Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
36 osób interesuje się tą książką
Kuźnia budzi się ze snu i świat demonów ogarnia szaleństwo. Hua Cheng jest zmuszony do opuszczenia Miasta Duchów, a Xie Lian nagle musi się zaopiekować nie tylko dziwnym nieśmiertelnym, który nawiedził Kasztanowy Przybytek, ale i tajemniczym nastolatkiem, którego prawdziwa tożsamość szybko przestaje być sekretem.
Xie Lian, na rozkaz Jun Wu, podejmuje śledztwo w sprawie Nieśmiertelnego Haftu i odkrywa, że zło zapuściło korzenie tam, gdzie nikt nie odważył się szukać. Każdy krok odsłania nową tajemnicę, coraz bardziej zacierają się granice między sojusznikiem a wrogiem…
Czy Xie Lian zdoła poznać prawdę, zanim przebudzona moc Kuźni sprowadzi katastrofę? I kto naprawdę stoi po jego stronie – uśmiechnięci sprzymierzeńcy czy skryci wrogowie?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 363
Imię: Xie Lian
Aliasy: Hua Xie
Przydomki: Radujący Bogów, Kwietny Bóg-Wojownik, Kwietny Generał/Generał Hua
Ranking: bóg
Gdzie go szukać: Pawilon Xianle w stolicy Niebios
Miejsce urodzenia: Xianle (następca tronu)
Data urodzenia: 15 lipca
Wzrost: 178 cm
Znaki szczególne: dwie Przeklęte Obręcze
Broń: wstęga Ruoye
Ekwipunek: słomkowy kapelusz, zawieszony na szyi pierścień
Istotne informacje: wniebowstąpił trzykrotnie, dwukrotnie zdegradowany
„Xie Lian gwałtownie odwrócił głowę, jego wzrok mroził krew w żyłach.
– Cisza! Pytasz, kim jestem? Jestem Jego Książęcą Mością. Wszyscy na kolana, natychmiast!
Jego rozkaz rozbrzmiał jak grom z nieba. Niektórzy faktycznie prawie klęknęli, głos towarzysza przywrócił im jednak zdrowy rozsądek.
– Co wy robicie? Naprawdę będziecie klękać?
– D-dziwne, ja nie wiedziałem, po prostu…
– Moje świątynie wzniesiono na tych ziemiach, moi wierzący pochodzą z czterech mórz. Jeśli nie znacie mojego imienia, to tylko dlatego, że jesteście niewyedukowanymi ignorantami! Nie czczę bogów. Ja jestem bogiem!”
Imię: Hua Cheng
Przydomki: Krwawy Deszcz w Poszukiwaniu Kwiatu, Sanlang
Ranking: armagedon – władca demonów
Gdzie go szukać: Dom Gry lub Dom Najwyższej Uciechy w Mieście Duchów, często przebywa w Kasztanowym Przybytku na ziemi
Wzrost: 190 cm
Znaki szczególne: opaska na prawym oku
Broń: zakrzywione ostrze losu Eming
Ekwipunek: dzwoneczki przy butach, srebrne karwasze, wpleciony w warkocz czerwony koralik
Istotne informacje: jeden z Czterech Wielkich Gróz
Specjalna umiejętność: srebrne motyle
„Hua Cheng przyglądał się z boku. Wyglądał, jakby oglądał przedstawienie i dobrze się bawił. Z Shi Qingxuanem nie łączyły go relacje ani przyjacielskie, ani wrogie, pochodził ze świata demonów, nie czuł się więc w obowiązku wyciągać pomocną dłoń. Do tego tak się nudził, że zmienił ubrania z powrotem na czerwone, później na czarne i wreszcie na białe. Prawie za każdym razem, gdy Xie Lian się odwracał, Hua Cheng wyglądał inaczej. Miał inną fryzurę, ozdoby czy buty, był to szelmowski, to eteryczny, to surowy, to piękny. Xie Lianowi aż się mieniło w oczach, ale nie mógł się powstrzymać i zerkał raz po raz. Gdy dotarło do niego, że nie powinien tak robić, zamrugał i chwycił rękami głowę, aby siłą odwrócić ją we właściwym kierunku”.
Imię: Ling Wen
Przydomki: Czcigodna Ling Wen
Aliasy: Ministra Jie, Nangong Jie
Ranking: bóg
Gdzie jej szukać: Wyższe Niebiosa
Istotne informacje: jedna z Trzech Trucizn
„Czcigodny Jing Wen, gdy tylko się o tym dowiedział, sięgnął po pędzel i natychmiast zaprosił do siebie młodą Nangong Jie. […]
Akt życzliwości Jing Wena powitano powszechnym podziwem. Wszyscy bogowie-urzędnicy zgodnie twierdzili, że młoda dziewczyna miała niezwykłe szczęście, trafiając na tak utalentowaną osobę jak Czcigodny Jing Wen. Nie dość, że uciekła przed więzieniem, to jeszcze wspięła się na szczyt niczym feniks, stając się żywym przykładem pięknej opowieści.
Niestety, rzeczywistość nie była jednak tak piękna.
Chociaż Czcigodny Jing Wen pozornie zdawał się bardzo cenić Ling Wen, ani razu nie przydzielił jej zadania godnego boga-urzędnika. Przez dekady była przywiązana do jego pawilonu, podawała gościom herbatę i wodę, wycierała biurka bądź przemierzała setki kilometrów po to tylko, by odebrać jakiś dokument, albo gnała na złamanie karku, by dostarczyć niebianom prezenty z okazji świąt. Czasami zostawała sama w pawilonie i od rana aż do późnej nocy sortowała długie, stare archiwa”.
Imię: Shi Wudu
Przydomki: Pan Wody, Wodny Despota
Ranking: bóg
Gdzie go szukać: Wyższe Niebiosa
Powiązania rodzinne: młodszy brat Shi Qingxuan, Pani/Pana Wiatru
Istotne informacje: jeden z Trzech Trucizn
„Shi Wudu w łopoczących białych szatach, z dłońmi ułożonymi w mudrze walki. Wciąż wznosił się ponad falami, ale wydawał się odrobinę niespokojny, niestabilny. Szalejące prawdziwe wodne smoki od czasu do czasu próbowały się zbliżyć i pochłonąć go, kilka razy cudem udało mu się tego uniknąć. Statek znajdował się kilkadziesiąt metrów od niego, gdyby Pan Wiatru nadal miał swój wachlarz, mógłby uspokoić fale i wiatr, ale teraz był tylko śmiertelnikiem, nawet jego głos nie docierał daleko, mógł więc jedynie się zamartwiać”.
Imię: Pei Ming
Przydomki: Świetlisty Generał
Ranking: bóg
Gdzie go szukać: Wyższe Niebiosa
Istotne informacje: jeden z Trzech Trucizn, uwodziciel, czczony jako bóg od spraw miłosnych
„Niebezpieczeństwo mogło nadejść w każdej chwili. Ale nawet w tych warunkach Pei Ming nie zmienił swoich przyzwyczajeń. Uratował kilka zapłakanych rybaczek, zamknął je w uścisku i uspokajał delikatnym głosem, bardzo czule i słodko. Kilka dziewcząt było niepocieszonych z powodu rozstania. Shi Wudu medytował już długo, jego wygląd znacznie się poprawił.
– Nie miałeś kiedyś bardzo wysokich wymagań? – Wytrzeszczył oczy.
Dziewczyny, chociaż młode, urody były raczej przeciętnej, nie dorównywały tym, na które zazwyczaj polował Pei Ming. Jednak po przytulaniu się z nimi aż promieniał.
– Uratowałem chyba siedemdziesięciu, osiemdziesięciu zarośniętych, wąsatych rybaków – odparł z uśmiechem. – Gdy tylko widzę kobietę, to wydaje mi się, że jest olśniewającą pięknością, ha, ha, ha”.
Imię: Jun Wu
Przydomki: Władca Niebios, Pierwszy Bóg-Wojownik Trzech Światów, Cesarz Boski Wojownik
Ranking: bóg
Gdzie go szukać: Wyższe Niebiosa
Istotne informacje: większą część roku spędza na patrolowaniu gór i mórz
„Niezauważalnie, po cichu do pokoju ktoś wszedł i siedział teraz przy stoliku ze świeżo zaparzoną herbatą, której zapach unosił się w powietrzu.
Xie Lian poczuł dreszcz spływający mu po kręgosłupie.
– Kto tam?! – krzyknął, stając przed Hua Chengiem.
– Nie bój się. Napij się herbaty, Xianle – odezwał się ciepły głos.
Zarówno sylwetka postaci, jak i jej głos wskazywały na kogoś młodego i wydawały się znajome. Xie Lian wypuścił wstrzymywane powietrze i odgarnął niesforne włosy za uszy.
– Wasza Cesarska Mość – powiedział z wciąż mocno bijącym sercem. Chwilę później ściągnął pościel, szybko zakrywając nią siebie i Hua Chenga. – Dlaczego tu jesteś?
Jun Wu niespiesznie nalał trzy czarki herbaty i wstał.
– Nie wróciłeś, nie miałem więc wyboru, musiałem przyjść i sprawdzić, co się dzieje – mówił, zbliżając się do nich i powoli wyłaniając się z cienia.
Xie Lian zauważył, że do białej szaty przypasany miał miecz. Zaskoczony szybko zszedł z łóżka.
– Wasza Cesarska Mość, pozwól mi najpierw wytłumaczyć…”
Imię: Shi Qingxuan
Przydomki: Pan Wiatru, Pani Wiatru
Gdzie go szukać: Wyższe Niebiosa
Powiązania rodzinne: brat Shi Wudu, Pana Wody
Broń/ekwipunek: wachlarz oraz koński ogon
Istotne informacje: hojny, łatwo nawiązuje przyjaźnie
„[Xie Lian] Ruszył na górę. Tam, na samym środku tarasu, ktoś leżał. Shi Qingxuan.
Miał zaciśnięte powieki, na jego ciele nie było obrażeń ani śladów krwi. Ming Yi pomógł mu się podnieść i gdy Pan Wiatru usiadł nieprzytomny, z jego piersi coś spadło. Pęknięty na dwoje wachlarz.
Naprawa magicznej broni tej klasy może zająć setki lat, do tego była to pierwsza broń Pana Wiatru, a jednak została zniszczona!
– Przed chwilą tu zaglądaliśmy, na pewno nikogo nie było! – zdziwił się Xie Lian.
Ledwie wypowiedział te słowa, a zauważył, co jeszcze było nie tak. Kiedy wcześniej przyszli tutaj z Hua Chengiem, na ścianach wypisano stworzone przez literatów strofy – jedne pełne wdzięku, inne frywolne bądź dostojne – teraz jednak wszystkie zniknęły. Została tylko czerwień ociekających krwią znaków: »Marny początek, marny koniec!«”.
Imię: Ming Yi
Przydomki: Pan Ziemi
Ranking: bóg
„Okazało się, że Pan Ziemi Ming Yi za życia był utalentowanym rzemieślnikiem, naprawiał mosty i drogi, budował domy, przynosił ludziom nieskończone korzyści – właśnie dlatego wstąpił do Niebios i teraz, gdy śmiertelnicy rozpoczynali wielkie budownicze przedsięwzięcie, przed naruszeniem ziemi musieli się pomodlić do Ming Yi i poprosić o powodzenie całego planu. Po wniebowstąpieniu wypracował sobie magiczną broń – szpadel. Legendy mówiły, że w Niebiosach nie było góry, której nie byłby w stanie wyrównać, jaskini, której nie mógłby otworzyć, domu, do którego nie zdołałby wejść. Kiedy wyruszył do Miasta Duchów z misją, było to ogromnym atutem: gdy natknął się na sekretny pokój, mógł po prostu się pod niego podkopać, a potem zamknąć tunel, jakby nigdy nic się nie stało. Gdyby wtedy Hua Cheng nie pobił go tak, że pluł krwią i stracił część mocy, na pewno mógłby również w ten sposób wydostać się z lochu”.
Imię: He Xuan
Przydomki: Czarna Toń Zatapiająca Statki, Niezgłębiony Demon Czarnej Toni
Ranking: armagedon – władca demonów
Gdzie go szukać: Widmowy Dwór Wody Niezgłębionego Demona Czarnej Toni, Leże Demona Czarnej Toni, Wyspa Czarnej Toni na Morzu Południowym
Istotne informacje: jeden z Czterech Wielkich Gróz
„»Podania mówią, że jest on wielkim wodnym demonem, który mieszka na rubieżach. I on, jak Krwawy Deszcz w Poszukiwaniu Kwiatu, wyszedł z masakry w Kuźni. Zazwyczaj pozostawał w ukryciu i mało się o nim słyszało tylko w świecie ludzi i Niebiosach, w świecie demonów i duchów krążyła wieść, że (według niepełnych szacunków) pożarł ponad pięćset słynnych demonów z każdego zakątka świata, w tym ponad czterysta wodnych, o wysokim rozwoju duchowym. Jego domeną było Leże Demona Czarnej Toni, tak jak domeną Hua Chenga było Miasto Duchów, a wspólną zasadą: gdy przekroczysz tę granicę, nie ma prawa, nie ma Niebios. Kiedy wkraczało się do ich świata, to oni mieli ostatnie słowo. W świecie demonów krążyło powiedzenie: na ziemi króluje czerwień, w wodzie rządzi czerń«. Czerwień oznaczała oczywiście ubierającego się na czerwono Krwawy Deszcz w Poszukiwaniu Kwiatu, a czerń – Niezgłębionego Demona Czarnej Toni”.
Imię: [chwilowo] nieznane
Przydomki: Wysłannik Ubywającego Księżyca
Gdzie go szukać: Miasto Duchów
Istotne informacje: Przeklęta Obręcz na prawym nadgarstku, shixiong boga-wojownika zachodu Quan Yizhena
„Weszli do środka. Na spotkanie wyszedł im ubrany na czarno mężczyzna w masce demona, który najwyraźniej czekał już od dłuższego czasu. Skłonił się lekko.
– Wasza Książęca Mość.
Głos należał do Wysłannika Ubywającego Księżyca. To na jego nadgarstku Xie Lian zobaczył kiedyś Przeklętą Obręcz.
– Panie, jak mam się do ciebie zwracać? – zapytał.
– Jestem nikim, panie – odpowiedział zamaskowany mężczyzna”.
Imię: Quan Yizhen
Przydomki: Jego Wysokość Qiying, bóg-wojownik zachodu
Ranking: bóg
Gdzie go szukać: Wyższe Niebiosa
„Gdy [Xie Lian] zapalił lampę, ujrzał leżącego na ziemi fioletowego człowieka. Pospieszył na ratunek, podając mu kilka dużych łyków wody.
– Co to za cholerstwo! – krzyknął intruz, ledwie się przecknął.
Xie Lian udał, że go nie słyszy.
– Wasza Wysokość Qiying, nieczęsto się spotyka taką brawurę. Doprawdy, jak możesz brać do ust przypadkowe rzeczy? – odpowiedział szczerze zadziwiony.
Intruz bowiem, nastolatek z wysokim nosem, głębokim spojrzeniem i głową pełną czarnych loków, był nikim innym jak bogiem-wojownikiem zachodu Quan Yizhenem, który spiorunował Xie Liana wzrokiem.
– Skąd miałem wiedzieć, że ktokolwiek serwowałby truciznę we własnej świątyni?”
Imię: Qi Rong
Przydomki: Zielony Demon, Nocny Wędrowiec Zielonej Latarni, Książę Lustrzanego Odbicia
Ranking: masakra – władca demonów
Gdzie go szukać: Kasztanowy Przybytek na ziemi
Powiązania rodzinne: kuzyn Xie Liana, opętał ciało ojca Guziego
Istotne informacje: jeden z Czterech Wielkich Gróz
„Qi Rong pędził na przedzie tłumu. Był w ciele żyjącego człowieka, które chociaż tłumiło jego moc, to stanowiło też blokadę przeciwko atakom na jego demoniczne ciało. Dlatego wciąż był cały i zdrowy, mógł wykorzystać okazję i uciec. Demonice, które trzymały Guziego, leżały na ziemi, płacząc z bólu, nie były już w stanie śpiewać kołysanek. Oszołomiony Guzi się obudził i zobaczył biegnącego Qi Ronga. Natychmiast wstał i ruszył w pogoń za nim, krzycząc:
– Tato! Tato! Poczekaj na mnie!
Qi Rong złapał go i powiedział:
– Grzeczne dziecko, zostaniesz posiłkiem taty, cóż za synowskie oddanie! Jutro tata sobie ciebie ugotuje, udusi albo przyrządzi na parze, sam sobie wybierz, ha, ha, ha!”
Księga trzecia
Część druga
Przeniesienie dusz
Książę stawia czoła nieśmiertelnemu
Shi Qingxuan się nie odezwał.
– Panie Wiatru, co z tobą? – spytał niepewnie Xie Lian. – Jesteś tu? Co się stało, czemu się nie odzywasz?
Gdyby zabrali go rozbawieni uczestnicy nocnych Krwawych Obchodów, nie zamilkłby tak nagle. Czyżby coś mu się stało? Nie było jednak sensu się denerwować, nie wiedział przecież nawet, gdzie w tej chwili znajduje się Pan Wiatru.
Ming Yi wreszcie wyszedł ze Świątyni Wiatru i Wody. Tłum się ocknął, zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego.
– Pojawił się! Naprawdę się pojawił!
– Nadchodzi demon!
Po czym się rozpierzchli.
– Panie Ziemi! – zawołał Xie Lian. – Nie przyprowadziłeś ze sobą Pana Wiatru? Kiedy się rozdzieliliście?
– Przed chwilą jakiś demon, korzystając z zamieszania, zaczął atakować ludzi w tłumie – wyjaśnił Ming Yi.
Najwyraźniej Pan Ziemi zauważył, że ktoś potrzebuje pomocy, rzucił się na ratunek i choć pokonał demona, to zgubił przy tym przyjaciela.
– Rozdzielmy się i poszukajmy! Nie mógł odejść daleko – zdecydował Xie Lian.
Nagle w Kręgu Duchowego Przepływu zabrzmiał głos Shi Qingxuana.
– Ha, ha, ha, ha, ha… – śmiał się w głos.
Chociaż było to co najmniej niespodziewane, to wciąż jakiś znak życia.
– Panie Wiatru! – powiedział pospiesznie Xie Lian. – Co z tobą? Nie odzywałeś się, myślałem, że coś ci się stało.
– Ha, ha, ha, ha, ha, jakżeby miało mi się coś stać tak łatwo, po prostu chciałem was nastraszyć. Tak w ramach żartu, ha, ha, ha, ha, ha. Ming-xiong, ty sukinsynu, nie wyciągnąłeś mnie, gdybym tam umarł, na pewno zmieniłbym się w armagedona i wrócił po ciebie, ha, ha, ha, ha, ha.
– Dość już tego „ha, ha”, mów po ludzku! – odezwał się Ming Yi.
Xie Lian zdążył się już zorientować, że im bardziej Shi Qingxuan był zdenerwowany, podekscytowany albo przestraszony, tym więcej się śmiał, a teraz najwyraźniej nie potrafił przestać.
– Nie odzywałeś się? – przerwał mu Xie Lian. – Nie zmieniłeś wyrazu twarzy? Nie opierałeś się?
– Nie odzywałem się, nie zmieniałem wyrazu, nie opierałem się – odparł Shi Qingxuan.
„Niedobrze”, pomyślał Xie Lian. „Przerażające”.
– W porządku – powiedział najłagodniejszym tonem, na jaki mógł się zdobyć. – Panie Wiatru, posłuchaj mnie, wszystko w porządku. Nie bój się, dalej udawaj, że niczego nie zauważyłeś, jeśli masz coś do powiedzenia, przekaż mi to na Kręgu. To coś nie może się zorientować, że już wiesz, czym jest. Po cichu rozprosz swoją moc i uformuj tarczę ochronną, w ten sposób będziemy pewni, że nie upadniesz ani nie znajdziesz się w pułapce. Jeżeli zaatakuje cię jakaś broń, zdołasz ją wyczuć.
– Och. A potem? – Głos Shi Qingxuana brzmiał, jakby ten miał się zaraz rozpłakać.
– Potem odetchnij głęboko. Trochę lepiej?
– Chyba tak. Dziękuję, Wasza Wysokość.
– A… jeśli otworzysz oczy i popatrzysz, co cię złapało? – spróbował Xie Lian. Wytrzyma to?
– Chyba umrę – odparł Shi Qingxuan.
Wyglądało na to, że gdy otworzy oczy, jego strach osiągnie apogeum i stanie się idealną pożywką dla Czcigodnego Nieśmiertelnych Pustej Mowy. I ten dostojny Pan Wiatru z pianą na ustach upadłby jak gwiazda z nieboskłonu.
– Zamknij oczy jeszcze raz. Kiedy wyprowadził cię ze Świątyni Wiatru i Wody, w którą stronę się udaliście? – dopytywał Xie Lian.
– Nie wiem.
– Nic nie wiesz! – wtrącił Ming Yi.
– Kto by zwracał uwagę na takie rzeczy?! – rozgniewał się Shi Qingxuan. – Poza tym sądziłem, że to ty!
Hua Cheng przyglądał się z boku. Wyglądał, jakby oglądał przedstawienie i dobrze się bawił. Z Shi Qingxuanem nie łączyły go relacje ani przyjacielskie, ani wrogie, pochodził ze świata demonów, nie czuł się więc w obowiązku wyciągać pomocną dłoń. Do tego tak się nudził, że zmienił ubrania z powrotem na czerwone, później na czarne i wreszcie na białe. Prawie za każdym razem, gdy Xie Lian się odwracał, Hua Cheng wyglądał inaczej. Miał inną fryzurę, ozdoby czy buty, był to szelmowski, to eteryczny, to surowy, to piękny. Xie Lianowi aż się mieniło w oczach, ale nie mógł się powstrzymać i zerkał raz po raz. Gdy dotarło do niego, że nie powinien tak robić, zamrugał i chwycił rękami głowę, aby siłą odwrócić ją we właściwym kierunku.
– Nie kłóćcie się. Panie Wiatru, ile kroków mniej więcej zrobiłeś?
– Z pięćdziesiąt, sześćdziesiąt… Na pewno nie więcej niż sto, szedłem bardzo, bardzo wolno. Jakim cudem mnie nie zauważyliście?
Mniej niż sto kroków? Ming Yi ruszył przed siebie i zniknął na końcu ulicy. Po chwili powrócił szybko jak błyskawica i zaraportował:
– Nie ma go!
Niedobrze.
– Tysiąc Li w Jednym Kroku! – zawołał Xie Lian.
Kiedy Czcigodny, korzystając z zamieszania, wyprowadził Pana Wiatru ze Świątyni Wiatru i Wody, musiał użyć magii Tysiąca Li w Jednym Kroku, by się gdzieś przenieść. W przeciwnym razie z łatwością by go złapali. Ale kto wie, dokąd tamci zostali rzuceni po użyciu tego czaru?
– Wejdę na Krąg i zawiadomię Wyższą Izbę Niebios – rzekł szybko Xie Lian.
– Nie! – zaoponował natychmiast Shi Qingxuan. – Wasza Wysokość, zgodziłeś się utrzymać wszystko w tajemnicy! Mój brat niedługo podejmie trzecie wyzwanie Niebios, to wielka rzecz, nie możesz, tylko mu teraz zaszkodzisz!
– Jeszcze trochę, a to ciebie spotka wyzwanie! – skomentował Ming Yi.
– Jak mówię, że nie, to nie – zdenerwował się Shi Qingxuan. – Zbyt wiele oczu obserwuje mojego brata. Ta istota świadomie wypatrywała okazji, żeby po mnie przyjść, ale nie może dopiąć swego, nie może! Jeśli umrę, a moje ciało zgnije, odkopcie mnie, dopiero kiedy mój brat podejmie wyzwanie!
– Dobrze. Dobrze! – powiedział po chwili Ming Yi. Wydawało się, że był bliski wybuchnięcia gniewem.
– Panie Wiatru, czy ta istota cię dokądś prowadzi?
– Tak. Trzyma mnie za ramię – przyznał Shi Qingxuan.
– Jest w niej coś szczególnego? Na przykład coś jak zapach, rodzaj dotyku?
– Nie, zupełnie nic.
– A wokół ciebie? Czy droga, którą idziesz, jest górzysta, czy płaska? Nastąpiłeś na coś albo coś kopnąłeś? – Xie Lian chciał sprawdzić, czy Pan Wiatru zdoła ocenić sytuację po wyglądzie, a raczej wyczuciu otoczenia.
– Droga jest bardzo dziwna! – odparł Shi Qingxuan. – Miękka i niestabilna, jakbym stąpał po chmurach.
„Czyżbyś bał się tak, że zmiękły ci kolana?”, pomyślał Xie Lian.
Pozbawionemu dwóch z pięciu zmysłów Shi Qingxuanowi bardzo trudno było dać jakiekolwiek wskazówki. Xie Lian pomyślał chwilę, po czym powiedział:
– Panie Wiatru, mam sposób, który umożliwi ci uwolnienie się od tej istoty, ale potrzebuję twojego pozwolenia.
– Dobrze, zgadzam się! – Odpowiedź padła natychmiast.
Nagle obok Xie Liana pojawił się Hua Cheng.
– Przeniesienie Dusz? – spytał.
– Dokładnie – odparł Xie Lian. – Chodzi o Sztukę Przeniesienia Dusz.
Sztuka Przeniesienia Dusz, jak sama nazwa wskazuje, polega na zamianie dusz. Widzę swoimi oczami to, co ty widzisz. Zaklęcie to nie jest używane zbyt często: po pierwsze, spala moc w zastraszającym tempie, po drugie zaś, mało kto ma chęć oddania cennej kontroli nad swoim ciałem.
– Roztropnie, gege – przyznał w skupieniu Hua Cheng.
– Chcesz się zamienić? – spytał Shi Qingxuan. – Jak sobie z nim poradzisz?
– Wszystko jedno, nie boję się go – odparł Xie Lian.
– Zamiana – zarządził Ming Yi.
– Przemyśl to jeszcze, gege – zaoponował Hua Cheng.
– Czekajcie… Zatrzymał się. Chce zaatakować? – odezwał się nagle Shi Qingxuan drżącym głosem.
Nie było czasu do stracenia.
– Zamiana, teraz! – wykrzyknął Xie Lian w Kręgu.
– Dalej, Wasza Wysokość. – Shi Qingxuan zacisnął zęby.
– Dobrze!
Xie Lian zaczął wirować wokół własnej osi, czuł, jakby został wrzucony do wody, wepchnięty do morza, dookoła nagle zrobiło się cicho. Oczy miał zamknięte, w uszach nie wibrował mu żaden dźwięk.
Czyjaś ręka trzymała go za ramię. Stali w bezruchu.
Xie Lian gwałtownie otworzył oczy. Jedną ręką wyciągnął z uszu zatyczki, drugą zaś, przejmując kontrolę nad sytuacją, złapał Czcigodnego Nieśmiertelnych Pustej Mowy.
– Dzień dobry – odezwał się z uśmiechem.
Shi Qingxuan bardzo długo zaciskał powieki, widział więc tylko ciemność i gdy Xie Lian otworzył oczy, nie mógł się do niej przyzwyczaić, niczego nie był w stanie dostrzec. Ręka, która ściskała ramię Pana Wiatru, stała się teraz ręką ściskającą ramię Xie Liana.
– Wasza Wysokość! – rozbrzmiał na Kręgu głos Shi Qingxuana. – Wszystko w porządku?
Wyglądało na to, że już się w niego bezpiecznie wcielił. Xie Lian zamknął Czcigodnego w żelaznym uścisku i zaczął wymierzać mu kopniaki.
– Jak najbardziej! – odkrzyknął.
– Wasza Wysokość, powiem ci, jak kontrolować moją broń, możesz używać mocy i wszystkiego, nie krępuj się!
– Dobrze! – Xie Lian z szelestem otworzył wachlarz Pana Wiatru.
– Powiem ci też, jak przybrać kobiecą postać – dodał Shi Qingxuan i zapewnił: – Moja moc w tej postaci jest większa!
– Nie. Nie trzeba! – uciął Xie Lian.
– Gege, rozejrzyj się wokół siebie – odezwał się Hua Cheng głębokim głosem. – Powiedz mi, co to za miejsce.
– Nie, najpierw musimy wiedzieć, z jaką istotą się zmagasz – zaoponował Ming Yi.
Xie Lian stopniowo przyzwyczaił się do ciemności, zmrużył oczy i spojrzał przed siebie.
Chociaż dostrzegał kontury drzew i liści, skryta w cieniu twarz nadal zdawała się niewidoczna, jakby otaczał ją obłok demonicznej mgły. Wachlarz Pana Wiatru był wyjątkową magiczną bronią, mógł ją rozproszyć, mógł oczyścić świat. Xie Lian wysłuchał formułki, powtórzył ją w głowie, po czym rozłożył wachlarz i nim machnął. Zerwał się gwałtowny wiatr, zadrżały liście na gałęziach i konarach, nawet część młodych drzewek została wyrwana z korzeniami, tak wielka była to moc. Niestety, wiatr powiał jednak na ukos i ominął cel.
Broń rozpoznawała swego pana, a że Xie Lian nie był prawdziwym właścicielem wachlarza, nie mógł używać go z równą zręcznością co Shi Qingxuan i niezbyt dobrze kontrolował kąt i siłę wiatru. Zdawszy sobie z tego sprawę, zmienił taktykę. Ze świstem zamknął wachlarz, zaczął używać go jak normalnej broni i okładać nim przeciwnika. Z kolejnym machnięciem niebiańska aura zmieniła papierowy wachlarz w niebezpieczne stalowe ostrze. Z gwizdem przeciął nim powietrze, a zimna powłoka aż zamigotała. Shi Qingxuan chyba zgadł, co się dzieje, bo wrzasnął:
– Wasza Wysokość, nie pomyliłeś się czasem? To jest magiczny artefakt, nie możesz używać go jak zwykłej broni! Co za marnotrawstwo!
Taka to już przypadłość bogów-wojowników.
– Mało brakowało, mało brakowało! – zdołał wykrzyknąć Xie Lian w ogniu walki. – Bądź spokojny, umiem to ocenić, na pewno go nie zniszczę!
– Nie szkodzi, jeśli tak się stanie – odparł Shi Qingxuan. – Ale z was, bogów-wojowników, naprawdę brutalne istoty!
– Gege! – Głos Hua Chenga był jeszcze głębszy.
Xie Lian zrozumiał, o co mu chodzi, jednocześnie walczył i rozglądał się wokół. Widział góry i przejrzyste wody, altany i pawilony, krótko mówiąc, otaczało go takie piękno, że aż wydało się to nudne. Naprawdę nie potrafił ocenić, gdzie jest. Czcigodny Nieśmiertelnych Pustej Mowy zauważył jego ruchy i odgadł ich cel.
– Nie jesteś Shi Qingxuanem – odezwał się nagle.
Myśli Xie Liana galopowały. „Nie powinien się tak szybko zorientować, że nastąpiło Przeniesienie Dusz, jakim cudem tak szybko zauważył, że nie jestem Shi Qingxuanem? Oj, nieistotne, muszę walczyć dalej!”
Walczył, jakby nie miał nic do stracenia.
– Upadniesz natychmiast! – krzyknął Czcigodny, jakby nie mógł już tego znieść. Zaczął przeklinać Xie Liana. Ten jednak, jakby nie słyszał, bił jeszcze mocniej. – Upadniesz! – zawołał znów Nieśmiertelny.
– Zapomnij – odparł Xie Lian z uśmiechem. – Nic, co powiesz, nie zadziała.
– Gege, jeśli nie potrafisz określić, gdzie jesteś, użyj wachlarza Pana Wiatru. Wywołaj huragan, który porwie cię w Niebiosa, wtedy będę wiedział, gdzie cię szukać! – odezwał się Hua Cheng.
– Dobrze! – Xie Lian też o tym pomyślał. Już miał wykonać ruch, kiedy nagle usłyszał śmiech nieśmiertelnego pustej mowy.
– Ktoś tu przyjdzie? – To pytanie wzbudziło czujność Xie Liana. – Jeżeli ktoś przyjdzie cię szukać, na własne oczy zobaczysz jego śmierć! – kontynuowała istota.
Xie Lianowi nie było już do śmiechu.
Wstrzymał nawet oddech, by po chwili krzyknąć:
– Zamknij się!
Wymierzył Czcigodnemu więcej niż pięćdziesiąt kopniaków, ale ten tylko westchnął. Było to westchnienie pełne zadowolenia, jakby poczuł piękny zapach. A później znów wybuchnął lodowatym śmiechem.
Nie zdając sobie z tego sprawy, Xie Lian zostawił lukę w obronie. To zdanie ugodziło go prosto w serce, chociaż wiedział, że klątwa nie dosięgnie Hua Chenga, bo ściśle rzecz biorąc, ten był martwy od dawna. Xie Lian nie mógł jednak nie poczuć ukłucia strachu.
– Gege? Powiedział ci coś, prawda? – spytał Hua Cheng poirytowanym tonem, jakby czytał mu w myślach.
– Coś bredzi… – zaczął Xie Lian. – Nie! Nic nie mówił!
Ale Hua Cheng zrozumiał w lot.
– Życie mu niemiłe! Jedno słowo, a przybędę natychmiast.
– Nie trzeba – zatrzymał go pospiesznie Xie Lian. – Nie musisz się zjawiać. Absolutnie nie powinieneś!
– Powiedz!
– Przepraszam, że przeszkadzam – wtrącił się Shi Qingxuan. – Po kryjomu zmieniliście Krąg, nie zauważyłeś, Wasza Wysokość? Pomyliłeś Kręgi!
Xie Lian dopiero wtedy rozumiał, że odkąd użył Sztuki Przeniesienia Dusz, wszystko, co mówił Hua Cheng, trafiało tylko i wyłącznie do niego. W ferworze walki jednak rozproszył się nieco i nie zwrócił uwagi na to, że odpowiadał mu bezpośrednio. Teraz ich sekretna komunikacja wyszła na jaw. Nie miał jednak czasu zajmować się tym problemem.
– Nie szkodzi, poradzę sobie z nim! – Powiedziawszy to, znowu zatkał sobie uszy i zaczął atakować bardziej zaciekle, całą uwagę skupiając na Czcigodnym. Nie wiedział, że w Bogu Hua Cheng, usłyszawszy jego słowa, podniósł dłoń i jednym ciosem wbił Ming Yi w ziemię na głębokość trzech chi.
– Zamieńcie się znowu – powiedział Shi Qingxuana do przebywającego w ciele Xie Liana.
Shi Qingxuan już wcześniej miał zamiar ponownie się zamienić, ale widząc, co się dzieje, zakrzyknął:
– Co ty wyrabiasz, Krwawy Deszczu? Właśnie się zamieniłem, Jego Wysokość mi pomaga, rozumiałbym, gdybyś mnie uderzył, ale czemu bijesz Ming-xionga? – Ledwie skończył, a przyszło mu na myśl, że Hua Cheng nic mu nie zrobi, jak długo będzie przebywał w ciele Xie Liana. Gdyby miał na kogoś podnieść rękę, to na Ming Yi, do którego żywił zadawnioną urazę.
Xie Lian walczył zajadle, gdy usłyszał na Kręgu Shi Qingxuana:
– Wasza Wysokość, czy mógłbyś zatkać sobie uszy i uciec trochę dalej? Chcę się znowu zamienić!
– Dasz radę, Panie Wiatru? – spytał Xie Lian.
– Nie zdołam z nim walczyć, ale mogę spróbować mu uciec – zapewnił go Shi Qingxuan.
Xie Lian kopnął Czcigodnego, aż tamten odleciał daleko, po czym puścił się biegiem.
– Poczekaj, nie musisz uciekać! – zawołał. – Zrobię tu dla ciebie krąg ochronny. Panie Wiatru, czy masz przy sobie jakieś ochronne artefakty? Jeśli nie, wystarczą cenne kosztowności!
– Kosztowności? – spytał Shi Qingxuan. – Mam, mam. Dotknij szyi, jest tam wisior długowieczności1, może być?
Xie Lian faktycznie wyczuł pod palcami ciężki złoty łańcuch: błyszczący, olśniewający, wspaniały i wytworny.
– Jest – ucieszył się. – To cenna biżuteria, świetnie!
– Naprawdę? – odparł Shi Qingxuan. – Mam jeszcze coś! W talii jadeitowy pas, na kciukach pierścienie2 z agatu, buty wyszywane koralikami, rączka końskiego ogona to drzewo sandałowe… A, tak! Jeszcze podobno włosie uchodzi za bardzo cenne, nie wiem, z jakiej mitycznej bestii zostało pozyskane… – Na jednym oddechu wymienił siedem rzeczy. – Wasza Wysokość może sprawdzić, czy da się użyć czegokolwiek, co mam na sobie.
Da się. To wszystko drogocenne kosztowności!
Shi Wudu zaiste był godny miana boga dobrobytu, a Shi Qingxuan – jego młodszego brata!
– Da się – odparł. – Znajdę jakąś izbę, żeby stworzyć krąg. Kiedy znowu się zamienimy, zasłoń uszy, nie patrz przed siebie, nie wychodź z tej izby, tylko czekaj na nas.
– Na Waszej Wysokości naprawdę można polegać! – Głos Shi Qingxuana drżał, jakby ten miał się zaraz rozpłakać. – Dziękuję! Od dzisiaj jesteś moim drugim najlepszym przyjacielem. Jeżeli będziesz miał jakąś sprawę, na pewno o tobie nie zapomnę!
Xie Lian nie wiedział, co powiedzieć, rzucił więc tylko grzeczne:
– Dziękuję!
W miarę jak mówił, a nieśmiertelny pustej mowy pozostawał daleko w tyle, dostrzegł w dali pawilon, wpadł do środka i wykonał gest, po którym wszystkie drzwi i okna zatrzasnęły się szczelnie. Zamknął drzwi na złoty rygiel, po czym ugryzł się w palec i naszkicował talizman. Ułożył kosztowności, otoczył je kręgiem z krwi i wszystkie te czynności wykonał praktycznie naraz. W końcu usiadł na środku pomieszczenia i zamknął oczy.
– Raz, dwa, trzy – powiedział. – Sztuka Przeniesienia Dusz: wracaj!
Znów poczuł, jakby coś poderwało go w górę, po czym rzuciło nim o ziemię. Obrócił się kilka razy w powietrzu, a po chwili poczuł pod stopami podłoże, choć wciąż jeszcze nie odzyskał równowagi, ale nim upadł, pochwyciła go mocno para rąk. Otworzył oczy, gdy usłyszał głęboki głos Hua Chenga:
– Myślę, że powinieneś wyjaśnić, co się stało, gege.
Xie Lian złapał go za ramię i się wyprostował. Już miał coś powiedzieć, kiedy nagle zauważył, że kogoś brakuje.
– Gdzie jest Pan Ziemi?
– Nie wiem – odparł Hua Cheng.
– Nie wiesz?
Zaskoczony odpowiedzią Xie Lian spojrzał w bok i zobaczył dół w kształcie ludzkiej postaci, z którego właśnie wydobywał się Ming Yi. Nie odezwał się. Milczeli wszyscy przez chwilę, ale ciszę przerwał Shi Qingxuan:
– Hę?
– Przyszedł? – Serce Xie Liana zamarło.
Za pomocą kosztowności Shi Qingxuana ustanowił tarczę ochronną tak silną, że właściwie nie do pokonania. Nieśmiertelny pustej mowy nie miał szans wtargnąć, nawet jeśli posiadał wielką moc, kosztowałoby go to dużo czasu.
– Nie, nie, nie. Wasza Wysokość, ten krąg jest naprawdę solidny, niewzruszony jak góra Tai, daje poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że przez trzy dni i trzy noce nic się tu nie dostanie. Tyle że… to jest to miejsce.
– Gdzie? Poznajesz je? – zaciekawił się Xie Lian.
– Oczywiście, że tak. To Taras Nalewania Wina. Miejsce, z którego wniebowstąpiłem.
Xie Lian zamarł. „Taras Nalewania Wina?”, zdziwił się w myślach.
– Dokładnie – potwierdził Shi Qingxuan. – Co kilkanaście lat tu wracam, nie pomyliłbym się.
Nic dziwnego, że Czcigodny od razu się zorientował, że nie ma do czynienia z prawdziwym Shi Qingxuanem. Ten rozpoznałby to miejsce bez rozglądania się.
Gdy tylko Ming Yi wydostał się z dziury w ziemi, zaczął rysować krąg, ale ledwo nakreślił kilka linii, uderzył otwartą dłonią i wszystko zamazał. Hua Cheng spojrzał na niego lodowatym wzrokiem.
– Panie Ziemi, co robisz? – Xie Lian był zaskoczony.
Ming Yi się zatrzymał.
– Nie możemy użyć Tysiąca Li w Jednym Kroku, musimy iść na piechotę – oznajmił.
– Jak to nie możemy? – zdziwił się Xie Lian.
– Dokładnie przed chwilą ktoś zniszczył wszystkie miejsca połączeń dla Tysiąca Li w Jednym Kroku w okolicy Tarasu Nalewania Wina. Nie, nie tylko tam, w całej okolicy.
Niedawno Shi Qingxuan został dokładnie tam przeniesiony właśnie za pomocą tego zaklęcia. Wyglądało więc na to, że gdy Xie Lian ukrył się w tym pawilonie, Czcigodny Nieśmiertelnych Pustej Mowy od razu powziął działania, by ich powstrzymać.
– Jeżeli wyruszymy teraz, kiedy najszybciej uda się tam dotrzeć? – spytał Xie Lian.
Ming Yi już się odwrócił i ruszył.
– Za godzinę! – odparł.
– Panie Wiatru, ruszamy w twoją stronę, dotrzemy w ciągu godziny, czekaj na nas. Jeśli ktoś zapuka, pod żadnym pozorem nie otwieraj – przekazał Xie Lian na Kręgu.
– Dobrze, dobrze, dobrze. To oczywiste, nie musisz mi mówić, nie jestem trzyletnim dzieckiem, żeby każdemu otwierać, więc… Pospieszcie się!
Wyruszyli natychmiast. W drodze Xie Lian wypróbował swoje moce i zauważył, że Sztuka Przeniesienia Dusz naprawdę zużywa ogromną ilość mocy. Ta, której użyczył mu Hua Cheng, już prawie zniknęła.
– Gege, potrzebujesz jeszcze? – Hua Cheng najwyraźniej zauważył, co książę robił.
– Nie trzeba. – Xie Lian pokręcił głową. – Bardzo dziękuję ci za ten wcześniejszy dar.
– Nie ma za co. Bierz, ile chcesz – odparł Hua Cheng. Po chwili dodał półżartem: – A oddasz z odsetkami?
Problem polegał na tym, że Xie Lian nie zdołałby zwrócić pożyczki nawet bez odsetek, zdobył się więc tylko na wymuszone:
– Mhm… Tak, oczywiście.
Droga miała im zająć godzinę, ale że żaden z nich nie był zwykłym śmiertelnikiem, a do tego bardzo się spieszyli, dotarli więc, nim wypaliły się dwa kadzidła. Chaos, jaki wywołał Xie Lian za pomocą wachlarza Pana Wiatru, nadal nie ustał i Xie Lian aż się spocił ze wstydu. Przez chwilę szukał odpowiedniego budynku i wskazał go z rozjaśnionym wzrokiem.
– To tu. Pan Wiatru musi tu być.
Ruszyli w tamtą stronę. Im bliżej podchodzili, tym spokojniejsi się czuli, jakby przed nimi lśnił promyk nadziei. Kiedy jednak rzucili okiem na drzwi, serce Xie Liana zamarło.
Były otwarte. Otwierały się i zamykały, skrzypiąc na zimnym, nocnym wietrze.
– Jest tu kto? – spytał Xie Lian.
Weszli do środka, ale nie zastali tam nikogo. Magiczne artefakty leżały nienaruszone, skoro jednak drzwi były otwarte, nie zdało się to na nic.
– Panie Wiatru? Gdzie jesteś? – krzyknął Xie Lian przez Krąg.
W drodze, ponieważ bardzo się spieszyli, a Shi Qingxuan zbytnio się denerwował, Xie Lian zaproponował mu, żeby usiadł, pomedytował i ochłonął, nie myślał za dużo i się nie nakręcał. Shi Qingxuan uznał, że ma to sens, i stopniowo mówił coraz mniej. Nie przestał więc odpowiadać nagle i tym samym jego milczenie nikomu nie wydało się dziwne. Teraz jednak Xie Liana zaskoczył brak odpowiedzi.
Jedno z dwojga: Shi Qingxuan umyślnie nie odpowiadał albo nie mógł odpowiedzieć.
Pan Wiatru miał przy sobie kilkanaście rzadkich i cennych magicznych artefaktów. Xie Lian wykorzystał je wszystkie do stworzenia bariery, nic nie byłoby w stanie tak po prostu się wedrzeć do środka. Jeśli nawet, to, jak ocenił Shi Qingxuan, zajęłoby to trzy dni i trzy noce. Co więcej, niemożliwe, żeby przerwanie ochrony nie zostawiło żadnych śladów, a zarówno drzwi, jak i okna pawilonu wydawały się nietknięte.
Xie Lian podszedł do wejścia, podniósł leżący na podłodze złoty łańcuch i obejrzał go uważnie.
– Naprawdę sam otworzył drzwi.
Wiedział, że posiłki wkrótce dotrą, dlaczego więc miałby chwilę wcześniej sam rzucać się w objęcia śmierci? Xie Lian nie mógł tego zrozumieć.
– Może myślał, że to my – powiedział Ming Yi głębokim głosem.
Na te słowa w głowie Xie Liana pojawił się niewyraźny obraz: trzech ludzi podobnych do niego, Hua Chenga i Ming Yi, stoi przed budynkiem, pukają do drzwi. Rozradowany Shi Qingxuan pędzi, żeby je otworzyć, a trzech „ludzi” otacza go i zbliża się z dziwnymi uśmiechami na twarzach. Złoty łańcuch w dłoni Shi Qingxuana spada i ląduje u jego stóp, nie zostaje już podniesiony.
– Przecież mu mówiliśmy – powiedział po odgonieniu tej wizji – że kiedy przyjdziemy, zawiadomimy go na Kręgu. Wystarczyło spytać, a już by wiedział, czy ten ktoś za drzwiami jest oszustem, jak mógł tak łatwo dać się nabrać? – Nagle zamarł. – Chyba że… – ciągnął. – Chyba że to ktoś mu znany poprosił o otwarcie drzwi.
– Znany? Skąd wiesz? – spytał Ming Yi.
– Miał zatkane uszy, nie mógł nic usłyszeć – skwitował Hua Cheng jednym zdaniem.
– Właśnie! Dlatego mówię, że musiał to być ktoś mu znany. Pan Wiatru zatkał uszy, nie słyszał więc żadnych dźwięków z zewnątrz! Chyba że je odetkał. Ale czy by to zrobił? Był śmiertelnie przerażony, więc nie. Dlatego pozostał tylko jeden sposób, żeby namówić go do otwarcia drzwi.
Sztuka Duchowego Przepływu!
Xie Lian zrobił pospiesznie kilka kroków.
– Co oznacza, że kiedy tu szliśmy, ktoś potajemnie się skontaktował z Panem Wiatru i powiedział mu coś, co sprawiło, że ten sam z siebie otworzył drzwi. Obcy nie znałby hasła, przecież hasło niebianina z Wyższej Izby Niebios nie jest podawane do wiadomości publicznej, a już tym bardziej nie jest znane duchom i demonom, takim jak nieśmiertelny pustej mowy. Shi Qingxuan musiał darzyć tę osobę ogromnym zaufaniem, inaczej nie otworzyłby drzwi ot tak, bez zastanowienia.
– Może on tego człowieka nie znał, ale tamten bardzo dobrze znał jego i dał mu dobry powód do otwarcia drzwi? – podsunął Hua Cheng.
Xie Lian uważnie przemyślał tę możliwość.
– Teoretycznie wystarczy znać hasło, żeby przekazać wiadomość. Jednakże, gdyby Pan Wiatru usłyszał nagle obcy głos, czy nie uznałby tego za dziwne? Jego pierwszą reakcją byłoby skontaktowanie się z nami. Chyba że słowa tej osoby zszokowały Pana Wiatru… Ale cóż to mogło być?
– Groźba? – podpowiedział Ming Yi.
– Ale jaka groźba? „Jak nie wyjdziesz, to powiem twojemu bratu, że wróciłem, by cię dręczyć”? Niezbyt prawdopodobne. – Od razu odrzucił tę możliwość.
Czcigodny Nieśmiertelnych Pustej Mowy niekoniecznie znał troski Shi Qingxuana. A oni mieli przybyć za godzinę, tyle Pan Wiatru zdołałby poczekać. Nie należy też zapominać, że Czcigodny nie tykał Shi Wudu, dręczył jedynie jego młodszego brata, a więc tego słabszego. Być może tak się bał Pana Wody, że nie ośmielił się go prowokować.
– Poszukajmy jeszcze przez godzinę – zaproponował Ming Yi.
Xie Lian zrozumiał, o co mu chodziło, i kiwnął głową.
– Dobrze, jeżeli nie znajdziemy go w ciągu godziny, to niezależnie od jego sprzeciwów trzeba zawiadomić Pana Wody. Rozdzielmy się! My pójdziemy w tę stronę, a ty, Panie Ziemi, tam, jeśli możesz.
Ming Yi odwrócił się na pięcie i udał na poszukiwania. Xie Lian również ruszył, jednocześnie nieustannie nawołując Shi Qingxuana na Kręgu, ale odpowiadała mu martwa cisza.
Nie minęło wiele czasu, a znaleźli położony najwyżej taras. Z całą pewnością tego właśnie miejsca szukali, znajdowało się w samym centrum, odnawiane po wielokroć, wytworne i eleganckie. Na ścianach wypisano strofy wierszy. Xie Lian podniósł głowę i ujrzał tablicę z napisem „Taras Nalewania Wina”.
– Chodzi o Młodzieńca, Który Nalewa Wino?
– Dokładnie – potwierdził Hua Cheng. – Choć powinien raczej zostać Młodzieńcem, Który Wylewa Wino.
Legendy mówią, że kiedy Pan Wiatru był człowiekiem, często pił tutaj wino, upijał się i leżał na tarasie, spędzał czas radośnie i swobodnie. Pewnego dnia ujrzał pod tarasem jakiegoś zbira dręczącego dobrych ludzi. Shi Qingxuan wylał wino z czarki wprost na jego głowę i pozbawił go przytomności. Po czym wniebowstąpił.
– I tyle? – spytał Xie Lian.
– I tyle – potwierdził Hua Cheng.
Xie Liana zadziwiło, jak prosta była historia Młodzieńca Nalewającego Wino, ale czasem szczęśliwe zbiegi okoliczności wyglądają właśnie tak. Zresztą literaci zawsze lubili takie miejsca, owiane legendą, z bogatą historią, w nich właśnie czuli przypływ inspiracji, brali do ręki pędzel i pisali, opowiadając o swym dążeniu, by być jak nieśmiertelni. Xie Lian zrozumiał, że to słynne miejsce. Wieczorem nie było odwiedzających, ale następnego dnia przechodnie ku swej zgrozie zobaczą zmiecione z powierzchni ziemi domy i drzewa, będą więc wołać, że Pan Wiatru się objawił.
Wtem Hua Cheng nagle się zatrzymał.
– Gege.
– Tak? – Xie Lian odwrócił się ku niemu.
– Mam pewną sprawę, pójdę zawczasu ją załatwić.
Xie Lian się zawahał, ale nie mógł się nie zgodzić.
– I tak przyszedłeś tu dla rozrywki, jeśli więc masz coś do zrobienia, to idź.
– Mhm. Uważaj na siebie, gege. Niedługo wrócę.
I zniknął.
Godzinę później Xie Lian skontaktował się z Ming Yi.
– Panie Ziemi, jak u ciebie? Ja go nie znalazłem, zaraz wracam.
– Ja też nie! – odparł Ming Yi.
– Powiem o wszystkim Panu Wody – zdecydował Xie Lian, po czym natychmiast wysłał wiadomość. – Ling Wen, jesteś? Możesz znaleźć Pana Wody? Muszę przekazać mu niecierpiącą zwłoki wiadomość, niech spotka się z nami na Tarasie Nalewania Wina!
Koło jego ucha zabrzmiał czysty męski głos, co oznaczało, że Ling Wen jest teraz w męskiej postaci.
– Wasza Wysokość, Pan Wody jest teraz u mnie. Nie lubi opuszczać Niebios, pewnie nie będzie chciał zstąpić. Jaka to sprawa? Mogę przekazać.
Tymczasem Xie Lian dotarł już do głównego budynku. Z daleka zobaczył, że z tarasu zwisa coś, jakby powiewający nieustannie na wietrze kawałek białego materiału. „Co to tu robi?”, pomyślał zdziwiony. Zbliżył się na tyle, by w końcu móc się przyjrzeć dokładniej. Czy to nie wierzchnia szata Pana Wiatru?
– Wasza Wysokość! – Ryk Ming Yi zagrzmiał mu w głowie. – Wracaj do głównego budynku! Szybko!
Xie Lian zadrżał, a Ling Wen spytała:
– Wasza Wysokość?
– Niech tu szybko przyjdzie! Coś się stało Panu Wiatru!
Ruszył na górę. Tam, na samym środku tarasu, ktoś leżał. Shi Qingxuan.
Miał zaciśnięte powieki, na jego ciele nie było obrażeń ani śladów krwi. Ming Yi pomógł mu się podnieść i gdy Pan Wiatru usiadł nieprzytomny, z jego piersi coś spadło. Pęknięty na dwoje wachlarz.
Naprawa magicznej broni tej klasy może zająć setki lat, do tego była to pierwsza broń Pana Wiatru, a jednak została zniszczona!
– Przed chwilą tu zaglądaliśmy, na pewno nikogo nie było! – zdziwił się Xie Lian.
Ledwie wypowiedział te słowa, a zauważył, co jeszcze było nie tak. Kiedy wcześniej przyszli tutaj z Hua Chengiem, na ścianach wypisano stworzone przez literatów strofy – jedne pełne wdzięku, inne frywolne bądź dostojne – teraz jednak wszystkie zniknęły. Została tylko czerwień ociekających krwią znaków: „Marny początek, marny koniec!”.
Tymi słowami nieśmiertelny pustej mowy przeklął Shi Qingxuana w dniu jego narodzin!
– Wasza Wysokość, a tamten gdzie się podział? – spytał zdziwiony Ming Yi.
„A to pech, że Sanlang zniknął w takim momencie. Właśnie kiedy coś się stało Panu Wiatru, naprawdę trudno będzie to wytłumaczyć”, pomyślał Xie Lian. Nie dał jednak po sobie nic poznać.
– Poprosiłem go, żeby pomógł mi szukać nieśmiertelnego pustej mowy.
– Kiedy poszedł? – spytał Ming Yi.
Wcześniej.
– Dosłownie przed chwilą, nie upłynęło wiele czasu – odparł Xie Lian z kamienną twarzą.
W tym momencie rozległ się grzmot, a na niebie pojawił się złoty powóz zaprzężony w osiem koni, przeciął warstwę chmur i pędził w ich kierunku.
Skoro nie można było użyć Tysiąca Li w Jednym Kroku, Shi Wudu wybrał podróż powozem – złotym, zaprzężonym w konie z brązu – który robił tak wielki rumor, że wystarczyło, by przyuważył go jakiś patrzący w gwiazdy śmiertelnik, i niemałe zamieszanie w świecie ludzi murowane. Wodny Despota rzeczywiście niczego się nie bał. Widząc, że się zbliża, Xie Lian poprosił Ming Yi:
– Panie Ziemi, proszę cię o jedno! Nie wspominaj o Hua Chengu, dobrze? Zapewniam, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego, nie skrzywdziłby Pana Wiatru. Ale w Wyższej Izbie Niebios jest wielu niebian, którzy lubią sobie dopowiadać, wyolbrzymiać i zmyślać. Nie można upraszczać tak skomplikowanej sprawy i przedstawiać go jako złoczyńcy, który za tym wszystkim stoi.
Ming Yi rzucił na niego okiem i zgodził się bez wahania.
– Dobrze.
Pochyleni, dalej sprawdzali stan Shi Qingxuana. Złoty powóz zadudnił i wylądował, zostawiając za sobą ślad z chmur ułożonych w pomyślne wróżby. Towarzyszył mu orszak bóstw służebnych, a z wnętrza wyłoniło się troje niebian: Shi Wudu, Pei Ming i Ling Wen. Trójka z pierwszej dziesiątki z bankietu Święta Środka Jesieni. Xie Lian oczywiście zdążył już zapomnieć, że sam był na pierwszym miejscu.
Shi Wudu, ściągając brwi, uniósł rąbek szaty i wysiadł z powozu, po czym z wachlarzem w dłoni zaczął wchodzić po schodach pawilonu. Pei Ming i Ling Wen podążali za nim. Ledwie ujrzał swojego brata, który leżał jak martwy, wyraz jego twarzy nagle się zmienił. Podbiegł.
– Qingxuan? Qingxuan? Co się stało?
– Pan Wiatru spotkał nieśmiertelnego pustej mowy – podsumował zwięźle Xie Lian.
– Co ty powiedziałeś? Nieśmiertelny pustej mowy? – nie dowierzał Shi Wudu.
Ale gdy padły te trzy słowa, nie tylko Shi Wudu, lecz także Pei Mingowi oraz Ling Wen zrzedły miny. Wyglądało na to, że już słyszeli o tym zmartwieniu Pana Wody.
– Znowu ty, Wasza Wysokość – odezwał się Pei Ming.
– Tak to już jest – odparł Xie Lian. – W Wyższej Izbie Niebios nie przewija się aż tyle osób.
– Za każdym razem, kiedy cię widzę, ciągnie się za tobą pewien ktoś – rzekł Pei Ming. – Tym razem nie może być inaczej.
– Nie wiem, o kim mówisz, generale Pei – odparł Xie Lian obojętnie.
Skłamał w żywe oczy, a Ming Yi dotrzymał obietnicy i nie pisnął ani słowa. Pei Ming nie odezwał się już, tylko gestem wysłał towarzyszących mu niebian, by przeszukali okolicę. Shi Wudu nie był w stanie dobudzić Shi Qingxuana. Powiódł wzrokiem po ścianach. Zauważył krwistoczerwony napis, a jego rysy w jednej chwili wykrzywiła złość. Aż się trząsł ze wściekłości.
– Kto to napisał? – krzyczał. – Kto?
Przerwał mu głos Ling Wen:
– Pan Wiatru się ocknął!
Xie Lian pospiesznie przykucnął. Faktycznie, Shi Qingxuan powoli otwierał oczy. Shi Wudu odsunął od niego pozostałych.
– Qingxuan! Jak się czujesz? Coś ci jest? Kto ci to zrobił?
Wciąż oszołomiony Shi Qingxuan stopniowo odzyskiwał przytomność. Pierwszą rzeczą, jaką ujrzał, gdy otworzył oczy, była twarz Shi Wudu. I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Pan Wiatru odepchnął brata, objął głowę rękoma i zaniósł się szalonym wyciem. Tak go to zaskoczyło, że Pan Wody dopiero po chwili odzyskał głos.
– Qingxuan, to ja, twój brat.
– Wiem, że to ty! – wrzasnął Shi Qingxuan.
Skoro rozpoznał brata, dlaczego tak zareagował?
Shi Wudu znów wyciągnął rękę.
– Wszystko w porządku…
– Gówno prawda! – Shi Qingxuan ją odtrącił. – Jak może być w porządku? Nic już nie mów! Nie wytrzymam!
– Qingxuan, jak ty się odzywasz do brata? – wtrącił się Pei Ming.
Zazwyczaj, gdy Shi Qingxuan słyszał Pei Minga, nie mógł się powstrzymać od komentarza, tym razem jednak zupełnie go zignorował, mamrotał tylko pod nosem jak opętany:
– Nie mam ochoty nikogo słuchać. Ty też się nie odzywaj. Dajcie mi się uspokoić. Idźcie. Idźcie stąd natychmiast!
– Co ty bredzisz?! – Shi Wudu w końcu nie wytrzymał.
– Panie Wiatru, jeśli coś się stało, powiedz o tym, brat na pewno znajdzie rozwiązanie… – odezwała się Ling Wen.
– Nie rozumiecie tego, co powiedziałem? – wściekał się Shi Qingxuan. – Wszyscy spieprzajcie! Spieprzajcie, no!
Krzyczał, jakby ogarnął go szał, aż wreszcie splunął krwią.
– Panie Wiatru! – krzyknął Xie Lian.
Shi Wudu chwycił nadgarstek brata i po chwili badania pulsu wyraz jego twarzy w mgnieniu oka stał się bardziej przerażający niż u demona, wyglądało, jakby sam miał za chwilę plunąć krwią.
– Panie Wody, co z nim? – spytał Xie Lian.
Wyciągnął rękę, ale Shi Wudu gwałtownie ją odtrącił, mierząc go gniewnym spojrzeniem, jakby za żadne skarby nie chciał pozwolić Xie Lianowi zbliżyć się do Shi Qingxuana.
– Jesteś chory i przerażony – powiedział do brata. – Zabiorę cię z powrotem na leczenie, na pewno wyzdrowiejesz.
– Nie jestem chory – wycedził tamten, patrząc mu w oczy. – O tym, czy jestem chory, czy nie, ty wiesz najlepiej! Nie myśl sobie, że oszalałem, jestem jak najbardziej świadomy, jeszcze nigdy nie byłem aż tak świadomy!
Shi Wudu złapał go za łokieć i pociągnął w stronę powozu.
– Nic nie rozumiesz, nie mów bzdur.
– Ming-xiong, Ming-xiong, ratuj! Wasza Wysokość, ratuj! – Shi Qingxuan wydzierał się jak opętany.
Wyciągnął ręce i schwycił każdą dłonią jednego z nich, a Xie Lian i Ming Yi ujęli je. Shi Wudu pociągnął go jednak bezceremonialnie.
– Idziemy, wszystko w porządku, jestem przy tobie – próbował uspokoić brata.
Shi Qingxuan krzyczał, a Pei Ming i Ling Wen pomagali Shi Wudu go okiełznać.
– Twój brat nie chce z tobą iść – powiedział Ming Yi.
– Sprawa z nieśmiertelnym pustej mowy nadal nie jest rozwiązana – zaczął Xie Lian. – Panie Wody, czy…
– Jaki znowu nieśmiertelny pustej mowy? – spytał surowo Shi Wudu. – Nie mam pojęcia, o czym mówicie. On jest chory, zdezorientowany, to wszystko!
– Ale Pan Wiatru… – zaczął znowu Xie Lian.
– To mój brat, myślisz, że nie chcę dla niego dobrze? – przerwał mu Shi Wudu. – Nie ma potrzeby, żeby dwie osoby z zewnątrz wtrącały się w nasze rodzinne sprawy! Nie opowiadajcie o tym nikomu, po prostu zajmijcie się sobą!
Chociaż jego słowa były bardzo nieprzyjemne, Xie Lian po namyśle uznał ich słuszność. W końcu Shi Wudu był rodzonym bratem Shi Qingxuana, nie skrzywdziłby go. Do tego towarzyszyło mu dwoje niebian, w takim towarzystwie Pan Wiatru był bezpieczny. Pojawił się ktoś z rodziny, jak więc osoby z zewnątrz mają dalej interweniować?
Na ziemi leżał pęknięty na pół wachlarz Pana Wiatru, na który nikt wcześniej nie zwrócił uwagi. Ling Wen podniosła go i zwróciła się do Xie Liana i jego towarzysza:
– Wasza Wysokość, Panie Ziemi, nie dziwcie się, Pana Wody bardzo nurtuje ta sprawa. To kwestia rodzinna, a brudów rodzinnych nie należy wynosić na zewnątrz. Mam nadzieję, że będziecie milczeli jak grób. Pewnego dnia wam to wynagrodzimy.
Po krótkiej wymianie uprzejmości wsiedli do powozu. Ten huknął i wzniósł się do nieba. Patrząc, jak znika w obłokach, Xie Lian uświadomił sobie, że chociaż tyle włożyli w nią wysiłku, ta sprawa zakończyła się wielce osobliwie.
Kiedy Ming Yi miał już odejść, Xie Lian się ocknął.
– Panie Ziemi!
Ming Yi się zatrzymał i posłał mu głębokie, znaczące spojrzenie.
– Bądź spokojny, jeśli chodzi o Hua Chenga, nic nie powiem.
– Bardzo dziękuję! – Xie Lian mu się skłonił.
Ming Yi kiwnął głową, odwrócił się i odszedł.
Chociaż Xie Lian bardzo martwił się o Shi Qingxuana, zdawał sobie sprawę, że medycy z Wyższej Izby Niebios wskórają tu więcej niż on. Poza tym Shi Wudu na pewno by nie chciał, żeby ktoś z zewnątrz obserwował szaleństwo jego brata. Nie był to dobry czas na wizyty. Mógł tylko opuścić Taras Nalewania Wina i powoli zebrać się do powrotu.
Szedł krócej niż wypalenie jednego kadzidła, gdy poczuł, że nad drogą unoszą się opary demonicznej mgły, i zwolnił kroku. „Niemożliwe, nawet chwili przerwy. Na co ja znów trafiłem?”, pomyślał.
Żarty wprawiają w zakłopotanie i ciebie, i mnie
Stał na poboczu, czekając spokojnie, a po chwili z kłębów demonicznej energii przed nim wydobył się dziwny dźwięk:
– Hej ho, hej ho!
Na początku drogi zamajaczył ogromny cień. Ze wszystkich stron otaczały go mniejsze kształty. Xie Lian nie do końca wiedział, co ma przed oczami, ale z pewnością było to coś wielkiego, odruchowo więc zrobił krok w tył. Gdy jednak po chwili obiekt powoli wyłonił się z mgły, Xie Lian wybałuszył oczy.
Była to okazała lektyka.
Niezwykle wytworna, z tiulowym baldachimem z frędzlami. Gdyby ktoś siedział otulony czerwoną zasłoną, byłby przez nią widoczny jedynie jak cień ze snu. Nie nieśli jej ludzie, lecz wyjątkowo duże złote szkielety, które pędziły, pokrzykując swoje „hej ho”. Nad czaszką każdego z nich unosił się błędny ognik, który obracał się, jakby służył do oświetlania drogi. Za każdym razem, gdy docierali w ciemniejsze miejsce, ogniki lśniły jeszcze jaśniej. Nadzwyczaj osobliwy, ale też niepokojący widok, Xie Lian nie potrafił jednak odwrócić wzroku. Pomyślał, że to jakaś demoniczna panna pędzi na sekretną schadzkę z kochankiem. Pospiesznie zszedł głębiej na pobocze, chcąc ustąpić miejsca. Szkielety jednak zatrzymały lektykę tuż przed nim, a wszystkie cztery czaszki jednocześnie odwróciły się w jego stronę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
长命金锁 (chángmìngsuǒ) – naszyjnik z wisiorem, który ma przynosić dzieciom szczęście, zapewniać długie życie i bogactwo (wszystkie przypisy, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą od tłumaczek). [wróć]
Zekier – pierścień łuczniczy. [wróć]
