Noclegi u Marty - Graham Masterton, Karolina Mogielska - ebook
NOWOŚĆ

Noclegi u Marty ebook

Graham Masterton, Karolina Mogielska

0,0

Opis

W zapomnianej części miasta stoi hotel, do którego trafiają ci, o których świat wolałby zapomnieć. Bezdomni, alkoholicy, dilerzy, ludzie bez przyszłości. Wszyscy wiedzą, że to miejsce lepiej omijać szerokim łukiem – nawet policja odwraca wzrok.

Kiedy jeden z mieszkańców znika bez śladu, a w murach hotelu zaczynają rozlegać się nocne krzyki, kilku zwykłych ludzi próbuje dowiedzieć się prawdy. Szybko odkrywają, że Noclegi u Marty nie są zwykłą noclegownią, lecz bramą do czegoś znacznie starszego i bardziej głodnego niż ludzka przemoc.

Noclegi u Marty to mroczna opowieść o miejscu, w którym zło znalazło idealne schronienie – tam, gdzie nikt nie zadaje pytań, a ofiary nie mają głosu. Horror osadzony w brutalnej codzienności, gdzie granica między legendą a rzeczywistością rozpływa się jak cień pod drzwiami.

Nie każdy, kto tam wejdzie, wyjdzie.

Nie każdy, kto zniknie, zostanie zauważony.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 82

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



GRAHAM MASTERTON, KAROLINA MOGIELSKANOCLEGI U MARTY

Gdzieś na Ukrainie

Gdy tylko Marta otworzyła drzwi wejściowe, jej nozdrza wypełnił słodki i mdły zapach zgniłego mięsa zmieszany z dymem stęchłych papierosów. Choć nie było jej tylko przez dwa tygodnie, to widok, który zastała, bardziej przypominał miejsce po ataku bombowym aniżeli noclegownię dla bezdomnych mężczyzn i kobiet, o której nawet Bóg zdawał się już zapomnieć.

–  Jezu Chryste, Dalia – powiedziała głośno. – Nie posprzątałaś ani razu? To wygląda gorzej niż w Strefie Gazy.

Była niską, szczupłą kobietą o gładkich, falujących włosach koloru ciemnego blondu, obdarzoną pełnymi, jaskrawoczerwonymi ustami. Miała na sobie różowy letni żakiet i czerwone lakierowane szpilki. Wyglądała zbyt elegancko jak na właścicielkę takiego wysypiska śmieci.

Podłoga w korytarzu była usłana rozdartymi kartonowymi pudełkami, pogniecionymi ga-zetami, butelkami, puszkami po piwie i znoszonymi, starymi ubraniami. Wśród tych śmieci Marta dostrzegła grzebień pełen brudnych, białych włosów, zniszczoną kieszonkową Biblię i co najmniej tuzin napoczętych tubek kremów do rąk oraz różnych maści na odleżyny, łuszczycę, hemoroidy i bóle stawów. Recepcja kuląca się w głębi korytarza była zapełniona pudełkami z KFC, papierowymi talerzami z niedojedzonymi hamburgerami, resztkami pizzy oraz rybą z frytkami, która już zaczęła pokrywać się szarą pleśnią.

„Spójrz na te wszystkie resztki jedzenia” – pomyślała Marta. – „Próbujesz nakarmić tych włóczęgów, ale oni prawie nic nie jedzą. Mają apetyt tylko na fentanyl”.

Im dalej przedzierała się przez bałagan, tym silniejszy stawał się zapach zgniłego mięsa. Kiedy dotarła do starej sofy na samym końcu korytarza, zrozumiała już dlaczego.

Dawno temu sztruksowe obicie sofy było kremowe i ozdobione brązowymi kwiatami. Teraz zrobiło się poczerniałe, wilgotne i cuchnące, a sztruks został wyjedzony przez myszy, odsłaniając gąbkową tapicerkę i ostre, zardzewiałe sprężyny. W zapadniętym środku leżało coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak długi, ciemny skórzany płaszcz, a miejscami roiło się od błyszczących zielonych much. Marta potrzebowała kilku chwil, zanim zrozumiała, na co patrzy.

W miejscu, gdzie powinien znajdować się kołnierz płaszcza, dostrzegła coś, co przypominało zepsuty zamek błyskawiczny, ale dopiero po bliższym przyjrzeniu się zdała sobie sprawę, że to komplet ludzkich zębów. Skórzany płaszcz wcale nie był płaszczem, a częściowo wyschnię-tym trupem, który wraz z postępującym rozkładem zaczął zapadać się w zniszczoną sofę.

–  Matko Boska – wyszeptała, zakrywając dłonią usta i nos. – Zobacz, w jakim jesteś stanie… Sporo osób będzie bardziej niż zachwyconych, że tak skończyłeś.

Właśnie wtedy usłyszała delikatny odgłos, przywodzący na myśl psa wylizującego resztki jedzenia z miski. Wstrzymała oddech, pozostając nieruchomo, i nasłuchiwała. Dźwięk ten trwał nadal, przerywany sporadycznymi odgłosami poruszania się, jakby ktoś próbował ułożyć się wygodnie na zużytym materacu.

Odgłos mlaskania zdawał się dochodzić z półotwartych drzwi szafy, ustawionej naprzeciwko starej sofy. Marta przedarła się przez śmieci, aż znalazła się tuż przed otwartym meblem. Zapach zgniłego mięsa był tu jeszcze silniejszy, więc wyciągnęła chusteczkę z kieszeni i przyłożyła ją do twarzy. Mlaskanie było coraz głośniejsze i co jakiś czas przeplatało się z ostrym odgłosem ssania.

Czuła, jak serce bije jej szybko, a cała drży ze strachu i podniecenia. Domyślała się, co zobaczy w szafie, choć nigdy wcześniej tego nie widziała. Wzięła głęboki oddech i delikatnie pchnęła drzwi.

Zobaczyła dwie bose stopy z brudnymi paznokciami, leżące na zaplamionym materacu. Drgały, poruszając się, jakby ich właściciel był bardzo niecierpliwy lub miał atak padaczki. Marta nie była w stanie zobaczyć reszty ciała, ponieważ było przykryte czymś, co wyglądało jak śliskie, szare, gumowe prześcieradło.

–  Więc nadal tu jesteś, kochanie – wyszeptała do siebie z szerokim uśmiechem. Była tak zachwycona, że nie mogła powstrzymać drżenia, prawie jakby przeżywała orgazm.