Podwójna rozgrywka - Gulka Maja - ebook + książka

Podwójna rozgrywka ebook

Gulka Maja

3,8

Opis

Młoda nauczycielka prowadzi prywatne śledztwo w sprawie obrazu skradzionego z jej mieszkania. Nie spodziewa się, że wkrótce odkryje aferę, w którą zamieszani mogą być jej uczniowie. By rozwikłać zagadkę zniknięcia cennego płótna, Marta zaczyna prowadzić podwójną grę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 273

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (37 ocen)
9
16
9
2
1
Sortuj według:
elena6bb

Nie oderwiesz się od lektury

uśmiałam się do łez. super czyta się książkę z akcją we Wrocławiu pozdrawiam i czekam na więcej
00
doctus

Dobrze spędzony czas

Udany debiut literacki, dobrze się czyta, ciekawa fabuła, lekka i zabawna
00
Solind

Dobrze spędzony czas

Fabuła przyjemna, chociaż przewidywalna :) Główna bohaterka zachowuje się dosyć niedojrzałe i jej pomysły zupełnie nie współgrają z dorosłością, którą wielokrotnie w książce podkreślano. Lektura dobra na leniwe popołudnie.
00
MagiDi

Dobrze spędzony czas

Autorka ma lekkie pióro, czyta się to szybko i przyjemnie, książkę można pochłonąć w jeden wieczór. Bohaterowie są fajnie wykreowani, po kilku słowach, jednej scenie jesteśmy ich w stanie polubić, zainteresować się tym co, jak i dlaczego robią. Zwariowany świat Marty pochłonął mnie bez reszty. Pokochałam Basię i Kudłacza, a Adam to świetny facet.
00

Popularność




Ewa Hoffmann-Skibińska

Robert Ratajczak

Korekta

Natalia Jargieło

Fotografia autorki

Joanna Tarnawska

© Copyright by Maja Gulka

© Copyright by Wydawnictwo „Vectra”

Projekt okładki, skład i łamanie

Natalia Jargieło

Druk i oprawa

WZDZ Drukarnia Lega, Opole

978-83-65950-70-3

Wydawca

Wydawnictwo „Vectra”

Czerwionka-Leszczyny 2021

www.arw-vectra.pl

Z życzeniami czerpania z życia nieprzerwanej radości Mateuszowi oraz Laurze, którzy byli ze mną od pierwszego zdania, zapisanego w brudnopisie mojego literackiego debiutu, i jeszcze wcześniej.

Prolog

Chociaż moje poranne spotkanie z pewnym nicponiem w ostatecznym rozrachunku okazało się nic nieznaczącym starciem, sądziłam, że wszelki niefart tego dnia mam już za sobą.

Jak na ironię, pod sam koniec przeprowadzki musiała się zepsuć moja stara toyota. Wobec konieczności zastosowania zastępczego środka transportu, postanowiłam wziąć w asystę komunikację miejską i tym sposobem wreszcie zawitać na wrocławskim Borku.

Czasem trzeba przełknąć porażkę i dokonać wyboru — wóz albo przewóz. W mojej sytuacji górę wziął ten drugi, zbiorowy. Wyszłam z domu z naręczem toreb, a ponieważ tarcza sierpniowego słońca wisiała już wysoko ponad dachami, gotowa lada moment dobrać się do mojej skóry, chciałam załatwić sprawę jak najszybciej. Dlatego, kiedy na horyzoncie spostrzegłam sunącą po szynach klimatyzowaną PESĘ nie mogłam poddać się na ostatniej prostej. Jak Usain Bolt na olimpiadzie wystartowałam w stronę przystanku MPK.

Wysiłek wkładany od miesięcy w systematyczny jogging wreszcie zaowocował — teraz mogłam tryumfować z racji rozwiniętej prędkości. Kto nie zdąży?! Ja?! Nie wiem, czy dresiarz siedzący na przystankowej ławce czytał mi w myślach, ale mogłabym przysiąc, że kiedy zakładał ręce na torsie, z jego ust wydostało się wycelowane prosto we mnie cyniczne: „Sprawdzam!”. Zignorowałam go. Dlatego nie zauważyłam zaimprowizowanej przez niego linii mety. Tymczasem obwieś, jakby wstęgę, którą swoim ciałem winien zerwać zwycięzca emocjonującego wyścigu, rozciągnął tuż pod moimi stopami swoją długą, niczym narta, nogę. Nim zwęszyłam, co się święci, runęłam na rozgrzaną płytę chodnika.

Naraz dowcipniś, wykonawszy nade mną salto, jednym susem wskoczył do dzwoniącego tramwaju. Trzasnęły drzwi. Oszołomiona podniosłam wzrok, ciskając z oczu błyskawicami. Bezskutecznie. Łotrzyk wyszczerzył się zza tylnej szyby i zamachał mi na pożegnanie. Wtem pojazd szarpnął do przodu, ulica się zatrzęsła, zaś ostatnia z moich toreb zwaliła się na ziemię. Gorzki dźwięk tłuczonego szkła mógł oznaczać tylko jedno: moje ręcznie malowane miseczki z Hiszpanii właśnie szlag trafił.

Z uniesioną głową zgarnęłam z betonu swoją własność. W myślach poprzysięgłam sobie, że nie pozwolę, aby cokolwiek zmąciło mi ten radosny dzień. Choćby mi przyszło stawić czoła jeszcze i dziesięciu podobnym gagatkom! Pomimo bowiem mojego zasadniczego w tym względzie sceptycyzmu, w końcu nastała pora i na mnie, a ja, niczym świeżo opierzone pisklę, wyfrunęłam z rodzinnego gniazda. Koło fortuny, które miotało mną przez ostatnie ćwierćwiecze (bez mojego wyraźnego w tym wszystkim udziału oraz zgody) wreszcie postanowiło wszystko mi wynagrodzić. Od tej pory reszta mojego życia miała stać się — rzecz jasna — fascynująca i wyjątkowa, a przede wszystkim: wyreżyserowana przeze mnie — we własnej osobie. Słowem: żegnaj, rodzicielski nadzorze, odtąd będzie po mojemu!

Otrząsnęłam się więc po tej kraksie i, ignorując całe zajście, wygodnie rozsiadłam się na miejscu jeszcze chwilę wcześniej zajętym przez cynicznego dowcipnisia. Wyciągnęłam nogi, zwróciłam twarz ku słońcu i w duchu pogodziłam się z przeciwnościami, jakie musiałam pokonać na ostatnim odcinku drogi ku upragnionej niezależności.

Celem mojej miejskiej eskapady, którą teraz z całą zawziętością zdecydowałam się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia, było wywęszone parę dni wcześniej pewne przytulne mieszkanko (położone z dala od mojego rodzinnego domu), na poddaszu jednej z przedwojennych willi na wrocławskim Borku. Osiedlu, które zawdzięcza swą nazwę urokowi iglastego lasku i które jeszcze przed kilkoma laty zamieszkiwał sam Tadeusz Różewicz, wielki poeta i dramaturg.

Choć, wynoszący blisko dziesięć kilometrów, bezpieczny dystans dzielący moje nowe schronienie od meldunku troskliwych rodziców z marszu przyjęłam za czynnik wysoce sprzyjający, to okoliczność ta nie była głównym powodem mojego szczególnego zainteresowania tą właśnie kawalerką. Nie była nim też ciekawa skądinąd historia okolicy.

Tego lata na malowniczy Borek (o raju!) zwabiło mnie przeznaczenie zaklęte w pewnym niewielkim obrazie. Kiedy w ogłoszeniu o wynajmie na jednym z załączonych zdjęć dojrzałam płótno znanego artysty, Edwarda Suchodolskiego, dostałam wprost małpiego rozumu! Od tej pory nie mogłam przestać myśleć o tej garsonierze, zaaranżowanej na strychu starej willi. Wiedziałam, że za wszelką cenę muszę dobić targu z jej właścicielami. Taka okazja nie mogła mi przejść koło nosa!

Wyraźnie czułam, że to miejsce czekało właśnie na mnie.

Rozdział 1

Gdy znalazłam się na poddaszu, gdzie natychmiast zrzuciłam z barków ciążące mi bagaże, uśmiechnęłam się do obrazu zawieszonego nad sosnową komódką, ustawioną naprzeciwko wejścia do mieszkania. Otworzyłam drzwi balkonowe, łudząc się, że do kawalerki wpadnie choćby kilka podmuchów wiatru, które ukoją moje pulsujące z wysiłku ciało. Gęste powietrze stało jednak niewzruszone, a ja zrozumiałam, że nie obejdę się bez pilnej inwestycji w wentylator pokojowy, rzecz pozbawioną wszelkiego romantyzmu, w którego przybytku właśnie zawitałam.

Zeszłam na parter, by na domofonie, obok przycisku opatrzonego numerem siedem, umieścić plakietkę ze swoimi danymi — M. Jaworska. Z zaciekawieniem przebiegłam wzrokiem po nazwiskach moich nowych sąsiadów. Rozejrzawszy się po ogrodzie okalającym budynek, wróciłam na strych i z ochotą zabrałam się do wicia swojego gniazdka.

W zderzeniu z pudłami spiętrzonymi pod ścianą przedpokoju szybko zorientowałam się, że będę potrzebowała boskiego cudu, by upchać gdzieś wszystkie, beztrosko zwiezione na miejsce, rzeczy. Zadania tego nie ułatwiał mi fakt, że co chwilę ktoś mnie nachodził.

Najpierw kurtuazyjną wizytę złożyli mi Szpakowscy, z którymi kilka dni wcześniej podpisałam umowę najmu lokalu. Następnie, wbrew mojej woli oraz panującym wokół warunkom, byłam zmuszona do konfrontacji z pewną ekscentryczną staruszką, zajmującą jedno z mieszkań na parterze. Jak by tego było mało, jakiś szemrany kurier, opłacony przez moją mamę, dostarczył na mój nowy adres całe mnóstwo dodatkowych klamotów z mojego rodzinnego domu na Sępolnie.

Wreszcie wieczorem, gdy względnie opanowałam trawiący poddasze chaos, znalazłam chwilę, by zająć się obrazem wiszącym w przedsionku. Nie mogłam nadziwić się ignorancji właścicieli. Jak mogli powiesić dzieło takiego artysty w ciemnym korytarzu, zamiast wyeksponować je w jakimś godnym miejscu, na przykład w pokoju nad wersalką?

Odtąd cudowne malowidło miało zdobić każdy kolejny poranek i wieczór mojego życia. Ta świetlana perspektywa roztaczała się przede mną już od przeszło tygodnia, a teraz miała się wreszcie ziścić! Tym bardziej zmotywowana do realizacji powziętego wcześniej planu, pełna zaangażowania wyszłam do przedpokoju, by zabrać z niego obraz.

To właśnie wtedy zorientowałam się — o zgrozo! — że pośród całego tego zgiełku stała się rzecz straszna!

Mogłabym przysiąc (gdyby ktoś zapytał), że jeszcze tego popołudnia, kiedy moja przeprowadzka trwała w najlepsze, nad blatem sosnowej komódki w przedsionku wisiała praca Suchodolskiego. Dzieło absolutnie wybitne, które skądinąd podstępnie zwabiło mnie aż na sam Borek.

Teraz jednak po płótnie nie było ani śladu.

Rozdział 2

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 3

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 4

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 5

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 6

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 7

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 8

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 9

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 10

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 11

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 12

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 13

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 14

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 15

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 16

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 17

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 18

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 19

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 20

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 21

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 22

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 23

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 24

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 25

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 26

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 27

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 28

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 29

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 30

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 31

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Rozdział 32

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Epilog

Niedostępne w wersji demonstracyjnej.

Podziekowania

Dziękuję Mateuszowi za to, że wspiera wszystkie moje inicjatywy, z moim pisarskim debiutem na czele. Dziękuję naszej córce Laurze, która swoim pojawieniem się pod moim sercem pchnęła mnie do spisania tej historii. Mojej mamie Krystynie dziękuję za przychylność, a także za konsultacje w kwestii mojego debiutu. Za wsparcie i cenne wskazówki na temat książki dziękuję również mojemu tacie Bogusławowi, a także siostrom — Ewie, Joannie i Julii. Za entuzjazm okazany mojej pisarskiej pasji dziękuję moim teściom Basi i Robertowi. Dziękuję Oldze Bańkowskiej, matce chrzestnej „Podwójnej rozgrywki”. Dziękuję wszystkim bliskim, przyjaciołom i znajomym, którzy z zainteresowaniem kibicują mojej beztroskiej pisaninie, a w szczególności — wspaniałej Marcie Witiw, której uwagi skłoniły mnie do dopracowania kilku wątków powieści. Za poświęcony czas i opinie dziękuję wszystkim betaczytelnikom książki. Dziękuję redaktorom Ewie Hoffmann-Skibińskiej, Robertowi Ratajczakowi i Natalii Jargieło oraz wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania oraz nadania ostatecznego kształtu mojemu literackiemu debiutowi.

Serdecznie dziękuję Tobie, Czytelniczko i Czytelniku, za przeczytanie tej książki. Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń z lektury „Podwójnej rozgrywki”! Z niecierpliwością czekam na Twoją wiadomość!

Instagram @maja_gulka

Facebook: Maja Gulka — Autorka