Niebieskie ptaki XX wieku - Bertold Merwin - ebook + audiobook

Niebieskie ptaki XX wieku ebook

Bertold Merwin

5,0
5,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Koleje losu pięciorga niezależnych od siebie przestępców, spod pióra znakomitego Bertolda Merwina, pisarza tworzącego na przełomie XIX i XX wieku.

Bohaterowie różnią się narodowością, motywami, stylem, a nawet płcią. Ich zadziwiająca pomysłowość i zręczność nie zawsze jednak pozwala uniknąć im kłopotów - są one wszakże wpisane w ich działalność.

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.

W niniejszej publikacji zachowano też oryginalną pisownię.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 49

Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Bertold Merwin

Niebieskie ptaki XX wieku

Z cyklu obyczajowego.

Nie kłamać — bawiąc. Nie nudzić — ucząc.

Saga

Niebieskie ptaki XX wiekuJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. W niniejszej publikacji zachowano również oryginalną pisownię. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1928, 2020 Bertold Merwin i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726467246

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

JERZY MANOLESCU, „KSIĄŻĘ ZŁODZIEI“.

Sam w swych pamiętnikach — które przed kilkunastu laty wyszły w druku i cieszyły się pewną poczytnością — nazwał się „księciem złodziei“. Bezsprzecznie był Manolescu awanturnikiem „z urodzenia“, człowiekiem, potrzebującym awantury, niebezpieczeństwa, tak jak inni — morfiny czy alkoholu. Lecz ten popęd ku awanturniczości i graniu z niebezpieczeństwem był pod progiem jego świadomości. W swych pamiętnikach bowiem zaznacza on wciąż tęsknotę za mieszczańskim trybem życia, za spokojem i cichem szczęściem.

Jerzy Manolescu wciela wyraźnie wieczną tragedję człowieka, który tęskni za tem, czego nigdy osiągnąć nie jest w stanie; i to nie dlatego, że zewnętrzne okoliczności stoją na przeszkodzie, tylko dlatego, że wewnętrznie nie umie dopiąć celu swej tęsknoty...

W owych pamiętnikach, które — oglądane z punktu widzenia literackiego — są mieszaniną wstrząsających zwierzeń i moralnego cynizmu, niezwykle interesujących opisów i banalnych komunikatów, opowiada Manolescu w jaki sposób został złoczyńcą.

Urodził się w r. 1871 w Rumunji jako syn niezamożnego oficera i już w 14-ym roku życiu uczynił pierwszą próbę wydostania się na „wielki świat“, który kusił go i rozpłomieniał jego wyobraźnię. W Konstantynopolu został jednak przychwytany i przymusowo odstawiony do swej ojczyzny.

W dwa lata potem po raz wtóry zwiał i dostał się do Aten; tam, gdy nie miał więcej ani grosza w kieszeni, przestrzelił sobie płuca... I znowu został przymusowo odstawiony do domu...

Dopiero w r. 1888 — liczył wtedy 17 lat — dotarł do celu swych marzeń, do Paryża. Rodzina wyznaczyła mu niewielką rentę, by mu umożliwić studja. Lecz żywot biednego studenta w Quartier Latin nie odpowiadał jego tęsknotom i zamierzeniom. Jeden z jego kolegów, przeputawszy dość pokaźny majątek „ usanował“ swe stosunki przez poślubienie bardzo zamożnej panny. Fakt ten stał się dla Jerzego Manolescu „idee fixe“, której przez całe swe życie się nie wyzbył. Począł szukać bogatej żony... Powziął zamiar nie zaprzestać poszukiwań, aż znajdzie kobietę, któraby w posagu wniosła pół miljona franków renty rocznej. I ironja losu sprawiła, że Manolescu, który w życiu utrzymywał bardzo bliskie stosunki z wieloma zamożnemi kobietami, który „przepuścił“ wiele miljonów franków — wreszcie poślubił zupełnie ubogą osobę...

Narazie jednak, jako student w Paryżu, począł przemyśliwać nad tem, w jaki sposób zdobyć środki, by się dostać w te sfery towarzyskie, w których żyją piękne i bogate kobiety. Z domu rodzicielskiego niczego więcej spodziewać się nie mógł jak 300 franków miesięcznie. Drogą legalną ani marzyć nie mógł o wejściu w posiadanie kapitału, któryby mu umożliwił kontakt z „wyższem towarzystwem“. A więc powziął plan dojścia do pieniędzy drogą zakazaną.

Wpadł na taki pomysł: zauważył, że w wielkich sklepach za sprzedany towar, o ile jeszcze jest w cryginalnem opakowaniu i bez zdartej etykiety, zwraca się wpłaconą sumę, jeśli kupujący po krótkim czasie zjawi się ponownie i pod jakimkolwiek pozorem prosi o odebranie odeń zakuplonego towaru i o zwrot wpłaconej kwoty.

Na tem spostrzeżeniu oparł swój plan. Pewnego dnia udał się do „Louvru“, przeciskał się między masą kupujących, węszył za ,,dobrą okazją“ i znalazł ją niebawem: przy jednej z lad tłoczyły się liczne kobiety i wtedy udało mu się niepostrzeżenie ,,zwędzić“ srebrną obręcz, jakich się w nakryciu stołowem używa do umieszczania w nich serwet.

Oto była kradzież pierwsza człowieka, który potem nosił miano „króla złodziei“.

Z drżeniem serca udał się następnie do kasy i poprosił o zwrot ceny za zakupiony przed kilku godzinami towar. Otrzymał 12 franków...

Następnego dnia wykonał taką samą manipulację z miniaturą z kości słoniowej i „zdobył“ 100 franków.

Takiemi drobnostkami rozpoczął swą ,,działalność“, która mu w następnych 15 latach przysporzyć miała dziesiątki miljonów.

Niedługo uprawiał Manolescu kradzieże w sklepach, gdyż był to „mało rentowny interes.“ Obmyślił inną, zyskowniejszą metodę. W tym celu czynił narazie studja i doświadczenia. Dniami całymi stał przed lustrem, studjował swe ruchy i miny, uczył się „niewinnego wyglądu“, uczył się — jak pisze w swych pamiętnikach — „niezmieniania wyrazu twarzy w momentach krytycznych“.

Przy tej sposobności zrobił trafne spostrzeżenie, że o tem, w co się nie wierzy, nie można również przekonać innych. Chodziło o to — Manolescu podaje jako przykład tego twierdzenia — aby w sklepach, w których żądał zwrotu pieniędzy za ukradzione przez się rzeczy, był sam przekonany, że rzeczy tych nie ukradł, a kupił i zapłacił. Lekkie podejrzenie, które wywołać mogła niepewna mina lub niezręczny wyraz, musiałoby prowadzić do odkrycia kradzieży. „Jednem słowem — pisze Manolescu — musiałem się zupełnie zidentyfikować z moją rolą i zapomnieć zupełnie, że tylko odgrywam rolę, gdyż tylko w ten sposób mogłem się spodziewać, że przekonam rów nież innych“.

Odbywał więc przez długi szereg dni „trening“, polegający na tem, aby mózg jego i gra twarzy funkcjonowały niezależnie od tego, co wykonywały ręce.

Aby się przekonać, czy może się już odważyć na większe „przedsięwzięcia“, uczynił pewnego razu następującą próbę:

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.