Your Knife, My Heart - K.M. Moronova - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Your Knife, My Heart ebook i audiobook

Moronova K.M.

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

59 osób interesuje się tą książką

Opis

Dark Forces nie rekrutuje niewinnych. Rekrutuje potwory.

Poznaj nowy romans militarny autorki bestsellerowego „Leave Me Behind” !

Cameron „Mori” to brytyjski żołnierz uznany za klinicznie niepoczytalnego– zbyt groźny, żeby mu ufać, ale też zbyt skuteczny, żeby go wyeliminować. Eksperymentalne leki, które przyjmuje, zacierają granicę między rzeczywistością a halucynacją. Sprawiają, że przestaje odczuwać ból i strach, pozostawiają jednak chaos i agresję.

Emery „Maves” nie szuka odkupienia. Skazana za brutalne czyny, ma tylko jeden wybór: więzienie lub służba w Dark Forces.

Podczas brutalnego szkolenia Cameron i Emery zostają zmuszeni do partnerstwa, choć ich relacja zaczyna się od chęci mordu. Z czasem przemoc ustępuje miejsca obsesji, rozkazy zaczynają kolidować z instynktem i uczuciami, a zaufanie staje się najniebezpieczniejszą bronią.

Ta książka jest prawdę HOT. Sugerowany wiek: 18+

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 371

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 12 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Alek BaumanMaria Jabłońska

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU:Your Knife, My Heart

Redaktorka prowadząca: Ewelina Kapelewska Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Adrian Kyć Korekta: Olga Gorczyca-Popławska Projekt okładki: K. M. Moronova LLC Opracowanie graficzne okładki: Wojciech Bryda Ilustracja na okładce: © K. M. Moronova LLC Ilustracje w książce: © Anna Niemczak

Copyright © 2024 K. M. Moronova LLC

Copyright © 2026 for the Polish edition by Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Przemysław Hejmej, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-732-7

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Ossowska

Tym, którzy stale zakochują się w fikcyjnych męskich bohaterach, teoretycznie zdolnych pozbawić ich życia

OSTRZEZENIE

Treść tej książki może u niektórych czytelników wywoływać silne emocje oraz budzić niepokój. To mroczny romans z wojną w tle, rozgrywający się w fikcyjnym uniwersum sił mroku. Część z opisanych rodzajów broni oraz misji wojskowych ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Fikcyjne są także niektóre miejsca oraz obiekty, choć ich lokalizacja może mieć odzwierciedlenie w prawdziwym świecie.

Akcja książki rozgrywa się dziesięć lat przed tą opisaną w Leave Me Behind, ale można ją czytać jako całkowicie odrębną opowieść.

Z lektury powinny zrezygnować osoby wrażliwe lub unikające wyszczególnionych niżej tematów: przemoc fizyczna, drastyczne sceny seksualne, masochizm, uprawianie seksu połączone z toczeniem krwi, czarny humor, gore, śmierć, wulgarny język, ekstremalne nękanie, molestowanie, trauma wojenna / niektóre aspekty wojny, zespół stresu pourazowego, mordy, zaburzenia psychiczne, skrajne nadużywanie substancji psychoaktywnych, wymuszone używanie substancji psychoaktywnych, bezczeszczenie zwłok.

Ta książka nie jest oparta na faktach.

Wszystkie zawarte w niej nazwiska, postacie,

miejsca oraz wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki, a jakiekolwiek podobieństwo

do prawdziwych osób, żywych bądź martwych, wydarzeń oraz miejsc jest czysto

przypadkowe.

PLAYLISTA

5150  ∗  MGK

My Fault (z udziałem Noah Cyrus)  ∗  Shaboozey

Monsters (z udziałem Demi Lovato i blackbear)  ∗  All Time Low

La Di Die (z udziałem Jadena Hosslera)  ∗  Nessa Barrett

Nightmare  ∗  Halsey

Bleed It Out  ∗  Linkin Park

End Of Time  ∗  Zara Larsson

We Can’t Stop  ∗  Miley Cyrus

Long Way from Home  ∗  The Lumineers

Spirits  ∗  The Strumbellas

Die First  ∗  Nessa Barrett

PROLOG

CAMERON

Powiada się, że żołnierze sił mroku są tylko narzędziem w rękach prawdziwych upiorów tego świata. Stanowimy brudną tajemnicę, sekretną broń. Kiedy się psujemy lub gdy dobiega nasz termin przydatności do użytku, zamiata się nas pod dywan.

Tyle że ja nie zamierzam tutaj umierać, w tym ściśle tajnym wojsku. W ogóle nie zamierzam umierać. Chcę być najlepszym spośród wszystkich pokręconych wojaków. Niczym porucznik Erik piąć się po szczeblach kariery, zresztą u jego boku. Jest jedyną osobą, która się o mnie troszczy w tym godnym pożałowania życiu. Jedyną, której kiedykolwiek na mnie zależało.

Dlatego aż po kłykcie wbijam kciuki w oczy jakiegoś przypadkowego gnojka. Wrzeszczy, a ów słodki dźwięk sprawia, że miękną mi nogi.

– Och, nie patrz tak! Cieszy cię to tak samo jak mnie, Titan – parskam w kierunku swojego towarzysza, który z odległości metra gapi się na mnie z niesmakiem. Jego czarny mundur taktyczny jest usmarowany ziemią i krwią, podobnie jak mój. Gogle ma naciągnięte na hełm, a wokół oczu jasny, czysty okrąg. Pozostałą część twarzy pokrywa mu pył.

– Mori, nigdy, ani razu nie podobało mi się to, co wyprawiasz. Może byś się, kurwa, pospieszył, co? Na sam widok robi mi się niedobrze. – Titan się odwraca i zakrywa usta, jakby zaraz miał zwymiotować. Spośród całej tej groteski wokół nas to, co wyprawiam w opuszczonej chacie na pustkowiu, zdaje mi się najmniej obrzydliwie.

Przewracam oczami. Super.

Wysuwam kciuki z oczodołów żołnierza. Jedną ręką mocno chwytam rękojeść pistoletu, a drugą rozchylam zaciśnięte szczęki.

– Otwieraj. Sze-ro-ko. – Wypowiadam te słowa z przesadną dramaturgią, jakbym karmił dziecko. Wskutek powolnej artykulacji mój brytyjski akcent pobrzmiewa ciężkawo.

Mężczyzna jęczy, gdy metal pistoletu ociera się o jego zakrwawione zęby. Wpycham mu lufę głęboko do gardła, a on krztusi się i miota bezradnie. Pociągam za spust. Ciało natychmiast wiotczeje.

Przez moje żyły przepływa fala ulgi i euforii. Odchylam głowę do tyłu i widzę osypujący się sufit. Z gardła wydobywa mi się maniakalny śmiech. Wycieram poplamione czerwienią rękawice o kamizelkę i zerkam na Titana.

Gapi się na mnie spod oka, zdegustowany. Ech, ci nowicjusze. Mrugam wolno, próbując go rozgryźć. Do oddziału Furia należą wyłącznie ci najbardziej zdeprawowani. Ale szczerze? Nie sądzę, żeby ten facet mógł się do nich zaliczać. Nie jest nawet blisko. Wiem, że przeszedł testy obowiązujące w Podpoziomie i tak dalej, ale jest zanadto zielony. Ma za dużo pozytywnej energii, wydaje się podejrzany.

Nie wiem, dlaczego generał Nolan ciągle wybiera kryminalistów takich jak on. Nie zapowiadają się dobrze. Raczej. W przeciwieństwie do mnie.

Titan odwraca wzrok, a ja uśmiecham się jeszcze bardziej szyderczo.

Byłoby lepiej dla wszystkich, gdybym go po prostu zabił. I to jest myśl.

Palce drżą mi nad spustem pistoletu, tak że Titan dostrzega ten ruch.

– Przysięgam na Boga, że odetnę ci ten jebany łeb, Mori! Przestań! – cedzi z pogardą. Podnosi swój karabin M16 i celuje mi w głowę. Zna mój mroczny, nie do końca tajemny sekret. Jak wszyscy, odkąd uznano go za problem.

Och, facet jest odważny, dumam, pozwalając, by delikatny uśmiech wykrzywił kącik moich ust, i zasłaniam się dłońmi w geście oznaczającym niewinność.

– Nie mam zielonego pojęcia, o co ci chodzi.

Chociaż pomysł z obcięciem mu głowy nie jest taki zły. Ochraniacz na szyję można łatwo ściągnąć, bo nie zapiął go prawidłowo, hełm też ma zbyt luźny. Zauważyłem to dziś rano, kiedy wsiadaliśmy do helikoptera. Wystarczy mocno szarpnąć, żeby gościa zadławić. A potem jedno czyste cięcie…

Zaciskam wargi i kręcę głową. Nie, nie zrobię tego. Absolutnie nie.

Titan nie opuszcza broni nawet odrobinę, ale w końcu przestaje być czujny. Zaciągam zwłoki naszych ofiar w kąt opuszczonego budynku. Po zakończeniu misji cichociemni wyślą tu kogoś, żeby posprzątał.

Wyjmuję nową partię tabletek, które mam przetestować dla Nolana, i przed wyruszeniem w drogę wrzucam do ust trzy sztuki.

Wracamy do bazy połączyć się z resztą oddziału. W niechlujnej, ciemnej brodzie Titana nadal tkwi popiół z pożaru, który wznieciliśmy wczoraj, aby odwrócić uwagę przeciwnika. Spoglądam na gardło mojego towarzysza i muszę gryźć się w język, żeby znów nie myśleć o zabiciu go.

Liczę w głowie, ileż to razy sięgałem po nóż bojowy, wyobrażając sobie, jak odcinam mu głowę. Nie powinien był podsuwać tego pomysłu. Zawsze jest gorzej, kiedy sugeruje mi się konkretne rozwiązania.

Nie zabiję go, tak jak poprzedniego partnera.

Nie zrobię tego.

Nie.

W siłach mroku wszyscy wiedzą o mojej fatalnej skazie. Wiedzą, że Mori, najbardziej niszczycielski członek oddziału Furia, ma jeden katastrofalny, pierdolony problem.

Wiecie jaki? Po prostu nie potrafię przestać mordować wszystkich swoich partnerów w boju. No tak, chyba jestem lekko popieprzony, ale takim trzeba być, gdy człowiek służy u cichociemnych, nie? Porucznik Erik nie wybrał mnie bez powodu; lubię myśleć, że dostrzegł we mnie coś bardzo niegodziwego, coś, czego nie znalazłby w nikim innym. Potrzebował w swoim oddziale człowieka mojego pokroju, który bez zbędnych pytań wykonuje rzeczy nie do wyobrażenia.

Lęk przed porzuceniem. Wiem. Ale u dwudziestosiedmioletniego żołnierza, w tym wieku? Niestety terapia jest luksusem, na który nas nie stać – nas, żołnierzy ściśle tajnych sił zbrojnych jednorazowego użytku.

Gdy docieramy do naszej tymczasowej bazy, trzaska już rozpalone przez Erika ognisko, wokół którego siedzą pozostali członkowie oddziału Furia. Widząc mnie zalanego krwią, porucznik nawet nie mrugnie; obrzuca mój mundur krótkim spojrzeniem i wzdycha. Że niby co? Spodziewał się, że nasza robota jest czyściutka? Wpatruję się złowrogo w innych, bo osądzają mnie wzrokiem. Thomas i Gage wymieniają między sobą skrępowane spojrzenia, Kayden zasłania usta dłonią.

– Mori… Policzyłeś, jak ci kazałem? – pyta Erik, marszcząc brwi i gapiąc się na mnie z rozczarowaniem. Ciemne włosy ma potargane po długim dniu.

Unoszę brew i kiwam głową. Moje wargi rozciąga złośliwy uśmiech, zanim sam zrozumiem dlaczego.

– W takim razie co tam trzymasz? – Porucznik sprawia wrażenie wkurzonego.

Zerkam w dół, na swoje mokre, obciążone łapy, które dzierżą głowę Titana. Oczy ma matowe. Nie pamiętam, kiedy to zrobiłem.

Jasna cholera.

Jak tak dalej pójdzie, sami mnie zlikwidują, bez względu na to, czy jestem ich najdłużej żyjącym szczurem doświadczalnym, czy też nie.

EMERY

W drodze do Bellingham w stanie Waszyngton pociąg zatrzymuje się cztery razy. O swojej bieżącej lokalizacji wiem tylko dzięki znakom informującym o kolejnych stacjach oraz obwieszczeniom konduktora przez interkom dla zwykłych pasażerów.

Z moich ust ulatuje zmęczony oddech; łapię się na tym, że chciałabym być jednym z tych cywilów, którzy po prostu podróżują sobie do innego miasta.

Jestem skuta kajdankami i łańcuchami. Przy obu wyjściach z wagonu stoi czterech uzbrojonych żołnierzy, a naprzeciwko mnie tkwi generał wojska i pali cygaro. Od czasu do czasu strzepuje popiół na tackę, taksując mnie wzrokiem.

Nie znam się na systemie wymiaru sprawiedliwości, ale nie sądzę, żeby normalnie postępowano z przestępcami w taki sposób, w jaki potraktowano mnie. Tylko że, no cóż, moja sytuacja jest chyba nieco… wyjątkowa.

Mimo wszystko wątpię, aby żołnierze w czarnych mundurach bojowych w towarzystwie jakiegoś generała mieli zwyczaj wpadać o trzeciej nad ranem do celi sławnej morderczyni, rzucać ją na glebę, kneblować, wiązać jak prosię, a następnie porywać z więzienia, obserwowani przez naczelnika i strażników ćmiących te swoje paskudne cygara. Prawda? Czy może mam jebane urojenia?

Sądzę bowiem, że właśnie uprowadzono mnie w ramach jakiejś operacji wojskowej. Nie rozpoznaję ani symboli na ich mundurach, ani typu umundurowania. Nie wyobrażam też sobie, aby rząd zgodził się na coś takiego. Rozumiecie, opinia publicznai tak dalej.

Co więc, u diabła, się dzieje?

Wiercę się na skórzanym siedzeniu. Jest mi niewygodnie z tymi łańcuchami wokół kostek u nóg o rozstępie zaledwie dziesięciu centymetrów.

Po krótkiej jeździe z więzienia strażnicy wepchnęli mnie do jakiegoś budynku, gdzie kazali mi wziąć prysznic i przebrać się w cywilne ciuchy. Mogłam się tylko domyślać, że chodziło o niezwracanie na siebie uwagi większej niż nieunikniona. Potem znów zakuto mnie w kajdanki i kazano się wgramolić do zastrzeżonego wagonu w pociągu zmierzającym do Bellingham. Akurat do stanu Waszyngton, z wszystkich możliwych miejsc na świecie.

Dziwne, że nie ukrywają przede mną docelowej lokalizacji, nieprawdaż? Może to jednak wcale nie jest uprowadzenie.

Rozważam w głowie rozmaite scenariusze, nie podnosząc oczu na mężczyznę naprzeciwko. Ma na sobie czarny mundur wojskowy i denerwująco stuka palcem w stolik.

Nagle kładzie na blacie jedno cygaro dla siebie, a drugie proponuje mnie. Wyglądam przez okno w milczącej odmowie. Godzinę temu minęliśmy Seattle; widać było tylko zatokę, łodzie rybackie i burzowe chmury. Im dłużej przyglądam się bezkresowi morza, tym zimniejszy staje się metal wokół moich nadgarstków, a im jaśniej dostrzegam wielkość otaczającego mnie świata, tym bardziej uświadamiam sobie, jak szybko skurczył się mój własny. Dlatego wolę odwrócić wzrok.

Nigdy nie byłam tak naprawdę wolna, by móc doświadczać rzeczywistości na podobieństwo innych ludzi. Zawsze dręczyła mnie ta jedna myśl – jak się wyrwać z rodziny Mavestellich.

– Wiesz co, na początku przeżyłem szok, kiedy przeczytałem, do czego była zdolna dziewczyna tak śliczna jak ty. – Jego głos mnie zaskakuje i na chwilę płoszy. Kilka ostatnich godzin minęło w całkowitej ciszy, więc zdążyłam się do niej przyzwyczaić.

Gdy ktoś tak mówi, czuję tępy ucisk w lewej części klatki piersiowej. Może dlatego, że ja sama nie przeżyłam żadnego związanego z tym szoku. Albo wynika to ze świadomości, że jest ze mną coś bardzo nie w porządku.

Chyba nie potrafię już zbyt wiele czuć. To prawdopodobnie najlepsza opcja, ponieważ nie chcę wiedzieć, co czułabym akurat teraz. Rozpacz. Strach. Żal. Chociaż ci mężczyźni raczej nie przypominają ochroniarzy w garniturach, z którymi pracuje mój ojciec. Członkowie rodzin noszą zazwyczaj oficjalne, eleganckie stroje, a otaczający mnie faceci to z całą pewnością wojskowi, więc nie jestem pewna, jaki czeka mnie los.

Lepszy czy gorszy.

Człowiek naprzeciwko zapala cygaro i wsadza pudełko z powrotem za pazuchę. W końcu spoglądam mu w oczy.

Są jasnobrązowe i tak zmatowiałe, że sprawiają wrażenie szarych. Płowe włosy ma wygolone po bokach, nieco dłuższe na czubku głowy – na tyle, by móc je zaczesać na bok. Dolną połowę twarzy porasta szczecina, uwydatniając linię żuchwy. W powietrzu unosi się dymny, mahoniowy zapach wody kolońskiej – woń, która kojarzy mi się ze złymi, bogatymi facetami, szastającymi pieniędzmi w nocnych klubach. Jest przystojny jak na gościa – sądzę – po czterdziestce. Patrzy na mnie tak pustym wzrokiem, że mój umysł wchodzi teraz na pełne obroty.

Kim on jest? Dlaczego przewożą dokądś mnie, więźnia, zanim będę miała szansę stanąć przed sądem?

Facet chrząka.

– Nie spodziewałem się, że młoda, dobrze wychowana kobieta jak ty okaże się tak… no cóż, brutalna. A przecież urodziłaś się w rodzinie Mavestellich, najbogatszej na zachodnim wybrzeżu. Wstrząsające, zwłaszcza gdy się widzi, jaka jesteś drobna.

Kiedy wypowiada moje nazwisko, zasycha mi w gardle. W jego spojrzeniu kłębi się mrok. Jakby mnie testował. Nie pozwalam, by moja pozbawiona wyrazu twarz przestała taka być. On potrząsa gazetą, którą wcześniej trzymał pod pachą, i czyta:

– „Dwudziestoczterolatka, sprawczyni ohydnych zbrodni, została ujęta. Nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni czterech ostatnich lat popełniła dziesięć zabójstw”.

Czyta ten nagłówek nonszalancko, a ja się krzywię. Przywykłam raczej do tonu pogardy i obrzydzenia – bo odraza byłaby tu bardziej na miejscu. Dlatego ten oficer budzi we mnie coraz większą podejrzliwość. Jego ruchy są pełne spokoju i rozmysłu. Jak gdyby robił to już wcześniej milion razy.

Końcówką długopisu otwiera teczkę personalną – żółtą, z rejestrem. Zawiera ona ledwie kilka kartek, za to mnóstwo zdjęć moich ofiar.

– Emery Cecilia Mavestelli. Tak się oficjalnie nazywasz, prawda? – Strzela ku mnie oczami, ale tylko na tyle, by zauważyć moje skinienie głową. Lekko unosi brew, po czym kontynuuje przemowę: – Skrócimy ci je do Maves, jak figuruje w większości twoich fałszywych dowodów tożsamości. Na wypadek gdyby pojawiły się problemy z innymi kadetami. W końcu jesteś, kim jesteś.

Wypuszczam cicho powietrze z płuc.

Maves to bezpieczna ksywka. Moje zbrodnie zostały publicznie nagłośnione, więc jeśli ktoś się dowie, że naprawdę nazywam się Mavestelli, już po mnie. Trudno powiedzieć, ilu czyha na mnie płatnych cyngli.

A jednak ten facet działa mi na nerwy. Patrzę na żołnierzy i próbuję zorientować się w sytuacji, dostrzec w niej jakiś sens, lecz oni nawet nie łypną okiem w moim kierunku. Nerwowo nawijam na palce kosmyki swoich pasteloworóżowych włosów. Rodzicom nigdy się nie podobało, że farbowałam je na ten kolor, ale to mój ulubiony, poza tym najbardziej pasuje do oliwkowego odcienia skóry. Już nie wspominając, że na tyle przynajmniej powinni mi pozwolić, skoro byłam ich małą zabójczynią, katką, wykonawczynią wyroków.

– Dziś jest twój szczęśliwy dzień, Emery. – Facet zamyka teczkę i splata palce, po czym dociska do nich wargi, ukrywając uśmiech maniaka. – Zostajesz zabrana ze świata cywilów i przeniesiona do tak zwanych sił mroku. To jednostki wojskowe, o których nigdy nie słyszałaś i nie usłyszysz, ponieważ nie istnieją.

Robię wielkie oczy. Tajne jednostki? Ci ludzie przynajmniej nie należą do jednej z rodzin wykiwanych przez mojego ojca. Na chwilę ogarnia mnie ulga, wszystko jest bowiem lepsze, niż dostać się w ręce konkurencji.

– Prowadzimy tajne operacje. To jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic świata. W gruncie rzeczy otrzymujesz klucz do wyjścia z tej sytuacji: unikniesz wyroku śmierci. Będę twoim przewodnikiem podczas transportu do bazy na Alasce i masz się do mnie zwracać „generale Nolan”.

Ściągam brwi i wykrzywiam usta w grymasie. Eskortuje mnie generał? Dlaczego nie zwyczajny kapral czy inny szeregowy?

– Chwila, że co? – Szczypię się w udo dla pewności, że nie zwariowałam. Czyżby facet właśnie stwierdził, że trafię do sił zbrojnych, a konkretnie do na pozór nieistniejących jednostek? Czemu ja? Więc nie zostanę skazana na śmierć, jak lubili się ze mną drażnić więzienni strażnicy?

Nolan znów podnosi na mnie wzrok, twardy i dalej niewzruszony.

– Emery, jeśli chcesz przetrwać testy w Podpoziomie, musisz być o wiele ostrzejsza niż teraz.

Walę kajdankami o stolik. Z kubka generała wylewa się kawa, a zaraz potem czterej trzymający wartę żołnierze celują do mnie z karabinów.

– Jakie testy? Co za siły mroku? Gadasz od rzeczy! Po to uprowadziliście mnie z celi? Odstawcie mnie z powrotem, nie interesuje mnie udział w żadnych cyrkowych akrobacjach! – pyskuję.

Nolan obojętnie unosi rękę, każe żołnierzom opuścić broń.

– Nie masz wyboru. Życie, które dotąd prowadziłaś, właśnie się skończyło. Z punktu widzenia społeczeństwa jesteś martwa. Powiesiłaś się w celi nocną godziną, twoje zwłoki zabrano w asyście strażników i pod nadzorem naczelnika więzienia. Dziś rano osobiście podpisałem twój akt zgonu, więc lepiej się ogarnij, jeżeli chcesz przetrwać wśród cichociemnych, kadetko Maves. Potraktuj testy Podpoziomu jako rodzaj obozu dla rekrutów… śmiertelnie niebezpiecznego obozu. Nie wiem, czy w ogóle dotrwasz do pierwszej próby, zważywszy, przez co musisz przejść najpierw.

Okej, facet mówi poważnie. Serce zaczyna mi szybciej bić.

Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Przetwarzam w myślach te informacje, a następnie biorę głęboki, uspokajający wdech. Nie mam pojęcia, co to wszystko oznacza, ale wygląda na to, że nie będę gnić w celi więziennej do końca życia. Mam ochotę się roześmiać, bo dokładnie wtedy, gdy pogodziłam się już z losem, ten oczywiście zmienił kurs.

Powoli otwieram oczy i gapię się na Nolana.

– Będę musiała zabijać ludzi? – Dziwnie jest wypowiadać te słowa na głos, ale przecież on wie równie dobrze jak ja, że jedyne, co potrafię, to likwidacja celów. Rodzina Mavestellich jest przeklęta i zła.

Czymkolwiek są te siły mroku, dobrze odrobiły zadanie domowe, jeśli chodzi o mnie.

Nolan uśmiecha się złowrogo.

– Pewnie, a jak na obozie szkoleniowym sprawisz się tak, jak się spodziewam, zostaniesz przydzielona do konkretnego oddziału. Nim jednak wejdziesz do Podpoziomu, czeka cię jeden mały przystanek. Porozmawiamy o nim na miejscu. – Kiedy wypowiada ostatnie słowa, widzę w jego oku błysk, który przyprawia mnie o dreszcz.

On mnie próbuje nastraszyć, czeka na moją reakcję. Byłam szkolona do mordowania, odkąd nauczyłam się czytać, lecz uczono mnie też tego, jak trzymać emocje na wodzy.

Moja rodzina nie była pod żadnym względem normalna, nie emanowała ciepłem. Dla opinii publicznej nazwisko Mavestelli wiąże się z tak zwanymi starymi pieniędzmi; familia jest postrzegana jako bardzo zamożna od pokoleń, choć w rzeczywistości zajmujemy się czarnorynkowym handlem technologią oraz informacją. Funkcjonujemy w czymś, co określa się zwykle jako „półświatek”. Niepokojące, jak wielką wagę może mieć kilka kartek albo jakiś niebudzący podejrzeń produkt – a właściwie skrywane przez nie tajemnice.

Moja rola polegała na pilnowaniu, by usuwać niechybnie z drogi mężczyzn w garniturach, gdyby tylko spróbowali wystawić nas do wiatru. Rzecz jasna, wolałabym czytać literaturę klasyczną w jakimś gabinecie albo sięgać po pędzel, którego nie używałam od lat, i przenosić z głowy na płótno mroczne, ponure myśli. Ale wszystko, czego pragnęłam w życiu, zawsze schodziło na drugi plan wobec zadań, które musiałam wypełniać dla rodziny.

Gregory Mavestelli, mój ojciec, przygotował mnie nie tylko do likwidacji celów po cichu, z użyciem broni z tłumikiem czy noża, ale też do obsługi jachtów, samolotów i helikopterów. Myślę, że planował uczynić mnie swoim kierowcą albo pilotem, gdyby sprawy przybrały fatalny obrót, wcześniej jednak wpadł w ręce federalnych. No cóż, rzeczywiście miał plan: wydać mnie w zamian za ugodę z władzami, po tym jak informator powiadomił go o tajnej operacji.

Czego się niby spodziewałam? Że Greg weźmie na siebie wszystkie konsekwencje, byleby jego rodzina mogła prowadzić fajne, spokojne życie? Członkowie rodu Mavestellich nie mają pojęcia, co to takiego.

Wiadomo było, że mój ojciec wszystko, by sytuacja się nie zmieniła.

Stałam się kozłem ofiarnym.

Jak się okazało, władzom tak naprawdę zależało tylko na mnie. Potrzebowały jednej jedynej osoby, aby zaspokoić powszechne łaknienie sprawiedliwości. Nie obchodziło ich, że cała operacja spali na panewce. Satysfakcjonującą zdobyczą jest bowiem osoba, która ma krew na rękach. Dosłownie.

– O co konkretnie chodzi z tym oddziałem? Jaki ma sens paranie się brudną robotą dla rządu? I co ja będę z tego miała? Mogłabym po prostu odmówić i sprawić, że za chwilę mnie zabijecie. Wszystkim nam oszczędziłoby to sporo problemów, nie sądzisz? – mówię, wodząc znudzonym wzrokiem po karabinie jednego ze strażników i zastanawiając się, jak szybko działa.

Nolan mruży z namysłem oczy, a potem wyciąga z kieszeni kartkę i rzuca nią we mnie.

Rozkładam papier. Pośrodku drobnym drukiem napisano: „Nowe życie”. Na dole widnieje kod kreskowy.

– Oto, do czego dąży każda osoba służąca w kryjących się w podziemiu siłach mroku. Nie, cofam te słowa: niektórzy z nas chcą pozostać w tych cienistych odmętach na stałe, ale większość pragnie otrzymać karty wolności. Drugą szansę na życie, możliwość wydostania się z piekła.

Z mojego gardła wydobywa się suchy śmiech. Bezskutecznie zakrywam usta.

– Poważnie? Dostanę jakiś głupi kawałek papieru i wszystko załatwione? Jestem wolna?

Oczy Nolana są zimne, jego uśmiech przyprawia o gęsią skórkę.

– Tak jest. Prościzna.

Oddaję mu kartkę i opieram się plecami o siedzenie, a następnie krzyżuję ramiona na piersi. On chyba nie mówi mi wszystkiego, ale w tej kwestii też nie mam pola manewru.

– W czym tkwi haczyk?

– Nie ma haczyka. Służysz w cichociemnych, a potem, jeśli zdobędziesz karty, wychodzisz na wolność.

„Jeśli”.

Lustruję go uważnie. Ta kontrolowana złośliwość w spojrzeniu oraz wyrafinowany sposób przekazywania informacji przypominają mi Reeda. Myśl, że już nigdy go nie zobaczę, chyba jako jedyna wywołuje we mnie żal.

Każdy pełnokrwisty, nierozumiany przez innych czarny charakter ma swojego mentora, prawda? Mój to Reed. W naszej małej akademii potomków przestępców uchodził za geniusza, cudowne dziecko. Jesteśmy wprawdzie w tym samym wieku, ale on zawsze wyprzedzał mnie we wszystkim o co najmniej pięć lat. Był zbyt bystry i bezwzględny, by komukolwiek wyszło to na dobre.

To właśnie Reed nauczył mnie godzenia się z losem kata. Pokazał, jak sprawiać, by śmierć stawała się czymś pięknym, jak nadawać jej autorski charakter. Czasem się zastanawiam, czy nie chciał w ten sposób sprawdzić, dokąd może się posunąć w manipulowaniu moim umysłem. Powtarzał, że kocha potwory żyjące w ludziach. Że lubi wydobywać je na światło dzienne. Dlatego Greg uczynił go swoją prawą ręką.

– Ilu żołnierzy sił mroku zasłużyło na karty wolności? – Moja noga podskakuje nerwowo. Facet wywołuje we mnie dyskomfort, jakby ktoś nakładł mi do kieszeni płaszcza ciężkich kamieni i zamierzał mnie wrzucić do morza.

– Jak dotąd ani jeden. – Nolan cmoka, pochyla się naprzód i opiera na łokciach. Jest w tym ruchu coś z drwiny. – Ale trochę się zapędzasz, kadetko Maves. Sama być może nie przetrwasz pierwszej nocy.

– Krzepiące – rzucam gładko, nieco zawiedziona brakiem wyjaśnień, gdzie spędzę tę jedną noc przed obozem szkoleniowym. „Nie okazuj zaniepokojenia”, mówię sobie w duchu. Zmuszam się do spokoju i unoszę podbródek.

Okrutny uśmiech sugeruje, że facet chętnie rozdaje te skromne obietnice wyjścia na wolność. Nie wiem, czy mam w sobie dość siły, by czepiać się promyków nadziei. Oddałam już światu wszystko, co miałam.

CAMERON

Po trzydziestu dniach izolatka nie jest taka zła. Właściwie to mi się nawet podoba. Nie ma to jak siedzieć sam na sam z własnymi myślami i gadać do szarych ścian, szarego sufitu oraz szarych, zakratowanych drzwi. Człowiek się zastanawia, czy wciąż jest przy zdrowych zmysłach, czy w ogóle kiedykolwiek przy nich był.

Leżę na plecach na zimnej podłodze, nogi mam zgięte w kolanach, raz za razem ciskam w górę piłeczkę z gumek recepturek. To moja jedyna rozrywka poza spacerowaniem po celi i oczekiwaniem na koniec kary. I nie chodzi o to, że nie lubię samotności, wręcz przeciwnie, ale wyobrażanie sobie, co się tam dzieje pod moją nieobecność, doprowadza mnie do szału.

Jestem potrzebny swojemu oddziałowi. Wystarczająco już zawiodłem porucznika Erika.

Kilkukrotnie walę się dłonią w bok głowy. Kolejnego partnera nie zabiję. Nie zabiję. Wbijam sobie te słowa do łba.

Przecież wcale tego nie chcę.

Boże, ile to już razy? Trzy? Na tę myśl moja ręka zamiera, a gumowa piłeczka trafia mnie w czoło. Mrugam i powoli wypuszczam z płuc powietrze. Kurwa!

Poprzednio izolowali mnie tylko przez dziesięć dni – kto wie, ile to potrwa teraz. Siadam, wstaję, podchodzę do umywalki, łapię ceramikę oburącz i dopiero potem na siebie patrzę. Moje zielone tęczówki są bardziej matowe niż zwykle, a skóra znacząco bledsza, bo pozbawiona światła słonecznego.

Poprawiam bandaż i sprawdzam, czy rana trochę się zagoiła po tym, jak porucznik ciachnął mnie przez oko. Na szczęście nie straciłem wzroku, choć twardówka jeszcze czasem krwawi. Mimo znacznego postępu w gojeniu wciąż nie mogę całkowicie rozchylić powieki – nie skarżę się jednak. Wyrzucam opatrunek do kosza na śmieci.

Czuję się całkiem dobrze, ale wyglądam, jakbym umierał. Potargane jasne włosy wyblakły, stały się niemal białe. To efekt działania substancji, które siły mroku na mnie testują – naturalny płowy kolor istotnie pojaśniał. Ciemne worki pod oczami nadają mi bezlitosny wygląd. No bo przecież taki jestem, prawda? Kręcę głową i znów walę się w skroń.

Zmienię się. Następnego już nie zabiję.

Nagle, gdy tak stoję, pogrążony w wewnętrznej mowie motywacyjnej, metalowy zamek zgrzyta o zębatkę i drzwi mojej celi stają otworem. Przechylam głowę, spodziewając się ujrzeć Erika, który wreszcie po mnie przyszedł, lecz to ktoś zupełnie inny.

Generał Nolan?

Jest o kilka centymetrów niższy ode mnie. Mierzę metr dziewięćdziesiąt trzy, więc facet nie jest niski, ale moją uwagę przykuwa stojąca obok drobna kobieta o różowych włosach. Nie takich koloru gumy balonowej – bardziej pastelowych, kojarzących się z różą kwitnącą pod koniec wiosny, której płatki rozwijają się w promieniach słońca. Jej oliwkowa skóra jest gładka i przyjemna, oczy niepodobne do żadnych, jakie w życiu widziałem. Przebijają mnie na wylot, złocistobrązowe, są jak burza wywołująca pożar lasu.

Zapiera mi dech, żołądek opada do podbrzusza. Co tak delikatna, zgrabna istota tutaj robi? Zmuszam się, aby spojrzeć na generała – w nadziei, że nie odwali zaraz czegoś okropnie irracjonalnego.

Bo Nolan mnie nie znosi. Przeze mnie ciągle ma nawał papierkowej roboty, więc ta niechęć jest całkiem zrozumiała. Nieustannie musi rekrutować nowych ludzi spośród kryminalistów, ale nigdy nie widziałem, żeby przyprowadził tu kogoś tak drobnego.

Proszę, nie rób tego, czego się obawiam. Sunę wzrokiem po swojej niechlujnej celi. Materac na podłodze jest niezasłany, walają się po nim koce, narożne biurko zaśmiecają papiery i książki, jakbym nie miał w sobie klasy.

Nie oczekiwałem przecież gości.

Fajnie byłoby wcześniej o tym poinformować. Zdenerwowany pocieram kark.

Nolan chrząka i uśmiecha się do mnie złośliwie.

– Mori, postanowiłem, że będziesz się zapoznawać ze swoimi partnerami tutaj, w izolatce, zamiast mordować ich potem, już wyszkolonych. Mniej zmarnowanego czasu, rozumiesz?

O tak, facet jest na mnie wkurzony. Chwila, czyżby właśnie powiedział, że to jest moja nowa partnerka? Na tę informację wybałuszam gały, pozwalając oczom przesunąć się z powrotem na drobną kobietę obok generała. Sprawia wrażenie łagodnej i potulnej, stoi niepewnie z rękami złożonymi na brzuchu. Trudno mi sobie wyobrazić, co ktoś tak dobrze ułożony robi w świecie sił mroku.

Nolan klepie kobietę w ramię, a potem popycha ją w moim kierunku. Ona nabiera powietrza i zatrzymuje się gwałtownie, aby nie wpaść w moją klatkę piersiową. Wysoko podnosi wzrok oraz podbródek, a wtedy nasze oczy się spotykają. Jej miękkie usta są na odległość oddechu.

Napinam mięśnie żuchwy i powoli obcinam wzrokiem generała.

– Naprawdęniezły pomysł – oznajmiam cicho.

On wie, że jeśli zostawi nas sam na sam, za dziesięć minut ją zabiję. Po prostu nic na to nie poradzę. Jestem pojebany, pokręcony i Nolan ma tego świadomość.

Wzrusza ramionami, potem macha ręką za głową i mamrocze:

– Jeden dzień. Tyle wystarczy, żebyś udowodnił mi swoją wartość. Że przez jedną wspólną noc z tą dziewczyną dasz radę zachować ją przy życiu. Wtedy będziemy kontynuować współpracę.

– Ale…

– Zamknij się! Mam dość twojego pierdolenia, Mori. Nie będę już przez ciebie tracił wyszkolonych żołnierzy. Masz współdziałać ramię w ramię z każdym, kogo nie zdołasz zabić od razu. Jasne?

Nolan krzyczy, jego głos odbija się od ścian, co sprawia, że ramiona przeszywa mi dreszcz.

Kiwam głową, spoglądając ukradkiem na drobną dziewczynę. Sprawia wrażenie ogromnie kruchej, ma delikatną strukturę kostną. Chyba mógłbym jedną dłonią całkowicie objąć jej gardło i… Nie. Nie myśl w ten sposób.

– Dobrze. – Nolan ciska mi na klatę niedopałek cygara. Pet spada na podłogę, końcówka wciąż tli się pomarańczowym żarem. Generał sięga do bocznej kieszeni, a potem wyciąga rękę. Domyślam się, że to tabletki specjalnie dla mnie, więc też wysuwam dłoń. Wrzuca w nią trzy kapsułki; są czarne, z małym białym napisem „SM”. To znaczy, że przeznaczono je wyłącznie do użytku sił mroku. Jesteśmy szczurami doświadczalnymi dla każdej substancji, którą jest zainteresowana góra.

Suplementy, broń, szkolenia – wszystko.

Oto prochy, od których jestem szczególnie uzależniony. Tamci chcą, żeby je poddać ostatecznym testom. Pragną tego, czego każde jebane dowództwo armii. Ulepszonych żołnierzy. A tabletki stępiają odczuwanie bólu. Pozwalają lepiej widzieć, szybciej biegać, robić wszystko… po prostu lepiej.

Kurwa, niesamowite. Obracam je w dłoni, wpatruję się w nie, jakby stanowiły mój ratunek.

Jedyny minus jest taki, że doprowadzają do jebanego szaleństwa.

Nolan obrzuca mnie surowym spojrzeniem, a następnie wychodzi. Nie zadaje sobie trudu, żeby odezwać się do dziewczyny. Metalowe drzwi zatrzaskują się za nim, a ja zostaję w najgorszej możliwej sytuacji. Pierdolę. Pustkę małego, betonowego pomieszczenia wypełnia upiorna cisza. Przełykam grudę w gardle i odwracam się, żeby popatrzeć na moją współlokatorkę.

Jej oczy są jak dwa stalowe ostrza. Płonie w nich nieufność. Kobieta cofa się pod przeciwległą ścianę.

– Tylko spróbuj się do mnie, kurwa, zbliżyć! – warczy wściekle.

Uważam, że to urocze, nic nie poradzę. Przecież, na litość boską, ona ma różowe włosy! Wygląda na małą ogrodową żmiję pozbawioną jadu. Obserwuję ją spod oka, łagodnie, i stwierdzam, że jest zbyt śliczna jak na to miejsce. Będzie tylko przeszkadzać, tak jak przeszkadzał Titan.

A popatrzcie, co mu zrobiłem.

Uśmiecham się bez cienia nadziei.

– Nie spróbuję.

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

CAMERON

Dostępne w wersji pełnej

EMERY

Dostępne w wersji pełnej

PODZIEKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

O AUTORCE

Dostępne w wersji pełnej