Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
303 osoby interesują się tą książką
Myślała, że to jednorazowa przygoda i więcej się nie spotkają. Myliła się...
Sassi w końcu dopięła swego – ma obrączkę na palcu i męża u boku. Co z tego, że spontaniczny ślub w Las Vegas z najlepszym przyjacielem był raczej szalonym pomysłem, a nie romantycznym gestem? Wreszcie może zabłysnąć przed koleżankami i dołączyć do grona zamężnych. Jednak to, co miało być początkiem nowego rozdziału, szybko zamienia się w grę, której zasad jeszcze nie zna.
Kiedy jej mąż – beztroski artysta – organizuje orgię, na której ją zdradza, Sassi nie pozostaje mu dłużna. Poznany przypadkiem w hotelu starszy i bardzo bogaty mężczyzna okazuje się lekiem na jej bolączki. Jest to przygoda na jedną noc, bo ostatecznie mąż przekonuje ją do powrotu. Sassi zgadza się pomóc mu w naprawieniu relacji z jego despotycznym ojcem. W tym celu małżonkowie wylatują do Kanady. Kobieta szybko odkrywa, że jej teść to jednocześnie tajemniczy kochanek, z którym spędziła pamiętną noc zemsty. Butny mężczyzna nic sobie nie robi z jej oporów moralnych i szybko przekracza kolejne zakazane granice relacji z synową.
Ojciec czy syn? Który z nich zwycięży walkę o serce Sassi w świecie, w którym pokusa potrafi być silniejsza niż rozsądek?
Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Nie byłem gotowy na miłość, która przenika do kości, paraliżuje zmysły, pożera rzeczywistość,
która wymaga całkowitego oddania, odwagi,
abnegacji, samozaparcia, zdolności do cierpienia
i rezygnacji ze szczęścia.
– GUSTAW HERLING-GRUDZIŃSKI
Pokazuj je!
Zanim zdążyłam się odezwać, Betsey chwyciła mnie za nadgarstek i podetknęła moją dłoń pod nos siedzących przy stoliku dziewczyn.
– Wow, ale ogromny kamień! – zawołała Bianca.
– Musiał kosztować majątek – podniecała się Susan.
– To willa z basenem jak nic – zawtórowała jej Betsey.
– A ta obrączka! Majstersztyk! Patrzcie, ile diamentów ją zdobi! – zachwycała się Patricia.
– Trzydzieści sześć – odpowiedziałam, by uciąć spekulacje. – Dokładnie tyle, ile miesięcy znamy się z Chrisem.
– Uwzględniliście staż waszej znajomości, wybierając obrączkę? Ależ to romantyczne!
– Co za gest!
– Koniec ze staropanieństwem naszej Sassi!
Przepełniało mnie zadowolenie zmieszane ze wzruszeniem. O to mi chodziło! Nareszcie znów byłam tam, gdzie powinnam być już od dawna. Znowu brylowałam towarzysko, a moje przyjaciółki z liceum ponownie chciały się ze mną spotykać, bo wreszcie od nich nie odstawałam.
Miałam męża!
Tak! Ja, uważana przez znajome – będące już od dawna żonami i matkami – za nudną starą pannę, z którą nie mają wspólnych tematów, nareszcie znajdowałam się w centrum towarzyskiego światka i wzbudzałam zainteresowanie!
Jakby czytając w moich myślach, Betsey oświadczyła:
– Znów jesteś jedną z nas. Wypijmy za to. Za odnowione po latach więzi.
Moje towarzyszki wzniosły kieliszki z szampanem. Stuknęłyśmy się szkłem w geście toastu. To była chwila mojego triumfu, pękałam z dumy. Wróciłam do gry!
– A teraz opowiadaj – nakazała Patricia. – Przez ostatnie trzy lata praktycznie nie miałyśmy kontaktu. Nic nie wiemy o tym twoim Chrisie.
No kto by pomyślał, że nie miałyśmy kontaktu. Ciekawe z czyjej winy…
Korciło mnie, jednak postanowiłam nie komentować jej słów, bo musiałabym być złośliwa, a dziś pragnęłam się skupić wyłącznie na pozytywach – nie wracać do tego, co było i co mnie bolało. Zamierzałam zaspokoić ich ciekawość, a nawet jeszcze bardziej ją podsycić.
– Chris jest artystą – rzuciłam lekko, czując, że to zdanie tylko je nakręci.
– Artystą?
– O rany! To brzmi tak romantycznie!
Dziewczyny wyraźnie były pod wrażeniem, jednak ich entuzjazm z miejsca storpedowała rezolutna Betsey.
– Artysta? To dość ogólne pojęcie. Jakim rodzajem sztuki się para?
Nie podobało mi się jej podejście. Znałam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że w jej głowie właśnie zapaliła się czerwona lampka. Artysta jej zdaniem to nie zawód, a już na pewno nie taki, który zapewniałby godne utrzymanie. I w tej kwestii akurat byłyśmy zgodne. Nie mogłam jednak tego okazać, bo Betsey zjadłaby mnie żywcem. Nastawiłam się na triumf, nie na porażkę.
Przywołałam na usta szeroki uśmiech, choć wcale nie było mi wesoło – profesja mojego męża w rzeczywistości stanowiła moją bolączkę.
– Chris jest bardzo kreatywny. Maluje, rzeźbi, robi instalacje…
Betsey zmarszczyła idealnie wyregulowane brwi.
– Musi być bardzo znany, skoro stać go na takie błyskotki. – Wskazała na moją biżuterię ślubną. – Jak ma na nazwisko? Może obiło mi się o uszy…
W tej chwili miałam ochotę ją udusić, na szczęście Susan przyszła mi z odsieczą.
– A od kiedy interesujesz się sztuką, Betsey? Przecież ty nie znasz kanonu, a co dopiero mówić o współczesnych artystach.
Dziewczyny parsknęły śmiechem. Dołączyłam do nich, choć musiałam się do tego zmusić. Nie chciałam, by któraś z nich drążyła kwestię pracy mojego męża. To był drażliwy temat.
– Mój mąż wystawia swoje prace w różnych galeriach. Ma wzięcie i kupców – odparłam cierpko. – To wam powinno wystarczyć. Nie zamierzam go reklamować, bo nie potrzebuje reklamy, a jeszcze pomyślicie, że chcę was namówić do kupna jego prac.
Tak, to była najlepsza strategia – ukryć prawdę, zasłaniając się ich dobrem.
W sumie powinnam była się spodziewać niewygodnych pytań od dawnych przyjaciółek, ale byłam tak szczęśliwa, że się do mnie odezwały i zaproponowały spotkanie po latach, gdy tylko zmieniłam status na Facebooku na „zamężna”, że euforia i radość wzięły górę nad racjonalizmem.
– To dobrze, że ma zlecenia, bo z artystami różnie bywa – mruknęła Betsey, przyglądając mi się uważnie, a ja natychmiast pożałowałam, że pojawiła się na spotkaniu. – Wielu z nich nie ma grosza przy duszy, a zgrywa Bóg wie kogo.
– Uwierz mi, finansowo jesteśmy zabezpieczeni na lata – odpowiedziałam, z trudem panując nad nerwowym drżeniem głosu, bo prawda była taka, że nie miałam pojęcia, z czego utrzymuje się Chris.
– Cudownie to słyszeć. Nareszcie się ustatkowałaś i znalazłaś bratnią duszę – ucieszyła się Bianca.
– O tak. Chris to mój najlepszy kumpel – stwierdziłam już spokojniej. Przynajmniej w tej kwestii nie musiałam udawać, bo naprawdę tak było. Odkąd go poznałam, staliśmy się nierozłączni. Doskonale się dogadywaliśmy. Chris znał moje sekrety i bolączki, wiedział, czego mi brakuje, dlatego gdy zaproponował mi małżeństwo, które pomogłoby mu w naprawieniu skomplikowanej sytuacji rodzinnej, bez wahania przystałam na ten pomysł. To było czyste szaleństwo, ale wierzyłam, że w ostatecznym rozrachunku wyjdzie mi ono na dobre.
– Przyjaźń w małżeństwie to podstawa – uznała Patricia.
– Czyżby? A ja myślałam, że miłość – wtrąciła Betsey niby od niechcenia.
Odniosłam wrażenie, że przyszła na nasze spotkanie wyłącznie po to, by mnie gnębić i udowodnić mi, że popełniłam błąd, ulegając spontanicznemu pomysłowi Chrisa na szybki ślub.
– Czyżbyś zakładała, że w naszym związku nie ma miłości? – syknęłam, bo nie byłam w stanie dłużej hamować irytacji.
– A jest? – zapytała, unosząc brwi w wyrazie powątpiewania, w każdym razie ja tak to odczytałam.
– No chyba widać – stanęła w mojej obronie Bianca, chwytając mnie spontanicznie za nadgarstek i podstawiając jej pod nos moją dłoń. – Te brylanty najlepiej o tym świadczą.
– One akurat świadczą o pieniądzach. Jego lub Sassi. Reszta to domysły. – Betsey wzruszyła ramionami.
Co za małpa! Była zazdrosna! Jak nic!
W sumie zawsze rywalizowałyśmy. W liceum walczyłyśmy o prym najpiękniejszej i atencję najpopularniejszych chłopaków oraz tytuł królowej imprez. Czyżby Betsey, która wyszła za mąż jako pierwsza z naszej szkolnej paczki, nie mogła przeboleć, że ja dopiero wchodzę do zamkniętego dotychczas przede mną kręgu żon? A może się bała, że i na tym polu zaczniemy konkurować? Tylko o co?! Choć nie znałam odpowiedzi na te pytania, postanowiłam nie dawać jej forów.
– A jak tam twój Ben? – zapytałam ze złośliwym uśmieszkiem na ustach. – Słyszałam, że ostatnio jego firma ma jakieś problemy. Chyba musieliście sprzedać dom na Florydzie, by ją ratować. To prawda?
Rzuciłam jej wyzywające spojrzenie. Szach mat, skarbie.
– To tylko chwilowy impas – oznajmiła, dumnie zadzierając głowę, jednak spostrzegłam, jak z mocą zaciska dłonie na leżącej na blacie kopertówce. Wyraźnie chciała ukryć ich drżenie. Trafiłam w czuły punkt, jak nic.
– Jeśli będziecie potrzebować pomocy, zawsze możecie się do nas zwrócić – oznajmiłam, pogrążając ją jeszcze bardziej.
– Dziękuję, ale nie trzeba – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Chyba miałam ją z głowy.
– Och, daj spokój, Sassi. Nie przyszłyśmy tu, żeby omawiać nasze problemy, tylko by cieszyć się twoim szczęściem – stwierdziła Patricia. – O nas pogadamy kiedy indziej. Teraz skupmy się na tobie i Chrisie. Mówiłaś, że wzięliście ślub w Vegas. To dość niecodzienny pomysł jak na ciebie. Odkąd zostałaś wielką panią prawniczką, chyba daleko ci do spontaniczności. Wszystkich zaskoczyłaś.
– Nie jestem prawniczką – sprostowałam, ciesząc się w duchu, że rozmowa zeszła na inny temat, niż by sobie tego życzyła Betsey. – Jestem główną asystentką w kancelarii. Obsługuję jej partnerów, ale nie zamierzam na tym poprzestawać. Ten awans to dla mnie za mało. Jesienią rozpoczynam studia na wydziale prawa na Uniwersytecie Nowojorskim. Wcześniej nie było mnie na nie stać, ale teraz uzbierałam fundusze i wreszcie mogę zacząć naukę. Chciałabym w przyszłości mieć własną kancelarię i…
– Sassi, skarbie – przerwała mi Susan. – Po co ci studia?
– Jak to po co? – zdumiałam się, bo jej pytanie wydało mi się niedorzeczne.
– Masz męża. Po co ci wykształcenie? – zawtórowała jej Bianca.
– A to się wyklucza?
– Oczywiście – odparła ze znawstwem Patricia. – Mąż to obowiązki. Skoro jest bogaty, nie musisz już walczyć o pracę. W ogóle możesz nie pracować, jak my.
– Czas też pomyśleć o dzieciach – przytaknęła Susan. – Gdy te się pojawią, ciężko będzie ci godzić opiekę nad nimi, pracę i studia. Ja na twoim miejscu bym sobie darowała. Czas na naukę już minął. Dobra sytuacja materialna da ci inne pola do realizacji. Od tej pory musisz stawiać na pierwszym miejscu rodzinę, nie siebie.
Popatrzyłam na nie tak, jakby urwały się z choinki lub przybyły z innej planety. Zawsze byłam ambitna. Wychowałam się w biedzie, więc gdy zaczęłam dobrze zarabiać, nie szastałam pieniędzmi, tylko je gromadziłam, wierząc, że kiedyś mi się przydadzą – właśnie do tego, by je pomnożyć. A czy najlepszym sposobem na pomnożenie pieniędzy nie było poszerzenie horyzontów umysłowych? Pragnęłam się kształcić. Byłam na to gotowa. Marzyłam o chwili, gdy to ja stanę się partnerem w kancelarii, i wiedziałam, że teraz jest na to idealny moment. Siedzenie w domu byłoby dla mnie równoznaczne z marnotrawieniem bezcennego czasu. Przecież miałam tylko jedno życie. Nie chciałam, żeby było bezproduktywne. Na dzieci także nie byłam gotowa. Szczerze? W ogóle o nich nie myślałam, przyjmując propozycję Chrisa, choć ten stwierdził, że gdy dojrzeję do macierzyństwa, skorzystamy z surogatki. To nie było złe rozwiązanie, bo nie planowaliśmy pożycia seksualnego. Nasz związek był umową, która obojgu nam miała przynieść profity – jemu rodzinne, mnie towarzyskie. Powstał z rozsądku, nie opierał się na fizyczności czy głębokich emocjach. Był przemyślany i dopóki jako układ będzie się sprawdzał, pragnęliśmy go kontynuować. Nikt jednak nie mówił o poświęceniu dla drugiej strony, ale o akceptacji i potrzebie samorealizacji, które wzajemnie u siebie szanowaliśmy. On chciał rozwijać się artystycznie, ja prawniczo. Idealna relacja, zwłaszcza dla kogoś tak samodzielnego i ceniącego sobie wolność jak ja.
– Chris nie narzuciłby mi roli kury domowej. Wie, że chcę się uczyć i dojść do czegoś w przyszłości – zaoponowałam.
– Oni zawsze tak mówią. – Patricia zachichotała. – Na początku…
– Mój Rafael świeżo po ślubie też twierdził, że jak chcę, to mogę iść do pracy, ale życie szybko zweryfikowało moje plany. Zaszłam w ciążę, a on oczekiwał ode mnie obiadów po powrocie z biura i ograniczenia własnych obowiązków w domu do minimum, bo był przemęczony. Moje plany odeszły więc w niepamięć.
Skrzywiłam się na te słowa Susan. Były godne współczucia, tymczasem moje towarzyszki zdawały się nie dostrzegać w nich niczego dziwnego ani odstręczającego.
– John od razu jasno nakreślił granicę – stwierdziła Bianca. – Dom należy do mnie, praca do niego. Jego zdaniem pieniądze powinien zarabiać mężczyzna, kobieta ma inne obowiązki, wynikające z jej predyspozycji. Ma dbać o porządek, gotować, ogarniać kwestie związane z dziećmi. Mnie to pasuje. Lubię poświęcać czas bliskim.
Nie wytrzymałam. Od tych bredni pękała mi głowa.
– A gdzie czas dla ciebie? Gdzie w tym wszystkim twoje potrzeby i pragnienia? – zapytałam przekornie.
– Moje potrzeby i pragnienia wiążą się wyłącznie z moim mężem i domem, który mu prowadzę. To idealna symbioza – odpowiedziała Bianca, posyłając mi szeroki uśmiech, który w kontekście wypowiedzianych przez nią słów wydał mi się szczególnie nie na miejscu.
To były herezje, a moje dawne przyjaciółki były przekonane, że tak ma być. Czy i ja stanę się taka jak one? Czy mnie również to czeka, skoro zdecydowałam się założyć obrączkę, bo wymagały tego ode mnie mój wiek oraz względy towarzyskie?
Miałam ochotę otrzepać się jak pies.
Boże, broń mnie przed podobnym uwstecznieniem!
– Mężczyźni nie lubią mieć konkurencji w związku. Kobiety zbyt silne i samowystarczalne nie są pożądane jako żony – odezwała się milcząca do tej pory Betsey, która najwyraźniej ochłonęła i postanowiła znów wtrącić swoje trzy grosze do toczącej się konwersacji. – Mąż oczekuje posłuszeństwa i wymaga opieki. Pracując i studiując, mu ich nie zapewnisz. Nie uwijesz dla niego ciepłego gniazdka. Skoro Chris jest bogaty, powinnaś skupić się na nim. Od tej pory to on jest twoim priorytetem i jego masz stawiać w centrum swojego wszechświata, nie siebie. Nauka to najgorszy pomysł, jaki możesz zafundować sobie i jemu jako świeżo upieczona mężatka.
Pozostałe dziewczyny pokiwały głowami ze znawstwem.
A mnie opadła szczęka. Dosłownie.
Zwariowały… Zaczęłam pojmować, dlaczego nie widziałyśmy się tak długo, choć kiedyś tworzyłyśmy nierozłączną paczkę. I w tej chwili dotarło do mnie, że to nie one przybyły z innej planety, ale ja. Ta planeta nazywała się Niezależność. One jej nie znały, bo nigdy jej nie odwiedziły, przez co nasze poglądy były diametralnie różne. Zostały żonami bardzo młodo, ledwo wchodząc w pełnoletniość, podczas gdy ja odłożyłam decyzję o rodzinie na później, bo stawiałam na siebie. Pytanie, co dalej. Nie chciałam skończyć jak one. W sumie nie miałam pojęcia, czego do końca oczekuje ode mnie Chris. Był miły, ciepły, uroczy. Był moim najlepszym kumplem, ale jakim będzie mężem? Tego nie wiedziałam, bo małżeństwem byliśmy niespełna tydzień. Nie znałam jego oczekiwań, choć wcześniej rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. Czy teraz to się zmieni, skoro wybraliśmy życie we dwoje? I czy Chris będzie chciał zrobić ze mnie swoją służącą, jak uczynili to z moimi przyjaciółkami ich mężowie? Nie miałam pojęcia. Wiedziałam jednak, że czeka nas poważna rozmowa, aby już na wstępie nakreślić granice naszej relacji, których nie powinniśmy wzajemnie przekraczać.
– Widzę, że się zmartwiłaś, skarbie – oświadczyła z troską w głosie Patricia. – Nic się nie martw. My ci pomożemy. Jeśli nie będziesz wiedziała, jak postępować ze swoim mężem, wskażemy ci odpowiednie rozwiązanie.
– W końcu mamy wieloletnie doświadczenie – poparła ją Susan.
– Z nami rozwód ci nie grozi. To pewne – dodała Bianca.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć, wciąż zszokowana ich podejściem.
– Pierwsza rada, jaka mi się nasuwa – oznajmiła ze znawstwem Betsey, wykorzystując moją konsternację – to kwestia przysięgi małżeńskiej.
– A co z nią nie tak? – zirytowałam się, że znów mnie zaczepia.
– Wszystko. – Wzruszyła ramionami. – Wzięłaś ślub w Vegas, a ślub w Vegas to ślub w Vegas. Wiesz, jaką opinię mają takie uroczystości i jak szybko kończą się związki zawarte w tym mieście. Co jak co, ale po tak zorganizowanej i ambitnej osobie jak ty, Sassi, spodziewałabym się odpowiedzialności, tymczasem ślub w Vegas z całą pewnością o odpowiedzialności nie świadczy.
– Dlaczego tak sądzisz? I dlaczego umniejszasz mojej życiowej decyzji? – warknęłam, nie hamując już złości.
– Bo stać cię na więcej niż coś takiego – zawyrokowała pewnie. – Powinnaś mieć ślub i wesele z prawdziwego zdarzenia, ze wszystkimi swoimi bliskimi i przyjaciółmi. Twój mąż zaś powinien poczuć, że jesteś naprawdę jego żoną, a nie dziewczyną, z którą bawi się w małżeństwo. Miałaś chociaż welon i białą suknię? – Popatrzyła na mnie wyzywająco.
– Byłam w dżinsach – bąknęłam.
– No widzisz! To sama sobie odpowiedz, ile wart jest taki ślub! – stwierdziła triumfalnie.
– Betsey, jak możesz? – jęknęła Bianca.
– To okrutne z twojej strony – przyznała jej rację Susan.
– Okrucieństwo otwiera oczy – odpowiedziała moja antagonistka. – Na miejscu Sassi kułabym żelazo już teraz i jeszcze dziś udała się do organizatorki ślubów, a także przemyślała kwestię swojej przyszłości i przenalizowała, co jest dla mnie ważniejsze: nowa rodzina czy kariera, która przecież nie przytuli i nie zapewni miłości.
To było straszne, ale pod wpływem jej słów poczułam wątpliwości. Ślub w Vegas był spontaniczny. Cieszyłam się nim jak dziecko. Miałam męża. Wreszcie spełniłam pragnienie, by dorównać koleżankom, ale w tej chwili dotarło do mnie z mocą to, co w sumie wiedziałam już wcześniej – to nie była moja wymarzona uroczystość ślubna ani wyśniony pan młody. Musiałam jednak udowodnić światu, a także samej sobie, że nie popełniłam błędu i moje działania miały sens. Nie chciałam być nieszczęśliwa, ale nie mogłam oddać pola Betsey i innym sceptykom, dlatego w końcu zabrałam głos, starając się zachować stoicki spokój i nie zdradzić moim towarzyszkom, jak bardzo byłam zdenerwowana w tej chwili:
– Chris i ja kochamy się i bez hucznego wesela. Pokazówka nie była nam potrzebna do wyznania sobie uczuć i zawarcia związku małżeńskiego. Kto wie? Może za jakiś czas wyprawimy wesele z pompą, jednak listę gości dokładnie przenalizujemy. Toksycznym osobom na pewno podziękuję. – Wstałam z miejsca, zabierając ze stolika swoją torebkę. – A teraz, kochane, was przeproszę. Mam randkę z mężem na mieście. Chris nie jest domatorem jak wasi panowie.
Po tych słowach, nie żegnając się już z osobna z każdą z nich, skierowałam się do wyjścia z restauracji. Gdy znalazłam się przed lokalem, odetchnęłam głęboko.
Okej, randka z Chrisem była blefem. Mój świeżo upieczony mąż uwielbiał swój loft i znajdującą się w nim pracownię, ale przecież musiałam coś odpowiedzieć tej zołzie Betsey, by nie wyszło, że ma rację. Postanowiłam, że nim wrócę do domu, przejdę się jeszcze po Manhattanie, by rozchodzić buzujący w moich żyłach gniew.
Może jednak popełniłam błąd? Bo powrót do tego kółka wzajemnej adoracji niewątpliwie był błędem. Pytanie jednak, co z moim małżeństwem. Naprawdę chciałam być żoną i mieć rodzinę, której nie było mi dane posiadać. Ale nie za cenę niezależności, a na moich zasadach…
Tylko czy Chris im sprosta?
Hej, skarbie, wróciłam! – zawołałam, stając na progu ultranowoczesnego loftu należącego do Chrisa, który od tygodnia nazywałam domem. Od razu po ślubie, na prośbę mężczyzny, wypowiedziałam umowę najmu mieszkania, które dotychczas wynajmowałam, odkładając pieniądze na własne.
– Jestem w pracowni – odpowiedział mój mąż.
Mąż…
Jak dziwnie brzmiało to słowo, zwłaszcza po rozmowie z moimi licealnymi koleżankami, a jednak nie dało się zaprzeczyć, że Chris i ja byliśmy małżeństwem, i jak na małżeństwo przystało powinniśmy omawiać wszystkie nasze wątpliwości wspólnie. A po dzisiejszym spotkaniu miałam ich całkiem sporo.
Przeszłam – czy raczej przecisnęłam się – między niezliczonymi stosami nierozpakowanych paczek.
Ech, to była kolejna sprawa, którą powinniśmy poruszyć – zakupoholizm.
Wcześniej, gdy między nami była jedynie przyjaźń, nie przeszkadzało mi to, że Chris szasta pieniędzmi, bo nie były one moje. Ale gdy z nim zamieszkałam, to, co brałam za niegroźną fanaberię, zaczęło mnie razić.
Ile on wydał?!
Co to w ogóle było? Przecież jego garderoba pękała w szwach od markowych ubrań do tego stopnia, że na moje rzeczy nie starczyło w niej miejsca. Podobnie było z biżuterią, sprzętem elektronicznym i materiałami plastycznymi. Mój mąż miał tego tyle, że moglibyśmy otworzyć sklep. Jego loft był ogromny, a jednak przez wszechobecne graty wydawał się klitką. Już moja kawalerka zdawała mi się większa.
Intrygowało mnie też, skąd ma aż tyle pieniędzy, że stać go na te wszystkie zbytki. Jego prace głównie zawalały pracownię, bo wcale nie było na nie aż takiego popytu, jak próbował to przedstawiać. Wiedziałam tylko, że pochodzi z bogatej rodziny, a także że jego ojciec, człowiek znaczący, ma trudny charakter. To ich zatarg doprowadził nas na ślubny kobierzec. Chris zdecydował się na małżeństwo, żeby ojciec dał mu spokój i nie próbował dłużej podsuwać swoich kandydatek. Senior rodu był władczy, apodyktyczny i nadgorliwy. Nie wnikałam jednak w szczegóły tej relacji, bo sama nie miałam dobrych wspomnień związanych z moim ojcem. W tej chwili jednak poczułam, że chciałabym wiedzieć, na czym stoję i buduję swoją przyszłość, zwłaszcza że rozmowa z przyjaciółkami tylko podsyciła głód wiedzy o moim mężu, który dotychczas starałam się tłumić.
Gotowa na poważną rozmowę, udałam się na piętro, gdzie znajdowała się pracownia Chrisa. Przekroczyłam próg nabuzowana negatywnymi emocjami i już chciałam zasypać mojego świeżo upieczonego męża gradem pytań, gdy dotarło do mnie, że w pomieszczeniu panuje ciemność.
– Chris? – zapytałam, ale w tym samym momencie drzwi za mną zamknęły się z trzaskiem. Aż podskoczyłam ze strachu. – Skarbie?
Co tu się działo? Chciałam się wycofać, bo nagle poczułam dziwny niepokój. Nie lubiłam mroku, bałam się go. Ciemność kojarzyła mi się z dzieciństwem, o którym starałam się zapomnieć. Znajdując się w nieoświetlonym miejscu, mimowolnie czułam narastającą panikę.
To pewnie przeciąg…
Przeciąg zamknął drzwi.
Tylko dlaczego Chris twierdził, że jest w pracowni, skoro faktycznie go tu nie było? Czy zdążył wyjść? Tylko którędy? I kiedy?
Telefon… Oświecę sobie drogę latarką z telefonu, postanowiłam. Zaraz jednak przypomniałam sobie, że przecież odłożyłam torebkę w salonie, na jedno z pudeł wypełnionych rzeczami mojego męża.
Szlag. Że też nie miałam teraz przy sobie komórki!
Jeszcze bardziej zdenerwowana niż wcześniej, zaczęłam szukać wyjścia.
Jak to możliwe, że nie było tu nic widać? Przecież pracownia miała okna, a nie było jeszcze nocy, żeby panował tu aż tak nieprzenikniony mrok. Brak odzewu ze strony męża dodatkowo podsycał mój niepokój.
To nie jest przeszłość…
To nie jest piwnica w domu ojca…
Poczułam napływające do oczu łzy.
Boże. A co, jeśli znowu tam trafiłam? Jeśli znów znalazłam się w pułapce bez wyjścia?
Drzwi…
Gdzie są te cholerne drzwi? A jeśli nie one, to przynajmniej włącznik światła!
Zlana zimnym potem, wyciągnęłam przed siebie ręce i po omacku zaczęłam brodzić w ciemności, starając się nie hiperwentylować, podczas gdy łzy mimowolnie spływały mi po policzkach.
– Chris… Chris… – jęczałam, całkiem zagubiona w nieprzeniknionej czerni.
Gdy wreszcie udało mi się po omacku dotrzeć do ściany, zaczęłam przesuwać po niej dłońmi w poszukiwaniu wyjścia lub źródła światła. W pewnym momencie natrafiłam na klamkę.
Drzwi!
Boże, znalazłam drzwi!
Nacisnęłam ją, ale nic się nie stało. Drzwi były zamknięte!
Byłam sama w mroku. Zamknięta na klucz. Jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką. Przerażona. Opuszczona. Bez nadziei…
– Chris! – Uderzyłam pięściami w drewniane skrzydło.
Odpowiedziała mi głucha cisza.
– Chris! – Powtórzyłam uderzenie. – Otwórz drzwi! Chyba się zatrzasnęłam! Proszę, wyciągnij mnie stąd! Wyciągnij mnie z pracowni! Chris!
Ponieważ mój mąż znów się nie odezwał, zaczęłam walić raz za razem w drzwi i krzyczeć na całe gardło:
– Chris! Chriiiiis! Boże! Chris! Uwolnij mnie! Umrę tutaj… Umrę ze strachu!
W tym momencie tuż za moimi plecami rozległ się głos mojego męża:
– Wystarczy! Mam materiał na najbliższy miesiąc pracy.
Zaraz też wokół rozbłysło światło.
Stałam w bezruchu jak zaklęta, nie bardzo wiedząc, co przed chwilą zaszło. Z moich porażonych nagłą jasnością oczu wciąż płynęły łzy.
– Chris? Chris… – powtarzałam, szlochając. – Co się stało…? Co tu się stało?
– Zagrałaś rolę życia, skarbie! – wyjaśnił z entuzjazmem, którego zupełnie nie pojmowałam.
– Rolę… życia? O czym ty mówisz, do cholery? – rzuciłam gniewnie, wciąż drżąc z nerwów. I nagle, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, dostrzegłam w rękach Chrisa niewielką kamerę. – Co to jest? Co to ma znaczyć?!
– Potrzebowałem inspiracji do mojego najnowszego projektu o nazwie Kobiece fobie. Jesteś moją muzą, skarbie. Zainspirowałaś mnie opowieściami o swoim ojcu. Uwiecznię twój lęk w kamieniu i metalu. Opowiem twoją historię przyszłym pokoleniom. To będzie coś! – stwierdził euforycznie.
Patrzyłam na jego rozpromienioną przystojną twarz i nie byłam w stanie pojąć, jak mógł zrobić mi coś takiego.
– Nagrywałeś mnie? – wydukałam z trudem.
– Cały czas – potwierdził skwapliwie. – Dzięki noktowizorowi mam świetny film z twoim udziałem. To było epickie. Te łzy, te miny, ta panika. Coś niesamowitego!
Mówił coś jeszcze, ale ja już go nie słuchałam. Czułam się jak osioł. Zamknął mnie w mroku, by zdobyć materiał do pracy. To było… chore!
– Dlaczego to zrobiłeś? – wycedziłam, czując, że wybuchnę.
– Bo jesteś niesamowita. Chcę zrobić z tobą cały cykl. Jesteś taka plastyczna, taka piękna i proporcjonalnie kształtna. Do tego wyrażasz emocje, których brakowało w moich pracach i otoczeniu. Twoja twarz jest idealna do wyrzeźbienia lub namalowania. Wreszcie mam wenę, bo wena to ty, Sassi! – Spróbował mnie dotknąć, ale odtrąciłam jego dłoń, która w tym momencie wydała mi się obrzydliwa.
– Dlaczego zamknąłeś mnie w mroku?! – powtórzyłam pytanie, bo nadal nie mieściło mi się w głowie, że zrobił mi coś tak podłego. On. Mój najlepszy przyjaciel.
Mąż!
Moja cholerna druga połówka!
– Wspomniałaś kiedyś, że boisz się ciemności i że wyniosłaś tę fobię z przeszłości. Do dziś śpisz przy włączonym świetle – wyjaśnił beztroskim tonem. – Postanowiłem wykorzystać twój strach do swoich celów.
Poczułam, jak zalewa mnie krew. On wyraźnie nie pojmował, jak wielką krzywdę mi zrobił. Myślał, że to cholerna zabawa. Pewnie dla niego tym właśnie było nastraszenie mnie. Nie przykładał do tego głębszej wagi, podczas gdy dla mnie była to okropna trauma, która wywabiła z najgłębszych zakamarków mojej duszy uśpione demony. Demony, o których istnieniu wolałabym sobie nie przypominać.
Piwnica w domu ojca.
Mrok.
Skrzypienie schodów świadczące o tym, że ktoś się zbliża. Pytanie tylko, czy po to, by mnie uwolnić, czy żeby zrobić mi krzywdę…
Nie! Nie chciałam o tym myśleć ani tego pamiętać! Tymczasem Chris w swoim artystycznym zaślepieniu właśnie sprowokował wspomnienia o tamtym okresie, który był zdecydowanie bardziej mroczny niż więżąca mnie przed chwilą ciemność.
Zrobiłam zamach i spoliczkowałam go siarczyście.
– Nigdy więcej mi tego nie rób!
Po tych słowach odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do drzwi. Gdy znalazłam się na korytarzu, puściłam się pędem do sypialni, która od tygodnia była także moja. Dopiero będąc w środku, rozpłakałam się jak dziecko.
Głupek! Idiota! Bezmyślny kretyn!
Miałam ochotę zakopać się pod kołdrą i wypłakać cały swój żal, ale mój nieszczęsny mąż podążył za mną, nie dając mi w spokoju zebrać myśli i odreagować szoku.
– Skarbie…?
Usiadłam na łóżku tyłem do niego.
– Nie mamy o czym rozmawiać – fuknęłam.
Chris jednak nie odszedł, tylko usiadł obok mnie i zaczął mnie głaskać po plecach.
– Jesteśmy przyjaciółmi… Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać i nadal mamy.
– W takim razie mnie szanuj – warknęłam. – Nie życzę sobie podobnych niespodzianek, gdy wracam do domu po ciężkim dniu.
– Ej! – Zaśmiał się, a jego dotyk, jak mi się zdało, stał się bardziej intensywny. – Naprawdę nie miałem złych intencji. Po prostu szukam inspiracji.
Poczułam, jak zaczyna wyciągać moją koszulę spod paska spódnicy. Ten gest mnie zelektryzował.
– Co ty robisz? – Odskoczyłam gwałtownie, jakby mnie oparzył.
– No… Pomagam ci – odpowiedział niefrasobliwie.
– Dzięki, poradzę sobie sama – mruknęłam, nie kryjąc niezadowolenia.
– Nie chciałem zrobić nic złego – tłumaczył nieudolnie. – Jesteś moją żoną i…
– Żoną na papierze – przerwałam mu stanowczo. – Przede wszystkim jestem twoją przyjaciółką. I tego, gdy jesteśmy sam na sam, nie chcę zmieniać. Ma być tak, jak się umówiliśmy. Małżeństwo jest dla świata i dla twojego ojca. My zostajemy w tej samej relacji, w której byliśmy przed wyjazdem do Vegas.
– Oczywiście, i nie zamierzam tego zmieniać – żachnął się. – Chciałem po prostu pomóc ci oswobodzić się z ubrań. Nie miałem złych intencji.
Przyjrzałam mu się uważnie. W tej chwili wyglądał jak spłoszony chłopczyk. Był przystojny. Jego włosy miały odcień gorzkiej czekolady, a oczy orzechów. Do tego był rosły, szkoda tylko, że nieco zbyt chudy. Gdyby przypakował, kobiety padałyby mu do stóp. Sama bym się nim zainteresowała, ale obawiałam się, że bliskość mogłaby zrujnować naszą relację. Zawsze gdy miałam przyjaciela i zamieniało się to w coś głębszego, kończyło się dramatycznie. Nie chciałam cierpieć, a już na pewno nie przez kolejnego faceta. Związek, na jaki się umówiliśmy, był idealny. Powtarzałam to sobie w głowie niczym mantrę. Mieliśmy swobodę, wolność, nadal mogliśmy robić, co chcieliśmy, i nie byliśmy od nikogo zależni. Liczyły się pozory, bo przecież coś takiego jak miłość nie istniało. Była jedynie chemia, zwierzęcy pociąg, a potem już tylko zobowiązania i rutyna, które zabijały wcześniejszą namiętność. Nigdy się nie zakocham, bo to infantylne, dobre dla nastolatek. Dorośli nie kochali i tego zamierzałam się trzymać. Podobnie jak zasady, że seks niszczy przyjaźń.
Dlatego – choć Chris był w moim guście – nie mogłam zapominać, kim dla mnie jest. Stosunki między nami musiały pozostać takie jak w dniu, kiedy podpisałam dokumenty zawarcia małżeństwa i się do niego wprowadziłam. Inny scenariusz nie wchodził w grę! Nie zamierzałam być kolejną Betsey, Susan czy Biancą i dzielić ich losu kury domowej.
Po moim trupie!
– Mam taką nadzieję – burknęłam. – Jest dobrze tak, jak jest. Nie chcę nic zmieniać w naszej relacji. No, może z wyjątkiem straszenia mnie. To akurat jest niedopuszczalne.
Chris odpowiedział mi śmiechem.
– Przesadzasz. Przecież nic ci nie zrobiłem. Za to mogę uczynić cię sławną dzięki swojej sztuce – odparł.
Znów poczułam irytację. Czy on żartował?!
– Dziękuję za taką sławę – stwierdziłam gniewnie. – Wolę pozostać anonimowa. Nie mieszaj mnie w swoje pomysły. Nie życzę sobie tego.
Twarz mojego męża spochmurniała.
– Wyszłaś za artystę, więc powinnaś była liczyć się z tym, że sztuka będzie siłą napędową naszego związku – oznajmił ze złością. – Nie zamierzam z niej rezygnować. Performance to mój żywioł. Nakręca mnie. Dzięki niemu tworzę. Od tej pory będzie tak samo obecny w twoim życiu jak ja.
Ten ton mnie zszokował. Pierwszy raz słyszałam, by Chris odzywał się do mnie w taki sposób. Liczyłam na skruchę, na przeprosiny, tymczasem on zachowywał się tak, jakby nie pojmował, że zrobił mi krzywdę. Myślał tylko o swojej sztuce i o sobie, natomiast kompletnie nie brał pod uwagę mojego stanowiska. Przecież znał moją historię. Wiedział, co przeszłam. Jego egoistyczna postawa nie podobała mi się i źle rokowała na przyszłość, a przecież ta miała być pisana przez nas wspólnie, o czym zresztą zgodnie zadecydowaliśmy, a nie narzucona mi odgórnie przez męża. Przed oczami znów stanęły mi moje nieszczęsne koleżanki.
Nie skończę jak one!
Nigdy do tego nie dojdzie!
Nigdy!
– Bądź sobie artystą, ale mnie w to nie mieszaj – syknęłam. – Nie chcę uczestniczyć w twoich artystycznych szaleństwach, zwłaszcza po tym, co mi dziś zafundowałeś!
– Wielkie mi halo. Zgasiłem światło w pracowni i zaciągnąłem rolety, a ty już histeryzujesz – odparł naburmuszonym tonem.
– Histeryzuję?! – krzyknęłam. – Byłam spanikowana, nie wiedziałam, co się dzieje. Nie miałam pojęcia, że to ty i że zwyczajnie bawisz się moim kosztem. Twoje postępowanie jest chore!
– Moje postępowanie?! – On też podniósł głos. – Chyba raczej twoje! Nie zachowujesz się teraz jak normalna osoba. Co złego jest w ciemności?!
Co złego jest w ciemności…?
Mój Boże.
– Mówiłam ci przecież, jakie zło się w niej czai – odpowiedziałam, znów czując łzy zbierające mi się pod powiekami. – Znasz moją przeszłość…
– Histeria, mówiłem – skomentował, wstając gwałtownie. – Zamiast się mazać, mogłabyś zrobić teraz ze mną coś kreatywnego. Jeszcze przed momentem miałem milion pomysłów, ale ty zabijasz je swoimi nieuzasadnionymi fochami! Nie zamierzam w tym uczestniczyć. Zła energia odbiera mi chęci do pracy.
Po tych słowach wyszedł z pokoju i trzasnął z impetem drzwiami.
Przez dłuższą chwilę siedziałam na łóżku porażona. Jak on mógł mnie tak potraktować? I dlaczego tak postąpił, skoro nic mu nie zrobiłam? To była jego wina, że płakałam, tymczasem on odwrócił kota ogonem i nagle wyszło, że to ja jestem winna, bo jemu przeszła wena. Ależ to było głupie i niesprawiedliwe!
Gdy dotarło to do mnie z całą mocą, poderwałam się z miejsca i ruszyłam w ślad za nim. Nie daruję mu! To się tak nie skończy! Będzie miał mnie na karku, póki mnie nie przeprosi!
Wściekła i rozżalona, wypadłam na korytarz.
– Christopherze! – wrzasnęłam. – Wracaj tu i staw mi czoła! Chcę, żebyś ze mną porozmawiał i…
Odpowiedziało mi kolejne trzaśnięcie drzwi, tym razem donośniejsze i dobiegające z dołu od strony głównego holu.
Zmarszczyłam brwi. Wyszedł z mieszkania?
Nie… To niemożliwe. Nie zostawiłby mnie. To byłoby dziecinne, zwłaszcza że nie spotkało go z mojej strony nic, co wiązałoby się z aż tak gwałtowną reakcją. To ja miałam prawo być zła, nie on!
Zbiegłam po schodach, a zorientowawszy się, że Chrisa nie ma na dole, otworzyłam drzwi wejściowe i wyjrzałam na korytarz biegnący w stronę wind. Mój mąż wsiadał właśnie do jednej z nich. Rzuciłam się w jego kierunku.
– Chris! Poczekaj… Porozmawiajmy! – zawołałam błagalnie, chcąc wyjaśnić tę sprawę. Nie znosiłam chować urazy.
– Nie zamierzam – odpowiedział, naciskając guzik parteru.
– Dokąd idziesz? – jęknęłam.
– Poszukać weny u innej, skoro ty nie chcesz mi jej zapewnić! – stwierdził.
Po tych słowach drzwi kabiny zasunęły się prawie na moim nosie. Stałam przed nimi drżąca z emocji, wspierając rozpalone czoło o metalowy panel.
Zostawił mnie…
Choć nie mieściło mi się to w głowie, on naprawdę mnie zostawił. Bez powodu. Ot tak. W dodatku zakomunikował mi, że idzie do innej kobiety…
Nie powinno mnie to ruszać. Nasza umowa była jasna – jesteśmy przyjaciółmi, możemy robić, co i z kim chcemy. Zgodziłam się na to, ale nie brałam pod uwagę, że już tydzień po ślubie mój mąż będzie szukał pocieszenia w ramionach kochanek.
Byłam przepełniona złością, żalem i kompletnie nieuzasadnioną zazdrością.
Przecież Chris mnie nie pociągał.
No, może troszeczkę…
Ale nie chciałam zmieniać naszej relacji, on ponoć także nie. Seks jedynie by ją zniszczył. Dlaczego zatem czułam się w tej chwili tak, jakbym dostała od niego w twarz? Jego życie łóżkowe i uczuciowe powinno być mi obojętne. To małżeństwo to umowa. Kontrakt. Niech robi, co chce. Ja też będę postępować po swojemu…
Otarłam pięścią załzawione oczy i skierowałam się z powrotem do mieszkania.
To tylko przyjaźń…
Nic ponadto!
Nic ponadto. Dobre sobie!
Minęły trzy dni, a Chris nadal nie wrócił do domu. Nie miałam pojęcia, gdzie jest ani z kim. Na moje rozpaczliwe telefony i esemesy odpowiedział tylko raz. Napisał, że wróci, jak mu przyjdzie na to ochota. Przynajmniej wiedziałam, że nic mu nie jest, bo już chciałam zgłaszać zaginięcie. Jednak jego postępowanie mnie martwiło. Skoro tak reagował na niewielką kłótnię, którą zresztą sam wywołał, co będzie, gdy dojdzie między nami do większego impasu?
Starałam się jakoś przejść nad tym do porządku dziennego, ale nie było to łatwe. Ledwo skupiałam się na pracy i codziennych obowiązkach, bo moje myśli wciąż krążyły wokół Chrisa. Związki przyjaciółek wydawały mi się koszmarne, nie chciałam, by mój wyglądał podobnie – a zanosiło się na to, że będzie jeszcze gorzej niż u nich. Co zatem powinnam zrobić? Przecież nie rozwiodę się po półtora tygodnia od ślubu. To niedorzeczne! Poza tym Betsey by triumfowała. W końcu od razu zauważyła, że w mojej relacji z Chrisem coś nie gra. Nie mogłam do tego dopuścić. Musiałam zagryzać zęby i grać przed otoczeniem, że wszystko jest w porządku.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Redaktorka prowadząca i wydawczyni: Ewelina Kapelewska
Redakcja: Anna Płaskoń-Sokołowska
Korekta: Małgorzata Lach
Projekt okładki: Łukasz Werpachowski
Zdjęcie na okładce: © Fxquadro / Stock.Adobe.com
Copyright © 2026 by Monika Magoska-Suchar
Copyright © 2026, Papierowe Serca an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie elektroniczne
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-570-5
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Weronika Panecka
His Daddy - elektroniczna
