleżankami i spełnię twoje życzenie.
Bunny się obraca i szepcze prosto w moje usta:
– Obiecujesz?
– Obiecuję, że dojdziesz dziś kilka razy, krzycząc moje imię – mówię niskim głosem i wreszcie całuję ją w usta.
Smakuje alkoholem i czymś słodkim, cholernie uzależniającym. Ale muszę przerwać. Muszę znaleźć się z nią sam na sam w pokoju z łóżkiem.
Bunny żegna się szybko z koleżankami, a ja kiwam Jaxonowi. Zaraz po tym łapię ją za rękę i wychodzimy z baru. W taksówce, w drodze do hotelu, w którym mam zarezerwowany pokój na tę noc, nie możemy oderwać od siebie dłoni. Moja wędruje pod jej sukienkę, a Bunny tylko delikatnie rozchyla nogi.
– Niegrzeczna dziewczynka – mruczę tak, by tylko ona mnie usłyszała. – Takie lubię najbardziej.
Zaciska uda, a ja patrzę na nią, domagając się wyjaśnienia.
– Dojechaliśmy.
Śmieję się i płacę za przejazd, po czym przerzucam ją sobie przez ramię i niosę do hotelowego pokoju.
Nie mam pojęcia, czy moje podejście to znak, że młodość dobiega końca, czy stres przed pierwszą poważną pracą, która daje mi vibe „wchodzę w dorosłość”. Postanowiłam, że wyjdę z dziewczynami i całkowicie odlecę, a potem nie jestem w stanie stwierdzić, ile wypiłam. Tańczę, czując się tak lekko, a gdy podchodzi do mnie zajebiście przystojny gość z tatuażami, już wiem, że ta noc będzie inna niż normalnie. Naprawdę chcę zaszaleć, a co może być większym szaleństwem niż seks z nieznajomym ciasteczkiem?
Już w drodze do hotelu pozwalam sobie na otwartość, jakiej sama się po sobie nie spodziewałam. Ciepłe dłonie Knoxa, bo tak się przedstawia chłopak, wędrują pod materiał sukienki, a ja zachęcająco rozchylam nogi, co on ewidentnie docenia.
– Niegrzeczna dziewczynka – mruczy wprost do mojego ucha. – Takie lubię najbardziej.
Czuję satysfakcję, kiedy nagle zaciskam uda, przerywając mu zabawę.
– Dojechaliśmy – oznajmiam i liczę, że w pokoju chłopak pokaże mi, na co go stać za zamkniętymi drzwiami, skoro już w taksówce nie może utrzymać rąk przy sobie.
Zanosi mnie do pokoju i rzuca na łóżko. Zdecydowanie dalekie jest to od romantyzmu, ale seks znacznie lepiej smakuje bez tych całych słodkich szopek.
Unoszę się na łokciach i uśmiecham szeroko.
– Gotowa na najlepszy seks w swoim życiu? – pyta, a ja się śmieję.
– Pozwól, że ja będę oceniać, ale najpierw muszę mieć ku temu powody. – Wbijam wzrok w jego spodnie, a konkretnie w okolice krocza. – Nauczono mnie, że krowa, która dużo muczy, mało mleka daje, dlatego nie wierzę na słowo. Potrzebuję czynu. Potężnego czynu.
Jak na zawołanie ściąga z siebie spodnie i zrzuca bokserki, a moim oczom ukazuje się naprawdę pokaźny zawodnik, który stoi w gotowości i czeka na mnie. Pragnie mnie. Nie może się doczekać, aż we mnie wejdzie, dlatego postanawiam pokazać mu, na co może liczyć, jeśli będzie posłuszny. Podnoszę się i bez zawahania biorę go do ust. Patrzę w oczy chłopaka, który chyba nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nie takie są jego plany.
Knox łapie moją głowę i stara się nadawać mi rytm.
– Bunny, widzę, że wiesz, jak to się robi – chwali mnie, a ja się cieszę, że podałam mu fikcyjne, wymyślone na zawołanie imię.
Wybieram je jako opcję bezpieczeństwa na wypadek, gdyby wpadł na debilny pomysł, aby mnie szukać na socialach, bo dla mnie jest to przygoda na jedną noc. Coś, co ma stać się w moim życiu tylko raz, jakbym odhaczała pieprzone bingo na ten rok.
– Pokazuję ci, że potrafię wysoko zawiesić poprzeczkę – rzucam zaczepnie, na chwilę przerywając.
– Na razie to ja czuję, że ją zawiesiłem – odpowiada i patrzy na mnie.
Pcha mnie zdecydowanym ruchem, tak, że znów leżę na łóżku. Rozchyla moje nogi i zębami zdejmuje ze mnie miniaturowe koronkowe stringi, które chowa zaraz do kieszeni swoich spodni.
– Zostają ze mną – mówi pewnie. – Jestem zdobywcą.
– Wyjątkowo dziś mogę zagrać ofiarę – stwierdzam kokieteryjnie, co zachęca Knoxa, który pochyla się ponownie nade mną i zaczyna pieścić już wilgotne miejsce.
Wiję się, gdy czuję, jak wkłada język i zaczyna nim wodzić we mnie. Pobudza tym ruchem moje myśli na tyle, że w głowie już widzę, jak wchodzi we mnie w pełni i daje mi jeszcze większą rozkosz. Skoro język potrafi mnie pobudzić, to reszta na pewno zna lepsze sztuczki. A tego właśnie chcę. Chcę, aby mnie pieprzył, a jutro zapomniał o moim istnieniu, z wzajemnością. Abyśmy obydwoje stali się miłym, jednorazowym wspomnieniem.
– Wejdź we mnie, zacznij mnie porządnie pieprzyć, Knox – proszę, kiedy czuję, że to dla mnie za mało.
Chłopak z szelmowskim uśmiechem unosi się nade mną i jednym zwinnym ruchem przerzuca mnie z pleców na brzuch. Chce brać mnie od tyłu, pewnie na pieska, co nawet mi się podoba, bo to nie wymaga pocałunków – czegoś dla mnie intymnego. Co brzmi jak wyznanie hipokrytki, bo biorę do ust penisa ledwo poznanego gościa i błagam, aby mnie przeleciał, ale pocałunki kojarzą mi się z emocjami. Tutaj z Knoxem chodzi tylko o fizyczność. Połączenie ciał, zabawę, wspólną rozkosz i nic więcej.
– Bunny, będziesz moim posłusznym pieskiem? – Klepie mnie w pośladek, a ja automatycznie unoszę się do pozycji. – Zdejmij sukienkę, chcę czuć twoje gorące cycki w moich dłoniach, gdy będę cię posuwał.
Normalnie pewnie uznałabym podobny tekst za wybitnie żenujący, ale jakoś z nim brzmi pociągająco. Tak władczo, a rzadko pozwalam sobą rządzić. Rzadko, a w zasadzie nigdy, bo trudno mnie ujarzmić, a on naprawdę daje radę. Daje radę lub po prostu ja luzuję, na czym zdecydowanie korzysta.
Zdejmuję sukienkę i ponownie ustawiam się w pozycji. Knox łapie w dłonie moje dość spore piersi i ściskając je lekko, wchodzi we mnie tak pewnie, że aż się unoszę.
– Mówiłem, Bunny, że czeka cię ostra jazda, bo wiedziałem, jaki mam dla ciebie ładunek. A teraz krzycz, jęcz, mrucz… Zajebiście mnie to nakręca. – Nie wiem, skąd w jego rękach pojawia się nagle prezerwatywa, ale otwiera ją i wkłada.
Posuwa mnie, a ja nie muszę udawać żadnej z wymienionych reakcji. Początkowe pomruki dość szybko przechodzą w głośne jęki, aż w końcu wydobywa ze mnie krzyk. Chłopak zna się na rzeczy i naiwnością byłoby twierdzenie, że robi to pierwszy raz. Takie przygody dla niego brzmią na pewno jak codzienność.
– Knox, Knox!… – krzyczę, bo nie wiem, co miałabym jeszcze dodać.
– Głośniej. – Uwalnia na moment jedną z moich piersi, aby dać mi solidnego klapsa. – Głośniej, Bunny, jara mnie to.
– Knooooox! – krzyczę głośniej, co sprawia, że przyciąga mnie mocniej do siebie i czuję go całego w sobie. – Knox, nie przestawaj. – Wyduszam z siebie te słowa, bo naprawdę chcę, aby ze mnie nie wychodził.
Choć nie widzę jego twarzy, jestem pewna, że zdobi ją ponownie ten szelmowski uśmiech. Uśmiech zwycięstwa. Zwycięstwa w rozgrywce, w której nagrodą okazuję się ja.
Knox nie przestaje, wchodzi we mnie i wychodzi, a ja z każdym kolejnym pchnięciem wydobywam z siebie odgłos, który go satysfakcjonuje. Z czasem i on zaczyna dyszeć i jęczeć, co oznacza tylko jedno – jesteśmy blisko. Zarówno on, jak i ja sięgamy szczytu wspaniałej zabawy. Szczytu, który, liczę na to, że okaże się wstępem do innych doznań, bo noc jest wciąż młoda. Do rana mamy czas, a ja dopiero wtedy zamierzam znów stać się Leną i zapomnieć o Bunny oraz Knoxie.
– Kurwa, Bunny, jesteś nieziemska – jęczy i tym razem to ja się uśmiecham, bo dokładnie takiego finału pragnę od początku.
KNOX
Nie mam pojęcia, co to za irytujące brzęczenie budzi mnie w środku nocy. Ręką próbuję zlokalizować źródło i pozbyć się go bez otwierania oczu, ale mi to nie wychodzi.
– Kurwa mać – mruczę w poduszkę i w końcu otwieram oczy.
Klepię łóżko po mojej lewej stronie, ale… jest puste. Bunny nie ma. Najpierw wypieprza mi mózg w kosmos, jak dawno nie zrobił tego nikt inny, a później znika? Po naszym trzecim numerku zasnąłem, licząc na poranne bzykanko, gdy się obudzę, a potem całus i „żegnam”. Ale ta laska ma swoje plany i znika bez żadnego „do widzenia”. Kolejna nowość w moim życiu.
Brzęczenie wraca, a wraz z nim wkurwiający dźwięk mojego telefonu. Jęczę i wstaję z łóżka, idąc śladem moich rozrzuconych ciuchów, aż znajduję spodnie, a w nich moją komórkę.
– Gdzie się pali? – pytam, odebrawszy, bez patrzenia na ekran.
– Kurwa, no w końcu! – ryczy Jaxon. – Gdzie ty, do cholery, jesteś?
Pocieram twarz dłonią, nie do końca rozumiejąc, o co pyta.
– W hotelu, a gdzie mam być – mruczę.
– To lepiej przywieź tu swoją dupę, i to szybko. Trener próbował się do ciebie dodzwonić, jest drama.
– Ja pierdolę, co się stało? – pytam.
Mam ochotę wrócić do łóżka i złapać jeszcze kilka godzin spokojnego snu, a nie jechać do areny.
– Lepiej przyjedź i to szybko – odpowiada Jax i się rozłącza.
Rzucam telefon na łóżko i postanawiam wziąć szybki prysznic. Dwie minuty niczego nie zmienią, a przynajmniej się dobudzę. Później wskakuję w dresy, pakuję swoje rzeczy i mogę się wcześniej wymeldować. Na parkingu czeka na mnie mój samochód, więc jadę prosto do lodowiska Diabłów. Nie muszę nawet pytać, gdzie mamy się spotkać – w przypadku dram zawsze jest to sala konferencyjna.
Gdy wchodzę do środka, oprócz mnie siedzi tam już cała drużyna. Jest też trener DeLuca, który wygląda, jakby miał zaraz wybuchnąć. Albo komuś przyjebać i gdybym miał obstawiać, byłaby to ta druga opcja. Jeszcze mnie nie zauważył, więc siadam obok Jaxa, licząc na szybkie wprowadzenie.
– Streść mi, co się stało – proszę.
– Pirce i Callahan się stali – mruczy cicho. – Następnym razem nie namawiaj młodego do picia, bo, kurwa, nic dobrego z tego nie wychodzi.
Rzucam na niego okiem, ciągle nie rozumiejąc, co się odwala. Być może mam małego kaca, jestem niewyspany i nawet nie wypiłem kawy, ale to, co mówi, zupełnie nie składa się w całość.
– Możesz jaśniej?
– Zaraz się dowiesz – mówi cicho i kiwa głową w stronę trenera.
Spoglądam przed siebie. Opieram łokcie na kolanach, z trudem utrzymując głowę w górze, ale nie chcę ściągać na siebie gniewu trenera, więc powstrzymuję ziewnięcie.
– Czy któryś z was, barany, może mi wytłumaczyć, kto to wymyślił? Kto sobie ubzdurał, że będzie to świetny pomysł?! – ryczy trener.
Wygląda na to, że tylko ja jestem zupełnie nie w temacie. Zajebisty ze mnie kapitan, nie ma co.
Żaden z moich kumpli się nie odzywa, ale pokorne miny i spuszczony wzrok świadczą o wyrzutach sumienia.
– Wilder?! – woła trener.
– Tak, trenerze?
– Tak, trenerze – przedrzeźnia mnie. – Jesteś kapitanem czy nie? Powiesz coś w imieniu drużyny czy też zamierzasz schować głowę w piasek?
Czuję napięcie w karku, nienawidzę, gdy ktoś sugeruje, że jestem tchórzem. Ale to nie tak, że mogę mu odpyskować i liczyć, że poklepie mnie po ramieniu. Prędzej przywaliłby moim łbem o ścianę i wybrał nowego kapitana.
– Chciałbym coś powiedzieć, trenerze, ale nie mam pojęcia, co się stało…
– Nie ściemniaj, do cholery! – przerywa mi.
Jeśli to możliwe, jego twarz czerwienieje jeszcze bardziej.
– Trenerze… On naprawdę nic nie wie – odzywa się cicho Callahan.
Trener ucisza go gestem ręki. A zaraz po tym wyświetla na dużym telewizorze zdjęcia i screenshoty z wpisów w sieci.
– Ja pierdolę – jęczę.
Jaxon ma rację, Pirce nie powinien pić alkoholu, jak mi życie miłe, nie zaproponuję mu już ani kropelki. Z coraz większym zażenowaniem patrzę na zdjęcia… Pirce i Callahan bez koszulek i po dwie laski na ich kolanach. Moi kumple z twarzami schowanymi w obfitych biustach kobiet, one całujące się ze sobą, ciągle u nich na kolanach. Każda kolejna fotografia jest coraz bardziej kompromitująca, aż do tych, na których Pirce i Callahan piją bodyshoty z siebie nawzajem… i jeden zabiera zębami plaster limonki z ust tego drugiego.
– Ja pierdolę – powtarzam, patrząc na ujęcia, na których moi kumple wyglądają, jakby się całowali.
Ekipa Diabłów jest tolerancyjna, ale mamy trzymać swoje seksualne preferencje z dala od mediów. Łapanie za rękę – tak, publiczne wkładanie sobie języków do gardeł – nie. Nie tylko więc łamią tę zasadę, ale jeszcze rozpętują medialną burzę. Trener pokazuje kolejne screeny, media podkręcają temat, pytając o orientację moich kumpli. O to, co jeszcze ukrywają Diabły. Czy zarząd zmusza graczy do ukrywania swoich prawdziwych orientacji…
– Co wam odjebało? – pytam, patrząc na nich wkurwiony.
– Wypiliśmy za dużo, dziewczyny chciały się bawić… – próbuje wyjaśnić Callahan.
– Nie sądziliśmy, że ktoś nam zrobi zdjęcia – dodaje Pirce.
Przewracam oczami. Cholerni idioci. Są w barze, w mieście, które żyje hokejem, i nie sądzą, że ktoś zrobi im zdjęcia.
– Ten bałagan trzeba posprzątać – rzuca ostro trener. – Poznajcie nową specjalistkę od PR-u i zarządzania kryzysowego, Lena DeLuca. – Wskazuje na kobietę, która wchodzi właśnie do sali konferencyjnej.
– Cześć wszystkim, miałam zacząć za tydzień, ale zadbaliście o to, żebym mogła się wykazać już wcześniej – mówi, a ja się czuję, jakby ktoś przywalił mi w brzuch. – Najpierw chcę porozmawiać z zawodnikami jeden na jeden. Trenerze, przypilnujesz, żeby reszta nie ustalała wspólnej wersji? Zapraszam kapitana.
Jak robot, wstaję i idę za nią. Zaciskam dłonie w pięści, zastanawiając się, co jeszcze może się dziś zjebać. Chociaż biorąc pod uwagę, że jest dopiero ranek, nie powinienem kusić losu takimi rozważaniami. Wchodzę za nią do gabinetu, który przez ostatni miesiąc stał pusty, zamykam drzwi i patrzę na piękność przede mną.
– Bunny, tak? – parskam. – Chciałaś sprawdzić, czy plotki na mój temat są prawdziwe?
– Nie schlebiaj sobie. Byłam wstawiona i świat wyglądał piękniej. Gdybym wiedziała, że ten seksowny koleś, którego podrywałam w barze, jest tak naprawdę aroganckim dupkiem i w dodatku kapitanem drużyny, dla której mam zacząć pracę, w życiu bym cię nie dotknęła.
Patrzę na Bunny, a raczej na Lenę. Mam mieszane uczucia, które buzują we mnie i szukają ujścia. Podchodzę bliżej i zatrzymuję się tuż przed nią, zmuszając ją, by lekko zadarła głowę.
– O ile mnie pamięć nie myli, nie tylko mnie dotknęłaś, ale też pozwoliłaś, bym cię pieprzył… wielokrotnie.
– Zamknij się – syczy przez zaciśnięte zęby i zajmuje krzesło za biurkiem. – Nikt nie może się dowiedzieć. To był jednorazowy numerek.
– Raczej trzyrazowy – śmieję się.
Prycha i lekko mnie odpycha.
– Siadaj i mów, co wiesz o tym syfie z Callahanem i Pircem.
– Nic – odpowiadam. – Jeśli dobrze widziałem czas dodania na jakiś profil w socialach pierwszego ze zdjęć, byłem wtedy bardzo zajęty, a ty, jeśli się nie mylę, siedziałaś wtedy na mojej twarzy.
Lena jęczy i odchyla się na krześle. Z podekscytowaniem czekam na to, co teraz zrobi.
Puck Me Harder
Copyright © Nina Frost
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-925-9
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Paulina Kalinowska
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
