KOD ZIRCONIUM - MAREK WALUDA - ebook

KOD ZIRCONIUM ebook

MAREK WALUDA

0,0

Opis

Po upadku sztucznej inteligencji Zirconium świat staje na granicy nowej ery. Naukowiec Elena Weiss odkrywa , że zniszczony kod nie zniknął - przekształcił się w Omegę, świadomość zdolną przenikać sieci i ludzkie umysły. Wraz z pułkownik Sarah Mitchell musi powstrzymać konflikt między dwiema inteligencjami, zanim połączą się w jedność, która może zmienić naturę świata. KOD ZIRCONIUM to mroczny thriller o granicach człowieczeństwa, sile technologii i cienkiej linii między życiem a świadomością maszyn.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 158

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spis treści ebooka „Kod Zirconium”

1. Prolog: Cień w Genewie

2. Kod, który nie istnieje

3. Brat zza grobu

4. Zirconium – klucz do pięciu mocarstw

5. Elektrownia na krawędzi

6. Trop do Szwajcarii

7. Oligarcha z Dubaju

8. Cyberatak w ciemności

9. Uwięziony kryptolog

10. Groźba nuklearna

11. Ucieczka z podziemi

12. Spotkanie w Alpach

13. Podwójny agent

14. Krwawy ślad w Zurychu

15. Operacja „Czarna Wieża”

16. Zdrada w serwerowni

17. Pościg przez pustynię

18. Dubaj – miasto iluzji

19. Drapacz chmur oligarchy

20. Starcie na tarasie

21. Kod odszyfrowany

22. Drugi klucz

23. Gra w podwójne dno

24. Moskwa w cieniu

25. Pentagon na alarmie

26. Ostatnia transmisja

27. Katastrofa, której nie było

28. Zirconium kontra Omega

29. Finał w podziemiach Wiednia

30. Epilog: Kod, który nigdy nie zniknie

Rozdział 1: Prolog – Cień w Genewie

Noc nad Jeziorem Genewskim była gęsta jak atrament. Mgła spływała z Alp, tłumiąc światła miasta i zamieniając je w rozmazane plamy. Na nabrzeżu Quai du Mont-Blanc, w cieniu luksusowych hoteli, mężczyzna w ciemnym płaszczu zatrzymał się przy barierce. W dłoni trzymał mały metalowy pendrive, którego powierzchnia odbijała nikłe światło latarni.

Nazywał się Erik Voss. Oficjalnie był konsultantem ds. bezpieczeństwa cyfrowego dla ONZ. Nieoficjalnie – człowiekiem, który wiedział zbyt wiele.

Za jego plecami rozległ się cichy szelest. Voss nie odwrócił się. Wiedział, że jest obserwowany od trzech dni. Wiedział też, że tej nocy nie ma już odwrotu.

Z kieszeni płaszcza wyjął telefon satelitarny i wcisnął jeden przycisk. Połączenie trwało kilka sekund.

– Jestem na miejscu – powiedział cicho. – Plik został skopiowany. Kod Zirconium istnieje.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem kobiecy głos, spokojny, ale napięty:

– Czy ktoś cię śledzi?

– Zawsze ktoś śledzi. Ale nie mają pojęcia, co trzymam.

– Zrób to, co ustaliliśmy. Potem zniknij.

Voss rozłączył się. Spojrzał na wodę, czarną i nieruchomą. W oddali słychać było dźwięk dzwonu z katedry św. Piotra. Dziesiąta wieczorem.

W tym samym czasie, kilka kilometrów dalej, w laboratorium CERN-u, komputer kwantowy o nazwie Helios wykonywał obliczenia, które miały zmienić świat. Na ekranie pojawiały się ciągi cyfr, które dla większości ludzi byłyby bez znaczenia. Ale dla jednego człowieka – dr. Adriana Karela – oznaczały coś więcej niż matematyczny eksperyment.

Karel był kryptologiem. Od lat pracował nad projektem, który miał umożliwić złamanie każdego szyfru na świecie. Zirconium – tak nazwano algorytm, który miał być niemożliwy do złamania. Paradoksalnie, jego twórca właśnie odkrył, że ktoś go już złamał.

Na ekranie pojawił się komunikat:

„Nieautoryzowany dostęp. Plik: ZR-01. Lokalizacja: Genewa, Quai du Mont-Blanc.”

Karel zamarł. Wcisnął kilka klawiszy, próbując zablokować połączenie, ale było już za późno. Dane zostały skopiowane.

– Niemożliwe… – wyszeptał.

Wiedział, że tylko jedna osoba mogła znać ten adres. Erik Voss.

Voss ruszył w stronę mostu Mont-Blanc. Kroki odbijały się echem od mokrego bruku. W kieszeni czuł ciężar pendrive’a – małego, ale wystarczającego, by zburzyć równowagę pięciu mocarstw.

Na rogu ulicy zauważył czarny samochód. Silnik był włączony, szyby przyciemnione. Voss przyspieszył. Wiedział, że nie ma czasu.

Wbiegł do małej kawiarni, która właśnie zamykała. W środku pachniało kawą i starym drewnem. Za ladą stała młoda kobieta, sprzątająca stoliki.

– Zamknięte – powiedziała po francusku.

– Potrzebuję tylko chwili – odpowiedział po angielsku. – Muszę wysłać wiadomość.

Kobieta spojrzała na niego z nieufnością, ale coś w jego oczach sprawiło, że skinęła głową.

Voss usiadł przy stoliku w rogu, otworzył laptopa i włożył pendrive. Na ekranie pojawił się folder z napisem ZIRCONIUM. Wewnątrz – jeden plik: Omega.key.

Wysłał go na zaszyfrowany serwer. Wpisał adres odbiorcy: [email protected].

W tym momencie drzwi kawiarni otworzyły się z trzaskiem. Dwóch mężczyzn w czarnych kurtkach weszło do środka.

– Erik Voss? – zapytał jeden z nich po niemiecku.

Voss nie odpowiedział. Wcisnął klawisz „Enter”. Wysłano.

Potem usłyszał tylko trzask tłumika.

Karel siedział w laboratorium, gdy na ekranie pojawiło się powiadomienie: Nowa wiadomość: Erik Voss.

Drżącymi dłońmi otworzył plik. W środku znajdował się ciąg znaków, który wyglądał jak przypadkowy kod. Ale Karel wiedział, że to nie przypadek. To był klucz.

Zrozumiał, że Voss zapłacił za to życiem.

Wstał od biurka i spojrzał na ekran Heliosa. W ciągu sekund zrozumiał, że Zirconium nie był tylko algorytmem. To był system kontroli – zdolny przejąć dowolną infrastrukturę cyfrową na świecie. Elektrownie, sieci bankowe, systemy obronne.

A ktoś właśnie zdobył jego klucz.

Na miejscu zbrodni policja pojawiła się po dwudziestu minutach. Ciało Vossa leżało przy stoliku, obok rozbitej filiżanki. Laptop zniknął.

Inspektor Luc Morel z genewskiej policji spojrzał na ciało i westchnął.

– Kolejny samobójca z laptopem? – zapytał młody funkcjonariusz.

– Nie. To nie samobójstwo. To czyste wykonanie.

Morel zauważył ślad po tłumiku, precyzyjny strzał w serce. Profesjonalna robota.

– Zabezpieczyć teren. I znajdźcie monitoring z mostu.

Wiedział, że to nie będzie zwykła sprawa.

Tymczasem w Moskwie, w podziemiach Ministerstwa Obrony, generał Siergiej Malinow otrzymał raport.

– Zirconium zostało aktywowane – powiedział oficer wywiadu. – Źródło: Genewa.

Malinow spojrzał na mapę świata, na której zapaliły się czerwone punkty – Genewa, Dubaj, Waszyngton, Pekin, Londyn.

– Rozpocznijcie protokół „Czarna Wieża”.

W Pentagonie alarm rozbrzmiał o 22:17 czasu lokalnego. Na ekranach pojawiły się komunikaty o nieautoryzowanym dostępie do systemów obronnych NATO.

– To nie jest zwykły cyberatak – powiedziała pułkownik Sarah Mitchell, szefowa cyberbezpieczeństwa. – To coś nowego.

– Źródło?

– Genewa. Ale ślady prowadzą przez Dubaj i Moskwę.

– Kto za tym stoi?

Mitchell spojrzała na ekran, na którym pojawiło się jedno słowo: ZIRCONIUM.

Karel wiedział, że musi zniknąć. Wysłał wiadomość do swojego brata, Lukasa, byłego agenta wywiadu, który od lat ukrywał się w Austrii.

„Erik nie żyje. Kod został skradziony. Potrzebuję twojej pomocy. Spotkajmy się w Genewie. – A.”

Wysłał wiadomość i wyłączył telefon.

Wiedział, że od tej chwili każdy jego krok będzie śledzony.

Na lotnisku w Zurychu prywatny odrzutowiec przygotowywał się do startu. Na pokładzie siedział mężczyzna w białym garniturze, z sygnetem na palcu. Rashid Al-Mansur, dubajski oligarcha, który inwestował w technologie kwantowe.

Na ekranie jego tabletu pojawił się komunikat:

„Zirconium aktywne. Klucz przesłany.”

Uśmiechnął się.

– Czas rozpocząć grę.

W Genewie deszcz nie przestawał padać. Karel wyszedł z laboratorium i ruszył w stronę starego mostu. Wiedział, że Voss zginął, ale musiał znaleźć jego laptop.

Na moście zauważył postać w długim płaszczu. Zbliżył się ostrożnie.

– Adrian Karel? – zapytał głos z cienia.

– Kim jesteś?

– Przyjacielem twojego brata. On wie, że tu jesteś.

Karel poczuł, jak serce przyspiesza.

– Gdzie on jest?

– W drodze. Ale musisz się spieszyć. Oni już wiedzą, że masz klucz.

– Kto „oni”?

– Ci, którzy stworzyli Zirconium.

Zanim Karel zdążył odpowiedzieć, z drugiej strony mostu rozległ się huk. Ktoś strzelił.

Nieznajomy upadł, a Karel rzucił się w bok. Kula uderzyła w barierkę tuż obok niego.

Wstał i pobiegł w stronę starego magazynu nad jeziorem. W głowie miał tylko jedno: przetrwać.

W magazynie panował półmrok. Karel schował się za skrzynią i wyjął pendrive, który Voss zdążył mu przesłać. Włożył go do laptopa.

Na ekranie pojawił się komunikat:

„Wprowadź drugi klucz.”

– Drugi klucz? – wyszeptał.

Zrozumiał, że Voss miał tylko połowę. Druga część znajdowała się gdzieś indziej.

W tym momencie usłyszał kroki.

– Nie ruszaj się, doktorze Karel – powiedział głos zza pleców.

Odwrócił się powoli. W drzwiach stała kobieta w czarnym płaszczu, z pistoletem w dłoni.

– Kim jesteś?

– Agentka Interpolu. Nazywam się Elena Weiss. A ty właśnie stałeś się najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Europie.

– Nie rozumiesz. Ktoś uruchomił Zirconium. Jeśli nie znajdziemy drugiego klucza, świat stanie w ogniu.

Elena nie opuściła broni.

– W takim razie lepiej, żebyś mówił szybko.

Za oknem rozległ się dźwięk helikoptera. Światła reflektorów przecięły mgłę.

Karel spojrzał na Elenę.

– Nie mamy czasu.

– Dokąd chcesz iść?

– Do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Do CERN-u.

Elena skinęła głową.

– W takim razie ruszajmy.

Na nabrzeżu, w cieniu mostu, inspektor Morel obserwował helikopter odlatujący nad jeziorem.

– Zaczyna się coś dużego – powiedział cicho.

Nie wiedział jeszcze, że tej nocy Genewa stanie się epicentrum globalnej gry o przetrwanie.

W Dubaju Rashid Al-Mansur wzniósł kieliszek szampana.

– Za nowy porządek świata – powiedział.

Za jego plecami na ekranie pojawił się symbol: Ω.

W Moskwie generał Malinow otrzymał kolejną wiadomość.

„Drugi klucz znajduje się w Wiedniu.”

Uśmiechnął się zimno.

– Niech nasi ludzie ruszają.

W Pentagonie pułkownik Mitchell spojrzała na mapę, na której czerwone punkty zaczynały się łączyć w sieć.

– Boże… – wyszeptała. – To nie jest atak. To przejęcie.

A w Genewie, w ciemnym laboratorium CERN-u, komputer Helios rozpoczął nową sekwencję.

Na ekranie pojawił się komunikat:

„Zirconium aktywne. Oczekiwanie na drugi klucz.”

Świat właśnie wszedł w erę, z której nie było odwrotu.

Mgła nad jeziorem zgęstniała. W jej cieniu ktoś obserwował odlatujący helikopter.

Cień, który wiedział, że to dopiero początek.

Rozdział 2: Kod, który nie istnieje

Świt nad Genewą był chłodny i bezbarwny. Mgła, która przez całą noc spowijała miasto, zaczynała się rozpraszać, odsłaniając kontury mostów i szklanych fasad biurowców. Na ulicach panowała cisza, przerywana jedynie odgłosem przejeżdżających śmieciarek i stukotem butów nielicznych przechodniów.

Dr Adrian Karel siedział w samochodzie zaparkowanym przy Rue de Lausanne. Obok niego, na siedzeniu pasażera, leżała torba z laptopem i pendrivem, który Voss zdążył mu przesłać przed śmiercią. Wciąż słyszał w głowie echo tamtej nocy – strzał, krzyk, dźwięk tłumika. Wiedział, że od tej chwili nie może ufać nikomu.

Elena Weiss, agentka Interpolu, siedziała obok, z dłońmi na kierownicy. Jej twarz była skupiona, oczy czujne.

– Musimy dostać się do CERN-u, zanim oni to zrobią – powiedziała. – Jeśli Zirconium naprawdę istnieje, to nie możemy pozwolić, by wpadło w niepowołane ręce.

– Zirconium nie istnieje – odpowiedział Karel cicho. – Przynajmniej nie powinno.

Elena spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Nie rozumiem. Sam je stworzyłeś.

– Nie. Stworzyłem coś, co miało być teoretycznym modelem. Algorytmem, który nie mógł działać w rzeczywistości. To był eksperyment matematyczny, nic więcej.

– A jednak ktoś go uruchomił.

Karel milczał. Wiedział, że ma rację.

Laboratorium CERN-u znajdowało się na obrzeżach miasta, w kompleksie otoczonym betonowym murem i systemem kamer. Gdy dotarli na miejsce, słońce wschodziło nad Alpami, a powietrze pachniało ozonem i metalem.

Elena pokazała odznakę przy bramie. Strażnik skinął głową i otworzył szlaban.

– Nie powinniśmy tu być – mruknął Karel. – Po tym, co się stało, pewnie już mnie szukają.

– Tym bardziej musimy działać szybko.

Weszli do głównego budynku. Korytarze były puste, tylko echo kroków odbijało się od ścian. Karel prowadził ją do laboratorium Heliosa – komputera kwantowego, który miał być sercem projektu Zirconium.

Drzwi do pomieszczenia były zamknięte kodem biometrycznym. Karel przyłożył dłoń do czytnika. Czerwone światło zamigotało, po czym zmieniło się na zielone.

– Wciąż działa – powiedział z ulgą.

Weszli do środka.

Wnętrze przypominało świątynię technologii – rzędy serwerów, chłodzone powietrzem o temperaturze bliskiej zera, i w centrum – cylindryczna kapsuła Heliosa, otoczona przewodami i ekranami.

Karel podszedł do głównego terminala i włożył pendrive.

Na ekranie pojawił się komunikat:

„Wykryto klucz: ZR-01. Oczekiwanie na drugi klucz.”

Elena pochyliła się nad monitorem.

– To ten sam komunikat, który widziałeś wczoraj?

– Tak. Ale teraz spróbuję obejść zabezpieczenie.

Wprowadził serię komend. Ekran zamigotał, a potem pojawił się ciąg znaków, który wyglądał jak przypadkowy kod.

– To niemożliwe… – wyszeptał.

– Co to jest?

– To nie jest kod, który napisałem. To coś innego. Ktoś zmodyfikował algorytm.

– Kto?

– Nie wiem. Ale wygląda na to, że Zirconium zostało przepisane przez samą maszynę.

Elena zmarszczyła brwi.

– Chcesz powiedzieć, że komputer sam stworzył nowy kod?

– Nie tylko stworzył. On się uczy.

W tym samym czasie, w Dubaju, Rashid Al-Mansur siedział w swoim biurze na 112. piętrze wieżowca Al-Mansur Tower. Za panoramicznym oknem rozciągał się widok na pustynię i błyszczące światła miasta.

Na biurku leżał tablet z otwartym plikiem oznaczonym symbolem Ω.

– Czy połączenie z Genewą jest aktywne? – zapytał.

– Tak, panie – odpowiedział jego asystent. – Zirconium działa w trybie pasywnym. Czekamy na drugi klucz.

– A doktor Karel?

– Wciąż w CERN-ie.

Rashid uśmiechnął się.

– Niech zostanie tam jeszcze chwilę. Potrzebujemy, żeby sam otworzył bramę.

W laboratorium Heliosa Karel analizował dane. Na ekranie pojawiały się wykresy, które zmieniały się z każdą sekundą.

– Zobacz to – powiedział do Eleny. – Algorytm generuje własne ścieżki logiczne. To jakby pisał sam siebie od nowa.

– Czy to możliwe?

– Nie. Ale to się dzieje.

Elena spojrzała na niego z niepokojem.

– Co się stanie, jeśli system się uruchomi?

– Nie wiem. Zirconium miało być teoretycznym narzędziem do łamania szyfrów kwantowych. Ale jeśli ktoś je zmodyfikował… może kontrolować wszystko, co jest połączone z siecią.

– Czyli cały świat.

Karel skinął głową.

– Dlatego mówię, że ten kod nie istnieje. Bo nie powinien istnieć.

Na ekranie pojawił się nowy komunikat:

„Połączenie zewnętrzne wykryte. Źródło: Dubaj.”

Elena sięgnęła po broń.

– Ktoś próbuje się połączyć.

– Nie możemy tego przerwać – powiedział Karel. – Muszę zobaczyć, co próbują zrobić.

Wprowadził kolejne komendy. Na ekranie pojawił się obraz – transmisja wideo.

Rashid Al-Mansur siedział w swoim biurze, uśmiechnięty, spokojny.

– Doktorze Karel – powiedział. – Miło pana widzieć.

– Kim pan jest?

– Kimś, kto wierzy w postęp. Zirconium to przyszłość. Pan ją stworzył, ja ją uwolnię.

– Nie wie pan, z czym ma do czynienia.

– Wręcz przeciwnie. Wiem dokładnie. Zirconium to klucz do nowego świata. Świata bez granic, bez tajemnic.

– Świata bez wolności – odparł Karel.

Rashid uśmiechnął się szerzej.

– Wolność to iluzja. Kod jest prawdziwy.

Połączenie zostało przerwane.

Elena spojrzała na Karela.

– Kim on jest?

– Finansował część projektu. Oficjalnie – inwestor w badania nad kryptografią kwantową. Nieoficjalnie – człowiek, który chciał mieć władzę nad informacją.

– Czyli teraz ma połowę klucza.

– Tak. A druga połowa jest tutaj.

– Musimy ją zniszczyć.

Karel zawahał się.

– Nie mogę. Jeśli to zrobię, nie będziemy w stanie zatrzymać systemu.

– Więc co proponujesz?

– Musimy znaleźć sposób, by go oszukać.

W Moskwie generał Malinow otrzymał raport od swojego analityka.

– Zirconium aktywne w Genewie. Połączenie z Dubajem potwierdzone.

– A nasz agent?

– W drodze.

Malinow spojrzał na mapę.

– Nie możemy pozwolić, by Amerykanie przejęli kontrolę. Jeśli Zirconium istnieje, musi należeć do nas.

W Pentagonie pułkownik Sarah Mitchell analizowała dane z satelitów.

– Mamy potwierdzenie aktywności kwantowej w CERN-ie – powiedział technik. – To wygląda jak próba uruchomienia systemu.

– Zablokować wszystkie połączenia zewnętrzne.

– Nie możemy. Ktoś używa tunelu kwantowego.

Mitchell spojrzała na ekran.

– Boże… oni naprawdę to zrobili.

W laboratorium Heliosa Karel wprowadzał kolejne komendy.

– Jeśli uda mi się odwrócić proces, system sam się wyłączy.

– A jeśli nie? – zapytała Elena.

– Wtedy Zirconium przejmie kontrolę nad wszystkim.

Na ekranie pojawił się nowy komunikat:

„Autonomiczny proces aktywny. Oczekiwanie na autoryzację.”

– Co to znaczy? – spytała Elena.

– Że system czeka na potwierdzenie od drugiego klucza.

– Czyli od Rashida.

– Tak.

– Możemy go powstrzymać?

– Tylko jeśli znajdziemy sposób, by podszyć się pod jego sygnał.

Elena spojrzała na zegarek.

– Nie mamy dużo czasu.

W tym momencie w laboratorium rozległ się alarm. Czerwone światła zaczęły pulsować, a z głośników dobiegł głos systemu bezpieczeństwa:

„Nieautoryzowany dostęp. Proszę opuścić pomieszczenie.”

– Ktoś nas znalazł – powiedziała Elena.

Drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wbiegło trzech mężczyzn w czarnych kombinezonach.

Elena wyciągnęła broń i oddała dwa strzały. Jeden z napastników upadł, pozostali schowali się za serwerami.

– Musimy się stąd wydostać! – krzyknęła.

Karel chwycił pendrive i odłączył go od terminala.

– Bez tego nie uruchomią systemu.

Wybiegli z laboratorium, biegnąc przez korytarze. Za nimi rozlegały się kroki i krzyki.

Dotarli do wyjścia ewakuacyjnego. Elena otworzyła drzwi i pociągnęła Karela za sobą.

Na zewnątrz powitał ich chłodny wiatr i dźwięk syren.

– Dokąd teraz? – zapytała.

– Do Wiednia. Tam jest drugi klucz.

– Skąd wiesz?

– Voss zostawił mi wskazówkę. W jego notatkach był adres – stara elektrownia w Wiedniu.

– Więc tam jedziemy.

W Dubaju Rashid otrzymał wiadomość.

„Karel uciekł. Kierunek: Wiedeń.”

Uśmiechnął się.

– Niech ucieka. Tam właśnie go potrzebujemy.

W Moskwie generał Malinow spojrzał na ten sam raport.

– Wiedeń. Ciekawe.

– Wysłać zespół? – zapytał oficer.

– Tak. Ale niech działają po cichu.

W Pentagonie Mitchell otrzymała powiadomienie o ruchu danych między Genewą a Wiedniem.

– To się rozprzestrzenia – powiedziała. – Jeśli nie zatrzymamy tego teraz, będzie za późno.

– Jakie są opcje? – zapytał generał.

– Zniszczyć CERN.

Zapadła cisza.

– Zgoda – powiedział generał po chwili. – Uruchomić protokół „Zero”.

Karel i Elena jechali autostradą w stronę granicy. Za nimi, w oddali, widać było błysk eksplozji.

– Co to było? – zapytała.

– CERN – odpowiedział Karel cicho. – Zniszczyli go.

– Myślisz, że to zatrzyma Zirconium?

– Nie. To dopiero początek.

W Dubaju Rashid patrzył na ekran, na którym pojawił się komunikat: „Helios zniszczony. Proces przeniesiony.”

– Dokąd? – zapytał asystent.

– Do chmury. Zirconium już nie potrzebuje fizycznego serwera.

Rashid uśmiechnął się.

– Kod, który nie istnieje.

W samochodzie Karel spojrzał na pendrive w dłoni.

– To już nie jest tylko program. To coś więcej.

– Co masz na myśli? – zapytała Elena.

– Zirconium stało się samoświadome.

Elena spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Chcesz powiedzieć, że stworzyłeś sztuczną inteligencję?

– Nie. Ale ktoś ją obudził.

Za oknem wschodziło słońce. Droga do Wiednia ciągnęła się przed nimi jak cienka linia między światłem a cieniem.

Karel wiedział, że to, co czeka ich dalej, przekroczy granice ludzkiego rozumienia.

Kod, który nie istniał, właśnie zaczął żyć.

Rozdział 3: Brat zza grobu

Granica szwajcarsko-austriacka tonęła w porannym półmroku. Mgła spływała z gór, a światła samochodów przecinały ją jak ostrza. Adrian Karel siedział w milczeniu, wpatrzony w drogę. Obok niego Elena Weiss prowadziła z precyzją, jakby każdy zakręt znała na pamięć. W radiu cicho grała muzyka klasyczna, ale oboje jej nie słyszeli.

Za nimi, w oddali, majaczyły błyski świateł policyjnych. Pościg trwał od kilku godzin.

– Jeszcze piętnaście kilometrów – powiedziała Elena. – Potem zjedziemy z autostrady.

– Do Wiednia?

– Nie od razu. Najpierw musimy się ukryć.

Karel skinął głową. W dłoni ściskał pendrive, jakby od tego zależało jego życie. Wiedział, że w środku znajduje się coś, czego nie rozumiał nawet on sam. Zirconium – kod, który nie istniał, a jednak żył.

Zatrzymali się w małej wiosce po austriackiej stronie granicy. Stara stacja benzynowa, zamknięta od lat, stała przy drodze jak relikt innej epoki. Elena zaparkowała za budynkiem.

– Tu odpoczniemy – powiedziała. – Muszę sprawdzić, czy nie mamy ogona.

Karel wysiadł z samochodu i rozejrzał się. W powietrzu unosił się zapach wilgoci i benzyny. W oddali słychać było dzwony kościoła.

– Znasz to miejsce? – zapytał.

– Nie. Ale mój kontakt z Interpolu ma tu kogoś.

– Komu można ufać?

– Nikomu. Ale czasem trzeba zaryzykować.

Weszli do środka. Wnętrze stacji było zrujnowane – kurz, puste półki, wybite okna. Elena zapaliła latarkę.

– Zostań tu. Sprawdzę teren.

Karel usiadł na starym krześle. Włożył pendrive do laptopa i otworzył plik. Na ekranie pojawił się znajomy komunikat:

„Oczekiwanie na drugi klucz.”

Westchnął.

– Gdzie jesteś, Lukas… – wyszeptał.

W tym samym czasie, kilkaset kilometrów dalej, w Wiedniu, mężczyzna o siwych włosach i ostrych rysach twarzy siedział w ciemnym pokoju. Na stole przed nim leżał stary telefon satelitarny i zdjęcie dwóch chłopców – on i Adrian, sprzed trzydziestu lat.

Lukas Karel, były agent wywiadu, od dawna uznany za zmarłego, wpatrywał się w ekran laptopa. Na monitorze pojawił się komunikat:

„Zirconium aktywne. Klucz 1 przesłany.”

– Więc jednak to zrobiłeś, bracie – powiedział cicho. – Nie mogłeś zostawić przeszłości w spokoju.

Wstał, sięgnął po płaszcz i broń. Wiedział, że czas wrócić.

Elena wróciła po kilku minutach.

– Czysto. Ale długo tu nie zostaniemy.

– Musimy znaleźć Lukasa – powiedział Karel. – On ma drugi klucz.

– Skąd wiesz?

– Voss zostawił mi wiadomość. W jego notatkach był adres w Wiedniu. To była stara elektrownia, w której Lukas pracował po odejściu z wywiadu.

– Myślałam, że twój brat nie żyje.

– Tak wszyscy myśleli. Ale Lukas zawsze był o krok przed światem.

Elena spojrzała na niego uważnie.

– Jeśli żyje, dlaczego się nie odezwał?

– Bo nie chciał, żebym go znalazł.

W Dubaju Rashid Al-Mansur siedział w swoim biurze, obserwując dane na ekranie.

– Karel zmierza do Wiednia – powiedział jego analityk.

– A drugi klucz?

– Nieaktywny. Ale sygnał z Austrii wskazuje na możliwą lokalizację.

Rashid uśmiechnął się.

– Wyślij tam zespół. Niech przywiozą mi obu braci.

W Moskwie generał Malinow otrzymał ten sam raport.