Niszczycielka - Agata Polte - ebook
NOWOŚĆ

Niszczycielka ebook

Agata Polte

5,0

188 osób interesuje się tą książką

Opis

Reagan Tallerico pochodzi z potężnego rodu Obrońców – wojowników, którzy każdego dnia walczą o bezpieczeństwo Ziemi oraz innych wymiarów. Dziewczyna od dziecka marzy, by wstąpić w ich szeregi, tyle że jako osoba nieposiadająca magii nie ma na to szans. Rea zostaje więc Strażniczką w Fortecy, gdzie zajmuje się katalogowaniem artefaktów, przepisywaniem starych ksiąg i strzeżeniem portalu.

 

Wszystko się zmienia, gdy podczas jej pierwszej samodzielnej warty do sekretnych drzwi Fortecy puka ranny mężczyzna szukający pomocy. Od tego momentu życie Reagan ulega drastycznej zmianie, a ona sama trafia do nowej rzeczywistości, w której będzie musiała odbyć piekielny trening z tajemniczym, wymagającym nauczycielem, poradzić sobie z polującymi na nią demonami oraz rozwiązać problem zostawianych przez nie dziwnych znaków.

 

Te zdają się zwiastunem… i ostrzeżeniem.

 

Tylko czy uda się je zrozumieć, zanim będzie za późno?

 

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.

 

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 817

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Agata Polte

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Nowe Strony, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktorka prowadząca: Sandra Pętecka

Redakcja: Anna Suchańska

Korekta: Anna Łakuta-Rudzka, Martyna Góralewska, Aleksandra Płotka

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Ilustracje: Anna Niemczak

ISBN 978-83-8418-587-2 • Wydawnictwo Nowe Strony • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Fragment

Część pierwsza. Strażniczka

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Część druga. Zaklinaczka

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Część trzecia. Niszczycielka

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Rozdział 47

Rozdział 48

Rozdział 49

Rozdział 50

Rozdział 51

Rozdział 52

Rozdział 53

Rozdział 54

Rozdział 55

Rozdział 56

Rozdział 57

Rozdział 58

Rozdział 59

Epilog

Słowniczek

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Dla Marty –powiedzieć, że za wszystko, to wciąż za mało. Ale doczekałaś się. Dziękuję, że jesteś.

ROZDZIAŁ 1

Pukanie do sekretnych drzwi Fortecy o drugiej w nocy, w środku tygodnia, podczas mojej pierwszej samotnej zmiany w nowej pracy, naprawdę mnie przeraziło.

To znaczy siedziałam tu właśnie dlatego, żeby w razie potrzeby udzielić schronienia Obrońcom, i znałam regulamin postępowania w takich wypadkach. Wykułam go na pamięć jako ośmiolatka, bo mieszkałam w podobnym miejscu. Zapewniono mnie jednak, że nasza położona na uboczu siedziba, nieznacząca i posiadająca właściwie jedynie stare archiwa, a nie ważne składy broni czy artefaktów, nie jest zbyt atrakcyjna dla wojowników, przez co zwykle wolą szukać azylu gdzie indziej.

Tyle że Fortiana mogła wsadzić sobie gdzieś swoje zapewnienia. I wieczór gry w krykieta, z którego powinna wrócić trzy godziny temu, a nie pojawiła się do teraz. W calutkim budynku nie było nikogo prócz mnie, bo głupia opiekunka Fortecy wyszła, czwórka innych Strażników pojechała po południu na spotkanie do Warowni, Uzdrowiciel przebywał na urlopie, a wredna małpa Ilina sfingowała chorobę, by mnie tu dzisiaj nie pilnować i wymknąć się do miasta.

To dlatego po raz pierwszy zostałam na posterunku całkiem sama.

I musiałam się ruszyć, by otworzyć drzwi.

Moje serce biło w nerwowym rytmie, kiedy szybkim krokiem kierowałam się do portalu, powtarzając w myślach, że nie powinnam panikować. Co z tego, że nie wspierały mnie bardziej doświadczone osoby, byłam dzień po okresie próbnym, a przed drzwiami już stał Obrońca, który zapewne miał kłopoty?

Znam procedury, skończyłam Akademię, dam sobie, do cholery, radę.

Wcisnęłam serię przycisków, uruchamiając dodatkowe osłony. Wysłałam też sygnał do biura Fortiany, nawet jeśli pozostawała nieobecna – nikt przynajmniej nie zarzuci mi, że nie dopełniłam obowiązków – a potem złapałam kuszę i zaczęłam odblokowywać mechanizm wiekowego przejścia.

Chociaż widywałam je właściwie codziennie, skoro było przez nas pilnowane, za każdym razem zachwycało mnie tak samo. Głównie dlatego, że na całym świecie istniało zaledwie kilkadziesiąt prawdziwych, stabilnych portali prowadzących do Swoan – nazywanego przez nas częściej Królestwem – krainy magii istniejącej na długo przed powstaniem gatunku ludzkiego. Ponoć dawniej wyglądała bajkowo, wypełniały ją cuda natury, przejrzyste potoki, jednorożce, tęcze i inne badziewie…

Nie umiałam sobie tego wyobrazić, ponieważ gdy wrota się uchyliły, ukazał mi się zgoła inny widok. Na tle wypalonych, smaganych wiatrem i deszczem drzew pozbawionych liści stała wysoka postać w kapturze. Trzymała się za prawy bok, na co natychmiast zwróciłam uwagę, nim zaczęłam wypatrywać ewentualnego zagrożenia.

– Kim jesteś i jak się nazywasz? – rzuciłam głośno.

Postać chyba coś odpowiedziała, ale nie dotarły do mnie żadne słowa z powodu szalejącej burzy. To było swoją drogą przedziwne doświadczenie – spoglądanie z suchego wnętrza Fortecy w przestrzeń innego wymiaru, w którym rozgorzał potężny żywioł. Cisza ogromnego budynku została zderzona z hukiem pioruna w oddali, szelestem ulewy i szmerem rwanych gwałtownymi podmuchami gałęzi.

Przez panujący w Królestwie półmrok sylwetka nieznajomego zdawała się niemal stapiać z otoczeniem. Nie ruszał się, tylko czekał tuż przy niewidzialnej barierze utrzymującej mnie z daleka od niebezpieczeństw tamtego świata. Musiałam zachować ostrożność, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy za progiem nie czyhał demon, który przez przypadek natknął się na nasze tajemne drzwi i odkrył sposób, jak je przywołać. Ponoć Fortianie się to kiedyś przytrafiło, a potwór na dodatek okazał się na tyle potężny, że zniszczył zaklęcie ochronne i zostawił jej podłużną szramę na ramieniu. Nie wspominając o tym, że rozwalił pół Fortecy i zabrał trzy cenne dla nas przedmioty.

Ale to wydarzyło się dawno temu.

– Halo? – odezwałam się ponownie, próbując zapanować nad drżeniem głosu. – Powtarzam: kim jesteś i jak się nazywasz?

Postać w kapturze wreszcie drgnęła. Zacisnęłam mocniej palce na kuszy, gdy nieznajomy odwrócił się nieznacznie i stanął do mnie w pełni przodem. Dopiero wtedy dostrzegłam, że bok, za który się trzymał, krwawił. Niebieska peleryna obcego przemokła nie tylko od deszczu, ale też od krwi nieustannie wypływającej z rany pod żebrami. Do tego pod wpływem ruchu ciężki od wody kaptur zsunął się po ciemnych włosach mężczyzny, który wyglądał, jakby zderzył się z pięścią tytana. Na bladej twarzy niczym na jasnym płótnie rozlewały się różnokolorowe siniaki. Jedno oko miał całkowicie fioletowe, zamknięte, natomiast drugie, brązowe, zmrużył, by uniknąć rażącego światła padającego z pokoju wartowniczego.

A potem uśmiechnął się nieznacznie i wreszcie odpowiedział:

– Glaedosiia.

Zesztywniałam. Pierwszy dzień. To był mój pierwszy dzień, a u bram Fortecy już stał Obrońca trzeciego kręgu jednego z oddziałów bojowych. Przecież Trójki stanowiły elitę. Wyłącznie one, no i ewentualnie drugi krąg, dostawały hasła wypowiadane w starej mowie, nikt inny ich nie znał. Hasła zresztą zmieniały się co jakiś czas dla bezpieczeństwa, Glaedosiiazostała przypisana w tym tygodniu, co sprawdzałam tuż po rozpoczęciu dyżuru, nim komputer fortecowy trafił szlag.

– W porządku, Obrońco – rzuciłam. – Witaj w Fortecy San Sena. Zgodnie z prośbą udzielam ci schronienia.

Skinął głową, nie spuszczając ze mnie wzroku. Ja też go obserwowałam, kiedy odkładałam kuszę na biurko, po czym podeszłam do panelu dezaktywującego barierę portalową. W moich myślach panował niemały chaos, bo to, że mężczyzna znał tajne hasło, oznaczało, że jest kimś wysoko postawionym. Gdyby należał do kręgu czwartego albo piątego, nawet nie miałby możliwości poznania sekretnego słowa używanego jedynie w przypadkach, gdy wojownik przebywał na misji i chciał utrzymać swoją wizytę w tajemnicy. W raporcie dla Fortiany będę musiała zaznaczyć, że obcy posłużył się prawem anonimowości przysługującym członkom wyższego kręgu.

Co nie znaczyło, że sama nie byłam piekielnie ciekawa, jak nazywa się mój gość.

Otrząsnęłam się jednak na razie z myśli, rozejrzałam jeszcze raz dla pewności – mimo że włączyłam krąg iluminacyjny, który powinien odpędzić demony od portalu, jakiś potwór mógł się czaić w pobliżu – a kiedy nie dostrzegłam zagrożenia, ruszyłam w kierunku ledwo trzymającego się na nogach mężczyzny.

Nie wyglądał na wiele starszego ode mnie. Na oko mógł mieć góra dwadzieścia parę lat. Był cały przemoczony, zakrwawiony i wycieńczony, więc musiał przejść przez piekło. Niedosłownie, chyba niewielu Obrońców trzeciego kręgu kiedykolwiek wyszło żywymi z piekielnego wymiaru. Jeśli w ogóle jacyś się znaleźli.

– Potrzebujesz pomocy? – spytałam.

Nieznajomy skinął głową, po czym zrobił chwiejny krok. Niemal upadł, ale w ostatniej chwili udało mi się wyciągnąć ręce i złapać go za zdrowy bok. Oparł się wtedy na mnie, przy okazji zostawiając krwawe ślady na mojej jasnej bluzie.

W milczeniu pomogłam Obrońcy dokuśtykać do środka, a potem posadziłam go na krześle i szybko zamknęłam portal. Dwukrotnie się upewniłam, że mechanizm obronny znów jest aktywny, a następnie przeczesałam mokre włosy palcami. Podczas tych kilkunastu sekund, które spędziłam w drugim wymiarze, zdążyłam całkowicie przemoknąć. Czułam wodę przelewającą się w trampkach, jednak nie miałam czasu się tym przejmować, bo mężczyzna potrzebował pomocy. Dobrze, że nie przysypiałam na lekcjach medycznych, jak większość klasy. Dzięki temu mój niepokój nieco zmalał.

– Jesteś tu sama? – upewnił się cicho Obrońca.

Skończyłam właśnie wpisywać ostatni kod.

– Tak.

Później podbiegłam do szafki stojącej w rogu pomieszczenia. Przeszukiwałam kolejne półki, żeby zlokalizować bandaże oraz zestaw do szycia, aż wreszcie natrafiłam na nie i resztę niezbędnych medykamentów. Z nimi w rękach odwróciłam się do nieznajomego.

– Niestety jesteś skazany tylko na mnie – oznajmiłam. – Dlatego naprawdę mam nadzieję, że nie zostałeś otruty ani nie zamierzasz umrzeć, bo to mój pierwszy dzień i źle by to wyglądało w papierach.

Szatyn odchylił nieznacznie głowę i wybuchnął dźwięcznym śmiechem. To był przyjemny dźwięk, lekki, zupełnie niepasujący do sytuacji, ale w jakiś sposób sprawił, że odrobinę się rozluźniłam.

– Postaram się przeżyć, jeśli powiesz mi, jak masz na imię – obiecał.

Spojrzałam na niego z rozbawieniem.

– Skoro to ma cię uratować, mam na imię Reagan. Teraz już nie potrzebujesz mikstury przeciwbólowej, przeciwzapalnej i opatrunku?

Uśmiechnął się ujmująco, co w wykonaniu kogoś z opuchniętą większą częścią twarzy dawało raczej upiorne wrażenie.

– Potrzebuję – przyznał.

Pomogłam mu zdjąć plecak, płaszcz i koszulkę, którą miał pod spodem. Była tak zakrwawiona, że musiałam ją właściwie rozciąć, a nieznajomy krzywił się przy każdym ruchu. Starałam się robić to jak najdelikatniej, lecz nie mogłam nic poradzić na zakrzepłą krew i przyklejony do rany materiał.

Gdy wreszcie się z tym uporałam, Obrońca siedział przede mną nagi od pasa w górę. A sądząc po jego minie, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego mięśnie mogą robić wrażenie. Właściwie to chyba był przekonany, że moje zawahanie, zanim go dotknęłam, wynika właśnie z podziwu, jaki powinnam żywić względem jego wyrzeźbionej klaty.

Przechyliłam więc pewniej buteleczkę ze środkiem dezynfekującym, polałam nim ranę i przycisnęłam gazę do skóry pod nią. To starło radość z twarzy szatyna. Zacisnął zęby i syknął.

– Ojej – powiedziałam niewinnie. – Piecze?

Powieka jego zdrowego oka zadrgała, kiedy zmusił się do spokojnej odpowiedzi:

– Lekko. Nie przejmuj się.

Zajęłam się dalszym czyszczeniem rany, a do tego podałam Obrońcy dwie mikstury naszego fortecowego Uzdrowiciela. Jedna z nich musiała go znieczulić, bo gdy wbijałam zakrzywioną igłę w skórę, nawet nie drgnął.

– Więc – zagaiłam po kilku minutach ciszy, powoli kończąc szycie. – Będziesz potrzebował noclegu, telefonu, broni, czegokolwiek?

Właściwie to powinien się z tym zgłosić do Fortiany, ale skoro ta nadal grała w krykieta, demony jedne wiedzą gdzie, chyba mogłam się trochę porządzić. W sumie to całkiem nieźle sobie dziś poradziłam, dlatego zdecydowanie powinnam się rządzić.

– Hm.

Mężczyzna zerknął w kierunku wiekowego komputera stojącego na biurku, a ja cicho się roześmiałam.

– Z niego akurat nie skorzystasz – poinformowałam. – Zaciął się niedawno i od tego czasu nie da się nic na nim zrobić. Ledwo zdołałam spisać hasła na czas.

Przytaknął, jakby domyślał się, że coś takiego mogło mieć miejsce.

– Nie będę cię długo niepokoił. Muszę ruszać dalej, więc gdy doprowadzisz mnie do porządku, zniknę.

Zamrugałam z zaskoczeniem.

– Ale straciłeś sporo krwi…

Machnął ręką.

– To nic takiego. Mikstury Uzdrowiciela postawiły mnie na nogi, czuję się jak nowo narodzony.

Nie skomentowałam tego. Jednym z aspektów pracy w Fortecy i pomagania Obrońcom w potrzebie było to, że nie powinnam kwestionować ich słów. Ani interesować się ich misjami, zwłaszcza gdy użyli tajnego hasła. Dlatego gryzłam się w język, odkąd pojawił się ten facet.

– Czy mogę prosić jeszcze o ubranie na zmianę? – spytał.

– Oczywiście.

Musiałam przynieść je z magazynu znajdującego się niemal po drugiej stronie Fortecy. Rozległy, stary budynek nocą stawał się nieco upiorny z tymi wszystkimi spiczasto sklepionymi korytarzami, niewielkimi oknami i niosącym się echem skrzypiących drzwi, schodów, mebli… i wszystkiego. Mimo to nie oglądałam się jak zwykle przez ramię, skoro miałam zadanie, tylko szybko znalazłam odpowiednie rzeczy i wróciłam z nimi do pokoju wartowniczego.

Kiedy weszłam do środka, szatyn stał już niedaleko portalu. Bez słowa narzucił na siebie przyniesione koszulkę i kurtkę przeciwdeszczową, a spodnie schował do plecaka, po czym odwrócił się do wyjścia.

Wtedy nie wytrzymałam. Musiałam wiedzieć, kim był.

– W którym oddziale trzeciego kręgu jesteś? – wypaliłam.

Zamarł, nim zerknął na mnie przez ramię.

– Czy takie pytanie nie jest czasami niezgodne z kodeksem Strażniczki Fortecy?

Odchrząknęłam.

– Cóż…

– Wybaczę ci, bo to twój pierwszy dzień i naprawdę mi pomogłaś, Reagan. I też dlatego zdradzę ci dwie rzeczy. Mam na imię Fobos. – Zbliżył się o krok i uśmiechnął, spoglądając mi w oczy. – A moja wizyta dzisiejszego wieczoru wstrząśnie twoim światem, za co z góry przepraszam.

Uniosłam brwi, a on pochylił się w moim kierunku. Serce zaczęło wybijać mi nerwowy rytm, gdy pomyślałam, że wygląda, jakby zamierzał mnie pocałować. Na szczęście nie musiałam sprzedać mu liścia, ponieważ jedynie zbliżył usta do mojego ucha.

– Żegnaj, mała Strażniczko. Powodzenia.

Po tych słowach się odwrócił, poprawił plecak i ruszył do głównego wyjścia, zostawiając mnie zastygłą pośrodku pomieszczenia. Gość chyba nie zdawał sobie sprawy, jak przerażająco wyglądała jego poobijana twarz. Zapewne sądził, że jest czarujący, tymczasem nieźle mnie wystraszył tym, jak naruszył moją przestrzeń osobistą, i jeszcze tymi głupimi słowami.

„Wstrząśnie moim światem”, też mi coś. Może i nie pracowałam w największej Fortecy, nie wykonywałam ważnych misji ani nie zajmowałam się niczym niebezpiecznym, ale koleś chyba nie sądził, że piętnaście minut w jego towarzystwie tak bardzo zmieni moje życie?

Pokręciłam głową i chwilę obserwowałam przez okno, jak maszerował ulicą pełną niczego nieświadomych ludzi, a potem odwróciłam się i westchnęłam, omiatając spojrzeniem bałagan dokoła.

Musiałam napisać raport.

I pozbyć się śladów krwi.

ROZDZIAŁ 2

Drżałam z zimna, próbując w małej łazience przylegającej do pokoju wartowniczego sprać krew z jasnej bluzy. Chociaż trwała noc, a ja nie podejrzewałam, by dziś jeszcze był aż taki ruch, że wpadnie tu kolejny Obrońca, musiałam zostać w pobliżu posterunku, zamiast przenieść się na górę i spokojnie doprowadzić do porządku w swojej sypialni. Nie przygotowałam się na to, że ktokolwiek się pojawi, i nie zabrałam zapasowych ubrań.

Błąd nowicjuszki.

Pewnie przez przyznanie się do tego, że nią jestem, tamten zadufany w sobie Obrońca obiecał „wstrząsnąć moim światem”. Prychnęłam pod nosem na samo wspomnienie i zaczęłam mocniej szorować ślady krwi mydełkiem. Założę się, że Elena, która tak samo jak ja została tu niedawno zaprzysiężona na młodszą Strażniczkę, mi nie uwierzy. Podobnie zresztą jak Fortiana, Florence Bloom, która dostała tę miejscówkę pod opiekę za lata pracy w terenie.

Kobieta dawniej należała do piątego kręgu Obrońców, zwanego kręgiem stróżów, który wykonywał podobną robotę co my. Jego członkowie utrzymywali porządek w miastach, pomagali Fortecom w ukrywaniu świata magii przed zwykłymi ludźmi, co niektórzy jeździli też na misje do Królestwa… Różnice między nami były wyłącznie takie, że oni posiadali jakiś ułamek daru, a my nie. Słyszałam, że Florence zdarzało się wyjeżdżać razem z innymi Obrońcami i po jednej bitwie, gdy została ranna, poprosiła o nowy przydział, by spędzić spokojnie ostatnie lata służby. Trafiła więc tutaj, bo niewiele się tu działo.

Przynajmniej do dzisiaj.

Do wizyty Fobosa, którego krwawe ślady rąk nie chciały sprać się z mojej nowiutkiej bluzy i przez którego moje stopy zmieniały się w kostki lodu, ponieważ przemoczyłam też trampki oraz skarpetki. W Fortecy nigdy nie bywało przesadnie ciepło, ale do tej pory nie zdarzyło się, żebym szczękała zębami z zimna. Miałam dwa wyjścia – albo owinąć się kocem i zgrywać twardzielkę, albo znów na chwilę opuścić posterunek.

Zerknęłam w kierunku pokoju wartowniczego. Ze swojego stanowiska w środku miałam świetny widok zarówno na portal w tym pomieszczeniu, jak i znajdujące się na końcu długiego korytarza główne drzwi. Gdyby Fortiana wróciła i nie zastała mnie na miejscu… Albo Ilina skończyła swój wieczór wcześniej i zobaczyła, że mnie tu nie ma…

Westchnęłam. Chyba lepiej nie ryzykować. Zwłaszcza że samotne przebywanie w tym gmachu oddziaływało także na mojego wewnętrznego tchórza. Bałam się iść ciemnymi korytarzami rozświetlanymi jedynie nielicznymi żarówkami, wiedząc, że nikogo innego nie ma w ogromnym budynku. Forteca pod wieloma względami przypominała stary zamek, a to zawsze przywodziło na myśl jedno – że jest nawiedzona. A jako że widziałam w życiu parę nawiedzeń przez demony, mój strach był jak najbardziej realny.

No dobra, może nie aż tak, skoro pracowałam w jednym z najbezpieczniejszych miejsc na Retho, czyli Ziemi, ale zawsze mógł się znaleźć demon na tyle potężny, by przebić osłony wartownicze. Nie wiem, czego by tu szukał, lecz prawdopodobieństwo istniało. A wtedy nic by mi nie pomogło. Ani ten głupi trening w Akademii, ani kusza, ani alarm fortecowy. Jedynym ratunkiem w takim wypadku okazałby się potężny Obrońca, a najlepiej tuzin.

Ewentualnie jeden wojownik z drugiego kręgu, tyle że z nim sprawa nie przedstawiała się tak prosto. Jako zwykła Strażniczka ledwo miałam szansę trafić na Trójkę, więc byłam przekonana, że na Dwójkę nie natknę się może nawet w całym swoim życiu. Nie wspominając o mistycznym Pierwszym, który pewnie w ogóle nie istniał.

Ostatecznie porzuciłam niedopraną bluzę w umywalce, ogarnęłam się nieco przy lusterku i złapałam gruby koc. Musiał wystarczyć razem z szybko zaparzoną gorącą herbatą, dlatego ponownie zajęłam miejsce przy biurku i zrzuciłam przemoczone buty ze skarpetkami w nadziei, że do rana zdążą wyschnąć. Sprzątanie odłożyłam na później – albo nigdy – po czym zabrałam się do ręcznego pisania raportu, skoro komputer nawet po zresetowaniu nie zamierzał zacząć działać. Skupienie przychodziło mi jednak z trudem, bo wciąż drżałam z zimna, no i miałam w głowie wizytę Obrońcy.

Zasępiłam się na myśl, że gdyby moje życie wyglądało inaczej, to ja mogłabym być na jego miejscu. W końcu szkoliłam się w Akademii na Obrończynię, nie na Strażniczkę. Chciałam dostać się do trzeciego kręgu, ale pojawił się malutki problem, który to wszystko przekreślił: nie posiadałam magii, a na widok demona robiło mi się słabo i w głowie czułam taki ucisk, jakbym zaraz miała zemdleć.

Więc tak. Nie zostałam Trójką. Ani Czwórką, ani Piątką, bo do tego też trzeba posiadać choć kroplę talentu magicznego. Moja matka, Obrończyni z oddziału trzeciego; mój ojciec, były Obrońca i obecny Fortian w Swoan, stolicy Obrońców; oraz brat – co za zaskoczenie – Trójka z potężną mocą ognia, radzili sobie wspaniale i byli poważani w naszych kręgach. A ja… zaczęłam się kształcić na Strażniczkę, by zamiast używać magii, zacierać jej ślady, badać ją, pomagając czwartemu kręgowi, no i utrzymywać Fortece, dawać schronienie Obrońcom…

Świetna sprawa. Serio.

Tata byłby przecież dumny z tego, jak sobie dziś poradziłam. W końcu to on najwięcej mnie nauczył. Odszedł na emeryturę zaledwie w wieku trzydziestu lat ze względu na uraz nogi, którego nie potrafili uleczyć nawet nasi Uzdrowiciele. Zaproponowano mu posadę w Fortecy Pierwszej, stanowiącej naszą główną siedzibę, a on ją przyjął i prowadził to miejsce z powodzeniem od trzynastu lat. I dokładnie tyle samo tamten ogromny zamek znajdujący się w centrum miasta, ukryty przed wzrokiem zwykłych ludzi, pozostawał moim domem, nim przeniosłam się tutaj po ukończeniu Akademii.

Upiłam łyk gorącej herbaty i starałam się odepchnąć od siebie ponure myśli. Może nie byłam tak potężna jak reszta rodziny, ale miałam swój cel w życiu, i to się liczyło. Ostatecznie całkiem dobrze się bawiłam w tej Fortecy dzięki temu, że towarzyszyła mi Elena, no i temu, że zyskałam dostęp do wielu ksiąg, których nigdy wcześniej nie widziałam na oczy, nawet w Akademii. Leżący obok na biurku egzemplarz Historii starożytnych bez cenzurystanowił tego przykład. W tym zapomnianym przez wszystkich miejscu znajdowałam prawdziwe skarby – ukrywane i zakazane z powodów, których nikt nie znał.

Wróciłam do pisania raportu, powoli przestając się trząść z zimna. Musiałam wytrzymać jeszcze parę godzin do świtu, aż wartę przejmie ktoś inny, dlatego po skończeniu sprawozdania zabrałam się do lektury, bawiąc się wisiorkiem w kształcie niewielkiej srebrnej harpii z zaostrzonymi pazurami, którą podarował mi Tieran. Ponoć za każdym razem, kiedy biliśmy się w dzieciństwie, drapałam go tak mocno i krzyczałam tak głośno, że podobieństwu nie dało się zaprzeczyć. To przez to czasami nazywał mnie małą harpią.

Cholera, tęskniłam za swoim durnym bratem.

Zastanawiałam się nawet, czy do niego nie napisać, lecz nie miałam pojęcia, gdzie aktualnie przebywa. Trójki były nieustannie w ruchu, a jeśli wyjechał do Królestwa, nie zabrał telefonu. Mimo to zaczęłam szukać komórki, bo przecież Tieran mógłby odpowiedzieć na wiadomość po powrocie. Wtedy jednak usłyszałam donośny łomot. Podskoczyłam w miejscu i zerknęłam z niedowierzaniem na główne drzwi wejściowe do Fortecy.

Czy wszyscy bogowie, demony i wojownicy sprzysięgli się przeciwko mnie? Co znowu?

Odrzuciłam szybko koc i ruszyłam po zimnej, marmurowej podłodze, mocno się krzywiąc. Jasne, szorowałam te korytarze co tydzień, ale mimo wszystko było tu brudno, a ja nie miałam butów. Głośne dudnienie nie pozwalało mi niestety nawet na myśl o włożeniu mokrych trampek. Ktoś się niecierpliwił, może znalazł się w niebezpieczeństwie. A jeśli to Fobos wrócił? Coś mu się znów stało?

Podbiegłam do wielkich, mahoniowych drzwi, które nie miały co prawda takiego mechanizmu ochronnego jak te portalowe, lecz jedynie zaprzysiężeni tutaj Strażnicy mogli przez nie wchodzić bez zaproszenia czy klucza, każdego innego powstrzymałoby ogólne zaklęcie wokół Fortecy. Nie obawiałam się więc ataku, gdy szarpnęłam za klamkę. Skrzydło było naprawdę potężne i kosztowało mnie to sporo sił, jednak wreszcie stanęło otworem.

A ja zastygłam w bezruchu, ponieważ nie czekał za nim Fobos, tylko jakiś inny mężczyzna. Czarnowłosy, postawny i ciskający gromami z niebieskich oczu. Jego wściekła mina nie świadczyła wcale o tym, że ma kłopoty.

Raczej wskazywała, że ja je mam.

– Wpuść mnie. Czy on nadal tu jest? – warknął, nim zdążyłam się odezwać.

Jego ton mi się nie podobał, postawa również, jednak zdecydowałam się rozegrać to z gracją. Może to jakiś test? Może Fortiana specjalnie nie wróciła, bo chciała już pierwszego dnia mnie sprawdzić i nasłała jakiegoś wynajętego kolesia?

– Dobry wieczór, mnie też jest miło – odezwałam się spokojnie. – Czy mogę prosić o podanie imienia i…

– Bolatiella – wyrzucił z irytacją mężczyzna.

Zawahałam się. To zabrzmiało jak hasło, tyle że nim nie było, wciąż obowiązywało to podane wcześniej przez Fobosa. Moje serce nieznacznie przyspieszyło z nerwów. Dlaczego obcy koleś posłużył się nieprawidłowym hasłem i próbował dostać się do środka?

– To nie brzmiało jak twoje dane ani jak hasło – oznajmiłam w końcu. – Przykro mi, ale nie mogę…

– Słuchaj, dziewczynko – wszedł mi gwałtownie w słowo – mam za sobą naprawdę ciężki dzień, jestem ranny, głodny i zmęczony, a muszę złapać tego skurwiela i odprowadzić go do jego Dowódcy. Więc przestań pieprzyć, zaproś mnie do środka, bo jestem całkiem pewny, że podałem ci prawidłowe hasło, a potem powiedz mi, gdzie się ukrył.

W momencie, w którym zostałam nazwana „dziewczynką”, cała moja uprzejmość wyparowała. Facet podał złe hasło i się nie przedstawił. Protokoły w takim wypadku pozostawały jasne. Musiałam zamknąć drzwi i wezwać pomoc, bo mógł okazać się demonem podszywającym się pod Obrońcę lub opętanym. A choć instynktownie czułam, że tak nie było, zamierzałam postąpić dokładnie tak, jak mnie szkolono.

– Podałeś nieprawidłowe hasło i wciąż się nie przedstawiłeś, więc odmawiam ci schronienia w Fortecy San Sena – poinformowałam. – Zgodnie z protokołem za dziesięć sekund uruchomię alarm i postawię na nogi całą Fortecę…

– Całą Fortecę? W tym miejscu może być was w środku co najwyżej siódemka. A to i tak przy dobrych wiatrach. – Przyjrzał mi się uważnie, zlustrował moje bose stopy, pusty korytarz i zerknął jeszcze w kierunku pokoju wartowniczego. – Ale coś mi podpowiada, że jesteś tu tylko ty. Właśnie tak się tu dostał? Omamił cię swoją słodką gadką, więc mu pomogłaś?

Nie byłam głupia, domyśliłam się, że mówił o Fobosie, tyle że nie wiedziałam, co tamten mógł mieć z tym wspólnego. Dlatego zacisnęłam pięści na te idiotyczne insynuacje i zmrużyłam oczy.

– Nie wiem, o czym mówisz. Daję ci trzy sekundy, a później będę zmuszona…

– Jestem Obrońcą na ważnej misji i domagam się schronienia w Fortecy. Jeśli mi go nie udzielisz, zniszczę zaklęcia nałożone na wejście, bo mam podstawy sądzić, że ukrywasz tu zdrajcę. Więc jadaję tobietrzy sekundy, w ciągu których zaprosisz mnie do środka i wskażesz grzecznie miejsce jego pobytu, a może obejdzie się bez kłopotów dla ciebie i oskarżeń o pomoc w zdradzie.

Okej, chwila. Zdrajcę? I czy on naprawdę byłby w stanie zniszczyć zaklęcia?

Nieznajomy musiał dostrzec szok i wahanie na mojej twarzy, bo zmarszczył nieco brwi i odetchnął, jakby próbował się uspokoić.

– Słuchaj, może źle cię oceniłem – odezwał się łagodniej. – Może nie wiedziałaś, z kim masz do czynienia. Ale jeśli nie wpuścisz mnie do środka, źle się to dla ciebie skończy.

– Jeśli cię wpuszczę bez hasła czy sprawdzenia twojej tożsamości, też się to dla mnie źle skończy – powiedziałam cicho. – Możesz po prostu podać mi dane, a ja…

Nie dokończyłam. Światła w korytarzu zamrugały, zapadła ciemność, a potem Forteca zadrżała w posadach i rozległ się potężny huk. Zostałam odrzucona od drzwi prosto na przeciwległą ścianę holu, o którą uderzyłam z trzaskiem rozbrzmiewającym zaskakująco głośno w ciszy, jaka ogarnęła całą siedzibę.

Ktoś chyba naprawdę wstrząsał całym moim światem.

I właśnie to mogło się dla mnie serio źle skończyć.

ROZDZIAŁ 3

– Żyjesz?!

Światła zabłysły ponownie, ale były nieco przyćmione. Podniosłam się z trudem i złapałam za czoło, z którego sączyła się krew. Skrzywiłam się nieznacznie, a potem spojrzałam w kierunku czekającego w progu mężczyzny. Nie mógł wejść, dopóki go nie zaproszę lub nie zdejmę dla niego zaklęcia ochronnego. Nie miałam jednak pewności, czy chcę go tu w ogóle wpuścić. Co, jeśli to on odpowiadał za ten wybuch? I co to w ogóle, do jasnej cholery, było?

Mój pierwszy dzień i już burzą Fortecę.

– Halo? Żyjesz?! – krzyknął ponownie nieznajomy.

Kaszlnęłam i oparłam się o ścianę, zerkając na pokój wartowniczy. Rozszerzyłam oczy ze strachu, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że drzwi do portalu stały otworem. W następnej chwili poczułam miażdżący ból w klatce piersiowej, jakby ktoś chwycił właśnie moje żebra, serce, wszystkie organy i ściskał je jak w imadle.

Nie mogłam nabrać wdechu.

Panika zaczęła we mnie narastać, kiedy dostrzegłam wychodzącego z portalu demona przypominającego dużego wilka. Był cały czarny, utkany ze smoły i mgły, a jego ślepia zdawały się żarzyć rażącą żółcią. Jeden z niższego rzędu. Bezmyślny zabójca. Wysyłany zwykle przed swoim panem, by pozbyć się wszelkich przeszkód stojących na drodze. Tylko co on robił w tym zapomnianym przez wszystkich miejscu? Nie mieliśmy niczego cennego. Nie byliśmy ważną Fortecą.

– Hej!

Zmusiłam się do popatrzenia na walącego ze wściekłością w niewidzialną barierę Obrońcę, a później przymknęłam powieki. Skoro i tak mnie wywalą, może przynajmniej to przeżyję. Zerwałam się do biegu, próbując zignorować duszące, palące uczucie, które rozprzestrzeniało się teraz na całe moje ciało. Ta panika, to przerażenie…

Byłam prawdziwym tchórzem.

Nie znałam nikogo, kto reagowałaby aż tak dziwacznie na obecność demonów. Żyłam w świecie, w którym wypełzały prawie zza każdego rogu. Dało się je spotkać częściej niż kieszonkowca. Nic dziwnego, że piąty krąg i Strażnicy mieli tyle roboty z tuszowaniem ich pojawiania się między ludźmi. Wynalezienie telefonów i internetu wszystko skomplikowało. Nasi Obrońcy musieli mieć wieczne wakacje w czasach, gdy nie istniały jeszcze aparat ani sieć.

Dopadłam do przycisku zwalniającego osłonę akurat w momencie, kiedy demon ryknął potężnym, gardłowym głosem. Forteca ponownie zatrzęsła się w posadach, a wtedy potwór ruszył w moim kierunku. Sięgnęłam po nóż, który powinien być ukryty w bucie. Podstawy szkolenia w Akademii: nieważne, czy masz urlop i idziesz na plażę, zawsze noś przy sobie broń.

Tyle że moja została razem z wysokimi trampkami w pokoju wartowniczym.

Nie myślałam o tym dłużej, ponieważ Obrońca wpadł do Fortecy sekundę po tym, jak bariera całkowicie zniknęła. Trzymał już w dłoni miecz jarzący się bielą, na którego widok rozpędzony demon zatrzymał się dosłownie w połowie ruchu. W jednej chwili biegł z wyszczerzoną paszczą, w kolejnej stał na baczność.

Wyczuł zagrożenie, więc się zawahał. Ja stanowiłam dla niego łatwy cel.

Nawet bym się na to oburzyła, gdyby nie trzęsące się ręce, którymi zapewne nie utrzymałabym lekkiego ostrza. Mdliło mnie tak bardzo, że cała drżałam i nie miałam szans pomyśleć o jakiejkolwiek obronie. Moją jedyną nadzieją pozostawał nieznajomy, bez niego byłoby po mnie.

– No dalej – odezwał się mężczyzna, koncentrując się na przeciwniku. – Pokaż, co dla mnie masz.

Demon zaryczał. Obrońca zaszarżował. Przez kilkanaście sekund, w ciągu których obserwowałam ich walkę, zapomniałam o nieustannym bólu w klatce i ucisku w głowie. Zafascynowana wpatrywałam się w szybkie, pewne ruchy mężczyzny i sprawne uniki bestii. Była wielka, zdawała się nie posiadać stałej formy, ale gdy jasne ostrze miecza dotknęło lewego cienistego boku, potwór krzyknął przeraźliwie, a na ustach Obrońcy pojawił się niewielki uśmiech satysfakcji.

Został on szybko starty, bo demon zaatakował z większą zaciekłością. Nacierali na siebie – pazury przeciwko stali – a każde uderzenie niosło się echem po pustym korytarzu i wwiercało w moją czaszkę coraz głębiej.

– Zamknij portal! – krzyknął mężczyzna.

Drgnęłam. Zapewne powinnam była to zrobić już dawno temu, skoro on zajął się demonem.

Kretynka. Beznadziejna, żałosna kretynka. Niedługo bezrobotna.

Przełknęłam z trudem ślinę i zmusiłam się do ruszenia z miejsca. Chociaż nie było to łatwe, skierowałam się do bocznego korytarza, by nie przeszkadzać Obrońcy w walce ani nie zwrócić uwagi demona.

Problem w tym, że w korytarzu ktoś stał.

Uczucie ucisku w głowie teraz tak bardzo się nasiliło, że niemal zwaliło mnie z nóg. Ledwo widziałam postać tkwiącą naprzeciwko. Wyglądała jak dziewczyna, na oko piętnastoletnia, z długimi, jasnymi włosami i czystą, niewinną twarzą. Nie zamierzałam jednak nabrać się na tak głupie sztuczki.

Zatrzymałam się kilka kroków od niej, gorączkowo myśląc nad tym, co robić. Ona się nie ruszała, a jedynie wpatrywała we mnie z wyrazem dzikości i szaleństwa w oczach, które tak kontrastowały z delikatną urodą. Podobnie jak jej wykrzywione palce i długie szpony, którymi bez problemu mogłaby rozpłatać mnie na pół.

Zacisnęłam zęby. Musiałam coś zrobić. Ruszyć się. Obezwładnić ją, a potem zamknąć portal. Wyciągnęłam nawet dłoń, chcąc zagrozić demonicy i kazać zejść mi z drogi, lecz ona tylko uśmiechnęła się uroczo, po czym ruszyła przed siebie z ustami otwartymi do krzyku.

Kiedy jej pazurzasta ręka wystrzeliła w kierunku mojego serca, zadziałałam instynktownie. Chwyciłam ją mocno i zastosowałam podstawowy chwyt z pierwszych zajęć obronnych w Akademii, tyle że zmora okazała się cięższa, niż myślałam. I silniejsza. W kolejnej sekundzie to ja zostałam przerzucona przez jej ramię, a następnie wylądowałam na podłodze z paniką biorącą mnie już w pełni w swoje władanie. Zwłaszcza w momencie, gdy potworzyca odwróciła głowę o sto osiemdziesiąt stopni i posłała mi kolejny słodki uśmiech.

Później Obrońca zdekapitował ją jednym sprawnym cięciem miecza.

Opadłam na plecy, oddychając z trudem. To koniec. Już po wszystkim. Moje rozszalałe serce nie chciało w to uwierzyć.

I miało rację.

– Wstawaj! – krzyknął mężczyzna. – Jest ich więcej.

Szarpnął mnie, by podnieść do pionu, i pociągnął do pokoju wartowniczego. Rozglądał się czujnie, jakby nasłuchiwał, a kiedy nie zobaczył niczego niepokojącego, rzucił się biegiem, mocno ściskając moje ramię. Poślizgnęłam się na krwi pokrywającej teraz podłogę, lecz Obrońca nie pozwolił mi upaść, choć ostatni odcinek musiał mnie na pół ciągnąć, na pół nieść.

Wreszcie dotarliśmy do celu, a ja ocknęłam się z niemocy. Rzuciłam się w kierunku sztaby zabezpieczającej to pomieszczenie i uruchomiłam alarm. Głośna syrena zawyła w całej Fortecy, wszystkie drzwi wyjściowe zostały automatycznie zablokowane, a w całym budynku aktywowały się spuszczane kraty, oddzielające poszczególne sekcje pomieszczeń od strefy zagrożenia. Włączyłam jeszcze wewnętrzne kręgi iluminacyjne mające porazić każdego demona, jaki pojawiłby się w ich zasięgu, a na koniec zablokowałam wejście do portalu.

Byliśmy bezpieczni.

Alarm przesłał sygnał do najbliższej Fortecy, więc wsparcie powinno niedługo nadejść, a póki znajdowałam się w pokoju wartowniczym z tym Obrońcą i w budynku oprócz nas nie przebywała żadna ludzka istota, wszystko miało się ułożyć. Teraz musieliśmy tylko czekać na pomoc.

– Jasna cholera – wymamrotałam, osuwając się na podłogę.

Dopiero wtedy zauważyłam, że moje ręce zostały rozcięte pazurami demonicy, przez co spływała z nich krew. Ale to nic. Zaraz pojawi się wsparcie. Będzie dobrze. Przecież dotarliśmy w bezpieczne miejsce i…

Nim skończyłam myśl, Forteca ponownie zadrżała w posadach.

Odwróciłam się z niedowierzaniem do Obrońcy, mając nadzieję, że wyjaśni, co jest grane. Albo powie, że to jedynie moje omamy i nic więcej. Siedzący pod ścianą po drugiej stronie pokoju wartowniczego mężczyzna miał jednak przymknięte powieki, a na jego bladym czole perlił się pot. Palce zaciskał na boku, gdzie przez materiał kurtki przesiąkała krew.

– Hej – odezwałam się. – Hej, otwórz oczy.

Podbiegłam do niego, znów ślizgając się na posoce.

– Gdzie cię zranili? – dodałam nerwowo. – Zaraz zatamuję krew i opatrzę ranę…

Otworzył jedno oko.

– Tymi trzęsącymi się rękami? – spytał. – To już lepiej od razu mnie zabij.

Zamilkłam i wzięłam głęboki wdech.

– Jeśli tego nie zrobię, wykrwawisz się na śmierć – spróbowałam ponownie.

W oddali dało się słyszeć głośny łomot odbijający się echem od pustych korytarzy. Jakby krata z jednej sekcji została wyłamana. Moje serce znowu zaczęło wybijać szaleńczy rytm. Skupiałam się jednak na rannym Obrońcy.

– Zanim dotrze wsparcie…

– O ile dotrze – rzucił z trudem. – Zauważyłaś, że niektóre kable są zerwane?

Zamrugałam, po czym odwróciłam się w stronę biurka. Dopiero wtedy dostrzegłam szeroko otwartą skrzynkę, której Ilina kazała mi nie ruszać pod żadnym pozorem.

– Alarm się włączył…

– Bo uruchamia się na zasilaniu awaryjnym, które odpowiada tylko za wnętrze tej konkretnej Fortecy – wyjaśnił mężczyzna. – Wszystkie inne bezpieczniki zostały wyrwane, więc najprawdopodobniej nie nadałaś sygnału. A to znaczy, że nikt nie przyjdzie.

Panika ponownie zaczęła we mnie narastać, ale starałam się ją zwalczyć. Musiałam pomyśleć. Coś zrobić. Pomóc mu. Wezwać wsparcie. Zabezpieczyć jeszcze ten pokój i…

Dobra, nie wszystko naraz.

Na początek zabrałam z biurka apteczkę, której nie odłożyłam jeszcze na miejsce, i zwróciłam się do nieznajomego.

– Okej, w takim razie mamy nowy plan – stwierdziłam. – Opatrzę cię na szybko, potem wezwiemy pomoc, a później uciekniemy stąd awaryjnym wyjściem.

Przymknął powieki.

– Mhm. Na twoim jednorożcu.

Tym razem zatrzęsłam się już nie ze strachu.

– Okej, słuchaj, panie wielki Obrońco – wycedziłam przez zęby. – Jeśli zamierzasz nabijać się z każdego mojego słowa, równie dobrze mogę cię tu zostawić na śmierć, a sama uciec i mieć cię z głowy. Twój sarkazm naprawdę nie jest mi w tej chwili potrzebny.

– Krzycz głośniej, demony jeszcze się nie zorientowały, gdzie jesteśmy.

Zacisnęłam usta.

– Może powinnam je tu zwabić i po prostu podać im cię na tacy. Obrońcy są zawsze smakowitszym kąskiem niż głupie Strażniczki.

– Powodzenia. Prędzej zemdlejesz ze strachu, niż zawołasz któregoś z tych demonów – skwitował.

Zarumieniłam się. Zauważył. Po prostu wspaniale.

– Och, wybacz, że nie jestem wielką Obrończynią, która położyłaby głowę demona u twoich stóp. Niektórzy z nas nie mają jednak tak łatwo, są tylko ludźmi.

Chłopak otworzył teraz oboje oczu. Chociaż zaciskał kurczowo dłoń na boku, ani myślał przestać się ze mną kłócić. Widocznie nie został aż tak poważnie ranny, skoro mógł bez przeszkód pokazywać mi swoją arogancję.

– Wybaczam.

Miałam ochotę go uderzyć. Zamiast tego odłożyłam apteczkę i złapałam rączkę torby wystającej spod biurka. Musiałam się wychylić, by ją do siebie przyciągnąć. Była wyładowana starymi księgami, których – podobnie jak tej leżącej na biurku – nie powinnam mieć. Ale w środku w końcu znalazłam komórkę i zamierzałam wezwać pomoc.

– Co to jest? – spytał Obrońca.

Posłałam mu mordercze spojrzenie, chociaż to wydawało się złym pomysłem. Jeśli umrze na mojej zmianie, naprawdę będę miała przechlapane.

– To jest telefon, o wielki, mądry Obrońco. Normalni ludzie używają go do komunikowania się z…

– Nie to.

Wpatrywał się w moją szyję. Wybrałam numer Fortiany, przytknęłam komórkę do ucha i złapałam wisiorek, który znowu wysunął mi się spod koszulki.

– Wisiorek. I zupełnie nie twoja sprawa.

Mężczyzna zmarszczył brwi, a w jego niebieskich oczach pojawił się jakiś błysk.

– Czekaj, mówiłaś, że jak ty się właściwie nazywasz? – wychrypiał.

Fortiana nie odbierała. Oczywiście. Do Iliny nawet nie próbowałam dzwonić. Wstałam i błyskawicznie przewertowałam stary zeszyt zawierający awaryjne numery sąsiednich Fortec, a następnie wybrałam ten do Warowni. Słuchając sygnału, zwróciłam się do dupka pod ścianą.

– Czy możesz leżeć spokojnie i zachować siły, żeby nie umrzeć? – poprosiłam. – Jeśli kopniesz w kalendarz na mojej pierwszej zmianie, zwolnią mnie i będę skończona. Więc z łaski swojej się przymknij, a ja wezwę…

– Tallerico? – przerwał mi z trudem. – Reagan. Rea?

Nie podałam mu nazwiska ani imienia, ani zdrobnienia. Skąd mógł wiedzieć, kim jestem? Nie miałam jednak czasu tego roztrząsać, ponieważ ktoś w drugiej Fortecy właśnie odebrał telefon, dlatego wyjaśniłam rzeczowo nasze położenie i poprosiłam o wsparcie…

No dobra, płaczliwym głosem oznajmiłam, że nas zaatakowano, a Obrońca zaraz umrze i w ogóle jesteśmy skończeni, ale chyba poskutkowało. Obiecano mi pomoc. Rozłączyłam się akurat w momencie, gdy budynkiem wstrząsnął kolejny huk. Nie brzmiał tak, jakby ktoś próbował się tutaj dostać. Zresztą i tak nie miałabym już czym zabezpieczyć tego pomieszczenia, skoro zerwano kable, a mężczyzna nie dałby rady uciekać. Pozostało nam czekać na wsparcie.

Nie potrafiłam jednak robić tego w spokoju, bo zalała mnie potężna fala wściekłości.

– Ten dupek! Ten parszywy, fałszywy dupek otworzył portal!

Obrońca kaszlnął głośno, nim zaniósł się suchym śmiechem.

– Dopiero to do ciebie dotarło, co?

– Znał hasło! Użył portalu zgodnie z procedurą. Skąd mogłam wiedzieć…

– Wysłano za nim list gończy – stwierdził. – Powinnaś go dostać. Każda Forteca otrzymała.

Pokręciłam głową i spojrzałam na zepsuty komputer. To dlatego Fobos się uśmiechał. To dlatego wydawał się zadowolony z tego, że sprzęt jest niesprawny. Co za sukinsyn. Wykorzystał mnie i moją chęć pomocy. Musiał naprawdę się ucieszyć na wieść o tym, że to mój pierwszy dzień i jestem tu sama. I że go nie poznałam.

Wstrząśnie moim światem.

Co za parszywy drań.

– Jak… Co… Bogowie, wylecę stąd z hukiem. – Złapałam naszyjnik. – Zabiją mnie. Przekażesz chociaż mojej rodzinie, że to nie moja wina?

Obrońca ponownie zaczął się śmiać, a wtedy pojawiło się więcej krwi. Skrzywiłam się, ale postanowiłam, że jednak chyba powinnam mu z tym pomóc, dlatego klęknęłam obok i znów wzięłam apteczkę.

– No nie wiem, czy Tieran mi w to uwierzy – wymamrotał.

Zamarłam w pół ruchu i uniosłam wzrok.

– Znasz mojego brata?

Uśmiechnął się krzywo.

– Tak jakby.

Czarne włosy, niebieskie oczy. Wysoki, wkurzający koleś…

– Proszę, powiedz, że nie jesteś jego partnerem w oddziale – rzuciłam błagalnie.

Gdy się nie odezwał, miałam ochotę uderzyć głową o ścianę.

– Świetnie – jęknęłam. – Wręcz zajebiście. Więc nie dość, że wywalą mnie, bo na mojej zmianie przez portal przeszedł zdrajca, zaatakowano Fortecę i zabito Obrońcę, to w dodatku mój brat nie będzie chciał mnie znać, bo tym trupem okaże się jego partner. Jakim cudem udało ci się wpakować mnie w takie bagno? Dlaczego ja?

Wbrew oczekiwaniom uśmiechnął się szerzej.

– Mogłem się domyślić – mruknął jakby do siebie. – Te same irytujące odzywki i jasne włosy. Tieran mówił, że jego siostra zaczyna pracę w jakiejś zapomnianej Fortecy…

– Świetnie, detektywie – burknęłam. – Skoro już sobie pogadałeś ze sobą, możesz się zamknąć i jednak nie umierać? Tieran mnie zabije, jeśli umrzesz. A ja całkiem lubię być żywa. A, i jeżeli zamierzasz napisać na mnie skargę, to nazywam się Ilina Sante.

Nie odpowiedział. Zajęłam się więc jego raną, a on nawet się nie skrzywił, kiedy ją delikatnie odsłoniłam, by oczyścić i opatrzyć. Mnie natomiast zaniepokoiła czarna obwódka wokół poszarpanej skóry. Nie trzeba studiów medycznych w Akademii, żeby wiedzieć, że to oznaczało demoniczny jad. Sięgnęłam po odtrutkę i najpierw skropiłam nią to miejsce, a następnie kazałam mężczyźnie wypić resztę mikstury.

Skoro był partnerem mojego brata w jednostce, musiałam utrzymać go przy życiu.

ROZDZIAŁ 4

– Więc masz na imię Conall, tak? – zagadnęłam, kontynuując pracę. – Skoro jesteście z moim bratem duetem, czemu przyjechałeś sam?

– Czy to pytanie nie jest niezgodne z kodeksem Strażniczek?

Posłałam mężczyźnie wściekłe spojrzenie.

– Już drugi raz słyszę dzisiaj coś takiego. Ostrzegam, że jeśli w swojej odpowiedzi zawrzesz coś w stylu „wstrząsnę twoim światem”, to cię zasztyletuję.

Conall prychnął.

– Czyli Fobos wstrząsnął twoim światem?

Wiedziałam, że zmienia temat, ale nie mogłam go winić. Nie wolno mu było nikomu wspominać o misjach Trójek, nawet rodzinie jego partnera z oddziału. Takie zasady panowały w trzecim kręgu.

– Okej, już drugi raz rzucasz jakieś głupie insynuacje, więc powiem jasno: Fobos pojawił się ranny w progu Fortecy, podał hasło i poprosił o pomoc. Udzieliłam mu jej, bo nie wiedziałam o liście gończym. Tyle. No, może jeszcze zachowywał się jak żałosny podrywacz, a wyglądał raczej śmiesznie z podbitym okiem i pokrytą siniakami twarzą, ale to wszystko.

– Pięknie mi wyszedł ten cios – przyznał zadowolony Conall.

Otworzyłam usta, lecz nim cokolwiek odpowiedziałam, ponownie rozległ się donośny hałas, tym razem po drugiej stronie Fortecy. Gdyby kamery działały, chętnie bym na nie zerknęła, żeby sprawdzić, co się tam dzieje.

– On przyszedł tu specjalnie, prawda? – spytałam w końcu. – Pewnie nawet ta awaria komputera nie była przypadkowa, przez nią przegapiłam nowe hasło i list gończy. A wszyscy nagle są dziś poza Fortecą… to też nie jest zbieg okoliczności.

– Najpewniej nie.

Pokręciłam głową.

– Boże, mój ojciec się załamie, jeśli ze Strażników też mnie wywalą. – Skończyłam opatrywać ranę i przysiadłam na piętach. – Dlaczego zawsze ja? Czy ja mam na czole wypisane: „porażka losu” czy jak?

Mężczyzna nie otworzył oczu, lecz na jego wargach zaigrał uśmiech.

– Jeśli tak, to tego nie dostrzegłem.

Przesunęłam dłonią po twarzy, a potem się skrzywiłam. Rany mnie piekły.

– Zrobiłeś się zwodniczo miły, odkąd wiesz, że jestem siostrą Tierana – zauważyłam.

Nie odpowiedział. A wolałam, żeby znowu mnie obraził, bo mogłabym wtedy wyładować na nim gniew, frustrację i strach.

– No wiesz, tą samą nieposiadającą mocy kretynką, która zamarła na widok demona? – prowokowałam.

Nadal nic.

– A mój brat ma cię za boga – prychnęłam.

To wywołało jakąś reakcję.

– Ach tak? – mruknął Conall.

Posłałam mu minę, która zdecydowanie była niegodna dziewiętnastolatki.

– Nie, myśli, że jesteś głupszy niż cały ostatni rząd demonów. A one są dosłownie pozbawione mózgu i wolnej woli.

– Przynajmniej nie nazywa mnie harpią.

Dotknęłam wisiorka.

– Hej, to naprawdę fajna ksywka!

Przytaknął bez słowa, a później na jego twarzy pojawił się grymas bólu wywołany próbą zmiany ułożenia. Westchnęłam i wstałam.

– Powinieneś się położyć. Znajdę ci coś pod głowę.

Wymamrotał coś niewyraźnie, a ja zaczęłam się rozglądać za czymś odpowiednim. W pomieszczeniu nie było dużego wyboru, właściwie znalazłam tylko mokry koc, no i księgi. Chwyciłam tę, którą czytałam, a następnie podeszłam do Conalla, by pomóc mu się przesunąć. Otworzył oczy i skupił wzrok na trzymanych przeze mnie rzeczach.

Zmarszczył brwi na widok tomiszcza.

– Chcesz mnie tym zatłuc na śmierć?

Tym razem to ja nie odpowiedziałam. Po prostu odstawiłam wszystko, a potem pomogłam mężczyźnie umościć się wygodniej na podłodze. Po minucie stwierdził, że z księgą jest mu za wysoko, z kolei bez niej było za nisko, dlatego klnąc pod nosem, po prostu położyłam sobie jego głowę na udach. Miało to swoje plusy – kocem mogłam okryć zmarznięte, zakrwawione stopy.

– Jeśli zaczniesz narzekać, że nadal jest niewygodnie, wykopię cię na kafelki – ostrzegłam. – A jeżeli komuś powiesz, że byłam dla ciebie miła, wyprę się wszystkiego.

Roześmiał się.

– Czuję, że i tak nikt by mi nie uwierzył.

Czekaliśmy w ciszy. Minuty upływały wolno; spokój zakłócały uderzenia i trzaski, lecz wyglądało na to, że alarm wewnętrzny rzeczywiście odciął demonom możliwość ucieczki. To dobrze. Wsparcie nadchodziło, jeszcze chwila. Będzie w porządku.

A co, jeśli Conall miał wstrząśnienie mózgu?

– Hej – rzuciłam.

Nie odezwał się.

– Hej! – powtórzyłam.

Uniósł powiekę.

– Słyszałem, że jesteś męcząca, ale aż tak?

Nawet nie wiedziałam, że mam w arsenale tyle różnych morderczych min, dopóki nie posłałam mu kolejnej. Nie ruszyła go.

– Nie zamierzasz umierać, prawda? – spytałam.

– Nigdy – oświadczył poważnie. – Będę pierwszym nieśmiertelnym Obrońcą.

Zaśmiałam się cicho, on też się uśmiechnął. Postukałam palcem w księgę.

– Czy Tieran jest gdzieś niedaleko?

Zmarszczył nos, jakby się zastanawiał, czy może mi to wyjawić, aż wreszcie przyznał:

– Tak.

– Gdyby tylko tu był…

Conall prychnął.

– To ucieszyłby się, że stałaś jak słup, wpatrując się w demona?

– Zawsze wywołujesz u ludzi chęć mordu czy zachowujesz ten czar tylko dla wyjątkowych osób?

Spojrzał na mnie z rozbawieniem, nim odwrócił się nieco i wpatrzył w księgę, w którą nadal stukałam palcem.

– Co to w ogóle jest? Skąd to masz?

Spięłam się.

– To zwykła książka, której nie przyniosłam z zakazanego działu biblioteki, okej? – odparłam. – Nie mam pojęcia, czemu pytasz.

– Ty po prostu wywołujesz nieszczęścia, co?

– To z kolei mój czar – stwierdziłam.

Westchnął.

– Ale tak na poważnie, do czego ci to właściwie potrzebne?

Popatrzyłam na niego z niezrozumieniem.

– No wiesz, do czytania.

– Potrafisz to przeczytać? – dociekał.

Zaczynałam się niepokoić o jego stan psychiczny.

– Jak każdy nieanalfabeta, Conall, jestem w stanie czytać – wyjaśniłam. – Wiem, że to dla ciebie trudne do zrozumienia, ale osoby nieposiadające magii jednak potrafią coś w życiu robić, a jedną z ich umiejętności jest też czytanie.

– Nie o to mi chodziło.

– A o co?

Przyglądał mi się przez chwilę, aż przeszło mi przez myśl, czy naprawdę nie uderzył się za mocno w głowę. Otworzył już nawet usta, by coś powiedzieć, tyle że wtedy dotarł do nas z zewnątrz wwiercający się w uszy gong.

Dzwon odstraszający demony.

Przyjechało wsparcie.

Dwa dni po ataku w Fortecy panował ruch, jakiego nie widziano w niej od dwudziestu lat. A przynajmniej tak twierdził Uzdrowiciel Michael ściągnięty z urlopu. Oprócz młodszych i starszych Strażników zjechało się tutaj wsparcie z okolicznych jednostek, więc łącznie w budynku przebywało teraz ciągle ponad czterdzieści osób. Nie byłam do tego przyzwyczajona, zimne korytarze nagle przestały być takie straszne i bezosobowe, echo nie niosło się aż tak daleko, bo wszędzie zawsze znajdowała się grupa osób, stały ich rzeczy czy sprzęty. Panował istny chaos, gdy Strażnicy wspólnie z Obrońcami próbowali zorientować się, co stanowiło cel ataku Fobosa i demonów.

– To kompletnie bez sensu – szeptała Elena, kiedy jadłyśmy śniadanie w stołówce. – Przecież wielokrotnie podkreślano, że nasza Forteca jest, krótko mówiąc, żałosna. Czego mieliby tu szukać?

Wzruszyłam ramionami, wsuwając łyżkę płatków do ust. Siedziałyśmy same w ogromnym pomieszczeniu wypełnionym długimi stołami i ciężkimi dywanami, ale ona i tak szeptała, co nieco mnie bawiło.

– Nie mam pojęcia.

Przyjaciółka pokręciła głową, a jej blond loki jak zawsze rozsypały się wokół twarzy.

– Do tego jeszcze ten zdrajca – ciągnęła. – To się nie trzyma kupy, no nie?

– Mhm.

– Słyszałam, że został Obrońcą sześć lat temu – dodała Elena. – Ukończył Akademię na pierwszym miejscu, został wybrany do oddziału przez samego Tiberiusa Rosenberga!

A to było naprawdę godne podziwu. W końcu żeby dostać się do Trójek, trzeba ukończyć Akademię jako jedna z pięciu najlepszych w całej szkole osób. To nie należało do najłatwiejszych zadań, skoro pojedynki na zakończenie roku bywały krwawe. Jednak gdy już się udawało, każdy ze świeżo upieczonych Obrońców zostawał wybrany osobiście przez konkretnych Dowódców prowadzących oddziały. Panowała w nich osobna hierarchia wyznaczana przez nazwy jednostek – był oddział pierwszy, drugi, trzeci… Im niższa liczba, tym ważniejszy i potężniejszy oddział.

Tiberius Rosenberg dowodził oddziałem pierwszym.

A Fobos go zdradził. Zdradził nas wszystkich.

– Kto byłby na tyle głupi, żeby zdradzić Rosenberga? – kontynuowała Elena.

– Najwidoczniej Fobos Hattwick – wymamrotałam, grzebiąc łyżką w misce. – Mówiłaś, że ktoś ci wspomniał, że wciągnął swoją grupę w zasadzkę w Królestwie i próbował zabić Rosenberga?

Przyjaciółka przytaknęła.

– Michael mi mówił, że Killian mu wspomniał, że Delilah słyszała, że Riley podsłuchała, jak Fortiana rozmawiała o tym z Obrońcami – wyjaśniła. – Ponoć ten zdrajca jeszcze w Akademii zbierał informacje dla demonów drugiego rzędu.

Skrzywiłam się. Drugiego rzędu, czyli tych inteligentnych, wyglądających zwodniczo normalnie, niemal jak ludzie czy Obrońcy, a posiadających tak zepsute wnętrza i przerażające zdolności, że zapewne padłabym trupem na sam ich widok. Skoro spotkanie najmniejszych spośród ich szeregów, jak wilkopodobny czy dziewczyna z pazurami, wywoływało w moim wnętrzu panikę i paraliż, arcydemony czy książęta pewnie po prostu by mnie zabili samą swoją obecnością.

– Ale większość jego oddziału uciekła, prawda? – spytałam, otrząsając się z myśli.

Chociaż jako Strażniczki dostawałyśmy bardzo okrojone informacje, bo do wielu z nich nie miałyśmy dostępu, Elena zawsze zdobywała jakieś plotki.

– Tak, Rosenberg też – przyznała. – I od kilku dni ściga go razem ze wszystkimi oddziałami.

To wyjaśniało, skąd wziął się tutaj Conall. Najpewniej znajdował się niedaleko, dostał informację i ruszył śladem Fobosa razem z moim bratem. Mogli się rozdzielić, dlatego Tieran jeszcze nie dotarł, ale obaj na pewno zajmowali się tą sprawą.

– A ten parszywy zdrajca wykorzystał moją niewiedzę, przeszedł przez portal i uciekł – rzuciłam ponuro.

Elena posłała mi współczujące spojrzenie.

– Daj spokój. Nie mogłaś wiedzieć – zapewniła. – Nikt z nas nie mógł, skoro mamy taki stary sprzęt i niemal zerową komunikację. Nie dziwię się, że po prostu podążałaś za protokołem.

Westchnęłam.

– Ale wkurza mnie samo myślenie o tym. Ten dupek znalazł przejście, uruchomił pierwsze zabezpieczenia, które zatrzymały Conalla, żeby nie podążył za nim, a potem jak gdyby nigdy nic władował się do naszej Fortecy i dał mi się opatrzyć – burczałam ze złością.

– I tak dobrze, że ten cały Conall znalazł dziki portal niedaleko i się tu dostał – zauważyła Elena.

Nie miał innego wyjścia. W momencie, w którym sekretne drzwi zostały przywołane przez jednego Obrońcę, uruchamiało się zaklęcie zabraniające ponownego pojawiania się ich przez dłuższy czas. Powinno to chronić naszych wojowników, w razie gdyby demony próbowały za nimi podążać, lecz w tym wypadku utrudniło Conallowi pościg. Dopisało mu szczęście, że akurat w pobliżu naszej siedziby pojawił się dziki portal. Tego typu przejścia czasami otwierały się same z siebie w różnych miejscach i same zamykały bądź musiały zostać zamknięte przez Obrońcę z drugiego kręgu. To bywało kłopotliwe, bo ten nie mógł być wszędzie, więc nasi ludzie często pilnowali portali nawet miesiącami.

– Myślisz, że teraz przyjedzie tu Zaklinacz, żeby zamknąć portal? – spytałam.

– Jeśli ten nie zniknie, to najpewniej tak – zawyrokowała przyjaciółka. – Może udałoby nam się przekonać Fortianę, żebyśmy mogły to zobaczyć, jak sądzisz?

Przewróciłam oczami.

– Sądzę, że Ilina już dawno o to spytała, a my nie bez powodu dostałyśmy ciągłe dyżury sprzątania – oznajmiłam. – Najlepsze, na co możemy liczyć, to plotki o tym, czy jakiś Zaklinacz serio tu przyjechał.

Elena westchnęła.

– Ponoć jest ich tylko dwóch – rzuciła. – Zaklinaczy. Starszy i młodszy.

Dokończyłam porcję płatków, wpatrując się w przyjaciółkę.

– No i dlatego mamy tak przechlapane, nie? – wymamrotałam.

Nie musiała odpowiadać, sama dobrze zdawałam sobie z tego sprawę. Chodziło o to, że do drugiego kręgu, kręgu Zaklinaczy, należeli wyłącznie posiadający potężną, rzadką magię znaków Obrońcy. Potrafili zamykać otwierające się w przypadkowych miejscach przejścia i wypędzać demony, czego nie umieli wojownicy niższych kręgów.

I to była jedna z tych najgorszych rzeczy – demonów nie dało się tak po prostu zabić, to znaczy nie wszystkich. Te pomniejsze z piątego i czwartego rzędu ginęły w naszym wymiarze od ostrza czy różnych technik zadawania śmierci wymyślonych przez Obrońców, lecz tych z wyższych szeregów nie dało się tak łatwo pokonać. Choćby nie wiem, jak się je atakowało, jaką broń posiadało, jaką mocą władało, zawsze się odradzały.

Dlatego Zaklinacze byli tak cenni – oni umieli zabić wyższych. Jeśli nie użyli znaków, potwory wracały albo w to samo miejsce, albo odradzały się w swoim wymiarze. A jako że drugi krąg świecił pustkami, inni Obrońcy mieli pełne ręce roboty. Mogli walczyć, jednak najsilniejsze bestie zawsze pojawiały się z powrotem.

To błędne koło, którym kręcimy od lat, nie wiedząc, jak je zatrzymać.

– Chodźmy – mruknęłam, wracając do rzeczywistości. – Lepiej zajmijmy się zmywaniem, jeśli nie chcemy mieć jeszcze bardziej przechlapane, gdy Ilina zobaczy, że siedzimy, zamiast pucować talerze po śniadaniu.

– Jej przydałby się Zaklinacz, który by ją wypędził – oznajmiła Elena, wstając.

Zachichotałyśmy i ruszyłyśmy do kuchni, żeby wziąć się do roboty.

ROZDZIAŁ 5

Przetarłam zakurzoną półkę w archiwum i pokręciłam nosem, próbując powstrzymać kichnięcie. Powinnam się już uodpornić na brud panujący w tym miejscu, skoro spędzałam tu z Eleną kolejny dzień, ale wciąż tak się nie stało. Nie zamierzałam jednak narzekać, bo mogło spotkać mnie coś gorszego niż dyżury sprzątania przydzielone przez Ilinę, byśmy z przyjaciółką „nie przeszkadzały Obrońcom w ich pracy”.

Na przykład wywalenie z Fortecy i kręgu Strażników.

Do tej pory nikt nawet mnie za bardzo nie ukarał za całą tę sytuację. Właściwie to Florence dostała większy ochrzan za to, że zostawiła nowicjuszkę w jej pierwszy dzień samą na warcie. Oberwało się też starszym Strażnikom, ponieważ wszyscy wyjechali i zabrali Elenę, a na dokładkę Ilinie. Ta ostatnia oczywiście wyżywała się przez to na mnie, ale mogła robić, co jej się podobało. Liczyło się to, że nie wyleciałam.

– Możesz w końcu przestać kichać? – odezwała się właśnie z irytacją z miejsca przy biurku w rogu sali. – Ciągle mnie rozpraszasz.

Elena, która wyłoniła się zza jednej z półek, posłała mi wymowne spojrzenie. Zaśmiałam się bezgłośnie, po czym przeniosłam głębiej, żeby nie rozpraszać biednej Iliny.

– Przeszkadzasz jej w pogłębianiu wiedzy na temat tego, jak być wredniejszą suką – wyszeptała przyjaciółka.

Parsknęłam cicho.

– To da się bardziej?

Pełne irytacji syknięcie sprawiło, że się uciszyłyśmy i ruszyłyśmy jeszcze dalej. Wkurzało nas zwierzchnictwo Iliny, tyle że nie mogłyśmy nic na nie poradzić. Trafiła tu przed nami, to Fortiana kazała jej nas pilnować. Za parę miesięcy, po okresie przejściowym, miałyśmy stać się jej równe, więc przestanie nami dyrygować, a na razie starałyśmy się to znosić.

– Widziałam rano, jak próbowała zagadać do jednego Obrońcy – rzuciła cicho Elena. – Chyba ma nadzieję, że kiedyś przyjmą ją z powrotem do swoich kręgów.

– Myślisz?

– Mhm – potwierdziła przyjaciółka. – A niby w jakim innym celu zdawałaby mu niemal sprawozdanie i snuła teorie na temat tego ataku? Próbuje pokazać, że jest użyteczna.

Skrzywiłam się.

– Co mówiła o ataku?

– Nic nowego – zapewniła Elena. – Że gdy wpuściłaś Fobosa i pobiegłaś dla niego po ubrania, on musiał otworzyć awaryjny system portalu. Tylko w ten sposób przejście mogło pojawić się tam ponownie tak szybko, z zewnątrz nikt by tego nie ogarnął.

– No tak. Skurwiel.

Przyjaciółka skwitowała to pełnym oburzenia przytaknięciem.

– Dodała też, że ta awaria komputera pewnie była zaplanowana, a bezpieczniki zniszczyły demony, które tu czegoś szukały. Ilina stwierdziła, że musieli obrać naszą Fortecę za cel już jakiś czas temu, a Fobos po prostu pomógł im w realizacji planu. Może go przyspieszył, kiedy zrozumiał, że trafiła się idealna okazja.

– To dość jasne – stwierdziłam, wracając do wycierania kolejnego regału. – Czwórki zamierzają to teraz badać, prawda?

Elena uśmiechnęła się z rozmarzeniem.

– Tak.

Coś zakłuło mnie w sercu na widok jej miny. Wiem, że podobnie jak ja pragnęłam dostać się do Trójek, tak ona chciała zostać częścią kręgu czwartego – kręgu badaczy. Oni przyjmowali poważniejsze sprawy, takie jak magiczne ataki, choroby, nieznane zjawiska. Tworzyli go naukowcy oraz Uzdrowiciele, którzy pomagali w opracowywaniu mikstur i zaklęć. Podczas gdy trzeci był elitą i formacją bojową, czwarty pozostawał naszym mózgiem.

– No a poza tym to słyszałam też – zaczęła Elena, otrząsając się z melancholijnego nastroju – że ponoć w Fortecy tak naprawdę ukryto jakieś artefakty, o których wiedziała jedynie Fortiana.

Posłałam przyjaciółce niedowierzające spojrzenie.

– Tu? W tej dziurze?

Pokiwała z entuzjazmem głową, a jej blond loki zaczęły wysuwać się z klamry. Odgarnęła je niedbałym ruchem i uśmiechnęła się z ekscytacją.

– Nie rozumiesz? To idealna kryjówka. Nikt się nie spodziewa, że właśnie w takim miejscu coś może zostać schowane. Nie ma Strażników, bo nikt nic nie wie, a zwiększenie ich liczby wzbudziłoby podejrzenia. Dlatego te artefakty miały być tu najbezpieczniejsze.

Kichnęłam. Nie udało mi się powstrzymać, gdy kolejne drobinki kurzu połaskotały mnie w nos. Później odwróciłam się do Eleny, wzruszając ramionami.

– I co to niby za artefakty?

Uśmiechnęła się.

– Broń. Starożytna broń, którą może dzierżyć tylko Pierwszy, by zabić demony.

– Pierwszy nie istnieje.

Przyjaciółka prychnęła.

– Oczywiście, że istnieje.

– Widziałaś go kiedyś?

– A ty widziałaś kiedyś Zaklinacza? – odparła od razu. Kiedy nie odpowiedziałam, uśmiechnęła się szerzej. – No właśnie. A wiemy, że na pewno istnieją.

– Niektórzy wiedzą też, jak się nazywają. A o Pierwszym nikt niczego nie słyszał od lat.

– Jasne, że słyszał! Zostawił po sobie dziedzica, oddał mu moc, a ten przejął jego zadania.

– Uhm, jasne. To wyłącznie plotki, których nikt nam nie potwierdził.

Elena nie dawała za wygraną. Zaczęła mnie przekonywać, że każdy wplątany w magiczny świat wiedział, kim był Pierwszy. Po prostu Pierwszy. Obrońca wszystkich wymiarów, który ponoć mógł poruszać się po nich bez problemu i sam odpowiadał właściwie za to, co każdy krąg. Potrafił unicestwiać wszystkie szeregi demonów, a nawet je w pewnym stopniu kontrolować. To właśnie Pierwszy stworzył setki lat temu formację Obrońców.

Władał naprawdę potężną mocą, a najlepszy wydawał się fakt, że nie można się z nią urodzić, trzeba na nią zapracować. Dlatego Pierwszy mógł być tylko jeden. Jego dar przekazywano wyłącznie osobie, która dałaby radę nie dość, że udźwignąć taką siłę, to jeszcze poświęcić życie dla sprawy. Pierwszy niemal przez cały czas przebywał poza Ziemią, nieustannie walczył. Coś takiego pewnie nie sprzyjało zawieraniu głębszych przyjaźni.

No ale od lat nikt go nie widział, więc wciąż sądziłam, że mógł nie istnieć. Słyszałam jeszcze w Akademii, że niektórzy podejrzewają, że umarł i nie zdążył przekazać nikomu swojego daru.

– …no i Michael słyszał od swojej kuzynki z Czwórek…

Przyjaciółka wciąż coś szeptała, lecz już jej nie słuchałam. Dotarłam właśnie do ostatniego regału i skręciłam za róg, by sprzątnąć następny rząd, a wtedy moim oczom ukazał się ogromny, czarny symbol wyrysowany na szarej ścianie. Nie widziałam go tu wcześniej. Na pewno nie, bo Ilina kazała nam sprzątać archiwum na tym piętrze już trzykrotnie. Za każdym razem trafiałyśmy w to miejsce.

Wobec tego ten znak musiały zostawić demony.

Przyjrzałam się ogromnemu okręgowi. Z jego środka rozchodziły się kreski. Zginały się na końcach, gdzie pojawiały się następne koła. Wyglądało to jak niedokończone słońce, na którego promieniach zalęgły się krople deszczu.

Znak otwarcia. Odkrycia – przyszło mi do głowy.

Odwróciłam się na pięcie, powstrzymując chęć, by podejść do tego miejsca i sprawdzić, co skrywało się za ścianą. Skoro demony zostawiły tu znak otwarcia, oznaczało to jedno: musiało się tam znajdować tajne przejście. Nie żeby to było niespotykane w Fortecy. Ale skąd demony o tym wiedziały?

– …więc to dowodzi… – kontynuowała Elena.

Pociągnęłam ją za ramię.

– Chodź.

Zamilkła w pół słowa.

– Co? Nie skończyłyśmy. Ilina…

– Po prostu chodź, nie możemy tu być.

Zaciągnęłam ją na główny korytarz rozświetlony blaskiem setek żyrandoli. Zwykle Fortiana oszczędzała prąd i zapalaliśmy jedynie pojedyncze żarówki, ale w tej chwili, gdy ekipy Obrońców przeszukiwały kolejne piętra, by odkryć, co mogło stanowić przyczynę wizyty demonów, nie wolno było żałować środków. Dlatego też hol wydawał się zupełnie inny niż jeszcze parę dni temu. Jaśniejszy, przyjaźniejszy, przystępniejszy. Grube, wyłożone ciemnym kamieniem ściany nagle przestały wyglądać tak posępnie. Przywodziły na myśl raczej wnętrze starego, lecz niezwykle urokliwego, pełnego sekretów miejsca. Miejsca z duszą, a nie pustego budynku, który bardziej przypominał opuszczony klasztor niż bezpieczną przystań.

Minęłyśmy z przyjaciółką dwójkę Obrońców, którzy badali wschodnią nawę, potem skręciłyśmy dwa razy w prawo i zeszłyśmy po schodach. Gabinet Fortiany znajdował się na parterze, więc musiałyśmy pokonać sporą odległość, ale wreszcie stanęłyśmy przed dębowymi, misternie żłobionymi drzwiami, które zawsze budziły we mnie podziw. Zostały na nich ukazane sceny sprzed setek lat, kiedy Pierwszy Obrońca prowadził armię swoich wojowników przeciwko demonom. Każdy fragment bitwy zawsze zdawał mi się tak bardzo realny, że niemal widziałam, jak miecze opadają na ostrza i ciała wrogów, jak konie parskają, przerażone chaosem dookoła, a wszystko pogrąża się w hałasie połączonych ze sobą krzyków bólu i furii.

Uniosłam dłoń, by zapukać, tyle że Elena pociągnęła mnie za ramię.

– Co ty robisz? Czemu w ogóle stamtąd…

Drzwi otworzyły się, nim dokończyła zdanie, i wymaszerował przez nie jeden z Obrońców, którzy pojawili się w odpowiedzi na moją prośbę o wsparcie. Wydawało mi się, że to Fortian z Warowni, Jake Mallory. Kiedyś należał do trzeciego kręgu, potrafił jedną myślą kształtować metal. Mężczyzna spojrzał na nas z niemałym zdziwieniem, skłonił głowę i bez słowa przeszedł obok, po czym zniknął za rogiem.

Nie ociągałam się więc, tylko zajrzałam do gabinetu, nim Elena znów się odezwała. Fortiana Florence stała akurat pochylona nad biurkiem, wpatrując się w coś leżącego na jego blacie ze zmarszczonymi brwiami, ale musiała nas usłyszeć, ponieważ kiwnęła dłonią. Nie podniosła wzroku, kiedy weszłyśmy, jednak nie musiała tego robić, żebym pamiętała, że jedno jej oko było szklane. W walce sprzed lat Florence straciła lewe. Radziła sobie bez niego świetnie, tyle że w połączeniu z bliznami na twarzy i emanującym z niej nieraz gniewem tworzyło porażającą mieszankę.

No a od dwóch dni Florence naprawdę chodziła wpieniona.

– Chciałyście czegoś konkretnego czy tracicie mój czas bez powodu? – spytała wreszcie, gdy cisza się przedłużała.

Odchrząknęłam.

– W archiwum we wschodnim skrzydle na piętrze znalazłyśmy znak zostawiony przez demony, Fortiano – powiedziałam, nie owijając w bawełnę.

Florence i Elena spojrzały na mnie z zaskoczeniem.

– Naprawdę? – odezwała się ta druga.

Pierwsza za to zmarszczyła brwi, w jej oku pojawił się jakiś błysk.

– Wyślę tam ekipę Obrońców. Trzymajcie się od tego miejsca z daleka – poleciła. – Czy nie miałyście w ogóle trzymać się z daleka od pomieszczeń, których jeszcze nie zbadaliśmy?

Przestąpiłam z nogi na nogę.

– Ilina kazała…

Kobieta zacisnęła usta.

– Porozmawiam z Iliną. A wy dwie posłuchajcie mnie uważnie: macie nie wchodzić na wyższe piętra, oczywiście z wyjątkiem swoich sypialni, dopóki nie powiem inaczej. Do odwołania obowiązują was wyłącznie dyżury w stołówce i bibliotece na parterze. Reszta Fortecy jest dla was strefą zakazaną, nieważne, co powie Ilina albo którykolwiek ze Strażników, jasne?

Pokiwałyśmy głowami.

– Tak jest, proszę pani – odpowiedziała za nas Elena.

Florence była zadowolona z prostej odpowiedzi, choć wyglądała na nieco zamyśloną, kiedy przeniosła spojrzenie na mnie. Zatrzymała je na kilka chwil, jakby zastanawiając się nad czymś poważnym, przez co poczułam się nieswojo. Wreszcie się odwróciła, przeczesując krótkie, czarne włosy palcami, i znów skupiła na papierach na biurku.

– Możecie odejść.