Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Perfekcyjne życie często bywa fasadą skrywającą najmroczniejsze tajemnice
Ciara ma wszystko – kochającego męża, wspaniałe dzieci, perfekcyjny dom i grono podziwiających ją kobiet.Ale jej życie dalekie jest od wyidealizowanego obrazka, który pokazuje na Instagramie.
Mishti tkwi w pozbawionym miłości, zaaranżowanym małżeństwie, wychowując córkę w obcym kraju. Zagubiona i samotna, jest zapatrzona w Ciarę, która staje się dla niej jedyną przyjaciółką.
Lauren myśli, że jest szczęśliwa, chociaż zmaga się z brakiem akceptacji ze strony innych matek, które uważają, że zarówno jej związek, jak i sposób wychowywania dzieci, są dalekie od ideału.
Gdy Ciara zostaje zamordowana, pozornie wzorcowa społeczność rozpada się jak domek z kart, a wszystkie brudne tajemnice ujrzą światło dzienne.
Brudne tajemnice to psychologiczny thriller o fałszywych przyjaźniach, zdradach, manipulacjach i kłamstwach ukrytych za zamkniętymi drzwiami perfekcyjnych domów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 357
29 września
Owsianka, płyn do prania i brudne pieluchy — tym pachniało w domu. Kilka lat temu był to olejek paczuli, kawa z ekspresu i perfumy Black Opium Yves’a Saint Laurenta.
— Nienawidzę go. Nienawidzę cię. I taty, i babci. Ale jego najbardziej.
— Bella, wcale tak nie myślisz. — Przemówienie do rozsądku czteroletniemu dziecku skazane jest na porażkę, dlatego Ciara, choć próbowała, robiła to bez przekonania.
Na biodrze trzymała Finna, kołysząc go delikatnie. Kiedy był jeszcze mniejszy i ciągle zanosił się płaczem, tylko w tej pozycji nie robił się cały siny. Wolała trzymać synka w ten sposób sporadycznie, aby nie utrwalać złych nawyków. Zauważyła jednak, że sama tego potrzebuje, żeby odgrodzić się od Belli.
— Właśnie że tak. Jego nienawidzę najbardziej. — Dziewczynka pokazała na nieprzejętą tym wyznaniem twarz brata.
— I co w związku z tym? — Ciara wpatrywała się w kopczyk zużytych, pozasychanych torebek od herbaty, które poplamiły marmurowy blat kuchenny. Od kilku dni nie zadała sobie trudu przełożenia torebek na jakiś talerzyk ani nawet przetarcia blatu.
— Obetnę mu włosy — zadeklarowała Bella.
Ciara się odwróciła. Poczuła naglące pragnienie wywleczenia córki przed dom i zostawienia jej tam.
Nie była w stanie tego zrobić, bo ludzie nie mogli zobaczyć, jak ciągnie za sobą wierzgającą, wrzeszczącą dziewczynkę. Ciara miała na sobie całkiem nieźle wyglądające legginsy i bluzę. Ubranie pasowało do jej marki, czego nie można powiedzieć o publicznym dyscyplinowaniu córki. Jej dzieci nie były znane z robienia scen.
Rok temu Ciara zamieściła w mediach społecznościowych filmik o sześciostopniowej pielęgnacji skóry. Choć niewiele sobie po tym obiecywała, nagranie biło rekordy popularności. Od tego czasu promowała pielęgnację i testowała ciekawe techniki dbania o skórę, takie jak na przykład pocieranie twarzy schłodzonym jadeitowym wałkiem.
Miała wszystko, czego może pragnąć kobieta: dzieci i wiedzę o pielęgnacji skóry.
Najnowszy filmik, który opublikowała zaledwie tydzień temu, był inny od dotychczasowych. Osoby obserwujące profil mogły wejrzeć w jej życie osobiste. Część obserwatorów chwaliła szczerość i autentyczność nagrania. Ciara stała się jeszcze bardziej wiarygodna — ot, zwykła kobieta ze zwykłymi problemami. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, ludzie w wiosce nie mogli zauważyć, że dzieje się coś złego. Musiała pokazać, że nad wszystkim panuje, choć tak naprawdę straciła kontrolę nad życiem.
Wskazywał na to łamiący się głos, jakim zwracała się do córki. Była niemal pewna, że mózg wybałusza jej się spod czaszki. Nikt nie może jej zobaczyć w takim stanie. To, co mówiła w filmiku, mogłoby zostać podane w wątpliwość.
— No dalej. Tu są nożyczki. Obcinaj bratu włosy. Zobaczysz, co się stanie… — wysyczała. Serce jej waliło. Liczyła się z tym, że Bella zrobi to, żeby udowodnić swoją rację. W takich chwilach widziała w córce siebie. Były takie podobne: te same złociste włosy, owalna twarz i nisko opadający podbródek, gdy się śmiały.
Dzisiaj w domu zabawki były wszędzie. W zlewie piętrzyły się naczynia, których nie włożyła do zmywarki. Przy pomieszczeniu gospodarczym stał kosz pełen ciuchów. Jeśli i tak nie mogła utrzymać domu w nieskazitelnej czystości, nie zamierzała zawracać sobie głowy sprzątaniem.
Bella rozdęła nozdrza. Górna część policzków dziewczynki zaczynała przybierać wyraźnie śliwkowy odcień. Ciara była wyczerpana. Niech zostawią ją w spokoju. Każdy, kurwa, z nich.
Finn był cicho. Wielkimi oczami patrzył na siostrę, jakby zapamiętywał tę scenę. Nie można stwierdzić, ile w tym wieku przyswajał. Miał tylko półtora roku. Minie jeszcze kilka lat, zanim Ciara będzie martwić się o to, kim Finn się stanie. Bella już wymknęła jej się z rąk. Ze wszystkich spraw, które chciałaby rozegrać inaczej, córka była na szczycie listy, lecz nigdy by się nikomu do tego nie przyznała.
Kiedy Bella, bełkocząc i becząc gorącymi łzami, w końcu dała za wygraną, Ciara odwróciła się i ruszyła w stronę schodów. Czas na drzemkę Finna. Bella pozostawiona sama sobie w ciągu kilku minut przestanie płakać. Jej córka dostanie ważną życiową lekcję. W przeciwieństwie do tych matek, które przy każdym wybuchu złości tulą i uspokajają, Ciara nie zamierzała nagradzać córki za to, że zachowuje się jak jędza.
Ciara wróciła na dół. Bella w salonie już znalazła pilota od telewizora. Finn miał spać dwie godziny, co dawało matce wystarczającą ilość czasu dla siebie. Nie zamierzała sprzątać.
Była w bojowym nastroju.
Komórka pobrzękiwała powiadomieniami z lokalnej grupy na WhatsAppie, na której zbierały się okoliczne mamusie i w dynamicznej burzy mózgów roztrząsały wszelakie problemy. Tego popołudnia jedna z nich poruszyła temat leczenia zatkanego nosa. Każda uczestniczka miała na ten temat własne zdanie.
Gorąca kąpiel przed snem i po sprawie.
Warto zainwestować w dyfuzor. Olejek eukaliptusowy otwiera drogi oddechowe i dzięki temu lepiej się śpi.
Czy próbowałeś wcierać mu w podeszwy stóp Baby Vicks? Masz jedną z tych rzeczy do odsysania wydzieliny z nosa?
Ciara, przewracając oczami, pobieżnie przejrzała odpowiedzi i wyszła z czatu. Miała wrażenie, że kobiety czekają na jej odpowiedź, ale nie chciała im poświęcać czasu.
Zamierzała zadzwonić do Gerry’ego.
Obecnie rzadko rozmawiali przez telefon. Komunikowali się głównie za pośrednictwem wiadomości tekstowych. Krótko i rzeczowo.
Kolacja?
Tak
Finn potrzebuje pieluch
Okej
Ciara rzadko patrzyła na odpowiedzi.
Nie ma jajek
Okej
O której będziesz w domu?
Nie wiem
Dlatego kiedy do niego zadzwoniła, Gerry szybko odebrał. W jego głosie słychać było naglące napięcie. Prawie go nie rozpoznała.
— Ciara, co się stało? Coś nie tak?
Tak, coś było nie tak. Kiedy się nad tym zastanawiała, widziała, że wiele rzeczy poszło nie tak. Mimo to od wszystkich oczekiwała więcej, a już na pewno od niego.
— O co ci chodzi?
— Z dziećmi wszystko w porządku?
— No jasne, że w porządku. To moja robota, żeby było w porządku. Codziennie rano budzę się i dbam o to, że nic im nie jest. I tak samo kolejnego dnia.
— Okej, Ciara. Czemu dzwonisz?
— Kiedy ostatnio zapytałeś, czy u mnie wszystko w porządku?
Musiała to powiedzieć, bo czyż nie tak pisane są scenariusze?
Gerry westchnął, lecz gdy już wiedział, że dzieci są całe, w jego głosie nie było niepokoju.
— Coś się stało?
— Mam tu od rana niezły cyrk. Finn nie chce jeść. Nawet pomarańczy, które, o czym nie wiesz, normalnie pałaszuje. Nie mam pojęcia, co go naszło. Bella oznajmiła, że cię nienawidzi. Nienawidzi też mnie i twojej matki, ale najbardziej Finna. Szczęściarz z niego.
— Ciara, ona ma cztery lata. Nie myśli tak.
— No właśnie, czterolatka, która chce, żeby jej przekłuć uszy. O to chodzi. Groziła, że obetnie Finnowi włosy, bo nie chcę jej zabrać do salonu i dać jej tego, czego sobie życzy. — Gerry, czego się spodziewała, milczał. Niemal widziała, jak siedzi przy szklanej tafli biurka. Pochyla się nad nim wsparty na łokciach. Dłoń, którą przykłada telefon do ucha, przysłania mu pół twarzy. — W domu jest pieprzony burdel.
— No to może weźmiemy Ruby na więcej godzin, żebyś nie musiała się zajmować sprzątaniem?
— Ona ma na imię Rita i nie, nie potrzebuję więcej pomocy.
Nie powiedziała mu, że nie otwiera Ricie drzwi, bo nie chce, aby ktoś wszedł do domu i zobaczył ją w takim stanie. Ciara była pewna, że nie pohamowałaby krzyku, gdyby sprzątaczka wykopała spod łóżka puste butelki po winie.
— Ostatnio nie chciałaś o tym rozmawiać, ale może powinniśmy rozważyć zatrudnienie niani.
— Nikt obcy nie będzie wychowywał naszych dzieci. — Przecięła ręką powietrze. — Serio chcesz, żeby dzieci przejęły złe nawyki od jakichś obcych ludzi? Nauczyły się slangu? Dość słyszałam jeżących włosy na głowie historii o nianiach, które przekupywały dzieci śmieciowym jedzeniem tylko po to, żeby je uciszyć.
— No to powiedz, co mam zrobić? Ciara, chcę ci jakoś pomóc.
— Nic, co powiesz, nie rozwiąże problemu, bo jesteś jego częścią.
Chciała popchnąć go aż na skraj wytrzymałości. Bez względu na to, jak daleko się posunęła, Gerry nigdy nie odpierał ataku. Nie walczył z nią. Czasami zastanawiała się, czy gdyby go zaatakowała fizycznie, znaleziono by jej DNA pod jego paznokciami? Jakiekolwiek ślady bronienia się? A może Gerry po prostu by leżał, przyjmując kolejne ciosy?
— Nie śpię w nocy i kiedy tak leżę, fantazjuję sobie, że jestem sama. Bez dzieci, bez tego domu i bez ciebie.
Milczał.
— Nie masz pojęcia — ciągnęła — i nigdy nie będziesz wiedział, jakie to uczucie, bo nie miałeś takiego dnia jak ja dzisiaj.
— Ciara, chcę ci pomóc. Powiedz mi, co mam zrobić.
W kółko mówił to samo. Nudził ją.
— Nigdy nie mogłam liczyć na twoją pomoc, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Sama nie wiem, po co w ogóle do ciebie zadzwoniłam.
Rozłączyła się, zanim zdążył zareagować. I tak nie miał nic niezwykłego do powiedzenia. Już dawno przestał ją zaskakiwać.
Pożądliwie obrzuciła wzrokiem stojak na wino. Nie dopuści do tego, aby widzieli, że pije w ciągu dnia — ani dzieci, a już na pewno nie Gerry.
Komórka pobrzękiwała przychodzącymi powiadomieniami o wiadomościach z grupy.
— Pierdolcie się! — wrzasnęła, podnosząc telefon do twarzy. Chciała, żeby ją słyszały. Żeby mogła im prosto w twarz powiedzieć, jakie są żałosne z tym milionem wątpliwości, jak wychowywać swoje dzieci. Ciara nie zadawała pytań, nie potrzebowała niczyjej pomocy. Po prostu to robiła.
Nie do końca porzuciła myśl o nalaniu sobie wina, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie było czasu na uprzątnięcie bałaganu. Miała nadzieję, że to tylko listonosz.
Mishti z córką Mayą wpatrywały się w nią dużymi, brązowymi oczami.
— Och! — Ciara nie spodziewała się Mishti. Nie po ich ostatniej rozmowie osiem dni temu, kiedy miała pewność, że Mishti jest po przeciwnej stronie. Poczuła przyjemny dreszczyk zwycięstwa; Mishti nie mogła bez niej wytrzymać! Potrzebowały się nawzajem.
— Przepraszam, przyjdziemy później. A może jutro?
Mishti wiecznie za coś przepraszała. Robiła to nawet teraz, gdy to Ciara powinna się tłumaczyć. Innego dnia byłaby zawstydzona, że jej dom jest w takim stanie. Nie wpuściłaby przyjaciółki do środka. Dzisiaj jednak nie miało to dla niej znaczenia.
— Nie, wejdźcie. Musimy pogadać. Przepraszam za ten bałagan… zresztą sama zobaczysz. Nie będziesz mnie oceniać, prawda? Wiem, że mnie rozumiesz. Wiesz, co się dzieje.
Każda inna osoba szybko udałaby się na plotki o niedoskonałych realiach życia doskonałej Ciary. Mishti nie miała do kogo pójść. Ciara była jej jedyną przyjaciółką. Jeśli Ciara byłaby szczera wobec siebie, przyznałaby, że też ma tylko Mishti. Obecnie jednak ich przyjaźń wisiała na włosku. I to wszystko przez Lauren.
— Tak, skarbie, oczywiście, że możesz wziąć, ile chcesz, ale musisz się podzielić z Mayą. — Ciara starała się słodko mówić do Belli.
Na stoliku kawowym postawiła tacę z krakersami i kosteczkami żółtego sera dla dziewczynek. Znów oglądały Krainę lodu. Ciara nie sprzeciwiała się najnowszej obsesji córki. Spodziewała się, że to minie naturalnie, lecz wyglądało na to, że będzie musiała położyć temu kres. Nie dzisiaj.
W kuchni Mishti nalewała wodę z czajnika do dwóch dużych kubków.
— Nie jestem na bieżąco z grupą. Było coś istotnego? Oprócz kataru i pieluch? — Ciara próbowała zacząć łagodniej.
— Pytasz, czy rozmawiały o twoim ostatnim filmiku? — spytała Mishti, nie podnosząc wzroku.
— A wspominały o nim?
— Co masz na myśli? Mobbing, o którym mówiłaś?
Ciara przechyliła głowę na bok.
— Mishti, to oczywiste, dlaczego powiedziałam to, co powiedziałam. Ktoś musi skończyć z Lauren. Gdybyś słyszała, co dziewczyny opowiadały o czasach, kiedy chodziły razem z nią do szkoły. Niektóre rzeczy z tego, co wyprawiała, są okropne. Ktoś musi się jej postawić.
Przyjaciółka odwróciła wzrok.
— Mishti, jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to teraz jest na to czas.
— Myślę, że mobbing to nieadekwatne słowo. To, co jest między tobą a Lauren, powinno zostać między wami. I tyle.
Ciara rzadko czuła się zagrożona, tak przez mężczyzn, jak i kobiety, a teraz jeszcze bardziej pogardzała Lauren, bo zabrzmiało to tak, jakby Mishti brała jej stronę.
— Wykorzystuję to, co mam, aby pokazać Lauren jej miejsce. Źle traktuje ludzi i przez całe życie uchodzi jej to na sucho. Nie pozwolę, żeby do mnie też się tak odnosiła.
Milczenie przyjaciółki ułagodziło Ciarę.
Musiała spróbować z innej strony.
— Ostatnio sprawy się skomplikowały i potrzebowałam trochę czasu, żeby odpocząć. Szczerze mówiąc, w ogóle nie mogłam się skupić na pracy. Przez kilka dni niczego nie opublikowałam i od razu zasypały mnie wiadomości i maile. Czułam, że jestem winna moim obserwatorkom wyjaśnienia, i dlatego nagrałam ten filmik.
Mishti tuliła kubek przy klatce piersiowej, żeby się choć trochę ogrzać. Był dopiero wrzesień i w sumie dość ciepło, jej jednak zawsze było zimno. Znały się od kilku lat, więc Ciara zakładała, że przyjaciółka lada dzień zacznie ubierać się na cebulkę.
Z salonu dobiegały głosy dziewczynek. Śpiewały do piosenki lecącej w telewizorze. Bella, gdy była wśród ludzi, wyglądała na szczęśliwą.
— Bella jest ostatnio humorzasta. Może to dlatego, że rzadko spotyka się z Mayą.
Mishti nadal nie podniosła wzroku znad kubka.
— Cieszę się, że są ze sobą tak blisko i że Maya ma dobrą przyjaciółkę. Taką przyjaciółkę z dzieciństwa, z którą razem przechodzi się ten etap życia.
— Tak, ja nie miałam takiej przyjaciółki. — Ciara chciała, aby Mishti na nią spojrzała i aby mogły naprawdę porozmawiać. — Czasem czuję, że nie wiem, co robić z dziećmi.
— Ty zawsze wszystko wiesz.
Mishti w końcu podniosła na nią wzrok, lecz w jej spojrzeniu nie było sympatii ani współczucia.
— Tak myślisz? Nie widzisz, że się boję? Jak wszyscy.
— A boisz się?
Zaskoczyło ją to.
— Nie wiem, co robię. Z dziećmi, ze swoim życiem. — Chciała, aby Mishti dostrzegła, jak się przed nią emocjonalnie odsłania, ale przyjaciółka już na nią nie patrzyła.
— Lepiej sprawdzę, co u dziewczynek — rzuciła.
— Nic im nie jest. Oglądają film i mają przekąski. Musimy pogadać.
Mishti, udając, że tego nie słyszała, poszła do salonu.
Ciara nigdy nie czuła się równie samotna.
Kiedy przyjaciółka pojawiła się w drzwiach jej domu, Ciara miała nadzieję, że o tym zapomną, ale to było jak ponowne odrzucenie. Mishti nigdy nie kwestionowała tego, co robi Ciara, a na pewno nie z tak trywialnego powodu. Musiało chodzić o coś innego. O kogoś innego.
Kątem oka dostrzegła rozgrywającą się za oknem w ogródku Lauren Doyle scenkę. Jej dzieci się ganiały. Najstarsza, sześcioletnia Freya, wielką różdżką robiła bańki mydlane. Całkiem nagi czteroletni Harry z piskiem biegał za siostrą. Najmłodsze dziecko, malutka Willow, również było nagie od pasa w dół. Lauren wymachiwała w powietrzu pieluchą i próbowała złapać córkę. Początkowo, gdy Ciara je obserwowała, przepełniała ją wściekłość. Już sam widok Lauren ją rozwścieczył. Myśl, że Lauren mogła mieć coś wspólnego z tym, że Mishti zwróciła się przeciw niej. Jednak wkrótce na twarzy Ciary pojawił się uśmiech — zaraz wszystko eksploduje. Lauren udało się złapać Willow, ale nie była w stanie jej przytrzymać. Miała niewielkie szanse na założenie dziecku pieluchy.
Ciara była w lepszym humorze. Korciło ją, żeby nagrać tę scenkę i pokazać ją Mishti. Cyknęła kilka zdjęć, nieostrych i z daleka. Na fotkach były niesforne dzieciaki Lauren i jej podirytowana mina. Dowód na to, jakie nieogarnięte ma życie. Sprzymierzenie się z Lauren byłoby dla Mishti zejściem o wiele szczebli w dół towarzyskiej drabiny.
Rozpaczliwie czekała na reakcję Mishti; na cokolwiek, co by potwierdziło, że znów mogą być przyjaciółkami. Tylko z nią mogła być szczera. Opowiedzenie komuś innemu, w co się wplątała, byłoby towarzyskim samobójstwem. Mishti, skromna imigrantka, odseparowana od rodziny i świata, w którym dorastała, była jej jedyną nadzieją na szczerość. Tylko tego zawsze chciała: całkowitej lojalności.
Ostatnio coś się między nimi zmieniło. Mishti normalnie nie była rozmowna, obecnie jednak mówiła jeszcze mniej. Ciara zauważyła cieplejsze uczucia Mishti wobec Lauren. Wiedziała, jak silna jest kobieca solidarność i że opinia publiczna szybko może się zwrócić przeciwko niej. A zwłaszcza, jak łatwa do urobienia i podatna na wpływy jest Mishti. Czy lojalność przyjaciółki się zachwieje, jeśli Lauren uda się pokazać jej inną perspektywę? Nie dowierzała, że to się dzieje, że to możliwe, aby przez Lauren czuła ukłucie zazdrości.
Lauren udało się założyć Willow pieluchę, ale jeszcze nie Harry’emu. Kobieta podniosła wzrok i mrużąc oczy od słońca, spojrzała prosto w okno kuchenne Ciary. Widocznie, choć nie widziała wnętrza kuchni, wyczuła, że ktoś ją obserwuje.
Ciara uznała, że powinna wszystkim przypomnieć, dlaczego Lauren nie ma szans na wygraną. Nie odrywając się od okna, przejrzała zdjęcia w telefonie. Fotografie dzieci, które zrobiła w lepsze dni. Znalazła serię fotografii zrobionych kilka miesięcy temu na Inchydoney. Biały piasek połyskiwał we włosach Belli niczym kamienie szlachetne, a Finn uczył się chodzić. Ciara zrobiła wiele zdjęć tej chwili, aż uchwyciła idealne ujęcie: uśmiechnięte dzieci patrzące prosto w kamerę, z potarganymi od morskiej bryzy włosami, lecz mimo to nieskazitelnie ubrane.
W salonie cichy, nerwowy śmiech Mishti wtórował rechotowi dziewczynek.
Ciara wybrała zdjęcie i zabrała się do pracy. Szybkimi seriami przeciągnięć i kliknięć fachowo przeszła przez kolejne etapy edycji. To jej praca, cokolwiek inni o tym myśleli. Przynosiła niezłe dochody, o których w większości Gerry nie miał pojęcia.
Zadbała o to, aby fotka nie wyglądała na przesadnie obrobioną, po czym przeszła do zbioru hashtagów, które stworzyła w osobnym dokumencie, i wymyśliła sprytny opis. Wiedziała, że zarówno Lauren, jak i wszystkie kobiety z wioski śledzą ją na Instagramie. Bez wątpienia zobaczy zdjęcie, gdy tylko sprawdzi komórkę. Będzie poirytowana, bo właśnie spróbowała wyrwać dla siebie kilka chwil z dala od rozbrykanych dzieciaków. Do tego czasu post będzie miał kilka tysięcy polubień i komentarzy, które zazwyczaj zaczynały napływać w kilka minut po zamieszczeniu. Pojawiały się z Irlandii, a ostatnio też i z innych części świata. Im więcej współpracowała z wielkimi markami, tym bardziej jej profil przyciągał obserwatorów na całym świecie.
W celu stłumienia w zarodku zażyłości między Lauren i Mishti zamierzała zachować klasę. Pokaże Mishti nieostre zdjęcia dzieci Lauren w ogródku, o ile będzie musiała udowodnić, że ma rację.
Miała nadzieję, że widok jej spokojnych, wesołych dzieciaków — do tego podziwianych przez obce osoby — przetnie serce Lauren tak, jak nóż rzeźniczy tnie idealnie upieczone mięso.
Usłyszała, że drzwi wejściowe się otwierają. Odłożyła telefon.
— Tatuś! — Z salonu dobiegł głos Belli.
Gerry wrócił wcześnie, prawie zbyt wcześnie, aby można uznać tę porę za akceptowalną, ale Bella już biegła przez hol do drzwi.
Mąż Ciary ściągał eleganckie skórzane buty. Wszystko zgodnie z protokołem: najpierw zdjął cienki jesienny płaszcz i powiesił go starannie na wieszaku. Potem chwycił córkę w ramiona.
To i tak bez znaczenia. Jak dla niej mógłby wejść do kuchni w butach. Teraz wszystko było inaczej.
Kilka minut zajęło jej zebranie się i zawleczenie się do salonu.
Mishti i Maya przytulone kuliły się razem na sofie, jakby miały się nawzajem bronić. Obie były równie nieporadne towarzysko. Ich bliskość natychmiast wywołała u Ciary niechęć. Potem zobaczyła uwieszoną na szyi Gerry’ego Bellę, która najwidoczniej już nie pamiętała, że godzinę temu nienawidziła ojca. Ostatnio wyglądało na to, że Bella jest o wiele szczęśliwsza, gdy jest z ojcem. To nie w porządku i wbrew logice — wkład Gerry’ego w wychowywanie dzieci w najlepszym razie można by określić jako dekoracyjny. Kiedy Bella wtulała się w ojca, tak jak teraz, Ciara myślała, że córka jest bardziej podobna do niego. Mieli taką samą pełną, miękką dolną wargę, z rozmazaną w kącikach różowatością. Takie samo szerokie, wystające na środku czoło, jakby się dopiero co uderzyli o framugę drzwi.
Gerry paplał o pogodzie z Mishti, która tak jak Bella, reagowała na niego z większym entuzjazmem niż na Ciarę. Niedobrze, bo wciąż czekała je rozmowa w cztery oczy. Sprawy należało szybko wyjaśnić i uporządkować.
Do tej pory Mishti zawsze była po jej stronie. Mimo że kobiety ze wsi bardzo by chciały być na jej miejscu, to jej Ciara ufała. Tylko Mishti potrafiła nie wydać jej tajemnic. To jedyna osoba, która od razu nie założy ukrytego czatu do plotkowania o upadku Ciary z piedestału doskonałości. Ciara wiedziała, że kiedy między nimi znów będzie normalnie, odnajdzie motywację do załadowania zmywarki.
— Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do deszczu — stwierdziła Mishti.
Gerry uśmiechnął się uprzejmie, po czym zwrócił się do Ciary, która właśnie zapadała się w fotel po drugiej stronie pokoju.
— Mogę zamienić z tobą słówko? — Tym samym trochę nazbyt uprzejmym tonem zwracał się do sekretarki.
O ileż by wolała, żeby chwycił ją za łokieć i na siłę zaprowadził do kuchni. To by było przedstawienie dla Mishti. Zaskarbiłaby sobie trochę jej współczucia i sympatii.
Odłożyła tę myśl na bok.
Musiała odzyskać zaufanie Mishti. Ostatnie, czego chciała, to żeby jej żałowano — nigdy nie będzie maltretowaną żoną — ale być może, dla odzyskania Mishti, musi trochę podkręcić sytuację. Może przyjaciółka powinna zobaczyć w niej kobietę, która potrzebuje pomocy i ochrony.
Powolutku wstała z fotela, podczas gdy Gerry usiłował odkleić od siebie Bellę. Musiał obiecać córce, że obejrzy z nią dalszą część filmu.
— Chyba już pójdziemy — rzuciła Mishti.
— Nie! Zostańcie. Nie wydaje mi się, że Gerry planuje zostać w domu. Cokolwiek ma mi do powiedzenia, to zajmie chwilkę. Nie będzie… urządzał scen, kiedy wy tu jesteście.
Mishti szeroko otworzyła oczy. Ziarnko wątpliwości zostało zasiane.
Gerry był w kuchni. Usiłował nie gapić się na naczynia w zlewie. Przez sześć lat małżeństwa po powrocie z pracy ani razu nie widział domu w takim stanie. Na ten widok Ciara się uśmiechnęła. Nie, raczej chciało jej się śmiać. Zabawne, kim stała się w jego oczach i czego się po niej spodziewał.
— Co tu robisz? — warknęła.
— Wróciłem wcześniej, bo powiedziałaś, że masz gówniany dzień. Chciałem ci pomóc, ale widzę, że zabawiasz gości i zachowujesz się, jakby naszej rozmowy nie było.
— Mam jej powiedzieć, żeby sobie poszła?
— Ciara, nie o to mi chodzi.
— Nie wiem, po co tu jesteś. Naprawdę sądzisz, że twoja obecność w domu sprawi, że będę miała lepszy dzień?
— Musimy pogadać, co się z tobą dzieje. To nie jest dobre dla dzieci.
— Myślisz, że wiesz, co jest dla nich dobre?
— Wiem.
— Gerry, bardzo dziękuję za te przemyślenia i uwagi. Ukierunkuję tę energię i pozytywne wibracje. Może pomogą mi w samotnym wychowywaniu dzieci.
— Nie musisz ich wychowywać sama.
— A jaką mam alternatywę?
— Pozwól sobie pomóc.
Teraz, gdy to powiedział, zabrzmiało to tak prosto. Nigdy wcześniej tego nie zaproponował. To ona zawsze przejmowała inicjatywę: po ślubie wykończyła dom, urządziła go, zaplanowała ciąże, znalazła im znajomych, dbała o dobro dzieci i zadbała o to, żeby w wiosce darzono ich szacunkiem.
— Miałeś na to cztery lata. Przez cztery lata nic nie zrobiłeś, a ja zawiesiłam karierę zawodową.
Czekała na te słowa: „nigdy nie prosiłem, żebyś zrezygnowała z pracy”. Chciała, żeby to powiedział. Zarzuciła przynętę, aby przyznał, że nie ma dobrego zdania o jej karierze w mediach społecznościowych.
Milczał.
Kiedy się poznali, był przystojny. Obecnie w wieku trzydziestu pięciu lat wyglądał jeszcze lepiej. Ciara podziwiała, że tak umiał o siebie dbać. Wszystko, co z nim związane, było zgrabne. Wspaniałe. Nie miał brudu pod paznokciami; jego samochód był w środku nieskazitelnie czysty i ładnie pachniał; dokładnie co osiem tygodni wymieniał szczoteczkę do zębów; jeszcze za czasów kawalerskich miał sprzątaczkę, aby mieszkanie było równie zadbane, czyste i nienaganne, jak on prezentował się światu. I do tego zawsze miał dobrze ostrzyżone włosy. Co więcej, codziennie poświęcał czas na ich ułożenie. Zaraz po siku, to pierwsze, co rano robił. Dbał o wygląd i o rzeczy. Tak jak ona. Razem mieli wyglądać jak ludzie, którym przychodzi to bez wysiłku. Taki był plan.
Odwróciła wzrok, przypominając sobie dłonie ojca. Lata temu opisała je Mishti. To jedyna osoba, której nakreśliła obraz swojego ojca. Miał grube, duże dłonie. Niebezpiecznie opalone, skórki wokół paznokci porwane, przeorane niczym jałowa ziemia za domem.
Mishti nikomu o tym nie pisnęła.
Ciara, gdy poznała Gerry’ego, czuła, że w końcu znalazła mężczyznę, który chce tego co ona. Idealnej rodziny, robienia wrażenia na świecie. Obecnie stali po tej samej stronie tylko, gdy Ciara zaplanowała sesję zdjęciową do jednego z postów na Instagramie. Milcząco poddawał się skrupulatnym inscenizacjom testowania oświetlenia czy uporządkowania tła. Na tych zdjęciach Gerry uśmiechał się pusto, lecz tylko ona to dostrzegała, bo kiedyś go znała.
— Wieczorem wezmę dzieciaki do mamy. Będziesz miała trochę czasu dla siebie. Mama ma urodziny, więc na pewno się ucieszy, że może spędzić z nimi czas.
— Wytykasz mi, że zapomniałam o urodzinach twojej matki?
— Po prostu chcę, żebyś miała trochę wolnego.
Przewróciła oczami.
— W samą, kurwa, porę.
— Ciara, przykro mi, że tak to odbierasz; że czujesz, jakbym nie uczestniczył w życiu naszych dzieci. W twoim życiu.
Wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, co chcesz tym osiągnąć. Mam ci dziękować, że zabierzesz wieczorem dzieci? Nie odpowiadaj, i tak będzie to brzmiało głupio.
Miała wrażenie, że zadrgały mu powieki. I tylko tyle. Drżenie powiek, a potem milczenie. Gdyby faktycznie chciał coś zmienić w jej życiu, dołączyłby do niej i razem roztrzaskaliby te kubki. Pozrywali zasłony. Śmiałby się, a ona wrzeszczałaby i jednocześnie zanosiła się łzami. Może robiliby to na podwórku przed domem, tak by wszyscy widzieli.
— A teraz wybacz, pójdę być dobrą gospodynią dla naszych gości. Ty z kolei lepiej wracaj do pracy. To jedyne, w czym jesteś dobry. Zarabiaj pieniądze — rzuciła.
Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Brudne tajemnice
