Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
17 osób interesuje się tą książką
Dwie siostry – tak podobne z zewnątrz a tak różne wewnętrznie. W dzieciństwie były jednością, z czasem to się zmieniło. Dlaczego? Jedna z nich miała własny plan na życie, w którym nie było miejsca dla bliskich.
Ich drogi się rozeszły. W jednej można było czytać jak w otwartej księdze, a druga skrywała pewną tajemnicę. Rozważna i romantyczna oraz rozrywkowa i nieszukająca prawdziwej miłości.
Był też on – kolega z podwórka. Maks jednej dokuczał, a drugą traktował w dość nietypowy sposób…
Niemniej nie wszystko jest takie, jak się wydaje, a przyszłość to zweryfikuje.
Czy siostrzaną więź można jeszcze naprawić?
Czy miłość okaże się silniejsza niż sekret?
Czy tajemnica potrafi połączyć, czy jeszcze bardziej rozdzieli Natalię i Nikolę?
Co przedstawia tajemniczy tatuaż Maksymiliana?
Kim jesteś, Nikolo? to opowieść o tym, jak trudno być wiernym sobie i jak łatwo stracić to, co najcenniejsze. Każdy ma prawo decydować o sobie, ale powinien też brać pod uwagę tych, którzy go kochają. Nawet jeśli tak naprawdę kocha tylko siebie.
Dwa światy i jedna tajemnica, która zmieni wszystko w życiu tych, którzy się tego nie spodziewali.
Poznaj ją, zanim zrobią to inni…
A na deser dwa zakończenia…
Wszystko ma dwie strony… nawet życie. To tylko Twój wybór, czy jesteś po tej dobrej, czy złej stronie. Wybierasz to, co podpowiada Ci serce lub rozum… A później czekasz na to, co będzie dalej…
Myślisz, że kogoś znasz! Niestety, na koniec nasuwa Ci się przemyślenie, że tak naprawdę nikt go nie znał… Nawet Ty…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 260
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Bernardyna Darecka-WładzimirukCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026 All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.
Redakcja: Kinga Szelest
Korekta: Magdalena Czmochowska
Projekt okładki: Adam Buzek
Zdjęcia na okładce: Adobe Firefly
Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]
Wydanie I – elektroniczne
Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie
ISBN 978-83-8290-910-4
Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]
Spis treści
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 3
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 5
ROZDZIAŁ 6
ROZDZIAŁ 7
ROZDZIAŁ 8
ROZDZIAŁ 9
ROZDZIAŁ 10
ROZDZIAŁ 11
ROZDZIAŁ 12
ROZDZIAŁ 13
ROZDZIAŁ 14
ROZDZIAŁ 15
ROZDZIAŁ 16
ROZDZIAŁ 17
ROZDZIAŁ 18
ROZDZIAŁ 19
ROZDZIAŁ 20
ROZDZIAŁ 21
ROZDZIAŁ 22
ROZDZIAŁ 23
ROZDZIAŁ 24
ROZDZIAŁ 25
ROZDZIAŁ 26
ROZDZIAŁ 27
ROZDZIAŁ 28
ROZDZIAŁ 29
ROZDZIAŁ 30
ROZDZIAŁ 31
ROZDZIAŁ 32
ROZDZIAŁ 33
ROZDZIAŁ 34
MOJA LISTA UTWORÓW
PODZIĘKOWANIA I NIE TYLKO…
Tę książkę dedykuję wszystkim tym, którzy we mnie wierzyli i dodawali mi otuchy podczas całej drogi tworzenia tej historiiRafale i Natanielu, to dzięki Wam spełniam kolejne marzenie.Ślicznie Wam dziękuję.
Bernardyna Darecka-Władzimiruk
Myślisz, że znasz kogoś całe życie, a tu przychodzi moment, w którym to wszystko okazuje się bańką mydlaną. Czy wiesz, jak masz się w zachować w tej sytuacji? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta.Woskrzenice Duże, 2025
Wszystko ma dwie strony… nawet życie. To tylko Twój wybór, czy jesteś po tej dobrej, czy złej stronie. Wybierasz to, co podpowiada Ci serce lub rozum… A później czekasz na to, co będzie dalej…Myślisz, że kogoś znasz! Niestety, na koniec dochodzisz do wniosku, że tak naprawdę nikt go nie znał… Nawet Ty…
ROZDZIAŁ 1
– Gratulacje, zostaną państwo rodzicami bliźniaczek.
Tak brzmiały słowa lekarza podczas badania USG. Rodzice nie kryli szczęścia, a to było podwójne. Od dawna się starali, a tu proszę, wreszcie się udało. Po kilku miesiącach rodzina Klepackich powiększyła się o dwa małe i słodkie aniołeczki. Natalia i Nikola – tak dano nam na imię. Lata mijały, rosłyśmy jak na drożdżach.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały szczegół. Moja siostra może i wyglądała tak jak ja, ale wewnątrz byłyśmy jak woda i ogień. Każdy kolejny dzień przeżyty razem tylko to potwierdzał i nic nie zapowiadało, aby miało się to zmienić.
Rodzina zawsze była ważna w moim życiu. Kochałam rodziców i siostrę. Niestety, nie spodziewałam się tego, co szykowała nam Nikola. Ja byłam tą spokojniejszą bliźniaczką, ona zawsze musiała postawić na swoim, a jej głowa była pełna pomysłów, niekoniecznie tych dobrych. Do dziesiątego roku życia jakoś udawało mi się walczyć z jej charakterem. Później z roku na rok robiło się coraz trudniej, nie było też dnia bez jakiejś akcji.
– Mamo, a Natalia włożyła moją ulubioną bluzkę z serduszkiem! – krzyczała Nikola.
– Nie kłam, ja nigdy nie biorę tego, co nie jest moje! Dobrze o tym wiesz! – odpowiedziałam ze złością.
– Dziewczynki, spokojnie. Zaraz to sprawdzę – powiedziała mama i podeszła do mnie. – Nataluniu, czy włożyłaś bluzkę siostry? – zapytała bardzo łagodnie.
– Mamusiu, nie włożyłam, ona ma taką samą przecież. Ja nie biorę jej rzeczy.
Nikola popatrzyła na mnie i oburzona odburknęła:
– No dobra, może się pomyliłam! – Przeszyła mnie wzrokiem i wyszła z pokoju.
Moja siostra bardzo wcześnie zaczęła się malować i podkradała mamie kosmetyki. Oczywiście całą winę zwalała na mnie. Jednak nasza rodzicielka nie dała się na to nabrać. I karciła ją za to.
Ja od zawsze wolałam nosić spodnie czy dresy. Sukienki wkładałam tylko od wielkiego święta.
Nikola była bardziej stanowcza ode mnie i już od dziecka musiała stawiać na swoim. Zawsze to jej musiało być na wierzchu. A ja ciągle jej ustępowałam, łagodząc tym sposób bycia mojej siostry. Nie zawsze było mi to na rękę, ale czułam, że postępuję właściwie. Jednak mimo tych zawirowań związanych z zachowaniem Nikoli kochałam ją… Tylko czy ona mnie też? Co do tego nie byłam przekonana. Na pewno kochała siebie. Dla siebie była najważniejszą osobą na świecie. Tylko jej musiało być dobrze. Byłyśmy fizycznie identyczne, poza tym moim dołeczkiem w prawym policzku, który ukazywał się przy każdym uśmiechu, nawet tym delikatnym. Tak naprawdę, gdy byłyśmy małe, tylko rodzice potrafili nas odróżnić, która to Natalia, a która Nikola, i może jeszcze ktoś… Maksymilian, nasz sąsiad.
Mieszkał kilka domów dalej. Często nas odwiedzał. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie upatrzył sobie mnie na swoją „ofiarę”. Ten chłopak wiecznie mi dokuczał, szarpał mnie za włosy, popychał i śmiał się z mojego dołeczka w policzku, mówiąc, że ktoś mi chyba w nim dziurę wypalił. Często miałam ochotę zapaść się pod ziemię przez to jego zaczepianie.
Nigdy nie zapomnę, jak któregoś roku w lany poniedziałek wylał na mnie całe wiadro zimnej wody, a Nikolę i Matyldę oblał tylko delikatnie. Patrzyłam na niego i czułam, że moja twarz jest nie tylko mokra od wody.
– Dlaczego mnie tak mocno oblałeś? Dziewczyny tylko lekko pokropiłeś, a ja wyglądam jak zmokła kura! – popatrzyłam na niego ze złością w oczach, ocierając rękami mokrą twarz.
– Nato, nie narzekaj – odpowiedział z uśmiechem. – Dla ciebie zrobiłem wyjątek, dlatego poczuj się wyróżniona. – Podszedł bliżej, popatrzył mi w oczy a następnie odwrócił się i odszedł.
– Jasne, właśnie tak się czuję, Maksymilianie. Wyróżniona! – krzyknęłam za nim.
On się odwrócił, nic nie odpowiedział tylko puścił mi oko.
Moja siostra nie miała tego problemu co ja. Maksymilian nie zachowywał się tak względem Nikoli. Widziałam, że on bardzo jej się podoba. I ona tego nie ukrywała, ale… czy ona podoba się Maksymilianowi?
Trudno było mi to rozszyfrować.
Pamiętam, jak całowali się bardzo namiętnie na jego szesnastych urodzinach. Widać było, że Maks się na tym zna. Miał spore doświadczenie, był przystojnym, dobrze zbudowanym jak na swój wiek chłopakiem. Ja też czasami zawieszałam na nim swój wzrok, nie potrafiłam się powstrzymać. Chociaż ganiłam się za to.
Często się zastanawiałam, dlaczego tak się na mnie uwziął, wiecznie męczył. Były sytuacje, że robił to tylko po to, aby zwrócić na siebie moją uwagę. Dziwne to było, bo mógł po prostu do mnie podejść i zagadać. A nie wyżywać się na mnie. Mimo wszystko trzymaliśmy się jednak razem: ja, Nikola, Matylda – moja przyjaciółka, którą traktowałam jak siostrę – i on – mój wieczny dręczyciel – Maksymilian. Nie lubił tego imienia, wolał zdrobnienie Maks. Ja jednak chciałam robić mu na złość i zawsze zwracałam się do niego pełnym imieniem, a on nie pozostawał był mi dłużny i nazywał mnie „Nato”. A to bardzo mnie drażniło. Jedno było pewne, ja go nienawidziłam całą sobą. Wszystko wskazywało na to, że on też mnie nie cierpi.
Czas mijał szybko. Pomimo nieporozumień pomiędzy nim a mną tworzyliśmy zgraną grupę. W szkole i na podwórku zawsze byliśmy nierozłączni, na swój specyficzny sposób. Chodziliśmy przecież do jednej podstawówki. Czasami miałam dość szkoły, dość wszystkiego. Każdy ma jakiś poziom wytrzymałości, jakąś granicę, której nie powinno się przekraczać. Bo ile można było znosić to, co on mi robił. Nie było dnia, by czegoś nie wymyślił. A to wysmarował moje krzesło klejem, a to schował plecak, a to zjadał moje kanapki. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Myślałam, że szkoła średnia to zmieni. Niestety, tak się nie stało. Mogę stwierdzić, że było jeszcze gorzej. Kiedyś tak mnie wkurzył, że uderzyłam go w twarz. Zaskoczyłam Maksa swoim zachowaniem, jego mina zdradzała wszystko. A ja zadziałałam instynktownie. Za dużo się tego nagromadziło.
– Co ty odpieprzasz? Nato, nigdy więcej tak nie rób. – Trzymał moją rękę, a jego wzrok świdrował mnie i spalał.
– Co ja odp… – nie dokończyłam, bo nie lubiłam się tak wyrażać. – Czy ty myślisz, że jestem twoją zabawką, Maksymilianie?! Wiecznie mi dokuczasz, czuję się, jakbym była dla ciebie kimś gorszym – oznajmiłam pewnie, ale moje wnętrze drżało, a serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi.
– Nie jesteś dla mnie gorsza, zapamiętaj to sobie, Nato! – Patrzył prosto w moje oczy i nadal trzymał moją dłoń, ale nie ściskał jej, jego dotyk był delikatny. – Jakbym cię traktował jak swoją zabawkę, to uwierz mi, na pewno nie uderzyłabyś mnie, tylko krzyczałabyś moje imię, i to wiele razy – wyszeptał przy moim uchu.
Po tej sytuacji miałam wrażenie, jakby mi odpuścił. Tylko ja nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, często dotykałam swojej dłoni w tym miejscu, w którym była dłoń Maksymiliana, i przypominałam sobie jego szept, który nadal wywoływał u mnie dziwne dreszcze. Kiedyś czytałam o takim zjawisku jak syndrom sztokholmski. Nie, to mnie nie dotyczyło.
Moja siostra i nasz sąsiad – te dwie osoby sprawiały, że często miałam już wszystkiego dość. Nie tak wyobrażałam sobie dzieciństwo i dorastanie. Jednak każdego dnia zaciskałam zęby i starałam się resetować pamięć. Maks był mi całkowicie obcą osobą, chociaż czasami odnosiłam wrażenie, że… to wszystko, co robi, ma drugie dno. A może to była tylko moja wyobraźnia. Ale moja siostra… Jej zachowania nie potrafiłam wytłumaczyć.
Aby zapomnieć o tym wszystkim, zaczęłam uwieczniać różne rzeczy i różnych ludzi na fotkach. Uwielbiałam to robić. Często były to spontaniczne ujęcia.
Później siadałam i przeglądałam. Gdy spotykaliśmy się naszą paczką, zawsze pstrykałam mnóstwo zdjęć. Zdarzały mi się sytuacje, w których nie patrzyłam przez obiektyw, tylko robiłam zdjęcia w ciemno. Następnie wieczorami, gdy cały dom był już w objęciach Morfeusza, ja przeglądałam swoje „dzieła”. Sprawiało mi to ogromną przyjemność, dodatkowo w tle leciała ścieżka dźwiękowa z filmu Gliniarz z Beverly Hills. Gdy przerzucałam obrazy zamknięte w moim aparacie, odbywałam niezapomnianą podróż. Jedno zdjęcie mnie zaskoczyło, ale nie usunęłam go.
Tak po wielu trudach i upokorzeniach z strony Maksymiliana dotrwaliśmy razem aż do jego osiemnastych urodzin. Miesiąc przed pojawił się w naszym domu. Niestety, byłam sama. Rodzice pojechali do cioci, a siostra dostała telefon i wyszła, nie mówiąc, gdzie idzie. Usłyszałam dzwonek do drzwi; no tak zamknęłam je zaraz po wyjściu Nikoli.
– Zapomniałaś czegoś? – Otworzyłam drzwi i znieruchomiałam.
– A ty co, Nato, ducha zobaczyłaś? – zapytał z uśmieszkiem ten, którego w życiu się nie spodziewałam.
– Duch by mnie tak nie przerażał – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – Przyszedłeś po coś konkretnego? Bo nie mam czasu…
Dla ciebie – dokończyłam w myślach.
– Możesz to przekazać Nikoli – rzucił beznamiętnym tonem, nie odrywając ode mnie wzroku. – Zostawiła to ostatnio u mnie.
Czas jakby zwolnił, a ja poczułam, że trzymam w rękach jakąś niebieską małą torebkę. Po tych słowach Maksymilian odwrócił się i odszedł.
Trzasnęłam drzwiami i spojrzałam na ten tajemniczy podarunek. Chciałam go od razu zanieść do pokoju Nikoli, ale moja ciekawość była tak wielka, że musiałam sprawdzić, co jest w środku. Weszłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku i zajrzałam do torebki. Mogłam się tego po nim spodziewać. Następnie zaniosłam ją do pokoju siostry, nie chciałam dłużej trzymać jej w rękach.
Jak ja go nienawidziłam… A czekała mnie jeszcze jego impreza urodzinowa.
To była pierwsza osiemnastka w naszej grupie. Wiedziałam, że bardzo się do niej przygotowywał. Bardzo mu zależało, aby wszystko było idealne. Tylko dlaczego był takim dupkiem? W dodatku dręczącym mnie dupkiem.
Moja przyjaciółka uparła się, że pomoże mi wybrać strój i zrobi mi makijaż, zgodziłam się. Lubiłam swój chłopięcy styl. Siostra wręcz przeciwnie, lubiła zwracać na siebie uwagę i ubierała się wyzywająco.
Matylda zawsze powtarzała:
– Nikola nie grzeszy inteligencją, robi to wyglądem. Dla niej nie jest ważne, co o niej mówią, ważne, aby mówili.
Musiałam z bólem przyznać jej rację, taka niestety była moja siostra.
Przygotowania nie zajęły nam dużo czasu. Po wszystkim spojrzałam w lustro.
– Nati, wyglądasz ekstra, co najmniej jak osoba, która ma już dowód osobisty. Normalnie wow! Jesteś bardzo ładną dziewczyną, tylko ciągle to ukrywasz! Coś czuję, że zapowiada się ciekawy wieczór – powiedziała z uśmiechem na ustach.
– Nie sądzisz, że jest za bardzo… no wiesz… tak zdzirowato? – zapytałam nieśmiało, obciągając krótką, dopasowaną sukienkę, która niby sięgała mi do połowy uda, ale miałam dziwne wrażenie, że zakrywa mi jedynie pupę.
– Nie. Powtórzę się, wyglądasz super. Myślę, że Maksiuniowi kopara opadnie. – Popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła.
– Nie sądzę! On nawet na mnie nie spojrzy. Ostatnio jakby mnie unika. Chyba że przyjdzie mu do głowy jego kolejny „wspaniały” pomysł – powiedziałam pewnie.
– Oj, Natka, Natka, ty naprawdę do tej pory nic nie zauważyłaś? – Matylda podeszła bliżej i spojrzała dziwnie.
– Co miałam niby zauważyć? Że zawsze mnie dręczy i czerpie z tego chorą satysfakcję?!
Gdy to mówiłam, zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
Robiłam tak, kiedy czułam zażenowanie lub niepewność.
– Kochanie, on to robi, żeby zwrócić na siebie twoją uwagę. Naprawdę tego nie dostrzegłaś? Ty masz chyba jakieś klapki na oczach! Kiedyś podsłuchałam jego rozmowę z Tomkiem, stwierdził, że mu się podobasz, ale jesteś jakaś dziwna, a to jeszcze bardziej go do ciebie przyciągało. – Przyjaciółka przechyliła lekko głowę.
– Ja mu się podobam? – Mój głos drżał. – Ja jestem dziwna? Pajac jeden. To, że nie podobają mi się ani nie imponują mi jego wygłupy, to nie znaczy, że jestem dziwna. – Czułam, że zalewa mnie fala złości.
– Dręczył cię, bo chciał abyś go dostrzegła. A ty jak na złość nie zauważyłaś, jak się stara. Z twoją siostrą też całował się tylko na pokaz. Pokazówka jak nic. Jestem tego pewna. On jej nawet nie lubi, po prostu ją toleruje, a ona… cóż, jest zawsze chętna. On z tego korzysta. W sumie korzystają z tego oboje.
Cały czas patrzyła prosto na mnie, trzymając się pod boki.
A ja słuchałam tego wszystkiego, co właśnie powiedziała mi przyjaciółka, i poczułam dziwne ciarki przechodzące przez moje ciało. Tego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Matylda musiała coś źle zrozumieć.
– Matyldo, jakoś dziwnie się czuję po tym, właśnie usłyszałam. – Stałam i miałam wrażenie, że jestem w jakimś reality show.
– Kochana, ktoś musiał ci to wreszcie powiedzieć, bo przez te swoje klapki na oczach totalnie niczego nie dostrzegasz. Tak że tak to wszystko wygląda. Dobra, koniec tematu. Impra u Maksia czeka. A my tutaj gadamy jak katarynki. Solenizancie, szykuj się, dwie superlaski nadchodzą. Czy jesteś na to gotowy?! – Popatrzyła na mnie i poprawiła swoje włosy, a jej uśmiech był coraz szerszy.
– On może i jest gotowy, ale czy ja jestem, to nie jest już takie pewne. – Czułam, jak pocą mi się ręce.
– Jesteś twarda jak skała. Kiedyś zostaniesz policjantką. A teraz nie marnujmy czasu, chcę zobaczyć, jak ten chłopczyk się ślini na twój widok, bo powiem ci, że tak będzie. Jesteś piękną dziewczyną, moja ty przyszła pani policjantko. – Podeszła i mocno mnie przytuliła. – Dasz radę, a jak coś, ja będę obok.
Popatrzyłam na nią, była moją przybraną siostrą i przyjaciółką i tylko ona wiedziała, oczywiście poza rodzicami, o tym, kim chcę zostać w przyszłości. Znała mnie jak nikt inny. Wzięłam mojego nikona i pstryknęłam nam kilka zdjęć na pamiątkę.
Od trzech lat byłam szczęśliwą posiadaczką tego świetnego aparatu, na który udało mi się uzbierać sporą część, a resztę dołożyli mi rodzice i chrzestni.
– Dobra, idziemy. Dam radę. – Zacisnęłam pięści. – Wdech i wydech. – Wciągnęłam i wypuściłam powietrze. – Już, jestem gotowa na starcie z wrogiem – zażartowałam, ale nadal czułam skurcze w brzuchu ze strachu.
ROZDZIAŁ 2
Maks mieszkał dwa domy dalej od naszego, więc nie miałyśmy daleko. Po przekroczeniu przez nas progu budynku okazało się, że wnętrze jest wypełnione ludźmi. Musiałam z bólem przyznać, że to mnie zaskoczyło. Wiedział, jak zorganizować dobrą zabawę. Zaprosił całą naszą paczkę i jeszcze sporo innych znajomych. Nawet był DJ. Impreza na pełnym wypasie. Taka w jego stylu.
Stanęłyśmy i zaczęłyśmy się rozglądać. Niektórzy już chyba przesadzili z procentami. Zauważyłam też moją siostrę, tańczyła na środku wielkiego salonu. Sukienka jej się podsunęła i widać jej było goły tyłek. Tak, moja Nikola chyba nie włożyła bielizny, albo miała na sobie jakiś jej skrawek.
– Ja pierdolę – rzuciła moja przyjaciółka, bo ona też to zauważyła. – Normalnie tylko rurę jej zamontować i… – Zakryła twarz ręką. – Natka, przepraszam, nie chciałam cię urazić.
– Na spokojnie, niestety, mam takie same myśli jak ty. – Mój głos był smutny.
Moja siostra żyła tak, aby zawsze być w centrum uwagi.
Oderwałam wzrok od przyjaciółki i wtedy zobaczyłam go. On w tym samym momencie spojrzał w moim kierunku i nasze oczy się spotkały. To było dziwne uczucie. Nie czułam skrępowania, poczułam tylko miłe ciepło, które ogarnęło moje ciało. Wydawało mi się, że kąciki ust chłopaka drgnęły, jakby się uśmiechał. Zerwałam ten kontakt wzrokowy. Przypomniałam sobie, że muszę dać mu prezent. Muszę podejść do niego. To przecież nic trudnego. Zaczęłam się nerwowo obracać.
– Chcesz może coś do picia? – zaproponowała Matylda.
Moja przyjaciółka już to miała za sobą, bo wczoraj podarowała mu portfel; jak to stwierdziła: „Może już ma, ale portfeli nigdy nie za dużo”.
– Nie, na razie dziękuję, teraz muszę… – pokazałam jej to co trzymałam w rękach – dać mu prezent.
– Aa, ja już mam to z głowy – wtrąciła z uśmiechem przyjaciółka. – Idź, a później się spotkamy tam, przy stole. – Wskazała ręką. – O, patrz, już ociera cieknąca ślinę. A nie mówiłam, że tak będzie?
– Jaką ślinę, co ty pleciesz? – Dotknęłam jej ramienia i spojrzałam na nią.
– Patrzy na ciebie i się ślini, co tu więcej tłumaczyć. A teraz idź, bo zaraz w niej utonie.
Matylda odeszła z uśmiechem, a ja stałam jak zamurowana.
Dziewczyno, dasz radę – pocieszałam samą siebie.
Poprawiłam włosy i sukienkę. Dobra, teraz albo nigdy. I poszłam. Szłam i czułam, że odległość wcale się nie zmniejsza. Wreszcie dotarłam. Stanęłam w bezpiecznej odległości. Cichutko odchrząknęłam. A on wyglądał, jakby czekał na mnie. Czuł, że jestem bardzo blisko.
– Wszystkiego, co najlepsze, Maksymilianie. – Specjalnie wypowiedziałam jego pełne imię. – Spełnienia marzeń.
Uff, zakończyłam swoje życzenia i podałam mu prezent. Solenizant wziął podarunek z uśmiechem i zmniejszył odległość między nami. Teraz stałam stanowczo za blisko niego, stanowczo za blisko.
– Dziękuję, Nato, dzisiaj wyglądasz wreszcie jak prawdziwa dziewczyna. – Patrzył tak, jakby zobaczył mnie pierwszy raz.
W jego oczach widziałam coś, co przypominało zachwyt. Byłam zdziwiona, ale nie okazywałam tego.
– Chociaż… zawsze tak wyglądałaś. – Jego głos stawał się coraz cichszy, do tego stopnia, że ostatnie słowa sczytywałam z ruchu jego warg.
Maks świadomie mnie tak nazwał, nienawidziłam tego zdrobnienia, a on doskonale o tym wiedział. W dodatku zastanowiło mnie to, co przed chwilą usłyszałam.
Przecież ja nigdy nie byłam chłopakiem!
No dobra, może nie nosiłam krótkich sukienek i głębokich dekoltów jak Nikola. W sukience czy w spodniach byłam Natalią. Co ja bredzę, on właśnie potwierdził, że zawsze uważał mnie za dziewczynę, tylko w dziwny sposób to okazywał.
Moje myśli zderzały się jedna z drugą. Chaos – tym słowem mogłam określić to, co teraz czułam. Przywołałam się wreszcie do porządku. Dobra, zadanie wykonane; życzenia złożyłam, prezent dałam, więc mogłam już sobie iść. Już chciałam odejść, lecz nagle usłyszałam jego słowa.
– Dobra, laska, życzenia były, prezent też, ale jeszcze czekam na buziaka – powiedział pewnie i patrzył prosto na moje usta.
– Buziaka? – powtórzyłam zdziwiona. – Jakiego buziaka?!
– A takiego urodzinowego, o tu. – Maks wskazał palcem na swój lewy policzek.
Lekko zdziwiona i zarazem przestraszona stałam tak, patrząc prosto w jego oczy. Ale w tym momencie emocje przegrały z… ciekawością.
– Dobra, ale tylko jeden – powiedziałam, nie spuszczając z niego wzroku.
To tylko taki szybki koleżeński całus – pomyślałam. – To nic takiego, to tak jakbym dała buziaka Matyldzie czy mamie lub tacie. Nie wychodzę za niego za mąż. Nie zamieszkam z nim. Dam mu buzi w policzek i tyle. Natalio, nie stresuj się.
Pozbierałam myśli i teraz to ja podeszłam bliżej.
Zauważyłam, że jego brązowe oczy robią się coraz ciemniejsze. Maks musiał się pochylić, bo był wyższy ode mnie, po czym nadstawił policzek.
Moje usta zbliżyły się do jego policzka i wtedy on odwrócił twarz tak, że nasze wargi się spotkały, a ja, zamiast pocałować miejsce, które wskazał, pocałowałam go w usta.
Nasze wargi złączyły się na kilka sekund. Przez chwilę trwałam w miejscu jak zamurowana, tym bardziej że Maksymilian położył mi ręce na talii i docisnął mnie do siebie tak mocno, że aż czułam ciepło bijące od niego. Próbowałam podnieść głowę i spojrzeć mu w oczy, ale nie miałam odwagi. Coś mnie sparaliżowało.
Nie wiem, ile to trwało, ale dla mnie to była wieczność. Oderwałam się od niego, podniosłam jednak głowę, spojrzałam na jego twarz i zauważyłam, że się uśmiecha. To był taki zwycięski uśmiech, który mówił: „Nareszcie”.
– No, teraz już jestem w pełni zadowolony, tak długo na to czekałem, ale było warto. Nie zapomnę tej chwili. Już nigdy! Nigdy! Smakujesz słodko jak truskawki – powiedział to z dumą i radością.
Wyglądał, jakby faktycznie czekał na ten moment i bardzo podobało mu się to, co się właśnie stało.
Ja wręcz przeciwnie, czułam się bardzo nieswojo. Nigdy wcześniej nie doznałam czegoś takiego… Po tej sytuacji nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Miałam szesnaście lat i do tej pory tak naprawdę nie całowałam się z żadnym chłopakiem. Dla mnie pocałunek był czymś nowym. Jednak po tym pocałunku mój serce zaczęło bić jak szalone. Ten jeden całus sprawił, że coś się we mnie zmieniło. A błyszczyk o smaku truskawkowym będzie mi o tym przypominał.
Maks złapał mnie jeszcze za rękę i cicho powiedział:
– Dziękuję, Natalio. – Pierwszy raz z jego ust padło moje pełne imię. Wypowiedział je w taki sposób, że przez całe moje ciało przeszedł dreszcz.
Takiego czegoś nigdy nie doświadczyłam, nawet jak kiedyś szłam za rękę z Marcinem.
Nie miałam pojęcia, co mi się wtedy stało. Tamtego wieczoru miałam duży mętlik w głowie. Ta cała sytuacja, ten pocałunek, słowa Maksa – to wszystko nie chciało opuścić moich myśli. Czy to, co mówiła Matylda, było prawdą? Dlaczego ja niczego nie zauważyłam? Jego osiemnaste urodziny na długo zostaną w mojej pamięci.
Po sytuacji z pocałunkiem znowu zaczął mnie w szkole unikać. Zauważyłam, że ukradkiem zerka w moją stronę. Czasami jak się mijaliśmy, to specjalnie się o mnie otarł. Nawet moja przyjaciółka się dziwiła.
– A temu co się stało? Po urodzinach się zmienił. Ma już dowód osobisty i dorosłość mu odwala. Co on taki niedostępny się zrobił?
Po jakimś czasie powiedziałam Matyldzie o tym, co się wydarzyło po wręczeniu prezentu.
– Ja pierdolę – zaklęła. – Przepraszam. Czyli to wszystko było prawdą, potwierdziło się.
– Co się potwierdziło? – zapytałam zdziwiona.
– A to, moja kochana przyjaciółko, że najprzystojniejszy chłopak z naszego miasteczka zadurzył się w tobie, i to już dawno. Kur… – Zakryła usta dłonią. – Kurde, tak czułam.
Nadszedł czas matury Maksa. Chłopak zdał ją bardzo dobrze. Nie był typem prymusa, ale był bardzo inteligentny, tylko to ukrywał, jakby się tego wstydził. Dowiedziałam się od Matyldy, że od października zaczyna studia w Warszawie.
Pod koniec września zrobił jeszcze pożegnalne ognisko, ale unikał mnie na nim. Za to cały czas obok niego była Nikola. Przykleiła się do niego jak mucha do lepu. Całował ją, ale patrzył na mnie. Przytulał, a jego wzrok spotykał się z moim. Ja też nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, gdy on jest w pobliżu. Teraz to już była jakaś gra, w której uczestniczyliśmy oboje, czy tego chcieliśmy, czy nie.
Później wyjechał do Warszawy na studia. Rodzice Maksa byli właścicielami sieci hoteli w wielu miastach Polski i on miał je później przejąć, jak już skończy edukację. Chcieli, aby ich syn miał wyższe wykształcenie. Poczułam smutek, co mnie trochę dziwiło, bo ja już tęskniłam za tym, którego przecież nienawidziłam.
Czy jeszcze kiedyś go spotkam? I dlaczego Maks mnie wtedy pocałował?!
ROZDZIAŁ 3
Jakiś czas później…
Maksymilian po wyjeździe z Brodzina nie kontaktował się z nami. Z nikim tak naprawdę nie utrzymywał relacji. Dziwne to było, ale sam o tym zadecydował. Przyznam się, że za początku brakowało mi trochę jego obecności, a nawet zaczęłam tęsknić za jego dokuczaniem. Jednak z czasem oswajałam się z jego nieobecnością. Nie miałam innego wyjścia. Powinnam była się cieszyć, ale nie było mi do śmiechu.
Zauważyłam, że po jego wyjeździe Nikola stara się spędzać więcej czasu ze mną. Jednak polegało to przeważnie na zabieraniu mnie na imprezy. Ona nie potrafiła usiedzieć w domu, chciała się ciągle bawić. Z dnia na dzień stawała się bardziej nieodgadniona. Nauka była u niej na ostatnim miejscu. A ja uległam jej, bo chciałam naprawić naszą siostrzaną relację, która ostatnio prawie przestała istnieć. Tak bardzo mnie to bolało.
Matylda też była blisko. Moja siostra pomimo tego zbliżenia się do mnie i tak nadal chodziła swoimi ścieżkami, o których nie wiedziałam, właściwie nikt nie miał pojęcia, co ona robi, z kim się spotyka.
To wszystko było wielką niewiadomą.
Byłam z nią może na dwóch imprezach, bo nie podobało mi się towarzystwo, w którym się obracała. Ona zawsze wybierała starszych chłopaków z wypasionymi autami. Takich, którym kasa dosłownie wystawała z kieszeni. Ja nie patrzyłam na to. Jak kogoś polubiłam, to za to, jaki był, a nie za to, co i ile miał. Ogólnie stroniłam od chłopaków, ale marzyłam o wielkiej miłości. I to była jedna z wielu rzeczy, która nas jednak dzieliła.
Z roku na rok zaczynało nas coraz więcej różnić niż łączyć. Czy tak powinno być? Na pewno nie! A przecież jako dzieci byłyśmy prawie nierozłączne. Chociaż ona już od małego chciała rządzić wszystkimi i zawsze chciała postawić na swoim. A jak robiło się gorąco, to po prostu odwracała się na pięcie i opuszczała miejsce. Była taka nieodgadniona. Jak wychodziła gdzieś, to nie wiadomo było, kiedy wróci. Była moją siostrą bliźniaczką, a ja jej tak naprawdę nie znałam. Oczywiście pomimo tego wszystkiego bardzo ją kochałam.
Nikola i Tysia się nie lubiły. Moja przyjaciółka z czasem stała się dla mnie jak siostra. To z nią spędzałam większość czasu. To ona wiedziała o moich problemach i to ona była blisko mnie, kiedy najbardziej dokuczała mi samotność. Odległość między mną a siostrą powiększała się każdego dnia. To było powolne oddalanie się jej ode mnie.
Od zawsze marzyłam, że będę policjantką. Chciałam strzec prawa. Bronić słabszych i karać przestępców. To było moje marzenie, mój wymarzony zawód i praca. Jak byłam małą dziewczyną, moimi ulubionymi filmami były te z policjantami. A Gliniarz z Beverly Hills był moim faworytem. Podobało mi się to, jak wygląda ta praca. Fascynowało mnie to wszystko.
Taka byłam ja.
A moja siostra bliźniaczka już jako mała dziewczynka chciała mieć taką pracę, w której szybko można zarobić duże pieniądze, i do tego nie trzeba się napracować. Lubiła też otaczać się osobami, które miały więcej niż przeciętny człowiek. Czy to naprawdę było takie super? Dla mnie nie. Jednak ona się tym zachłysnęła. Odnosiłam wrażenie, że dusi ją życie w małym miasteczku, dusi ją bycie zwykłą dziewczyną. Ona chciała być zawsze w centrum zainteresowania.
Pomimo wielu sprzeczek między nami wciąż bardzo ją kochałam i ona na swój też chyba mnie kochała. Pamiętam, jak będąc jeszcze dziećmi, a później nastolatkami, często ratowałyśmy siebie nawzajem z różnych opresji. Mimo wszystko jakaś więź nas łączyła, czy ona tego chciała, czy nie.
Kiedyś po lekcjach zaprosił mnie kolega z klasy Tomek, którego nie lubiłam. Chciał, abym poszła z nim na ognisko do kolegi ze starszej klasy. Ja niestety nie potrafiłam odmówić i zgodziłam się na jego propozycję. Nikola widziała całą tę sytuację.
– Natalia, pójdę za ciebie na to ognisko – powiedziała tak, jakby moje zdanie już się nie liczyło i jakby chciała mnie tylko poinformować o tym, co ma zamiar zrobić. – Widziałam, że się zgodziłaś, ale nie masz na to najmniejszej ochoty. A Tomek jest okej. Jego rodzice są lekarzami. Wiesz, że go na wszystko stać? – zapytała, a w jej spojrzeniu widziałam zachwyt i miałam wrażenie, że w jej oczach pojawiają się monety.
– Nikolo, jak chcesz, to idź, widzę, że to już i tak postanowione. A czy to ważne, kim są jego rodzice? Dla mnie to się nie liczy. Po prostu nie lubię go i źle bym się tam czuła. A zgodziłam się tylko dlatego, że zaskoczył mnie tym i nie miałam odwagi mu odmówić – powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy.
– Dobra, to już postanowione – powiedziała pewnie Nikola. – Ja idę i będę się świetnie bawić, a ty zostajesz w domu, tak?
Pokiwałam tylko głową, bo już nie chciałam rozwijać tego tematu. Nikola poszła i po powrocie opowiedziała mi ze szczegółami, jak było. I oczywiście po tym ognisku chodziła z Tomkiem, niedługo, ale to nie było dla niej ważne. Chłopaków zmieniała jak rękawiczki.
A ja już jako mała dziewczynka marzyłam o wielkiej miłości, takiej jedynej i na całe życie. Czekałam na swojego księcia na białym koniu. Gdy przeglądałam albumy rodzinne i zatrzymywałam się na zdjęciach ze ślubu rodziców czy dziadków, często zamykałam oczy i wyobrażałam sobie siebie w białej, skromnej sukni i wianku z żywych kwiatów, a obok mężczyznę. Był wysoki, dobrze zbudowany i miał ciemne włosy.
Kiedyś zapytałam Nikolę, czy chce mieć rodzinę.
– Siostrzyczko, ja jestem stworzona do wyższych celów, pieluchy i gotowanie obiadków dla jakiegoś mężczyzny to nie dla mnie. Wychodzę z założenia, że to mnie ma być dobrze.
Już więcej nie wracałam do tego tematu, znałam swoją siostrę na tyle dobrze, że wiedziałam, iż nie zmieni zdania. To był jej plan na życie. Mój był całkowicie odmienny.
Nadszedł moment, kiedy skończyłyśmy osiemnaście lat. Stałyśmy się dorosłymi osobami. I coraz bardziej się od siebie oddalałyśmy. Ja tak naprawdę nie potrafiłam tego zmienić, bo nie było nawet małej chęci z jej strony.
Ten moment pełnoletności sprawił, że każda wybrała swoją drogę. I już nic nie było takie jak kiedyś. Szkoda było mi rodziców, bo i od nich oddaliła się Nikola, córka, której tak bardzo wyczekiwali.
Po egzaminie dojrzałości obie opuściłyśmy naszą rodzinną miejscowość. Nikola wyjechała na studia do Warszawy – chciała studiować pedagogikę, tak przynajmniej wszystkim mówiła. Twierdziła, że chce pracować z dziećmi. Chociaż własnych nie zamierzała mieć. Sama mi to powiedziała. Warszawa była miastem, z którym pragnęła się związać na stałe, a Brodzin to miejsce, z którego chciała uciec. I to jej się udało…
Ja też musiałam wyjechać z mojej kochanej mieściny do Szczytna i tam ukończyłam Akademię Policji w wynikiem bardzo dobrym. Poza tym chodziłam na kurs samoobrony, dużo ćwiczyłam. A po ukończeniu studiów przeniosłam się do Warszawy.
Pomimo dużej odległości często odwiedzałam rodziców. Jak tylko miałam wolny weekend, to wracałam do rodzinnego domu i do mojej przyjaciółki Matyldy, którą traktowałam jak siostrę. Nikola na początku przyjeżdżała do Brodzina, ale z czasem robiła to coraz rzadziej, aż wreszcie po prostu przestała odwiedzać rodziców. Czasami tylko do nich dzwoniła. Mama mi o tym mówiła. Było jej smutno, że jej córka zerwała z nią kontakt.
Moja przyjaciółka też wyjechała na studia, jej marzeniem było prowadzenie własnego biura rachunkowego. Matylda zawsze mówiła, że ja jestem tą rozważną i romantyczną, a Nikola beztroską i bez uczuć. Krótko mówiąc, i Matylda i Nikola nadal nie przepadały za sobą, a z czasem wręcz unikały się. jak tylko mogły. To się już raczej nie zmieni. Dlaczego? Nie potrafiłam znaleźć na to odpowiedzi. Moja przyjaciółka zawsze mówiła, że Nikolę ciągnie na ciemną stronę mocy… Ten jej zachwyt rzeczami materialnymi, miłością do pieniędzy, do dziwnego towarzystwa nie wróżył niczego dobrego. Nigdy nie przypuszczałam, że to może okazać się prawdą.
Kiedy udało nam się spotykać w domu rodziców, najczęściej na święta, moja siostra robiła wielkie wejście, przyjeżdżała nowym autem, ubrana w markowe ubrania, miała na sobie drogą biżuterię. Świeciła już z daleka.
A ja jeździłam swoim kochanym czternastoletnim nissanem x-trail, moje stroje nie były markowe, ale dla mnie nie liczyła się metka, tylko wygoda.
Czy jej tego zazdrościłam? Nie.
Moja hierarchia wartości była całkowicie odmienna od hierarchii Nikoli. Patrzyłam na moją siostrę i jej nie poznawałam. Czasami zastanawiałam się, czy ona jest tą moją Nikolą, z którą się wychowywałam tyle lat. Fakt, była niekiedy nie do wytrzymania, ale teraz to już przechodziła samą siebie.
