Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
237 osób interesuje się tą książką
Historia z motywami: znajomość z dzieciństwa oraz enemies to lovers!
Osiemnastoletnia Emily Scott od dzieciństwa nienawidziła Nathaniela Windsona. Chłopak był arogancki, popularny, zadufany w sobie i nigdy nie ukrywał niechęci do dziewczyny.
W przeciwieństwie do nich ich rodzice darzyli się sympatią i kiedyś złożyli sobie obietnicę, że zawsze będą sobie pomagać bez względu na okoliczności. I kiedy państwo Scott ulegają wypadkowi, dziewczyna zostaje zmuszona zamieszkać u rodziny Windsonów, pod jednym dachem z największym wrogiem.
Nastolatka musi zacisnąć zęby, chociaż może się okazać, że istnieją rzeczy, które ich łączą, a nie tylko dzielą.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 295
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Samanta Duda
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2025
All rights reserved · Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Łakuta
Korekta: Katarzyna Twarduś, Monika Baran, Wiktoria Garczewska
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
Ilustracja na okładce: Aleksandra Monasterska
ISBN 978-83-8418-301-4· Wydawnictwo NieZwykłe · Oświęcim 2025
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Ostrzeżenie dla czytelników
Prolog
Rozdział 1. To dopiero początek
Rozdział 2. Wisisz mi przysługę
Rozdział 3. Mamy problem
Rozdział 4. Nie ma mnie dla ciebie
Rozdział 5. Najnormalniejszy dzień w mojej szkole
Rozdział 6. Musicie się pogodzić
Rozdział 7. Muszę ją znaleźć
Rozdział 8. Na cmentarz o trzeciej w nocy?
Rozdział 9. Tak, spaliśmy razem
Rozdział 10. Ty jesteś moim problemem, Nate
Rozdział 11. Twój wujek, Emily
Rozdział 12. Powiedz, co ci zrobił, bo nie ręczę za siebie
Rozdział 13. Śpiący Nate
Rozdział 14. Makijaż Nathaniela
Rozdział 15. Logan?
Rozdział 16. To przecież tylko zakład
Rozdział 17. Jesteś moja
Rozdział 18. Trzeba ustalić zasady
Rozdział 19. Zobacz, jaki ze mnie dobry chłopak
Rozdział 20. Coś jest na rzeczy
Rozdział 21. Mentalnie jestem dzieckiem
Rozdział 22. Załatwię to inaczej
Rozdział 23. Jeszcze to dokończymy, mała
Rozdział 24. Wiesz, gdzie mnie szukać
Rozdział 25. Jeszcze nie, jęczeć będziesz zaraz
Rozdział 26. To było żałosne
Rozdział 27. Nie zostawiaj mnie, myszko
Rozdział 28. Tylko firma się liczy
Rozdział 29. Zależy mi na tobie
Rozdział 30. Zakochałam się w nim…
Rozdział 31. Boże, dziewczyno, ale ty zajebiście całujesz
Rozdział 32. To co? Zaczynamy?
Rozdział 33. Wracamy do normalności, księżniczko
Rozdział 34. Będę żyć chwilą
Rozdział 35. Raz się żyje
Rozdział 36. Przecież to twój pierwszy raz
Rozdział 37. Wiem, że na mnie lecisz, księżniczko
Rozdział 38. Przedstawienie pod szkołą
Rozdział 39. Lekka kraksa
Rozdział 40. Będę przy tobie, czy ci się to podoba, czy nie
Rozdział 41. Grzeczna dziewczynka
Rozdział 42. Przepraszam, ale nie chcę
Rozdział 43. Ja? Ciąża? Niemożliwe
Rozdział 44. Musiałam mu wygarnąć
Rozdział 45. To był błąd
Rozdział 46. Musimy pogadać
Rozdział 47. Mówię prawdę
Rozdział 48. Może świat nas połączy
Epilog
Podziękowania
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Ta książka porusza trudne tematy związane z dorastaniem, odpowiedzialnością oraz życiowymi wyborami. Zawiera wątki emocjonalne, które mogą być dla niektórych czytelników wyzwaniem.
Autorka pragnie podkreślić, że wszystkie przedstawione wydarzenia są związane z realnymi konsekwencjami mogącymi dotknąć młodych ludzi w życiu codziennym.
Ta historia nie ma na celu idealizowania trudnych sytuacji.
Zalecamy, by książkę czytały osoby powyżej szesnastego roku życia.
Jeśli potrzebujesz pomocy lub porady, nie jesteś sam(-a). Możesz bezpłatnie skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży:
116 111.
Przypadkiem, w odpowiednim momencie albo gdy najmniej się tego spodziewamy. Świat wie, kiedy i w jaki sposób połączyć drogi tych, którzy powinni się spotkać. W końcu wszystko dzieje się po coś.
EMILY
Siedem lat
– Emily, dzisiaj jedziemy w odwiedziny do cioci Lucy – powiedziała mama.
– Znowu do cioci Lucy i wujka Adriana? Tam będzie Nate – odpowiedziałam niezadowolona.
– Nie przesadzaj, kochanie, dzisiaj zjemy razem obiad i porozmawiamy o interesach, wszystko pójdzie szybko i nawet nie zdążycie pomyśleć, żeby się pokłócić z Nathanielem. A teraz leć po buty i się zbieramy, bo tata już czeka w samochodzie.
Pobiegłam do pokoju znajdującego się na piętrze, bo musiałam zabrać jeszcze ulubioną zabawkę. Uwielbiałam swoją pluszową świnkę.
Zeszłam na dół, włożyłam buty, a następnie pobiegłam do auta i przywitałam się z tatą.
Przez całą drogę zastanawiałam się, czy tym razem spotkanie z kolegą będzie milsze. Ciocia i wujek – a przynajmniej tak nazywałam przyjaciół moich rodziców – zawsze go upominali, gdy robił mi na złość, ale to nic nie dawało. Może gdy trochę podrośnie, to zmądrzeje?
Dotarliśmy na miejsce i weszliśmy do wielkiej posiadłości Windsonów. W drzwiach powitali nas gospodarze.
Odpowiedziałam szybkie „Cześć” i weszłam do salonu, a rodzice zniknęli gdzieś za ścianą, żeby omówić interesy. Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się po domu. Wydawał mi się taki pusty i nudny. Gdzie nie spojrzałam, tam widziałam zdjęcia Nathaniela lub miejsca, w których chłopak się nade mną znęcał.
– Bu! – krzyknął Nate, wyskakując zza kanapy.
Podskoczyłam w miejscu przestraszona, nie spodziewałam się ataku z jego strony. Nathaniel zaczął się śmiać, dumny ze swojego żartu.
– Z czego się śmiejesz, głupku? – Obrażona, skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej.
– Jesteś głupia – stwierdził bez powodu, zabierając moją pluszową świnkę.
Pobiegł z nią na piętro, próbowałam go dogonić, ale niestety był szybszy, zamknął się w pokoju i krzyknął przez drzwi:
– Możesz pożegnać się ze swoją ulubioną świnką, jest tak samo brzydka jak ty!
– Oddaj ją, ona przynajmniej ma mózg w przeciwieństwie do ciebie! – wrzeszczałam, waląc w drzwi, żeby otworzył. Niestety nic to nie dało.
Po kilku minutach awantury oddał mi maskotkę… ale w strzępach. Chwyciłam ją delikatnie i zapłakana pobiegłam do rodziców.
Nienawidziłam Nathaniela z całego serca.
Nigdy nie był miły, zawsze robił mi na złość i uprzykrzał życie.
EMILY
Osiemnaście lat
Nadszedł pierwszy dzień szkoły.
Trzeba wstawać – pomyślałam i od razu podniosłam się z łóżka. Wyszłam z pokoju, by zacząć dzień od jakiegoś dobrego śniadania.
Na korytarzu czekał na mnie mój pies – Daisy. Urocza mała kuleczka rasy york podskakiwała wesoło na mój widok i domagała się pieszczot. Pogłaskałam ją i zawołałam, by szła za mną.
W kuchni oczywiście nikogo nie było, bo rodzice wiecznie pracowali, nigdy nie mogłam na nich liczyć.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła szósta trzydzieści. Powinnam zjawić się w szkole o dziewiątej czterdzieści.
Zjadłam śniadanie – ulubione tosty z serem – i poszłam na górę, by się ubrać. Jak zwykle miałam problem z wyborem stroju. Ostatecznie postawiłam na zwyczajną białą koszulę i czarne jeansy z wysokim stanem, a do tego dobrałam air force, standardowo. Zrobiłam lekki makijaż – podkreśliłam rzęsy tuszem, usta obrysowałam delikatną konturówką i dopełniłam bezbarwną pomadką ochronną. Przejrzałam się w lustrze i zadowolona z tego, co widziałam w odbiciu, dodałam ostatni akcent, czyli słodkie perfumy. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc wyszłam z Daisy na poranny spacer.
***
Już dochodziłam powolnym krokiem pod budynek szkoły, gdy nagle ktoś przytulił mnie od tyłu, przez co oczywiście się wystraszyłam. Nie mógł być to nikt inny tylko Amanda.
– Hej, co ty się tak odwaliłaś? – zapytałam poważnie, gdy się odwróciłam i spojrzałam na przyjaciółkę. Zdecydowanie odstawałam od niej ubiorem.
– Oj, no weź. – Zarumieniła się. – Przecież wiesz, że dzisiaj Luke będzie w szkole, więc muszę jakoś wyglądać. – Uśmiechnęła się zadowolona.
Luke to nasz młody nauczyciel WF-u. Mogliśmy mówić do niego po imieniu, jak nikt nie słuchał, a dziewczyny często próbowały z nim flirtować. Był w porządku, ale nie rozumiałam, co Amanda w nim widziała. Chyba sobie ubzdurała, że ma u niego szanse, choć nic na to nie wskazywało. On nigdy nie dał jakichkolwiek znaków, by mogła tak myśleć. Nie była ani trochę odpowiedzialna, jej wiek nie świadczył jeszcze o dojrzałości.
Weszłyśmy do szkoły w milczeniu i od razu podeszły do nas bliźniaczki Kate i Clara. Przywitałyśmy się i razem wkroczyłyśmy na zatłoczony główny korytarz.
Bliźniaczki wybrały inne profile, żeby nauczyciele mogli je rozróżniać, bo były praktycznie identyczne. Jedyną różnicę stanowiło to, że Clara miała mniejsze oczy i zawsze chodziła w związanych włosach. Była też spokojniejsza od siostry, ale w połączeniu potrafiły nieźle nabroić.
Na tle koleżanek nie wyróżniałam się niczym. Miałam brązowe, kręcone włosy, nie byłam gruba, ale też nie mogłam pochwalić się figurą modelki – w przeciwieństwie do Amandy. To chodzący ideał, każdy chłopak się za nią oglądał. Nie dość, że zgrabnej figury zazdrościły jej wszystkie dziewczyny w szkole, to miała jeszcze piękne niebieskie oczy i blond włosy. Zawsze wyglądała jak wyrwana z okładki magazynu o modzie.
Zaraz na korytarzu pojawił się Nathaniel ze swoją grupką przyjaciół: Loganem, Patrickiem i Danielem. Razem stanowili ekipę tych najpopularniejszych chłopaków w szkole. Każda laska do nich wzdychała, a oni to wykorzystywali i umawiali się z każdą po kolei. Szczerze, nie zdziwiłoby mnie to, gdyby Nathaniel poderwał już wszystkie dziewczyny z naszego rocznika. Oczywiście poza mną, moją przyjaciółką i tymi „brzydkimi” – jak sami je określali. Szli pewnym krokiem, a wokół dało się usłyszeć westchnienia rozmarzonych dziewczyn. Boże, jakie to było żałosne.
Zatrzymali się obok nas, bo Logan i Nathaniel chodzili do klasy ze mną i Clarą, a Daniel i Patrick wybrali zupełnie inny profil.
Nate spojrzał na mnie i zaczął:
– Co tak stoisz, problemów szukasz?
Serio? Dorosły chłopak, a ciągle bawił się w zaczepki.
Spojrzałam na niego z miną mówiącą: ,,dopiero rok szkolny się zaczął, a ty już zaczynasz?”.
Postanowiłam jednak nie być mu dłużna.
– Nawet nie wiesz, jak dobrze było, kiedy nie musiałam na ciebie patrzeć.
– Słyszeliście ją? – odezwał się do swoich kolegów. – Idiotka – dodał po chwili.
Odwróciłam się w jego kierunku i przewróciłam oczami.
– Palant. – Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Nasze zachowanie było żałosne, wiedziałam to doskonale. Od zawsze tak mieliśmy, a fakt, że mogliśmy już o sobie pełnoprawnie decydować, nic w tej kwestii nie zmienił.
Kłóciliśmy się, dopóki z głośników nie rozbrzmiał głos pani dyrektor, która w kilku krótkich zdaniach przywitała nas w nowym roku szkolnym. Spojrzałam na Amandę i znajomych Nathaniela, byli zażenowani naszym zachowaniem.
Gdy przemówienie się skończyło i rozbrzmiał dzwonek, weszliśmy do sal, żeby na pierwszej lekcji omówić plan i jakieś inne pierdoły. Oczywiście nie obeszło się bez kłótni, nasza wychowawczyni już pierwszego dnia miała nas dość. Zajęcia tego dnia na szczęście nie trwały długo.
Wróciłam do domu z myślą, że jutro będzie już tylko gorzej.
Obudził mnie huk na korytarzu – pewnie Daisy bawiła się swoją ulubioną zabawką i coś przewróciła. Zaspana, spojrzałam na zegarek. Albo mój budzik nie zadzwonił, albo wyłączyłam go zupełnie nieświadoma i znów zasnęłam. Tak czy inaczej, trochę zaspałam.
– To dopiero drugi dzień, a ja już będę spóźniona.
Wstałam szybko, ubrałam się i wyprowadziłam psa na spacer. Oczywiście musiał obwąchać wszystkie drzewa i każdy kąt, akurat gdy tak się spieszyłam. Kiedy wróciliśmy, zrobiłam bardzo szybki makijaż. Nie zdążyłam przygotować śniadania, więc chwyciłam jabłko z blatu w kuchni i wybiegłam z domu. Nie spotkałam rodziców, co oznaczało, że albo jeszcze nie wrócili, albo odsypiali.
Ledwo zdążyłam na autobus. Wsiadłam i zajęłam wolne miejsce z tyłu przy oknie, po czym włożyłam słuchawki.
Niedługo później wysiadłam na odpowiednim przystanku i ruszyłam w stronę szkoły, lecz nagle ktoś podbiegł do mnie i przytulił.
Był to Marc, mój przyjaciel z podstawówki. Nigdy nie krył się z tym, że jest gejem, dzięki czemu nikt nie podejrzewał, że w naszej relacji może chodzić o coś więcej. Kiedyś uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas i bardzo sobie ufaliśmy, niestety nasz kontakt ostatnio się pogorszył przez to, że on często wyjeżdżał.
– Hej, Emily, jak nastawienie na nowy rok szkolny? – zagadał rozbawiony, wiedząc, że to pytanie mnie zirytuje.
– Weź mnie nawet nie denerwuj – odpowiedziałam zbulwersowana.
– Ciężki poranek, co? – Śmiał się bezczelnie, na co w odwecie uderzyłam go w ramię. Oczywiście nie pozostał mi dłużny i oddał mi tak na oko trzy razy mocniej.
Złapałam się za bolące miejsce i ruszyłam dalej, szukając wzrokiem Amandy. W międzyczasie Marc gdzieś zniknął.
Szłam żwawym krokiem pod salę z nadzieją, że nie spotkam tu Nate’a. Nadal pamiętałam, jak zniszczył mi moją świnkę – ulubionego pluszaka z dzieciństwa.
Wyjęłam z uszu słuchawki i zamierzałam włożyć je do pudełka, ale ono zgubiło się gdzieś w torebce. Panował w niej taki chaos, że musiałam skupić całą uwagę, by cokolwiek tam znaleźć. W końcu chwyciłam zgubę, schowałam słuchawki, po czym wyjęłam butelkę. Odkręciłam ją, lecz zanim zdołałam podnieść głowę i się napić, z impetem w kogoś uderzyłam, a mój sok wylądował na czyjejś bluzie.
– Sorry – powiedziałam automatycznie, zanim dostrzegłam, że stoi przede mną Nathaniel Windson we własnej osobie. Zawsze miałam pecha w życiu.
Kilka osób zwróciło na nas uwagę, usłyszałam nawet, jak jakieś dziewczyny prychają pod nosem, uważając chyba, że celowo wpadłam na tego dupka.
– Patrz, jak łazisz, idiotko – warknął Nate, lustrując mnie chłodnym spojrzeniem.
– Uspokój się, przecież przeprosiłam – odpowiedziałam, pomijając fakt, że gdybym wiedziała, że wlazłam w Nate’a, to prędzej naplułabym mu na buty, niż przeprosiła.
– Uwaga, ta łamaga nie umie chodzić! – krzyknął, jeszcze bardziej zwracając na nas uwagę innych uczniów.
– Dobra, daj już spokój. – Westchnęłam zawstydzona.
– Wisisz mi przysługę, wiesz?
– Co? – Zaśmiałam się, bo brzmiał, jakby się naćpał. Złapałam z nim kontakt wzrokowy, wyglądał poważnie, co bawiło mnie jeszcze bardziej.
– Ja nie żartuję, narobiłaś mi wstydu przed całą szkołą, bo wlazłaś we mnie na oczach wszystkich i oblałaś mnie sokiem.
– Cóż, sorry, ale nigdy nie zrobię dla ciebie niczego z własnej woli – odpowiedziałam, uśmiechając się szeroko. – Zapamiętaj to – dodałam, wymijając go, i uciekłam w stronę szafek.
Ludzie odprowadzili mnie wzrokiem, szepcząc coś do siebie, ale starałam się to ignorować. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona i lekko ciągnie do tyłu.
– Jeszcze zobaczymy, Emily – szepnął Nate i odszedł.
Pewnie oczekiwał, że się przestraszę, ale nie wydawał mi się groźny. Zawsze więcej gadał, niż naprawdę robił.
W końcu odnalazłam swoją grupę koleżanek i razem poszłyśmy na lekcję.
Cały dzień minął mi błyskawicznie, choć zajęcia były bardzo nudne. Dało się jednak wyczuć podekscytowanie dziewczyn, gdy zbliżał się WF. Amanda już nie mogła się doczekać, aż zobaczy ulubionego nauczyciela.
Tego dnia zajęcia też trwały krócej. Nauczyciel pokazał nam kilka ćwiczeń rozciągających, czym sprawił, że Amanda – podobnie jak kilka innych uczennic – nie mogła oderwać od niego wzroku.
Gdy wychodziłam ze szkoły, nie mogłam nie zauważyć Nathaniela i grupki jego przyjaciół. Stali niemal pośrodku dziedzińca, a wokół nich zebrał się wianuszek zakochanych dziewczyn. Spojrzałam na całą tę ekipę z pogardą i poszłam przed siebie. Nagle jednak ktoś złapał mnie za ramię i mocno pociągnął. Od razu wiedziałam, z kim mam do czynienia. Odwróciłam się i popatrzyłam na Nate’a z obrzydzeniem.
– Czego chcesz? – rzuciłam.
– Wisisz mi przysługę, nie pamiętasz?
– Wisisz mi przysługę, nie pamiętasz? – powiedział, zabierając swoje obrzydliwe łapy z mojego ciała.
– Co? Chyba cię coś boli – odparłam zażenowana dziwnym zachowaniem chłopaka.
– Słuchaj, musisz mi w czymś pomóc – brzmiał, jakby próbował coś wymusić, zagrać na moich emocjach.
– Ciekawe w czym. – W tej chwili niczego nie pragnęłam bardziej niż położenia się we własnym łóżku i podjadania chipsów. Nie chciało mi się słuchać, co ma do powiedzenia Windson, ale mimo to postanowiłam dać mu szansę.
– W wielu rzeczach… – mruknął dwuznacznym tonem.
Od razu zrozumiałam, że nie potrzebuje prawdziwej pomocy, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
– Wolałabym sobie rękę obciąć, niż dotknąć męskiej dziwki – rzuciłam pewnie.
Naprawdę rzadko się tak do kogoś zwracałam, ale w konfrontacji z tym chłopakiem nie umiałam się pohamować. Budził we mnie najgorsze emocje.
– Wiem, że byś chciała – stwierdził, jakby przekonany o swojej racji.
Zaczęłam żałować, że dałam się wciągnąć w tę żenującą rozmowę, z której nic nie wynikało.
– Nate, czy ty siebie słyszysz? Udało ci się poderwać już prawie wszystkie dziewczyny z naszego rocznika! – wykrzyczałam mu prosto w twarz, podkreślając, jak bardzo mnie to brzydziło.
– Prawie – zaakcentował. – I właśnie do tego jesteś mi potrzebna – dodał bez zawahania, śmiejąc się tak, jakby to był najśmieszniejszy na świecie żart.
– Co!? Mam być twoją kolejną zdobyczą?! W życiu, posiadam jeszcze resztki godności i nigdy bym się z tobą nie przespała!
– Ej, Emy, nie o to mi chodzi. Fuj, nie dotknąłbym cię nawet. Ale rzecz w tym, że wszyscy myślą, że mogę mieć każdą, a zostałaś mi ty i cztery inne cnotki. Możemy chwilę poudawać…
Zaczęłam się głośno śmiać, na co się skrzywił.
– Z czego się śmiejesz?
– Jesteś zdrowo powalony – odpowiedziałam, pukając się w czoło. – Jeśli myślisz, że ci pomogę, to naprawdę grubo się mylisz.
– O tym też pomyślałem. Słuchaj, a Carlos? Nie chcesz zemsty? Wiesz, jaką miałby minę, gdyby zobaczył, że radzisz sobie bez niego i jesteś z kimś tak wspaniałym jak ja?
– Radzę sobie bez niego! – zapewniłam zdenerwowana i uciekłam od Nathaniela. Nie mogłam pokazać, że dotknęły mnie jego słowa.
Pół roku temu byłam naiwna i bardzo zakochana w Carlosie. Nie widziałam świata poza nim i nie wyobrażałam sobie życia bez niego, a on to wykorzystywał i traktował mnie okropnie. Ostatecznie dopuścił się zdrady, wtedy się otrząsnęłam. Nadal jednak bolał mnie jego temat.
Ledwo skręciłam w moją uliczkę, gdy dostałam SMS-a:
Debil pospolity:
Masz czas do jutra, przemyśl to.
Ja:
Daj mi już spokój, Nathaniel.
Debil pospolity:
Nie będę się powtarzać, masz czas do jutra, inaczej dalej będziesz taką samą nudziarą, za jaką wszyscy cię mają. Zrób coś w końcu ze swoim życiem, Emily. Bez odbioru.
Okej, to zabolało. Może i nie wyróżniałam się niczym specjalnym, ale skończyłam dopiero osiemnaście lat, prawda? Teoretycznie miałam jeszcze wszystko przed sobą. A może to wcale nie było normalne? Moje przyjaciółki już przeżyły swój pierwszy raz.
Nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć, tym bardziej że na samym udawaniu na pewno by się nie skończyło, ale czułam się dobrze ze swoimi decyzjami. Nie chciałam się z niczym spieszyć, by później nie żałować, jak na przykład Amanda, która straciła dziewictwo z kumplem, do którego nic nie czuła. Po wszystkim nawet nie utrzymywali ze sobą kontaktu.
Czy to, że ja tego nie doświadczyłam, znaczyło, że byłam beznadziejna?
***
Gdy wróciłam do domu, nadal nie mogłam przestać myśleć o rozmowie z Nate’em. Nawet nie potrafiłam skupić się na serialu, bo jego słowa wciąż dudniły mi w głowie. Po dwóch godzinach męki i zajadania smutków chipsami postanowiłam, że muszę to z kimś przegadać.
Wybrałam numer Amandy i wsłuchałam się w sygnał połączenia.
– Halo? Co jest? – zapytała, ale brzmiała dziwnie, jakby nie do końca chciała rozmawiać.
– Potrzebuję twojej pomocy. Przyjdź do mnie, proszę.
– Kurde, teraz? Nie mogę zbytnio, bo muszę zająć się bratem – odpowiedziała smutno.
Zaczęłam współczuć przyjaciółce, bo wiedziałam, że Jake, jej sześcioletni brat, naprawdę potrafił dać popalić.
– Co, znowu się pokłóciliście? – dodała po chwili.
Domyśliłam się, że chodziło jej o Nathaniela.
– No właśnie nie. Ale musimy pogadać, wpadnę do ciebie zaraz – poinformowałam i zbiegłam na dół. Postanowiłam zabrać ze sobą psa, bo Daisy uwielbiała Amandę. Pomyślałam też, że Jake się ucieszy i da nam w spokoju porozmawiać, gdy sam zajmie się yorkiem. – Zaraz będę, widzimy się u ciebie, pa!
Włożyłam buty, zapięłam smycz Daisy i wyszłam na zewnątrz. Na szczęście przyjaciółka mieszkała blisko, więc spacer zajął mi zaledwie kilka chwil. Weszłam do jej domu jak do siebie – znałyśmy się od lat, więc czułyśmy się swobodnie, odwiedzając się nawzajem. Jake od razu zajął się moim psem, a ja skierowałam się do salonu.
– Amandy tam nie ma! – krzyknął chłopiec.
– To gdzie jest? – zapytałam zdziwiona.
– W łazience, płakała, jak tam wchodziła – powiedział mały, wyraźnie przejęty.
– Co? Jak to płakała? – Teraz to i ja się zmartwiłam. Szybko poszłam we wskazanym kierunku. – Hej, Amanda, co jest? – zapytałam, stojąc pod drzwiami.
Po chwili wyszła na korytarz zapłakana i wyciągnęła w moją stronę dłoń, na której leżał podłużny przedmiot.
– Mamy problem – wyłkała.
– O cholera…
Spojrzałam ze zdziwieniem na test ciążowy i nic nie mówiąc, przytuliłam Amandę. Byłam w takim samym szoku jak ona, a w sumie to nie jestem pewna, czy nie w większym.
– Mam dopiero osiemnaście lat, nie dam rady być mamą, nie mogę, przecież moja matka wyrzuci mnie z domu! – bełkotała.
A kto chciałby zostać mamą w naszym wieku?
Wiedziałam, że jestem najgorszą przyjaciółką, ale naprawdę cieszyłam się, że byłam dziewicą i nie miałam takich problemów. Jednocześnie przerażało mnie to, że tak bliska mi osoba doświadcza takiego koszmaru. Niby wiedziałam, że taką podjęła decyzję i pewnie myślała, że jedynie monitorując swój cykl, będzie mogła robić to bez konsekwencji, lecz było mi jej bardzo szkoda.
– Poradzimy sobie, jestem z tobą. – Starałam się dać jej chociaż minimalne wsparcie.
Poprowadziłam przyjaciółkę w kierunku jej pokoju, jednocześnie upewniając się, że Jake i Daisy są bezpieczni.
– Chciałaś pogadać o Nathanielu, prawda? – zaczęła, siadając na swoim łóżku.
Chciałam, ale w tej sytuacji mój problem wydał mi się błahy, dlatego sobie odpuściłam.
– Nie, już nie, teraz chcę pogadać o tobie – odpowiedziałam bez zawahania.
– A-ale…
– Nie ma „ale” – przerwałam jej stanowczo. – Kto jest ojcem? – Wolałam zapytać wprost, niż snuć domysły.
– Em, daj spokój. – Uciekła wzrokiem w bok.
– Spokój? Dziewczyno, jesteś w ciąży, mów mi w tej chwili, kto jest ojcem! – Nerwy mi puściły. Nie chciałam wybuchnąć, ale stało się.
– Ale ja nie wiem…
W tym momencie miałam wrażenie, jakby świat się zatrzymał. Nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego.
– Co? Jak to nie wiesz? – zapytałam po wzięciu kilku głębokich wdechów.
– Normalnie, Em, nie wiem, ostatnio byłam na imprezie. Miałaś ze mną iść, pamiętasz? – Gdy skinęłam głową, kontynuowała: – I tam po prostu za dużo wypiłam. Nie myślałam, że to będzie miało takie konsekwencje! Byłam taka głupia.
– Cholera, czy ty oszalałaś?! – Okazało się, że jednak nie umiałam zachowywać się spokojnie i pocieszać ludzi. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić, nie chciałam wypytywać o szczegóły, było na to za wcześnie. Opanowałam się w końcu i po prostu ją przytuliłam, starając się coś wymyślić.
Moim zdaniem jednak to, co robiła Amanda, było głupie i bardzo nieodpowiedzialne. Dlaczego ktoś uznał, że taki tryb życia jest fajny? Przecież to obrzydliwe, niehigieniczne i mogło prowadzić do poważnych chorób. Zawsze uważałam, że picie na imprezach, a potem uprawianie seksu bez myślenia o konsekwencjach to oznaka braku szacunku do samej siebie. Absolutnie nie popierałam zachowania przyjaciółki i gdybym tylko tam była, szybko wybiłabym jej ten pomysł z głowy.
Nic nie wymyśliłam. Za to Amanda – może z ciekawości, a może próbując zająć głowę czymś innym – zaczęła wypytywać mnie o Nathaniela. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale chyba faktycznie obie potrzebowałyśmy zmiany tematu.
– On jest jakiś chory – stwierdziła, gdy już skończyłam opowiadać. – Ale pomyśl, czy nie chciałabyś odegrać się na Carlosie? W końcu cię zdradził – dodała po chwili.
Zaskoczyła mnie. Jak mogła pomyśleć, że robienie czegokolwiek, co wymaga współpracy z Nathanielem, to dobry pomysł? Szczególnie że to on tego chciał, więc na sto procent tkwił w tym jakiś haczyk.
– Ale ja taka nie jestem, nie chcę mieć z nim nic wspólnego – odpowiedziałam zawiedziona.
– Wiesz co? Ja bym się zgodziła, co będzie, to będzie, i trudno.
Ta… I właśnie dzięki takiemu podejściu do życia jesteś w ciąży, Amanda.
– Co? Dziewczyno, czy ty na głowę upadłaś? To Nate, Nathaniel Windson – zaakcentowałam, jakbym chciała sprawdzić, czy wie, o kim mówimy.
Spojrzałam na zegarek, było już późno. Upewniłam się, że Amanda sobie poradzi, i poszłam po psa, który został nakarmiony przez Jake’a różnorodnymi przysmakami. No cóż – przejedzony, ale szczęśliwy. Zawołałam Daisy do siebie i zapięłam smycz. Ruszyłyśmy w drogę powrotną do domu.
Choć próbowałam oczyścić umysł i przez chwilę o niczym nie myśleć, nie dałam rady.
Masz czas do jutra, inaczej dalej będziesz taką samą nudziarą, za jaką wszyscy cię mają.
Jeszcze ta ciąża Amandy… To za dużo.
***
Weszłam do domu i rzuciłam krótkie ,,jestem!”, gdyby ktoś jednak był w środku, w co wątpiłam. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedziała mi mama:
– Hej, kochanie, gdzie byłaś? Zrobiłam kolację. – Wyjrzała zza drzwi kuchni.
– Byłam u Amandy, nie jestem głodna, już jadłam. – Za dużo dzisiaj przeżyłam, nie miałam apetytu.
Pobiegłam na górę, a łzy niekontrolowanie zaczęły spływać mi po policzkach. Pozwoliłam sobie na tę chwilę słabości. Poszłam do łazienki, by wziąć gorący prysznic i odreagować. Następnie udałam się do pokoju, położyłam się na łóżku i sięgnęłam po telefon, żeby zobaczyć, co mnie ominęło.
Wysłałam snapa na dni, bo zapomniałam zrobić to wcześniej, i zaczęłam odpisywać na wiadomości na grupie z moimi przyjaciółkami.
Kate: Widzimy się w sobotę, prawda?
Amanda: Ja chyba nie mogę.
Clara: Co? Jak nie możesz? Masz być!
Amanda: Sorry, dziewczyny, nie dam rady.
Kate: @EmilyScoot, a ty? Będziesz?
Ja: Zobaczę, czy nic mi nie wypadnie, niedługo zaczynam korki z chemii…
Clara: Trzeba było iść do naszej klasy, mamy łatwiej:(
Odłożyłam telefon, śmiejąc się sama do siebie. Wiedziałam, że muszę iść spać, ale postanowiłam jeszcze poczytać i niedługo później odleciałam.
***
Następnego dnia, gdy niewyspana i nadal zmartwiona ostatnimi wydarzeniami zebrałam się do wyjścia i zeszłam na dół, nagle usłyszałam pisk opon na moim podjeździe. Po chwili ktoś zapukał w drzwi, w reakcji na co Daisy zaczęła głośno szczekać. Szybko uspokoiłam psa, po czym zerknęłam przez wizjer i… zamarłam.
Zobaczyłam swojego byłego chłopaka. Nie spodziewałam się go tutaj.
Postanowiłam nie otwierać, bo był nieobliczalnym psychopatą i po prostu się go bałam, ale zapytałam:
– Czego tu szukasz, Carl?
– Hej, Emily, przyszedłem porozmawiać – powiedział spokojnie, co od razu wzbudziło moją czujność, bo od dawna nie potrafił pohamować emocji.
– Nie mamy o czym rozmawiać, idź stąd – rzuciłam, starając się nie dać po sobie poznać, że się boję.
– Mamy, kochanie…
Przez to, jak mnie nazwał, automatycznie poczułam pewną nostalgię. Kiedyś lubiłam, gdy tak się do mnie zwracał, ale teraz nie miał do tego prawa, więc postanowiłam nie czekać, aż zacznie mówić dalej, tylko się wtrąciłam:
– Co? Tamara już ci się znudziła? – Nawet nie kryłam oburzenia.
– Nie, skarbie, to był chwilowy romans. Chcę ciebie, pragnę być z tobą. Wybacz mi.
– Ty jesteś zdrowo szurnięty! Zdradziłeś mnie, a teraz masz tupet przychodzić tu i mówić takie rzeczy?! Idź się leczyć, człowieku.
Postanowiłam odejść od drzwi, żeby nie słyszeć tego, co mówił, choć wiedziałam, że zaraz będę musiała wyjść, by nie spóźnić się na autobus.
Dałam sobie pięć minut, w trakcie których oddychałam spokojnie i próbowałam się opanować. W końcu podeszłam pod drzwi, by sprawdzić, czy Carlos dalej tam stał. Odetchnęłam z ulgą, gdy okazało się, że zniknął.
Zebrałam wszystkie swoje rzeczy, włożyłam buty i poszłam na przystanek. Czekałam na autobus, gdy dostrzegłam dobrze znany mi samochód. Carlos zatrzymał się niedaleko mnie i opuścił szybę.
– Emily, daj mi to wytłumaczyć, nadal cię kocham.
Aż się wzdrygnęłam. Wiedziałam, jakim był człowiekiem, nie traktował mnie dobrze. Starałam się o nim zapomnieć, mimo że to okazało się naprawdę trudne. Chyba każdy miał w swoim życiu taką jedną osobę, o której nie potrafił zapomnieć, nawet gdy zdawał sobie sprawę, że ten człowiek nigdy nie był i nie będzie odpowiedni.
– Odczep się. Chcę iść w spokoju do szkoły – odpowiedziałam, próbując się nie popłakać. To naprawdę było dla mnie trudne.
Młodsza wersja mnie nigdy by nie uwierzyła, że związek z Carlem się rozpadnie. A już na pewno nie mogłaby sobie wyobrazić, że rozmawiałaby z nim w ten sposób. Tamta Emily nie widziała świata poza nim, a obecna szczerze go nienawidziła.
Zaczęłam ponownie rozważać propozycję Nate’a.
– Podwiozę cię – zaproponował.
– Nie, dzięki, zaraz przyjedzie mój autobus, poradzę sobie.
– No nie daj się prosić – nalegał.
– Nie znaczy nie, zrozumiesz w końcu? – Przewróciłam oczami zdenerwowana tym, jak bardzo naciskał.
Carl zawsze się wkurzał, gdy mu odmawiałam, bo wiele razy chciał, żeby między nami doszło do zbliżenia, ale ja nie czułam się gotowa. Byłam sobie wdzięczna, że do niczego się nie zmusiłam. Wtedy wydawało mi się, że jestem najgorszą dziewczyną, ale teraz się cieszyłam, że przez cały czas słuchałam swojej intuicji.
Od zawsze bałam się ciąży, przerażała mnie wizja tego, że musiałabym urodzić dziecko, kiedy sama jeszcze się nim czułam. Obawiałam się też, że zostanę z tym sama, że mój chłopak uzna, że to nie jego problem, albo okaże się nieodpowiednim ojcem. Przez to nie decydowałam się na współżycie.
Dlatego było mi żal Amandy. Miała całe życie przed sobą, a tu nagle dziecko w drodze. Bałam się tego, co postanowi zrobić, ale wiedziałam, że cokolwiek zadecyduje, i tak zawsze będę ją wspierać, tak robią przyjaciółki.
– Jak tam chcesz, ale pamiętaj, jesteś moja, Emily – powiedział i odjechał z piskiem opon.