Ostatniej nocy - Kathryn Croft - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Ostatniej nocy ebook i audiobook

Kathryn Croft

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

36 osób interesuje się tą książką

Opis

Nie ma przypadków. Nie powinna była przekroczyć progu tego domu.

Mroczny i pełen emocji thriller psychologiczny Kathryn Croft, autorki Dziewczyny z pokoju 12 oraz Zanim wydasz wyrok. Pozornie bezpieczna, domowa przestrzeń, która okazuje się misternie zastawioną, śmiertelną pułapką.

Kiedy trafia do domu nowej znajomej, nic nie zapowiada koszmaru. Do momentu, w którym jej wzrok zatrzymuje się na zdjęciu ślubnym wiszącym w salonie. Rozpoznaje pana młodego – to mężczyzna, z którym spędziła noc zaledwie kilka dni wcześniej, nie wiedząc, że jest żonaty. Teraz wie także, że został zamordowany. Wizyta u Harper, matki kolegi jej syna, z każdą minutą staje się coraz bardziej duszna. Czy to spotkanie było przypadkiem–czy elementem misternie zastawionej pułapki? I jak wiele z jej przeszłości zostało już odkryte?

„Ostatniej nocy” to thriller o narastającej paranoi, podszyty silnymi emocjami, toksycznymi sekretami i nieustannym poczuciem zagrożenia. Kathryn Croft, bestsellerowa autorka znana z mistrzowskiego budowania intryg, prowadzi czytelnika przez labirynt podejrzeń i manipulacji, by w finale zaskoczyć zwrotem, którego nie sposób przewidzieć. Idealna propozycja dla fanów Lisy Jewell, Shari Lapena i B.A. Paris.

Opinie czytelników:

„Pełen zwrotów akcji – absolutnie nie mogłam się oderwać.”

„Mroczny, emocjonalny, nieprzewidywalny. Jeden z najlepszych thrillerów roku.”

„Kathryn Croft znowu to zrobiła– jestem pod wrażeniem”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 413

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 53 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Dariusz Bilski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU: The Last One To See Him

Redaktor prowadzący: Wojciech Ciuraj Wydawca: Wojciech Ciuraj Redakcja: Lena Marciniak-Cąkała Korekta: Magdalena Kawka Projekt okładki: Łukasz Werpachowski Zdjęcie na okładce: © SHOTPRIME STUDIO / Stock.Adobe.com, © SergeyKatyshkin / Stock.Adobe.com, © Chanbora Chhun / Unsplash.com

Copyright © 2025 by Kathryn Croft

Copyright © 2026 for the Polish edition by Mova an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Robert J. Szmidt, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-730-3

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Ossowska

Dla Olivera i Amelie

PROLOG

Patrzę na jego nieruchome ciało i obserwuję, jak kałuża krwi rozlewa się wokół jego głowy i wsiąka we włosy, nadając im ciemniejszy kolor.

Zbliżam się do niego nieśpiesznie i macając dłońmi, sprawdzam mu kieszenie. W jednej coś jest, chyba portfel, wyjmuję go więc i otwieram. Z wnętrza spogląda na mnie zdjęcie, na którym jest z jakąś kobietą – obejmują się uśmiechnięci.

Upuszczam portfel obok jego ciała, a potem sama opadam na klęczki i szorując kolanami po betonie, zaczynam krzyczeć – wycie, które się ze mnie dobywa, w niczym nie przypomina mojego głosu.

Nie potrafię przestać.

– Kate?

Głos Rowana przywołuje ją do rzeczywistości. Nie jest już tam, na bezludziu, nie stoi nad nieruchomym ciałem; znajduje się w gabinecie swojego terapeuty w Kensington, w jednym z tych domków przerobionych z dawnych stajni, z wystrojem utrzymanym w odcieniach bladego różu i kontrastującymi niebiesko-zielonymi elementami. Nic jej nie grozi.

– Znowu o nim myślałaś?

Blask zimowego słońca wpadającego przez okno oślepia Kate, tak że nie widzi wyraźnie Rowana i musi mrużyć oczy.

– Nie, bynajmniej. Ellis wreszcie się wyprowadził, planujemy rozwód. Nie pozwolę, żeby nadal zachodził mi za skórę. Z nami koniec. Jest ojcem Thomasa, ale to wszystko.

Rowan przechyla głowę i przygląda jej się uważniej. Nie wierzy, że to takie proste.

– Nie mówiłem o Ellisie – rzuca.

– Och. – Kate dobrze wie, o kim mówi terapeuta, ale nie zamierza się w to teraz zagłębiać. – Już nigdy więcej nie będę ofiarą.

Przygląda się badawczo twarzy Rowana, próbując się domyślić, jak zrozumiał jej oświadczenie. Kiedyś mu powie, dlaczego wybierając terapeutę, zdecydowała się właśnie na niego. Przesądziło jego zdjęcie na stronie internetowej kliniki – w żadnym razie tekst pod spodem, wyszczególniający jego kwalifikacje i referencje. One nie miały znaczenia; chodziło o szeroko rozstawione piwne oczy, które natychmiast przykuły jej uwagę. I rudawe włosy. I skromny uśmiech mówiący, że może mu zaufać. Dlatego musiała porozmawiać właśnie z nim.

– Cieszę się, że to mówisz, Kate – odpowiada Rowan. – Jesteś silną kobietą.

Wargi mu lekko drżą, kiedy powstrzymuje cisnące się na usta pytania. Wie wszystko o jej dzieciństwie, o tamtym okropnym wypadku, który uczynił ją tym, kim jest. Ale czy Kate kiedykolwiek zdoła mu wyznać, co się wydarzyło przed sześcioma dniami? Że po raz drugi w swoim życiu stanęła oko w oko z nieboszczykiem?

– Mam wrażenie, że chcesz mi o czymś powiedzieć – stwierdza Rowan.

To zrozumiałe, że czyta w niej jak w otwartej księdze – całe dwa lata upłynęły od dnia, gdy wysłuchała odcinka podcastu, który skłonił ją do skorzystania z pomocy specjalisty. Pomocy, której potrzebowała, odkąd skończyła piętnaście lat.

Kate zerka na zegar. Jeszcze tylko dziesięć minut i będzie wolna.

– Muszę mieć pewność, że mi uwierzysz – odzywa się po chwili milczenia. – Bez względu na to, co powiem. Że nie będziesz kwestionował moich słów. Bez względu na własne sądy. To dla mnie ważne.

– Kate, nie mo…

– Muszę komuś powiedzieć. Ale tylko komuś, komu w pełni ufam.

Rowan kiwa głową.

– Czy nie dlatego tu jesteś? Ponieważ mi ufasz?

– Ja… – Kate dobiera starannie słowa. – Sądzę, że pewna kobieta chce mnie zabić.

JEDEN

TYDZIEŃ WCZEŚNIEJPIĄTEK, 17 STYCZNIA

– Nie wierzę, że mnie na to namówiłaś. – Kate odwraca się do Aleeny.

Podczas jazdy uberem ku centrum Putney ogarniają Kate nagłe wątpliwości, które sprawiają, że robi jej się gorąco. Kierowca przekracza prędkość, ścina zakręty, można pomyśleć, że zaraz straci panowanie nad samochodem.

– Musisz jakoś uczcić odzyskanie wolności – stwierdza Aleena. – To ważne, by nie przeoczyć tej okazji. Ellis się wyprowadził, rozpoczynasz nowe życie.

– Nie jest to coś, co należałoby świętować. – Kate się obrusza.

Chociaż nie byli parą już od miesięcy, dzisiejsza wyprowadzka Ellisa zrobiła na niej większe wrażenie, niż się spodziewała. Na pewno nie ma ochoty pić ani tańczyć, ani robić czegokolwiek innego, co zaplanowała dla nich Aleena.

– Ależ jest! – Aleena obraca się na fotelu pasażera, żeby spojrzeć do tyłu. – Wreszcie jesteś wolna. Lepiej teraz niż później.

Kate przewraca oczami.

– Ellis i ja pozostaliśmy przyjaciółmi – mówi z naciskiem. Cieszy ją, że nie ma między nimi wrogości i że będą mogli dalej wspólnie wychowywać Thomasa. Kate nadal kocha Ellisa, wie, że trzeba czasu, by to uczucie zbladło, ale w żadnym razie nie pozwoli byłemu mężowi zbliżyć się do siebie ponownie. – Właściwie to chyba do niego napiszę… Upewnię się, że Thomas bez problemu położył się spać.

Kate wyobraża sobie syna w tej chwili – jak próbuje wszystkich sztuczek, aby przekonać ojca, że dziesięć minut więcej z iPadem mu nie zaszkodzi.

– Nie musisz się martwić o Thomasa – rzuca Aleena. – Żadna z nas nie musi się martwić o swoje dziecko. Są już duzi, mają po dziesięć lat. Dziś jest nasz wieczór, Kate. Ten jeden raz możemy zapomnieć, że jesteśmy matkami. – Milknie na chwilę. – Niedobrze to zabrzmiało, jakbym była bez serca… Chodziło mi o to, że możemy przez parę godzin myśleć wyłącznie o sobie.

Odrzuca czarne kręcone włosy do tyłu i wygina w uśmiechu wargi pomalowane ciemnoczerwoną szminką. Dziwnie jest widzieć ją taką wystrojoną; na co dzień chodzi w legginsach i T-shircie, z włosami gładko zaczesanymi do tyłu, nie jak teraz luźno rozpuszczonymi.

Kierowca szczerzy się do niej w lusterku wstecznym.

– Tak, wiem, masz rację – odpowiada jej Kate, po czym ignorując marsa na czole Aleeny, wyciąga telefon i jednak pisze do Ellisa krótką wiadomość.

Ponieważ jest piątek, w barze roi się od ludzi – zupełnie jakby wszyscy w Putney postanowili się zabawić. Tequila Mockingbird, jak nazywa się bar, ze swoimi pstrokatymi ścianami i wystrojem nie jest środowiskiem naturalnym Kate, która już w wejściu czuje się na celowniku.

– Może powinnyśmy pójść gdzie indziej? – proponuje, przystając w drzwiach. – Tu jest za głośno. Nie da się porozmawiać.

Aleena chwyta ją za ramię.

– Mowy nie ma. Nawet o tym nie myśl. Masz trzydzieści siedem lat, nie dziewięćdziesiąt! Rozmawiamy codziennie. A dzisiaj wieczorem będziemy się bawić, niepotrzebna nam cisza. To świetne miejsce. W piwnicy jest drugi bar, z parkietem tanecznym. – Wskazuje na skórzane czółenka od Mary Jane. – Na tych kwadratowych obcasach powinnaś dać radę.

– Nie będę tańczyć!

Aleena chichocze.

– Chodź, zamówimy ci coś na rozluźnienie.

O dziwo, Kate czuje się znacznie lepiej z drinkiem w dłoni. Od separacji praktycznie nie tknęła alkoholu, co było raczej podświadome, z czego zdała sobie sprawę dopiero teraz. Wciąż zbyt żywe są w niej wspomnienia wieczorów spędzanych wspólnie z Ellisem przy butelce wina.

– Na pewno dobrze to znosisz? – pyta Aleena, gdy już siedzą. – Znam cię wystarczająco długo, aby wiedzieć, kiedy odcinasz się od różnych rzeczy.

– Niczego takiego nie robię. – Kate potrząsa głową i upija łyk, mając nadzieję, że przyjaciółka odpuści.

– Wiem, jak ci trudno – ciągnie Aleena. – Mojej mamy rozwód o mało nie wykończył.

Kate kiwa głową i przechyla mocno szklankę.

– Romanse mają to do siebie, że niszczą ludzi. Oboje. – O tym także nie rozmawiała z Aleeną. Teraz jej głos brzmi, jakby należał do kogoś obcego. Jak to w ogóle możliwe, że jej się to przytrafiło?

– Pewnie tak. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób – przyznaje Aleena. – Zwykle się uważa, że cierpi osoba zdradzona, ale chyba faktycznie wiele traci też ten, kto zdradza.

– Zmieńmy temat – rzuca Kate. Nie potrzebuje współczucia Aleeny; nie zamierza się rozsypać dlatego, że jej małżeństwo się rozpadło. Wciąż ma Thomasa i tylko to się liczy w jej życiu. To i jeszcze… żeby się odciąć od przeszłości. – Nic mi nie będzie.

– Należą ci się brawa za wyrozumiałość – stwierdza Aleena. – To oznaka siły.

– Aleena? Tak myślałam, że to ty…

Obie podnoszą spojrzenia równocześnie, gdy wysoka brunetka obejmuje Aleenę i ściska ją mocno.

Aleena zrywa się na nogi.

– O mój Boże! Kopę lat! – Odwraca się do Kate. – To moja szkolna koleżanka, Heidi.

– Musicie z nami usiąść. – Heidi je zaprasza. – Jesteśmy całą grupą, będzie fajnie, zobaczycie.

– Dobrze – mówi Aleena.

To ostatnie, czego pragnie Kate, nie protestuje jednak, nie chce bowiem wyjść na nietowarzyską.

– Kupię tylko coś do picia i zaraz przyjdę – obiecuje.

– Poradzisz sobie? – upewnia się Aleena.

– Jasne. Idźcie już, zaraz z wami będę.

Heidi i Aleena znikają na dole, a Kate kieruje się do baru na niepewnych nogach, jakby opuściła własne ciało. Przy kontuarze zastaje grupkę mężczyzn, którzy basowymi głosami usiłują przekrzyczeć muzykę. Wyglądają, jakby dopiero co wyszli z biura, tyle że pozbyli się już marynarek i krawatów – najwyraźniej razem ze wszelkimi zahamowaniami.

– Ej, zróbcie miejsce – mówi jeden z nich, rozsuwając kolegów, by Kate mogła dotrzeć do lady.

– Dzięki – rzuca do niego, wciskając się w przesmyk, który utworzył.

– Nie ma sprawy.

Uśmiecha się do niej, a ona uważniej przygląda się jego twarzy. Jest mniej więcej w jej wieku, włosy ma nietypowego koloru i cięcia: krótsze blond po bokach, dłuższe brązowe na czubku głowy. Wygląda, jakby świeżo się ostrzygł i ogolił.

– Będziesz musiała trochę poczekać. – Ostrzega ją, wskazując dwóch uwijających się barmanów. – Próbuję ściągnąć ich uwagę od wieków. Straszny tu dzisiaj ścisk.

– Nie śpieszy mi się. – Kate wyobraża sobie, że Aleena już się pogrążyła we wspominkach z Heidi.

– Baw się dobrze – rzuca do niej facet z uśmiechem, po czym odwraca się znów do kolegów, a Kate czuje niespodziewane rozczarowanie.

Jakiś czas spędza na dole z Aleeną i jej koleżankami, po czym gdy tamte pochłania rozmowa, wymyka się na górę z zamiarem powrotu do domu. Ale właśnie wtedy jej spojrzenie przechwytuje tamten facet z baru i ruchem głowy zaprasza do siebie.

– Już idziesz? – pyta.

– Rozważam to. Oznaczałoby to jednak porzucenie przyjaciółki, a nie wiem, czy moje sumienie na to pozwala.

– Usiądź ze mną na chwilę – proponuje. – Lepiej nie mów tego moim kolegom, ale marzy mi się spokojna rozmowa. Nie miałem ochoty iść dzisiaj w miasto. – Ogląda się na bar, gdzie jego kumple chyba nawet nie zauważyli, że się oddalił i zajął Kate. – W domu czekają na mnie wygodne łóżko i rozpoczęta książka Harlana Cobena. Ten gość pisze jak automat, naprawdę nie wiem, jak to robi. – Milknie na moment. – Ty też wcale nie masz ochoty tu być, prawda?

Kate nie odpowiada.

– Wybacz. – Facet unosi szklankę. – Wścibstwo idzie w parze z tym. A skoro już o tym mowa… – wskazuje prawie pełną szklankę Kate – …ledwie się napiłaś.

– To i tak tylko lemoniada, więc co za różnica?

Facet unosi rękę i się uśmiecha.

– Wybacz – powtarza. – Nie moja sprawa, co pijesz i ile. Ale… jest w tobie coś…

Kate przewraca oczami.

– Och, daj spokój. Jestem piękna, tak? Zapieram ci dech w piersi? Nie możesz oderwać ode mnie spojrzenia? Naprawdę…

W pierwszej chwili wydaje się zaskoczony, rumieni się nawet lekko, ale chwilę później znów się uśmiecha.

– Właściwie to chciałem powiedzieć, że wydajesz się smutna.

Kate nie wie, jak zareagować. Źle go oceniła, a teraz zbił ją z tropu. Patrzy mu w oczy, próbując go rozszyfrować, ale nic to nie daje.

– Przepraszam – rzuca w końcu facet. – Nie zwracaj na mnie uwagi. – Ponownie unosi szklankę. – Mogę zwalić winę na to?

– O wszystko winisz alkohol. – Kate uśmiecha się nieoczekiwanie dla samej siebie. – Zapijasz smutki? Może z nas dwojga to ty jesteś smutny?

– Coś w tym stylu, tak.

Mężczyzna mówi to tak żałosnym głosem, że Kate natychmiast wyrzuca sobie własną nachalność.

– Przepraszam, nie chciałam…

– Ależ masz rację – zapewnia ją. – Jestem w separacji. Nie dogadujemy się z żoną. Próbujemy dojść do ładu z kwestiami finansowymi i opieką nad synem, ale… Po co ja ci to wszystko opowiadam? Na pewno nie chcesz tego słuchać. Lepiej powiedz coś o sobie. Jesteś mężatką? – Zerka na dłoń Kate.

Ta instynktownie cofa rękę, mimo że jej obrączka leży w domu zamknięta w szkatułce na biżuterię; obecnie jedynym dowodem na małżeństwo z Ellisem jest blada obwódka wokół palca serdecznego. Coś powstrzymuje ją przed przyznaniem, że przechodzi podobną gehennę; im mniej się zdradzi, tym lepiej – nawet jeśli ma już nigdy nie zobaczyć tego człowieka.

– Nie. Nie jestem mężatką. Słuchaj, skoro już siedzimy przy jednym stoliku, powiedz przynajmniej, jak się nazywasz, żebym nie musiała myśleć o tobie jako o Upierdliwym Gadatliwcu.

Facet wybucha śmiechem i wyciąga do niej rękę.

– Jamie Archer. Miło cię poznać.

Kate ściska podaną dłoń, nieco zaskoczona chłodem jego skóry w oblepiającym gorącu baru.

– Kate Mason.

– Ładne imię – kwituje. – Zwyczajne. Konkretne. Asertywne.

– Prawda? I jeszcze zapiera dech w piersi. – Kate śmieje się ponownie.

– Właściwie to chciałem powiedzieć, że Kate Mason brzmi jak imię i nazwisko pisarki. Albo detektywki.

– Zapewniam, że nie jestem ani jednym, ani drugim. Pracuję jako weterynarka.

Jamie się uśmiecha.

– Chyba nigdy jeszcze nie rozmawiałem z weterynarką. Nie licząc czasów dzieciństwa, kiedy znaleźliśmy w naszym ogrodzie rannego ptaka. Uparłem się, żebyśmy z mamą zawieźli go do lecznicy, choć tłumaczyła mi, że nie zdołają mu pomóc. – Marszczy czoło. – Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, czy to był „on”, po prostu tak założyłem.

Tym przykuwa uwagę Kate, która z radością poświęci swój czas każdemu, kto przejmuje się losem rannego ptaka.

Rozmowa tak ich pochłania, że ani się spostrzegają, kiedy mija godzina, a w ich szklankach pokazuje się dno.

– Mam nudną pracę – mówi Jamie. – Jestem ekonomistą w Komisji Nadzoru Finansowego. Do Londynu przeniosłem się już po tym, jak zaczęła się moja separacja z żoną.

– Rozstaliście się w zgodzie? – pyta Kate, myśląc o Ellisie.

– Niestety nie. Moja żona nie chce zaakceptować faktu, że nasze małżeństwo dobiegło końca. Sądzę, że pod tym względem mam nad nią przewagę. Ostatnimi czasy nawet mieszkanie z nią pod jednym dachem było trudne. Żadne z nas nie zdradziło drugiego, nic z tych rzeczy. Po prostu nic nas już nie trzymało razem. Oprócz naszego syna. A kiedy człowiek żyje w martwym związku, czuje się bardziej samotny niż wtedy, gdy żyje na własny rachunek. –Jamie odwraca wzrok.

– Nowe początki – podsumowuje Kate, tłumiąc w sobie palące pytania.

Jamie się uśmiecha.

– Właśnie – podchwytuje. – Nowe początki. A skoro już o tym mowa, co powiesz na jeszcze jednego drinka? – Unosi szklankę. – Mogę ci zamówić kolejną lemoniadę? Choć oczywiście nie namawiam, nie chciałbym, żebyś się upiła…

Wybuchają zgodnym śmiechem.

– Nie, dzięki. Chyba będę już szła… – Kate wstaje i wyciąga rękę. – Miło było cię poznać, Jamie.

Mimo że rozmowa z nim faktycznie sprawiła jej przyjemność, jest gotowa do wyjścia. Nie mogąc znieść myśli o przeciskaniu się przez rój ciał na parkiecie, wysyła do Aleeny esemesa z wiadomością, że wraca do domu.

– Ciebie również, Kate – odpowiada z uśmiechem Jamie i mruga do niej.

Kate zmusza się, by się odwrócić i odejść, chociaż korci ją, żeby powiedzieć, że jednak zmieniła zdanie w kwestii kolejnego drinka.

Na zewnątrz pada i Kate aż się wzdryga, gdy zarzuca na głowę chustkę. Wyjmuje znów telefon, aby wezwać ubera, i widzi, że Ellis nadal jej nie odpowiedział, co wzbudza w niej rozczarowanie. Ale czemu w ogóle się przejmuje? Przecież rozstała się z nim z własnej woli.

– Co za zbieg okoliczności!

Okręca się na pięcie i spostrzega, że w jej stronę zmierza Jamie, który właśnie dopina na sobie płaszcz.

– Ale ziąb, prawda? I dałbym sobie głowę uciąć, że miało dzisiaj nie padać. Też czekasz na ubera?

Kate kiwa głową i opuszcza wzrok na swój telefon, ale nadal czuje, że Jamie jej się przygląda. Aplikacja znowu się zawiesza, musi ją więc przeładować, żeby działała.

– Twój będzie za ile? – pyta go.

– Nie mam pojęcia, aplikacja mnie zawodzi. Chyba pójdę pieszo.

– To nie do końca pogoda na spacer. Mam nadzieję, że mieszkasz niedaleko.

– W Richmond. – Jamie się śmieje. – Będę w domu akurat na śniadanie. No, naprawdę było mi miło, Kate.

W normalnych okolicznościach ma się na baczności i nigdy nie ryzykuje, ale w widoku Jamiego, który oddala się od niej w siekącym deszczu, jest coś, co sprawia, że decyduje się zapomnieć o ostrożności.

– Czekaj! – woła za nim. – Może chcesz pojechać moim uberem? Powinien być tu za trzy minuty.

Jamie się obraca.

– Jesteś pewna?

Nie jest, ale co złego może wyniknąć ze wspólnej przejażdżki?

– Ja jadę do Wimbledonu. Mogę cię podrzucić po drodze i potem pojechać do siebie. Tylko muszę zmienić dyspozycję. Pod jakim adresem mieszkasz?

Dziękując ponownie, Jamie podaje swój kod pocztowy.

– Naprawdę jestem ci wdzięczny. Nie ma to jak nieznajomy w potrzebie, co?

– Drobiazg.

Gdy docierają pod dom Jamiego – luksusowy apartamentowiec na ogrodzonym terenie – Kate aż boli brzuch od śmiechu. Kierowca od dłuższej chwili rzuca im w lusterku nieprzychylne spojrzenia, nie tając, że przeszkadza mu ich głośne zachowanie.

Jamie dziękuje kierowcy i otwiera drzwiczki.

– A teraz prosto do Wimbledonu.

Kierowca marszczy czoło i spogląda na Kate.

– Zamówiony był tylko jeden kurs.

– Właśnie że dwa. – Jamie się upiera.

Kate sprawdza w aplikacji.

– Eee, zmiana chyba nie całkiem przeszła. Widzę tu tylko twój adres…

– Proszę odwieźć moją przyjaciółkę do Wimbledonu. Przecież to niedaleko.

– Nie da rady. Mam już zamówienie skądinąd.

– Niechże pan da spokój!

Kate zamyka oczy. Kierowca najwyraźniej nie ulegnie, a jej po paru drinkach jest wszystko jedno.

– Naprawdę nie mogę. Miałem zamówienie na jeden kurs. Nie moja wina.

– Nie szkodzi – odzywa się Kate, otwierając oczy i gramoląc się z samochodu. – Wysiądę tutaj i zamówię sobie następny kurs.

Stojąc na chodniku, odprowadzają wzrokiem ubera, który odjeżdża w noc z piskiem opon.

Kate przechodzi do aplikacji.

– Mam wiadomość, że najbliższy kierowca znajduje się czterdzieści minut stąd!

– Tak mi przykro. – Jamie ogląda się na budynek za swoimi plecami. – Może wejdziesz chociaż na kawę? Dzięki temu nie zmokniesz podczas czekania.

– Nie pójdę do ciebie. Nawet cię nie znam. Nie wchodzi się do domu…

– Gwoli ścisłości, to nie dom, tylko mieszkanie. Czy to zmienia postać rzeczy? – Chichocze, a Kate uśmiecha się wbrew sobie. – Dom zatrzymała żona z synem – wyjaśnia dalej Jamie. – Wydaje mi się to uczciwe. – Wskazując na budynek, dodaje: – Nie narzekam, zajmuję czteropokojowy lokal na ostatnim piętrze. Mam go cały dla siebie. Dex… mój syn… wpada tylko w weekendy, tak wynika ze wstępnej umowy. Ten czas jest dla mnie szczególny, ponieważ wiem, że w tygodniu nie będzie mógł mi działać na nerwy. – Pokazuje zęby w uśmiechu. – Żartuję. Szczerze kocham tego dzieciaka.

Jego słowa rozbrajają Kate. W czym może zaszkodzić szybka kawa z Jamiem? W domu czekają na nią tylko puste wnętrza, ponieważ Thomas jest z Ellisem. Jednak z powodu tego, co już ją spotkało, nigdy czegoś takiego nie robiła z obawy o konsekwencje.

– Pokaż mi jakiś dowód tożsamości – rzuca.

– Słucham?

– Jeśli mam z tobą pójść, muszę wiedzieć, że jesteś godny zaufania.

– Rozumiem. – Jamie sięga do kieszeni i wyjmuje portfel. – Proszę – dodaje, wręczając Kate swoje prawo jazdy. – Tylko nie patrz na zdjęcie.

W rzeczywistości wyszedł na nim całkiem ładnie, z błąkającym się na wargach uśmiechem. Choć na fotografii ma zarost, Kate od razu widzi, że to on.

– Usatysfakcjonowana? – pyta. – Potrzebujesz czegoś jeszcze, zanim pójdziemy na górę?

– Nie. Możemy iść.

Zapamiętuje adres, zanim odda mu prawko. Zastanawia się, czy nie wysłać Aleenie jeszcze jednej wiadomości, tym razem z informacją, gdzie dokładnie jest, ale nie chce się tłumaczyć z pisania esemesa w tej chwili.

Mieszkanie Jamiego okazuje się nawet bardziej luksusowe, niż się spodziewała. Stanowi jedną otwartą przestrzeń z oślepiająco białymi ścianami, pomalowanymi ewidentnie niedawno. Do tego równie minimalistyczne wyposażenie, choć jakimś cudem wnętrze wydaje się pełne ciepła.

– Teraz już chyba rozumiesz, dlaczego tak chętnie zrezygnowałem z domu – mówi Jamie, widząc, że Kate chłonie wszystkie detale.

Przechodzą do rozległego aneksu kuchennego – tam, na lodówce, Kate widzi kolejne zdjęcie Jamiego. Z małym chłopcem, którego bierze za jego syna.

– Nie mam u siebie wielu fotografii – wyjaśnia Jamie. – Wszystkie zatrzymała moja żona, a ja… choć obiecuję sobie, że zrobię wydruki z telefonu… jakoś nie znajduję na to czasu.

Kiedy on parzy kawę, Kate wygląda przez okno na położony w dole skwer, ze wszystkich stron okolony lampkami solarnymi.

– Twojemu synowi musi się tu bardzo podobać w lecie – stwierdza.

– Mam taką nadzieję. Niewiele mówi na temat naszej separacji, trudno więc ocenić, co o tym wszystkim myśli. Ucieczkę znajduje w sporcie, który uprawia z wielkim zapałem, tak że nawet nie wiedzielibyśmy, co czuje, gdybyśmy od czasu do czasu go nie przycisnęli. – Jamie wzdycha. – Przypuszczam, że to przedsmak tego, co nas czeka, gdy za parę lat osiągnie wiek dojrzewania. W dodatku niedawno zmienił szkołę, na pewno więc nie jest mu łatwo. Jak dotąd nie mam pojęcia, na ile zdążył się zaaklimatyzować.

– Też mam syna. Thomasa.

Oczy Jamiego się rozszerzają.

– Ha, nie chciałem być niegrzeczny i pytać, czy masz dzieci. W jakim wieku jest Thomas?

– Ma dziesięć lat. Chodzi do piątej klasy.

– Tak samo jak Dex. Usiądźmy na balkonie – proponuje, wręczając jej kawę.

– Nie będzie za zimno?

– Pod wełnianym kocem? Nie sądzę. No chodź, panuje tam wielki spokój. Zobaczysz, spodoba ci się.

Jamie idzie po koce, dając Kate czas na rozprawienie się z wątpliwościami, które każą jej uciekać. Znalazła się w mieszkaniu obcego mężczyzny w środku nocy, co jest niezwykle do niej niepodobne, a w dodatku rausz powoli mija. Jeśli tu jednak zostanie, okiełzna własny strach. Postanawia doprowadzić tę rzecz do końca, ponieważ to ją uleczy. Ostatnia myśl wywołuje uśmiech.

– Co cię tak bawi? – pyta Jamie, wracając z kocami i podając jej ten grubszy.

– Nic. Wszystko. To, że jestem tu z tobą. Kilka godzin temu nawet się nie znaliśmy.

– Chodź. – Jamie wyciąga do niej rękę. – Pokażę ci widok z balkonu.

Na zewnątrz Kate uświadamia sobie, że Jamie mówił prawdę – ledwie usiądą na leżakach, opatuleni kocami, spływa na nią wielki spokój. Opowiada Jamiemu o Ellisie, o tym, jak bliscy sobie byli, dopóki zdrada nie zniszczyła ich małżeństwa.

– To musiało być dla ciebie trudne – przyznaje Jamie. – Mnie zdradziła żona, przez co całkiem straciłem wiarę w ludzi.

Kate kiwa głową, czując, że coś dławi ją w gardle. Tyle mogłaby mu powiedzieć, wyznać tyle swojego bólu. Od tego ma jednak terapeutę, Rowana Hessa.

– Przydałaby się muzyka – rzuca Jamie, gdy Kate się nie odzywa. Zrywa się z miejsca i znów wyciąga do niej rękę. – Coś relaksacyjnego.

W salonie Jamie prosi system stereo, żeby zagrał jazz, i choć jest to gatunek, które Kate nigdy nie rozumiała, jego pasja momentalnie jej się udziela, w efekcie czego nie potrafi powstrzymać uśmiechu. Ale kiedy mężczyzna prosi, by z nim zatańczyła, ogarnia ją wahanie.

– Żartujesz?

– Nie. Mówię poważnie. No dalej, wyzbądź się swoich zahamowań.

Kate lekko się rumieni, gdy Jamie ujmuje jej dłoń i pociąga ją z kanapy na nogi, po czym parę sekund później, kiedy już tańczą w salonie jego penthouse’a, wydaje jej się to najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem.

A gdy Jamie ją całuje, Kate reaguje całą sobą, choć w duchu zadaje sobie pytanie, czy to rozsądne. Ostatecznie zatraca się w pocałunku i kiedy mężczyzna po długiej chwili delikatnie odrywa wargi od jej ust i chce coś powiedzieć, Kate bez słowa przyciąga go z powrotem, odszukuje jego usta i zaczyna szarpać na nim ubranie, by po chwili poczuć pod palcami nagą męską skórę.

Zamówienie ubera całkiem wylatuje jej z głowy.

DWA

OBECNIEPIĄTEK, 24 STYCZNIA

Rowan w milczeniu słucha Kate, która opowiada mu o spotkaniu z Jamiem przed tygodniem. Mimo że wyraz twarzy ma nieprzenikniony, w jego głowie z pewnością panuje gonitwa myśli, kiedy osądza jej zachowanie i formułuje o niej nową opinię.

– Masz o mnie bardzo złe zdanie? – pyta Kate.

– Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś spędzała noce z kim chcesz – odpowiada terapeuta. – Jesteś w separacji, podobnie jak tamten mężczyzna. Liczy się wyłącznie to, jak ty się w związku z tym czujesz. – Marszczy czoło i pochyla się w przód. – Martwi mnie jednak ta kobieta, która chce cię zabić. Możesz mi powiedzieć o tym coś więcej?

Ton głosu wskazuje, że Rowan nie wierzy, by Kate groziło niebezpieczeństwo, a nawet że w jego mniemaniu to tylko wytwór jej wyobraźni. Kate musi znaleźć sposób, by go przekonać, nie wyjawiając przy tym całej prawdy. Nie chodzi jedynie o Jamiego. Jej życie zboczyło na nieprzewidziane tory i Kate musi je przywrócić na te właściwe.

– Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem – wtrąca Rowan. – Kim jest ta kobieta?

Jego wargi się poruszają, ale Kate już go nie słyszy. Jej myśli zajmuje Jamie.

Parkuje przy ulicy naprzeciwko apartamentowca Jamiego. Co będzie, jeśli zapomniał, że ją na dzisiaj zaprosił? Jeżeli do tej pory zdążył zmienić zdanie? Po zeszłej nocy wymienili się numerami telefonów, ale żadne z nich nie wysłało drugiemu nawet esemesa. Niemniej jego zaproszenie nie pozostawia wątpliwości: całując ją na pożegnanie rano, gdy podjechał zamówiony przez nią uber, Jamie powiedział, że miło byłoby spędzić razem popołudnie i że nie chce, by ich znajomość skończyła się na jednej nocy.

W tej samej chwili, gdy Kate zbliża się do bramy, podjeżdża do niej samochód. Kierowca wychyla się za okno i wpisuje na panelu kod, po czym kilka sekund później brama otwiera się bezszelestnie. Kate wślizguje się za wjeżdżającym autem, mając nadzieję, iż kierowca nie będzie miał nic przeciwko, że dostała się na ogrodzony teren apartamentowca.

Nie czekając, aż odwaga ją opuści, Kate staje przed głównym wejściem i wciska guzik domofonu. W penthousie nikt jednak nie odpowiada. Kate rozgląda się więc wokół siebie i wtedy zauważa parę nieznajomych w średnim wieku, którzy trzymając się za ręce, idą w jej stronę. Rozmawiają z ożywieniem i nie zwracają na nią większej uwagi, nawet gdy otwierają kluczem frontowe drzwi. Podobnie jak wcześniej kierowca, nie próbują jej powstrzymać przed wejściem do budynku.

Kate waha się przez moment, ale zanim drzwi z powrotem się domkną, przytrzymuje je i popycha, następnie zaś przekracza próg. Hol wygląda inaczej w świetle dziennym, które wpada do środka przez duże okna. Zarówno podłoga, jak i schody wyłożone są dębem; dębowe zdają się także balustrady. W rogach pomieszczenia stoją donice z kwiatami, nad którymi wiszą oprawione duże pejzaże przedstawiające jesienny krajobraz.

Zamiast skorzystać z windy, Kate wybiera schody, którymi dostaje się na piętro Jamiego. Z każdym krokiem czuje, że wątpliwości w niej narastają. Uznaje jednak, że skoro już tu przyszła, musi sprawdzić, co z tego wyniknie.

Znalazłszy się przy drzwiach do penthouse’u, puka, ze zdziwieniem odkrywając, że drewniane skrzydło ustępuje pod dotykiem jej kostek.

– Halo! – Otwiera drzwi do końca i zamiera w oczekiwaniu. Nie chce wejść do środka nieproszona.

Jamie nie odpowiada. Cisza momentalnie ją przytłacza. Kate wie, że coś jest nie tak. Woła więc ponownie i tym razem przestępuje przez próg.

– Jamie? To ja, Kate. Poznaliśmy się wczoraj wieczorem.

Żadnej odpowiedzi.

Pokonuje korytarz i wkracza do salonu, ale natychmiast się zatrzymuje na widok mężczyzny leżącego na podłodze.

– Jamie?

Mężczyzna się nie porusza. Kate nawet z tej odległości widzi, że ułożenie jego ciała jest nienaturalne. Rozpostarte ramiona, rozrzucone nogi, jedna z nich jakby wykręcona do tyłu. Wreszcie jej wzrok pada na dużą karmazynową kałużę wokół głowy leżącego.

To znów się dzieje. Dokładnie jak przedtem.

Kate nabiera gwałtownie powietrza do płuc, czemu towarzyszy głośny świst w uszach. Zgina się wpół na miękkich nagle nogach i prawie się przewraca, w każdym razie nie jest zdolna zrobić ani kroku. Wpatruje się w ciało Jamiego, nie pojmując, że to, co widzi, jest realne – ma wrażenie, że ogląda telewizję.

W końcu dociera do niej, na co patrzy, i równocześnie zalewa ją fala adrenaliny. Musi działać. Musi mu pomóc. Podbiega do leżącego i opada przy nim na klęczki, modląc się, by nadal oddychał.

– No dalej, Jamie – szepcze wśród głuchej ciszy panującej w mieszkaniu.

Musi go ocalić. Niemożliwe, żeby nie żył. Kate nie pozwoli mu umrzeć. Lecz gdy się nad nim nachyla, z jego półotwartych ust nie dolatuje żadne tchnienie, a kiedy łapie go za przegub, nie wyczuwa pulsu.

Jamie jest martwy.

Ogarnia ją tsunami paniki. Nie może tu zostać, nie po poprzednim razie. Nikt nigdy nie uwierzy w jej niewinność. Zrywa się na nogi i ucieka.

Na ulicy przetrząsa torebkę w poszukiwaniu kluczyków do auta i zdalnie otwiera drzwiczki. Umieszcza telefon w ładowarce pod deską rozdzielczą, po czym uświadamia sobie, że w torebce nie ma kluczy do domu. Zagląda do schowka na rękawiczki i pod fotele, ale tam również ich nie ma. Nie zostawiłaby kluczy do domu w samochodzie, nigdy tego robi, zatem na pewno miała je ze sobą, idąc do Jamiego. Co oznacza, że zgubiła je albo po drodze, albo – co gorsza – w jego mieszkaniu.

Zwalczając mdłości, wysiada ponownie i rozgląda się w poszukiwaniu kamer monitoringu. Wprawdzie żadnych nie widzi, ale nawet to nie gasi jej niepokoju. Wie, że nie ma wyjścia: musi wrócić do mieszkania Jamiego i raz jeszcze spojrzeć w jego martwe oczy.

Biegnąc do drzwi frontowych, nagle czuje ogarniający ją chłód: nie dostanie się do środka, o ile ktoś jej nie otworzy. Rozgląda się nerwowo, ale na parkingu nikogo nie ma, nikt też nie zmierza od wind w stronę wyjścia. Na chybił trafił wybiera dzwonek opatrzony cyfrą dziewięć.

– Kto tam? – pyta kobiecy głos.

– Dostawa – odpowiada Kate, uspokoiwszy oddech, aby się nie zdradzić.

Rozlega się brzęczenie domofonu, Kate wpada za próg i gna po schodach na ostatnie piętro. Zbliżając się do mieszkania Jamiego, zwalnia. Przeraża ją perspektywa znalezienia się znów za jego drzwiami, ale wie, że nie ma wyboru – jej klucze tam są, a ona nie może zostawić dowodu swojej obecności. Mdli ją na myśl, że pojawiła się za późno, aby pomóc Jamiemu, stara się jednak o tym nie myśleć. Ledwie go poznała, a poza tym jeśli już musi się kimś przejmować, to tylko Thomasem. Gdyby to wszystko wyszło na jaw, jak wyjaśniłaby synowi, że spędziła noc z przygodnym nieznajomym? Który na dodatek nazajutrz zginął?

Zaczerpnąwszy głęboko tchu, Kate wyciąga rękę, żeby pchnąć skrzydło drzwi, i przekonuje się, że tym razem nie chce ustąpić pod jej dotykiem. Musiała je zatrzasnąć, wybiegając. Co oznacza, że nie ma szans dostać się do środka.

Nie wiedząc, co innego mogłaby zrobić, po raz drugi tego ranka ucieka.

– Kate?

Wraca do rzeczywistości i skupia wzrok na Rowanie. Musi mu powiedzieć, że Jamie nie żyje, ale nie może się zdradzić, że to ona znalazła zwłoki. Terapeuta natychmiast zawiadomiłby policję, a na to Kate nie może pozwolić – nie po poprzednim razie. Ma pewność, że Rowan nie ryzykowałby dla niej swojej kariery, nie może więc liczyć na jego milczenie. Zresztą nie śmiałaby go o nie prosić.

– Mężczyzna, z którym spędziłam noc, zmarł – informuje.

– Och… Przykro mi to słyszeć. Czy mogę zapytać, co się stało?

– Przyczyny naturalne. Problem sercowy.

– To bardzo smutne – stwierdza Rowan. – Domyślam się, jak to na ciebie wpłynęło.

Kate potakuje. Nie wyklucza, że terapeuta wciąż może jej pomóc, nawet jeśli nie wyzna mu całej prawdy.

– Kobieta, która chce mnie zabić… to żona Jamiego. Myślę, że ona wie, że z nim spałam.

Rowan rozszerza oczy. Odkąd zaczęła przychodzić do jego gabinetu w Kensington, nigdy jeszcze nie widziała go zaskoczonego – bez względu na to, co mówiła.

– Okej… Rozumiem, że to niepokojące. Ale czy ta osoba powiedziała albo zrobiła coś, co kazałoby ci tak uważać? Doszło między wami do konfrontacji?

Kate kiwa głową.

– Tak. Kilka dni temu.

– Powiedziała wprost, że wie o tobie i Jamiem?

– Niezupełnie… Ale w przeciwnym razie byłby to zdumiewający zbieg okoliczności.

Rowan chrząka.

– Co zatem skłania cię do myśli, że ta osoba chce cię skrzywdzić?

Kate ignoruje jego pytanie, myślami jest już kilka kroków przed nim.

– A co… co, jeżeli ta cała sytuacja z Jamiem ma coś wspólnego z nim?

Na twarzy Rowana nie maluje się nawet cień osądu – właściwie nie ma na niej nic poza ewidentną chęcią zbadania tego głębiej.

– Z nim? – powtarza. – Uważasz, że to, co zaszło niedawno, ma coś wspólnego z wydarzeniami z czasów, kiedy miałaś piętnaście lat?

– Gdy się nad tym zastanowić… Czyż wszystko nie jest z tym związane?

TRZY

LIPIEC 2003

Kate i Mona siedzą na twardych czerwonych plastikowych krzesełkach na przystanku autobusowym i, machając nogami, wpatrują się w tablicę, która informuje, że ich autobus spóźnia się już czwartą minutę.

– No to… – rzuca na rybkę Mona. – Przyznaj się, Kian ci się podoba, nie? – Trąca Kate łokciem i chichocze. – Moim zdaniem jest całkiem całkiem.

– Nie… – zaprzecza Kate, czując, że się czerwieni.

Czy Kian jej się podoba? Cóż, tak, jest atrakcyjny, ale kocha się w nim cała szkoła, co Kate mocno do niego zniechęca. Jednak choć kręci się wokół niego tyle dziewczyn, Kian nie jest ani trochę zarozumiały.

– Może dzisiaj ci się poszczęści – stwierdza Mona. – Musisz w końcu naruszyć swoją wisienkę.

– Mam piętnaście lat, to byłoby niezgodne z prawem – protestuje Kate na wpół kpiąco. Tak się składa, że jej urodziny wypadają za siedem tygodni i trzy dni, ale jaka to różnica.

– Musisz być taka pruderyjna? – Mona prycha. – Przecież widzę, jak on na ciebie patrzy. W sumie to dość obrzydliwe. – Wybucha śmiechem, ale wymuszonym, co przypomina Kate, jak bardzo jej koleżanka ostatnio się zmieniła.

Zwykle była radosna i pełna entuzjazmu, za co Kate skrycie ją podziwiała. Szczególnie że Mona nie ma łatwego życia – po tym, jak ojciec zostawił ją i jej matkę, ta ostatnia ledwie zauważa jej istnienie. Kate chciałaby czasami, żeby mama dała jej trochę swobody, ale woli już to wieczne zamartwianie od obojętności, która wynika ze zbytniego skupienia na sobie.

– A czy Robbie też będzie? – pyta Kate.

Mona przewraca oczami.

– Właściwie to mam go dość. Strasznie przynudza, gdy jesteśmy tylko we dwoje. Jak to możliwe? W gronie kolegów zachowuje się jak dusza towarzystwa, ale wystarczy pobyć z nim trochę sam na sam i wychodzi szydło z worka. Nie, wróć, obserwowanie, jak z worka wychodzi szydło, byłoby znacznie ciekawsze.

Kate zmusza się do śmiechu, ale potajemnie współczuje Robbiemu. Ten chłopak szaleje za Moną, a ona udaje, że czuje do niego to samo – wisi na nim, dopóki są w towarzystwie innych. Zdaniem Kate to zwykłe okrucieństwo. Lubi Monę – znają się od podstawówki – ale często ma problem z usprawiedliwieniem jej, choć wie o przykrych rzeczach, które najprawdopodobniej są powodem takiego, a nie innego zachowania koleżanki.

Dzisiaj na przykład wcale nie chciała z nią iść. Ponieważ Mona była ostatnio jakaś dziwna, obca, milcząca. Aż tu nagle jakby ktoś pstryknął przełącznikiem i dawna Mona wróciła – wymazując impostorkę, która się pod nią podszywała. Właśnie zaczęły się letnie wakacje i obie dziewczyny udają się nad kanał, gdzie czeka na nie Robbie z kumplami. Mona zastawiła na Kate pułapkę przy szkolnej bramie. Złapała ją za rękę i przekonywała, że muszą pójść razem, że spędzą popołudnie na wygłupianiu się, jedzeniu i piciu. Szeptem wyjaśniła, że Robbie podprowadził ojcu butelkę dżinu – jakby to miało przesądzić sprawę.

Tymczasem Kate, która w przeciwieństwie do rówieśników nie przepada za alkoholem, nie potrafiła sobie wyobrazić gorszej rzeczy. Mimo wszystko cieszyła się, że Mona ma się lepiej, i wolała jej nie odmawiać, by koleżance znów się nie pogorszyło.

– Przeklęty autobus – rzuca Mona, zerkając na zegarek. – Może pójdziemy pieszo?

Nie, nie, nie. Wracaj do domu, Kate. Ten dzień źle się skończy, skoro wszyscy będą pić.

Zanim docierają nad kanał, jest cała spocona. Chłopcy rozsiedli się na trawie, ich śmiechy niosą się daleko, aż na przeciwległy kraniec łąki. Robbie na widok nadchodzących dziewczyn zrywa się ze swojego miejsca i puszcza się pędem w ich stronę. Zatrzymuje się naprzeciwko Mony i niczym amant ze starego kina obejmuje ją ramionami i całuje namiętnie, jakby się nie widzieli od wielu dni.

– Znajdźcie sobie pokój – żartuje Kate.

– Właśnie – podchwytuje Kian i puszcza do niej oko.

Ciało Kate przechodzi dreszcz podniecenia, po czym ona sama się uśmiecha, ale też szybko odwraca głowę. Nie jest w stanie patrzeć na tego chłopaka, który jest za przystojny, za idealny. Czuje, że pragnie go całą sobą.

– Hej, Kate! – woła do niej Kian. – Chodź, usiądź tu ze mną.

Poklepuje trawę obok siebie, a serce Kate fika koziołka. Bierze się jednak szybko w garść – przecież to tylko chłopak jak każdy inny, usiądzie koło niego i nie zbłaźni się, stać ją na to. Nie ma mowy, żeby straciła głowę dla Kiana Robertsa.

Zbliża się do niego i opadając obok, niechcący dotyka jego nogi.

– Chcesz jedno? – proponuje jej Kian, wyciągając rękę z Budweiserem w puszce.

Kate marszczy nos.

– Nie, dzięki. Nie piję. Wiem, co to robi z ludźmi. Mój wujek jest alkoholikiem. Niezbyt ładny widok. – Za dużo mówi, ale tym się nie przejmuje. Wszyscy powinni wiedzieć, jakie jest działanie alkoholu.

Kian unosi brwi.

– Przykro mi. Ale chyba wiesz, że większość ludzi potrafi się napić i nie wpada w alkoholizm, co?

– Mamy po piętnaście lat! – Kate się obrusza. – Chyba wiesz, że zgodnie z prawem pić można dopiero po osiemnastce?

– Hm. Nie stosuję się do zasad – odpowiada Kian z uśmiechem. – Uważam, że mam dość oleju w głowie, by wiedzieć, co jest dobre dla mnie i dla mojego ciała.

Kate nie wie, jak na to zareagować, i nawet zaczyna myśleć, że chyba jednak nie lubi Kiana aż tak, jak jej się wydawało, i że czasami ludzi lepiej podziwiać z daleka, gdy nagle atmosfera między nimi się zmienia i Kian jak gdyby się odsłania.

– Zachowuję się jak dupek – stwierdza, podciągając kolana pod brodę. – Wybacz. Chciałem tylko zrobić na tobie wrażenie.

Pokazuje ręką w stronę kanału, gdzie Robbie i pozostali unieśli Monę i żartobliwie grożą, że wrzucą ją do wody. Mona piszczy, błagając chłopców, żeby ją puścili. Kate z zadowoleniem przygląda się wesołej koleżance po miesiącach ponuractwa.

– Ciężko jest, wiesz… – zagaja znowu Kian.

– Z czym?

Chłopak wzdycha.

– Sprostować oczekiwaniom wobec mojej osoby. Wszyscy chcą we mnie widzieć… sam nie wiem… popularnego, dowcipnego spoko gościa. I wszyscy nieustannie mnie obserwują. Nie przesadzam. Ludzie śledzą każdy mój krok. – Sięga po puszkę i bierze solidny łyk.

Kate wpatruje się w niego, na wpół oczekując, że Kian zaraz powie: „Tylko żartowałem. Uwielbiam swoje życie takie, jakie jest. Super jest być w centrum uwagi”. Mars na jego czole przekonuje ją jednak, że chłopak mówi poważnie.

– Ciąży na mnie duża presja – dodaje. – Czasami mam tego dosyć. – Unosi puszkę, która chyba jest już pusta, i gapi się w nią. – Tak więc tak… nie muszę pić, ale i tak to robię, bo właśnie tego wszyscy się po mnie spodziewają.

– A ja nie dbam o to, kto się czego po mnie spodziewa – wypala Kate. – Najważniejsze to być sobą… kimkolwiek się jest. Zadowalanie innych nie należy do naszych zadań. To samo dotyczy kierowania grupą. Prawda?

Kian przechyla głowę i bacznie jej się przygląda z uniesionymi znowu brwiami. Kate już myśli, że chłopak wybuchnie śmiechem, zlekceważy jej słowa, ale on ją zaskakuje.

– Dzięki, Kate. Powiedziałaś dokładnie to, co potrzebowałem dzisiaj usłyszeć.

Podczas gdy reszta wygłupia się nad kanałem, Kate i Kian rozmawiają przez kolejną godzinę, nie dopuszczając do siebie hałasów, odcinając się od świata. Kian obala jeszcze dwa piwa, Kate popija trzecią colę.

Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, Kian nachyla się, żeby ją pocałować. Kate tego pragnie, lecz doskwiera jej przepełniony pęcherz.

– Zaraz wracam – rzuca i zrywa się z miejsca.

Chłopak ma rozczarowaną minę.

– Muszę skorzystać z toalety – wyjaśnia Kate.

– Nie możesz się schować za drzewem czy coś?

– W przypadku dziewczyn to nie takie łatwe, jak na pewno wiesz. – Kładzie mu dłoń na ramieniu, aby go uspokoić. Zdążyła odkryć, że Kian nie jest wcale tak pewny siebie, jak wszyscy myślą. Podobnie jak każdy, ma swoje obawy.

– Pośpiesz się – prosi ją. – Fajnie się z tobą rozmawia.

Nad kanałem nie ma publicznych toalet, Kate musi więc wyjść na ulicę – praktycznie biegnie po niej, gdyż nie wie, jak długo jeszcze wytrzyma, a poza tym chce jak najszybciej wrócić do Kiana. Już miał ją pocałować, czego tak bardzo pragnie.

Wpada do łazienki dla klientów domu towarowego Marks & Spencer.

Myjąc ręce, czuje, że ktoś dotyka jej ramienia.

– Przepraszam… mogłabyś mi pomóc?

Kate się odwraca i widzi przed sobą kobietę w podeszłym wieku, która się do niej uśmiecha.

– Zgubiła się moja córka… nie wiem, co robić…

Nie to, żeby Kate była ekspertką w tych sprawach, ale słyszała historie o staruszkach z demencją, którzy się gubią.

– Proszę się nie martwić. Pomogę pani ją znaleźć – zapewnia. – Wyjdźmy stąd i znajdźmy jakiegoś pracownika.

Mija niemal godzina, zanim Kate wraca na ścieżkę wiodącą nad kanał. Po drodze spotyka Luke’a.

– Co się dzieje? – pyta go.

– Zmywam się – mamrocze Luke w odpowiedzi. – Ty też powinnaś.

– Dlaczego? Co się stało?

Ignorując ją, chłopak idzie dalej przed siebie. Ponieważ Kate od dawna uważa go za dziwaka, wzrusza tylko ramionami, uznawszy, że on i Robbie znów się pokłócili. Wiecznie się kłócą.

W końcu dociera nad kanał, nigdzie jednak nie widzi ani Kiana, ani Mony, ani nikogo z pozostałych. Rozgląda się wkoło, ale dostrzega same nieznajome twarze. Sprawdza więc telefon, okazuje się jednak, że Mona nie napisała do niej z informacją, dokąd się przenieśli. Nie ma nawet esemesa z pytaniem, gdzie Kate się podziała.

Kierując się w stronę lasku, nerwowo pisze wiadomość do koleżanki:

Gdzie jesteś?

Zanim zdąży ją wysłać, słyszy jakieś głosy. Zatrzymuje się i przepatruje lasek, by po chwili dostrzec w oddali Monę. Dziewczyna siedzi na ziemi – Kate odruchowo chce do niej zawołać, ale wtedy uświadamia sobie, co jej koleżanka robi. I z kim.

Mona i Kian. On obmacuje ją całą, ściąga jej bluzkę, obnaża opalone ciało. Czując podchodzące do gardła mdłości, Kate się odwraca i ucieka stamtąd w kierunku kanału. Nie zwraca uwagi na krzyki Kiana, który chce ją zatrzymać – przyśpiesza, a wreszcie biegnie, byle znaleźć się jak najdalej od nich.

Panuje nad sobą, dopóki nie dotrze na ulicę, wtedy tama puszcza i łzy zalewają jej płonące policzki.

Wzbiera w niej silny gniew. Kate wrze, a do tego czuje się pusta w środku jak nigdy wcześniej. Zupełnie jakby wypatroszono ją niczym rybę. Zdaje sobie sprawę z hałasu wokół: głośnego szumu ulicznego i różnych głosów, nie rozróżnia jednak słów. Znalazłszy się na swojej ulicy, uświadamia sobie, że jej mama jest w pracy – normalnie to do niej by się zwróciła, jak ze wszystkim innym. Mama potrafi wysłuchać, nie oceniając, i Kate zawsze czuje się lepiej po takiej spowiedzi. Ale dziś mama ma dwunastogodzinny dyżur w szpitalu, gdzie opiekuje się ludźmi, którzy potrzebują jej znacznie bardziej niż córka.

Zaślepiona gniewem Kate nie zwraca uwagi na białą furgonetkę parkującą po drugiej stronie ulicy. Tak samo nie obchodzi jej mężczyzna, który zaczyna iść w jej kierunku.

Dopóki nie uzmysłowi sobie, co się dzieje. Czyjeś ramię obejmuje jej tułów, jakaś wilgotna dłoń zakrywa jej usta. Kate jest ciągnięta do tyłu, po czym zostaje wrzucona do furgonetki, gdzie zderza się boleśnie z twardą podłogą, od czego aż dzwonią jej zęby. A później dostaje pięścią prosto w twarz.

I ogarnia ją ciemność.

OBECNIEPIĄTEK, 24 STYCZNIA

W oczach Kate patrzącej na Rowana zbierają się słone łzy.

Terapeuta bez słowa podnosi się ze swojego krzesła i podaje jej chusteczkę.

– Wiem, że to dla ciebie trudne – mówi. Głos ma tak ciepły i łagodny, że tylko nasila to płacz Kate. – Nie musisz o tym mówić. To zbyt przygnębiające.

– Nie – odpowiada. – Muszę o tym znów opowiedzieć.

– W porządku. Skoro jesteś pewna.

– Nigdy nie podałam ci wszystkich szczegółów – wyjaśnia Kate. – A chyba powinnam.

– Jestem tu dla ciebie – zapewnia Rowan, splatając dłonie.

Kate bierze głęboki oddech.

– Pamiętam, że kiedy otworzyłam oczy, furgonetka była w ruchu. Nie miałam pojęcia, dokąd mnie wiezie, ale droga była nierówna, co rusz przesuwałam się na podłodze. Brudnej i zakurzonej – dodaje, zamykając oczy. Raz jeszcze się tam przenosi. – Choć oczywiście brud był najmniejszym z moich zmartwień. Potrafiłam myśleć tylko o tym, że już nigdy nie zobaczę mamy. Nigdy nie ukończę szkoły i nie zacznę prawdziwego życia. I choć bardzo się bałam, wiedziałam, że nie mogę pozwolić, aby tak się to skończyło. Musiałam o siebie walczyć, cokolwiek by się z tym wiązało.

Rowan przechyla głowę.

– Wyobrażam sobie, jak byłaś przerażona.

Kate potakuje.

– Nie związał mi dłoni, więc próbowałam otworzyć drzwi, ale okazały się zamknięte. W furgonetce nie było żadnych okien. Musiał mi zabrać telefon albo upuściłam go, kiedy mnie wlókł. Jazda ciągnęła się w nieskończoność. Dzięki temu jednak miałam czas się zastanowić, co zrobię, kiedy drzwi się otworzą. Doszłam do wniosku, że jeśli chcę mieć nad nim przewagę, muszę działać błyskawicznie. Tylko szybkość mogła mnie uratować. Dlatego postanowiłam, że ledwie otworzy drzwi, zacznę kopać, a potem ucieknę. W bezpośrednim starciu nie miałam z nim szans, był ode mnie silniejszy. Pozostawała mi więc szybkość… – Kate czuje pieczenie łez w kącikach oczu.

Rowan podaje jej całe pudełko z chusteczkami.

– Gdy furgonetka się zatrzymała i silnik zgasł, byłam gotowa do działania – kontynuuje Kate, sięgając po chusteczkę. – Zupełnie jak dzikie zwierzę zapędzone w róg. – Ociera oczy. – Ale on przewidział mój ruch i złapał mnie za szyję, zanim zdążyłam wprowadzić swój plan w życie. Wyciągnął mnie siłą z furgonetki i powlókł w stronę jakiegoś opuszczonego domu. Później się dowiedziałam, że był to od dawna nieużywany budynek gospodarski. Próbowałam się wyrwać, ale nadaremno. Cokolwiek robiłam, trzymał mnie mocno. Co rusz go pytałam, czego ode mnie chce, ale on nic nie mówił. A potem… – Kate milknie; ból towarzyszący przeżywaniu wszystkiego od nowa jest obezwładniający.

– Nie musisz mówić nic więcej – zapewnia ją Rowan.

– Ale ja chcę. – Kate się upiera. Skoro już zaczęła, doprowadzi to do końca. – On… zaczął mnie bić, aż się przewróciłam. Jakimś cudem udało mi się go kopnąć, po czym pozbierałam się na nogi i rzuciłam do ucieczki. Pobiegł za mną. W pewnym momencie stanęłam jak wryta i gwałtownie się cofnęłam, przez co na mnie wpadł, aż odrzuciło go do tyłu. Krzyknął, padając na ziemię. Ja znów pędziłam przed siebie, spodziewając się pościgu w każdej chwili, ale nic takiego nie nastąpiło. – Kate wpatruje się w szary dywan. – Słyszałam tylko ciszę. Z jednej strony chciałam przed nim uciec, z drugiej czułam potrzebę, aby sprawdzić, co z nim. Nie wiem, jak długo tam stałam, w każdym razie w końcu do niego wróciłam. To wtedy zobaczyłam tę wielką kałużę krwi rozlewającej się wokół jego głowy. Nie żył. I to ja go zabiłam.

CZTERY

Dostępne w wersji pełnej

PIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

SZEŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

SIEDEM

Dostępne w wersji pełnej

OSIEM

Dostępne w wersji pełnej

DZIEWIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

DZIESIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

JEDENAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

DWANAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

TRZYNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

CZTERNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

PIĘTNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

SZESNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

SIEDEMNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

OSIEMNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

DZIEWIĘTNAŚCIE

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA JEDEN

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA DWA

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA TRZY

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA CZTERY

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA PIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA SZEŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA SIEDEM

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA OSIEM

Dostępne w wersji pełnej

DWADZIEŚCIA DZIEWIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI JEDEN

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI DWA

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI TRZY

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI CZTERY

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI PIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI SZEŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI SIEDEM

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI OSIEM

Dostępne w wersji pełnej

TRZYDZIEŚCI DZIEWIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI JEDEN

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI DWA

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI TRZY

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI CZTERY

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI PIĘĆ

Dostępne w wersji pełnej

CZTERDZIEŚCI SZEŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

LIST OD KATHRYN

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

INNE KSIĄŻKI TEJ AUTORKI

Dostępne w wersji pełnej