Licytacja - Tomasz Tomaszewski - ebook
NOWOŚĆ

Licytacja ebook

Tomasz Tomaszewski

0,0

Opis

Ludzi da się kupić. Niektórych – dosłownie.

Komisarz Adam Halski zostaje wciągnięty w jedno z najbardziej przerażających śledztw w swojej karierze. Wspólnie z genialnym hakerem i byłym inspektorem próbuje rozbić organizację, która za zamkniętymi drzwiami urządza makabryczne aukcje ludzi.

Anna Kaczanowska – córka wpływowego prawnika – niemal podzieliła los ofiar. Miała zostać zlicytowana. Palec po palcu. Udało jej się jednak uciec, a jej zeznania dają policji nadzieję na schwytanie zwyrodnialców.

Niestety, w tej sprawie nic nie jest oczywiste, a z każdym dniem śledczy zatracają się coraz bardziej w labiryncie pełnym bólu, kłamstw i wypartych pragnień.

W takich miejscach granica między ofiarą a katem niebezpiecznie się zaciera…

„Licytacja” to brutalna i przerażająco realistyczna powieść, która obnaża najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 552

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



„Ci­cho, ci­cho, dzie­ci. To nie de­mo­ny, nie dia­bły…

Go­rzej. To lu­dzie”

An­drzej Sap­kow­ski

„Al­bo­wiem ko­rze­niem wszel­kie­go zła

jest chci­wość pie­nię­dzy”

Świę­ty Pa­weł z Tar­su

„Są gra­ni­ce, któ­rych prze­kro­cze­nie jest nie­bez­piecz­ne:

prze­kro­czyw­szy je bo­wiem, wró­cić już nie­po­dob­na”

Fio­dor Do­sto­jew­ski

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Mał­żeństwo Do­ro­ty i Se­ba­stia­na trwa­ło już kil­ka­na­ście lat, co po­wo­do­wa­ło, że wie­dzie­li o so­bie prak­tycz­nie wszyst­ko. Po­zna­li się na stu­diach praw­ni­czych, na trze­cim ro­ku za­miesz­ka­li ra­zem w wy­na­ję­tym miesz­ka­niu na obrze­żach Kra­ko­wa. Cie­szy­li się so­bą i zga­dza­li się w za­sa­dzie we wszyst­kich aspek­tach ży­cia. Mie­li wspól­ne fa­scy­na­cje, ra­do­śnie spę­dza­li ra­zem czas. Pa­sjo­no­wał ich seks, wręcz by­li na­krę­ce­ni na je­go punk­cie. Nie zdra­dza­li się, raj­co­wa­li się swo­imi cia­ła­mi i wspól­ny­mi prze­ży­cia­mi. By­ło im wspa­nia­le.

Po ślu­bie nic się nie zmie­ni­ło. Sta­no­wi­li zgra­ną pa­rę, któ­ra zna­ła już więk­szość po­zy­cji ka­ma­su­try. Z cza­sem po­sta­no­wi­li zwięk­szyć swo­je do­zna­nia. Za­czę­li oglą­dać fil­my por­no. Na po­cząt­ku, jak na­zy­wa­ła je Do­ro­ta, ko­bie­ce. Póź­niej oprócz so­fto­wych pro­duk­cji po­ja­wi­ły się ob­ra­zy z wy­twór­ni two­rzą­cych ostrzej­sze ma­te­ria­ły. Ko­cha­jąc się w sa­lo­nie przed wiel­kim te­le­wi­zo­rem, na któ­rym na­gie cia­ła wy­gi­na­ły się spa­zma­tycz­nie, do­zna­wa­li wie­lu chwil roz­ko­szy. Stop­nio­wo przy­wy­kli do ta­kich unie­sień i oswo­ili się z sek­sem przed ekra­nem.

Z bie­giem ty­go­dni za­pra­gnę­li cze­goś wię­cej. Trzy­dzie­sto­dwu­let­nia Do­ro­ta, młod­sza od mę­ża o trzy la­ta, wpa­dła na pe­wien po­mysł. Bio­rąc prysz­nic z Se­ba­stia­nem, jak zwy­kle sta­no­wią­cy grę wstęp­ną przed ostrzej­szą za­ba­wą, ni­by żar­tem wspo­mnia­ła o chę­ci spró­bo­wa­nia cze­goś zu­peł­nie no­we­go. Za­pro­po­no­wa­ła spo­tka­nie z in­ną pa­rą, naj­le­piej mał­żeń­stwem, z któ­rym mo­gli­by prze­żyć znie­wa­la­ją­ce mo­men­ty. Se­ba­stian na po­cząt­ku bał się ta­kie­go sce­na­riu­sza – ob­cy męż­czy­zna ko­cha­ją­cy się z Do­ro­tą w je­go obec­no­ści wzbu­dzał za­zdrość – jed­nak po cza­sie ta­ka per­spek­ty­wa wy­da­ła mu się ogrom­nie ku­szą­ca. Szu­ka­li od­po­wied­nich osób na róż­nych fo­rach, por­ta­lach rand­ko­wych i cza­tach, ale nikt nie speł­niał ich ocze­ki­wań.

Do­pie­ro po mie­sią­cu od po­ja­wie­nia się tej kon­cep­cji za­czę­li dłu­żej ko­re­spon­do­wać z pa­rą po­da­ją­cą się za mał­żeń­stwo z dłu­go­let­nim sta­żem. Zo­sia i Ro­mek twier­dzi­li, że ma­ją spo­re do­świad­cze­nie w te­go ty­pu mi­tyn­gach i chęt­nie spo­tka­ją się z nie­do­świad­czo­nym mał­żeń­stwem i wpro­wa­dzą je w taj­ni­ki nie­po­spo­li­tych roz­ry­wek.

Se­ba­stian i Do­ro­ta za­aran­żo­wa­li spo­tka­nie, prze­zwy­cię­ża­jąc swo­je oba­wy. Za­pro­si­li do sie­bie nie­zna­jo­mych, któ­rzy wy­da­li im się mi­ły­mi ludź­mi. Zo­sia i Ro­mek oka­za­li się star­si od nich o kil­ka lat. Zdję­cia, któ­re otrzy­ma­li od no­wych przy­ja­ciół kil­ka dni przed spo­tka­niem, nie kła­ma­ły. Zo­sia, po­dob­nie jak Do­ro­ta, by­ła wy­so­ką ko­bie­tą. Far­bo­wa­ła dłu­gie wło­sy na ciem­ny ko­lor. Rom­ka, iden­tycz­nie jak Se­ba­stia­na, wy­róż­nia­ła spor­to­wa syl­wet­ka i z ca­łą pew­no­ścią wy­glą­dał na za­dba­ne­go.

Noc oka­za­ła się wspa­nia­ła. Swin­go­wa­nie spra­wi­ło im wię­cej ra­do­ści, niż za­kła­da­li na po­cząt­ku. Do­ro­cie i Se­ba­stia­no­wi nie prze­szka­dza­ła bli­skość sie­bie, wprost prze­ciw­nie. Czu­li, że speł­ni­li swo­je ma­rze­nie, a no­we do­świad­cze­nie przy­nio­sło wie­le do­bre­go. Z Rom­kiem i Zo­sią za­czę­li spo­ty­kać się re­gu­lar­nie. Star­sze od nich mał­żeń­stwo miesz­ka­ło w tej sa­mej miej­sco­wo­ści, więc lo­gi­sty­ka nie sta­no­wi­ła więk­szych pro­ble­mów.

Po kil­ku mie­sią­cach po­now­nie za­czę­ło im cze­goś bra­ko­wać. Ma­rzy­li o udzia­le w im­pre­zie, na któ­rej upra­wia ze so­bą seks wie­lu lu­dzi. Uczest­nic­two w or­gii sta­ło się ko­lej­nym wy­zwa­niem. Po­mo­gli przy­ja­cie­le, Ro­mek i Zo­sia, któ­rzy mie­li już do­świad­cze­nie w tym za­kre­sie. Po dwóch ty­godniach od po­ja­wie­nia się po­my­słu uda­ło się zre­ali­zo­wać no­wą fan­ta­zję. Do­zna­nia, któ­re wów­czas ogar­nę­ły Do­ro­tę i Se­ba­stia­na, spra­wi­ły, że wpa­dli w na­łóg. Upodo­ba­li so­bie je­den z więk­szych klu­bów w mie­ście i po­ja­wia­li się tam re­gu­lar­nie, tak czę­sto, jak tyl­ko po­zwa­lał im na to czas.

Se­ba­stian cie­szył się, że żo­na ma ogrom­ny ape­tyt na seks. Je­den part­ner prze­stał jej wy­star­czać, co nie bu­dzi­ło w męż­czyź­nie gnie­wu. Sam do­szedł do wnio­sku, że seks z kil­ko­ma part­ner­ka­mi na­raz rów­nież jest fa­scy­nu­ją­cy. Zresz­tą Do­ro­ta ni­g­dy nie kry­ła swo­je­go tem­pe­ra­men­tu i nie uwa­ża­ła za zdra­dę czer­pa­nia przy­jem­no­ści od in­nych męż­czyzn. Im­pre­zy, na któ­rych każ­dy upra­wia seks z każ­dym, wzbu­dza­ły w nich sa­me po­zy­tyw­ne od­czu­cia.

Mi­ja­ły ko­lej­ne mie­sią­ce. Do­ro­ta i Se­ba­stian nie mie­li pra­wa się nu­dzić. Po­zna­wa­li cią­gle no­wych lu­dzi, któ­rzy rów­nież trak­to­wa­li seks ja­ko for­mę do­sko­na­łej za­ba­wy. Chwi­le peł­ne unie­sień i roz­ko­szy to­wa­rzy­szy­ły im w więk­szo­ści week­en­dów. Nie re­zy­gno­wa­li z oglą­da­nia fil­mów por­no, na­dal je uwiel­bia­li.

Pew­ne­go dnia Se­ba­stian ścią­gnął z In­ter­ne­tu spe­cy­ficz­ny film. Pięk­na do­mi­na w czar­nym la­tek­so­wym stro­ju znę­ca­ła się nad mło­dą pa­rą. Sce­na­riusz nie był zbyt roz­bu­do­wa­ny, ale wy­czy­ny ko­bie­ty roz­bu­dzi­ły Do­ro­tę. Mi­mo wie­lu eks­pe­ry­men­tów, do­świad­czeń i nie­zli­czo­nej ilo­ści ero­tycz­nych spo­tkań żo­na Se­ba­stia­na nie mia­ła jesz­cze oka­zji pod­dać się ro­li po­słusz­nej, pa­syw­nej dziew­czy­ny tre­so­wa­nej przez wy­uz­da­ną do­mi­nę, któ­rej sam ubiór roz­pa­lał zmy­sły. Wło­dar­ski co­dzien­nie sły­szał od żo­ny za­chę­ty do spo­tka­nia się z kimś, kto wpro­wa­dzi ich w świat BDSM.

Za­czę­li szu­kać do­świad­czo­nej oso­by, go­to­wej się z ni­mi za­ba­wić. Do­ro­cie ma­rzy­ło się, aby za­pro­szo­no ich do stu­dia BDSM. Li­czy­li, że zo­sta­ną za­opie­ko­wa­ni przez kon­kret­ną do­mi­nę, któ­ra po­zwo­li­ła­by im prze­żyć cu­dow­ną przy­go­dę. Nie mo­gli jed­nak zna­leźć ko­bie­ty, któ­ra przy­pa­dła­by im do gu­stu. Na­wet Zo­sia i Ro­mek nie by­li w sta­nie po­móc – ten nie­tu­zin­ko­wy ro­dzaj za­ba­wy zu­peł­nie im nie od­po­wia­dał. Na­to­miast Do­ro­ta co­raz bar­dziej pra­gnę­ła spró­bo­wać wła­śnie ta­kiej dys­tynk­tyw­nej za­ba­wy.

Po kil­ku ty­go­dniach in­ten­syw­nych po­szu­ki­wań uda­ło im się zna­leźć oso­bę, któ­ra ogła­sza­ła się na jed­nym z por­ta­li dla do­ro­słych. Ko­bie­ta ja­sno de­kla­ro­wa­ła, że jest do­świad­czo­ną do­mi­ną, prak­ty­ku­ją­cą sa­do­ma­so­chi­stycz­ną prze­moc. In­for­mo­wa­ła, że upra­wia BDSM od so­ftu po moc­ny hard. Jed­no­znacz­nie kre­owa­ła się na ko­goś, kto wpro­wa­dza nie­do­świad­czo­nych adep­tów tej dzie­dzi­ny roz­pu­sty w jej taj­ni­ki.

Wszyst­ko za­czę­ło się od wy­mia­ny kil­ku zdań po­mię­dzy Do­ro­tą a nie­zna­jo­mą. Ko­bie­ta przed­sta­wi­ła się ja­ko Do­mi­na Sa­wa i przez pra­wie dwa ty­go­dnie ko­re­spon­do­wa­ła ma­ilo­wo z żo­ną Se­ba­stia­na. Mał­żeń­stwo do­wie­dzia­ło się od ewen­tu­al­nej men­tor­ki, że stop­nio­wo mu­szą się przy­go­to­wać na ta­kie spo­tka­nie. Na po­cząt­ku mie­li na­uczyć się uży­wać no­wych ak­ce­so­riów, pró­bo­wać te­go, co naj­bar­dziej im się po­do­ba. Do­mi­na Sa­wa obie­ca­ła, że ich wi­zja BDSM zo­sta­nie zre­ali­zo­wa­na w każ­dym ca­lu, tak jak so­bie te­go za­ży­czą. Po­win­ni tyl­ko po­znać swo­je gra­ni­ce. Usta­lą wcze­śniej za­sa­dy bez­pie­czeń­stwa, aby każ­da ze stron czu­ła sa­tys­fak­cję ze spo­tka­nia.

Pięć dni przed za­pla­no­wa­nym spo­tka­niem zna­li wstęp­ny, luź­ny sce­na­riusz te­go, co się wy­da­rzy. Umó­wi­li się na bez­piecz­ne sło­wa, któ­rych uży­cie bę­dzie mia­ło wpływ na roz­wój ak­cji. Gdy do­mi­na usły­szy „czer­wo­ne”, na­tych­miast za­prze­sta­nie dal­szych dzia­łań, „żół­te” ma spo­wo­do­wać zwol­nie­nie, a „zie­lo­ne” utwier­dzi ko­bie­tę w prze­ko­na­niu, że obo­je do­brze się ba­wią.

Do­ro­ta otrzy­ma­ła nu­mer te­le­fo­nu do Do­mi­ny Sa­wy dwa dni przed spo­tka­niem. To żo­na kon­tak­to­wa­ła się w imie­niu mał­żeń­stwa z ko­bie­tą, któ­ra mia­ła wpro­wa­dzić ich w świat sa­do­ma­so­chi­zmu. Se­ba­stian usły­szał, że do­mi­na, mi­mo iż po­tra­fi zdo­mi­no­wać pa­syw­nych uczest­ni­ków igra­szek, ma me­lo­dyj­ny, bar­dzo zmy­sło­wy głos. Ko­bie­ty roz­ma­wia­ły ze so­bą go­dzi­na­mi, a Wło­dar­ski czuł, że mię­dzy ni­mi za­iskrzy­ło.

W piąt­ko­wy wie­czór dwu­dzie­ste­go siód­me­go kwiet­nia dwa ty­sią­ce osiem­na­ste­go ro­ku, nim wy­szli z do­mu, by udać się do Do­mi­ny Sa­wy, zdo­by­li już spo­ro teo­re­tycz­nej wie­dzy na te­mat tej spe­cy­ficz­nej od­mia­ny sek­su. Wie­dzie­li na przy­kład, że skó­ra i me­tal to nie­je­dy­ne ga­dże­ty wy­ko­rzy­sty­wa­ne w za­ba­wach BDSM. Du­żą ro­lę od­gry­wa­ją też kaj­dan­ki, opa­ski na oczy i róż­ne ro­dza­je wi­bra­to­rów.

Mał­żon­ko­wie nie otrzy­ma­li od do­mi­ny szcze­gó­ło­we­go sce­na­riu­sza. Sa­wa stwier­dzi­ła, że by­ło­by nud­no, gdy­by z gó­ry zna­li każ­dy jej ruch. Pierw­sze spo­tka­nie mia­ło cha­rak­te­ry­zo­wać się ta­jem­ni­czo­ścią i zmy­sło­wo­ścią. Mia­ło rów­nież ob­fi­to­wać w du­żą licz­bę nie­spo­dzia­nek. Wie­dzie­li, że bę­dą krę­po­wa­ni, wią­za­ni oraz po­ni­ża­ni. Wszyst­ko z umia­rem, zgod­nie z ich gra­ni­cą, któ­rą so­bie wy­zna­czą. Wią­za­nie stóp czy nad­garst­ków mia­ło stać się dla nich czymś nor­mal­nym, czymś, do cze­go się przy­zwy­cza­ją. Sza­le­nie krę­ci­ła ich ta per­spek­ty­wa, nie mo­gli do­cze­kać się spo­tka­nia z men­tor­ką.

Na pierw­szym spo­tka­niu mie­li ukształ­to­wać swo­je pre­fe­ren­cje. Nie wie­dzie­li prze­cież, na przy­kład ja­kie klap­sy przy­pad­ną im do gu­stu. Se­ba­stian spo­dzie­wał się, że bę­dzie miał in­ne upodo­ba­nia od żo­ny. Z pew­no­ścią po­lu­bi moc­niej­sze ude­rze­nia. Do­mi­na obie­ca­ła rów­nież, że za­po­zna ich ze wszyst­ki­mi ga­dże­ta­mi, któ­re zo­sta­ną uży­te zgod­nie z ich po­trze­ba­mi. Do­ro­cie ma­rzy­ła się ob­ro­ża ze smy­czą. Pra­gnę­ła, aby ko­bie­ta, któ­rą oso­bi­ście po­zna wie­czo­rem, po­pro­wa­dzi­ła ją jak psa po pod­ło­dze lub nią pod­du­sza­ła. Ocza­mi wy­obraź­ni już wi­dzia­ła ta­ką sce­nę i bar­dzo ją to pod­nie­ca­ło. Krę­ci­ła ją rów­nież per­spek­ty­wa za­ło­że­nia przez Do­mi­nę Sa­wę pro­fe­sjo­nal­nych za­ci­sków na go­łe sut­ki. Ból po­łą­czo­ny z przy­jem­no­ścią po­zwo­lił­by prze­żyć wie­le no­wych do­znań.

Se­ba­stia­na pod­nie­ca­ły pej­cze i pac­ki. Pra­gnął, aby do­mi­na uży­ła ich na nim, chciał po­czuć się jak je­den z bo­ha­te­rów fil­mu, któ­ry wspól­nie z żo­ną oglą­da­li trzy dni te­mu. Sam fakt, że zo­sta­ną skrę­po­wa­ni i przy­wią­za­ni do krze­seł, wy­da­wał mu się ide­al­nym po­my­słem. Z mi­nu­ty na mi­nu­tę co­raz bar­dziej na­ra­sta­ła w nim chęć spo­tka­nia się z nie­zna­jo­mą ko­bie­tą.

Do­mi­na Sa­wa za­pro­si­ła ich do sie­bie. Pod­kre­śli­ła, że nie ma mo­wy o żad­nym spon­so­rin­gu przez żad­ną ze stron. Cho­dzi­ło wy­łącz­nie o roz­ryw­kę i wspól­ną za­ba­wę. Wy­zna­ła, że pod­nie­ca­ją ją pa­ry, któ­re ni­g­dy wcze­śniej nie pró­bo­wa­ły tej od­mia­ny spół­ko­wa­nia.

Ko­bie­ta, któ­ra pla­no­wa­ła ich tre­so­wać, po­ni­żać oraz wpro­wa­dzać w świat BDSM, po­sta­wi­ła dwa wa­run­ki. Nie mo­gli ni­ko­mu wspo­mi­nać, że ją po­zna­li, ani ujaw­niać szcze­gó­łów ich zna­jo­mo­ści. Do­mi­nie za­le­ża­ło na dys­kre­cji i tyl­ko pod tym wa­run­kiem zgo­dzi­ła się z ni­mi spo­tkać i wpro­wa­dzić w zu­peł­nie in­ny wy­miar od­czuć roz­ko­szy po­łą­czo­ny z de­li­kat­nym bó­lem. Dru­gi, ostat­ni wa­ru­nek sta­no­wił wy­raź­ne ży­cze­nie, aby zo­sta­wi­li te­le­fo­ny w do­mu. Nie po­da­ła żad­ne­go uza­sad­nie­nia, ale Se­ba­stian przy­pusz­czał, że za­le­ży jej na tym, aby żad­ne ewen­tu­al­ne zdję­cia nie mo­gły jej skom­pro­mi­to­wać w oczach osób, któ­re zna­ła. Zgo­dzi­li się na te wa­run­ki bez wa­ha­nia.

Od no­wo po­zna­nej ko­bie­ty nie otrzy­ma­li ad­re­su. Do­mi­na Sa­wa za­pew­ni­ła ich, że to ona od­po­wia­da za ca­ły wie­czór, od po­cząt­ku do koń­ca. To oni zo­bo­wią­za­li się po­dać swo­ją lo­ka­li­za­cję, aby wy­sła­ne przez Sa­wę au­to mo­gło za­wieźć ich do kra­iny BDSM.

Czar­na li­mu­zy­na przy­je­cha­ła pod ich dom punk­tu­al­nie o dzie­więt­na­stej. Z sa­mo­cho­du wy­siadł wy­so­ki, czter­dzie­sto­kil­ku­let­ni męż­czy­zna w nie­ska­zi­tel­nym, rów­nie ciem­nym jak Mer­ce­des gar­ni­tu­rze. Otwo­rzył przed ni­mi tyl­ne drzwi i uprzej­mie za­pro­sił do środ­ka.

Do­ro­ta, w wie­czo­ro­wej suk­ni, pierw­sza we­szła do au­ta. Se­ba­stian był dum­ny z żo­ny. W czar­nej kre­acji od zna­ne­go pro­jek­tan­ta wy­glą­da­ła olśnie­wa­ją­co. Uwiel­biał, gdy ubie­ra­ła się w ten spo­sób. Dłu­ga suk­nia z hisz­pań­skim de­kol­tem z za­kład­ka­mi pre­zen­to­wa­ła się na niej wspa­nia­le. Usztyw­nio­ny gor­set pod­kre­ślał zgrab­ną syl­wet­kę, a de­li­kat­nie prze­świ­tu­ją­ca tka­ni­na po­bu­dza­ła wy­obraź­nię. Dłu­gie roz­cię­cie pod­czas cho­dze­nia od­kry­wa­ło no­gi. Bu­ty na wy­so­kim ob­ca­sie do­peł­nia­ły per­fek­cyj­ne­go wy­glą­du.

Se­ba­stian za­ło­żył bia­łą ko­szul­kę po­lo, let­nią ma­ry­nar­kę i nie­bie­skie je­an­sy. Pre­zen­to­wał się rów­nie ele­ganc­ko. Usiadł obok żo­ny, a szo­fer za­mknął za nim drzwi.

Gdy kie­row­ca za­jął swo­je miej­sce, ku ich zdzi­wie­niu po­dał im dwie czar­ne, je­dwab­ne opa­ski i grzecz­nie po­pro­sił o za­ło­że­nie ich na oczy.

– Zdej­mie­cie je pań­stwo, gdy bę­dzie­my na miej­scu – po­wie­dział uprzej­mie.

W gło­śni­kach roz­brzmia­ła ci­cha, spo­koj­na mu­zy­ka kla­sycz­na. Speł­ni­li proś­bę kie­row­cy. Obo­je za­uwa­ży­li, że opa­ski są wy­ko­na­ne z wy­so­kiej ja­ko­ści je­dwa­biu – nie prze­pusz­cza­ły świa­tła i nie by­ły cien­kie jak te chiń­skie. Se­ba­stian przy­tu­lił żo­nę. Nie od­zy­wa­li się do sie­bie, kie­row­ca rów­nież nie był roz­mow­ny. Ich wy­obraź­nia za­czę­ła dzia­łać.

Se­ba­stian wy­obra­żał so­bie Do­ro­tę w nie­okre­ślo­nym po­miesz­cze­niu, gdy ta pół­na­ga klę­czy na czwo­ra­kach, a no­wo po­zna­na do­mi­na, sto­jąc nad nią, pre­zen­tu­je że­le i lu­bry­kan­ty do sek­su anal­ne­go. Ta wi­zja w ja­kiś spo­sób bar­dzo drą­ży­ła je­go my­śli.

Je­cha­li, roz­my­śla­jąc o spo­tka­niu. Za­sta­na­wia­li się, ja­ki bę­dzie mia­ło prze­bieg, czy ten cha­rak­ter za­ba­wy fak­tycz­nie im się spodo­ba i czy no­we do­zna­nia oka­żą się aż tak wspa­nia­łe, jak ocze­ki­wa­li. Py­ta­nia mno­ży­ły się w ich gło­wach. Se­ba­stian, czu­jąc zmy­sło­we per­fu­my Do­ro­ty, wy­obra­żał so­bie róż­ne wa­rian­ty prze­bie­gu wie­czo­ru. Był bar­dziej pod­eks­cy­to­wa­ny niż w dniu, w któ­rym pierw­szy raz ro­ze­brał się przed ob­cy­mi ludź­mi. Mniej­szą ad­re­na­li­nę czuł na­wet wte­dy, gdy Zo­sia i Ro­mek za­pro­wa­dzi­li ich do klu­bu dla swin­ger­sów, gdzie do ra­na uczest­ni­czy­li w nie­po­ha­mo­wa­nej or­gii bez żad­nych ogra­ni­czeń. BDSM wy­da­wa­ło się czymś, co do­pro­wa­dzi ich do prze­kro­cze­nia ko­lej­nych gra­nic. By­cie po­ni­ża­nym i zdo­mi­no­wa­nym przez nie­zna­ną ko­bie­tę z pew­no­ścią oka­że się nie­prze­cięt­nym prze­ży­ciem.

Do­ro­ta my­śla­ła po­dob­nie. Od daw­na chcia­ła po­słusz­nie wy­ko­ny­wać po­le­ce­nia in­nej ko­bie­ty i być ka­ra­na za ich złe wy­ko­na­nie. Pra­gnę­ła te­go wie­czo­ru bar­dziej niż spo­tka­nia, w któ­rym za­do­wa­la­ło ją kil­ku męż­czyzn na­raz.

Za­po­wia­dał się pięk­ny, pod­nie­ca­ją­cy wie­czór.

Nie mie­li po­ję­cia, jak dłu­go je­cha­li. W pew­nym mo­men­cie au­to się za­trzy­ma­ło. Od dłuż­sze­go cza­su prze­miesz­cza­li się płyn­nie bez żad­nych po­sto­jów, więc wnio­sko­wa­li, że są już na miej­scu. Do­ro­ta mia­ła wra­że­nie, że po­dróż trwa­ła oko­ło go­dzi­ny, Se­ba­stia­no­wi wy­da­ła się znacz­nie krót­sza.

– Mo­że­cie pań­stwo zdjąć opa­ski. – Usły­sze­li mi­ły głos szo­fe­ra i z ra­do­ścią od­sło­ni­li oczy.

Li­mu­zy­na sta­ła na pod­jeź­dzie przed spo­rym do­mem. Se­ba­stian do­my­ślił się, że chwi­lę te­mu mi­nę­li bra­mę wjaz­do­wą na czy­jąś po­se­sję. Sa­mo­chód za­trzy­mał się tuż przed scho­da­mi pro­wa­dzą­cy­mi do głów­ne­go wej­ścia nie­ru­cho­mo­ści.

Do­ro­ta od ra­zu za­uwa­ży­ła, że za­je­cha­li pod wspa­nia­łą re­zy­den­cję. Za­byt­ko­wy du­ży pa­łac wy­glą­dał im­po­nu­ją­co. Cen­tral­ną część sta­no­wi­ły ze­wnętrz­ne scho­dy pro­wa­dzą­ce na pierw­szą kon­dy­gna­cję. Czte­ry ko­lum­ny, dwie z każ­dej stro­ny, nad któ­ry­mi znaj­do­wał się bal­kon, od­dzie­la­ły jed­ną część nie­ru­cho­mo­ści od dru­giej. Dwu­pię­tro­wy bu­dy­nek wy­glą­dał oka­za­le, za­pew­ne był po nie­daw­nym re­mon­cie ge­ne­ral­nym. Ja­sna ele­wa­cja po­wo­do­wa­ła, że nie­ru­cho­mość spra­wia­ła wra­że­nie no­wej. Spo­ra licz­ba ogrom­nych okien ozna­cza­ła, że w pa­ła­cu znaj­du­je się wie­le po­miesz­czeń.

Wo­kół re­zy­den­cji sko­szo­no wio­sen­ną tra­wę, ro­sły tu krze­wy i drze­wa. Da­lej roz­cią­gał się las ota­cza­ją­cy za­dba­ny te­ren. Wy­glą­da­ło na to, że wła­ści­ciel po­se­sji ma grub­szy port­fel niż kla­sa śred­nia, do któ­rej mał­żeń­stwo się za­li­cza­ło. Nie mie­li jed­nak po­ję­cia, czy to po­sia­dłość Do­mi­ny Sa­wy, czy tyl­ko wy­naj­mu­je ją od ko­goś in­ne­go. A mo­że mie­ści­ło się tu dys­kret­ne stu­dio BDSM? Nie da­no im cza­su na dłuż­sze ana­li­zy. Kie­row­ca otwo­rzył drzwi Mer­ce­de­sa i kul­tu­ral­nie za­pro­sił ich do środ­ka bu­dyn­ku, ży­cząc wspa­nia­łej za­ba­wy.

Gdy znaj­do­wa­li się w po­ło­wie scho­dów, li­mu­zy­na od­je­cha­ła i znik­nę­ła za ro­giem wil­li. Od­pro­wa­dzi­li ją wzro­kiem, trzy­ma­jąc się za rę­ce. Po­tęż­ne me­ta­lo­we drzwi re­zy­den­cji otwo­rzy­ły się, a z bu­dyn­ku wy­szły dwie uśmie­cha­ją­ce się dziew­czy­ny. By­ły po­dob­ny­mi do sie­bie blon­dyn­ka­mi z dłu­gi­mi wło­sa­mi. Nie mo­gły mieć wię­cej niż dwa­dzie­ścia pięć lat. Se­ba­stian za­sta­na­wiał się, czy są bliź­niacz­ka­mi. Za­ło­ży­ły na sie­bie iden­tycz­ne stro­je pie­lę­gnia­rek. Na pa­sach do poń­czoch za­cze­pio­ne mia­ły czer­wo­ne ko­kard­ki. Ich biu­sty za­sła­nia­ły cien­kie, bia­łe pa­ski pod­trzy­my­wa­ne przez czer­wo­ne sznur­ki. W bia­łych czap­kach z bia­łym krzy­ży­kiem na czer­wo­nym tle wy­glą­da­ły bar­dzo sek­sow­nie. Jed­na z nich trzy­ma­ła w rę­ce srebr­ną ta­cę, na któ­rej sta­ły dwa kie­lisz­ki pro­sec­co.

– Wi­ta­my u Do­mi­ny Sa­wy – po­wie­dzia­ła ta, któ­ra mia­ła wol­ne rę­ce. – Pań­stwa zdro­wie.

Mał­żon­ko­wie się­gnę­li po mu­su­ją­ce wi­no i wy­pi­li je, nim do­szli na szczyt scho­dów. Se­ba­stian na­pa­wał się wi­do­kiem uro­czych dziew­czyn. Do­ro­ta, mi­mo za­cie­ka­wie­nia ko­bie­ta­mi, ro­zej­rza­ła się wo­kół. Nie do­strze­gła w po­bli­żu żad­nych in­nych za­bu­do­wań. Przed ni­mi roz­cią­gał się zie­lo­ny kra­jo­braz zło­żo­ny z krze­wów i drzew. W po­wie­trzu uno­sił się śpiew pta­ków wra­ca­ją­cych na noc­ny od­po­czy­nek i sze­lest li­ści po­ru­sza­nych przez ła­god­ny wio­sen­ny wiatr. Od­le­gły ryk je­le­nia prze­pla­tał się z sub­tel­nym szu­mem, a wi­dok za­cho­dzą­ce­go słoń­ca za­po­wia­dał do­brą za­ba­wę.

Po chwi­li zwró­ci­li pu­ste kie­lisz­ki i po­dzię­ko­wa­li za mi­łe przy­wi­ta­nie.

– Po­le­ca­my się, w ra­zie gdy­by­ście za­sła­bli – po­wie­dzia­ła pie­lę­gniar­ka trzy­ma­ją­ca ta­cę i pu­ści­ła do nich oko.

Na szczy­cie scho­dów po­ja­wił się si­wy, ele­ganc­ki star­szy pan w ciem­nym smo­kin­gu. Wy­glą­dał jak ty­po­wy ka­mer­dy­ner, słu­żą­cy la­ta­mi za­cne­mu ro­do­wi.

– Za­pra­szam do środ­ka. – Uśmiech­nął się i ge­stem dał do zro­zu­mie­nia, aby ru­szy­li w je­go stro­nę.

Se­ba­stian i Do­ro­ta po­de­szli do nie­go, zo­sta­wia­jąc dwie mło­de dziew­czy­ny za so­bą. Star­szy pan prze­pu­ścił mał­żeń­stwo przo­dem przez fron­to­we drzwi, a na­stęp­nie po­wie­dział:

– Za­pro­wa­dzę was do po­ko­ju, w któ­rym bę­dzie­cie się ba­wić. Pro­szę za mną.

Ru­szył przo­dem. Mał­żon­ko­wie po­szli za nim. Do­ro­ta i Se­ba­stian nie od­zy­wa­li się do sie­bie, ale po­do­ba­ła im się opra­wa przy­wi­ta­nia. Nie spo­dzie­wa­li się aż tak wy­szu­ka­ne­go kli­ma­tu. Do­mi­na Sa­wa mi­ło ich za­sko­czy­ła.

Jak na swój wiek ka­mer­dy­ner po­ru­szał się szyb­ko i spraw­nie. Prze­szli przez wiel­ki hol w sty­lu lo­fto­wym, któ­re­go głów­ny­mi za­le­ta­mi był ogrom­nej wiel­ko­ści ży­ran­dol i pięk­ne mar­mu­ro­we scho­dy cią­gną­ce się na gór­ną kon­dy­gna­cję. Skrę­ci­li w le­wo i we­szli w głąb ko­ry­ta­rza. Mi­nę­li kil­ko­ro drzwi. Pro­wa­dzą­cy ich męż­czy­zna szedł jed­no­li­tym tem­pem, nie przy­spie­sza­jąc ani nie zwal­nia­jąc. Po­dą­ża­li za nim, trzy­ma­jąc się za rę­ce, peł­ni uzna­nia dla przy­wi­ta­nia, ja­kie im zgo­to­wa­no.

Be­to­no­we ścia­ny ko­ry­ta­rza, w któ­rym pa­no­wał mrok, wy­glą­da­ły bar­dzo na­tu­ral­nie. Ich po­wierzch­nia by­ła rów­na i gład­ka. Nad każ­dy­mi drzwia­mi do­strze­gli ma­łe lam­py, da­ją­ce sła­be świa­tło, któ­re po­zwa­la­ło jed­nak prze­miesz­czać się bez żad­nych pro­ble­mów. Star­szy męż­czy­zna za­trzy­mał się przed przed­ostat­nim po­miesz­cze­niem po le­wej stro­nie. Chwy­cił za klam­kę i otwo­rzył me­ta­lo­we drzwi na ty­le sze­ro­ko, aby Do­ro­ta i Se­ba­stian mo­gli wejść do środ­ka.

– Ży­czę roz­kosz­nej za­ba­wy – po­wie­dział, uśmie­cha­jąc się, i po­zwo­lił, aby mał­żeń­stwo prze­kro­czy­ło próg. – Wa­sza do­mi­na przy­bę­dzie za mo­ment. Roz­gość­cie się, pro­szę.

We­szli do po­miesz­cze­nia, a star­szy pan zo­sta­wił ich sa­mych, za­my­ka­jąc za ni­mi ci­cho drzwi.

Po­kój miał śred­nie roz­mia­ry. Na je­go środ­ku sta­ły dwa du­że drew­nia­ne krze­sła, a nie­co da­lej znaj­do­wał się ob­szer­ny stół oraz ol­brzy­mia sza­fa. Na spo­rym re­ga­le usta­wio­no wie­le ero­tycz­nych ga­dże­tów. Obok re­ga­łu stał kre­dens, na któ­rym uło­żo­no ko­lej­ne wspo­ma­ga­cze. W ro­gu po­miesz­cze­nia umiesz­czo­no dwu­oso­bo­wą so­fę. Wy­da­wa­ła się wy­god­na. Na­prze­ciw­ko niej stał du­ży fo­tel. Bia­łe fi­ran­ki za­sła­nia­ły dwa okna, któ­re nie prze­pusz­cza­ły zbyt du­żo świa­tła. Gru­be, sza­re za­sło­ny cze­ka­ły na to, aby je ktoś za­sło­nił, od­ci­na­jąc mał­żon­ków od resz­ty świa­ta. Ścia­ny po­miesz­cze­nia wy­ko­na­ne zo­sta­ły z nie­okre­ślo­ne­go ma­te­ria­łu. Se­ba­stian nie miał po­ję­cia, czy by­ły mu­ro­wa­ne, drew­nia­ne, czy ob­ło­żo­no je ja­kimś ro­dza­jem me­ta­lu. W oczy pod­eks­cy­to­wa­nej pa­ry rzu­ci­ły się dłu­gie pół­ki wy­peł­nio­ne in­tym­ny­mi ga­dże­ta­mi. Po­de­szli bli­żej, aby przyj­rzeć się, co do­mi­na dla nich przy­go­to­wa­ła.

Nad re­ga­ła­mi wi­sia­ło kil­ka pej­czy i ba­tów. Mał­żon­ko­wie do­strze­gli pejcz wy­ko­na­ny z trzci­ny ra­ta­no­wej o dłu­go­ści oko­ło osiem­dzie­się­ciu cen­ty­me­trów, pur­pu­ro­wą pac­kę, spe­cy­ficz­ny mi­ni­ba­cik z błysz­czą­cy­mi ka­my­ka­mi, dwa skó­rza­ne rze­mie­nie – je­den dłuż­szy, dru­gi krót­szy. Do­ro­ta zwró­ci­ła uwa­gę na czer­wo­ny, krót­ki pejcz z wie­lo­ma rze­mie­nia­mi, któ­ry wi­siał obok czar­ne­go, skó­rza­ne­go bi­cza. In­ny bat z si­li­ko­nu rów­nież zna­lazł się na tej pół­ce, obok po­dob­nych za­ba­wek.

Po­ni­żej, już na sa­mym re­ga­le, na dłu­gich pół­kach pa­no­wał ide­al­ny po­rzą­dek, jak gdy­by ktoś upo­rząd­ko­wał po­szcze­gól­ne ga­dże­ty we­dług spe­cjal­ne­go wzor­ca.

Na sa­mej gó­rze uło­żo­no kaj­dan­ki, prze­waż­nie skó­rza­ne, w róż­nych roz­mia­rach. Po jed­nej stro­nie znaj­do­wa­ły się mę­skie za­baw­ki, po prze­ciw­nej do­strze­gli te dla ko­biet. Se­ba­stian za­uwa­żył ob­rę­cze na kost­ki i nad­garst­ki.

Na pół­ce ni­żej znaj­do­wa­ły się ze­sta­wy do kne­blo­wa­nia i ka­gań­ce. Męż­czy­zna wy­pa­trzył róż­ne­go ro­dza­ju kul­ko­we kne­ble, opa­ski na oczy, ma­łe pej­cze, li­ny do krę­po­wa­nia. Do­ro­ta zwró­ci­ła uwa­gę na spe­cy­ficz­ny kne­bel z po­dwój­nym fal­lu­sem, któ­ry od ra­zu po­bu­dził jej wy­obraź­nię.

Po­ni­żej obo­je za­uwa­ży­li róż­ne­go ro­dza­ju ma­ski – za­rów­no ko­ron­ko­we, ha­fto­wa­ne w prze­róż­nych ko­lo­rach, jak i te za­sła­nia­ją­ce sa­me oczy. Wzrok Se­ba­stia­na przy­cią­gnę­ła ma­ska w kształ­cie psiej gło­wy z ma­te­ria­łu imi­tu­ją­ce­go skó­rę. Za­chwy­ci­ła go też jej dam­ska od­mia­na w kształ­cie gło­wy ko­ta. Obok sta­ły gło­wy ma­ne­ki­nów, na któ­rych znaj­do­wa­ły się czar­ne ma­ski za­kry­wa­ją­ce ca­łą twarz z wy­jąt­kiem oczu lub ust.

Na niż­szej pół­ce zo­ba­czy­li ły­se gło­wy ma­ne­ki­nów. Se­ba­stian sko­ja­rzył jed­ną z nich z Tel­lym Sa­va­la­sem z Ko­ja­ka. Na ich sztucz­ne szy­je na­ło­żo­no róż­ne­go ro­dza­ju ob­ro­że ze smy­cza­mi. Skó­rza­ne oraz la­tek­so­we. Męż­czyź­nie spodo­ba­ła się ob­ro­ża z du­ży­mi ćwie­ka­mi.

Przed­ostat­nia pół­ka mie­ści­ła wie­le ze­sta­wów do krę­po­wa­nia, w tym ko­lo­ro­we ta­śmy i li­ny. Czar­ny sznur le­żał zwi­nię­ty obok czer­wo­ne­go sza­lu, któ­ry naj­praw­do­po­dob­niej słu­żył do za­kry­wa­nia gór­nej czę­ści gło­wy ko­bie­ty.

Na naj­niż­szej pół­ce za­uwa­ży­li róż­ne ro­dza­je klip­sów do sut­ków czy wa­gi­ny na łań­cusz­kach, uprzę­że z za­ci­ska­mi oraz od­waż­ni­ki na sut­ki o wa­dze prze­waż­nie pię­ciu gra­mów. Di­la­to­ry o róż­nych śred­ni­cach mie­sza­ły się z za­ci­ska­mi na łech­tacz­kę. Obok na kre­den­sie sta­ły anal­ne si­li­ko­no­we kor­ki o róż­nych dłu­go­ściach i kształ­tach, a tak­że sztucz­ne pe­ni­sy. Wy­bór za­ba­wek był po­rów­ny­wal­ny z do­stęp­nym w wie­lu sex sho­pach.

– Bar­dzo mi się tu­taj po­do­ba – po­wie­dzia­ła Do­ro­ta, przy­tu­la­jąc się do mę­ża.

Za­chwy­ca­ła się opra­wą spo­tka­nia od mo­men­tu ścią­gnię­cia opa­ski z oczu. Li­mu­zy­na, kul­tu­ral­ny szo­fer, wi­no mu­su­ją­ce po­da­ne przez pięk­ną mło­dą dziew­czy­nę, ka­mer­dy­ner i ten wspa­nia­ły po­kój.

Nie zwró­ci­li uwa­gi na to, ile cza­su spę­dzi­li sa­mi w po­miesz­cze­niu prze­peł­nio­nym ero­ty­ką i zmy­sło­wo­ścią, gdy na­gle drzwi otwo­rzy­ły się, a do środ­ka we­szła ko­bie­ta z por­ta­lu in­ter­ne­to­we­go. Choć do­mi­na nie za­mie­ści­ła swo­je­go zdję­cia, to strój nie­zna­jo­mej wie­le mó­wił i su­ge­ro­wał, że ma­ją do czy­nie­nia z tą sa­mą oso­bą, z któ­rą ko­re­spon­do­wa­li od dłuż­sze­go cza­su.

Za­mknę­ła za so­bą me­ta­lo­we drzwi i za­su­nę­ła po­tęż­ną za­su­wę, któ­rej wcze­śniej nie za­uwa­ży­li. Po­de­szła do nich pew­nym kro­kiem, ema­nu­jąc zmy­sło­wo­ścią, i po­da­ła dłoń na przy­wi­ta­nie, uśmie­cha­jąc się przy tym pro­mie­ni­ście.

– Cześć – ode­zwa­ła się we­so­ło. – Je­stem Do­mi­na Sa­wa. Wi­taj­cie w mo­im świe­cie.

Zmie­rzy­li wzro­kiem ko­bie­tę. Mu­sia­ła mieć po­nad metr sie­dem­dzie­siąt pięć cen­ty­me­trów wzro­stu. Dłu­gie, czar­ne, krę­co­ne wło­sy opa­da­ły na zgrab­ne cia­ło i się­ga­ły po­ni­żej biu­stu. Ciem­ny la­tek­so­wy strój pod­kre­ślał jej urok. Ubra­nie ide­al­nie przy­le­ga­ło do zgrab­nej syl­wet­ki. Opię­te spodnie eks­po­no­wa­ły smu­kłe no­gi, a wbi­ja­ją­cy się w bio­dra ma­te­riał ak­cen­to­wał kształt­ne po­ślad­ki. Po­wy­żej pęp­ka ko­stium roz­dzie­lał się na dwie czę­ści i wła­śnie to roz­cię­cie po­zwa­la­ło wy­eks­po­no­wać kształt­ny, du­ży biust. Pro­jek­tant za­dbał o każ­dy cen­ty­metr stro­ju, by pod­kre­ślić zmy­sło­wość oso­by, któ­ra go no­si. Do­da­wa­ły jej rów­nież go­łe ra­mio­na i rę­ce nie­zna­jo­mej. Do te­go wszyst­kie­go bu­ty na bar­dzo wy­so­kim ob­ca­sie spra­wia­ły, że nie mo­gli ode­rwać od niej wzro­ku.

Przy­wi­ta­li się uprzej­mie, przed­sta­wi­li, nie ujaw­nia­jąc praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści. Usta­li­li wcze­śniej, iż nie bę­dą uży­wać swo­ich imion i na­zwisk. Choć do­mi­na zna­ła ich ad­res, pod któ­ry pod­je­cha­ła li­mu­zy­na, by­li pew­ni, że spo­tka­nie od­bę­dzie się w peł­nej dys­kre­cji i nie bę­dzie in­ge­ro­wa­ło w ich pry­wat­ne ży­cie.

Do­mi­na Sa­wa za­pro­si­ła ich na so­fę, a sa­ma usia­dła w fo­te­lu. Za­rzu­ci­ła jed­ną no­gę na dru­gą, ni­czym Elż­bie­ta Ja­wo­ro­wicz w swo­im kul­to­wym pro­gra­mie Spra­wa dla re­por­te­ra. Ca­ły czas pa­trzy­ła na nich z po­god­nym uśmie­chem.

– Więk­szość spraw ma­my uzgod­nio­nych – po­wie­dzia­ła, a Do­ro­ta utwier­dzi­ła się w prze­ko­na­niu, że głos ko­bie­ty z pew­no­ścią na­le­ży do oso­by, z któ­rą wcze­śniej roz­ma­wia­ła. – Przy­po­mnę wam naj­waż­niej­sze za­sa­dy, któ­ry­mi bę­dzie­my się kie­ro­wać. Ale naj­pierw po­wiedz­cie, czy je­ste­ście na pew­no za­in­te­re­so­wa­ni ta­ką za­ba­wą. Je­ste­ście pew­ni, że chce­cie spró­bo­wać?

Mał­żeń­stwo spoj­rza­ło na sie­bie. Se­ba­stian ode­zwał się pierw­szy.

– Szcze­rze, je­stem lek­ko spię­ty. Ni­g­dy wcze­śniej nie by­li­śmy w ta­kiej sy­tu­acji…

– Jak już wcze­śniej wspo­mnia­łam, ma­my pew­ne do­świad­cze­nia – prze­rwa­ła mu żo­na. – Uwiel­bia­my seks, spo­ty­ka­my się z ludź­mi, któ­rzy ma­ją po­dob­ne po­dej­ście. Wy­mie­nia­my się part­ne­ra­mi, bie­rze­my udział w or­giach. Jed­nak BDSM jest dla nas zu­peł­ną no­wo­ścią i dla­te­go czu­je­my te­raz pew­ne pod­eks­cy­to­wa­nie.

Do­mi­na Sa­wa ki­wa­ła gło­wą, da­jąc do zro­zu­mie­nia, że do­sko­na­le ich ro­zu­mie. Cier­pli­wie po­cze­ka­ła, aż Do­ro­ta za­koń­czy swo­ją wy­po­wiedź, i zwró­ci­ła się do mał­żeń­stwa ci­chym, spo­koj­nym gło­sem.

– Wiem, że nie je­ste­ście no­wi­cju­sza­mi. Cie­szy mnie to. Jed­nak nie­zro­zu­mia­łe jest dla mnie, dla­cze­go do tej po­ry nie pró­bo­wa­li­ście BDSM. To nie­sa­mo­wi­te do­świad­cze­nie – za­pew­ni­ła. – Ule­głość i do­mi­na­cja są naj­częst­szy­mi fan­ta­zja­mi. Naj­wyż­szy czas, aby­ście do­świad­czy­li te­go, co wznie­sie was na wyż­szy po­ziom zmy­sło­wo­ści. Od­czu­je­cie roz­kosz i ból, któ­re spra­wią, że od­le­ci­cie. Je­ste­ście go­to­wi na tę przy­go­dę?

– Oczy­wi­ście – od­po­wie­dzie­li nie­mal jed­no­cze­śnie.

– Do­sko­na­le. Ro­zu­miem, że zgod­nie z na­szy­mi usta­le­nia­mi zo­sta­wi­li­ście te­le­fo­ny w do­mu i nie mó­wi­li­ście ni­ko­mu o dzi­siej­szym wie­czo­rze?

– Do­kład­nie tak, jak so­bie ży­czy­łaś – po­twier­dził Se­ba­stian.

– Wspa­nia­le. – Bru­net­ka uśmie­cha­ła się, ca­ły czas pa­trząc na nich brą­zo­wy­mi ocza­mi. – Je­stem tu­taj dla was, pa­mię­taj­cie o tym – kon­ty­nu­owa­ła. – Zdo­mi­nu­ję was, a wy otrzy­ma­cie nie­za­po­mnia­ne prze­ży­cia. Gwa­ran­tu­ję. – Pra­wą rę­ką po­pra­wi­ła wło­sy, co wy­da­ło się Se­ba­stia­no­wi nie­zwy­kle zmy­sło­wym ge­stem. – Bę­dzie­my się świet­nie ba­wić, ale naj­pierw zre­lak­suj­my się.

Wsta­ła, po­de­szła do kre­den­su i otwo­rzy­ła go, uka­zu­jąc je­go wnę­trze.

– Co pi­je­my? – spy­ta­ła we­so­ło.

– Ja po­pro­szę whi­sky – od­parł Se­ba­stian.

– Ja też – za­wtó­ro­wa­ła Do­ro­ta, któ­ra rów­nież uwiel­bia­ła szkoc­ki tru­nek.

Ko­bie­ta się­gnę­ła w głąb me­bla i wy­ję­ła jed­ną z wie­lu bu­te­lek. Se­ba­stian zwró­cił uwa­gę na ofe­ro­wa­ny al­ko­hol. Trzy­dzie­sto­let­ni Ma­cal­lan doj­rze­wa­ją­cy w becz­kach po sher­ry mu­siał kosz­to­wać przy­naj­mniej dwa­dzie­ścia ty­się­cy. Sa­wa po­pro­si­ła Se­ba­stia­na o otwar­cie sin­gle mal­ta, a sa­ma wró­ci­ła do kre­den­su po trzy kwa­dra­to­we szklan­ki.

Męż­czy­zna otwo­rzył bu­tel­kę i na­lał al­ko­hol.

– Na zdro­wie – po­wie­dzia­ła go­spo­dy­ni. – Za nas. Za wspa­nia­ły wie­czór.

Stuk­nę­li się szkłem. Whi­sky sma­ko­wa­ło wy­bor­nie. Se­ba­stia­no­wi bar­dzo przy­pa­dła do gu­stu woń tor­fu, moc­no za­ak­cen­to­wa­ny słod­ka­wy cha­rak­ter, a tak­że świe­ży miód z nu­tą słod­kie­go tof­fi. Miał na­dzie­ję, że za chwi­lę cał­ko­wi­cie się zre­lak­su­je.

Mał­żon­ko­wie, sie­dząc wy­god­nie na so­fie, przy­tu­la­li się, ob­ser­wu­jąc do­mi­nę, któ­ra wkrót­ce mia­ła wpro­wa­dzić ich w taj­ni­ki te­go, cze­go tak bar­dzo pra­gnę­li.

Do­mi­na Sa­wa prze­ję­ła ini­cja­ty­wę. Roz­po­czę­ła mo­no­log, prze­ka­zu­jąc im cen­ne in­for­ma­cje. Ko­bie­ta po­now­nie pod­kre­śli­ła, że ta for­ma za­ba­wy nie jest prze­zna­czo­na dla par o krót­kim sta­żu. Na szczę­ście Se­ba­stian i Do­ro­ta by­li ze so­bą od dłuż­sze­go cza­su, speł­nia­jąc tym sa­mym jed­no z wie­lu kry­te­riów, któ­re umoż­li­wia­ły wspól­ne eks­plo­ro­wa­nie te­go ro­dza­ju wy­uz­da­nia. Do­mi­na przy­po­mnia­ła im usta­lo­ne wcze­śniej ha­sła bez­pie­czeń­stwa i za­pew­ni­ła, że nie bę­dzie ro­bić ni­cze­go, co ich nie za­do­wo­li.

Gdy tyl­ko al­ko­ho­lu uby­wa­ło, do­mi­na na­tych­miast go do­le­wa­ła. Usta­li­li, gdzie mo­gą po­ja­wić się si­nia­ki oraz in­ne śla­dy po in­ten­syw­nej za­ba­wie. Sa­wa uprze­dzi­ła Se­ba­stia­na, że otrzy­ma kil­ka klap­sów, a obo­je bę­dą mie­li za­sło­nię­te oczy. Wy­ja­śni­ła rów­nież, że naj­le­piej od­dać się jej w peł­ni. Uświa­do­mi­ła im, że nor­mal­ną sy­tu­acją bę­dzie otrzy­my­wa­nie kar za nie­po­słu­szeń­stwo czy źle wy­ko­na­ne po­le­ce­nia. Wska­za­ła na re­gał z ga­dże­ta­mi, in­for­mu­jąc, że nie­któ­re z nich zo­sta­ną wy­ko­rzy­sta­ne jesz­cze dzi­siaj.

Kie­dy bu­tel­ka by­ła już w trzech czwar­tych pu­sta, do­mi­na po­pro­si­ła Se­ba­stia­na, aby ro­ze­brał się i po­zo­stał je­dy­nie w sli­pach, pod­czas gdy Do­ro­ta na ra­zie mia­ła nie zdej­mo­wać wie­czo­ro­wej kre­acji.

– Sia­daj­cie na krze­słach. – Wska­za­ła sie­dzi­ska, któ­re znaj­do­wa­ły się na środ­ku po­ko­ju. – Na po­czą­tek po­zba­wię was moż­li­wo­ści ru­chu. Je­ste­ście go­to­wi?

– Ni­g­dy bar­dziej nie by­łem. – Se­ba­stian był już tyl­ko w bie­liź­nie. – Je­stem ca­ły twój.

– Mo­że­my za­czy­nać – po­twier­dzi­ła rów­nież Do­ro­ta, cie­ka­wa dal­sze­go prze­bie­gu wy­da­rzeń.

Obo­je usie­dli na­prze­ciw­ko ścia­ny, na so­lid­nych i du­żych drew­nia­nych krze­słach, któ­re z pew­no­ścią zo­sta­ły wy­ko­na­ne na spe­cjal­ne za­mó­wie­nie. Do­ro­ta ob­ser­wo­wa­ła do­mi­nę na­kła­da­ją­cą Se­ba­stia­no­wi skó­rza­ne pa­sy tuż nad kost­ki. Za­raz po­tem za­pię­ła je do nóg sie­dzi­ska. Męż­czy­zna po­czuł, że nie mo­że pod­nieść stóp na­wet o pół cen­ty­me­tra. Sa­wa z uśmie­chem za­ło­ży­ła me­ta­lo­we ob­rę­cze na nad­garst­ki do­mi­no­wa­ne­go i przy­mo­co­wa­ła je do pod­ło­kiet­ni­ka. Do­ro­ta od­no­to­wa­ła, że mąż spraw­dził, czy ma ja­ką­kol­wiek moż­li­wość ru­chu, a po­tem kiw­nął z uzna­niem gło­wą. Nie­zna­jo­ma wy­ko­na­ła swo­ją pra­cę per­fek­cyj­nie. W rę­kach ko­bie­ty obo­je zo­ba­czy­li ko­lej­ną me­ta­lo­wą ob­ręcz, któ­rą za­ło­ży­ła Se­ba­stia­no­wi na szy­ję. Krót­ki łań­cuch znaj­du­ją­cy się na środ­ku ob­ro­ży był po­łą­czo­ny z gór­ną czę­ścią opar­cia krze­sła na wy­so­ko­ści gło­wy. Do­mi­na da­ła kuk­sań­ca w nos męż­czyź­nie i zmierz­wi­ła dło­nią je­go czu­pry­nę.

Se­ba­stian czuł już whi­sky we krwi. Roz­luź­nił się. Chciał od­wró­cić gło­wę w stro­nę żo­ny, ale za­uwa­żył, że ob­ręcz na szyi jest tak przy­mo­co­wa­na do sie­dzi­ska, iż nie mo­że nią po­ru­szać. Mógł pa­trzeć wy­łącz­nie przed sie­bie i je­dy­nie ką­tem oka ob­ser­wo­wać bocz­ne krze­sło.

– Wy­glą­dasz pięk­nie w tej suk­ni. – Do­mi­na Sa­wa wy­ra­zi­ła po­dziw dla stro­ju ule­głej part­ner­ki.

Kie­dy bru­net­ka się po­chy­li­ła, aby za­piąć klam­ry i łań­cuch przy szyi, Do­ro­ta po­czu­ła wspa­nia­ły za­pach per­fum. Uwię­zio­na pa­trzy­ła na wy­sta­ją­ce pier­si men­tor­ki i po­czu­ła ocho­tę, aby wziąć w usta jej bro­daw­ki i ssać je, naj­le­piej jak po­tra­fi. Nie po­zwa­la­ła na to za­pię­ta ob­ro­ża, któ­ra tak sa­mo jak u Se­ba­stia­na trzy­ma­ła jej gło­wę nie­ru­cho­mo.

No­wa sy­tu­acja nie­by­wa­le ich pod­nie­ca­ła. Za chwi­lę mia­ła za­cząć się praw­dzi­wa za­ba­wa. Ta noc przej­dzie do hi­sto­rii, pew­nie bę­dą ją czę­sto wspo­mi­nać. Obo­je na­pa­wa­li się tą my­ślą, co do­dat­ko­wo roz­bu­dza­ło ich zmy­sły i po­tę­go­wa­ło po­bu­dze­nie.

Sa­wa kla­snę­ła w dło­nie. Mał­żeń­stwo usły­sza­ło dziw­ny dźwięk. Nie mo­gąc ru­szać gło­wa­mi, spoj­rze­li ką­tem oka na za­sło­ny, któ­re sa­me za­cią­gnę­ły się w dwóch oknach po­miesz­cze­nia. W tym sa­mym mo­men­cie po­kój po­grą­żył się w ciem­no­ści, co stwo­rzy­ło bar­dziej na­stro­jo­wą at­mos­fe­rę. Po chwi­li za­pa­li­ły się lam­py, o któ­rych wcze­śniej nie mie­li po­ję­cia. Sła­be świa­tło pa­da­ją­ce z pod­ło­gi spra­wi­ło, że zro­bi­ło się kli­ma­tycz­nie.

Do­mi­na sta­ła przy re­ga­le z pół­ka­mi, trzy­ma­jąc w rę­kach spe­cjal­nie dla nich wy­bra­ne ma­ski. Se­ba­stian spoj­rzał na ko­bie­tę, któ­ra zbli­ża­ła się do nie­go, kro­cząc jak mo­del­ka. Na­chy­li­ła się nad nim i za­ło­ży­ła mu la­tek­so­wą ma­skę w kształ­cie psie­go py­ska. Na do­le znaj­do­wa­ła się ob­ro­ża z ćwie­ka­mi i me­ta­lo­wym kół­kiem, go­to­wa do za­ło­że­nia smy­czy lub łań­cu­cha. Se­ba­stian po­czuł, że ma­te­riał moc­no uci­ska mu gło­wę, a ma­ska ma tyl­ko dwa otwo­ry – po jed­nym na każ­de oko. Nos i po­licz­ki przy­kry­wał la­teks, któ­ry po­cząt­ko­wo wy­da­wał się zim­ny. Męż­czy­zna za­sta­na­wiał się, jak wy­glą­da w ma­sce ze spe­cy­ficz­ny­mi psi­mi usza­mi.

Do­ro­ta otrzy­ma­ła in­ną ma­skę – lśnią­cą i ela­stycz­ną, któ­ra ide­al­nie przy­le­ga­ła do jej twa­rzy. Przy­po­mi­na­ła ko­mi­niar­kę z dwo­ma otwo­ra­mi na oczy i jed­nym na usta. Ob­szy­cie wo­kół szyi zo­sta­ło za­szy­te, przez co do­mi­na wi­dzia­ła tyl­ko zie­lo­ne tę­czów­ki uwię­zio­nej ko­bie­ty i czer­wo­ne usta mię­dzy czar­nym, błysz­czą­cym ma­te­ria­łem. Sa­wa nie ode­szła. Na­ło­ży­ła na ma­skę czar­ny skó­rza­ny kne­bel. Ku­la zna­la­zła się w ustach nie­wol­ni­cy. Do­ro­ta za­uwa­ży­ła, że ma otwo­ry umoż­li­wia­ją­ce swo­bod­ne od­dy­cha­nie, a cia­sność za­pię­cia jej nie prze­szka­dza.

Do­mi­na Sa­wa cof­nę­ła się kil­ka kro­ków i sku­pi­ła spoj­rze­nie na mał­żon­kach, któ­rzy po­my­śle­li, że men­tor­ka po­dzi­wia swo­je dzie­ło. Wy­glą­da­ło na to, że mie­li za so­bą pierw­szy etap. Te­raz za­pew­ne po­ja­wią się ko­men­dy. Ocze­ki­wa­li na ten mo­ment z nie­cier­pli­wo­ścią.

To wła­śnie wów­czas Se­ba­stian pierw­szy raz po­czuł nie­po­kój. Za­sta­no­wił się, ja­kie po­le­ce­nia Do­mi­ny Sa­wy bę­dzie mógł wy­ko­nać, sko­ro nie miał naj­mniej­szej moż­li­wo­ści po­ru­sza­nia się. Uznał jed­nak, iż ja­ko la­ik w tej za­ba­wie zda się cał­ko­wi­cie na ko­bie­tę, któ­ra ich uwię­zi­ła.

– Show­ti­me! – Sa­wa kla­snę­ła w dło­nie, gło­śno i wy­raź­nie ar­ty­ku­łu­jąc po­czą­tek za­ba­wy.

Przez kil­ka se­kund nic się nie dzia­ło. Do­mi­na sta­ła przed ni­mi, uśmie­cha­jąc się żar­li­wie. Ob­ser­wo­wa­ła ich w mil­cze­niu. Do­ro­ta uzna­ła, że to pierw­szy etap ich znie­wo­le­nia.

W koń­cu po­de­szła bli­żej i na­chy­la­jąc się nad ni­mi, ci­cho po­wie­dzia­ła:

– Baw­cie się do­brze, ko­cha­ni. To bę­dzie wspa­nia­ły wie­czór nie tyl­ko dla was.

Po tych sło­wach od­da­li­ła się w stro­nę drzwi znaj­du­ją­cych się za ich ple­ca­mi. Do­my­śli­li się, że ko­bie­ta ich opu­ści­ła. Po­twier­dze­niem te­go był od­głos za­my­ka­nych drzwi. Obo­je za­sta­na­wia­li się, co to ozna­cza, ale wciąż by­li prze­ko­na­ni, że jest to część sce­na­riu­sza, któ­ry men­tor­ka dla nich przy­go­to­wa­ła.

Mi­nu­ty ucie­ka­ły, jed­nak nic się nie dzia­ło. Na­dal prze­by­wa­li sa­mi w po­ko­ju. Sie­dzie­li na drew­nia­nych krze­słach i wpa­try­wa­li się w ścia­nę.

Na­gle usły­sze­li mu­zy­kę. Nie mie­li po­ję­cia, skąd do­kład­nie roz­brzmie­wa, ale by­ła wy­raź­na. Sak­so­fon i skrzyp­ce ci­cho roz­pły­wa­ły się po ca­łym po­miesz­cze­niu.

Mał­żon­ko­wie po­my­śle­li, że coś na­resz­cie za­czę­ło się dziać. Na do­wód te­go usły­sze­li do­dat­ko­wy, na­ra­sta­ją­cy szmer. Z po­cząt­ku nie wie­dzie­li, co ozna­cza i skąd do­bie­ga, jed­nak po kil­ku se­kun­dach zo­rien­to­wa­li się, że ścia­na przed ni­mi zmie­nia się na ich oczach. Me­ta­lo­wa kon­struk­cja prze­su­nę­ła się w le­wą stro­nę. Uj­rze­li wiel­ką szkla­ną ścia­nę, za któ­rą sie­dzie­li lu­dzie. Ob­cy lu­dzie. Mał­żeń­stwo wy­ba­łu­szy­ło oczy. Nie po­tra­fi­li zro­zu­mieć, co się dzie­je. Umó­wi­li się z do­mi­ną na dys­kre­cję, ko­bie­ta sło­wem nie wspo­mi­na­ła o kim­kol­wiek, kto miał ich ob­ser­wo­wać. A to sta­ło się ja­sne, gdy do­strze­gli wi­dzów sie­dzą­cych za szkłem ni­czym w ki­nie.

Se­ba­stian skon­sta­to­wał, że wpa­tru­je się w nich dzie­sięć osób, po pięć w każ­dym z dwóch rzę­dów. Wszy­scy bar­dzo ele­ganc­cy i pod­eks­cy­to­wa­ni.

Mał­żeń­stwo kom­plet­nie nie ro­zu­mia­ło, co się przed chwi­lą wy­da­rzy­ło. Za­sta­na­wia­li się, gdzie jest do­mi­na i co ro­bią tu nie­zna­jo­mi. Se­ba­stian i Do­ro­ta przy­glą­da­li się im uważ­nie.

W pierw­szym rzę­dzie sie­dzia­ły dwie pa­ry, a po­mię­dzy ni­mi męż­czy­zna. Nie po­tra­fi­li stwier­dzić, czy znał oso­by sie­dzą­ce obok. Do­ro­ta nie mia­ła wąt­pli­wo­ści, kto z pu­blicz­no­ści jest w związ­ku. Dwie pa­ry w pierw­szym rzę­dzie trzy­ma­ły się za rę­ce. Sie­dzie­li zbyt bli­sko sie­bie jak na przy­pad­ko­wych lu­dzi. Ko­lej­ne dwie pa­ry z ty­łu przy­tu­la­ły się do sie­bie ni­czym za­ko­cha­ni w ki­nie. Róż­ni­ca by­ła ta­ka, że tu sa­mot­ny męż­czy­zna sie­dział na skra­ju, po pra­wej stro­nie.

Roz­róż­nie­nie par i sin­gli by­ło też moż­li­we dzię­ki ozna­cze­niom. W pierw­szym rzę­dzie, od le­wej stro­ny, trzy­ma­ją­ca się za rę­ce dwój­ka mia­ła na ubra­niach du­że kwa­dra­to­we iden­ty­fi­ka­to­ry z li­te­ra­mi „A”. Sie­dzą­cy mię­dzy pa­ra­mi męż­czy­zna otrzy­mał ozna­cze­nie „B”, a pa­ra po je­go pra­wej stro­nie „C”. W tyl­nym rzę­dzie po­dob­nie, męż­czy­zna miał na so­bie pla­kiet­kę z li­te­rą „D”, a sie­dzą­ce przy nim dwie pa­ry otrzy­ma­ły od­po­wied­nio iden­ty­fi­ka­to­ry „E” i „F”.

Wszy­scy wi­dzo­wie ubra­li się ele­ganc­ko. Ci z li­te­ra­mi „A” od le­wej w pierw­szym rzę­dzie wy­glą­da­li na naj­star­szych. Za­rów­no ko­bie­ta, jak i męż­czy­zna prze­ży­li z pew­no­ścią wię­cej niż sześć­dzie­siąt lat. On miał si­we, na­tu­ral­nie krę­cą­ce się wło­sy. Tak jak po­zo­sta­li męż­czyź­ni za­ło­żył czar­ny gar­ni­tur. Sie­dział z za­ło­żo­ną jed­ną no­gą na dru­gą, dzię­ki cze­mu uwię­zie­ni mo­gli po­dzi­wiać czy­stość skó­rza­nych, za­pew­ne dro­gich bu­tów, któ­re lśni­ły ni­czym w re­kla­mie pa­sty do obu­wia. Je­go part­ner­ka o bia­łych, dłu­gich wło­sach spię­ła ko­smy­ki w ku­cyk. Se­ba­stian zwró­cił uwa­gę na jej czer­wo­ne usta, nad wy­raz wy­eks­po­no­wa­ne.

Męż­czy­zna sie­dzą­cy obok był młod­szy o oko­ło dwa­dzie­ścia lat. Zo­stał oce­nio­ny przez Do­ro­tę na czter­dzie­sto­kil­ku­lat­ka. Bru­net z kil­ko­ma si­wy­mi wło­sa­mi sie­dział z za­ło­żo­ny­mi na pier­siach rę­ka­mi. Nie­jed­na oso­ba mo­gła­by uznać, że przy­brał po­zy­cję za­mknię­tą.

Trzy­ma­ją­ca się za rę­ce pa­ra ozna­czo­na li­ter­ką „C” wy­glą­da­ła bar­dzo mło­do. Obo­je mo­gli mieć oko­ło dwu­dzie­stu kil­ku lat. On, blon­dyn z fry­zu­rą na żel, ona, krót­ko ob­cię­ta, wy­glą­da­ją­ca jak chło­pak. Gdy­by nie eks­tra­wa­ganc­ka, wie­czo­ro­wa suk­nia, moż­na by się po­my­lić co do jej płci.

Na oko pięć­dzie­się­cio­la­tek z dru­gie­go rzę­du z pla­kiet­ką „D” był ły­sy. W prze­ci­wień­stwie do po­zo­sta­łych zdjął ma­ry­nar­kę, któ­rą umie­ścił na opar­ciu fo­te­la. Roz­pię­ta pod szy­ją ko­szu­la wy­róż­nia­ła się nie­ska­zi­tel­ną bie­lą. Do­ro­ta zwró­ci­ła uwa­gę, że wpa­tru­je się w nią naj­bar­dziej na­chal­nie ze wszyst­kich. Moc­no nie­bie­skie oczy kon­cen­tro­wa­ły się tyl­ko na niej. Pa­ry obok nie­go, „E” i „F”, mo­gły się znać, gdyż ko­bie­ty w wy­kwint­nych kre­acjach wy­mie­nia­ły mię­dzy so­bą uwa­gi. Wy­glą­da­li na trzy­dzie­sto­lat­ków.

Ele­ganc­kie to­wa­rzy­stwo wy­da­wa­ło się roz­luź­nio­ne, ale da­ło się za­uwa­żyć, że wszy­scy są pod­eks­cy­to­wa­ni i ewi­dent­nie na coś cze­ka­ją. Do­ro­ta i Se­ba­stian po­czu­li się oszu­ka­ni. Choć nie py­ta­li wcze­śniej do­mi­ny, czy bę­dą wśród in­nych lu­dzi, dla oboj­ga by­ło oczy­wi­ste, że pierw­szy raz bę­dzie spe­cy­ficz­ny i spę­dzą go sa­mi. Męż­czy­zna zde­cy­do­wał, że jak tyl­ko Sa­wa wró­ci, wy­po­wie jed­no ze słów bez­pie­czeń­stwa i za­żą­da wy­ja­śnień. Oczy­wi­ście mie­li na twa­rzy ma­ski i nikt z wi­dow­ni nie do­my­ślał się, kim są, jed­nak nie tak miał się za­cząć upra­gnio­ny wie­czór, na któ­ry dłu­go cze­ka­li.

Do­mi­na Sa­wa nie wró­ci­ła, za to po dru­giej stro­nie szy­by po­ja­wił się męż­czy­zna w śred­nim wie­ku. Miał na so­bie ele­ganc­ki smo­king z cha­rak­te­ry­stycz­ną mu­chą pod szy­ją. W ni­czym nie przy­po­mi­nał jed­nak Kor­win-Mik­ke­go. Ciem­ne wło­sy za­cze­sał do ty­łu, a kil­ku­dnio­wy za­rost do­da­wał mu po­wa­gi. Trzy­mał w rę­ce mi­kro­fon bez­prze­wo­do­wy. Pod­szedł do drew­nia­nej try­bu­ny au­kcyj­nej, któ­rej uwię­zie­ni nie za­uwa­ży­li, sku­pie­ni na ob­ser­wa­cji pu­blicz­no­ści, i sta­nął na niej, a na­stęp­nie umie­ścił urzą­dze­nie na uchwy­cie. Gdy wy­re­gu­lo­wał wy­so­kość mi­kro­fo­nu, spoj­rzał na lu­dzi sie­dzą­cych w fo­te­lach. Na­stęp­nie prze­niósł wzrok na mał­żeń­stwo po dru­giej stro­nie szy­by.

Do­ro­ta i Se­ba­stian po­my­śle­li, że no­wo przy­by­ły męż­czy­zna wy­glą­da jak au­kcjo­ner pro­wa­dzą­cy li­cy­ta­cję dro­gich ob­ra­zów i in­nych dzieł sztu­ki. Pa­trzy­li przed sie­bie i nie po­tra­fi­li zna­leźć wy­tłu­ma­cze­nia na to, co się dzie­je.

Na­gle wiel­ki ekran wy­ło­nił się z su­fi­tu, zje­chał wol­no i za­trzy­mał się w po­ło­wie ścia­ny. Był tak usta­wio­ny, że za­rów­no oso­by na wi­dow­ni, jak i po­zba­wio­ne wol­no­ści mał­żeń­stwo mo­gli go ob­ser­wo­wać.

– Raz jesz­cze wi­tam pań­stwa ser­decz­nie – prze­mó­wił au­kcjo­ner, na­zwa­ny tak w my­ślach przez Se­ba­stia­na. Je­go głos da­ło się sły­szeć po obu stro­nach szy­by. – Za­sa­dy są każ­de­mu zna­ne, pro­szę o ich re­spek­to­wa­nie.

Mał­żon­ko­wie nie mie­li po­ję­cia, o ja­kich za­sa­dach mó­wi męż­czy­zna. Sy­tu­acja po­do­ba­ła im się co­raz mniej. Ko­bie­ta, któ­ra umie­ści­ła ich na drew­nia­nych krze­słach, nie uzgad­nia­ła z ni­mi żad­nych re­guł współ­dzia­ła­nia z nie­zna­ną gru­pą.

– Czer­wo­ne – po­wie­dział Se­ba­stian, ale za­miast te­go usły­szał swój beł­kot. Ma­ska zbyt moc­no wbi­ja­ła się w je­go usta, unie­moż­li­wia­jąc wy­raź­ne mó­wie­nie.

– My­ślę, że mo­że­my za­czy­nać – kon­ty­nu­ował męż­czy­zna w smo­kin­gu. – Otrzy­ma­łem po­twier­dze­nie, że wszyst­ko jest go­to­we. Za­tem, zgod­nie z har­mo­no­gra­mem, dro­dzy pań­stwo, de­cy­duj­cie, od ko­go za­czy­na­my. Po­zwo­lę so­bie za­pro­po­no­wać kwo­tę dwóch ty­się­cy zło­tych za ko­bie­tę. Ocze­ku­ję pro­po­zy­cji.

Za­pa­no­wa­ła ci­sza.

Pierw­szy rę­kę pod­niósł męż­czy­zna z pla­kiet­ką „D”. W tym sa­mym cza­sie na wiel­kim ekra­nie po­ja­wił się na­pis: „KO­BIE­TA – 2000 zł”. Za­rów­no Se­ba­stian, jak i Do­ro­ta onie­mie­li. Dzia­ło się coś, co wy­raź­nie prze­kra­cza­ło umo­wę z do­mi­ną. Ko­bie­ta, po­dob­nie jak wcze­śniej jej mąż, pró­bo­wa­ła za­pro­te­sto­wać, ale kne­bel w jej ustach unie­moż­li­wiał wy­po­wie­dze­nie choć­by jed­ne­go sło­wa. Se­ba­stian krzyk­nął, aby prze­sta­li, ale spod ma­ski w kształ­cie psa je­go głos był le­d­wo sły­szal­ny. Ma­te­riał wci­skał mu się w twarz tak moc­no, że w rze­czy­wi­sto­ści wy­da­wa­ło mu się, iż nie po­tra­fi mó­wić.

Ko­bie­ta oko­ło trzy­dziest­ki z dru­gie­go rzę­du pod­nio­sła rę­kę, a na­pis na ekra­nie zmie­nił się na: „MĘŻ­CZY­ZNA – 4000 zł”.

– Męż­czy­zna za czte­ry ty­sią­ce zło­tych od pa­ni „F” – da­ło się sły­szeć pro­wa­dzą­ce­go.

Do­ro­ta i Se­ba­stian nie mie­li po­ję­cia, o co cho­dzi, a bru­net z pierw­sze­go rzę­du mu­siał to do­sko­na­le wie­dzieć. Pod­niósł rę­kę z du­żą pew­no­ścią sie­bie.

– Ko­bie­ta za sześć ty­się­cy zło­tych od pa­na „B” – po­wie­dział au­kcjo­ner.

Se­ba­stian czuł ogrom­ną złość. Co się tu­taj, do dia­bła, dzie­je? Gdzie jest Do­mi­na Sa­wa? Kim są ci lu­dzie? Co to wszyst­ko ozna­cza? Za­miast od­po­wie­dzi na te py­ta­nia zo­ba­czył że­lu­sia z pierw­sze­go rzę­du, pod­no­szą­ce­go rę­kę, a męż­czy­zna w smo­kin­gu po­wie­dział:

– Męż­czy­zna za osiem ty­się­cy zło­tych od pa­na „C”.

Na­stą­pi­ła chwi­la ci­szy, nikt nie pod­no­sił rę­ki.

– Męż­czy­zna za osiem ty­się­cy zło­tych po raz pierw­szy – za­czął wy­li­czać pro­wa­dzą­cy. – Męż­czy­zna za osiem ty­się­cy zło­tych po raz dru­gi…

Męż­czy­zna z pla­kiet­ką „D” wciąż wpa­try­wał się w Do­ro­tę i pod­niósł rę­kę. Kon­fe­ran­sjer wy­po­wie­dział swo­je, a na mo­ni­to­rze po­ja­wił się tekst: „KO­BIE­TA – 10 000 zł”.

Nikt nie prze­bi­jał męż­czy­zny bez ma­ry­nar­ki.

– Ko­bie­ta za dzie­sięć ty­się­cy po raz pierw­szy – da­ło się sły­szeć znów pro­wa­dzą­ce­go. – Ko­bie­ta za dzie­sięć ty­się­cy po raz dru­gi, ko­bie­ta za dzie­sięć ty­się­cy po raz trze­ci.

Na­stą­pi­ła ci­sza.

– Wy­gry­wa pan „D”, któ­ry za­ofe­ro­wał dzie­sięć ty­się­cy zło­tych, aby roz­po­cząć od ko­bie­ty. Gra­tu­lu­ję, tak się wła­śnie sta­nie – pod­su­mo­wał pro­wa­dzą­cy.

Co się tu od­pier­da­la?! – za­sta­na­wiał się Se­ba­stian. Pró­bo­wał po­ru­szyć rę­ka­mi, ale nie drgnę­ły na­wet o pół cen­ty­me­tra. Ob­rę­cze na nad­garst­kach, przy­mo­co­wa­ne do drew­nia­ne­go krze­sła, nie po­zwa­la­ły na ja­kie­kol­wiek ru­chy. To sa­mo do­ty­czy­ło nóg. Naj­gor­sze, że nie mógł po­ru­szyć na­wet gło­wą. Wi­dział żo­nę ką­tem oka i wy­czu­wał, że jest bar­dzo zde­ner­wo­wa­na. Wpa­tru­ją­cy się w nią ły­sy męż­czy­zna za­pła­cił aż dzie­sięć ty­się­cy, aby to, na co wszy­scy cze­ka­li, roz­po­czę­ło się od niej. Prze­cież fa­cet nie wie­dział na­wet, kim ona jest! Dla­cze­go więc aku­rat na nią się uparł?

Oso­by za szy­bą za­cho­wy­wa­ły się dziw­nie. Nikt z nich nie mó­wił, tyl­ko wpa­try­wa­li się w Do­ro­tę. Sły­sząc sło­wa męż­czy­zny pro­wa­dzą­ce­go li­cy­ta­cję, na­dal sta­ra­ła się prze­ko­ny­wać, że obec­ność ob­cych lu­dzi jest spe­cjal­ną mo­dy­fi­ka­cją ich sce­na­riu­sza. Chcia­ła my­śleć, że nie­ba­wem Do­mi­na Sa­wa roz­pocz­nie za­ba­wę wła­śnie od niej. Nie mia­ła jed­nak po­ję­cia, co ci ob­ser­wa­to­rzy tu­taj ro­bią i dla­cze­go wszy­scy na nich pa­trzą. Opa­no­wa­ła ją wście­kłość. Nie­ba­wem Sa­wa uży­je ga­dże­tów, a Do­ro­ta pra­gnę­ła ce­le­bro­wać tę chwi­lę tyl­ko z mę­żem. Te­raz, pa­trząc na je­de­nast­kę osób po dru­giej stro­nie szy­by, cał­ko­wi­cie stra­ci­ła ocho­tę na ja­ką­kol­wiek kon­ty­nu­ację te­go roz­kosz­ne­go wie­czo­ru. Po­sta­no­wi­ła w ja­kiś spo­sób dać znać Do­mi­nie, że za­ba­wa prze­sta­ła przy­pa­dać jej do gu­stu. Nie wie­dzia­ła, jak wy­po­wie sło­wo bez­pie­czeń­stwa, ma­jąc za­kne­blo­wa­ne usta, ale spró­bu­je mru­gać ocza­mi jak sza­lo­na. To po­win­no dać do my­śle­nia ko­bie­cie, któ­rej jed­nak wciąż w po­ko­ju nie by­ło.

Se­ba­stian uzmy­sło­wił so­bie, że coś jest bar­dzo nie w po­rząd­ku. Wszyst­kie za­pew­nie­nia men­tor­ki mo­gły być fał­szy­we. Jak wy­tłu­ma­czyć brak moż­li­wo­ści mó­wie­nia? Jak w tej sy­tu­acji użyć słów bez­pie­czeń­stwa?

Se­kun­dy mi­ja­ły, róż­ne my­śli prze­la­ty­wa­ły przez gło­wy mał­żon­ków. Zo­sta­ły jed­nak za­głu­szo­ne sło­wa­mi pro­wa­dzą­ce­go:

– Dro­dzy pań­stwo, te­raz wy­bie­rze­cie, od cze­go za­cznie­my. – Męż­czy­zna w smo­kin­gu mó­wił płyn­nie, ak­cen­tu­jąc każ­de sło­wo. – Ma­my kil­ka opcji do wy­bo­ru. Przed­sta­wię wa­rian­ty po ko­lei, pro­szę zde­cy­do­wać. Oto wy­bór, któ­ry ma­cie przed so­bą. – Na ekra­nie po­ja­wi­ły się opcje ozna­czo­ne od­po­wied­ni­mi cy­fra­mi. – Pro­szę spoj­rzeć na mo­ni­tor.

Se­ba­stian i Do­ro­ta wpa­try­wa­li się w nie­zro­zu­mia­łe dla nich na­pi­sy, nie ma­jąc po­ję­cia, co to wi­do­wi­sko ozna­cza. Pu­blicz­ność zer­ka­ła na ekran, któ­ry ak­tu­al­nie wy­świe­tlał tekst:

MA­ŁY PA­LEC DŁO­NI – 1

PA­LUCH STO­PY – 2

PRA­WA DŁOŃ – 3

LE­WA RĘ­KA – 4

PRA­WA NO­GA – 5

UCHO – 6

OKO – 7

NOS – 8

BRO­DAW­KA – 9

LE­WA PIERŚ – 10

Do­ro­ta by­ła wciąż prze­ko­na­na, że lu­dzie, na któ­rych pa­trzy, zde­cy­du­ją, od ja­kiej czę­ści jej cia­ła Do­mi­na Sa­wa za­cznie za­ba­wę. Wpraw­dzie nie wy­obra­ża­ła so­bie, co moż­na zro­bić z okiem w kon­tek­ście BDSM, jed­nak nie ta za­gwozd­ka sta­no­wi­ła jej zmar­twie­nie. Bar­dziej mar­twi­ła ją myśl, że ob­ser­wa­to­rzy bę­dą się na nich ga­pić, roz­ko­szu­jąc się ich wi­do­kiem. Nie mo­gła się do­cze­kać, kie­dy wró­ci men­tor­ka i zda so­bie spra­wę, że po­su­nę­ła się za da­le­ko, za­pra­sza­jąc tu­taj gru­pę dzie­się­ciu osób i kon­fe­ran­sje­ra.

– Li­cy­tu­je­my, jak zwy­kle, co je­den ty­siąc zło­tych do trzech po­dejść – kon­ty­nu­ował męż­czy­zna sto­ją­cy za try­bu­ną au­kcyj­ną. – Tra­dy­cyj­nie roz­po­czy­na­my od licz­by dzie­sięć. Je­że­li nie bę­dzie in­nych pro­po­zy­cji, za­cznie­my od le­wej pier­si ko­bie­ty. Za­tem: czy są in­ne opcje?

Pierw­szy pla­kiet­kę z cy­frą je­den pod­niósł ły­sy męż­czy­zna z dru­gie­go rzę­du.

– Ma­ły pa­lec za dwa ty­sią­ce – po­wie­dział pro­wa­dzą­cy.

Sie­dzą­cy na środ­ku w pierw­szym rzę­dzie pod­niósł pla­sti­ko­wą pla­kiet­kę z cy­frą dzie­więć, umo­co­wa­ną na wą­skim pa­ty­ku.

– Bro­daw­ka za trzy ty­sią­ce – da­ło się sły­szeć w po­miesz­cze­niu.

Do­ro­ta uj­rza­ła ko­bie­tę sie­dzą­cą obok męż­czy­zny, któ­ry ob­sta­wił bro­daw­kę, pod­no­sząc cy­frę czte­ry.

– Le­wa rę­ka za czte­ry ty­sią­ce.

Za­raz po­tem po­now­nie ak­tyw­ny oka­zał się ły­sy fa­cet z dru­gie­go rzę­du.

– Ma­ły pa­lec za pięć ty­się­cy.

Nikt już nie pod­no­sił ma­łych ta­bli­czek z cy­fra­mi i Se­ba­stian na­brał prze­ko­na­nia, że wi­dow­nia zde­cy­do­wa­ła, co wy­bra­ła.

– Ma­ły pa­lec za pięć ty­się­cy po raz dru­gi od pa­na „D”.

Ko­bie­ta z pierw­sze­go rzę­du ozna­czo­na sym­bo­lem „A” pod­nio­sła cy­frę pięć.

– Pra­wa no­ga za sześć ty­się­cy po raz pierw­szy…

Rę­ka męż­czy­zny z sym­bo­lem „D” wy­sko­czy­ła w gó­rę ni­czym ko­smicz­na ra­kie­ta star­tu­ją­ca w ko­smos.

– Bra­wo, ma­ły pa­lec po­now­nie, tym ra­zem za sie­dem ty­się­cy. – W gło­sie pro­wa­dzą­ce­go czu­ło się eu­fo­rię. – Ma­ły pa­lec po raz dru­gi, ma­ły pa­lec po raz trze­ci.

Nikt nie re­ago­wał, więc pro­wa­dzą­cy ude­rzył drew­nia­nym młot­kiem au­kcyj­nym w try­bu­nę i oznaj­mił:

– Za­tem zde­cy­do­wał pan „D”, ofe­ru­jąc kwo­tę sied­miu ty­się­cy zło­tych. Za­cznie­my od ma­łe­go pal­ca dło­ni. Wy­bor­nie.

Do­ro­ta od­wie­dzi­ła wcze­śniej kil­ka klu­bów dla swin­ger­sów, gdzie or­ga­ni­zo­wa­no róż­ne­go ro­dza­ju im­pre­zy, ale ni­g­dy nie spo­tka­ła się tam z żad­ną li­cy­ta­cją. Za­sta­na­wia­ła się, czy pie­nią­dze ofe­ro­wa­ne przez lu­dzi z wi­dow­ni są re­al­ne i je­że­li tak, to kto na tym za­ra­bia. Po­dej­rze­wa­ła, że ty­sią­ce zło­tych mo­gą za­si­lać miej­sce, w któ­rym się znaj­do­wa­li, lub tra­fić do ja­kiejś fun­da­cji. Choć po­mysł li­cy­ta­cji był cie­ka­wy, wy­so­kie staw­ki przy­pra­wia­ły ją o za­wrót gło­wy. Naj­wy­raź­niej wi­dzo­wie by­li ma­jęt­ni.

Se­ba­stian zda­wał so­bie spra­wę, że już kil­ka do­brych mi­nut te­mu prze­kro­czo­no gra­ni­cę te­go, co uznał­by za ak­cep­to­wal­ne. Cho­ciaż mie­li się pod­po­rząd­ko­wać su­ge­stiom i wo­li do­mi­ny, sce­na­riusz, w któ­rym ob­cy lu­dzie de­cy­du­ją o tym, co się z ni­mi sta­nie, był prze­ra­ża­ją­cy. Do­dat­ko­wo dziw­na li­cy­ta­cja przy­pra­wia­ła go o dresz­cze. Miał wra­że­nie, że lu­dzie po dru­giej stro­nie szy­by nie są do nich przy­jaź­nie na­sta­wie­ni.

– Ope­ra­to­rem ko­bie­ty bę­dzie dzi­siaj An­to­ni, któ­re­go do­brze pań­stwo zna­cie. – Pro­wa­dzą­cy ca­ły czas zwra­cał się do lu­dzi sie­dzą­cych w fo­te­lach. Ani raz nie wy­po­wie­dział sło­wa w stro­nę mał­żeń­stwa. – Po­ja­wi się już za chwi­lę, aby roz­po­cząć spek­takl, na któ­ry przy­by­li­ście. Moi dro­dzy, ży­czę wspa­nia­łej za­ba­wy. De­lek­tuj­cie się każ­dym ru­chem An­to­nie­go i je­go obiek­tu. Po­wró­cę do was po pierw­szym ak­cie. Mi­łe­go oglą­da­nia.

Skło­nił się ni­sko pu­blicz­no­ści i od­da­lił. Po kil­ku se­kun­dach mał­żon­ko­wie prze­sta­li go wi­dzieć. Nie wie­dzie­li, czy opu­ścił po­kój, w któ­rym sie­dzia­ła wi­dow­nia, czy tyl­ko od­su­nął się na bok. Stra­ci­li go z oczu i to był je­dy­ny pew­nik. Za­sta­na­wia­li się, kim jest An­to­ni. Co mia­ło zna­czyć na­zy­wa­nie Do­ro­ty obiek­tem? Czym ope­ro­wał bę­dzie nie­zna­ny im męż­czy­zna? Gdzie, do cho­le­ry, jest do­mi­na?

Se­ba­stian chciał na­tych­miast uzy­skać od­po­wie­dzi na te py­ta­nia. Do­ro­ta rów­nież sie­dzia­ła za­nie­po­ko­jo­na, jed­nak wy­cze­ki­wa­ła roz­wo­ju sy­tu­acji z więk­szym opa­no­wa­niem. To prze­ro­dzi­ło się jed­nak w strach, gdy ob­cy męż­czy­zna po­ja­wił się w po­ko­ju.

Z po­cząt­ku usły­sze­li za so­bą dźwięk zam­ka, a na­stęp­nie od­głos uchy­la­nych drzwi i wy­czu­li, że ktoś wszedł do po­miesz­cze­nia. Ką­tem oka doj­rze­li zbli­ża­ją­cy się cień, któ­ry prze­obra­ził się w re­al­ną po­stać. Męż­czy­zna prze­szedł obok nich, skrę­ca­jąc w stro­nę wiel­kiej sza­fy.

Se­ba­stian chciał za­pro­te­sto­wać. Do­ro­ta po­czu­ła dresz­cze prze­cho­dzą­ce po cie­le. Za­miast Do­mi­ny Sa­wy w po­miesz­cze­niu ra­zem z ni­mi prze­by­wał nie­zna­ny im ol­brzym, któ­ry z pew­no­ścią mie­rzył po­nad metr dzie­więć­dzie­siąt. Po­tęż­nie zbu­do­wa­ny, naj­wy­raź­niej spę­dzał na si­łow­ni wię­cej cza­su niż sta­ty­stycz­ny Ko­wal­ski. Nie miał na so­bie ko­szu­li. Uj­rze­li fan­ta­stycz­nie roz­bu­do­wa­ną klat­kę pier­sio­wą i umię­śnio­ne ple­cy. Po­tęż­ne bi­cep­sy wy­rzeź­bio­ne przez la­ta ćwi­czeń im­po­no­wa­ły Do­ro­cie, jed­nak sy­tu­acja nie po­zwa­la­ła cie­szyć się wi­do­kiem ob­ce­go. Mi­mo na­gie­go tor­su męż­czy­zna za­dbał o resz­tę gar­de­ro­by. Za­trosz­czył się na­wet po­nad stan­dard, bo je­go twarz w ca­ło­ści za­kry­wa­ła czar­na ma­ska. W skó­rza­nym ma­te­ria­le da­ło się za­uwa­żyć tyl­ko ma­łe otwo­ry na oczy i usta. Kul­tu­ry­stycz­nie zbu­do­wa­ny wiel­ko­lud no­sił czar­ne skó­rza­ne spodnie, zbyt opię­te, jed­nak po­twier­dza­ły, że no­gi są rów­nie umię­śnio­ne co resz­ta cia­ła. Czar­ne tra­pe­ry do­peł­nia­ły ca­ło­ści je­go stro­ju, na dło­nie za­ło­żył ciem­ne la­tek­so­we rę­ka­wicz­ki.

W mo­men­cie gdy pod­szedł do sza­fy i ją otwo­rzył, po dru­giej stro­nie szy­by po­ja­wi­ły się pie­lę­gniar­ki, któ­re wi­ta­ły wcze­śniej mał­żon­ków przy wej­ściu do re­zy­den­cji. Trzy­ma­ły srebr­ne ta­ce, na któ­rych uło­żo­no szklan­ki peł­ne al­ko­ho­lu. Prze­cha­dza­jąc się po­mię­dzy ludź­mi z wi­dow­ni, z pro­mie­ni­sty­mi uśmie­cha­mi roz­da­wa­ły dwu­na­sto­let­nią whi­sky z de­sty­lar­ni Glen­fid­dich. Ele­ganc­ko ubra­ni uczest­ni­cy spo­tka­nia ocho­czo się­ga­li po trun­ki i uprzej­mie dzię­ko­wa­li ślicz­nym ho­stes­som za kul­tu­ral­ną i mi­łą ob­słu­gę.

Gdy kul­tu­ry­sta od­wró­cił się w stro­nę Se­ba­stia­na i Do­ro­ty, uwię­zie­ni na krze­słach mał­żon­ko­wie po­czu­li ogar­nia­ją­ce ich prze­ra­że­nie. Chwi­lę te­mu li­czy­li na to, że po pro­stu za­stą­pi do­mi­nę, jed­nak przed­miot, któ­ry trzy­mał w opusz­czo­nej rę­ce, spo­wo­do­wał, że ich zmro­zi­ło.

Sak­so­fon po­łą­czo­ny ze skrzyp­ca­mi grał na­dal, rów­nie ci­cho co na po­cząt­ku. Na­strój mógł­by fak­tycz­nie uj­mo­wać, zwa­żyw­szy że w po­ko­ju pa­no­wał kli­ma­tycz­ny pół­mrok. Jed­nak se­ka­tor w dło­ni męż­czy­zny nie po­zwa­lał na de­lek­to­wa­nie się mu­zy­ką.

Męż­czy­zna z go­łym tor­sem ru­szył do przo­du. Szedł nor­mal­nie, ani szyb­ko, ani wol­no. Zbli­żał się do Do­ro­ty, któ­ra nie wie­dzia­ła, co ją cze­ka. Kon­ster­na­cja, w ja­ką po­pa­dła, nie po­zwa­la­ła jej uzmy­sło­wić so­bie te­go, co się za chwi­lę sta­nie.

Se­ba­stian wi­dział ką­tem oka po­tęż­ne­go męż­czy­znę, któ­ry za­trzy­mał się obok je­go żo­ny. Do­ro­ta mu­sia­ła zda­wać so­bie już spra­wę z in­ten­cji An­to­nie­go, gdyż za­ci­snę­ła obie dło­nie w pię­ści. Ko­los sta­nął bo­kiem, nie chcąc za­sła­niać swo­ją po­stu­rą wi­do­ku pu­blicz­no­ści, któ­ra wpa­try­wa­ła się z za­in­te­re­so­wa­niem przed sie­bie. Uwię­zio­ny, sie­dzą­cy bez moż­li­wo­ści ru­chu trzy­dzie­sto­pię­cio­la­tek krzy­czał w ma­skę, aby wiel­ko­lud zo­sta­wił Do­ro­tę w spo­ko­ju. Sza­mo­tał się przy tym, nie­ste­ty bez żad­nych re­zul­ta­tów.

Tym­cza­sem męż­czy­zna wy­brał dłoń ko­bie­ty, któ­rą miał się za chwi­lę za­jąć, stu­ka­jąc w nią jed­nym ze swo­im du­żych pal­ców umiesz­czo­nych w rę­ka­wicz­ce. Ruch ten ewi­dent­nie da­wał do zro­zu­mie­nia za­kne­blo­wa­nej ko­bie­cie, aby roz­luź­ni­ła rę­kę i po­ka­za­ła mu pal­ce. Do­ro­ta na­to­miast za­cho­wa­ła się od­wrot­nie do ocze­ki­wań ope­ra­to­ra. Za­ci­snę­ła jesz­cze moc­nej pięść i pró­bo­wa­ła krzy­czeć w kne­bel. Żad­ne sło­wo nie mo­gło wy­do­być się z jej ust i zo­stać zro­zu­mia­ne. Nie po­tra­fi­ła po­jąć, co się dzie­je. Dla­cze­go wiel­ki męż­czy­zna stoi obok ze zło­wiesz­czo wy­glą­da­ją­cym se­ka­to­rem w dło­niach? By­ła pew­na za­mia­ru nie­zna­jo­me­go, mia­ła dość prze­by­wa­nia w tym po­miesz­cze­niu. Chcia­ła za­koń­czyć po­kaz, pra­gnę­ła, aby usta­le­nia, któ­re wy­pra­co­wa­li z Do­mi­ną Sa­wą, by­ły re­spek­to­wa­ne. Ty­le że do­mi­ny ni­g­dzie w po­bli­żu nie by­ło.

Męż­czy­zna nie po­pro­sił Do­ro­ty dru­gi raz o roz­luź­nie­nie wy­bra­nej przez sie­bie dło­ni. Nie ode­zwał się, nie stuk­nął rów­nież po­now­nie pal­cem w za­ci­śnię­tą pięść. Za­mach­nął się za to moc­no i ude­rzył ją otwar­tą dło­nią w twarz. Si­ła ude­rze­nia oka­za­ła się spo­ra, wi­dow­nia uj­rza­ła, jak jej gło­wa za­drża­ła, a dłoń au­to­ma­tycz­nie się roz­luź­ni­ła. Ko­bie­ta po­czu­ła dwie rze­czy jed­no­cze­śnie – krew pod ma­te­ria­łem ma­ski, praw­do­po­dob­nie na war­gach, oraz moc­ny uścisk męż­czy­zny, któ­ry chwy­cił jed­ną rę­ką jej dłoń i wy­pro­sto­wał pal­ce. Ob­ręcz trzy­ma­ją­ca nad­gar­stek Do­ro­ty przy pod­ło­kiet­ni­ku nie po­zwa­la­ła na pod­nie­sie­nie dło­ni wy­żej, ale naj­wy­raź­niej męż­czyź­nie to nie prze­szka­dza­ło. Dru­gą rę­ką spraw­nie wło­żył ostrza se­ka­to­ra po­mię­dzy naj­mniej­szy pa­lec i zbli­żył do sie­bie rącz­ki na­rzę­dzia.

Se­ba­stian ką­tem oka uj­rzał żo­nę, któ­ra wy­da­wa­ła z sie­bie ja­kieś nie­zro­zu­mia­łe dźwię­ki, rzu­ca­jąc się na krze­śle. Pa­trzył na męż­czy­znę na­zwa­ne­go przez pro­wa­dzą­ce­go An­to­nim. Fa­cet pod­niósł od­cię­ty pa­lec, a lu­dzie na wi­dow­ni za­czę­li bić bra­wo.

To nie mo­gła być praw­da! To nie mo­gło dziać się na­praw­dę! Ser­ce Se­ba­stia­na pod­sko­czy­ło do gar­dła, przy­spie­sza­jąc bi­cie do mak­sy­mal­nej pręd­ko­ści. Po­dob­nie jak Do­ro­ta wy­gi­nał spa­zma­tycz­nie cia­ło. Wrzesz­czał pod psią ma­ską. W koń­cu prze­ra­że­nie go spa­ra­li­żo­wa­ło. Mózg pod­po­wia­dał dal­sze kosz­mar­ne sce­na­riu­sze.

Do­ro­ta pierw­sza usły­sza­ła, że ktoś wszedł do po­ko­ju. Se­ba­stia­na ogar­nął więk­szy szok, choć to ona stra­ci­ła wła­śnie ma­ły pa­lec dło­ni. Zda­ła so­bie spra­wę z obec­no­ści pie­lę­gnia­rek. Dziew­czy­ny sta­nę­ły obok oka­le­czo­nej ko­bie­ty. Jed­na z nich ode­bra­ła od sa­dy­sty od­cię­ty pa­lec i scho­wa­ła go do ma­łe­go, ele­ganc­kie­go pu­deł­ka z ko­kard­ką. Dru­ga kuc­nę­ła przy Do­ro­cie i za­czę­ła za­kła­dać opa­tru­nek na zra­nio­ną dłoń.

Do­ro­ta nie wie­dzia­ła, czy szok i wście­kłość spo­wo­do­wa­ły, że prze­sta­ła kon­cen­tro­wać się na bó­lu, któ­ry na­tych­miast po­ja­wił się po am­pu­ta­cji pal­ca. Po­czu­ła łzę w oku, chcia­ła­by ze­rwać z sie­bie la­tek­so­wą ma­skę i zejść z te­go prze­klę­te­go krze­sła. Za­sko­cze­nie, gwał­tow­na zmia­na sce­na­riu­sza i pul­su­ją­cy ból prze­szka­dza­ły jej w lo­gicz­nym my­śle­niu. Nie chcia­ła uwie­rzyć, że to wy­da­rzy­ło się na­praw­dę. Szok i gwał­tow­ny skok ci­śnie­nia spra­wi­ły, że jej cia­ło szar­pa­ły skur­cze.

Pie­lę­gniar­ki i sa­dy­sta opu­ści­li po­miesz­cze­nie. Kie­dy Do­ro­ta po­now­nie zo­ba­czy­ła kon­fe­ran­sje­ra zbli­ża­ją­ce­go się do try­bu­ny au­kcyj­nej, nie do­pusz­cza­ła do sie­bie my­śli, że w cią­gu kil­ku mi­nut wy­da­rzy się coś jesz­cze bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce­go. Ode­pchnę­ła od sie­bie sło­wa męż­czy­zny w smo­kin­gu, któ­ry mó­wił o po­szcze­gól­nych czę­ściach cia­ła jej mę­ża. Kie­dy na ekra­nie po­ja­wi­ło się po­twier­dze­nie, nie by­ła w sta­nie wy­raź­nie prze­czy­tać cyfr. Nie po­zwa­la­ły na to łzy, gro­ma­dzą­ce się w oczach pod ma­ską. Do­pie­ro gdy pro­wa­dzą­cy roz­po­czął li­cy­ta­cję, do­tar­ło do niej, że zwy­rod­nial­cy pla­nu­ją te­raz zro­bić krzyw­dę Se­ba­stia­no­wi.

– Trzy ty­sią­ce od pa­na „B” dla ucha po raz dru­gi. – Usły­sza­ła spo­koj­ny głos au­kcjo­ne­ra, po czym do­strze­gła ruch ko­goś, kto pod­niósł ta­blicz­kę z in­ną cy­frą.

Se­ba­stian nie słu­chał li­cy­ta­cji. Wi­dział tyl­ko po­szcze­gól­ne oso­by pod­no­szą­ce ta­blicz­ki, a w tle pro­wa­dzą­cy pod­bi­jał staw­kę. Wrzesz­czał na ca­łe gar­dło, wo­ła­jąc po­mo­cy, ale psia ma­ska nie po­zwa­la­ła wy­raź­nie ar­ty­ku­ło­wać słów. Za­miast te­go wy­do­by­wa­ło się bu­cze­nie, któ­re za­głu­sza­ła ci­cho gra­ją­ca mu­zy­ka oraz głos li­cy­ta­to­ra.

Do­ro­ta od­dy­cha­ła szyb­ko. Nie ogar­nia­ła umy­słem wszyst­kie­go, jed­nak zmy­sły prze­two­rzy­ły ostat­nie sło­wa męż­czy­zny w smo­kin­gu, szcze­gól­nie koń­ców­kę wy­po­wia­da­ne­go przez nie­go zda­nia:

– Ucho po raz trze­ci za dzie­więć ty­się­cy zło­tych od pa­na „B”. Gra­tu­lu­ję wy­bo­ru. Dzi­siaj ope­ra­to­rem obiek­tu bę­dzie Ni­ko­la, któ­ra jest z na­mi od nie­daw­na, ale nie­któ­rzy z pań­stwa mie­li już oka­zję ją oglą­dać w ak­cji. Gwa­ran­tu­ję do­brą za­ba­wę, de­lek­tuj­cie się każ­dym jej ru­chem. Do zo­ba­cze­nia po ko­lej­nym ak­cie.

Pro­wa­dzą­cy po­now­nie znik­nął z po­la wi­dze­nia uwię­zio­nych mał­żon­ków, a sie­dzą­cy przo­dem do nich zo­ba­czy­li oso­bę, któ­ra we­szła do po­ko­ju i sta­nę­ła obok krze­seł. Mał­żeń­stwo zwró­ci­ło na nią uwa­gę, gdy ko­bie­ta, pa­trząc na pu­blicz­ność, skło­ni­ła się uprzej­mie jak ak­tor­ka po za­koń­czo­nym spek­ta­klu w te­atrze.

Po­dob­nie jak w przy­pad­ku An­to­nie­go trud­no by­ło osza­co­wać wiek Ni­ko­li. Dziew­czy­na mia­ła na so­bie czar­ne skó­rza­ne spodnie, któ­re wrzy­na­ły się w jej no­gi. Mu­sia­ła mieć oko­ło me­tra sie­dem­dzie­się­ciu pię­ciu cen­ty­me­trów, a w bu­tach na ob­ca­sie wy­da­wa­ła się jesz­cze wyż­sza. W prze­ci­wień­stwie do An­to­nie­go nie mia­ła na­gie­go tor­su, no­si­ła ele­ganc­ką bia­łą ko­szu­lę, któ­ra opa­da­ła na jej po­ślad­ki. Naj­bar­dziej in­te­re­su­ją­co wy­glą­da­ła la­tek­so­wa ma­ska, któ­rą za­ło­ży­ła na twarz. Roz­po­czy­na­ła się już od szyi, opla­ta­jąc ją i za­cho­dząc do gó­ry. Czar­na jak smo­ła, a przy dwóch otwo­rach na oczy oraz jed­nym na usta wy­dzie­lo­no cha­rak­te­ry­stycz­ną ob­wód­kę w bia­łym ko­lo­rze. Dwa sztucz­ne blond war­ko­cze uzu­peł­nia­ły ca­łość wy­glą­du. Wło­sy opa­da­ły na ra­mio­na, a czer­wo­na szmin­ka na peł­nych, du­żych jak u ciem­no­skó­rej ustach wy­raź­nie pod­kre­śla­ła jej na­tu­ral­ne kon­tu­ry.

Mał­żon­ko­wie ner­wo­wo sza­mo­ta­li się na krze­słach, chcąc je na­tych­miast opu­ścić. Nikt jed­nak się nie kwa­pił, aby ich oswo­bo­dzić. Ob­ser­wu­ją­cych ich lu­dzi do­dat­ko­wo to po­bu­dza­ło.

Ni­ko­la po­de­szła do sza­fy i wy­cią­gnę­ła z niej ma­łą ręcz­ną pi­łę, co spo­tę­go­wa­ło prze­ra­że­nie oboj­ga mał­żon­ków. Przez dłuż­szy czas przy­glą­da­ła się na­rzę­dziu, jak­by oce­nia­ła je­go funk­cjo­nal­ność. Być mo­że roz­wa­ża­ła, czy bę­dzie od­po­wied­nie do od­ci­na­nia po­szcze­gól­nych frag­men­tów cia­ła, al­bo mo­że po pro­stu chcia­ła te­atral­nie pod­nieść na­pię­cie pa­nu­ją­ce wśród wi­dow­ni. W pew­nym mo­men­cie jej uwa­ga prze­nio­sła się na Se­ba­stia­na. Po­de­szła do nie­go po­wo­li i gdy za­trzy­ma­ła się przy nim, po­gła­ska­ła go po psiej ma­sce ni­czym mat­ka, któ­ra głasz­cze swo­je dziec­ko za do­bre za­cho­wa­nie. W koń­cu mu ją ścią­gnę­ła, a on od­czuł ulgę, gdy nie­wy­god­ny ma­te­riał prze­stał ści­skać je­go gło­wę.

W mo­men­cie gdy twarz zo­sta­ła cał­ko­wi­cie oswo­bo­dzo­na, za­czął krzy­czeć.

– Czer­wo­ne, kur­wa, czer­wo­ne! Prze­stań­cie! Kur­wa, dość! Zo­staw­cie mnie, je­ste­ście po­je­ba­ni! – Z je­go ust wy­do­by­wa­ły się wy­zwi­ska i obe­lgi, na któ­re nikt nie zwra­cał uwa­gi.

Ża­ło­wał, że na­dal miał usztyw­nio­ną gło­wę. Ob­ro­ża ota­cza­ła mu szy­ję, przy­trzy­mu­jąc ją przy opar­ciu krze­sła.

– Głu­pie chu­je! Uwol­nij­cie nas w tej chwi­li! Za­je­bię was, za­pła­ci­cie za to! – krzy­czał. – Gdzie jest ta kur­wa Sa­wa?! Za­wo­łaj ją, szma­to, niech tu­taj wró­ci. Za­je­bię ją, zdra­dziec­ką dziw­kę!

Wrza­ski i krzy­ki męż­czy­zny w ogó­le nie prze­szka­dza­ły Ni­ko­li. Mu­sia­ła być do nich przy­zwy­cza­jo­na i ten fakt naj­bar­dziej za­trwo­żył sie­dzą­cą obok Do­ro­tę, któ­ra po­wo­li za­czy­na­ła kla­row­niej my­śleć. Wie­dzia­ła, że nikt z pu­blicz­no­ści im nie po­mo­że. Wi­dzo­wie pła­ci­li ogrom­ną ka­sę, aby na ży­wo oglą­dać ich tor­tu­ry. Za­sta­na­wia­ła się, co mo­że uczy­nić, aby za­po­biec dal­szym pla­nom sza­lo­nej gru­py. Nic jed­nak sen­sow­ne­go nie przy­cho­dzi­ło jej do gło­wy.

Jej mąż wciąż rzu­cał obe­lga­mi. Ko­bie­ta w ma­sce wy­ję­ła z kie­sze­ni spodni bia­łe jak jej ko­szu­la rę­ka­wicz­ki i za­ło­ży­ła je na dło­nie, po czym jed­ną rę­ką od­chy­li­ła pra­we ucho sie­dzą­ce­go, a dru­gą przy­ło­ży­ła do nie­go pi­łę i za­czę­ła wy­ko­ny­wać re­gu­lar­ne ru­chy.

Se­ba­stian prze­stał rzu­cać wy­zwi­ska­mi. Prze­stał rów­nież się od­gra­żać. Wrzask spo­wo­do­wa­ny nie­mi­ło­sier­nym bó­lem za­owo­co­wał bra­wa­mi pu­blicz­no­ści. Do­ro­ta nie są­dzi­ła, że jej mąż jest w sta­nie tak gło­śno wyć i skam­leć na prze­mian. Sa­dyst­ka z ucie­chą wsłu­chi­wa­ła się w każ­dy dźwięk wy­do­by­wa­ją­cy się z ust uwię­zio­ne­go, któ­re­go cier­pie­nie sta­no­wi­ło dla niej źró­dło nie­opi­sa­nej przy­jem­no­ści. W pew­nym mo­men­cie za­prze­sta­ła am­pu­ta­cji. Ucho zo­sta­ło od­cię­tę do po­ło­wy. Opu­ści­ła rę­kę, a dru­gą dło­nią po­gła­dzi­ła wło­sy Se­ba­stia­na, jak­by gła­ska­ła pła­czą­ce dziec­ko. W pew­nym mo­men­cie kuc­nę­ła przo­dem do nie­go, po­ło­ży­ła dłoń na na­gim ko­la­nie i nic wię­cej nie ro­biąc, wpa­try­wa­ła się w pła­czą­ce­go.

Od­wza­jem­nił spoj­rze­nie i rów­nież za­wie­sił wzrok na opraw­czy­ni. Uj­rzał wiel­kie nie­bie­skie oczy i czar­ne jak wę­giel dłu­gie rzę­sy wy­sta­ją­ce spod la­tek­su. Nie mó­wił już nic, nie miał si­ły na żad­ne sło­wa, ból da­wał się mu we zna­ki, wy­ra­żał nie­na­wiść spoj­rze­niem. Ko­bie­ta do­sko­na­le od­czy­ta­ła je­go emo­cje. Wie­dzia­ła, że spoj­rze­nie ran­ne­go nie wy­ra­ża bła­ga­nia o li­tość, lecz po­gar­dę. Uśmiech­nę­ła się, a on uj­rzał zmie­nia­ją­cy się kształt czer­wo­nych warg. Nie po­ja­wił się jed­nak przy­ja­ciel­ski uśmiech, lecz szy­der­czy, pew­ny sie­bie gest mó­wią­cy, że prze­grał i nie wie, co go jesz­cze cze­ka.

Na­gle wsta­ła, po­zo­sta­wia­jąc za­krwa­wio­ną pi­łę u swych stóp. Pal­ca­mi dwóch dło­ni chwy­ci­ła na wpół od­cię­te ucho i szarp­nę­ła nim z ca­łej si­ły. Prze­raź­li­wy wrzask znów wy­do­był się z ust tor­tu­ro­wa­ne­go męż­czy­zny. Se­ba­stian po­czuł ból roz­sa­dza­ją­cy czasz­kę, naj­więk­szy w oko­li­cy głę­bo­kiej ra­ny. Ko­bie­ta spo­wo­do­wa­ła, że na­rząd słu­chu ode­rwał się bar­dziej, ale jed­no szarp­nię­cie nie za­ła­twi­ło spra­wy. Nie spo­tka­ło się to z en­tu­zja­zmem opraw­czy­ni, któ­ra li­czy­ła, że na­de­rwa­ne ucho pod wpły­wem si­ły jej rąk ode­rwie się do koń­ca. Nie­usa­tys­fak­cjo­no­wa­na po­now­nie chwy­ci­ła pi­łę i znów od­chy­li­ła mał­żo­wi­nę, aby ostrze me­ta­lu mo­gło wbić się do­kład­niej w na­de­rwa­ny na­rząd.

Dwa szyb­kie ru­chy spo­wo­do­wa­ły, że po kil­ku se­kun­dach trzy­ma­ła w dło­ni ode­rwa­ne, krwa­wią­ce ucho, któ­re po chwi­li trium­fal­nie pod­nio­sła. Bu­rza okla­sków i okrzy­ki po­dzi­wu prze­to­czy­ły się wśród pu­blicz­no­ści.

Do­ro­ta nie sły­sza­ła już wrza­sków mę­ża. Ką­tem oka do­strze­gła, jak bez­wład­nie zwie­sił gło­wę. W miej­scu, gdzie jesz­cze przed chwi­lą mo­gła doj­rzeć ucho Se­ba­stia­na, po­ja­wi­ła się spo­ra otwar­ta i krwa­wią­ca ra­na. Sły­sza­ła je­go ję­ki, a pod no­sem za­uwa­ży­ła zwi­sa­ją­ce glu­ty. Śli­na z ust ka­pa­ła na na­gi tors. Ból, któ­ry od­czu­wał sie­dzą­cy obok niej męż­czy­zna, do­pro­wa­dzał ją do za­ła­ma­nia ner­wo­we­go.

W po­ko­ju po­now­nie po­ja­wi­ły się pie­lę­gniar­ki. Jed­na z nich ode­bra­ła od Ni­ko­li am­pu­to­wa­ne ucho i scho­wa­ła je, po­dob­nie jak w przy­pad­ku pal­ca Do­ro­ty, do ma­łe­go pu­deł­ka. Dru­ga pie­lę­gniar­ka, klę­cząc obok wy­ją­ce­go Se­ba­stia­na, opa­try­wa­ła mu świe­żą ra­nę. Po chwi­li za­apli­ko­wa­ła męż­czyź­nie za­strzyk prze­ciw­bó­lo­wy, któ­ry po kil­ku mi­nu­tach spra­wił, że uwię­zio­ny po­czuł, jak od­cho­dzi ból, a miej­sce, w któ­rym miał nie­daw­no ucho, prze­sta­ło pul­so­wać, sta­jąc się zim­ne i zdrę­twia­łe. Ni­ko­la ukło­ni­ła się pu­blicz­no­ści i za­raz po mło­dych dziew­czy­nach wy­szła z po­ko­ju, po­zo­sta­wia­jąc mał­żon­ków sa­mych.

Do­ro­ta mo­dli­ła się, aby to był już ko­niec. Pra­gnę­ła z ca­łe­go ser­ca, aby lu­dzie, któ­rzy pła­cą za za­da­wa­nie cier­pie­nia, po­szli w cho­le­rę i zo­sta­wi­li ich w spo­ko­ju. In­tu­icja pod­po­wia­da­ła jej jed­nak, że to nie ko­niec kosz­ma­ru. Wkrót­ce na­dej­dzie jej ko­lej. Ba­ła się, wi­dząc, co spo­tka­ło Se­ba­stia­na. Utra­ta pal­ca wy­da­wa­ła się bła­host­ką. Mia­ła prze­czu­cie, że opraw­cy do­pie­ro się roz­grze­wa­ją, zo­sta­wia­jąc so­bie naj­lep­sze na póź­niej.

Kon­fe­ran­sjer po­now­nie po­ja­wił się za szy­bą wśród wi­dow­ni.

– Ni­ko­la ma spon­ta­nicz­ność w so­bie, pro­szę pań­stwa – roz­po­czął mo­wę. – Nie moż­na się przy niej nu­dzić. Pa­miąt­ka w po­sta­ci ucha tra­fi oczy­wi­ście do pa­na „B”, zgod­nie z je­go wy­bo­rem. Ale cóż, czas bie­gnie, a przed na­mi… kto wie, co się jesz­cze wy­da­rzy. Prze­cho­dzi­my do ak­tu nu­mer trzy. Zde­cy­du­je­cie, moi mi­li, co An­to­ni zro­bi tym ra­zem z ko­bie­tą.

Se­ba­stian na­wet nie słu­chał te­go, o czym mó­wił pro­wa­dzą­cy. Za­ła­mał się. Sie­dział i sta­rał się nie my­śleć o ni­czym. Do­ro­ta z ko­lei my­śla­ła in­ten­syw­nie. Nie wie­dzia­ła jed­nak, w ja­ki spo­sób mo­że od­wró­cić ich los. We­wnętrz­ny głos mą­cił jej w gło­wie, in­for­mu­jąc ją, że to, co ich te­raz spo­ty­ka, jest ka­rą za wy­uz­da­ne ży­cie, ja­kie pro­wa­dzi­li. Sta­ra­ła się prze­ko­ny­wać sa­ma sie­bie, że ten hor­ror nie ma związ­ku z ich ero­tycz­ny­mi przy­go­da­mi. Uczest­ni­cząc w zor­ga­ni­zo­wa­nych or­giach, wy­mie­nia­jąc się part­ne­ra­mi, upra­wia­jąc seks z in­ny­mi ludź­mi, nie ro­bi­li ni­ko­mu krzyw­dy. Nie za­słu­ży­li na ta­kie tor­tu­ry, na śmierć, któ­ra bę­dzie im za­da­na w tak okrut­ny spo­sób. Jed­nak ten sam głos pod­po­wia­dał, aby się nie oszu­ki­wa­ła. Gdy­by nie by­li zbo­cze­ni, gdy­by nie pró­bo­wa­li cią­gle cze­goś no­we­go, nie przy­ję­li­by za­pro­sze­nia od nie­zna­jo­mej do­mi­ny i nie przy­je­cha­li­by tu­taj. Na ich miej­scach sie­dzie­li­by in­ni lu­dzie. Co ich pod­ku­si­ło z tym BDSM?

Wy­glą­da na to, że mo­ja fan­ta­zja speł­ni się po­nad nor­mę – szy­der­czo drwi­ła sa­ma z sie­bie, cze­ka­jąc na wer­dykt zwy­cięz­cy, któ­ry za­pła­ci naj­wię­cej za wy­bra­ny frag­ment jej cia­ła, któ­ry mu­sku­lar­ny opraw­ca ode­tnie.

Za­drę­cza­ła się my­śla­mi przez dłuż­szą chwi­lę, nie zwra­ca­jąc uwa­gi na li­cy­ta­cję, któ­ra już trwa­ła w naj­lep­sze. Do­pie­ro głos au­kcjo­ne­ra wy­rwał ją z za­du­my, gdy ten po­pra­wił mi­kro­fon, koń­cząc zda­nie.

– No­ga ko­bie­ty po raz dru­gi od pa­ni „F” za dwa­na­ście ty­się­cy zło­tych. Nie wi­dzę in­nych pro­po­zy­cji, za­tem no­ga ko­bie­ty po raz trze­ci od pa­ni „F” za dwa­na­ście ty­się­cy zło­tych koń­czy tę część spo­tka­nia. Gra­tu­lu­ję wy­bo­ru, z pew­no­ścią bę­dzie na co po­pa­trzeć. Ży­czę przy­jem­nych wra­żeń.

Do­ro­ta na no­wo za­czę­ła się sza­mo­tać. Gdy po­now­nie uj­rza­ła An­to­nie­go, zbla­dła. Wie­dzia­ła, że wszedł tu­taj dla niej. Zo­ba­czy­ła na ekra­nie du­ży na­pis: „NO­GA KO­BIE­TY – 12 000 zł” i wie­dzia­ła, co to ozna­cza. Czu­ła się ta­ka pięk­na, czę­sto uwo­dzo­na przez męż­czyzn. Bez pal­ca mo­gła­by na­dal przy­cią­gać uwa­gę Se­ba­stia­na i in­nych part­ne­rów, ale bez no­gi sta­nie się ka­le­ką, z któ­rą nikt nie bę­dzie chciał dzie­lić się na­mięt­ny­mi chwi­la­mi. Zga­ni­ła się za to, że w tak dra­ma­tycz­nej sy­tu­acji my­śli o sek­sie. Uświa­do­mi­ła so­bie, że po wszyst­kim i tak nie wyj­dzie z te­go ży­wa. Li­cy­tu­ją­cy, w prze­ci­wień­stwie do oka­le­cza­ją­cych ich sa­dy­stów, nie mie­li ma­sek. Nikt nie bę­dzie prze­cież ry­zy­ko­wał zi­den­ty­fi­ko­wa­nia. Z pew­no­ścią gdy zo­sta­ną z Se­ba­stia­nem wy­star­cza­ją­co oka­le­cze­ni, zwy­rod­nial­cy za­bi­ją ich z zim­ną krwią. Kto wie, mo­że na­wet wy­li­cy­tu­ją, ja­ką śmier­cią ma­ją odejść z te­go świa­ta? Ten prze­ra­ża­ją­cy wnio­sek na­ra­stał w jej umy­śle, a my­śli o przy­szło­ści sta­wa­ły się co­raz bar­dziej mrocz­ne. Czu­ła, że sy­tu­acja sta­je się bez wyj­ścia. Wal­czy­ła z po­czu­ciem bez­na­dziei, pró­bu­jąc od­na­leźć ja­ki­kol­wiek spo­sób na uciecz­kę, ale wszyst­kie dro­gi wy­glą­da­ły na stra­co­ne. Przy­szłość, któ­ra kie­dyś pre­zen­to­wa­ła się obie­cu­ją­co, te­raz przy­sła­nia­ło tyl­ko mrocz­ne wid­mo śmier­ci i cier­pie­nia.

My­śli i sza­leń­cze ru­chy Do­ro­ty usta­ły, gdy An­to­ni z du­żym ta­sa­kiem w rę­ce pod­szedł do niej i rąb­nął ją grzbie­tem na­rzę­dzia w gło­wę. To już dru­gi cios, ja­ki od nie­go dzi­siaj otrzy­ma­ła, ten jed­nak na­praw­dę oka­zał się moc­ny. Za­mro­czy­ło ją, ale nie na ty­le, aby nie za­uwa­żyć, że po­tęż­ne dło­nie w czar­nych rę­ka­wicz­kach się­ga­ją w jej stro­nę. Spo­strze­gła, że roz­darł ma­te­riał wie­czo­ro­wej suk­ni od de­kol­tu po sam dół. Go­ły biust uka­zał się przed pu­bli­ką w ca­łej oka­za­ło­ści. Od­dy­cha­ła szyb­ko, po­czu­ła dło­nie sa­dy­sty mię­dzy uda­mi i zo­rien­to­wa­ła się, że męż­czy­zna od­su­nął jed­ną no­gę od dru­giej na mak­sy­mal­ną od­le­głość.

Mu­sku­lar­ne rę­ce unio­sły to­pór nad gło­wę, po czym ostra stal opa­dła, wbi­ja­jąc się w jej udo. Wy­prę­ży­ła cia­ło na ty­le, na ile mo­gła so­bie po­zwo­lić. Prze­szył ją gi­gan­tycz­ny ból, ko­lej­ne łzy za­la­ły jej oczy i roz­my­ły ob­raz. Po­czu­ła, że opraw­ca wy­cią­ga głow­nię z ra­ny. Po chwi­li uj­rza­ła kon­tu­ry ostrza w gó­rze, zo­rien­to­wa­ła się, że pierw­sze ude­rze­nie nie spo­wo­do­wa­ło am­pu­ta­cji no­gi. Dru­ga fa­la bó­lu za­ata­ko­wa­ła jej cia­ło, co spo­wo­do­wa­ło za­mro­cze­nie. Nie wie­dzia­ła, czy tym ra­zem wiel­ko­lud po­do­łał za­da­niu, mo­dli­ła się, aby nie ude­rzał po­now­nie. Gdy uj­rza­ła w pod­nie­sio­nej rę­ce sa­dy­sty no­gę, z któ­rej ka­pa­ły kro­ple krwi, roz­pła­ka­ła się hi­ste­rycz­nie.

Se­ba­stian po­jął, że żo­na stra­ci­ła no­gę. Wi­dział tu­lą­ce się dwie pa­ry, sie­dzą­ce na skra­jach pierw­sze­go rzę­du. Oglą­da­li wy­czy­ny An­to­nie­go z otwar­ty­mi bu­zia­mi. Zro­zu­miał, że prze­by­wa wśród cho­rych psy­chicz­nie lu­dzi. Wi­dział psy­cho­pa­tów w róż­nych fil­mach, jed­nak ni­g­dy nie spo­tkał ich oso­bi­ście. Oba­wiał się, że umrze przed roz­en­tu­zja­zmo­wa­ną wi­dow­nią, po­dob­nie jak Do­ro­ta. Pra­gnął szyb­kiej śmier­ci, nie chciał już od­czu­wać bó­lu, wie­dział, do cze­go ci lu­dzie są zdol­ni. Pro­sił Bo­ga, aby w ko­lej­nej li­cy­ta­cji ktoś za­pła­cił za ku­lę w je­go gło­wie. Przy­pusz­czał jed­nak, że ta­ka opcja nie po­ja­wi się na­wet na ekra­nie. Psy­cho­pa­ci za do­brze się ba­wi­li, aby sa­mi za­pła­ci­li za szyb­szy ko­niec im­pre­zy.

No­ga Do­ro­ty zo­sta­ła za­pa­ko­wa­na do du­że­go pu­dła. Jed­na z pie­lę­gnia­rek, któ­ra mo­gła na­praw­dę mieć me­dycz­ne wy­kształ­ce­nie, na­ło­ży­ła ban­da­że na ra­nę na no­dze, opa­tru­jąc ją do­kład­nie. Za­strzyk, któ­ry Do­ro­ta otrzy­ma­ła za­raz po­tem, spo­wo­do­wał, że wy­rwa­ła się ze sta­nu omdle­nia. Ból w cu­dow­ny spo­sób za­ni­kał, co po­wo­do­wa­ło, że świa­do­mość sy­tu­acji, w ja­kiej się znaj­do­wa­li, do­pro­wa­dza­ła ją do psy­chicz­ne­go za­ła­ma­nia.

Se­ba­stian nie po­tra­fił osza­co­wać, ile cza­su mi­nę­ło od am­pu­ta­cji. Opa­trzo­no ra­nę, za­pa­ko­wa­no od­cię­tą no­gę ni­czym pre­zent i wy­nie­sio­no z po­ko­ju. Po­tem dziew­czy­ny po­ja­wi­ły się wśród co­raz we­sel­szej pu­blicz­no­ści i roz­da­ły ko­lej­ne szklan­ki whi­sky. Na­stęp­nie do­łą­czył do nich pro­wa­dzą­cy, któ­ry za­brał głos.

– Ależ się dzia­ło, praw­da? Mam na­dzie­ję, że po­do­ba­ło się nie tyl­ko pa­ni „F”, lecz wszyst­kim zgro­ma­dzo­nym. Przy­po­mi­nam, że jesz­cze nie koń­czy­my, chy­ba że tak zde­cy­du­je­cie. Są­dzę jed­nak, że war­to speł­nić swe ma­rze­nia i ba­wić się od­po­wied­nio dłu­go, aby prze­ży­cia, któ­re wam za­pew­nia­my, zo­sta­ły z wa­mi na za­wsze.

Pier­do­lo­ny mów­ca – po­my­ślał Se­ba­stian i za­pra­gnął, aby kon­fe­ran­sjer zdechł szyb­ciej, niż Bóg za­pla­no­wał to wzglę­dem te­go skur­wy­sy­na. Za­gry­zał war­gi do krwi i cze­kał, co przy­nie­sie los. Czuł, jak ki­pią w nim złość i bez­sil­ność, a my­śli krą­żą w cha­osie.

Pro­wa­dzą­cy spo­koj­nym to­nem wy­mie­nił czę­ści cia­ła, któ­re są w grze, po­dał ich od­po­wied­ni­ki w cy­frach i wy­świe­tlił je na mo­ni­to­rze. Nie­ste­ty nie pla­no­wa­no go te­raz za­bi­jać. Ży­cze­nie, aby za­bra­li mu ży­cie, jesz­cze się nie speł­ni. Fa­la zło­ści po­now­nie do­pa­dła Se­ba­stia­na, po­wo­du­jąc pa­ra­liż cia­ła.

Roz­po­czę­to li­cy­ta­cję. Wśród wi­dow­ni znów zro­bi­ło się ak­tyw­nie, każ­dy pra­gnął zde­cy­do­wać, ja­kim frag­men­tem cia­ła zaj­mie się Ni­ko­la. Staw­ka szła w gó­rę z mi­nu­ty na mi­nu­tę.

– Rę­ka męż­czy­zny po raz dru­gi za sześć ty­się­cy od pa­na „E”. – Se­ba­stian usły­szał li­cy­ta­to­ra, pró­bu­jąc choć tro­chę za­pa­no­wać nad ner­wa­mi. Już my­ślał, że nikt nie prze­bi­je staw­ki, jed­nak za­raz po­tem czter­dzie­sto­kil­ku­let­ni bru­net z pierw­sze­go rzę­du, ozna­czo­ny sym­bo­lem „B”, pod­niósł cy­frę pięć.

– Oko męż­czy­zny po raz pierw­szy od pa­na „B” za sie­dem ty­się­cy zło­tych. – Usły­szał ser­decz­ny głos pro­wa­dzą­ce­go i ser­ce za­bi­ło mu jak dzwon na Wa­we­lu.

Nie chciał stra­cić oka, już le­piej, gdy­by mie­li od­ciąć ko­lej­ne ucho al­bo no­gę, sto­pę, dłoń, pa­lec – co­kol­wiek, tyl­ko nie oko. Czuł, że jest na gra­ni­cy za­ła­ma­nia, ale mu­siał wal­czyć o ży­cie.

Ko­lej­ne oso­by ty­po­wa­ły in­ne czę­ści cia­ła i gdy już my­ślał, że skoń­czy się na no­dze, skur­wiel „B” po­now­nie opto­wał za je­go na­rzą­dem wzro­ku. Dziew­czy­na ścię­ta na chło­pa­ka, ozna­czo­na ja­ko „C”, tu­li­ła się do swo­je­go part­ne­ra. Se­ba­stian spo­strzegł, że wy­pi­ła za du­żo whi­sky. Nie prze­szka­dza­ło jej to w wy­bo­rze je­go no­sa. Li­cy­ta­tor od­czy­tał for­muł­kę, nikt in­ny nie pod­bił staw­ki, pa­dła in­for­ma­cja, że pa­ni „C” po raz dru­gi wy­bra­ła na­rząd wę­chu i wte­dy pier­do­lo­ny „B” z szel­mow­skim uśmie­chem na twa­rzy pod­niósł ta­blicz­kę. Se­ba­stian są­dził, że le­piej nie mieć no­sa niż oka, a wy­glą­da­ło na to, że tyl­ko te dwa wy­bo­ry po­zo­sta­ły w dal­szej grze.

Mło­dy chło­pak, któ­ry miał wię­cej że­lu na gło­wie niż wło­sów, szep­tał do uko­cha­nej, a dziew­czy­na za­raz po­tem wy­strze­li­ła rę­kę w gó­rę. „B” jed­nak nie od­pusz­czał, od ra­zu skon­tro­wał wy­bór ko­bie­ty i pod­niósł cy­frę. Wsta­wio­na dziew­czy­na prze­sko­czy­ła na ko­la­na wy­bran­ka i pa­trząc w oczy sie­dzą­ce­mu obok bru­ne­to­wi, da­ła do zro­zu­mie­nia, że nie po­pu­ści. Pod­bi­ła staw­kę. Otrzy­ma­ła bu­zia­ka od swo­je­go part­ne­ra, któ­ry za­raz po­tem za­czął ją na­mięt­nie ca­ło­wać. Męż­czyź­nie, po­dob­nie jak po­zo­sta­łym, nie prze­szka­dzał fakt miz­drze­nia się pu­blicz­nie mło­dych lu­dzi. Wy­ko­rzy­stał mo­ment i uniósł ta­blicz­kę. Li­cy­ta­tor, pe­łen uzna­nia, skwi­to­wał, że staw­ka jest już zna­czą­ca. Wy­da­wa­ło się, że gra to­czy się bar­dziej o pre­stiż niż o część cia­ła.

Dziew­czy­na, wi­dząc, ja­ki ob­rót przy­bra­ły spra­wy, od­su­nę­ła twarz od uko­cha­ne­go i ener­gicz­nie pod­nio­sła ta­blicz­kę. Tym ra­zem na sa­li roz­grz­mia­ły bra­wa, wy­ra­ża­ją­ce uzna­nie dla mło­dej, nie­ustę­pli­wej ko­bie­ty. Fa­cet spod li­ter­ki „B” ani my­ślał prze­gry­wać. Łyk­nął za­war­tość whi­sky, któ­ra po­zo­sta­ła mu w szklan­ce, i za­prze­czył pal­cem przed no­sem dum­nej dziew­czy­ny.

Tym ra­zem ko­bie­ta wstrzy­ma­ła się z pod­nie­sie­niem rę­ki. Męż­czy­zna trzy­ma­ją­cy ją na ko­la­nach szep­nął jej kil­ka słów do ucha. Od ra­zu spo­waż­nia­ła.

– Oko męż­czy­zny za dwa­dzie­ścia trzy ty­sią­ce od pa­na „B” po raz pierw­szy, oko męż­czy­zny za dwa­dzie­ścia trzy ty­sią­ce po raz dru­gi…

Mło­da dziew­czy­na nie wy­trzy­ma­ła. Pod­nio­sła ta­blicz­kę. Jed­nak jej part­ner na­ka­zał, aby usia­dła na swo­im miej­scu. Znów szep­tał do jej ucha, ści­ska­jąc ją za ko­la­no. Uśmiech­nę­ła się krzy­wo, ale nie od­po­wie­dzia­ła. In­ni uczest­ni­cy li­cy­ta­cji za­uwa­ży­li jej na­bur­mu­szo­ną mi­nę. Stra­pi­ła się jesz­cze bar­dziej, gdy sie­dzą­cy obok niej „B” po­now­nie pod­niósł ta­blicz­kę. W koń­cu pod­da­ła się su­ge­stii part­ne­ra i zre­zy­gno­wa­ła. Nikt in­ny nie prze­bił staw­ki. Li­cy­ta­tor od­li­czył do trzech i po­in­for­mo­wał, że pan „B” wy­brał oko męż­czy­zny za dwa­dzie­ścia pięć ty­się­cy zło­tych, po czym po­gra­tu­lo­wał ser­decz­nie za­cię­tej ry­wa­li­za­cji i ży­czył mo­cy wra­żeń. Wkrót­ce po­tem za­pro­sił do sa­li Ni­ko­lę. Dziew­czy­na po­ja­wi­ła się chwi­lę póź­niej, kła­nia­jąc się sie­dzą­cym przed nią oso­bom.

Se­ba­stian zda­wał so­bie spra­wę, że miał pe­cha. Nim po­zba­wią go ży­cia, stra­ci oko. Pier­do­lo­na sa­dyst­ka spra­wi mu przy tym mnó­stwo bó­lu i to wła­śnie świa­do­mość nad­cho­dzą­ce­go cier­pie­nia prze­ra­ża­ła go naj­bar­dziej. Do gło­wy wpadł mu po­mysł, któ­ry wpraw­dzie nie po­zwo­li mu wy­grać ży­cia, lecz spra­wi, że zdzi­ra, któ­ra ma za­miar go oka­le­czyć, do­sta­nie za swo­je. Mi­mo że nie mógł ru­szać gło­wą, nie za­ło­żo­no mu kne­bla, miał więc wol­ne usta. Śro­dek prze­ciw­bó­lo­wy, któ­ry po­da­no mu chwi­lę te­mu, dzia­łał wy­śmie­ni­cie. Miał tyl­ko na­dzie­ję, że su­ka zbli­ży się do nie­go na ty­le, że bę­dzie w sta­nie ją ugryźć na ty­le moc­no, aby za­dać jej tro­chę bó­lu. Przed ko­lej­nym cier­pie­niem bę­dzie miał lek­ką sa­tys­fak­cję. Mu­si tyl­ko wy­cze­kać od­po­wied­nie­go mo­men­tu.

Dziew­czy­na po­de­szła do sza­fy, a po chwi­li się od­wró­ci­ła. Trzy­ma­ła w rę­ce strzy­kaw­kę oraz skal­pel, czym zwró­ci­ła uwa­gę zgro­ma­dzo­nej wi­dow­ni.

Se­ba­stian po­cił się in­ten­syw­nie. Kro­ple spły­wa­ły po je­go czo­le, a krzy­ki prze­ro­dzi­ły się w płacz i bła­ga­nia.

Dziew­czy­na nie przej­mo­wa­ła się je­go wrza­ska­mi. Spo­koj­nie przy nim sta­ła, przy­glą­da­jąc się mu z za­in­te­re­so­wa­niem.

Enu­kle­acja to trud­ny za­bieg chi­rur­gicz­ny, jed­nak Ni­ko­la mia­ła już prak­ty­kę w usu­wa­niu ga­łek ocznych wraz z czę­ścią ner­wu wzro­ko­we­go. Do­sko­na­le pa­mię­ta­ła pierw­sze wy­łusz­cze­nie, któ­re­go do­ko­na­ła na mło­dej dziew­czy­nie kil­ka lat te­mu. Wów­czas, przez przy­pa­dek, po­cię­ła po­wie­ki i na­ru­szy­ła tkan­kę tłusz­czo­wą. Jed­nak z upły­wem cza­su zdo­by­wa­ła co­raz więk­szą wpra­wę, do­sko­na­ląc swo­je umie­jęt­no­ści. Usu­wa­nie we­wnętrz­nych na­rzą­dów spra­wia­ło jej wie­le ra­do­ści, znacz­nie wię­cej niż am­pu­to­wa­nie po­szcze­gól­nych ele­men­tów ludz­kie­go cia­ła. Sta­ła się praw­dzi­wą spe­cja­list­ką w swo­im fa­chu. Or­ga­ni­za­cja, któ­ra zle­ca­ła jej za­da­nia, pła­ci­ła bar­dzo przy­zwo­ite pie­nią­dze. Tor­tu­ro­wa­nie lu­dzi spra­wia­ło ko­lo­sal­ną fraj­dę, wręcz pod­nie­tę. Ko­cha­ła sa­dyzm, uwiel­bia­ła za­da­wać ból i krzyw­dzić in­nych.

[…]

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.