Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dziewczyna, która powinna nie żyć.
Król, który stracił wszystko.
Czy po Krwawej Trójnocy uda im się uda im się ponownie odnaleźć drogę do siebie?
Klątwa nie została złamana. Przeciwnie, złowroga magia się rozrosła: niebo spowił karmazyn, rzeki i jeziora zalała krew. Incarceris dręczą Cienie, siejące zniszczenie i śmierć, a kolejne Szczeliny pochłaniają całe osady. Nawet w Edanii – otoczonej Murem, a więc pozornie bezpiecznej – rośnie niepokój. Elfy i ludzie zdają się przeczuwać, że nadchodzi coś nieodwracalnego.
Daganowi udało się uciec z niewoli, lecz zdrada ciąży mu na sercu. Król rozdarty jest między obowiązkami wobec poddanych a pragnieniem odnalezienia Ophelii. W końcu musi jednak podjąć decyzję, co pozostanie dla niego ważniejsze: królestwo czy uczucia?
Ophelia zaś nie potrafi zrozumieć, dlaczego przeżyła… ani co dzieje się z jej ciałem. Każdy dzień przynosi nowe pytania, a poszukiwanie odpowiedzi okazuje się znacznie trudniejsze, gdy Głos zawzięcie milczy i nie wskazuje drogi. Niezależnie od tego, czy dziewczyna czuje się gotowa, musi zmierzyć się z duchami przeszłości, konsekwencjami własnych wyborów i przygotować na to, co planuje prawdziwy wróg.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 697
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Monika Grabowska 2026
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Nowe Strony, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redaktorka prowadząca: Sandra Pętecka
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Katarzyna Chybińska, Martyna Góralewska, Martyna Janc
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-575-9 • Wydawnictwo Nowe Strony • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Słowniczek
Playlista
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Dla tych, którym mówiono, że są za bardzo lub za małoJesteście w sam razZawsze byliście
Istota przedzierała się przez coś, czego nie sposób nazwać. Nie był to czas ani przestrzeń, ani nawet granice światów, a warstwy czegoś gęstszego i aż nazbyt ludzkiego.
Pierwsza klątwa niby strzała,
zdradą światy rozerwała.
Każda kolejna tkanka ustępowała pod naciskiem, a jednak nie rozrywała się do końca, jedynie stwarzała przejście, wąski przesmyk, prowadzący do zbyt długo wyczekiwanej wolności. Istota nieustannie walczyła, przesączała się głębiej przez niekończące się powłoki. Smakowały jak mięso, jak skóra. Chrzęściły niczym kości. Pękały niby ciało.
Druga klątwa, okrutna i zimna,
żelazne kraty lochu przypominała.
Nie mogła się zatrzymać. Siły opuszczały jej efemeryczną postać, dusza pragnęła ulecieć. A może to właśnie tym pozostawała? Duszą uciekającą z ciała? Zdawało się, że już o tym zapomniała.
O trzeciej klątwie wybrani nie zapomną przez wieki,
w powidoku swej potęgi czekać będą śmierci.
Dalsze warstwy okazały się zarazem cieńsze i oporniejsze. Napierała na nie mocno, rozrywała palcami i zębami. Zmierzała ku temu, czym być zawsze miała. Granice między wnętrzem a zewnętrzem się zacierały, pękały jak jej żyły, przepełnione zbyt silną magią.
Sens czwartej klątwy królowa znała doskonale,
splotła ją sama – zupełnie niespodziewanie.
Dopiero w samym środku – a może na zewnątrz – w miejscu, gdzie splatały się wszystkie smaki i wszystkie bóle, Istota poczuła wolność.
Znów stała się sobą.
Przyjaciółko… – Rozbrzmiał Głos. – Tak długo czekałem.
Ophelia
Moje ciało się rozpadało.
Szara, wiotka skóra odpadała płatami, pozostawiając po sobie rozżarzone rany. Całe moje jestestwo zdawało się jednym wielkim, bezkresnym bólem. Narządy wewnętrzne wykręcały się na wszystkie strony świata, wędrowały po trzewiach ścieżką cierpienia, zahaczały o rozpalone kości, pragnące czym prędzej czmychnąć z tego wraku, jakim się stawałam.
Ja także tego pragnęłam, bardziej niż czegokolwiek wcześniej.
Każdemu wdechowi towarzyszył niepokojący świst. Płuca ostrzegały, że nie mogłam mieć pewności, czy to tchnienie nie okaże się ostatnim, jakie dane mi zaczerpnąć. Pokryte zakrzepłą krwią włosy wypadały całymi garściami, wplątywały się w rany i zrywały świeże strupy.
Nie rozumiałam, co się działo. Jedyną pewną rzeczą pozostawał fakt, że powinnam nie żyć. A jednak jakimś cudem, bezdusznym zbiegiem zdarzeń, brutalnym zwrotem akcji, wciąż oddychałam. Uciekałam, stawiając coraz bardziej chwiejne kroki na nieskazitelnie białym śniegu. Nieustannie cierpiałam.
Pomimo rozległych obrażeń oraz krwawiącej dziury w piersi to nie ból fizyczny wydawał się najgorszy. To dusza wyła z rozpaczy, błagała o kres ogarniającej mnie z każdej strony beznadziei.
Zostałam oszukana, wykorzystana i niemal zabita przez własną siostrę – a przynajmniej przez osobę, którą całe życie za nią uważałam. Trudno się kłócić ze słowami Eleanor. Fakt, iż rodzina Altensol mnie przygarnęła, wyjaśniał wszystko, każdą wątpliwość i niepewność. Zbyt ciemne włosy, zbyt jasna cera i nieodpowiednia uroda nagle przestały wydawać się aż tak dziwne. Wszystkie napady złości Thaliena, zawsze skierowane w moją stronę, wszelkie oschłe słowa i chłodna obojętność rodziców niespodziewanie odnalazły dawno zagubiony sens.
Myślenie o tym, że wszystko tak dokładnie przemyślano, okazało się zaskakująco trudne. Każda uwaga, każda reakcja mojej rodziny po zniknięciu Eleanor stanowiły element wystudiowanego planu. Próbowali wmówić mi szaleństwo i bardzo niewiele brakowało, abym w nie uwierzyła.
Prawdę mówiąc, wolałabym oszaleć. Poddać się nurtowi obłędu, pozostawić za sobą wszystko to, co tak bardzo bolało.
Zatrzymałam się i wsparłam o pobliski oszroniony konar, gdy promieniujący ból po raz kolejny rozorał serce. Zmrużonymi oczyma, zbyt wrażliwymi, by zauważenie czegokolwiek więcej niż zamglone krawędzie świata stało się możliwe, rozejrzałam się dookoła. Otaczała mnie jedynie bezkresna biel, poprzetykana czernią bezlistnych drzew, przyglądających mi się w obojętnej ciszy.
Musiałam się pospieszyć. Jeśli pragnęłam żyć, musiałam uciekać.
Ostatnie dni wypełniała bezdenna, czarna otchłań. Od mojego ostatniego spotkania z Eleanor mógł minąć dzień lub tydzień, a może nawet miesiąc. Erentia zniekształcała czas, uniemożliwiała obranie odpowiedniej drogi ucieczki.
Nie rozumiałam, dlaczego ocknęłam się na czarnej nagiej skale tuż przy Jeziorze Matki, otoczona nieruchomymi ciałami, odzianymi w szaty Księżycowego Królestwa. Nie rozumiałam, dlaczego moją skórę pokrywała krew. Krew, która wypełniała także jezioro. Dlaczego nikt nie sprawdził, czy żyłam? Albo raczej – czy na pewno umarłam?
Dlaczego nikt mnie nie dobił?
Pewnie dlatego, że zadano ci śmiertelną ranę– zauważył Głos, lecz słowa zdawały się dobiegać spod odległej powierzchni. Każda kolejna sylaba wybrzmiewała coraz ciszej i ciszej.
Więc dlaczego wciąż żyłam? A może umarłam? Czy tak wygląda śmierć?
Nie potrafiłam także pojąć, dlaczego gdy spoglądałam w górę, nie dostrzegałam błękitu nieba ani blasku gwiazd, mogących wskazać mi kierunek. Zupełnie jakby cały świat pogrążył się w szkarłacie.
Obejrzałam się jeszcze raz za siebie. Pozostawiałam za sobą wyraźne czerwone ślady.
Musiałam uciekać przed Eleanor. Przed Vannevarem. Przed wszystkimi, którzy mieli być mi bliscy. Przed Daganem, o którym nie potrafiłam myśleć. Kuriozalne, albowiem nie potrafiłam również o nim nie myśleć. Mężczyzna wypełniał każdy mój oddech, każdy krok, każdą myśl i każdą ranę.
Ciszę przeszył trzask łamanej gałęzi. Wzrok nie pozwolił mi dostrzec, co stanowiło źródło hałasu. Przyspieszyłam, zebrawszy poły sukni w garście.
Nieważne, że cel mojej wędrówki pozostawał tajemnicą nawet dla mnie.
