Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ile warte jest życie, gdy w grę wchodzą pieniądze?
Anka nagrała dziesiątki podcastów kryminalnych, ale ta zbrodnia ma dla niej wyjątkowe znaczenie. Zamordowana dziennikarka, Ewa Kamińska, nie była obcą osobą – to właśnie ona nauczyła Ankę patrzeć uważniej, zadawać niewygodne pytania i nie bać się prawdy.
Niejasne notatki, urwane śledztwo i gęsta sieć kłamstw. Im głębiej Anka wchodzi w sprawę, tym szybciej traci złudzenia. Tu nie ma bohaterów, są tylko ludzie powoli łamani przez los. A kiedy kolejne fakty zaczynają wychodzić na jaw, jest już za późno, żeby się wycofać.
„Dla pieniędzy” to powieść, w której kryminalna intryga splata się z ludzkimi dramatami i wyborami. W świecie, w którym można sprzedać wszystko, nawet życie ma swoją cenę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 346
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Warszawa 2026
„Hej, prorocy moi z gniewnych lat – obrastacie w tłuszcz.
Już was w swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust”1.
Rozdział pierwszy
Anka dość szybko się zorientowała, że źle oszacowała liczbę kartonów potrzebnych do przeprowadzki. Zadziwiające, jak dużo przeróżnych przedmiotów nagromadziło się w jej malutkim warszawskim mieszkaniu w ciągu ostatnich kilku lat. Rzeczy potrzebne układała w pudłach. Z myślą o pozostałych zrobiła zapas solidnych worków na śmieci. Stare ładowarki i kable splątane jak niejedne ludzkie losy, wyszczerbione kubki, porysowane patelnie i masa, masa papierów – wszystko lądowało w koszu.
Przenosiny do innego miasta to świetna okazja, żeby zrobić porządek. Zabrać ze sobą to, co chce się zachować i pozbyć się reszty. Zamknąć niektóre rozdziały i otworzyć nowe, lepsze.
Radek prawdopodobnie też myślał w ten sposób. Już od jakiegoś czasu rozważał wyjście spod skrzydeł Szewczyka i brał pod uwagę różne możliwości zawodowe. Gdy pewnego dnia dostał telefon od Darka, przyjaciela jeszcze z czasu studiów, który zaproponował mu otwarcie wspólnej kancelarii w Katowicach, uznał, że to świetna okazja.
Anka nie była aż tak entuzjastyczna. To prawda, że w ostatnich miesiącach jej i Radkowi świetnie się układało, myśleli nawet o zamieszkaniu razem, ale dlaczego właśnie na Śląsku? Jej zdaniem cały ten pomysł wyskoczył jak królik z kapelusza. Nie znała Darka Jasińskiego. Słyszała o nim trochę dobrych rzeczy, ale nie miała okazji się przekonać, jakim jest człowiekiem ani czy można na nim polegać. Nie rozumiała, dlaczego ktoś taki jak Radek, zwykle ostrożny i kalkulujący, tak łatwo zachłysnął się projektem kolegi, którego nie widział od kilku dobrych lat.
– A co z twoimi rodzicami? – To była jedna z pierwszych wątpliwości Anki.
– Od czego są samochody? – odparł Radek lekko.
Niby miał rację, ale skoro tak rzadko udawało mu się wyrwać do Legionowa z Warszawy, było jasne, że po przeprowadzce będzie odwiedzał dom rodzinny najwyżej kilka razy w roku. Może zresztą o to chodziło. Jeśli zamieszka daleko, łatwo znajdzie wymówkę, by nie widywać się z rodzicami. Ich relacje, już wcześniej napięte, ostatnio jeszcze się oziębiły. Anka chciała z nim o tym porozmawiać, ale bała się dotknąć rany, która dopiero się zasklepiała.
Może otwarcie nowego rozdziału nie było wcale złym pomysłem? Skoro myśleli o wprowadzeniu poważnych zmian, równie dobrze mogli iść na całość. Wizja wielkiego resetu i zaczynania od zera miała w sobie coś ekscytującego. Nowe mieszkanie, nowe miasto, nowe szanse.
Śląsk kojarzył się Ance stereotypowo z kopalniami oraz ołowicą, lecz także z niezliczonymi sprawami kryminalnymi, którymi na przestrzeni lat żyła Polska. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia liczy ponad dwa miliony mieszkańców, a tam, gdzie żyją ludzie, zawsze dochodzi do zbrodni. Na swoim kanale true crime Anka przedstawiła już wiele historii z tamtego regionu, a kolejne dopiero czekały na omówienie. Katowice miały jednak dla youtuberki także inne, osobiste znaczenie. Kiedy Radek wziął ją za ręce i poważnym głosem zapytał, czy zgodzi się przenieść z nim do tego konkretnego miasta, przed oczami przemknęły jej obrazy z własnej przeszłości.
Pomyślała, że może to znak. Może los mruga do niej i mówi: to ten moment, czas zająć się rzeczami, na które przez lata brakowało ci odwagi.
Nadal nie była przekonana, czy przeprowadzka jest najlepszym pomysłem, ale zdecydowała się odsunąć wątpliwości na bok i zaryzykować. Gdy przedstawiła swoją decyzję Radkowi, ucieszył się tak bardzo, że pochwycił ją w ramiona, a potem wziął na ręce i ze śmiechem obrócił dookoła, jakby odgrywali parę nowożeńców z kolorowej, telewizyjnej reklamy. W powodzi jego pocałunków naprawdę uwierzyła, że w Katowicach czekają ich same dobre rzeczy: najpierw świeży start, a później radosna, świetlana przyszłość, w której będą już zawsze razem. I tylko gdzieś z tyłu głowy czaiła się myśl, że by zacząć coś nowego, trzeba na dobre rozliczyć się z tym, co było.
2017
Wieczór, klimatyczny pub. Przez abażury lamp sączyło się miękkie, przytłumione światło, a z głośników płynęła nastrojowa jazzowa muzyka, na tyle dyskretna, że nie przeszkadzała w swobodnej rozmowie.
Dla Ani ten wieczór był idealnym zwieńczeniem kilku intensywnych dni. Ledwo otrząsnęła się z emocji towarzyszących poniedziałkowej obronie pracy licencjackiej, a już dziś rozpoczęła staż w „Wolności Słowa”. Zwiedziła redakcję gazety, zobaczyła newsroom, odebrała identyfikator i przeszła obowiązkowy kurs BHP. Poznała też masę ludzi. Ewa przedstawiała ją każdemu, kto się nawinął, aż poszczególne twarze zaczęły zlewać się ze sobą w pamięci dziewczyny. Już w trakcie studiów łapała różne drobne prace i zlecenia copywriterskie, ale ten staż miał być czymś innym, poważnym. Wierzyła, że dzięki niemu wejdzie w dorosłość z przytupem.
Wszystko to było wspaniałe, ale też wiązało się z ogromnym stresem i kiedy Ewa Kamińska zaproponowała stażystom wspólne wyjście na piwo, Ania aż zapiszczała w duchu z radości. Właśnie tego potrzebowała. Teraz, wtulając plecy w oparcie zamszowej kanapy, czuła opadające napięcie. Mięśnie ramion i barków się rozluźniały, myśli płynęły swobodnie w nieokreślonym kierunku. Kraftowe, miodowe piwo smakowało wspaniale, chyba jeszcze nigdy nie piła lepszego.
Na prawo od Ani siedział Feliks Bondarenko, redaktor i opiekun stażystów. Miał łysą czaszkę, okulary w kwadratowych oprawkach i intensywną opaleniznę – albo wrócił właśnie z zagranicznego urlopu, albo regularnie odwiedzał solarium, jedno i drugie wydawało się równie prawdopodobne. Na pewno często trenował, bo pod białą, o rozmiar za małą koszulą rysowały się wyrzeźbione mięśnie. Ania wyobrażała sobie z rozbawieniem, że redaktor nagle podnosi rękę, a wtedy któryś z guzików na jego piersi nie wytrzymuje i strzela w powietrze. Znała Bondarenkę z opowieści Ewy. Energiczny i wesoły, dawał się lubić. Równie dobre wrażenie zrobił na dziewczynie otyły Waldemar Kucharski z działu korekty, zajmujący miejsce w rogu kanapy. W przeciwieństwie do Feliksa był dość cichy, ale niezwykle sympatyczny.
Po drugiej stronie stolika siedziała młoda, długowłosa kobieta, chyba dziennikarka – Ania niestety nie zapamiętała jej imienia – a obok niej dwójka absolwentów dziennikarstwa rozpoczynająca staż: Karolina i Michał. Ania liczyła, że z czasem pozna ich lepiej. Dziewczynę trochę kojarzyła ze studiów, raz czy dwa wylądowały w tej samej grupie na warsztatach, ale poza tym ich drogi jakoś się rozjeżdżały.
Ostatnią obecną osobą była oczywiście Ewa Kamińska. Właśnie ona poleciła Ani pyszne miodowe piwo, którym raczyły się tego wieczora. Wspominała o nim już jakiś miesiąc temu, kiedy odwiedziły tę knajpę po raz pierwszy, ale wtedy akurat wybrały grzańca i przegadały całą noc otoczone słodkim aromatem pomarańczy, goździków oraz kardamonu.
Kamińską trudno było uznać za ładną. Niska i krępa, miała androgeniczne rysy i zmarszczki mimiczne w każdym możliwym miejscu na twarzy. Jej krótko ścięte włosy, raczej siwe niż blond, nie lubiły się specjalnie z grzebieniem i sterczały w przeróżne strony. Nie używała kosmetyków, może oprócz pomadki ochronnej. A jednak przy tych wszystkich mankamentach urody potrafiła się uśmiechać w taki sposób, że cała jaśniała – i wtedy nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby jej brzydką. Na swojej pracy znała się jak mało kto i zgarnęła tyle dziennikarskich nagród, że pewnie sama nie mogła ich zliczyć. Dodatkowo prowadziła zajęcia z reportażu na uczelni Ani i – od niedawna – była jej najlepszą przyjaciółką.
Dziewczyna zauważyła, że przy ludziach Ewa zachowuje się nieco inaczej niż wtedy, gdy są tylko we dwie. W jednej chwili wymieniała głośne, rubaszne żarty z redaktorem Bondarenką, by zaraz potem przyciszoną rozmową wspierać przygnębioną czymś Karolinę. Dopasowywała swój sposób mówienia do dowolnej osoby, zupełnie jakby urodziła się na wieży Babel przed pomieszaniem języków. Ania zastanawiała się, czy ta niemal magiczna umiejętność ma jakieś granice. Czy Kamińska równie dobrze dogadałaby się z politykiem, prokuratorem, zakonnicą i bezdomnym? Na pewno bez trudu nawiązywała kontakt ze studentami dwa razy młodszymi niż ona sama.
Właśnie ta łatwość budowania relacji sprawiała, że wywiady przeprowadzane przez Kamińską wypadały tak dobrze. Dziennikarka potrafiła trafić do konkretnego człowieka i otworzyć go, jakby rozłupywała orzech. Ania miała nadzieję, że pewnego dnia sama też się tego nauczy. Na razie cieszyła się, że los dał jej szansę przebywania z tak wspaniałą osobą jak Ewa.
Kamińska miała w zanadrzu jeszcze jedną sztuczkę: kiedy do kogoś mówiła, patrzyła mu prosto w oczy. Skupiała całą uwagę na tej jednej, konkretnej osobie, jakby cała reszta świata przestawała istnieć. Nie miało znaczenia, czy dyskusja dotyczy przekrętów na grube miliony, czy wyboru dodatków do pizzy. Rozmówca Ewy zawsze czuł się kimś ważnym i wyjątkowym – przynajmniej dopóki dziennikarka nie zwróciła się do człowieka siedzącego obok.
Teraz skierowała jasnoniebieskie oczy na Anię.
– I jak twoje wrażenia po pierwszym dniu? – odezwała się niezbyt głośno, gardłowym, trochę chropowatym głosem. Za pytaniem podążył ruch ciała: barki i tułów kobiety obróciły się w stronę dziewczyny. Kiedy Ewa słuchała, robiła to całą sobą.
– Było super – odparła Ania. – Nie mogę się doczekać jutra.
– Jeszcze będziecie mieli nas wszystkich, starych pryków, po dziurki w nosie. Wspomnisz moje słowa – wtrącił Kucharski w żartobliwym tonie.
– Ale zapał się chwali – dodał Bondarenko, unosząc kufel. – Zdrowie świeżego narybku.
– Co ci się najbardziej podobało? – Ewa uśmiechała się łagodnie, nie odrywając oczu od Ani.
Dziewczyna już miała odpowiedzieć, ale przeszkodziła jej wibracja telefonu.
– Przepraszam, to mój. – Kamińska wysunęła komórkę z kieszeni piaskowych spodni i spojrzała na wyświetlacz. Jej twarz zmieniła się na ułamek sekundy, ale kiedy ponownie podniosła wzrok, uśmiechała się identycznie jak przed momentem, a może nawet szerzej.
– Sorry – powiedziała. – Muszę odebrać.
Ani wydawało się, że dostrzega w jej oczach iskrę, której chwilę wcześniej tam nie było. Odruchowo spojrzała na wciąż wibrującą komórkę, ale Ewa obróciła telefon ekranem do ciała, jakby chciała ukryć numer dzwoniącego. A może zrobiła to przypadkiem i za drobnym gestem nie stało nic szczególnego? Tego wieczora odbierała już któryś z rzędu telefon. Za każdym razem rozmawiała na zewnątrz, na ulicy przed pubem, więc bez przerwy kursowała między stolikiem a drzwiami.
– Idę po następne. Wziąć ci też? – Feliks wskazał niemal pusty kufel Ewy.
– Tak! Dzięki. – Machnęła mu ręką i odeszła, wyraźnie się spiesząc.
Dzwoniący czekał już kilka sygnałów i mógł się rozłączyć w każdej chwili, ale nie odebrała, dopóki nie wyszła z lokalu. Ania odprowadziła ją wzrokiem do samych drzwi. Potem spojrzała na jasny prochowiec przerzucony przez oparcie kanapy. Kiedy dwie godziny temu wchodzili do knajpy, było zimno i siąpił deszcz. Mało prawdopodobne, by od tamtej pory pogoda znacznie się poprawiła. Ewa za każdym razem zabierała ze sobą okrycie, ale teraz o nim zapomniała. Zostawiła też torebkę. Dlaczego? Czy coś ją rozproszyło? Może ten telefon był ważniejszy od poprzednich?
– Przepuścisz mnie? – zapytał Feliks Anię.
Przesunęła się i zrobiła przejście redaktorowi. Jednocześnie jej oczy szukały sylwetki Ewy. Wypatrzyła ją po drugiej stronie okna. Stała z telefonem przy uchu, zwrócona plecami do szyby i osrebrzona światłem ulicznej latarni.
– Wiecie, która godzina? – Dziewczyna skierowała pytanie do dwójki stażystów.
Karolina nie zareagowała, za to Michał spojrzał na telefon, który trzymał w ręku. Chłopak miał ciemną karnację i czarne włosy skręcone jak sprężynki.
– Ło! Już dwudziesta pierwsza! Ciekawe, kto dzwoni do pani Kamińskiej o tej porze.
– Taka praca – skomentował spokojnie Kucharski. – Doświadczycie tego na własnej skórze, jeśli zostaniecie z nami dłużej. Przywykniecie. Albo nie.
Michałowi nie spodobała się ta odpowiedź, zrobił zaniepokojoną minę. Z kolei Karolina znowu nie zareagowała. Wyraz jej twarzy kojarzył się Ani z zawieszonym komputerem. Można by pomyśleć, że się upiła, jednak kufel, który obejmowała obiema dłońmi, był prawie pełny.
Ania próbowała rozgryźć, co stoi za tym dziwnym zamyśleniem koleżanki, gdy nagle Karolina ocknęła się – jak zabawkowy robot, któremu wymieniono baterie.
Rzuciła „przepraszam”, wstała, przecisnęła się obok dziennikarki o nieznanym imieniu i po chwili zniknęła za drzwiami.
– Chyba nie poszła do domu? – odezwał się niepewnie Michał.
– Zostawiła kurtkę – zauważyła dziennikarka, nie odrywając wzroku od ekranu smartfona.
Kucharski spojrzał na porzucone okrycie Ewy.
– To jakaś nowa moda, żeby na piździcę nie zabierać kurtki ani płaszcza?
– Nie wyglądała dobrze. – Michał wyraźnie martwił się o koleżankę, ale siedząca obok dziennikarka wzruszyła tylko ramionami.
– Może po prostu poszła na fajkę.
Ania sama kopciła jak mały parowóz, ale nie przypominała sobie, by kiedykolwiek widziała Karolinę w grupie studentów wychodzących na papierosa między wykładami. Nie roztrząsała tego jednak zbyt długo.
Wkrótce rozmowa przy stoliku przygasła, jakby bez Kamińskiej brakowało jej iskry. Ania znowu popatrzyła w okno, ale pod latarnią nikogo nie było. Nie zauważyła ani Karoliny, ani Ewy.
Dopiero po dłuższej chwili brzdęknął dzwoneczek przy drzwiach i stażystka weszła do lokalu blada jak śmierć. Wróciła na swoje miejsce bez słowa wyjaśnienia, usiadła i poprawiła włosy napuszone od wilgoci.
– Ostro pada? – zagadnął Michał.
– Mży – odpowiedziała, nie podnosząc na niego wzroku.
Ania nadal koncentrowała uwagę na oknie. Niedługo potem dostrzegła niską sylwetkę Ewy. Kobieta rozmawiała z kimś przez telefon, teraz jednak nie stała nieruchomo, tylko chodziła po chodniku w tę i z powrotem, gestykulując ręką. Czy prowadziła cały czas tę samą rozmowę, czy już kolejną? Ania nie widziała wyraźnie twarzy dziennikarki, ale odnosiła wrażenie, że jej ruchy stały się nerwowe, jakby coś wyprowadziło ją z równowagi.
– Ej! – Nagły krzyk Michała sprawił, że Ania oderwała oczy od okna. Obróciła się i zobaczyła, że Karolina osuwa się na zastawiony szkliwem blat. Chłopak w ostatniej chwili złapał ją za ramię.
– Co ci jest, dziewczyno?! – przestraszył się Kucharski.
Karolina zamrugała i powiodła wokoło wzrokiem, jakby wybudzała się ze snu.
– Trochę mi słabo.
– Dlatego przed chwilą wyszłaś na powietrze? Czemu nie powiedziałaś, że źle się czujesz?
– Chyba nie musimy wzywać karetki? – Feliks Bondarenko starał się brzmieć żartobliwie, ale pytał raczej serio.
Karolina potrząsnęła głową. Była żółtozielona.
– Już mi lepiej. Przepraszam. – Popatrzyła na Anię, jedyną osobę w towarzystwie, którą znała dłużej niż kilka dni. – Pójdziesz ze mną do łazienki?
Dziewczyna nie mogła odmówić. Wstała i podała jej rękę. Miały właśnie odejść od stolika, kiedy wróciła Ewa. Nie sprawiała wrażenia choćby trochę zdenerwowanej, uśmiechała się promiennie. Ani przyszło do głowy, że źle zinterpretowała to, co wcześniej widziała przez okno, może nawet obserwowała inną kobietę i tylko jej się wydawało, że to była Ewa.
– Coś się stało, dziewczyny? – zagadnęła Kamińska, jednocześnie zgarniając jedną ręką płaszcz, a drugą torebkę.
– Karolina źle się poczuła – wyjaśniła Ania. – Idę z nią do toalety.
– Ojej. – Ewa wyglądała na zmartwioną.
Nie. Tak naprawdę wyglądała na udającą zmartwienie. Ania znała ją już dość dobrze, by to rozpoznać. Pozornie uwaga Ewy skupiała się na obecnej sytuacji, ale jej myśli krążyły gdzieś daleko.
– Mam nadzieję, że szybko poczujesz się lepiej. – Delikatnie poklepała Karolinę po ramieniu. – Feliks, możesz wypić to moje piwo, bo niestety muszę się zbierać. Przepraszam was wszystkich, ale wyskoczyło mi coś pilnego.
– Będzie kolejny materiał? – zagadnął Bondarenko.
Ostatnio Ewa często wyjeżdżała do Katowic i chodziła plotka, że szykuje coś dużego, ale nikt, włącznie z Anią, nie znał szczegółów.
– Zobaczymy. – Uśmiechnęła się szelmowsko. – Przypilnujesz, żeby dziewczyny bezpiecznie wróciły do domów? Przykro mi, chciałam posiedzieć z wami dłużej, ale na pewno to sobie jeszcze odbijemy. Do następnego!
Pomachała wszystkim, a w drodze do drzwi ani razu nie obejrzała się za siebie.
Gdy Ania wstała, piwo, które przez cały wieczór sączyła beztrosko jak oranżadę, uderzyło do jej głowy ze zdwojoną siłą. Nagle poczuła się ociężała i przymulona, a na jej policzkach pojawiły się wypieki. Wzięła Karolinę pod rękę z nadzieją, że nie skończą jak ślepcyz płótna Bruegla.
W łazience skorzystała z ubikacji, a potem ochlapała twarz chłodną wodą. Spojrzała w lustro. Ostatnio brała przykład z Ewy i eksperymentowała z brakiem makijażu, ale efekt nie był taki, jakiego by sobie życzyła. Jej cera wyglądała kiepsko w sztucznym świetle.
Po pewnym czasie zaczęła się niepokoić o Karolinę.
– Hej. – Zapukała do drzwi kabiny, w której zamknęła się dziewczyna. – Wszystko okej?
– Tak – odpowiedział stłumiony głos, po czym Ania usłyszała nieprzyjemny odgłos wymiotów.
– Zatrułaś się czymś? – Była pewna, że Karolina nie wypiła więcej niż kilka łyków piwa. – Potrzebujesz pomocy?
– Nie, nie! Wracaj do innych! Poradzę sobie!
Nie zabrzmiało to przekonująco.
– Na pewno?
– Idź! Proszę cię! Przyjdę zaraz.
Ania nadal się wahała, ale ton koleżanki brzmiał tak błagalnie, że dała się przekonać.
– Idę, ale jeśli w ciągu dziesięciu minut nie przyjdziesz do stolika, wrócę. Serio. Włączę stoper.
Karolina nie odpowiedziała.
Wychodząc z łazienki, Ania jeszcze raz złowiła swoje odbicie w lustrze. Nie była wcale przekonana, czy postępuje mądrze, zostawiając koleżankę samą. Próbowała sobie przypomnieć wszystko, co wiedziała na jej temat, ale nie było tego wiele. Karolina pracowała dorywczo chyba w dwóch albo trzech miejscach, a jej nazwisko co semestr pojawiało się na liście osób uprawnionych do stypendium naukowego, zawsze na pierwszej pozycji. Nie integrowała się zbytnio z ludźmi z roku – w sumie nic dziwnego, doba nie jest z gumy – i chyba nie miała bliskich przyjaciół, w każdym razie nie na uczelni. Inni studenci uważali ją za ambitną i raczej sztywną. Gdyby nie byli poważnymi, dorosłymi osobami, może nawet przezywaliby ją kujonką.
Po wyjściu z cichej łazienki muzyka wydawała się głośniejsza niż wcześniej. Wokół rozbrzmiewały rozmowy, postukiwało szkło. Nowi goście tłoczyli się w kolejce do baru albo wracali od niego. Ania lawirowała między ludźmi, starając się nikogo nie szturchnąć i niczego nie rozlać. Była już w połowie drogi do stolika, gdy ktoś złapał ją za łokieć. Zaskoczona, wzdrygnęła się gwałtownie.
– Boże, przepraszam – usłyszała głos Ewy. – Nie chciałam cię przestraszyć.
Ania obróciła się i zobaczyła Kamińską, rozczochraną i w rozchełstanym beżowym prochowcu poznaczonym kroplami deszczu. Wyglądała na dziwnie pobudzoną. Pachniała zimnem.
– Wróciłaś? – zdziwiła się Ania. – Coś się stało?
– Nie, nie. Słuchaj. – Ewa rozejrzała się i pociągnęła dziewczynę za najbliższy filar, jakby nie chciała, by pracownicy „Wolności Słowa” je zauważyli. – Muszę pojechać w jedno miejsce. Nie wiem, ile mi to zajmie. Będę pić, pewnie dużo, może do rana. Czy mogłabyś wziąć to ze sobą, jak będziesz jechała do redakcji? Boję się, że ja na kacu zapomnę. – Wyjęła z torebki czarny, skórzany organizer, który Ania dobrze pamiętała z zajęć na uczelni. Zza okładki wystawało kilka luźnych kartek wyrwanych z zeszytu. – To nie będzie problem, co?
– Jasne, nie ma sprawy.
Ewa oparła dłoń na ramieniu Ani i zajrzała jej w oczy. Uśmiechnęła się, ale czy to był szczery uśmiech?
– Dzięki. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. To do jutra?
– Do jutra.
Gdyby Ania była bardziej przytomna, zapytałaby Ewę, co się stało, czy wszystko w porządku i dokąd musiała pilnie jechać w środku nocy. Może nawet poprosiłaby, żeby wybrały się w to tajemnicze miejsce razem. Jej myśli grzęzły jednak w alkoholowym szlamie. Zanim się otrząsnęła, za Ewą zamknęły się drzwi.
1 Fragment piosenki „Nie płacz Ewka” zespołu Perfect, tekst: Bogdan Olewicz.
Redakcja: Barbara WronaKorekta: Elżbieta RożkiewiczProjekt okładki: Tomasz BiernatSkład: Tomasz Biernat
Copyright by Marta Ryczko 2026Copyright for the Polish Edition by Wydawnictwo Nocą,Warszawa 2026
Druk i oprawa:Drukarnia Sowa
ISBN: 978-83-68657-42-5
WYDAWNICTWO NOCĄul. Filipiny Płaskowickiej 46/8902-778 WarszawaNIP: 9512496374www.wydawnictwonoca.ple-mail: [email protected]
Spis treści
Rozdział pierwszy
