Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
10 osób interesuje się tą książką
Zakazane namiętności, niespokojne umysły i brudne dusze
Bydgoszcz, pochmurny listopadowy dzień. Cierpiący na depresję Patryk Maciaszek wypada z okna. Policja mówi o samobójstwie, matka chłopaka o błędzie lekarskim.
Śledztwo zmierza w stronę umorzenia – do momentu, gdy kryminalni znajdują w mieszkaniu Patryka pewien film. Poza dowodem w sprawie staje się on drzwiami do mrocznego świata seksworkerów i ich bogatych klientów. Świata, w którym życie na krawędzi jest normą.
Maciej Klimarczyk umiejętnie splata wątki kryminalne, obyczajowe i medyczne, uważnie przyglądając się emocjom bohaterów. Odkrywa mroczne zakamarki świata, w którym ciało jest towarem, a czułość iluzją.
Skusisz się, by wejść?
Przejmujący thriller o pracy seksualnej, która może być brudna, niszcząca i pozbawiająca nadziei. Opowieść o obsesjach, namiętnościach i walce o siebie. Jedna z tych książek, które zostają na długo w głowie.
Wojciech Chmielarz
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 325
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 7 godz. 53 min
Lektor: Maciej Klimarczyk
Opieka redakcyjna: PAULINA STOPAREK
Redakcja: ANETA TKACZYK
Korekta: ANNA STROŻEK, MAGDALENA ŚWIERCZEK-GRYBOŚ, JOLANTA STAL, JUSTYNA TECHMAŃSKA-SZEWCZUK
Projekt okładki i stron tytułowych: KIRA PIETREK
Fotografia na okładce: LightField Studios / Shutterstock
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Maciej Klimarczyk © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-09336-8
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Wtargnięcie rejestratorki do gabinetu Doroty Dreckiej w trakcie sesji z pacjentem musiało oznaczać jedno – wydarzyło się coś na tyle ważnego, że sprawa nie mogła czekać.
Ojciec Doroty, doktor Jan Drecki, szef przychodni psychiatrycznej, a od niedawna także pracodawca córki, mawiał, że lekarzowi można przerwać pracę jedynie w dwóch przypadkach: kiedy się pali lub kiedy ktoś w poczekalni stracił przytomność.
– Pani doktor, telefon do pani, powinna go pani odebrać. – W tonie rejestratorki dało się wyczuć zdenerwowanie.
Dorota nie chciała o nic wypytywać przy pacjencie, młodym mężczyźnie z nerwicą lękową, dlatego zapewniła go, że za chwilę wróci, i wyszła w pośpiechu z gabinetu. Dopiero gdy zamknęła za sobą drzwi, zapytała cicho:
– Co się stało?
Rejestratorka bez słowa podała jej telefon.
– Drecka, słucham.
– Zabiła mi pani syna – oświadczyła po drugiej stronie jakaś kobieta. Jej ton był odcięty od emocji.
– Słucham?
– Leczyła pani mojego syna i on umarł przez panią.
– Przepraszam, kto mówi? – Dorota poczuła, jak jej ciało oblewa się zimnym potem.
– Odpowie pani za to, że zabiła mi syna. Dzwonię, żeby to pani powiedzieć. – Głos rozmówczyni wwiercał się w umysł doktor Dreckiej, powodując niemal fizyczny ból.
Lekarka usiadła i podparła ręką głowę. Skronie zaczęły jej pulsować w rytm przyspieszonego bicia serca.
– Niech pani opowie, co się stało – poprosiła.
– Mój syn, Patryk Maciaszek, był pani pacjentem. – Kobieta zrobiła pauzę, po czym dodała tym samym lodowatym tonem: – Popełnił samobójstwo.
Mimo zdenerwowania Dorota natychmiast dopasowała imię i nazwisko do osoby. Chłopak był u niej na wizycie parę dni temu.
– Co się stało z panem Patrykiem? – zapytała cicho.
– Skoczył z okna. Przez panią. Zaufał pani i brał leki. Niepotrzebnie, bo po tych lekach ludzie się zabijają. I on się zabił przez panią.
Drecka wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Zawsze źle sobie radziła z samobójstwem pacjenta. Gdy się dowiadywała, że ktoś, kogo leczyła, zginął w taki właśnie sposób, w jej głowie za każdym razem pojawiały się te same myśli: dlaczego nie wyczuła zbliżającej się tragedii i nie skierowała pacjenta do szpitala? W jakim stopniu winę za tę śmierć można przypisać leczeniu, które zaordynowała? Błędnemu leczeniu, być może.
Po dłuższej chwili milczenia matka zmarłego chłopaka mówiła dalej:
– Zrobię wszystko, żeby pani odpowiedziała za to, co pani zrobiła Patrykowi. Nie dam pani spokoju. Przysięgam.
Kobieta się rozłączyła, a Dorota tkwiła z telefonem przy uchu, próbując zebrać myśli. Dopiero teraz zauważyła, że wszyscy obecni w poczekalni na nią patrzą: dwie pacjentki pod gabinetem ojca, jakiś mężczyzna z komórką w ręku, czekający na wizytę u niej, i rejestratorka, pani Krystyna, która po trwającej wieczność ciszy w końcu się odezwała:
– Ze mną też tak rozmawiała. Zażądała, żebym natychmiast wezwała panią doktor do telefonu.
Drecka wstała zza biurka.
– Może zaparzę herbaty? – zaproponowała pani Krystyna.
– Nie, nie, muszę wracać do pacjenta.
W gabinecie nie potrafiła ukryć zdenerwowania. Ręce jej drżały, skronie pulsowały coraz silniej, w gardle zrobiło się sucho.
– Wróćmy do tego, o czym pan mówił – odezwała się do siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny i przysunęła do siebie laptop z wygaszonym już ekranem. Urządzenie ożyło, a ona wpisała do bazy danych przychodni imię i nazwisko: Patryk Maciaszek. Po chwili zapytała:
– Jakie są pana obawy w momencie, gdy doznaje pan napadu lęku?
– Nie wiem... – Pacjent westchnął ciężko. – Że coś mi się stanie, że umrę albo zemdleję na ulicy i nikt mi nie pomoże.
Na ekranie laptopa wyświetliła się karta choroby zmarłego chłopaka: u góry imię i nazwisko, pod nim data urodzenia 12.10.2001, adres i numer telefonu oraz adnotacja, by nie informować nikogo o jego stanie zdrowia.
Drecka znów skupiła się na mężczyźnie w gabinecie. Objęła spojrzeniem elegancką różową koszulę i gładko ogoloną twarz, na której malowały się lęk i niepewność.
– I to właśnie te obawy są przyczyną pana lęku i go podtrzymują – stwierdziła. – A ponieważ lęk nie ogranicza się tylko do głowy, lecz oddziałuje na całe ciało, to może powodować naprawdę przeróżne objawy. U pana to są kołatania serca, ucisk w klatce piersiowej, a to jeszcze bardziej nasila obawy, że coś złego się panu stanie, i tworzy się błędne koło: lęk nasila objawy, objawy nasilają lęk. I my teraz musimy przerwać to koło.
Mężczyzna przyznał, że doskonale to rozumie, ale czuje się bezradny w takich sytuacjach. Dorota pokiwała głową, jednak już po chwili jej uwagę przyciągnęła notatka z ostatniej wizyty Patryka Maciaszka. Okazało się, że był u niej dwanaście dni temu. Wpis, którego wtedy dokonała, wydawał się teraz przeraźliwie lakoniczny: „Stan stabilny”.
Poniżej znajdowała się jeszcze adnotacja dotycząca wystawionych recept:
Mobemid 150 mg, 2 opakowania, dawkować: 1–1–0
Depakine Chrono 500 mg, 2 opakowania, dawkować: 1–0–1.
Siedzący naprzeciwko pacjent odchrząknął nerwowo i zaczął coś mówić o nieradzeniu sobie z lękiem od wczesnego dzieciństwa. Lekarka zerkała to na niego, to na ekran laptopa, próbując odtworzyć w pamięci szczegóły z ostatniej wizyty Patryka Maciaszka. Nie miała wątpliwości, że był w dobrej formie: stabilny, spokojny, w wyrównanym nastroju; miał co prawda lęki i objawy stresu pourazowego, ale niewielkie, i był wobec nich coraz bardziej zdystansowany. A do tego przyznał, że się zakochał. Cieszył się z tego. Czy mógł popełnić samobójstwo z powodu zawodu miłosnego? Jego wyznanie o rodzącym się związku uznała za sukces terapii, ponieważ na początku uważał, że jest niezdolny do szczerych uczuć, a swoje życie określał jako emocjonalne bagno. Dorota chciała go nawet zapytać, w kim się zakochał, ale uznała, że odpowiedź i tak nic by nie wniosła do terapii; zapytała więc tylko, czy jego uczucie jest odwzajemnione.
– Chyba tak – odpowiedział, po czym dodał szybko, że „chyba” oznacza początek, i potrzeba trochę czasu, by zamieniło się w „na pewno”. – Staram się brać to na chłodno, ale wszystko idzie ku dobremu – tłumaczył z uśmiechem. – Wie pani, motyle w brzuchu i te sprawy. Człowiek to jest jednak dziwny twór.
Słowa te rozbrzmiewały teraz w umyśle Doroty tak wyraźnie, jakby pacjent siedział obok i właśnie je wypowiadał.
„To nie mogło być samobójstwo”, pomyślała, zastanawiając się nad kolejnym powodem, dla którego Patryk chciał żyć. Miał marzenie, które przed terapią skrywał głęboko pod stertą lęków i obaw. Na początku bał się nawet o nim wspomnieć, lecz z upływem czasu coraz głośniej mówił, że jest osiągalne. Patryk Maciaszek chciał odmienić swoje życie, przeprowadzić się do Warszawy, pójść na studia. Przygotowywał się do nich, wierzył, że mu się uda.
– Czy pani uważa, że ja z tego wyjdę? – Rozmyślania Doroty przerwał pacjent, który skończył właśnie perorować na temat swoich problemów z lękiem. Jego zrezygnowany wyraz twarzy wskazywał, że głęboko w to wątpi.
– Tak, wyjdzie pan z tego – zapewniła. – Ale to będzie wymagało czasu.
– Ile czasu?
– Nie da się tego określić na pierwszej wizycie. Zapiszę panu leki, spotkamy się ponownie i zobaczymy, jak pan na nie zareaguje, jak pan sobie będzie radził z obawami, które dziś jedynie nazwaliśmy, a potem stopniowo będziemy rozbrajać. Tylko proszę mi jeszcze powiedzieć, jak pan sypia w nocy, bo to ważne przy doborze leku.
Mężczyzna poczerwieniał.
– Czy pani doktor mnie w ogóle słucha?! – warknął. – Przecież już mówiłem, że co chwilę się budzę!
Posłała mu uśmiech, lecz najwyraźniej zirytowała go tym jeszcze bardziej, bo zacisnął pięści. Informacja o jego uporczywej bezsenności faktycznie była już zawarta w rubryce „wywiad”, i to w pierwszym zdaniu. Zaczęła się tłumaczyć:
– Tak, tak, ale... ja często dopytuję o takie rzeczy, żeby mieć całkowitą pewność i bardzo dokładny obraz objawów, które pacjent mi zgłasza. To ważne przy doborze leku.
– Okej. Przepraszam. Jak pani doktor pewnie zauważyła, jestem bardzo zdenerwowany. Mam silne lęki od dawna, a ostatnio wszystko wyprowadza mnie z równowagi.
– Nie ma problemu. W gabinecie to normalne – odparła, ale jej myśli znów powędrowały do Patryka Maciaszka. Wszystko, co się ostatnio z nim działo, przemawiało przeciwko samobójstwu. Śledczy musieli coś przeoczyć, a matka chłopaka ją skrzywdziła, przypisując jej winę za śmierć syna.
„Jeśli Patryk naprawdę wypadł przez okno, to ktoś go musiał wypchnąć”, uznała Dorota, podając pacjentowi receptę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
